Pages

środa, stycznia 29, 2020

Blogowe podsumowanie miesiąca - styczeń

Styczeń okazał się wspaniałym, luźnym miesiącem, a to za sprawą tego, iż Śląsk otwierał sezon ferii zimowych. Praktycznie więc, zaraz po świętach mogłam dalej odpoczywać i cieszyć się wolnym czasem. Plany miałam oczywiście ambitne, skończyło się na leniuchowaniu, ale! Pouzupełniałam zaległości blogowe, zaplanowałam kilka wpisów, które pojawią się, kiedy w amoku będę próbowała ogarniać rzeczywistość w lutym, spotkałam się z kilkoma znajomymi, na co nie miałam czasu w trakcie roku szkolnego, oraz obejrzałam masę filmów i seriali. Z czytaniem poszło mi trochę gorzej, bo mam jakiś kryzys czytelniczy, jednakże udało mi się pochłonąć kilka książek dla dzieci.


Lista lektur:  




1. "Elf i dom demonów" Marcin Pałasz - 5
2. "Juventus. Drużyna walecznych serc" Marcin Kalita - 5
3. "Niki i Tesla. Efekty specjalne na miarę Oscara" Pflugfelder„ Science Bob”, Hockensmith Steve- 4
4. "Amelia Kieł i bal barbarzyńców" Laura Ellen Anderson - 4
5. "Zagadka zegara maltańskiego" Jørn Lier Horst - 6
6. "Ludzie, których powinieneś znać, bo zmienili świat" Monika Kassner - 5
7. "Światło gwiazd" Krystyna Mirek - 5


Imprezy kulturalne:

 
W styczniu, choć miałam sporo wolnego czasu, nie zabłysłam, jeśli chodzi o udział w spotkaniach autorskich. Byłam za to dwa razy w Teatrze Miejskim w Gliwicach: 12.01 na "Królowej śniegu", 19.01 na "Plotce" oraz wybieram się 31.01 na młodzieżowy spektakl "Paul i Nina". Na blogu znajduje się, jak na razie, tylko jeden wpis, o "Królowej śniegu", ale pozostałe dwa pojawią się na pewno w najbliższym czasie. Oprócz tego, 12 stycznia, z moim Synem, wzięłam udział w sportowej imprezie charytatywnej na rzecz WOŚP, 26.01 spędziliśmy cały dzień na Śląskim Festiwalu Nauki , dwa razy spotkałam się także z blogową ekipą Śląskich Blogerów Książkowych na kawie i ploteczkach. 5 stycznia wzięłam też udział w wykładzie motywacyjnym przeprowadzonym przez Jakuba B. Bączka, ale o tym wydarzeniu również napiszę w osobnym poście.

Nowości:


"Ortodroma" Mateusz Janiszewski
"Zagadka dna morskiego" Jørn Lier Horst
"Zagadka zegara maltańskiego" Jørn Lier Horst
"Zagadka hien cmentarnych" Jørn Lier Horst
"Zagadka salamandry" Jørn Lier Horst
"Liliana" Małgorzata Strękowska - Zaręba
"Dom na kurzych łapkach" Sophie Anderson


Serialowo:

W styczniu obejrzałam 3 seriale: 1 sezon "Wiedźmina" - właściwie zaczęłam już w grudniu, ale teraz dokończyłam, 1 sezon nowego mini serialu "Ares" oraz 1 sezon "V wars".
  [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]

1. "Wiedźmin" - nie mogłam zignorować faktu, iż Netflix postanowił nakręcić serial na podstawie książek naszego rodzimego pisarza, Andrzeja Sapkowskiego, a do tego produkcja okazała się jedną z najpopularniejszych w ubiegłym roku, więc tym bardziej się cieszę, że tak wiele osób mogła poznać tą historię po raz pierwszy, albo odświeżyć ją sobie po latach. Cykl o Wiedźminie czytałam jakieś piętnaście lat temu, stąd też większość wątków zatarła mi się w pamięci, ale też dzięki temu nie miałam większych problemów z tym, iż serial nie okazał się wiernym odwzorowaniem książki. Nie przeszkadzały mi inaczej poprowadzone wątki, nie dopatrywałam się błędów i nieścisłości, słabej scenografii, cy jakiś innych negatywów. Za to bardzo mi się podobał Geralt, świetny Jaskier, spektakularne sceny walki no i nasz Ogrodzieniec! Czekam z niecierpliwością na sezon 2 i żałuję, że trzeba będzie tak długo na niego czekać.

2. "Ares" - to krótki serial składający się z ośmiu 35 minutowych odcinków, więc udało mi się go obejrzeć praktycznie na raz jest. Jest to produkcja holenderska, więc kadry i klimat serialu jest trochę inny, niż ten, do którego się przyzwyczaiłam, ale przez to nie mniej interesujący. Przy uniwersytecie działa dość prężnie pewne elitarne stowarzyszenie studentów Ares. Żeby zasilić jego szeregi trzeba uzyskać specjalne zaproszenie, bowiem jest ono przeznaczone dla osób najbardziej wpływowych, zarówno studentów, jak i profesorów czy wykładowców. Nieoczekiwanie, do wstąpienia do Ares zaproszenie otrzymuje skromna dziewczyna z ubogiej rodziny, studentka pierwszego roku medycyny. Początkowo nieufna, z każdym kolejnym dniem angażuje się coraz bardziej w organizację, zaczyna działać na jej rzecz wbrew swoim zasadom, i robić wszystko pod jej dyktando. Nie niepokoją ją nawet fakty, iż kolejni członkowie stowarzyszenia popełniają samobójstwo, a w starym gmachu biblioteki, gdzie Ares ma swoją siedzibę, w piwnicach jest coś schowane. 

3. "V wars" na ten serial skusiłam się głównie za sprawą Iana Somerhaldera, który gra w nim główną rolę. Na początku trochę się zdziwiłam, że aktor znowu poszedł tendencyjnie w stronę wampirów, jednak ta produkcja różni się od "Pamiętników wampirów", z założenia jest mroczniejsza, bardziej brutalna i niebezpieczna, Ian tym razem nie wspiera też wampirów, tylko stoi po stronie ludzi walczących z potworami. Serial jednak jakoś specjalnie nie przypadł mi do gustu. Dokończyłam go, bo chciałam móc coś więcej na jego temat powiedzieć, jednak po drugi sezon raczej nie sięgnę.
Filmowo:

W styczniu zaszalałam i obejrzałam aż 14 filmów! Wszystkie oczywiście na Netflixie.

1. "Niemożliwe" reż. J.A. Bayona - świetny film oparty na autentycznych wydarzeniach, które miały miejsce w grudniu 2004 roku, podczas pamiętnego tsunami, jakie nawiedziło wybrzeże Tajlandii. Na wyspie Phuket święta spędza pięcioosobowa rodzina z Hiszpanii, a ich spokojny urlop przemienia się w dramatyczną walkę o życie. Kiedy rankiem 26 grudnia w skutek trzęsienia ziemi gwałtowna fala tsunami uderza w kurort, rodzina spędza akurat czas nad basenem hotelowym. Dzieci rozdzielają się od rodziców, walcząc o życie własne i swoich bliskich, próbują przetrwać. Mocny, przerażający film , wzbudzający w odbiorcach całą gamę uczuć. Aż trudno uwierzyć, że ktokolwiek przetrwał taką katastrofę.

2."World War Z" reż. Marc Forster - film z 2013 roku z Bradem Pittem w roli głównej, okazał się jednym z fajniejszych, jakie obejrzałam w tym miesiącu. Jest to historia z gatunku zagłady ludzkości, kiedy Ziemię nawiedza jakiś tajemniczy wirus zmieniający ludzi w zombie. Epidemia rozprzestrzenia się błyskawicznie, bowiem każda ugryziona ofiara po 10 - 12 sekundach przemienia się w nieumarłęgo. Gerry Lane, pracownik ONZ trafia w sam środek pandemii, musi uchronić swoją żoną i dwie córki przed przemienieniem, znaleźć bezpieczne schronienie, a później, z pierwszego frontu walczyć o antidotum dla ludzkości.

3. "How it ends" reż. David M. Rosenthal - Ziemię nawiedza nieznanego pochodzenia kataklizm. Katastrofa ciągnie za sobą klęski żywiołowe, brak prądu, przerwanie łączności i komunikacji. Will Younger rozdziela się ze swoją ciężarną narzeczoną i wraz ze swoim teściem, wyrusza na jej poszukiwanie. Mężczyźni przemierzają kraj, natykając się co chwilę na szereg niebezpieczeństw, walczą o przetrwanie w pogrążonym w chaosie świecie.


4.  "22 lipca" reż. Paul Greengrass - film oparty na autentycznych wydarzeniach, w których opowiedziana jest historia ataku terrorystycznego z 22 lipca 2011 roku, mającego miejsce na norweskiej wyspie Utoi. Terrorysta, Andreas Brevick, o skrajnie nazistowskich poglądach, po zamachu w centrum miasta, wyrusza na wyspę, aby strzelać do nastolatków, którzy mają tam swój edukacyjny obóz. Bardzo wstrząsająca produkcja, w której wyeksponowano postać Viljara Hanssena, chłopaka, który podczas ataku został ranny, ale udało mu się przeżyć i udało mu się aktualnie wyjść na prostą a nawet zajmować się polityką i przeciwdziałaniem przemocy właśnie i takim nazistowskim

5. "Ciche miejsce" reż. John Krasinski - produkcja Netfliksa, która trochę klimatem i fabułą przypomina "Nie otwieraj oczu", jest jednak, moim zdaniem, od niego znacznie ciekawszy. Świat pogrążony w chaosie po nieznanego pochodzenia apokalipsie, zamieszkały jest przez istoty pozaziemskie, śmiertelnie niebezpieczne dla ludzi. Jedyną metodą, aby się ich ustrzec i być w miarę bezpiecznym jest życie w całkowitej ciszy, potwory bowiem reagują na każdy, nawet najmniejszy hałas. Rodzina z trójką dzieci próbuje żyć w miarę normalnie w tych trudnych warunkach. Przygotowali sobie wiele sposobów na to, aby uchronić się przed niebezpieczeństwem, jednak pewnego dnia wszystkie te opcje zawodzą...

6. "Fala" reż. Roar Uthaug - produkcja norweska, która w roku 2016 była kandydatem do Oscara. Geolog Kristian, pracujący na górzystym terenie Åkneset w Norwegii przy zatoce fiordu Geirangerfjord, odkrywa, że masyw górski pęka, skały się przesuwają, co może w pewnym momencie spowodować osunięcie się fragmentu skalnego do zatoki i wywołać olbrzymią falę tsunami. Fala ta będzie katastrofalna w skutkach i zmiecie z powierzchni ziemi miasteczko ulokowane u wybrzeży zatoki. Podobna sytuacja miała już miejsce w latach 30-tych XX wieku, stąd też geolog wie, ze nie są to czcze pogróżki. Musi więc uratować siebie, swoją rodzinę żonę i jak najwięcej mieszkańców przed nadchodzącym kataklizmem. Ciekawa produkcja, choć jest to film katastroficzny to jednak oparty na autentycznych badaniach, co daje nieco odmienny obraz sytuacji i wzbudza szczery niepokój. Przez to, że jest to produkcja norweska, całość jest mniej holywoodzka, mniej efektowna, ale czy gorsza? Nie sądzę.


7. "W wysokiej trawie" reż. Vincenzo Natali - film Netflixa, na podstawie opowiadania Stephena Kinga i jego syna Joe Hilla. Faktycznie jest to trochę psychodeliczny film, bardzo oszczędny w swoim wyrazie, bo właściwie cała akcja rozgrywa się w tytułowej wysokiej trawie, w której gubi się trzyosobowa rodzina oraz rodzeństwo, Cal i Becky, które wyrusza im na pomoc. Właściwie cały film to poruszanie się w labiryncie trawy, poczucie, że w tej całej historii jest coś mocno nie tak, niepokój, i panika. Bardzo intrygujący, trzymający w napięciu, film.

8. "W cieniu księżyca" reż. Jim Mickle - trochę nietypowa historia, w stylu "Efektu motyla", leniwie tocząca się, mroczna, z ciemnymi obrazami i ponurymi kadrami. W Filadelfii dochodzi do brutalnych morderstw, a za seryjne zabójstwo odpowiedzialna jest prawdopodobnie młoda kobieta, która przemyka nocą przez miasto. Nikt nie zna powodów, dla których morduje przypadkowe ofiary, do tego wstrzykując im niezidentyfikowaną truciznę. Policjant Locke bardzo angażuje się w tą sprawę i praktycznie doprowadza ją do końca, jednak po 9 latach okazuje się, że morderca wrócił na i na nowo zabija, co wydaje się zupełnie niemożliwe.

 [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]

9. "Sylwester w Nowym Yorku" reż. Garry Marshall - bardzo przyjemny film obyczajowy w gwiazdorskiej obsadzie, przedstawiający ostatni dzień w roku, pewnej grupy ludzi. Do Sylwestra przygotowuje się Jensen, gwiazda rocka, mający uświetnić występ na wieczorze sylwestrowym, jego była dziewczyna, szef kuchni, szykująca catering na jedną z nowojorskich imprez, młody kurier, który, jak na złość dostaje nietypowe zlecenie, jego ekscentryczna klientka, o naprawdę dziwnych pomysłach, depresyjny przyjaciel kuriera, wybierająca się na koncert Jensena dziewczyna, organizatorka sylwestrowej imprezy z opadającą kulą na Manhattanie, samotna matka, wychowująca nastoletnią córkę, która marzy o spędzenia Sylwestra w grupie swoich znajomych, na co nie chce zgodzić się matka, facet szukający kobiety, z którą kiedyś miał przelotny romans, a także samotny, umierający człowiek, który prawdopodobnie nie dożyje rana. Do tego, dwie pary małżeńskie, ścigające się o to, czyje dziecko urodzi się, jako pierwsze w nowym roku i zgarnie nagrodę pieniężną. Fajna produkcja, w sam raz do obejrzenia na początek roku, będąc jeszcze w świątecznym nastroju.

10. "Na bank się uda" reż. Szymon Jakubowski - polska komedia kryminalna ze świetną rolą Macieja Stuhra i Józefa Pawłowskigo. W centrum miasta zostaje obrabowany bank, jednak nic z niego nie ginie. Co jeszcze dziwniejsze, włamywaczami okazuje się trójka staruszków, którzy zamykają się wewnątrz bankowego skarbca i na przesłuchaniu uparcie milczą. Jako że istnieją podejrzenia, iż dziadkom pomagał ktoś z zewnątrz, i to ktoś obeznany w informatyce, do sprawy zostaje włączony młody policjant z cyber wydziału, Patryk Gajda. Sprawą interesuje się też prokurator krajowy, który wyjątkowo nachalnie angażuje się w śledztwo. Film w stylu "Vinci", gdzie nic nie jest takie, jak się wydaje, średnio mi się podobał. Gdyby nie rola dwóch moich ulubionych aktorów, raczej bym nie obejrzała.

11. "Świąteczny książę. Królewskie dziecko" reż. John Schultz - trzeci film o fikcyjnym królestwie Aldovi i jego władcach. Skromna dziennikarka, Amerykanka Amber, zakochuje się z wzajemnością w księciu Richardzie. Para spodziewa się swojego pierwszego dziecka, stąd też wiadomo, że będzie się to wiązało z nowymi obowiązkami i wielkimi emocjami. Jednak na dworze dochodzi do pewnego skandalu i aktualnie to spędza sen z powiek parze monarchów. Jeżeli skandal nie zostanie rozwiązany do Wigilii, królestwo czekają ciężkie konsekwencje, które mogą dosięgnąć także nienarodzonego potomka. Sympatyczna historia, w sam raz do obejrzenia, na przykład przy prasowaniu, nie trzeba bowiem jakoś specjalnie się przy nim wysilać.

12. "Świąteczny rycerz" reż. Monika Mitchell - to chyba ostatni świąteczny film w tym sezonie, na który się skusiłam. Skromna nauczycielka Brooke spotyka mężczyznę swoich marzeń. nie przewiduje jednak, że jest on rycerzem średniowiecznym, który na skutek wypełnienia pewnej misji, został przeniesiony w czasie. Jeden ze słabszych filmów o świętach, jakie widziałam i tego faktu nie zmieni tego nawet sympatyczna rola Vanessy Hudgens.

13. "Co ty wiesz o swoim dziadku?" reż. Dan Mazer - zabawna i pikantna komedia z Robertem de Niro i Zacem Efronem w rolach głównych. Jason, młody prawnik, który za tydzień ma się żenić z dość wymagającą dziewczyną, wyrusza ze swoim niedawno owdowiałym dziadkiem w podróż. Pierwotnie ma tylko odwieźć go do miejsca docelowego, jednak sprytny senior, który okazuje się bardziej żywotny, niż wnukowi się wydaje, ma nieco inne plany. Postanawia nieco rozruszać wnuka, zabiera go więc na szereg imprez, namawiając do wyluzowania i poszukania sobie innej dziewczyny. Ta wyprawa nie może skończyć się dobrze, zwłaszcza dla Jasona.


14. "Statek miłości" reż. Mort Nathan - infantylna komedia pomyłek, w której bohater zdradzony przez swoją narzeczoną przeżywa kryzys i próbuje znaleźć nową miłość swojego życia. W ramach pocieszenia, zostaje zabrany przez najlepszego przyjaciela na rejs singli "statkiem miłości". Panowie mają nadzieję na poznanie interesujących kobiet i przeżycie paru niezobowiązujących romansów. Jednak na skutek złośliwości pracownika biura, lądują na statku miłości, ale... pełnym gejów.

  [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]


Muzycznie:

Styczeń brzmiał kawałkiem Kwiatu Jabłoni, młodego zespołu, który odkrył nie kto inny, tylko moja dwunastoletnia Córka. Wspaniały, delikatny, pełen emocji utwór "Dziś późno pójdę spać" na stałe wpisał się na listę moich ulubionych kawałków:


Drugim utworem był "BLCKSTR" Miuosha, o mocnym, ale świetny, tekście napisany specjalnie dla córki rapera.  Podoba mi się zaproszenie gościa, w tym wypadku Palucha, do wspólnego nagrania utworu. Bardzo dobrze wyszło!


 A jak Wam minął styczeń?

  Sardegna

poniedziałek, stycznia 27, 2020

"Manaslu. Góra ducha. Góra kobiet" Monika Witkowska


Wydawnictwo: Bezdroża
Liczba stron: 400
Moja ocena : 5/6


Książki wysokogórskie to jeden z moich ulubionych rodzajów literatury, chociaż faktycznie, w ostatnim roku nie przeczytałam ich zbyt wiele. Po burzliwie komentowanych w mediach wydarzeniach, jakie miały miejsce na Nandze Parbat, z początkiem roku 2018, dopadł mnie przesyt tematem, zrobiłam więc sobie przerwę od górskich książek. Czasami jednak dobrze jest z czegoś zrezygnować, żeby później do tego zatęsknić i wrócić z wielką przyjemnością, i tak też było w moim wypadku.

Miałam już okazję czytać książkę pani Moniki Witkowskiej, podróżniczki, dziennikarki, ale też żeglarki, kobiety praktycznie wszechstronnej, opowiadającej o wyprawie na najwyższy szczyt świata "Everest. Góra gór". Tym razem przyszła pora na zrelacjonowanie wyprawy na Manaslu, ósmego, co do wysokości, ośmiotysięcznika. 

Jak sama pani Monika Witkowska twierdzi, wyprawa na Manaslu nie była specjalnie planowana, a pomysł na tą przygodę zrodził się spontanicznie po powrocie z Everestu. Podczas rozmów z przyjaciółmi, podróżniczka została zapytana o kolejny cel, a ponieważ nie miała konkretnego planu, stwierdziła, dlaczego nie mierzyć wyżej, i nie spróbować zawalczyć o kolejny ośmiotysięcznik. Już wcześniej Manaslu dawało Monice sygnały i w pewien sposób wabiło do siebie. A kiedy kolejny już raz wszechświat dał podróżniczce znać, że to ta a nie inna góra ma być wzięta pod uwagę, decyzja została podjęta błyskawicznie.

Planując swoją wyprawę, Monika Witkowska świetnie się przygotowała. Zaprosiła do współpracy Joannę Kozanecką, sportsmenkę, podróżniczkę o podobnych zainteresowaniach i pasjach. Przeprowadziła rozmowy i konsultacje z wspinaczami, którzy Manaslu już zdobyli, zadbała o kondycję, finanse i tak, 3 września 2018 roku wraz z ekipą, wylądowała na lotnisku w Katmandu. W książce znajdziemy dość szczegółowy zapis przygotowań do wyprawy, również tych mentalnych, opis dni spędzonych w stolicy na relaksie, zwiedzaniu, podziwianiu tej niesamowitej mieszanki kultur oraz dopinaniu ostatnich szczegółów, a także właściwy trekking do bazy, podzielony na etapy: Katmandu - Besishahar (760m) - Dharapai (1860m) - Karche (2700m) - Bimtang (3600m) - aklimatyzację na Larke Pass (5106m) - Samodo (3600m) - Samagaun (3550m) - Manaslu Base Camp (4800m). Każdy etap dojścia do bazy obfitował w inne obserwacje, spotkania i przygody. Ekipa wędrująca mogła skosztować tradycyjnych potraw, napojów (masala chai), czy owoców, poznać bliżej zwyczaje Szerpów, symbole religii nie tylko buddyjskiej, ale też wierzeń animistycznych, czy posłuchać lokalnych opowieści, na przykład o tym, skąd się wziął alkohol na świecie. Ośmiodniowa wyprawa do base campu obfitowała także w chwile zadumy i zastanowienia się nad pięknem i różnorodnością otaczającego ich krajobrazu.

Codziennemu życiu w bazie poświęcony jest kolejny fragment książki. Podróżniczka opisuje międzynarodowe towarzystwo, czekające na możliwość zdobycia ośmiotysięcznika, spotkanie z polską ekipę wspinaczy z Rafałem Fronią na czele, ale też kwestie techniczne: rozstawienie namiotów, ustalanie planów wspinaczkowych z Szerpą, gotowanie w bazie, czy dbanie o higienę.

Kolejne rozdziały opisują wejście Moniki i Joanny do pierwszego obozu na wysokości 5700m związane z tym przejście po lodowcu poprzecinanym szczelinami, oraz trasę wzdłuż poręczówek, potem zdobycie dwójki na 6800m i ... powrót do bazy na odpoczynek. W końcu wymarzone okno pogodowe w dniu 24 września, dzięki któremu podróżniczki mogły ruszyć w stronę jedynki i podjąć się ataku szczytowego. Monika Witkowska opisuje trudy wspinaczki, zdobywania kolejnych obozów, organizowanie sobie odpoczynku, przygotowanie jedzenia, walkę z zimnem, a także towarzystwo, z jakim się po drodze spotyka na przykład liczne, komercyjne, ale zupełnie nieprzygotowane wyprawy Chińczyków, czy ekipę, która właśnie wróciła ze szczytu i dzieli się doświadczeniami.

Ostatecznie, 28 września, Monice i Joannie udało się zdobyć szczyt, choć nie bez kłopotów z kończącą się butlą tlenu. Szczęśliwy powrót kobiet do bazy zakończył się gratulacjami i informacją, że szczyt zdobyło 9 z 15 osób podejmujących atak szczytowy.  

Następne fragmenty książki przedstawiają powrót do cywilizacji, mozolny trekking, niepozbawiony jednak obserwacji otaczających krain oraz ciekawej i tak odmiennej, kultury. Książka kończy się podsumowaniem wyprawy przez Monikę, a także przedstawieniem wielu informacji pomocniczych, które mogą przydać się podróżnikom wybierającym się w taką przygodę. Autorka podpowiada, jak zaplanować podróż, trasę, załatwić formalności i sprawy bezpieczeństwa, jak się aklimatyzować, przygotować ekwipunek, odzież, walutę, podaje praktyczne rady, co do trekkingu i samej wspinaczki, jakie pożywienie i sprzęt wspinaczkowy zabrać,  jakie urządzenia elektroniczne najbardziej się sprawdzą, i o czym trzeba pamiętać, podejmując się takiej wyprawy.

Bardzo dobrze czyta się tą opowieść o zdobywaniu Manaslu. Monika Witkowska ma w sobie to coś, co przyciąga. Czuć dobrą energię, pasję i szczerość, a to bardzo ważne w przypadku książek podróżniczych. Do tego, historia jest cudnie wydana. Miałam parę razy do czynienia z książkami z wydawnictwa Bezdroża i za każdym razem jestem zadowolona. Kredowy papier, wspaniałe fotografie, już samo przeglądanie takiej książki jest niesamowitą przyjemnością."Manaslu. Góra ducha. Góra kobiet" pasuje formatowo i wizualnie do "Everestu. Góry gór", stąd też obie książki będą ważnymi elementami w mojej górskiej biblioteczce. Bardzo polecam!

Sardegna

sobota, stycznia 25, 2020

"Niki i Tesla. Efekty specjalne na miarę Oscara" Pflugfelder„ Science Bob”, Hockensmith Steve


Wydawnictwo: Wydawnictwo RM
Liczba stron: 248
Moja ocena : 4/6


Przygody szalonego rodzeństwa, Nikiego i Tesli Holtów, bardzo inteligentnych, jedenastoletnich bliźniaków oraz ich przyjaciół DeMarca i Silasa, osiągnęły już status piątego tomu serii. Po zakończeniu historii w X-tremalnym Naukorium, czyli nowoczesnym centrum nauki, gdzie bohaterom udało się rozwiązać zagadkę sabotażu wystawy, prowadzonej przez ich wujka Newta (historia opowiedziana w tomie "Magiczna Rękawica Supercyborga"), dzieciaki liczą na trochę odpoczynku. Od początku wakacji w Half Moon Bay nieustannie wplątują się w przeróżne afery, chcą w końcu poczuć prawdziwą swobodę, bawić się i spędzać czas na luzie.

Na początek angażują się w projekt filmowy Silasa, który pragnie zostać reżyserem i tworzy swój autorski film. Niki i Tesla odpowiadają za rekwizyty i efekty specjalne, mogą więc wykorzystać swoją wiedze i umiejętności z zakresu nauk ścisłych i trochę pomóc koledze. Młodych filmowców spotyka także wielka niespodzianka: do miasteczka przyjeżdża ciocia DeMarco, Zoe Holmes, znana producentka, gdyż jej film o niesamowitych przygodach superbohatera, Metalmana, ma być kręcony w centrum miasta. Dzieciaki, dzięki znanej ciotce będą mogły wejść na plan filmowy i poznać samego reżysera.

Przyjaciołom udaje się dotrzeć za kulisy, podejrzeć pracę aktorów z bliska, uścisnąć rękę reżyserowi i przy okazji zwietrzyć podstęp. Okazuje się bowiem, że ktoś wyraźnie próbuje zniszczyć film i sabotuje karierę głównego aktora. Niki i Tesla nie byliby oczywiście sobą, gdyby nie postanowili rozwiązać tej zagadki i wtrącić się w sprawy dorosłych. Korzystając ze swojego sprytu, inteligencji, wiedzy i doświadczenia, które zdobyli w ciągu ostatnich parunastu dni, tropiąc różnego rodzaju przestępców, próbują dotrzeć do prawdy i odkryć, komu zależy na tym, aby film okazał się wielką klapą. 

Rodzeństwo, angażując się w kolejne detektywistyczne akcje, oddala od siebie niepokój związany z zaginięciem rodziców, którzy pracują na drugim końcu świata, najprawdopodobniej nad jakimś nietypowym źródłem energii. Jednak praca państwa Holtów wyraźnie komuś przeszkadza, stąd też ich działania są ściśle tajne i wiążą się z pewnym niebezpieczeństwem. I to nie tylko dla samych zainteresowanych, ale również i ich dzieci.

Piąty tom przygód rodzeństwa Holtów trzyma poziom, choć powiedziałabym, że nie jest tak świetny, jak część pierwsza, druga i trzecia. Ustawiłabym go raczej na poziomie części poprzedniej. Moim zdaniem za dużo jest tutaj szczegółów związanych z produkcja filmową, niż samej zagadki detektywistycznej. Sprawa rodziców również nie posuwa się jakoś spektakularnie do przodu, zakładam więc, że to ostatni tom ("Niki i Tesla. Awantura o energię słoneczną") przyniesie upragnione odpowiedzi i ostateczny finał tej historii.

Pisałam już niejednokrotnie o tym, że seria "Niki i Tesla" jest fajną, czytelniczą alternatywą dla dzieciaków, które szukają nowych, książkowych inspiracji. Historia ta pokazuje, że nauka wcale nie musi być nudna, a wiedza zdobyta na lekcjach może faktycznie się do czegoś przydać. I choć wydaje się to nieprawdopodobne, mądre rzeczy, z fizyką, chemią, czy nowinkami technologicznymi w roli głównej, mogą być podstawą fajnej powieści detektywistycznej i przygodowej. 

Przeczytaj także:
Sardegna

piątek, stycznia 24, 2020

Co będziemy czytać w lutowej Trójce e-pik?

Dzień dobry! Trochę się zagapiłam, ale już się poprawiam! Wybieramy trzecią kategorię lutowej Trójki e-pik. Tradycyjnie zapraszam do składania swoich propozycji tutaj, albo na FB pod TYM linkiem. Przypominam, że nie powtarzamy opcji, które już wcześniej był wykorzystane (dla pewności TUTAJ znajdziecie zestawienie wszystkich Trójkowych kategorii, jakie do tej pory się pojawiły). Biorę pod uwagę pierwszych 10 kategorii, a później w ankiecie na blogu i w grupie na Facebooku będziecie mogli wybrać swojego faworyta. Przypominam, że każdy uczestnik może oddać maksymalnie 3 głosy. Zapraszam do zabawy!

AKTUALIZACJA: 

Poniżej znajduje się dziesięć Waszych propozycji. Wybieramy trzy najciekawsze, oddając swoje głosy  tutaj lub na grupie na FB. Potem ja wybieram jedną i dołączam do wyzwania lutowego Trójki e-pik.

"Coś czerwonego" (okładka, tytuł, serce, książka o komunizmie itp)
Książka ze słowem "serce" w tytule
Ptaszki, ptaki i ptaszydła
Książka popularnonaukowa napisana przez kobietę
Chmielewska - królowa kryminału
Kalendarium - książka autora, który urodził się lub zmarł w lutym
Detektyw/komisarz policji w roli głównej
Niedokończona lektura książki od kilku miesięcy lub dłużej
Książka z przyimkiem w tytule
Książka o Paryżu

Sardegna

czwartek, stycznia 23, 2020

Spektakl "Królowa śniegu" w Teatrze Miejskim w Gliwicach

Po dość długiej przerwie wróciliśmy do jednej z naszych ulubionych rozrywek i sposobu spędzania wolnego czasu, a mianowicie do spektakli w Teatrze Miejskim w Gliwicach. W ubiegły weekend wybrałam się z dzieciakami na "Królową śniegu", przedstawienie, na które szykowaliśmy się już poprzednim sezonie, jednak z przyczyn technicznych nie zdążyliśmy go obejrzeć w zeszłym roku. 
Gliwicki spektakl "Królowa śniegu" jest dość wierną adaptacją bajki Hansa Christiana Andersena, stąd też wydarzenia, które możemy obserwować na deskach teatru odzwierciedlają te, które znamy z oryginału.
 
 
Para głównych bohaterów, Kaj i Gerda, to dzieciaki, które mieszkają w sąsiednich domach, razem dbają o różany ogródek i przyjaźnią się od lat, mimo iż pochodzą z różnych rodzin o innych statusach materialnych. Bardzo wiele ich łączy, mają podobne zainteresowania, choć Kaj momentami źle się czuje z faktem, iż jest biedniejszy od swojej koleżanki. Pewnego dnia chłopak zaczyna dziwnie się zachowywać, a jego zmienne nastroje powoduje rzekomo odłamek zaczarowanego lustra, który wpadł mu do oka. Wściekły na cały świat, bez pożegnania, znika bez śladu. Gerda początkowo wypytuje w mieście o przyjaciela, w końcu nie wytrzymuje i wyrusza w świat na jego poszukiwanie. 
 
 
Kaj z lodowym odłamkiem w oku, skupiony wyłącznie na sobie i swoich pragnieniach, trafia do zamku Królowej Śniegu. Omamiony obietnicami i tym, że od teraz niczego mu nie zabraknie, zapomina o swojej małej przyjaciółce. Gerda natomiast nie ustaje w poszukiwaniach, będzie musiała jednak przemierzyć wiele trudnych dróg i niebezpiecznych krain (zaczarowany ogród, puszcza pełna rozbójników), zanim szczęśliwie odnajdzie tego, za kim tęskni.
 
 
Jak to zwykle bywa w przypadku spektakli dla dzieci wystawianych przez Teatr Miejski w Gliwicach, i ten okazał się wyjątkowy. "Królowa śniegu" wzbudza w dzieciach wielkie emocje, dostarcza frajdy, ale też czegoś uczy, w tym przypadku tego, iż pęknięte lustro i jego odłamki powodujące, że ludzie i zwierzęta stają się źli, nie istnieje. Wszystko zależy tylko i wyłącznie od nas samych, bo to my decydujemy o tym, jacy jesteśmy dla siebie i innych. Dla dzieci to cenna nauka, bo już od małego warto wzbudzać w nich poczucie, że są kowalami własnego losu.
 
 
Spektakl jest świetnie przygotowany wizualnie. Choć scenografia jest dość minimalistyczna, bo tak naprawdę oparta na paru elementach, zmienia się dynamicznie, a jej modyfikacja, szybkie przemieszczenie po scenie, powoduje, że mały widz ma poczucie nagłej zmiany miejsca akcji. Wydarzenia płynnie przechodzą od tych, rozgrywających się w pałacu złej Królowej, poprzez wędrówkę Gerdy, płynięcie rzeką, przebywanie w zaczarowanym ogrodzie Fridy, czy zagubienie w dżungli. Do tego dochodzi jeszcze gra świateł i doskonałe efekty dźwiękowe, które w tym spektaklu zrobiły na mnie wyjątkowo dobre wrażenie. Dynamiczna muzyka zmieniająca w miarę potrzeb swe natężenie, wzbudza w czytelnikach określone emocje, niepokój, a czasami nawet przerażenie, stąd też faktycznie spektakl może nie być odpowiedni dla dzieci poniżej 6 roku życia.
 
Na wyróżnienie zasługuje też bardzo ekspresyjna gra aktorska. Obsada tego spektaklu składa się z sześciu osób, natomiast postaci na scenie jest znacznie więcej. Aktorzy sprawnie wcielają się w kilka ról, a robią to w taki sposób, iż dzieci tak naprawdę tego nie dostrzegają. Kiedy po spektaklu rozmawiałam z Młodym, był szczerze zdziwiony faktem, iż aktor grający Kaja był również reniferem i jednym z rozbójników. Podobnie, jak Królowa śniegu, która ze swoim skomplikowanym strojem wydawała się dzieciom postacią tak skupioną na roli, że absolutnie nie połączyły jej z kobietą - Rzeką.
 
 
Podoba mi się podejście moich dzieci, a zwłaszcza dziesięcioletniego Syna, do kolejnych spektakli. Widać, że powoli kształtuje mu się gust i na coraz to inne elementy zwraca uwagę. Kiedy pytałam go, co najbardziej podoba mu się w spektaklach dla dzieci, stwierdził, że najbardziej lubi "naturalną" grę aktorską, bez kukiełek i pacynek, zawsze zwraca uwagę na dekoracje, stroje i to, czy takie przedstawienie jest bardziej poważne, czy raczej "dla maluchów". "Królowa śniegu" została przyjęta bardzo przychylnie i podobno zawierała wszystkie elementy, które on w sztuce dla dzieci najbardziej docenia. O losie! Rośnie mi krytyk teatralny! Nie wiem, czy podołam!
 
 "Królowa śniegu" wg Hansa Christiana Andersen
  • Reżyseria: Przemysław Jaszczak
  • Scenariusz i teksty piosenek: Magdalena Żarnecka
  • Scenografia i kostiumy: Aleksandra Starzyńska
  • Muzyka: Piotr Klimek
  • Ruch sceniczny: Michał Ratajski
  • Projekcje: Aleksandra Ołdak
  • Inspicjentka: Katarzyna Wysłucha
  • Produkcja: Beata Sokołowska
  • Obsada: Urszula Chrzanowska (GERDA), Cezary Jabłoński (KOLEGA, WRONA, OJCIEC ROZBÓJNIKÓW), Anna Moś (KOLEŻANKA, FRIDA - kobieta z ogrodu, MAŁA ROZBÓJNICZKA) Kornel Sadowski (KAJ, RENIFER, ROZBÓJNIK), Justyna Schabowska (KRÓLOWA ŚNIEGU, RZEKA, ROZBÓJNIK), Katarzyna Wysłucha

  Sardegna