"Hej, Jędrek! Znowu pod górkę? Rafał Skarżycki, Tomasz Lew Leśniak


posted by Sardegna on , , , ,

No comments



Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 223
Moja ocena : 5/6

Seria o Jędrku to jedna z kolekcji Naszej Księgarni, którą kochają moje dzieci. Ania przeczytała komplet, Młody natomiast podszedł do tematu wybiórczo i przeczytał wybiórczo ze trzy tomy. Seria liczy sobie aktualnie siedem części: "Hej, Jędrek! Przepraszam, czy tu borują?", "Hej, Jędrek! Gdzie moja forsa?" "Hej, Jędrek! Kto tu rządzi?" "Hej, Jędrek! Masz cykora?", "Hej, Jędrek! Szukasz guza?", "Hej, Jędrek! Kłopoty z dziewczynami?" oraz powyższy "Hej, Jędrek! Znowu pod górkę?", natomiast na blogu znajdziecie wpisy na temat trzech ostatnich części.

Kolejny tom przygód szalonego bohatera jest utrzymany w podobnym klimacie, jak poprzednie. Jędrek nieustannie wpada w jakieś tarapaty, choć wcale tego nie chce. Na przykład w poniższym tomie jedzie na zwykły obóz karate. Jednak z wakacji, które miały być zupełnie zwyczajne, wychodzi przygoda życia! Trochę niebezpieczna, trochę męcząca, ale za to bardzo zabawna i pokręcona.

Jędrek kończy właśnie czwartą klasę i szykuje się spędzenia super wakacji w gronie przyjaciół. Wraz z ekipą, czyli Karolą i Witkiem jadą razem na obóz karate. Dzieciaki bardzo by chciały, żeby dołączył do nich również Gruby, ten jednak jest ze sportem na bakier, przyjaciele muszą więc wykazać się niezłym sprytem, żeby przekonać senseia Patryka do przyjęcia nowego członka grupy karateków. Jędrek tak się poświęca dla przyjaciela, że nawet gotowy jest poddać się karze zabrania telefonu i dobrowolnej pogadanki z dyrektorem.

Bohater w ogóle ma wielkie plany wobec nadchodzącego obozu. Ponieważ cała trójka trenuje już drugi rok, Jędrek ma zamiar zdobyć zielony pas. Do tego, obóz ma być ulokowany nad malowniczym Jeziorem Smęty w osadzie Smęty Wielkie. Na miejscu jednak okazuje się, że malowniczy hotel all inclusive to jednak nie ich miejscówka. Obóz ma bowiem swoją lokalizację po drugiej stronie jeziora, w wiosce Smęty Małe, w agroturystycznym gospodarstwie przypominającym skądinąd, stodołę.
 
Dzieciaki, zgodnie z hasłem przewodnim obozu "co cię nie zabije, to cię wzmocni", szukają pozytywów sytuacji. Siano wydaje się całkiem spoko miejscem do spania, okolica malownicza, można udać się na spacer, nawet woda, choć lodowata, w końcu nadaje się do kąpieli.
 
Kiedy jednak sensei Patryk ulega wypadkowi, sprawy przybierają nieoczekiwany obrót. Opiekunem młodych karateków zostaje pan Janek gospodarz, a ma on dość nietypowe podejście do spędzania wolnego czasu na obozie. Trzeba naprawić płot, pomalować stodołę, przynieść wody do kąpieli, posprzątać podwórko, atrakcji więc nie brakuje. Mile spędzony czas zakłóca jednak dziwna sprawa, ktoś kradnie cenną kurę z zagrody pana Janka. Ekipa Jędrka podejmuje się śledztwa, przy okazji odkrywając pewne fakty z młodzieńczego życia swego nowego opiekuna. 
 
Jakby tego było mało, Jędrek poniekąd zupełnie niechcący (jak zwykle zresztą), popada w konflikt z lokalsami, a kiedy w jego obronie staje pan Janek, historia zatoczy koło i doprowadzi do ostatecznego starcia pomiędzy odwiecznymi wrogami: Małymi i Wielkimi Smętami.

"Hej, Jedrek! Znowu pod górkę?" czyta się świetnie, a dzięki temu, że książka ma formułę komiksową, lektura nie zajmie dzieciakom wiele czasu, a sprawi prawdziwą frajdę.

Sardegna

Co będziemy czytać w listopadowej Trójce e-pik?


posted by Sardegna on

No comments

Dzień dobry! Czas zdecydować, co będziemy czytać w listopadowej Trójce. Nie wiem, jak Wy, ale ja mam ostatnio jakiś spadek energii. W sumie, w zaistniałej sytuacji nie powinno to być dziwne, mam jednak nadzieję, że to tylko chwilowa niedyspozycja.

W komentarzach poniżej zostawiajcie propozycje kategorii, które chcielibyście przeczytać w listopadzie. Przypominam, że nie powtarzamy opcji, które już wcześniej był wykorzystane (dla pewności TUTAJ znajdziecie zestawienie wszystkich Trójkowych kategorii, jakie do tej pory się pojawiły). Biorę pod uwagę pierwszych 10 opcji, a później w ankiecie na blogu i w grupie na Facebooku będziecie mogli wybrać swojego faworyta. Przypominam, że każdy uczestnik może oddać maksymalnie 3 głosy. Zapraszam do zabawy i proponowania swoich kategorii.
 
***
 
AKTUALIZACJA. Poniżej znajduje się dziesięć propozycji, wybieracie trzy z nich. Jeżeli ktoś oddał głosy w fb grupie, nie musi tego robić tutaj, albo odwrotnie. Zachęcam do przyłączania się nowych osób. Nasza Trójka e-pik to fajna sprawa. Nie trzeba pisać notek, sami dobieracie sobie lektury. U nas liczy się tylko dobra zabawa! Zapraszam serdecznie

American Dream
Przeterminowana nowość, czyli książka wydana w 2019
Dokończyć rozpoczęte
Książkowa terapia
Kobieta w tytule
Tematyka żywdowska
Książka popularnonaukowa o zwierzętach
Miejska dżungla
4 pory roku
Halloween w tytule 

Sardegna

"Tam, gdzie czekał anioł" Dorota Schrammek


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Szara Godzina
Liczba stron: 272
Moja ocena : 4/6
 
 
W tym roku sukcesywnie realizuję swój przeczytania jak największej ilości książek "Z półki", czyli tych, zalegających w mojej biblioteczce od co najmniej roku. Kilka takich zaległych lektur wzięłam ze sobą na urlop, a od września, idąc za ciosem, postanowiłam tą tendencję jeszcze trochę utrzymać.
 
Na początku września wzięłam się za powieść Doroty Schrammek, "Tam, gdzie czekał anioł". Książkę znalazłam w pakiecie przeznaczonym dla blogerów, przy okazji którychś z Targów Książki, a tak się akurat złożyło, że Autorkę kojarzyłam z dość dużej aktywności na Facebooku, stwierdziłam więc, że lepszej okazji na poznanie jej twórczości, nie będzie.
 
Powyższa książka to całkiem ciekawa opowieść, która wbrew oczekiwaniom, nie jest głupiutkim czytadłem, tylko słodko-gorzka obyczajówką, poruszająca różne problemy i dylematy dojrzałej kobiety, pracującej za granicą. Beata decyduje się na tak radykalny krok, nie ma bowiem zbyt wielu zobowiązań w Warszawie. Jej dzieci są już dorosłe, mają swoje sprawy, a z mężem nie układa jej się najlepiej, kobieta postanawia zmienić trochę otoczenie, przy okazji co nieco zarobić. Beata odpowiada więc na ofertę pracy, która polegać ma na zajmowaniem się starszym małżeństwem zamieszkującym małe niemieckie miasteczko Ueckermünde, leżące blisko polskiej granicy. Jej zadaniem będzie opiekowanie się państwem Muller, towarzyszenie im w codziennych sprawach, a w razie czego pomoc w załatwianiu sprawunków na mieście. 
 
I choć początkowo kobieta niepewnie odnosi się do perspektywy nowej pracy, spotyka się także z wyraźnym sprzeciwem męża i teściowej, co do swoich planów, jest też pełna obaw o to, jak będą układać się jej relacje z pracodawcą, czyli Andreasem, synem starszego małżeństwa, ostatecznie stawia na swoim i niezwłocznie jedzie do Niemiec.
 
Na miejscu okazuje się, że większość jej obaw jest bezpodstawna. Wprawdzie społeczność Ueckermünde, składająca się z Niemców i Polaków, którzy albo mieszkają za granicą już jakiś czas, albo dojeżdżają  do niemieckiej pracy, jest dość specyficzna, ale ludzie są jej przyjaźni i chętnie służą pomocą. Codzienność w Niemczech, choć tak podobna do polskiej, różni się bardzo mentalnie. Zachodni sąsiedzi cechują się zupełnie innym stylem bycia, wartościami i podejściem do pewnych spraw. To co w Polsce wydaje się być ważne i to jest oczywiste, niekoniecznie takie jest w Niemczech. I odwrotnie, rzeczy które zupełnie nie mają znaczenia w naszym kraju, dla sąsiada są wyjątkowo istotne.
 
Początkowo Beata nie potrafi się w tym odnaleźć i poradzić sobie z obcą jej mentalnością, ale z każdym kolejnym tygodniem coraz bardziej przyzwyczaja się do swoich pracodawców, do Andreasa, który jest bardzo pomocnym człowiekiem, do mieszkańców Ueckermünde, ich dziwactw i czasami niespotykanych pomysłów. To właśnie za granicą, z dala od domu, Beata uświadomi sobie pewne prawdy o samej sobie, a także o swojej rodzinie.
 
Co ciekawe, oprócz wątku głównego, związanego z historią Beaty, sporo miejsca w książce poświęcono, aby ukazać życie naszych rodaków za granicą. Niektóre z opisanych sytuacji pokazują pobudki, dzięki którymi Polacy zdecydowali się na wyjazd do Niemiec, inne, w jaki sposób odnajdują się w tej, skądinąd, obcej rzeczywistości.
 
Jednym słowem, "Tam, gdzie czekał anioł"  to całkiem w porządku opowieść, mam jednak co do niej parę uwag. Rozumiem zamysł Autorki, która chciała w jak najbardziej dokładny sposób przedstawić życie kobiety na obczyźnie, rozdartej między dwoma krajami (z tego co kojarzę, to również sama Autorka po części takie życie prowadzi, więc temat jest jej bliski), jak dla mnie jednak ta powieść zawiera zbyt wielu bohaterów drugoplanowych, towarzyszących głównej bohaterce, ale niewiele wnoszących do fabuły. Podobnie sprawa wygląda z wieloma wątkami pobocznymi, które nie.zostały rozwinięte, albo pojawiły się na moment, nie wpływając właściwie na tok wydarzeń. Największy problem miałam jednak z rozwlekłymi, zupełnie zbędnymi opisami prozaicznych czynności - to zawsze bardzo mnie męczy w polskich powieściach.
 
Jeżeli jednak nie zrażacie się powyższymi uwagami i macie ochotę na polsko - niemiecką powieść, lektura książki pai Doroty Schrammek powinna być dla Was satysfakcjonująca. 
 

  Sardegna

"Opowieści z Narnii. Ostatnia bitwa" C.S.Lewis


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo
: Media Rodzina
Liczba stron:  198
Moja ocena : 5/6
 
I stało się. Seria "Opowieści z Narnii" właśnie dobiegła końca, a ja będę musiała się teraz nieźle namęczyć, aby sprostać wymaganiom Młodego i zapewnić mu na tyle atrakcyjną historię, żeby dała mu choć namiastkę Narnii i spełniła jego czytelnicze oczekiwania.
 
Zanim przejdę do konkretów i podsumowania ostatniego tomu całej serii, muszę nadmienić, że jeżeli potraktowalibyśmy "Ostatnią bitwę", jako indywidualny tom i porównali go z poprzednimi częściami, to poza zakończeniem, które faktycznie jest genialne i świetnie kończy cały cykl, fabuła nie należy do najciekawszych. Zanim historia doprowadzi czytelnika do końca, będzie mocno rozwlekła i nieźle pokręcona, ale w sumie, jakież to ma znaczenie, kiedy w ten sposób zbliżamy się do podsumowania całości?
 
Wybaczamy więc z dzieciakami wszystkie niedociągnięcia tego tomu i cieszymy się, że mogliśmy być czytelnikami tak niezwykłej serii, rozbudzającej wyobraźnię i wzbudzającej tak ogromne emocje.
 
Chronologicznie "Ostatnia bitwa" faktycznie jest ostatnią z przygód w Narnii. W krainie rządzi aktualnie król Tirian, wnuk króla Riliana, znanego czytelnikom ze "Srebrnego krzesła". Panowanie Tirana przypada na ciężkie czasy w dziejach Narnii, w krainie jest bowiem bardzo niespokojnie, a wszystko za sprawą plotek, jakoby Aslan zaczął wydawać jej mieszkańcom dziwne polecenia. A to podobno kazał wyciąć las pełen driad, więzić mówiące zwierzęta i przymuszać je do ciężkiej, katorżniczej pracy na rzecz odwiecznego wroga, Taszy z Kalormenu, oczekując bezwzględnego posłuszeństwa i surowo karząc niezdyscyplinowanych Narnijczyków.
 
Większość mieszkańców krainy nie wierzy w to, jakoby te dziwne polecenia wydał sam Aslan, zawsze dobry, sprawiedliwy i uczciwy władca. Węszą więc oni spisek i próbują przeciwstawić się szaleństwu,  buntownicy szybko jednak zostają schwytani i uwięzieni. Osadzony, jako wróg Narnii zostaje także król Tirian, który stara się nakłonić Narnijczyków do zachowania spokoju, ale jednocześnie sprzeciwienia się dziwnym poleceniom i odkrycia, kto stoi za tymi przedziwnymi rozkazami.
 
W tej trudnej sytuacji, na pomoc krainie przybywają dzieciaki znane z przygody w "Srebrnym krześle", Julia i Eustachy, którzy jako ostatni byli w Narnii ratując z opresji dziadka Tiriana, króla Riliana. Bohaterowie, z pomocą zwierzęcych sojuszników, nie wierzących w nagłą metamorfozę Aslana, postanawiają walczyć z niewidzialnym wrogiem i zrobić wszystko, aby odkryć kto lub co stoi za podłymi plotkami i wrogimi działaniami wobec Narnii.
 
Prawda doprowadzi bohaterów do pewnej starej szopy, a ponieważ w tej opowieści nic nie jest takie, na jakie wygląda, wnętrze szopy skrywać będzie wielką tajemnicę i okaże się być czymś znacznie bardziej niesamowitym, niż można sobie wyobrazić.
 
Aslan ostatecznie przybędzie na ratunek swoim poplecznikom, da też odpowiedź na wszystkie nurtujące ich pytania. I właśnie to ostatnie pojawienie się Aslana będzie początkiem końca i przyniesie finał tej opowieści. Finał, który poruszy wszystkich miłośników serii, sprawi, że trudno będzie zabrać się za nową lekturę, bo każda kolejna wydawać się będzie mało emocjonująca i płytka.
 
Zakończenie jest powalające! Długo dyskutowaliśmy z Młodym po skończonej lekturze, wracaliśmy do poszczególnych wątków, wyjaśniliśmy ewentualnie niedomówienia. Mój Syn dopytywał, dziwił się, wracał pamięcią do poprzednich tomów (a pamięć ma zaskakująco świetną, jeśli mu się coś podoba), ostatecznie stwierdził, że to były wspaniałe książki i już pewnie takich nigdy więcej nie przeczytamy.

No i teraz moja w tym rola, żeby zaproponować mu coś, co przynajmniej da mu namiastkę "Opowieści z Narnii" i pokaże, że świat pełen jest takich cudownych książek. 
 
Na koniec chciałam tylko podzielić się z Wami pewnym przemyśleniem: lektura cyklu "Opowieści z Narnii" to najwspanialsza podróż literacka, jaką odbyłam ze swoimi dziećmi. I takich wrażeń z odkrywania historii wraz ze swoimi pociechami, wszystkim serdecznie Wam życzę!
 
Sardegna

"Obsesja" Adrian Bednarek


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments

 
Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 544
Moja ocena : 5/6
 
UWAGA!  Ten tekst może zawierać spojlery! Jest to bowiem druga część cyklu, ściśle łącząca się z częścią pierwszą, czyli "Inspiracją"
 
***

Jakiś czas temu pisałam o "Inspiracji", czyli mrocznej powieści Adriana Bednarka, bardzo emocjonującym thrillerze, rozgrywającym się w naszych polskich realiach. Choć książka ma dość konkretne zakończenie i mogłaby być właściwie indywidualną opowieścią, jej bohater, jak sam Autor stwierdził, zaczął żyć własnym życiem. Stąd też pojawienie się pomysłów na kolejne części jego przygód było tylko kwestią czasu. 
 
I faktycznie, cztery miesiące po premierze części pierwszej, możemy już czytać kontynuację, a powiem Wam, że naprawdę warto po nią sięgnąć, bo będzie to niezła jazda bez trzymanki! 
 
Młody pisarz horrorów i krwawych thrillerów, Oskar Blajer nie może otrząsnąć się po śmierci ukochanej Luziy Ostrowskiej. Chłopak popada niemal w obłęd, nie umiejąc poradzić sobie z bolesnymi wspomnieniami i ze świadomością, że już nigdy nie spotka się z miłością swojego życia. Piękne chwile mieszają się mu w głowie z tymi tragicznym. W umyśle tkwią momenty walki z "Łowcą Nimfetek" i to, co wydarzyło się później, kiedy chłopak był bezpośrednim świadkiem zabójstwa Luizy.
 
Z traumą teoretycznie pomaga mu się zmierzyć psychiatra, doktor Marta Makuch, tak naprawdę jednak jej terapia niewiele pomaga. Kobieta sama ma bowiem obsesję na punkcie swojego pacjenta, znacznie wykraczającą poza ramy prawidłowej relacji terapeutycznej. Oskar świadomy faktu, że doktor Makuch ma wobec niego inne zamiary, niż powinna, w taki sposób steruje terapią, aby osiągnąć tylko i wyłącznie swoje cele, choć kosztuje go to sporo nerwów.
 
Jakby tego było mało, do chłopaka odzywa się z prośbą o rozmowę, zamknięty w więzieniu o zaostrzonym rygorze, seryjny zabójca Kobra, który przed laty zamordował na oczach Oskara jego matkę. Psychopata wyraźnie szuka kontaktu z młodym pisarzem, ma mu bowiem coś ważnego do przekazania. 
 
Oskar miota się pomiędzy fejkową terapią, Kobrą, a obsesyjną tęsknotą za ukochaną, nie dziwi więc fakt, że jest strzępkiem człowieka, choć przed znajomymi uda je, że wszystko u niego w porządku. W końcu jednak miarka się przebiera i chłopak staje się gotowy na wszystko, aby odzyskać dawną kochankę, nawet, jeśli ceną za jego spokój będzie niebezpieczny plan stworzenia sobie nowej Luizy.
 
Bohater uwikłany w najmroczniejsze demony, postanawia stać się człowiekiem, z jakim przez całe życie walczył, a wszystko po to, aby móc na nowo cieszy się obecnością miłości swojego życia. Po wielotygodniowym stalkingu, decyduje się porwać młodą dziewczynę, łudząco podobną do zmarłej kochanki i siłą upodobnić ją do Luizy. Tym oto sposobem staje się Kobrą i "Łowcą Nimfetek" w jednym, a wszystko w co wierzył i o co walczył, zostaje porzucone na rzecz mrocznych żądz.
 
Blajer nie cofnie się przed niczym, żeby jego obsesja mogła znaleźć ujście, nawet jeśli będzie to zlikwidowanie wszystkich stojących mu na drodze przeciwników.
 
Chyba nie ma powieści, w której bohater tak bardzo skręcił z początkowo obranej ścieżki, choć jak się człowiek zastanowi, to faktycznie ta metamorfoza nie jest wcale taka zaskakująca. Oskar już w  "Inspiracji" zachowywał się co najmniej nieszablonowo i nie był do końca pozytywną postacią, mimo to dało się go lubić. W drugiej części (i to jest ciekawa sprawa, a jednocześnie mocno niepokojąca), mimo że czytelnik zdaje sobie sprawę, że Blajer jest bohaterem negatywnym, opętanym, nieobliczanym, nie potrafi zachowywać się racjonalnie i powinno się go jak najszybciej osadzić w zamknięciu, to jednak w jakiś sposób (słowo "kibicuje" byłoby tutaj niewłaściwe) śledzi jego poczynania z zainteresowaniem.
 
Zastanawiam się, czy w kolejnej części może zdarzyć się coś, co sprawi, że wróci on na dobrą ścieżkę, a jego los nie będzie przesądzony. Po zakończeniu "Obsesji" można się tego w pewnym stopniu spodziewać, choć wydaje mi się, że Oskar trafił w końcu na godnego siebie przeciwnika, który może zmienić dalsze losy tej gry na niekorzyść bohatera.
 
Ciekawa to historia, zarówno pod względem fabularnym, jak i psychologicznym, trzeba jednak zaznaczyć, że momentami jest dość brutalna i bezpośrednia, co może nie wszystkim odpowiadać. Na plus na pewno należy Autorowi przyznać, że świetnie oddał chaos, który zakotwiczył się w głowie głównego bohatera, a będzie tam naprawdę niezła sieczka!
 
Sardegna

"Ja, diablica", "Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments

We wrześniu Wydawnictwo W.A.B wznowiło popularną serię Katarzyny Bereniki Miszczuk, składającą się z trzech tomów: "Ja, diablica", "Ja, anielica" oraz "Ja, potępiona", wzbogaconą o czwarty, nowy tom "Ja, ocalona". Czytałam wiele powieści Autorki ("Ja cię kocham, a ty miau!", "Pustułka", "Obsesja", "Paranoja" "Druga Szansa",  "Szeptucha", "Noc kupały", "Żerca", ""Przesilenie" ), ale powyższej serii jeszcze nie miałam okazji. 
 
Tytuły te jednak, gdzieś tam przewijały się przed moimi oczami. Zwłaszcza bardzo widoczne były na Targach Książki, gdzie czytelniczki ustawiały się po autograf w kilometrowych kolejkach do pani Miszczuk, dzierżąc w dłoniach właśnie tę serię. Wznowienie trylogii i wydanie kontynuacji stało się dla mnie idealnym pretekstem, aby w końcu ją przeczytać i przekonać się, czy faktycznie jest taka interesująca, jak wiele osób sądzi.
 
Jak na razie, za mną są dwa pierwsze tomy serii, "Ja, diablica" i "Ja, anielica", ale, jak na razie to wystarczy mi na wyciągnięcie pewnych wniosków, które, jak sądzę dotyczyć będą całej tetralogii. 

Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 416/416
Moja ocena : 4/6
 
Na początku muszę zaznaczyć, że historia ta jest zabawną, napisaną z przymrużeniem oka, opowieścią, skierowaną do grupy docelowej, określanej jako young adult. Nie należy więc sobie zbyt wiele po niej oczekiwać. I nie chodzi mi tutaj o fakt, że ma bawić młodych dorosłych, dlatego osoby starsze nie będą umiały się nią cieszyć. To nie o to chodzi. Seria ta po prostu dostarczy nam rozrywki z pogranicza wielu gatunków (sama nie umiem określić, czego jest tutaj więcej, czy paranormalnego romansu, fantastyki, czy kryminału), ale oprócz takiego chwilowego, mało ambitnego resetu nie wniesie zbyt wiele do naszego czytelniczego życia. 
 
Co więcej, nie ma sensu doszukiwać się w tej serii logiki, ani sensownego zachowania głównych bohaterów. Tutaj może zdarzyć się wszystko, i jeszcze więcej. Wydarzenia się po prostu dzieją, a czytelnik ma wrażenie, jakby przeskakiwał z jednego kanału telewizyjnego na drugi, próbując połapać to wszystko, ale tak naprawdę dawno już przestał starać się odnaleźć w tym większy sens.

Jeżeli jednak Was nie zniechęciłam i ciągle macie ochotę dowiedzieć się, co to za szaloną serię napisała Katarzyna Berenika Miszczuk, zapraszam do dalszej lektury.
 
Studentka Wiktoria Biankowska zostaje zamordowana wracając z imprezy. Ktoś godzi ją śmiertelnie nożem, a Wiki trafia wprost w zaświaty, a dokładnie do piekła. Nie jest to jednak miejsce tak straszne, jak mogłoby się wydawać. Okolica spokojna, ludzie przyjaźni, miasto Los Diablos specjalizuje się w imprezach i dość luźnym spędzaniu czasu, głównie w modnych klubach i eleganckich restauracjach, więc można się rozerwać. Wiktoria od razu więc aklimatyzuje się w nowej rzeczywistości, tym bardziej, że otrzymuje przystojnego opiekuna, diabła Beletha, który ma jej pomóc się zorganizować i przygotować do nowej pracy. 
 
Wiktoria w piekle ma do spełnienia bardzo ważne zadanie, ma stać się diablicą, która dokonuje targu o ludzkie dusze. Dziewczyna stara się jak najlepiej wykonywać swoją nową pracę, zwłaszcza, że nad wszystkim czuwa ostry i wymagający szef wszystkich diabelskich szefów, czyli sam Lucyfer.  
 
Diablicy czas mile płynie, zaprzyjaźnia się z innymi mieszkańcami piekła, piękną Kleopatrą (tak, dokładnie tą Kleopatrą), diabłem Azazelem, Belfegorem, czy samą Śmiercią. Ma też możliwość powrotu na Ziemię i udawania zwykłej śmiertelniczki, z czego skwapliwie korzysta, bowiem w Warszawie czeka na nią wiele niedokończonych spraw, głównie miłosnych.  Od dłuższego czasu jest beznadziejnie zakochana w koledze z roku, Piotrku, który totalnie ją ignoruje. Wiktoria postanawia za wszelką cenę zdobyć miłość Piotra i wycisnąć ze swojego ziemskiego życia tyle, ile da radę, tym bardziej, że w piekle nie dzieje się najlepiej, a jej diabelscy przyjaciele coś ukrywają. 
 
Dziewczyna odkrywa, że jej śmierć nie była przypadkowa, a jej pojawienie się w piekle ma drugie dno. Ktoś wyraźnie ma cel w tym, aby Wiktoria, obdarzona swoją drogą, wyjątkowo rzadką "iskrą bożą", pojawiła się w piekle i swoim temperamentem zrobiła niezłe zamieszanie. Czy diablica da mu tą satysfakcję? 

Zakończenie tomu pierwszego jest na tyle interesujące, że czytelnik od razu ma ochotę sięgnąć po tom drugi, który tym rozgrywa się na przeciwległym biegunie, czyli w niebie.
 
Po ustabilizowaniu sytuacji życiowo uczuciowej, Wiktoria spędza czas na Ziemi z ukochanym Piotrkiem. Niestety, a może stety, w jej otoczeniu znowu pojawia się Beleth, który namawia ją na kolejną niebezpieczną akcję. W związku z tym, że dziewczyna posiada wyjątkową moc, tylko ona może przywrócić upadłym aniołom skrzydła, którzy tylko czekają na moment, żeby móc wrócić do Arkadii. Beleth i Azazel nie byliby jednak sobą, gdyby nie zabrali ze sobą swej przyjaciółki. 
 
Co może zrobić diablica - anielica Wiktoria w niebie? Oczywiście wzniecić zamieszkanie, jakiego jeszcze zaświaty nie widziały, uratować świat od opętanego rządzą władzy, anioła, zerknąć do jeziora przepowiadającego przyszłość, a przy okazji spotkać się z ukochanymi, dawno nieżyjącymi już rodzicami.
 
O co tyle hałasu?

Cykl "Ja, diablica" to z założenia historia pół żartem - pół serio, charakteryzują się zakręconą fabułą, zabawnymi scenkami sytuacyjnymi i nietypowym miejscem akcji. Tak, jak pisałam, tutaj może zdarzyć się wszystko, to nie jest jednak mój zarzut, bowiem takie lekkie powieści, zwłaszcza skierowane dla młodych czytelników rządzą się własnymi prawami. Dla mnie istotniejsze jest jednak to, że cała fabuła opiera się na dość infantylnym stylu, banalnych dialogach i standardowym typie osobowości głównej bohaterki, występującym niestety w książkach Katarzyny Bereniki Miszczuk. 
 
Pisałam już o tym przy okazji innych powieści Autorki, mam bowiem wrażenie, że to ich główny problem. Wszystkie jej bohaterki pierwszoplanowe są niemal identyczne. Nie ważne, czy to Gosława z "Szeptuchy", doktor Joanna Skoczek z "Obsesji", czy Wiki z "Diablicy", wszystkie przypominają raczej roztrzepane nastolatki, niż dorosłe, świadome siebie kobiety. Co gorsza, wypowiadają się w podobny sposób, mają zbliżony do siebie temperament i styl bycia. Są generalnie swoimi kopiami. To niestety jest bardzo męczące, zwłaszcza czytając kolejną historię, w której bohaterka jest praktycznie taką samą postacią, jak wcześniej.
 
Ja akurat podchodzę do tematu na luzie, traktując tę historię, jako lekką, niezobowiązującą, momentami naprawdę zabawną opowieść o szalonej polskiej studentce, która nawet w piekle i niebie umie nieźle namieszać, jednak jeśli ktoś szuka innego typu rozrywki, fantastyki, albo romansu podchodzącego do sprawy nieco bardzie poważnie, to w tych książkach tego nie znajdzie. 
 
Przede mną jeszcze dwa tomy "Ja, potępiona" i najnowszy "Ja, ocalona". Czy je przeczytam? Jasne! Nic tak mnie nie relaksuje, jak szalona historia. Może niekoniecznie logiczna, ale na pewno nieszablonowa.

Sardegna

"Kepler 62. Zaproszenie" , "Kepler 62. Odliczanie" Timo Parvela, Bjørn Sortland, Pasi Pitkänen


posted by Sardegna on , , , , , , ,

2 comments

Wydawnictwo Widnokrąg zaskoczyło mnie już nie raz swoimi propozycjami książek dla dzieci i młodzieży. Ofertę ma naprawdę różnorodną, a ich historie wyróżniają się na tle innych przede wszystkim oryginalnością, poruszaniem nietypowych tematów, albo skandynawskim, nieco surowym podejściem do literatury dziecięcej, tak różnym od polskiego, czy choćby amerykańskiego.

Ostatnio trafiły do mnie dwa pierwsze tomy serii s-f skierowane do młodszej młodzieży, o wspólnym tytule "Kepler 62". Seria docelowo ma mieć ma sześć tomów, na razie jednak w Polsce dostępne są pierwsze dwa. Historia ta ma trzech autorów: fińskiego autora książek dla dzieci, Timo Parvela, norweskiego pisarza, również twórcę literatury dziecięcej, Bjørna Sortlanda oraz fińskiego ilustratora Pasi Pitkanena.
 
Skandynawska śmietanka twórców związanych z literaturą dziecięcą złączyła siły, aby stworzyć coś wyjątkowego, i to nie tylko dla najmłodszych mieszkańców Norwegii czy Finlandii, ale także dla dzieciaków zamieszkujących inne kraje europejskie, wydanie serii zostało bowiem współfinansowane przez Unię Europejską w ramach programu Kreatywna Europa.
 
 
Wydawnictwo: Wideograf
Liczba stron:  120/150
Moja ocena : 5/6
 
Lektura "Keplera 62"  może być wspaniałym początkiem czytelniczej przygody dla dzieciaków, które zaczynają interesować się science fiction, ale są jeszcze troszkę za młode na czytanie typowo dorosłych powieści tego gatunku.
 
Historia rozgrywa się w jakiejś nieokreślonej przyszłości, kiedy to świat funkcjonuje w nieco innej, niż ta którą znamy, rzeczywistości. Klimat Ziemi się zmienia, planeta jest przeludniona, ludzie są całkowicie poddani rządowi, który decyduje o wszystkich aspektach ich życia. Do tego, niektóre funkcje dorosłych, dzięki neuroregulacji, przejmują dzieci.
 
To właśnie w takim świecie, w którym rządzi technologia, komputery i robotyka, umysły dzieciaków na wszystkich kontynentach opanowuje nowa gra komputerowa Kepler 62. Pochłania ona energię nastolatków, które obsesyjnie w nią grają, bowiem, nie dość że jest bardzo trudna do przejścia, to jeszcze indywidualnie dopasowana do gracza. Żaden z użytkowników nie dotarł jeszcze do jej końca. Na forach dotyczących Keplera 62 krąży też plotka, jakoby przejście wszystkich jej poziomów miałoby przynieść graczowi jakąś niespodziankę, związaną z niesamowitym zaproszeniem, która może zmienić losy nie tylko samego zainteresowanego, ale również, przyszłość świata.

Wiernymi graczami Keplera 62 są przyrodni bracia, Ari i Joni. Chłopaki trochę przypadkowo wchodzą w posiadanie gry, a kiedy po wielu próbach, udaje im się dość do jej końca, w ich życiu zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Choć do tej pory wychowują się praktycznie sami, nieoczekiwanie odwiedza ich mama, której nie widzieli od miesięcy. Mały Joni zaczyna cierpieć na dziwne przeziębienie, wymagające specjalnego lekarstwa, a do tego wokół braci ciągle krąży tajemnicza kobieta, Olivia. Chłopaki faktycznie otrzymują pewne zaproszenie, dzięki któremu trafią w sam środek niesamowitej przygody, wymykającej się wszelkim logicznym regułom. 

"Zaproszenie" ma otwarte zakończenie, które od razu wymusza na czytelniku sięgnięcie po tom drugi, czyi "Odliczanie", jednak zaskoczeniem może okazać się fakt, że bohaterką tej części nie są Joni i Ari, tylko 14-letnia Norweżka, Marie. Dziewczyna również gra w Keplera 62, z tym że jej sytuacja mocno różni się od sytuacji chłopaków. Marie pochodzi z bardzo bogatej rodziny, jej ojciec jest znanym na całym świecie handlarzem bronią, spełnia każdą zachciankę córki. Nie poświęca jej jednak zbyt wiele czasu, wobec czego Marie, podobnie jak bracia, wychowuje się praktycznie sama.
 
Marii również dociera do końca gry, otrzymuje tajemniczą wiadomość, która prowadzi ją do jeszcze bardziej tajemniczego miejsca. Nie chciałabym zdradzać, gdzie to będzie, ale podpowiem, że Marie spotka się tam z Jonim i Arim, pozna też, co ukrywa kobieta o imieniu Olivia, oraz co przygotowała dla finalistów Keplera 62.
 
Choć dwa pierwsze tomy serii dają czytelnikom niewiele odpowiedzi, bo "Zaproszenie" wprowadza w historię, a "Odliczanie" odsłania już jej nieco więcej, ale nie na tyle, żeby można było się zorientować, w którą stronę podąży, moje dzieci naprawdę się w to wkręciły! Wprawdzie na początku nie do końca orientowali się w klimacie s-f i postapo, bo z takimi książkami mają rzadko do czynienia, to jednak ich apetyt na Keplera 62 i jego ciąg dalszy, wyraźnie się zaostrzył.
 
Co ciekawe, fajne i wyróżniające serię na tle innych historii młodzieżowych, w książkach tych widać wyraźnie rękę skandynawskich pisarzy, którzy w sposób charakterystyczny prowadzą opowieść. Trochę bardziej surowo, opierając się na prostych, krótkich zdaniach, na niedomówieniach i nieoczywistościach. Wszystko to stwarza mroczny, zagadkowy klimat opowieści, w którą łatwo się zanurzyć. 
 
Ogólnie mówiąc, jest to naprawdę fajna seria, więc jeżeli tylko będę miała możliwość, doczytam dzieciakom kolejne tomy, żebyśmy wszyscy mogli poznać finał tej historii.
 
 
Sardegna

"Wyspa niebieskich lisów" Stephen R. Bown


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie
Liczba stron:  380
Moja ocena : 5/6

Czytam książki prawie wszystkich gatunków, jednak dwa z nich są moimi ulubionymi. Jednym z nich są historie górskie, drugie to te, o wyprawach polarnych, zarówno w formie literatury faktu, jak i beletrystyki z fabułą opartą na takich wątkach.
 
Wiadomo, że inaczej podchodzi się do reportaży, a zupełnie inaczej czyta się historie fikcyjne, pewne jest jednak to, że książki o takiej tematyce mogę czytać zawsze. Często zdarza się też tak, że sięgam po nie w ciemno, z góry zakładając, że trafią w moje gusta.
 
Nie inaczej było w przypadku nowej książki Stephena R. Bowna, autora "Amundsena. Ostatniego wikinga", czyli "Wyspy niebieskich lisów", rozbudowanej opowieści o legendarnej wyprawie polarnej Vitusa Beringa. 
 
 Opowieść ta należy do pierwszej kategorii książek, czyli bardzo skrupulatnie przygotowanych reportaży, a jej tematem przewodnim jest cykl XVIII wiecznych wypraw polarnych, mających na celu zbadanie nieznanych dotąd obszarów północnego Imperium Rosyjskiego, od Petersburga, poprzez całą Syberię, aż do Półwyspu Kamczatka, a później wybrzeża Alaski. Jednym z celów tych eksploracji było określenie, czy oba kontynenty łączy jakaś droga lądowa, a jeżeli nie, to znalezienie najlepszej drogi morskiej do Ameryki Północnej. Kolejnym zadaniem miało być przeprowadzenie na szeroką skalę badań etnograficznych, botanicznych, zoologicznych, a nawet historycznych, nowo eksplorowanych terenów, a także zbadanie nieznanych dotąd wód północnej części Oceanu Spokojnego.

Pomysłodawcą ekspedycji był car Piotr Wielki, który marzył o tym, aby zapisać się na kartach historii, jako człowiek nowoczesny, wspierający naukę i odkrycia, o których świat nie miał jeszcze pojęcia. Pragnął, aby jego kraj stał się częścią zachodniej Europy, stąd też bardzo dbał o rozwój obyczajowości, kultury, oświaty, administracji i gospodarki. Sfinansował wyprawę, ściśle ją nadzorował i patronował wszelkim przygotowaniom, jednak nie udało mu się dożyć jej startu. Po śmierci cara kontrolę nad wyprawą przejął Bering, a patronat objęła jego żona, caryca Katarzyna I, a później po jej śmierci, bratanica Piotra Wielkiego, Anna Iwanowna.

Trzy wyprawy polarne Beringa (Pierwsza Ekspedycja Kamczacka, Wielka Ekspedycja Północna, wyprawa okrętów Św. Piotr i Św. Paweł) zakrojone były na ogromną skalę. Wzięło w niej udział kilkaset ludzi, specjalistów z swych dziedzinach, badaczy i marynarzy. I choć wyprawy te nie do końca spełniły swe założenia, głównie ze względu na ekstremalnie niskie temperatury, niesprzyjające warunki pogodowe, czy choroby załogi, to i tak uznawane są za jedne z najbardziej ambitnych i nowatorskich wypraw odkrywczych w historii.  

"Wyspa niebieskich lisów" powoli wprowadza czytelnika w przebieg wypraw Beringa. Rozpoczynając od wydarzeń poprzedzających ekspedycje, czyli wątku pomysłodawcy, Piotra Wielkiego, jego sylwetki, tła historycznego XVIII wiecznej Europy, reform i planu zorganizowania odkrywczego przedsięwzięcia, poprzez historię samego Beringa, przedstawienie jego sytuacji osobistej, zawodowej i rodzinnej, na analizie gospodarczej i społecznej ówczesnego Imperium Rosyjskiego, kończąc.

Kolejno, czytelnik zagłębia się w same już przygotowania do wypraw, a także przebieg pierwszej i drugiej z nich. Wstęp, o którym wspomniałam powyżej, a także przebieg dwóch pierwszych ekspedycji zajmuje pierwsza połowa książki, druga jej część poświęcona jest w całości wprawie trzeciej, najbardziej tragicznej w skutkach, która zakończyła się niespodziewanie na jednej z Wysp Aleutów (nazwanej później Wyspą Beringa).
 
Okręt Św. Piotra, z Beringiem i badaczem George'm Stellerem (którego sylwetce poświęcono całkiem sporo miejsca) na pokładzie, w drodze powrotnej na Syberię, rozbił się u wybrzeży wyspy. Załoga, wycieńczona szkorbutem i zimnem, postanowiła przeczekać na lądzie jakiś czas (ostatecznie było to pół roku) i spróbować przetrwać, choć warunki były bardziej, niż ekstremalne.

I to właśnie codzienność marynarzy na wyspie, ich próby przetrwania zimy, pokonania szkorbutu, z którymi walczyli jeszcze będąc na pokładzie statku, zdobywanie urozmaiconego (o ile to w ogóle możliwe) pożywienia, praca w osadzie, nierówna walka z drapieżnymi lisami, agresywnie nastawionymi do nowych mieszkańców wyspy, radzenie sobie z zimnem, a później budowa nowego okrętu i próba dopłynięcia do cywilizacji, to najbardziej wstrząsające fragmenty książki.
 
Od razu zaznaczam, że "Wyprawa niebieskich listów" to pozycja dla miłośników gatunku. Mam wrażenie, że "przypadkowi" czytelnicy mogą zostać pokonani przez szczegółowe opisy przygotowań i tła historycznego, poprzedzającego właściwe wyprawy. Osoby zainteresowane będą mogły jednak rozsmakowywać się w nieznanych dotąd aspektach i poszerzyć swoją dotychczasową wiedzę. Jeżeli macie ochotę na dość wymagającą, ale rozwijającą lekturę, jesteście miłośnikami powieści marinistycznych, albo interesują Was szczegóły wypraw polarnych, lepszej książki dla siebie nie znajdziecie.

Sardegna