Pages

piątek, września 28, 2012

"Pociągi pod specjalnym nadzorem" Bohumil Hrabal


Wydawnictwo: PIW
Liczba stron: 63
Moja ocena : 4/6

Literatura czeska nie jest mi szczególnie bliska, ale pewnie dlatego, że nie jest mi za dobrze znana. Nie czuję potrzeby zajmowania się też kulturą naszych południowych sąsiadów. Reportaż Szczygła "Zrób sobie raj" też nie powalił mnie na kolana. Cieszę się, że się z nim zapoznałam, ale to jakoś nie moje klimaty. Kocham za to Pragę, jest to moje ukochane miasto. Natomiast w ogóle nie kręci mnie czeski film, literatura, społeczeństwo.

Jako że jedną z kategorii wrześniowej Trójki była klasyka światowa, a ja szczerze mówiąc, poszłam trochę na ilość, bo "Pociągi pod specjalnym nadzorem" to cienka broszurka, postanowiłam zapoznać się w końcu z Hrabalem.
 
No i po lekturze mam bardzo mieszane odczucia. Z jednej strony nie da się ukryć, że jest to utwór przejmujący, skłaniający do przemyśleń, wbrew pozorom pokazujący okrucieństwo wojny. Z drugiej jednak strony, wszystko jest w "klimacie czeskim", czyli lekko, humorystycznie, tyle o ile się da, bezstresowo. Jakoś mi te dwie rzeczy do siebie nie pasują. Zdaję sobie sprawę, że odczytałam utwór trochę stereotypowo, ale nie mogę tutaj zachwalać twórczości Hrabala i zachwycać się formą utworu, bo nie byłabym szczera.

Akcja "Pociągów..." dzieje się kilka miesięcy przed zakończeniem wojny. Zmęczona i zniszczona Europa walczy resztkami sił, a na malutkiej czeskiej stacji kolejowej, życie toczy się leniwie i spokojnie. Oczywiście do pracowników kolei docierają dramatyczne informacje o tym, co się dzieje na froncie, jednak ich głowy bardziej zaprzątają sprawy codzienne. Główną postacią jest Milosz Pipka, młody dyżurny ruchu, który przeżywa akurat swoją osobista traumę. Prywatne niepowodzenia doprowadziły go nawet do próby samobójczej. Milosz szuka swojej życiowej drogi, a przy okazji uczestniczy w życiu codziennym i pomaga w rozwiązywaniu, czasami absurdalnych, problemów swoich współpracowników.
I tak będziemy mogli sami sprawdzić, czym zajmują się pracownicy kolei, kiedy obok szaleje wojna. Większość sytuacji będzie zabawna albo wręcz przeciwnie, wyjątkowo zwyczajna i nudna. Nie można jednak powiedzieć, że sytuacja polityczna nie robi na tych czeskich obywatelach wrażenia. Postanawiają oni na swój sposób przyłączyć się do działań przeciwko wrogowi, a Milosz spełni w tym akcie bardzo ważną rolę.

Książka jest na swój sposób wyjątkowa. Rzadko czyta się i pisze o wojnie w sposób lekki i humorystyczny. Nie wiem czy to domena czeskich pisarzy, bo innych utworów nie znam. Ja jestem rozdarta między pochwałą a naganą. Dobrze, że utwór ma tak mało stron, bo w innym wypadku, moja cierpliwość czytelnicza zostałaby wystawiona na poważną próbę, a same "Pociągi..." oceniłabym niżej. W obecnej sytuacji daję czwórkę i ciekawa jestem waszych opinii na temat Hrabala (bo wiem, że ma wielu fanów) i inych czeskich pisarzy.

Książkę przeczytałam w ramach wrześniowej Trójki e-pik, jako przykład światowej klasyki. Jest to także moja 20 lektura Z półki
  Sardegna

środa, września 26, 2012

"Aparatus" Andrzej Pilipiuk

Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron: 396
Moja ocena : 6/6

Uwielbiam Pilipiuka! Powtarzam to przy każdej okazji i nic, póki co się w tej kwestii nie zmienia. Nie znam w prawdzie wszystkich powieści i zbiorów opowiadań autora, ale systematycznie się z nimi zapoznaję. Jako że sama wymyśliłam sobie na wrześniową Trójkę polską fantastykę, połączyłam przyjemne z pożytecznym i sięgnęłam po "Aparatus".

Opowiadania są dla Autora bliską formą, ma on bowiem w swym dorobku całkiem sporą ich ilość. Ja osobiście też je bardzo lubię. Zwłaszcza te, które zawierają w sobie charakterystyczny klimat, specyficzny dla Pilipiuka (fani będą wiedzieli o czym mówię). Powyższy zbiór właśnie taki jest. Osiem opowiadań, umiejscowionych w realiach dawnej powojennej i międzywojennej Polski, okraszonych niezwykłymi wydarzeniami, może być doskonałą próbką twórczości Autora, dla osób, które nie miały wcześniej okazji jej poznać.

Przedstawione opowiadania świetnie łączą rzeczywiste miejsca i postacie, prawdziwe wydarzenia historyczne i realne sytuacje, z regionalnymi legendami i wierzeniami, oraz wątkami fantastycznymi czy magicznymi. Wszystko jest w odpowiednich proporcjach, dobrze się czyta i trzyma w napięciu.
Oczywiście jak to w zbiorze opowiadań bywa, nie wszystkie podobały mi się jednakowo. Jednak w ogólnej ocenie dałam szóstkę gdyż wszystkie historie trzymają poziom i bardzo dobrze je odebrałam.

Pierwsze opowiadanie "Za kordonem. Lwów" dzieje się w czasach powojennych. Miasto zostaje zniszczone, mieszkańcy wysiedleni, ludność w pośpiechu opuszcza swoje domy. Jeden człowiek postanawia jednak wbrew niebezpieczeństwu, wrócić w swe rodzinne strony i spełnić tajemniczą misję.
Historia ta, pełna rzeczywistych opisów Lwowa, dobrze oddaje ówczesną atmosferę i nastroje mieszkańców.

"Ostatni biskup" to opowiadanie bazujące na wierzeniach ludności, zamieszkującej północne regiony Rosji. Bohaterem tej historii będzie doktor Paweł Skórzewski, znany z opowiadań "2586 kroków". Religia łączy się z magią, a czytelnik do końca utrzymywany jest w napięciu.

"Ośla opowieść" cechuje bardzo oryginalny pomysł na fabułę. Poznajemy nowego bohatera, Roberta Storm, antykwariusza - amatora, zbieracza i kolekcjonera ciekawych przedmiotów, który przewijać będzie się w kolejnych opowiadaniach. Robert udaje się do Włoch w poszukiwaniu informacji o zaginionej rasie osiołków lipardyjskich. To, czego dowie się na miejscu, przekroczy jego najśmielsze wyobrażenia.

Tytułowe opowiadanie "Aparatus" chyba najbardziej przypadło mi do gustu. Tajemnicza skrzynka, którą Robert kupuje na pchlim targu, skrywa długo ukryty sekret. Niespotykana maszyneria odkryje zagadkę z przeszłości.

"Choroba białego człowieka" zapowiadała się chyba najlepiej z wszystkich opowiadań, ale chyba jako jedyna nie spełniła moich oczekiwań. To opowiadanie uważam za najsłabsze. Grupa studentów znika w tajemniczych okolicznościach, podczas wyprawy badawczej na Ziemię Franciszka Józefa. Ekspedycja ratunkowa, złożona z wyjątkowych osób, będzie musiała zmierzyć się z wydarzeniami, które będą czaić się na nich po drodze. Świetny początek i rozwinięcie akcji, marne zakończenie.

"Staw" to również oryginalne opowiadanie, widziane oczyma niemieckiego obywatela, zasiedlającego Warszawę w czasie okupacji. Miasto zostało pokazane od zupełnie innej strony. Na światło dzienne wychodzą efekty tajnych doświadczeń i eksperymentów. Będzie mrocznie i niepokojąco.

"Księgi drzewne" to historia niezwykłego instrumentu i jego właścicielki. Tutaj również bohaterem jest Robert Storm, który uda się w towarzystwie dwóch uroczych kobiet, na poszukiwanie zaginionego drzewa.

Ostatnie opowiadanie "Dzwon wolności" znowu nawiązuje do prawdziwych historycznych wydarzeń. Zimne tereny Syberii, ludy pierwotne i ich wierzenia, oraz skonfrontowanie z nimi rzeczywistości. Na mnie to opowiadanie zrobiło wrażenie właśnie z powodu realności. Zakończenie idealne.

Podsumowując, kolejne opowiadania Pilipiuka, jakie miałam okazję poznać, trzymają poziom. Fani nie będą zawiedzeni, a osoby które Autora nie znają, mogą spokojnie zacząć swą czytelniczą znajomość od "Aparatusa". Ja ze swojej strony serdecznie polecam. Jestem w swym zachwycie nieobiektywna i bezkrytyczna.

Książkę przeczytałam w ramach wyzwania wrześniowej Trójki e-pik, jako polską fantastykę.
Sardegna

wtorek, września 25, 2012

"Ulysess Moore Wrota czasu" Pierdomenico Baccalario


Wydawnictwo: fk Olesiejuk
Liczba stron: 221
Moja ocena : 5/6

Seria książek przygodowych Ulyssesa Moore'a, czyli fantastyczne przygody trójki młodych przyjaciół przenoszących się w czasie, miała już swoje pięć minut kilka lat temu.
Wtedy to na bazie popularności, poza tradycyjnymi powieściami w twardej oprawie, wydawano nawet kolejne tomy w odcinkach, czyli broszurowych książeczkach dodawanych do czasopism młodzieżowych.
Pozytywnym aspektem tego, był fakt, że można było uzbierać sobie w stosunkowo niskiej cenie całą kolekcję tomów Ulyssesa Moore'a. Z drugiej jednak strony, nakład książeczek szybko się wyczerpał i trudno było dozbierać wszystkie części. Dodatkowo każdy tom został podzielony na dwa egzemplarze kieszonkowe, także uzupełnienie całej kolekcji graniczyło z cudem.

Ja tez uległam magii "Wrót czasu". Owego czasu udało mi się kupić parę tomów serii, ale były one zupełnie bez ładu i składu. Miałam nadzieję, że może trafi się okazja je dokompletować, albo kupić w okazyjnej cenie książkę w wydaniu tradycyjnym. Tej jednak w księgarniach było jak na lekarstwo.
I tu nagle niespodzianka! Firma Księgarska Olesiejuk w sierpniu wznowiła twarde wydanie "Wrót czasu". Ależ się ucieszyłam! Właśnie jedna z moich czytelniczych zachcianek miała szansę się spełnić.

Książka jest przeznaczona dla młodzieży i powiem szczerze, że rzeczywiście przemawia do tej grupy wiekowej. Znam pewnych trzynastolatków zakochanych w historii Ulysessa Moore'a. Jednak ja mam lat już trochę więcej, ale również jestem pod wrażeniem tej powieści.

Na uwagę zasługuje przede wszystkim świetne wydanie. Idealnie dobrana obwoluta i okładka, sugerująca, że mamy w ręku sekretny dziennik Ulyssesa Moore'a a nie powieść młodzieżową. Rysunki, szkice, przeplatające tekst, które utwierdzają czytelnika, że ta historia jest bardzo rzeczywista i mogła się zdarzyć na prawdę. Dla młodych czytelników na pewno ważny będzie fakt, iż powieść napisano dość dużą czcionką, a rozdziały są krótkie. Powoduje to, że książkę czyta się ekspresowo i nie można się wręcz od niej oderwać. Wiem to z doświadczenia, kiedy na lekcji prawie siłą zamykałam "Wrota czasu" jednemu rzeczonemu trzynastolatkowi.

Trochę o fabule. Jason i Julia to rodzeństwo, które przeniosło się wraz z rodzicami do sennego angielskiego miasteczka, usytuowanego na zboczu klifu. Rodzina zamieszkała w ogromnej Willi Argo, pełnej tajemnic i zakamarków posiadłości. Dzieciaki wraz z nowym kolegą Rickiem poznają dom i jego sekrety. Przechadzając się po niezliczonych pokojach, natrafiają na tajemnicze drzwi z czterema zamkami, których nie da się otworzyć. Ale jak się można domyśleć, dzieciaki nie odpuszczą takiej gratki i odkryją możliwość przejścia na druga stronę. Tam czeka ich niesamowita przygoda, pełna niebezpieczeństw i zwrotów akcji.

W pierwszej części serii Ulysessa Moore'a czytelnik zostaje właściwie wprowadzony w sytuację. Poznaje bohaterów ich przygodę za tajemniczymi drzwiami, jednak właściwa akcja powieści będzie się toczyć w następnych tomach. Ciekawość czytelnika nie zostaje zaspokojona. Sięgnięcie po kolejne części to tylko kwestia czasu. Sama czuję ogromny niedosyt i wielką ochotę na poznanie dalszego ciągu tej historii.

Powieść jest napisana prostym i przystępnym językiem. Młodsi czytelnicy nie będą mieli z nią żadnego problemu, a starsi czytelnicy miło spędzą w jej towarzystwie czas. Myślę, że "Wrota czasu" to dobry wstęp dla poznania prawdziwej fantastyki.
Jeżeli nie macie pomysłu co kupić dwunasto, trzynastolatkowi na prezent, ta książka będzie idealna. Musicie się jednak przygotować na dalsze wydatki, bo zdobycie kolejnych części będzie już koniecznością.

Sardegna

piątek, września 21, 2012

Szybki post stosikowy

Witam Was serdecznie. Nie wiem kiedy może życie wróci do normy, ale w najbliższym czasie się na to nie zapowiada. Pracuję już któryś rok z kolei, ale takiego września jeszcze nie miałam. Nie wspomnę już o obowiązkach domowych i innych sprawach pobocznych. Nie nadążam.

Z czytaniem idzie mi średnio. Aż wstyd się przyznać, ale wyzwanie trójkowe zrealizowałam dopiero w 1/3 i przeczytałam polską fantastykę, "Aparatus" Pilipiuka. Opinia jest w trakcie tworzenia, więc pojawi się niedługo. Klasykę, czyli Hrabala mam przeczytanego w połowie. To trochę groteskowe osiągnięcie, biorąc pod uwagę fakt, że książka ma 50 stron... Czyż to nie świadczy o stanie mojego czytelnictwa?
Co do literatury faktu, na razie naszykowałam książkę i ... to by było na tyle.

Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym nie pozaczynała jeszcze kilku innych tytułów.. "Cząstki elementarne", "Wrota czasu", "Za wszystko trzeba płacić". Aaaaaa! Potrzebuję wakacji!

Świetne książki zasilają moją biblioteczkę. Spójrzcie sami:


"Śpiąca królewna" i "Odrodzenie" kupione w antykwariacie, obie za 10 zł. Mojemu mężowi bardzo podobała się "Śpiąca..." namawia mnie na jak najszybszą lekturę, ale książka na razie musi poczekać.
"Zakochana księżniczka" - z Podaja
"Córka czarownic" - wymiana na Exlibri
"Więzień nieba" od Księgarni Matras
"Zanim nadejdzie ciemność" - od Pani Moniki z Wydawnictwa Harlequin
"Winter" - od Wydawnictwa Dreams

Bardzo serdecznie dziękuję wydawnictwom za wszystkie książki.

Przyjemne te moje lektury, czyż nie? Podzielcie się wrażeniami o "Więźniu nieba"? Czy to Zafon z "Cienia wiatru" czy może bardziej nowatorski? A seria Nekroskop? Mój małżonek uwielbia, a ja nie mogę się za nią zabrać... Czytaliście?

Co do innych informacji, poznałam niedawno platformę z plikami audiobooków Audeo.pl. Bar.dzo przyjemna idea, świetne książki, ceny tez w miarę przystępne. Mam tylko jeden problem, na czym odsłuchiwać te audiobooki, poza komputerem oczywiście. Myślałam o telefonie, ale czy do tego jest potrzebny jakiś specjalny program? Zupełnie się na tym nie znam. Poradźcie coś.

Na koniec przypominam o przysyłaniu linków do wrześniowej Trójki e-pik. Z tego co widzę, Wam wyzwanie we wrześniu idzie o wiele lepiej niż mnie samej. Dziękuję wszystkim za ogromne zaangażowanie. Kilka uczestniczek nadrabia zaległości z poprzednich miesięcy w ilościach hurtowych! Dzięki dziewczyny ! Życzę Wam miłego dnia i samych przyjemnych lektur.
Sardegna

środa, września 19, 2012

"Baśniarz" Antonia Michaelis


Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 400
Moja ocena : 6/6

Trudno mi pisać o książce, która wydaje mi się być wyjątkowa. W takiej sytuacji, kiedy staram się przekazać moją opinię, mam takie poczucie, że cokolwiek napiszę będzie zbyt banalne i nie pokaże, jak bardzo wartościowa jest ta książka. Postaram się zatem jak najlepiej pokazać Wam, że "Baśniarz" zasługuje na uwagę i poświęcenie mu czasu.

Z pozoru jest to opowieść dla młodzieży. Poznajemy bowiem historię dwojga nastolatków, Anny, mądrej, uzdolnionej dziewczyny z dobrego domu i Abla, typowego outsidera, wyrzutka, chłopaka z problemami rodzinnymi, powiązanego z handlem narkotykami.
Właściwie to  typowa sytuacja. Uczucie rodzące się pomiędzy tymi młodymi ludźmi, pochodzącymi z dwóch różnych światów, narażone będzie na wiele przeciwności. Brak akceptacji otoczenia, kłopoty w szkole, podejmowanie pierwszych trudnych decyzji, to właściwie wierzchołek góry lodowej, okazuje się bowiem, że Abel pod swą opieką ma młodszą siostrzyczkę, a ich matka w tajemniczych okolicznościach zaginęła.

Anna angażując się w związek z Ablem, wkracza w zupełnie nieznany jej świat. Z jednej strony jest to realny świat ubóstwa, brzydoty i slumsów, z drugiej jednak, jest to niezwykła  kraina baśni, którą kreuje Abel, snując opowieści o Małej Królowej i jej przyjaciołach. Piękna historia, będąca wytworem wyobraźni chłopaka - Baśniarza, przybiera nieoczekiwany obrót. W otoczeniu nastolatków zaczynają ginąć ludzie, a Anna nie potrafi odróżnić już prawdy od fikcji.

Tak jak powiedziałam, powieść wydaje się być typową młodzieżówką. Jednak zawiera ona w sobie coś więcej. Przede wszystkim wrażliwość. Relacja między nastolatkami jest bardzo specyficzna. Nie jest to lukrowany romans tylko prawdziwa burza emocji. Więcej jest niedomówień, gestów, sugestywnych obrazów. Wbrew pozorom ta miłość jest bardzo dojrzała . Ich uczucie jest narażone na próbę, więc nie obejdzie się bez bólu, zranień, zarówno tych psychicznych, jak i fizycznych.

Autorka potrafi pięknie pisać o emocjach. Działa na czytelnika, który z gulą w gardle czyta o perypetiach Anny i Abla i nie potrafi się od lektury oderwać, mimo że łzy napływają do oczu i aż chce się krzyknąć: "to nie tak miało być!"
Ta powieść zostawia ślad, ale to chyba tylko dobrze o niej świadczy. Nie da o sobie tak łatwo zapomnieć, skłoni do ponownego przeczytania, do przemyśleń. Szczerze polecam. Sprawdźcie sami, jak zakończy się to zderzenie baśni z brutalną rzeczywistością.

Sardegna

poniedziałek, września 17, 2012

Co przeczytałam w 2009 roku? STYCZEŃ

Zainspirowana natanną (mam nadzieję, że nie będzie mi miała za złe) postanowiłam stworzyć nowy cykl, w którym  zaprezentuję książki przeczytane w latach poprzednich. Jako że prowadzę dokładny spis przeczytanych lektur od 2009 na Biblionetce, mam wgląd do tych tytułów. Aby nie popadły w zapomnienie, postanowiłam je przypomnieć.

Dzisiejszy post będzie dotyczył STYCZNIA 2009. Pamiętam ówczesny okres, jako "zadomawianie się" w internetowym czytelniczym światku, prężne działania na Podaju i BNetce. Miałam wtedy ambitny plan przeczytania 52 książek w roku. Rok 2009 zakończyłam z wynikiem 69. Oj, jaka byłam z siebie dumna.
W pierwszym miesiącu przeczytałam 6 książek. Wszystkie pochodziły z moich prywatnych zbiorów.

1. "Ostrze gilotyny" Cover Arthur Byron - 4

Tom II serii wydawniczej Wehikuł Czasu. Krótka książeczka, właściwie dla młodzieży, ale czytanie jej sprawiło mi prawdziwą przyjemność. Wędrówka po Francji w czasach Rewolucji, dzięki wehikułowi, który przenosi nas w czasie. Czytając poszczególne rozdziały sami decydujemy o dalszym rozwoju akcji. Pod koniec każdego rozdziału mamy dwie możliwości wyboru dalszych wydarzeń. W ten sposób "skaczemy" po książce i przeżywamy różne przygody. Dobry wybór kieruje nas do finału historii, zły wybór powoduje, że kluczymy w pętli czasu.
Polecam całą serię jak i poszczególne części. Przy okazji sympatycznej lektury można się czegoś ciekawego dowiedzieć.

2. "Kurtyna" Agatha Christie - 3

Moimi zdaniem jedna z najsłabszych powieści Agathy Christie. A może wcale nie jest taka słaba, tylko mój przesyt autorką osiągnął chyba wtedy apogeum. Ostatnia sprawa rozwiązania zagadki kryminalnej przez sławnego detektywa Herkulesa Poirot, który stary i schorowany po raz kolejny uświadamia swój geniusz.




3. "Nie mów nikomu" Harlan  Coben - 6

Od tej powieści zaczęła się moja bezkrytyczna miłość do twórczości Cobena. Książkę pochłonęłam z wypiekami na twarzy w jeden wieczór. Młody lekarz David Beck nie może otrząsnąć się po śmierci żony, która została zamordowana przez seryjnego zabójcę. Kilka lat po tym tragicznym wydarzeniu, David otrzymuje wiadomość mailową z ewidentnym dowodem, że jego żona żyje. Ignoruje ostrzeżenie "nie mów nikomu" i rozpoczyna prywatne śledztwo, które może kosztować go życie.
Świetny thriller! Aż poczułam ochotę na ponowną lekturę.


4. "Morze zawierać orzeszki" O'Farrell John - 5

Zabawna historia dla Mam o innych Mamach. Zakręcona mamuśka Alice boryka się z trudami wychowania trójki swoich dzieci. Towarzyszymy jej w codziennych obowiązkach wychowawczych, organizacji domu, gotowaniu, dowożeniu dzieci, zajęciach dodatkowych i innych sprawach towarzyszących. Historia pełna humoru, z którą utożsami się każda z czytających Mam.




5. "Samotny dom" Agatha Christie - 5

Powieść, którą bardzo dobrze wspominam z czasów, kiedy zaczytywałam się Agatą Christie. Postanowiłam przeczytać ją ponownie i sprawdzić, czy emocje wtedy mi towarzyszące, ponownie się udzielą.
Panna Nick, mieszkająca w samotnym domu na klifie parę razy ociera się o śmierć. Wydarzenia początkowo uważane za nieszczęśliwy wypadek, okazują się działaniami z premedytacją, kogoś kto czyha na życie pozornie niewinnej kobiety.


6. "Ugrofińska wampirzyca" Noemi Szecsi - 5

Bardzo oryginalna powieść węgierskiej pisarki. Na poddaszu kamiennicy w Budapeszcie żyje sobie spokojnie wampirzyca Jerne Volta- Ampere. Wraz z babką, również wampirzycą, zmagają się z trudami codziennego życia, a okazuje się bowiem, że nie jest ono łatwe nawet dla wampirów. Jerne, metodą prób i błędów, poszukuje miłości i odpowiedniego kandydata do zamążpójścia.
Opowieść pozornie o wampirach, właściwie ukazuje współczesne relacje międzyludzkie. Trochę nietypowy język, ale powieść interesująca.


Czytaliście którąś z moich styczniowych lektur? Zapisujecie ilość przeczytanych książek? Pamiętacie od kiedy robicie takie notatki? A może macie do tego specjalne bruliony? (Agnes, Twój dziennik mnie zachwycił ) Ciekawa jestem, jak to u Was wygląda.

Sardegna

piątek, września 14, 2012

Uprzejmie donoszę - wyzwanie BOOK z nami - przeczytaj tyle, ile masz wzrostu - ukończone !

Udało się! Wyzwanie BOOK z nami - przeczytaj ile masz wzrostu, zaplanowane na rok 2012 zostało przeze mnie ukończone.

Zabawa, która miała na celu przeczytanie tylu centymetrów książek, ile samemu się mierzy, została różnie przyjęta w blogosferze. Jedni twierdzili, że to czytanie "na ilość", mało wartościowe, nie mające w ogóle na celu propagowania czytelnictwa, inni (i ja też) potraktowali to po prostu, jak dobrą zabawę.

A teraz mój prywatny raport:
Przeliczenie mojego wzrostu 176 cm na ilość książek, które musiałabym przeczytać w roku 2012, wyniosło 88 sztuk. Ten wynik mnie nie zniechęcił, bowiem miałam i nadal mam swój osobisty plan przeczytania 104 książek w tym roku. także wynik 88 świetnie zmieścił się w mojej normie.

Ilość stron do przeczytania, przeliczonych na centymetry wynosiła 27077.
Mój system analizowania postępów wyzwania był następujący:

po przeczytanej lekturze zapisywałam ilość stron, obliczałam procent wykonania zadania i ilość "przeczytanych" centymetrów.

I tak oto we wrześniu mogę się pochwalić zakończeniem zabawy z następującym wynikiem:

przeczytałam 27792  z  zaplanowanych 27077 stron
Jest to  180 cm z zaplanowanych 176 cm
czyli 102% normy.
Ostatecznie także wystarczyło mi przeczytanie 87 z 88 książek.

Osobiście uważam udział w wyzwaniu za miły dodatek do mojego codziennego czytania i pisania o książkach. A jakie jest Wasze zdanie? Czy ktoś bierze udział w tym wyzwaniu? Ciekawa jestem Waszych opinii.

***
Na koniec chciałam tylko się pożalić, że mam strasznie dużo zajęć w pracy, a co za tym idzie, w tygodniu brak czasu na czytanie i pisanie. Postaram ogarnąć się w weekend, ale muszę ogarnąć jeszcze swoją rodzinę i dom, więc niczego nie obiecuję. Czekam na Wasze linki do wrześniowej Trójki. Trzymajcie kciuki, aby wszystko wróciło do normy.
Sardegna

czwartek, września 13, 2012

"Studnia bez dnia" Katarzyna Enerlich

Wydawnictwo: mg
Liczba stron: 245
Moja ocena : 5/6

Zacznę banalnie, ale szczerze. Twórczość Pani Katarzyny Enerlich interesowała mnie od jakiegoś czasu. Na blogach często pojawiały się wpisy na temat jej powieści, głównie tych z serii mazurskiej. Z tego co kojarzę, Autorka była obecna na zeszłorocznych TK w Katowicach, ale wtedy nie znałam żadnej jej książki, więc nie pojawiłam się na spotkaniu autorskim.
Sprawdzając program tegorocznych TK, ku swej uciesze, znalazłam nazwisko Pani Kasi, więc szybko wzięłam się za nadrabianie zaległości, co by zdążyć zapoznać się z książką i móc pojawić się na "Kawie z Pisarzem". Ostatecznie Autorka nie mogła się zjawić na imprezie, ale ja lekturę przeczytałam i mam bardzo przyjemne odczucia z nią związane.

Już sam tytuł trochę intryguje. Najpierw myślałam, że to literówka. Jednak literówka w tytule? To niemożliwe. Oczywiście lektura rozwiała moje wątpliwości, a ta oraz inne tajemnice "studni bez dnia" wyszły na światło dzienne.

Powieść ta jest trochę nietypowa, łączy bowiem w sobie "dwa światy". Czasy współczesne, w których akcja dzieje się w Toruniu, a świat widziany jest oczyma bohaterki Marceliny, przeplata się z historią miasta i jego dawnych mieszkańców. Obie rzeczywistości łączy nić zjawisk nadprzyrodzonych i niepokojących wydarzeń.

Marcelina przeżywa trudny moment w swoim życiu. Nie dość, że przypadkowo dowiaduje się o zdradzie męża, to jeszcze jest świadkiem jego niespodziewanej śmierci w wypadku samochodowym. Ta podwójna strata stawia jej dotychczasowe życie na głowie i reorganizuje rzeczywistość. Kobieta postanawia odciąć się od wspomnień i podejmuje nową pracę. Odpowiada na anons w gazecie i zostaje włączona w pracę Mistrza Tadeusza  Zawiejskiego, znanego toruńskiego rzeźbiarza. Dzięki nowemu zajęciu Marcelina wkracza w świat historii Torunia, jego zabytków i dzieł sztuki. Poznaje toruńskie legendy, w których prawda przeplata się z fikcją oraz tajemnice, ukryte od lat w murach miasta.
A jedna z takich tajemnic może kosztować Marcelinę życie.

Myślę, że "Studnia bez dnia" będzie miała duże znaczenie dla osób, które są w jakiś sposób związane z Toruniem. Nie tylko dla mieszkańców tego wspaniałego miasta, ale też dla turystów i odwiedzających, którzy mieli kiedyś przyjemność być w mieście. Ja odwiedziłam Toruń dwa razy i doskonale czuję klimat miasta, jaki udało się Autorce w powieści zawrzeć. Dodatkowo, zdjęcia wybranych miejsc czy rzeźb doskonale współgrają z akcją i działają na wyobraźnię czytelnika, który czuje jakby znajdował się w centrum wydarzeń.
Pani Enerlich udało się tak poprowadzić fabułę, że właściwie nie wiadomo gdzie kończy się prawda, a zaczyna fikcja literacka. Bohaterowie fikcyjni współgrają z postaciami historycznymi na równym poziomie, a sama książka jest magiczna i tak realna zarazem, jak mało która.

Czuję się urzeczona powyższą powieścią. Jest ona najlepszą akcją promocyjną miasta Toruń. Po lekturze "Studni bez dnia", chce się do miasta wrócić, przejść uliczkami opisywanymi w powieści, wejść do kamienic i pracowni Mistrza oraz przeżyć przygodę, na równi z jej bohaterami.
Szczerze polecam.
Sardegna

niedziela, września 09, 2012

Długo wyczekiwane Targi Książki w Katowicach już za mną

Wczoraj i dziś miały miejsce Targi Książki w Katowicach. Pewnie większość z Was czytała już relacje blogerów będących bezpośrednio na tej imprezie, ale ja też nie odpuszczę opisania moich wrażeń

Uwielbiam takie imprezy. Staram się zresztą uczestniczyć we wszystkim, co jest związane z blogosferą i promocją książek. Nie ukrywam, że z niecierpliwością wyczekiwałam katowickich TK i wiązałam z nimi spore nadzieje. Plan sobotnich targów był jak najbardziej interesujący, więc pojawiłam się punktualnie o 10.00 aby niczego nie przegapić i na spokojnie zdążyć ze wszystkim, co zaplanowałam.

Sobota targowa związana była przede wszystkim z naszą blogosferą. Na scenie głównej Spodka miało miejsce wiele ważnych dla nas wydarzeń. Najpierw przyznano nagrodę E-BUKI na najlepszy blog książkowy, organizowany przez portal Duże Ka. Zwycięzcą bezspornym został Beznadziejnie zacofany w lekturze, a ja z tego miejsca ponownie pogratuluję mu sukcesu, chociaż udało mi się złożyć mu gratulacje zaraz po ogłoszeniu wyników. Udało mi się też poznać Redaktora Naczelnego tegoż portalu, Grzegorza Raczka, którego serdecznie pozdrawiam

Kolejno, rozdanie Złotej Zakładki, nagrody, na której wyniki mieliśmy największy wpływ. Konkretne wyniki znajdziecie na stronie projektu. Ja za to pokażę Wam zdjęcia, które na rozdaniu zrobiłam:



Iza i Robert, jako gospodarze wręczają nagrody Złotej Zakładki (zdjęcie u góry).
Zwycięzcy, wybrani przez blogerów: od lewej Pani Olga Rudnicka, Redaktor Naczelny Wydawnictwa Znak, Pani Sonia Draga (przedstawicielka wydawnictwa Muza), Pani Anna Fryczkowska, Pani, która reprezentowała autorkę Joannę Papuzińską, Pani Małgorzata Gutowska - Adamczyk i Agnieszka Tatera, przedstawicielka Wydawnictwa Świat Książki (zdjęcie u dołu).

Te dwa następujące po sobie wydarzenia nie obyły się bez emocjonujących rozmów pomiędzy blogerkami. Odnalazłyśmy się pod targową sceną i przywitały jak "stare znajome". Pozwolę sobie wkleić nasze grupowe zdjęcie (mam nadzieję dziewczyny, że nie macie nic przeciwko)


Od lewej: Agnes, sardegna, Isadora, Silaqui

Po tych wszystkich ważnych wydarzeniach przyszła pora na I Zjazd Blogerów. Mała sala nie była chyba przygotowana na ilość osób, które licznie przybyły na to spotkanie. A potem, działo się...  dyskusja była burzliwa, poruszyliśmy wiele tematów dotyczących naszej blogosfery (współpraca z wydawnictwami, terminy, szczerość w swoich opiniach, kontakty z autorami, komentarze). Zahaczyliśmy także o kwestię przyszłości (czy można na blogu zarabiać, czy prowadzenie bloga może być sposobem na życie). Organizatorzy mile zaskoczyli i obiecali więcej tego typu spotkań. Na co ja z wielką chęcią przystaję

Oczywiście, poza blogerami, których znam lub kojarzę (Agnes, Enga, Ktrya, Robert, Isadora,  Klaudyna, magdalenardo, Silaqui, Jarek Czechowicz, Iza, Skarletka) poznałam masę interesujących osób i z chęcią poznałabym ich bliżej, zerkając na ich blogi. Niestety nie pamiętam ników pozostałych osób, uczestniczących w spotkaniu. Czy ktoś może podesłać mi konkretne linki? Drodzy uczestnicy I Zjazdu Blogerów, czy możecie przypomnieć się w komentarzach?

Poza świetnymi spotkaniami i dyskusjami, TK to przede wszystkim okazje do spotkania się oko w oko z ulubionymi autorami. Ja tez skorzystałam z tej okazji i odwiedziłam stoisko autorek, których książki czytałam i posiadam w swojej biblioteczce: Kasię Zyskowską - Ignaciak, Jolę Kwiatkowską i Agnieszkę Lingas-Łoniewską. 

Jako że posiadam swoje osobiste egzemplarze książek powyższych autorek, przywiozłam je ze sobą i poprosiłam o autografy. Poza tym udało mi się porozmawiać przez chwilę z każdą z nich, co bardzo mile wspominam 





Na koniec sobotnich TK przyszła pora na panel dyskusyjny mojego ulubionego autora, przedstawiciela polskiej fantastyki, Andrzeja Pilipiuka.


A po dyskusji przyszedł czas na krótkie spotkanie z czytelnikami i podpisywanie książek:


Kolejka była spora, ale warto było poczekać i spotkać się z Panem Pilipiukiem osobiście

Oto moja domowa kolekcja, która wzbogaciła się o wpisy autorów:


A to moje targowe zdobycze:


"Lato nagich dziewcząt" ze stoiska Biblioteki Miejskiej w Katowicach za 2 zł
"Teoria chaosu" kupiona na stoisku Sonia Draga
"Daleko od Niflheimu" i trzy części Lata z kryminałem, kupione po okazyjnych cenach w WABie

A te cztery powieści otrzymałam od Pani z Wydawnictwa Kojro, w ramach naszej współpracy. Bardzo serdecznie dziękuję


 A to garść gadżetów, ulotek i czasopism przywiezionych z targów:


Podsumowując, czas spędzony na katowickich TK uważam za bardzo udany. Poznałam wiele interesujących ludzi, nawiązałam nowe kontakty, przywiozłam super książki. Teraz mogę się szykować na Kraków
Sardegna

piątek, września 07, 2012

"Smak hiszpańskich pomarańczy" K. Lawrence, K. Ross, Ch. Shaw


Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Liczba stron: 400
Moja ocena : 5/6

Ależ sympatyczną i uroczą książkę ostatnio czytałam. Bardzo miło spędziłam przy niej czas. Odstresowałam się, a w związku z rozpoczęciem pracy było mi to bardzo potrzebne. Mowa oczywiście o powyższym zbiorze opowiadań Wydawnictwa Harlequin "Smak hiszpańskich pomarańczy".
Jako że nie jestem wielką fanką i znawczynią romansów, czytam je raczej okazjonalnie, ale mam szczęście, bo kiedy już po nie sięgam, zawsze jestem zadowolona z lektury.

Powyższa książka składa się z trzech niezależnych historii. Elementem łączącym wszystkie opowiadania jest Hiszpania, w której rozgrywają się poszczególne akcje. Andaluzja, Barcelona i Madryt. Piękne miejsca, gorące południowym słońcem, mogą zawrócić w głowie każdemu.

Trzy niezależne kobiety: Lily, Carrie i Grace wyruszają do Hiszpanii. Każda z nich przeżyje tam niesamowitą przygodę i znajdzie prawdziwą miłość. Nie spodziewajcie się jednak lukrowanego romansu,  bowiem historia miłosna każdej z kobiet nie będzie wolna od problemów. Dziewczyny będą musiały zawalczyć o swoje uczucia, zmierzyć się z nieprzewidzianymi wydarzeniami i poskromić południowy temperament swoich partnerów.

Pierwsze opowiadanie "Wakacje w Andaluzji" to historia Lily, która zdradzona przez męża udaje się na długo oczekiwane wakacje. Tam poznaje przystojnego Hiszpana Santiaga i spędza z nim parę upojnych chwil. Kilka miesięcy później, na skutek pewnego zbiegu okoliczności ta para spotyka się ponownie, jednak ich dobrze zapowiadająca się relacja zostaje zaburzona przez niedomówienia z przeszłości.

W kolejnej historii "Wino, słońce, Barcelona" poznajemy Carrie, która pracuje w agencji reklamowej i wyrusza do Hiszpanii aby poprowadzić kampanię, znanej na cały kraj Winiarni Santos. Przypadkowe spotkanie z przystojnym Hiszpanem wpłynie znacznie na sprawy zawodowe dziewczyny, bowiem w luźnej rozmowie z nieznajomym, zdradzi mu ona szczegóły projektu. Jak potoczą się dalsze losy Carrie, kiedy okaże się, że przypadkowym rozmówcą jest Maks Santos, bogaty i wpływowy właściciel winiarni?
 
Ostatnie opowiadanie "Tylko w Madrycie" zaczyna się dramatycznie. Grace jedzie do Hiszpanii aby prosić multimilionera, spadkobiercę sieci banków w Europie, księcia Javiera Herrera o umorzenie długów zaciągniętych przez ojca. Odważna i trochę bezczelna dziewczyna robi wrażenie na Javierze, który postanawia wykorzystać ją do prywatnych celów. Jako że ma obowiązek szybkiego ożenku, a jeszcze nie znalazł odpowiedniej kandydatki, postanawia przymusić Grace do małżeństwa, w zamian za pomoc finansową. Ten czysto handlowy układ, niespodziewanie przeradza się w prawdziwą miłość.

Nie umiem wybrać historii, która najbardziej mi się podobała. Z każdym kolejnym przeczytanym opowiadaniem, stwierdzałam: "to jest najfajniejsze". Więc ostatecznie, opowiadanie trzecie "Tylko w Madrycie" jest na mojej prywatnej liście, na miejscu pierwszym. Sympatyczne historie, trochę nierealne, bajkowe, ale jakże urocze, fankom gatunku na pewno sprawią wielką radość, a czytelniczkom okazjonalnym doskonale umilą czas. Szczerze polecam.
Sardegna

wtorek, września 04, 2012

"Tak dobrze, że aż źle" Jolanta Kwiatkowska


Wydawnictwo: mg
Liczba stron: 232
Moja ocena : 4/6

Panią Jolantę Kwiatkowską "poznałam" niedawno. Powiem szczerze, że w dużej mierze przyczynił się do tego znany serwis społecznościowy i wszelkie  konkursy i akcje, na stronach tego serwisu organizowane.
Jako że jestem wielką fanką Targów Książki, zwłaszcza tych, które za trzy dni zaczną się w pobliskiej mi miejscowości, przejrzałam dokładnie spis wydarzeń i autorów, planujących pojawić się na tej imprezie. Na liście znalazłam między innymi szanowną Autorkę, która będzie obecna na stoisku Granice.pl, w sobotę 8 września. Nie pozostało mi zatem nic innego, tylko pojawić się o odpowiedniej godzinie, z książką w ręku i korzystając z okazji poprosić o autograf. A ponieważ głupio zjawiać się na spotkaniu nie znając żadnej książki Autorki, postanowiłam nadrobić zaległości.

I tak, moją kolejną lekturą stała się powyższa książka. Zabawna, trochę przekorna, momentami irytująca, ale bardzo współczesna. Na pierwszy rzut oka zaklasyfikowałam ją jako standardowe kobiece czytadło, ale chyba nie do końca słusznie.

Ola jest niezależną, atrakcyjną, wykształconą trzydziestolatką, singielką. Nie czuje się jednak dobrze w tej narzuconej roli. Skrycie marzy o prawdziwej rodzinie, mężu i dzieciach. Ma grono wiernych przyjaciół, ale w kwestii partnera ciągle doskwiera jej samotność. Jako że lubi aktywnie spędzać czas i nie zamyka się w czterech ścianach, spotyka na swojej drodze różnych mężczyzn, z którymi próbuje budować bliższe relacje. Trudno jednak znaleźć idealnego mężczyznę, kiedy na pierwszym miejscu stawia się najlepszego przyjaciela, a żaden z potencjalnych kandydatów na męża nie dorasta mu do pięt.

O perypetiach miłosnych Olki i jej dylematach czytałam z uśmiechem na ustach. Niektóre momenty bardzo mnie bawiły, inne strasznie irytowały (zwłaszcza obchodzenie niecodziennych świąt, jakoś nie umiałam wczuć się w ich klimat).
Bohaterka szuka własnego miejsca na ziemi. Ma wahania nastrojów, jest niezdecydowana, zmienna, czasami zdesperowana. Miałam wrażenie, że nie umie cieszyć się ze swojego obecnego życia,  i wierzy, że pełnię szczęścia zapewni jej tylko szybkie wyjście za mąż. Ja osobiście nie mam nic przeciwko, bo sama jestem mężatką, ale szukanie partnera na siłę jakoś mnie do danej osoby zniechęca...

W ocenie końcowej dałam książce czwórkę. Na pewno warto poznać próbkę twórczości Autorki i przymierzyć się do jej innych powieści. Jeśli macie ochotę na coś współczesnego i nieskomplikowanego, "Tak dobrze, że aż źle" będzie w sam raz.

***
Krucho u mnie z czasem. Praca pochłania większą część dnia, a to co z niego zostaje, poświęcam na czytanie przedtargowych zaległości ("Studnia bez dna" Katarzyna Enerlich i "Baśniarz" Antonia Michaelis). Mam nadzieję, że mimo absorbującej pracy, uda mi się publikować posty na równi z przeczytanymi lekturami. Dziękuję za wszystkie zgłoszenia do wrześniowej Trójki e-pik. Jeżeli ktoś ma ochotę dołączyć, zawsze może to zrobić. Zapraszam.

Na tapecie mam audiobook "Za wszystko trzeba płacić" Marininy. Jest to moje pierwsze spotkanie z tą autorką i na razie jestem bardzo zadowolona. Świetnie słucha się lektora, Pana Rocha Siemianowskiego, a i historia wciąga. Mam także zaległą lekturę do opisania - przemiłe opowiadania "Smak hiszpańskich pomarańczy" od Wydawnictwa Harlequin, które okazały się być doskonałym odstresowywaczem. Postaram się napisać o tym niedługo.

Katowickie TK już za trzy dni. Przygotowuję książki, które zabiorę ze sobą. Na razie naszykowałam: "Upalne lato Marianny", "Tak dobrze, że aż źle", "Studnia bez dna", serię o Jakubie Wędrowyczu (a nuż się uda  i zaczynam odliczanie.
Sardegna

sobota, września 01, 2012

Trójka e-pik - wrzesień 2012. Podsumowanie sierpnia

Witam wszystkich w tym symbolicznym dniu. Pewnie dla większości z Was jest to dzień, jak co dzień, jednak dla uczniów, nauczycieli i rodziców jest to dzień, w którym zazwyczaj następuje rewolucja i organizowanie na nowo codziennego życia. W tym roku do szkół zawitamy dopiero od poniedziałku, ale nie da się ukryć, że myślami błądzimy już gdzieś w jej pobliżu.

Mam nadzieję, że mimo nowych obowiązków i spraw, które z najbliższymi dniami się wiążą, znajdziecie czas na nową wrześniową Trójkę e-pik i przyłączycie się do kolejnej zabawy

Na początek podsumowanie sierpnia.
Sierpniowa Trójka zakończyła się rekordową ilością osób biorących udział w zabawie. Zgłosiło się aż 29 osób, z czego aż 25 ukończyło w 100% a 4 ukończyło zabawę w 2/3. Pojawili się nowi uczestnicy, którzy w bardzo szybkim tempie przeczytali wybrane lektury. Mam nadzieję, że wyzwanie sprawiło Wam przyjemność i będziecie je kontynuować dalej.

Jak zwykle ułożyłam listę uczestników według czasu ukończenia zadania. Pionierem w tym miesiącu okazała się być Magda Sze, która zresztą bawiła się z nami po raz pierwszy :) tym bardziej należą się jej gratulacje

Magda Sze - Stulecie literatury
Silwercross - Moje czytanie
Ceisha - Krople delikatnych słów
  • literatura skandynawska - "Świat Zofii" Jostein Gaarder
  • literatura polska (autor wcześniej nie czytany) -"Pięć lat kacetu" Stanisław Grzesiuk
  • powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii - "Shirley" Charlotte Bronte
KasiaJ - Kącik z książkąon
  • literatura skandynawska - "Pamiętam cię" Yrsa Sigurdardottir
  • literatura polska (autor wcześniej nie czytany) -"Lalki" Karolina Święcicka
  • powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii - "Mansfield Park" Jane Austen
Honorata - Książki Ja i Pan Kot
Agnieszka - Krimifantamania
Monotema - 52 tygodnie czytania
Dosiak - Dosiakowe królestwo
zorija - nie prowadzi bloga
  • literatura skandynawska - "Europa blues" Arne Dahl
  • literatura polska (autor wcześniej nie czytany) - "Kapłan" Krzysztof Kotowski
  • powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii - "Pogrzeb we fiolecie" Ann Perry
Azumi - Miros de carti
  • literatura skandynawska - "Zapora" Henning Mankell
  • literatura polska (autor wcześniej nie czytany) -"Sny" Janusz Koryl
  • powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii - "Mansfield park" Jane Austen
Imani - Myśli czytelnika
 molesław - Molesław@blog
anetapzn - Pasje i fascynacje mola książkowego
guciamal - Moje podróże
 ejotek - Ejotkowe postrzeganie świata
magdalenardo - Moje czytanie
Agata Adelajda - Sprawy domowe i książka na półce
Cat Rock - Moja biblioteczka
  • literatura skandynawska - "W bagnie" Arnaldur Indriðason
  • literatura polska (autor wcześniej nie czytany) - "Starsza pani wnika" Anna Fryczkowska
  • powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii - "Złodziejka" Sarah Waters
Ania - Chciałbym znać tytuł ostatniej w świecie książki
natanna - Moje zaczytanie
 Agata - Różności książkowe i nie tylko
koczowniczka - Koczowniczka o książkach
 ZaczytAnia
Viv - Krakowskie czytanie
anek7 - Z lektur wiejskiej nauczycielki
Wyzwanie w 2/3 zrealizowały:

Agnesto - Anestariusz
  • literatura skandynawska - "Droga do Niflheimu" Maigull Axelsson
  • literatura polska (autor wcześniej nie czytany) - "Korzeniec" Zbigniew Białas
  • powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii ---
Książkowe zauroczenie - Figlarne czytanie
  • literatura skandynawska - "Domek z piernika" Carin Gerhardsen
  • literatura polska (autor wcześniej nie czytany) -"Dom pod Lutnią" Kazimierz Orłoś
  • powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii ---
Ktrya - Moje recenzje książek
  • literatura skandynawska - "Cudowna podróż" Selma Lagerlof
  • literatura polska (autor wcześniej nie czytany) -"Daria" Maria Nurowska
  • powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii ---
Iza - Filety z Izydora
  • literatura skandynawska ---
  • literatura polska (autor wcześniej nie czytany) - "Sprawa pułkownika Miasojedowa"- Józef Mackiewicz
  • powieść z wątkiem XIX wiecznej Anglii - "Panie z Cranford" Elisabeth Gaskell - przeczytana nie opisana
Na moje wyzwanie składały się:
W tym miesiącu na uwagę zasługują:
Ktrya, która nadrobiła powieść z wątkiem paranormal - "Początek" Ellen Schreibe  
molesław i ejotek, które przeczytały dwie lektury polskiego autora
anetapzn i natanna, które przeczytały dwie lektury skandynawskie   
Imani, która przeczytała dwie powieści z wątkiem XIX wiecznej Anglii
ZaczytAnia, która pochłonęła całą fińską trylogię kryminału

Dziękuję wszystkim uczestniczkom wyzwania za zaangażowanie i wszystkie miłe komentarze. Jednocześnie przepraszam, że w tym miesiącu nie śledziłam na bieżąco Waszych wpisów. Poprawię się we wrześniu.

Ruszamy zatem z nową zabawą. Na początek przypomnienie zasad:

Zasady:
*  wyzwanie trwa miesiąc kalendarzowy
*  w zabawie wziąć udział może każdy bloger oraz każda osoba nie posiadająca bloga, która ma ochotę przyłączyć się do zabawy. Przyłączyć się można w dowolnym momencie
*  wyzwanie będzie polegało na przeczytaniu trzech zaproponowanych przeze mnie gatunków powieści
*  wybór książki, kwalifikującej się do podanego gatunku, jest zupełnie dowolny i zależeć będzie tylko od Was
* osoby posiadające bloga, po napisaniu opinii, na temat wybranej książki, proszone są o wpisanie informacji, że książka została przeczytana w ramach wyzwania "Trójka e-pik" i podanie linka do tego posta
*  w podsumowaniu, które nastąpi pod koniec miesiąca wystarczy, aby osoby które wzięły udział w wyzwaniu, w komentarzach pod postem tematycznym, podały trzy linki do swoich opinii.

Na wrzesień proponuję:



klasyka światowa
literatura faktu
polska fantastyka

I jakie wrażenia?  Ja już wiem, że literatura faktu to będzie dla mnie prawdziwe wyzwanie. Zachęcam do zgłaszania się. Proszę też o podmienienie banera na aktualny. Pozostaje mi życzyć Wam miłej lektury i udanej zabawy. Pozdrawiam serdecznie
Sardegna