Jak spędziłam sobotę, czyli o Warszawskich Targach Książki w Warszawie


posted by Sardegna on

4 comments

Tak, jak pisałam w TYM wpisie, na sobotę 20.05 miałam zaplanowany udział w Warszawskich Targach Książki. Były to już moje drugi targi w stolicy, bowiem dwa lata temu, po raz pierwszy się udało mi się dotrzeć na książkowy Stadion Narodowy. W doborowym towarzystwie Patryka z bloga Moje Bestsellery, spędziłam podróż i bardzo energetyczną sobotę, wypełnioną książkową atmosferą, niezliczoną ilością książek w świetnych cenach oraz tytułów, które koniecznie musiałam mieć. 


Nie wiem w czym tkwi ten fenomen targów ale corocznie (a jeżeli się uda, to nawet dwa lub trzy razy w roku) z wielką radością planuję i później jadę na targi. Nie przeszkadzają mi tłumy, duchota, długi czas oczekiwania w kolejkach na podpis ulubionego autora, czy przeciskanie się do wejścia. Przez 7 lat prowadzenia bloga byłam już na kilku Targach Książki (dokładne relacje znajdziecie klikając w linki):

2017 - Warszawa  

za każdym jednak razem wracam z nich naładowana mega pozytywną energią oraz wielką ochotą do czytania i blogowania. Za nic więc nie odpuściłabym sobie udziału w tym książkowym święcie.

Faktycznie, przez te 7 lat blogowania zmieniło się nieco moje podejście do targów. Kiedyś, na początku skupiam się tylko na ulubionych autorach i zebraniu od nich autografów. Brałam na TK niezliczone ilości książek do podpisu i później cierpliwie stałam w olbrzymich kolejkach. Dzięki temu mam w swej biblioteczce całkiem sporą kolekcję książek z wpisami. Na kolejnych TK skupiłam się już raczej na spotkaniach z zaprzyjaźnionymi blogerami i nawiązywaniu nowych kontaktów i znajomości. Na spotkaniach targowych i imprezach potargowych udało mi się poznać niesamowitych ludzi, z którymi do dziś utrzymuję blogowy kontakt. Później, wraz z grupą ŚBKów zajęliśmy się organizacją paneli dyskusyjnych i innych targowych atrakcji. TK były więc bardziej pracą, niż odpoczynkiem.
W tym i zeszłym roku moja obecność na TK była już oparta na zupełnie czymś innym. Mniej było spotkań towarzyskich (choć z grupą znajomych, nadal tą samą, zawsze udaje mi się porozmawiać, czy wypić kawę), mniej stania w kolejkach do autorów i zbierania podpisów, za to więcej było luzu, spokojnego spacerowania między stoiskami i skupienia na samych książkach.




Doskonale widać to po tegorocznych TK w stolicy. Zabrałam do podpisu tylko trzy książki: "Zakładnika" Przemysława Borkowskiego, "Pustułkę" Katarzyny Bereniki Miszczuk i "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej. Nie stałam w kilometrowych kolejkach, bo to już nie na moje nerwy (dobrze, że mam podpis Remigiusza Mroza z czasów, kiedy nie był jeszcze tak oszałamiająco popularny, bo nie dałabym rady stać w 5 godzinnej kolejce...). Nie brałam też udziału w spotkaniach blogerów (oficjalnego nie było, a te mniej oficjalne jakoś mnie ominęły). Udało mi się za to spotkać w przelocie i chwilę porozmawiać z zaprzyjaźnionymi blogerami (Aine, Chiara, ManiaCzytania, Klaudyna, Silaqui, Kasia i Daniel, Agnieszka Tatera, Natalia, Angelika), pogadać z ŚBKami i robić to, na co nigdy wcześniej na TK nie miałam czasu: spokojnie pochodzić między stoiskami, kupić książki w promocyjnej cenie i po prostu "być" na targach.



Na tegorocznych TK zauważyłam jeszcze coś: nowe, młode pokolenie blogerów i vlogerów. To oni teraz mają swój czas. Zabrzmiało to strasznie staro, ale właśnie w Warszawie uświadomiłam sobie, jak przez te moje 7 lat blogowania zmieniła się blogosfera i blogerzy. Czy to źle? Chyba nie, jednak trochę zrobiło mi się przez to trochę refleksyjnie.

Wracając jednak do autorów. Udało mi się zdobyć podpisy wyżej wymienionych (Katarzyny Bereniki Miszczuk, Justyny Kopińskiej i Przemysława Borkowskiego)




porozmawiać z Magdą Witkiewicz, Renatą Kosin przy okazji promocji jej najnowszej, cudnie wydanej książki "Tatarka", a także z panią Patrycją Gryciuk, promującą swoją najnowszą książkę "Trzy godziny ciszy". Udało mi się też zamienić parę słów z panią Katarzyna Puzyńską, trafiłam bowiem na sam koniec podpisywania przez Nią książek, i nawiązać do pierwowzoru Lipowa, czyli miasteczka Pokrzydowo, które jest mi akurat znane prywatnie.



Podeszłam przywitać się także do zaprzyjaźnionych wydawców z Naszej Księgarni, Czwartej Strony, Heliona, Agory i Prószyńskiego. Poza tym, zrobiłam zakupy w części antykwarycznej na poziomie -1 oraz w Taniej Książce,  wypiłam kawę i zjadłam lody, którymi można było częstować się do woli na stoisku Merlina oraz odpoczęłam na trybunach słuchając wywiadu z Maxime Chattamem.


Tak prezentują się moje zdobycze targowe:



"Potwór z Florencji" Douglas Preston i Mario Spezi 
"Przymierze trojga" Maxime Chattam 
"Wiem o tobie wszystko" Clarie Kendal
"Biała jak mleko, czerwona jak krew" Alessandro D'Avenia
"Pogromca lwów" Camilla Lackberg 

"Gorzka czekolada", "PSYgoda na czterech łapach", "13 - piętrowy domek na drzewie" oraz książeczka piłkarska o Błaszczykowskim. Do tego torba i standardowo kilkanaście zakładek. W tym roku nie kupiłam sobie kubka, czego trochę żałuję, ale mam zamiar nadrobić to na TK w Krakowie.

Podsumowując, spędziłam bardzo energetyczny dzień targowy, wypełniony książkowymi atrakcjami po brzegi. I choć z domu wyszłam O 3:00 w nocy w sobotę, a wróciłam o 1:45 w niedzielę, nie żałuję ani minuty spędzonej na TK w stolicy. Co do planów na przyszły rok, mam takie, ale jak wiadomo, przez ten okres czasu wiele może się jeszcze zmienić. Póki co, planuję Kraków w październiku i Katowice w listopadzie.   
Sardegna

Są targi, jest plan, będzie Warszawa!


posted by Sardegna on

2 comments

Tak, tak. Dobrze widzicie. Jeżeli nic niespodziewanego się nie wydarzy (a swoją drogą nie może, bo bilety na pociąg już kupione), w sobotę pojawię się na Targach Książki w Warszawie. Pomysł wyjazdu zrodził się trochę spontanicznie, bowiem maj miałam zaplanowany dość skrupulatnie, stwierdziłam jednak, że jeśli targi mają zająć mi tylko jeden dzień, to jestem w stanie wygospodarować na nie czas. Tym oto sposobem będę w sobotę w Warszawie i mam na ten dzień zaplanowanych wiele targowych atrakcji.


Przejrzałam program na sobotę i znalazłam oczywiście bardzo wiele ciekawych punktów, które koniecznie muszę odwiedzić i spotkań autorskich, na których obowiązkowo muszę być. Jak zwykle zresztą wyszło na to, że powinnam zabrać ze sobą tonę książek do podpisu. W tym roku jednak, ze względu na ograniczone miejsce, wezmę ze sobą tylko te niezbędne egzemplarze, bez których tegoroczne warszawskie targi nie będą mogły się odbyć. 

Wychodzi więc na to, że spakuję tylko: "Zakładnika", Przemysława Borkowskiego, "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej oraz "Pustułkę" Katarzyny Bereniki Miszczuk.
Aż się nieswojo czuję z tak ograniczoną liczbą książek wiezionych z domu, ale tym razem będę dzielna i postawię raczej na zakupy targowe, niż na zbieranie autografów. 


Oczywiście po dokładnym przeanalizowaniu programu targowego, interesujących mnie wydarzeń jest znacznie więcej, niż trzy spotkania autorskie z powyższymi Autorami. Choćby planowany wywiad z Maxime Chattamem (książki nie biorę, bo wpis Autora już mam) i Charlotte Link (obawiam się tłumów w kolejce) - tam się wybieram. Jednak na 100% znajdziecie mnie na spotkaniach:

12:00 - 14:00 Przemysław Borkowski CZWARTA STRONA Miejsce: stoisko 96/D17
13:00 - 14:00 Justyna Kopińska ŚWIAT KSIĄŻKI Miejsce: stoisko 50/D10
14:30 - 16:00 Katarzyna Berenika Miszczuk GW FOKSAL Miejsce: stoisko 24/D4

A z kim z Was widzę się na targach? Czy planowane jest jakieś spotkanie blogerów? Warszawo, przybywam!

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - kwiecień


posted by Sardegna on

9 comments

Kwiecień minął mi pod hasłem przygotowań do wielkiej, rodzinnej uroczystości i skupieniu się na pracy (jak zwykle zresztą). W związku z tym, czytelniczo nie zaszalałam: przeczytałam tylko 5 książek i przesłuchałam 1 audiobooka. Z publikacją notek na blogu też było średnio, bowiem udało mi się stworzyć tylko 10 wpisów. Z wydarzeń kulturalnych, w kwietniu wzięłam udział w wymianie książkowej ŚBKów i spotkaniu podróżniczym Rafzefiber

Co do planów na maj, jest ich kilka i mam szczerą nadzieję, że uda się je zrealizować, choć jak widać, dzisiaj mijają już dwa tygodnie miesiąca, a ja nie przeczytałam jeszcze żadnej książki i dopiero teraz publikuję podsumowanie kwietnia. Głównym planem na maj jest mój jednodniowy udział w Warszawskich Targach Książki, w przyszłą sobotę 20.05. Decyzję o wyjeździe podjęłam trochę spontanicznie, ale mam nadzieję, że wszystko się uda. W doborowym towarzystwie i z minimalna ilością książek odwiedzę po raz drugi stolicę, ale o moich dokładnych, targowych planach napiszę jeszcze w osobnym poście. 


Drugim planem na najbliższy tydzień, jest udział w spotkaniach autorskich z tytułu Festiwalu Apostrof, które będą miały miejsce w Katowicach. Codziennie od poniedziałku do niedzieli, w siedmiu miastach w Polsce, w tym w Katowicach, odbywać się będą spotkania, rozmowy, koncerty i spektakle, a wszystko dla miłośników literatury. Oprócz Katowic, Apostrof odbywać się będzie także w Warszawie, Krakowie, Wrocławiu, Poznaniu, Gdańsku i Szczecinie. 

Jeśli chodzi o szczegółowy program Festiwalu, zapraszam na stronę organizatora. Ja skupię się tylko na spotkaniach katowickich, które odbywać się będą w Empiku w Silesia City Center.
Poniedziałek, 15.05
18:00 spotkanie z Ziemowitem Szczerkiem wokół książki „Międzymorze” 

Wtorek, 16.05 
18:00 spotkanie z Wojciechem Kuczokiem wokół książki „Czarna” 

Środa, 17.05 
18:00 spotkanie z Jakubem Żulczykiem wokół książki „Wzgórze psów” 

Czwartek, 18.05 
18:00 spotkanie z Magdaleną Witkiewicz wokół książki „Czereśnie zawsze muszą być dwie” 

Piątek, 19.05 
18:00 spotkanie z Grahamem Mastertonem wokół książki „Pogrzebani” 

Sobota, 20.05 
16:00 spotkanie z Michałem Rusinkiem wokół książki „Pypcie na języku”

Niedziela, 21.05 
16:00 spotkanie z Jakubem Ćwiekiem wokół książki „Grimm City. Bestie” 

Czyż to nie brzmi interesująco? Planuję przybyć na spotkanie z Magdą Witkiewicz, tym bardziej, że otrzymałam od Autorski taka oto niespodziankę:


"Czereśnie zawsze muszą być dwie"  to najnowsza powieść Magdy, która premierę miała zaledwie w zeszłym tygodniu. Będę mogła zatem na spotkaniu osobiście podziękować jej za ten prezent.

Co do innych nowości kwietniowych:


"Dziennik Cwaniaczka" Jeff Kinney
"Hate list" Jennifer Brown
"Dom nie z tej ziemi" Małgorzata Strękowska - Zaremba - od Naszej Księgarni
"Chemik" Stephanie Meyer - od Wydawnictwa Ederpresse
"Bajki, legendy i opowieści wierszem" - czyli pierwszy tom nowej kolekcji Cała Polska Czyta Dzieciom - zakup własny


"Trzeci znak" Yrsa Sigurðardóttir- kupiona na kiermaszu
"Chór zapomnianych głosów" Remigiusz Mróz - zakup własny
"Koniec samotności" Benedict Wells - od Muzy
"Zula i porwanie Kropka" Natasza Socha - od Naszej Księgarni
"Zakładnik" Przemysław Borkowski - od Czwartek Strony

I jeszcze rzutem na taśmę "Nela mała reporterka i skarby Karaibów" dla Dziewięciolatki:


Jako że maj przyniesie Targi Książki, mam wrażenie, że stos z nowościami majowymi będzie wyglądał już zupełnie inaczej. Ja się tym jednak w ogóle nie przejmuję, bo minimalizm to jednak nie moja działka. Pozdrawiam i do zobaczenia, być może już za tydzień w targowej stolicy!

Sardegna

"Eksplozje" Janusz L. Wiśniewski


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Wielka Litera
Liczba stron:352
Moja ocena : 5/6 

"Eksplozje" Janusza Leona Wiśniewskiego to druga strona czytelniczego medalu, zwanego "Kulminacjami", czyli zbioru 8 opowiadań Autora z dołączonymi do nich historiami alternatywnymi, stworzonymi przez polskie pisarki. W powyższej książce sprawa ma się podobnie, z tym że na opowiadania pisarza odpowiadają panowie. 8 polskich autorów, twórców, którzy niekoniecznie kojarzą się z literatura kobiecą, pokazało się czytelnikom od zupełnie nowej strony.

O "Kulminacjach" pisałam dwa lata temu. Miałam nawet okazji porozmawiać na ich temat z Autorem przy okazji Krakowskich Targów Książki w 2015 roku. Fajnie się złożyło, że i o "Eksplozjach" będę mogła zamienić z panem Wiśniewskim kilka słów, bo w tym roku wybieram się na TK do stolicy.

Jestem wielką fanką prozy pana Wiśniewskiego i mam stosunek niemal bezkrytyczny do Jego opowiadań, ale co do powyższego zbioru mam jedno poważne zastrzeżenie: 8 opowiadań Autora jest identycznych z tymi, zawartymi w "Kulminacjach". W związku z tym książka była dla mnie tylko w połowie nowością (nie mam w sumie z tym większego problemu, co można zobaczyć po wysokiej ocenie), jednak osoby, które zaopatrzyły się w "Eksplozje" w oczekiwaniu na nowe zestawienie historii, mogą poczuć się bardzo rozczarowane, zwłaszcza jeżeli wcześniej czytali wersję kobiecą.

Jak zatem prezentują się męskie odpowiedzi na opowiadania Autora?


"Metronom" Daniela Odija pokazał alternatywną wersję historii "Arytmii", którą znam już prawie na pamięć. Nie powiem, podobała mi się ta druga opcja, zmieniła ona bowiem zupełnie moje postrzeganie bohaterów, którzy w wersji pana Wiśniewskiego są niemalże idealni. Oba opowiadania są zdecydowanie za krótkie, ale myślę, że na rozpoczęcie zbioru nadają się doskonale. 

"Syndrom przekleństwa Undine"/"Pilzner solipsysty" – opowiadanie z Matyldą, cierpiącą na schorzenie związane ze śmiertelnym bezdechem w roli głównej, miało już swoją nową odsłonę dzięki Magdzie Witkiewicz i "Kulminacjom". W przypadku Igora Brejdyganta, autora wersji alternatywnej, możemy obserwować tą historię z zupełnie nowej perspektywy. Kim jest ojciec bohaterki i czy chora córka ma dla niego w ogóle jakieś znaczenie? Męskie opowiadanie zdecydowanie bardziej przypadło mi do gustu.

"Anorexia nervosa"/"Jeden dzień w Sarajewie" – "Anorexia..." to jedno z moich ulubionych opowiadań pana Wiśniewskiego, w ogóle, dlatego mam wysokie wymagania, co do odpowiedzi na nie. W wersji żeńskiej pani Agnieszka Niezgoda zaproponowała kontynuację tragicznej historii bohaterki, która zmaga się ze śmiercią ukochanego. Autor "Jednego dnia...", Alek Rogoziński, również poszedł w tę stronę i postanowił pokazać czytelnikom, dalsze losy Marty. Powiem szczerze, czułam zgrzyt. Zakończenie jest w prawdzie świetne, ale rozwinięcie historii i humorystyczne wtrącenia w tą opowieść zupełnie mi już nie pasowały.

"Kochanek" Tomasza Jastruna to luźniejsza wariacja "Kochanki". Może nieco mniej dramatyczna i typowo męska, ale równie dobrze się ją czyta. Podobała mi się ta bardziej szorstka wersja opowieści życia w trójkącie.   

"Noc poślubna" podobnie, jak "Anorexia..." jest jednym z moich ulubionych opowiadań Autora. Pisałam już przy okazji "Kulminacji", że ta historia jest bardzo emocjonalna i dramatyczna. "Drugie samobójstwo Magdaleny" Ahsana Ridha Hassana miało pokazywać oblicze bohaterki w nowej odsłonie, w tym przypadku jednak, jakoś nie do końca poczułam klimat, choć może wynikało to z faktu, że trudno dorównać fabularnie opowiadaniu Wiśniewskiego i każda na niego odpowiedź, wypada przy nim słabiej.  

"Cykle zamknięte"/"Zła kobieta" A.J. Gabryela to kobieca perspektywa wydarzeń, opisanych w historii "Cykli...". W "Kulminacji" pani Izabela Sowa również pokazała, jak wygląda tęsknota kobiety za mężczyzną przebywającym na morzu, jednak opcja powyższa jest bardziej realistyczna, bardziej gorzka i przejmująca.

"Krew"/"Strzępy" Pawła Palińskiego to mój faworyt i najlepsze według mnie, opowiadanie w tym zbiorze. Podobnie zresztą było w przypadku wersji pani Wardy, która "Placem zabaw" odpowiedziała Autorowi w "Kulminacjach". Tyle jednak, że o ile Autorka poszła bardziej w kryminalną kontynuację, Paweł Paliński pokusił się o pokazanie sprawy z emocjonalnej strony. Poznajemy bliżej Joachima, syna bohaterki, oraz to, co mogło się wydarzyć "pomiędzy" początkiem, a zakończeniem "Krwi". Mocna historia, działająca na wyobraźnię.

"Menopauza"/"Zmarszczki wszechświata" – w tym przypadku, podobnie, jak w wersji kobiecej, poznamy dwie strony nieudanego, trwającego wiele lat, związku. I podobnie, jak wtedy, widzę celowość umieszczenia tych opowiadań na zakończenie zbioru, jednak ponownie nie wzbudzają one we mnie większych emocji.

Podsumowując wpis, opowiadania polskich pisarzy w "Eksplozjach" różnie przypadły mi do gustu. Odpowiedzi męskie na tle kobiecych wypadły bardzo podobnie, jednak uważam, że o wiele korzystniej byłoby, gdyby panowie mieli szansę zmierzenia się z nowymi historiami Janusza L. Wiśniewskiego, nie publikowanymi wcześniej w "Kulminacjach". Obie książki w komplecie stanowią bardzo fajny duet, ale wydaje mi się, że są one skierowane raczej do fanów prozy Autora, bo osoby, które po prostu miały chęć na opowiadania o miłości i zaopatrzyły się w te tytuły, mogą być rozczarowane.

Sardegna

"Tęsknota i przeznaczenie" Dina Štěrbová


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Stapis
Liczba stron: 268
Moja ocena : 5/6

Tak, jak pisałam przy okazji "Ataku rozpaczy" Artura Hajzera, moją trzecią lekturą wysokogórską, przeczytaną w przeciągu ostatnich dwóch miesięcy, była "Tęsknota i przeznaczenie" Diny Štěrbovej. 

Autorka urodzona  w 1940 roku w Bratysławie, wspinaczka i sportsmenka, w ciągu swojego życiu wzięła udział w wielu międzynarodowych wyprawach na siedmio i ośmiotysięczniki (Pik Lenina, Pik Korżeniewskiej, Noszak, Manaslu, Elbrus, Gaszerbrum II), jako pierwsza kobieta w historii weszła też na Cho Oyo. Jako że większość swoich przejść udało się jej zrealizować w żeńskich  drużynach, jej znajomość kobiecego himalaizmu ma bardzo solidne podstawy.
Dina Štěrbová jest autorką kilku książek o górach, wydanych w Czechach, "Tęsknota i przeznaczenie" jest jednak pierwszą, wydaną w Polsce i stanowi prawdziwe kompendium wiedzy na ten temat żeńskiego himalaizmu.

Wiadomo, że wspinaczka wysokogórska jest raczej zdominowana przez mężczyzn, którym przypisuje się większą odwagę, wytrzymałość na trudne warunki panujące w górach oraz większą wydolność organizmu. Nie jest to jednak reguła, znamy bowiem wybitne himalaistki, które w niczym nie ustępowały mężczyznom w drodze na szczyt. O ile w dzisiejszych czasach równouprawnienie, związane z jednakowym wspinaniem kobiet i mężczyzn jest większe, to w latach 70 - 80-tych, a także wcześniej i na początku XX wieku, kobiety miały wielką trudność z dostaniem się do składu wypraw na siedmio i ośmiotysięczniki. Zdarzało się więc, że wspinaczki organizowały się w grupy i decydowały na samodzielne poprowadzenie wyprawy. Štěrbová sama uczestniczyła w takich ekspedycjach, między innymi kierowała wyprawą na Manaslu w latach 80 - tych, postanowiła więc podzielić się z szersza publicznością szczegółami takich żeńskich wypraw wysokogórskich.

"Tęsknota i przebaczenie" to nie tylko wspomnienia Diny Štěrbovej, ale przede wszystkim zbiór informacji na temat kobiecego himalaizmu. Autorka wykonała tytaniczna pracę, gromadząc szereg materiałów i zdjęć, dokumentujących te znane i mnie znane w środowisku, ekspedycje. Książka rozpoczyna się od podsumowania kondycji dawnego, żeńskiego himalaizmu z jego sytuacją obecną. /Kolejno, Autorka przechodzi do bardzo szczegółowego spisania historii zdobywania poszczególnych ośmiotysięczników. Każdy szczyt ma swoją historię, radość z sukcesów, ale i swoje dramaty, a poszczególne rozdziały kończą się mini podsumowaniem oraz zebraniem w tabelkę dat i nazwisk pierwszych zdobywczyń danej góry. W książce jest także spory akcent polski, związany oczywiście z działalnością naszej himalaistki, Wandy Rutkiewicz.

Muszę być szczera: książka nie jest łatwa. Nawet dla mnie, osoby, która generalnie uwielbia literaturę wysokogórską i czyta dość sporo na ten temat, była to bardzo wymagająca lektura. Nie chodzi mi oczywiście o tematykę, bo jest mi ona bardzo bliska, więc sama historia kobiet na ośmiotysięcznikach nie sprawiła mi większej trudności. Problemem okazała się forma i wydanie "Tęsknoty i przeznaczenia". Bardzo drobny druk, duża ilość litego tekstu na stronie, mało zdjęć (które, jak wiadomo, w książkach o takiej tematyce są bardzo istotne) powodowały, że lektura naprawdę była męcząca i strasznie się dłużyła. Przez to też przeczytanie tej książki zajęło mi bardzo dużo czasu, bo ponad trzy miesiące. Nie byłam bowiem w stanie na raz, ogarnąć większej ilości tekstu. 

Z drugiej jednak strony, nie jest to książka akcji. Bardziej przypomina swoją formą mini encyklopedię i dzięki temu, stanowi naprawdę świetne źródło informacji. Nie nadaje się więc do czytania na czas i na szybko.

"Tęsknotę i przeznaczenie" polecam osobom zainteresowanym tematem. Może ona okazać się wartościową pozycją w ich biblioteczce, ale muszę zaznaczyć, że czytelnikom, którzy szukają emocji w książkach wysokogórskich, ta propozycja może nie przypaść do gustu. Dla mnie książka okazała się ważna i na pewno będę do niej zerkała, zwłaszcza w poszukiwaniu konkretnych informacji, na przykład w celu porównania wypraw Wandy Rutkiewicz, opisanej z perspektywy kobiecej, z męską.

Jeśli jesteście zainteresowani książkami z zakresu literatury wysokogórskiej, zapraszam na stronę wydawnictwa Stapis, a na moim blogu do poczytania o:

"Spod zamarzniętych powiek" Adam Bielecki
"Atak rozpaczy"Artur Hajzer
"Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Beata Sabała - Zielińska w rozmowie z Ewą Berbeką
 "Naga Góra" Reinhold Messner
 "Kukuczka" Dariusz Kortko , Marcin Pietraszewski
"Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do zdobycia"
"magisterkowalski.blog" Tomasz Kowalski, Agnieszka Korpal
"Broad Peak. Niebo i piekło" Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński
 "Długi film o miłości" Jacek Hugo - Bader
"Mordercza góra" Pat Falvey, Pemba Gyalje


Sardegna

"Zakładnik" Przemysław Borkowski


posted by Sardegna on , , , ,

3 comments


 Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 455
Moja ocena : 6/6

W ubiegłą środę, w Czwartej Stronie, miała miejsce premiera książki "Zakładnik", autorstwa Przemysława Borkowskiego. Autor jest nową postacią w wydawnictwie, ale pewnie większość czytelników kojarzyć go będzie z Kabaretu Moralnego Niepokoju, którego jest członkiem. Szczerze powiem, że umknął mi ten fakt, bo nie doczytałam tej informacji przed lekturą "Zakładnika". Powiem więcej, zdawało mi się, że Autor jest zupełnym debiutantem i powyższa powieść jest jego pierwszą. To wszystko nie ma to jednak większego znaczenia w obliczu faktu, iż jego nowa książka jest bardzo dobrym kryminałem.

 W kwietniu czytanie nie szło mi najlepiej. Pozaczynałam kilka tytułów, ale żadnego ostatecznie nie skończyłam. "Nie mam co czytać" - mówiłam do męża wczoraj. "Potrzebuję czegoś, co mnie wciągnie. Zobaczę, o czym jest ten nowy "Zakładnik" od Czwartej Strony". I w ten oto sposób dzisiaj dzielę się z Wami moją opinią.

Powieść należy do gatunku tych, po które sięgam, żeby zobaczyć o czym są i budzę się dwie godziny później, będąc już w ich połowie. Szukałam czegoś, co mnie pochłonie i dobrze trafiłam, bo historia pana Borkowskiego nie daje odłożyć się na półkę.

Fabuła kręci się wokół tragicznych wydarzeń, rozgrywających się na żywo w telewizji śniadaniowej. Podczas nagrywania programu, na antenę wkracza uzbrojony mężczyzna, terroryzuje pracowników stacji i gości zaproszonych, po czym wygłasza dziwne oświadczenie do kamery, strzela do jednego z zakładników i popełnia samobójstwo. Cała Polska żyje tymi tragicznymi wydarzeniami, zastanawiając się, kim był szaleniec, i czego tak naprawdę oczekiwał, skoro nie wysnuł żadnych konkretnych żądań.

Świadkowie tragedii, Zygmunt Rozłucki, psycholog, zaproszony do programu jako gość specjalny oraz dociekliwa dziennikarka Karolina Janczewska, postanawiają współpracować i za wszelką cenę dowiedzieć się, kim był zabójca, i co skłoniło go do tak radykalnego kroku. Każdy z nich ma inny cel w rozwiązaniu tej sprawy. Rozłucki próbuje uporać się z wyrzutami sumienia po samobójczej śmierci siostry, a Janczewska widzi dla siebie szansę, w uzyskaniu materiału na świetny reportaż.

Psycholog i dziennikarka tworzą niezwykle zgrany duet domorosłych detektywów, i o dziwo, docierają do wielu ciekawych informacji, o wiele szybciej niż policja zajmująca się tą sprawą. Przede wszystkim wychodzi na to, że zabójca był zwyczajnym facetem, dobrze sytuowanym ojcem rodziny, nie miał więc powodu dopuścić się takiego czynu. Okazuje się też, że prawdziwe przyczyny zamachu w telewizji mają swoje podłoże w wydarzeniach z przeszłości. Niektóre sekrety przez lata były bardzo głęboko ukryte. Czy Rozłuckiemu i Janczewskiej uda się je odgrzebać? Czy będą umieli złożyć tajemniczą układankę z przed lat, w jedną całość?

Powiem Wam, że "Zakładnika" czyta się genialnie. Tak, jak pisałam na początku, główny motyw powieści, tajemnica, chęć odkrycia, kim był morderca i dlaczego dopuścił się zbrodni, są tak wciągające, że czytelnik musi, po prostu musi, czytać dalej, przewijając koleje strony książki. Kolejnym pozytywem jest idealnym zakończenie. Czasami w kryminalnej opowieści wszystko jest na dobrym poziomie, a kiedy dochodzi do zakończenia, coś kuleje. Na szczęście nie w tym przypadku. "Zakładnik" jest napisany na wysokim poziomie, spójny, bohaterowie są ciekawi (zwłaszcza Zygmunt Rozłucki, a z tego co się zorientowałam, będzie on bohaterem kolejnej powieści pana Borkowskiego). Nic dodać, nic ująć. Takie historie lubię najbardziej. Polecam więc "Zakładnika" z czystym sumieniem, i to nie tylko na majówkę.

Sardegna

Jak uczciłam Światowy Dzień Książki?


posted by Sardegna on

2 comments

Tegoroczny Światowy Dzień Książki nadszedł zupełnie niespodziewanie. Przy wszystkich obowiązkach, które spadły na mnie w kwietniu, zupełnie zapomniałam o tym książkowym święcie. Nie przygotowałam wcześniej żadnego wpisu tematycznego. Nie zrobiłam jakiś spektakularnych zakupów w księgarni internetowej, z wielkim rabatem, ale dzięki ŚBKom choć częściowo udało mi się uczcić ten dzień i spędzić go w towarzystwie książek. 


W sobotę 22 kwietnia nasza grupa została zaproszona do WOMu, czyli ośrodka metodycznego dla nauczycieli w Katowicach do zorganizowania wymiany książkowej, przy okazji Festiwalu Edukacji, który odbywa się tam corocznie. Krążąc między stoiskami wydawców podręczników oraz wracając ze szkoleń tematycznych, można było na naszym stoisku zaopatrzyć się w nowe tytuły i wymienić je na swoje, przeczytane już książki.



Nasza wymiana cieszyła się sporym powodzeniem. Kilkanaście osób przybyło do WOMu specjalnie dla naszych książek. Bardzo nam z tego powodu miło! Dzięki wymianie udało mi się także poznać osobiście znajomą, do tej pory tylko wirtualnie, blogerkę matkę_wkurzającą. Uwielbiam takie momenty, kiedy dzięki blogowaniu mam możliwość poznawania ciekawych ludzi i to nie tylko przez Internet! 

W sumie wymieniliśmy 152 książki, z czego 94 to nowe egzemplarze, wydane po roku 2009, 49 książek z roczników 2000 -2008 oraz 9 książek młodzieżowych. Ja również wymieniłem sobie kilka pozycji, dzięki temu i dla mnie ten dzień okazał się wyjątkowo udany i obfity w nowe tytuły:

Poniższe stosy pokazują, co udało mi się zdobyć:


"Okularnik", "Pochłaniacz" i "Lampiony" Katarzyny Bondy


"Aleja samobójców" Marek Krajewski i Mariusz Czubaj
"Fartowny pech" Olga  Rudnicka
"Władca liczb" Marek Krajewski
"Siódme życie markiza de Sade"Jacques Ravenne


"Desperacja" Stephen King 
"I nie wódź nas na pokuszenie" Claus Cornelius Fischer
"Czytelniczka znakomita" Alan Bennett  
"Skazana" Hannah Kent

"Auto da " Elias Canetti

Na wymianie nie skończyło się jednak moje książkowe świętowanie. Tego samego dnia wieczorem, w mikołowskiej MBP odbywał się Rajzefiber, czyli festiwal wzbogacony prelekcjami znanych w całej Polsce podróżników. Swoje wystąpienie mieli: Andrzej Budnik, Mieczysław Bieniek (Hajer), Ryszard Pawłowski, Monika Witkowska oraz Tomek Michniewicz.

Dla mnie najbardziej interesującym spotkaniem było oczywiście to z Ryszardem Pawłowskim, himalaistą, zdobywcą 10 z 14 ośmiotysięczników. Jego prelekcja i prezentacja zdjęć oraz krótkich filmików zakończyła się pytaniami publiczności. Jako że miałam już okazję spotkać się osobiście z Ryszardem Pawłowskim przy wrześniowej promocji książki "Kukuczka" w Katowicach, i wtedy udało mi się zamienić z nim parę słów i poprosić o wpis do książki, nie czekałam na koniec spotkania. Niestety nie udało mi się też zrobić zdjęcia, które dobrze zobrazowałoby wydarzenie. Musi więc wystarczyć takie:



Tegoroczny Dzień Książki spędziłam pod znakiem książek i podróży. Może nieco skromniej, niż w roku ubiegłym, kiedy to byłam na dwóch spotkaniach autorskich. Co się jednak odwlecze ... w maju w Katowicach szykuje się Apostrof, czyli wielkie książkowe wydarzenie, na które się wybieram, i o którym napiszę w najbliższym czasie. Życzę wam udanej i zaczytanej majówki! Pozdrawiam serdecznie!

Sardegna

"Atak rozpaczy" Artur Hajzer


posted by Sardegna on , , , , , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Annapurna
Liczba stron:  256
Moja ocena : 4/6

Mam fazę na literaturę wysokogórską. Jako że sprawia mi ona wyjątkowa przyjemność, w ostatnim czasie przeczytałam aż trzy książki o tej tematyce. Pierwsza to "Spod zamarzniętych powiek" Adama Bieleckiego, druga to "Tęsknota i przeznaczenie" Diny Štěrbovej (o której napiszę w najbliższym czasie), a trzecią jest właśnie powyższy "Atak rozpaczy" Artura Hajzera. 

Jest to książka pochodząca z mojej własnej biblioteczki, dlatego zaliczam ją do tegorocznego, dobrze zapowiadającego się, wyzwania Z półki (9/?). Wymieniłam ją kiedyś przy okazji jednej z wymian książkowych ŚBKów i oczywiście odłożyłam na później, na lepsze czasy. Kiedy jednak przeczytałam dwie wyżej wymienione książki, postanowiłam, że idę za ciosem i nie wychodzę z tematu gór. Poza tym, ciekawiły mnie wydarzenia z perspektywy Artura Hajzera, człowieka, który stał się niejako łącznikiem między starszym pokoleniem himalaistów, a młodymi, lodowymi wojownikami.


Hajzer w młodości wspinał się z prawdziwymi legendami polskiego himalaizmu: z Jerzym Kukuczką (pierwsze zdobycie  Manaslu, pierwsze zimowe wejście na Annapurnę) z Wandą Rutkiewicz (zdobycie Sziszapangmy), z Krzysztofem Wielickim czy Wojciechem Kurtyką. Wspiął się także na Dhaulagiri, Nangę Parbat. Natomiast z Adamem Bieleckim w 2011 zdobył Makalu. Był więc bez dwóch zdań postacią łączącą oba światy: dawnego i współczesnego himalaizmu. Dla starszych kolegów był młokosem, wchodzącym dopiero w świat gór wysokich, dla młodych natomiast był już doświadczonym wspinaczem, mogli więc dla siebie czerpać z jego doświadczeń. To dla dzielenia się pasją i wiedzą, Artur Hajzer wskrzesił program Polskiego Himalaizmu Zimowego, który miał na celu zaangażowanie młodych wspinaczy w akcje na ośmiotysięcznikach.

Sporo informacji znalazłam o Hajzerze w książce "Kukuczka". Wzmianki na jego temat są także we wspomnianej przez mnie "Tęsknocie i przeznaczeniu" (w kontekście zimowego zdobywania ośmiotysięczników przez Wandę Rutkiewicz) oraz "Spod zamarzniętych powiek", chciałam więc skonfrontować, jak te historie wyglądały z jego perspektywy, i w jaki sposób "łącznik" pomiędzy starymi a młodymi himalaistami, opisał swoją historię.

Artur Hajzer był człowiekiem związanym ze Śląskiem. Choć urodził się Zielonej Górze, ostatnie lata swojego życia spędził w moim rodzinnym mieście. Odpadł od ściany Gaszerbrum w roku 2013, tuż po tragedii na Broad Peaku, którą przyjął bardzo osobiście, bowiem akcja zimowego wejścia na BP była pod szyldem PHZ.  

Pierwsze wydanie "Ataku rozpaczy" pojawiło się w latach 90-tych. Egzemplarz, który czytałam jest natomiast wydaniem drugim, pochodzącym z roku 2012, wzbogaconym o przedmowę Autora i jak sam on zaznaczył, nie ma w nim większych zmian treści. Hajzer opisuje swe początki we wspinaniu, współpracę ze "starą gwardią" himalaizmu, która miała swój rozkwit w latach 80 - tych XX wieku, swoje pierwsze sukcesy i porażki.

Powiem szczerze, że z wszystkich wysokogórskich historii, jakie czytałam, ta podobała mi się najmniej. Nie chodzi mi absolutnie o tematykę czy fakt, że dotyczy starego pokolenia himalaistów, bo o tamtej bogatej epoce, czytam z równie wielką chęcią, co o wydarzeniach współczesnych. Zarzuty mam raczej do samej formy książki i sposobu prowadzenia opowieści. Od razu widać, że Artur Hajzer nie miał wsparcia dziennikarskiego, w pisaniu tej książki, dlatego też niektóre fragmenty opowieści są chaotyczne, trochę toporne, nie mają takiej płynności i plastyczności, jak to miało miejsce w przypadku "Kukuczki" czy "Spod zamarzniętych powiek"

Drugim takim aspektem może być fakt, że książka nie ma konkretnych rozdziałów, tylko jest podzielona na fragmenty. Jednak ten podział jest bardzo chaotyczny, i w sumie tylko nagłówek, informacja na górze każdej strony, mówi, czego dotyczy dana część. Jedna historia wejścia na ośmiotysięcznik jest przeplatana różnymi innymi rzeczami. Przykład? Opowieść o zdobywaniu Lhotse w 1985 poprzecinana jest historią o Alpach, pochodząca z roku 1984, a także zimowym zdobywaniu Kangchenjunga na przełomie 85/86 roku. Podobnie sytuacja wygląda przy okazji opisywania Mansalu. Tutaj Autor wtrącił techniczne opisy wspinaczki i swoje osobiste dygresje. Ja to wszystko rozumiem. To "pomieszanie" miało zapewne spowodować, żeby czytelnik się nie znudził, a historie były urozmaicone, ale powiem szczerze wprowadziło to tylko niepotrzebny chaos i mętlik w głowie.

Nie do końca mi się to podobało. Wydarzenia mieszały mi się, nie mogłam ułożyć ich w jakiś sposób chronologiczny i połączyć z tym, co już wiem. Wydawało mi się, że wydarzenia opisane z perspektywy Hajzera uzupełnią mi fakty, o których już czytałam, czułam się jednak tak, jakby poznawała zupełnie nowe historie.
 
"Atak rozpaczy" jest wzbogacony zdjęciami himalaisty z jego prywatnego archiwum. Książka jest ładnie wydana i myślę, że miłośnikom literatury wysokogórskiej, mimo pewnych mankamentów, i tak sprawi wielką radość.

Artur Hajzer był człowiekiem wyjątkowym, wielką postacią polskiego himalaizmu, człowiekiem, który wskrzesił PHZ, a dzięki jego programowi wielu współczesnymi wspinaczom udało się zaistnieć. Bardzo młodo odpadł od ściany Gasherbrum. Mógłby jeszcze przez wiele lat swoim doświadczeniem wspierać młode pokolenie lodowych wojowników i wziąć udział w niejednej wyprawie. Wiem, że na koncie Artura Hajzera jest jeszcze kilka książek o górach. Na pewno sięgnę po nie, jeśli tylko będę miała okazję.

Sardegna