Archive for lutego 2016

# Nowości w mojej biblioteczce - luty


posted by Sardegna on

16 comments

Luty był zdecydowanie dobrym miesiącem. Dwutygodniowe ferie naprawdę dały mi odsapnąć, choć może  bardziej psychicznie niż fizycznie, bowiem trwający, tygodniowy remont, nie pozwolił mi leżeć do góry brzuchem.  Jednakże, mimo dość wielu spraw do załatwienia, udało mi się przeczytać całkiem sporo książek (aż 10) i poopisywać większość zaległości. Jeśli chodzi o nowości, raczej nie zaszalałam. Odmówiłam kilka fajnych tytułów, na rzecz tych oczekujących od wieków i popchnęłam trochę stos książek do przeczytania "na wczoraj". Jestem z siebie dumna! Poniżej znajdziecie zdjęcia lutowych nowości, których jest zaledwie sześć.


"Ezotero. Moje przeznaczenie" Agnieszki Tomczyszyn - od Wydawnictwa mg - jest to druga część debiutanckiej powieści Autorki "Ezotero. Córka wiatru", genialnej książki, którą czytałam w zeszłym roku
"Czarownica" Anny Litwinek - przedpremierowy egzemplarz od Znaku
"Ród wyklętych" Maggie Moon - otrzymany od Autorki (moje wrażenia z lektury znajdziecie TUTAJ)
"Koniec świata w Breslau" Marka Krajewskiego - prezent od koleżanki z BNetki. Jolu! Jeszcze raz dziękuję!
"Poziom śmierci" Lee Childa - zakup własny pierwszego tomu z prenumeraty


I jeszcze "Wymarzony dom" Magdaleny Kordel od Znaku, który nie załapał się na zdjęcie poprzednie.

Tak po prawdzie, poza tymi wymienionymi wyżej książkami, wędrują do mnie jeszcze: dwa pierwsze tomy "Parabellum" Remigiusza Mroza, nowości od Czwartej Strony i Naszej Księgarni. Także stos marcowy może być co najmniej dwa razy większy od lutowego. Pozdrawiam Was serdecznie w ostatnim dniu lutego, i pełna nadziei na wiosnę, wracam do pracy!
Sardegna

"Czytam sobie...", czyli o tym, jak moje dzieci nauczyły się czytać.


posted by Sardegna on , , , , ,

24 comments

Moje dzieci od małego obcują z książkami. Wiedziały od zawsze, że książki są w naszym domu wszędzie, nie wolno ich niszczyć, ani wyjmować z regału. Nie miałam nigdy takiego problemu, jak niektórzy rodzice, że maluszki wyjmowały książki z pólek, a potem robiły z nich demolkę. Moje dzieci nigdy nie miały takich zapędów. Oglądały czasami dorosłe książki, ale nigdy ich nie niszczyły. Zbierały sobie za to książeczki w swojej biblioteczce, która teraz jest już całkiem pokaźna. Poza tym, lubią nasze wieczorne czytanie, lubią książki, jako takie, lubią je przeglądać, dotykać w księgarni, a w markecie dział z książkami to jest nasz obowiązkowy punkt do odwiedzenia.

Nie mogłam się już doczekać, kiedy moja Siedmiolatka (jeszcze jako Pięcio i Sześciolatka) zacznie czytać. Zastanawiałam się, czy to polubi. Czy zechce czytać samodzielnie, bez obowiązku. Nie chciałam jej jednak do tej nauki czytania jakoś specjalnie zmuszać i namawiać. Na szczęście nie musiałam tego robić, bo moja córka nauczyła się czytać praktycznie sama, "przy okazji". Co innego jednak wiedzieć, co jest w danym miejscu napisane, a co innego przeczytać ze zrozumieniem tekst.
I to musieliśmy już przećwiczyć. 

Regularne czytanie zaczęliśmy w wakacje. Codziennie, parę minut głośnego czytania, wybranej przez Siedmiolatkę, książeczki. Początkowo było to takie typowe "odklepanie tekstu", ale powoli zaczęliśmy wprowadzać zasady czytania z intonacją, zadawaniem pytań, podkreśleniem wykrzykników, pauz, tam gdzie przecinki i kropki. I powiem Wam, początkowo Siedmiolatka miała mega entuzjazm, potem przyszedł kryzys i zupełna niechęć do książek, ale teraz, po regularnym półrocznym czytaniu, córka zaczyna chyba odczuwać w tym frajdę! Sama dobiera sobie lektury, a jej głośne czytanie przekracza nawet 20 minut dziennnie. Ostatnio zdarzyło się nawet, że sama, bez przypominania wzięła do ręki książeczkę i przeczytała ileś tam stron (całkiem sporo) "po cichu", dla siebie, żeby sprawdzić, co się wydarzyło dalej. Chyba więc jesteśmy na dobrej drodze!

Co do mojego Pięciolatka, tutaj poszło jeszcze szybciej. Młody widząc siostrę, która codziennie zasiada do biurka z książeczką, czyta, a potem zapisuje swój czytelniczy czas, zapragnął mieć własny "zeszyt czytania". Znał już wszystkie litery, ale nijak nie potrafił połączyć ich w wyraz. Zaczęliśmy więc od łączenia w sylaby, potem w wyrazy, a potem ... poszło lawinowo! Młody potrafi już przeczytać praktycznie każdy wyraz, choć wiadomo, że te trudniejsze sprawiają mu jeszcze trochę kłopotu. I powiem Wam, że odkąd codziennie głośno czyta, znacznie poprawiła się jego wymowa. Zaczął nawet wymawiać głoskę "r", z czym wiadomo jest odwieczny problem.

Jako że to codzienne czytanie weszło dzieciom już w nawyk, muszę mieć dla nich jakieś propozycje, jakiś wybór, odpowiedni do ich umiejętności. Kiedy Siedmiolatka uczyła się czytać już dłuższe fragmenty tekstu, podsunęłam jej kolorowe książeczki z serii "Czytam Sobie".

I tak, dzisiaj w naszej biblioteczce znajduje się obecnie 13 takich książeczek, choć oczywiście cała seria ma ich znacznie więcej (po szczegóły zapraszam na stronę akcji). Autorami opowiastek są znani, polscy pisarze książek dla dzieci i młodzieży (m.in. Wojciech Widłak, Ewa Nowak, Zofia Stanecka, Anna Czerwińska - Rydel, Agnieszka Frączek, Rafał Witek). 


Seria jest tym fajna, że podzielona jest na 3 poziomy, o różnym stopniu trudności. Można więc zacząć od poziomu 1, gdzie znajdziemy łatwe teksty, a praktycznie będą to proste zdania, opatrzone dużymi ilustracjami. 


Jeśli chodzi o nasze książeczki, z poziomu 1 ("składam słowa") mamy ich cztery:

"Syrop maga Abrakabry" Wojciech Widłak
"Marta i ufoludek" Wojciech Widłak
"Droga Mocy" Zofia Stanecka
"Figle w fokarium" Marcin Sendecki


Później można przejść do poziomu 2 ("składam zdania") , czyli opowiadań złożonych z dłuższych i trudniejszych fragmentów tekstu:


 Z tego poziomu mamy:

"Maja na tropie jaja" Rafał Witek
"Tytus w cyrku" Joanna Olech
"Robot Robert" Zofia Stanecka
"Babula Babalunga" Joanna Jagiełło


Serię kończą książeczki z poziomu 3 ("połykam strony"), typowe opowiadania, zbudowaną ze zbitego tekstu, z niewielką ilością ilustracji.


Z tego poziomu mamy 5 książeczek:

"Rok z kocicą Izabelą" Ewa Nowak
"Jezioro łabędzie" Ewa Nowak
"Pułapka na ktosia" Ewa Nowak
"Psotnice podwórkowe" Rafał Witek
"Tajemnica pewnej sąsiadki" Melania Kapelusz


Wszystkie opowiadania napisane są dużą, wyraźną czcionką, żeby młodym czytelnikom było łatwiej, poza tym trudniejsze słowa podzielone są na wyrazy (w książeczkach poziomu 1). Książeczki są ładnie wydane przez Wydawnictwo Egmont, przyciągają oko kolorowymi okładkami i ilustracjami. Ich cena też jest w miarę przystępna, zwłaszcza kiedy można je kupić w fajnej promocji.

Moja Siedmiolatka przeczytała wszystkie tytuły z poziomu 1 i 2. Z 3 została jej jeszcze "Tajemnica pewnej sąsiadki". Pięciolatek przeczytał na razie dwie z poziomu 1 ("Figle w fokarium" i "Droga Mocy" - wiadomo! Star Wars!) i wrócił do starego elementarza "Litery. Nauka czytania" (swoją drogą, to moja stara książka, uczyłam się z niej w I klasie szkoły podstawowej).

Myślę jednak, że przeczytanie pozostałych książeczek to tylko kwestia czasu. Zachęcam rodziców 5 - 7 latków do zaopatrzenia się w tą serię. Gwarantuję, że będą one nieocenioną pomocą w nauce czytania dla Waszych dzieci. A po szczegóły zapraszam na stronę Akcji Czytam Sobie.

Sardegna

"Ród wyklętych" Maggie Moon


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6
 
Pamiętacie genialną powieść młodej, polskiej debiutantki Maggie Moon? O "Posiadłości" pisałam już dość dawno, bo w kwietniu 2013 roku, z Autorką miałam okazję spotkać się kilkakrotnie m.in. na Katowickich TK czy spotkaniu autorskim w antykwariacie Kocham Książki i za każdym razem zadawałam pytanie: "Kiedy ciąg dalszy?"

"Posiadłość" niesamowicie mi się podobała. Jest to historia w gatunku tych, które wciągają czytelnika od pierwszej strony, poza tym pomysł na fabułę i zakończenie jest naprawdę oryginalne. Tak, jak pisałam przy okazji części pierwszej, próbowałam rozgryźć tajemnicę, wytłumaczyć sobie, co tak naprawdę dzieje się w tej historii. Nie udało mi się. Tym większe oklaski dla Autorki, że potrafiła wymyślić coś nowego, świeżego i niepowtarzalnego.

Na kontynuację "Posiadłości" czytelnicy musieli trochę poczekać. Jednakże kiedy w grę wchodzi TAKA kontynuacja, to warto było być cierpliwym. W tym miesiącu premierę miał "Ród wyklętych". Zachęcam więc wszystkich czytelników, którzy zachwycili się tomem pierwszym, aby się w niego zaopatrzyć. Nie ukrywam jednak, że jeżeli ktoś nie czytał "Posiadłości" , niech najpierw nadrobi zaległości. Większość wątków rozpoczętych, jest kontynuowanych w "Rodzie...", poza tym Autorka serwuje nam sporo retrospekcji, i pewnie da się zorientować w aktualnej akcji, bez znajomości początku tej historii, ale po co? Zdecydowanie lepiej będzie przeżyć tę opowieść od samego początku. Gwarantuję, że będzie to thriller, którego łatwo się nie zapomina.

Myślę, że nie zdradzę zbyt wiele z fabuły, jeżeli wspomnę, że część druga historii opiera się w znacznej mierze na zmaganiach Zary Dormer, studentki Wyższej Akademii Sztuki w Londynie, z tragedią, jaka miała miejsce w posiadłości braci Debrettów, przy okazji warsztatów artystycznych, w miasteczku Charlottshire.
 
Po strasznych wydarzeniach, jakie wydarzyły się w domostwie Debrettów, dziewczyna stara się dojść do siebie, studiować i zajmować sztuką, tak, jak do tej pory. Ciągle czuję się jednak niepewnie, mając wrażenie, że jeden z arystokratów zapragnie zemścić się na niej, za odkrycie sekretu jego rodu. Zara żyje w ciągłej niepewności i leku o siebie i najbliższych. Wspierana przez przyjaciół, Franka i Dorę, oraz nowych znajomych z uczelni, stara się rozwijać swój talent pod okiem znanego profesora Wellsa. 
Życia Zarze nie ułatwiają także nieustające wyrzuty sumienia, związane ze śmiercią jej malutkiej siostrzyczki Zoe, do której doszło przed laty. Demony przeszłości wracają więc do dziewczyny każdego dnia.

Obawy Zary nie są wcale bezpodstawne, bowiem Noel Debrett rzeczywiście poszukuje młodej malarki, w pragnieniu zemsty za krzywdy, jakich doznał jego ród, po niefortunnym plenerze malarskim. 

Jednocześnie z aktualnymi wydarzeniami, czytelnicy będą mogli poznać szczegóły z życia i historii rodziny szalonych arystokratów. Do całej akcji włączony zostaje nieznany dotąd odłam rodziny, a nowi/starzy krewni są chyba jeszcze bardziej demoniczni, od tych już znanych. Tajemnica, jaką skrywają wszyscy żyjący członkowie rodu została już w pewnym sensie odkryta w "Posiadłości", ale nie będzie to koniec mrocznych sekretów. Co jeszcze do ukrycia mają Debrettowie? Jakie szaleństwo skrywają, i dlaczego nie dopuszczają do swoich tajemnic nikogo z zewnątrz? Prawda będzie przerażająca i okrutna, również dla Zary, kiedy okaże się, że znienawidzona rodzina maczała palce w zaginięciu i zamordowaniu jej małej siostrzyczki.

Mam nadzieję, że zainteresowałam Was na tyle tą historią, że z ochotą sięgnięcie i po "Posiadłość" i po jej kontynuację, czyli "Ród wyklętych". Osobiście będę wypatrywała z niecierpliwością  kolejnych powieści Autorki, bo z tego co wiem, są one w jej zanadrzu.

Sardegna

"Umrzeć przed śmiercią" Zygmunt Miloszewski


posted by Sardegna on , , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Audioteka,pl
audiobook: czas trwania 50 minut   
Moja ocena : 5/6
lektor: Andrzej Chyra


Chyba nadszedł czas, żebym zapoznała się z twórczością pana Zygmunta Miłoszewskiego. Mam cały pakiet trylogii o Teodorze Szackim, mam "Domofon", a jako że pan Miłoszewski zdobył nagrodę Złotej Zakładki, czyli wyróżnienie przyznawane przez blogerów, w kategorii "najmroczniejsza powieść" i "najlepsza intryga", udało mi się spotkać Autora osobiście i zamienić z nim parę słów, przy okazji zeszłorocznych TK w Krakowie. Lepszego momentu do poznania bliżej twórczości Autora chyba już nie będzie.

Na dobry początek, postanowiłam jednak zapoznać się z opowiadaniem "Umrzeć przed śmiercią". 50 minutowy, darmowy audiobook, pobrałam przy okazji jakieś promocji, a dodatkowym impulsem, który skłaniał mnie do jego odsłuchania, był lektor, pan Andrzej Chyra, z którym jeszcze nigdy w tej roli nie miałam do czynienia.

Historia powstania powyższego opowiadania jest ciekawą sprawą. Zostało ono stworzone w ramach akcji "Nieskończona opowieść", i choć początkowo nie bardzo orientowałam się, o co w tym wydarzeniu chodzi, po zasięgnięciu informacji, wyszło na to, że tekst opowiadania powstał przy współpracy użytkowników serwisu Gadżetomania z Autorem. Wspólnie tworzyli oni treść historii, dopisując w czasie kolejnych tygodni, dalsze fragmenty opowieści. Interesująca sprawa. Byłam więc bardzo ciekawa, jak wypadł ten interaktywny projekt.

Jakie są więc moje wrażenia, po odsłuchaniu tej historii? Nasuwa mi się tylko jedna myśl: za krótko! Żałuję bardzo, że jest to tylko opowiadanie, a nie cała powieść. Na bazie tak fajnego pomysłu, powstała książka mogłaby być doskonałą historią kryminalną, niestety potencjał nie został w pełni wykorzystany (choć z drugiej strony w zamyśle było opowiadanie, więc nie ma się co czepiać).

Historia składa się z dwóch części. W pierwszej poznajemy relację anonimowego wolontariusza, z pracy w domu seniorów "Marina". Wolontariat narratora nie jest jednak do końca bezinteresowny, ponieważ planuję on dokonać w swoim życiu czegoś wyjątkowego, ale do końca nie wie, co miałoby to być. Postanawia więc poszukać inspiracji wśród ludzi, którzy już większość swojego życia mają za sobą. Tak po prawdzie jednak, planuje ukraść pomysł na świetny biznes, lub opatentować nigdy nie ujawniony światu, wynalazek. Ta część historii, nieco rozległa, jest niejako wstępem do właściwej, bardziej kryminalnej, części opowiadania 

Druga część składa się ze śledztwa, prowadzonego w sprawie zabójstwa syna znanego profesora, Igora Malika. I nic więcej nie powiem, żeby nie zepsuć wrażenia z lektury.

Jak te dwie historie łączą się ze sobą w jedno opowiadanie, tego nie zdradzę. Mogę tylko powiedzieć, że Autor wraz ze swoimi czytelnikami, wpadli na fajny pomysł zwieńczenia całej tej historii, choć tak, jak napisałam na początku, szkoda, że pomysł nie został bardziej rozwinięty, a proporcje części drugiej do pierwszej nie zostały wyrównane.

Audiobook, w którym lektorem był panem Andrzej Chyra, wypadł moim zdaniem bardzo dobrze. Jeżeli więc macie ochotę na krótką formę i to jeszcze w wykonaniu Zygmunta Miłoszewskiego, zapraszam do odsłuchania. Opowiadanie można też przeczytać w całości na stronie Gadżetomanii TUTAJ
Sardegna

Kuba i Buba, czyli trzy książki o przygodach szalonych bliźniaków


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments

Moja Siedmiolatka miała ostatnio czytelnicza fazę na książki z przygodami Kuby i Buby, autorstwa pana Grzegorza Kasdepke. A wszystko to, za sprawą fajnego prezentu, jaki sprawiło nam wydawnictwo Literatura na ubiegłorocznych TK w Krakowie.  Otrzymaliśmy świetną książeczkę, choć o nie do końca optymistycznym tytule, "Kuba i Buba w szpitalu", opisującą jedną z perypetii szalonych bliźniaków. Jako że było to nasze pierwsze spotkanie czytelnicze z zabawnym rodzeństwem, a dzieciaki chciały więcej, Siedmiolatka wypożyczyła ze szkolnej biblioteki dwa kolejne (a właściwie wcześniejsze), tomy ich przygód. Na fali  "popularności" Kuby i Buby w naszym domu, przeczytaliśmy jeszcze "Słodki rok Kuby i Buby" oraz "Kuba i Buba, czyli awantura do kwadratu"

 Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 103/96/144
Moja ocena : 5/6

Seria z Kubą i Bubą w roli głównej, to nie tylko historyjki, opisujące zabawne przygody bliźniaków w szkole czy w domu. W każdym tomie opowiadania poprzeplatane są bonusami. W zależności od konkretnego tytułu, zaproponowany "umilacz" jest inny. "Awantura do kwadratu" zawiera propozycje zabaw, dzięki którym dzieciaki mogę ciekawie spędzić czas, bądź zabić nudę. "Słodki rok...", jak sama nazwa wskazuje, zawiera przepisy na przeróżne pyszności. Przepisy mają niewielki stopień trudności, ażeby dzieciaki mogły wykonać je w domu samodzielnie, bądź z niewielką pomocą dorosłych. "Kuba i Buba w szpitalu" zawiera natomiast, świetny zbiór potrzebnych informacji, o prawach obejmujących małego pacjenta. Wiadomości te można w razie potrzeby (oby nie było takiej konieczności), wykorzystać w praktyce. Książka zawiera także wiele zagadek, rebusów, quizów i innych zabaw logicznych, które mogą umilić dzieciom czas, nie tylko w razie choroby.

A teraz parę słów o każdym z tomów:


"Kuba i Buba, czyli awantura do kwadratu" zawiera 22 opowiadania z życia bliźniaków, składające się na cały rok z ich życia.  Wyróżnione są ważniejsze święta, obchodzone w tym czasie: począwszy od Nowego Roku, poprzez Walentynki, Pierwszy Dzień Wiosny, Wielkanoc, Dzień Mamy, początek wakacji, ich urodziny, pierwszy dzień nowego roku szkolnego, Halloween, Święta Bożego Narodzenia, na Sylwestrze kończąc. Ale to tylko kilka przykładów, bowiem każdy dzień roku jest dobrą okazją do zabawy, bądź awantury! Bliźnięta mają bardzo mocne charaktery (Buba powiedziałabym, że ma nawet bardziej niż mocny), więc co chwilę kłócą się o sprawy ważne i mniej ważne. Rodzice i dziadkowie mają z nimi prawdziwe przeboje, ale wszystko traktują z odpowiednią dozą humoru i wyrozumiałości.

Druga książeczka, o przemiłym tytule "Słodki rok Kuby i Buby", zawiera aż 28 opowiadań o szalonych wybrykach bliźniąt, i jeszcze trochę więcej, przepisów na pyszne słodkości. W tej mini książce kucharskiej  znajdziemy wiele receptur na desery lodowe, galaretkowe, słodkie wypieki, krakersy na słodko i słono, babeczki, muffinki i inne cuda, od czytania których ślinka sama napływa do ust. Przepisy są dość proste, a w swym opisie zawierają, poza listą składników i dokładnym wykonaniem słodkości, humorystyczne porady, jak posprzątać po urzędowaniu w kuchni, bądź kogo prosić o pomoc w wykonaniu trudniejszej części gotowania. Opisy przygotowania potraw są bardzo proste, tak, aby mali czytelnicy (7 - 12 letni), byli w stanie sami je ogarnąć.

"Kuba i Buba w szpitalu" to jedyna książka, z trzech wymienionych, która stanowi zamkniętą historię. Kuba znienacka dostaje wysokiej gorączki i zaczyna majaczyć, rodzina wzywa więc do niego pogotowie. Razem z Kubą, do szpitala trafia Buba, początkowo bardziej towarzysko, później jednak zaraża się od brata. Natomiast to, co wydarzy się następnie w szpitalu, zapadnie w pamięć przede wszystkim lekarzom i pielęgniarkom, którym przyjdzie zajmować się bliźniakami. Opowieść o dochodzeniu dzieciaków do zdrowia poprzeplatana jest informacjami na temat praw małego pacjenta i sympatycznymi zagadkami, o których pisałam już wcześniej.

Wszystkie trzy książeczki napisane są w podobnym, humorystycznym tonie. Opowiastki autentycznie bawiły małych słuchaczy, a propozycje zagadek i inne przerywniki spotykały się z wielkim zainteresowaniem. Siedmiolatka była niepocieszona, że to już koniec i nie mamy więcej tomów z przygodami Kuby i Buby. Mam więc wrażenie, że po feriach przyniesie z biblioteki kolejną książkę do kolekcji.

Sardegna

"Dracula" Bram Stoker


posted by Sardegna on , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron: 426
Moja ocena : 5/6

"Dracula" Brama Stokera to kultowa powieść grozy, od której zapoczątkowała się "moda" na postacie wampirów w literaturze. Książka została wydana pod koniec XIX wieku, kiedy to na fali popularności były powieści gotyckie, opowieści pełne grozy, z tajemniczym, niepokojącym klimatem i takim też sposobem narracji.

Mimo, że od wydania książki Stokera minęło już ponad sto lat, Dracula nadal przeraża (na swój sposób oczywiście), całe rzesze czytelników, którzy zafascynowani jego postacią, sięgają po książkowy pierwowzór. Napisałam, że postać legendarnego wampira przeraża "na swój sposób", bowiem w książce nie znajdziecie jakiś brutalnych czy przerażających opisów rzezi niewiniątek, bądź jatki, jaką wampir urządza swoim ofiarom. Bardziej chodzi tuajt o atmosferę grozy i niepokoju, jaka towarzyszy lekturze. W tym porównałabym ją do "Mnicha" Lewisa (odsłuchanego w zeszłym roku).  

Początkowo bałam się trochę, że niewielki druk, będzie mi przeszkadzał w czytaniu. Dracula, Draculą, ale malusieńka czcionka może popsuć nawet najlepszą lekturę. Martwiłam się jednak zupełnie bezpodstawne, bowiem historia dziewiętnastowiecznego wampira tak mnie wciągnęła, że przeczytałam ją w praktycznie dwa wieczory. Mimo, że historia hrabiego była mi doskonale znana, głównie z ekranizacji z 1992 roku, której reżyserem jest Francis Ford Coppola, ale też z innych wersji tej opowieści, tak po prawdzie nigdy nie poznałam oryginału. Na szczęście, na nadrobienie zaległości nigdy nie jest za późno. 

Draculę poznajemy, jako tajemniczego przedsiębiorcę, który zaprasza do swojej transylwańskiej posiadłości młodego prawnika, Jonathana Harkera. Wizyta ma być formalnością, związaną z interesami hrabiego, jednakże prawdziwe powody zwabienia prawnika do zamku, są nieco inne. Jonathan staje się więźniem przerażającej persony, i co krok odkrywa nowe fakty z jego życia. Śmiertelnie wystraszony ucieka w końcu z posiadłości, ale przyjdzie zapłacić mu to za to ogromną cenę.

Jednocześnie, w Londynie rozgrywa się druga część historii, gdzie w czasie nieobecności Harkera przebywa jego narzeczona Mina Murray, oraz jej przyjaciółka Lucy Westenra. Jako że wpływy Draculi sięgną też do stolicy, obie panie (choć każda w inny sposób), będą narażone na niebezpieczeństwo ze strony hrabiego. Kiedy mordercze zapędy wampira nie będą już tajemnicą, stworzy się drużyna, której celem będzie unicestwienie Draculi, choćby za cenę własnego życia.

Moje wrażenia z lektury, są jak najbardziej pozytywne, choć nie powiem, największe emocje wzbudziła we mnie pierwsza część książki, w której to opisane zostało uwięzienie Jonathana Harkera w przerażającym zamku Drakuli. Atmosfera grozy, tajemnicze komnaty i co/kto się w nich kryje. Kibicowałam bohaterowi, żeby, jak najprędzej stamtąd zmykał, ale jakoś moje starania nie przyspieszyły rozwoju akcji...

Podobne emocje targały mną, kiedy czytałam o podróży księcia Draculi do Londynu czy "nawiedzeniu" Lucy Westenra, a także zakończeniu jej cierpień. Nieco mniej wciągnęła mnie część druga powieści, opisująca poczynania drużyny "łowców wampirów", składającej się z doktora Johna Sewarda, profesora Abrahama Van Helsinga, Artura Holmwood i Quinceya Morrisa, ale mimo to, ta klasyczna, wampirza historia bardzo mi się podobała. Była to interesująca odmiana czytelnicza, w której wampir nie jest przystojnym i miłym chłopcem, uwodzącym niewinne dzieweczki (choć może ten motyw akurat się nie zmienił).

"Dracula", jako klasyka gatunku, przetrwała próbę czasu, a kolejne pokolenia czytelników sięgają po książkę, aby poznać pierwowzór, prawdziwie groźnego i krwiożerczego, wampira. Należy jednak pamiętać, że obraz Draculi przedstawiony w tej opowieści różni się znacznie, od tego, który utrwalony jest we współczesnej literaturze, i choć moje wrażenia są bardzo pozytywne, wydaje mi się, że dla  młodszych czytelników, powieść może okazać się przydługawa i nużąca. Lojalnie przypominam też, że "Dracula" to powieść epistolarna, a wszystkie wydarzenia poznajemy z notatek, pamiętników i listów głównych bohaterów. Może to wywoływać chaos w czytelniku, ostatecznie jednak, z tego pozornego nieładu wyłoni się obraz świetnie skonstruowanej historii. Warto jednak dać "Draculi" szansę i przenieść się do XIX świata wampirów, w którym kołek, czosnek i krzyż, były podstawowymi narzędziami walki ze złem.

Sardegna

ŚBK - Autorzy, którzy poruszają moją duszę


posted by Sardegna on

23 comments

Dzisiaj wracam do Was z kolejnym wpisem tematycznym Śląskich Blogerów Książkowych.


Zatęskniliśmy w grupie do tych postów, poza tym, mamy w naszych szeregach kilka nowych osób, które będzie poznać lepiej. Poznacie ich dzisiaj po tym właśnie tytule postu. Mam nadzieję, że w przyszłym miesiącu i w kolejnych też, uda nam się przygotować kolejne, fajne tematy do zaprezentowania, Które będziecie śledzić razem z nami.
Jako że ostatni wpis z tego rodzaju pojawił się w Książkach Sardegny dość dawno, dla przypomnienia zapraszam zainteresowanych do zerknięcia, o czym ŚBKi pisali wcześniej: 

ŚBK: Śląski Bloger jaki jest - każdy widzi!
ŚBK: "Dobry zwyczaj nie pożyczaj... czy wręcz przeciwnie?"
ŚBK: "Moje książkowe miejsca"
Nie tylko nowościami bloger żyje, czyli o ŚBKowych białych krukach
ŚBKowe zboczenia książkowe
ŚBK i ich książkowe bziki
ŚBK "Czym powinna być księgarnia?" 
ŚBK: 10 najdziwniejszych książek, które mam w swojej biblioteczce
ŚBK: Alfabet autorów bliskich mojemu sercu
ŚBK czyli zbieramy nie tylko książki, czyli nasze kolekcje
ŚBK: Kulinarnie
Mój rok z ŚBK
ŚBK: Bloger nie wielbłąd, pić musi!
ŚBK: Książka, z którą nie rozstanę się za żadne skarby świata oraz ŚBKi w TV
ŚBK: Ulubione gadżety, bez których nie wyobrażam sobie życia
ŚBK: Wakacyjne czytanie
ŚBK: Reaktywacja Złotej Zakładki

Jak widać, rozrzut tematyczny był dość spory, ale dzięki temu mamy szansę lepiej się poznać i poznać swoje czytelnicze upodobania.

Dzisiejszy temat jest bardzo wdzięczny. Stworzenie listy autorów, którzy są bliscy memu sercu, nie będzie trudne. Zapraszam zatem do zapoznania się z moimi ulubionymi pisarkami i pisarzami:

Ukochane Autorki

W przypadku literatury pisanej przez panie, nie mam żadnych wątpliwości: moimi ulubionymi Autorkami są panie Hanna Kowalewska i Katarzyna Zyskowska - Ignaciak.

Panią Hannę Kowalewską uwielbiam za serię o Zawrociu. Wspaniały i wysublimowany styl, fabuła, która przynosi więcej pytań niż odpowiedzi, całość powieści, która robi na czytelniku tak mocne wrażenie, że właściwie nie można oddać jej wyjątkowości słowami. Bardzo miło wspominam spotkanie z Autorką na Warszawskich TK. Nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę mogła poznać panią Kowalewską osobiście. Wrażenia ogromne!

Kasię Zyskowską - Ignaciak czytam od Jej pierwszej powieści. Początkowo była to sympatyczna literatura kobieca, później przyszedł czas na konkretne powieści obyczajowe. Wspaniała seria "Upalne lato..." poruszyła mnie ogromnie. Historia trzech pokoleń kobiet, ich wzajemne relacje, życie osobiste, marzenia, oczekiwania, przedzieranie się przez tą opowieść wspominam, jako jedno z najlepszych doświadczeń czytelniczych w życiu. Poza tym, uwielbiam rozmawiać z Autorką. Wymieniać się uwagami, dyskutować o Jej bohaterach. Spory czas na TK spędzam właśnie na stoisku, gdzie Autorka promuje swoje książki. To mój stały punkt targów. [zdjęcie mąż]

Mężczyźni numer 1

Jeżeli chodzi zaś o autorów, moje serce od lat należy do Harlana Cobena i Maxime Chattama. Przeczytałam niemalże wszystkie powieści, jakie wyszły spod ich pióra, na żadnej się nie zawiodłam. Czytam i kupuję tych panów w ciemno!

Harlan Coben towarzyszy mi od wielu lat, wszystko za sprawą kryminału "Nie mów nikomu". Potem poszło już lawinowo i zdarzało mi się nawet czytać pod rząd, trzy Jego książki. Poza tym, Coben stworzył Myrona Bolitara, jeden z moich ulubionych bohaterów książkowych. Prawdziwego mężczyznę w literaturze. Ach! Dzisiaj mogę się pochwalić skompletowaną serią wszystkich jego powieści (z wyjątkiem tej najnowszej), która stoi na honorowym miejscu w mojej biblioteczce.
[żródło zdjęcia]




 
Maximme Chattam - najprzystojniejszy Autor, jakiego znam, więc tym bardziej niepokojące jest to, jak w tak pięknej głowie powstają tak brutalne i szokujące powieści. Książki Chattama to prawdziwa jazda bez trzymanki. Są to bardzo mocne thrillery o najgorszych przestępstwach, jakie tylko możecie sobie wyobrazić. Czytałam niemalże wszystkie (może za wyjątkiem dwóch czy trzech tych najnowszych), ale absolutnie nie można sięgać po nie za często, bo strach potem wyjść między ludzi, widząc w każdym seryjnego mordercę. Autentycznie.
[zdjęcie mąż]




Autorzy bliscy memu sercu

Poza podium, które trochę przewrotnie ma tylko dwa miejsce kobiece i dwa miejsca męskie, chciałam także wyróżnić Autorów, których również czytam "w ciemno" i wiem, że kolejna książka ich autorstwa na pewno trafi w moje czytelnicze gusta.

Magdalena Witkiewicz - Autorka wielu powieści, i tych zabawnych, lekkich i przyjemnych, a także takich, które poruszają poważne problemy społeczne. Przemiła i sympatyczna dziewczyna, z którą nawet przy pierwszym spotkaniu, rozmawia się, jak z przyjaciółką niewidzianą od lat. [zdjęcie śbk]
Philippa Gregory - brytyjska pisarka, która stworzyła szereg genialnych powieści historycznych. Jak wiadomo, nie jest to mój ukochany gatunek literacki, tym bardziej szanuję Ją za to, że potrafiła stworzyć opowieści, które przeczytałam z wypiekami na twarzy. [źródło zdjęcia]
 
 
Remigiusz Mróz - Autor głośnych thrillerów prawniczych z Chyłką i Oryńskim, w rolach głównych, oraz kryminałów z Wiktorem Frostem. Pisarz, który utrzymuje świetne kontakty ze swoimi czytelnikami i poświęca bardzo wiele czasu na rozmowę z nimi na TK. Każda jego powieść spotyka się z entuzjazmem fanów i w sumie nie ma się co dziwić, bo każda nowość niesie ze sobą interesującą historię i wyjątkowe zakończenie. [zdjęcie mąż]
Andrzej Pilipiuk - moja literacka miłość od wielu lat. Nie mogę w prawdzie pochwalić się znajomością wszystkich książek Autora, ale te, które przeczytałam są naprawdę mi bliskie. Seria "Kuzynki", moja ulubiona "Operacja Dzień Wskrzeszenia", seria o Jakubie Wędrowyczu. Mam słabość do tych historii i z nieustającą chęcią sięgam po kolejne. Poza tym, przy okazji kolejnych TK zawsze udaje mi się zamienić parę słów z Autorem i gwarantuję Wam, zawsze jest to ciekawe doświadczenie. [zdjęcie mąż]






Marcin Ciszewski - twórca serii "www", Autor, który potrafi stworzyć "męską" opowieść, w której zaczytuję się bez opamiętania. Jego powieści łączą w sobie sensację, kryminał, fantastykę, literaturę wojenną i historyczną, a całość składa się na naprawdę niesamowitą fabułę. [zdjęcie mąż]




A jacy Autorzy skradli Wasze serca? Zapraszam do zerknięcia do wpisów ŚBKowych, a także do podzielenia się Waszymi ulubionymi nazwiskami.

Sardegna

"Róża i cis" Mary Westmacott (Agatha Christie)


posted by Sardegna on , , , ,

5 comments

Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 320
Moja ocena : 4/6

Po przeczytaniu genialnej powieści obyczajowej "W samotności", która wyszła spod pióra Agathy Christie, piszącej pod pseudonimem Mary Westmacott, poszłam za ciosem i wzięłam się za kolejny tytuł Autorki. Nie miałam w stosunku do "Róży i cisu" specjalnych oczekiwań, bo wiem jak to u mnie z Agathą Christie bywa. Jedne jej powieści zachwycają mnie i zapadają na długo w pamięć, inne jakoś nie bardzo leżą w moich gustach, i zapominam o nich praktycznie po przeczytaniu. Niestety, "Róża i cis" należy chyba do tej drugiej grupy. Druga powieść obyczajowa Autorki, z jaką miałam do czynienia nie zachwyciła mnie jakoś szczególnie, aczkolwiek trzeba przyznać, że w całej tej historii udało się wykreować interesujące postacie i wrzucić je w wir niepokojących wydarzeń.

Nie potrafię dokładnie określić, kto jest bohaterem tej powieści. Z jednej strony może nim być John Gabriel, człowiek o silnym charakterze, bohater wojenny, kandydujący do parlamentu. Z jednak drugiej strony, jest nim narrator - Hugh Norreys, człowiek wyjątkowo spokojny, wyważony, który od lat porusza się na wózku, na skutek nieszczęśliwego wypadku. W końcu, główną bohaterką może być także Isabella Charteris, bardzo tajemnicza kobieta, od lat trzymana pod kloszem, sprawiająca wrażenie osoby zamkniętej w sobie, mało otwartej na ludzi i świat. Tak po prawdzie jednak, wszystkie te osoby są kluczowymi postaciami w dramacie rozgrywającym się w powieści. Historia oscyluje bowiem pomiędzy tymi trzema osobami, co rusz ukazując nam ich skryte oblicze.

John Gabriel pojawia się w otoczeniu Norreysa z wielką pompą. Jest on bowiem wschodzącą gwiazdą polityki, człowiekiem o wielkiej charyzmie i geście. Pewny siebie, otwarty, komunikatywny, działa na kobiety, jak magnes. Dla Norreysa dziwne okazuje się to, że Gabriel nie wyróżnia się szczególnie ani wyglądem, ani osobowością, jego zachowanie zazwyczaj odbywa się na pokaz, a jego motywy nie zawsze są szczere i rzadko opierają się na bezinteresowności, jednak mimo to, kobiety za nim absolutnie szaleją! 

Fenomen osoby młodego polityka jest zupełnie niezrozumiały przez narratora, który niby jest biernym obserwatorem wydarzeń, dziejących się wokół niego, ale tak po prawdzie jest w nie bardzo zaangażowany emocjonalnie. Kiedy do skrytych wielbicielek Johna dołącza panna Isabella, kobieta, choć pozornie mało ciekawa i atrakcyjna, w rzeczywistości okazująca się być bardzo inteligentną i wrażliwą osobą, podejście Norreya do Gabriela staje się bardzo negatywne. Isabella jest bowiem bliska jego sercu, i perspektywa, że może być ona zafascynowana nieszczerym i zadufanym w sobie bawidamkiem, bardzo go boli. Sprawy nie ułatwiają także rozmowy, jakimi uracza go Gabriel, zdradzając tajniki podrywu i tematów, które "działają na kobiety".

Apogeum dramatu staje się moment, kiedy Isabella, planująca swój ślub z dalekim kuzynem, Rupertem lordem St. Loo, porzuca go przed ołtarzem dla młodego polityka. Niepojęte wydarzenie wstrząsa Norreyem, który postanawia za wszelką cenę dowiedzieć się, co też takiego jest w tym człowieku, że potrafi sobą tak zafascynować.

Zakończenie tej historii, jak to u Agaty Christie bywa, jest mocne i niejako wyjaśnia to, co działo się pomiędzy bohaterami dramatu. I podobnie, jak to miało miejsce "W samotności", po zakończeniu lektury, czytelnikowi nasunie się nieco gorzka refleksja na temat związków i relacji uczuciowych. Ja osobiście nie emocjonowałam się książką tak, jak w przypadku poprzedniej obyczajówki Autorki, ale nie powiem, przeczytałam ją z przyjemnością w dwa wieczory. Do czego i Was zachęcam.
Sardegna

"Absolutnie fantastyczne labirynty" Becky Wilson


posted by Sardegna on , , ,

2 comments



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 128
Moja ocena : 6/6

"Absolutnie fantastyczne labirynty" wydane przez Naszą Księgarnię, to świetna propozycja dla dzieci w różnym wieku. I dla tych szkolnych 7- 10 latków, ale także dla starszych przedszkolaków. Książeczka zawiera w sobie 100 zadań do rozwiązania, w postaci labiryntów właśnie, o bardzo zróżnicowanym stopniu trudności. Niektóre są banalnie łatwe, przy innych trzeba się nieźle nagłówkować. Na szczęście, wszystkie zadania są przedstawione w bardzo sympatyczny i miły dla oka, sposób. Nie ma dwóch takich samych labiryntów, więc każda droga, jaką dziecko musi przebyć, jest niepowtarzalna i jedyna w swoim rodzaju. 

Do każdego zadania utworzony jest opis, który informuje, jakie zadanie przy przejściu danego labiryntu, trzeba wykonać. I tak na przykład, należy odnaleźć misia, który bawi się w chowanego, wyprowadzić samochód ze złomowiska, przeprowadzić małego żółwia przez niebezpieczną plażę, odnaleźć drogę w sklepie z parasolkami, pomóc krecikowi znaleźć przyjaciela, pomóc żabce w dotarciu do sióstr, ominięcie supłów na splątanych sznurówkach, czy wskazać konikowi morskiemu drogę do ukochanej.  Można też omijać wodorosty podczas zabawy w wodzie, wybrać odpowiednią stację metra, znaleźć drogę do ogniska, przejść odpowiednim szlakiem górskim, zdecydować się na odpowiednią kolejką górską, albo odszukać pandę w sercu dżungli.  To oczywiście tylko kilka wybranych przykładów ze 100 sympatycznych labiryntów.


Do tego dodajcie, że wszystkie labirynty są piękne i kolorowe, z bardzo wieloma szczegółami. I to jest chyba największa zaleta tych zakręconych labiryntów. Ilustracje są barwne, bardzo dopracowane, zupełnie nie przypominają takich "typowych", które często pojawiają się w innych karatach pracy. Dotarcie do rozwiązania każdego z labiryntów, przejście drogi pomiędzy przeszkodami, stanowi dla dziecka fajną przygodę i nowe wyzwanie. Dlatego też, nigdy nie kończy się na rozwiązaniu jednego zadania. Praca z tą książeczką jest dla dziecka tak wciągająca i ciekawa, że ma ono ochotę na więcej. 

Moja siedmiolatka rozwiązuje 3, 4 labirynty dziennie. W naszym przypadku jednak, nie jest to tylko miła rozrywka i urozmaicenie wolnego czasu, ale stanowi też element codziennych ćwiczeń wzroku do bliży. Konieczne ćwiczenia wzroku zajmują Siedmiolatce dziennie od 1,5 - 2 godzin, dlatego konieczne jest urozmaicenie zadań, jakie wykonuje, żeby nie czuć znużenia i zniechęcenia. 

Labirynty są takim urozmaiceniem. A dzięki temu, że ilustracje są kolorowe, a ścieżki labiryntów niewielkie, wymagające precyzyjnego poruszania się, oko mocniej skupia się na wykonywanej pracy i efekty ćwiczeń są większe. 

U nas labirynty sprawdziły się bardzo dobrze. Dzięki takim zadaniom dzieci uczą się dokładności i staranności, a także doprowadzania pracy do końca. Poza tym, do każdego labiryntu można stworzyć własną historyjkę i dzięki temu, nadać jej nowy charakter. Solidne wykonanie książeczki pozwala na spakowanie jej do plecaka i zabranie na wyjazd, lub po prostu do szkoły, żeby pobawić się na przerwie. Same pozytywy. I ja i Siedmiolatka, polecamy serdecznie.

Sardegna

"Drobne występki w czasach obfitości" Matthew Kneale


posted by Sardegna on , , , ,

5 comments

 
Wydawnictwo: Wiatr od Morza
Liczba stron: 288
Moja ocena : 5/6

Czasami trafiam na lekturę, której wyjątkowość leży w prostocie, i
"Drobne występki w czasach obfitości" to właśnie taka książka. Przekazująca wiele mądrych, życiowych prawd, za pomocą zupełnie prostego i jasnego przekazu. Tak, jak skromna w swym wyrazie jest okładka, tak oszczędna jest treść opowiadań, jednak w tej skromności i prostocie tkwi cała ich moc i wartość.

Książka składa się z dwunastu opowiadań, z których każde opisuje jedną z wielu, pozornie banalnych, zwyczajnych historii, dziejących się w życiu prostych, niczym nie wyróżniających się ludzi.  Bohaterowie opowiadań są różnej narodowości i ras, w różnym wieku, różnej płci, o różnym statusie materialnym. Życie każdego z nich wygląda zupełnie inaczej, ale nie jest to zaskoczeniem, kiedy czytamy o mieszkańcach Londynu średniej klasy społecznej, turystach, farmerach, nastolatkach, seniorach czy rodzinach z dziećmi. 

Co zatem jest wyjątkowego w tej książce, powiecie? Otóż, jej niezwykłość polega na tym, że każda historia opisuje odrębny problem, osobny występek czy grzeszek, którego dopuszczają się bohaterowie. Niby nic nie znaczące wydarzenie, w wyniku którego bohater reaguje tak, a nie inaczej, uświadamia czytelnikowi, że podobne postępowanie charakteryzuje sporą część społeczeństwa, a takie "grzeszne momenty" zdarzają się ludziom praktycznie codziennie. 

Bohaterowie przeżywają różne sytuacje, a ich reakcje są świadome, czasami zupełnie niezamierzone, zazwyczaj jednak wynikają z pierwszego odruchu, przeświadczenia, że tak właśnie powinno się postąpić. Niestety często to działanie okazuje się moralnie niewłaściwe, co jednak jest niepokojące, bohaterowie przechodzą z tym faktem do porządku dziennego, nie skupiając się zbytnio na swoich "niewielkich potknięciach", bo to przecież "nic takiego" i "każdemu może się zdarzyć".

I tak, w tych pozornie zwyczajnych opowiadaniach, Autor opisuje pomiędzy wierszami, problemy współczesnego świata, które dotykają każdego z nas, bez względu na grupę społeczną, do jakiej należymy. Obojętność, obłuda, kłamstwo w imię "większego dobra", zazdrość, obsesja kontrolowania drugiej osoby, "życie na pokaz", strach przed utratą bogactwa, egoizm czy różnego rodzaju uprzedzenia.
To wszystko codziennie staje się naszym udziałem. Niepokojące jest też podobieństwo odbiorców do głównych bohaterów, przejawiające się właśnie w takiej niezmiennej naturze ludzkiej. Usprawiedliwianie swojego postępowania, odwracanie od niego swej uwagi, nie nadawanie mu większego znaczenia, ignorowanie głosu sumienia. Znamy to aż za dobrze...

Każde opowiadanie jest świetnie skonstruowaną historią, którą czyta się bardzo dobrze. Fabuła wciąga już od pierwszego zdania, co nie jest prostą sprawą, kiedy opisuje się pozornie zwyczajne sprawy. Jedne historie bardziej przypadły mi do gustu (bardzo mocny, przez to świetny na rozpoczęcie zbioru "Kamień",  "Proszek", "Ciężar"),  inne może troszkę mniej ("Liście", "Metal"), ale każdemu opowiadaniu należy przyznać, że zawarta w nich puenta mocno uderza w emocje. Dlatego nad każdym opowiadaniem warto pochylić się nieco dłużej.

Wydawnictwo Wiatr od Morza nigdy nie zawodzi. Książki wychodzące z ich ramienia stają się już marką samą w sobie. "Dostatek", "Dotyk", a teraz "Drobne występki w czasach obfitości" zaskakują przemyślaną fabułą, dopracowanymi szczegółami, ale przede wszystkim wielką dojrzałością. Dlatego polecam je serdecznie wszystkim tym czytelnikom, którzy szukają na rynku wartościowej literatury.

Sardegna

"W samotności" Mary Westmacott (Agatha Christie)


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Liczba stron: 256
Moja ocena : 5/6

Matko jedyna! Jakaż to jest wspaniała książka! Jestem w ciężkim szoku i pod wielkim wrażeniem! W życiu bym nie pomyślała, że Agatha Christie jest mnie w stanie jeszcze czymś zaskoczyć. Miałam wrażenie, że "wyczytałam" już Autorkę na wylot, i że jej pięć minut w moim czytelniczym świecie, już minęło. A tu taka niespodzianka! I to wcale nie kryminalna. "W samotności" to powieść obyczajowa, którą Autorka napisała pod pseudonimem Mary Westmacott.

I powiem Wam, to jest Agatha Christie w zupełnie nowej, jak dla mnie odsłonie. W książce niewiele się dzieje, jeśli chodzi o wydarzenia, całość odbywa się praktycznie w jednym miejscu, a akcja rozgrywa się głównie w myślach bohaterki. Jest to tak mało "kryminalna" opowieść, tak niekojarząca się z Christie (choć styl pisarski obyczajówki jest podobny do kryminalnego), że książka ta była dla mnie niesamowitym odkryciem. Takim jajkiem - niespodzianką, w której z niecierpliwością odkrywałam warstwy, przerzucałam kolejne strony, żeby jak najszybciej poznać zakończenie. 

Powieść jest tak doskonale przemyślana, tak wyjątkowo skrojona, że nie umiem nawet opisać dobrze tego wrażenia, jakie na mnie zrobiła. A pomyśleć, że na pierwszy rzut oka, to taka pozornie nijaka opowieść...

Joan Scudamore jest kobietą dojrzałą, matką trójki dorosłych już dzieci, szczęśliwą żoną i spełnioną gospodynią domową. Jest zadowolona z życia, świadoma, że dobrze wychowała swoje dzieci i zapewniła im świetlaną przyszłość. Poza kierowaniem całą gamą służby, angażuje się też w miejskie akcje społeczne, ma doskonałe relacje ze znajomymi z miasteczka, jest poważana i lubiana. Ogólnie jest taką perfekcyjną panią domu, z przed lat. 

Tak po prawdzie jednak, Joan większość rzeczy w swoim życiu robi na pokaz. Najważniejsze jest to, co powiedzą ludzie, a jej życiowymi hasłami przewodnimi  powinny być: "jak cię widzą, tak cię piszą" oraz "z kim przestajesz, takim się stajesz". W swym idealnym i doskonale skrojonym świecie, Joan jest szczęśliwa i szczerze przekonana o tym, że tak powinno wyglądać prawdziwe życie.

Przychodzi jednak takie wydarzenie w życiu bohaterki, kiedy jej perfekcyjny świat wali się, jak domek z kart. A wszystko za sprawą błahostki.
Kiedy jej młodsza córka ma problemy zdrowotne, Joan rzuca wszystko i rusza na pomoc Barbarze i jej mężowi. Choć bardziej, jak na perfekcyjną matkę przystało, jedzie na pomoc domowi córki, który przecież musi funkcjonować bez zarzutu, bez względu czy młoda gospodyni jest chora, czy też nie.

Wracając więc z Bagdadu, Joan zostaje uziemiona przez złą pogodę, w małej gospodzie, gdzieś w szczerym polu (a właściwie na pustyni), przy granicą z Turcją. A tam, skazana na nudę i samotność, ma sporo czasu na przemyślenia i rozmowy samej z sobą. Efekt tych rozważań będzie przerażający. Czy życie, jakie prowadziła do tej pory Joan to jedna wielka mistyfikacja?

Bohaterka zrobi sobie gorzki rachunek sumienia. Okaże się, że daleko jej do perfekcji, jaką się otoczyła. Czy znajdzie w sobie dość siły, żeby naprawić błędy?

Mówię Wam, nie dajcie się zwieść pozorom, że to książka o małej dynamice. Ta historia wywołuje emocje (w każdym razie we mnie wzbudziła ich cały ogrom) i na pewno jest warta poznania. Poza tym daje do myślenia nad własnym życiem. Czy na pewno u nas wszystko w porządku? A może warto rozejrzeć się wokół siebie i pójść na kompromis w niektórych kwestiach?

Jeżeli nie przekonałam Was powyższym wpisem, to może chociaż przekona Was nazwisko Autorki, które same w sobie jest gwarancją dobrej lektury. Gorąco polecam!

Sardegna

"Smak ciemności" C.J. Roberts


posted by Sardegna on , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:  267
Moja ocena : 4/6

Seria Dark Duet, autorstwa C.J Roberts, wbrew nazwie, składa się z trzech części (nie mam pojęcia dlaczego tak jest, więc nie pytajcie) i w sumie nie miałam o tym pojęcia, zakładając, że mroczna historia porwanej Livvie kończy się na dwóch tomach ("Zapach ciemności", "Dotyk ciemności"). Początkowo byłam bardzo sceptycznie do niej nastawiona, bowiem nie chciałam kontynuować historii, której część pierwsza i druga nie spotkały się z moją zbytnią aprobatą. Jako bardzo mocne thrillery psychologiczne z nieco wynaturzonymi (jak dla mnie) wątkami erotycznymi, nie okazały się powieściami, które dobrze wspominam. Nie potrafiłam ich nawet obiektywnie ocenić.

Dlatego dość opornie podeszłam do trzeciej części tej serii.  Na moje szczęście "Smak ciemności" okazał się powieścią w zupełnie innym stylu niż jego dwie poprzedniczki. Okazał się być powieścią prawie że zwyczajną - romansem z dość rozbudowanym wątkiem erotycznym. Opisy scen łóżkowych nie są już brutalne, a i tortur fizyczno - psychicznych w tej części się nie uświadczy.

Kiedy to historia uprowadzonej do seks niewoli Livvie i jej porywacza Caleba, wydaje się być zamknięta, kiedy dziewczyna odcina się od tragicznych wydarzeń, jakich była uczestnikiem, wyjawia szczegóły swojego porwania policji, wyjeżdża do Europy i zaczyna życie od nowa, przeszłość ponownie się o nią upomina.

Caleb odnajduje dziewczynę w Barcelonie i pragnie zasłużyć na jej uczucie oraz spróbować wyjaśnić jeszcze raz motywy swojego postępowania. Oliwia także nie do końca uniezależniła się od swojego prześladowcy i wybawiciela w jednym, kiedy więc ten pojawia się na horyzoncie aby przeprosić za swoje dawne przewinienia, dziewczyna niemalże przyjmuje go z otwartymi rękami.  

I właśnie "Smak ciemności" opisuje taką nową relację, budzącą i rozwijającą się między bohaterami. Próbują oni stworzyć normalny, szczęśliwy związek, oparty na zaufaniu i bezpieczeństwie. Jednakże ich relacja nie będzie wolna od starych zatargów i wspomnień o wydarzeniach z przeszłości. Livvie zmaga się psychicznie ze wszystkimi krzywdami, które spotkały ją ze strony Caleba, a jego dręczy poczucie winy (i dobrze!). Jednakże w pewien sposób udaje im się stworzyć w miarę normalny związek z dala od świata seksualnych przestępstw. 

"Smak ciemności" to dalsze losy Livvi i Caleba, opisane z jego punktu widzenia. Ma to być dla mężczyzny pewien sposób rozgrzeszenia, gdzie próbuje wytłumaczyć swoje postępowanie i motywy, jakimi się kierował. Mnie w żaden sposób nie przekonał, ale ma facet szczęście bo Livvie akceptuję go w pełni, ma dla niego wiele zrozumienia, a nawet zgadza się na pewnego rodzaju relacje, na zasadzie pan i poddana. Na szczęście już tylko w sferze łóżkowej. 

Powiem szczerze, że nawet dobrze się stało, że miałam okazję przeczytać trzecią część tej serii. Jej zakończenie zatarło niemiłe wrażenia, jakie pozostawiły po sobie dwie poprzednie części. Niemalże zapomniałam, z jakimi dewiacjami miałam do czynienia, bowiem relacja bohaterów opisana w ostatnim tomie, jest już prawie zwyczajna (choć może nie do końca, ale w to już nie chce wnikać). Czy więc podobała mi się ta powieść? Raczej średnio, tak na czwórkę. Z jednej strony sam "Smak ciemności" okazał się historią miłosną, jakich wiele. Nie wyróżnił się niczym szczególnym na tle innych, tego typu powieści erotycznych. Z drugiej jednak strony, trzecia część podobała mi się o wiele bardziej niż część pierwsza i druga. I jestem w tym temacie niezmienna: o niektórych sytuacjach, związanych z erotyką, wolę nie czytać.

Sardegna