"Teraz Rowley. Ahoj, przygodo!" Jeff Kinney


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

 

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia  
Liczba stron: 224 
Moja ocena : 5/6

Kiedy seria "Dziennik Cwaniaczka" osiągnęła już taki poziom popularności na całym świecie, że właściwie Autor nie musiałby już do końca życia pracować, przyszło zaskoczenie. Jeff Kinney pokusił się o stworzenie nowej serii, choć umiejscowionej w świecie znanym z "Dziennika...", to jednak bohaterem jest Rowley, przyjaciel Grega. Oczywiście był to strzał w dziesiątkę, bowiem dzieciaki zaczytujące się w przygodach Cwaniaczka od razu poczuły podobny klimat w opowieści o Rowleyu i z chęcią sięgnęły po nowe tomy przygód swoich ulubionych postaci. Seria "Dzienników.." naturalnie rozrosła się o kolejne części, zainteresowanie czytelników zostało podtrzymane, wszystko się zatem zgadza. Nowa seria o wspólnym tytule "Teraz Rowley" liczy sobie aktualnie dwa tomy, ale skoro jest popyt, to musi być podaż, więc na dwóch częściach na pewno się nie skończy.

Moje dzieci oczywiście również popłynęły na fali popularności. Córka zaopatrzyła się w tom pierwszy "Teraz Rowley. Zapiski chłopca o złotym sercu" przy okazji ostatnich Targów Książki w Krakowie (kiedy to było!), a teraz z chęcią sięgnęła po tom drugi. Młody także zainteresował się przygodami Rowleya, choć z nieco mniejszym entuzjazmem, bowiem jego faworytem jest zdecydowanie "Hej, Jedrek!". W każdym razie tom drugi przygód Rowleya został przeczytany i wywołał (z tego, co zauważyłam) wybuchy śmiechu u czytających.

Najlepszy przyjaciela Grega, bohatera "Dziennika Cwaniaczka", Rowley, postanawia napisać swoją pierwszą powieść. Ma to być historia przygodowa, bowiem Rowley ma pomysł na wątek główny: Roland, chłopak o złotym sercu, który żył dawno temu i uczył się grać na flecie, musi uratować mamę z rąk Białego Czarownika, który ją porwał i uwięził w lodowej twierdzy. Dzielny Roland postanawia udać się na niebezpieczną wyprawę odbicia mamy, stąd też bierze od dziadka, starego podróżnika, zbroję, hełm i tarczę i rusza w świat. 

Rowley konsultuje fabułę swej książki z Gregiem, który podsuwa mu różne pomysły, na przykład, aby umieścić w tej powieści pomocnika Rolanda, Graga Barbarzyńcę. Poza tym, sugeruje, aby przyjaciel - pisarz debiutant, dzielił się z nim zyskami, a także rozważył dołączanie do książek figurek z wizerunkami postaci, kart kolekcjonerskich, plakatów, a także zestawów map. Wróży bowiem książce wielki sukces, stąd też wierzy, że warto zainwestować we wszystkie okołoksiążkowe gadżety. Rowleya bardziej jednak interesuje rozbudowanie fabuły i przygód swoich bohaterów, który kierując się na misję ratunkową, pomagają potrzebującym wieśniakom, w Poplątanej Puszczy spotykają wróżki, okazujące Rolandowi i Gargowi dużo życzliwości, a także próbują wyjąć miecz zakuty w skale, który zdoła wydobyć tylko prawy rycerz o czystym sercu.

Bohaterowie powieści Rowleya trafiają też do krainy trolli, żyjących w Śmieciowej Krainie, zajmujących się sprzątaniem po wróżkach, tam Roland uczy wszystkich, jak poprawnie segregować śmieci. Na prośbę Grega, jego przyjaciel wprowadza także do opowieści wątki mitologiczne, ale w dyskretny sposób, aby nie być oskarżonym o plagiat. Chłopaki zauważają także możliwość wprowadzenia kolejnych produktów, które można by sprzedawać przy okazji promocji książki i dodatkowo na tym zarobić. 
 
Rowley rozbudowuje także wątek Białego Czarownika, który porwał mamę, gdyż zamierza uczynić ją swoją królową i sprawi, że ta zapomni o swoim dawnym życiu. Roland i Garg, przy wsparciu Jednookiego Maga ruszają jej na pomoc. Na swej drodze spotkają jeszcze wiele fantastycznych postaci: elfkę Shae'Vanę, Stefana - pół człowieka, pół krowę, odkamieniałego Sherlocka Holmesa, nastoletniego wampira Emila zmieniającego się w wilkołaka, oraz Małą Syrenkę. Wszyscy oni, w pewien sposób wspierają bohaterów w ich misji i pomagają, w razie potrzeby, wyjść im z opresji. 
 
Książkowa wyprawa postaci stworzonych przez Rowleya i Grega będzie obfitować w przeróżne wydarzenia. Co tam się będzie działo! Choć może raczej powinnam powiedzieć, czego tam nie będzie! Dorosłym na pewno zabraknie w tej historii sensu i logiki, natomiast dzieciakom wszystko będzie się podobać. Najmłodsi na pewno zauważą prawidłowości w tym chaosie, chociaż dorosłym może się to wydawać obłędem. Okej, niech tak będzie. W końcu to dzieciakom lektura tej szalonej serii sprawiać ma największą frajdę, a gwarantuję, że tak właśnie jest.
 
Inne książki z tej serii:

Sardegna

"Dzienniki HEJterskie, czyli historia Polski pisana nagłówkami z Pudelka" PigOut


posted by Sardegna on , , , , ,

3 comments

Liczba stron: 234
Moja ocena : 6/6

Znacie PigOuta? Jeśli nie, to aż Wam zazdroszczę , że będziecie mogli przeczytać jego wszystkie genialne teksty po raz pierwszy! Pig Out to bloger, który działa w sieci od paru lat, komentując w swój charakterystyczny, zabawny sposób, otaczającą nas rzeczywistość. Jego humorystyczne felietony napisane z wyjątkową lekkością i dystansem, dotyczą zazwyczaj tego, czym żyje i ekscytuje się w danym momencie, cała Polska., ale są także związane ze sprawami o nieco mniejszym kalibrze, czyli ploteczkami z życia postaci znanych z pierwszych stron gazet, komentarzami nagłówków portali plotkarskich, czy też afer w świecie  polskich celebrytów.
 
Ponieważ jestem wierną fanką PigOuta i śledzę jego poczynania w sieci praktycznie od samego początku, miałam też okazję poznać go osobiście, przy okazji podpisywania pierwszej książki zawierającej wcześniejsze felietony, wiem, że jest to niesamowicie sympatyczny człowiek, o świetnym poczuciu humoru i dystansie do siebie i otaczającego świata. PigOut ma wyjątkową zdolność do tworzenia rewelacyjnych tekstów, przy których nie da się nie uśmiechać. Warto też wspomnieć, że wykorzystuje swą popularność i skupioną wokół siebie społeczność do robienia fajnych rzeczy. Świadomy wpływu, jaki ma na ludzi, organizuje zbiórki angażujące fanów do pomocy potrzebującym. Po prostu człowiek orkiestra! Nie mogło zatem być inaczej, abym nie sięgnęła po najnowszego ebooka "Dzienniki HEJterskie"
 
"Dzienniki..." to drugi zbiór felietonów, związanych z latami 2017 - 2019 (pierwszy został wydany w formie papierowej pod wspólnym tytułem "Świnia ryje w sieci"), składający się z tematycznych rozdziałów, oscylujący wokół jakiegoś wydarzenia, zjawiska lub osoby. Czasami jest związany z sytuacją zaobserwowaną w sieci, czasami są to "przemyślenia z życia wzięte". W tekstach PigOuta pojawia się także jego partnerka Madzia i syn, zwany pieszczotliwie Brendonkiem, bo i niektóre fakty ze swojego życia i codzienności, bloger przedstawia swoim czytelnikom. 
 
O czym będziemy mogli zatem przeczytać w "Dziennikach HEJterskich"?  Otóż, o wznowieniu programu "Koło fortuny",  refleksjach na temat książki Blanki Lipińskiej "365 dni", celebryckich wojenkach, o tym, co wynikło ze ślubu księcia Harry'ego z Meghan Markle, oraz , co dzieje się, kiedy influencerki chcą dostać coś za darmo. Dowiemy się, co powiedziała kucharka Prezesa w programie śniadaniowym, o co rozgorzały się kłótnie aktorek na łamach portali społecznościowych, jak zakończył się związek Kazimierza Marcinkiewicza, a także, czego dowiedział się PigOut czytając "Cosmo" i "Men's health".

Jakie wydarzenia zostały wyróżnione Dzbanami Roku 2018, o co chodziło w konflikcie Ubera z taksówkarzami, jak stalowe nerwy trzeba mieć, by sprzedawać na OLXie, co będzie się oglądało w jesiennej ramówce TVP, oraz, jak turyści zachowują się w Tatrzańskim Parku Narodowym.
 
PigOut dzieli się też przemyśleniami na tematy bardziej osobiste, jak spędzić Dzień Seksu, czy mieć udaną randkę, dzieli się wrażeniami z wyjazdu na pierwszy Woodstock, tygodnia z zablokowanym telefonem, zajęciach w szkole rodzenia, oraz o pierwszych nocy i pierwszych wakacji z Bombelkiem. 
 
Każdy rozdział podsumowany jest trafiającym w punkt i zwalającym z nóg, "cytatem inspirującym", czyli wypowiedzą  znanej osoby, polskiego celebryty, będącym idealnym zwieńczeniem tekstu. Śmieszniej nie będzie. Gwarantuję!
 
Sardegna

"Balladyna" antologia


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 520
Moja ocena : 5/6
 
Większej zaległości na tym blogu to chyba nie było i już nie będzie. Zbiór opowiadań nawiązujących w przeróżny sposób do "Balladyny" Słowackiego przeczytałam w marcu 2020 roku, jednak prawda jest fakt, iż jeżeli nie napiszę o książce zaraz po przeczytaniu, to później jest już mi tylko gorzej zabrać się za wpis.
 
Antologia "Balladyna" zawiera osiem opowiadań napisanych przez polskich autorów: Gaję Grzegorzewską, Małgorzatę Rogalę, Maxa Czornyja, Roberta Małeckiego, Łukasza Orbitowskiego, Alka Rogozińskiego, Marka Stelara oraz Marcelego Woźniaka. Większość z zaprezentowanych historii ma wydźwięk kryminalny, ale niektóre przypominają bardziej opowieści obyczajowe, a nawet fantastyczne.   
 
Pierwsze opowiadanie "To nie jest kolejna ballada o miłości", autorstwa Maxa Czornyja jest niepokojące, brutalne i ostre. Historia, w której Balladyna ma męską postać mocno działa na psychikę. Mamy tu pewne nawiązania do oryginału, ale głównie w aspekcie kary za popełnione winy, tak naprawdę jednak, opowiadanie mogłoby istnieć odrębnie, i znajdować się w zupełnie innej antologii, nie nawiązując zupełnie do "Balladyny". Opowiadanie nie do końca mi się podobało. Za dużo brutalności i wymyślnych tortur, to już nie moje klimaty...
 
Drugie opowiadanie "Opowieść pioruna" jest autorstwa Łukasza Orbitowskiego. Bardzo wymowne, w pewien sposób wzruszające, bowiem poświęcone pamięci Anny Przybylskiej, w luźny sposób nawiązujące do jej biografii. Wariacja na temat Balladyny, opisana jest z perspektywy współczesnego mieszkańca prowincji, męża jednej z bohaterek. Siostry Bala i Alina mieszkają w małym miasteczku, prowadzą codzienne życie bez perspektyw i większych szans na zmianę. Jednak Ala pragnie od życia czegoś więcej. Marzy, aby zostać aktorką i zdobyć sławę. I faktycznie, sukcesywnie dążąc do celu, najpierw zaczepia się w obsadzie małego serialu, a później bierze udział w coraz większych produkcjach. Swoją ciężką pracą sprawia, że zostaje gwiazdą wielkiego formatu, kochaną przez polską publiczność. Jej popularność zaczyna jednak mocno przeszkadzać Bali, która ciągle musi zmagać się z szarą codziennością. Relacja pomiędzy siostrami tak naprawdę zaczyna ewoluować jednak w momencie, kiedy okazuje się że Alina cierpi na śmiertelną chorobę. Ciekawe połączenie motywów, współczesności z przeszłością i oryginału z wariacją na jej temat.
 
Trzecim opowiadaniem była historia Marka Stelara "Upadek" Ta opowieść bardzo mi się podobała, jest to bowiem klasyczna historia kryminalna, a do tego, chyba najbardziej ze wszystkich opowiadań nawiązuje do oryginału. Balladyną jest Bella, a właściwie Bożena, kobieta mafioza, która chociaż może nie jest bezpośrednim sprawcą zabójstw, to jednak manipulacją i wpływami staje się prawdziwym ogniskiem zła, przez co najbardziej kojarzyła mi się z pierwowzorem bezkompromisowej Balladyny, idącej po trupach do celu. Początkowo kobieta jest takim cichym pomocnikiem swojego męża, jednak z czasem okazuje się, że ma tak mocny charakter, iż w brutalnym, męskim świecie mafijnym, staje się mózgiem całej operacji i przewodnikiem grupy przestępczej. Bella ma jednak pewien słaby punkt, a jest nią miłość do nieodpowiedniego mężczyzny, która stanie się przyczyną jej upadku. 
 
Kolejne opowiadanie "Model tekstowy B" należy do Gai Grzegorzewskiej. Wyróżnia się na tle innych tym, że utrzymane jest w konwencji science-fiction. Admirał wojsk kosmicznych Kirk, prowadzący od lat wojny gwiezdne, szuka  pierwszego oficera, który mógłby wspomóc go w walce. W swoich poszukiwaniach skupia się na androidach, bowiem ludzie nie sprawdzają się w walce, mając w sobie zbyt wiele emocji. Do wyboru ma dwa modele testowe A i B, i to z nich ma zdecydować, który będzie bardziej skory do współpracy. Ta historia, chociaż przeniesiona w nieokreśloną przyszłość i realia s-f  w pewien sposób, również mocno przypomina oryginał. Daje także nieco inne spojrzenie na walkę dobra ze złem i człowieczeństwo, jako słabość. Ciekawa lektura.
 
W piątym opowiadaniu Balladyna nosi imię "Beata" i jest główną bohaterką tekstu Małgorzaty Rogali. Współczesna dziewczyna z prowincji pragnie realizować swoje marzenia i zostać najbardziej znaną w mieście architektką. Robi więc wszystko, aby swój cel osiągnąć, łącznie z tym, że eliminuje wszystkich ludzi, którzy stoją jej na przeszkodzie.
 
Szósta historia, mocno nietypowa, to "Gra" Roberta Małeckiego. Całość intrygi opiera się na działaniu tajemniczej aplikacji o nazwie "Balladyna" Śledztwo w sprawie zabójstwa młodej kobiety przybiera nieoczekiwany obrót. 
 
Równie intrygujące jest kolejne opowiadanie, "Raz, dwa, trzy, znikasz ty" autorstwa Marcelego Woźniaka.  Bardzo mi się ta historia podobała, głównie za sprawą klucza czytania. Można było bowiem zagłębić się w fabułę zgodnie z kolejnością, jaką proponuje Autor, wtedy historia odsłoni się chronologicznie, albo trochę się natrudzić i podążać według wzoru przedstawionego w książce. Wtedy sprawa dwóch sióstr, które walcząc o swoje szczęście, nie cofną się przed niczym, nabierze trochę innego znaczenia.
 
Ostatnie opowiadanie to "Królowa" Alka Rogozińskiego, która również bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła, zwłaszcza swoim zakończeniem. Jest to historia pewniej wiekowej, dojrzałej aktorki, która walcząc o swoje kluczowe role, nie zważa na nic, a dziwnym trafem wszystkie jej konkurentki usuwają się z drogi. Taki stan triumfu nie będzie jednak trwał wiecznie. Karząca ręka sprawiedliwości pojawi się znienacka i zakończy jej karierę. 
 
Jak oceniam tę antologię? Całkiem w porządku. Każde z opowiadań w jakiś sposób przypadło mi do gustu, spełniając moje oczekiwania wobec tej lektury. Jeśli macie ochotę na opowiadania "na raz", zapiszcie sobie ten tytuł. 

Sardegna

"Rodziny himalaistów" Katarzyna Skrzydłowska - Kalukin, Joanna Sokolińska


posted by Sardegna on , , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 5 godzin 33 minuty
Moja ocena : 5/6
lektor: Aneta Teodorczuk

Pierwszym audiobookiem przesłuchanym w nowym roku, w ramach abonamentu Empik Go, były "Rodziny himalaistów" autorstwa dziennikarek, Katarzyny Skrzydłowskiej - Kalukin oraz Joanny Sokolińskiej. 
 
Jest to bardzo przejmujący reportaż, który z jednej strony może wydawać się kolejnym przykładem literatury wysokogórskiej, zapisem trudów wspinaczki, czy przygotowań himalaistów do najważniejszych w ich życiu, wypraw. Z drugiej jednak, jak sama Autorka w przedmowie mówi, to nie jest książka o górach, ani o wspinaczach, którzy skupiają się na zdobywaniu najwyższych szczytów świata.  
 
To jest historia rodzin himalaistów, żon, mężów, dzieci, rodziców i rodzeństwa, którzy w wyniku przeróżnych okoliczności stracili w najwyższych górach świata, swoich najbliższych. To jest prawdziwa opowieść o bólu, tragedii, smutku, rodzinnych dramatach, trudnych decyzjach, dorastaniu bez rodzica, samotności po utracie małżonka i wiecznej, zazwyczaj przegranej, rywalizacji z górami.
 
Uwielbiam czytać o wyprawach himalajskich, począwszy od przygotowania, poprzez atak szczytowy, aż po moment opuszczenia bazy i powrotu do domu. Często jednak w trakcie lektury zapominam o co tak naprawdę toczy się stawka. Pasji wysokogórskiej, miłości do gór i poczucia, że trzeba być "tam wysoko" zamiast "tutaj na nizinach", podporządkowane jest całe życie wspinacza, również to rodzinne i osobiste. Kierując się pragnieniem wyrusza na kolejne górskie wyprawy, podążając za wyznaczonym celem. Te wyprawy marzeń w góry, które tak wabią swoim majestatem, często kończą się dramatycznie i doprowadzą do tego, że himalaista pozostają w górach na zawsze. Wtedy jednak  w zwykłym, szarym świecie pozostawia swoich bliskich. Pogrążone w smutku, rodziny, malutkie dzieci, które często nie miały nawet okazji dobrze poznać swych ojców, czy matki. I to właśnie ich historia jest tutaj przedstawiona i tak niesamowicie porusza. 
 
Przeczytałam wiele książek wysokogórskich, gdzie po zaginięciu himalaisty w górach lub jego śmierci, wspominano o pozostawionej w żałobie, rodzinie i bliskich. Nigdy jednak ich historia, wspomnienia i przemyślenia nie zostały przybliżone w tak szczegółowy, a jednocześnie przejmujący sposób. 
 
Dziennikarki przeprowadziły szereg rozmów z bliskimi kilkunastu wspinaczy. Byli to himalaiści działający w górach zarówno przed paroma, jak i przed parudziesięciu laty, o nazwiskach, które nie schodziły z pierwszych stron gazet, ale też takich mniej medialnych. Śmierć dopadła ich na różnych ośmiotysięcznikach, na skutek odmiennych okoliczności. Każdy z nich miał jednak swoją historię, swoje osiągnięcia, a także bliskich. Ludzi, których fakt, że nie powrócili z gór, zmienił na zawsze.
 
Jestem jestem bardzo wdzięczna Autorkom za ten reportaż. Dzięki niemu mogłam spojrzeć na temat bardzo mi bliski z nieco innej perspektywy. Kiedy czyta się o niełatwej codzienności żony himalaisty, na którą spadają wszystkie obowiązki, kiedy ten poświęca się swoim marzeniom, heroizm zdobywania najwyższych szczytów świata nie ma już tak mocnego wydźwięku.  


Sardegna

"Baśniobór" Brandon Mull


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 344
Moja ocena : 5/6

Jedną z naszych ostatnich wieczornych lektur był "Baśniobór", a sięgnęliśmy po nią szukając czegoś, co mogłoby zastąpić ukochane przez Młodego "Opowieści z Narnii". Wprawdzie Basniobór czołowego miejsca Narnii nie odebrał, ale okazał się całkiem przyjemną, emocjonującą i wciągającą historią, do tego stopnia, że dzieciaki co wieczór chciały, abym koniecznie kontynuowała lekturę, co nie zdarzało się ostatnio zbyt często. Od razu też po zakończeniu tomu pierwszego sięgnęliśmy po drugi ("Gwiazda Wieczorna Wschodzi"), mając go na szczęście w zanadrzu w naszej biblioteczce.

"Baśniobór" to w ogóle jest taka seria, która bardzo podoba się dzieciom i młodszej młodzieży, i wiem to nie tylko z własnego doświadczenia. Zrobiłam mały rekonesans wśród znajomych i faktycznie, nawet czternasto, piętnastolatkowie zaczytują się w tej serii, lub wspomina ją bardzo dobrze. Podobnie w szkole, gdyby spytać dzieciaki z klas IV - VIII, jaka książka jest ich ulubioną, "Baśniobór" dość często pojawiał się w ich odpowiedziach. 
 
Skąd zatem ten fenomen? Bo szczerze mówiąc, dla mnie jest on  trochę niezrozumiały. Z jednej strony trzeba przyznać, że jest to ciekawa, fantastyczna historia, z zakręconą fabułą. Dużo się w tej książce dzieje, jest niebezpiecznie, trochę zabawnie i tajemniczo. Jest rodzeństwo, które, jak większość rodzeństw na świecie na przemian się kłóci i sobie dogryza, jest baśniowy rezerwat pełen magicznych stworzeń, jest przygoda i misja. Właściwie znajdziemy w tej książce wszystko to, co młodzi czytelnicy lubią najbardziej. Z drugiej jednak strony, język tej powieści jest mocno toporny, zdania i dialogi krótkie (co najbardziej uwiera, kiedy czyta się na głos), do tego mocno rozbudowane opisy zwyczajnych czynności, które mnie osobiście doprowadzały do szału. 
 
Tak sobie myślę, że to chyba jest cecha charakterystyczna Brandona Mulla, bowiem zauważyłam już tą "językową manierę" przy czytaniu pierwszego tomu "Spirit Animals", bowiem druga część napisana jest już przez inną autorkę, i czyta się ją zupełnie inaczej. Nie wiem, może to jakiś mój problem, w sensie dorosłego odbiorcy, czytającego jeszcze na głos. Być może dla dzieci czytających po cichu, takie niuanse nie mają znaczenia, kiedy próbuje się nadążyć za przygodą bohaterów i wszystkimi wydarzeniami dziejącymi się w Baśnioborze. 
 
A jak już wspomniałam, dzieje się tam bardzo dużo. Baśniobór jest bowiem magicznym rezerwatem, zamieszkiwanym przez całą gamę niesamowitych istot, do którego trafiają bohaterowie powieści, rodzeństwo, dwunastoletnia Kendra i dziesięcioletni Seth. Rezerwat znajduje się pod opieką ich dziadków, czyli Stana i Ruth Sorensonów, a rodzeństwo ma spędzić u nich część wakacji, nie wiedząc, jaka magia będzie na co dzień ich otaczać. 
 
Kendra i Seth od początku nie są zachwyceni pomysłem wakacji u Sorensonów, nie mają bowiem z dziadkami najlepszego kontaktu, stąd też jadą do Baśnioboru z pewnymi obawami. I faktycznie, na miejscu okazuje się, że babcia wyjechała, a dziadek nie jest najmilszym człowiekiem pod słońcem. W domostwie zamieszkuje dziwny pomocnik dziadka, Dale oraz jeszcze dziwniejsza gospodyni Lena, dom, w którym przyjdzie im mieszkać jest olbrzymi, otoczony wielkim ogrodem i gęstym lasem, a cała posiadłość leży na ogromnym terenie. Do tego dzieciakom nie wolno wchodzić do lasu, kręcić się po domu i generalnie wtrącać się w nie swoje sprawy.

Wakacje, które zapowiadają się na najnudniejsze na świecie okazują się jednak przygodą życia, bowiem dziadkowie są opiekunami magicznego rezerwatu, a kiedy ich wnuczęta przypadkowo odkrywają jego sekret, muszą podzielić się z dzieciakami swoją wiedzą na jego temat. A będzie czego się uczyć! Baśniobór zamieszkuje bowiem cała masa stworzeń, od malutkich i urokliwych, ale kapryśnych wróżek, po czarownice, najdy, golemy, centaury, satyry, olbrzymy, a nawet demony. Niektóre z nich wbrew pozorom są przyjazne, inne mogą stanowić śmiertelne niebezpieczeństwo, żadnego natomiast nie można ignorować, ani zakłócać jego naturalnej równowagi wypracowanej w rezerwacie.

Niestety dzieciaki, a zwłaszcza wszędobylski Seth, mają inne zdanie na ten temat. Kiedy tuż obok czai się przygoda, nie można biernie się jej przyglądać! Kłopoty są w zasięgu ręki, niestety każda ingerencja w naturalny porządek Baśnioboru nie może obyć się bez konsekwencji. Do tego, zbliża się Noc Kupały, najbardziej magiczna, ale też niebezpieczna noc w roku. Jeżeli dzieciaki zastosują się do poleceń dziadka, wszystko powinno być w porządku. Co jednak w momencie, kiedy ciekawość zwycięży nas rozsądkiem i pewne sprawy wymkną się z pod kontroli?

"Baśniobór" miał być taką trochę rekompensatą dla Młodego za skończoną już lekturę "Opowieści z Narnii" i faktycznie, swoją rolę spełnił. Chociaż do klimatu Narnii trochę mu brakuje, to jednak obie serie mają wiele cech wspólnych: bajkowość, tajemnicę, nutkę niebezpieczeństwa, bohaterowie są rodzeństwem w podobnym wieku, mają swoje słabości, mocne strony, grzeszki na sumieniu, wszyscy jednak w trakcie przygody, dojrzewają emocjonalnie. Zarówno z rodzeństwem Sorensonów, jak i Pevensi, czy Eustachym i Julią, łatwo się identyfikować, choć z bohaterami Baśnioboru, przez to, że są współczesnymi postaciami, jednak nieco łatwiej. Dzieciaki są z krwi i kości, nie są idealni, popełniają błędy, ale też się na nich uczą, dorastają, zdobywają wiedze i nowe umiejętności, uczą się współpracy, czy empatii.
 
Przemiana młodych Sorensonów jest bardzo wyraźna. Kendra, z nieśmiałej i zahukanej, ślepo przestrzegającej zasad dziewczyny, przeistacza się w odważną i charakterną osobę, która potrafi zawalczyć o swoje, stawić czoła niebezpieczeństwu i zrobić wszystko, aby uratować swoich najbliższych. Seth również dojrzewa, choć w inny sposób. Swawolny, bezrefleksyjny chłopak, lubiący łamać wszelkie zasady i normy, który wszystkiego musi doświadczyć, zobaczyć i spróbować, zaczyna zauważać, że nie zawsze jego zachowanie jest wskazane, a czyny pozostaną bez konsekwencji. Seth zostaje parę razy poważnie ostrzeżony przez rezerwat, który daje mu szansę nauczyć się czegoś na własnych błędach i zastanowić się, zanim kolejny raz uczyni coś nierozsądnego.
 
Komu polecę "Baśniobór"? Myślę, że historia idealnie trafi do dzieciaków w wieku 10 - 15 lat, miłośników fantastyki, czytelników, którzy lubią przygodę i wartką akcję. Ponieważ zawiera sporo elementów grozy, nie nadaje się raczej dla młodszych i bardziej wrażliwych dzieci. Na koniec jeszcze mała rada: jeżeli Wasze dzieciaki wkręcą się w historię Setha i Kendry, od razu zaopatrzcie się w kolejne tomy. Ta przygoda musi być kontynuowana!
 
Sardegna

"Pamiętaj, że byłam" Beata Majewska


posted by Sardegna on , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 360
Moja ocena : 6/6
 
Poniższy tekst może zawierać SPOJLERY! 
 
"Pamiętaj, że byłam" to druga część serii Beaty Majewskiej o Rafale Snarskim, byłym bokserze, człowieku o dość bogatej przeszłości, również przestępczej, który właśnie znalazł bezpieczną przystań na małej wyspie u wybrzeży Ameryki Południowej, u boku ukochanej kobiety, Luizy Mleczko. Wydarzenia opisane w powyższej książce są ściśle związane w tymi, które miały miejsce w tomie pierwszym "Zapomnij, że istniałem". Właściwie dzieją się w tym samym momencie, tylko w innym miejscu na kuli ziemskiej, stąd też trudno nie wspomnieć o tym, co działo się równolegle w życiu bohatera.
 
Rafał Snarski po śmierci swojej żony Weroniki i małego synka, zamordowanych przez mafię, z którą zadarł, szuka ukojenia na odludziu. Spokój znajduje w małej wsi Milikowo, tam poznaje przedsiębiorczą, ale naiwną i trochę też oderwaną od rzeczywistości, panią sołtys, Luzię Mleczko. Pomiędzy bohaterami iskrzy, z początku niezbyt pozytywne, ale ostatecznie Rafał pozwala sobie na nowe uczucie i związuje się z Luizą, a owocem ich związku jest córeczka Gabrysia. Cała rodzina musi jednak opuścić Polskę, głównie ze względu na mafijne zobowiązania Snarskiego i niebezpieczeństwo, jakie go otacza. Mężczyzna obawia się, że jego przeszłość nie da spokoju jego nowej rodzinie, stąd też postanawia ulokować bliskich i siebie z dala od problemów.
 
Niestety przeszłość bardzo szybko upomina się o Rafała,  bowiem w jego nowym domostwie, pewnego dnia pojawia się ciężarna, rudowłosa kobieta, na widok której Snarski doznaje szoku. Jak można się domyślać, tajemniczą kobietą, jest Weronika, żona, która teoretycznie od paru lat powinna być martwa. I to właśnie jej historię opowiada powyższy tom. Wyjaśni, dlaczego Snarska dopiero teraz po latach, postanowiła odnaleźć Rafała, i co działo się z nią przez ten cały czas.
 
Historię Weroniki poznamy od momentu, kiedy wsiada do samochodu ze swoim małym synkiem Kacprem i staje się marionetką w rękach mafijnych wrogów Rafała. Trafia na Krym, do posiadłości jednego z szefów, Doneckiego, który chce w swoje szeregi ściągnąć Rafała. Początkowo Weronika ma stać się wabikiem, albo kartą przetargową, kiedy jednak okazuje się, że na skutek szoku kobieta straciła pamięć i  zupełnie nie pamięta swojego "poprzedniego" życia, zostaje w otoczeniu mafioza, jako towarzystwo dla jego córki. 
 
Weronika ze spokojem przyjmuje swój los, ni to więźnia, ni to przyjaciółki Katji, wszystko do momentu, kiedy spotyka Nikitę, niepokornego syna Doneckiego. Mężczyzna, nawet jak na gangsterskie standardy, jest mocno nieprzewidywalny, nieokrzesany i niebezpieczny, kiedy jednak spotyka Weronikę (a będzie to już ich kolejne spotkanie, z tym, że pierwszego kobieta nie pamięta), ulega jej urokowi, delikatnej urodzie i wrażliwej duszy. Nikita, choć sam przed sobą w życiu by się do tego nie przyznał,  czuje się odpowiedzialny za kobietę, i chociaż jest twardym facetem, nieprzywiązującym się do ludzi, w głębi duszy czuje, że Weronika jest mu bliska. Jak można się domyślać, romans rozkwitnie, choć ta relacja nie będzie łatwa dla żadnej ze stron. 
 
Wszystkie wydarzenia wokół Weroniki doprowadza ją w końcu do konfrontacji z Rafałem. Jednak zanim do niej dojdzie, sporo się musi wydarzyć. Czy Rafał postanowi wrócić do swojej pierwszej żony i to z nią budować na nowo budować swoje szczęście? Czy jednak ważniejsza okaże się dla niego nowa rodzina? 
 
"Pamiętaj, że byłam" nie przynosi jeszcze wszystkich rozwiązań i odpowiedzi na zadane pytania, bowiem finał historii Rafała i związanych z nim ludzi, poznamy dopiero czytając tom trzeci, czyli "Obiecaj, że wrócisz". Jednak, co do powyższej książki, moje wrażenia z lektury są jak najbardziej pozytywne. Podobała mi się kontynuacja losów Rafała, wyjaśnienie zniknięcia Weroniki, natomiast nie do końca zachwycił mnie wątek, który często pojawia się w polskich powieściach skierowanych dla kobiet. Mam tutaj na myśli wątek, kiedy jakiś zbir, przestępca, mafiozo, albo co gorsza, gwałciciel,  staje się obiektem pożądania kobiet i to z nim wiąże swoją przyszłość. Sądzę, że można wymyślić inną, równie ciekawą, negatywną postać męską, która niekoniecznie musi przypominać Massima z "365 dni" Blanki Lipińskiej. Ale z drugiej strony rozumiem, że romans bohaterki z gangsterem to chwytliwy temat, sprawdzający się w takich bajkach dla dużych dziewczynek.
 
Na koniec wspomnę jeszcze, iż okładki serii Beaty Majewskiej mogą sugerować, że są to erotyki. I to może być dla nich trochę mylące i krzywdzące jednocześnie, bowiem choć w książkach jest kilka pikantnych scen, to nie nazwałabym całości erotykami. Są to fajne obyczajówki, z wątkami kryminalnymi, które mogą umknąć czytelniczkom, unikającym książek z umięśnionym i roznegliżowanymi facetami na okładce. Jeśli należycie do tej grupy, proponuję, żebyście jednak dały szansę tej historii, bowiem znajdziecie w niej więcej, niż okładka może Wam nasunąć na myśl.


Sardegna

"Księga bezimiennej akuszerki" Meg Elison


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments

 
Wydawnictwo: Rebis
Liczba stron: 343
Moja ocena : 6/6

"Księga bezimiennej akuszerki" to powieść, jakich zdecydowanie na co dzień unikam. Czytanie o postapokaliptycznej rzeczywistości, rządzącej się swoimi, często brutalnymi, prawami, nie jest łatwe nawet w spokojnym okresie, a co dopiero w trudnych czasach pandemii, jaka nas dosięgła. Wyobraźnia pracuje na pełnych obrotach, człowieka nachodzą jakieś dziwne myśli, ale dla mnie, paradoksalnie, ta lektura okazała się w pewien sposób terapeutyczna. Historia bezimiennej akuszerki tak bardzo mnie wciągnęła, że aż wyróżniłam ją, jako najlepszą książkę przeczytaną w 2020 roku. 

Sądzę jednak, że nie mogło być inaczej. To, z czym zmagaliśmy się cały rok, i to nie tylko w kwestii pandemii, ale również innych ruchów społecznych, walki o prawa kobiet, dyskryminacji, znalazło ujście w tej książce. Oczywiście powieść jest przerysowana, mocno "hollywoodzka", niemalże filmowa, idealnie nadająca się na ekranizację, to jednak sporo wątków w niej zawartych, jest jak najbardziej aktualnych, pokazujących, do czego może doprowadzić dyskryminacja, brak wrażliwości, chaos informacyjny, dezorganizacja służby zdrowia, porządku, prawa, czy służ bezpieczeństwa publicznego. 

Rzecz dzieje się w Stanach Zjednoczonych w bliżej nieokreślonej przyszłości, kiedy to kraj, a właściwie cały świat, opanowuje pandemia nieznanego wirusa. Ludzie zapadają na tajemniczą chorobę objawiającą się bardzo wysoką gorączką, w wyniku której praktycznie od razu umierają. Choroba dotyka głównie kobiet i dzieci, z czego śmiertelność ciężarnych i noworodków wynosi 100%. Mężczyźni również zapadają na tajemniczą przypadłość, jednak ich śmiertelność jest nieco mniejsza. Świat w ciągu paru dni popada w ruinę i ogarnia go totalny chaos, gospodarka upada, służba zdrowia przestaje być wydajna, podobnie, jak wszystkie inne organy władzy i porządku. W takiej sytuacji niewiele potrzeba, aby upadły wszelkie normy moralne. Brzmi niepokojąco znajomo? I to jest właśnie w tej książce najbardziej przerażające... 
 
W ludziach odzywają się najgorsze instynkty, każdy musi bowiem liczyć tylko na siebie. I to nie tylko w kwestii pożywienia czy schronienia. W najgorszej sytuacji znajduje się garstka kobiet, która przetrwała pandemię, bo każdy ocalały mężczyzna lub grupa mężczyzn, chce mieć kobietę tylko dla siebie. Tym oto sposobem wszystkie ocalałe stają się "towarem deficytowym". Można je kupować, handlować nimi, wymieniać na produkty pierwszej potrzeby, gwałcić, torturować i zmuszać do wszystkiego, na co ma się ochotę. 
 
To właśnie w takiej rzeczywistości wybudza się z gorączki główna bohaterka. Kobieta, której imienia właściwie nie znamy, a wiemy o niej jedynie tyle, że przez całe życie pracowała, jako pielęgniarka w jednym z szpitali w San Francisco. Postapokaliptyczne otoczenie, zalegające zwłoki, brak jakichkolwiek przyjaznych ludzi wokół sprawia, że bohaterka szuka jakiegoś bezpiecznego miejsca, w którym mogłaby się na spokojnie zastanowić, co właściwie się stało, i co ma dalej robić. Aktualna sytuacja jednak bardzo szybko zmusza ją do podjęcia radykalnych kroków, i przygotowania się do ucieczki oraz walki o życie. 
 
Bohaterka bardzo szybko orientuje się, że jako kobieta nie ma zbyt wielu szans na swobodne przemieszczanie się po kraju, ani wolność, bowiem jako obiekt seksualny będzie bardzo cennym "znaleziskiem" dla ocalonych mężczyzn. Postanawia więc odpowiednio się przebrać, ściąć włosy i udawać mężczyznę, tak długo, jak tylko się da. Do tego postanawia nabrać masy, żeby w razie czego móc się obronić i nie poddać bez walki, a potem poszukać ocalenia wgłębi kraju. 
 
Jej wędrówka pełna jest niebezpieczeństw, okropnych obrazów, nie dających się wyrzucić z pamięci, walki z bezwzględnymi mężczyznami, którzy w sytuacji, kiedy widzą na horyzoncie kobietę, są w stanie zrobić wszystko, aby zdobyć ją dla siebie, ma jeszcze inny cel. Bohaterka nosi bowiem ze sobą zapas środków antykoncepcyjnych i ochronnych, którymi dzieli się z napotkanymi kobietami, próbując w ten sposób choć trochę uratować je przed ciążą, a stąd też przed rychłą śmiercią. Wprawdzie nie udaje jej się spotkać zbyt wielu ocalonych, a te które próbuje ochronić zazwyczaj znajdują się w opłakanym stanie, wykorzystywane od miesięcy, jako seksualne niewolnice tabunu mężczyzn,i często nie da się im już pomóc, jednak uparcie trzyma się swojej misji, która nadaje jej cel w życiu.
 
Doświadczenie, które z czasem zdobywa przyda jej się w przyszłości. Bowiem stan zawieszenia i wędrówki nie może trwać wiecznie, akuszerka zacznie wykonywać pracę, jaka stanie się podłożem nowej rzeczywistości. Nie da się nie zauważyć podobieństwa  
 
"Księgi bezimiennej akuszerki" do "Drogi" McCarthy'ego. Obie historie są powieściami pisanymi z perspektywy jednego bohatera w czasie wielotygodniowej wędrówki po świecie postapokaliptycznym. Obie ukazują ogrom brutalności i zezwierzęcenia człowieka, który w sytuacji zagrożenia i chaosu jest w stanie myśleć tylko o sobie, poświęcając najwyższe wartości i dobro drugiego. Obie pokazują, co dzieje się w głowie bohatera zmagającego się ze strachem, walką o przetrwanie, samotnością i tęsknotą. 
 
Obraz postapokaliptycznego świata w tej historii jest niewyobrażalnie przerażający, głównie przez to, że wydaje się być, jak najbardziej realny. To nie jest świat po najeździe obcej cywilizacji i walka z wymyślonym wrogiem, o której czyta się z przymrużeniem oka. Tutaj spustoszenie powoduje nieznany wirus, a wymykające się z pod kontroli konsekwencje pandemii doprowadzają świat do ruiny. Niestety brzmi to niepokojąco znajomo i ten fakt najbardziej działa na wyobraźnię czytelnika. 
 
"Księga bezimiennej akuszerki" została przeze mnie wyróżniona, jako najlepsza książka roku 2020. Ale myślę sobie, że wpływy na mój wybór miał mijający rok, jego depresyjny klimat, wyzwania, z którymi przyszło się nam wszystkim zmierzyć, strach przed przyszłością, i starania, żeby w tym chaosie żyć "normalnie". 
 
Historia bezimiennej akuszerki Jest to pierwsza część trylogii. Nie wiem wprawdzie, jak do fabuły pierwszej części mają się kolejne tomy, ale z chęcią się dowiem, choćby tylko po to, żeby dowiedzieć się, czy dotyczą one już innej rzeczywistości postapokaliptycznej, czy ciągle tej samej. 
 
Sardegna

"Kółko sie pani urwało" Jacek Galiński


posted by Sardegna on , , , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 7 godzin
Moja ocena : 4/6
lektor: Elżbieta Kijowska
 
"Kółko się pani urwało", czyli komedia kryminalna Jacka Galińskiego to jeden z pierwszych audiobooków przesłuchanych w abonamencie Empik Go. Nie ukrywam, że skusiłam się na niego trochę na fali popularności serii o perypetiach Zofii Wilkońskiej, czyli charakternej, starszej pani, która wbrew pozorom nie jest wcale spokojną babunią, tylko sprytną i przebiegłą seniorką, o wielkiej werwie i całkiem niezłych pomysłach. Jest przedsiębiorcza, bardzo bystra i wysoce żywotna. Do tego stopnia, że doskonale sprawdza się w roli prywatnego detektywa, ogarniając nawet najniebezpieczniejszą sprawę, z którą przyszło jej się zmierzyć.
 
A wszystko zaczyna się od zuchwałej kradzieży. Ktoś bezczelnie wkrada się do mieszkania Zofii i nie dość, że zabiera wszystkie kosztowności, to jeszcze niszczy jej najcenniejszą pamiątkę czyli mundur po zmarłym małżonku. Ponieważ policja nie bardzo kwapi się do prowadzenia śledztwa, sprawy dostatecznie poważnie nie traktuje również syn Zofii, kobieta postanawia wziąć sprawy we własne ręce. Ponieważ seniorka, od początku ma swojego podejrzanego, kieruje kroki piętro wyżej, do sąsiada bez nogi, który nie dość, że od jakiegoś czasu interesował się mundurem świętej pamięci małżonka, to jeszcze na sam wygląd nie wzbudza zaufania. Zofia bezpardonowo wkrada się do sąsiada, mści się za kradzież, przy okazji jednak odnajduje jego zwłoki. I tak z osoby poszkodowanej staje się nagle potencjalną podejrzaną, którą policja stara się nawet przesłuchać na komisariacie, jednak w starciu z żywotną babcią, wydaje się być zupełnie bezradna...

Wilkońska, nie dość, że musi zająć się rozwiązaniem sprawy kradzieży, to jeszcze odnaleźć zabójcę sąsiada. Angażując się w obie sprawy wpada jednak na coś znacznie większego, mianowicie na trop szajki przestępczej zajmującej się nielegalnym procederem na rynku nieruchomości. Grupa adwokatów, przy pomocy lokalnych zbirów, przemocą i szantażem przejmuje kamienice, zmuszając wieloletnich lokatorów do opuszczenia mieszkań. Nie są oni jednak gotowi na to, że ich plany pokrzyżuje bezkompromisowa seniorka o ciętym języku, która nie ma właściwie nic do stracenia, stąd też stawia na szalę wszystko, co tylko ma, aby tylko zatrzymać przywłaszczenia, które mają dotknąć również jej kamienicy.

Zofia jest zdecydowanie najmocniejszą stroną tej powieści. Z jedne strony jest taką stereotypową staruszką, "osiedlowym monitoringiem", lubiącym wtykać nos w nieswoje sprawy. Do tego skromnie gospodarującą, nieporadną, zostawioną przez najbliższych trochę samą sobie. Z drugiej jednak, w odpowiedniej sytuacji wychodzi z niej twarda babka "z jajami", która potrafi postawić się nawet największemu zabijace. Okazuje się też, że seniorka, pod warstwą zamęczającej otoczenie swoimi "mądrościami", babuni, jest konkretną, pełną niebanalnych pomysłów, babką. I świetnie się tą jej metamorfozę obserwuje.
 
Mimo genialnej Zofii, moje wrażenia z przesłuchanego audiobooka są mocno mieszane. Na plus jest przede wszystkim super zapowiadająca się komedia kryminalna, z bardzo obiecującym początkiem (który jest chyba drugą, najmocniejszą stroną tej powieści), genialną kreacją bohaterki, tak irytującej, że aż nie da się jej nie lubić, z bogatymi przemyśleniami, trochę przerysowanymi, ale za to, bardzo prawdziwymi, monologami oraz pokrętnymi dialogami. Minusem, jak dla mnie, jest jednak sama intryga kryminalna, zagadka, z jaką musi zmierzyć się sprytna seniorka. Jakoś mnie to wszystko nie urzekło. Po prostu im dalej w lekturę, tym słabiej, ale to oczywiście tylko moje subiektywne zdanie. 
 
Stąd też ostateczną oceną audiobooka jest 4, choć lektorka, pani Elżbieta Kijowska naprawdę daje radę, a Zofia Wilkońska zawsze będzie dla mnie mówić jej głosem, to jednak nie czuję się na tyle zainteresowana serią, aby sięgnąć po kolejne jej części.

Sardegna