"Gang Godziny Duchów" David Walliams


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

Dzisiejszy wpis na temat "Gangu Godziny Duchów", czyli książki dla najmłodszych czytelników, autorstwa Davida Walliamsa, jednego z najpoczytniejszych brytyjskich pisarzy dla dzieci, przyjmie nieco inną formę. Do tej pory sama pisałam o książkach dla dzieci, nawet o tych, które moja Dziesięciolatka, czy Młody przeczytali sami. Dziś nadszedł ten dzień, kiedy moja Córka przyniosła mi gotowy tekst o książce i powiedziała: "Mamo, czy możesz na blogu opublikować moją recenzję "Gangu..."?" Pomyślałam sobie, że to może być doskonały początek czegoś większego, a Młoda oprócz czytania, zainteresuje się też pisaniem!

Poniżej przeczytacie więc tekst w 100% napisany przez moją 10 - letnią Córkę. Poza moją drobną korektą znaków interpunkcyjnych i poprawieniem jednego błędu ortograficznego, cała reszta pochodzi w CAŁOŚCI od Niej. Tekst zawiera SPOJLERY, jest bowiem bardziej streszczeniem, niż opinią, ale myślę, że jak na pierwszy raz jest naprawdę dobrze!

Wydawnictwo: Mała Kurka
Liczba stron: 477
Moja ocena : 6/6

Dzisiaj mam przyjemność napisać Wam o wzruszającej historii pewnego chłopca, Toma Charpera. Tom ma dwanaście lat i uczęszcza do prestiżowej szkoły z internatem. Niestety podczas lekcji Wf-u stojąc sobie spokojnie na skrzydle boiska oberwał piłką do rugby. Od razu odwieziono go do Szpitala Imienia Lorda Funta, a podczas pytań z formularza doktora Podwieczorka, Tom nie umie odpowiedzieć na żadne z pytań, bo nic nie pamięta. W końcu doktor z pomocą pielęgniarki stwierdza, że Tom dostał urazu głowy, więc na oddział dziecięcy odwozi go Noszowy, człowiek ze zdeformowaną twarzą. 

Gdy Tom wjechał na oddział, zobaczył czwórkę dzieci, a nad każdym z łóżek dzieci wisiała tabliczka z imieniem: George, Robin, Amber i mała Sally. Wydawały się normalnymi dziećmi, ale Tom nie wiedział wtedy, jaką wielką kryją tajemnicę. Chłopca od razu wita siostra przełożona, która chociaż nadzoruje oddział dziecięcy, wcale nie lubi dzieci. Dzieci kładą się spać ale kiedy nadchodzi północ Amber, Robin i George usypiają czekoladkami siostrę przełożoną i gdzieś wyruszają. Tom próbuje spytać ich, gdzie idą, lecz nie zamierzają nic mu powiedzieć. Gdy wychodzą, chłopak próbuję przemknąć za nimi i budzi wtedy Sally, która jest najmłodsza z oddziału, ale także najbardziej chora. Jej chuda twarzyczka pokryta jest tylko pojedynczymi włoskami. Sally pyta się Toma, gdzie wychodzi i czy może iść z nim. Tom kłamie, że idzie tylko zawołać dzieci do łóżek, ale Sally mu nie wierzy. 

Tom w końcu się przyznaję, że idzie szpiegować kolegów, ale obiecuje Sally, że wszystko jej opowie. Gdy zszedł za resztą, dotarł do piwnicy, przysięga dotrzymać tajemnicy Gangu, do którego należą dzieci z oddziału (oprócz małej Sally). Wtedy koledzy tłumaczą mu, że ich Gang nazywa się Gang Godziny Duchów i polega na spełnianiu dziecięcych marzeń. 

Na początek spełnia się marzenie Amber, czyli wycieczka na biegun północny, a wszystko przygotowuje Noszowy, który też uczęszczał do Gangu. Potem cała grupa opowiada Tomowi, jakie marzenia już spełnili. Udało się spełnić marzenie Robina, który chciał dyrygować orkiestrą, pomimo tego, że miał zabandażowane po operacji oczy. Opowiadali też o innych marzeniach dzieci z oddziału. Amber tłumaczyła Tomowi, że to nie oni założyli Gang, tylko ktoś to zrobił dawno, dawno temu. 

Po paru kolejnych przeżytych wspaniale przygodach, przyszła kolej na spełnienie marzenia George. George chciał latać. Noszowy wymyślił więc, że pozbierają balony z całego szpitala i przygotują w ten sposób chłopakowi piękne marzenie. Kradną balony od innych pacjentów, także ze sklepiku, lecz kiedy przechodzą przez oddział najstarszej pacjentki szpitala, panny Nelly (która ciągle myśli że jest dzieckiem), muszą dać jej jeden balonik, żeby dała im spokój. Chociaż balonik ma napis "Zdrowiej Dziadku", Nelly to nie przeszkadza. Kiedy George ma już zacząć lot, staruszka zabiera Georgowi balony i leci daleko w miasto, wtedy Gang Godziny Duchów porywa karetkę, którą prowadzi Noszowy oczywiście, a Tom leżąc na dachu karetki, wypatruje staruszki. 

Wtedy niespodziewanie, koszula nocna staruszki zaczepia się o jeden z budynków i….. goła staruszka lata nad Londynem! Po zdjęciu Nelly na dół, odjeżdżają do szpitala, ale za wybryki dyrektor szpitala zwalnia Noszowego. Dzieci są pod ciągłym nadzorem siostry przełożonej, lecz tak łatwo się nie poddają. Zamierzają mimo wszystko spełnić marzenie Toma, ale ten odstępuje swoje marzenie biednej Sally. Dziewczynka marzy o pięknym, pełnym wrażeń życiu. Jednak plany dzieci się komplikują: po Toma przyjeżdża dyrektor jego szkoły z internatem i zamierza ukarać go za jego wybryki w szpitalu, lecz i to nie jest powód, żeby zakończyć przygodę z marzeniami i Gangiem.

Dzieci organizują przedstawienie z najważniejszymi scenkami, które byłyby w życiu Sally istotne: WYNIKI EGZAMINÓW, PIERWSZY SAMOCHÓD, PIERWSZY POCAŁUNEK, SŁONECZNE WAKACJE, ŚLUB, DZIECKO, PRACA I WNUKI. Dzieci nie zauważyły, że ich występowi przyglądają się ciekawscy doktorzy i pielęgniarki. Są tak poruszeni przedstawieniem, że zatrudniają znowu Noszowego, jako Doktora Uśmiechu. Ma on czuwać nad oddziałem dziecięcym, a siostra przełożona zostaje zwolniona. Tom zwierza się Sally że chciałby zobaczyć rodziców, którzy zjawiają się w szpitalu, wypisują go ze szkoły z internatem i idą razem na czekoladowe lody. 
 

Tak się kończy ta historia. Mnie osobiście bardzo się ta książka podobała, mam nadzieję, że się Wam też się spodoba. Zachęcam do jej przeczytania
Ania lat 10

 ***

"Cóż mogę do tego dodać? "Gang Godziny Duchów" wciągnął moją Córkę na parę dobrych godzin, kiedy to praktycznie nie rozstawała się z książką. Co istotne, ta historia, mimo humoru i śmiesznych scenek, pokazuje dzieciom coś bardzo ważnego: bycie dobrym dla innych jest największą wartością człowieka. Takie książki lubię! Moja Dziesięciolatka chyba wystarczająco zachęciła Was do przeczytania tej opowieści, ja mogę tylko ją poprzeć i  potwierdzić, że lektura historii napisanych przez Davida Walliamsa sprawia dzieciom autentyczną przyjemność, warto więc rodzicom się nimi zainteresować.
Sardegna

"Wielka Księga Wyzwań. Hania Humorek" Megan McDonald


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6

Wielokrotnie zdarzało mi się pisać na blogu o Hani Humorek. Moja Córka przeczytała praktycznie większość historii z przygodami tej sympatycznej bohaterki, ale kiedy na horyzoncie pojawia się nowa książka, nigdy nie odmawia. Każe nowe opowiadanie stanowi dla niej bowiem możliwość świetnej lektury, a co za tym idzie, super zabawy. 

O pojedynczych tomach z przygodami Hani Humorek pisałam tutaj, wydawnictwo Egmont proponuje natomiast małym czytelniczkom coś więcej. "Wielka Księga HH" to zbiorcze wydanie perypetii dziewczynki, składająca się z dwóch mini powieści. Na stronie Egmontu znaleźć można "Wielką Księgę HH", "WK Psot", "WK Humoru", "WK Przygód" oraz powyższą "WK Wyzwań".

Tak się akurat złożyło, że w "Wielkiej Księdze Wyzwań" znajdują się dwa opowiadania "HH. Tydzień na opak" oraz "HH i lista marzeń", które moja Dziesięciolatka już czytała wcześniej. "Tydzień na opak" był wypożyczony z biblioteki dość dawno, stąd też moja Córka chętnie przeczytała go ponownie, natomiast "Listę marzeń" ma akurat na własność, co jednak również nie przeszkodziło jej sięgnąć po nią powtórnie.

Jeśli chodzi o tom "Lista marzeń", opowiada on tym, jak pewnego dnia Hania znajduje tajemniczy spis marzeń, należący do jej wiekowej babci. Na liście tej zapisanych jest cała masa fajnych i ciekawych rzeczy, które babcia planuje zrobić przed śmiercią. Kiedy Hania dowiaduje się, co babcia miała na myśli tworząc to zestawienie, postanawia natychmiast spisać swoją listę marzeń, na której znajdą się oczywiście same szalone opcje, takie jak: nauczyć się robić gwiazdę, wynaleźć coś , dostać trzy naklejki za pracę domową, uratować świat, nauczyć się grać na instrumencie, pojechać pod namiot, zwiedzić dom Elżbiety Blackwell, przejechać się konno, przeczytać wszystkie 56 tomów serii o Nancy Drew, zacząć wydawać gazetę, czy przejechać się na diabelskim młynie. Hania z godnym siebie entuzjazmem i pełną energią, przechodzi do realizacji wszystkich marzeń. Musi zdążyć przed IV klasą, bo w innym wypadku nie byłaby po prostu sobą.


W części "Tydzień na opak" Hania nie może doczekać się swojego ulubionego Dnia na Opak, bowiem wtedy może bezkarnie robić wszystko to, czego nie robi na co dzień. Zgodnie z przekorną zasadą starannie się czesze, żeby nie nosić fryzury, jak co dzień, czyli wielkiego rozczochrańca. Ubiera się porządnie, skarpetki łączy w parę i do szkoły bierze tylko jeden zegarek. Rodzina jest pod jej wielkim wrażeniem, ale skoro Hania na co dzień jest "na opak" to w tym wyjątkowym dniu może być "normalna". W szkole również Hania doskonale się zachowuje i zdobywa same pochwały, do tego ma świetny humorek. Dziewczynka postanawia więc pobawić się nie tylko w dzień na opak, ale w cały tydzień! Czy bycie lepszą wersją siebie nie odbije się Hani czkawką?

To, że moja Córka wcześniej już czytała obie historie, nie zmienia faktu, że całą "Wielką Księgę" pochłonęła w bardzo krótkim czasie. Myślę, że zasługą tego jest fakt, iż o przygodach Hani Humorek czyta się ekspresowo i sprawiają one wielką frajdę. Jeśli dziecko czytało już poprzednie tomy, to wie już, jaki klimat towarzyszy tym opowieściom oraz jakie poczucie humoru prezentują. Zaletą wydania "Wielkiej Księgi" jest na pewno fakt, iż nie trzeba w biblioteczce gromadzić wielu pojedynczych części. Można je za to mieć w piękniej oprawie, w wydaniu zbiorczym, uszeregowane tematycznie według motywu przewodniego historyjek (humor, przygoda, wyzwanie, psoty).

Sardegna

"Gra poza prawem" Magdalena Zimniak


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Prozami
Liczba stron: 432
Moja ocena : 4/6

Nazwisko Autorki, Pani Magdaleny Zimniak jest dla mnie gwarancją dobrej literatury. Przeczytałam w prawdzie, jak do tej pory tylko jedną powieść pisarki "Białe róże dla Matyldy", ale owa książka zrobiła na mnie tak niesamowite wrażenie, dała do myślenia i nie pozwalała na długo o sobie zapomnieć, że od tamtej pory, kiedy tylko natrafiłam na książkę Autorki od razu nabierałam ochoty na jej przeczytanie. Nie dane mi było jednak poznać ani "Jeziora cieni","Odezwij się", "Pokoju Marty", "Szlaku", czy "Willi", na szczęście udało mi się sięgnąć po "Grę poza prawem", czyli najnowszy tytuł, który premierę miał w maju 2018 roku. 

Czytelnicy, którzy znają mojego bloga, mogą się zorientować, że lektura "Gry poza prawem" nie do końca mi się spodobała, skoro oceniłam ją notą 4/6. Co zatem poszło nie tak? Postaram się Wam to wszystko wyjaśnić poniżej.

Powyższa powieść zakwalifikowana jest do kryminału, ja jednak wolałabym przyporządkować ją do gatunku powieści psychologicznej z wątkiem kryminalnym. Moim zdaniem, to nie sprawa morderstwa powinna być w tej historii najważniejsza, a bardzo zagmatwana relacja emocjonalna pomiędzy matką i jej dorosłą, niepełnosprawną córką. Relacja kobiet pełna jest obustronnie niewypowiedzianych słów, pretensji i żali. Tak naprawdę nie wiadomo, ile w tym związku jest miłości, a ile nienawiści. I trudno się o tym czyta, powiedziałabym, że jest to nawet bolesne dla odbiorcy, ale nie jest to absolutnie zarzut z mojej strony. To jest właśnie największa zaleta tej książki, czyli rozbudowane tło psychologiczne postaci, gra na emocjach, walka bohaterów z własnymi demonami. Taki znak rozpoznawczy Autorki, który zasługuje na wielkie wyróżnienie (co było zresztą bardzo wyraźne także w "Białych różach...") i to on powinien wysunąć się w tej książce na pierwszy plan.

W "Grze poza prawem" pisarka postanowiła jednak wprowadzić wątek morderstwa i to wokół niego skupić większość  fabuły. I to mi właśnie nie zagrało. Chciałabym być dobrze zrozumiana. Sam pomysł na książkę, cała psychologia postaci, tło wydarzeń, jest jak najbardziej w porządku. Samemu wątkowi morderstwa również nie mam nic do zarzucenia, natomiast średnio podobało mi się samo śledztwo i wytłumaczenie, w jaki sposób do zbrodni doszło. Mnogość postaci i wiele pogmatwanych związków pomiędzy nimi, pojawiających po drodze, również nie do końca mnie przekonała. Chyba lepiej byłoby skupić całość akcji wokół głównych bohaterów dramatu i to wśród nich ukryć rozwiązanie zagadki. 

W zakamuflowanym w lesie domu, leżącym na obrzeżach Sopotu, mieszkają Beata i jej dwudziestoletnia, niepełnosprawna córka Dorota. Dziewczyna nigdy nie opuściła domu, nie rozmawiała i nie spotkała się z nikim poza matką i babcią, porusza się tylko na wózku, gdyż urodziła się z niesamowicie zdeformowanym ciałem, co stanowi wielki problem dla Beaty i jej matki Katarzyny, znanej w mieście lekarki. Od dwudziestu lat kobiety ukrywają więc swoją "tajemnicę" przed światem i ludźmi. Na szczęście niepełnosprawność ruchowa Doroty nie idzie w parze z umysłową, stąd też dziewczyna rozwija się normalnie, marzy o kontakcie ze światem, choćby za pomocą Internetu, do którego dostępu nieustannie broni jej Beata.

Pewnego dnia życie dziewczyny diametralnie się zmienia, a wszystko za sprawą drobnych złodziejaszków, którzy wkradają się na teren posesji Beaty i nieświadomi sekretu, który skrywa, wchodzą w sam środek zamkniętego szczelnie świata Doroty. Od tego momentu zaczyna się rewolucja, nabierająca rozmachu w momencie, kiedy okaże się, że po "wizycie" niespodziewanych gości, w kuchni znalezione zostają zwłoki babci Katarzyny. 

Beata nie chce zgłaszać zabójstwa matki na policję, boi się bowiem o własną skórę i fakt, że jej dwudziestoletni "sekret" wyjdzie na jaw. Dorota postanawia więc, mimo strachu o matkę i wbrew instynktowi samozachowawczemu, zacząć kontaktować się ze światem i spróbować rozwiązać zagadkę śmierci babci. W śledztwie tym pomogą jej ... złodzieje, którzy pewnego dnia, w zupełnie innym celu, weszli do jej domu i jako pierwsi odkryli jej obecność.

Jeśli chodzi o wątek kryminalny, praktycznie do końca miałam nadzieję, że Autorka da czytelnikowi nagły zwrot akcji, obuch, który trafi w głowę, tak jak to było w przypadku "Białych róż..." i zburzy cały obraz sytuacji, jaki buduje się podczas lektury. W przypadku "Gry poza prawem" niestety tego nie ma. Odbiorca dostanie więc poprawny kryminał z nieco zagmatwaną fabułą, i z interesującym wprawdzie, aczkolwiek (moim zdaniem), nie do końca wykorzystanym wątkiem psychologicznym postaci. 
 
Podsumowując, "Gra poza prawem" ma bardzo obiecujący początek, jednak w całości zabrakło mi tego czegoś, co spowodowałoby, że książka trafi na moją listę najlepszych powieści, przeczytanych w 2018 roku. Ostatecznie mogę polecić Wam lekturę tej książki, choćby po to, abyście mogli przeczytać, jak skrajnie pokręcone relacje mogą łączyć rodzica z niepełnosprawnym dzieckiem. Choć ostrzegam, to może być trudna i bolesna wiedza.

Sardegna

"Spisek scenarzystów" Wojciech Nerkowski


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 396
Moja ocena : 5/6

"Spisek scenarzystów" Wojciecha Nerkowskiego to powieść z rodzaju komedii kryminalnych, ale trzeba Wam wiedzieć, że jest takim bardzo pozytywnym przedstawicielem tego gatunku. Jak wiadomo, o komedie kryminalne nie trudno. Łatwiej jednak tak książkę określić, niż faktycznie w takim stylu napisać. Jeśli chodzi o moje doświadczenie z tym gatunkiem, to mam co do niego mieszane uczucia. Mój sceptycyzm wynika głównie z tego, że większość historii tego typu prezentuje wymuszony humor i nieco naciąganą fabułę. Wyjątek stanowi seria Marty Matyszczak i jej "Kryminały pod psem", do których mam wielki sentyment i uważam, że to jest naprawdę kawał świetnej literatury. Mają one fajny pomysł na fabułę, ciekawych bohaterów i mądry humor. Zresztą pisałam o tej serii już kilkakrotnie ("Tajemnicza śmierć Marianny Biel", "Zbrodnia nad urwiskiem", "Strzały nad jeziorem", "Zło czai się na szczycie"), więc nie będę się nad nią dzisiaj rozwodzić. 

Wracając już jednak do powyższego "Spisku scenarzystów" to moim zdaniem, książka ta bardzo dobrze wypada na tle innych z tego gatunku. Humor nie jest  tworzony na siłę, ani nie jest nachalny. Całość napisana jest na fajnym poziomie, historia do samego końca trzyma poziom, a co najważniejsze, fabuła ma sens i autentycznie czytelnika bawi. 

Pan Wojciech Nerkowski na co dzień jest scenarzystą i współtwórcą takich seriali, jak: "Singielka", "BrzydUla", "Egzamin z życia", czy "Na Wspólnej". Myślę, że Autor świetnie realizuje się w swojej roli, przez to napisanie powieści o scenarzystach i umiejscowienie akcji książki w dobrze znanym mu środowisku, powoduje, że powieść tak dobrze się prezentuje. Jest szczera i naturalna, fabuła nie jest wykreowana na siłę, nie ma w niej żadnych udziwnień na siłę, jest to po prostu tematyka, którą Autor dobrze zna i świetnie się w niej odnajduje, co naprawdę czuje się w trakcie lektury.

"Spisek scenarzystów" jest pierwszym tomem kryminalnych przygód pary bohaterów, czyli rodzeństwa scenarzystów Sylwii i Kuby Leśniewskich. Druga część nosi tytuł "Zdrada scenarzystów" i również jest w moich najbliższych planach czytelniczych, bowiem Śląscy Blogerzy Książowi wraz z katowicką księgarnią Tak Czytam organizują spotkanie autorskie z pisarzem i już 1.09 pan Wojciech Nerkowski zawita do Katowic, będzie więc okazja porozmawiać z autorem i poprosić o wpisy do książek.


Bohaterowie "Spisku scenarzystów" w głównej mierze są pracownikami filmowymi, którzy udzielają się przy produkcji serialu "Stój bo strzelam". Ekipa jest bardzo zróżnicowana, składa się na nią wiele różnorodnych postaci: aktorów, statystów, scenarzystów, pracowników technicznych, a także producentki - osoby bardzo stanowczej, charakternej i niezbyt lubianej przez swoich współpracowników, przez swój cięty język i bezkompromisowość. Paulina Gadomska nazywana przez ekipę "Palomą", zostaje pewnego dnia znaleziona martwa w swoim mieszkaniu. Początkowe ślady sugerują, że mogło to być samobójstwo, bowiem producentka zażyła sporą ilość leków nasennych i popiła je alkoholem, jednak parze scenarzystów, Sylwii i Kubie Leśniewskim, rodzeństwie pracującym przy produkcji serialu, będących w sumie nieformalnymi jego twórcami, coś w tej wersji wydarzeń nie pasuje.

Samobójcza śmierć Palomy wydaje im się na tyle nieprawdopodobna, że zaczynają prowadzić oni swoje prywatne śledztwo, w którym za wszelką cenę chcą wyjaśnić przyczyny zgonu szefowej. Oczywiście, w ich gronie podejrzanych ląduje wiele osób, między innymi aktorki grające główne role w serialu, dawny scenarzysta, który został wylany z produkcji filmowej na skutek oszczędności, chłopak głównej postaci serialowej, który dla swojej ukochanej jest w stanie zrobić wszystko, a ta nie dostała ostatnio podwyżki, a jak wiadomo, każdy powód do morderstwa jest dobry. Podejrzanych przybywa z dnia na dzień, jednak wszystko jest tylko błądzeniem Leśniewskich we mgle, dopóki nie zostaje zabita kolejna osoba z ich środowiska filmowego. Co gorsza, osoba ta zostaje zamordowana w sposób identyczny, jak mówi scenariusz ich serialu. Nowe zabójstwo wszystko więc komplikuje i stawia śledztwo Leśniewskich na nowe tory

Sylwia i Kuba przedzierają się przez mniej lub bardziej istotne tropy, które prowadzą ich do niesamowitej sieci połączeń pracowników z Palomą. Kto życzył jej śmierci? Jakież to jeszcze sekrety skrywa demoniczna szefowa? Czy rodzeństwu uda się odkryć prawdę? Finał będzie naprawdę zaskakujący, ale też dobrze wymyślony i zamykający tą historię.

Tak, jak pisałam na początku,powieść ma potencjał i nazwanie jej komedią kryminalną nie będzie w żaden sposób nagięciem. Pozaznaczałam sobie kilka zabawnych fragmentów, dla zapamiętania, które doprowadziły mnie do głośnego śmiechu, a jeśli dodam, że śmiałam się na głos w przychodni, wzbudzając niezdrowe zainteresowanie, to wiedzcie, że musi być coś na rzeczy, bo bardzo rzadko książki bawią mnie do tego stopnia, żebym uzewnętrzniała się w miejscach publicznych. "Spisek scenarzystów" jest to po prostu fajna historia, napisana z pomysłem, a co istotne, jej fabuła jest wykreowana w sposób naturalny i szczery. W czasie lektury widać też dobry warsztat pisarski Autora. Nie jest on debiutantem w tej dziedzinie i widać, że realizuje się w swojej pracy. Dzięki temu książkę czyta się bardzo dobrze, a czas spędzony w jej towarzystwie na pewno nie jest stracony. 

Sardegna

"91 - piętrowy domek na drzewie" Andy Griffiths, Terry Denton


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6

Seria "Domku na drzewie" autorstwa Andy'ego Griffithsa ilustrowana przez Terry'ego Dentona jest chyba jedną z najbardziej szalonych historii, z jakimi miałam do czynienia. "Dziennik Cwaniaczka", czy perypetie "Jędrka" są nieźle zakręcone, ale to, co się dzieje w piętrowym domku na drzewie, przekracza ludzkie granice. Najlepsze jest jednak to, że dzieciom absolutnie nie przeszkadza chaos, którym mogłabym jednosłownie zdefiniować treść tych książek, bo strasznie lubią takie pokręcone historie. 

Moja Dziesięciolatka najnowszy tom skomentowała takimi słowy: "Wiesz Mamo, to jest najbardziej nierealna i zakręcona historia, jaką czytałam,  ale przez to uważam, że jest super, bo miło się czyta o takich fantastycznych rzeczach, które nigdy nie wydarzą się w rzeczywistości". No i ma dziewczyna rację, choć może my rodzice mamy inne spojrzenie na tą kwestię.

Jeżeli miałabym krótko skomentować, jaki jest "91 - piętrowy domek na drzewie", powiedziałabym, że na maksa szalony. Poprzednie tomy też są nieźle pokręcone, ale tutaj dzieje się jeszcze więcej (o ile to w ogóle możliwe). Bohaterowie dobudowują do swojego 78 - piętrowego lokum kolejne trzynaście pięter, stąd też i objętość książki większa, a są to wyjątkowe miejsca, co jedno to lepsze. Jest tam namiot wróżki Madamewiewszystko, stragan z bagietkami podwodnymi, wir wodny, pociąg z ziemniaczaną zasmażką, koło fortuny, pokój z trofeami, ludzki flipper, domek z kart, kontrola lotów, bezludna wyspa, wielka pajęczyna z olbrzymim pająkiem, wysypisko śmieci, czy pokój z dużym, czerwonym guzikiem, którego wszyscy boją się wcisnąć, bo zapomnieli do czego służy.

Tradycyjnie, domek na drzewie to siedziba, w którym Andy pisze nową książkę, a Terry ją ilustruje. Z tym, że w pracy nad najnowszą powieścią przeszkadza im pan Nochal - wydawca, który zwraca się do nich z trochę nietypową prośbą. Chce, aby chłopaki zaopiekowali się tymczasowo jego wnukami i spędzili z nimi kreatywnie czas w swoim domku. Dla Andy'ego i Terry'ego zabawienie dwóch 6 latków i maleństwa nie stanowi oczywiście żadnego problemu. Postanawiają oni po prostu dać im wolną rękę w zwiedzaniu pięter domku. Okazuje się jednak, że dzieci są sprytniejsze i już praktycznie w pierwszych minutach pobytu w domku na drzewie "gubią" się wśród atrakcji. Na szczęście chłopaki mogą liczyć na pomoc Jill, która troszkę bardziej orientuję się w sytuacji i pomoże im zaopiekować się dziećmi. Najpierw jednak trzeba je znaleźć!

Czego w tej książce nie ma! Jest wciągnięcie przez wir, przepłynięcie bagietkową łodzią podwodną,  znalezienie się na bezludnej wyspie, która okazała się być częścią domku na drzewie, szukanie dzieci na wysypisku, za drzwiami tajemniczej szafy, która przenosi bohaterów do przenosi do innego portalu nazywanego Bzdurnarnią, wylądowanie w pajęczynie, czy uczenie dzieciaków w centrum nauczania początkowego ... dla zwierząt (nie pytajcie mnie o logikę tej historii, bo jej tam nie ma).  

W domku na drzewie znajduje się także namiot Madamewiewszystko, dla czyli wróżki, która autentycznie wie wszystko, trzeba tylko zadać jej odpowiednie pytanie, to chłopcy chętnie wykorzystują jej zdolności. Oczywiście, czy otrzymają odpowiedź, to już jest inna sprawa. Z wróżką chłopcy przeżyją jeszcze niesamowita przygodę, ale jaką, nie będę zdradzać, bowiem będzie to element przełomowy tej historii.

"91 - piętrowy domek na drzewie" to jedna wielka pokręcona historia, która nie wymaga już chyba większej rekomendacji. Wbrew pozorom ta opowieść będzie miała także jakiś konkretny finał, kiedy to czytelnicy dowiedzą się, co się stanie, gdy wciśnie się wielki czerwony guzik, którego wszyscy się boją, bo zapomnieli do czego służy. 

Sardegna

"Obca w świecie singli" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 400
Moja ocena : 5/6

Moim ulubionym momentem roku jest dwutygodniowy urlop, który spędzam w zupełnej głuszy, odcięta od świata, Internetu i blogosfery. Nabieram wtedy nowej energii do nadchodzącego,  roku szkolnego, dystansu do codziennych spraw, życie w głuszy toczy się bowiem swoim rytmem, według innych praw i wiele rzeczy przestaje tam mieć jakiekolwiek znaczenie. Uwielbiam ten reset i moment, kiedy po powrocie do domu, pełna nowej energii siadam do komputera. Ilość pomysłów, która rodzi się w mojej głowie po takim urlopie, jest ogromna. Oby ten stan trwał, jak najdłużej!

Po tym przydługim wstępie, mogę przejść do "Obcej w świecie singli" Krystyny Mirek, choć nieprzypadkowo wspomniałam o urlopie w głuszy, bowiem książka ta była 1 z 11  lektur, przeczytanych w czasie jego trwania.

Powiem szczerze, tytuł i okładka zasugerowała mi w pierwszym odruchu, że opowieść ta będzie zabawną historyjką, przypominającą perypetie Bridget Jones, nieodnajdującej się do końca w świecie singli. W rzeczywistości jednak, całość jest bardziej poważna, bardziej refleksyjna i raczej gorzko - słodka, niż lekka, łatwa i przyjemna. Na szczęście, w przypadku tej historii możemy liczyć na happy end, więc wszystkie przeszkody, jakie staną na drodze bohaterom powieści, a będzie ich naprawdę sporo, nie będą nie do pokonania.

Akcja "Obcej..." toczy się dwutorowo, aby w pewnym momencie się zazębić. Poznajemy Karolinę, trzydziestoparolatkę, szczęśliwą żonę Patryka i matkę małej Lenki. Choć związek tych dwojga nie jest idealny, bowiem sporo czasu mąż poświęca restauracji, odziedziczonej po babci Karoliny, to jednak kobieta wierzy, że z czasem wszystko się w ich życiu ułoży i wskoczy na właściwe miejsce. Niestety rzeczywistość okazuje się dla niej mniej łaskawa. Patryk z dnia na dzień zostawia ją z zadłużoną restauracją i odchodzi do innej kobiety. W swoim nowym związku nie znajduje też czasu dla Lenki. Karolinie nie zostaje nic innego, jak zawalczyć o normalność dla siebie i swojej córki. Musi ona stanąć na nogi, uratować krakowską restaurację, jedyną "pamiątkę" po ukochanej babci i zapewnić małą pięcioletnią dziewczynkę, że tata ciągle ją kocha.

Drugą bohaterką jest Agnieszka, również żona i matka. Jej mąż Jakub podobnie, jak Patryk, jest restauratorem, pracuje jednak w rodzinnym interesie teścia, a nie na swoje konto. Kuba całe dnie spędza w restauracji, z dnia na dzień, coraz mniej czasu poświęcając rodzinie. Agnieszka, która jako dziecko zapamiętała jedynie nieobecność ojca, wiecznie zajętego właściciela firmy, nie chce takiej przyszłości dla swojej córki. Pewnego dnia, gdy przelewa się czara goryczy, postanawia ona opuścić mieszkanie, zabrać ze sobą Martynkę i bez słowa wyjaśnienia odejść od męża.

Tym oto sposobem, Karolina, Agnieszka, ale też Jakub stają się singlami mimo woli. Każdy z nich jednak nie chce w ten sposób spędzić reszty życia. Kuba za wszelką cenę pragnie zawalczyć o swoją rodzinę, nie wyobraża sobie bowiem przyszłości bez swej małej córeczki. Karolina stara się stanąć na nogi i ogarnąć swoje sprawy osobiste, co jest dla niej podwójnie trudne, gdyż mąż nigdy nie włączał jej w sprawy restauracji. Agnieszka musi poradzić sobie z przeszłością i wielkim żalem do ojca, ale czy będzie umiała to zrobić, nie przenosząc pretensji i żalów na męża?

Losy Karoliny, Agnieszki i Jakuba splotą się ze sobą. Czy dane im będzie rozwiązać swoje problemy i zaznać szczęścia, jako single? A może jednak przeznaczone jest im bycie w związku?

Gdybym nie wiedziała wcześniej, kto jest autorem "Obcej...", bez pudła obstawiłabym panią Krystynę Mirek. Powieść ta idealnie wpasowuje się w klimat, jaki tworzy w swych książkach pisarka. Jest rodzinnie, uczuciowo, bezinteresownie i szlachetnie. Rzeczywistość w powieściach Autorki jest trochę wyidealizowana, ale czy to źle? Nie sądzę. Miło czyta się o perypetiach bohaterów, którzy mimo problemów znajdują swoją drogę życiową, prawdziwą miłość, wymarzoną pracę. Zawsze na swojej drodze znajdą przyjaznych ludzi i skłonnych do pomocy bliskich. Takie historie czyta się z prawdziwą przyjemnością.

W książkach pani Krystyny Mirek bardzo ważna jest rodzina. W tej powieści wątek rodzinny również został dość rozbudowany, choć tutaj ma on nieco gorzki wydźwięk. Bardzo podobało mi się również umiejscowienie części akcji w krakowskich restauracjach. To naprawdę fajny motyw, aż chciałoby się pojechać do Krakowa i szukać w okolicach Wawelu wymienionych w książce miejsc Zjeść słynnego eklera u Michalskich, albo pójść na śniadanie do małej knajpki naprzeciwko, która jakimś cudem zyskała drugie życie, choć wszyscy wróżyli jej rychły upadek.
 
Zabranie tej powieści w tak sprzyjające okoliczności urlopowe było naprawdę dobrym pomysłem. Historię wykreowaną przez panią Krystynę Mirek czyta się bardzo dobrze, lektura zajęła mi dosłownie jedno popołudnie. Miło było potowarzyszyć bohaterom powieści w ich drodze do szczęścia i podglądać, jak układają sobie życie w świecie singli. Jest to bardzo fajna książka, którą mogę polecić nie tylko na wakacje. Na koniec powiem tylko, że według mnie jest to najlepsza historia pani Krystyny Mirek, z jaką do tej pory miałam do czynienia.

Sardegna

"Na roześmianym niebie" Michelle Cuevas


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 176
Moja ocena : 5/6


"Na roześmianym niebie" Michelle Cuevas nie jest moim pierwszym spotkaniem z twórczością Autorki. Miałam już okazję czytać inną jej książkę, przeznaczoną dla dzieci i młodzieży. "Wyznania niewidzialnego przyjaciela" okazały się być wyjątkowe pod każdym względem. Wzruszające, bardzo emocjonalne, a do tego napisane w sposób niesamowicie poetycki i "ulotny". Oceniłam je bardzo wysoko i uważam, że jest to przykład historii dla młodszych czytelników, która wzrusza i bardziej przemawia nawet do dorosłych, niż do dzieci, będących w końcu grupą docelową tej książki. 

W każdym razie, kiedy tylko na rynku wydawniczym pojawiło się "Na roześmianym niebie", czyli kolejny tytuł francuskiej autorki, od razu się nim zainteresowałam, bo nie ukrywam, że miałam w stosunku do niego wysokie oczekiwania. Ta książka jest w pewien sposób podobną historią do "Wyznań...", może niekoniecznie jeśli chodzi o treść, ale bardziej o sposób wyrazu i tą ulotną poetyckość. Wydaje mi się, że taki styl jest już znakiem rozpoznawczym Autorki, kreującej w taki właśnie sposób swoje opowieści, które czyta się potem, jak najpiękniejsze baśnie. Jej historie oprócz tej bajkowości, są jednocześnie do bólu współczesne i tak osadzone w rzeczywistości, że wydawałoby się, jakby przedstawiona historia mogła wydarzyć się tuż obok nas. 

"Na roześmianym niebie" to historia 10-letniego Nashville'a, który, mimo że wychowuje się w kochającym domu, ma sympatycznych i wyrozumiałych rodziców, a także miłą siostrę, prowadzi zupełnie niezwyczajne życie. Po pierwsze, mieszka on ze swoją rodziną na wzgórzu, w domu na drzewie (i nie chodzi tutaj o jakiś domek przeznaczony do zabawy, tylko po prostu typowy dom, który podobno został kiedyś przeniesiony w koronę drzewa na skutek powodzi). Po drugie, Nashville ma pewne wyjątkowe cechy, nie urodził się bowiem w zwyczajny sposób, tylko wykluł z jajka znalezionego przez ojca na chodniku. Nie jest on zatem przeciętnym chłopcem, tylko ni dzieckiem, ni ptakiem. Ma dziób, jego włosy przypominają bardziej pióra, niż klasyczną fryzurę, a na plecach tworzą się małe wyrostki, które nie zupełnie jednak są skrzydłami.

Nashville czuję się zupełnie oderwany od świata, w którym przyszło mu żyć. Nie czuję się ani ptakiem, ani człowiekiem. Nie wie, kim tak naprawdę jest. Z jednej strony chciałby być ze swoją kochającą rodziną, ale z drugiej, marzy o tym, by być ptakiem i ze swoimi latającymi krewniakami, wyruszyć w świat, jednak jego zaczątki skrzydeł ciągle są za małe, aby to marzenie móc urzeczywistnić.

Kłopoty chłopca ze znalezieniem własnego miejsca na ziemi, nasilają się, kiedy Nashville idzie do szkoły. Rówieśnicy nie do końca akceptują jego wygląd i jego inność, dając mu do zrozumienia, ze do nich nie pasuje. Czy Nashville spełni w końcu swoje marzenie o lataniu? A może to tak naprawdę nie jest to, czego on najbardziej w życiu pragnie?

Powieść ta, podobnie, jak "Wyznania niewidzialnego przyjaciela" niesie w sobie pewną myśl, jakiś przekaz, który nie daje o sobie zapomnieć, nawet po zakończonej lekturze. Lubię takie historie, bo nie są oczywiste i nie dają czytelnikowi jasnych rozwiązań. Otwarte zakończenie również pozwala na dowolną jego interpretację. Kolejny też raz przekonuję się, ze książki Michelle Cuevas bardziej przemawiają do dorosłych, niż dzieci, które jednak traktują je bardzo dosłownie, nie doszukując się w nich żadnych ukrytych podtekstów. 

Czego uczy nas Nashville? Że świat nigdy nie jest czarno-biały, trudno akceptować inność, ale jeszcze trudniej zaakceptować samego siebie, takim, jakim się jest. Każdy z nas marzy o byciu częścią grupy, ale często do niej z różnych względów nie pasuje, czy w takim wypadku warto starać się za wszelka cenę do niej przyłączyć, czy może lepiej pójść swoją drogą?


"Na roześmianym niebie" mówi o poszukiwaniu tożsamości i swojego miejsca w ziemi, przede wszystkim jednak, uczy akceptacji samego siebie. Taka niepozorna, a jakże mądra książka. Bardzo polecam.

Sardegna

"Góry z dzieckiem" Marlena Woch


posted by Sardegna on , , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Pascal
Liczba stron: 314
Moja ocena : 5/6

Wielokrotnie pisałam na blogu o tym, że góry to moja pasja, która nie ogranicza się tylko do czytania literatury wysokogórskiej. Uwielbiam spędzić czas w górach i choć faktycznie aktualnie trochę rzadziej udaje mi się z rodziną pojechać na jakieś górskie wyprawy, to jednak spędziłam w nich sporo czasu i wiążą się z nimi moje wyjątkowe wspomnienia.

Kiedy wybieramy się rodzinnie na jakąś wędrówkę, są to raczej przejścia po Beskidzie Śląskim czy Żywieckim i na razie takie muszą nam wystarczyć. Kiedy Młodego nie było jeszcze na świecie, przeszliśmy z Córką w nosidełku całe Góry Świętokrzyskie, ale moim marzeniem jest zabrać dzieciaki na przejście po Tatrach, od schroniska do schroniska, pokazać im to, co w takich wędrówkach jest najpiękniejsze, i mam nadzieję, że uda mi się to kiedyś zrealizować.

Planując górskie wędrówki z dzieciakami, metodą prób i błędów, opieramy się głównie na swoich przejściach danego szlaku. Analizujemy z mężem trasę i dobieramy ją na zasadzie własnych doświadczeń, czy będą one dobre dla naszych dzieci. Natomiast na rynku wydawniczym pojawiła się fajna książka, która może pomóc rodzicom zaczynającym przygodę z górami i wybierającym się na takie wędrówki z dziećmi po raz pierwszy, albo może podpowiedzieć jakieś ciekawe rozwiązania rodzinom, takim jak nasza, która ma już pewne doświadczenia w górach, ale poszukuje nowych inspiracji, albo opisu nieznanych tras.

Pani Marlena Woch wraz z mężem prowadzą profil na FB "Góry z dzieckiem" i mają za sobą naprawdę spory bagaż doświadczeń, przeszli bowiem ze swoimi dwoma pociechami wiele kilometrów górskich szlaków i to nie tylko tych najprostszych. Na swoim przykładzie pokazują, że nie trzeba wiele, aby wybrać się rodzinnie w góry i zarażać dzieci pasją. W swym poradniku przedstawiają wszystkie najważniejsze informacje, które do takich rodzinnych wypraw są niezbędne. Autorzy, jak sami o sobie mówią, są "zwykłymi rodzicami", którzy po prostu od zawsze kochali góry i to w nich spędzali wolny czas. Po urodzeniu pierwszego dziecka stanęli oni przed decyzją, czy rezygnować ze swej pasji, czy ją kontynuować. Jak bowiem wędrować z małym dzieckiem? Czy jest to w ogóle możliwe? Dla chcącego jednak nic trudnego. Kiedy chce się dzielić górską pasję z dzieckiem od najmłodszych lat, wystarczy tylko dobrze przygotować się do takiej wyprawy, a potem... w drogę!


Na własnych przykładzie mogę potwierdzić, że rodzinne spędzanie czasu w górach jest naprawdę fajną przygodą. I choć początkowo dzieciaki mogą trochę marudzić, jest to bowiem męczące, to jednak ogrom emocji i pozytywnych wrażeń po zdobyciu szczytu, nawet tego najmniejszego, są naprawdę bezcenne. Myślę, że takie wspólne wyjścia w góry zbliżają, pokazują też, jak fajnie można spędzać wspólnie czas. Dają też taki pozytywny obraz wysiłku: ciężko pracujesz, ale na końcu możesz cieszyć się swoim małym sukcesem.

Przewodnik pani Marleny Woch podzielić można na dwie części. Pierwsze 1/3 książki to porady praktyczne, dotyczące wędrówki górskiej z dziećmi. Można tam naprawdę wiele fajnych informacji. począwszy od tego, co zabrać w góry, kiedy wybieramy się z niemowlakiem. Znajdziemy podpowiedzi dotyczące rodzajów nosidełek, a nawet informacje, gdzie dojedziemy z wózkiem, co powinno znaleźć się w plecaku, kiedy planujemy taką wyprawę, a także przydatne podpowiedzi (przewijanie, karmienie, wygoda dziecka). Kolejno, przeczytamy jak przygotować się do wędrówki z nieco starszą pociechą. Co zabrać planując nocleg w schronisku, jak zaplanować dziecku czas, aby nie marudziło w trakcie przejścia, czym można go zaciekawić i zmotywować. 

Pozostałe 2/3 poradnika to konkretne przykłady tras, w które można pojechać z dziećmi, opisane z perspektywy rodzica. Znajdziemy tam odległości, stopień trudności, ile mniej więcej czasu zajmie nam przejście, co można po drodze napotkać, czy na trasie jest ewentualna kolejka, a nawet link do strony, gdzie można dopytać się o szczegóły. Opisane szlaki nie ograniczają się tylko do Beskidu Śląskiego, Małego, Niskiego, Sądeckiego, Wyspowego czy Żywieckiego, ale są też trasy tatrzańskie, karkonoskie, orawskie, świętokrzyskie, izerskie, stołowe, sowie, gorczańskie, pienińskie, czy bieszczadzkie.

"Góry z dzieckiem" dostarczają nowych, wędrówkowych inspiracji. Wszystko jest zapisane w sposób przydatny dla rodzin z dziećmi, którzy chcą zacząć górską przygodę, urozmaicać bądź stopniować sobie trudności. Jest to bardzo fajna propozycja, wydana przez wydawnictwo Pascal, której plusem jest na pewno kolorowe wydanie, poglądowe mapki i zdjęcia z domowego archiwum Autorów, potwierdzające, że opisy tras nie są sztucznym tworem, tylko miejscami, które zostały osobiście przez nich sprawdzone. Bardzo polecam. Książka sprawdzi się przez cały rok, nie tylko w okresie wakacyjnym.

Sardegna