Pages

poniedziałek, stycznia 31, 2011

"To co ukryte" Laura Lippman

Wydawnictwo : Amber
Liczba stron : 262
Moja ocena : 5/6

Jest to pierwsze moje spotkanie z panią Lippman. Opis fabuły zainteresował mnie na tyle, że  przy okazji zakupu innych książek, postanowiłam dorzucić ją sobie do koszyka.

Lubię bardzo kryminały: mojego ulubionego Cobena, i te modne ostatnio skandynawskie, i bezkrwawe jak te Agathy Christie i te krwawe jak np."Cień"  McFadyena. Dlatego sięgnęłam po powyższą książkę, tym bardziej, że dotyczy tematyki dziecięcej. Która jest mi bliska i prywatnie i zawodowo.

Historia trochę nietypowa: dwie jedenastoletnie dziewczynki Alice i Ronnie, wracające
z przyjęcia urodzinowego, natykają się na samotnie pozostawiony przed jednym z domów, wózek z dzieckiem. Pod wpływem impulsu i przekonania, że maleństwu trzeba pomóc, zabierają wózek ze sobą. To co się dzieje później, zmienia na zawsze życie dziewczynek, ich rodzin oraz przede wszystkim rodziny zabranego malucha.
Siedem lat później w tajemniczych okolicznościach zaczynają "gubić" się małe dziewczynki. "Zguby" w krótkim czasie znajdują się całe i zdrowe. Z wyjątkiem jednej...
Poszukiwania dziecka trwają, a do policji dociera informacja, że dziewczyny odpowiedzialne za tragedię, sprzed siedmiu lat, wróciły z zakładu poprawczego do miasta. Czy mają coś wspólnego z zaginięciem małej?

Powiem tak: książka została pochłonięta przeze mnie w jeden wieczór. Do końca trzyma w niepewności i nic w niej nie jest takie, jak powinno być. Dziewczynki cechuje paradoks: niewinności wynikającej z ich dziecięcego wieku oraz "dorosłości". Ta "dorosłość" czynów niesie za sobą pewne konsekwencje, które dotkliwie odczują na własnej skórze. Tutaj dzieci nie są niewinnymi istotkami.
Książka zmienia pogląd na częste określenie rodziców: "ja znam swoje dziecko".
Ponieważ wątek psychologiczny postaci jest wyraźny w tej historii, zakwalifikowałabym ją jako powieść psychologiczną z wątkiem kryminalnym. Polecam.
Sardegna

niedziela, stycznia 30, 2011

Na początek...

W Nowy Rok weszłam w wyjątkowy sposób: drugie dziecko (urodzone 30.12.2010), nowe obowiązki, ale też nowe plany na przyszłość. Jednym z tych noworocznych założeń jest przekroczenie liczby przeczytanych przez mnie, w 2010, książek. Będzie to zadanie niełatwe, gdyż w zeszłym roku udało mi się zaliczyć 113 pozycji. Wynik całkiem satysfakcjonujący, mając na uwadze 2 letnie dziecko, męża, pracę na cały etat (choć na szczęście nie przez cały rok), 9 miesięcy ciąży, cały dom na głowie i psa.
Ten rok ma mi przynieść nowe lektury. Dobrze by było jeżeli w liczbie większej niż 113, ale jeśli się nie uda - tragedii nie będzie. Grunt, że chęci są...

Zacznę od podsumowania stycznia, bo do jutra statystyka się raczej nie zmieni:
1. "Kilka nocy poza domem" Tomasz Piątek - ocena 5
2. "Zamek z piasku, który runął" Stieg Larsson - ocena 6
3. "To co ukryte" Laura Lippman - ocena 5
4. "To co moje" Holt Anne - ocena 5
5. "Jeszcze żyjemy" Kayitesi Annick - ocena 4
6. "Cukiernia pod Amorem" tom 1 Zajezierscy. Małgorzata Gutowska – Adamczyk - ocena 6
7. "Notatki przyszłej matki" Risa Green - ocena 4

Mówiąc krótko: przeważają kryminały. Ale jestem otwarta na różne propozycje, więc przyszłe listy będą urozmaicone. Mój regał pęka w szwach a niektóre pozycje czekają parę lat/miesięcy na swoja kolej. Oby do przodu...

Sardegna