Pages

poniedziałek, września 26, 2016

"Prawo pierwszych połączeń" Agnieszka Tomczyszyn


Wydawnictwo: Wydawnictwo mg
Liczba stron: 240
Moja ocena : 6/6

Jest mi naprawdę wstyd... A wszystko za sprawą tego, że dopiero teraz postanowiłam opisać moją ostatnią, wakacyjną lekturę. Ostatni urlopowy tytuł, który przeczytałam w czasie wakacji, wcale nie uważam za najgorszy. Wręcz przeciwnie, "Prawo pierwszych połączeń" Agnieszki Tomczyszyn ustawiłabym na pierwszym miejscu, jest to bowiem książka nadzwyczajna. Powieść, która zrobiła na mnie olbrzymie wrażenie i oceniłam ją maksymalnie wysoko. Zajmuje ona wyjątkowe miejsce w moim czytelniczym sercu, i na pewno będzie kandydatem do książki roku 2016. 

"Prawo pierwszych połączeń" to powieść teoretycznie przeznaczona dla młodzieży, a ja skłoniłam się ku niej, głównie za sprawą Autorki, pani Agnieszki Tomczyszyn, która znana jest mi już jest ze świetnej powieści "Ezotero. Córka wiatru". Książkę tą czytałam w zeszłym roku i okazała się również wyjątkowa dla mnie pod wieloma względami (pisałam o tym zresztą w TYM poście).

Zaciekawiło mnie, że Autorka, jako punkt wyjścia do swojej powieści, zrobiła zabrzańskie III LO, czyli miejsce znajdujące się w sumie niedaleko mojego miejsca zamieszkania. Poczułam taki lokalny patriotyzm i chęć przeczytania o czymś, co jest mi w jakiś sposób bliskie. Tak, jak powiedziałam, Zabrze jest punktem wyjścia do całej opowieści, ponieważ stamtąd wyruszają ku przygodzie, młodzi bohaterowie. A ruszają na Korsykę, na letni obóz językowy.

I właśnie, między innymi przez tą Korsykę, książka ta jest typowo wakacyjna. Umiejscowienie wydarzeń w tym pięknym miejscu na Ziemi, wyspie, którą miałam okazję zwiedzić, pozwoliło mi przypomnieć sobie, jaka Korsyka jest magiczna. Całkiem sporo z wyrażeń opisywanych w powieści było mi bliskich, a ja spokojnie wyobrażałam sobie piękno tamtych miejsc, ponieważ w większości z nich miałam szczęście być osobiście. Nie dziwi więc, że "Prawo..." pełne jest miłych wspomnień, nawiązujących do letniego odpoczynku i relaksu, ale to jest tylko jedna odsłona tej książki. Z drugiej strony, jest to wyjątkowa historia o młodych ludziach, opowieść, która dotyka wielu spraw ważnych dla współczesnej młodzieży. A ja, zanim przejdę do fabuły, muszę powiedzieć parę słów o wrażeniu, jakie na mnie ta książka zrobiła. 

Nie licząc już wszystkich przyjemnych wspomnień urlopowych, jakich mi dostarczyła, czułam się w trakcie lektury, jakbym sama miała znowu 17, 18 lat, jakby te wszystkie sprawy opisywane w książce dotyczyły mnie osobiście. Jakbym znowu miała przed sobą całe życie, u stóp cały świat  i świadomość, że mogę jeszcze wszystko w swoim życiu osiągnąć i zmienić. Nawet teraz kiedy piszę te słowa, czuję ciarki na plecach, bo na pewno nie będę potrafiła opowiedzieć Wam, jak ta książka jest wyjątkowa, i jaka jest wspaniała. A bardzo bym chciała...

"Prawo..." powinno być obowiązkową lekturą dla wszystkich nastolatków, bo to trudny okres w życiu. Człowiek sam nie wie, czego chce i na czym mu zależy. Ta powieść wskaże kierunek. Nawet opis na okładce kończy się znamiennym zdaniem: "zabawna, motywująca, energetyczna powieść dla tych, którym zależy". A młodym zależy, to wiem na pewno.

Być może to końcowe zdanie powinno stać się mottem przewodnim mojej recenzji, ponieważ historia ta jest o ludziach, którzy chcą w życiu coś osiągnąć, ale na zasadzie "być niż mieć". To opowieść o młodych, którzy mają swoje wartości, swoje cele i zainteresowania, a Korsyka staje się miejscem, gdzie Ci ludzie się spotkają i nauczą, co w życiu ważne.

Uczniowie różnych klas III LO wyjeżdżają na obóz językowy, Wśród nich jest Jonasz pierwszoklasista, który nie do końca odnajduje się w nowym środowisku, a sam obóz też jest mu zupełnie nie w smak. Oprócz chłopaka, na wyspę jedzie cała gama indywidualistów, na szczęście Jonasz pierwsze znajomości ma okazję już nawiązać w autokarze. Ariel, jego sąsiad, wyjątkowy chłopak, który ma masę umiejętności i wiedzy, oraz przyjaciółki, Małgosia zwana Bean i Laura, staną się dla niego najważniejszymi osobami na obozie. Czwórka przyjaciół pozna smak prawdziwej przygody, odwagi i pasji. Bohaterowie przeżyją pierwsze miłosne rozterki, odkryją wartość prawdziwej przyjaźni, odszukają w sobie talenty, o których nie mieli do tej pory pojęcia, nauczą się, jak żyć. 

Korsyka przyniesie im pierwsze dorosłe rozczarowania i pierwsze poważne problemy. Ale da też coś więcej. Poczucie, że można, jeśli się tylko chce. 

Nie dajcie się zwieść, "Prawo pierwszych połączeń" to nie jest młodzieżowa opowiastka o pierwszej miłości, i nie chciałabym, żeby moja recenzja została tak odebrana. Ta książka to coś znacznie więcej. Pokazuje, co siedzi w duszy, potwierdza, że każdy człowiek szuka swojego miejsca na ziemi, czasami odnajdując go zupełnie przypadkowo. To wyjątkowa historia, dlatego musicie dać powieści szansę, przeczytać ją sami i przeżyć ją po swojemu. 

Dziękuję Autorce za tą historię. Polubiłam Panią Agnieszkę Tomczyszyn już za "Ezotero", ale za "Prawo pierwszych połączeń" będę musiała Ją na Targach Książki osobiście wyściskać.

Sardegna

wtorek, września 20, 2016

"Wszyscy ludzie przez cały czas" Marta Guzowska


Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 12 godzin 44 minuty
Moja ocena : 5/6
lektor: Roch Siemianowski

Mam nadzieję, że nie czujecie się znudzeni Mario Ybl'em (choć nie mam pojęcia, jak można by się znudzić taką osobowością), bo przychodzę do Was z kolejną częścią jego przygód. "Wszyscy ludzie przez cały czas" to trzecia część serii kryminalnej, autorstwa Marty Guzowskiej, stanowiąca kontynuację dwóch poprzednich ("Ofiara Polikseny" i "Głowa Niobe"), ale można czytać ją zupełnie niezależnie, bowiem historia jest odrębną opowieścią, dziejącą się tym razem na Krecie.

Autorka przyzwyczaiła już czytelników do wysokiego poziomu swoich powieści kryminalnych. "Ofiara Polikseny" i "Głowa Niobe" są mega emocjonującymi opowieściami. "Wszyscy ludzie przez cały czas" zwalniają trochę tempo (stąd moja ocena 5/6, zamiast 6/6), na szczęście Mario pozostaje sobą i jego kreacja zupełnie nie ulega zmianie. Moja niższa ocena wynika z faktu, że cała opowieść jest trochę bardziej skupiona na warstwie obyczajowej, niż aspektach kryminalnych. Dwie poprzednie części przyzwyczaiły mnie do jazdy bez trzymanki i niesamowitych zwrotów akcji, natomiast tom trzeci jest nieco bardziej leniwy i senny. Akcja toczy się wolno i mało energicznie, Mario też jest jakby mniej domyślny, a Kreta, zimna i wietrzna. Nic nie jest takie, jak być powinno, ale tak poważnie, coś nie do końca zaiskrzyło, więc stąd  moje uwagi.

Zimna i wietrzna, wiosenna Kreta, nie rozpieszcza mieszkańców i turystów swoimi temperaturami. W sumie chłód przenika tylko miejscowych, bowiem turystów na wyspie jest, jak na lekarstwo. Zamiast nich jednak, na Krecie przebywają archeolodzy, którzy zajmują się wykopaliskami w miejscu będącym prawdopodobnie miejscem składania ofiar z ludzi. 

Mario również bierze udziału w tym przedsięwzięciu, przybywszy na zaproszenie swojego przyjaciela Roberta, znamy z historii opisanej w "Ofierze Polikseny". Ybl ma zbadać szkielety, które należały do ofiar składanych w ofierze pradawnym bóstwom. Robert będzie niestety żałował, że zaprosił Mario na wykopaliska, już prawie w momencie przyjazdu antropologia na wyspę. Mario jest, jak zwykle, arogancki, opryskliwy i pewny siebie, i już na samym początku wytyka miejscowym archeologom błędy w pracy oraz elementarne braki wiedzy teoretycznej. 

Do tego, atmosfera na wykopaliskach staje się ciężka, jak ołów, kiedy okazuje się, że w pracach bierze też udział Pola Mor, z którą Mario, od pamiętnych czasów Troi ("Ofiara Polikseny"), nie miał kontaktu. Napięcie pomiędzy dawnymi kochankami jest ogromnie wyczuwalne, a ich relacje prywatne zaczynają przyćmiewać relacje zawodowe.

Mario naraża się także miejscowym, kiedy to nawiązuje niewinny romans z grecką archeolożką Alliki. Jako że dziewczyna pochodzi z bardzo konserwatywnej rodziny i wioski, która jest zamkniętym społeczeństwem i nie dopuszcza do siebie obcych, antropolog jest na językach wszystkich. Nie dziwi więc, że kiedy Allika ginie, pierwsze podejrzenia padają na Mario. Gorzej już być nie może. Wszystko sprzysięga się przeciwko bohaterowi. Bez wsparcia, w nieprzyjaznym otoczeniu, w towarzystwie Poli, Mario próbuje rozwiązać zagadkę śmierci dziewczyny. Jak zwykle, prawda będzie niewygodna i czaić się będzie w cieniu bieżących wydarzeń. 
 
Jak pisałam na początku, trzeci tom powieści Marty Guzowskiej, jest najmniej dynamiczny ze wszystkich. Senna, wietrzna Kreta stwarza przygnębiającą atmosferę, a jej mieszkańcy są naprawdę z piekła rodem. Jak dla mnie, za dużo było właśnie ludzi, a za mało zagadki archeologicznej. Na szczęście zakończenie ratuje całą opowieść i sprawia, że od razu przypomniałam sobie, że to przecież Mario Ybl, nie mogło więc być aż tak źle! 

"Wszyscy ludzie przez cały czas" dostają ode mnie  5/6, a ja biorę się za "Czarne światło", czyli najnowszą część przygód Mario, która premierę miała parę dni temu, a po przeczytaniu paru pierwszych rozdziałów wiem już, że moje czwarte spotkanie z tym wyjątkowym antropologia będzie o wiele bardziej udane, niż trzecie. 

Sardegna

sobota, września 17, 2016

"Sny Morfeusza" K.N. Haner


Wydawnictwo: Editiored
Liczba stron: 411
Moja ocena : 5/6


Jeżeli czytałyście Greya i nie jesteście usatysfakcjonowane, jeśli szukacie czegoś, co okaże się być bardziej od niego sensowne, a jednocześnie nie zabraknie w tym pikantnych scen erotycznych, jednak bez udziału denerwującej wewnętrznej bogini i rozpadania się na kawałki, to "Sny Morfeusza" powinny się Wam spodobać. 

Tytułowy Morfeusz da Wam to, czego nigdy na dał Grey. Będzie gorąco i emocjonująco, bo ta książka ma potencjał. Ale tak poważnie, to oczywiście mowa jest o powieści erotycznej, więc wiecie, jaki potencjał mam na myśli. W każdym razie, Morfeusz może dać czytelniczkom to, co z pozoru miał dać Grey (uprzedzam, będę do niego nawiązywać). 

Tak, jak w przypadku romansów K. Bromberg, nie szukałam tej powieści. Ona znalazła mnie, a wszystko to zbiegło się z dość prężną promocją tytułu na FB. I tutaj zaskoczenie, bowiem "Sny Morfeusza" to powieść polskiej Autorki. Gdybym przeczytała tę książkę nie wiedząc kim jest K.N. Haner (na szczęście Facebook poinformował mnie dokładnie), w życiu bym nie zgadała, że to nasza rodzima historia. I nie chodzi tu tylko o miejsce akcji, czyli Miami, gdzie udaje się główna bohaterka, chodzi raczej o całość, która jest bardziej "zagraniczna" niż polska. Czy to zarzut? W sumie nie, choć nie ukrywam, że chętnie przeczytałabym jakiś erotyk dziejący się w naszych realiach.

W każdym razie historia jest dość intensywna, pełna namiętności i gorącej atmosfery, ale to nie wszystko. Ten erotyk ma fabułę, a jak wiadomo, to się rzadko zdarza. Tak poważnie jednak, poza seksem, coś się w tej opowieści dzieje, i dobrze, bo powieść erotyczna musi mieć jeszcze coś do zaoferowania, inaczej wychodzi Grey, ale o tym już wiecie.

Główną bohaterką jest Cassandra Givens, dziewczyna która przeprowadza się do Miami, żeby szukać wymarzonej pracy w branży związanej z architekturą. Nie ma ona szczęścia do ludzi, a jej relacje z mężczyznami kończą się zanim tak naprawdę się zaczną. Cassandra ma cięty język, jest niepokorna i pewna siebie. Jest też wyjątkowo odważna, dlatego kiedy przypadkowo poznaje miłego chłopaka Tommy'ego, nie waha się pójść z nim do nieco podejrzanego, nocnego klubu (no cóż, można się kłócić, czy to odwaga, czy głupota). Miejscówka rzeczywiście okazuje się być klubem, w którym dzieją się rzeczy przedziwne, a seks z nieznajomym jest z tego najmniej zaskakujący. Cassandra, początkowo zgorszona, postanawia jednak poddać się gorącej atmosferze i bawić się na parkiecie, wśród mężczyzn przyodzianych w maski. Poznaje tajemniczego Nieznajomego, który każe nazywać siebie Morfeuszem, i trochę wbrew sobie, ale podążając za namiętnością, wyrusza z nim do domu. 

Tak zaczyna się największa przygoda jej życia. Tajemniczy Morfeusz okazuje się być jej bliższy, niż mogłoby to się wydawać. Jednorazowe spotkanie zmienia się w coś więcej, ale nowy związek może przynieść obojgu bohaterom, więcej szkody niż pożytku. Jednak nad ich relacją ciąży jakaś tajemnica, która niestety nie znajduje wyjaśnienia nawet w zakończeniu książki, konieczne jest więc sięgnięcie po kontynuację, na którą nie ukrywam, będę czekać.

Tak jak powiedziałam na początku, książka ma wiele plusów. Są nimi przede wszystkim niebanalne sceny erotyczne i to, co dzieje się poza łóżkiem bohaterów. Intrygująca jest tajemnica Morfeusza i otoczka niebezpieczeństwa, która wisi nad ich związkiem, ale żeby nie było zbyt idealnie, mam też do całej opowieści kilka zarzutów. Przede wszystkim dziwna jest relacja Cassandry z nowo poznanym chłopakiem. Moim zdaniem jest to zupełnie niepotrzebny wątek, no chyba, że Autorka ma na niego jakiś pomysł w kolejnej części. Średnio też podobało mi się podobieństwo (zapewne nie zamierzone, ale jednak widoczne), Cassandry do Anastasi, która z fajnej, wygadanej babki, zamieniła się w uległą, nie mogącą samodzielnie myśleć, gąskę. Morfeusz też przypomina Greya tą swoją męskością, bogactwem i skrywanym sekretem, jednak cała opowieść jest bardziej dynamiczna i ciekawsza od "Pięćdziesięciu twarzy Greya".  

"Sny Morfeusza" czyta się ekspresowo i nie przeszkadza w tym nawet drobny druk i bardzo zbity tekst, który początkowo nie zachęca do sięgnięcia po tę historię. Kiedy jednak przebrnie się przez pierwszych kilka zdań, reszta spotkania z Morfeuszem, potoczy się błyskawicznie.

Sardegna

poniedziałek, września 12, 2016

"Niedziela z książką" w Tychach - edycja czwarta

Co roku w sierpniu, całą rodziną bierzemy udział, w fantastycznym, książkowym wydarzeniu. Mam na myśli oczywiście akcję "Niedziela z książką", organizowaną przez Miejską Bibliotekę Publiczną w Tychach. Mieliśmy okazję uczestniczyć w tym książkowym święcie, już czwarty raz (możecie o tym przeczytać TU, TU i TU), ale powiem szczerze, z roku na rok, rozmach tego wydarzenia jest większy, a przygotowane atrakcje dla dzieci i dorosłych, znacznie ciekawsze. 

W tym roku tyska MBP obchodziła także okrągłe, 60-te urodziny, przez to także całe wydarzenie miało szerszy zasięg i towarzyszyło mu więcej imprez dodatkowych.

Wybraliśmy się więc w słoneczną, ostatnią niedzielę wakacji do Tychów, żeby spędzić czas w otoczeniu książek. Moje dzieci, jak wiadomo, też lubią takie atrakcje, a że dodatkowo, poza książkami, MBP miało w zanadrzu inne ciekawostki, czas niedzielnego popołudnia minął nam więc w bardzo miłej atmosferze. 


Główny punkt programu "Niedzieli z książką" pozostał bez zmian. Kiermasz książek używanych, który zdecydowanie odbiega od typowej formuły "kiermaszu", bowiem wszystkie wystawione egzemplarze można brać za darmo, do woli. Jeśli ktoś ma ochotę, może pozostawić swoje książki na wymianę i w ramach tego zabrać sobie nowe do domu, ale nie jest to warunek konieczny.

Pod niebieskim namiotem panie bibliotekarki rozstawiły szereg stołów i zastawiły go masą książek. Odwiedzający mogli wybierać do woli i wyszukiwać co lepsze perełki. Do tego, każdy mógł częstować się słodyczami, zakładkami i przypinkami z logo MBP.


Początkowo, chętnych było niezbyt wielu, można więc było w spokoju przeglądać stosy. Z czasem jednak, konkurencji przybywało i na stoisku zrobiło się bardzo, bardzo tłoczno.



Jak widać, książki były bardzo zróżnicowane, ale wśród nich znaleźć można było prawdziwe perełki. Także wśród starszych egzemplarzy trafiały się nówki, albo prawie nówki, które znikały momentalnie. Udało mi się (jak co roku) wypatrzeć to i owo:


"Najdroższe dzieciaki" J. Goldstein, S. Stuart
"Torebki i trucizna" oraz "Torebki i strzelanina" D.Howell
"Dogrywka" oraz "Zabójczy spadek uczuć" Gacek & Szczepańska
"Czarna lista" A. Marinina
"Morderstwo w Mezopotamii" A.Christie

"Diablica z Wall Street" E.Duffy
"Argentyna" M. Wojciechowska
"Czynnik miłości" Anna Łacina


"Marzenia i koszmary" S. King
"Relikt" Douglas Preston i Lincoln Child
"Skrzydła nad Delf" A. Flegg
"Dracula. Nieumarły" D. Stocker, I. Holt
"Fantazje kobiety dojrzałej" A. Toss



9 tomów serii "Pamiętniki czerwonej szminki" Krystyny Nepomuckiej i cala gama nowych zakładek.

Na koniec, stos dziecięcych książek, który był chyba nieco większy, ale niektóre egzemplarze poznikały w łóżkach, natychmiast po przyjściu do domu:


Standardowo, moje dzieci wzięły udział w bibliotecznej loterii, wygrywając miłe gadżety. Do tego, w czasie kiermaszu odbywało się przedstawienie przeznaczone dla najmłodszych, a kolejno zabawy sprawnościowe z piratami oraz konkurs na najbardziej pomysłową flagę piracką. Dzieci z rodzicami mogły także wziąć udział w tworzeniu najdłuższej zakładki. Na koniec chętni mogli poczęstować się bibliotecznym, urodzinowym tortem, i o dziwo, starczyło dla wszystkich!

Przyjechaliśmy obładowani książkami, które jakimś cudem (jak co roku), zmieściły się w mojej biblioteczce. Na pierwszy ogień pójdzie chyba "Relikt", bo tego tytułu Prestona jeszcze nie mam. Natomiast najbardziej cieszę się z nowiutkich: Kinga i "Draculi. Nieumarłego". Pewnie nigdy bym ich sobie nie kupiła. A tak mam! Standardowo dziękuję ekipie MBP w Tychach, za zorganizowanie tak fajnej, książkowej imprezy. Oby w mojej okolicy odbywało się więcej takich wydarzeń. Do zobaczenia za rok!

Sardegna

sobota, września 10, 2016

"Hard beat. Taniec nad otchłanią" K. Bromberg


Wydawnictwo: Editiored
Liczba stron: 352
Moja ocena : 4/6

Rzadko kiedy znajdziecie u mnie wpis o typowych romansach. Jeżeli jednak sięgam już po taką książkę, oczekuję od niej, poza rozbudowaną relacją bohaterów, czy wątkami erotycznymi, interesującej fabuły. Jak było w przypadku "Tańca nad otchłanią"?

O serii "Driven" autorstwa K. Bromberg słyszałam już wcześniej. Wiedziałam, że Autorka określona jest bestsellerową, według New York Timesa, a jej seria zdobywa też uznanie wielu czytelniczek w Polsce. Nie szukałam jej książek na siłę, bo to jednak nie do końca moja bajka. To książki znalazły mnie, a właściwie odnalazły mnie trzy najnowsze powieści, z całej siedmiotomowej serii ("Slow burn. Kropla drąży skałę", "Sweet ache. Krew gęstsza od wody" oraz "Hard beat. taniec nad otchłanią"). Dobrze, że każdy tom można czytać odrębnie, bo ja, jak zwykle zaszalałam i zaczęłam czytać od końca. 

Tom siódmy "Hard beat. Taniec nad otchłanią" jest osobną, zamkniętą opowieścią (choć główny bohater jest bratem kobiety, występującej w którejś z części poprzednich), która opisuje skomplikowaną relację uczuciową, pomiędzy ludźmi, będącymi w trudnym momencie swojego życia. Korespondent wojenny, Tanner Thomas traci na jednej ze swoich akcji reporterskich, swoją wieloletnią partnerkę i przyjaciółkę, Stellę. Dziewczyna ginie w wyniku zamachu bombowego, a Tanner nie potrafię pogodzić się ze stratą, postanawia więc rzucić się w wir niebezpiecznych akcji, i jak najszybciej wrócić do pracy.

Do rozsądnego działania ma skłonić go nowa partnerka, fotografka Beaux, która jednak nie przypada mu początkowo do gustu. Tanner uważa kobietę za amatorkę, a jej urodę, za przeszkodę, która będzie tylko utrudniać współpracę. Beaux jest wyjątkowo piękną, ale też tajemniczą osobą, więc jak można się domyślać,układy zawodowe tych dwojga, bardzo szybko przemienią się w płomienny romans.

Kiedy relacja bohaterów, początkowo skupiona tylko na fascynacji fizycznej, przeradza się w coś więcej, na drodze do szczęścia staje pewna tajemnica, która niszczy wszystko to, co do tej pory udało się zbudować. Tanner i Beaux będą musieli stawić czoła nie tylko swoim własnym demonom, ale i czemuś znacznie poważniejszemu, co być może, okaże się przeszkodą nie do pokonania. 

"Taniec nad otchłanią" to romans z nutką sensacji. Jednak dramatyczne realiach pracy korespondenta wojennego nie wysuwają się na pierwszy plan, są tylko tłem wydarzeń. Oczywiście, ja to doskonale rozumiem, bowiem nie jest to powieść obyczajowa czy dramat, żeby inne wątki były jakoś bardziej rozbudowane, jednak kolejny raz mogę stwierdzić, że historia będąca typowym romansem, gdzie liczy się tylko "tu i teraz" bohaterów, to dla mnie trochę za mało. Dobrze chociaż, że wątki erotyczne są dodatkiem do całej opowieści, a nie jej istotą, bo tego bym nie zniosła.

Dlatego też oceniam książkę na czwórkę. Nie skreślam jednak zupełnie Autorki, bo w planie mam przeczytanie dwie pozostałych powieści, które czekają na półce.  Niedługo więc będziecie mogli przeczytać, co myślę o pozostałych tomach serii "Driven".
Sardegna

czwartek, września 08, 2016

"Głowa Niobe" Marta Guzowska


Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 365
Moja ocena : 6/6

Dosłownie parę dni temu pisałam o "Ofierze Polikseny", pierwszej części serii kryminalnej, autorstwa Pani Marty Guzowskiej, a już dzisiaj przychodzę z częścią drugą.
No bo jestem pod wrażeniem! Przede wszystkim Mario Ybl'a, głównego bohatera (ale o tym pisałam dokładnie TUTAJ, więc nie będę się powtarzać), ale też pomysłowości Autorki na wykreowanie tak intrygującej fabuły. Zawsze mam niewielki stres, jak odbiorę kolejny tom serii, kiedy jestem zauroczona częścią pierwszą. W tym przypadku nie miałam żadnych obaw. Kiedy zapoznałam się z opisem na okładce "Głowy Niobe", widziałam, że ta opowieść będzie równie emocjonująca, co pierwsza. Miałam rację. Mario Ybl nadal daje radę, powiem więcej, rozkręca się z każdym kolejnym tomem. Jego inteligencja nadal wysuwa się na pierwszy plan, a cięty język i czarny humor dopełniają całości.

Tym razem Mario musi zmierzyć się z bestialskimi zbrodniami dokonywanymi w zabytkowym pałacu w Nieborowie, natomiast podobnie, jak to miało miejsce w "Ofierze Polikseny", morderstwa będą związane z z historią antyczną. Ponieważ w posiadłości znajduje się muzealna kolekcja antycznych rzeźb, do Nieborowa przybywa delegacja naukowców z całego świata na międzynarodową konferencję. Niestety dla niektórych z nich, to wydarzenie okaże się tragiczne w skutkach.

Ktoś, korzystając z okazji posiadania tak wyjątkowej "widowni", dokonuje brutalnego mordu na jednej z osób przebywających w pałacu. Pozuje ofiarę na kształt rzeźby antycznej, a obok pozostawia pozornie nic nie znaczące numery. Rozwiązanie całej sprawy utrudnia fakt, że za oknem panuje sroga zima i nadchodzi wielka śnieżyca, dlatego całe towarzystwo zostaje unieruchomione w miejscu zbrodni na okres kilku dni. 

Niestety, za jedną zbrodnią idą kolejne, a uczestnicy konferencji czują się, jak w powieści "I nie było już nikogo" Agathy Christie, kiedy to ofiary następując po sobie, jedna po drugiej, giną.

Mario wspomagany przez dawną znajomą, Juliannę Stanzel, policjantkę, która pracuje jednak typowo teoretycznie, zajmując się badaniami wizualnymi w Centralnym Laboratorium Kryminalistycznym, próbuje zidentyfikować mordercę wśród uczestników konferencji. Jako że jego towarzyszka nie ma zbyt dużego doświadczenia w prowadzeniu praktycznych spraw kryminalnych, a Mario walczy ze swoim lękiem przed ciemnością, odkrycie mordercy, który działa pod osłoną nocy, będzie wyjątkowo trudne. Mario będzie musiał wykorzystać wszystkie swoje umiejętności detektywistyczne, spryt i dociekliwość, żeby uchronić pozostałych uczestników konferencji od niebezpieczeństwa.

Nie będę się powtarzać, że jestem pod wrażeniem Autorki i pomysłów na fabułę jej powieści. Intrygi kryminalne z wyrazistym bohaterem na czele, są naprawdę na bardzo wysokim poziomie. Jeśli chodzi o samą "Głowę Niobe", fajna jest analogia do powieści Christie (zresztą "I nie było już nikogo" jest moim numerem jeden, jeśli chodzi o A.Christie), ale to podobieństwo nie jest nachalne, i na pewno nie jest kopią. Przeżywałam niesamowite emocje, czytając o wydarzeniach, kiedy to w zamkniętym budynku, po kolei giną bohaterowie. Niecierpliwie przewracałam kolejne kartki powieści, żeby dotrzeć już do końca i poznać zabójcę. Chciałam też przekonać się, czy moje typowania okażą się słuszne. Nie udało mi się jednak odkryć prawdziwej tożsamości mordercy, świadczy to więc o skomplikowanej intrydze, a o to teraz w powieściach kryminalnych trudno. Podobało mi się także nawiązanie do kultury antycznej i połączenie jej z wydarzeniami aktualnymi, ale to już jest chyba znak rozpoznawczy Autorki.

Dajcie się skusić na powieści Marty Guzowskiej, tak jak ja to zrobiłam. Gwarantuję, że będzie to niesamowita przygoda czytelnicza i nie będziecie mogli oderwać się od kolejnych części. Jeśli chodzi o mnie, to trzeci tom przygód Mario Ybl'a, czyli "Wszyscy ludzie przez cały czas" właśnie odsłuchuję w formie audiobooka, a za część czwartą "Czarne światło", zabiorę się w najbliższym czasie. Spodziewajcie się więc jeszcze dwóch wpisów na ten temat.

  Sardegna

wtorek, września 06, 2016

"Rewizja" Remigiusz Mróz

Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 622
Moja ocena : 6/6


"Rewizja" Remigiusza Mroza miała premierę w marcu tego roku, ale ja jakoś zwlekałam z jej przeczytaniem, i wiem w sumie dlaczego. Kolejny już raz wpadłam w sidła swoich własnych obaw, które podpowiadały mi, że skoro "Kasacja" była taka genialna, na szóstkę z wykrzyknikiem, "Zaginięcie" podobało mi się nieco mniej, to jak w takim razie spodoba mi się "Rewizja"? Bałam się, że nie poczuję "fenomenu Mroza", tak jak za pierwszym razem.

Nie wiem w sumie, czy to mnie usprawiedliwia, czy nie, ale tak było. W każdym razie, do sięgnięcia po książkę skłonił mnie "Immunitet", czyli czwarta część tej prawniczej serii, która premierę miała parę dni temu. I kiedy zaczęłam czytać, moje obawy okazały się oczywiście zupełnie bezpodstawne. Już od pierwszych stron poczułam, że to jest Mróz z "Kasacji", że będzie dynamicznie i intrygująco. "Rewizja" okazała się oczywiście świetną, wciągającą lekturą, którą mimo 622 stron przeczytałam w dwa dni.

Gdybym miała zrobić ranking przeczytanych dotychczas książek Mroza, na pierwszym miejscu byłaby bezapelacyjnie "Kasacja", ale "Rewizja" plasowałaby się tuż, tuż za nią. Dlaczego więc minimalnie słabiej oceniam tom trzeci niż pierwszy? "Kasacja" była absolutnie zaskakująca, a wszystko w niej było nowe, wyjątkowe i świeże. Ta część ma równie intrygującą fabułę, równie ciekawą relację między głównymi bohaterami, ale nie jest pierwsza. Mam więc wrażenie, że nic już nie przebije mojego pierwszego wrażenia i zachwytu.

W "Rewizji" obserwujemy zupełnie nową relację między Chyłką a Zordonem. Wydarzenia z części poprzedniej pokazały, że bohaterowie opowiedzieli się po przeciwnych stronach barykady prawniczej, w związku z tym, to co wydarzyło się pomiędzy nimi w tomie pierwszym i drugim, jest niejako nieaktualne. Chyłka znajduje się w bardzo trudnym momencie swojego życia, na swój sposób bardzo przeżywa odejście z kancelarii i daję upust swoim emocjom w najmniej odpowiedni sposób, topiąc smutki w alkoholu. Kordian Oryński też nie czuje się dobrze z decyzją, jaką podjął. Rozdarty między chęcią zrobienia kariery, a spokojem sumienia, próbuje wczuć się w swoją nową rolę w kancelarii Żelazny&McVay.

Do konfrontacji zmusi bohaterów nowa sprawa, która wstrząśnie opinią publiczną. Na Ursynowie ktoś morduje w brutalny sposób dwie kobiety, matkę i córkę. Ślady świadczą na niekorzyść męża, który dodatkowo jest z pochodzenia Romem, więc do tego dochodzi szereg uprzedzeń. Wszystko nabiera jeszcze nowego znaczenia, kiedy okazuje się, że w razie śmieci bliskich, podejrzanemu zostanie wypłacona milionowa polisa. Sprawę w imieniu ubezpieczyciela przejmuje Żelazny&McVay, natomiast oskarżonego, trochę prze z przypadek, podejmuje się bronić Joanna Chyłka. 

I tak zaczyna się walka zwykłego człowieka i samotnej Chyłki z wielką kancelarią, wpływowymi ludźmi i niechętną opinią publiczną. Prawniczka postanawia zmobilizować wszystkie swoje siły i doświadczenie, żeby pokazać przeciwnikom, że jej odejście z kancelarii nie ma wpływu na jej umiejętności w sądzie. Oprócz olbrzymiego przeciwnika, który wydaje się praktycznie nie do pokonania, ma przeciwko sobie, własne demony, związane z jej rodziną i alkoholizm, w który coraz bardziej popada. 

Jak rozwiąże się ta sprawa, kiedy naprzeciw siebie staną Dawid i Goliat? Jakim przeciwnikiem dla Chyłki okaże się Zordon? 

Remigiusz Mróz po raz kolejny stworzył genialną opowieść, pełną zwrotów akcji i niespodziewanego zakończenia. Książka pełna jest zawiłych, prawniczych sformułowań, jednakże napisana jest w taki sposób, że dla czytelnika będącego zupełnym laikiem w tym temacie, całość jest doskonale zrozumiała. To jest wielką sztuką, napisać powieść o prawie i prawnikach, w taki sposób, aby dla przeciętnego czytelnika nie było ona zlepkiem niezrozumiałych sformułowań. Poza tym oczywiście, intryga kryminalna i rozwiązanie jej zagadki jest, jak to u Mroza bywa, na bardzo wysokim poziomie. "Rewizja" ma jeszcze dodatkowy atut, w postaci przedstawienia społeczeństwa Romów. Środowisko to zostało pokazane bardzo szczegółowo, co świadczy tylko o doskonałym przygotowaniu Autora do pisania swojej powieści.

Dobrze było obserwować nową relację pomiędzy bohaterami. W powieści i Chyłka i Zordon pokazują się od zupełnie innej strony. Ponieważ zakończenie jest otwarte, "Immunitet" wyjaśnij to, co nie zostało dopowiedziane w "Rewizji"

Fanom powieści Remigiusza Mroza nie muszę książki polecać, bowiem dawno już ją przeczytali. Czytelnikom, którzy Autora nie znają, jak najbardziej polecam całą serię, ale tylko w odpowiedniej kolejności. Sięganie po książki z Chyłką i Zordonem w roli głównej, muszą odbywać się w odpowiednim porządku, inaczej bowiem, nie ma to większego sensu. 

Sardegna

niedziela, września 04, 2016

"Ofiara Polikseny" Marta Guzowska


 Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 9 godzin
Moja ocena : 6/6
lektor: Roch Siemianowski

Ach! Jak ja lubię taki stan, kiedy zakręcam się maksymalnie na bohaterze danej powieści, czy serii! Rzadko mi się to zdarza, ale kiedy już się wydarzy, emocjonuje mnie to niesamowicie! I teraz właśnie jest pod absolutnym wpływem pewnej postaci, głównego bohatera powieści kryminalnych, autorstwa Pani Marty Guzowskiej, Mario Ybl'a. 

Kto czytał choć jedną z trzech powieści Autorki, z tym człowiekiem w roki głównej, wie, co mam na myśli. Mario nie ma łatwego charakteru. Powiem więcej, jest arogancki, opryskliwy, łatwo zraża do siebie ludzi, nie przebiera w słowach, jego uwagi są kąśliwe, a humor czarny, jak smoła. Mario potrafi jednym zdaniem zrobić ze swojego rozmówcy totalnego, za przeproszeniem, idiotę, ale robi to w sposób tak inteligentny i zabawny, że nie sposób go nie lubić. No dobra, ale kim jest ten cały Ybl? Mario jest znanym profesorem antropologii, który ma tendencję do znajdowania się w niewłaściwym miejscu, o niewłaściwym czasie. Do tego, panicznie boi się ciemności, maniakalnie odstrasza kobiety, pije na umór, ale jest piekielnie inteligenty, spostrzegawczy i świetny w swoim fachu.

Zły, zły i jeszcze raz zły! Ale, kurczę, no! Mam do niego wielką słabość!

Mario jest kluczową postacią serii powieści Marty Guzowskiej, której to "Ofiara Polikseny" jest tomem pierwszym. Nie muszę chyba mówić, że to za sprawą tego bohatera, okazała się najlepszym kryminałem, jaki ostatnimi czasy czytałam. 

Wydarzenia rozgrywające się w powieści mają ścisły związek z archeologią, a jak wiadomo, jest to także jedna z profesji autorki, więc dodatkowym atutem książki jest to, że wszelkie fakty związane z tym tematem, są bardzo skrupulatne i wiarygodne.

Miejscem wydarzeń jest współczesna Troja, a akcja toczy się w otoczeniu wykopalisk, prowadzonych przez ekipę polskich archeologów. Mario przybywa do Troi na zaproszenie swojej byłej dziewczyny Poli Mor, która wraz z współpracownikami dokonuje odkrycia tajemniczego szkieletu. Ekipie wydaje się, że może on należeć do mitycznej Polikseny, bowiem wszystkie ślady potwierdzają, że szkielet pochodzi właśnie z tego okresu. Świadczyć mogą o tym między innymi wspaniałe, złote blaszki, odnalezione przy szkielecie, a będące charakterystyczną ozdobą dla tamtego okresu. Naukowcy są rozdarci pomiędzy radością swego odkrycia, które może przynieść im wiele zasług, a wątpliwościami, czy na pewno szkielet należy do mitycznej Polikseny. Ich rozterki zostają jednak brutalnie przerwane, kiedy to na terenie wykopalisk odnajdują zupełnie współczesne zwłoki, ulokowane w miejscu, które w starożytności słynęło ze składania ofiar z ludzi.

Nowa ofiara została upozorowana tak, jakby pochodziła z przeszłości, a to nasuwa Mario pewną myśl, którą może potwierdzić tylko, badając dokładnie szkielet Polikseny. Jako że prace archeologiczne zostają zawieszone, Mario postanawia na własną rękę, samowolnie zbadać szczątki. Okazuje się jednak, że szkielet Polikseny jest troszkę bardziej współczesny, niż się to wszystkim wydawało.

Mario wysnuwa teorię na temat dwóch ofiar, ale jest w tych rozważaniach wyjątkowo osamotniony, narażony na drwiny i niechęć ze strony współpracowników. Oczywiście wpływ na to ma jego niełatwy charakter, ale to w sumie szczegół... Mario będzie musiał zatem, przeprowadzić śledztwo na własną rękę, a rozwiązanie może niestety okazać się zagrożeniem dla niego samego.  

O serii powieści z Mario Ybl'em w roli głównej, słyszałem już na Targach Książki w Krakowie, kiedy to na forum odbywało się spotkanie z Autorką, a ja byłam tylko biernym słuchaczem. Nie znam wtedy żadnej z tych powieści, natomiast dzisiaj, przypominając sobie ówczesną rozmowę, bardzo żałuję, że nie mogłam wtrącić swoich przemyśleń na ten temat i zadać Autorce kilku pytań. Mam jednak nadzieję, że dane mi będzie nadrobić to w tym roku, poprosić o wpis do osobistego egzemplarza "Głowy Niobe" (tomu drugiego serii, który właśnie czytam), i pogratulować wspaniałej kreacji postaci. 

Sardegna

piątek, września 02, 2016

"Niebo nad pustynią" Anna Łacina


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 423
Moja ocena : 6/6

Choć od mojego urlopu minął już prawie miesiąc, ja ciągle jestem myślami w tym moim Miejscu na Ziemi. Dodatkowo, przypominają mi o tym, dwie książki, przeczytane na urlopie, a jeszcze nie opisane na blogu. Leżą sobie spokojnie na stoliku nocnym i czekają, aż się zabiorę za ich opisywanie. A ja, z jednej strony, chciałabym się z Wami podzielić świetnymi lekturami, z drugiej jednak, wiem, że kiedy o nich napiszę, wakacje i wszystko, co z nimi związane, minie już bezpowrotnie.

"Niebo nad pustynią" Anny Łaciny jest właśnie jedną z tych książek. Drugą jest "Prawo pierwszych połączeń" Agnieszki Tomczyszyn. Obie książki były bardzo dobrym wyborem, na wakacyjne lektury. Dlaczego? Dzisiaj postaram się to częściowo wyjaśnić, a o "Prawie..." napiszę innym razem.

Książka Pani Anny Łaciny to teoretycznie powieść dla młodzieży, praktycznie jednak dorośli czytelnicy, czego ja jestem najlepszym przykładem, też świetnie wczują się w tą opowieść, a wszystko dzięki temu, że przesłanie historii jest uniwersalne i przemawia do ludzi w każdym wieku. 

Akcja "Nieba nad pustynią" rozgrywa się w Egipcie, gdzie to na wczasach all inclusive, spotyka się grupa młodzieży. Czwórka nastolatków, pozornie wyluzowanych, którzy, wydaje się, że przyjechali bawić się i korzystać z życia, tak naprawdę próbują zapomnieć o swoich osobistych problemach.

Anastazja przebywa na wakacjach ze swoimi rodzicami i malutkim braciszkiem. Dziewczyna nie jest jednak w stanie cieszyć się atrakcjami, jakie oferuje Egipt, bowiem jej głowę zaprzątają czarne myśli, związane z cienkimi szramami na nadgarstkach, które skrywa pod bransoletkami. Co takiego wydarzyło się w życiu nastolatki, że ma za sobą próby samobójcze? Na wczasach jest także Klara, która do Egiptu przyjechał z babcią. Dziewczyna ma żal do staruszki o pewne sprawy, które wydarzyły się w Polsce, do tego skrywa swoją bolesną tajemnicę pod długimi rękawami bluzy i nogawkami spodni.
   
Kolejną postacią jest Damian, który przyjechał na wakacje z rodzicami, sympatycznymi, choć nieco dziwnymi ludźmi, za wszelką cenę próbującymi wyrwać go z wirtualnego świata gier. Chłopak niezbyt chętnie poddaje się tym sugestiom, nie widząc nic złego w swej fascynacji. W Egipcie urlop spędza także Albert. Nieco starszy od trójki licealistów, świetnie zna miejscowy język, doskonale dogaduje się z tubylcami, jest dla pozostałych tajemniczą i interesującą osobą.  Albert ma w sobie coś, co przyciąga i spaja wszystkich bohaterów. Kim tak naprawdę jest?

W czasie dwutygodniowego urlopu, czwórka bohaterów bardzo zbliży się do siebie. Ich tajemnice ujrzą światło dzienne, a powiedzenie ich na głos, wbrew obawom, zadziała bardzo oczyszczająco. To, co wydarzy się nad Morzem Czerwonym, zostawi trwały ślad w psychice bohaterów. Zmieni także ich postrzeganie świata. Każdy z nastolatków przyjedzie do Egiptu ze swoim osobistym ciężarem, każdemu z nich wydawać się będzie, że jego problemy są najtrudniejsze i zupełnie nie do przeskoczenia. Konfrontacja z rówieśnikami pokaże jednak, że życie nie jest tylko czarno - białe, a problemy mogą mieć różny wymiar. Nie należy także oceniać ludzi po pozorach, bo czasami to, co najważniejsze jest głęboko ukryte. Ważne, żeby mieć obok siebie kogoś bliskiego, czuć w nim wsparcie i patrzeć na świat szerzej, a nie tylko z perspektywy własnych problemów.

"Niebo nad pustynią" na pierwszy rzut oka wydaje się lekką i przyjemną opowieścią o wakacjach, tak naprawdę jednak, to książka o rodzinie, pierwszej miłości, przyjaźni, akceptacji, o tym, jak ważne są bliskie relacje. To powieść o życiu, które może mieć różne odcienie, dlatego warto przeżyć je, jak najlepiej.

To wspaniała lektura. Daję jej 6/6 i polecam nie tylko na wakacje.

Sardegna