Pages

piątek, czerwca 29, 2018

# Blogowe podsumowanie czerwca

Czerwiec jest dla mnie jednocześnie najcięższym i najmilszym miesiącem w roku. Najcięższym, bo wiadomo, jak wygląda koniec roku szkolnego, najmilszym, bo przede mną wakacje! Nie do końca jeszcze rozpoczął się mój urlop, ale perspektywa nadchodzącego czasu wolnego, który mogę spędzić w sposób, jak najbardziej lubię, jest bardzo budująca. W czerwcu, o dziwo, udało mi się przeczytać ponownie 9 książek. Mam nadzieję, że ta tendencja utrzyma się do grudnia, wtedy będę mogła pochwalić się całkiem niezłym rocznym wynikiem czytelniczym.

Lista lektur:

1. "Tajemnica Nawiedzonego Lasu" Anna Kańtoch - 6
2. "Podejrzany" Paulina Świst - 5
3. "Damy, dziewczyny, dziewuchy" Anna Dziewit - Meller - 5
4. "Tajemnica  Godziny Trzynastej" Anna Kańtoch - 6
5. "Amelia i Kuba. Wenecki spisek" Rafał Kosik - 6
6. "Zło czai się na szczycie" Marta Matyszczak - 5
7. "Nienasycony. Robert Lewandowski" Paweł Wilkowski - 5
8. "Koszmary zasną ostatnie" Robert Małecki - 5
9. "Bezcenny" Zygmunt Miłoszewski - 3


 Imprezy kulturalne:

Czerwiec głównie spędzałam w pracy, dlatego w tym miesiącu nie mogę pochwalić się długą listą wydarzeń, w których wzięłam udział. Jednak w maju i czerwcu nasza grupa Śląskich Blogerów Książkowych pracowała nad wielkim projektem, o którym za niedługo będę mogła powiedzieć nieco więcej. Poniższe zdjęcie może jednak podpowiedzieć, co kombinujemy.


Oprócz tego, w ubiegłym miesiącu trafiło mi się bardzo miłe wyróżnienie. Agnieszka z bloga Dowolnik zorganizowała ranking o dźwięcznej nazwie Bonk, czyli Blogerów Odpowiadających Na Komentarze. W tym zestawieniu udało mi się zdobyć zaszczytne trzecie miejsce, za które bardzo dziękuję. Cieszę się niezmiernie, że moje zaangażowanie w tej kwestii zostało zauważone, choć przyznaję, że miałam etap w blogowaniu, kiedy sporo działo się w moim życiu i nie byłam tak skrupulatna w odpowiedziach na wszystkie komentarze. W każdym razie, staram się bardzo poświęcać czas moim czytelnikom i cieszę się, że zostało to docenione.

Nowości:


"Zło czai się na szczycie" Marta Matyszczak
"Podejrzany" Paulina Świst
"Och, Elvis!" Marika Krajniewska
"W promieniach szczęścia" Agata Przybyłek
"Huśtawka" Agnieszka Lis
"Obca w świecie singli" Krystyna Mirek
"Gra poza prawem" Magdalena Zimniak
"Testament" Remigiusz Mróz
"Uczucia zaklęte w kamieniu" Karolina Wilczyńska
"Milaczek" Magdalena Witkiewicz
"Koszmary zasną ostatnie" Robert Małecki


"Przewieszenie" Remigiusz Mróz - efekt współpracy z katowicką księgarnią Tak Czytam

Filmowo:

W czerwcu udało mi się obejrzeć tylko dwa filmy na Netflixie i to praktycznie w ostatnich dniach miesiąca, kiedy ogarnęłam się już po obowiązkach zawodowych. A były to:

 [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]

1. "Ibiza" reż. Alex Richanbach - śmieszna komedia, trochę w stylu "Kac Vegas", kiedy to trzy przyjaciółki udają się w celach zawodowych jednej z nich, do Hiszpanii. Na miejscu oczywiście obowiązki zostają odstawione na boczny tor, na rzecz niekończącej się imprezy. Podczas jednej z nich główna bohaterka Harper poznaje przystojnego DJ - a grającego muzykę klubową, za którym, w przypływie emocji, wyrusza na Ibizę. Sympatyczna historia, ze świetną muzyką w tle (choć zupełnie nie będącą w moim stylu, to w jakiś pokręcony sposób do mnie przemówiła) i postacią DJ-a Leo, znanego w pewnych kręgach, jako Roba Starka.

2. "Inferno" reż. Ron Howard - i tutaj niestety rozczarowanie. Jestem wielką fanką książek Dana Browna, ale w wersji filmowej to one się jednak nie sprawdzają. O ile "Kod da Vinci" jest dla mnie oglądalny, ponieważ doskonale znam książkę, czego więc nie obejrzę w ekranizacji, to sobie dopowiem, to w przypadku "Inferno", kiedy nie czytałam powieści, historia filmowa zupełnie do mnie nie przemawia. Zlepek scen, które zupełnie niczego nie wyjaśniają po prostu widza nużą, a żeby nudzić się na Brownie to już musi być grubo! Niestety film mi się nie podobał i nawet świetny, jak zwykle, Tom Hanks tego nie zmienił.

Serialowo:

W czerwcu, podobnie, jak w maju zbyt wiele nie obejrzałam, jeśli chodzi o seriale. Udało mi się tylko dokończyć 3 sezon "Orange is the new black" i zacząć 2 sezon "13 powodów".

Muzycznie:

W ubiegłym miesiącu wróciłam do płyty, która owego czasu grała w moim samochodzie na okrągło. "Hipertrofia" Comy nadal ma się dobrze, ale najlepiej i tak brzmią "Popołudnia bezkarnie cytrynowe":


Oprócz Comy na słuchawkach brzmiał, jak zwykle polski rap. Mówiłam już, że wyjątek dla młodych raperów robię tylko dla Tymka i tak się złożyło, że razem z Fejzem nagrali wspólnie świetny kawałek, który jeszcze lepiej, niż w sieci, brzmi na żywo, co miałam okazję sprawdzić osobiście.


A jak minął Wasz czerwiec?

Sardegna

środa, czerwca 27, 2018

"Damy, dziewczyny, dziewuchy. Historia w spódnicy" Anna Dziewit - Meller

Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 160
Moja ocena : 5/6


"Damy, dziewuchy, dziewczyny" to idealny przykład książki dla dzieci, która łączy przyjemne z pożytecznym. Wiadomo, że taka forma literatury jest mi najmilsza, najbardziej bowiem lubię, kiedy książki dla dzieci oprócz zabawy czegoś uczą, albo przekazują jakieś ciekawostki zupełnie "przy okazji".  

Powyższy tytuł ma sobie wiele walorów. Przede wszystkim pokazuje historie interesujących kobiet, żyjących na przestrzeni wieków, które w jakiś wyraźny sposób wyróżniły się w swym otoczeniu. Dziewczyny te swoją pracą, przedsiębiorczością, pomysłowością, stylem bycia, wyznawanymi wartościami, czy niezłomną odwagą i walką o wolność ojczyzny, zostały zapamiętane przez kolejne pokolenia i stawiane za godny naśladowania wzór. 

Niektóre z nich, jak na przykład Irena Sendlerowa, Maria Skłodowska - Curie, królowa Jadwiga Andygaweńska, Wanda Rutkiewicz czy Simona Kossak, są powszechnie znane wszystkie, dla innych bohaterek tej książki, czas nie był jednak łaskawy, zostały one zapomniane i rzadko wspomina się o nich na kartach historii. Na szczęście Autorka, Anna Dziewit - Meller o kilku z tych niesamowitych kobiet pamiętała i dzięki jej książce szersze grono czytelników również może poznać je bliżej.

I tak, "Damy, dziewczyny, dziewuchy" mogą dostarczyć nam informacji o Henryce Pustowójtowej - sanitariuszce i powstańcu styczniowym, o Elżbiecie Drużbackiej - poetce barokowej, Magdalenie Bendzisławskiej, pierwszej kobiecie, która zdobyła dyplom chirurga, Narcyzie Żmichowskiej - prekursorce feminizmu, Zofii Stryjeńskiej - jednej z najzdolniejszych plastyczek dwudziestolecia międzywojennego, Marii Komornickiej - pisarce, tworzącej w epoce Młodej Polski, Krystynie Skarbek, agentce tajnej służby, czy Krystynie Krahelskiej - poetce i uczestniczce powstania warszawskiego, która stała się modelką do rzeźby warszawskiej Syrenki.

Książka składa się z 17 krótkich biografii, napisanych przystępnym językiem, aby nie tylko dorośli czytelnicy, ale przede wszystkim dzieci, mogły zapamiętać jak najwięcej ciekawostek na temat prezentowanych postaci. Każda historia kończy się krótką "legendą", w której wyjaśnione są kluczowe lub trudne hasła, pojawiające się w tekście o danej bohaterce. I tak na przykład po opowieści  o Świętosławie, wyjaśnione zostało, czym jest saga, kim był Mieszko I oraz co robili wikingowie, natomiast po fragmencie dotyczącym Izabelli Czartoryskiej, możemy dowiedzieć się, gdzie znajdowały się pierwsze muzea, oraz kim byli Dżyngis - Chan i Leonardo da Vinci.

Każda z  kobiet opisanych w powyższej książce, wyróżnia się silnym charakterem i wiarą we własne możliwości. Niektóre z nich, umiejętnościami i przebojowością, wyprzedzały swoją epokę, natomiast żadna z nich nie dała się zaszufladkować i wmówić, że nie da rady, czy jest za słaba do działania. O każdej z kobiet warto pamiętać, a zwłaszcza o tych, których nazwiska są mniej znane szerszemu gronu odbiorców.

Wydaje mi się, że przedstawiłam całkiem sporo walorów tej książki, ale muszę jeszcze wspomnieć o jednej ważnej kwestii. "Damy, dziewczyny, dziewuchy" pokazują małym czytelniczkom, że świat stoi przed kobietami otworem, a one same mogą być kim chcą i tak samo, jak chłopcy zdobywać świat. Płeć nie ma nic do tego, bo dla osób chcących działać, nie ma rzeczy niemożliwych! Tym optymistycznym akcentem, zachęcam do zaopatrzenia się we własny egzemplarz książki Anny Dziewit - Meller, podzielenia się nim z dziewczynkami z Waszego otoczenia i sięgania do niego, kiedy tylko motywacja do działania potrzebować będzie dodatkowego kopa.

  Sardegna

poniedziałek, czerwca 25, 2018

"Nienasycony. Robert Lewandowski" Paweł Wilkowicz

  
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron:  375
Moja ocena : 5/6

Kto czyta Książki Sardegny, ten wie, że po biografie sięgam tylko w przypadku, kiedy opisują one życie osób, w jakiś sposób dla mnie ważnych i z różnych względów mi bliskich. Dlatego na moim blogu możecie przeczytać sporo historii o ludziach gór, wspinaczach i himalaistach, ale też innych sportowcach, choć związanych na co dzień z dziedziną życia nie do końca będącą w moim klimacie, to jednak prezentujących życiową postawę, która mnie bardzo fascynuje. 

Bardzo cenię sobie osoby, które mają mocny charakter, nie boją się pracy i w codziennym życiu cechują wolą walki, niezłomnym duchem, silną wolą czy pewnością siebie. I nie dotyczy to tylko sportowców, ale "zwykłych" ludzi, umiejących o siebie zawalczyć, starających się realizować i spełniać marzenia. Fajnie jest przebywać w towarzystwie takich osób. Działa to motywująco i sprawia, że człowiek ma ochotę ciągle coś robić ze swoim życiem.

Można odnieść wrażenie, że zainteresowałam się tematem Roberta Lewandowskiego i sięgnęłam po jego biografię na fali popularności Mundialu i wszechobecności w mediach polskich piłkarzy, tak naprawdę jednak Lewandowski, jak i inni piłkarze z naszej reprezentacji są w naszym domu na topie nie tylko z okazji mistrzostw. Kiedy ma się w pobliżu małego, siedmioletniego sportowca, który zna na pamięć nazwiska, pozycje, ilość strzelonych goli, czy kluby, samemu też co nieco się przyswaja. Piłka nożna jest z nami zawsze i wszędzie, w czasie Mundialu po prostu jest tylko bardziej widowiskowa. 

W każdym razie postać Lewandowskiego, najbardziej popularnego polskiego piłkarza wzbudza w ludziach różne emocje. Mnie średnio interesuje jego życie prywatne, zarobki, relacja z żoną, czy nowa fryzura. Chętnie za to poczytam o jego początkach w sporcie, drodze, jaką przeszedł, aby uzyskać swoją wysoką pozycję, czy ciężkiej pracy, jaką musi uskuteczniać, żeby ją utrzymać. 

"Nienasycony", autorstwa Pawła Wilkowicza, czyli nieco odświeżona wersja poprzedniego wydania książki da nam wgląd do wielu osobistych wydarzeń z życia piłkarza, które ukształtowały jego życiową postawę, ustanowiły priorytety i wskazały kierunek do dalszego rozwoju. Możemy z bliska poznać historię Lewandowskiego od dzieciństwa, kiedy to pod wpływem rodziców, również związanych ze sportem, zaczął trenować różne dyscypliny, kolejno, jego dość wyboistą drogę do grania w pierwszych klubach piłkarskich, których w latach 90-tych było dla młodzieży, jak na lekarstwo i jego początki w Varsovii, która jako pierwsza dała mu szansę na pierwsze granie zespołowe i przyjęła w w swe szeregi wątłego ośmiolatka. Następnie możemy śledzić jego trudne i niezbyt fartowne początki w Legii, przejście do Znicza Pruszków, w którym zdobył koronę strzelców, a także późniejsze przejście do Lecha Poznań i w końcu transfer do Borussi Dortmund i Bayernu Monachium.


Historia dokonań piłkarskich Lewandowskiego poprzecinana jest scenkami z życia rodzinnego, małżeńskiego, wspomnieniami o początkach znajomości z żoną, opisami relacji sportowca z zaprzyjaźnionymi trenerami, piłkarzami, czy wieloletnim menadżerem. Oprócz tego sporo miejsca zostało poświęcone pokazaniu, jak zdyscyplinowanym człowiekiem jest Lewy, jeśli chodzi o regularne treningi, trzymanie diety, czy pogłębianie wiedzy o technice gry. 

Myślę, że Lewandowski swoją postawą, pracowitością, chęcią bycia najlepszym w swoim fachu, może stanowić naprawdę godny przykład do naśladowania i to nie tylko dla sportowców i przyszłych piłkarzy, ale zwyczajnych ludzi, nie związanych w żaden sposób ze sportem, dla których w życiu ważna jest determinacja, ale też chęć nauczenia się czegoś nowego. Warto spojrzeć też na Lewego, nie tylko jako piłkarza, ale po prostu człowieka świetnie przygotowanego do pracy w swym zawodzie. Tak właśnie osiąga się sukces!

Biografia Lewego jest pięknie wydana przez Wydawnictwo Agora. Opatrzona jest dużymi zdjęciami z ciekawymi ujęciami sportowca prosto z boiska lub w innych ważnych dla niego momentach. Są zdjęcia z archiwum prywatnego, albumu rodzinnego, czy klubowego. Polecam "Nienasyconego" nie tylko przy okazji Mundialu, ale w każdym innym, dowolnym momencie. O ciekawych ludziach bowiem zawsze warto czytać. Nie wiadomo, kto i kiedy może stać się dla nas największą inspiracją.

Sardegna

sobota, czerwca 23, 2018

"Tajemnica Godziny Trzynastej" Anna Kańtoch


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron:  544
Moja ocena : 6/6

Mam tutaj bardzo poważnego pretendenta do książki roku 2018! Fantastyczna seria skierowana dla młodzieży, autorstwa Anny Kańtoch łamie zasadę, że im dalszy tom serii, tym gorzej, bo w tym konkretnym przypadku, im dalej tym jest zdecydowanie lepiej! Część pierwsza, czyli "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" jest dobra, druga - "Tajemnica Nawiedzonego Lasu" jest świetna, ale tom trzeci to już przeszedł sam siebie. Dawno nie czytałam tak świetnie wymyślonej historii dla młodzieży, która nie dość, że jest doskonale skonstruowana, oryginalna i pomysłowa, ma wyrazistych bohaterów, to do tego trzyma w napięciu, jest zaskakująca i trochę straszna. Zawiera po prostu wszystko to, co gwarantuje emocjonującą lekturę, ale też niebanalną i wymagającą od czytelnika nieco zaangażowania.

Tak, jak już nieraz pisałam, cała seria Anny Kańtoch trzyma poziom i jest przykładem mądrze napisanej historii, jednak przez to, że "Tajemnica Godziny Trzynastej" jest najbardziej niesamowitą, tajemniczą i odlotową częścią, grupa docelowa tej opowieści nie jest wcale aż tak istotna. Równie dobrze ta powieść może spodobać się dorosłym, czego jestem najlepszym przykładem, jak i młodzieży, która z takimi książkami ma dużą szansę wkręcić się w czytanie. Każdą z tych części można czytać oczywiście niezależnie, ale zdecydowanie lepiej robić to według odpowiedniej kolejności. Co tu dużo mówić, ta książka to po prostu cud miód i orzeszki. 

Od powrotu z Totenwald mija pół roku, w czasie którego Nina musi zaaklimatyzować się w nowej szkole z internatem, prowadzonej przez zakonnice. Nadchodzą jednak ferie, a wraz z nimi czas wolny, który postanawia zagospodarować dzieciom będącym pod opieką Instytutu, sierżant Sowa i porucznik Lis. Opiekunowie zabierają dzieciaki do Wilczych Dołów, małej, urokliwej wioski w Karkonoszach, słynącej z tego, że jest najmniej magicznym miejscem na mapie Polski. Nina, Jacek, Hubert i Tamara mają tam uczyć się kontrolować swe umiejętności. Jednak pewnego ranka, Nina budzi się w nieznanym miejscu, wokół rozbitego szkła, ubrana w staromodny strój, w okolicy nie ma żywego ducha, a dziewczyna nie ma pojęcia co się stało w ciągu ostatnich kilku dni i nic nie pamięta.

Do tego, w tym dziwnym miejscu, na ścianie, znajduje się tajemniczy napis związany z datą 26 lutego i godziną trzynastą. Jako że Jacek znajduje się w podobnym położeniu, jak Nina, razem próbują odkryć, co tak naprawdę wydarzyło się w miasteczku, a także przeżyć kolejny dzień, bowiem dzieciom zaczyna grozić realne niebezpieczeństwo. Nie dość, że wioska  jest odcięta od świata z powodu śnieżycy, to jeszcze coś, niewiadomego pochodzenia, czyha na ich życie. Zdane tylko na siebie, nie mogą liczyć na niczyją pomoc.
 
Co stało się w miasteczku i gdzie podziali się jego mieszkańcy? Co stało się 26 lutego o godzinie 13:00 i co wspólnego z całą tą sytuacją mają anioły, bo muszą coś mieć, żeby historia "Tajemnicy Godziny Trzynastej" była kontynuacją swoich poprzedniczek.

Wspaniale czytało mi się tą książkę. Łączy ona w sobie powieść młodzieżową, obyczajówkę, fantastykę, kryminał, a nawet horror. Nina w tej części świetnie wykorzystuje swoje umiejętności, widać, że z czasem jej postać ewoluuje, dorasta i staje się jeszcze bardziej charakterystyczna. Istotną rolę gra także cała gama bohaterów drugoplanowych, bez których cała akcja nie byłaby tak dynamiczna. Tajemnica Wilczych Dołów, jaką musi rozwikłać Nina, jest według mnie, najbardziej emocjonującą i ekscytującą, w porównaniu z poprzednimi. Fantastycznie też odkrywa się poszczególne karty tej historii, zagłębiając się powoli w kolejne jej odsłony, a wszystko to za sprawą dwutorowo toczącej się akcji.

Bardzo, bardzo polecam! Bo jest to prześwietna książka, której lektura sprawi radość nie tylko młodzieży, ale także dorosłym czytelnikom. Chyba specjalnie dla niej stworzę ranking najlepszej książki młodzieżowej/dziecięcej, przeczytanej w roku 2018, musi bowiem stać się o niej głośno!

Sardegna

czwartek, czerwca 21, 2018

ŚBK: "Mężczyzna idealny, czyli o moich ulubionych bohaterach literackich"

Dzisiaj zapraszam na kolejną odsłonę ŚBKowych, comiesięcznych cykli tematycznych. W maju pisaliśmy o ulubionych ekranizacjach, natomiast w czerwcu postanowiliśmy, że tematem tegoż postu będą... mężczyźni. Ale! Nie będą to byle jacy mężczyźni, tylko idealni, a do tego na co dzień, będący bohaterami książkowymi.

Macie swoich ulubionych bohaterów? Facetów, którzy, jak nic, spełniają wszystkie Wasze wymagania, co do bycia idealnym kandydatem na męża/chłopaka? Ja też mam i pisząc tego posta nie miałam absolutnie żadnych wątpliwości, co do ich nazwisk i powieści, z których pochodzą. 

Dla mnie bowiem, mężczyzna idealny, obojętnie, czy książkowy, czy ten prawdziwy, przede wszystkim musi być piekielnie inteligentny, do tego męski, silny i z poczuciem humoru. Stąd też moi ulubieni bohaterowie takie cechy właśnie mają i tak dobrze idzie im rozwiązywanie zagadek kryminalnych, które postawiają przed nimi autorzy książek. Oprócz tego są sprytni, mają cięty język (co też lubię), charyzmę, działają bezkompromisowo, ale jednocześnie są opiekuńczy i zdolny do poświęceń, choć okazują to w przeróżny sposób. 

Jak zatem prezentuje się moja trójka idealnych bohaterów książkowych?

1. Mężczyzna idealny, od lat w moim czytelniczym sercu, to Myron Bolitar z serii kryminalnej autorstwa Harlana Cobena. Inteligentny, odważny, sprytny, zabawny, przystojny i wysportowany, a do tego bardzo rodzinny. Z genialnym poczuciem humoru, świetnie operuje grą słów, nie ma sprawy kryminalnej w świecie sportu, której by nie rozwiązał. Myron Bolitar jest głównym bohaterem poniższej serii Harlana Cobena:



oraz postacią drugoplanową w trylogii, gdzie główną rolę gra Mickey Bolitar, jego bratanek (nastolatek, który przez podobieństwo do wuja, również zapowiada się na wspaniałego bohatera):



2. Na drugim miejscu plasuje się Jack Reacher, bohater serii sensacyjnej Lee Childa, którego znam od niedawna i nie poznałam jeszcze większości książek z jego udziałem, swoją osobowością przypomina mi jednak powyższego Myrona, stąd takie wyróżnienie.



3. Natomiast trzecim książkowym ideałem, z którym związek byłby wprawdzie bardzo burzliwy, ale jakże interesujący, jest Mario Ybl - główna postać serii archeologicznej pani Marty Guzowskiej. Zawodowo piekielnie inteligenty profesor antropologii, bezczelny, bezkompromisowy, o ostrym, jak brzytwa języku, nie uznający półśrodków, prywatnie nieco zagubiony, zmagający się z nyktofobią, uroczy facet.


A kim są Wasi ulubieni książkowi bohaterowie?

Sardegna

niedziela, czerwca 17, 2018

"Amelia i Kuba. Wenecki spisek" Rafał Kosik


Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 362
Moja ocena : 6/6

Historia Amelii i Kuby, autorstwa Rafała Kosika nabiera rozpędu, bowiem piąty tom przygód rezolutnych dzieciaków jest chyba najbardziej rozbudowany ze wszystkich dotychczasowych opowieści. Wydaje się też być najbardziej przygodowym i dynamicznym, w porównaniu z częściami poprzednimi, czyli "Godziną duchów", "Nową szkołą", "Stuokim potworem", czy "Tajemnic dębowej korony" .

W tej części serii, czwórka  bohaterów: rodzeństwo Domeyków - Amelia i jej młodszy brat Albert oraz rodzeństwo Rytlów, w postaci Kuby i jego sześcioletniej siostry Mi, wyruszają do podróż do Wenecji. Mam oczywiście na myśli najprawdziwszą Wenecję, czyli miasto leżące we Włoszech (i to nie w tych pod Warszawą). Dzieci, do tego wyjątkowego miejsca ulokowanego na wodzie, jadą zupełnie same (nie licząc psa Imbira), i w tajemnicy przed rodzicami. Oczywiście wydaje się to logiczne, gdyż dorośli nigdy w życiu nie pozwolili by swoim małoletnim pociechom pojechać samym na taką wycieczkę przez pół Europy. I to jeszcze po co! 

Wiadomo, że Mi bezgranicznie kocha zwierzęta wszelakie. Ma jednak wielką alergię na sierść, dlatego kiedy na horyzoncie pojawia się tabletka zapobiegająca skutkom alergii (wprawdzie w fazie testów, ale kto by się tym przejmował), dziewczynka bezzwłocznie ją zażywa. Efekt połknięcia tego niesprawdzonego leków jest jednak opłakany w skutkach. Mi zaczyna rosnąć podejrzane owłosienie i to w miejscach, w których normalnie się ono nie pojawia. Jako że lek jest w fazie testów, nie ma na niego żadnego antidotum, dzieciaki postanawiają wziąć sprawy w swoje ręce i wyruszyć po pomoc prosto do producenta. A skoro ten ma swoją siedzibę w Wenecji, to właśnie tam postanawiają się wybrać.

Jednak czy samotna podróż przez pół Europy czwórki dzieci i psa może być bezpieczna i przebiec bezproblemowo? Oczywiście, że nie! Na Amelię, Kubę, Alberta i Mi czeka cała gama niebezpieczeństw, i to nie tylko związanych z samotną podróżą dzieci pociągami, ale też obecnością pewnej tajemniczej agentki, która wyraźnie rusza ich śladem.

Dzieci odbędą pociągami niesamowitą europejską podróż. Będą musieli mocno się napracować, żeby na jaw nie wyszedł ich największy sekret, czyli nieobecność dorosłych opiekunów. Co zrobią jednak, kiedy wydrukowany bilet na pociąg wskazuje, że wykupione miejsca znajdują się w nieistniejącym przedziale? Jak najlepiej nie zwracać na siebie uwagi, podejrzliwego konduktora? Czy jadąc na gapę w ekskluzywnym składzie pociągu dla vipów można dorobić sobie do kieszonkowego? No i najważniejsze pytanie, jak znaleźć producenta leku w tak dużym mieście, jak Wenecja? Tego wszystkiego będziecie mogli dowiedzieć się z najnowszego tomu przygód "Amelii i Kuby".

"Wenecki spisek" to kolejna, świetna historia w serii Rafała Kosika, przeznaczona dla młodszej młodzieży. Ten tom zdecydowanie wyróżnia się na tle poprzednich części i to nie tylko objętością, bardzo rozbudowaną fabułą, wątkami przygodowymi, ale też największą "realnością" wydarzeń (choć może samotna podróż dzieci przez Europę niektórym może wydawać się zdecydowanie fantastyczna). O przygodach Amelii, Kuby, Alberta i Mi czyta się z wielką przyjemnością, ale nie może być inaczej, kiedy historia jest dynamiczna, napisana z pomysłem, a do tego bardzo współczesna, a jak wiadomo, dla dzisiejszych małych czytelników jest to bardzo ważne, aby móc się identyfikować z bohaterami książki, a jeśli do tego w trakcie lektury można się świetnie bawić, lepiej być nie może! 

  Sardegna

czwartek, czerwca 14, 2018

Jak zwykle z opóźnieniem, czyli o majowej, targowej sobocie w Warszawie

Jeśli dobrze liczę, to były moje 15 targi książki, w których uczestniczyłam, w ciągu 8 lat prowadzenia bloga. I wiecie co? Za każdym razem wracam z TK z innymi wrażeniami, pomysłami i planami na przyszłość. Co zatem przyniosły mi tegoroczne? Spokój. To może zabrzmieć dziwne, ale na sobotniej, książkowej imprezie, a właściwie tuż po niej, uświadomiłam sobie kilka spraw. Przede wszystkim, że warto dalej robić swoje. Usłyszałam kilka bardzo miłych słów pod swoim adresem i adresem bloga, a takie słowa naprawdę są dla mnie wsparciem i motywacją. Po drugie, kolejny raz potwierdziło się to, że nie trzeba ślepo gonić za blogową modą. Niby to nic odkrywczego, ale jednak warto czasami sobie ten fakt przypomnieć. Tegoroczne TK dały mi zatem wyjątkową motywację do działania i poczucie, że jestem na właściwym miejscu we właściwym czasie.


Takim krótkim wpisem podzieliłam się z czytelnikami Książek Sardegny na moim FB tuż po powrocie z targów, bo dokładnie takie słowa przyszły mi na myśl, kiedy wróciłam do domu, a w niedzielę rano wypiłam poranną kawę i przejrzałam targowe zdjęcia. Każde kolejne TK przynoszą mi coś nowego: te zeszłoroczne w Warszawie przyniosły refleksję i trochę smutku, tegoroczne - poczucie, że wszystko jest ok. Ależ to wspaniałe uczucie!


Wracając jednak do samych targów, jechałam do Warszawy bez większych oczekiwań. Planowałam jedynie pójść po autograf do trzech Autorów (Marty Kisiel, Joanny Szarańskiej i Wojtka Miłoszewskiego), pokręcić się na luzie po Stadionie Narodowym, porozmawiać z ze znajomymi blogerami, jeśli uda mi się takowych wypatrzeć w tłumie, przywitać z wydawcami i ulubionymi pisarzami, może kupić coś fajnego w dobrej cenie. I w sumie wszystko to udało mi się zrealizować, nawet z nawiązką. 


Jako jedna z pierwszych, tuż po 10.00, ustawiłam się po podpis w "Dożywociu" do Marty Kisiel, kiedy jeszcze nie była ona oblegana przez tłum fanów. Z "Inwazją" zawitałam do Wojtka Miłoszewskiego, który okazał się bardzo miłym człowiekiem i świetnym rozmówcą. Usłyszałam bardzo wiele miłych słów od pani Marty Guzowskiej i zdobyłam podpis w "Chciwości". Pod koniec targów z "Kłopoty mnie kochają" w dłoni, udało mi się w końcu spotkać oko w oko z Joanną Szarańską, która na żywo jest równie sympatyczną i ciepłą osobą tak, jak w internetach.


A co w międzyczasie? Udało mi się porozmawiać z Martą Matyszczak, zanim usiadła do podpisywania "Zło, czai się na szczycie", czyli swojej nowej powieści, uściskać z Wiolettą Piasecką, przemiłą, energetyczną, przesympatyczną autorką książek dla dzieci, o której jeszcze nie raz usłyszycie na moim blogu, a także w przelocie przywitać z Sylwią Winnik i pogratulować jej wspaniałej książki. Oprócz tego, na stosiku Znaku uściskałam się z Kasią Zyskowską, która na podpisywała swą najnowszą powieść "Historię złych uczynków", w tłumie wypatrzyłam też Magdalenę Kordel i udało mi się zamienić z nią kilka zdań. 

Coś sobie kupiłam, choć nie za wiele, coś dostałam, pogadałam ze znajomymi blogerami, na których udało mi się natrafić w tłumie, wypiłam kawę na stoisku Merlina, przywitałam ze znajomymi wydawcami. Ot, chłonęłam po prostu targową atmosferę.


"Ostatnia arystokratka" Evžen Boček
"Bilet do szczęścia" Beata Majewska
"Ślepy archeolog" Marta Guzowska
"Chciwość" Marta Guzowska
"Faustynka. Opowieści patriotyczne" Wioletta Piasecka

Natomiast końcówkę targowej soboty spędziłam w strefie kryminalnej, gdzie odbywała się gala "Złotego pocisku", czyli podsumowanie pierwszej edycji konkursu "Złoty Pocisk" na Najlepszą powieść kryminalną 2017 w czterech kategoriach. Zwycięzcy prezentowali się następująco:

* najlepszy kryminał historyczny 2017 - Marcin Wroński i Wydawnictwo W.A.B.
* najlepszy kryminał zagraniczny - Chris Carter i Wydawnictwo Sonia Draga
* nagroda publiczności - Remigiusz Mróz i Wydawnictwo FILIA
* najlepsza powieść kryminalna 2017 - Marta Guzowska i Wydawnictwo Marginesy

Zdjęcie niezbyt udane, ale jedyne, jakie udało mi się zrobić w tym ważnym momencie.

Tegoroczne targi będę chyba najmilej wspominać, jeśli chodzi o te, organizowane w stolicy. Naładowana pozytywną, blogową energią mogę działać dalej, a wszystkich, którzy dotarli do końca tego przydługiego wpisu, serdecznie pozdrawiam ze słonecznego Śląska!


Sardegna

wtorek, czerwca 12, 2018

"Biuro M" Magdalena Witkiewicz, Alek Rogoziński


Wydawnictwo: Filia
 Liczba stron:  360
Moja ocena : 4/6

"Biuro M" to druga po "Pudełku z marzeniami" wspólna powieść pisarskiego duetu Magdaleny Witkiewicz i Alka Rogozińskiego. Jako że przeczytałam już całkiem sporo książek z dorobku Magdy mogę ocenić, jak na tle innych wypadło owe "Biuro" (jeśli chodzi o powieści Alka to znam tylko jedną, więc nie mam porównania). Jednak dokonanie takiej analizy nie było chyba z mojej strony dobrym posunięciem, bowiem powyższa historia wypadła bardzo średnio na tle pozostałych, co też postaram się poniżej uzasadnić.

Jestem rozdarta, bo z jednej strony nie mam tej historii wiele do zarzucenia. "Biuro M" jest miłym, niezobowiązującym czytadłem, mającym za zadanie umilenie czasu. Zwłaszcza końcowa 1/3 część fabuły okazała się bardzo przyjemna i czytało mi się ją znakomicie. Z drugiej jednak strony początek strasznie się dłużył, a tak nie powinno być, kiedy powieść z zasady ma być lekka, łatwa i przyjemna. Sami powiedzcie, kiedy czytanie zabawnej, miłej historyjki autentycznie się wlecze, to coś musi być nie tak. Patrząc jednak na to z drugiej strony, Magda przyzwyczaiła swoich czytelników do tworzenia konkretnych powieści obyczajowych, z przesłaniem, rozbudowaną fabułą, czy pięknie łączących przeszłość z teraźniejszością, jak choćby w "Czereśniach..." (ta świetna powieść została wyróżniona Książką Roku 2017 w plebiscycie Lubimy Czytać), dlatego poczułam się autentycznie rozczarowana, kiedy okazało się, że w tym wypadku Autorka pokusiła się o stworzenie tak banalnej historii. Ja to wszystko rozumiem, że nie zawsze trzeba pisać o poważnych sprawach i czasami można pokusić się o coś lajtowego, ale w takim wypadku historia musi czytelnika czymś innym do siebie przekonać, albo humorem, albo ciekawą intrygą, albo niebanalnymi bohaterami. A w "Biurze M" niestety tego wszystkiego mi zabrakło.

Sam pomysł na historię "Biura M" nie jest zły. Akcja toczy się z dwóch perspektyw: zagubionej, porzuconej przez narzeczonego, szarej myszki Basi, oraz Jacka, życiowego pechowca, który nie potrafi zagrać miejsca w żadnej pracy na dłużej. Oboje spotykają się w biurze matrymonialnym "Minerva" w małym Miasteczku (tak dobrze znanym czytelnikom Magdy Witkiewicz z "Pracowni Dobrych Myśli" oraz wspólnej książki z Alkiem "Pudełka z marzeniami"), ale nie w roli klientów  zainteresowanych poznaniem drugiej połówki, tylko jako pracownicy tegoż przybytku. Basia "przypadkowo" otrzymuje posadę sekretarki, natomiast Jacek równie bezproblemowo i trochę też bez zastanowienia, zatrudnia się jako konsultant do spraw klientów. Oboje zupełnie nie pasują do specyfiki pracy w takim miejscu, jednak, o dziwo, nieźle się w niej sprawdzają. Rzuceni na głęboką wodę muszą zmierzyć się z różnorakimi, nierzadko ekscentrycznymi klientami biura, ale przede wszystkim z piekielną szefową, której styl bycia jest bardziej, niż niepokojący.

Do biura przychodzi cała gama barwnych postaci, różnej płci i w różnym wieku, szukając dla siebie partnera na dobre i złe. Z tych poszukiwań wynikają czasami zabawne akcje, innym razem całkiem poważne niedomówienia, a nierzadko także sytuacje mrożące krew w żyłach. Basia i Jacek zaprzyjaźniają się, wspólnie stawiając czoła rozemocjonowanym klientom biura i całkiem dobrze im to wychodzi. 

I niby wszystko jest ok. Jest pomysł na fabułę, są bohaterowie, których można w fajny sposób pokazać, z założenia ma być zabawnie, w praktyce jednak wyszło nudnawo i przewidywalnie. Postacie nie są szczególnie interesujące, ani Basia, ani Jacek nie są bohaterami, których można polubić, czy powiedzieć coś więcej na ich temat. Wiemy, że ona została porzucona przed ołtarzem, i to 3 razy, za każdym razem przez mężczyznę o imieniu Michał. Jacek natomiast jest pechowcem, ale o co chodzi z tym pechem nie do końca jest jasne, bo poza początkową wzmianką nic więcej na ten temat nie wiadomo. Klienci matrymonialni, choć z założenia mają być interesujący, też jakoś nie zapadają na dłużej w pamięć, podobnie, jak znajomi, pracujący po sąsiedzku z biurem.

Z całej tej historii najbardziej zostanie mi w pamięci nawiązanie do Miasteczka i historii, które miały swój początek w "Pudełku z marzeniami" i "Pracowni Dobrych Myśli". Bohaterowie "Biura" odwiedzają restauracje Malwiny i Michała "Pod świętym Ekspedytem", natomiast Basia spotyka się z panią Wiesią, korzystając z jej tak dobrze znanej i lubianej nalewki dla zdrowotności. Jest to na pewno miły akcent, dający też czytelnikom wyobrażenie, że Miasteczko nie jest tylko jednorazowym miejscem akcji, ale żywą społecznością, z którą nie raz przyjdzie jeszcze się spotkać.
  
Podsumowując, "Biuro M" nie do końca trafiło w mój gust, zarówno jeśli chodzi o fabułę, jak i o prezentowane poczucie humoru. Uważam, że jest to jedna ze słabszych książek Magdy (nie wiem, jak wypada ona na tle innych powieści Alka, bo nie mam porównania), niemniej jednak, jeśli ktoś potrzebuje lekkiej książki, bo na taką ma akurat ochotę, nie będę odradzać, tylko namówię do sprawdzenia osobiście, jakie wrażenie wywrze na nim ta historia.


Sardegna

niedziela, czerwca 10, 2018

"Góry i ich zwykli - niezwykli mieszkańcy" Justyna Styszyńska



Wydawnictwo: Widnokrąg
Liczba stron:  44
Moja ocena : 5/6


Staram się przekazywać moim dzieciom pasję do tego, co sama kocham, a jako że jedną z moich wielkich miłości są góry to podsuwam im propozycje, które są z nimi związane. Nie mieliśmy w prawdzie jeszcze okazji pochodzić z dzieciakami po Tatrach (na razie muszą wystarczyć nam Beskidy), to jednak kiedy pytam, gdzie jedziemy na długi weekend pierwsze z ich ust pada hasło, że do Zakopanego. Czy to świadczy już o tym, że jest coś na rzeczy? Ale tak poważnie, mam nadzieję, że moje dzieci w przyszłości będą chętnie wybierały się w góry, poczują to, co ja, kiedy mogę w nich przebywać, a do górskiej przyrody i mieszkańców będą miały odpowiedni szacunek.

Powyższa książeczka jest fajną propozycją dla dzieci pokazującą właśnie, jak niezwykłym miejscem są góry. Jest ona jednak bardzo nietypowa, przypominająca raczej swoim wyglądem skoroszyt, kołonotatnik lub po prostu taki niezbędnik małego przyrodnika, niż typowo wydaną książkę. Z założenia uczy, obrazuje i charakteryzuje zwierzęta żyjące w Tatrach, ale robi to w taki sposób, że oprócz informacji, a może przede wszystkim, niesie dobrą zabawę. W książeczce znaleźć można ciekawostki o takich mieszkańcach gór, jak: kozice, świstaki, niedźwiedzie, rysie, sarny, myszołowy, norniki, sowy, czy łasice, a do tego szereg naklejek, którymi można postać danego zwierzęcia wykleić. Kilkanaście stron w tym skoroszycie jest "pustych", czyli zawiera tylko "krajobraz", na którym można swobodnie przyklejać/umieszczać wybrane zwierzęta. Ważne jest też to, że naklejki i zeszyt są wielokrotnego użytku. Jest to bardzo istotne zwłaszcza w przypadku młodszych dzieci, które lubią wyklejać, a po jakimś czasie odrywać nalepki i robić to na nowo.

Oprócz standardowego wyklejania można stworzyć sobie zwierzątko, które będzie mieszanką gatunkową, łączącą ze sobą różne cechy. Swobodnie zestawiając naklejki, osobno uszy, oczy, pyski, głowy, łapy, może powstać na przykład łasicoryś, wydromyszołów, czy kozicoryś. 

Książeczka jest bardzo dobrym pomysłem dla dzieci w wieku 4 - 10 lat. Dla tych młodszych będzie ona służyła głównie do zabawy w wyklejanie swoich zwierząt, czy mieszanie ich cech. Dla tych starszych może stanowić dodatkowo jeszcze ciekawy i nietypowy zbiór informacji o zwierzętach żyjących w górach, a także o samym krajobrazie górskim i takich pojęciach, jak: dolina, przełęcz, czy górskie jeziora. Sam zeszyt, bardzo ładnie wydany, poręczny, z charakterystyczną grafiką może służyć dzieciom, jako notes do zbierania przyrodniczych ciekawostek.

"Góry i ich zwykli - niezwykli mieszkańcy" cieszyły się sporym zainteresowaniem na Warszawskich Targach Książki w sektorze górskim. Jest to też fajny pomysł na promocję regionu wśród najmłodszych czytelników i pokazanie bliżej, czym dokładnie charakteryzuje się Tatrzański Park Narodowy. Zerknijcie więc wraz z dziećmi do wnętrza "Gór". Książka zagwarantuje im dobrą zabawę, a Wam spokojnie wypitą kawę.




  Sardegna

piątek, czerwca 08, 2018

"Ignaś. Opowieści patriotyczne" Wioletta Piasecka



Wydawnictwo: Niko
Liczba stron: 80
Moja ocena : 5/6

Jakiś czas temu pisałam na blogu o "Małej Cyganeczce", "Tańczących czarownicach", "Drużynie marzeń. Zagadkach piłkarskich" oraz wierszykach o zwierzętach "A gdzie kurka?", czyli czterech książkach dla dzieci, autorstwa pani Wioletty Piaseckiej, a dzisiaj chciałam zaprezentować kolejną odsłonę Jej twórczości. Może kojarzycie "Ignasia" z widzenia, bohater ten zdobywa bowiem "popularność" i to nie tylko w Internecie, ale także, a może przede wszystkim, w realu. 

"Ignaś" jest przykładem bardzo ładnie wydanej książki dla dzieci o tematyce patriotycznej. Jak wiadomo, temat ten nie jest łatwy, trudno przedstawić najmłodszym czytelnikom postać historyczną, do tego w taki sposób, aby wzbudzić zainteresowanie a jednocześnie wytłumaczyć, dlaczego osoba ta jest tak ważna dla historii naszego kraju.

Na szczęście pani Wioletta Piasecka ma taką zdolność snucia opowieści, że przy okazji opisywania perypetii bohatera - małego Ignasia, przemyca dzieciom całkiem sporo wiedzy, pozytywnych wartości, czy informacji o historii Polski. Dzięki temu książka łączy w sobie to, co lubię najbardziej: rozrywkę i przyjemność, z edukacją i możliwością wykorzystania tej historii, jako przyczynku do dyskusji z dzieckiem lub omówienia jakiegoś tematu. "Ignaś" doskonale sprawdza się, jako zaczątek rozmowy o tym, czym jest polskość, bycie patriotą, a także, czym były rozbiory i dlaczego tak ważne dla Polaków było odzyskanie niepodległości, którego okrągłą rocznicę obchodzimy w tym roku. 

"Ignaś" w barwny sposób opisuje życie Ignacego Jana Paderewskiego od wczesnego dzieciństwa, do momentu odzyskania przez Polskę niepodległości. Oczywiście niektóre momenty z jego życia są bardziej rozbudowane, jak na przykład niełatwe dzieciństwo, na którym zaważył fakt, iż ojciec Paderewskiego został aresztowany przez władze rosyjskie za pomoc powstańcom styczniowym, inne (te związane z polityką), odpowiednio skrócone, w taki sposób, aby były zrozumiałe dla małych czytelników. W każdym razie, książka wzbogacona kolorowymi ilustracjami, przedstawia najważniejsze wydarzenia z życia, które zaważyły na jego dalszych losach, a także ukształtowały go, jako człowieka odważnego, dążącego do spełniania swoich marzeń, ale też oddanego ojczyźnie, walczącego o wolność, nawet za cenę własnego szczęścia.

Książka przeznaczona jest dla dzieci w wieku 6 - 10 lat, napisana jest bowiem prostym, przystępnym językiem, który może okazać się zbyt "dziecinny" dla starszych odbiorców, jednak w ramach edukacji można czytać ją nawet 11 i 12 latkom. Osoba bohatera kojarzy się dzieciom przede wszystkim z muzyką, warto więc uświadomić im, że rola Paderewskiego w historii Polski nie ograniczała się tylko do komponowania wspaniałych utworów. Po lekturze tej barwnej opowieści dzieci znacznie lepiej zapamiętają życiorys Paderewskiego, niż ucząc się go na pamięć na lekcji muzyki, czy historii.

  Sardegna

środa, czerwca 06, 2018

"Tajemnica Nawiedzonego Lasu" Anna Kańtoch


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron:  368
Moja ocena : 6/6

O ile pierwszy tom młodzieżowej serii fantastycznej, autorstwa Anny Kańtoch był dobry, to w przypadku części drugiej mamy już do czynienia z czymś świetnym! 

Wiecie jak to często jest z kontynuacjami lub kolejnymi tomami serii. Pierwsza część stawia wysoko poprzeczkę i trudno potem reszcie jej dorównać, spełnić oczekiwania czytelników, albo przynajmniej utrzymać podobny poziom. "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" naprawdę trzyma formę, zarówno jeśli chodzi o oryginalności powieści, pomysł na fabułę a także gro wydarzeń rozgrywających się w klasztorze w Markotach. Na uwagę zasługuje więc fakt, że tom drugi przebija swojego poprzednika jeszcze lepszymi pomysłami i tempem akcji.

Tak, jak pisałam przy okazji TEGO wpisu, historia jest niesamowita i choć przeznaczona dla młodzieży, naprawdę może przerazić, zwłaszcza co wrażliwszych czytelników. Zawiera sporo "momentów", motyw anielski też jest mocno zagmatwany, w ogóle sporo się dzieje, pokusiłabym się o stwierdzenie, że to bardziej dorośli, niż dzieciaki odnajdą się w tej historii. Nieco inaczej jest w "Tajemnicy Nawiedzonego Lasu". Powieść nawiązuje do swojej poprzedniczki, ale mam wrażenie, że jest ona już bardziej dopasowana do grupy docelowej, zagadka jest też bardziej przystępna i zrozumiała dla czytelników, zwłaszcza tych młodszych, nie znaczy jednak, że przez to książka jest w jakiś sposób gorsza. Wręcz przeciwnie.

Tajemnice, które skrywa stara wioska, zapomniana przez Boga i ludzi, ukryta w centrum Puszczy Białowieskiej oraz ośrodek Totenwald, zarządzany przez komunistów, bardzo przemawia do wyobraźni odbiorców. Aniołów w tym tomie jest może nieco mniej, za to jednak czytelnik uzyska pewne odpowiedzi na nurtujące go pytanie: od czego się to wszystko się zaczęło. 

Od wakacji w Markotach minęły dwa miesiące. Nina po powrocie do szkoły próbuje nie rzucać się w oczy, walczy też ponownie z własnym strachem, że ktoś niepowołany zwróci na nią uwagę, zainteresuje się jej nowo nabytymi zdolnościami i każe wracać do wydarzeń, które rozegrały się w klasztorze. Kiedy do jej szkoły przybywa para policjantów, sierżant Sowa i porucznik Lis, zaczynając przeprowadzać z dziećmi dziwne rozmowy, Nina nabiera już pewności, że została odnaleziona. I faktycznie, dziewczyna zostaje zabrana za zgodą rodziców, wraz z młodszym kolegą ze szkoły do nieznanego nikomu bliżej ośrodka, leżącego w samym sercu Puszczy Białowieskiej. Na miejscu Nina przekonuje się, że sytuacja z Markot niepokojąco się powtarza. W Totenwald znajduje się cała grupa dzieciaków, pochodzących z różnych rejonów Polski, ośrodkiem zarządzają komuniści pytając dzieci o ich zdolności i przeprowadzając na nich dziwne testy.

Nina podejrzewa, że ośrodek pracuje nad sprawą aniołów, ale skupia się na czymś innym, czyli na starej wsi w lesie, która wydaje się być początkiem wszystkiego. Las żyje własnym życiem, pozostając śmiertelnie niebezpiecznym dla obcych. Jako że Nina w ośrodku spotyka swoich dawnych znajomych z Markot, Huberta, Jacka i Tamarę, w takim gronie przeprowadzenie śledztwa i odkrycie tajemnicy nawiedzonego lasu, zdaje się być łatwiejsze. 

Drugi tom tej fantastycznej serii ma odpowiednią dynamikę, ciekawą zagadkę do rozwiązania i atmosferę niepokoju. Już praktycznie od pierwszych stron historia Niny nabiera tempa, dzięki czemu, moim zdaniem, "Tajemnica Nawiedzonego Lasu" wciąga bardziej, niż ta z "Diabelskiego Kręgu". No i to zakończenie! Kiedy wydaje się już, że sytuacja jest jasne i klarowna, czytelnik nagle dostaje informację, która zupełnie zmienia losy Niny.  Jak dla mnie, rewelacja! Jak tak dalej pójdzie, to aż się boję, co zastanę w tomie trzecim, czyli "Tajemnicy Godziny Trzynastej", którą planuję w najbliższym czasie przeczytać. 

Młodzieżowa seria Anny Kańtoch trzyma wysoki poziom i stanowi ciekawą propozycję lektur dla wchodzących w świat fantastyki, młodych czytelników. Bardzo polecam.

  Sardegna

poniedziałek, czerwca 04, 2018

"Toń" Marta Kisiel


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 416
Moja ocena : 6/6

Każda nowa powieść, która wychodzi z pod ręki Marty Kisiel wzbudza w czytelnikach wiele emocji i nie inaczej było w przypadku "Toni", wychodzącej na rynek wydawniczy dokładnie 23 maja. Już od kilku dobrych tygodni książka królowała w zapowiedziach wydawnictwa Uroboros, na fp wielu czytelników i blogerów, a także miłośników poprzednich powieść Autorki. Mnie osobiście zastanawiało najbardziej, czy powieść jest kontynuacją serii o "Dożywociu", zresztą mojej ulubionej, albo związana będzie w jakiś sposób z "Nomen omen", czy może jest zupełnie odrębną opowieścią. Okazało się, że choć historia "Toni" ma pewien wspólny mianownik z przygodami Salomei Przygody w postaci pewnej żywotnej staruszki, to całość jest zupełnie nowa, bardzo odmienna od "Dożywocia", utrzymana bardziej w stylu "Nomen...", choć na jego tle wypada o wiele lepiej.

"Toń" łączy w sobie elementy powieści obyczajowej, fantastycznej, ale też kryminalnej. Jest zagadka do rozwiązania, pewna tajemnica rodzinna, a do tego historia Dolnego Śląska. We wszystko to wplecione są fantastyczne wątki w postaci psychopompów oraz wędrówki w czasie i przestrzeni. Sporo się dzieje, ale w tym szaleństwie jest metoda, która sprawia, że lektura staje się prawdziwą przygodą, niesamowitą podróżą w przeszłość, ale przed wszystkim wielką przyjemnością. Takie książki zdarzają się rzadko, kiedy więc już na nie natrafiamy, trzeba umieć docenić ich wartość.

Justyna Stern zwana przez najbliższych Dżusi, wyrusza do Wrocławia, aby pomóc ciotce Klarze zaopiekować się mieszkaniem w czasie jej nieobecności. Przyjazd dziewczyny do rodzinnego domu wzbudza w niej cały ogrom emocji, przypomina ona sobie bowiem nieco psychodeliczne dzieciństwo spędzone w małym, klaustrofobicznym mieszkanku, z ekscentryczną ciotką, która zajęła się wychowaniem Dżusi i jej siostry Eleonory, po zaginięciu ich rodziców. 

Klara, choć wcale nie jest jakąś wiekową staruszką, tylko kilka lat starszą od bratanic kobietą, przez całe życie trzymała się bezwzględnie pewnych zasad, których bezdyskusyjnie wymagała również od dziewczyn. Oczekując od nich bezwzględnego posłuszeństwa i wykonywania poleceń, zabraniała zapraszania kogokolwiek do domu, zaprzyjaźniania się z rówieśnikami, nawet wychodzenia z domu bez wyraźnej potrzeby.  
W dorosłym życiu Eleonora, bardziej spokojna i opanowana, przejęła dziwactwa ciotki, Dżusi natomiast wyrwała się spod skrzydeł opiekunki i nie ma ochoty na dalszą psychodelę. Wraca jednak na prośbę ciotki do Wrocławia ... i przez to inicjuje całą gamę wydarzeń, które mogą zniszczyć uporządkowany świat rodziny Sternów, a wszystko przez złamanie jednego z zakazów Klary i wpuszczenie do domu obcego człowieka.

W ferworze akcji, kiedy sytuacja staje się realnie niebezpieczna i zaczynają ginąć osoby z otoczenia kobiet, na jaw wychodzą sekrety, które Klara skrzętnie chowała przed dziewczynami od lat. Ciotka dzieli się tym, co wie na temat zaginięcia swego brata Ludwika Sterna i jego żony, zdradza, co tak naprawdę zdarzyło się przed laty i co znaczą wszystkie dokumenty, gromadzone od lat w małym mieszkanku. 

Cała akcja kryminalno - obyczajowa to jedno, ale najpiękniejsza w tej historii jest "toń", opisana w tak cudownie poetycki sposób, że nadaje tej opowieści większego znaczenia, niż mogłoby się na początku wydawać. Na uwagę zasługuje też część poświęcona przeszłości, aż żałuję, że jest tak krótka.  

W "Toni" można zachwycać się fabułą, wątkami fantastycznymi, obyczajowymi, historią Dolnego Śląska, interesującymi bohaterami, pewnymi nawiązaniami do osób realnych (znam osobiście dwie osoby, które stały się inspiracją do stworzenia bohaterów drugoplanowych), czy choćby tym, że tytuł książki jest idealnie trafiony, i genialny w swej prostocie. Przede wszystkim jednak, w "Toni" można utonąć. Głównie od nadmiar wrażeń i emocji. 

Warto cierpliwie czekać na każdą kolejną powieść Marty Kisiel. Jej historie powoli przyzwyczajają czytelników do tego że, stanowią gwarancją świetnej, ale też przemyślanej, interesującej i zaskakującej lektury. Autorko, pytanie zatem jest jedno: kiedy kolejna książka?

Sardegna

sobota, czerwca 02, 2018

"Niedobry pasterz" Przemysław Borkowski



Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:  458
Moja ocena : 5/6

"Niedobry pasterz" to jedna z takich powieści, na pojawienie się której czekałam z wielką niecierpliwością. "Zakładnik", czyli pierwszy tom kryminalnej serii pana Przemysława Borkowskiego, przeczytany w ubiegłym roku, zrobił na mnie wielkie wrażenie, więc nie dziwi fakt, ze oczekiwanie na kontynuację tej historii wydawało mi się prawdziwą męką.

Bardzo podobała mi się mroczna historia stworzona przez Autora, który być może nie kojarzy się szerszemu gronu odbiorców, jako pisarz kryminałów czy thrillerów jednak w tej roli pan Borkowski sprawdził się naprawdę dobrze. Wypatrywałam więc z niecierpliwością drugiego tomu przygód psychiatry Zygmunta Rozłuckiego, ciekawa, w jakąż to następną, niebezpieczną sprawę uwikła go Autor. 

Po dramatycznych wydarzeniach kończących tom pierwszy, Rozłucki rzuca spokojną posadę w stolicy, wynajmuje swoje mieszkanie i przenosi się praktycznie z jedną walizką do podolsztyńskiej wsi, w której to doszło do ostatecznego starcia z mordercą z "Zakładnika". Co więcej, Zygmunt, wbrew logice, postanawia kupić dom, w którym doszło do masakry, sam nie do końca świadomy pobudek, które nie kierują. W tych przedziwnych okolicznościach zaczyna swoje życie praktycznie od zera, próbując zaaklimatyzować się w nowym miejscu. Od razu też zostaje wciągnięty w wir nowej pracy i do pomocy przy śledztwie w sprawie kryminalnej, która pojawia się na horyzoncie. We wsi dochodzi bowiem do brutalnego zabójstwa 15-latki. Zbrodnia ma charakter seksualny, a do jej wykonania przyznaję się miejscowy ksiądz. Poszlaki jednak sugerują, że kapłan jest niewinny, czemu zatem przyznał się do zbrodni, której nie popełnił?

Pierwsze tropy to jednak dopiero szczyt góry lodowej. Podejrzanym staje się także miejscowy pijak, dawny chłopak matki zamordowanej dziewczyny oraz lokalny biznesmen, o nieco ekscentrycznym usposobieniu. Zygmunt próbuje prowadzić swoje prywatne śledztwo, ale niezbyt mu to wychodzi, kiedy dopadają go osobiste demony, z którymi nieudolnie walczy od czasu samobójczej śmierci swoich bliskich. Psychiatra w wielu wypadkach nie potrafi racjonalnie myśleć, topi swe smutki w alkoholu, i o ile na początku trzyma jeszcze fason, to z każdym kolejnym dniem spędzonym na wsi, widać że jego nałóg pochłania go do cna i przejmuje nad nim kontrolę.

Zygmunt ponownie spotyka się z  Karoliną, dziennikarką, z którą łączyła go pewna zażyłość w "Zakładniku", jednak problemy Rozłuckiego psują ich wzajemną relację, wzmagając tylko wzajemne pretensje i żale. Jak zatem w takich warunkach tropić mordercę i szukać psychologicznych podstaw zabójstwa nastolatki?  Będzie to dla bohatera prawdziwą udręką i walką z samym sobą. Czy wyjdzie z niej zwycięsko?

"Niedobry pasterz" to założenia kryminał, ale ja powiedziałabym, że w tej historii kwestia śledztwa przechodzi na dalszy plan i rozgrywa się niejako "przy okazji" innych wydarzeń. Dla mnie kryminalna jest dopiero końcówka, czyli ostatnie 1/3 powieści, natomiast pierwsze 2/3 to raczej powieść psychologiczna z rozbudowanym studium postaci głównego bohatera, który miota się wśród wspomnień, wyrzutów sumienia, chęci destrukcji, utopienia smutków w alkoholu, ale też lęku o to, że sam jest niewiele lepszy od mordercy, bo zauważa w sobie pewne niepokojąco agresywne instynkty. 

Tak jak napisałam powyżej, wątek kryminalny nie stanowi istoty tej książki, co nie jest oczywiście zarzutem z mojej strony, ale kiedy człowiek wie, czego mniej więcej może się spodziewać po lekturze "Zakładnika", lektura "Niedobrego pasterza" może (zwłaszcza na początku) być małym rozczarowaniem. Kiedy jednak czytelnik wkręci się już w historię głównego bohatera i przestawi swe myślenie z kryminału na powieść psychologiczną, jest już tylko lepiej. Na pochwałę na pewno zasługuje ciekawa kreacja Rozłuckiego i tego, co dzieje się w jego głowie. Postać Zygmunta naprawdę jest niepokojąca, jakby zupełnie inna od tej, którą poznaliśmy wcześniej, ale też ilość dramatycznych wydarzeń w jego otoczeniu znacznie eskalowała. W każdym razie widać, że Autor poświęcił bardzo wiele uwagi psychice bohatera i dzięki temu, to Rozłucki jest podstawą sprawy kryminalnej, a nie odwrotnie.

Uważam, że seria pana Borkowskiego ma wielki potencjał, nie jest tendencyjna, wymyka się schematom i z pewnością sięgnę po tom trzeci, żeby sprawdzić, jak potoczą się dalsze losy Zygmunta, tym bardziej, że zakończenie pozostawia czytelnikowi wiele do myślenia. Sama jestem ciekawa, czy to co zobaczył Rozłucki na ostatnich kartach powieści jest prawdą, czy tylko wytworem jego chorej wyobraźni.

  Sardegna