Archive for listopada 2016

Rozwiązanie konkursu z okazji 1000 postu w Książkach Sardegny


posted by Sardegna on ,

9 comments

Konkurs z okazji opublikowania 1000 posta w Książkach Sardegny wczoraj o północy dobiegł końca. Dziękuję za udział wszystkim, którzy zgłosili się do konkursu, polecili mi jakąś ciekawą lekturę i wyrazili chęć posiadania nowej powieści Remigiusza Mroza "Świt, który nie nadejdzie". Dziękuję także za wszystkie miłe słowa, które padły pod adresem moim i mojego bloga. To zawsze inspiruje i daje pozytywnego kopa. W ciągu tych sześciu lat blogowania miałam kilkakrotnie chwile zwątpienia czy załamania ksiązkowego, ale dzięki wam wiem, że ktoś mnie ciągle czyta i do mnie zagląda, nawet w sytuacjach kryzysowych, kiedy mnie na blogu nie ma przez dłuższy czas. Dziękuję!

Przechodząc jednak do sedna sprawy: do konkursu zgłosiło się 14 osób, a wyborem zwycięzcy zajął się Najważniejszy Członek Komisji Losującej: 

"Najpierw muszę na spokojnie rozeznać sprawę. Nie wolno mi się spieszyć, muszę się zastanowić..."


"Ten papierek wygląda nieźle, biorę go!"



 "Dobra, zadanie wykonane, jedzenie w misce stygnie, żegnam państwa, bez odbioru..."


I tym oto sposobem, nagrodę wygrywa MAKOMT  - gratuluję Kochana i proszę o przesłanie adresu do wysyłki na sardegna@poczta.onet.eu


Jeszcze raz dziękuję wszystkim za zaangażowanie i pozdrawiam Was serdecznie!

Sardegna

"Zielone martensy" Joanna Jagiełło


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 240
Moja ocena : 5/6


"Zielone martensy" pani Joanny Jagiełło to kolejna już książka Autorki (po "Oko w oko z diplodokiem", "Kawa z kardamonem", "Czekoladza z chilli"), ale pierwsza, która zdobyła większy rozgłos dzięki temu, że zdobyła II nagrodę Konkursu Literackiego im. Astrid Lindgren, organizowanego przez Fundację ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom.

Jest to powieść o młodzieży gimnazjalnej, i dla tej grupy docelowej przeznaczona, jednakże moim zdaniem, jest to taka mądra i wartościowa książka, że spokojnie sięgać może po nią starsza młodzież licealna, a także dorośli. W "Zielonych martensach" poruszono wiele wątków, związanych z problemami dotykającymi współczesną młodzież. Autorka nawiązała do motywu, popularnych w dzisiejszych czasach, eurosierot, prześladowania w szkole za "inność", samotności w tłumie, a także poszukiwaniu bratniej duszy, którą czasami można znaleźć w zupełnie przypadkowej osobie.

Felix chodzi do gimnazjum. Przez swoją "inność", czyli brak kasy na najnowsze gadżety, a także niewielki wzrost, należy do grupy dzieciaków będących wiecznymi popychadłami, dla silniejszych i bardziej popularnych nastolatków. Jednakże dla Feliksa nie to stanowi największy problem. Chłopak ma ważniejsze sprawy na głowie. Jako że jego mama, wychowująca samotnie jego i dziesięcioletnią siostrę Wiktorię, wyjechała za granicę do pracy. Wyjazd, który początkowo miał być "na chwilę", przeciąga się już kilka miesięcy. Feliks i jego siostra znajdują się w prawdzie pod opieką babci, ale jej wiek wyraźnie daje się już we znaki, dlatego praktycznie wszystkie obowiązki domowe, rachunki, i sprawy związane z życiem szkolnym, leżą na głowie Feliksa. Sytuacja komplikuje się jeszcze dodatkowo, kiedy babcia ląduje w szpitalu. Felix musi ogarnąć wszystko i jeszcze stwarzać pozory, że w ich domu wszystko jest w porządku.

Jasnym światełkiem w ciężkiej codzienności chłopaka staje się poznanie wyjątkowej dziewczyny. Otylia zwana Optą, mimo że ma ona swoje osobiste problemy, stara się być zawsze uśmiechnięta, zupełnie nie przejmuje się swoim nieco dziwnym wyglądem, ubiera się ekscentrycznie, nie zważa na docinki rówieśników, przez to, staje się dla Felixa pięknym, kolorowym ptakiem, w szarej, szkolnej rzeczywistości.
Przebywanie w otoczeniu Opty staje się dla chłopaka prawdziwą przyjemnością, pozwala też na chwilowe oderwanie się od problemów.

Pomiędzy dziewczyną a Feliksem nawiązuje się wyjątkowa przyjaźń, pełna wsparcia, zrozumienia i akceptacji. Z czasem ta przyjaźń przeradza się w coś więcej, w uczucie dające obojgu siłę do przetrwania trudnych chwil, które dopiero nadejdą.

Nie dajcie się zwieść pozorom, że "Zielone martensy" to opowieść o nastoletniej miłości. Choć w pewien sposób jest to także opowieść o tym, nie jest to jednak główny wątek powieści. Książka jest bardzo mądrą, wartościową opowieścią, niosąca ostatecznie pozytywne przesłanie. Mimo że w trakcie lektury czytelnikowi towarzyszą raczej trudnej emocje, ogólny wydźwięk tej opowieści jest bardzo pozytywny. 

Lektura "Zielonych..." może przynieść nastolatkom bardzo wiele korzyści. Pokazuje, jak ważne jest wsparcie bliskiej osoby, i jak w każdej sytuacji warto być sobą. Dorosłym czytelnikom także uświadomi to i owo. Choćby fakt, że życie nastolatka nie jest łatwe i czasami pod tą "dorosłą" fasadą znajduje się zagubione dziecko, którym trzeba się zaopiekować. Zupełnie zgadzam się z werdyktem jury, że wyróżniła "Zielone martensy" nagrodą. Książka, jak najbardziej na nią zasługuje.

Sardegna

"A.B.C." Agatha Christie


posted by Sardegna on , , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Omega
audiobook: czas trwania 6 godzin 21 minut
Moja ocena : 5/6
lektor: Artur Dziurman

Pisałam już nie raz, że Agatha Christie towarzyszyła mi od początku mojej czytelniczej pasji. Kiedy miałam jakieś 12 - 13 lat, namiętnie czytałam wypożyczone z biblioteki miejskiej, wszystkie dostępne kryminały Autorki. Ta fascynacja opowieściami Christie stała się podstawą mojej miłości do czytania, a ja do dziś powtarzam, że to od Jej książek wszystko się zaczęło.

Kiedy "wyczytałam" z biblioteki już wszystkie kryminały Christie, przyszła kolej na inne powieści, ale już mocniejsze i bardziej krwawe, zdawało mi się bowiem, że w "delikatnych" i bezkrwawych powieściach Autorki, nic nie jest mnie już w stanie zaskoczyć. Miałam więc dość długą przerwę od Christie i musiało minąć dobrych kilkanaście lat, w towarzystwie lepszych lub gorszych książek z gatunku kryminalnego i literatury grozy, żebym mogła wrócić do korzeni, ale już na zupełnie innych warunkach.

Swój powrót zaczęłam od pojedynczych powieści Christie, których do tej pory nie znałam. Sięgnęłam też po dwie powieści obyczajowe ("W samotności" oraz "Róża i cis"), których lektura okazała się być niezwykle interesująca.

Jeśli chodzi o powieść "A.B.C.", nie należy może ona do najznamienitszych książek Autorki, jednakże trzeba przyznać, że lektura, a raczej przesłuchanie tej historii, okazało się być bardzo ciekawe. Intryga skonstruowana jest misternie, detektyw Herkules Poirot, jak zwykle inteligentnie odgaduje, kto stoi za zabójstwami, przy okazji odkrywając też "tajemnicę dodatkową", a jego przenikliwy sposób myślenia, umysł geniusza i spryt w analizowaniu faktów, wysuwa się, jak to ma miejsce w kryminałach Christie, na pierwszy plan.

Jak się można domyślić, akcja "A.B.C." toczyć będzie się wokół alfabetycznego klucza. W Andover ginie Alicja Ascher, niepozorna, nikomu nie wadząca kobieta, której śmierć jest szokiem dla bliskich jej osób. Tak naprawdę jednak zabójstwo Alicji nie było przypadkowe i zostało starannie zaplanowane. Poprzedzone zostaje także anonimowym listem ze wskazówkami, wysłanym Herkulesowi Poirot.
Morderca rzuca detektywowi wyzwanie, dostarczając mu co kilka dni nowych listów z informacjami o kolejnych zabójstwach, a wszystkie je podpisuje inicjałami A.B.C., sugerując tym samym alfabetyczne motywy swego postępowania. Kiedy ginie kolejna osoba, tym razem Poirot wie już, gdzie szukać mordercy i jak go schwytać.

Pomysł na zbrodnię, przedstawiony w tej powieści rzeczywiście był oryginalny. Zupełnie nie udało mi się odkryć, o co chodzi i kto jest winny. Dlatego tym bardziej jestem zadowolona z lektury, i bardzo miło było mi wrócić do przeszłości i starać się podążać za tokiem myślenia Herkulesa Poirot.

Książek tej Autorki nie muszę chyba nikomu polecać. Fani Agathy Christie wiedzą doskonale, co jest w nich wyjątkowego, a osoby, które jeszcze żadnego kryminału pisarki nie czytały, muszą same poczuć chęć zmierzenia się z klasyką.

Sardegna

"Lśnienie" Stephen King


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka/Audioteka.pl
audiobook: czas trwania 21 godzin 8 minut
Moja ocena : 6/6
lektor: zespół aktorów: Agata Kulesza, Adam Woronowicz, Krzysztof Gosztyła, Marian Opania, Bernard Lewandowski, Mariusz Bonaszewski 

Któż nie zna kultowego horroru "Lśnienie", w wersji adaptacji filmowej, której reżyserem jest Stanley Kubrick? Mimo że film powstał w roku 1980, jego specyficzny klimat, atmosfera grozy, a także niezapomniana, genialna rola Jacka Nicholsona, powodują, że do dziś adaptacja ta umieszczana jest w rankingu najlepszych horrorów wszechczasów.

Dzieło Stephena Kinga, które zostało przeniesione na ekrany kin, w oryginale jednak odbiega znacznie od swej adaptacji. Zresztą kiedy przygotowywałam ten wpis, doszukałam się informacji, że King nie był zbyt zadowolony z ostatecznej formy filmu, jaką stworzył Stanley Kubrick. Ale po kolei...
Ja w każdym razie, oglądałam "Lśnienie" jakieś 15 lat temu i oczywiście zapamiętałam charakterystyczną atmosferę niepokoju i kilka kultowych kadrów wyryło mi się w pamięć, tak naprawdę jednak nijak nie umiałam sobie przypomnieć początku ani zakończenia tej historii. Postanowiłam więc odświeżyć sobie filmowe "Lśnienie", ale najpierw chciałam zapoznać się z oryginałem. 

Z pomocą przyszła mi  listopadowa promocja Czytaj pl., o której pisałam na początku miesiąca. Akcja ta (ciągle jeszcze trwa, więc w razie czego, do dzieła!), ma na celu  propagowanie czytelnictwa przez umożliwienie wypożyczenia za darmo e-booka lub audiobooka, jednego z 12 wybranych tytułów (wszystkie szczegóły na temat Czytaj.pl znajdziecie TUTAJ).

Bez zastanowienia wybrałam z oferty "Lśnienie", ale zdecydowałam się na wersję audiobooka, a właściwie słuchowiska, po pierwsze dlatego, że słyszałam już coś o tym projekcie, że jest mega produkcją, stworzoną przy współpracy wielu aktorów i jest na bardzo wysokim poziomie. Po drugie, chciałam nadrobić w końcu zaległość nieznajomości oryginału i ostatecznie skonfrontować go z adaptacją.

I powiem Wam, że odsłuchanie "Lśnienia" to było niesamowite przeżycie! Rzeczywiście, pierwszą myślą, jaka mi się nasunęła, to fakt, że istotnie adaptacja filmowa, w porównaniu z oryginałem jest bardzo, bardzo, bardzo uboga. W filmie nie ma nawet połowy scen, które znajdują się w książce. Poza tym, kilka momentów w filmie zostało całkowicie zmienionych w porównaniu z oryginałem. Nie dziwię się więc niezadowoleniu Kinga, bo mimo całej wyjątkowości filmu, nie umywa się on nawet w połowie do książki.

Historia Jack'a Torrance'a, jego żony Wendy i syna Danny'ego w filmie przedstawiona jest w  sposób bardzo ubogi. Mało wiemy o tej rodzinie, nie mamy pojęcia skąd tak właściwie wzięli się w Panoramie,  nic nie wiemy o ich przeszłości. A wbrew pozorom, jest to bardzo ważne dla całej opowieści. Książka daje odpowiedzi na  te wszystkie pytania. Zresztą cała pierwsza część powieści poświęcona jest historii rodziny Torrance'ów, wyjaśnia motywy postępowania Jacka, tłumaczy szczegółowo, jakim dzieckiem jest Danny orsz skąd wzięło się to jego charakterystyczne "lśnienie" i nadprzyrodzone zdolności. Z książki poznamy bliżej Jacka, historię jego rodziny i to, co w jakiś sposób wpływa na jego późniejsze zachowanie. Podobnie sytuacja ma się z Wendy Poznajemy jej przeszłość, relacje z mężem, dzięki temu możemy sobie zbudować obraz wyrazistej bohaterki. W filmie bowiem, Wendy krzyczy i biega bez ładu i składu, po hotelu, jak głupia gąska. W książce natomiast jej postać nie jest banalna, nabiera odpowiedniego charakteru i znaczenia.

Historia rodziny Torrance'ów zajmuje w książce jakiejś 1/5 treści, nie jest to więc informacja niepotrzebna dla fabuły, nie rozumiem więc, dlaczego została tak pominięta w filmie. Bardzo wiele miejsca w książce poświęcono także na poznanie historii samego hotelu. W rozdziale pod tytułem "Album z wycinkami" poznajemy dokładnie wydarzenia i postacie, które miały wpływ na Hotel Panorama, i doprowadziły go do stanu, w jakim się aktualnie znajduje. 

Podobnie sprawa ma się z wydarzeniami, które rozgrywają się przed właściwym "opętaniem" Jacka. Wszystkie opisy przewidzeń, majaków, duchów widzianych przez Jacka i Danny'ego są rozbudowane i genialnie opisane, pozwalają one wczuć w atmosferę i powoli wkręcać w klimat grozy. Popychają czytelnika małymi kroczkami naprzód, do momentu kulminacyjnego, kiedy opętany Jack próbuję zrobić to, o czym wszyscy wiemy.

Słuchowisko jest niesamowicie emocjonujące. Oczywiście całą robotę robi zespół aktorów i dźwiękowców, którzy współtworzą ten projekt, budując napięcie i atmosferę grozy, a także kreują przytłaczający klimat opuszczonego hotelu. Wrażenie jest niesamowite!

To moje drugie spotkanie ze Stephenem Kingiem. Pierwszym był  thriller "Gra Geralda", który zrobił na mnie średnie wrażenie, może dlatego, że spodziewałam się typowego horroru, a dostałam, owszem interesującą, ale jednak mało "horrorową" opowieść. Za to moje drugie spotkanie twórczością Autora jest bardzo udane. Cieszę się, że w końcu udało mi się nadrobić zaległość, jak było w moim przypadku "Lśnienie". Jeżeli ktoś z Was również zna tą historię tylko z adaptacji filmowej, musi koniecznie to zmienić. Tak, jak napisałam: film zupełnie nie umywa się do książki, a po co zadowalać się substytutem? 

Bardzo się cieszę, że mogłam skorzystać z promocji Czytaj.pl i przesłuchać sobie "Lśnienie" i choć audiobook jest dość długi, bo trwa ponad 21 godzin, przesłuchanie go była jednym z bardziej emocjonujących momentów, w moim czytelniczym życiu. 

Sardegna

1000 post w Książkach Sardegny. Czas na niespodziankę!


posted by Sardegna on

52 comments

Dacie wiarę, że ten post, który właśnie czytacie jest TYSIĘCZNYM wpisem w Książkach Sardegny? Bloguję już prawie 6 lat, więc nieco się już tych postów nazbierało, ale mimo wszystko jednak, liczba 1000, która wyświetliła się w panelu roboczym, zrobiła na mnie wrażenie!

Zrobiłam szybki rekonesans statystyk i wychodzi na to, że najwięcej wpisów, bo aż po 220, opublikowałam w roku 2012 i 2013. Nieco mniej, bo 153 w roku 2015. W roku 2014 było ich 143, a na początku blogowania, w 2011 "zaledwie" 135. Rok 2016 nie pobije rekordu ilościowego wpisów, bo jak do tej pory, opublikowałam 129 postów. Oczywiście coś tam jeszcze napiszę do końca roku, ale wartości 220 raczej nie przekroczę.

Wszystkie te posty dają łącznie liczbę 1000 wpisów. Myślę, że to bardzo dobry wynik, tym bardziej, że większość z nich dotyczy jednak książek. Wiadomo, przez te 6 lat publikowałam także posty stosikowe, relacje z TK czy innych książkowych imprez, kalendarium wydarzeń czy te, związane z wyzwaniem Trójka e-pik, jednakże książki stanowią 3/4 ogółu.

Z okazji tak okrągłego święta mojego bloga, zapraszam na konkurs, w którym wygrać można książkę Remigiusza Mroza "Świt, który nie nadejdzie" i do tego komplet zakładek.



Regulamin:

1. Konkurs z okazji opublikowania 1000 postu na blogu Książki Sardegny, organizowany jest przez właścicielkę tegoż bloga http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/, fan page na FB
2. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Czwarta Strona
3. Nagrodą w konkursie jest książka "Świt, który nie nadejdzie" Remigiusza Mroza
4. Konkurs trwa od 23. 11.2016 do 29.11.2016.
5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 30.11.2016.
6. Odpowiedzi na zadanie konkursowe proszę pozostawiać w komentarzu pod postem konkursowym, można ale nie trzeba podawać adresu mailowego
7. O wygranej w konkursie decyduje organizator
8. Po ogłoszeniu wyników, zwycięzca proszony jest o skontaktowanie się mailowo: sardegna@poczta.onet.eu, w ciągu kolejnych trzech dni. Nagroda zostanie przesłana na adres podany przez zwycięzcę.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzacie się na jednorazowe wykorzystanie danych osobowych przez organizatora, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883)
11. Wysyłka tylko na terenie Polski

Zadanie konkursowe:

  • Polubić Książki Sardegny na FB /jeżeli ktoś nie ma konta na FB, należy dodać bloga do obserwowanych
  • Zgłosić chęć udziału w konkursie, wpisując w komentarzu poniżej tytuł książki, którą mi polecacie Wystarczy sam tytuł, nie trzeba uzasadniać wyboru
Zapraszam do zabawy. Zadanie nie jest trudne, a o książkę Mroza zawsze warto powalczyć! Pozdrawiam!

Sardegna

"Rewers" antologia


posted by Sardegna on , , , , ,

9 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 540
Moja ocena : 5/6

Czwarta Strona to bardzo twórcze wydawnictwo, które raczy swoich czytelników co chwilę, nowymi projektami. Większość z ich powieści leży oczywiście w kręgu moich zainteresowań, bo kryminał czy obyczajówka wydana pod szyldem Czwartej Strony jest gwarancją dobrej lektury. Jedną z takich nowości jest "Rewers", który we wrześniu miał swoją premierę. Jest to ponad pięćset stronicowa antologia kryminału, w której zaprezentowało się 11 polskich autorów, a jej wspólnym mianownikiem jest miejscowość rodzinna twórców, ale pokazana z nieco innej, bardziej mrocznej strony. 

Miasta nie będą obrazem powszechnie znanym i ugładzonym, za to okażą się naznaczone zbrodnią. Będą miastami grzechu, które pod przykrywką czystych ulic, zadbanych skwerów i nowoczesnych osiedli, skrywają swoją ciemną stronę. Każda miejscowość ma  taki swój "rewers", i właśnie o nim postanowili napisać polscy autorzy kryminałów, mierząc się ze swoimi własnymi, rodzinnymi demonami. 

W skład antologii wchodzi 11 opowiadań, umiejscowionych w różnych rejonach Polski. Wojciech Chmielarz opisuje swoje rodzinne Gliwice, Ryszard Ćwirlej - Piłę, Marta Guzowska, Rapę, Remigiusz Mróz - Opole, Joanna Opiat-Bojarska pisze o Łódzi, Marcin Wroński oczywiście o Lublinie, Gaja Grzegorzewska o Krakowie, Robert Małecki opisuje Toruń, Marta Mizuro, Wrocław, Małgorzata Sobieszczańska, Warszawę, a Joanna Jodełka - Poznań.

Wiadomo, jak to w antologii bywa, nie wszystkie opowiadania podobały mi się jednakowo. Niektóre bardziej przypadły mi do gustu, inne nieco mniej. Nie pokuszę się jednak o stwierdzenie, że któreś z opowiadań jest słabsze od innych, bowiem uważam, że wszystkie są na bardzo wysokim poziomie. Od razu widać, że Czwarta Strona zaprosiła do współpracy pisarzy, którzy wiedzą, co to stopniowanie napięcia i budowanie atmosfery i intrygi kryminalnej. Zresztą nazwiska Autorów mówią same za siebie

Jeśli chodzi o moją opinię, to miałam trochę utrudnione zadanie, bo wśród Autorów znalazło się kilka nazwisk pisarzy, których bardzo lubię. Starałam się jednak być obiektywna i nie patrzeć na nazwisko, tylko na przedstawioną historię. 

Najbardziej więc podobało mi się opowiadanie otwierające "Rewers". Po raz pierwszy miałam do czynienia z piórem pana Wojciecha Chmielarza (chociaż wiele osób polecało "Wampira"), i przyznaję, że "Babcia Wiśniewska" zrobiła na mnie największe wrażenie. Myślę, że spory udział miał w tym fakt, że akcja opowiadania rozgrywa się w Gliwicach, które znam całkiem nieźle, więc czytając miałam przed oczami targowisko na Lipowej i rejony Stadionu Piasta Gliwice. Potrafiłam sobie zatem świetnie wyobrazić atmosferę tego miejsca i klimat całego opowiadania. 

W związku z tym, że "Rewers" otwiera tak znakomita historia, trudno kolejnym jej dorównać. Może więc moja ocena wobec pozostałych jest niesłuszna, ale grunt to pierwsze wrażenie, a moim zdaniem, w tej antologii nic nie dorówna już "Babci Wiśniewskiej"

Gdybym miała wyróżnić, które opowiadanie podobało mi się kolejno, byłyby to "Niedzielne popołudnia" pani Gai Grzegorzewskiej, rozgrywające się w okolicy krakowskiego kamieniołomu, zapomnianego gdzieś na przedmieściach miasta. Podobał mi się pomysł na tę historię, duszna atmosfera, zagadka przeszłości głównej bohaterki, mieszanie się fikcji z prawdą i zatarte granice, pomiędzy wydarzeniami rzeczywistymi, a dziejącymi się w umyśle bohaterki. Jest to jedyne opowiadanie, które ma wyjątkowo wyraźny klimat grozy, dlatego pokusiłabym się o stwierdzenie, że to nie kryminał, tylko thriller psychologiczny.

Na trzecim miejscu ustawiłabym "Nie czytaj tego!" pani Joanny Jodełki. Opowiadanie kończące zbiór jest trochę nietypowe, ale doskonale spełniło swoje zadanie, bo nie ukrywam, że dałam się wkręcić! Taki był chyba zamysł Autorki, ale rzeczywiście historia zrobiła wrażenie i jest zaskakująca. Aż strach czytać dalej!

W środku puli umieściłabym opowiadanie Remigiusza Mroza, w którym szuka się odpowiedzi na pytanie: kto jest odpowiedzialny za zniknięcie dziewczyny Szymona, bohatera tej historii; opowiadanie pani Małgorzaty Sobieszczańskiej - zabójstwo bezdomnego na klatce schodowej sugeruje, że zawinił ktoś z sąsiadów; historia toruńska Roberta Małeckiego, o wyłowieniu z Wisły pewnej walizki; oraz opowiadanie pani Marty Guzowskiej, bardzo w Jej archeologicznym klimacie, choć, jak dla mnie, jest ono zdecydowanie za krótkie.

Pozostałe opowiadania to też bardzo fajne historie, napisane z pomysłem, które czytało mi się z wielką przyjemnością: femme fatale pani Joanny Opiat-Bojarskiej, czy tajemnicze zaginięcie u pani Marty Mizuro. Najmniej może przypadły mi do gustu kryminały retro, pana Ryszarda Ćwirleja i pana Marcina Wrońskiego, ale to po prostu moje subiektywne odczucia, bo jakoś nie bardzo potrafiłam wczuć się w klimat zbrodni z powojennej Polski.

Podsumowując, "Rewers" to 540 stron doskonałej literatury kryminalnej. Polecam go miłośnikom tego gatunku, ale także fanom poszczególnych Autorów. Ja osobiście bardzo lubię opowiadania, bo pozwalają szybko wkręcić się w zaprezentowaną historię i mają specyficzny klimat. Są też w jakiś sposób niezobowiązujące i można je sobie dawkować w niewielkich ilościach. 

Chciałabym zabrać w antologii podpisy wszystkich jej twórców, ale na razie udało mi się to w 3/11. Na kolejne TK muszę więc obowiązkowo zabrać "Rewers". Nie ma innej opcji!


Sardegna

"Trzeci biegun" Marek Kamiński


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 288
Moja ocena : 5/6


Pan Marek Kamiński był dla mnie, jak do tej pory, człowiekiem związanym z wyprawami polarnymi, biegunami, lodem, zimnem i śniegiem. I nie powiem, kiedy usłyszałam o premierze "Trzeciego bieguna" (swoją drogą tuż po lekturze "Kukuczki"), trochę tendencyjnie skojarzyłam, że to będzie książka o kolejnej wyprawie zimowej, tak trudnej, że przekornie nazwanej "trzecim biegunem".

No dobra, zmieniłam trochę zdanie, kiedy zobaczyłam okładkę, z zimą nie mającą nic wspólnego i charakterystyczną muszlą małży św. Jakuba, sugerującą trochę cel wyprawy podróżnika.   

"Trzeci biegun" to po prostu opowieść wędrowca, który przebył pieszo 4000 km, przechodząc od Kaliningradu aż do Santiago de Compostela, szlakiem świętego Jakuba. To opis tej pielgrzymki, wędrówki, drogi, nie tylko przebytej fizycznie, ale głównie duchowo, opisuje Autor.

Marek Kamiński, człowiek - zdobywca dwóch polarnych biegunów, Mont Blanc, Kilimandżaro, który przeszedł Pustynię Gibsona w Australii, postanawia zmierzyć się z pozornie prostą (w porównaniu z jego poprzednimi dokonaniami) przeprawą przez Europę, szlakiem św. Jakuba, schodzonym wielokrotnie, przez pielgrzymów z całego świata.

Jego droga rozpoczyna się w Kaliningradzie, w symbolicznym miejscu "bieguna rozumu", gdzie znajduje się grób Immanuela Kanta, kolejno, poprzez Elbląg, Gdańsk, Łebę, Koszalin, Kamień Pomorski i Szczecin, przechodząc do Niemiec, przez Berlin, Lipsk, Marburg do Belgii i Francji, przez Paryż, Tous, Saintes, Bordeaux, do Hiszpanii, przez Pampelunę, Leon, kończy się na "biegunie serca" - w Santiago de Compostela - przy grobie św. Jakuba Apostoła.

Pielgrzymka ta okazała się dla Marka Kamińskiego nie tylko wspaniałą przygodą i okazją do poznania niesamowitych ludzi, ale także nietypową lekcja historii, pokory, cierpliwości, wytrzymałości. Jednak to, co było dla podróżnika najważniejsze, to lekcja duchowa, bliskość z Bogiem, poczucie, że jego wyprawa przyniesie mu to, czego szukał, da poczucie sensu i spokoju ducha. 

Droga do przebycia, która na początku wydawała się niezbyt skomplikowana, w porównaniu z poprzednimi trasami, prowadziła bowiem przez dość proste, nizinne rejony Europy Środkowej i Zachodniej, okazała się być dla Marka Kamińskiego równie wyczerpująca fizycznie i emocjonalnie, jak jego wyprawy polarne. Dzięki temu, że pielgrzymka była wymagająca, podróżnik mógł przeżyć swoją przemianę duchową w pełni. i odnaleźć sens prawdziwej "drogi" do Santiago de Compostela.

W trakcie swojej wyprawy Kamiński poznał wiele interesujących ludzi: od  studentów, którzy bezinteresownie udzielali mu wsparcia noclegowego, gościli swoimi skromnymi zapasami, czy wspierali na trasie, przechodząc wspólnie kilkanaście kilometrów, poprzez ludzi związanych z nauką, z kościołem, czy innych pasjonatów, podróżników i pielgrzymów. Te spotkania przyniosły wędrowcowi wiele dobra, bezinteresownej pomocy oraz ciekawych i inspirujących rozmów. Towarzyszem podróżnika na szlaku św, Jakuba był też operator kamery, Jan Czarlewski, który po zakończeniu wyprawy wyreżyserował film "Pielgrzym. Camino Marka Kamińskiego", opowiadający "o drodze, ludziach i Europie".

Pana Marka Kamińskiego miałam okazję spotkać na tegorocznych TK w Krakowie.  W swej dedykacji napisał mi trzy słowa: "wdzięczności, akceptacji i uważności". O ile wcześniej, ten zapis był dla mnie nieco wyrwany z kontekstu, teraz, po lekturze "Trzeciego bieguna" wiem już, co Autor miał na myśli.


Sardegna

"Pracownia Dobrych Myśli" Magdalena Witkiewicz


posted by Sardegna on , , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 312
Moja ocena : 5/6


"Pracownia Dobrych Myśli" to kolejna już książka Autorki, bliskiej mojemu sercu. Magda Witkiewicz ma na swoim koncie sporo obyczajowych powieści, z których jedne poruszają poważne problemy społeczne, a inne są książkami lekkimi, przyjemnymi i zabawnymi, poprawiającymi humor, będącymi wspaniałymi umilaczami, kiedy człowiek ma poważny spadek formy.

I właśnie taka odprężająca lektura była mi bardzo potrzebna w ostatnich dniach, bo kiedy człowiek musi borykać się ze sprawami zdrowotnymi, tylko książka może umilić ten trudny czas. Dzięki temu, że powieść niesie ze sobą pozytywne przesłanie i dobrą energię, lektura sprawiła mi wiele frajdy, dała odprężenie i pozwoliła, choć na moment, zapomnieć o sytuacji, w której się znajdowałam.

Przyznam, że piękna, klimatyczna okładka, wspaniale oddająca charakter książki, przyciągała wzrok wielu szpitalnych odwiedzających. Tym sposobem, zupełnie niezamierzenie, przeprowadziłam szeroko rozumianą akcję promocyjną, tłumacząc: co czytam, o czym ta powieść jest, i czy ją polecam.W każdym razie "Pracownia Dobrych Myśli" dała mi właśnie te tytułowe dobre myśli, w momencie kiedy były mi najbardziej potrzebne.

Opisana historia jest wielowątkowa, trochę szalona, ale na swój sposób zupełnie zwyczajna. Taka, która może zdarzyć się każdemu z nas, w naszym sąsiedztwie czy w rodzinnym mieście. Podobnie, jak bohaterowie, którzy są zupełnie zwykłymi ludźmi, podobnymi do nas samych, naszych przyjaciół, sąsiadów czy bliskich. Jednak to właśnie w tej naturalności i zwyczajności tkwi siła tej książki. 

Posiłkując się opisem z okładki, potwierdzę, że tak, jak przenikają się różne sytuacje w naszym życiu, chwile szczęścia i smutku, sukcesy i porażki, tak też "patchworkowo" toczy się życie mieszkańców kamiennicy przy ulicy Przytulnej 26. 

Z pozornie niepasujących do siebie elementów, różnych osobowości, ludzi z rożną przeszłością, może stworzyć się wspaniała, życiowa układanka, zbudowana z kawałków szczęścia, radości, smutków i trosk, a jeśli do tego, te kawałki są połączone nicią dobrej myśli, przyjaźni i obecności bliskich osób, to wszystkie różnice i chaos może stworzyć piękną całość.

Pracownia Dobrych Myśli to miejsce, które kiedyś było pracownią krawiecką babci Pelagii. Ulokowana na parterze kamiennicy przy ul. Przytulnej była miejscem, gdzie z chęcią przychodzili mieszkańcy miasteczka. Babcia w swoje prace krawieckie wkładała wiele serca, uważano więc, że ubrania przez nią uszyte przynoszą ludziom szczęście. Po śmierci seniorki, jej pracownię przejęła córka Grażyna i wnuk Florian, niestety nie podjęli się oni zagospodarowania tego wspaniałego miejsca uważając, że nie dorównają nigdy energii i charyzmie babci Pelagii. Jednak 51 urodziny Grażyny sprawiają, że jej syn postanawia zrobić mamie niespodziankę i wyremontować pracownię na potrzeby atelier artystycznego rodzicielki. 

Tak zaczyna się drugie życie parteru kamiennicy, w którym spory udział będzie miał też Florian. Kiedy po rzuceniu studiów chłopak próbuje odnaleźć swoją drogę życiową, z pomocą przychodzi mu właśnie odremontowana pracownia, w której to klaruje swoje nowe powołanie.

Pogmatwane życie Grażyny i Floriana to tylko ułamek całej tej opowieści, ponieważ kamienicę zamieszkuje jeszcze wiele innych, ciekawych osobistości, z interesującą historią. Jest pani Wiesia i jej sąsiad, pan Zbyszek, trochę zdziwaczali staruszkowie, mieszkający na najwyższym piętrze budynku. Jest młoda wdowa Ewa, wychowująca ośmioletnią córkę Amelkę. Jest Giga, szalona dwudziestolatka, która przyjechała do miasta w poszukiwaniu pracy marzeń, a także Norbert, były mąż Grażyny, wieczny Piotruś Pan, szukający miłości i zabawy w objęciach kolejnych, młodszych kobiet. Cała ta właśnie patchworkowa społeczność, złożona z różnych osobowości i różnych historii, składa się na jedną, wspaniałą opowieść, która niesie ze sobą wiele pozytywnych emocji. 

"Pracownia Dobrych Myśli" jest książką Autorki z gatunku tych, poprawiających nastrój. Napełnia nadzieją, daje uśmiech i pokazuje, że życie nie jest wcale takie złe, jeżeli tylko mamy wokół siebie życzliwych ludzi i dobre myśli. Magda Witkiewicz kolejny raz pokazała, że ma super pomysły na fabułę swoich powieści, z których żadna nie jest odtwórcza, ani powtarzalna. Dlatego polecam lekturę nie tylko na jesienną chandrę, bowiem taka ciepła, energetyczna opowieść warta jest przeczytania o każdej porze roku.

Sardegna

"Charlie i fabryka czekolady" Roald Dahl


posted by Sardegna on , , , ,

14 comments

 
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Moja ocena : 5/6

Nie przepadam za Roaldem Dahlem. Choć pewnie nie mogę wyrażać takiej opinii, jeśli do tej pory, przeczytałam tylko jedną książkę Autora - "Matyldę".

"Matylda", moim zdaniem, to książka zupełnie nie dla dzieci. Być może starsze dzieci, będące uczniami wyższych klas szkoły podstawowej, dostrzegają w niej to, czego ja absolutnie nie widzę, czyli historię z zadziorem, o specyficznym poczuciu humoru. Ja niestety nic takiego nie widzę, a zachwyty nad tym tytułem uważam za zupełnie niezrozumiałe. Swoją drogą, wpis o "Matyldzie" właśnie, jest najbardziej popularną notatką w historii bloga ... a ja nie mam pojęcia dlaczego. Czy dlatego, że jest tak popularną i lubianą książką, czy może jest po prostu lekturą szkolną? To dla mnie ciągle zagadka...

Po pierwszym, niezbyt udanym spotkaniu z Dahlem, nie miałam ochoty na sięganie po kolejne jego tytułyi, skłonił mnie jednak do tego fakt, że w tym roku szkolnym biblioteki postawiły na twórczość Autora i ogłosiły konkursy czytelnicze na temat jego lektur. "Charlie i fabryka czekolady" przewijał się więc od września w różnych konfiguracjach, w mojej szkole.

Do tego, od dawna interesował mnie film Tima Burtona, nakręcony na podstawie książki, a nie miałam okazji oglądać go wcześniej. Nie chciałam też tego robić przed przeczytaniem lektury, i powiem Wam, że bardzo dobrze zrobiłam, że najpierw skusiłam się na Charliego w wersji papierowej, a potem filmowej, bowiem lektura sprawiła mi wiele frajdy, a adaptacja różniła się jednak od oryginału. 

Książka jest niesamowitą, barwną i smakowitą opowieścią, wymagającą od czytelnika uruchomienia ukrytych pokładów wyobraźni. Wspaniale było wejść do fabryki czekolady i podejrzeć jej tajemnice, a także poznać struktury tworzenia niesamowitych słodyczy.

Pan Willy Wonka jest znanym na całym świecie, ekscentrycznym właścicielem olbrzymiej fabryki czekolady. Jest też pomysłodawcą wielu niesamowitych smakołyków, które produkuje w swojej manufakturze za pomocą wyjątkowych pomocników, tajemniczych Umpalumpasów.  Do jego czekoladowego królestwa nie mają wstępu żadne osoby z zewnątrz, żeby zabezpieczyć przed konkurencją receptury produkcji słodkości. Sycąca guma do żucia, o smaku trzydniowego obiadu, teleportujące się czekolady, smakowite jajeczka, które ukrywają w swym wnętrzu pisklaczka, gumy balonowe nie tracące nigdy smaku, to tylko kilka z wielu nowatorskich łakoci, tworzonych u pana Wonki.

Pewnego dnia świat obiega wiadomość, że pan Willy Wonka zaprasza do swej fabryki pięcioro dzieci. Szczęśliwcy zostaną wybrani dzięki Złotym Kuponom, które ukryte zostały losowo w pięciu czekoladach. O niesamowitej nagrodzie marzy też Charlie, ubogi chłopiec mieszkający w sąsiedztwie fabryki. Pewnego dnia chłopczyk znajduje na ulicy pieniążek, za który kupuje czekoladkę, a w niej znajduje nic innego tylko Złoty Kupon. I tak zaczyna się wielka przygoda Charliego i pozostałych czterech szczęśliwców. 

Co czeka na gości w czekoladowej manufakturze? Jaką niespodziankę przygotował dla dzieci pan Wonka? Jak skończą się wyjątkowe odwiedziny gości w fabryce?

"Charlie i fabryka czekolady" to zabawna, barwna opowieść, napisana z wielkim rozmachem. Postać pana Wonki jest ekscentryczna i trochę przerysowana, ale całość bardzo mi się podobała. Podobnie, jak zakończenie całej tej historii, które swoją drogą, różni się od tego, przedstawionego w filmie. Cieszę się, że trochę przez przypadek, udało mi się przeczytać Charliego. W innym wypadku prawdopodobnie nigdy bym po książkę nie sięgnęła, a okazałoby się to dla mnie wielką stratą.

Polecam nie tylko dzieciakom, dla których książka jest lekturą. ale też starszym czytelnikom. Dzięki niej będziecie mogli wrócić do czasów dzieciństwa i puścić w ruch wodze wyobraźni.

Sardegna

# Nowości w mojej bibiloteczce - październik


posted by Sardegna on

22 comments

Niestety w listopadzie, podobnie, jak w październiku, powtórzyła się moja tendencja z opóźnieniem postu z nowościami książkowymi. Ciągle coś się dzieje i ciągle mam jakieś sprawy do ogarnięcia na wczoraj. Na szczęście w ubiegły, długi weekend udało mi się trochę nadrobić zaległości czytelniczych, ale też i blogowych. Stąd ta dzisiejsza notka. 

Październik nie był obfity w nowe książki w porównaniu z wrześniem, kiedy to zaszalałam na maksa. Tym razem nawet krakowskie Targi Książki nie przyniosły mi oszałamiających stosów. 
Odnotowałam 8 nowych tytułów:


"magisterkowalski.blog" Tomka Kowalskiego i Agnieszki Korpal - to książka, na której bardzo mi zależało już od dłuższego czasu, a jest ona wynikiem nowej współpracy z Wydawnictwem Stapis


"Muza" Jessie Burton - od Wydawnictwa Literackiego
"Cień sułtana" Marii Paszyńskiej
"Stacja Jagodno. Serce z bibuły" Karoliny Wilczyńskiej - od Czwartej Strony


"Pracownia dobrych myśli" Magdy Witkiewicz - otrzymana od Filii i Autorki.


"Trzeci biegun" Marka Kamińskiego - od Agory
"Co w trawie piszczy" Pawła Wakuła - kupione dzieciakom na kiermaszu
"Paragraf 22" Joseph Heller - z biblioteki za 1zł

Nie wiem, jak listopad wypadnie pod względem nowości, bo póki co, mam już 4 książki do stosu. Ale ponieważ nigdzie się nie wybieram, nie mam w planie żadnych kiermaszów, wymian czy spotkań autorskich (a szkoda!), może nic nowego nie wpadnie już do biblioteczki. Z drugiej jednak strony, nie ma się co zapierać. Jak książka chce, to i tak cię znajdzie!

Sardegna

"Stacja Jagodno. Serce z bibuły" Karolina Wilczyńska


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments



Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 316
Moja ocena : 5/6

Przyszło mi się już pożegnać z Jagodnem i jego bohaterkami. Czwarta część serii obyczajowej, autorstwa Karoliny Wilczyńskiej właśnie dobiegła końca. Wątki, których w trakcie czterech tomów namnożyło się całkiem sporo, znalazły swój szczęśliwy finał, a bohaterki Jagodna (bo to kobiety są głównymi postaciami w tej opowieści) znalazły dla siebie bezpieczną przystań. 

Tak, jak pisałam przy okazji każdego z trzech poprzednich tomów (tu, tu i tu), każda część skupiała się na konkretnych postaciach i sprawach z nimi związanych, dlatego większość poruszonych wątków, znalazło już swoje rozwiązanie wcześniej. Natomiast tom ostatni jest taką klamrą spajającą całą historię Tamary, jej matki Ewy, córki Marysi, babci Róży, hrabianek:  Zuzanny i Julii, a także wielu postaci drugoplanowych, takich jak: Małgorzaty żona wójta, Jadwigi żona miejscowego pijaka, Marzeny przyjaciółki Tamary, sąsiadki - pani Zosi oraz jej córki Katarzyny.

"Serce z bibuły" skupia się właśnie bardziej na tych mniej kluczowych bohaterkach, ale jak pokaże zakończenie, żadna z kobiet nie będzie mniej istotna dla pozostałych postaci. Wprost przeciwnie, bez jednego ogniwa, opowieść nie miałaby sensu. Ostatnia część wyjaśni także wszystko to, co było niedokończone lub niedopowiedziane w tomach poprzednich. Jest to po prostu taka wisienka na torcie pod hasłem Jagodno.

W czterech częściach swej serii, Autorka poruszyła całkiem sporo aktualnych problemów społecznych. Alkoholizm, zdrada małżeńska, przemoc w szkole i w domu, ubóstwo w wielodzietnych rodzinach, brak szacunku wobec starszych członków rodziny, to tylko kilka z nich. Karolina Wilczyńska nawiązała także do czasów powojennych, kiedy to na nowo trzeba było walczyć o godność, dobre imię i swój rodowy majątek. 

Nie martwcie się jednak wielowątkowością w tej powieści. Nie będzie ona przytłaczająca, ani uciążliwa dla czytelnika. Nie pozostawi też niedosytu czy wrażenia, że poruszone tematy opisane są w sposób pobieżny i byle jaki. Po prostu w Jagodnie, jak w życiu. Wiele się dzieje. I są to zarówno sprawy dobre, jak i gorsze, małe i większe radości, porażki i problemy. Historia jest poplątana, jak samo życie, ale daje nadzieję, że wszystko może się poukładać, jeżeli tylko będzie w nas dobra wola, siła wewnętrzna do pokonania trudności i życzliwi ludzie, stojący blisko.

Jako że to kobiety są siłą napędową tej opowieści, to właśnie dla kobiet czytelniczek ta seria jest skierowana. W prawdzie trochę przykro mi żegnać się z tymi sympatycznymi postaciami i miejscami, pachnącym domowym ciastem, jaśminową herbatą i konfiturą z fiołków, wydaje mi się jednak, że bohaterki Jagodna zasługują już na upragniony, święty spokój i dotarcie do własnej, bezpiecznej przystani

Sardegna

"Zanim zgasną gwiazdy" Martyna Senator


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 230
Moja ocena : 5/6

"Zanim zgasną gwiazdy" to takie książkowe jajko niespodzianka, a ja lubię takie pozytywne zaskoczenia. Z niepozornej książeczki, z niepozorną okładką i trochę oklepanym tytułem, wyszła zupełnie niesamowita opowieść. Na takie książkowe niespodzianki czekam najbardziej, choć przyznaję, trafiają mi się dość rzadko.

Cała historia rozpoczyna się, jak najlepsza powieść sensacyjna i thriller, w jednym. Wojtek budzi się w szpitalu po wypadku samochodowym z zupełną amnezją. Nie pamięta żadnych faktów ze swojego życia, nie ma żadnych wspomnień, choć jego przyjaciele próbują na wszelkie sposoby przypomnieć mu kim jest, i czym się na co dzień zajmuje. Wojtek jest zdezorientowany i sfrustrowany, a do tego, w swej amnezji ma dziwne przebłyski i słyszy "głosy". Widzi na przykład małą dziewczynkę, która usilnie próbuje coś mu przekazać. Mówi o konieczności ratowania jakiejś kobiety i pośpiechu. 

Chłopak, jak lunatyk, budzi się ze swych "wizji" w najmniej oczekiwanych miejscach, i zupełnie nie wie, jak się w nich znalazł. Zaczyna popadać w paranoję i sam już nie wie, co wokół niego jest prawdą, a co jego własnym wyobrażeniem. 

Wszystko to dzieje się do czasu, kiedy przez przypadek ratuje z opresji piękną dziewczynę o imieniu Milena. Dziewczynie grozi większe niebezpieczeństwo, niż na początku mogłoby się wydawać, a wtedy "głosy", jakie słyszał wcześniej Wojtek nabierają sensu, bowiem to prawdopodobnie o ratowanie Mileny chodziło. Pewnego dnia jednak pamięć Wojtka wraca, a wtedy w jego głowie się rozjaśnia i wszystko nabiera odpowiedniego znaczenia. Chłopak wie już, co musi zrobić, i wie też, że musi się bardzo śpieszyć.

Od pierwszej strony czytelnik zostaje wciągnięty w konkretny wir wydarzeń, ale to będzie tylko fragment całości i niewielki puzzel w układance. Całość nabierze dopiero logicznego znaczenia po lekturze trzech części, na które książka jest podzielona i dopiero wtedy będzie można poznać prawdę...

"Zanim zgasną gwiazdy" to powieść, która niesamowicie zaskakuje i jest bardzo wciągająca. Świadczyć może o tym fakt, że przeczytałam ją dosłownie w godzinę i 10 minut. Swoją drogą, uważam, że nadanie książce takiego, a nie innego, tytułu, wypada na tle treści bardzo niekorzystnie. Gdyby nie przypadek, na pewno po nią bym nie sięgnęła, wrzucając ją gdzieś do wora z powieściami new adult.

Po przeczytaniu zastanawiałam się jeszcze, do jakiego gatunku bym tę historię zaliczyła. Jest ona bowiem po części romansem, sensacją, fantastyką i powieścią dla młodzieży. To nie jest jednak w tym wszystkim najistotniejsze. Ważniejsze jest przesłanie, które niesie. Przypomnienie, że na każdego człowieka czeka gdzieś tam, ktoś bliski. Ktoś, kto jest drugą połówką, elementem pasującym do nas, jak puzzel. Jeżeli takiego kogoś udało nam się znaleźć, to powinniśmy doceniać to, jakimi szczęśliwymi ludźmi jesteśmy. 

Sardegna

Obiecałam, to udostępniam, czyli CZYTAJ.PL i darmowy kod do 12 e-booków i audiobooków


posted by Sardegna on

3 comments

Od 2 listopada w sieci krąży informacja o genialnej akcji promującej czytelnictwo. Czytaj.pl. zawojowało miłośników książek w całej Polsce, a także tych, mieszkających poza granicami naszego kraju. Akcja polega na udostępnieniu czytelnikom na okres jednego miesiąca, zupełnie za darmo 12 e-booków i 8 audiobooków (w tym dwie superprodukcje). Mówimy tutaj o prawdziwych bestsellerach, jak bowiem inaczej nazwać takie tytuły, jak:


Biografia Elon Muska
"Czerwony kapitan" Dominik Dan
"Co nas nie zabije" David Lagercrantz
"Mówiąc inaczej" Paulina Mikuła
"Trawers" Remigiusz Mróz
Komiks "Kajko i Kokosz"
"Magiczne drzewo.Szkoła latania" Andrzej Maleszka
"Lśnienie" Stephen King
"Inne pieśni" Jacek Dukaj
"Złodziejska magia" Trudi Canavan
"W rzeczy samej" Marek Miodownik
"Ósme życie" Nino Haratischwili

Sami przyznacie, że są to atrakcyjne tytuły, po które warto, nie tylko przy tej okazji, sięgnąć. Ale jeżeli jest okazja, to dlaczego nie skorzystać? Powieści będzie można pobrać za pomocą kodów, które umożliwią wypożyczenie powieści w dowolnej, korzystnej dla czytelnika formie e-booka lub audiobooka, na okres miesiąca czasu. Kody można znaleźć w 16 miastach, na ponad 600 nośnikach, ale także w sieci, bowiem organizatorzy, Krakowskie Biuro Festiwalowe i platforma Woblink.com, wyszli w tej kwestii czytelnikom na przeciw, i zaprosili do pomocy w ich udostępnianiu, wszystkich miłośników książek. Promujmy czytelnictwo!

Jak zacząć? Wystarczy pobrać ze sklepu App Store lub Google Play, aplikację Woblink, a później przejść do zakładki Czytaj.pl. Następnie można już zeskanować kod QR (jeden kod daje nam dostęp do wszystkich tytułów) i zacząć czytać, bądź słuchać. Akcja kończy się 30 listopada, więc proponuję zacząć już dziś.

Poniżej znajdziecie promocyjny kod QR, który da Wam dostęp do akcji. Obiecałam, więc się dzielę! 


Osobiście nie skorzystam z e-booków, bo nie mam czasu na czytanie na telefonie, jednakże chętnie przesłucham tyle audiobooków, ile zdążę. Zaczęłam od "Lśnienia" Kinga, a trzeba przyznać, że jest to słuchowisko z najwyższej półki, będące jedną z dwóch reklamowanych superprodukcji. Jestem na trzecim rozdziale i przyznaję, jest moc!

Planujecie przyłączyć się do akcji? A może macie już jakiegoś e-booka na telefonie lub audiobooka na słuchawkach?


Sardegna

Jeden dzień targowy, ale za to intensywny aż nadto!


posted by Sardegna on

22 comments

W sobotę w nocy wróciłam z Krakowskich Targów Książki. Jako że w tym roku sprawy osobiste nieco pokrzyżowały moje plany, odnośnie świętowania tego książkowego weekendu, zamiast tradycyjnych dwóch dni targowych, udało się mi wygospodarować tylko jeden dzień. Na szczęście była to bardzo udana sobota, choć wyjątkowo w tym roku, męcząca. 


Trzeci dzień trwania targów wykorzystałam maksymalnie. Przybyliśmy na miejsce punktualnie o 10:00, a wyszliśmy naprawdę, jako jedni z ostatnich. Sobota była zatem bardzo intensywna, ale to nie jest w sumie żadne zaskoczenie, bowiem manewry targowe zawsze niosą ze sobą pewien chaos i dezorganizację. Mimo że człowiek ma konkretny plan zwiedzania hali, to i tak po przekroczeniu progu targów, nie wiadomo za co ma się brać w pierwszej kolejności.

Miałam konkretną listę Autorów, konkretne punkty programu i konkretny stos książek do podpisu (o wszystkim przeczytacie TUTAJ), i  w sumie udało mi się zrealizować mój plan targowy (poza jednym spotkaniem, ale o tym później), a nawet udało mi się zdobyć kilka wpisów ponadprogramowych. Mój plan zakładał także wzięcie udziału w dwóch panelach dyskusyjnych. Na miejscu jednak stwierdziłam, że przed spotkaniami udam się na krótki rekonesans hali, który skończył się oczywiście tym, że na panele nie dotarłam...

Jeśli chodzi o ogólne wrażenia targowe, mam przeświadczenie, że ludzi odwiedzających było jeszcze więcej, niż w zeszłym roku. Targowe korytarze, które i tak momentami, w latach poprzednich, były nie do przejścia, podobnie, jak niektóre stoiska oblegane przez znamienitych autorów i celebrytów, w tym roku były jeszcze bardziej zatłoczone. Czas pomiędzy 13-15 był momentem niesamowitego ścisku, gdzie nawet boczne przejścia, które w latach poprzednich były w miarę luźne, były nie do przeciśnięcia się. 

Tradycyjnie prym wiodły stoiska goszczące piszących celebrytów (Nela mała reporterka, Robert Janowski, Kabaret NeoNówka, Margaret, Joanna Jabłczyńska), ale na szczęście nie tylko. Stoiska pisarzy oblegane były równie mocno. Te najtłoczniejsze to miejsca, gdzie ksiażki podpisywali: Marta Kisiel, Remigiusz Mróz, Katarzyna Puzyńska, Elżbieta Cherezińska, Marek Krajewski, Szczepan Twardoch i Marek Kamiński.



 [fot.mąż]

Mój plan odwiedzania Autorów nie był jakoś szczególnie napięty i miałam sporo czasu wolnego. Dlatego pomiędzy przeciśnięciem się od jednego do drugiego stosika, miałam czas na rozmowy ze znajomymi blogerami, którzy pojawiali się w przelocie. Z tej strony chciałam pozdrowić wszystkich, z którymi udało mi się wczoraj porozmawiać: Aine, Ejotek, Viv, AnnRK, Ania Nawrot, Aga Tatera, Monika Długa, Szyszka, Marta Mrowiec, Natalia, Ilona, Patryk, Tomek Radochoński, Krzysiek, Marta i Wacław, Kasia i Daniel, Janek z Tramwaju i jego żona Ewa, Weronika i Łukasz. Spotkałam też Bazylowego Syna, który przekazał mi informację, że "tata podpisuje Pana Kuleczkę", więc uznajmy, że spotkałam się z Bazylem eksternistycznie (jeśli kogoś pominęłam, to z góry przepraszam)

Jeśli chodzi o spotkania z Autorami, na pierwszy ogień poszła pani Magda Stachula, której powieść "Idealna" bardzo mi się podobała. Na szczęście udało mi się znaleźć gdzieś na początku kolejki, więc moje oczekiwanie na autograf nie trwało długo. Pani Magda okazała się bardzo sympatyczna osobą i zdradziła mi, że pisze już nowa powieść w podobnym klimacie do "Idealnej"

 [fot.mąż]


Kolejno udałam się po podpis do pana Jacka Hugo-Badera. Myślałam, że będzie ciężko, ale udało mi się znaleźć mniej więcej w środku kolejki. Ponieważ cała akcja przebiegała dość sprawnie, po paru minutach mogłam cieszyć się już tym wyjątkowym podpisem Autora, z niezwykłą pieczątką. Nie miałam w prawdzie najnowszej "Skuchy", ale podpis w wyjątkowym "Długim filmie o miłości" jest dla mnie równie ważny. 

 [fot.mąż]


Następnie wybrałam się do pani Krystyny Mirek,  którą złapałam jeszcze przed oficjalnym podpisywaniem książek. Dzięki temu mogłyśmy spokojnie porozmawiać, a ja nie musiałam długo czekać na swoją kolej.

  [fot.mąż]


Na stoisku Czwartej Strony udało mi się porozmawiać z Robertem Małeckim, bardzo sympatycznym Autorem, któremu od razu przyznałam się, że nie czytałam jeszcze jego kryminału. Zrobię to jednak w najbliższym czasie.

 [fot.mąż]


Później zawędrowałam jeszcze po podpis na "Jak powietrze" do pani Agaty Czykierdy - Grabowskiej, której nie poznałam, mimo że stała naprzeciwko mnie. Gdybym to zrobiła, nie musiałabym czekać w kolejce, tylko ogarnęłabym temat wcześniej, ale autentycznie, nie skojarzyłam.

 [fot.mąż]


Spore oczekiwanie na swoją kolej miałam na stoisku Agory, gdzie dość dużo chętnych ustawiło się po podpis do pana Marka Kamińskiego. Na szczęście cała akcja toczyła się dość wartko, więc nie zmęczyłam się tym czekaniem aż tak bardzo.

  [fot.mąż]


Ważnym elementem targów miało być dla mnie spotkanie z Remigiuszem Mrozem. Nie przewidziałam jednak, że poza mną, do Autora uda się jakiś milion czytelników. Kolejka była niekończąca się i wiła się gdzieś na drugi koniec hali. Pokonało mnie to. Chciałam ostatecznie wbić się, jako ostatni klient, ale nie wytrzymałam psychicznie. Poprosiłam więc Patryka, który dzielnie stał w kolejce, o podrzucenie Autorowi mojego "Rewersu" do podpisu. I tylko dzięki temu mam trzeci autograf w tej antologii. Patryk, dzięki serdeczne! (swoją drogą, kto zgadnie, jacy Autorzy, oprócz Mroza, jeszcze się podpisali?)

 [fot.mąż]


Na koniec udałam się na spotkanie z panią Martą Guzowską, żeby podpytać ją o dalsze losy Mario Ybl'a i poprosić o wpis w najnowszym "Czarnym świetle".

  [fot.mąż]


Poza planowanymi spotkaniami, udało mi się także zebrać podpisy "nieplanowane". W Fili kupiłam sobie "Cichą 5" i w tej antologii podpisały mi się panie: Magda Witkiewicz, Małgorzata Kalicińska, Natasza Socha i Katarzyna Bonda (którą przy wyjściu złapał mój mąż).

  [fot.mąż]


W międzyczasie spotkań i blogerskich pogaduszek, zamieniłam parę słów z zaprzyjaźnionymi przedstawicielami wydawnictw. Prym w tej kategorii wiedzie Piotr Sternal i Czwarta Strona, wydawnictwo, jak wiadomo, mega przychylne blogerom. Przywitałam się też w Naszej Księgarni, w Agorze, w Wydawnictwie Stapis, w Znaku, Egmoncie i w Vesperze. Niestety rozminęłam się z panią Justyną z Heliona i pani Małgorzatą z Publicatu, i jak zwykle utwierdziłam się w przekonaniu, że osobiste spotkanie z wydawcami jest bardzo miłe, i rzeczywiście pozwala na utrwalanie mailowych kontaktów.

Jeśli chodzi o targowe nabytki, mąż kupił mi genialny kubek, sama sobie kupiłam tylko JEDNĄ książkę, trzy natomiast otrzymałam od Czwartej Strony. Dzieciom przywieźliśmy upominki tradycyjne: Lego Ninjago dla Młodego i "Kurs rysunku postaci" dla Ośmiolatki. Do tego naklejki i zakładki. Spokojnie i bez szaleństw. To coś zupełnie nowego w moim wydaniu!


Sobota minęła błyskawicznie. Prześledziłam też Wasze fb wpisy o targowej niedzieli, z której najbardziej żałuję pani Magdaleny Parys. Bardzo chciałam zamienić z nią kilka słów i poprosić o wpis w "Białej Rice".  

Na koniec jeszcze taka refleksja: chyba minął mi targowy amok i niestety nie zauważyłam jakieś specjalnej integracji blogosfery. A może po prostu patrzyłam w złym kierunku... W każdym razie, wszystkie plany zrealizowałam spokojnie, bez pośpiechu, a kolejne TK w Krakowie wezmę sobie chyba jeszcze bardziej na luzie. A może nie zabiorę żadnych książek do podpisu? Kto to wie! Do zobaczenia za rok!
 
Sardegna