Archive for października 2012

"Oskarżyłam księdza" Aldona Rogulska, Adam Klonowski


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Nowy Świat
Liczba stron: 207
Moja ocena : ?/6

Nie lubię mieć zaległości. A trafiła mi się ostatnio jedna, związana z wrześniową Trójką e-pik. Chodzi o reportaż "Oskarżyłam księdza", który przeczytałam już dość dawno, ale nie miałam jakoś okazji i siły na opisanie moich wrażeń.
Dlatego dzisiaj nadrabiam ten mój zaległy wpis, ale z góry uprzedzam, będzie oszczędnie.

Lektura sprawiła mi nie lada trudność. Oczywiście mam na myśli poruszaną tematykę, bowiem historia Ewy Orłowskiej, która jest główną bohaterką przedstawionego dramatu, nie jest lekką i przyjemną opowieścią.  Nie można czytać zwierzeń tej kobiety, nie angażując się emocjonalnie choć trochę. Nie można obok tej lektury przejść obojętnie i wzruszając ramionami, odłożyć książkę na półkę. I nie chodzi tutaj tylko o wątek molestowania. Chodzi o całokształt.

Nie potrafię sobie wyobrazić, jak ciężkie życie miała bohaterka tego reportażu. Począwszy od trudnego dzieciństwa (gdzie słowo "trudne" nabiera tutaj wyjątkowego znaczenia), poprzez toksyczne małżeństwo, niezliczoną ilość obowiązków, przy niezliczonej ilości dzieci, zmaganie się z trudami codzienności, chorobami, walką o godziwy byt dla rodziny, kończąc na całym dramacie związanym z molestowaniem seksualnym. To wręcz niemożliwe, żeby na jedną osobę spadło tyle trudności i niegodziwości. Nie potrafię sobie nawet tego wyobrazić. Walka z przeciwnościami losu, to utarty frazes, w odniesieniu do historii Ewy Orłowskiej.
Czytać o tym ciężko, a co dopiero przeżyć.

Książka ma formę luźnych zapisków i wspomnień Ewy, zaczynając od tych najwcześniejszych, z lat dziecinnych, aż do roku 2004. Krótkie rozdziały opisują dramat małej dziewczynki molestowanej przez proboszcza, która nie ma oparcia w rodzinie i najbliższych. Kolejno, losy nastolatki, która także doświadczyła przemocy fizycznej i psychicznej. W końcu kobiety, której przemoc, gwałt i walka o godność, stały się chlebem powszednim.
Trudna lektura, nie da o sobie zapomnieć.

***

To nie koniec. Wahałam się, czy podzielić się tą informacją, bo kto śledzi ten wie. Doszłam jednak do wniosku, że wspomnę. Niech to będzie sposób na moje pożegnanie:
Sardegna

Byłam, widziałam, poznałam, pogadałam czyli Targi Książki w Krakowie zaliczone


posted by Sardegna on

66 comments

Cała blogosfera od trzech dni żyje krakowskimi Targami Książki. To w końcu ważne wydarzenie dla osób, które książki kochają i uwielbiają wszelkie akcje, związane z promowaniem literatury. Jako że ja należę właśnie do tej grupy ludzi, uprosiłam męża, abyśmy wybrali się chociaż na jeden dzień do Krakowa i uczestniczyli w targowych wydarzeniach.

Na wyjazd zdecydowaliśmy się właściwie w ostatniej chwili, mimo to oczekiwanie na sobotę dłużyło się niemiłosiernie, a kiedy ten dzień w końcu nadszedł, zleciał w mgnieniu oka. Chętnie pokręciłabym się jeszcze po terenie targów, poodwiedzała niektóre omijane stoiska, porozmawiała z autorami, przedstawicielami wydawnictw, a przede wszystkim spotkała z blogerkami na krakowskim Rynku, jednak obowiązki względem dzieciaków nie pozwoliły na taką beztroskę.
Mimo wszystko jednak, jestem bardzo zadowolona, że mogłam w ogóle dotrzeć do Krakowa i pod znakiem literatury wszelakiej, spędzić wczorajszy dzień.

Przygotowania do targów zaczęłam kilka dni wcześniej, dokładnie sprawdzając sobotni plan wydarzeń i spotkań. Z listy autorów znalazłam aż 13, z którymi chciałabym się spotkać i poprosić o wpis do książki. Tym oto sposobem, w piątek wieczorem w plecaku znalazły się książki następujących autorów:
Wojciech Cejrowski
Monika Szwaja
Beata Pawlikowska
Janusz Wiśniewski
Marek Krajewski
Katarzyna Grochola
Katarzyna Michalak
Katarzyna Enerlich
Romuald Pawlak
Magdalena Kordel
Roma Ligocka
Małgorzata Kalicińska
Janusz Koryl
Powyższe książki zajęły całą przestrzeń plecaka i ważyły chyba z tonę. Do tego naszykowałam wejściówkę, którą otrzymałam dzięki uprzejmości Wydawnictwa Dreams i w drogę.

Plan był następujący: dotrzeć do Krakowa na 10. Ale jak można się domyślić, korki, brak miejsca do zaparkowania no i deszcz, spowodowały, że dotarliśmy dopiero o 10.40.

Kolejny plan, który zakładał rozmowę z autorką Magdaleną Kordel na stoisku Granic i poproszenie o autograf Pana Cejrowskiego i Panią Pawlikowską przed panelem, dotyczącym blogosfery, padł już na wstępie. Jednak udało mi się porozmawiać chwilę z przemiłą Magdą Kordel o jej starej powieści "48 tygodni", nowej "Wino z Malwiną" i poprosić o wpis. 


Na więcej nie starczyło już czasu, bowiem w sali seminaryjnej nr 3 rozpoczynała się już dyskusja
Blogerzy książkowi - przyszłość krytyki literackiej?
Na sali spotkałam znajomych blogerów, Engę, anek7, Roberta, Bazyla, Elenoir, Silaqui. Wypatrywałam Viv, Ktryi i Magdy K-ska, ale dziewczyn nie udało mi się zlokalizować. Kobiety! Gdzie byłyście? Bardzo żałuję, że nie udało nam się spotkać. Mam nadzieję, żedotarły do Was moje pozdrowienia

W tym czasie mój niezastąpiony mąż zdobył podpisy Wojciecha Cejrowskiego i Beaty Pawlikowskiej, więc plan zdobywania autografów szedł jak po maśle


Co do samego panelu dyskusyjnego, moim skromnym zdaniem, najlepiej wypadł Jarek Czechowicz i oczywiście nasza blogowa koleżanka anek7. Ich wypowiedzi były przemyślane, ale jednocześnie swobodne i bardzo reprezentatywne dla całej naszej grupy blogerów. Brakowało swobody wypowiedzi innych blogerów, i szczerej dyskusji, jaka rozwinęła się w Katowicach. Z tego co się orientuję, niedziela będzie bardziej skierowana na blogosferę, więc z niecierpliwością będę wypatrywać wrażeń obecnych tam osób.

Kolejno, wyruszałam na poszukiwanie znanych i lubianych wydawnictw i księgarni. Targi krakowskie biją pod względem ilości stoisk, Katowice na głowę. Jednak wiąże się z tym olbrzymi ścisk, tłok i duszność, która momentami była nie do wytrzymania. Odwiedzałam kolejne miejsca z mojej listy i zdobywałam wpisy ulubionych autorów. W kolejce do Janusza Wiśniewskiego, Marka Krajewskiego i Moniki Szwaja spędziłam kilkanaście minut, bowiem spora grupa czytelników również była chętna na spotkanie z autorem. 


Podobny tłok gromadził się przy Katarzynie Grocholi i Małgorzacie Kalicińskiej, a ja nie miałam już siły na stanie w kolejce, więc wpisów tych dwóch autorek nie udało mi się zdobyć. Nie dotarłam też do Romy Ligockiej. Miałam również wielką ochotę na spotkanie z Wojciechem Mannem i Januszem Koryl, jednakże obaj Panowie na targi nie dotarli, chyba z powodów zdrowotnych.


Więcej luzu było natomiast przy stoisku Granice.pl. Tam udało mi się dłużej porozmawiać z Kasią Michalak, Renatą Kosin i Romkiem Pawlakiem. Dziękuję Wam za miłą rozmowę i wszystkie wpisy. Od Kasi Michalak otrzymałam też pierwszy rozdział "Mistrza". Dziękuję 


Podobnie miłe spotkanie miało miejsce na stoisku Wydawnictwa MG, gdzie obecna była Kasia Enerlich, która także podpisywała swoją powieść. Z tego miejsca serdecznie pozdrawiam także Panią Ewę Grupińską, szefową wydawnictwa, która okazała się być przemiłą osobą, i z którą udało mi się chwilę porozmawiać.
Na stosiku MG spotkałam tez znajome blogerki Izę i Kaś, które wybierały się na spotkanie blogerów na krakowskim Rynku. Dziewczyny, bardzo miło było Was spotkać, czekam na Waszą relację ze spotkania

W trakcie przechadzki między stoiskami natknęliśmy się na grupkę blogerów: Engę, Roberta i anek7, którzy oczekiwali na Panią Małgosię Gutowską - Adamczyk. Przyłączyliśmy się do spotkania i chwilę pogawędziliśmy z Paniami, bowiem dołączyła do nas jeszcze Marta Orzeszyna.
Kiedy wszystkie podpisy zostały zdobyte, mogliśmy udać się na spokojne odwiedzanie znajomych stoisk, przeglądanie ofert i przyglądanie się tłumom, które okupowały wybranych autorów.
W trakcie zwiedzania targów udało mi się nawiązać nową współpracę z wydawnictwami Zielona Sowa, Esprit i Marginesy. Dziękuję za okazane zaufanie i miłą rozmowę.
Od Esprit otrzymałam nawet pierwszy egzemplarz recenzencki. Druga sfotografowana powieść to prezent od Wydawnictwa Harlequin, za co serdecznie dziękuję.


Jeżeli chodzi o zakupy własne, to byłam dzielna i nie zaszalałam tym razem. Przyznam się też szczerze, że w ferworze rozmów i spotkań, nie miałam czasu dobrze przyjrzeć się ofercie i taniej książce. A może nawet i dobrze się stało :) Przywiozłam za to masę targowych gadżetów, zakładek i naklejek dla dzieci. Dla maluchów kupiłam książeczki edukacyjne z nalepkami, które zostały już dziś rozpracowane, więc nie znalazły się na zdjęciu.


Żałuję bardzo, że mimo zapewnień, nie udało mi się dotrzeć na spotkanie blogerów na Rynku krakowskim. Mam nadzieję, że dokładną relację ze spotkania będę mogła wkrótce przeczytać. Dziękuję wszystkim znajomym blogerom, Autorom i przedstawicielom wydawnictw za przemiłe spotkanie i wszystkie rozmowy. Sobota była bardzo intensywna, ale dla mnie był to wspaniale spędzony czas. Mam nadzieję, że nawiązane kontakty zaowocują przyjemną współpracą i nowymi projektami. Do zobaczenia przy okazji następnej książkowej imprezy! Pozdrawiam - sardegna

Na koniec, dla wszystkich, którzy cierpliwie doczytali wpis do końca, zdjęcia obecnych na targach gości:


Sardegna

"www.1939.com.pl" Marcin Ciszewski


posted by Sardegna on , , , , , , , ,

11 comments

Wydawnictwo: Ender Sławomir Brudny
audiobook: czas trwania 11 h 40 minut
Moja ocena : 6/6
lektor: Krzysztof Banaszyk

Będę się dzisiaj ekscytować, nadużywać wielu entuzjastycznych zwrotów i pochwał, a wszystko to, ponieważ ciągle jestem pod wrażeniem odsłuchanego przed paroma dniami audiobooka "www.1939.com.pl", Marcina Ciszewskiego.

Nie przepadam za powieściami historycznymi, a wojennymi to już w ogóle. Mimo że w ostatecznym podsumowaniu książka zaliczona jest do fantasy i science-fiction, to te gatunki również nie należą do moich ulubionych.
W całej tej historii jest jednak coś tak wciągającego i interesującego, że nie mogłam oderwać się od słuchania. Zdarzyło mi się to po raz pierwszy w mojej przygodzie z audiobookami, że dosłuchiwałam na laptopie kolejne rozdziały, gdyż nie mogłam doczekać się podróży samochodem, kiedy to tradycyjnie odtwarzam sobie powieść.

Rewelacja! Mówię Wam! Chociaż początek na to nie zapowiadał. Co do wstępu, to oczywiście jest to moje zdanie, bo mój mąż był bardzo zadowolony i powtarzał mi tylko: "Słuchaj dalej, za chwilę się rozkręci".

Cała historia zaczyna się w 2007 roku, od przygotowań wyprawy Pierwszego Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego na czele z podpułkownikiem Jerzym Grobickim, do Afganistanu. Wszystko zapowiada, że będzie to rutynowa akcja. Batalion wyposażony w najnowszą technikę i broń, w asyście amerykańskich żołnierzy pod dowództwem pani kapitan Nancy Sanchez, kieruje się na misję.
Po drodze jednak dochodzi do niesamowitego wydarzenia, w które nikt do końca nie będzie mógł uwierzyć.

Cały batalion przenosi się w czasie do roku 1939, a dokładnie do dnia 1 września. Jednostki Wermachtu, nacierają na Polskę, a pierwsze bitwy rozgrywają na oczach żołnierzy Grobickiego. Podpułkownik będzie musiał podjąć decyzję, czy przyłączyć się do rodaków i wspomóc ich działania swoim  nowoczesnym sprzętem i wsparciem, czy zostać tylko biernym obserwatorem. Wizja walk ze znanym wrogiem za pomocą nowoczesnej technologii jest kusząca, ale ingerencja w historię i losy narodu polskiego, może być brzemienna w skutki.
Jak poradzą sobie żołnierze Pierwszego Samodzielnego Batalionu Rozpoznawczego? Koniecznie sięgnijcie po tę książkę!

Jeżeli ktoś ma jeszcze opory i tłumaczy się tym, że nie przepada za literaturą wojenną, uspokajam, że w powieści można znaleźć jeszcze inne wątki. Przede wszystkim będzie intryga kryminalna oraz cała gama barwnych postaci, czyli towarzyszy Grobickiego, na czele z kapitanem Wieteską, odpowiedzialnym za klucz śmigłowców. Będzie nawet wątek miłosny, kiedy to okaże się, że kapitan Sanchez jest znajomą podpułkownika z dawnych lat.

Ta książka jest niesamowita jeszcze pod jednym względem. Postacie fikcyjne mieszają się z historycznymi. Żołnierze Grobickiego walczą ramię w ramię z Wołyńską Brygadą Kawalerii przeciwko niemieckiemu XVI Korpusowi w bitwie pod Mokrą. Wrażenia czytelnicze są nie do opisania. Jak wyglądałaby kampania wrześniowa, gdyby nasi rodacy, w 1939 roku, dysponowali taką pomocą? Jak wpłynęłoby to na losy Polski i Europy? Uwielbiam takie alternatywne historie!

Ta historia wciąga bez reszty. Jeżeli macie pomysł, aby podczytywać ją w chwili wolnej, albo słuchać z "doskoku", to się Wam nie uda. Pochłoniecie ją natychmiast! Jeżeli chodzi o audiobook, lektor też jest rewelacyjny. Obecnie słucham części kolejnej, która jest interpretowana przez innego lektora i czuję się nieswojo, bo dla mnie podporucznik Grobicki ma głos Pana Krzysztofa Banaszyka.
Sardegna

Hurtownia bajek, czyli co czytałam ostatnimi czasy moim dzieciom na dobranoc


posted by Sardegna on , , , ,

8 comments

Ostatnio zaniedbałam jakoś tę część mojego bloga, związaną z książeczkami dla dzieci. Na szczęście zaniedbania sięgają tylko strony pisemnej, bowiem czytelniczo dzieciaki i ja nie mamy żadnych zaległości. Ostatnich kilkanaście wieczorów umilało nam kilka zupełnie różnych od siebie książek. Pozwoliłam sobie podprowadzić pomysł przedstawienia zbiorczego od Izy i zaprezentować, jakie książki leżały na nocnym stoliku przy łóżku piętrowym dzieciaków.

Zaczęliśmy klasycznie, od zbioru "Brzechwa Dzieciom". Nasza książka jest trochę sfatygowana i ma postrzępioną okładkę, bowiem towarzyszyła mi od najmłodszych lat i swoje już przeszła.

Nasze wydanie pochodzi z 1979 roku i opatrzone jest ilustracjami Jana Marcina Szancera. Zbiór wierszyków podzielony jest na 8 części:
rozdziały - "Samochwała","Entliczek - pętliczek", "Wiosenne porządki", "Zoo", "Siedmiomilowe buty" - zawierają klasyczne, krótkie wierszyki, znane chyba większości z nas tj.: Kłamczucha, Skarżypyta, Arbuz, Kwoka, Na straganie, Pomidor, Na Wyspach Beramutach, Kokoszka Smakoszka, Hipopotam.
"Opowiedział dzięcioł sowie" - dłuższa rymowana historia, opisująca interesy, jakie prowadziły leśne zwierzęta.
"Pali się!" - historia dzielnych strażaków
"Szelmostwa Lisa Witalisa" - historia, która w dzieciństwie robiła na mnie kolosalne wrażenie. Poczynania tytułowego Lisa, którego w końcu spotkała zasłużona kara (swoją drogą, jak Oni mogli ostrzyc tak piękną rudą kitę!, nie mogłam tego zrozumieć!)
Czy muszę mówić, jak wartościowa jest ta książka, i że nie wyobrażam sobie, aby jakiekolwiek dziecko nie kojarzyło chociaż paru wierszyków Brzechwy? Mam nadzieję, że nie.

Kolejno przeszliśmy do króciutkiej książeczki "Kiedy tramwaje idą spać" Ryszarda Marka Grońskiego. Broszurka została wydana w roku 1973, napisana w formie bardzo krótkich wierszyków, ale doskonale oddająca charakter środków transportu, o których w książeczce mowa.
Króciutkie teksty opisują w zabawny sposób pojazdy takie jak: tramwaj, autobus, taksówka, trolejbus, dorożka i helikopter, wzbudzają ciekawość dzieci i uśmiech na ich twarzach. No bo jak można się nie roześmiać słuchając takiego tekstu:

"Trolejbus -
roztargniony tramwaj przypomina.
Wybrał się na przejażdżkę,
lecz zapomniał o szynach!"
Przy okazji można podyskutować o wyglądzie owych pojazdów, ich zastosowaniu i skomentować ciekawą grafikę, trochę "staromodną", jak dla naszych dzieci, ale przez to bardzo interesującą.




Na koniec została nam książeczka bardziej współczesna "Bernard i Bianka" Walta Disneya. Kolorowa okładka, o grafice kojarzącej się właśnie z kreskówkami Disney'a zawładnęła moimi dziećmi, ale przyznam szczerze, mnie nie powaliła na kolana. Nie da się ukryć, forma książki, nawet fabuła są bardzo przyjazne, ale zapis treści bardzo ubogi. Ta książeczka bardziej nadaje się do oglądania i komentowania tego, co widać na przedstawionych obrazkach, niż do właściwego czytania.
Historia dwóch myszek, które wyruszają na pomoc małej Penny, pełna jest niebezpieczeństw. Jednak małych bohaterów charakteryzuje spryt i mądrość oraz wspomaga grupa wiernych przyjaciół, więc przygoda nie może skończyć się źle.
Tak jak zaznaczyłam, pozycja fajna, ale tylko do oglądania, do czytania się raczej nie nadaje.

Książkę "Brzechwa Dzieciom" zaliczam do wyzwania październikowej Trójki e - pik - autor z naszego dzieciństwa.
Sardegna

"Trzy oblicza pożądania" Megan Hart


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments

Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Liczba stron: 412
Moja ocena: 4/6

Na bazie popularności pewnej powieści, literatura erotyczna staje się chyba coraz bardziej na topie.
Jednak trudno pisać o seksie tak, aby treść nie była wulgarna, albo wręcz przeciwnie, tandetna,  nudna i przewidywalna.
Nie da się ukryć, że w literaturze kobiecej temat erotyki jest przedstawiany na dwa sposoby: przemilczany, kiedy to bohaterowie powieści udają się do sypialni, za nimi zamykają się drzwi i na tym koniec. Albo wręcz przeciwnie, akt seksualny opisywany jest w najdrobniejszych szczegółach, ze wszystkimi detalami anatomicznymi, wypowiedziami, entuzjastycznymi ochami i achami i dźwiękami temu podobnymi.
Trudno się dziwić, że w trakcie lektury wieje nudą, przewidywalnością, sztucznością i wydumaniem, albo przeciwnie, wulgarnością i zniesmaczeniem.

"Trzy oblicza pożądania" to powieść z gatunku erotycznych. Informuje już o tym śmiała notatka na okładce, napis "Tylko dla dorosłych" oraz skromne, acz wiele mówiące zdjęcie na okładce książki. Jak w tym przypadku, autorce udało się przekazać czytelniczkom treści nasycone seksualnością? Zanim przejdę do własnych wrażeń, parę słów o fabule (bo wbrew pozorom, ta powieść nie jest tylko o seksie).

Anne jest pozornie szczęśliwą mężatką, która wiedzie bardzo udane życie. Mimo świetnej relacji z mężem Jamesem, kobieta zmaga się w osobistymi problemami i nie potrafi w pełni cieszyć się codziennością. Jej prywatnymi demonem jest ojciec alkoholik i wspomnienia z dzieciństwa, które się z tym wiążą, siostry, które nie mają łatwego życia i szukają u Anne wsparcia, oraz wszędobylska teściowa i szwagierki, które wtrącają się do pożycia młodych i ciągle nagabują o potomka.
Anne walczy jednak dzielnie, a dzięki pomocy i wsparciu męża wszystko układa w dobrym kierunku.

Stabilizację w związku Anne i Jamesa burzy pojawienie się przyjaciela męża ze studenckich lat. Alex, przystojny i uwodzicielski mężczyzna zjawia się gościnnie w domu małżonków i zostaje na dłużej. Początkowo relacja między ową trójką jest typowo przyjacielska, jednak z czasem nawiązuje się między nimi seksualne napięcie, które znajduje swoje ujście w sypialni. Mężczyźni spełniają wszystkie erotyczne zachcianki Anne, a ona nie umie już wyobrazić sobie życia bez dwóch facetów obok siebie. Z czasem sytuacja się jednak skomplikuje i ktoś wyłamie się z tego seksualnego układu.

Po skończonej lekturze mam mieszane uczucia. Jeśli chodzi o część obyczajową, było trochę nudno i przewidywalnie, jednak trzeba sobie wyjaśnić, że miała być ona tylko tłem do części erotycznej, więc jest to usprawiedliwione. Gorzej, że część "właściwa" też była tendencyjna.
Zaskakujący i prawdziwie sensualny był tylko "pierwszy raz". Kolejne były nieznośnie powtarzalne. Autorka używała nawet tych samych określeń i zachowań w erotycznych opisach, co po czasie stawało się po prostu męczące.

Podsumowując, powieść jest przykładem lekkiej literatury, która może umilić wieczór, nie stoi jednak dla mnie na szczycie tego rodzaju powieści. Nie wiem, jak wypada porównanie "Trzech obliczy pożądania" z tą "drugą" książką, bo jej nie czytałam. Oceniam szczerze i "na czysto", tak po prostu to widzę.

Sardegna

Co przeczytałam w 2009 roku? MARZEC


posted by Sardegna on

13 comments

Kolejna odsłona moich czytelniczych wędrówek w roku 2009. Ówczesnych lektur marcowych było 7, z czego szczerze zachwyciły mnie dwie z nich: thriller Cobena i polska powieść Maćka Millera, resztę oceniłam raczej nisko.
Oczywiście wszystkie lektury pochodziły z mojej własnej biblioteczki. Trzy z nich zostały zdobyte na Podaju, a sześć z nich (poza "Kolekcjonerem śmierci") mam nadal w swoich zbiorach.

"Zwierciadło pęka w odłamków stos" Agatha Christie - 4

Kolejna powieść Christie, która nawet jak na mój kryzys czytelniczy, w odniesieniu do tej autorki, bardzo mi się podobała. Tym razem dochodzenie prowadzi Panna Marple, która próbuje odkryć, kto otruł zaproszonego gościa na ekskluzywnym przyjęciu w rezydencji u znanej, amerykańskiej gwiazdy filmowej. Intryga jest wciągająca a zakończenie bardzo oryginalne. Nie wpadłabym na taki motyw zabójstwa, ale jak wiadomo pomysłowości Agacie Christie może pozazdrościć niejeden współczesny pisarz powieści kryminalnych.

"Lilith" Alina Reyes -2

Książka, która z zasady miała być kontrowersyjna, okazała się mało interesująca, miejscami wulgarna i przydługawa. Lilith, pradawna, wolna kobieta, wygnana wśród demony, wciela się w postać pani paleontolog. Poddaje ona sobie wszelkich mężczyzn, których wykorzystuje potem w seksualnych ekscesach. Połączenie słabej literatury grozy z wątkami erotycznymi. Powieść mnie wynudziła i zniesmaczyła.



"Kolekcjoner śmierci" Richards Justin - 3

Powieść przygodowa, raczej dla młodszych czytelników.  Eddie, małoletni złodziejaszek kradnie z kieszeni pewnego jegomościa portfel. W tym momencie zostaje wplątany w niesamowite wydarzenia, które mogą doprowadzić do opanowania świata przez groźne potwory. Zaczyna się wyścig z czasem, rozwiązywanie tajemnic i ucieczka przed groźnymi stworami. Na pierwszy rzut oka fabuła może zachęcać, jednak ostatecznie lektura nie sprawiła mi przyjemności. Powieść jest mało spójna, wątki nie mają większego sensu. Może młodsi czytelnicy znajdą w tej historii coś dla siebie. Ja nie znalazłam.

"Pierścień: spadek po ostatnim templariuszu" Jorge Molist - 3

Jest to jedna z powieści wydana na bazie popularności "Kodu Leonarda da Vinci". Cristina w dniu swoich urodzin dostaje tajemniczy pierścień. Ma on wyjaśnić tajemnicę jej przeszłości i przeznaczenia. Dziewczyna udaje się do Barcelony, aby odkryć sekret swojej rodziny. Oczywiście, jak można się domyśleć, nie obejdzie się bez niebezpiecznych momentów i nieoczekiwanych zwrotów akcji. Mimo wszystko, dla mnie książka jest namiastką prawdziwej przygodowej powieści, a zakończenie szczerze rozczarowuje, dlatego daję trójkę.


"Zakręt hipokampa" Maciek Miller - 5

To jest książka warta uwagi i polecenia. Dobra polska literatura, chociaż może autor mało popularny. Akcja dzieje się w prowincjonalnym szpitalu, gdzie na praktyki zostaje skierowany pewien student medycyny. Chłopak próbuje odnaleźć się w nowych realiach i zagłębiając w swe nowe obowiązki, trafia na ślad szajki pedofilów, związanych z miejscowym sierocińcem. Mocna lektura, która zapada w pamięć. Od tamtego czasu mam nazwisko autora na uwadze, ale jeszcze nie udało mi się przeczytać jakieś innej jego powieści, chociaż kojarzę jeszcze tytuł "Pozytywni". A Wy znacie autora?

"Zaćmienie" Stephanie Meyer - 5

Trzecia część sagi wampirzej, skupia się na relacji Edward - Bella - Jakob Nie mam jakiś konkretnych skojarzeń z nią związanych. Ot, kontynuacja całej historii. Szybko się czyta i równie szybko odkłada na półkę.





"W głębi lasu" Harlan Coben - 6

Ta powieść kojarzy mi się przede wszystkim,z pierwszym przesłuchanym audiobookiem w życiu. Nie ukrywam, miałam problemy z koncentracją i przesłuchiwałam niektóre rozdziały po dwa, trzy razy. Na szczęście Coben ma niesamowitą zdolność kreowania interesującej intrygi, więc akcja tak mnie wciągnęła, że z dosłuchaniem audiobooka nie miałam problemów.
Cała historia zaczyna się dwadzieścia lat wcześniej, kiedy to czwórka nastolatków, znajdująca się na letnim obozie, wymyka się do lasu. Rankiem dwójka z nich zostaje znaleziona martwa, a pozostali znikają bez śladu. Po latach, brat jednej z dziewcząt, w przypadkowym mężczyźnie poznaje drugiego zaginionego nastolatka. Sprawa z przed lat rozpocznie się na nowo. Świetna powieść, aż zachciało mi się przypomnieć szczegóły i wrócić do tej książki.

Tworząc to podsumowanie uświadomiłam sobie, że poza dwoma wyjątkami, marzec obfitował w słabe książki. Zachęcające okładki i interesujący opis wydawnictwa to nie wszystko. No cóż, kolejne czytelnicze miesiące przedstawiają się już tylko lepiej. Pozdrawiam sobotnio 

Sardegna

"Mariola, moje krople." Małgorzata Gutowska - Adamczyk


posted by Sardegna on , , , ,

19 comments

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 303
Moja ocena: 3/6

Zmęczyłam się. Takimi słowami mogę podsumować dzisiejszą lekturę. Gdyby nie mój zwyczaj doczytywania książek do końca, "Mariola..." pokonałaby mnie w przedbiegach.
Poza zmęczeniem, jestem też bardzo rozczarowana. Uwielbiam Panią Małgosię za całą serię o "Cukierni pod Amorem" i "110 ulic", jestem jej wierną fanką i zaliczam do grona ulubionych autorek. Aż mi się serce kraje, kiedy muszę dzisiaj wystawić jej książce tróję. Z ciężkim sercem, ale muszę to zrobić. W innym wypadku nie byłabym w swej opinii szczera.

Faktem jest, że powyższa powieść to coś zupełnie innego od tego, do czego przyzwyczaiła nas Pani Małgosia. Książka napisana jest w zupełnie innym stylu, na próżno można się w niej doszukiwać chociażby cienia podobieństwa do Cukierni, czy młodzieżówki "110 ulic" (nie mówię tutaj oczywiście o fabule, ale o stylu, języku i formie książki).

Tak sobie myślę, że "Mariola..." po prostu do mnie nie trafiła. Nie czuję się dobrze czytając o czasach PRLu, nie do końca rozumiem ówczesne zachowania ludzi i żarty sytuacyjne. Nie przemawia do mnie humor tamtych czasów, podteksty i zawoalowane aluzje do ówczesnego systemu. Nie pamiętam realiów PRLu, urodziłam się w prawdzie w czasie stanu wojennego, ale moje dorastanie przypadło na schyłek komuny, więc niewiele mogę o niej powiedzieć.

Powyższa powieść bazuje na realiach polskich lat 80 tych. Akcja rozgrywa się w teatrze, wśród jego pracowników, którzy przygotowują przedstawienie dla rosyjskiej delegacji. Życie codzienne bohaterów obfituje w różne zabawne sytuacje i zmaganie z trudnymi, ówczesnymi realiami. Jak zdobyć mięso do pracowniczej stołówki? Hodować świnię w piwnicy. Nie ma koniaku, którym można by poczęstować Pierwszego Sekretarza?  Nic prostszego. Wystarczy bimber zaprawić kukułkami. Potrzebny talon na Malucha? Mały flircik z Towarzyszem Sekretarzem powinien załatwić sprawę. Grunt to dobrze kombinować, mieć kreatywne pomysły i trochę szczęścia.

Czas akcji ma miejsce na miesiąc przed ogłoszeniem stanu wojennego, a więc w kraju pojawiają się nastroje sprzeciwu wobec ustroju, akcje propagandowe i produkcja nielegalnych ulotek. Cała ta sytuacja polityczna nie omija też owego teatru.

I na tym opiera się właściwa cała fabuła "Marioli...". Forma książki przedstawiona jako dziennik, opiera się głównie na dialogach, z których dowiadujemy się o aktualnych wydarzeniach i dylematach pracowników teatru. Strasznie tego dużo. Straciłam wątek tak w połowie książki. Zainteresowanie wróciło przy finale, ale to dla mnie trochę za mało.
Nie wiem, czy mam książkę polecać. Myślę, że osobom, które znają realia PRLu, albo lubią polskie komedie i ówczesny humor, powieść może przypaść do gustu. Myślę też, że na fanach Pani Małgosi moja opinia nie zrobi wrażenia, a oni i tak sami sprawdzą, czy "Mariola..." jest warta uwagi. Więc niech tak zostanie.
Sardegna

"Czytam więc jestem" czyli akcji portalu wloclawskie24.pl


posted by Sardegna on

6 comments

Lubię różne czytelnicze akcje. Często biorę w nich udział i angażuję się w nie w miarę możliwości i czasu. Kilka dni temu dostałam propozycję przyłączenia się do projektu Czytam więc jestem, który organizuje portal informacyjny wloclawskie24.pl

Zerkając na stronę akcji, dowiecie się szczegółów. W skrócie chodzi o to, aby na stronie portalu publikować swoje teksty dotyczące literatury, recenzje i opinie o przeczytanych książkach. W zamian, oczywiście poza promocją swojej twórczości i ewentualną reklamą bloga, można zdobyć też nagrody książkowe. Na razie nagrodzone zostają raz w miesiącu najlepsze teksty. Myślę jednak, że w miarę zwiększenia popularności akcji ilość sponsorów i nagród się zwiększy. Jednak zanim to nastąpi potrzebne jest zwiększenie popularności projektu i zaangażowanie ludzi lubiących pisać o książkach.

Zapraszam zatem do rejestracji w serwisie, która jest bezpłatna i bardzo prosta, publikowania swoich tekstów i zawalczenia o nagrody.
Zachęcam tez do polubienia strony portalu na FB. Wszelkich szczegółów dotyczących współpracy i spraw związanych z publikacją udziela Agnieszka Maciejewska, do której możecie pisać na FB. Myślę, że taka współpraca może być niezłą praktyką dla osób, które studiują dziennikarstwo i wszystkich zainteresowanych tą dziedziną życia.

Ja ze swej strony kibicuję portalowi i Agnieszce i przyłączam się do projektu, do czego i Was zachęcam.

Sardegna

Stos, którego dawno nie było


posted by Sardegna on

53 comments

Ależ mi się blogowych zaległości narobiło! Nie mówię już o notkach, które staram się na bieżąco aktualizować, podobnie jak wyzwanie Trójki e-pik. Chodzi mi bardziej o zaległości czytelnicze. A wszystko przez moją nową pracę. Ogrom nowych obowiązków, no i w końcu cały etat to nie pół. Wieczorami zostaje mi bardzo mało czasu, a spraw domowych i osobistych nie ubywa. W ten cały młyn staram się wpleść czytanie, ale wychodzi mi to z różnym skutkiem.

Dwa tygodnie temu byłam na V Zlocie Biblionetkowym w Wiśle. O spotkaniu pisały już dziewczyny, Enga i Agnes, które również na zlot dotarły. Oczywiście spotkanie było bardzo miłe i owocne w dyskusje i lektury, które mimo obietnic składanych samej sobie, przytaszczyłam do domu. W ferworze zamieszania i powrotu do domu, do dwóch strasznie stęsknionych dzieciaków, udało mi się sfotografować mój pożyczkowy stos. Oto on:


"Rio Anakonda" W. Cejrowski - świetna lektura, którą udało mi się połączyć z październikową Trójką e-pik
"Kwietniowa czarownica" M. Axellson
"Natalii 5" O. Rudnicka
"Mag" John Fowles - musiałam go ze sobą zabrać, bo przyszło mi się wstydzić, że go jeszcze nie czytałam
"Nikt nie widział, nikt nie słyszał" M. Warda
"Czarne słońce" P. Redmond
"O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" H. Murakami

Na szczęście te pożyczki nie mają limitu czasu, więc ich obecność na mojej półce jakoś strasznie mnie nie stresuje.
W tym tygodniu nasza śląska grupa ponownie się spotyka. Jak więc widać, na brak lektur i spotkań książkowych nie mogę narzekać.

Odnośnie imprez książkowych nie mogę nie wspomnieć o krakowskich Targach Książki, które szykują się w najbliższym czasie. Wiem już, że jadę do Krakowa w sobotę, na cały dzień i postaram się uczestniczyć we wszystkich interesujących spotkaniach, wywiadach, zdobywać autografy, kupować, oglądać i chłonąć książki. Z tego co się orientuję, blogerki szykują spotkanie po godzinie 16 w okolicach Rynku. Czy ktoś jednak wie coś na temat zjazdu blogerów na samych targach? Czy w ogóle takie spotkanie jest planowane? Nie wiem, czy uda mi się dotrzeć na Rynek, a chciałabym podyskutować i poznać krakowskich blogerów.

Na koniec zaprezentuję jeszcze stos książek, który dotarł do mnie w ostatnim czasie:


"Cedry pod śniegiem" i "Pocałunek" - pobrane na portalu Giełda Mamy
"Strażnik Gułagu" - od Bellony
"Dotyk Gwen" - niespodziewany prezent od Wydawnictwa Dreams.
 Bardzo dziękuję Wydawnictwom, za wszystkie świetne książki.

"Kłamczuchy" i "Księga jesiennych demonów" to efekt wymiany na Exlibri
"Złodziej tożsamości" - szaleństwo w Tesco za całe 6,99 zł


A te powyższe cudeńka otrzymałam od Świata Książki. Jest to efekt nowej współpracy z Agnieszką, przedstawicielką Wydawnictwa i Księgarni Weltbild. Bardzo serdecznie dziękuję za te rewelacyjne książki. "Fanaberie" właśnie czytam, a "Zabawy plastyczne" przejrzane już wzdłuż i wszerz, czekają na swoją notkę.

Z lektur bieżących, nadal mam na tapecie "Cząstki elementarne". Poza tym "Trzy oblicza pożądania" (alternatywa dla Twarzy Greya?)  a w samochodzie audiobook Ciszewskiego "www. 1939.pl" i póki co, jestem tym wszystkim zachwycona!
Sporo lektur, sporo zaległości. Mam nadzieję, że będę powoli wychodzić z tego natłoku zajęć.
Życzę Wam i sobie przyjemnego tygodnia oraz dużo wolnego czasu na czytanie. Pozdrawiam

Sardegna

"Marzyciele i pokutnicy" Krzysztof Spadło


posted by Sardegna on , , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 341
Moja ocena: 5/6

"Marzyciele i pokutnicy" to debiutancki zbiór opowiadań Pana Krzysztofa Spadło, który ostatnimi czasy zawędrował na wiele blogów.  Myślę, że większości z Was ta charakterystyczna okładka obiła się o oczy i zapadła w pamięć. I bardzo dobrze, bowiem książka ta jest jak najbardziej warta uwagi i zapamiętania.

Zbiór 10 opowiadań grozy, poza elementami horroru czy thrillera, zawiera także wątki paranormalne.
Jak już kiedyś wspominałam, dla mnie najbardziej przerażającymi historiami, nie są te, które opowiadają o potworach z piekieł, zombie, duchach czy krwawej jatce. Najwięcej napięcia dostarczają mi historie, które są wyjątkowo rzeczywiste. Tak realne, jakby działy się tuż obok, w pobliskim miasteczku, na sąsiedniej ulicy, w znajomym miejscu.

Takich wrażeń dostarczają opowiadania Pana Krzysztofa. Współczesne historie, dziejące się w polskich miastach (w jednym z opowiadań znalazłam nawet wzmiankę o swojej miejscowości), z pozornie zwyczajnymi ludźmi i ich codziennymi problemami. Jednak nie dajcie się zwieść. Ta rzeczywistość nie jest tak prosta, jak mogło by się wydawać. Bohaterowie opowiadań znajdą się bowiem w centrum  niesamowitych wydarzeń. Przerażających, śmiertelnie niebezpiecznych, zaskakujących, mogących zmienić ich życie, ale też losy ludzkości.

Każda historia nawiązuje w pewnym stopniu do tytułu książki. Bohaterowie balansują pomiędzy tymi dwoma stanami, marzeń i pokuty, próbując zmienić swoje życie. Nie zawsze im to wychodzi, czasem ktoś im w tych działaniach pomaga, czasem kończy się to tragicznie.

Jak to w zbiorze opowiadań bywa, mam swoje ulubione i te, które zrobiły na mnie najmniejsze wrażenie. Postaram się scharakteryzować krótko każde z nich:

"Przewoźnik" jest świetnym opowiadaniem na początek książki. Dobrze wprowadza w mroczny klimat, balansuje na granicy rzeczywistości i zaświatów. Śledząc losy zbiegłego więźnia, nie możemy zdecydować się, czy kibicować jego ucieczce, czy raczej jego pojmaniu. Historia trzyma w napięciu, a niedopowiedziane do końca zakończenie, zostawia pole do popisu dla wyobraźni.
"Piętno Morfeusza" to historia jednego z Pokutników. Bohater to mężczyzna w kryzysie wieku średniego, który jest niezadowolony ze swojego obecnego życia. Znudzony żoną i pracą szuka nowych podniet. Znajduje je w erotycznych snach, które kończą się dla niego tragicznie. Ta historia nie powaliła mnie na kolana, ale podobało mi się zakończenie, które wydało mi się idealne do całej sytuacji.

"W imię Twoje" to opowiadanie jest jednym z moich faworytów w całym zbiorze. Stefan Bremel, znudzony życiem wdowiec, dokonuje rewolucyjnego odkrycia. Buduje maszynę czasu, która zdolna jest przenosić w dowolne miejsce i czas na Ziemi. Udoskonalanie maszyny przerywa nagła choroba Bremela. W czasie hospitalizacji poznaje on osobę, która wpłynie na jego dalsze wybory życiowe, co być może zmieni losy świata.
Świetne opowiadanie. Jedyne zastrzeżenie, jakie miałabym to jego długość. Zwłaszcza część środkowa, dotycząca rekonwalescencji bohatera, była zdecydowanie przydługa. Zakończenie rewelacyjne, aż miałam ciarki na całym ciele!
"Chłopiec w czapeczce z daszkiem" krótka, ale trzymająca w napięciu historia. Parę minut z życia pewnego kierowcy. Nie do końca chyba zrozumiałam przesłanie tego opowiadania, ale dreszczyk emocji utrzymujący się w czasie czytania, na pewno był.

"Oczy" to według mnie najsłabsze opowiadanie. Pomysł interesujący, ale wstęp i zakończenie nie ciekawią. Główny bohater wędruje po zakładach optycznych, w poszukiwaniu dla siebie idealnych okularów. Kiedy w końcu je znajduje, okazują się być jego przekleństwem. Niestety, ta historia nie przemówiła do mnie nawet szeptem.
"Absolutny hit!" to mój drugi faworyt. Pierwsze skojarzenie, jakie nasunęło mi się w trakcie lektury, to porównanie do zbioru opowiadań "Dwa tygodnie strachu" Grahama Mastertona (którego uwielbiam). Wyjątkowo sugestywne krwawe opisy, być może nawet zbyt dokładne, ale robią wrażenie. Krwawy horror w świetnym wydaniu, a przy tym tak bardzo rzeczywisty, że aż strach położyć się spać w nowej pościeli, dosłownie ;)

"Mroczny łańcuch" to też interesujące opowiadanie, nawiązujące do pradawnych mistycznych obrzędów. Tutaj także bohaterem jest znudzony życiem facet w średnim wieku. Jest on typowym przykładem Marzyciela, który żyje mglistymi wspomnieniami młodości, zamiast cieszyć się swoim obecnym życiem i rodziną. Pewnego dnia trafia do tajemniczej kobiety, która radzi mu jak nieodwracalnie może zmienić swój los. Czy podjęta decyzja okaże się słuszna?
Interesujący pomysł na opowiadanie. Zwłaszcza zakończenie jest genialne.
"Niepokorni" to moje trzecie ulubione opowiadanie w całym zbiorze. Momentami trochę niezrozumiałe, ale przez to chyba najbardziej mistyczne. Historia pewnego sieroty Seweryna, którego pojawienie się na świecie objęte zostało wielką tajemnicą. Wiele tutaj niedopowiedzeń, zjawisk nadprzyrodzonych, zbiegów okoliczności, jednak w ogólnej ocenie całość łączy się bardzo dobrze.

"Kopacze" krótka historia dwójki przyjaciół, którzy wykopali tajemniczą skrzynię. Całość ozostawia po sobie niewielkie rozczarowanie, bo ja z chęcią przeczytałabym, co dokładnie wydarzyło się w lesie. Jednak myślę, że taki był zamysł Autora, aby pozostawić czytelnika w niepewności i pozwolić mu na samodzielne uzupełnienie opowiadania
Tak jak "Przewoźnik" był idealnym opowiadaniem na początek, tak "Szczęściarz" to idealne zakończenie. Krótka historia będąca podsumowaniem emocji, wrażeń i zjawisk, które przewijały się we wszystkich opowiadaniach. Stanowi kropkę, która kończy zdanie i zamyka książkę.

"Marzyciele i pokutnicy" to opowiadania spajające rzeczywistość ze zjawiskami paranormalnymi. Łączą to co dobrze nam znane, z tym co niepojęte, albo skrywane głęboko w podświadomości. Niektóre historie mogą przerazić, inne zniesmaczyć, jeszcze inne wzburzyć. Na pewno nie da się przejść obok nich obojętnie. Ja ze swojej strony debiut Pana Krzysztofa Spadło szczerze polecam i z chęcią będę wypatrywała jego kolejnych utworów.
Sardegna

"Za wszystko trzeba płacić" Aleksandra Marinina


posted by Sardegna on , , , , ,

9 comments

Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 16 h 16 minut
Moja ocena : 5/6
lektor: Roch Siemianowski

Coraz przyjemniej słucha mi się audiobooków. Dochodzę w tym już do niezłej wprawy i sprawia mi to na prawdę wielką przyjemność. Jak kiedyś nie mogłam się skupić i wciągnąć w akcję odsłuchiwanej powieści, tak teraz nie umiem sobie wyobrazić jazdy samochodem bez jakieś książki w zanadrzu.

Tym razem padło na Marininę, której parę powieści mam w wersji papierowej, ale jeszcze nie dane mi było je poznać. "Za wszystko trzeba płacić" to najnowsze polskie wydanie kolejnej książki autorki, ale
dla mnie i tak było to pierwsze spotkanie z jej twórczością, więc nie miałam jakiś konkretnych oczekiwań.
I bardzo dobrze, bowiem od samego początku audiobook jak i treść książki przypadły mi do gustu. Od razu poczułam, że to jest to, a następne 16 godzin spędzone w towarzystwie Nastii Kamieńskiej nie będzie stracone.

Sięgając po tę powieść trzeba nastawić się na szybką akcję i wiele wątków towarzyszących całej historii. Nie znałam wcześniejszych przygód i spraw kryminalnych bohaterki Marininy - Nastii Kamieńskiej, więc skupiłam swą uwagę na głównym wątku kryminalnym, a nie na przeżyciach samej Nastii. Nie wiem czy słusznie, ale mam wrażenie, że wiele sytuacji przedstawionych w powieści, dotyczących bohaterki, ma swoje początki w poprzednich książkach. Więc niektóre przeżycia Kamieńskiej, jej kontakty z osobami "z przeszłości" nie ciekawiły mnie aż tak bardzo. Bardziej interesował mnie główny wątek przestępczy i cała gama barwnych "czarnych charakterów".

Szef mafii Denisow (mam wrażenie, że to jakiś "stary znajomy" Nastii z poprzednich powieści) zwraca się o pomoc do Kamieńskiej, aby pomogła odszukać grupę ludzi, która może mieć związek z zabójstwem jego przyjaciółki i jej malutkiego synka. Kamieńska ma do spłacenia dług wdzięczności, więc niechętnie podejmuje się zadania. Równocześnie, w całej Rosji odnotowuje się przypadki nagłej śmierci młodych ludzi, związanych z kulturą, nauką i sztuką. Początkowo nikt nie łączy tych spraw ze sobą, bowiem zgony następują w gwałtowny, ale bardzo naturalny sposób.

Kamieńska pracując nad rozwiązaniem sprawy Denisowa wpada na niepokojący trop, który może łączyć te dwie sprawy. Sytuacja robi się bardzo zagmatwana, coraz więcej osób okazuje się być pośrednio z nią związanych. Do tego dochodzą problemy Nastii z pracodawcą i tajemniczym Prześladowcą, który śledzi każdy jej krok. Kamieńska będzie musiała poradzić sobie w tej wyjątkowo trudnej sytuacji, ale jak można się domyślać, podoła zadaniu bez dwóch zdań.

Jak widać, w powieści wiele się dzieje. W treści przewija się wiele nazwisk, sytuacji i miejsc. Każda postać, spełniająca w historii ważną rolę, jest osobno zaprezentowana i opisana. Poznajemy jej życiorys, charakter, dowiadujemy się kim jest i co w życiu robi. Na początku trochę mnie to drażniło. Nie miałam ochoty wysłuchiwać ze szczegółami historii każdego bohatera, potem jednak stwierdziłam, że autorka ma taki styl, a dokładnymi opisami scala fabułę w jedną całość.

Odebrałam powieść bardzo dobrze. Podobał mi się pomysł na główny wątek kryminalny i połączenie wszystkich pozornie nie związanych osób i miejsc w logiczną całość. Mniej zainteresowały mnie dylematy Kamieńskiej, ale tak jak mówię, wynika to pewnie z faktu, że nie czytałam wcześniejszych powieści, w których wątki te mają swój początek.

Na największe wyróżnienie zasługuje lektor audiobooka, Pan Roch Siemianowski, który świetnie interpretuje, przekazuje emocje i kreuje postacie. Przesłuchałam już parę audiobooków i kilku lektorów, ale Pan Siemianowski jest zdecydowanie na pierwszym miejscu. Jeżeli bierzemy pod uwagę głos męski. Najlepszym głosem kobiecym, według mnie jest Pani Karolina Gruszka.

Miłośnikom audiobooków, Mariniy i kryminałów o zawiłej intrydze, na pewno powieść przypadnie do gustu. Szczerze polecam.
Sardegna

Podaję dalej. Czyli zapraszam do podzielenia się książkami


posted by Sardegna on

12 comments

Jakiś czas temu Giffin z blogu Magnolie zaprosiła wszystkich chętnych do nowego projektu, o nazwie "Podaj dalej". Zabawa ma na celu podzielenie się książkami i wysłanie ich w świat.
Giffin zapoczątkowała całą akcję, podzieliła się dwoma książkami z własnej biblioteczki, a mnie przypadło to szczęście, że jedna z jej pozycji "Śmiertelne napięcie" Alex Kavy, trafiła do moich rąk. Bardzo mnie to cieszy, bo autorkę uwielbiam i marzę o zebraniu całej kolekcji jej kryminałów.

Jako że zasadą akcji "Podaj dalej" jest to, że osoba obdarowana również dzieli się swoimi zbiorami, przystępuję do kontynuacji zabawy i ogłaszam, że pod tym postem można zgłosić swą gotowość do przygarnięcia mojej książki i  zadeklarowania, że będzie się akcję kontynuować.

Na początek:

Zasady akcji "Podaj dalej" (ze strony Giffin: http://magnolie.blogspot.com/)

1. Poniżej podam tytuł książki, którą chętnie oddam komuś z Was. Wystarczy się zgłosić, ale... Osoba obdarowana lekturą będzie musiała także wziąć udział w akcji, to znaczy opublikować u siebie na blogu podobny post i wysłać w świat jedną książkę (oczywiście można więcej) w stanie co najmniej dobrym i o wartości podobnej do tej, którą otrzyma (odpadają wydania kieszonkowe itp.). 

2. Z przyczyn technicznych w zabawie mogą wziąć udział tylko i wyłącznie osoby, które posiadają blogi.

Ja ze swej strony chciałabym się z Wami podzielić książką:


"Katedra Marii Panny w Paryżu" Wiktor Hugo


Zapraszam do zgłaszania się po książkę i deklarację kontynuacji zabawy. Na Wasze komentarze czekam do końca października. Życzę szczęścia, pozdrawiam

  Sardegna

"Rio Anakonda" Wojciech Cejrowski


posted by Sardegna on , , , , , , ,

14 comments


Wydawnictwo: Bernardinum
Liczba stron: 435
Moja ocena: 6/6

Zawsze ma problem z opisaniem książki, która bardzo mi się podobała. Mam wrażenie, że moje słowa nie odzwierciedlają w pełni jej wartości. W przypadku "Rio Anakondy" będę się posiłkować moją opinią z zeszłego roku, na temat "Gringo wśród dzikich plemion", którą oceniłam bardzo wysoko i wyróżniłam jaką jedną z ważnych dla mnie książek, w roku 2011. Wszyscy, którzy czytali chociaż jedną z książek Pana Cejrowskiego, będą wiedzieć, czym się zachwycam i o co ten cały hałas.

Nie przepadam za Autorem. Nie oglądam jego programów w TV, chociaż mogło by się wydawać, że skoro tematyka prezentowana w jego reportażach filmowych jest podobna do tej, przedstawionej w książkach, powinny mi się one podobać. Niestety, programów z udziałem Pana Cejrowskiego nie oglądam, ale za to uwielbiam jego pióro. Autor ma niesamowitą zdolność wzbudzania w czytelniku ogromnego zainteresowania. Od pierwszej strony przedstawiona historia wciąga. Wszelkie zdjęcia, przypisy tłumacza i autora (będące oczywiście notatkami tworzonymi przez samego W.C) wzbogacają treść i nie pozwalają czytelnikowi oderwać się od opisywanej wyprawy.
Z każdej strony książki wyłania się olbrzymia pasja Autora do podróży, odkrywania nowych miejsc, szacunek do przyrody i pierwotnych kultur, z którymi ma szansę obcować. Ta pasja i zachwyt przechodzi na czytelnika. O podróżach i przygodach Pana Cejrowskiego czyta się z wielką przyjemnością, wypiekami na twarzy i uśmiechem na ustach, bowiem poczucie humoru i wielki dystans do siebie są chyba główną zaletą jego pióra. 

Wyżej prezentowana książka to zapis podróży Autora do Dzikich Ziem, leżących w dorzeczu rzeki Amazonki, przy jednej z licznych jej dopływów, która została nazwany dla zmylenia poszukiwaczy przygód, Rio Anakonda. Autor specjalnie nie podaje szczegółów swej podróży, aby ochronić dziewicze tereny przed atakiem cywilizacji a ogólna mapa, zaprezentowana na początku książki informuje, że Dzikie Ziemie leżą gdzieś na granicy Brazylii i Kolumbii.

Zapis podróży jest podzielony na 8 ksiąg:
Księgę Słońca, Błota, Mgły, Dymu, Strachu, Magii, Szeptów, Powrotu.
Każda z nich opisuje kolejny etap podróży wgłąb puszczy amazońskiej. Autor spotyka na swej drodze niesamowitych ludzi, od zwyczajnych mieszkańców sennej wioski, ostatniej cywilizacji w okolicy, przez groźnych handlarzy narkotyków, do rdzennych Indian, Szamanów, Wodzów i Wielkich Plemiennych Czarowników.

Autor - podróżnik ma okazję uczestniczyć w codziennym życiu plemienia, zostaje wtajemniczony w zasady obowiązujące w ich społeczności, kosztuje tradycyjnych potraw, bierze udział w zabawach i ważnych wydarzeniach. Jego przyjaźń z Wodzem owocuje w zdobycie nowej wiedzy i nowych umiejętności, ale przede wszystkim pozwala na poznanie siły natury i obcowania z jej największymi mocami.
Wiele w książce jest magii natury oraz wydarzeń, których nie można racjonalnie wytłumaczyć. Ale przecież Indianie to taki właśnie lud. Tajemniczy, pełen pierwotnych mocy i właściwości, związany z siłami Matki Natury, niezbadany.

Pochłonęłam "Rio Anakondę" w dwa wieczory, mimo, że książka ma ponad 400 stron. I zgadzam się, że główną jej wadą jest to, że jest taka krótka.

Książkę przeczytałam w ramach październikowej Trójki e-pik, a za pożyczkę dziękuję miłej Biblionetkowiczce.

Sardegna

Angielski dla dzieci. Czyli Myszka Miki górą!


posted by Sardegna on , , ,

3 comments

Czy ja już mówiłam Wam, że moja córka kocha Myszkę Miki? Chyba coś o tym wspominałam, kiedy na tapecie były kolorowanki tematyczne. Mimo że w chwili obecnej, moje Starsze Dziecko z trzylatki przerodziło się w czterolatkę, a moje Młodsze Dziecko, z dzidziusia w 2 letniego chłopca, Myszka Miki nadal rządzi w naszym domu!
Młodszy przejął po siostrze fascynację Mysim Klubem i z wielką namiętnością, jaka charakteryzuje tylko dwulatka, ogląda przygody Klubu Przyjaciół rzeczonej Myszki.

Z jednej strony bardzo mnie to cieszy, bowiem skład zabawek, książeczek, kolorowanek i innych gadżetów za bardzo się nie zmienia. Dywan i lampa z odpowiednim logo nadal są atrakcyjne i nikt nie żąda usunięcia ich z pokoju (swoją drogą, ciekawe, ile to jeszcze potrwa). Z drugiej jednak strony, bardzo mnie taka sytuacja zaskakuje (pozytywnie oczywiście). W natłoku dziwnych postaci z kreskówek, Hello Kitty i innych Pet Shopów, stara Myszka Miki radzi sobie świetnie i nadal zdobywa sympatię maluchów.

Myszka Miki i jej Przyjaciele są bardzo zdolni: umieją czytać, liczyć, mnożyć, rozróżniać kolory i kształty. Potrafią też mówić po angielsku i tego właśnie przez zabawę uczą najmłodszych.

Dzięki Wydawnictwu fk Olesiejuk, moim dzieciakom trafił się świetny zestaw dwóch książeczek do nauki angielskiego. Książeczki są bardzo atrakcyjne, w twardej oprawie, z kolorową grafiką, już samo oglądanie sprawia przyjemność. A to nie wszystko. Do każdej książki dołączona jest płyta.

Pierwsza książeczka "Let's Sing. Friends and Family" to zbiór pomysłów na przyjemną naukę języka. Zawiera teksty do 8 piosenek, przedstawionych na płycie, które są przetłumaczone, więc nie sprawiają dzieciom trudności. Starsze dzieci mogą same korzystać i przeglądać książeczkę, młodsze, takie jak moje, skierowane są raczej na odbiór słuchowy. Każdą piosenkę poprzedza strona wprowadzająca w tematykę. Myszka uczy angielskich słówek i zwrotów np. na powitanie, na pożegnanie, uczy, jak się przedstawić, jak mówić o swojej rodzinie, przyjaciołach.
Wiedza jest na poziomie podstawowym, nie jest "nachalna", nie męczy. Wszystko odbywa się na zasadzie zabawy, a dziecko nic nie "musi".

Moja Dwójka jest jeszcze trochę za mała, żeby usiąść i uczyć się angielskich słówek. Ja jednak postępem wprowadzam im tą wiedzę, Podczas zabawy, niby przypadkiem, włączam płytę z piosenkami. Są one krótkie, bardzo melodyjne, z prostym tekstem i podstawowymi słówkami.  Pierwsze dwa, trzy przesłuchania płyty obyły się bez echa. A dzisiaj moje Starsze Dziecko podśpiewywało z Myszką po angielsku! O mało nie dostałam zawału, kiedy usłyszałam: "What's your name?" Jak widać, książka się sprawdza nawet przy młodszych pociechach, a starsze dzieci skorzystają z niej jeszcze więcej.

Druga książeczka "Dalej, Goofy, dalej" to pierwsza angielska czytanka. Krótkie perypetie Goofy'ego, napisane po angielsku i przetłumaczone na język polski, okraszone są piękną grafiką. Jest to raczej książeczka dla dzieci szkolnych, które potrafią już czytać. Na płycie lektora powoli i wyraźnie odczytuje teksty z książeczki. Moje dzieci też je sobie odsłuchują, ale piosenki bardziej wpadają im w ucho. Myślę więc, że czytankę odłożę i przypomnę za jakiś czas, kiedy będą starsze.

Cieszę się, że moje dzieci fascynują się Myszą i całym Mysim Klubem. Widzę, że uczą się przez to wielu mądrych rzeczy. Fajnie, że i nauka angielskiego w takiej formie jest możliwa. Powyższe książki są tego doskonałym dowodem. 

Disney English
"Dalej, Goofy, dalej", 2012
liczba stron - 31
Wydawnictwo fk Olesiejuk

"Let's Sing. Family and Friends", 2012
liczba stron - 50
Wydawnictwo fk Olesiejuk

Moja ocena 6/6

Sardegna

Co przeczytałam w 2009 roku? LUTY


posted by Sardegna on

25 comments

Niedawno mogliście przeczytać, jakie książki zainteresowały mnie w styczniu 2009 roku.
Kontynuując spis swoich lektur z owego czasu, dzisiaj prezentuję listę przeczytaną w lutym 2009:

Wszystkie ówczesne lektury pochodziły z własnych zbiorów mojej domowej biblioteczki. Wszystkie książki poza powieścią Pani Gutowskiej-Adamczyk, posiadam na własność.

 "48 tygodni" Magdalena Kordel - 4

Kiedy w 2009 roku czytałam tę powieść, nie kojarzyłam w ogóle nazwiska autorki. Dopiero niedawno, w dobie FB i zaznajamiania się z polskimi autorami, skojarzyłam, że ja przecież czytałam jedną powieść Pani Kordel i całkiem miło ją wspominam.
Książka jest typowym czytadłem na jeden wieczór. 48 tygodni z życia dwudziestokilkuletniej mężatki, Nataszy, jej męża i córeczki Gosi. Codzienne dylematy, jak pogodzić macierzyństwo z pracą zawodową, jak ogarnąć domowe obowiązki i nie popaść w obłęd. Historia napisana z humorem i dystansem, umili czas.

"Zmierzch" i"Księżyc w nowiu" Stephanie Meyer - 5


Tej serii nie muszę nikomu chyba przedstawiać. Ja też owego czasu padłam ofiarą mody na wampiry i z zapartym tchem śledziłam losu Edwarda i Belli. Sagę traktuję jako przyjemną powieść młodzieżową, której miłym uzupełnieniem jest ekranizacja.

Najbardziej odkrywcza jest chyba część pierwsza, kiedy to zagłębiamy się w całą historię. Część druga jest już bardziej nużąca, chociaż podobał mi się wątek, kiedy Bella zapomina  (albo przynajmniej próbuje zapomnieć) o Edwardzie i szuka nowej drogi w towarzystwie Jacoba.
Niektóre motywy strasznie irytują, "boskość" Edwarda jest momentami nie do zniesienia, podobnie jak bierność Belli. Jednak mimo to, serię czyta się bardzo szybko i z wielką przyjemnością.
A jaki jest Wasz stosunek do sagi Zmierzch? Jestem ciekawa, bowiem kiedy zaczęłam blogować, fala popularności tej serii dawno już minęła.
"Zerwane zaręczyny" Agata Christie - 5

Kolejna powieść klasyki kryminału przeczytana na fali ponownego spotkania z twórczością Christie. Zagadkowa śmierć młodej dziewczyny Mary, jest na rękę jej rywalce o względy ukochanego. Elenoir zostaje oskarżona o zabójstwo na tle finansowym, a w jej niewinność nie wierzy nawet narzeczony.
Standardowo, intryga wciągająca, ale ja nie czuję już emocji związanych z twórczością autorki.

"Tajemnica Brokebck Mountain" Annie E. Proulx - 5

Trochę kontrowersyjna, trochę wzruszająca historia romansu dwójki mężczyzn. Prawdziwi faceci, twardziele, przyjaciele, przeżywają krótką przygodę erotyczną. Potem rozjeżdżają się w świata strony i pozornie zapominają o tej nic nie znaczącej przygodzie. Jednak nawet przed sobą nie przyznają się, jak wielkie znaczenie miała dla nich ta chwila.
Książka pełna emocji, wzruszająca, nie sądzę, aby ktoś po jej lekturze czuł niesmak. Ja mam do niej bardzo duży sentyment.
Ekranizacja podobała mi się mniej. Według mnie akcja filmu jest zbyt rozwlekła i może nudzić. Całość dobrze się ogląda, więc zachęcam do zapoznania się również z wersją filmową.

"110 ulic" Małgorzata Gutowska - Adamczyk - 5

Kiedy Pani Małgorzata nie była jeszcze znana jako autorka rewelacyjnej "Cukierni pod Amorem", i szczerze mówiąc jej nazwisko wtedy niewiele mi mówiło, trafiła do mojej biblioteczki jej pierwsza powieść młodzieżowa.
Była to też jedna z pierwszych młodzieżówek, jakie przeczytałam, sama nie będąc już "młodzieżą".
Michał jest lubianymi i popularnym nastolatkiem, typowym mieszczuchem, nie mogącym obyć się bez nowoczesnych gadżetów i grupki znajomych. Jego rodzina jest dość zamożna, więc nie ma on problemów z nadążaniem za nowościami, a wręcz nadawaniem tonu kolegom z klasy. Jednak nic nie trwa wiecznie. Sytuacja finansowa rodziny pogarsza się, a wtedy życie do jakiego Michał przywykł, legnie w gruzach. Pozorny dramat zamieni diametralnie jego spojrzenie na świat i otworzy oczy na inne wartości ważne w życiu.
Świetna powieść. Szczerze zachęcam do przeczytania powieści autorki z czasów "sprzed Cukierni". Żałuję jedynie, że ja sama nie mogę do niej wrócić, gdyż wymieniłam się książką jakiś czas temu. Trochę dziś tego żałuję, ale nie tracę nadziei, że wróci ona kiedyś na swoje miejsce, czyli do mojej prywatnej biblioteczki.

"Laleczka" Godeng Gert - 3

Seria kryminałów wydawana jako dodatek do czasopisma Bluszcz wydała mi się bardzo ciekawa."Laleczka" to drugi tom owej serii. Cześć pierwszą - "Dzban miodu" przeczytałam pod koniec roku poprzedniego.
Fabuła wydaje się być obiecująca. Bohaterem spajającym wszystkie kryminalne historie, jest Fredric Drum, znawca dawnych kultur, smakosz win i właściciel znanej francuskiej winnicy. Przybywa on na północ Norwegii, aby wziąć udział w pracach archeologicznych, w których znaleziono wcześniej dwie mumie i dziwne przedmioty do nich należące. Odkrycie pradawnych zwłok zapoczątkowuje serię dziwnych wydarzeń, w których Drum będzie grał główną rolę.
Moje wrażenia po dwóch tomach (reszta czeka na półce i nie wiem kiedy się doczeka), nie są najlepsze. Niby wszystko jest jak należy. Jest ciekawa intryga, wyrazisty bohater, piękne opisy przyrody, ale język nie taki... Źle mi się tę powieść czytało i nic na to nie poradzę.

"Noc na bagnach Luizjany" Nora Roberts - 5

Była to pierwsza powieść autorki, jaką czytałam. Wywarła na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Zawsze obawiałam się typowych romansów, gdzie wątek miłosny aż wylewa się ze stron, a od ilości lukru robi się niedobrze.
Tutaj wszystko jest w równowadze. Oczywiście wątek miłosny jest wyraźnie zarysowany, ale równie ważny jest tu element paranormalny, odkrywanie tajemnicy, szukanie prawdy, rozwiązywanie zagadki. Świetna powieść, chociaż przyznam szczerze, niektóre treści w niej zawarte, z czasem mi umknęły. Chyba warto, abym ją sobie przypomniała.

"Nie wiem jak ona to robi" Allison Pearson - 5

Zabawna i pełna humoru powieść o zabieganej mamuśce, która musi godzić codzienne życie, obowiązki, wychowanie i opiekę nad dziećmi z pracą zawodową. Mimo lekkości powieści, zawiera ona dość gorzki morał: nigdy nie da się pogodzić tych dwóch spraw w 100%. Identyfikuję się trochę z bohaterką, chociaż daleko mi do jej perfekcjonizmu. W ogólnej ocenie nie traktuję powieści jako zwykłego czytadła na jeden wieczór, bo na taką etykietkę książka nie zasługuje. Jest to raczej powieść obyczajowa, napisana z dystansem i humorem, ale pokazująca prawdziwe życie pracujących matek, ich dylematy, trudne wybory i nieustanną walkę o szczęście swoje i swoich dzieci.

Czytaliście którąś z moich lutowych lektur, sprzed trzech lat? A może macie ochotę na którąś? Pozdrawiam

  Sardegna