Archive for stycznia 2015

PRZEDPREMIEROWO "After. Płomień pod moją skórą" Anna Todd


posted by Sardegna on , , , , , ,

22 comments


Wydawnictwo: Między Słowami
Liczba stron: 632
Moja ocena : 5/6

Przeczytałam tak śmieszną książkę, że aż fajną! Głupie określenie, nie? Ale tak było, mówię Wam! 600 stron powieści przeczytałam w dwa wieczory, a moje dziecko widząc przesuwająca się ku końcowi zakładkę, stwierdziło: "Mamo, ty chyba naprawdę bardzo kochasz te swoje ksiażki. Przecież wczoraj dopiero zaczęłaś ją czytać, a dzisiaj ją już kończysz..." No cóż, refleksja godna Sześciolatki ...

W każdym razie, nie mam pojęcia co jest w tej historii, że mnie tak wciągnęła. Nie miała przecież prawa mi się podobać, bo absolutnie nie pasuję do jej grupy docelowej. Za stara jestem na takie historie i za trzeźwo patrząca na świat, ale wymiękłam. Prasowy opis trochę zamydlił mi oczy, bowiem spodziewałam się czegoś dla dorosłych, a otrzymałam szaloną powieść Young Adult, ale w sumie nie mogę mieć pretensji, bo to tylko moja wina, kiedy to zignorowałam sygnały, że skoro powieść ukazywała się w odcinkach w serwisie Wattpad, i doczekała się ponad miliarda odsłon, to musiała chyba trafiać bardziej do młodszych, niż dojrzalszych czytelniczek. Po uświadomieniu sobie tego faktu, stwierdziłam: "A co, nie przeczytam?! To może być ciekawe!" No i było, mówię Wam! 

Romans Tessy i Hardina to prawdziwa bajka! Ona, typowa dziewczyna z dobrego domu, wzorowa uczennica, skromna, szczera i dobra, dostaje się na wymarzony uniwersytet. On, buntownik z tatuażami, kobieciarz, uroczy "niegrzeczny chłopak", na tymże uniwersytecie już studiuje. Dzięki współlokatorce dziewczyny, para ma szansę się spotkać i lepiej poznać. Oczywiście początki nie są łatwe, bo Tess nie bardzo umie wkręcić się w towarzystwo wyluzowanych studentów, a Hardin jest w stosunku do niej wyjątkowo bezczelny i niemiły. Jednakże z czasem, stare porzekadło "kto się czubi, ten się lubi" staje się jak najbardziej aktualne, a ludzie, którzy w ogóle do siebie nie pasowali i pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów, zaczynają ze sobą flirtować. Oczywiście od flirtu do romansu już prosta droga, a cnotliwa i skromna do tej pory, Tess, zaczyna poznawać, czym jest namiętność i gorące uczucie.

Związek tych dwojga nie obejdzie się oczywiście bez iskier i burzy szalejących hormonów. Hardin nie jest skłonny do publicznego okazywania uczuć, poza tym ma zatargi z ojcem i nie dogaduje się z jego nową rodziną. Tess, przez swój nowy związek przechodzi całą gamę rozterek moralnych i traci kontakt z matką. Powodów do kłótni jest więc co niemiara, na szczęście od zatargu można od razu przejść do godzenia się, bardzo miłego .... na którym to schodzi bohaterom całkiem sporo czasu. Generalnie związek tych dwojga opiera się na gorących kłótniach, po których Tess czuje się zdradzona, wyśmiana, zignorowana, i równie gorących przeprosinach, gdzie Hardin rzuca wszystko i przekonuje swą dziewczynę, że z jego strony to nie żadna gra pozorów, tylko szczere uczcie. Wszystko przeplatane gorącym seksem, na jaki stać tylko dwudziestolatków. No tak ...

W każdym razie, takie rzeczy dzieją się mniej więcej przez całą książkę, aż do emocjonującego zakończenia, które burzy koncepcję całej sześćset stronicowej historii i zostawia czytelniczki z szeroko otwartymi oczami i pytaniem: "Ale jak to?  Nieeee ... to nie może tak się skończyć ... "

I teraz najlepsze: mimo tych wszystkich ochów i achów, ja - czytelniczka trzydziestoletnia - choć w wieku absolutnie nieadekwatnym do czytania "After", rozumiem zachwyt nad tą książką. Świat się kończy, no nie? Mogę sobie wyobrazić te emocje, doświadczane podczas czytania, te rumieńce i chęć szybkiego doczytania, czy ten szalony związek ma szansę na powodzenie. Mogę sobie to sobie wyobrazić, a nawet nie muszę, bo tak się właśnie, momentami czułam, podążając za historią bohaterów.

Wyjątkowo dobrze bawiłam się podczas lektury, czasami kiwałam ze zrezygnowaniem głową myśląc: "Ech dzieciaki, co wy wiecie o życiu... " Momentami śmiałam się w duchu z ich zadziorności i wyszukiwanych problemów, albo myślałam: "Spotkać takiego Hardina, kiedy ma się dwadzieścia lat ...".

Na pierwszy rzut okaz "After" może kojarzyć się z "Bezmyślną" i coś na pewno w tym skojarzeniu będzie trafnego. Powieść ma jednak przewagę nad bezmyślnym poprzednikiem, ma zdecydowanie więcej iskry, a to, przy sześciuset stronach ma jednak spore znaczenie.

Zastanawiałam się też, w czym tkwi fenomen tej książki, i doszłam do wniosku, że jest z nią podobnie, jak z Greyem. Scenariusz, w którym szara myszka poznaje zbuntowanego/wytatuowanego/   przystojnego/bogatego/pewnego siebie, faceta i staje się dla niego całym światem, jest tak bardzo wyjątkowy, że skrycie marzy o nim cala rzesza kobiet. Identyfikacja z bohaterką i fascynacja prezentowaną historią, nie będzie wcale trudna.

Wydawnictwo szykuje już część drugą "After. Już nie wiem, kim bez ciebie jestem". I pewnie przeczytam, żeby sprawdzić, jak małolaty ogarną się w prawdziwym świecie. To może być równie ciekawa lektura.
Sardegna

"Sztuka godnego umierania" Piotr Kniecicki


posted by Sardegna on , ,

9 comments


Wydawnictwo: 4S Publishing House 
Liczba stron: 73
Moja ocena : -

Ostatnio ktoś zapytał mnie, czy lubię czytać książki o trudnej tematyce chorób i śmierci. Otóż, nie lubię. Unikam ich nawet, zwłaszcza odkąd mam swoją własną rodzinę. Z drugiej jednak strony, nie można udawać, że owe trudne momenty nie istnieją. Są bowiem integralną częścią człowieka, a także integralną częścią literatury. Dlaczego o tym piszę? Bo miałam okazję przeczytać niesamowitą książkę. Trudną i skomplikowaną, ale czy to znaczy, że nie powinnam podjąć się choć próby jej opisania? Piszę, bo może komuś ta książka pomoże, może dzięki mnie, ktoś się o niej dowie. Napiszę o niej, chociaż nie wiem, czy zrobię to dobrze.


"Sztuka godnego umierania" nie podlega żadnym kryteriom i ocenom. Jej Autor, Piotr Kniecicki, poeta, grafik, człowiek, który prowadził aktywne życie i realizował się artystycznie, w wieku 44 lat doznał wylewu, w wyniku którego uszkodził się pień jego mózgu. Piotr został całkowicie pozbawiony władzy nad swoim ciałem, przy zachowaniu całkowitej świadomości umysłowej. Po długim czasie stabilizacji, kiedy to nauczył się komunikować z otoczeniem za pomocą ruchu gałek ocznych, będąc całkowicie sparaliżowanym, postanowił opisać swoją historię.
Niesamowite prawda? Dlatego napisałam, że książka nie podlega żadnym ocenom. Jakże można sklasyfikować niewyobrażalny trud, siłę i odwagę Autora? 

Jak to wyglądało od strony technicznej, spytacie? Otóż, początek pracy, kiedy to Piotr Kniecicki tworzył wiersze, odbył się za sprawą "interlokutorki", której, za pomocą kodu ABC, i mrugnięcia okiem, "dyktował" litera po literze, pierwsze słowa, składające się w wersy i całe utwory. Tytaniczna praca, wymagająca wielkiej determinacji i siły ducha zaimponowała pracownikom szpitala, którzy zorganizowali specjalny komputer, a dzięki niemu pan Piotr mógł już "pisać" za pomocą lewej pięści

I to właśnie w ten sposób powstała powyższa publikacja, w której Autor dzieli się swoimi wspomnieniami i przemyśleniami z okresu zaraz po wylewie i okresie stabilizacji.

Niesamowity to zapis, będący momentami zlepkiem pozornie niezwiązanych ze sobą, obrazów i wrażeń. Nic nie jest tu jednak przypadkowe, a wszystkie opisy pochodzą od samego Autora, który tak je właśnie zapamiętał. Lektura tych fragmentów może dać czytelnikowi wiele do myślenia. Wielu zastanawiało się nie raz, co czeka człowieka "po drugie stronie". Piotr Kniecki nie da na to pytanie pełnej odpowiedzi, ale pozwoli nam zerknąć do swoich wspomnień.

Nie będzie to lekka lektura, lojalnie uprzedzam, ale na pewno nie będzie to stracony czas. Ważne jest też to, że książce przyświeca jeden cel: pokazanie, że nie ma w życiu sytuacji, w której należałoby się poddać. Nawet najtrudniejsze doświadczenie życiowe można przeobrazić w coś wartościowego. 

Wbrew pozorom "Sztuka..." nie jest książką pesymistyczną. Daje niesamowity obraz siły, determinacji i woli walki człowieka. Da też psychicznego kopniaka tym ludziom, którzy wiecznie narzekają na swój żywot.
A ja, na koniec, pozwolę sobie przytoczyć wiersz Autora, który wyrazi najlepiej to, czego ja nie potrafię...

wcale tak do końca ...

nawet
gdyby zdarzył się cud
i dobry Pan Bóg oddałby mi 
do ponownego używania
głos, wzrok oraz słuch...

a nawet 
gdyby zdarzyły się dwa cudy
 i dobry Pan Bóg oddałby mi także
do ponownego używania
moją dawną sprawność fizyczną...

to po pierwsze;
 - wcale nie jestem już na tyle dojrzały
aby te cudem odzyskane skarby
tym razem należycie hołubić...

a po drugie;
- tak do końca to wcale nie jestem przekonany
czy po tylu latach kalectwa
to właśnie byłoby tym
czego pragnę najbardziej...!


Podziwiam Autora, przesyłam mu serdeczne pozdrowienia i życzę wielkiej siły na realizację wszystkich zamierzeń i planów!
***
EDIT:

Piotr Kniecicki zmarł w listopadzie 2015 roku po 14,5 roku od wylewu. Niech zostanie w naszej pamięci...

Sardegna

"Broad Peak. Niebo i Piekło" Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński


posted by Sardegna on , , , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Liczba stron: 430
Moja ocena : 6/6

Od czasu tragedii na Broad Peaku, w marcu 2013 roku, czytam i oglądam praktycznie wszystko, na ten temat. Podświadomie chyba szukam chyba książek o tych wydarzeniach, ale na razie skupiłam się na dwóch najbardziej znanych tytułach, które miały premierę w ubiegłym roku. Zaczęłam od "Długiego filmu o miłości". Trochę chyba się przeliczyłam, miałam bowiem zacząć od książki powyższej, a później dopiero zabrać się za reportaż Jacka Hugo - Badera. Nie dlatego, iż uważam, że któraś z książek jest lepsza czy gorsza. Po prostu książki są zupełnie od siebie różne, choć dotyczą tego samego tematu.

"Broad Peak Niebo i Piekło" to taka baza informacji, biblia niemalże, i to nie tylko na temat pierwszego zimowego wejścia na BP, ale też historii całego himalaizmu w Polsce. Rzeczowa, bardzo rzetelnie napisana, surowa, niemal wyprana z emocji.
Książka Hugo - Badera jest bardziej emocjonalna. W sumie trudno się dziwić, skoro autor opowiada o wyprawie poszukiwawczej ciał zaginionych himalaistów, w której sam brał udział. Jego książka to subiektywna opowieść, bardzo wzruszająca i zapadająca w pamięć. Uważam więc, że reportaż Hugo - Badera jest jakby uzupełnieniem, zwieńczeniem tej całej historii, a wszystkim zainteresowanym tematem, polecam zacząć czytanie od "... Nieba i Piekła".

Książka pomoże poukładać wszystkie fakty, nazwiska, wydarzenia i daty, ważne dla polskiego himalaizmu. Pozwoli też na nieemocjonalne spojrzenie z boku na tę całą medialną burzę, jaka rozpętała się po dramacie na szczycie BP. Nie będzie to prosta lektura, ale za to bardzo wartościowa i pouczająca. Raczej dla pasjonatów, osób kochających góry, wyraźnie zainteresowanych tematem. Mam wrażenie, że sama będę do niej wracać. Zwłaszcza w poszukiwaniu informacji o wielkich nazwiskach polskiego himalaizmu.

Niby wiedziałam o tym wcześniej, ale dopiero teraz uświadomiłam sobie na dobre, że wydarzenia, które rozegrały się na BP nie są pierwsze, na pewno nie będą ostatnie, nie są też przełomowe w historii polskiego zdobywania szczytów.
Nie moim celem jest wyciąganie wniosków na ten temat, ocenianie organizacji wyprawy na BP, czy zachowania jej uczestników. Dość już nasłuchałam się na ten temat w mediach, które próbowały narzucić mi swój punkt widzenia. "BP Niebo i Piekło" niczego nie narzuca. Pozwala na samodzielne wyciąganie wniosków, analizę sytuacji, albo po prostu lepsze poznanie środowiska himalaistów. 

Przeczytałam wszystkie wiadomości zebrane przez autorów i ponownie, jak miało to miejsce przy lekturze "Długiego filmu o miłości" wzruszyłam się, ale też zachwyciłam, a może nawet trochę pozazdrościłam, Lodowym Wojownikom tej niezachwianej wiary w powodzenie akcji, pokonywania własnych słabości, walki z górą, życia na "100%" podporządkowanego tej wyjątkowej pasji.

Polski himalaizm obfituje w wiele spektakularnych sukcesów, ale ma na swym koncie także sporo tragedii: wielkie nazwiska wielkich zdobywców, z których wielu niestety pozostało na szczycie góry na zawsze. Czytałam o tym wszystkim, o sukcesach, pierwszych zimowych wejściach, łamaniu barier i pobijaniu własnych rekordów. Potem czytałam o wypadkach, nagłej śmierci, dramacie rodzin. I przeżywałam wszystko, na nowo, kolejny już raz.  

Coś niesamowitego jest w książkach o górach. Coś niemal metafizycznego. Dlatego polecam "Broad Peak Niebo i Piekło" z całego serca, pasjonatom, a także ludziom, którzy mają do gór szacunek i czują przed nimi respekt. To będzie dla nich wyjątkowa lektura.


Sardegna

"Mroczny trop" Alex Kava


posted by Sardegna on , , , ,

11 comments


Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Liczba stron: 320
Moja ocena : 4/6

Zabierając się za tworzenie tego wpisu zrobiłam przegląd półek, żeby zorientować się, ile właściwie mam własnych książek Alex Kavy (swoją drogą, kiedyś myślałam, że Kava to mężczyzna). Jako że każda okazja jest dobra do przeszukania biblioteczki i zrobienia w niej choć minimalnego porządku, doszłam do tego, że moja kolekcja powieści autorki jest całkiem spora. Na 16 wydanych w Polsce książek, mam 12 sztuk. Do kompletu brakuje mi tylko dwóch zbiorów opowiadań "Cienie nocy" oraz "Żywioły", a także dwóch części serii z bohaterką Maggie O'Dell (dokładnie jest to "Zło konieczne" i "W ułamku sekundy"). Całą resztę posiadam. Zaskoczyłam sama siebie... 
Ale ja nie o tym chciałam pisać, tylko o najnowszym, szesnastym tytule Kavy - "Mrocznym tropie".

Książka jest wyjątkowa na swój sposób. Rozpoczyna drugą serię autorki, z nowym, charyzmatycznym bohaterem, Ryderem Creed w roli głównej. Powiedziałabym, że pierwszym tomem nowego ciągu mógłby być już praktycznie "Ostateczny cel", kiedy to poznajemy Creeda i mamy szansę śledzić jego wyjątkowy wkład w schwytanie Seryjnego, z którym próbuje radzić sobie agentka O'Dell. Jednakże w historii tej bohater jest tylko tłem Maggie, jej pomocnikiem, postacią drugoplanową, więc może i słuszne pierwszeństwo daje mu dopiero "Mroczny trop".

Powieści Alex Kavy to dobre, trzymające w napięciu thrillery. Nie wiem czy autorka zmienia trochę konwencję, czy właśnie seria z Creedem ma mieć nieco inny charakter, ale "Mroczny trop" nie jest na pewno mocnym thrillerem, tylko sensacją albo, jak wolicie, bezkrwawym kryminałem.
Na początku przeszkadzało mi to trochę, bo czytając tę powieść miałam wrażenie, że autorem jest ktoś zupełnie inny, a przecież oczekiwałam KAVY! Po kilkudziesięciu stronach wciągnęłam się na tyle, że praktycznie przeczytałam książkę na raz. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jest to autorka, jaką znam. Mam więc nadzieję, że w następnej odsłonie wróci w swej dawnej formie, bo tworzenie przeciętnych kryminałów nijak mi pasuje do jej twórczości.

Ogólny zarys fabuły jest bardzo obiecujący. Jednym z wątków głównych jest przemyt narkotyków przy udziale nieletnich i tutaj pierwsze skrzypce gra Creed, który wraz ze swymi psami wyszukuje potencjalnych przemytników. Drugi wątek to działania kolejnego Seryjnego, który zostawia "przesyłki" dla agentki O'Dell. Pozornie obie sprawy nie mają ze sobą wiele wspólnego, kiedy jednak Creed i Maggie spotykają się przypadkiem, badając to samo potencjalne miejsce zbrodni, tylko w innej sprawie, okazuje się, że ich interesy mogą się w jakiś sposób łączyć.

Działając już wspólnie, trafiają na ślad szajki, która ma na swoim koncie znacznie więcej przestępstw, niż można było na początku się spodziewać.
I to właściwie tyle. Intryga nie jest jakoś specjalnie zagmatwana, a ja nie odczułam jakiegoś wyjątkowego dreszczyku emocji, który towarzyszył mi zawsze podczas lektur powieści Alex Kavy.

Ciekawostką i być może gratką dla niektórych czytelników może okazać się fakt, iż sporo miejsca poświęcono w książce psom - pomocnikom, biorącym udział w policyjnych akcjach. Opis tresury, ale także więzi, które łączą Creeda z czworonogami, może być miłym urozmaiceniem lektury. Wątek ten ma zresztą szczególne znaczenie dla samej Kavy, o czym będzie można przeczytać w dopisku "od autora".

No cóż... mnie to jakoś specjalnie nie poruszyło, ale absolutnie nie będę przez to skreślać autorki, czy nastawiać się negatywnie do jej kolejnych powieści.
Wręcz przeciwnie, liczę na to, że następna książka będzie Kavą w najlepszym wydaniu, a połączenie losów Creeda i Maggie zaowocuje rozwiązaniem jakieś arcytrudnej i przerażającej zagadki. I tego sobie i innym nieco zwiedzionym czytelnikom "Mrocznego tropu", życzę.

Dla zainteresowanych:
Seria o Maggie O'Dell liczy sobie obecnie 12 tomów:
  1. "Dotyk zła" 
  2. W ułamku sekundy
  3. "Łowca dusz"
  4. Granice szaleństwa
  5. Zło konieczne
  6. "Zabójczy wirus"
  7. Czarny Piątek
  8. Kolekcjoner
  9. Śmiertelne napięcie
  10. "Płomienie śmierci"
  11. "Ostateczny cel" 
Seria o Ryderze Creed:
  1. "Mroczny trop" 
Książki niezwiązane tematycznie z powyższymi seriami: to zbiory opowiadań: "Żywioły", "Cienie nocy" oraz powieści "Trucizna" i "Fałszywy krok".
    Sardegna

    Blogi, dzięki którym bloguję


    posted by Sardegna on

    62 comments

    Pomysł na dzisiejszy wpis majaczył gdzieś w mojej głowie od dłuższego czasu, jednakże do ostatecznego zadziałania skłonił mnie wpis Sabiny, która w jednej ze swych wypowiedzi wymieniła blogi, dzięki którym zaczęła swą przygodę z blogowaniem. I wtedy stwierdziłam, już czas!

    Poza tym, 30 stycznia miną dokładnie cztery lata odkąd prowadzę Książki Sardegny, dlatego pomyślałam, że wpis będzie się dobrze komponował z urodzinowymi podsumowaniami, które gdzieś tam planuję uskutecznić. 

    Czytałam praktycznie od zawsze, ale nie przykładałam do tego większej uwagi. Nie zapisywałam przeczytanych tytułów, nie miałam też potrzeby tworzenia swojej własnej biblioteczki. Zmiany przyniósł rok 2009, kiedy to odkryłam serwisy książkowe Podaj.net i Biblionetkę. Okazało się, że w sieci jest całkiem spora grupa osób lubiących czytać, dyskutująca o książkach, wymieniająca się nimi, oceniająca. I wtedy poczułam, że chciałabym być częścią tej grupy. Zaczęłam od aktywności na wyżej wymienionych serwisach, powoli aklimatyzując się w tym książkowo - wirtualnym świecie. Poznawałam ludzi, włączałam się w rozmowy i tak, po raz pierwszy trafiłam na blog Agnieszki Tatery. Matko! To był szok! Własny blog, własna strona, komentarze, ludzie odwiedzający i czytający twoje teksty! Nie mogłam wyjść z podziwu!

    Od Agnieszki powędrowałam dalej, podczytując nieśmiało te wszystkie genialne teksty nieznanych mi ludzi. A potem poszło już z górki i czytanie tych blogów stało się moim codziennym, miłym obowiązkiem.
    Decyzja o założeniu Książek Sardegny zapadła w styczniu 2011, po mailowej rozmowie z Aga Taterą.

    Zapraszam więc do zapoznania się listą blogów, dzięki którym zaczęłam na poważnie myśleć o założeniu  własnego miejsca w sieci:

    Książkowo - Agnieszka Tatera

    Czytanki Anki - Ania 

     






    Kawa z cynamonem - Szyszka i Miranda

     

    Wszystkie blogi poza stroną Pawła (nad czym ubolewam), aktywne są do dzisiaj. Wszystkie czytam nadal i w miarę możliwości śledzę na bieżąco. Agnieszkę, Archer, Szyszkę i Mirandę poznałam osobiście, ze wszystkim utrzymuję regularny kontakt (z niektórymi nawet bardziej niż regularny dzięki ŚBK). I pomyśleć, że cztery lata temu nawet by mi do głowy nie przyszło, że poznam owe osoby, tak mocno się zakorzenię w książkowej blogosferze i nie będę umiała już sobie wyobrazić codzienności bez bloga.

    A Wy jakie mieliście początki? Jakie blogi Was zainspirowały na tyle, że dzięki nim zaczęliście blogować? Ciekawa jestem bardzo, czy choć w małym stopniu pokryją się z moją listą. A może będę miała okazję poznać nowe, książkowe miejsca? Zachęcam do tworzenia swoich wpisów na ten temat i podsyłania linków. Pozdrawiam
    Sardegna

    "Pierwsza na liście" Magdalena Witkiewicz


    posted by Sardegna on , , , , ,

    19 comments

    Wydawnictwo: Filia
    Liczba stron: 346
    Moja ocena : 6/6

    Nie będę się powtarzać, że pisanie o świetnych książkach przychodzi mi najtrudniej. "Pierwsza na liście" była, jak przystało na tytuł, moją pierwszą, przeczytaną w tym roku powieścią i już na wstępie wgniotła mnie w fotel. Potem oczywiście powędrowała na półkę "do opisania", bo nie byłam w stanie nic sensownego o niej napisać. Standard? Może i tak, ale czytelniczki, które już wypowiedziały się na temat nowości Magdy Witkiewicz, mogą potwierdzić, iż trudno jest dobrać słowa, które choć w niewielkim stopniu oddają wrażenie, jakie książka robi na człowieku.

    "Pierwszą na liście" zaliczyłabym do powieści kształtujących świadomości społeczną. Powiecie, że strasznie poważnie to brzmi, zwłaszcza w odniesieniu do powieści obyczajowej. Może i to prawda, jednakże poruszony w książce wątek nie należy do błahych, a sposób, w jaki został przedstawiony (mam na myśli rzetelne zebranie materiałów i przygotowanie autorki do tematu), naprawdę jest konkretny i może wpłynąć na świadomość czytelników.
    Napisać dobra książkę z tak poważnym przesłaniem, nie jest wcale łatwo. W prosty sposób można historię uogólnić, spłycić lub wręcz przeciwnie, przejaskrawić. Wydaje mi się, że Magda Witkiewicz idealnie zbalansowała temat, podchodząc racjonalnie do sprawy, nie narzucając swojego zdania, informując, pokazując skutki. Takie książki lubię, kiedy sama mogę przemyśleć pewne kwestie w niej poruszane, nic nie jest mi narzucone z góry, a narracja nie ma moralizatorskiego tonu.

    Cztery kobiety, cztery historie. Karolina, Patrycja, Ina i Grażyna. Nie, nie są przyjaciółkami, co więcej, trzy z nich w ogóle nie wiedzą o swoim istnieniu. Śmiertelna choroba jednej z kobiet złączy losy całej czwórki na zawsze. Każda z kobiet skrywa swój sekret i osobisty dramat, czy w takiej sytuacji, kiedy samemu potrzebuje się wsparcia, można pomóc drugiej osobie? Czy istnieje szansa, aby dawny żal i zatargi, w obliczu tragedii uległy zapomnieniu? Co może wnieść w życie innych, samotna i nieszczęśliwa kobieta? Czy nastolatka jest w stanie zmienić postrzeganie świata dorosłych?
    Trudna droga jawić się będzie przed każdą z pań, na szczęście jest jeszcze wiara w drugiego człowieka, dzięki której można góry przenosić.

    Nie będę oryginalna w opisywaniu fabuły, bowiem sporo wpisów przedpremierowych, ukazało się na blogach i sporo o książce już powiedziano. Właściwie mogłabym podpisać się pod każdą z takich opinii obiema rękami. Zakończę więc krótko: "Pierwsza na liście" to poruszająca, wzruszająca i pouczająca książka! I zgodnie z tytułem powinna być Waszym priorytetem na czytelniczej liście.

    Sardegna

    Co czytałam w 2010? STYCZEŃ


    posted by Sardegna on

    6 comments

    W roku 2013 roku rozpoczęłam cykl wpisów na temat książek przeczytanych przed założeniem bloga. Wiadomo, że książki czytałam "od zawsze", jednak taki prawdziwy spis lektur zaczęłam robić w roku 2009.  W czasie tym zaczęłam udzielać się na Podaju, później Biblionetce, zaczęłam odkrywać i podczytywać pierwsze blogi. Rok 2009 uważam za wstęp do mojej aktualnej sytuacji czytelniczej. Przeczytałam wtedy 69 książek i pamiętam, jaka byłam z siebie dumna, że po raz pierwszy udało mi się przekroczyć magiczną liczbę 52. Spisałam tytuły i krótkie wrażenia na temat owych książek, i tak powstał cykl Co czytałam w 2009?

    Plan był taki, aby kontynuować cykl i zająć się lekturami z roku 2010. Niestety, jaki był mijający rok, każdy widzi. Nie miałam do tego głowy ani czasu. Postanowiłam wrócić do tego pomysłu teraz, a przy okazji poukładać sobie wszystkie spisy i notatki sprzed lat.
    Jeżeli ktoś jest ciekawy, jakie lektury pochłaniały mnie przez cały rok 2009, odsyłam do tych linków:


    Rok 2010 rozpoczęłam tylko 3 lekturami. Nie pamiętam już dokładnie, co było powodem mojego, tak słabego czytelnictwa.  Wszystkie trzy książki mam nadal w mojej biblioteczce.
     
    "Cud purymowy. Mis mokrego podkoszulka" Maciej Karpiński - 5

    Dwa opowiadania, na podstawie których nakręcono mini filmy "Święta polskie". Obie historie oscylują wokół ludzkiej moralności, wad, fałszu czy chwiejnych poglądów. "Cud purymowy" dotyka antysemityzmu, natomiast "Miss..." podwójnej moralności. Pamiętam, że lektura wywarła na mnie spore wrażenie. Nie uważam, że książka jest o wiele gorsza od ekranizacji, chociaż filmowy "Cud..." mocno zakorzeniony jest w mojej głowie.
     


    "Moje nadprzyrodzone wesele" antologia - 4

    Jak w tytule: zbiór opowiadań,  które łączy motyw paranormalny i miłosny, zakończony ślubem. Są wampiry, wilkołaki i wiedźmy przeżywające swoje rozterki miłosne, które kończą się ślubem. Okładka sugerowała historie trzymające w napięciu, nie przypominam sobie jednak, żebym czuła jakikolwiek niepokój w trakcie lektury. Ot miłe czytadło, bazujące na popularności motywu istot nadprzyrodzonych, związanej z fenomenem Sagi Zmierzch. Pamiętam, że owego czasu oceniłam chyba książkę nieco wyżej, ale wiadomo, sama uległam chwilowej fascynacji wampirami, więc jestem usprawiedliwiona (chyba...).

    "Okaleczona" Khady - 5

    Historia senegalskiej pisarki i reżyserki podobna jest do najbardziej chyba znanej biografii Waris Dirie, opisanej w książce "Kwiat pustyni". Khady została poddana rytualnemu obrzezaniu w wieku siedmiu lat, a pięć lat później, wydana z dalekiego kuzyna, któremu po roku urodziła dziecko. Waleczna kobieta, przeciwniczka brutalnych okaleczeń, obecnie pracuje i mieszka we Francji. Historia Khady jest nie mniej tragiczna od Waris. Co do książki, jest ona napisana w sposób nieco mniej "plastyczny" niż "Kwiat pustyni", przez to czyta się ją trochę oporniej, ale to moje subiektywne zdanie i praktycznie jedyne zastrzeżenie.


    Czytaliście którąkolwiek z moich lektur sprzed pięciu (o matko!) lat? Ciekawią Was? Rejestrujecie tytuły przeczytane przed laty? Pozdrawiam 


    Sardegna

    "Białe róże dla Matyldy" Magdalena Zimniak


    posted by Sardegna on , , , , ,

    22 comments

    Wydawnictwo: Prozami
    Liczba stron: 295
    Moja ocena : 6/6

    Mój czytelniczy początek roku jest niesamowity! Trzy książki, trzy najwyższe noty, trzy niesamowite historie, z których każda jest tak wyjątkowa, że miałabym poważny problem z wyłonieniem najlepszej. "Pierwsza na liście" Magdaleny Witkiewicz, "Dworek w Longbourn" Jo Baker i powyższe "Róże dla Matyldy"  Magdaleny Zimniak. Coś wspaniałego! Każdemu życzę takich książek. Sto procent zadowolenia!

    Jeżeli zdecydujecie się na lekturę "Białych róż...", ostrzegam: czytacie na własną odpowiedzialność! Żeby nie było, że nie uprzedzałam. Ta historia Wami wstrząśnie i pochłonie do tego stopnia, że nie będziecie mogli oderwać się od lektury i myśleć praktycznie o niczym innym.

    O ile przeczytanie książki zajmie Wam parę chwil, rozmyślanie nad jej strukturą, przedstawioną historią czy rozpracowaną tajemnicą, zajmie już znacznie więcej czasu. Powieść pani Magdaleny jest tak niesamowicie skonstruowana, tak dopracowana, że czytając nie będziecie mogli oderwać się od prezentowanej historii. Inna sprawa, że historia będzie tak nieprawdopodobnie realna, że trudno będzie pogodzić się z myślą, że to mogło wydarzyć się naprawdę. Nic nie będzie w tej historii takie, jak być powinno. Bliskie osoby staną się zupełnie obce, prawda będzie mieszać się z kłamstwem, dobro ze złem a przeszłość z teraźniejszością. Dopóki nie poznamy finału, będziemy poruszać się po omacku w świecie domysłów, przerażającej prawdy i wszechobecnych kłamstw. 

    Trudna i wyboista to będzie droga, zwłaszcza dla czytelniczek matek. Ale nie tylko. Tragedii będzie więcej, a wyjść z sytuacji praktycznie żadnych. Nie będzie to więc łatwa lektura dla wrażliwego odbiorcy.

    Beata przeżywa nagłą śmierć rodziców, którzy zginęli w wypadku samochodowym. Jakby tragedii było mało, okazuje się, że policja podejrzewa zabójstwo, bowiem auto państwa Gregorczuków zostało wcześniej uszkodzone. Dziewczyna przytłoczona informacjami zaczyna prowadzić śledztwo, początkowo z pomocą męża, później na własną rękę. Przypadkowo trafia na zapiski sprzed lat, które ujawnią skrzętnie skrywane od lat, tajemnice rodzinne. 

    Prawda okaże się dla Beaty niewyobrażalnie dramatyczna. Zapiski wyjaśnią nie tylko aktualne sprawy, ale też te, o których bohaterka nie miała pojęcia. Czy Beata będzie w stanie odzyskać spokój i równowagę i zachować dobre wspomnienia o swojej rodzinie?

    Lektura zapisków okażę się dramatycznym przeżyciem nie tylko dla bohaterki. Mogę Was zapewnić, że nie da się czytać powieści spokojnie. Sama nie raz musiałam odłożyć książkę, bowiem cala historia wstrząsnęła mną na tyle, że nie byłam w stanie kontynuować. Treść zapętla się jednak w głowie, nie pozwala na nic innego, przyciąga, i dopóki czytelnik nie poza historii do końca, nie jest w stanie normalnie funkcjonować. 
    Skończyłam czytać o 1.00 w nocy. Nie umiałam zasnąć. Mam kandydata do książki roku 2015.

    Sardegna

    "Mistrz" Katarzyna Michalak


    posted by Sardegna on , , , , ,

    22 comments

     
    Wydawnictwo: Filia
    Liczba stron: 310
    Moja ocena : 4/6

    Głośno było owego czasu w blogosferze o "Mistrzu". Sporo napisano na jego temat, zarówno tego złego, jak i tego dobrego. Postanowiłam sama sprawdzić, czy książka jest rzeczywiście taka, jak mówią, żeby dyskutować w razie czego.

    Jeżeli oczekujecie ode mnie, że w dzisiejszym poście przyjmę jakąś skrajną postawę, i zaliczę się do zwolenników, czy przeciwników tej książki, niestety muszę Was rozczarować. Nie będę niczego wychwalać, bo książka na to nie zasługuje, ale nie będę też krytykować, bo mimo wszelkich uproszczeń, nielogicznych sytuacji, przesłodzonych, nierealnych opisów, "Mistrz" jest bardzo przyjemnym, jednorazowym czytadłem.
    Na pewno nie można odebrać mu miana książki, którą czyta się błyskawicznie, trzeba jednak być świadomym, że w trakcie lektury spotka nas parę niedorzeczności (zwłaszcza tych, w wątku sensacyjnym). Jeżeli nastawimy się na konkrety, może zdarzyć się, że zachcemy wysadzić książkę przez okno...

    Pytanie jest więc następujące: czego oczekujemy od tej książki? Jeżeli odpoczynku po ciężkim dniu, książka będzie jak znalazł. Jeżeli czegoś więcej, no cóż...
    Podobno Katarzynę Michalak się kocha albo nienawidzi. Ja chyba jestem pośrodku. Czytałam naprawdę fajne tytuły (o czym pisałam zresztą niedawno), czytałam także te, które do dobrych absolutnie się nie zaliczają. 

    Wracając do "Mistrza", jest to zupełnie nierealna (bajkowa niemal) historia miłosna, z rozbudowanym wątkiem erotycznym (nieco przejaskrawionym, albo wręcz odwrotnie, sztucznym). Nie jest żadnym erotykiem, polskim Greyem, ani powieścią sensacyjną. Jeżeli mamy już tą świadomość, lektura może okazać się całkiem okej.

    Sonia trafia w niewłaściwe miejsce, o niewłaściwym czasie. Wplątana przez przypadek w porachunki miejscowej mafii, zostaje porwana i wywieziona na drugi koniec Europy. Będąc zakładnikiem Raula de Luca, biernie uczestniczy w największym przekręcie bossów narkotykowych, no i ... zakochuje się w przystojnym i niebezpiecznym  przywódcy szajki.
    Sporo wydarzy się w VillaRosie na Cyprze, bo o rozwój akcji zadbają też, brat Raula, Vincent i jego dziewczyna Andżelika. Oboje ze swoimi tajemnicami i zachciankami, zamieszają w planach Raula.

    Cóż mogę więcej napisać na temat "Mistrza" ... chyba tylko to, że przeczytałam go w czasie jednego wieczoru urlopu wakacyjnego (to chyba ostatnia zaległość sierpniowa) i  miło spędziłam czas. Nikogo do książki nie będę namawiać, uprzedziłam jak jest, więc czytacie na własną odpowiedzialność.

    Sardegna

    "Strefa bałaganu" Katarzyna Georgiou


    posted by Sardegna on , , , , ,

    4 comments

    Wydawnictwo: Wydawnictwo Eurosystem
    Liczba stron: 80
    Moja ocena : 4/6

    Mówiłam już nie raz, że uwielbiam Targi Książki głównie za spotkania i kontakty, jakimi owocują. Nie inaczej było w roku ubiegłym, chociaż po prawdzie, nie napisałam jeszcze posta o autorach, spotkanych w Krakowie (ale wpis jest w trakcie tworzenia). I na tych Targach właśnie, na stoisku Dużego Ka, spotkałam Panią Katarzynę Georgiou. Przemiła rozmowa, głównie o czytelniczych gustach najmłodszych czytelników i wymianie doświadczeń na ten temat, zakończyła się "Strefą bałaganu".
    Moje dzieci były bardzo nieszczęśliwe z powodu tego, że nie mogły pojechać na TK do Krakowa. Udało mi się jednak udobruchać je targowymi książeczkami i książkowymi gadżetami. Wśród przywiezionych upominków była i "Strefa bałaganu", która została przyjęta bardzo entuzjastycznie i poszła na pierwszy ogień w wieczornym czytaniu.

    Początek był trochę zaskakujący, bowiem większość książeczki stanowią wiersze, a moja Sześciolatka nie miała do tej pory okazji zbyt wielu okazji, aby zapoznać się z poezją dla dzieci (oczywiście poza standardowymi wierszami Tuwima czy Jana Brzechwy). Kiedy więc przeczytałam pierwsze wierszyki "Bajarz o Bajdurkolandii" czy tytułową "Strefę bałaganu", entuzjazm był umiarkowany. Musiałam wyjaśnić, że ta książeczka jest trochę inaczej napisana, nie jest taka "jak zwykle". "Rozumiem" rzekła Sześciolatka i zaczęła zadawać pytania: "Co to znaczy Trawiowiórki Rudopiórki i Żukowronki Niebiedronki"? Przeanalizowałyśmy więc na początek, kilkanaście nowo utworzonych wyrazów, a kiedy na dobre wkręciłyśmy się w wierszyki, dostałyśmy przerywnik w postaci opowiadania "Robot sprzątacz". I to był strzał w dziesiątkę! Historia konstruowania urządzenia sprzątającego przez głównego bohatera książeczki - syna autorki - Ziemka, spotkała się z pełnym zrozumieniem. Do tego stopnia, że musiałam przeczytać ją dwa razy.
    Wydaje mi się, że w zapędach tworzenia wynalazków i nowych sprzętów oraz w posiadanie własnej "strefy bałaganu" Sześciolatka znalazła bratnią duszę. W naszym pokoju dziecięcym królują: papier, nożyczki, wycinanki, karton, mazaki, wstążki, i na nic się zdają uwagi Mamy, że panuje tu bajzel nie do ogarnięcia. Po generalnym sprzątaniu, i niemal natychmiastowej, kolejnej kreatywnej pracy plastycznej, w pokoju wygląda jak zwykle... Ale, ale .. okazuje się, że nie jesteśmy w tym osamotnione.

    Świadomość, że inne dzieciaki też tak tworzą, a ich prace zostały sfotografowane i wklejone do książeczki (ilustracje Twórczych Smyków w wieku 4 - 13 lat) utwierdziły tylko Sześciolatkę w myśli, że trzeba działać dalej i tak od razu padło fundamentalne pytanie: "Kiedy są moje kolejne zajęcia plastyczne"?

    Po usłyszeniu pierwszego opowiadania, musiałam koniecznie przeczytać następne. To o "Wróżce Zębuszce" było równie "na czasie", podobnie, jak historia konstruowania miejsca zabaw dla kotka (to znowu wiąże się z wielkim marzeniem o posiadaniu własnego zwierzaka). Powiem szczerze, że po zapoznaniu się z opowiadaniami, wiersze zostały odstawione na boczny tor. Owszem, zostały wysłuchane, ale po lekturze padło fundamentalne zdanie: "A teraz przeczytaj o robocie i wróżce, jeszcze raz...".

    Kiedy dzisiaj zasiadałam do opisania książki, kładąc "Strefę bałaganu" obok laptopa wzbudziłam ciekawość Sześciolatki. "Będziesz pisać o książce tej miłej pani z Targów?" "Tak" odpowiadam, "A chcesz coś dodać na ten temat, skomentować jeszcze?" "Nie, napisz po prostu, że to świetna książka, ale robot i tak był najlepszy!" Także sami widzicie, co wzbudziło największą ciekawość małego czytelnika.

    Osobiście mogę polecić "Strefę..." rodzicom, którzy mają w domu kreatywne dzieci, z artystycznymi zapędami. Odnajdą w niej na pewno cząstkę swojego domowego chaosu. Poza tym, fajnie czasami odejść od utartej ścieżki czytelniczej, i zaproponować dzieciom coś nowego. Same wierszyki mogą też zainteresować nieco starsze pociechy, te w wieku szkolnym, które potrafią i lubią czytać samodzielnie. Takie samodzielne odkrywanie literatury może być ciekawym przeżyciem i dobrze zaowocować w przyszłości.

    Sardegna

    Kalendarz Książkowych Wydarzeń # 6


    posted by Sardegna on

    7 comments

    Po kilku miesiącach nieobecności Kalendarza Książkowych Wydarzeń, wracam z nową serią wpisów. Mam szczerą nadzieję, że uda mi się zmobilizować do tworzenia comiesięcznych postów na ten temat. W ubiegłym roku zrezygnowałam z tworzenia kolejnych Kalendarzy, z powodu braku czasu, ale zrobiłam to bardzo niechętnie. Tworzące te wpisy byłam przynajmniej w temacie i orientowałam się, co książkowego dzieje się w mojej okolicy. Druga połowa roku minęła mi za to, w zupełnej nieświadomości. Liczę, że i Wam ten cykl ułatwi zaplanowanie udziału w książkowych wydarzeniach na Śląsku i podsunie pomysły na miłe spędzenie czasu. Zapraszam!
    Spotkanie autorskie z Łukaszem Orbitowskim – prozaikiem i felietonistą, autorem m.in. „Szczęśliwej ziemi" i „Zapisków nosorożca".

    Spotkanie z Igą Adams 


    BookUp z kryminałem skandynawskim
    Kawa z Gwiazdą - spotkanie z Ewą Wachowicz, prowadzone przez Dariusza Rekosz

    Spotkanie autorskie z Martą Obuch, autorką komedii kryminalnych, poetką i dziennikarką. Promocja najnowszej powieści "Szajba na peronie 5”.

    Spotkanie autorskie z Wojciechem Kuczokiem - prozaikiem, eseistą, krytykiem filmowym, scenarzystą.    


    Jeżeli macie namiary na jakieś spotkania autorskie na Śląsku, bądź inne wydarzenia kulturalne, podajcie linki, chętnie uzupełnię. 
    Sardegna

    "Zaopiekuj się mną" - "Pusia zaginiona kotka" i "Ktoś ukradl Prążka?" Holly Webb


    posted by Sardegna on , , , ,

    1 comment


    Wydawnictwo: Zielona Sowa
    Moja ocena : 4/6

    To już dziesiąta i jedenasta książeczka z serii "Zaopiekuj się mną", przeczytana moim dzieciom  na dobranoc (swoją drogą, czy jakaś Mama się orientuje, ile tomów ma ta seria?). Jeżeli myślicie, że zbliżamy się do końca, to się grubo mylicie... Mikołaj i Dzieciątko poprzynosili to i owo, więc mamy jeszcze dwie książeczki w zanadrzu. Na szczęście udało mi się przekonać dzieciaki, że nie można czytać wszystkich historyjek na raz, pod rząd, bo się nam znudzą. Mamy więc przerywnik w postaci "Opowieści z Krainy Nudzimisiów" i "Zosi z ulicy Kociej. Na wiosnę".

    Dwie kocie książeczki zdecydowanie bardziej mi się podobały, niż historie poprzednie, a może już jestem bardziej zaprawiona w boju, nie wiem. W każdym razie, nie mam co narzekać, bo moje dzieci z nieustannym entuzjazmem podchodzą do tych historyjek, a to przecież jest najważniejsze.

    Obie kocie opowiastki okazały się nieco dramatyczne,  związane były bowiem z zaginięciem milusińskich. Pusia - nieco niesforna kotka, wybrała się na zimowy spacer po ogrodzie. Nie ograniczyła się jednak do posesji właścicieli, tylko hasała po okolicy. Skończyć się to mogło tylko w jeden wiadomy sposób ... Kiedy jednak Pusia szukała drogi powrotnej do domu, znalazła coś, a raczej kogoś, kto potrzebował jeszcze większej pomocy niż ona sama. 
    Rzecz dzieje się w zimowej zawierusze, więc można powiedzieć, że opowiadanie bardzo aktualne (w każdym razie w naszych śląskich regionach).

    Prążek natomiast został uprowadzony! No mówię Wam! Emocje towarzyszące czytaniu były ogromne! Olivia dostaje w końcu upragnionego kotka i pilnuje go, jak oka w głowie. Niestety inne plany wobec malucha ma jej starszy brat. Jeden nieostrożny ruch i kotek znika. Kto, i w jakim celu, ukradł Prążka?

    Nie mam pojęcia, jaki fenomen ma owa seria. Nie powiem, urocze okładki z cudnymi pieszczoszkami, robią swoje i zachęcają dzieciaki do sięgania po książeczki, jednakże treść też robi swoje. W przypadku mojej Sześciolatki fascynacja polega chyba na tym, że sama marzy o posiadaniu domowego pupila i wszystkie historyjki z nimi związane, wzbudzają w niej wiele emocji. I z drugiej strony, jeżeli mały czytelnik posiada własnego kotka albo pieska, może utożsamiać się z przygodami książkowych bohaterów i po swojemu przeżywać wszystkie ich perypetie, i te dobre i te złe.

    Jeżeli interesują Was konkretne tytuły serii "Zaopiekuj się mną", szukacie czegoś dla swoich sześcio - ośmiolatków, zapraszam do poprzednich wpisów tutaj i tu.

    Sardegna

    "Korespondent" Grażyna Jagielska


    posted by Sardegna on , , , , , ,

    8 comments

    Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
    audiobook: czas trwania 7 godzin i 15 minut   
    Moja ocena : 4/6
    lektor: Anna Apostolakis

    "Nie po drodze mi z literaturą faktu". Sama narzuciłam sobie takie stwierdzenie, bo zdaję sobie sprawę, że nie jest to literatura, którą można przyswajać "przy okazji", na szybko czy błądząc pomiędzy domem, pracą i chwilą ciszy. Ja niestety ostatnimi czasy, tak właśnie czytam, dlatego, z pełna świadomością, rzadko decyduję się na spędzenie czasu z tym gatunkiem. Przecież nie ogarnę, nie przemyślę, nie wyciągnę właściwych wniosków, kiedy przesłucham audiobook w samochodzie, w drodze do pracy. Czymże jednak byłaby moja przygoda z książkami, gdybym się nie przełamywała, nie decydowała na sięganie po omijane do tej pory, gatunki? 

    O książkach Grażyny Jagielskiej słyszałam wiele, nie miałam jednak okazji żadnej przeczytać. "Korespondent" wydał mi się genialną książką na początek. Nie jest to stricte literatura faktu, tylko powieść z autentycznymi wątkami, czerpanymi z doświadczeń samej autorki. Coś w sam raz, żeby zastartować. Zdawałam sobie sprawę, że nie będzie to lektura łatwa, zresztą która książka, z motywem wojennym, taka jest, ale całość chyba mnie przerosła...

    Małżeństwo reporterów, Caroline i Adam Matyasowie, podążając za kolejnym "newsem" i chwytliwym tematem, zatrzymują się w Delhi. Miasto nie jest dla nich obce, mieli już bowiem okazję poznać go od podszewki przed laty. Ponownie zatrzymują się w kamienicy znajomej rodziny Gopalów, przy okazji inicjują rozmowy z byłym najemnikiem, stacjonującym w tym samym budynku. Bob Nelson opowiada o realiach swojej pracy, wspomina też zaginionego w Afganistanie korespondenta, pochodzenia francuskiego. Historia zaginionego kolegi po fachu na tyle zaciekawia Caroline, że kiedy tylko nadarza się okazja wyjazdu do Kabulu, kobieta bez wahania wyrusza w pogoń za sensacją. I tą aktualną, i tą sprzed laty...

    I teraz pojawia się mój problem. Natłok informacji, tych związanych z życiem w Delhi, relacji wojennych z Kabulu, nawiązań do wydarzeń mających miejsce w przeszłości i teraźniejszości, mnie zwyczajnie przytłoczył. Momentami nie nadążałam za akcją, gubiłam się w czasie i miejscu. Zlepek historii, opis życia codziennego w Delhi i historii Gopalów zupełnie wybił mnie z rytmu. Być może spodziewałam się większego tempa akcji, a być może taka literatura nie jest jednak dla mnie, w każdym razie działania Matyasów wydały mi się strasznie statyczne, choć zdaję sobie sprawę, że nie byli oni w trakcie swojej pracy, tylko w "oczekiwaniu na". Również szereg przemyśleń na temat pracy reportera wojennego, swoistego wyścigu szczurów, mocowania się z własną psychiką, mnie przytłoczył. Zdaję sobie sprawę z wartości i powagi  tematu. Broń boże go nie ignoruję czy umniejszam! Po prostu nie dla mnie taki sposób jego zaprezentowania.

    Nie chciałabym krytykować "Korespondenta", bo nie czuję się kompetentna, by to robić. Po prostu to nie książka dla mnie. Najlepszym potwierdzeniem tego jest opinia Karoliny, po której mam wrażenie, jakbyśmy czytały zupełnie inną powieść...  Dlaczego więc dałam czwórkę? Bo świadoma jestem, że tej historii nie można zignorować, ale to już musicie sprawdzić sami, bo ja nic więcej na ten temat nie jestem w stanie napisać...

    Sardegna

    "Przystań Julii" Katarzyna Michalak


    posted by Sardegna on , , , ,

    15 comments


    Wydawnictwo: Znak
    Liczba stron: 278
    Moja ocena : 4/6

    Seria Kwiatowa, podobnie jak Seria z Kokardką, Katarzyny Michalak należą do tych powieści, które są lekkie, łatwe i przyjemne. I takie wolę zdecydowanie bardziej w wydaniu autorki, niż te, w których porusza poważne, społeczne tematy. 

    "Przystań Julii" jest już ostatnią częścią trylogii, opowiadającą, nieco niewiarygodną, ale w sumie interesującą, historię trzech  przyjaciółek. Życie dziewczyn obfituje w niemałe komplikacje. Momentami wszystko jest tak nierzeczywiste, że ma się wrażenie, jakby czytało się bajkę dla dorosłych. I teraz pojawia się pytanie zasadnicze, czy czegoś takiego oczekujemy od lektury.
    Jeżeli szukamy rozrywki i mile spędzonego czasu, to wszystko jest okej. Jeżeli oczekujemy konkretnej powieści obyczajowej, która ma przynieść nam coś więcej i pozostać w głowie na dłużej, to niestety nie tędy droga. 

    Seria Kwiatowa ma piękne wydanie, równie piękne okładki, przynosi odprężenie i pozwala na mile spędzony czas, ale nie oszukujmy się, literaturą najwyższych lotów nie jest.

    Tom pierwszy "Ogród Kamili", który wprowadzał w historię dziewczyn, był według mnie najlepszy, natomiast kontynuacja w "Zaciszu Gosi" była już nieco przegadana. W prawdzie czekałam na tom trzeci, ale bardziej z ciekawości, jak autorka zakończy serię, niż z emocji na poznanie dalszych losów przyjaciółek. 

    W części trzeciej fabuła kręci się wokół ostatniej, pomijanej w poprzednich tomach, dziewczyny - Julii. Systematycznie wyjaśniane będą także wątki rozpoczęte w poprzednich tomach, dlatego tak trudno jest napisać mi coś konkretnego na temat samej powieści, nie zdradzając zbyt wiele.

    Po trudnym rozwodzie, Julia tworzy swoją spokojną przystań w Bieszczadach. Porządkuje odziedziczony dom, znajduje dla siebie zajęcie w postaci rękodzieła, i szuka miłości na całe życie (trochę oklepany motyw, czyż nie?). W międzyczasie, kiedy dziewczyna dochodzi do równowagi, dwie pozostałe przyjaciółki przeżywają najgorszy koszmar swojego życia. Dramat związany jest z wydarzeniami kończącymi tom drugi, ale nie będę zdradzać, cóż takiego strasznego wydarzyło się w "Zaciszu...", powiem tylko, że wywróciło to życie Małgosi i Kamili do góry nogami. Dodatkowo Łukasz, odkrywa, czym naprawdę w firmie zajmował się jego szef. Tajemnica, z którą będzie musiał się zmierzyć, zaważy nie tylko na jego spokoju ducha, ale zagrozi też bezpieczeństwu jego bliskich.

    I tak, bohaterowie pozostający w Milanówku będą zmagać się z niebezpieczeństwem, tajemnicami Jakuba, problemami finansowymi i obsesjami Małgosi. Julia natomiast będzie szukać szczęścia na drugim końcu Polski. W finale drogi przyjaciół znowu się połączą, aby doprowadzić wszystkie sprawy do końca i zapewnić spokój.

    Po lekturze wszystkich trzech powieści, stwierdzam, że Seria Kwiatowa nie przebiła Serii z Kokardką. niemniej jednak, miło spędziłam z nią czas. Dobrze, że historia Kamili, Gosi i Julii została zamknięta, chociaż w ostatnim tomie pojawił się malutki wątek, związany z nowymi postaciami, który może być kontynuowany
    w którejś z kolejnych powieści autorki. Nie wiem, czy chciałabym go poznać. Chyba potrzebuję oddechu od stylu autorki i jej charakterystycznych "momentów".

    Myślę, że nazwisko autorki i tytuły jej książek są już tak rozpoznawalne na rynku wydawniczym, że nie muszę niczego polecać ani odradzać. Jeżeli szukacie czegoś niezobowiązującego, lekkiego, niewymagającego większego zaangażowania, czegoś w stylu "bajki dla dorosłych", powyższa seria będzie w sam raz.

    Sardegna