Pages

środa, września 30, 2015

# Nowości w mojej biblioteczce - wrzesień

Wrzesień, jak to wrzesień minął za szybko i tradycyjnie był bardzo pracowity. Mało czasu wolnego przełożyło się niewiele przeczytanych lektur (bo tylko 8), ale jako że w każdej sytuacji staram się szukać pozytywów, oto i one: nadrobiłam zaległości w opisywaniu wakacyjnych książek (została mi już tylko jedna), przeczytałam dzieciakom całą gamę książeczek dla dzieci,  odgruzowałam na twardym dysku dwa e-booki, dawno temu zaginione w akcji, które do tego jeszcze PRZECZYTAŁAM! Sukces goni sukces! A tak poważnie, myślę, że wrzesień był całkiem okej, a poświadczyć mogą to poniższe stosy, które dotarły do mnie w tym miesiącu:  


"Arena szczurów" Marka Krajewskiego
"Zbrodnia w szkarłacie" Katarzyny Kwiatkowskiej - obie od Znaku


"Sekret Sonji" Asa Hellberg - od Czwartej Strony
"Róża i cis" oraz "W samotności" Agathy Christie - to niespodziewana przesyłka od Publicatu
podobnie jak "Madonny z Bari" Renaty Czarneckiej

Jeśli mowa o niespodziankach, to pewnego pięknego dnia, zupełnie niespodziewanie otrzymałam takie oto cudo:


Wiedziałam, ze Magda Witkiewcz wysyła egzemplarze przedpremierowe do swoich czytelniczek, ale nie przypuszczałam, że do mnie też! Bardzo się ucieszyłam tym wyróżnieniem! Powieść już przeczytałam, tak więc moich wrażeń z lektury spodziewajcie się na dniach.



"Po prostu bądź" Magdy Witkiewicz raz jeszcze oraz
"Warkocze" od Między Słowami, które pokochała moja Siedmiolatka i teraz nagabuje mnie wykonaniem przepięknych kombinacji. Wszystko byłoby okej, gdyby nie to, że matka ma problem z wykonaniem najprostszego francuza, także...ten tego...


"Śnieżka musi umrzeć" Nele Neuhaus - od Media Rodziny
"Klątwa Tudorów" Philippy Gregory - od Publicatu
i kolejna szalona niespodzianka od Otwartego - drugi tom "Królów przeklętych"

A do Królów dołączone:


Na koniec jeszcze zestaw książeczek dla Siedmiolatki z serii "Czytam sobie" od Egmontu. Poziomy od 1-3, bowiem czyta już samodzielnie wszystkie z nich:


I nagroda wygrana na blogu Lego Ergo Sum - kubek, o jakim skrycie marzyłam, odkąd tylko jego reklama pojawiała się na FB. Do tego zestaw niepokojąco wyglądających herbatek, których trochę ze strachu jeszcze nie zaparzyłam...


Teraz zostało mi tylko oganiać zaległości o przygotowywać się mentalnie na Krakowskie Targi Książki, które już za trzy tygodnie. Wpis na ten temat będzie osobny i pewnie pojawi się na dniach. Plany na targowy weekend mam jak zwykle ambitne, zobaczymy, co uda mi się zrealizować.

  Sardegna

sobota, września 26, 2015

"Przypadki pewnej desperatki" Magdalena Wala


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 358
Moja ocena : 5/6

Pamiętacie "Nie zmienił się tylko blond" Agaty Przybyłek? Super zabawną, kobiecą książkę z "Serii z babeczką" Czwartej Strony? Jeśli tak, to zapraszam do zapoznania się z kolejną powieścią z tej kolekcji - pora na "Przypadki pewnej desperatki" autorstwa Magdaleny Wala. Ta szalona powieść powinna się Wam spodobać, choć uprzedzam, perypetie przebojowej Julii, choć zabawne, nie rozśmieszyły tak, jak Iwonki - bohaterki Blondu. Ostatecznie jednak, uważam lekturę za bardzo udaną i wyjątkowo odstresowującą na trudny początek września. A wszystko właśnie za sprawą wątku szkolnego (bardzo nieprawdopodobnego, moim zdaniem), ale na swój sposób zabawnego.

Julia studiuje historię, ma świetnego, kochającego ją chłopaka, fajnych przyjaciół i nie najgorszą, młodszą siostrę. Zadowolona ze swego życia nie pali się do stabilizacji i zakładania rodziny, o której coraz częściej przebąkuje jej partner. Z drugiej jednak strony, dziewczyna chciałaby się usamodzielnić, rozpoczyna więc pierwszą w swoim życiu pracę, jako nauczycielka historii w jednym z pobliskich gimnazjów. Życie pomiędzy studiami, imprezami, randkami i półetatową pracą nie jest łatwe, ale Julka daje radę. Wszystko właściwie dzięki anielskiej cierpliwości jej chłopaka Pawła, bo inny facet to potrząsnąłby desperatką konkretnie i uciekł, gdzie pieprz rośne. No ale Paweł zakochany jest w Julii na zabój i znosi wszystkie jej fanaberie ze stoickim spokojem. 

I tak właściwie na tych wątkach opiera się powieść. Julia próbuje ogarniać wszystkie swoje życiowe role z mniejszym lub większym powodzeniem. Stara się odciągnąć myśli Pawła od zawarcia związku małżeńskiego, ale jednocześnie rozpala w nim niegasnące uczucia. W gimnazjum pracuje na pełnych obrotach, choć ujarzmienie nastolatków i współpraca z dyrekcją nie idzie jej najlepiej. Zalicza kolejne egzaminy na studiach,  choć wszelkie próby sumiennego przygotowania się do nich, spalają na panewce. Dodatkowo, opiekuje się młodszą siostrą, której pomysły i życiowa energia jest nie mniejsza niż jej własna, i odpiera ataki rodzicielki, w związku ze swoim potencjalnym staropanieństwem. Dekoracji dopełnia amatorskie i hobbistycznie prowadzone śledztwo, dotyczące tajemniczych morderstw sprzed ponad stu lat, które Julia z pasją realizuje.

Jak w takich warunkach można w ogóle myśleć o stabilizacji życiowej? Nie można, dlatego Julia tego nie robi. Robi natomiast wszystko inne. I rzeczywiście niektóre jej przypadki są wyjątkowo zabawne, niektóre natomiast nieco przerysowane, zwłaszcza te, związane z pracą w gimnazjum (choć to tylko moje zdanie), ale generalnie, dobrze się o nich czyta. 

Interesujące jest wplecenie w fabułę wątku kryminalnego, związanego z odkryciem przez Julię XIX wiecznego pamiętnika. W nim znajduje się zapis codziennego życia jednej z dwórek Izabelli Czartoryskiej, a także wspomnienia wypadków, do których doszło w jej obecności. Julka, zafascynowana historią, pochłania opowieść Agnety i sto lat po dokonanych  zabójstwach odkrywa, kto za nimi stał. Bardzo ciekawy to motyw, urozmaicający całą powieść, która bez niego byłaby typowym babskim czytadłem.

"Przypadki pewnej desperatki" to sympatyczna powieść w sam raz na zły humor, która wraz z "Nie zmienił się tylko blond" tworzy świetny cykl kobiecej literatury od Czwartej Strony. Polecam - poprawa nastroju, gwarantowana!
Sardegna

piątek, września 25, 2015

"Amelia i Kuba. Kuba i Amelia. Nowa szkoła" Rafał Kosik


Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 272
Moja ocena : 5/6

"Amelia i Kuba. Kuba i Amelia" to świetny cykl książek autorstwa znanego chyba wszystkim miłośnikom fantastyki, Rafała Kosik. O ile seria "Felix, Net i Nika" (z której, jak do tej pory, miałam przyjemność przeczytać tylko jeden tom "FNiN oraz Gang Niewidzialnych Ludzi") przeznaczona jest dla młodzieży w różnym wieku, a nawet dla dorosłych czytelników, którym też sprawi wiele frajdy, tak seria zaprezentowana dzisiaj, skierowana jest raczej do tej młodszej młodzieży (uczniów wyższych klas szkoły podstawowej). Wszystko to za sprawą głównych bohaterów, którzy do takiej szkoły uczęszczają, a problemy, z którymi przyjdzie im się zmierzyć są bliskie niejednemu jedenasto czy dwunastolatkowi. Nie ukrywam, ja również czytałam o perypetiach sympatycznych dzieciaków z jednego osiedla z wielką przyjemnością i na pewno podsunę tytuł do czytania moim dzieciom, kiedy tylko osiągną do niego odpowiedni wiek.

Jako że jest to drugi tom przygód bohaterów, poprzednie ich przygody, związane głównie z czasem wakacyjnym i przeprowadzką do nowego apartamentowca, można znaleźć w tomie o tytule: "Amelia i Kuba. Kuba i Amelia. Godzina Duchów". Natomiast sięgając po "Nową szkołę" nie trzeba się martwić nieznajomością tomu pierwszego. Jest to zupełnie nowa historia, którą można czytać niezależnie od innych.

Historia czwórki przyjaciół: Amelii, jej brata Albert oraz ich sąsiadów: Kuby i jego sześcioletniej siostry, Mi, pisana jest w perspektywy dwóch z nich: jedenastoletniej Amelii i będącego w tym samym wieku Kuby. Dzięki takiej formie książki możemy poznać "męski" i "damski" punkt widzenia tych samych wydarzeń czy problemów, których niestety będzie co niemiara w nowej szkole, do której przenoszą się nasi bohaterowie. W związku z tym, że cala czwórka przeprowadziła się z rodzinami na nowe, zamknięte osiedle, wraz z nadejściem września, wszyscy podążają do nowej szkoły, a takie początki, jak wiadomo, nigdy nie są łatwe. 

Nowi koledzy nie zawsze są życzliwi, a ich żarty są niezrozumiałe i mało śmieszne. Nauczyciele też nie ułatwiają sprawy, podobnie jak fakt, że nowe osiedle, w którym zamieszkali "nowi", zostało wybudowane w ulubionym miejscu zabaw lokalnych dzieciaków. Poza tym zadomowieniu się w nowej, szkolnej rzeczywistości, nie ułatwia Kubie i Amelii dziesięcioletni brat dziewczynki - Albert, który może i jest super inteligentnym dzieciakiem, ale przez to, że cierpi na Zespół Aspergera, nie do końca rozumie zachowania i podteksty w wypowiedziach kolegów, a wszystko odbiera bardzo dosłownie, na świat patrząc wyjątkowo racjonalnie. Zachowanie Alberta to tylko jeden z pretekstów do dokuczania "nowym". Kolejnym problemem staje się walka o względy Amelii pomiędzy Kubą a klasowym siłaczem. Do tego w szkole wyjątkowo aktywnie działa Mi, robiąc obciach starszemu bratu. Sześciolatka ma bardzo szalone, ale jednocześnie tak inteligentne pomysły, że nie sposób jej ignorować.

Jak zatem w takich warunkach można spokojnie chodzić do szkoły i zawiązywać nowe przyjaźnie, a także utrwalać te stare? Wydarzenia pokazane z perspektywy Amelii i Kuby pokazują, że ta sama sytuacja szkolna może zostać różnie odebrana przez chłopaka i dziewczynę. Drobne nieporozumienie może przekształcić się w poważny konflikt, a zwyczajny gest może zostać źle odebrany. 

"Amelia i Kuba. Kuba i Amelia" to taka książka o wielkich problemach małych ludzi, i fajnie, że takowa powstała, bo często ignoruje się szkolne dylematy i konflikty dzieciaków, uważając je za mało istotne czy niegodne uwagi. A przecież dla przeciętnego jedenasto czy dwunastolatka, stanowią one niemalże całe życie. Dlaczego więc nie mówić o tym? Historia może pokazać dzieciakom, że skoro książkowi bohaterowie przeżywają podobne sprawy, to oni sami nie są osamotnieni w swych dylematach. Z Amelką, Kubą, Albertem i Mi bowiem, bardzo łatwo jest się utożsamić. Ważnym wątkiem w książce jest postać ucznia z Zespołem Aspergera - początkowo niezrozumiałego przez otoczenie i wytykanego palcami, ale z czasem budzącego tylko sympatię i absolutną akceptację.

Polecam ten tytuł wszystkim zainteresowanym. Dzieciakom i ich rodzicom, paniom bibliotekarkom, fanom "Felixa, Neta i Niki". Z Amelką i Kubą bardzo łatwo jest się zaprzyjaźnić.

Sardegna

sobota, września 19, 2015

"Aleja samobójców" Marek Krajewski, Mariusz Czubaj


Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 9 godzin i 12 minut      
Moja ocena : 5/6
lektor: Marek Krajewski i Mariusz Czubaj


Nakręcona niejako nowością pana Marka Krajewskiego "Areną szczurów", która mam w wersji papierowej, postanowiłam pójść za ciosem i przesłuchać jedną z wcześniejszych powieści Autora, napisaną w duecie ze znamienitym twórcą polskich kryminałów, panem Mariuszem Czubaj. "Aleja samobójców" to pierwszy tom przygód nadkomisarza Jarosława Patery, a ich kontynuacją są "Róże cmentarne", po które też pewnie sięgnę, jeśli będę miała okazję.

Jeśli chodzi o moje wrażenia po lekturze powieści, mam mieszane uczucia: z jednej strony, sama intryga kryminalna jest "średnia", a śledztwo toczące się w sprawie jej rozwikłania toczy się leniwie. Przez to powieść zaliczyłabym do gatunku bezkrwawych kryminałów, z wolno rozwijającą się akcją, a za takimi nie przepadam.

Z drugiej jednak strony (i ta kwestia przeważyła o mojej wysokiej ocenie książki), całą historię tworzy główny bohater, czyli nadkomisarz Jarosław Pater. Facet jest nieziemski! Ma oczywiście swoje osobiste problemy, dość nietypowe hobby, ale w pracy jest bezkonkurencyjny. Do tego jest wielkim miłośnikiem poprawnej polszczyzny i broń boże tego, który w jego obecności złamie zasadę poprawnej mowy polskiej, źle odmieni jego nazwisko lub zastosuje bezpodstawnie jakiś neologizm (aż się boję, czy w mojej notce nie znalazł się jakiś dyskwalifikujący mnie w oczach nadkomisarza, błąd!)

Pater jest dla mnie jednoosobowym bohaterem tej powieści. Oczywiście intryga, intrygą, zagadkę trzeba rozwiązać, ale postać nadkomisarza wybija się (przynajmniej dla mnie) na pierwszy plan.

Natomiast sama akcja kryminalna toczy się w ekskluzywnym domu spokojnej starości "Eden", w którym ktoś morduje i skalpuje jednego z pensjonariuszy. Głównym podejrzanym staje się inny mieszkaniec "Edenu", który znika bez śladu w noc popełnienia morderstwa. Niby typowa sprawa, a kiedy na jaw wychodzą jeszcze fakty z życia podejrzanego i jego zainteresowanie ranami rytualnymi, wydaje się być rozwiązana. Problem pojawia się jednak w momencie, kiedy okazuje się, że zamordowany nie był wcale niedołężnym staruszkiem, a do akcji wkracza ABW, usuwając ekipę Patery z drogi.

Nadkomisarz będzie musiał zorganizować sobie własną grupę badawczą i po cichu rozwiązywać sprawę na własną rękę. Kiedy okazuje się, że w "Edenie" zginęła jeszcze jedna osoba, a pracownicy instytucji mają swoją niecną przeszłość, śledztwo przybiera zupełnie nieoczekiwany obrót.

"Aleja samobójców" to całkiem fajny, polski kryminał. Tak jak zaznaczyłam, nie będzie on miał szaleńczego tempa, ani niesamowitych opisów zbrodni, natomiast Jarosław Pater powinien wynagrodzić czytelnikom leniwie toczącą się akcję. Nawet nagromadzone wątki poboczne, związane z jego osobą nie powinny wydawać się nużące, kiedy dotyczą tak barwnej i charakternej osobowości.

Osobiście, na koniec, mam jedno zastrzeżenie wobec samego audiobooka; wybór Autorów, jako lektorów powieści jest na pewno ciekawym zabiegiem, jednakże w tym przypadku nie jest to dobrym pomysłem. Powieść w wykonaniu Autorów wolę zdecydowanie czytać niż słuchać.

Sardegna

piątek, września 18, 2015

"Piętnaście pierwszych żywotów Harry'ego Augusta" Claire North


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 464
Moja ocena : 4/6

Lubię książki z wątkiem podróży w czasie, albo z zapętloną czasoprzestrzenią (tak to się chyba poprawnie nazywa). Zawsze skłaniają mnie to do przemyślenia pewnych spraw i powodują nieokreśloną tęsknotę za niemożnością przeżycia takiej przygody. "Jej wszystkie życia" Kate Atkinson, powieść, w której bohaterka ma wiele szans na ponowne przeżywanie swojej egzystencji, zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie, kiedy więc Świat Książki wydał "Pierwszych piętnaście żywotów Harry'ego Augusta" ucieszyłam się, że będę miała kolejną okazję do "zapętlenia się w czasie" z głównym bohaterem.

Muszę jednak lojalnie uprzedzić wszystkich czytelników zakochanych w powieści Atkinson, "Żywoty..." nie dostarczają tylu emocji i nie czyta się ich niestety tak łatwo. Przykro mi to mówić, bo pomysł na fabułę jest genialny, pokuszę się o stwierdzenie, że nawet lepszy, niż "Jej wszystkie życia", jednak efekt końcowy nie jest już taki spektakularny ( nie dotyczy to samego zakończenia, które wbija w fotel).

Najlepszym słowem określającym powieść będzie "przegadanie". Akcja spokojnie zawarłaby się w mniejszej ilości stron, bo to przeciąganie wydarzeń w nieskończoność (co w sumie powinno być głównym walorem książki), stało się naprawdę nużące. Bardzo dużo czasu zajęło mi przeczytanie pierwszych stu stron. W ogóle nie potrafiłam wciągnąć się w akcję, mimo że bohater w tym czasie zdążył już co nieco "przeżyć". Na szczęście zabrałam książkę ze sobą na urlop, a tam doczytałam ją już do końca.

Harry August umiera wiele razy i rodzi się z pamięcią wszystkich wydarzeń, jakie przeżył w poprzednich życiach. Trudne to doświadczenie, zwłaszcza dla małego chłopca, który początkowo nie ma pojęcia, co się z nim dzieje. Z czasem jednak Harry nabywa doświadczenia w "ponownym przychodzeniu na świat" i pętla czasowa nie jest to już dla niego taką traumą, jak na początku żywota. W każdym kolejnym życiu chłopak pragnie nauczyć się jak najwięcej. Dobrze wykorzystuje dany mu czas, studiuje różne dziedziny nauki, gromadzi wiedzę i doświadczenie. Jako że przychodzi mu żyć w niełatwych czasach II Wojny Światowej, zdobywa także informacje o przebiegu walk i strategii na różnych frontach.

Żyjąc raz po raz, Harry dokonuje dziwnego odkrycia: okazuje się, że nie jest sam na świecie ze swoją przypadłością. Ludzi podobnych do niego, o identycznych umiejętnościach jest wiele i tworzą oni zgromadzenie nazywane Bractwem Kronosa. W stowarzyszeniu tym chłopak odnajduje wsparcie, ale spotkanie z tą grupą ludzi okaże się też największym niebezpieczeństwem, z jakim przyjdzie się Harry'emu zmierzyć.

Ktoś posiadający wiedzę o przyszłości zaingeruje w losy świata, a nasz bohater będzie musiał postarać się zlikwidować zagrożenie w zarodku. Misja będzie bardzo trudna, a kiedy dodatkową przeszkodą będą najemnicy, próbujący siłą wydobyć z Harry'ego informacje o przyszłości, może ona potrwać nawet kilka żyć...

"Piętnaście pierwszych żywotów Harry'ego Augusta" to mieszanka fantastyki i powieści obyczajowej, z rozwiniętym wątkiem filozoficznym. Zwłaszcza pierwsze rozdziały (te, których czytanie sprawiło mi niejaką trudność), pełne są rozważań bohatera nad własnym losem i nieuniknioną wędrówką w czasie. Dla mnie było to nieco nużące, wolałabym aby akcja rozwinęła się od razu, stąd moje określenie fabuły, jako "przegadanej". Natomiast rozdziały kolejne, związane już z zadaniem bohatera czyta się bardzo szybko, niemalże jak kryminał czy thriller. Opisy nie są wolne od trudnych czy brutalnych scen, a Harry musi zachować trzeźwość umysłu i czujność do samego końca, gdyż od tego zależą losy nie tylko Bractwa, ale i całego świata.   
 
Nie da się jednak ukryć, że książka autorstwa bardzo młodej pisarki jest na swój sposób wyjątkowa. Została przecież wyróżniona nominacją do brytyjskiej nagrody Arthur C. Clarke Award dla powieść s-f, a dzięki temu, dostrzeżona przez szerokie grono czytelników. Stąd moja dość wysoka ocena, pomimo moich osobistych zarzutów, nie mogę ująć tej powieści oryginalności, a autorce - dojrzałości.

Sardegna

sobota, września 12, 2015

"Mnich" Matthew Gregory Lewis


Wydawnictwo: Aleksandria
audiobook: czas trwania 16 godzin i 29 minut   
 Moja ocena : 6/6
lektor: Zbigniew Wróbel

Kiedy na jednym ze spotkań Antykwarycznego Klubu Książki omawialiśmy opowiadania Edgara Allana Poe, w trakcie dyskusji wyszedł temat zupełnie nieznanego mi "Mnicha", autorstwa Matthew Gregory Lewisa. Agnieszka z bloga Dowolnik zachęcała mnie go lektury, mówiąc, że jeżeli podobają mi się wiersze Poe'go, to i "Mnich" powinien mi się spodobać. Agnieszce wtórował Janek z Antykwariatu Kocham Książki, i tak mi zachwalali tego "Mnicha", że postanowiłam zapoznać się z tym kultowym (podobno) romansem grozy.

Nie miałam pojęcia, kim jest autor (angielski pisarz i dramaturg), ani z jakiej epoki powieść pochodzi (wydana w 1796 roku), wiedziałam natomiast, już po odsłuchaniu pierwszego rozdziału, że to będzie genialna lektura! 
Utwór uznany owego czasu za skandaliczny i jeden z najbardziej drastycznych dzieł gotyckich. W nim po raz pierwszy ukazano postać mnicha, w złym świetle, poza tym poruszono zakazane i krytyczne treści, związane z kościołem katolickim. 

Dzisiaj owa "skandaliczność" powieści nie jest już tak rażąca, sama powieść nie jest też najstraszniejszym z horrorów, z jakimi miałam do czynienia. Robi jednak na czytelniku spore wrażenie, zwłaszcza mrocznym klimatem ponurych klasztorów, lochów oraz opisami praktyk czarnej magii. Dla mnie osobiście "Mnich" to mieszanka gotyckiego thrillera i średniowiecznego horroru. Podoba mi się też określenie powieści, jako "romans grozy" i rzeczywiście, analogia do wierszy E.A. Poe'go i podobny klimat, w jakim jest utrzymana, są bardzo widoczne.

Rzecz dzieje się w czasach hiszpańskiej inkwizycji , kiedy to najbardziej cenioną i niemalże wielbioną osobą w Madrycie, staje się pobożny mnich Ambrosio. Postać ta stawiana wszystkim za wzór cnót, będąca najbardziej pożądanym spowiednikiem wszystkich znaczących mieszkańców, rzeczywiście jest pobożnym, ale też surowym duchownym, mającym na względzie przede wszystkim zbawienie duszy swojej.

Wydarzenia toczące się wokół Ambrosia są w powieści najistotniejsze, ale nie mniej ważne są też inne postacie: Antonia, piękna i niewinna dziewczyna, która przybywa do stolicy wraz z matką, aby polepszyć swój żywot, przyjaciele Reymondo i Lorenzo, z których jeden zakochuje się w Antonii, a drugi w siostrze przyjaciela, ale także cała gama postaci drugoplanowych, które budują historie poboczne, dziejące się albo w retrospekcjach, albo tuż obok wydarzeń głównych. Wszystkie te historie są niesamowite, niektóre przez to, że są tak realne, inne, dlatego że przeplatane są mistycznymi wątkami, tajemniczymi obrzędami czy strasznymi, krwawymi opisami.

Ambrosio w swoim klasztorze staje się ideałem, wspaniałym wzorem do naśladowania, więc otoczony jest gromadą młodych mnichów, łaknących jego uwagi. Pewnego dnia jednak, uczciwość i pobożność duchownego staje pod znakiem zapytania, kiedy to w przebraniu młodego ucznia, w komnacie Ambrosia stawia się zakochana w nim na zabój, piękna Matylda. Mnich ulega pokusie pożądania i łamie swoje śluby czystości, ale za jednym jego grzechem podążają kolejne, coraz bardziej świadome, cięższe, śmiertelne...

Opętany żądzą cielesną, mnich postanawia uwieść niewinną dziewczynę, która pojawiła się w mieście. Antonia jest jednak bardzo ostrożna i nie daje wiary słodkim słowom Ambrosia. Mnich musi za wszelką cenę osiągnąć swój cel,  ucieka się więc do czarnej magii, a z pomocą przychodzi mu ... Matylda. 

Jednocześnie obok wydarzeń głównych obserwujemy rozkwit uczucia pomiędzy Lorenzo a Antonią, a także między Reymondo a Agnes (siostrą Lorenza). Ani jeden, ani drugi związek młodych kochanków nie będzie szczęśliwy, bowiem na ich drodze staną przeróżne przeszkody: zaczynając od niechęci rodziny, poprzez uwięzienie w klasztorze, porwanie przez zbójców, na krwawiącej zjawie skończywszy.

W historii tej wydarzy się wszystko to, co charakterystyczne jest dla powieści gotyckiej. Do tego tajemnicza i przytłaczająca atmosfera klasztorów, umiejscowionych pod nimi krypt i lochów, a także narracja, wywołująca poczucie niepokoju czy wręcz grozy. 
Tak, jak powiedziałam na początku, w dzisiejszych czasach lektura "Mnicha" nie wywołuje już w czytelnikach paniki czy zgorszenia, ale powieść ma "momenty", które rzeczywiście powodują dreszcz emocji bądź strachu, a całość istotnie bardzo przytłacza swym niesamowitym klimatem.

Nie mogę uwierzyć, że nigdy wcześniej nie słyszałam o tej kultowej wręcz powieści i dopiero teraz ją przeczytałam (a właściwie przesłuchałam), a nie w czasie, kiedy bardzo fascynowały mnie wiersze E.A. Poe'go. Jak widać jednak, nigdy nie jest za późno na nadrobienie zaległości, a polecanki blogowych znajomych mogą okazać się prawdziwym strzałem w dziesiątkę!

Sardegna

piątek, września 11, 2015

"Gej w wielkim mieście" Mikołaj Milcke


Wydawnictwo: Dobra Literatura
Liczba stron: 388
Moja ocena : 3/6

U mnie nic nie ginie i każda książka ma swój czas. Najlepszym przykładem tego jest "Gej w wielkim mieście", e-book, który leżakował na moim dysku od dobrych dwóch lat. Otrzymałam go owego czasu w ramach współpracy, ale był on w formacie mobi, którego ja w żaden sposób nie potrafiłam odczytać (dobra, zostawcie to bez komentarza...). Później przyszedł taki czas, że zupełnie odcięłam się od e-booków (brak czytnika, niechęć do czytania na komputerze), a e-book czekał. Ale przyszedł czas zmian i po zainstalowaniu na telefonie aplikacji do czytania plików mobi mogłam przeczytać sobie w komfortowych warunkach "Geja w wielkim mieście", a jego niecałe 400 stron przeleciało mi w oka mgnieniu.


Pierwsze moje skojarzenie było następujące: to może być zabawna historia! Taki zresztą przeczytałam opis: "napisana z lekkością i humorem". I w pewnym stopniu to prawda. Powieść czyta się bardzo szybko, niektóre sytuacje, czy wypowiedzi bohaterów rzeczywiście śmieszą, niestety książce daleko do tego, abym uznała ją za rewelacyjną i wystawiła jej wysoką ocenę. 

Tytułowy bohater to dwudziestolatek, który właśnie zaczyna nowe życie w Warszawie. Ze swojego prowincjonalnego miasteczka przenosi się do stolicy, gdzie zaczyna swoje wymarzone studia dziennikarskie. Chłopak biedny, jak mysz kościelna, z ubogim wsparciem ze strony rodziny boi się, ale jednocześnie nie może się już doczekać tego, co przyniesie mu Warszawa. Początki są trudne, na szczęście udaje mu się wkręcić w fajną studencką grupę i zjednać sobie nowych przyjaciół, którym zupełnie nie przeszkadza fakt, że ich nowy znajomy jest gejem. Chłopak nie ma zbyt wielkiego doświadczenia w związkach, liczy więc, że w stolicy pozna kogoś interesującego, z kim być może uda mu się stworzyć fajną relację.

I praktycznie na tym opiera się fabuła książki. Perypetie bezimiennego bohatera, związane oczywiście z jego życiem uczuciowym, ale też i rodzinnym, to główne wątki opowieści. Niestety to, co się dzieje w głowie chłopaka, jego postępowanie i to, jak tłumaczy swoje niektóre zachowania, jest dla mnie zupełnie nie do przejścia.
Język, jakim posługuje się bohater, jego przemyślenia, dialogi, są dla mnie zupełnie nierealne, jakieś takie dziecinne i infantylne, zupełnie niepasujące mi do dwudziestoletniego faceta. Rozumiem, że dwudziestolatek może być niedojrzały, i bez względu na to, czy jest gejem, czy nie, może zachowywać się od czapy, ale odstawianie histerii, fochy w sytuacjach zupełnie nieadekwatnych, a znowu w momentach, gdzie trzeba być stanowczym - zupełna bierność, głupota nawet, to dla mnie wielka przesada. 

Sytuacje, w jakich postawiono bohatera są bardzo skrajne: od wielkiego szczęścia do zupełnej destrukcji, a jego zachowanie jest zupełnie do niech nieadekwatne. I to mnie bardzo denerwowało, bo pomysł na fabułę jest zupełnie niezły, tylko wykonanie i efekt końcowy, gorszy.  

Nie do końca zgadzam się też z opisem okładkowym, iż powieść przełamuje stereotypy i łamie tabu. Nie znalazłam w książce niczego, co złamałoby temat tabu, to po pierwsze, a po drugie, większość stereotypów jest w niej właśnie utrwalona. Jeżeli już pojawia się jakiś "przełamujący stereotyp" motyw, to jest on jakiś taki nienaturalny i tak wyolbrzymiony, jak wielka i szczera jest przyjaźń bohatera, z kolegą z technikum, typowym dresiarzem, ale o gołębim sercu.

Nie można odebrać książce, że czyta się ją bardzo szybko, ale bez większych emocji. Chociaż może i emocje są, kiedy ma się ochotę walnąć bohatera w łeb i wrzasnąć: "ogarnij się człowieku!" Pozytywem książki jest na pewno fakt, że fabuła nie jest wulgarna i oswaja temat homoseksualizmu, ale jeżeli już o to chodzi, to moim zdaniem, o wiele bardziej nada się do tego powieść "Joachim" Grażyny Hanaf, w której to bohater, mimo że siedemnastoletni, jest o niebo dojrzalszy od powyższego.

Sardegna

czwartek, września 10, 2015

Kolejny mix dziecięcy

Dzisiaj chciałam zaprezentować Wam kolejną odsłonę dziecięcych lektur, czytanych wieczorami. Po wakacjach ruszyliśmy z czytaniem (i tym samodzielnym i tym "przez Mamę") pełną parą. W razie czego, jakbyście byli zainteresowani naszym poprzednim mixem książek dla dzieci, zerknijcie do TEGO posta. Jeżeli nie, zapraszam do przeczytania wrażeń dzieciaków z poniższych trzech książeczek. Wszystkie pochodzą z naszej domowej biblioteczki są stosunkowo nowymi nabytkami. "Pocahontas" dzieci wyszperały na tyskim kiermaszu MBP, podobnie, jak "Maks" - z tym, że ta książeczka była nagrodą, którą Młodszy wygrał w bibliotecznym konkursie. "Niedźwiadek polarny" to zakup własny.

"Niedźwiadek polarny" Holly Webb
Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 160
Moja ocena : 5/6

To najbardziej ambitna książeczka, zarówno z dzisiejszego zestawienia, jak i z serii "Zaopiekuj się mną" Holly Webb, z którą mieliśmy do tej pory, do czynienia. Historia Sary, która utknęła na święta w zasypanym śnieżycą, kanadyjskim domu dziadka, jest naprawdę interesująca. Dziewczynka zasmucona koniecznością spędzenia świąt bez rodziców, wsłuchuje się w opowieści dziadka z przed lat. A są to opowieści! O Inuitach, ich zwyczajach, budowaniu igloo, zorzy, Arktyce i polarnych zwierzętach. Sara zafascynowana historiami z przeszłości dziadka, pewnej nocy przeżywa swoją własną, polarną przygodę, z małym niedźwiadkiem w roli głównej.

Książeczka jest dość gruba, jak na serię Holly Webb i to nie jest jedyna cecha, jaka wyróżnia ten tytuł wśród innych tomów. "Niedźwiadek polarny" przekazuje dzieciakom wiele interesujących wiadomości i można naprawdę czegoś konkretnego się nauczyć.

"Pocahontas" Walt Disney/tekst polski Małgorzata Fabianowska
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 112
Moja ocena : 5/6

Druga książeczka to propozycja bardziej dla dziewczyn, choć mój Pięciolatek też ze spokojem jej wysłuchał. Opowieść o indiańskiej księżniczce Pocahontas, która mimo iż zakochana w przybyszu zza oceanu, nie potrafiła porzucić swoich korzeni, tradycji i swego ludu. Historia znana dzieciom z Disney'owskiej bajki, wzbudziła i tak sporo emocji, bowiem, co innego czytać o przygodach bohaterów, a co innego oglądać fragmenty kreskówki, czy teledysku, nie bardzo orientując się, o co tak właściwie w tej historii chodzi. 
Grafika w książeczce występuje w takiej samej formie, jak w kreskówce, jak bardzo wyrazista, ale niestety przeważa objętościowo nad tekstem. Fragmenty pisane są właściwie komentarzem dla ilustracji, dlatego bardziej polecam "Pocahontas" młodszym dzieciom, które wolą oglądać obrazki, a rodzice w tym czasie mogą czytać im treść. Moje dzieci nie do końca były usatysfakcjonowane, gdyż przeczytałam im tę historię w ciągu jednego wieczoru, a dla nich to już troszeczkę za mało. W serii Disney'owych książek mamy jeszcze "Bernarda i Biankę" oraz "Herkulesa". Tę pierwszą czytałam Siedmiolatce dawno temu, i opisałam o TUTAJ, "Herkulesa" przeczytam zapewne w najbliższym czasie na prośbę Pięciolatka. 

"Maks chce mieć zwierzątko" Katarzyna Zychla
Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 40
Moja ocena : 5/6

Ostatnia propozycja to książeczka, którą Młody otrzymał, jako nagrodę w bibliotecznym konkursie. Bardzo się tym ucieszył i bardzo poważnie podszedł do tego, że "Maks" to jego książka i będziemy ją czytać w pierwszej kolejności. Poza tym Maks to imię jego najlepszego kolegi z przedszkola, więc sami rozumiecie, że książeczka jest wyjątkowa!
Przygody hipopotama Maksa to opowiastki, powiedziałabym, dla jeszcze młodszych dzieci, niż mój Pięciolatek. Króciutkie trzy historyjki, sympatyczne, fajne, mądre, ale dla mnie to tylko pomysł na opowiadanie, zupełnie bez rozwinięcia. Dla moich dzieci, tytuł do przeczytania i zapomnienia. Młody namawiał mnie ostatnio w Matrasie na kolejne części serii, ale wolę jednak zainwestować w książeczki dziecięce bardziej "dojrzałe". Natomiast dla 3-4 latków, Maks będzie idealny.

Znacie którekolwiek z naszych dzisiejszych propozycji? Czytaliście dzieciakom? Już dzis zapraszam na kolejny post z lekturami dla najmłodszych. Następne bowiem tytuły już czekają na opisanie.

Sardegna

wtorek, września 08, 2015

"Uroczysko" Magdalena Kordel



Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 400
Moja ocena : 6/6

"Uroczysko" to moja 7 z 10 wakacyjnych lektur. Bardzo, ale to bardzo udana pod wieloma względami. Po pierwsze, jest to moja druga powieść Autorki i powiem szczerze, widać ogromną przepaść (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), pomiędzy "Uroczyskiem" a "48 tygodniami", czyli książką, którą czytałam jako pierwszą, już dość dawno temu.  
Po drugie, powieść świetnie nadaje się na wakacyjne czytanie. Jest lekka, przyjemna i zabawna. Może nieco tendencyjna, ale czy to ważne, kiedy historia jest naprawdę sympatyczna i całość czyta się bardzo szybko? W każdym razie ja bardzo lubię takie opowieści, zwłaszcza kiedy mam do nich odpowiedni nastrój. Świadczyć może o tym fakt, że przeczytałam całość w dosłownie jedne wakacyjny wieczór.

Akcja "Uroczyska" dzieje się w Malowniczem, miasteczku u podnóża Sudetów. Samo Malownicze jest bliskie sercu Autorki, bowiem w tym miejscu ulokowana jest akcja kilku innych jej powieści, choć nie jestem pewna, czy są one odrębnymi historiami, czy mają ze sobą jeszcze coś wspólnego, poza miejscem akcji oczywiście. 

W każdym razie "Uroczysko" to opowieść o kobiecie w kwiecie wieku, która zostaje porzucona przez męża, a do tego okradziona ze wspólnego majątku i praktycznie pozostawiona wraz z nastoletnią córką, bez środków do życia. Trochę mało oryginalnie się zaczyna, powiecie, no i coś w tym jest, ale sekret udanej lektury tkwi w poczuciu humoru. Majka to kobieta, której nic nie jest w stanie wyprowadzić z równowagi, a w największej nawet tragedii potrafi znaleźć jakiś pozytyw. Po zdradzie męża nie wie, co dalej robić .. przez jakąś godzinę, a potem wymyśla plan awaryjny i wyrusza w poszukiwaniu nowego życia w Sudety.

Wraz z nastoletnią i zbuntowaną córką Marysią i całą zwierzęcą menażerią, lokuje się w pociotkowym domu w Malowniczem, znajduje (wyjątkowo łatwo) nową pracę i zaczyna organizować przestrzeń wokół siebie.  Wraz z nowym życiem przychodzą nowe znajomości, a skoro Majka to wyjątkowa kobieta, silna, pewna siebie, wesoła i przebojowa, adoratorów jest nie brakuje. Podobnie, jak przyjaciół, którzy lgną do niej i jej domu, jak pszczoły do miodu. 

Przez Uroczysko przewija się zatem cała gama barwnych postaci, z których każda kolejna wnosi coś interesującego do nowego życia Majki. Wszyscy są bardzo optymistycznie nastawieni do świata i nie tylko skierowani na otrzymywanie, ale także, a może przede wszystkim, na dawanie. Sporo emocji dostarcza bohaterce także praca w szkole, w charakterze nauczycielki języka polskiego. Kobieta ma wyjątkową zdolność zjednywania sobie ludzi, więc i uczniowie wkrótce stają się wyjątkowo bliscy jej sercu.

"Uroczysko" to historia poszukiwaniu szczęścia i swojego miejsca na Ziemi. Momentami zabawna (przywitanie pana Miodka mnie rozwaliło!), momentami poważna, po prostu całkowicie zwyczajnie - niezwyczajna. Fajna i tyle! Nie przejmuję się więc faktem, że jest cukierkowa i trochę nierzeczywista. Skoro jej czytanie dostarcza tylu pozytywnych emocji i wrażeń, dlaczego mam się przed tym wzbraniać?

Sardegna

niedziela, września 06, 2015

"Nexus" Ramez Naam

Wydawnictwo: Drageus
Liczba stron: 456
Moja ocena : 4/6

Nie jestem fanką ani znawczynią literatury science - fiction, ale lubię czasami poeksperymentować i przeczytać coś, zupełnie innego niż zwykle. Ktoś może powiedzieć: "Po co czytasz coś, co nie leży w twoim guście? Przecież i tak Ci się nie spodoba i to skrytykujesz". No właśnie nie do końca tak jest. Może rzeczywiście mi się nie spodoba i wystawię ocenę niższą, pisząc: "to zupełnie nie w moim stylu, ale chciałam spróbować", albo wręcz przeciwnie, może właśnie mi się spodoba, i napiszę: "książka szalenie mi się podobała, choć zupełnie się na tym gatunku nie znam".

Lubię takie sytuacje i dlatego czytam bardzo różną literaturę, choć niektórym może się to nie podobać. Trudno...

"Nexus" to powieść antyutopijna, z bardzo rozwiniętym wątkiem nanotechnologii, której to akcja dzieje się w roku 2040. Ludzkość osiągnęła wyższy poziom nauki i korzysta z bardzo wielu genetycznych i technologicznych udoskonaleń. Jednym z nich, na razie zakazanym na szeroką skalę, jest narkotyk Nexus, który swoim działaniem wpływa na umysły innych, zażywających go osób. Użycie Nexusa gwarantuje wgląd do wspomnień drugiego człowieka, a także umożliwia sterowanie jego nastrojem czy emocjami. Środek ten jest bardzo popularny wśród pokolenia najmłodszych nanotechnologów, którzy korzystają z niego, aby "wzbogacić" imprezy, na których bywają.

Jednym z młodych, zdolnych jest Kaden Lane, który wraz z grupą przyjaciół naukowców, udoskonala Nexusa, aby ten mógł stać się w przyszłości elementem uzyskania przez ludzkość wyższego poziomu ewolucji. Niestety, o pracy Lane'a dowiadują się instytucje, które pragną wykorzystać wiedzę młodego naukowca w zupełnie innym celu. Jednym zależy na władzy, innym na przejęciu informacji o samym Nexusie i sprzedaniu jej dalej, w każdym razie, gra toczy się o olbrzymią stawkę.

I gdzie w tym wszystkim miejsce dla ideałów Kadena? Chłopak dostaje się w ręce antynarkotykowej, rządowej organizacji ERD, która szantażem zmusza go do współpracy. Ma on za zadanie nawiązać kontakt z geniuszami z Azji, którzy prawdopodobnie mają chrapkę na Nexusa, a do pomocy otrzymuje agentkę Sam Cataranes, dziewczynę równie inteligentną, co zabójczą. Jednak spotkanie z przedstawicielką chińskiej potęgi nanotechnologicznej Su Yong - Shu, zmienia Kade'a na tyle, że on sam zaczyna wątpić w to, kto ma dobre zamiary i stoi po jego stronie, a kto jest jego największym wrogiem.

Akcja powieści wartko krąży między USA a Tajlandią, od skomputeryzowanych biur do klasztoru mnichów buddyjskich. W książce znajdziemy zarówno opisy udoskonaleń technologicznych, ale także elementy filozofii czy sztuki medytacji.

Fragmentem powieści, który zrobił na mnie największe wrażenie, był opis tajlandzkiego targu, gdzie można było nielegalnie nabyć wirusy bądź narkotyki zmieniające praktycznie wszystko w genomie ludzkim (będące efektem stałym, bądź chwilowym). Od koloru skóry, poprzez kolor oczu, żywe tatuaże, zmianę budowy ciała, odsysanie bądź dodawanie tłuszczu, zmianę koloru i struktury włosów czy nabycie cech zmianę orientacji seksualnej. Targowisko bioerotyki i biokosmetyki - porażające!

Lektura "Nexusa" nie była dla mnie łatwa, przede wszystkim przez opis wszystkich technologicznych nowinek i ogrom naukowych sformułowań. Oczywiście po jakimś czasie zorientowałam się co jest czym, kto ma jakie zamiary (choć tutaj nie do końca to jest jasne), które przemyślenia i wspomnienia bohaterów są "własne", a które związane z zażyciem narkotyku. Nie ukrywam, przeczytanie powieści zajęło mi sporo czasu, bo nie potrafiłam przez dłuższy moment zagłębić się w ten świat fantastyki naukowej. Pewnie wynikało to z faktu, że nie jestem przyzwyczajona do takich książek, więc wszystko było dla mnie nowe i trudniejsze do ogarnięcia.

W każdym razie lektury nie żałuję, bo zawsze to jakieś nowe doświadczenie. Poza tym, świat opisany w "Nexusie" wcale nie jest taki nierzeczywisty i odległy. Badania nad siłą ludzkiego umysłu, neurobiologią i nanotechnologią osiągnęły już naprawdę wysoki poziom, a co z nich wyniknie za jakiś czas, tego możemy się tylko domyślać.
Sardegna

piątek, września 04, 2015

"Łóżko" Janusz L. Wiśniewski


Wydawnictwo: Świat Książki
audiobook: czas trwania 4 godzin i 43 minuty    
 Moja ocena : 5/6
lektor: Janusz L. Wiśniewski, Anna Cieślak, Paweł Deląg, Magdalena Różczka, Sonia Bohosiewicz, Karolina Nolbrzak, Małgorzata Kożuchowska


Opowiadania pana Janusza L. Wiśniewskiego dawno już wymknęły mi się spod kontroli. Przeczytałam ich już tyle, w różnego rodzaju zbiorach, że nie jestem w stanie przyporządkować danego tytułu opowiadania do danej antologii. 
Często zdarza mi się je mylić, bądź czytać ponownie, w "nowym" wydaniu. 

Z "Łóżkiem" było podobnie, jednakże fakt, iż tytuł odsłuchiwałam w formie audiobooka, spowodował, że zupełnie tego nie skojarzyłam. Dopiero przeglądając na spokojnie tytuły siedmiu opowiadań, zdałam sobie sprawę z tego, że co najmniej dwa z nich już wcześniej czytałam. To chyba pozytywnie świadczy o lektorach, gdyż aby nadać znanej treści nowy sens, i spowodować, żeby dla czytelnika ta okazała się zupełnie "świeża", trzeba zrobić to wyjątkowo dobrze. 

"Łóżko" to historie o kobietach i dla kobiet. Niektóre romantyczne, zmysłowe, inne dramatyczne i bolesne. Wszystkie są bardzo charakterystyczne, w stylu Autora. Mam tutaj na myśli fakt, że kto czytał jakiekolwiek opowiadanie J.L.Wiśniewskiego, powinien od razu zorientować się, że powyższe są jego autorstwa. Pełne uczuć, niekoniecznie tych wzniosłych, pełne intymności, niektóre przepełnione samotnością, inne zdradą, a jeszcze inne o pękniętym sercu. Wszystkie bardzo emocjonalne, ale taka też jest proza pana Wiśniewskiego, więc nic odkrywczego nie wymyśliłam.

Oczywiście również w tym zbiorze mam swojego faworyta ("Test") oraz tytuł, który najmniej mi się podobał ("Sen"), ale to nie umniejsza wyjątkowości każdego z opowiadań. Tytułowe "Łóżko" czytane przez Małgorzatę Kożuchowską, to historia wakacyjnej miłości, ale takiej traktowanej zupełnie na poważnej, nie do końca spełnionej, ale dającej nadzieję na przyszłość. "Ranking emocji", w którym lektorem jest Sonia Bohosiewicz to najbardziej erotyczne i zmysłowe z opowiadań. Jednocześnie jest też wyjątkowo dramatyczne, bowiem bohaterka realizuje wyjątkowo okrutny plan zemsty na niewiernym kochanku. 
Najbardziej bolesne historie opowiadają "Narodziny", interpretowane przez Magdalenę Różdżkę oraz "Test" czytany przez Karolinę Nolbrzak. Pierwsza historia to wspaniała miłość, zakończona tragicznie przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Natomiast drugie opowiadanie również opisuje szczęśliwy związek, który ulega destrukcji przez pewien test. I podpowiem, że mimo iż nie jest to test ciążowy, to i tak jego dodatni wynik przestawia świat bohaterki do góry nogami.
Piąta historia opowiedziana przez Pawła Deląga, to męska opowieść o samochodach, pozornie tylko niezwiązana z kobietami. Ostatnia "Niewierność" czytana przez Annę Cieślak to historia dwóch przyjaciółek i jednego mężczyzny. Dobrze znana tak wielu kobietom, niestety...

Sześć opowiadań łączy motyw tytułowy, ale nie tylko tego łóżka - mebla, miejsca samotnej bądź dzielonej z kimś bliskim, intymności. Chodzi tutaj bardziej o samą relację i poczucie bliskości, które czasami nie jest takie, jak oczekujemy, albo wręcz przeciwnie, daje nam pełną satysfakcję. Siódme z opowiadań, w sumie nim nie będące ("Sen"), to zapis rozmowy Autora z profesorem Leszkiem Kołakowskim. Dyskusja dotyczy zagadnienia snu, a co za tym idzie, emocji, które drzemią w naszej podświadomości.
 
Tak, jak napisałam na początku, fakt, że odsłuchiwałam opowiadania i były one czytane przez różnych lektorów, wpłynął na moją opinię o książce. Historie nabrały zupełnie nowej odsłony, a ja w ogóle nie przejęłam się faktem, iż niektóre z nich znałam już wcześniej.
Komu mogę więc polecić "Łóżko"? Miłośnikom pana Wiśniewskiego oraz czytelniczkom, które mają ochotę na niebanalne opowieści o miłości. niekoniecznie z happy endem.

Sardegna

wtorek, września 01, 2015

"Pompon w rodzinie Fisiów" Joanna Olech


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 114
Moja ocena : 5/6

Kiedy dwa lata temu na Krakowskich Targach Książki dla Dzieci (wtedy jeszcze istniały), na stosiku Znaku, wydawnictwo promowało smoka Pompona, nie bardzo kojarzyłam kim ów stwór jest. Tym bardziej nie kojarzyły go moje dzieci, mające ówcześnie pięć i trzy lata, dostały jednak od pań ze stosika całą gamę pomponowych gadżetów, naklejek i plakacików, i to im wystarczyło. Tym sposobem, smok ozdabia do dziś tablicę korkową, ale dopiero po tej lekturze, jego postać nabrała dla nas większego sensu. "Ach, to ten Pompon, Mamo! Ten smok z Targów Książki!". Owszem, ten sam.

"Pompon w rodzinie Fisiów" to pierwszy z tomów, opisujących przygody szalonego smoka. Bardzo interesujące są te przygody, uwierzcie mi. Do tego zabawne, i powiem Wam, że poczucie humoru zwierza świetnie wpasowało się w mój klimat. To znaczy dzieciom też się podobało, ale niektóre scenki sytuacyjne i powiedzonka są chyba bardziej zrozumiałe dla dorosłych, albo po prostu starszych dzieci. Nie umniejsza to oczywiście zasług Pompona, bo i tak jest przesympatyczną postacią, którą dzieci lubią już od pierwszych stron.

W mieszkaniu Malwiny i Gniewosza oraz ich rodziców, pewnego dnia, z odpływu umywalki wychodzi dziwny zwierz. Do tego stwór nie jest żadną jaszczurką, jak się początkowo wszystkim wydaje, tylko najprawdziwszym smokiem i potrafi mówić. Dzieciaki nazywają szaleńca Pomponem i skrywają przed rodzicami, gdyż nie potrafią sobie wyobrazić ich reakcji na to wydarzenie. 

Pompon świetnie czuje się w towarzystwie rodzeństwa Fisiów. Inteligenty to zwierz, więc i dyskusje prowadzi na poziomie. Po wyczerpującym dniu, zasypia sobie spokojnie, pochrapując, w skrytce na pościel w dziecięcym pokoju. Pompon mógłby sobie oczywiście prowadzić spokojny, trochę nudny żywot, ale jego niepokorna natura i ciekawość świata, kierują go do łazienki (żeby zażyć kąpieli z bąbelkami), do kuchni (spożyć przysmak w postaci korniszona), czy do sypialni rodziców (popsikać się ulubionymi perfumami mamy). W tej sytuacji nie da rady, smok zostaje przyłapany na buszowaniu po domu i przedstawiony rodzicom. 

Spokojnie, nie musicie obawiać się o dalsze losy Pompona w rodzinie Fisiów. Rodzice zaakceptują nowego członka rodziny i będą mieli w stosunku do niego wiele cierpliwości. A cierpliwość przyda się akurat, bowiem smokowi psoty w głowie i żarciki sytuacyjne, a że i swój charakterek ma, to i tupnąć nogą potrafi.  

Powiem Wam, że dawno już nie spotkałam takiego wyrazistego bohatera książek dla dzieci. Pompon ma swoje zdanie i nie boi się go bronić, potrafi konwersować, ale też dobrze się bawić, ma poczucie humoru i ... pisze bloga! Przyjaciel idealny!

Książka przeznaczona jest dla dzieci 6-10 letnich, ale tak jak napisałam, dorośli również bawią się przy niej doskonale (o ile nie lepiej), częściej dostrzegając satyrę i wyłapując co lepsze "smaczki", w wypowiedziach Pompona. Dzieci (zwłaszcza te młodsze) odbierają książkę bardziej dosłownie, ale i to nie zmienia faktu, że lektura sprawia im przyjemność.
Serwowałam Pompona moim dzieciom w każdy wieczór urlopu. A oni, pomimo atrakcji wakacyjnych i czasami  nieziemskiego zmęczenia, domagali się czytania. To chyba będzie wystarczającą rekomendacją.

Sardegna