Pages

czwartek, września 29, 2011

10 000 wyśietleń

No i nadeszła ta chwila! Ani się obejrzałam, a na liczniku wyskoczyła magiczna liczba 10 000 wejść! Oczywiście było to parę dni temu, ale jakoś nawał obowiązków mnie powalił i dopiero dziś udało mi się napisać notkę. Strasznie się cieszę, że miło przyjęliście mnie do swojego grona blogowiczów, odwiedzacie moją stronę i wpisujecie komentarze. Bardzo wszystkim za to dziękuję! A w ramach podziękowań, chciałabym nagrodzić kogoś, wśród osób chętnych, takim oto zestawem:


Jeżeli ktoś ma ochotę otrzymać "Przepaść" Evansa i dwie zakładki z logo akcji Cała Polska Czyta Dzieciom, wystarczy zgłosić to w komentarzu poniżej i wkleić na swojej stronie zdjęcie z informacją o mojej zabawie. Na zgłoszenia czekam do 16 października, a zwycięzcę wybierze moja Ania.
Dla drugiej osoby przewidziałam małą nagrodę pocieszenia:


Oczywiście osoby nie posiadające bloga, też moją brać udział w zabawie, wystarczy podać w komentarzu swój mail. Jeszcze raz, bardzo dziękuję za te 10 000 wejść i wspólnie spędzony czas w książkowej blogosferze.

Sardegna

wtorek, września 27, 2011

"Trzy" Piter Murphy

Wydawnictwo: RW2010
Liczba stron: 184
Moja ocena : 3/6

Debiutancka powieść Pitera Murphy, czyli znajomego blogera Piotra, krąży już od jakiegoś czasu w blogosferze, zbierając zarówno pochlebne jak i krytyczne opinie. Postanowiłam dołączyć swoje trzy grosze i wypowiedzieć się w tej kwestii. Na początek stwierdzam, że miło jest znać autora czytanej powieści (choćby tylko wirtualnie).

W zeszłym tygodniu rozpoczęłam swoją przygodę z Wydawnictwem RW2010 i jako pierwszy w kolejce pobrałam powyższy e-book. Nie jestem zwolenniczką e-booków i powiem szczerze, że ten jest pierwszym, który przeczytałam w takiej formie, w całości. To chyba dobrze o nim świadczy, gdyż pokonałam swoją niechęć do czytania na komputerze i skusiłam się na lekturę. Na pewno pomogła mi w tym duża czcionka i rozdzielenie treści książki na podrozdziały. Dzięki temu, przeczytane strony przesuwały się po ekranie błyskawicznie.

Jeśli chodzi o treść powieści, to chyba jest już większości znana.
W podkarpackiej wsi Kotań, splatają się losy trzech kobiet. Marię, Ewelinę i Martę dzieli wszystko: pochodzenie, wiek, wykształcenie. Każda z nich znajduje się na innym etapie życia, ma problemy rodzinne i osobiste. Kiedy dojdzie do spotkania owych kobiet, w ich życiu nastąpi przełom. Będą musiały zmierzyć się z demonami przeszłości, przeżyć osobiste dramaty, ale dzięki temu, odmienią na lepsze swój dalszy los. Jak do tego dojdzie, kto będzie miał w tym udział i czy historia TRZECH będzie miała szczęśliwe zakończenie, tego już nie zdradzę.

Jeśli chodzi o moje wrażenia, to atutem historii na pewno określę fakt, iż historię czyta się szybko, łatwo i przyjemnie. Treść strasznie wciąga. Kończąc podrozdział, aż kusi żeby doczytać następny.
Kolejno, fajnie, że konwencja powieści obyczajowej została wzbogacona o wątek kryminalny (chociaż jak dla mnie, nie do końca wyjaśniony). Dzięki temu akcja nie jest nużąca, a w sennej wiosce "coś się dzieje". Fabuła powieści nie jest może super oryginalna, ale na pewno spójna, co jest bardzo ważne, gdyż tego często brakuje w debiutach. Podsumowując: autorowi gratuluję odwagi i udanego, literackiego startu.

Sardegna

niedziela, września 25, 2011

"Po nie swoich stronach łóżka" Alix Giirod de l'Ain

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 238
Moja ocena : 5/6

Jeżeli ktoś czytał "Mężczyźni są z Marsa, kobiety z Wenus" i mu się podobało, nie będzie zawiedziony lekturą powyższej powieści. książka jest fajnym połączeniem zabawnego, ciepłego, kobiecego czytadła, powieści obyczajowej i poradnika, dla znudzonych prozą życia, małżeństw.

Hugo i Ariana są na pozór szczęśliwym małżeństwem, z paru letnim stażem. Mają dwójkę udanych, dorastających dzieci, fajny dom i dobrze płatne posady. Jednakże obojgu zaczyna czegoś w życiu brakować. Ariana czuje, że popadła w kołowrotek obowiązków pracującej mamy (skąd ja to znam).  Ma wrażenie, że w jej ustabilizowanym życiu nic się zmieni i nic nowego nie spotka. Jest zmęczona wykonywaniem codziennych czynności, obecność dzieci nie sprawia jej już przyjemności, staje się drażliwa i niezadowolona. Pakiet problemów dopełnia ekipa remontowa, która opóźnia prace na parterze domu i w ogóle nie zwraca uwagi na prośby i groźby gospodyni.

Hugo, jako właściciel dobrze prosperującej firmy budowlanej, również zaczyna odczuwać zmęczenie codziennymi obowiązkami. Ma wrażenie, że traci kontakt z dziećmi, ponieważ widuje je tylko wieczorami. Chciałby na spokojnie zająć się rodziną i odpocząć. Pewnego wieczoru, po kolejnej kłótni, Ariana i Hugo wylewają swoje żale i oświadczają, że ich współmałżonkowie mają życie o jakim oni marzą. W związku z tym, postanawiają przeprowadzić eksperyment, w którym na rok czasu, zamienią się rolami. I wszystko przebiega zgodnie z planem, do czasu kiedy Ariana staje się mentalnie prawdziwym mężczyzną a Hugo prawdziwą kobietą. A jaki wpływ będzie miała ta zamiana ról na rodzinę bohaterów, dowiecie się po lekturze książki.

Fajna, nie da się ukryć, raczej kobieca książka, ale mężczyźni też znajdą w niej coś dla siebie. Jeśli czujecie zmęczenie codziennymi obowiązkami, pracą, dziećmi i myślicie, że inni mają lepiej, warto po książkę sięgnąć. Ja po lekturze stwierdziłam, że na żadną zamianę, z nikim nie mam najmniejszej ochoty. I niech tak zostanie.
Sardegna

środa, września 21, 2011

"Samotność o północy" Barbara Erskine


Wydawnictwo: Prószyński i S - ka
Liczba stron: 573
Moja ocena : 4/6

Gdy zerknęłam na okładkę i opis książki, w pierwszym momencie pomyślałam, że to romans z wątkiem grozy w tle. Jednak w Biblionetce powieść sklasyfikowano jako horror. Zaciekawiło mnie to na tyle, że postanowiłam stwierdzić, do czego bliżej w powieści: do ckliwej historii miłosnej, czy do przerażającej i mrocznej opowieści.
Teraz po lekturze, mogę skłonić się bardziej w stronę grozy. Oczywiście nie jest to horror na miarę Nekroskopu czy przerażających (niektórych) opowieści Mastertona, ale ma fajnie momenty i trzyma w napięciu. Nie jestem raczej zwolenniczką horrorów. Nie czytałam ich zbyt wiele i żaden ze mnie znawca gatunku. Wiem jednak co mnie zdrowo przeraża, a co daje dreszczyk emocji i przestrachu. "Samotność o północy" zaliczę do "leciutkiego" horroru.

Kate jest uzdolniona pisarką i właśnie przeżywa zawód miłosny. Aby dojść do siebie, za namową znajomego, wynajmuje domek nad brzegiem morza, w hrabstwie Essex. Chatka nie jest jednak przytulnym gniazdkiem, tylko samotnym domkiem nad urwiskiem, który w środku zimy, w żaden sposób nie jest przytulny. Jedynymi sąsiadami Kate stają się właściciele domostwa, którzy mieszkają w swej farmie, niedaleko. Mają oni syna... i tutaj powiecie... romansidło...a wcale nie!
W każdym razie, Greg chce pozbyć się dziewczyny, gdyż zajęła jego miejsce do twórczej pracy malarskiej. Alison, młodsza siostra Grega też nie jest przychylnie nastawiona do Kate. Nowa lokatorka, swoją ciekawością, przeszkadza jej w pracy archeologicznej, w pobliżu urwiska. Kiedy w domku Kate zaczynają się dziać dziwne rzeczy, dziewczyna jest przekonana, że ktoś robi jej głupie kawały. Jednak sytuacja wymyka się spod kontroli, kiedy okazuje się, że archeologicznym znaleziskiem Alison stał się grób z czasów rzymskich. Okolicę zaczynają nawiedzać dziwne siły, a ludzie giną w tajemniczych okolicznościach. Dodatkowo, zła pogoda odcina farmę i chatkę od reszty świata, a Kate podejmuje walkę o przetrwanie.

Podsumowując, powieść ma świetny początek. Naprawdę wciągający i dający dreszczyk emocji. Potem jest niestety gorzej. Akcja ciągnie się ciągnie w nieskończoność. Bohaterowie chodzą tam i z powrotem. Straszna dłużyzna. Na szczęście retrospekcje z czasów rzymskich umilają czas oczekiwania na zwrot współczesnej akcji. Szkoda, że historia bohaterów rzymskich nie została rozbudowana. Ten wątek wydaje mi się znacznie bardziej interesujący i z chęcią przeczytałabym o szczegółach tragedii, która rozegrała się w owych czasach.  W końcu jednak akcja nabiera tempa i zakończenie (choć nie najwyższych lotów) jest zadowalające. Moim zdaniem, powieść spokojnie zmieściłaby się w 300 stronach.
Mimo dużej liczby stron, książkę czyta się łatwo i szybko Jeśli ktoś ma ochotę na coś innego niż kobiece czytadło/kryminał/romans, w ciemny, ponury, jesienny wieczór, polecam.
Sardegna

poniedziałek, września 19, 2011

Stos wrześniowy cz.1

Z lekkim opóźnieniem prezentuję mój pierwszy wrześniowy stos. Nie jest może jakoś szczególnie imponujący, ale mnie to nie zasmuca, gdyż na brak literatury nie narzekam . Oto moje zdobycze:



1. "Samotność o północy" i "Dom ech" B. Erskine
2. "Trans Atlantyk" W. Gombrowicz - trzy z bytomskiego targu staroci
3. "Dziewczęta z Nowolipek" P. Gojawiczyńska - z Podaja
4. "Po nie swoich stronach łóżka" Alix Girod de L`Ain- z portalu DamBoMam
5. "Niewinny" H. Coben - moją Cobenową kolekcję wzbogaciła za całe 7 zł Biedronka

Natomiast widniejący z boku audiobook  "Kryptonim Posen" to wygrana w konkursie u Roberta (przynadziei) na blogu Notatnik kulturalny. Zrobię teraz małą reklamę, bowiem blog ten jest świetny i jestem jego wierną fanką. Aktualnie trwa tam konkurs, w którym nagrodą jest "Czerwona apokalipsa". Dodam, że w paczce z audiobookiem otrzymałam od autora bloga całą masę niespodzianek min. knigę "Wierność w stereo". Po prostu oniemiałam kiedy otworzyłam przesyłkę. Jeszcze raz bardzo Ci Robercie dziękuję :)  

Na koniec dodam tylko, iż zbliża się 10 000 wejść na stronę mojego bloga. Z tej okazji rozlosuję wśród chętnych jakieś niespodzianki. Zapraszam zatem do zaglądania. Pozdrawiam wszystkich pracowicie i remontowo
Sardegna

czwartek, września 15, 2011

"W pogoni za wiatrem" Steve Hamilton

Wydawnictwo: Amber
Liczba stron: 245
Moja ocena : 3/6

Miałam ochotę na jakiś niezbyt krwawy kryminał. Ot, jakaś zagadka do rozwiązania. Sięgnęłam po Hamiltona, którego jakiś czas temu pobrałam na Podaju. A podtytuł "Kryminał z klasą" brzmiał zachęcająco.

Rzecz dzieje się na zasypanych śniegiem i skutych lodem, brzegach jeziora Michigan. To właśnie tam, w zapomnianej przez Boga i ludzi wiosce, zaszył się Alex McKnight. Kiedyś policjant w Detroit, a obecnie prywatny detektyw, szuka na odludziu ciszy i spokoju, po nieudanej akcji, w której zastrzelono jego partnera (trochę banalne, no nie?). Pewnego dnia, w sam środek tego zimnego pustkowia, trafia dawny przyjaciel Alexa - Randy. Spotkanie dawnych znajomych nie jest jednak przypadkowe. Randy prosi Alexa o przysługę. Pragnie odnaleźć swoją młodzieńczą miłość - Marię, która zaginęła z dnia na dzień, trzydzieści lat temu. Początkowe poszukiwania kobiety nie dają większych rezultatów. Przełomem w sprawie staje się odnalezienie pewnego adresu zamieszkania. Po dotarciu na miejsce, zamiast Marii, na Alexa i Randy'ego czeka dwóch uzbrojonych mężczyzn, którzy atakują, nie czekając na wyjaśnienia. Gdzie i dlaczego ukrywa się Maria? Jaką tajemnicę skrywa?  Kim jest Harwood? I co próbuje ukryć przed Alexem jego przyjaciel? Na te i inne pytania znajdziecie odpowiedź, czytając powieść do końca.

Ostrzegam: nie jest to kryminał najwyższych lotów. Intryga jest dziwnie zagmatwana a bohaterowie działają pod wpływem jakiś nienormalnych pobudek. Coś się dzieje, ale właściwie nic to do akcji nie wnosi. Ktoś się ukrywa, ale za chwilę dzwoni do prześladowcy. Najpierw kogoś biją, a za chwilę siedzą razem przy stole...przy kawie dodam...Dużo niepotrzebnych zwrotów akcji i nic nie wnoszących dialogów. Poza tym, w książce znajduje się strasznie dużo opisów gry w baseball. Może jest to uzasadnione, gdyż bohaterowie znają się właśnie z drużyny sportowej, w której grali razem przed laty. Ale czytanie po raz kolejny opisu jakiegoś meczu sprzed lat jest strasznie nużące. Dobrze, że powieść ma tylko 245 stron, więc jakoś dotrwałam do końca. Gdyby miała więcej stron - to byłaby masakra. Powieść oceniam na trójkę, a notę podwyższa tylko surowy i mroźny klimat, który dzielnie trzymał fason.
Sardegna

poniedziałek, września 12, 2011

"Brühl" Józef Ignacy Kraszewski

Wydawnictwo: Ludowa Spółdzielnia Wydawnicza
Liczba stron: 306
Moja ocena : 3/6

"Brühl" to mój trzeci wkład w Projekt Kraszewski. I chyba muszę sobie zrobić małą przerwę od książek historycznych, bo czytanie tejże powieści nie sprawiło mi zbyt dużej przyjemności.
Ja w ogóle mam awersję do tematyki historycznej, ale Projekt wciągnął mnie na tyle, że przełamałam się i sięgnęłam po dzieła, których nigdy z własnej woli z półek bym nie ściągnęła. I tym sposobem zapoznałam się z "Hrabiną Cosel", którą uważam za mistrzostwo, po prostu. Zapragnęłam natychmiast przeczytać drugi tom trylogii saskiej i sięgnęłam po "Brühla".


Powieść przedstawia losy Henryka Brühla, pierwszego ministra Saksonii i faworyta Augusta III. Na początku poznajemy Brühla, jako pazia króla Augusta II. Obserwujemy sposoby, jakimi zdobywał kolejne urzędy i znajomości, wkradł się w łaski króla, a po śmierci monarchy, stał się prawą ręką jego syna. Jesteśmy świadkami walki o władzę i wpływy na królewskim dworze. A wszystko to odbywa się w scenerii czasów saskich. Jednak w książce nie znajdziemy rozległych opisów bali, przyjęć, polowań i jarmarków, jakie towarzyszyły historii Hrabiny Cosel i nieodzownie kojarzą się z czasami saskimi. W tej powieści dominuje władza, polityka, kulisy walki o wpływy i intrygi. Dla mnie najciekawszym wątkiem w powieści był finał konfliktu Brühla ze swoim największym rywalem, faworytem króla, Józefem Sułkowskim. Konflikt przebiegał nieformalnie, a za sprawą knowań i układów, Sułkowski został oddalony z Drezna. Wtedy nieograniczona władza i najważniejsze urzędy saskie zostały skupione w rękach Brühla.

Sięgając po powieść, nie spodziewajcie się zawrotnej akcji czy rozbudowanej fabuły. Historia toczy się powoli, obracając się w świecie polityki i dworskich układów. Ja nie jestem zwolenniczką takiej formy, więc miałam chwile załamania i chciałam książkę odłożyć na półkę. Jednak trzeba się przełamywać i nie zniechęcać, więc powieść dokończyłam. Oczywiście lektury nie żałuję, gdyż dzięki Projektowi poznałam bliżej kolejną historyczną postać, która wcześniej była mi zupełnie obca.
Sardegna

środa, września 07, 2011

"Jak się pozbyć Matthew?" Jane Fallon

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 400
Moja ocena : 5/6

Miałam ochotę na czytadło. Już ostatnim razem kiedy sięgałam po "Pracująca dziewczynę". Jednak wtedy moja potrzeba nie została zaspokojona, o czym napisałam TUTAJ. A dzisiaj - jak najbardziej, dostałam czytadło i to bardzo konkretne. "Jak pozbyć się Matthew?" patrzyło na mnie ze stoiska z książkami, na sobotnim targu staroci.
Właściwie tytuł i nazwisko autorki, nic mi nie mówiły, ale zaryzykowałam.
Cena - 4 zł i ładne wydanie mówiły, żeby przygarnąć. No więc książkę kupiłam i nie żałuję.

Fabuła nie jest w prawdzie odkrywcza: Helen, 40 letnia niezależna kobieta, jest zakochana z wzajemnością w  Matthew. Związek tych dwojga trwa już 4 lata, ale mimo to wiele w nim wzajemnej fascynacji, udanego seksu, przyjaźni i zrozumienia. Niby nic nadzwyczajnego, poza faktem, że Matthew jest od niej o 15 lat starszy, jest jej szefem, od lat mężem Sophie i ojcem dwóch córek. Wcale nie zamierza rozstać się z żoną i nie ukrywa tego faktu przed Helen.
Kobieta zaczyna być znudzona takim rozwojem sytuacji. Chce mieć Matthew tylko dla siebie a kolejne samotne święta utwierdzają ją w przekonaniu, że ich związek nie ma przyszłości. Kiedy już podejmuje decyzję o rozstaniu, dzieje się coś niespodziewanego. Matthew staje w drzwiach jej mieszkania z walizkami i informuje, że odszedł od żony. Teoretycznie marzenie Helen się spełnia. Jest jednak małe ale... Matthew przestał być dla niej ważny. Kobieta zdaje sobie sprawę, że nie potrafi z nim spędzać całego dnia i nocy, drażnią ją jego przyzwyczajenia, różnica wieku, powiedzonka i zachowanie w pracy. Do tego dochodzą dwie nastoletnie córki Matthew, które próbują uprzykrzyć jej życie, wredne koleżanki z biura, które żądne sensacji śledzą jej każdy krok oraz Sophie, która niespodziewanie staje się jej ... najlepszą przyjaciółką. Ale jak do tego dojdzie, to nie zdradzę.

Fajna historia zawiłych intryg i pokręconych relacji. Będzie zabawnie i tragicznie zarazem. Dostaniemy też morał pod tytułem: "uważaj o czym marzysz, bo to może się spełnić" oraz "nie wolno kraść cudzych mężów", pod czym akurat podpiszę się obiema rękami. Książkę czyta się łatwo i przyjemnie, mimo pokaźnych rozmiarów i 400 stron. Sympatyczny umilacz i odstresowywacz po całym dniu siedzenia w szkole.
P.S. Kto powiedział, że nauczyciel pracujący na pół etatu wychodzi ze szkoły punktualnie? Nikt. Aha, to by się zgadzało. Pozdrawiam
Sardegna

niedziela, września 04, 2011

"Pracująca dziewczyna" Nicoka Kraus, Emma McLaughlin

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 350
Moja ocena : 2/6

Niestety, dziś miła nie będę. Okładka i opis z tyłu książki kusiły. Miałam otrzymać kobiecą powieść, coś jakby pióra Lauren Weisberger. Niemal nowy "Diabeł ubiera się u Prady". Oczywiście, jak w reklamie, prawie, robi wielką różnicę...

Bohaterką powieści jest 24 letnia Girl. Dziewczyna pracuje w niewielkiej firmie, z której zostaje jednak zwolniona, za sprawą apodyktycznej i wyzyskującej swoich pracowników, szefowej. Ponieważ kończą się jej zasoby finansowe i jest w trakcie przeprowadzki, Girl dramatycznie poszukuje nowej posady. W końcu, za sprawą przypadkowo poznanego na imprezie mężczyzny, otrzymuje propozycję nie do odrzucenia. Guy załatwia jej posadę w wielkiej międzynarodowej korporacji. Praca wydaje się spełnieniem jej marzeń. Jest bardzo dobrze płatna, daje możliwości rozwoju, wyjazdów służbowych i innych profitów. W praktyce, okaże się jednak, że nowa posada nie jest taka idealna. Girl przeżywa upokorzenia ze strony szefostwa, jest dyskryminowana, obrażana i traktowana wulgarnie. Przeżywa wielki stres i ciągłe napięcie. W końcu czara goryczy się przelewa i Girl podejmuje radykalne kroki.

Tematyka książki nie jest może zbyt oryginalna, ale problem wydaje się ważny, i jeżeli nie jest dobrym materiałem na komedię lub czytadło, to na pewno sprawdziłby się w konwencji powieści obyczajowej z przesłaniem. Pomysł nie został jednak właściwie wykorzystany i przez to książka nie należy właściwie do żadnej z tych kategorii.
Mimo widocznego podobieństwa z "Diabłem...", nie ma w niej nic zabawnego. Postaci są bez wyrazu, bezosobowe, jak ich imiona/pseudonimy. W książce nie znalazłam ani jednej zabawnej sceny. Powiem więcej, ani jednej sympatycznej sceny czy momentu, który byłby po prostu fajny. Więc na pewno nie jest to umilające czas, czytadło.

Ze względu na poruszaną tematykę, molestowania i wyzysku w pracy, książka mogłaby uchodzić za powieść obyczajową. Jednak takąż również nie jest. Temat jest przedstawiony wulgarnie, momentami bezsensownie. Niektóre sytuacje nic do powieści nie wnoszą. Ogólnie przeżyłam wielkie rozczarowanie, ponieważ autorki  mają na swoim koncie powieść "Niania w Nowym Yorku", która jest bardzo interesująca, daje do myślenia i na pewno wysoko ją oceniam. Książki nie polecam. Nawet na długą podróż, ani na wolny wieczór. Najlepiej już o niej zapomnę i wezmę się za coś innego.
Sardegna

sobota, września 03, 2011

"Krew czasu" Maxime Chattam

Wydawnictwo: Sonia Draga
Liczba stron: 408
Moja ocena : 5/6

Moją fascynację francuskim autorem thrillerów, Maximem Chattamem, opisywałam na blogu już nie raz. Będąc w bibliotece, zauważyłam na półce powieść, której jeszcze nie czytałam. Więc obowiązkowo przytaszczyłam ją do domu. I pochłonęłam w jeden wieczór.
Na początku powiem, że "Krew czasu" odbiega trochę od konwencji krwawych thrillerów Chattama. Jak pisałam wcześniej w jego trylogii "Otchłań zła" i "Drapieżcach", dużo się działo, było strasznie i krwawo. Tutaj brutalnych przestępstw jest znacznie mniej. Powieść jest utrzymana w klimacie zagadki, jak u Dana Browna. Można też w niej doszukać się niewielkiego podobieństwa z "Imieniem Róży".

Akcja powieści toczy się w dwóch sceneriach. Główny wątek obejmują wydarzenia dziejące się w 2005 roku w Paryżu. Marion, sekretarka w Zakładzie Medycyny Sądowej, przez przypadek staje się świadkiem wydarzenia, które będzie miało wpływ na życie jej rodaków. Na początku jest nieświadoma sytuacji i burzy jaką rozpętała. Dopiero groźby pod jej adresem uświadamiają jej, w jakim jest niebezpieczeństwie. W związku z tym zostaje poddana Programowi Ochrony Świadków, w ramach którego zostaje wywieziona w wielkiej tajemnicy, do klasztoru Mont-Saint-Michel. Tam, wędrując po korytarzach i starych bibliotekach, gmachu, odkrywa kolejną tajemnicę, zawartą w dzienniku pewnego Anglika, z 1923 roku. Okazuje się, że zagadkowy dziennik, poza Marion, interesuje jeszcze kogoś. Dziewczyna jest śledzona a jej życie w klasztornych murach jest w niebezpieczeństwie.

Równolegle z wydarzeniami w klasztorze, poznajemy historię dziennika. Jego akcja toczy się w Kairze z 1923 roku. Wtedy to w mieście doszło do kilku bestialskich mordów. Świadkowie wydarzeń twierdzą, że sprawcą jest ghul, postać z "Księgi tysiąca i jednej nocy". Wyjaśnieniem sprawy zajmuje się autor dziennika, Jeremy Matheson i jego egipski przyjaciel Azim. Sprawa przybierze dramatyczny obrót, kiedy to mężczyźni osobiście napotkają na sprawcę mordów i okaże się, że... to prawdziwy ghul...

Dwie, pozornie niezwiązane ze sobą historie, będą miały wspólny mianownik, a określić go będzie musiała Marion, w czasie swojego pobytu w klasztorze Mont-Saint-Michel.

Ogólnie mówiąc, autor miał fajny pomysł na powieść i pokazał, że sprawdza się w pisaniu historii o nieco innym klimacie, niż mrożące krew w żyłach, thrillery. Miłośnikom zagadek Dana Browna książka powinna przypaść do gustu.
Będę się powtarzać, ale powiem kolejny raz, że autor jest nieznany polskim czytelnikom. A to wielka szkoda. Poza tym Maxime Chattam będzie obecny na Katowickich Targach Książki. Z czego się ogromnie cieszę, bo mam osobistą "Otchłań zła" i stanę sobie w kolejce po autograf. W ogóle nakręcam się strasznie na to wydarzenie. Nie wiem w którą stronę się zwrócę najpierw, co obejrzę, kogo poszukam, co kupię i najważniejsze: czy wyjdę stamtąd przed zmrokiem?!  Jeszcze miesiąc. Pozdrawiam weekendowo

Sardegna

czwartek, września 01, 2011

Podsumowanie czytelncze sierpnia i wyniki ankiety

W dzisiejszym poście chciałam krótko podsumować sierpień, gdyż uważam go za całkiem udany czytelniczo miesiąc. Przeczytałam 10 książek:

1. "Syrenka" Camilla Läckberg  - 5
2. "Wampir z M-3" Andrzej Pilipiuk - 5
3. "Nowe lektury nadobowiązkowe 1997-2002" Wisława Szymborska - 5
4. "Dziewczynki ze świata maskotek" Anja Snellman - 5
5. "Hospicjum" Krzysztof Jednachowski - 3
6. "Ciężar milczenia" Heather Gundenkauf - 5
7. "Obwód głowy" Włodzimierz Nowak - 6
8. "Dopadnę Cię" Brenda Novak - 4
9. "Nasza Klasa i co dalej" Ewa Lenarczyk - 4
10. "Krew czasu" Maxime Chattam - 5

Z tego, jedną pozycję na potrzeby projektu Porozmawiajmy o książkach - TUTAJ, jedną dla Projektu Nobliści - TU, trzy książki otrzymane od wydawnictw - TATA i TA. Dwie książki biblioteczne i trzy z własnych zbiorów.  Odkryciem na 6kę okazał się być "Obwód głowy" W. Nowaka. Rozczarowaniem określę "Hospicjum" K. Jednachowskiego.

Podsumuję też sierpniową ankietę, która dotyczyła książek przeczytanych przeze mnie w lipcu. W ankiecie wzięło udział 13 osób. Na pierwszym miejscu wybraliście "Na gorącym uczynku" Cobena. Książka ta zdobyła aż 8 głosów czyli 61%. Drugie miejsce zdobyła "Hrabina Cosel" JIKa z 15% i 2 głosami. Bardzo dziękuję wszystkim za udział w ankiecie i zapraszam do zaznaczenia swojej odpowiedzi w następnej. Pozdrawiam serdecznie 
Sardegna