ŚBK: "Moje ulubione ekranizacje filmowe"


posted by Sardegna on

No comments

Dzień dobry! Dzisiaj jest właśnie ten dzień, kiedy wraz ze Śląskimi Blogerami Książkowymi publikujemy na swych blogach wpisy tematyczne. W kwietniu ominęłam tą notkę, a to z bardzo prostej przyczyny, nie zdążyłam w ferworze obowiązków przygotować się do podanego tematu i coś więcej na jego temat napisać. Natomiast w maju udało mi się lepiej zorganizować i z wyprzedzeniem stworzyć wpis na temat ulubionych ekranizacji.

Jeśli chodzi o moje typy, nie miałam większego problemu ze stworzeniem poniżej listy. Mam bowiem swój prywatny ranking najlepszych ekranizacji, które od razu nasunęły mi się na myśl, kiedy padła propozycja tematu. Wybrałam 7 tytułów, z czego 1 jest bezkonkurencyjny. Ale po kolei:


Na początek produkcje, składające się z wielu części, którym jestem wierna od lat (kolejność przypadkowa):

1. "Pamiętniki wampirów" - serial stworzony na bazie cyklu powieści Lisy Jane Smith, zakończył się w zeszłym roku na 8 sezonie. Oglądałam go namiętnie od pierwszego do ostatniego odcinka, będąc oczywiście świadoma wad i głupot, które serwowali twórcy, ale nie przejmowałam się tym wcale. Oglądanie zagmatwanej historii miłosnej Eleny Gilbert oraz braci Damona i Stefana Salvatore, a także całej gamy przygód, w której brali udział ich przyjaciele i wrogowie, sprawiało mi wielką frajdę. Ale żeby nie być laikiem w kwestii książki, postanowiłam podjąć też temat lektury. Niestety książka (tom pierwszy, bo kolejnym częściom nie dałam już szansy) jest straszna! Nudna, przegadana, bez emocji, stanowiła zupełne przeciwieństwo serialu. Papierowe wydanie "Pamiętników wampirów" okazało się być tym rzadkim przypadkiem, kiedy to książka jest o wiele gorsza od ekranizacji.

2. "Władca pierścieni" - wspaniała, nakręcona z wielkim rozmachem, aktualnie już kultowa ekranizacja dzieła J.R.R. Tolkiena i na mnie zrobiła owego czasu wielkie wrażenie. Od pierwszego jej obejrzenia minęło już dobrych piętnaście lat, ale nadal moment, kiedy mogę ponownie obejrzeć którąkolwiek część tej spektakularnej historii, jest dla mnie wielkim świętem. Do serii "Władcy pierścieni" i tej książkowej i filmowej mam do dziś wielką słabość, a to za sprawą faktu, że to od niej zaczęła się tak na poważnie moja czytelnicza pasja, a trzy tomy w twardej oprawie były moim zakupem za pierwsze, własnoręcznie zarobione pieniądze. 

3. Seria o przygodach Harry'ego Pottera - tego wyboru nie muszę chyba specjalnie tłumaczyć. Jeśli czytaliście serię książkową, oglądaliście ekranizację, wiecie o czym mówię. Filmy dość wiernie odwzorowują fabułę powieści, aktorzy idealnie pasują do oryginalnych bohaterów książkowych, zarówno wyglądem, jak i charyzmą, są emocje, jest akcja, łzy śmichu i wzruszenia. Obraz daje wszystko co w książkach J.K. Rowling najlepsze, a nawet nieco więcej.


4. "Pachnidło"- ekranizacja powieści Patricka Süskinda zapewnia odbiorcom niesamowitą gamę wrażeń, wszystko bowiem wynika z faktu, że historia ta opowiada o poszukiwaniu idealnego zapachu. Przekazywanie tak konkretnych doznań zmysłowych jest niezmiernie trudne, zarówno w obrazie, jak i słowie, jednak twórcom filmu udało się to fantastycznie. Nie sądzę, aby ekranizacja w tym wypadku była lepsza od książki, ale na pewno trzyma poziom i dostarcza porównywalnych emocji.

5. "Służące" - powieść o tym samym tytule przeczytałam, a właściwie przesłuchałam w 2012 roku, po czym okazała się ona dla mnie książką roku. Nie dziwi więc fakt, że wobec ekranizacji miałam bardzo wysokie wymagania, tym szczególniej, iż została wyróżniona Oscarem dla najlepszej aktorki za najlepszą rolę drugoplanową. Film na szczęście okazała się wiernym odwzorowaniem treści książki, a twórcom udało się przenieść na duży ekran całą gamę emocji, jakie stanowią nieodzowny element tej historii.

6. "Millennium. Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet" - Pierwsza część "Millennium", czyli głośnej, kryminalnej trylogii Stiega Larssona doczekała się dwóch ekranizacji. A ja, o ile zazwyczaj bardziej wolę produkcje amerykańskie od europejskich, w tym przypadku zrobiłam wyjątek. Zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu mniej komercyjna ekranizacja pochodzenia szwedzkiego. Wersja ta jest bardziej mroczna, bardziej brutalna, ale też przez to bardziej pasuje klimatem do Czarnej Serii Larssona, niż wygładzona i ocenzurowana wersja hollywoodzka. Jest to przykład mocnej treści, ale uważam, że skoro książka też taka jest, to dlaczego ekranizacja miałaby ją umniejszać?

Sześć powyższych ekranizacji znajduje się na mojej liście najlepszych, w przypadkowej kolejności. Jednak gdybym miała wybrać jedną, która dla mnie stoi na pierwszym miejscu tego rankingu, bezsprzecznie wybrałabym klasyczną ekranizację "Lśnienia" w reżyserii Stanley'a Kubricka z 1980 roku, z genialną rolą Jacka Nicholsona, w roli głównej. Film ten stanowi znacznie skróconą wersję powieści Kinga, zawiera w sobie jednak to, co najważniejsze. Poza tym, choć nagrany został ponad 30 lat temu nadal potrafi wystraszyć, a to rzadko się zdarza w przypadku horrorów sprzed lat. Klimat opuszczonego hotelu mocno działa na wyobraźnię widza, podobnie, jak całe napięcie, frustracja i szaleństwo, którym zostaje opętany główny bohater. Mocne kino, choć dość oszczędne w wyrazie.

Co myślicie o moim rankingu? Macie swoje ulubione ekranizacje?

Sardegna

"Sekretne życie drzew" Peter Wohlleben


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 7 godzin 41 minut
Moja ocena : 4/6
lektor: Stanisław Biczysko

Po energetycznym "Zero" Marca Elsberga zabrałam się za  poszukiwanie kolejnego audiobooka, którego mogłabym sobie przesłuchać. Padło na tytuł pożyczony od Agnieszki z Dowolnika "Sekretne życie drzew" Petera Wohllebena. Czy to był dobry wybór?

Książka ta owego czasu była mocno promowana przez Wydawnictwo Otwarte, widziałam również jej recenzję na wielu blogach. Zaciekawiła mnie, bo porusza zupełnie "niemedialną" tematykę, postanowiłam więc sprawdzić co też intrygującego można napisać o drzewach, i w jaki sposób trzeba to zrobić, żeby zainteresować czytelnika na tyle, żeby swój czas poświęcił tej nietypowej książce przyrodniczej.

Jeszcze bardziej byłam ciekawa audiobooka, bo o ile książka w wydaniu papierowym ma twardą okładkę i opatrzona jest pięknymi zdjęciami, to wersja do słuchania musi przyciągać czymś innym, skoro tych walorów już nie ma. Czy nie jest przez to na straconej pozycji?

Autor Peter Wohlleben, leśnik, biolog, opiekun lasów w Reńskich Górach Łupkowych, o drzewach ma sporo do powiedzenia. Poświęcił im praktycznie całej swoje życie zawodowe, rezygnując z posady urzędniczej na rzecz leśnictwa. Dzieli się czytelnikami swoja wiedzą i spostrzeżeniami na ich temat, robiąc to jednak w tak sposób, że przedstawione informacje i ciekawostki czyta się/słucha naprawdę dobrze

Na mnie akurat treść "Sekretnego życia drzew" nie zrobiła jakiegoś oszałamiającego wrażenia, ale głównie przez moje przyrodnicze wykształcenie, dlatego większość informacji przedstawionych w książce nie jest dla mnie jakoś szczególnie odkrywcza ani fascynująca. Wiadomo, że las nie jest ani statyczną, ani martwą strukturą, tylko żywym tworem z ogromem procesów życiowych zachodzących w nim w każdej chwili dnia. Przyznaję jednak, że sympatycznie słuchało się ciekawostek o przystosowaniach drzew do trybu życia, trudnych warunkach środowiska, modyfikacjach organów, sposobach odżywiania, pasożytach, "opiece" nad potomstwem, porozumiewaniu się, czy rozmnażaniu. Jako że treści przekazywane są bardzo przystępnym językiem, nawet osoby niezwiązane z w żaden sposób z biologią, nie będące miłośnikami flory czy ekologii, mogą dowiedzieć się wielu ciekawych rzeczy z tej publikacji. 

Niestety, albo stety, nie jest to książka dla wszystkich. Temat o życiu drzew nie będzie emocjonujący, ani zaskakujący dla sporego grona czytelników. Niektórzy mogą więc poczuć się znudzeni bądź zniechęceni lekturą. I na to też trzeba być przygotowanym. Wydaje mi się również, że w przypadku tej konkretnej książki, lepiej sprawdzi się jednak wersja papierowa, przy której można czytanie podzielić sobie na etapy, a dodatkowo urozmaicać lekturę pięknymi zdjęciami.
Ja jestem pośrodku. Z jednej strony ta książka niczym mnie nie zaskoczyła, niczego nowego przede mną nie odkryła, nie dostarczyła mi większych emocji. Z drugiej jednak strony, fajnie, że powstała publikacja, nie popularnonaukowa, która pokazuje że drzewa to nie są martwe twory, lecz podobnie, jak inna, zwierzęca przyroda ożywiona, mają swoje funkcje życiowe i potrzeby. 

Osobiście znalazłam dodatkowe zastosowanie dla powyższego audiobooka: planuję wybrane rozdziały krótko prezentować moim dzieciakom. To może być fajne urozmaicenie ich wieczornych słuchowisk. A nuż przyswoją sobie pewne informacje "przy okazji" i będą mogli się nimi podzielić w klasie?

Sardegna

"Dziewczyny kodują. Kod przyjaźni" Stacia Deutsch


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 160
Moja ocena : 5/6

W szkole podstawowej bardzo aktualny jest obecnie temat kodowania i programowania. Już młodsze dzieci uczą się podstaw tych mechanizmów i robią to w sumie z wielką przyjemnością, jest to bowiem dla nich coś nowego, a jednocześnie kojarzącego się z dobrą zabawą na komputerze. Dzieci zresztą doskonale intuicyjnie odnajdują się w nowych technologiach, podstawy programowania nie stanowią więc dla nich większego trudu. Niekoniecznie jednak dobrze w tym temacie czują się ich rodzice lub opiekunowie. Co zrobić więc w momencie, kiedy dziecko zagaduje o kodowaniu, a my dorośli nijak nie potrafimy im pomóc?
  
Trudno brzmiący temat kodowania i programowania może oswoić dzieciom (jak i dorosłym) powyższa propozycja z wydawnictwa Wilga, czyli książeczka z serii "Dziewczyny kodują". "Kod przyjaźni" jest tomem pierwszym kolekcji i wprowadza czytelnika w całą istotę programowania, pokazując o co w nim tak naprawdę chodzi. Seria przeznaczona jest dla dziewczynek w wieku 9-12 lat. Dlaczego tylko dla dziewczyn, a nie dla chłopaków, spytacie? Otóż sama Autorka we wstępie wyjaśnia, że jest założycielką organizacji "Girls Who Code", działającej na terenie Stanów Zjednoczonych, która uczy programowania uczennice starszych klas szkół podstawowych i liceum, potwierdzając fakt, że dziewczynki równie dobrze jak chłopcy, mogą zajmować się kodowaniem, informatyką, tworzyć nowe technologie, czy aplikacje. Po prostu są stworzone po to, by zmieniać świat!

Oprócz wiadomej tematyki przedstawionej w bardzo przystępny sposób, w książce małe czytelniczki znajdą jeszcze bardzo popularne i ważne dla nich motywy: szkolne przyjaźnie, spotkania w klubie kodowania i przede wszystkim dobrą zabawę. 

Lucy marzy o tym, by nauczyć się kodować. Zapisuje się do szkolnego klubu i ma wielką nadzieję na to, że po paru spotkaniach będzie już na tyle dobrze orientować się w tym temacie, że będzie umiała spełnić swoje największe marzenie i zaprojektować aplikację mającą pomóc jej choremu wujkowi.  Jakież jest jej zdziwienie, kiedy zajęcia nie przebiegają po jej myśli. Nauczycielka ma bowiem inną wizję nauki kodowania. Na początku nie pozwala nawet używać komputera! Lucy jest bardzo rozczarowana programem kółka, ale sytuacja zmienia się w momencie, kiedy ktoś podrzuca dziewczynie karteczki z zaszyfrowaną wiadomością. Z pomocą przyjaciółek z klubu kodowania, Lucy odkryje, że programowanie to nie tylko żmudne pisanie komend na komputerze, ale wspaniała zabawa, którą można przełożyć na codzienną, otaczającą nas rzeczywistość.


"Dziewczyny kodują" w bardzo przystępnej dla dzieci formie, prezentują dość skomplikowane treści. Ale nie musicie się jakoś specjalnie martwić, że dla Waszych dzieci będzie to zbyt wymagająca lektura. Jest to po prostu opowieść o grupie dziewczynek, które postanowiły uczęszczać na zajęcia klubu kodowania i nauczyć się czegoś nowego. Wydawnictwo Wilga zrobiło naprawdę kawał dobrej roboty w kwestii oswajania tego tematu, do tego na dniach premierę będzie miała druga część przygód dziewczynek, na którą to z niecierpliwością czeka moja Córka. Ja też jej wypatruję, bo sama jestem ciekawa, jak Autorka rozwinie fabułę, zarówno tą związaną z kodowaniem, jak i przygodami bohaterek.

Sardegna

Przygotowani do tegorocznych WTK?


posted by Sardegna on

6 comments

Kolejny raz się udało! To znaczy, mam nadzieję, że się uda, bo do Targów Książki w Warszawie zostało jeszcze kilka dni i wiele się w tym czasie może zdarzyć, jestem jednak dobrej myśli, że w tym roku po raz trzeci będą mogła pojawić się na Stadionie Narodowym,  by uczestniczyć w  największym dla miłośników książek, wydarzeniu. 


Bez względu czy targi odbywają się u nas w Katowicach, w Warszawie, czy też w Krakowie, każde są dla mnie wielką przygodą i strasznie się nimi emocjonuję. Nie inaczej jest i tym razem. Choć przez lata bywania na tego typu imprezach wiele już widziałam i mało co jest w stanie mnie zaskoczyć. Z każdych TK wynoszę też coś nowego dla siebie i swojego bloga. Na inne rzeczy zwracam też uwagę. 



Jeśli jesteście ciekawi relacji z moich poprzednich targowych wypadów, poniżej znajdziecie odpowiednie linki:
 
2017 - Warszawa, Kraków cz.1, Kraków cz.2, Katowice 

W tym roku nie nastawiam się zbytnio na zbieranie autografów, bo już ich całkiem sporo mam. Nie będę szaleć też z zakupami, choć mam jeden konkretny plan, który mam zamiar zrealizować (antologia "Zabójczy Pocisk"). Jak zawsze mam też nadzieję, że uda się spotkać i porozmawiać z kilkoma zaprzyjaźnionymi osobami oraz wydawcami. 

Przeanalizowałam targowy program i jak zwykle znalazłam wiele interesujących mnie spotkań. Nie na wszystkie zabieram książki do podpisu, ale na pewno znajdziecie mnie w kolejce po autograf u: Marty Kisiel, Wojtka Miłoszewskiego oraz Joanny Szarańskiej. Oczywiście zajrzę także do innych pisarzy, jednak już bez książek. No chyba że uda mi się kupić coś na miejscu w dobrej cenie. 


Do zobaczenia w Warszawie! Widzimy się w sobotę!

  Sardegna

Przedpremierowo "Cała ja" Augusta Docher


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: OMG Books
Liczba stron: 380
Moja ocena : 5/6

Jak do tej pory, miałam okazję przeczytać tylko jedną powieść Augusty Docher vel Beaty Majewskiej, choć w jej dorobku znajduje się wiele historii obyczajowych, young adult, czy erotyków. "Najlepszy powód, by żyć" przeznaczony właśnie dla młodych dorosłych bardzo mi się podobał, zresztą dokładnie o swoich wrażeniach z lektury pisałam w TYM poście, natomiast w ostatnim czasie miałam przyjemność przeczytać kolejną powieść Autorki, również z gatunku YA, a do tego, przedpremierowo.
 
"Cała ja" to bardzo ciekawa i niestandardowa opowieść, ale zanim napiszę o niej coś więcej i wymienię wiele jej walorów, muszę wspomnieć, że jej największą zaletą jest to, że niesamowicie wciąga! Zaczęłam ją czytać wieczorem, a skończyłam o 1:30 w nocy, bo koniecznie musiałam poznać zakończenie. Jest to zatem książka z gatunku tych "nieodkładanych".
 
Podobnie, jak w przypadku "Najlepszego powód, by żyć", powyższa powieść, choć przeznaczona dla młodych  dorosłych, nie jest jakąś miłosną, banalną, ckliwą historyjką. Ta opowieść ma naprawdę spory potencjał, niesie pewną tajemnicę, nie daje jasnych odpowiedzi, zaskakuje i nie pozwala czytelnikowi o sobie zapomnieć. Lubię takie niestandardowe powieści, a kiedy jeszcze są niesamowicie wciągające i bardzo dobrze się je czyta, to mam już wszystko, czego potrzebuję aby cieszyć się lekturą. 
 
Całą opowieść poznajemy z perspektywy dwóch bohaterek: siedemnastoletniej Mileny, córki jednego z najbogatszych Polaków, oraz Pauli, 19-latki, która znalazła się w dramatycznym momencie swojego życia, odcięła się od bliskich i zaszyła w małej wiosce pod Kielcami. 
 
Milena niedawno straciła ojca, mieszka z mamą w pięknej rezydencji w Aninie, ma też chłopaka, pochodzącego ze znanej warszawskiej rodziny. Na pierwszy rzut oka jej życie mogłoby się wydawać idealne, tak naprawdę jednak ciężko dziewczynie egzystować z przyklejoną do niej etykietą córki bogatego biznesmena, do tego chłopak coś przed nią ukrywa, nie ma też ona wokół siebie żadnych bliskich przyjaciół. Dopiero relacja z Jackiem, dawnym przyjacielem ojca, starszym od Mileny o parę dekad, da jej szczęście. Dziewczyna zakochuje się bez pamięci, na szczęście z wzajemnością, jednak związek starszego mężczyzny z nastolatką nie będzie mile widziany w środowisku, w którym oboje na co dzień funkcjonują.
 
Paula natomiast ukrywa się przed całym światem, ucieka od osobistych problemów, chowając się w starym domu ciotki. Zgłasza się do jakiejkolwiek pracy, byle tylko nie myśleć i nie być od nikogo zależną. Zamknięta w swej skorupie, otwiera się na ludzi dopiero kiedy poznaje Pawła, syna jednego z pracodawców. Jednak wspomnienia nadal przesłaniają jej teraźniejszość i nie powalają po prostu cieszyć się życiem.
 
Dwie dramatyczne historie, dwóch zupełnie różnych dziewczyn, początkowo toczą się odrębnie. Dopiero kiedy czytelnik przechodzi przez kolejne strony i rozdziały, poznając lepiej perspektywę Mileny i Pauli, dochodzi do wspólnego mianownika obu opowieści. To, co łączy obie dziewczyny, okaże się wstrząsające, ale przede wszystkim, bardzo zaskakujące. I tutaj należą się pochwały dla Autorki, która w taki sposób zbudowała tę opowieść, że do samego końca nic nie było w niej jasne i klarowne.
 
Książkę oceniłam na 5/6, głównie za ciekawy pomysł i tajemnice, jakie skrywają bohaterki, mam jednak do całości kilka zastrzeżeń. Przede wszystkim kreacja Mileny jest nieco niespójna. Dziewczyna w wielu sytuacjach zachowuje się irracjonalnie, i absolutnie nie kładłabym tego na karb młodego wieku. Podobnie sprawa wygląda przy budowaniu relacji między nią i Jackiem. Podobną uwagę miałam już przy okazji "Najlepszego powód, by żyć", kiedy też metamorfoza głównego bohatera przebiegła niemalże bez żadnego trudu, tak i w tym wypadku Milena i Jacek praktycznie od razu, bez żadnego "wstępu", zakochują się w sobie. W jednej minucie dziewczyna jest bezbronną córką przyjaciela, którą trzeba się opiekować i faktycznie Jacek, traktuje ją, jak dziecko, by już w następnej chwili bohaterowie stali się kochankami. Jak dla mnie ten wątek został opisany dość pobieżnie. Relacja bohaterów wypadłaby znacznie wiarygodniej, gdyby dać im trochę czasu na zbudowanie tego skądinąd, skomplikowanego związku.
 
Jeśli chodzi o kreację Pauli, to na tle drugiej bohaterki, wypadła ona znacznie lepiej. Podobnie, jak wątek znajomości dziewczyny z Pawłem był bardziej realny, pod względem emocjonalnym, niż związek Mileny z Jackiem. Mam też zastrzeżenia, co do zakończenia, w którym dość dużo się dzieje i nie wszystko, moim zdaniem jest potrzebne. Czasami mniej oznacza więcej i jest znacznie bardziej korzystne dla fabuły. Wszystko to jednak nie zmienia faktu, że książkę czytało mi się bardzo dobrze i praktycznie pochłonęłam ją na raz. 

W najbliższym czasie wybieram się na Warszawskie Targi Książki. Mam nadzieję, że uda mi się zamienić parę słów z Autorką i podpytać o genezę tej powieści. To może być bardzo interesująca rozmowa, bo i fabuła książki taki jest. Ciekawe, jakie szczegóły z jej pisania będzie mogła zdradzić swoim czytelnikom Augusta Docher?
Sardegna

"Art. Zwariowany dzień. Trzydzieści zagwozdek" Walter Benjamin


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 40
Moja ocena : 6/6

"Zwariowany dzień" to przewspaniała propozycja dla całej rodziny, która może i wyglądem przypomina zwykłą książkę dla dzieci w twardej oprawie, jednak w środku mogę zagwarantować, że nią nie jest. Zawiera za to prawdziwą petardę, która zajmie Waszą uwagę na kilka dobrych godzin. Zainteresowani? To wspaniale!

Uwielbiam zagadki logiczne i różne łamigłówki, stąd też jakiś czas temu próbowałam rozwiązać (z różnym skutkiem) "Cuda niewidy", a teraz skusiłam się na lekturę "Zwariowanego dnia", który jest promowany, jako zbiór trzydziestu zagwozdek, wcale nie tak łatwych do rozpracowania. Autorem tej książki jest żyjący na przełomie wieku XX i XXI Walter Benjamin, filozof, teolog, teoretyk kultury, który postanowił stworzyć zabawny tekst zawierający kilkanaście błędów logicznych, a także podchwytliwych zagadek, i podsunąć go czytelnikom, namawiając ich do intelektualnego wysiłku i zmierzenia się z nimi.

Powiem Wam, że sama jestem pod wrażeniem tej książki. Chciałam zerknąć tylko i zobaczyć na czym polegają te wszystkie zagadki, kiedy ocknęłam się godzinę później, zamykając ostatnią stronę i zapisując na kartce swoje odpowiedzi z rozwiązanych łamigłówek.

Nie powiedziałabym też, że propozycja ta jest przeznaczona dla dzieci. Zagwozdki zawarte w "Zwariowanym dniu" nawet dorosłym sprawiają nie lada trudność, zmuszając do myślenia i stają się intelektualną rozrywką na wysokim poziomie. Jeśli chodzi o dzieci, to być może te starsze, które lubią zadania logiczne, będą nieźle się bawić, rozkminiając, co autor miał na myśli, i jakie błędy ukrył w swym tekście. Natomiast dla dzieci młodszych, poziom trudności powyższych łamigłówek może okazać się jednak zbyt wysoki.

A teraz parę szczegółów o samej książce: Walter Benjamin w swoim tekście ukrył 15 błędów logicznych i 15 zagadek. Sama historyjka jest bardzo prosta, naiwna wręcz. Mamy bowiem głównego bohatera, Heinza, który wyrusza odwiedzić swego przyjaciela, profesora Antona, mieszkającego na drugim końcu miasta. Heinz wędruje przez kolejne ulice, przy okazji odwiedza fryzjera, obserwuje ulicznego magika, jedzie tramwajem, przechodzi przez szkołę, żeby na końcu trafić do domu swego kompana. Opowiastka w sumie jest bardzo banalna, ale cała jej istota i wyjątkowość polega na tym, że w tej historii ukryte są pewne nieścisłości, których w sumie jest 15, podobnie, jak "osobnych" zagadek oznaczonych "gongiem".

W trakcie lektury czytelnik próbuje rozwiązać te zagwozdki, może zapisywać je na osobnej kartce, za każdym razem, kiedy się na nie natknie, aby na koniec sprawdzić poprawne odpowiedzi. Za każdy dobrze wyłapany błąd logiczny przyznajemy sobie po 1 punkcie, za dobrze rozwiązaną zagadkę - 2 punkty. Razem można zdobyć ich aż 45. Oczywiście nie chodzi tutaj o rozwiązywanie zadań na czas. Sam Autor zachęca, aby się nie spieszyć i spokojnie przemyśleć swoje odpowiedzi. Bardziej chodzi tutaj o zmuszenie mózgu do wytężonej pracy, a przy okazji sprawdzenia swoich intelektualnych możliwości.

Powiem Wam, że nie jest to wcale taka łatwa sprawa. Mnie osobiście udało się zdobyć 30 punktów, z tym że znacznie lepiej poszło mi wyszukiwanie nieścisłości w tekście, niż odgadywanie zagadek. W każdym razie bawiłam się świetnie. Moim dzieciom "Zwariowanego dnia" na razie nie proponuję, wydaje mi się bowiem, że będzie on dla nich zbyt złożony. Musi więc poczekać na półce jeszcze jakiś czas.

Tekst "Zwariowanego dnia" został wyemitowany w Radiu Frankfurt w 1932 roku, i kolejno przez lata, aż do dnia dzisiejszego, bawi czytelników w każdym wieku, którzy próbują poradzić sobie z wymyślnymi zagadkami niemieckiego filozofa. Jeśli sami chcecie się z nimi zmierzyć, wiecie już, jak to zrobić.

Sardegna

"Dzieci z wyspy Saltkråkan" Astrid Lindgren


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 344
Moja ocena : 5/6

Cały czas staram się nadrabiać zaległości w czytaniu książek, których nie miałam okazji poznać w dzieciństwie. Najlepszą okazją do tego jest wieczorne czytanie moim dzieciom, w czasie którego sama poznaję nowe, świetne tytuły, do tej pory w ogóle mi nie znane, albo kojarzone tylko ze słyszenia. Astrid Lindgren jest jedną z tych Autorek, której twórczość odkrywam systematycznie. To dzięki wieczornym lekturom moich dzieci po raz pierwszy przeczytałam "Dzieci z Bullerbyn", "Emila ze Smalandii", "Lottę z ulicy Awanturników", "Detektywa Blomkvista", "Pippi Pończoszankę", czy "Braci Lwie Serce". Po tych kilku lekturach mogę potwierdzić, że odkrywam powoli twórczość szwedzkiej pisarki i z każdą kolejną książką przekonuję się do niej coraz bardziej. 

O "Dzieciach z wyspy Saltkråkan" nigdy wcześniej nie słyszałam, nawet wtedy, kiedy książka była wydana pod poprzednim tytułem "My z wyspy Saltkråkan". Nasza Księgarnia wznowiła ją w nowej szacie graficznej, prezentując na nowo szerokiemu gronu czytelników. I dobrze, bo jest to bardzo ciepła, przyjazna historia, trochę w stylu "Dzieci z Bullerbyn", przeznaczona dla nieco starszych odbiorców, klimatem i stylem bardzo przypomina jednak najsłynniejszą opowieść o dzieciakach z Zagrody Północnej, Południowej i Środkowej.

Rodzina Melkersonów składająca się z taty Melkera, sympatycznego, ale jakże roztargnionego pisarza i jego czwórki dzieci: najstarszej córki Malin, oraz trzech niesfornych synów: Johana, Niklasa i Pellego, postanawia spędzić wakacje na wyspie Saltkråkan. Jako że wyjazd zaplanował tata, żadnego z dzieci nie zdziwi fakt, że zagroda stolarza, w której rodzinka miała spędzić urlop niezbyt nadaje się do zamieszkania. Dla Melkersonów to jednak nie problem. Kto by się bowiem przejmował tak przyziemnymi sprawami, jak niedziałający piec, czy dziura w dachu, kiedy wokół ma się tak przyjaznych sąsiadów, tak pięknie otoczenie i tyle ciekawych rzeczy do zrobienia. 

Dla dzieciaków takie niedogodności nie mają większego znaczenia, kiedy codziennie wzywa ich nowa przygoda. Chłopaki zaprzyjaźniają się z miejscowymi dzieciakami, kąpią w morzu, pływają łódkami, wspinają na drzewa. Malin, choć ma znacznie więcej obowiązków na głowie, zajmuje się bowiem rodzeństwem, zastępując im matkę, również mile spędza czas, raz na jakiś czas notując swoje wrażenia z pobytu na wyspie, w swoim sekretnym dzienniku.

Wyspa Saltkråkan to bardzo urokliwe miejsce, pełne sympatycznych ludzi i dobrych emocji. Dzieci zaprzyjaźniają się z jej rdzennymi mieszkańcami, z których prym wiedzie mała, ale jakże charyzmatyczna dziewczynka Tjorven i jej wspaniały pies. Każdy kolejny dzień staje się okazją do przeżycia nowych, niesamowitych przygód, sama wyspa natomiast, okazuje się świetnym miejscem nie tylko do spędzenia wakacji z rodziną, ale też do zamieszkania na niej na stałe.

Powyższa książka jest bardzo przyjemną lekturą, której fragmenty, zwłaszcza te z dziennika Malin, napisane są pięknym, poetyckim językiem. Jest to historia zabawna, ciepła, utrzymana w charakterystycznym stylu Astrid Lindgren, gdzie mali bohaterowie przezywają świetne dzieciństwo, wspaniale spędzają czas na świeżym powietrzu, fantastycznie się ze sobą bawią, mają głowy pełne pomysłów, czasami absurdalnie niebezpiecznych, ale zawsze kończących się szczęśliwie. Ich rodzice natomiast, z rozrzewnieniem obserwują poczynania najmłodszych, zupełnie nie martwiąc się tym, czym ja martwiłabym się, będąc na ich miejscu.

W każdym razie "Dzieci z wyspy Saltkråkan" to bardzo fajna książka, nie tylko dla dzieci, ale również da dorosłych. Jest, podobnie, jak inne książki Astrid Lindgren, wspaniałym powrotem do beztroskich lat dziecięcych. Jeśli jeszcze nie znacie tej historii, polecam ją serdecznie Waszej uwadze.


Sardegna

"78 - piętrowy domek na drzewie" Andy Griffiths, Terry Danton


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

Kiedy już myślicie, że widzieliście wszystko i nic nie jest w stanie Was zaskoczyć, na rynku wydawniczym pojawia się "78 - piętrowy domek na drzewie". 

Najnowszy tom domkowej, bestsellerowej serii przygód Andy'ego i Terry'ego, rozbudowany jest o 13 pięter. W stosunku do poprzedniej części, ma też zdecydowanie więcej stron i zupełnie nową okładkę. Twórcy tej historii wyraźnie się rozkręcają, zaskakując małych czytelników (o ile to w ogóle możliwe), jeszcze bardziej zakręconymi pomysłami, jakie tylko mogą przyjść do głowy mieszkańcom domku. Premiera najnowszej książki, należącej do tej serii, miała miejsce w styczniu, a całość obecnie liczy sobie już 6 tomów, a moje dziecko ma na półce komplet, więc zainteresowanych odsyłam do poszczególnych linków:

 "13 - piętrowy domek na drzewie"
"26 - piętrowy domek na drzewie"
"39 - piętrowy domek na drzewie"
"52 - piętrowy domek na drzewie"
"65 - piętrowy domek na drzewie" 


"78 - piętrowy domek na drzewie" idealnie pasuje formułą do swych poprzedników. Opisuje jeszcze bardziej zakręcone pomysły chłopaków, otwierając furtkę do wykreowania kolejnych części. Będąc po lekturze wszystkich poprzednich tomów, nieustannie jestem pod wrażeniem, w jaki sposób seria ta zdobywa sobie, aż takie uznanie wśród dzieciaków. To znaczy rozumiem ideę, bo jestem świadoma tego, że dzieciom o wiele lepiej czyta się książkę, w której tekst przypomina bardziej komiks i jest poprzedzielany wieloma ilustracjami. Najlepszym przykładem na potwierdzenie tego faktu jest moja Córka, która chętniej sięgnie po taką właśnie wersję, niż tradycyjną książkę o zbitym tekście. 


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 382
Moja ocena : 5/6

Odchodząc jednak od samej formy, przygody chłopaków są tak absurdalne, tak szalone i tak chaotyczne, że tylko dziecko może widzieć w nich jakiś sens, i jakąś metodę. 

Chłopaki mają już domek powiększony o 13 pięter, a na nowych kondygnacjach mieszczą się takie miejsca, jak się: myjnia, do której można wjechać z otwartymi oknami i opuszczonym dachem, miksomat, lina niebezpieczeństwa, piętro z 78 wirującymi talerzami, nie wyklute mega jajo, sąd z mechanicznym sędzią, grota gryzmołów graffiti, Andylandia, czyli kraina pełna klonów Andy'ego, Terrlandia - obłąkana mieścina pełna klonów Terryego, Jillowice, czyli wioska pełna klonów Jill, stadion wszechpiłki, na którym można grać we wszystkie możliwe rodzaje piłek, szerokoekranowe kino, oraz ekstremalnie strzeżony skarbiec nad chipsy. 

Andy i Terry postanawiają z przytupem zacząć swa przygodę i zamiast tradycyjnie pisać kolejną książkę, zajmują się realizacją filmu. I to właśnie z produkcją filmową będzie się wiązała większość śmiesznych scenek, w przypadku chłopaków bowiem, i ich szalonego trybu życia, wydarzyć może się absolutnie wszystko. Na przykład, w czasie kręcenia ujęć, można zostać zaatakowanym przez rekina, pływającego w oczku wodnym, da się też wyprodukować elektrorożca, wysiadywać wielkie jajo, znajdujące się na jednym z pięter, bądź kręcić talerzami dla rozrywki. Pomysłów na fabułę filmu nie brakuje, bo praktycznie każde piętro niesie ze sobą nowe możliwości. 

Generalnie bardzo dużo dzieje się w tym domku na drzewie. Z pomocą (a może raczej szkodą), rzy produkcji filmu, przyjdzie chłopakom pan Ważny Reżyser.  Do tego dojdą jeszcze niesnaski w Andy i Terrylandi i dramatyczna premiera filmowa, zakończona awanturą. 

No, mówię Wam. Jeden wielki chaos na kółkach. Dla rodziców nic w tej opowieści nie ma większego sensu, ani tym bardziej logiki. Ale czy to ważne? Zostawcie swoje dziecko z tą książką sam na sam, a dostaniecie gwarancję wolnego wieczoru.
Sardegna