"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments



Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 368
Moja ocena : 5/6

Każdy zapewne kojarzy thriller "Dziewczyna z pociągu", który owego czasu był bardzo popularny i nazywany został bestsellerem roku. Książa autorstwa Pauli Hawkins istotnie była nieco zakręcona, wprowadzająca modę na nurt Domestic Noir w literaturze, a i mnie osobiście też przypadła do gustu. Zresztą napisałam o niej dokładniej TUTAJ. Ucieszyłam się więc, kiedy okazało się, że Autorka wydała drugą powieść. "Zapisane w wodzie" również reklamowano, jaką niesamowity, pełen emocji thriller, a ja nie ukrywam - dałam się na to nabrać. Nie zrozumcie mnie źle, powieść ta nie jest zła, ale znowu ktoś przesadził z reklamą. "Zapisane w wodzie" to absolutnie nie jest thriller! To nawet nie jest kryminał. Historię określiłabym, jako obyczajówkę z rozbudowanym wątkiem kryminalnym. I okej, bo lubię taką fabułę, tylko po tej reklamie i zachęcie, że to będzie coś na miarę "Dziewczyny z pociągu", poczułam się nieco rozczarowana.  

Historia jest z gatunku tych "leniwych". Akcja toczy się powoli, bohaterowie zmagają się z masą problemów, a na jaw wychodzą, jakieś niecne sprawki. Główna sprawa kryminalna jest niejako jednym wątkiem z wielu i jej rozwiązanie przychodzi, jakby przy okazji. Nie twierdzę, że to jest złe, ale jeśli ktoś nastawia się na emocjonującą książkę, to niech lepiej przemyśli ewentualną lekturę. Mimo wszystko jednak, moje wrażenia z lektury są pozytywne. Wkręciłam się w historię głównych bohaterek, bo to kobiety stanowią strukturę tej powieści, próbowałam też dociec prawdy, co udało mi się tylko częściowo. 

Miasteczko Beckford, leżące nad zakolem rzeki, nazywanym przez miejscowych Topieliskiem, jest znane z tego, że owego czasu było miejscem sądu nad czarownicami. Dziewczyny podejrzane o uprawianie czarów zostały poddawane próbie wody właśnie w tamtym rejonie rzeki. Od tego czasu miejsce to cieszy się złą sławą, co nie przeszkadza lokalnym do często odwiedzania Topieliska. Bez względu na porę roku, rzeka przyciąga spacerowiczów bądź chętnych kąpieli, którzy wręcz upajają się tajemniczą historią z przeszłości.

Niepokojące jest jednak to, że od lat w Topielisku dochodzi do samobójstw miejscowych kobiet. Nieszczęśliwe matki, żony, kochanki i córki postanawiają zakończyć swój żywot skacząc ze skały nad brzegiem rzeki. Kiedy dochodzi do kolejnego śmiertelnego skoku, do Beckford zostaje sprowadzona Jules Abbott, która nie może uwierzyć w to, że jej starsza siostra Nel popełniła samobójstwo. Jules, która przed laty opuściła miasteczko, ciągle nie potrafi pogodzić się z tragicznymi wydarzeniami z dzieciństwa, dlatego powrót do domu jest dla niej wielką traumą. Do tego musi uporać się jeszcze ze śmiercią siostry a także przejąć obowiązki opieki nad jej nastoletnią córką Leną. 

Miasteczko nie wita Jules przychylnie. Jest w końcu zamkniętą społecznością, która ma swoje sekrety. O jej siostrze krążą dziwne plotki, Lena skrywa jakąś tajemnicę o swojej mamie, uważając, że może być ona związana z samobójczą śmiercią innej kobiety z Topieliska, nikt nie puszcza pary z ust, choć wydaje się, że każdy w Beckford coś na ten temat wie. Jules próbuje odkryć, co tak naprawdę stało się Nel. Czy na Topielisku leży klątwa rzucona przez czarownice? Kto lub co stoi za samobójczymi skokami miejscowych kobiet? Czy Jules również grozi niebezpieczeństwo? 

"Zapisane w wodzie" jest naprawdę interesującą książką i myślę sobie, że Autorka próbowała także w swojej drugiej powieści przemycić co nieco z nurtu Domestic Noir, co też jej się częściowo udało (w końcu kilka "trupów z szafy", ukrywanych przez małą społeczność miasteczka wyszło w końcu na jaw), jednak ostatecznie całość nie była tak zaskakująca, jak fabuła "Dziewczyny z pociągu"

Na koniec chciałam jeszcze tylko dodać, że historia kobiet w tej powieści jest niesamowicie smutna. Nie będę zdradzać, co tak mnie poruszyło w ich losach, ale uwikłanie w wir wydarzeń, na które nie ma się zupełnie wpływu, jest bardzo przytłaczające. "Zapisane w wodzie" nie będzie może trzymało czytelnika w napięciu i nie dostarczy takich emocji kryminalnych, jak rasowy thriller, jednakże działa na psychikę, pozostawiając po sobie pewien niepokój. Sprawdźcie sami.

Sardegna

"Najlepszy powód, by żyć" Augusta Docher


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 400
Moja ocena : 5/6

W ostatnim czasie przeczytałam dwie powieści YA. Niby to nie jest nic nadzwyczajnego, ale nie należę już do tej grupy docelowej, więc moje nastawienie i odbiór powieści Young Adult są już nieco inne, niż młodszych czytelników. Pierwszą z tych książek było "Dance Sing Love", autorstwa Layli Wheldon, co do której miałam nieco zastrzeżeń, drugą była powyższa powieść "Najlepszy powód, by żyć", autorstwa Augusty Docher, znanej także, jako Beata Majewska.

I o ile do pierwszej książki miałam wiele uwag, choć zabierałam się za nią będąc świadomą tego, że jest to historia lekka, łatwa i przyjemna, przeznaczona dla konkretnej grupy odbiorców, to o powyższej mam już o wiele lepsze zdanie, a moje wrażenia z lektury są bardzo pozytywne. Trzeba jednak zaznaczyć, że historia Augusty Docher jest napisana na zdecydowanie wyższym poziomie i choć to YA, tematyka nie jest banalna, a fabuła nie opiera się tylko na powierzchownych relacjach bohaterów. Wrażenie robi też fakt, że u jej powstania leży autentyczna historia.

Dominika jest wesołą osiemnastolatką, prowadzącą zwyczajne życie. Od rówieśników różni ją może jedynie fakt, że jej ojciec jest zdolnym i bogatym przedsiębiorcą, twórcą nowoczesnych technologii instalowanych w apartamentach. Pewnego dnia spokojne życie dziewczyny się kończy. Przez przypadek zostaje ona oblana benzyną i podpalona przez swojego własnego ojca. Spytacie, jak to możliwe, że stało się to przypadkowo, bo takie rzeczy ot tak, się nie dzieją. Otóż faktycznie ojciec w amoku miał inne zamiary i planował podpalić znienawidzony przedmiot, niechcący jednak chlusnął w stronę córki, stojącej w ciemnym kącie wielkiego domu. Dominika poparzona w 52% zostaje przewieziona na oddział oparzeń i poddana długiej terapii gojenia ran, a później przeszczepów skóry i rekonstrukcji ciała.

Dziewczyna, ledwo uchodzi z życiem z tego wypadku, ale po rekonwalescencji nie myśli o tym, że miała szczęście, tylko walczy z problemem zaakceptowania swojego wyglądu i pogodzenia się z aktualną sytuacją. Odsuwa się też od bliskich, traci przyjaciół i wycofuje się z wszelkich aktywności. Nieco światła w jej ponurą rzeczywistość wprowadza młody lekarz, Tomasz Leśniewski, który pisze pracę na temat jej oparzeń. Przy okazji spotkań i rozmów z Tomaszem, Domi poznaje jego młodszego brata Marcela, czarną owcę w lekarskiej rodzinie.


Czy dwoje zranionych przez życie, młodych ludzi odnajdzie spokój w swoim towarzystwie? A może uda im się stworzyć prawdziwy związek oparty na zaufaniu i przyjaźni? Dodam tylko, że nie będzie to łatwe, bo każdy z nich ma trudny charakter, a i wydarzenia z przeszłości wywarły na nich spore piętno. Marcel będzie się starał podnieść samoocenę Dominiki, a ona pokaże chłopakowi, co tak naprawdę w życiu się liczy.

Tak, jak napisałam na początku, ta powieść nie jest milusią historyjką YA o zranionych uczuciach i małostkowych relacjach bohaterów, którzy kłócą się i godzą, najchętniej w łóżku. Ta opowieść to coś więcej. Pokazuje, jak ważna jest dla człowieka bliskość, akceptacja i szczerość. Jedyny zarzut, jaki miałabym w stosunku do fabuły, to zbyt szybka przemiana głównego bohatera, z"niegrzecznego" typa w porządnego gościa. Kreacja Dominiki jest naprawdę wnikliwa, jej postać jest pełna sprzecznych emocji, a czytanie o jej walce z chorobą robi niesamowite wrażenie. O metamorfozie Marcela chętnie poczytałabym nieco dłużej. 

"Najlepszy powód, by żyć" to bardzo emocjonalna książka, uświadamiająca, co tak naprawdę jest w życiu ważne. Pokazuje też, że najpiękniejsze w człowieku jest to, co ukryte, a akceptacja i bliskość drugiej osoby jest niemal tak ważna, jak zdrowie. To naprawdę wartościowa powieść w kategorii YA, którą mogę polecić z czystym sumieniem. Jak widać, Augusta Docher vel Beata Majewska jest autorką wszechstronną. Oprócz powieści obyczajowych ("Bilet do szczęścia", "Konkurs na żonę", "Zdążyć z miłością"), romansów ("Kryształowe serca"), pisze młodzieżówki (seria "Wędrowcy": Eperu", "Habbatum","Batawe" ), a nawet erotyki ("Anatomia uległości"). Nie miałam jeszcze okazji zapoznać się z innymi książkami jej autorstwa, ale na pewno kiedyś to zrobię.
Sardegna

Wszędzie dobrze, ale w Katowicach najlepiej! Czyli o Śląskich Targach Książki


posted by Sardegna on

8 comments

W miniony weekend, w dniach 10-12 listopada, odbyły się Śląskie Targi Książki w Katowicach, czyli największa czytelnicza impreza w naszym rejonie. Całkiem niedawno byłam na MTK w Krakowie i tak właściwie nie zdążyłam się nawet jakoś specjalnie stęsknić za specyficzną, targową atmosferą, jednakże nasze śląskie targi są zupełnie inne od tych krakowskich, a i moje nastawienie do nich jest zupełnie odmienne, dlatego z radością czekałam na to wydarzenie. ŚTK nie są może tak okazałe, jak te w Krakowie. Nie mają tylu wystawców czy polskich i zagranicznych, literackich gwiazd. Jednak mają one swój urok, i z roku na rok, organizowane są z coraz większym rozmachem, dostarczając czytelnikom i odwiedzającym wielu wrażeń (kto był parę lat temu na TK w Spodku, ten wie, o czym mówię i jaka przepaść dzieli obie te imprezy). 


W każdym razie, w tym roku, wraz z grupą Śląskich Blogerów Książkowych zaangażowałam się w organizację niektórych targowych wydarzeń (dokładnie na ten temat pisałam w TYM poście). Byliśmy pomysłodawcami i twórcami takich akcji jak: wielka wymiana książkowa, która odbywała się przez wszystkie dni targów, piątkowa prelekcja dla młodzieży o tytule "Bookworms, czyli o czytaniu w XXI wieku", sobotni event dla blogerów, zorganizowany wraz z portalem Granice.pl oraz niedzielny panel dyskusyjny z polskimi pisarkami, na temat literatury kobiecej.

Jako że jechałam na targi bardziej w celach organizacyjnych niż rekreacyjnych, nie nastawiam się raczej na buszowanie po hali, zakupy książkowe, czy spotkania z autorami. Aczkolwiek udało mi się co nieco w tym temacie zrobić. Przede wszystkim zdobyłam trzy autografy autorów, którzy w Krakowie, przez niebotyczne kolejki, byli dla mnie praktycznie nieosiągalni. Mam więc podpis pana Zygmunta Miłoszewskiego w nowej powieści "Jak zawsze", wpis pani Katarzyny Bondy w "Pochłaniaczu" oraz pana Tomasza Kowalskiego w "Mędrcu kaźni". 




Oprócz tego udało mi się jeszcze w piątek spotkać z autorem genialnej powieści młodzieżowej "Gdzie jest skrzynia z karabinami?", panem Arturem Pacułą, który miał wtedy swoje spotkanie autorskie:


Jeśli chodzi o wydarzenia związane ze Śląskimi Blogerami Książkowymi to największą popularnością cieszyła się oczywiście nasza wymiana. Niesamowite jest to, że w ciągu 3 dni targowych wymieniliśmy ponad 2600 książek! Sama miałam dyżur na stoisku, więc wiem, co tam się działo! Frekwencja osób chętnych na wymianę była ogromna, książki czasami nie zdążyły nawet trafiać na stół, przechodząc z rąk do rąk, karteczki z numerkami krążyły, jak szalone! 

  [fot. Śląscy Blogerzy Książkowi]

Osobiście bardzo cieszy mnie ogromne zainteresowanie naszą wymianą. Świadczy to o tym, że pomysł, który kiedyś dawno temu był tylko zalążkiem, ideą, mówiącą, że fajnie byłoby zorganizować taką cykliczną wymianę na Śląsku, rozwinął się do tak niesamowitych rozmiarów! Jeżeli ktoś by mi powiedział w 2013 roku, że nasza wymiana na TK w Katowicach będzie miała aż taki rozmach i wymienimy ponad 2600 książek, na pewno bym nie uwierzyła.

Mnie samej też udało mi co nieco wymienić. Zawsze przez TK przez dłuższy czas zbieram książki, do których nie planuję już wrócić, żeby móc im dać drugie "wymiankowe" życie. W tym roku udało mi się zapolować na:


"Wieżę milczenia" Remigiusza Mroza
"www.1939.com.pl" Marcina Ciszewskiego
"Bridget Jones. Szalejąc za facetem" Helen Fielding 
"Kurhanek Maryli" Ewy Bauer 
"Córkę wiatrów" Magdaleny Kordel
"Labirynt duchów" Carlosa Ruiz Zafona 
"Prom" Ove Logmansbo 
a także opowiadania Harlana Cobena


"Harry Potter i przeklęte dziecko" J.K.Rowling
"List z powstania" Anny Klejzerowicz
"Niepełni" Pawła Pollaka 
"Recepta na miłość" Barbary O'Neal

Oczywiście to są książki wymienione w ciągu 3 dni, więc trzeba było troszkę na nie zapolować. Do tego moje dzieci także opróżniły swoje półki, wyciągając z nich książki, z których już wyrośli i też udało im się powymieniać całkiem sporo egzemplarzy, z czego są bardzo zadowoleni:


Jeśli chodzi o inne zdobycze targowe, to w tym roku kupiłam sobie tylko jedną książkę. Jest to "110 ulic" Małgorzaty Gutowskiej-Adamczyk. Miałam już kiedyś tą książkę na własność, ale potem coś mnie pokusiło i wymieniłam ją na inną, czego bardzo potem żałowałam. Dlatego teraz, kiedy trafiła się w promocyjnej cenie na TK, z przyjemnością ją kupiłam. Od autora, pana Artura Pacuły otrzymałam pierwszy tom przygód nastolatków "Gdzie jest korona cara?". Oprócz tego, zaopatrzyliśmy się w rodzinną grę karcianą "Na radarze". Wprawdzie jeszcze jej nie wypróbowaliśmy, ale wydaje się być ciekawą opcją na wieczorne rozgrywki. Tradycyjnie przywiozłam sobie kilka zakładek, a najlepsze z nich pochodzą od Emilki z "Weź nie czytaj!".


Wracając jeszcze na moment do naszych ŚBKowych wydarzeń:
  • piątkowy panel dla młodzieży „Bookworms! O czytaniu książek w XXI wieku” okazał się naprawdę strzałem w dziesiątkę. Nasz kolega Patryk świetnie sprawdził się w roli prelegenta i nawiązał bardzo fajny kontakt z młodzieżą. Dzieciaki mogły włączyć się w dyskusję, co też chętnie zrobiły, wymieniając się doświadczeniami i zadając pytania. Na końcu aktywni uczestnicy dyskusji otrzymali książkowe upominki. 
[fot.Sardegna]
  • sobotni event blogerów odbył się pod hasłem "Wojny blogów, czyli vlogi kontra blogi. Czy w 2017 lepiej pisać czy mówić o książkach?". Była to trochę przekorna nazwa, bo wiadomo, że nikt się nie kłócił, a dyskusja przebiegała w bardzo przyjaznej atmosferze. Panel okazał się bardzo inspirujący, a wymiana doświadczeń pomiędzy twórcami korzystającymi z różnych mediów, owocna. Wraz z portalem Granice.pl oraz przy wsparciu sponsorów (gryfnie, Publicat, Foksal, GoodRam, Twoje Pióro, MCK Bistro) przygotowaliśmy dla blogerów pakiety. Mamy nadzieję, że spotkały się z pozytywnym przyjęciem, bo pełne były fajnych gadżetów.


W sobotni wieczór odbyło się także nieformalne spotkanie potargowe. Najedliśmy się, uśmialiśmy się. Z taką ekipą czas wspaniale płynie! 

  • niedzielny panel dyskusyjny z polskimi pisarkami również okazał się bardzo udany. Panie Marta Matyszczak, Augusta Docher, Marta Obuch, Sabina Waszut i Magdalena Majcher rozmawiały z naszą koleżanką Katarzyną Kurowską na temat kondycji literatury kobiecej w Polsce, oraz o tym, jak to jest być pisarką w naszym kraju.

 [fot. Śląscy Blogerzy Książkowi]

Podsumowując, Śląskie Targi Książki 2017 uważam za bardzo udane. Może nie są tak rozbudowane, jak Kraków, ale niczym od niego nie odbiegają. Jeśli chodzi o frekwencję, organizatorzy mówią o 34 000 osobach, które w ciągu trzech dni odwiedziły MCK. Mam nadzieję, że kolejne lata przyniosą tylko większy rozwój ŚTK i jeszcze większą ich popularność. A my jako Śląscy Blogerzy Książkowi będziemy mogli włączyć się w ich organizację.

Sardegna

"Inwazja" Wojtek Miłoszewski


posted by Sardegna on , , , , , ,

8 comments


 Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 510
Moja ocena : ?/6

Wojtek Miłoszewski jest może znany szerszej publiczności przez pryzmat swojego brata, ja jednak nie jestem zwolenniczką takich uogólnień i wolę, kiedy każdy może dostać szansę pracować samodzielnie na swoje nazwisko. Autor jest twórcą scenariuszy filmowych, między innymi genialnego "Prokuratora", którego w zeszłym roku sama namiętnie oglądałam, jest scenarzystą do "Watahy", otrzymał też Polską Nagrodę Filmową w 2015 roku. "Inwazja" to jego pierwsza książka, sklasyfikowana do gatunku political fiction, a dla mnie okazała się tak porażającą i tak realistyczną, że nie potrafiłam dać jej konkretnej oceny w skali punktowej. 
Rzadko stawiam książce pytajnik, robię tak głównie w przypadku powieści wojennych, a także takich, które poruszają trudną tematykę i nie służą do tego, by się komuś podobać.

Takie odczucia miałam w stosunku do "Inwazji". Zdaję sobie sprawę, że historia ta jest fikcją literacką, spotkałam się też z opiniami, że książka jest słabo napisana i ma dużo błędów, ja jednak podeszłam do niej na poważnie (może nawet aż za bardzo), ale skupiałam się głównie na emocjach, jakie we mnie wzbudziła, więc żadnych większych potknięć Autora nie zauważyłam.

Powiem więcej, dla mnie ta powieść okazała się tak wciągającą, że przeczytałam ją dosłownie w jeden wieczór. Mimo że bardzo realistyczny obraz wojny rozgrywającej się we współczesnej Polsce, w moich rodzinnych Katowicach, niemal fizycznie mnie bolał, tak pochłonęła mnie lektura, że nie potrafiłam się od niej oderwać. "Inwazja" ma w sobie coś takiego, co przeraża. Nie wiem, czy jestem w tej kwestii osamotniona, ale dla mnie obraz przedstawiony w książce jest tak prawdziwy, tak współczesny, że autentycznie boli. Wizję wzmagają też historie zwyczajnych osób, przeciętnych obywateli, którzy zostają wrzuceni w wir militarnych działań, nie będąc na to zupełnie przygotowanym.

Listopad 2017 rok, Rosja atakuje Polskę, a nasz kraj zostaje bez wsparcia, zdany tylko na własne, znikome siły. Walki zbrojne rozpoczynają się w Katowicach, a fala armii wroga przetacza się przez Polskę, niszcząc wszystko, co dotychczas było codziennością. W samym środku wojennego chaosu są zwykli ludzie, którzy nigdy nie przypuszczaliby, że przyjdzie im powtórzy koszmar sprzed 70 laty. 


Obywatele prowadzą normalne życie, pracują, mają swoje rodziny, obowiązki, czasem problemy finansowe, zawodowe, osobiste, zagmatwane relacje rodzinne, kochają, chcą być kochanymi, zdradzają, szukają miłości,  czy opiekują się dziećmi. I taka trójka zwykłych ludzi, zostaje postawiona przed faktem, że w kraju panuje wojna, a oni muszą walczyć o przetrwanie. 


Roman Gurski, były żołnierz, który przez swoje zawiłe perypetie miłosne ucieka do Egiptu, żeby tam zajmować się nurkowaniem z turystami, na wiadomość o wojnie, natomiast wraca do kraju. Choć początkowo ma inne intencje, ostatecznie postanawia wrócić do armii i walczyć w obronie Ojczyzny.
Michał Barański, wraz z żoną Basią i dwójką dzieciaków również prowadzi zwyczajne życie. Mieszka w Katowicach na Załężu, męczą go problemy finansowe związane ze spłatą kredytu we frankach i wizja utraty pracy. Kiedy na Śląsk padają pierwsze bomby, wraz ze swoją rodziną musi on walczyć o życie, chroniąc się w piwnicy swej kamiennicy.


Trzecią postacią kluczową w tej opowieści jest Danuta Wojnarowicz, córka bogatego biznesmena, który od lat prowadzi nie do końca czyste interesy. Ojciec kobiety przeczuwa nadchodzącą wojnę, dlatego postanawia przerobić swój biznes tak, aby i w czasie działań zbrojnych mógł on przynosić jak największe zyski. Danuta od dzieciństwa wychowana w atmosferze nerwowości i nielegalnych interesów, z jednej strony daje na to nieme przyzwolenie, natomiast z drugiej, w głębi serca buntuje się przeciwko ojcu i chce coś w tej kwestii zmienić. Wojna przynosi Wojnarowiczom nowe źródło dochodów, ale Danucie przyniesie jeszcze coś innego, coś znacznie cenniejszego.

Wszystkich bohaterów, choć każdego zupełnie inaczej, dotyka dramat wojny. Roman próbuje czynnie przeciwstawić się wrogowi, będąc odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale i swoich żołnierzy. Michał z rodziną jest tylko jednym z wielu ludzi, którym wojna zniszczyła całe życie i pozostawiła na pastwę losu. Danuta, choć może w nieco lepszej sytuacji, niż powyżsi bohaterowie, ma inne problemy, które które w czasie ataku na Polskę tylko się wzmagają.

I to właśnie ta opowieść o zwyczajnych ludziach, których przed wojną prowadzili swoje nudne, ustabilizowane życia, a w czasie napaści stracili wszystko, było dla mnie tak przerażające i tak realistyczne, że czytanie "Inwazji" sprawiało mi niemal fizyczny ból. Ja generalnie boję się wizji wojny, jest to dla mnie trudny temat i dlatego też unikam czytania książek o takiej tematyce. A co dopiero mówić o sytuacji współczesnej wojny w Polsce. Jednak w tym przypadku emocje wzięły górę i i dałam się wciągnąć w tą niebezpieczną historię, co oczywiście później psychicznie odchorowałam.

Tak bardzo realny obraz, rozgrywający się w bliskich mi Katowicach, miejscach które bardzo dobrze znam, mnie autentycznie przerósł i bardzo zmęczył. Jednocześnie miał w sobie coś takiego, że chciałam czytać tę historię dalej, do końca, aby poznać finał, który przecież, tak jak sama wojna, nie może okazać się szczęśliwy.

"Inwazja" to dla mnie jedna z bardziej wstrząsających książek, jakie w tym roku przeczytałam. Nie polecam zatem jej lektury co wrażliwszym czytelnikom.

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - październik


posted by Sardegna on

8 comments

Gdyby nie regularne tworzenie powyższego wpisu z nowościami, kolejny miesiąc mijał by mi niepostrzeżenie, a ja nawet nie zorientowałabym się, kiedy jest jego koniec. Tak przynajmniej w miarę ogarniam mijający czas, uświadamiając sobie, jak szybko pędzi. Ani się obejrzę, a już będę robiła roczne podsumowanie książkowe na blogu. Swoją drogą, będzie to już moje 7 podsumowanie. To naprawdę niesamowite!

Październik był dla mnie czasem wielu innych, nieksiążkowych obowiązków, tym bardziej cieszę się z każdej przeczytanej w tym okresie książki. W mijającym miesiącu przeczytałam 6 powieści, co uważam za całkiem niezły wynik (5 egzemplarzy recenzenckich i 1 audiobook własny). 

Jeśli chodzi o nowości, to czas ten związany był z Międzynarodowymi Targami Książki w Krakowie (z których relacje 1/2 i 2/2 znajdziecie pod odpowiednimi linkami), a więc atrakcjami i zakupami z nimi związanymi. Nie będę w tym poście przypominać, co przywiozłam z Krakowa, bo pisałam o tym dokładnie TUTAJ i TUTAJ. Skupię się raczej na innych nowościach, które przybyły do mnie z różnych źródeł.


"Białowieża szeptem" Anna Kamińska
"Rozalia" Magdalena Wala 


 "Tysiąc powodów, by żyć" Augusta Docher
"Świnia ryje w sieci" PigOut
"Deniwelacja" Remigiusz Mróz
"Początek" Dan Brown

  

Cały pakiet książek Marty Kisiel: "Dożywocie" z opowiadaniem "Szaławiła", "Siła niższa" oraz "Nomen Omen" 


"Mędrzec kaźni" Tomasz Kowalski
"Pomiędzy nami góry" Charles Martin
"Kalendarze" Małgorzata Gutowska - Adamczyk



"Samotność we dwoje" oraz "Jutro będzie normalnie" Agnieszki Lis.


I zakupione jeszcze rzutem na taśmę w genialnej promocji na Chodniku Literackim: "Nothing more" i "Nothing less" Anny Todd.

Całkiem sporo, no nie? Na szczęście połowa z tych książek to zakupy własne lub prezenty, więc nie muszę się spieszyć ani z czytaniem, ani z recenzją.

Jak wyglądają moje plany na listopad? Przede wszystkim udział w Śląskich Targach Książki (które właśnie w ten weekend trwają) Może się on skończyć wieloma nowościami przywiezionymi do domu w ramach wymiany organizowanej przez naszą grupę ŚBKów. Jakiś dodatkowych spotkań autorskich nie planuję, choć nie powiem, jeżeli będzie możliwość, chętnie skorzystam.

Sardegna

ŚBKi zapraszają na Śląskie Targi Książki


posted by Sardegna on ,

3 comments

Ledwo co wróciłam do domu po Międzynarodowych Targach Książki w Krakowie, a już czas przygotowywać się do kolejnej imprezy czytelniczej, czyli naszych rodzimych Śląskich Targów Książki. Tyle, że o ile do Krakowa jechałam sobie w celach relaksacyjnych (no może poza czwartkiem, bo wtedy byłam służbowo), to do Katowic jadę w celach organizacyjnych. Wraz z grupą Śląskich Blogerów Książkowych jestem bowiem współtwórcą pewnych wydarzeń, które w weekend będą odbyć się w MCK tuż obok Spodka. 


W nadchodzący weekend 10 - 12.11.17 planowana jest już trzecia edycja Śląskich Targów Książki w nowej siedzibie, czyli Międzynarodowym Centrum Kongresowym w Katowicach. Na tą książkową imprezę już teraz zapraszam Was serdecznie, a dokładny, tegoroczny program znajdziecie na stronie organizatora (PIĄTEK, SOBOTA, NIEDZIELA), a jeżeli ktoś byłby ciekawy, jak wyglądało to w zeszłym roku i dwa lata temu, zapraszam do kliknięcia w linki: TU i TU.

Jeśli chodzi o zaangażowanie ŚBKów, to nasze wydarzenia rozplanowane na wszystkie trzy dni targowe wyglądają następująco:



PIĄTEK – 14:00 – 14:50; SCENA GŁÓWNA; ORGANIZATOR: ŚLĄSCY BLOGERZY KSIĄŻKOWI
 

W piątek Patryk Obarski prowadzić będzie spotkanie pt. „Bookworms! O czytaniu książek w XXI wieku”. Spotkanie dla młodzieży szkolnej (szkoła podstawowa) dotyczyć będzie literatury. Prowadzący spotkania poruszy tematy związane m.in. z tym, czy w XXI wieku czytanie nadal może być modne, a także czy warto czytać książki i opowiadania w sieci i za pomocą aplikacji mobilnych typu Wattpad.

SOBOTA – 14:00 – 14:50; ORGANIZATOR: ŚLĄSCY BLOGERZY KSIĄŻKOWI & GRANICE.PL


W sobotę Agnieszka Kolano i Sławomir Krempa poprowadzą debatę dla blogerów - „Wojny blogów, czyli vlogi kontra blogi. Czy w 2017 lepiej pisać czy mówić o książkach?". Panel stworzony głównie z myślą o blogerach, vlogerach i instagramerach. Podczas panelu poruszone zostaną kwestie tego, czy w dzisiejszych czasach warto nadal pisać recenzje, czy lepiej zamiast tego tworzyć obraz – wideo lub zdjęcia. Spotkanie rejestrowane przez formularz na stronie ŚTK.

NIEDZIELA – 15:00 – 15:50; FORUM; ORGANIZATOR: ŚLĄSCY BLOGERZY KSIĄŻKOWI


W niedzielę zapraszamy na spotkanie prowadzone przez Katarzynę Kurowską. Gośćmi spotkania będą autorki: Augusta Docher vel Beata Majewska, Marta Obuch, Marta Matyszczak, Sabina Waszut i Magdalena Majcher. Tematem przewodnim spotkania będzie rola pisarki w literaturze.


KAŻDEGO DNIA 


Każdego dnia trwania Targów zapraszamy na naszą książkową wymianę. Wymieniamy się beletrystyką z roczników 2005 – 2017!

***
Czy wystarczająco Was zachęciłam? Kto zatem planuje pojawić się w Katowicach?  Dodam tylko, że poza Eventem dla blogerów, na którego obowiązuje rejestracja, a z tego co wiem, są jeszcze wolne miejsca, reszta spotkań jest otwarta i może przybyć na nie każdy. Zapraszam również młodzież na spotkanie piątkowe, jeśli więc jesteście nauczycielami lub bibliotekarzami, bierzcie dzieciaki i czekamy na Was na targach!

Sardegna

"Gdzie jest skrzynia z karabinami?" Artur Pacuła


posted by Sardegna on , , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Dream Books
Liczba stron: 360
Moja ocena : 6/6

Ależ to jest niesamowita książka! Wiem, że to brzmi strasznie banalnie, ale to szczera prawda! Dla mnie, miłośniczki przygód Pana Samochodzika i "Szatana z siódmej klasy", lektura powyższej powieści przeznaczonej dla młodzieży okazała się wspaniałą przygodą. I choć na to się zupełnie nie zapowiadało (mały druk na początku mnie trochę zniechęcił), przeczytanie "Karabinów", jak w skrócie nazywam tę powieść, stało się pełnym emocji powrotem do przeszłości.

Kto owego czasu zaczytywał się w zagadkowych historiach, wraz z bohaterami odkrywał tajemnice, szukał skarbu bądź penetrował zakamarki starych budynków, ten wie, o czym mówię. Z niczym nie da się porównać tego młodzieńczego dreszczyku emocji i niesamowitych wyrażeń, jakie pojawiają się w momencie takiej lektury. Jeżeli doda się do tego jeszcze sympatycznych i charyzmatycznych bohaterów, z którymi można się utożsamiać, mamy już przepis na idealną książkę przygodową dla młodzieży.

Tylko pytanie: czy w dzisiejszych czasach młodzież również może poczuć coś na kształt naszych emocji sprzed 20 lat, czytając przygodową książkę? Mam szczerą nadzieję, że tak, bo o ile perypetie Pana Samochodzika mogą wydać się dzieciakom nieco przestarzałe, to zupełnie współczesna książka pana Artura Pacuły powinna przypaść im do gustu. Nie miałam okazji wprawdzie tego sprawdzić namacalnie (ale zrobię to na pewno!), jestem jednak pełna wiary, że lektura "Karabinów" sprawi im tak wielką przyjemność, jaką i mi dostarczyła. 

"Gdzie jest skrzynia z karabinami?" to druga powieść w dorobku Autora, której bohaterami jest czwórka nastoletnich przyjaciół: Igor, Monika, Miras i Ala. Z tego, co się zorientowałam, pierwsza część ich historii, czyli "Gdzie jest korona cara?", opisuje początki znajomości, wspólny kurs wspinaczkowy w pobliżu Zamku Czocha i pierwszą, niesamowitą przygodę, jaka przyszło im przeżyć, związaną z poszukiwaniem skarbu, zaginionym po II Wojnie Światowej. Młodzieżą na obozie zajmuje się pan Marcin Krygier, pełen pasji nauczyciel historii, dzięki któremu dzieciaki łapią bakcyla "poszukiwacza" i to nie tylko skarbów materialnych, ale i wiedzy.

O zarysie fabuły tomu pierwszego, można się dowiedzieć z lektury "Karabinów", ale obie części są zupełnie odrębne i można je czytać niezależnie od siebie. Jestem jestem przekonana, że historia szukania skarbu na Dolnym Śląsku musi być równie emocjonująca, co tropienie zaginionych karabinów na Górnym Śląsku, dlatego z wielką chęcią przeczytałabym również "Koronę cara".

Wracając jednak do powyższej książki, cała przygoda zaczyna się w stolicy, gdzie na co dzień mieszka Igor, który ma spędzić wakacje u wujka w Katowicach. Chłopakowi nie uśmiecha się ta opcja, ma on bowiem o Śląsku niezbyt przychylne zdanie. Katowice kojarzą mu się z przemysłowym, brudnym miastem, co można więc robić tam przez całe wakacje? Z braku perspektyw jedzie jednak do wujka, młodego himalaisty, Michała Wernera, a przez to, że przez kilka pierwszych godzin zostaje pozostawiony sam sobie, nawiązuje kilka nowych znajomości z lokalnymi dzieciakami. Jednym z nowo poznanych kolegów jest Krzysiek, Ślązak od urodzenia, który wakacje spędza u dziadka na Koszutce (dzielnica Katowic). Kiedy Igor przypadkowo staje się świadkiem sytuacji, w której dziadek Krzyśka, pan Rudolf Sobotta zostaje nagabywany przez namolnego antykwariusza, chcącego za bezcen wykupić od niego pamiątki rodzinne z Powstań Śląskich, zostaje wtajemniczony w największy sekret rodziny Sobottów.

Igor poznaje od podszewki historię Powstań Śląskich i jednego z powstańców - ojca Rudolfa - Adalberta Sobotty. To z jego osobą wiązać się będzie historia zaginionej przed laty skrzyni z karabinami, ukrytej przed Niemcami. Chłopaki od razu czują zew przygody i postanawiają zająć się poszukiwaniem skarbu, ale nie są jedynymi, którzy wezmą udział w tej przygodzie. Jest jeszcze Monika, koleżanka z klasy Igora, Miras, przyjaciel poznany na wakacjach na Zamku Czocha, oraz kuzynka Ala, choć najmłodsza, to bardzo sprytna i piekielnie inteligentna dziewczynka, nie rozstająca się ze swoim tabletem. Cała trójka, choć rozproszona po Polsce, w obliczu niesamowitych przygód przyjeżdża na Śląsk, by wspomóc Igora w poszukiwaniach. 
Dziwnym trafem, niedaleko ze swoim kursem wspinaczkowym jest i pan Marcin Krygier. Cała drużyna poszukiwawcza jest więc w komplecie i może zająć się podążaniem za znakami, ukrytymi w listach powstańca do żony.

Mówię Wam, ta opowieść ma w sobie tyle świetnych elementów, że nie wiem od czego zacząć! Motyw przygodowy, poszukiwanie skarbu, tropienie tajemnic, analiza starych dokumentów to jedno, ale do tego dochodzi jeszcze naprawdę ciekawa fabuła, interesujące nawiązania do ważnych wydarzeń z przeszłości naszego kraju, fajni bohaterowie i przede wszystkim (dla mnie to największy plus) pokazanie Śląska i Katowic, w taki sposób, że jawią się, jako interesujące i piękne miejsca ze swoją tradycją i historią. 

Dla mnie oczywiście Katowice od zawsze mają swój urok, a Śląsk kocham miłością niezmienną i uważam, że on jest najlepszym miejscem na Ziemi, ale nie jestem w tym wszystkim obiektywna. Dlatego dobrze, że powstała taka książka dla młodzieży, która pokazuje, że nasz region jest piękny, ma bogatą historię i nie jest tylko zanieczyszczonym miejscem na mapie Polski, kojarzącym się z kopalniami. Dodatkowym atutem tej powieści jest wiedza, na temat losów Śląska, którą otrzymamy "przy okazji" zagłębiania się w fabułę. A wiecie, że takie książki to ja lubię najbardziej! 

"Gdzie jest skrzynia z karabinami?" to przykład wartościowej i interesującej powieści młodzieżowej. Mam nadzieję, że nie zginie ona wśród innych nowości wydawniczych i dotrze do jak największej liczby młodych osób.

Sardegna

"Od początku do końca" Olga i Piotr Morawscy


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Burda
Liczba stron: 350
Moja ocena : 6/6

"Od początku do końca" autorstwa Olgi i Piotra Morawskich, czekało w mojej biblioteczce bardzo długo na swój czas. Czytałam kolejne książki wysokogórskie, a tą spychałam gdzieś na bok, powtarzając sobie "jeszcze nie dzisiaj, może później". W końcu postanowiłam dać jej szansę, a wszystko to za sprawą innego tytułu, też autorstwa pani Olgi "Góry na opak 2, czyli rozmowy z tymi, co zostają". Publikacja ta składa się z ośmiu wywiadów, przeprowadzonych przez Autorkę z bliskimi wspinaczy, którzy na zawsze pozostali w górach, a także z jedną mamą, cierpliwie czekającą, aż jej córka wróci z kolejnej wyprawy.  "Góry na opak 2" miały premierę w maju i są drugim cyklem wywiadów (pierwsze ukazały się w roku 2011) i o tej książce napiszę dokładnie w osobnym poście, bo dziś zmierzam do czegoś innego. 

Kiedy czytałam zapisy rozmów Olgi Puncewicz (kiedyś Morawskiej) ze swoimi gośćmi, zastanawiałam się, jaka jest jej tragiczna historia. Wiedziałam, że jej mąż, himalaista Piotr Morawski zginął w górach w 2009 roku, ale nie kojarzyłam jakoś dokładnie tej historii. Pani Olga  zafascynowała mnie też, jako osoba, tak mądrze mówiąca o stracie, żałobie i życiu "po". I wtedy właśnie przypomniałam sobie, że przecież mogę od razu poznać jej historię, bo mam przecież w biblioteczce książkę, którą napisała wraz z mężem. I tak oto sięgnęłam po "Od początku do końca".  

Historia Olgi i Piotra Morawskich, wyłaniająca się z książki to jedna z najpiękniejszych opowieści o miłości, jaką czytałam. Nie wiem dlaczego, ale uczucie, wzajemne zaufanie, świadomość bycia ze sobą razem, jest dla mnie najbardziej wyraźne właśnie w literaturze wysokogórskiej. Coś podobnego przydarzyło mi się, kiedy czytałam "Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Ewy Berbeki w rozmowie z Beatą Sabała - Zielińską oraz książkę "magisterkowalski,blog" uzupełnioną przez narzeczoną Tomka Kowalskiego, Agnieszkę Korpal. 

Historia Olgi i Piotra jest tragiczna, tak, jak tragiczna jest opowieść o innych, przerwanych przez katastrofy w górach, związkach. Ale jest w niej też coś niezwykle wspaniałego i wzniosłego. Ciągle to powtarzam, przy okazji czytania książek wysokogórskich: jak wielka musi być miłość kobiety, że oddaje męża górom? Olbrzymia.

Powyższa książka powstała już po śmierci himalaisty. Robiąc porządki po mężu, Olga znalazła w komputerze pliki tekstowe, przygotowane niemalże do wydruku. Okazało się, że Piotr przymierzał się do napisania i wydania książki o swoich osiągnięciach, zdążył nawet napisać dedykację. Olga postanowiła uzupełnić jego historię swoją, i w ten sposób powstała ta niesamowita opowieść o górach, zbudowana z "listów do kochanej żony", które Piotr pisał w swoich dziennikach z każdej podróży, oraz opowieść o wspólnej codzienności, złożona ze wspomnień Autorki. 

Piotr Morawski był himalaistą, zdobywcą 6 ośmiotysięczników (Sziszapangma - pierwsze wejście zimowe, Czo Oju, Broad Peak, Nanga Parbat, Gaszerbrum I, Gaszerbrum II), zdobywcą wielu nagród za osiągnięcia w górach, był też naukowcem, ale przede wszystkim był mężem i ojcem dwóch synów. Zginął w kwietniu 2009 wchodząc na Dhaulagiri. Z książki wyłania się jego pasja, ale też wielkie uczucie do żony, pojawia się obraz ich małżeństwa i wspólnego, niełatwego życia, które Olga i Piotr dzielili pomiędzy rozstania, z powodu kolejnych wyjazdów, a zwyczajną codzienność, po powrocie.

Relacje z wyprawy, czy z oczekiwania na wejście w bazie, czyta się z takimi samymi emocjami, jak opisywaną przez Olgę codzienność bez męża. Zapisy małżonków pełne są emocji i ciepłych uczuć i trudno tak czytać o nich spokojnie, kiedy zna się zakończenie tej tragicznej historii...

"Od początku do końca" to bardzo wzruszająca książka, pokazująca właśnie "jak wysoko sięga miłość". Daje czytelnikowi poznać bliżej Piotra Morawskiego, a także jego żonę, silną, mądrą kobietę, która po śmierci męża musiała zmierzyć się z trudną rzeczywistością. Inną, ale jednak taką samą, Olgę Puncewicz (Morawską) spotkamy w "Górach na opak2", gdzie nie ma historii ważniejszych i mniej ważnych, a opowieść osoby zadającej pytania jest równie istotna, co zaproszonych do rozmowy gości.


Sardegna