Co czytałam w 2010? LUTY


posted by Sardegna on

2 comments

Pamiętacie cykl na moim blogu mówiący o lekturach przeczytanych w roku 2009? Po nich miał przyjść cykl z książkami przeczytanymi w 2010, jednakże, jak do tej pory, opublikowałam tylko jeden wpis, dotyczący stycznia 2010 i post ten pojawił się o zgrozo, dwa lata temu... Postanowiłam kontynuować tą listę, bo miło wraca mi się pamięcią do lektur, które czytałam prawie siedem lat temu. Czy zmienił się mój gust czytelniczy od tamtej pory? Raczej nie. Czytałam wtedy o wiele więcej starszych książek, które wyjmowałam z własnej biblioteczki, rzadko kiedy sięgałam po nowości.

Wpis ze stycznia 2010 znajdziecie pod TYM linkiem, co do lutego natomiast, przeczytałam wtedy 9 książek. 8 z nich nadal jest w mojej biblioteczce, 1 wymieniłam. 

"Schemat zbrodni"  M. J. Rose - 5

Miałam fazę na czytanie powieści z serii New York Timesa, z których większości dzisiaj już nie pamiętam, ale "Schemat zbrodni" utkwił w mej pamięci, jako brutalny thriller o przemocy seksualnej. Doktor Morgan Snow, seksuolog, podejmuje się prywatnego śledztwa, w którym dąży do odnalezienia zaginionej bez śladu, jednej ze swoich pacjentek, luksusowej prostytutki Cleo. Jako że w mieście grasuje morderca, który takie prostytutki zabija z zimną krwią, według pewnego schematu, doktor Snow, chcąc nie chcąc, znajduje się na jego celowniku. Z tego co pamiętam, było krwawo i brutalnie. Nie chciałabym czytać ponownie...

"Hotel Paradise" Martha Grimes - 4

Jest to kryminał z gatunku sennych i leniwie toczących się. Bardziej nawet jest to obyczajówka, z rozbudowanym tłem społecznym niż prawdziwy kryminał. Tytułowy hotel to opuszczony, zapomniany kurort, w którym przed 40 laty zginęła pewna dziewczynka. Dwunastoletnia Emma prowadzi małe, prywatne śledztwo, żeby wyjaśnić tajemnicę sprzed lat, a do tego zostaje wplątana w nową sprawę, tym razem śmierci nieznajomej kobiety nad jeziorem. Książka pełna jest rozwlekłych dialogów, opisów, które, z tego co pamiętam, raczej mnie zniechęcały niż zachęcały.


"Kroniki Jakuba Wędrowycza" Andrzej Pilipiuk - 5

Od nich zaczęła się moja przygoda z Jakubem, która trwa do dzisiaj. Nie wiem, dlaczego nie oceniłam wtedy książki na 6, bowiem z perspektywy czasu ten i kolejny tom okazały się najlepsze w całej serii. Widocznie miałam owego czasu do treści jakieś uwagi. Tom pierwszy przedstawia Jakuba, oczywiście od najlepszej strony. Tradycyjnie bierze on udział w rożnych wioskowych burdach, z których jedne mają element  nadprzyrodzony, inne są pewnie zupełnie zwyczajne. Nie potrafię przypomnieć sobie tytułów konkretnych opowiadań, co sugeruje, że powinnam sobie przypomnieć to i owo, ale Jakub to Jakub. Znam go na wylot. I nie sądzę, żeby przez te lata miała zmienić o nim zdanie.

"SMS:Słowa mają siłę" Daniel Senderek -3

To była dziwna książka. Nie mam pojęcia skąd się u mnie wzięła, być może pobrałam ją owego czasu na Podaju i tam później wróciła. W każdym razie na jej treść składają się smsy, które wysyła główny bohater, chłopak niezbyt urodziwy, nieśmiały, uważający się za życiowego nieudacznika. Chłopak uzależniony od telefonu, całą energie wkłada w wysyłanie smsów, a dzięki nim udaje mu się poderwać najpiękniejszą dziewczynę w miasteczku. Niby wszystko gra, ale jest przynudnawo i przydługawo. Lektury nie wspominam najlepiej


"Morderca bierze wszystko" Erica Spindler -4

Było to już moje któreś z kolei, spotkanie z Autorką i niestety najmniej udane. Powieści Spindler są dla mnie porównywalne z książkami Alex Kavy, niestety z tego co pamiętam, akcja tej konkretnej historii dłużyła mi się niemiłosiernie i nawet dość ciekawy pomysł na sprawę kryminalną nie zmienił mojej ostatecznej oceny. Ginie najlepsza przyjaciółka byłej policjantki Stacy Killian. Cassie była zagorzałą miłośniczką gry fantasy "Biały królik", policjantka ma więc podejrzenia, że to z grą związana jest sprawa jej zabójstwa. Niestety, kiedy ginie główny podejrzany, twórca "Białego królika", Killian zaczyna plątać się w domysłach i sama może stać się celem mordercy.

"Szanghajska kochanka" Wei Hui Zhou - 3

Książkę przeczytałam na fali popularności serii "Literatura w szpilkach", kiedy starałam się zapoznać z większością tomów należących do tej kolekcji. Sięgając po książkę Wei Hui, byłam pod świeżym wrażeniem "Dzikiego imbiru" Anchee Min i miałam nadzieję, że "Szanghajska kochanka" dostarczy mi podobnych emocji. Niestety tak nie było. Historia romansu młodej pisarki z dwoma zupełnie różnymi od siebie mężczyznami, starszym Niemcem i młodym Chińczykiem, nie pociągnęła mnie za sobą. W powieści sporo jest przemyśleń bohaterki na temat miłości i współczesnego życia, sporo refleksji, opisów miasta i jego mieszkańców. Niestety nie podobało mi się

"Tajemnica Atlantydy" Jim Gasperini - 4

Jest to kolejna część serii "Wehikuł czasu", w której to czytelnik decyduje o dalszych losach bohatera, wybierając rozdział, który chce w następnej kolejności przeczytać. Tym razem przenosimy się do roku 400 p.n.e, żeby szukać śladów zaginionej Atlantydy. Po drodze przytrafiają się nam niesamowite przygody, a  my jesteśmy w stanie zadecydować o swoim dalszym losie. Seria jest fajną propozycją dla dzieci i młodzieży, a poza przyjemnością w wędrowaniu w czasie i przestrzeni, uczy dzieciaki ciekawych, historycznych faktów.


"Zaginiony symbol" Dan Brown - 6

Była to kolejna książka Browna, jaką przeczytałam z zapartym tchem. Lubię bardzo styl Autora i jego pomysłowości, jeśli chodzi o tworzenie zawiłej fabuły i wplecenie w nią niesamowitej tajemnicy, która trzeba odkryć. Szczerze powiem, wątki z "Zaginionego symbolu" zatarły się w mojej pamięci (chyba będę musiała sobie odświeżyć lekturę), ale z tego co pamiętam, akcja kręci się wokół masońskich symboli poukrywanych w pomnikach i zabytkach stolicy Stanów Zjednoczonych. Brown przedstawia wiele nieznanych ciekawostek, związanych z Waszyngtonem, a podróż przez miasto, nie tylko znanymi ścieżkami, ale także sekretnymi przejściami, w celu odkrycia wolnomularskiej tajemnicy sprawia, że powieść, mimo sporej objętości, czyta się jednym tchem. Tak, jak w przypadku pozostałych książek Autora, lektura i tutaj byłą niesamowitą przygodą. Bardzo polecam.

"Weronika postanawia umrzeć" Paulo Coelho - 4

Owego czasu, ja również uległam szerokiej modzie na książki Paulo Coelho i przeczytałam ich kilka. "Weronika..." nie przypadła mi akurat do gustu, tak, jak inne tytuły Autora, dlatego oceniłam ją tylko na czwórkę, ale z tego co pamiętam, miała kilka "momentów". Książka jest z gatunku tych, które filozoficznie uczą, jak żyć. Weronika postanowiła umrzeć ot tak. Bez większych emocji, bez ceregieli. Dziewczyna nie może wytrzymać swojego nudnego i jałowego życia i tego, w jaki sposób, do tej pory, przezywała swoje życie. Książka pełna jest patosu i złotych myśli. Owego czasu czytało mi się ją nieźle, dzisiaj pewnie bym przez nią nie przebrnęła.

I jakie są Wasze opinie na temat moich lektur z roku 2010? Czytaliście coś? Zgadzacie się z moimi ocenami? Pamiętacie, jakie książki czytaliście siedem lat temu?

Sardegna

Książka Roku 2016 lubimyczytać.pl


posted by Sardegna on

5 comments

1 lutego rozpoczęła się II edycja plebiscytu na najlepszą książkę, organizowana przez serwis lubimyczytać.pl. Brałam udział w tym plebiscycie w zeszłym roku, więc i w tym postanowiłam oddać swój głos. Od lat mam swoje konto na LC, i choć ostatnimi czasy rzadko z niego korzystam, bo nie uzupełniam na bieżąco przeczytanych książek, to mimo tego, często do serwisu zaglądam, żeby zorientować się, jak dane ksiażki są oceniane przez czytelników. Z tego co wiem, sporo z Was ma konto na LC, więc jeśli ktoś nie oddał jeszcze głosu na najlepszą książkę, może to zrobić właśnie teraz.



W II edycji plebiscytu nominowanych jest 230 tytułów w 12 kategoriach:


literatura piękna
powieść historyczna
kryminał, sensacja, thriller
literatura obyczajowa, romans
literatura faktu, publicystyka
autobiografia, biografia, wspomnienia
literatura fantastyczna
science - fiction
horror
literatura młodzieżowa
fantastyka młodzieżowa
literatura dziecięca

Glosowanie na "Książkę Roku 2016 Lubimyczytać.pl" odbywa się za pośrednictwem serwisu w bardzo prosty sposób, wystarczy tylko mieć zarejestrowane konto.

Jak głosować?
  1. Wejdź w kategorię, w której chcesz wybrać najlepszą książkę roku.
  2. Przy wybranej książce kliknij przycisk "Głosuję". Pamiętaj, możesz oddać tylko jeden głos w jednej kategorii. Po zagłosowaniu nie możesz cofnąć swojego głosu.
  3. Aby oddać ważny głos, musisz posiadać potwierdzone konto w serwisie Lubimy czytać
  4. Głosowanie trwa do 28 lutego 2017, do godz. 23:59 [informacja ze strony LC ]
Nie ma więc nic prostszego, trzeba tylko wejść na stronę serwisu TUTAJ, zalogować się na swoje konto i kliknąć w odpowiednie kategorie, a potem w okładki książek.

Jeśli chodzi o mnie, oddałam głosy w 9 na 12 kategorii. Nie zagłosowałam na horror, literaturę młodzieżową oraz s-f, po prostu nie kojarzyłam żadnej książki z proponowanych. Co do pozostałych, poniżej znajdują się moje wybory:



A jak wyglądają Wasze głosy? Podzielcie się swoimi faworytami, a jeśli jeszcze nie zagłosowaliście, do końca miesiąca możecie to zrobić na stronie serwisu Lubimy Czytać.pl
 
Sardegna

Już czytam sam #7 Dziecięcy misz - masz


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

Dzisiejszy wpis z cyklu "Już czytam sam", będzie nieco obszerny i trochę chaotyczny, bowiem przedstawię książki czytane przez moją Ośmiolatkę, sukcesywnie od początku roku. Od stycznia nazbierało się jej kilka samodzielnie przeczytanych tytułów, ale są one tak różnorodne, że tworzą wesoły misz - masz. Jest jeden komiks - "P.Rosiak. Czadowe majtki" Barbary Catchpole, czyli coś na kształt "Dzienniczka Cwaniaczka" lub "Domku na drzewie", jest jedna lektura szkolna  - "Zaczarowana zagroda" Aliny i Czesława Centkiewiczów, oraz jedna książeczka z serii "Klub Kociaków Słodziaków". Poza tym, moja córka przeczytała jeszcze "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek" Justyny Bednarek oraz "Koty" Melanii Kapelusz (ale im poświęcę już osobny wpis).

Ponieważ książeczki te nie są jakiś oszałamiających rozmiarów, przeczytanie większości z nich zajęło mojemu dziecku dosłownie jeden wieczór. Wyjątek stanowią "Koty" i "Niesamowite przygody...", które dzieliłam jej na rozdziały, również za względu na fakt, żeby lektura starczyła na dłużej. Lektury te są bardzo różnorodne, niektóre wzbudziły w Ośmiolatce więcej emocji, inne zdecydowanie mniej. 


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 32
Moja ocena : 4/6
"Zaczarowana zagroda" to pierwsza, taka prawdziwa lektura szkolna i chyba właśnie przez to została potraktowana przez moją córkę tak poważnie. Przeczytała tę opowieść z należytą uwagą w dokładnie 14 minut (taki zapis został wpisany do zeszytu czytania), ale entuzjazmu wielkiego nie było. Historia podobała jej się średnio, ale ja ją doskonale rozumiem, bo mnie w dzieciństwie, również podróżnicze opowieści państwa Centkiewiczów, nie powalały na kolana. "Zaczarowana zagroda" to historia o pingwinach, rozgrywająca się w stacji badawczej na Antarktydzie. Polarnicy badają stado pingwinów Adeli, obrączkują je i analizują ich trasę. Nocą ptaki w tajemniczy sposób opuszczają zagrodę. Pozostaje w niej wyraźnie wyróżniający się na tle innych, pingwin z krawacikiem, nazywany Elegancikiem. Polarnicy muszą dowiedzieć się, w jaki sposób ptaki opuszczają zagrodę.


Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 52
Moja ocena : 4/6

Druga książeczka, a raczej komiks z serii "P.Rrosiak", kręci się wokół ubranych do szkoły, tytułowych majtek. P.Rosiak z braku swej bielizny zakłada na siebie różowe majtasy siostry z fantazyjnym napisem "Daję czadu". Niestety w ten dzień w szkole jest w-f. Czy da się ukryć ten kompromitujący fakt przed kolegami? 

Jeśli chodzi o mnie, jest średnio. Niby jest to historyjka na kształt "Dziennika Cwaniaczka", w rzeczywistości jednak jest o wiele słabsza. I nie chodzi tutaj o objętość książki ("P.Rosiak" to praktycznie jeden rozdział Cwaniaczka), chodzi bardziej o pomysł i prezentowane poczucie humoru. Moje dzieciaki się jednak śmiały, kiedy to Ośmiolatka czytała na głos bratu tę historię. Wiadomo jednak, jak to z dziećmi jest: im historia bardziej absurdalna, tym zabawa bardziej przednia, osobiście jednak jestem sceptyczna, co do tego akurat tytułu.


Wydawnictwo: Papilon
Liczba stron: 96
Moja ocena : 4/6

"Psotny węgielek" to drugi już tom z milutkiej serii "Klub Kociaków Słodziaków" Historia czarnego kotka podobała się mojej córce najbardziej, ale wszystko to wiąże się oczywiście z faktem, że od roku mamy własnego kota, więc wszystko co z kotem związane, jest przyjmowane z wielkim entuzjazmem. Kotek węgielek jest niesforny i mocno psoci. Nie podoba się to mamie Lilki, dziewczynka martwi się więc, że rodzice zechcą oddać pupila. Lilka musi ogarnąć psotnika i nauczyć go dobrych manier. 

Serię "Klubu..." polecam dziewczynkom, które czytały książeczki "Zaopiekuj się mną", choć moim zdaniem kociaki są o wiele ciekawsze fabularnie, poza tym, dziewczynkom, które są właścicielkami pupili, bardzo łatwo identyfikować się z bohaterkami opowiadania. my na przykład, kilka wybryków Węgielka przerabialiśmy na własnej skórze, w naszym domu... 

No cóż mnie akurat te książki nie zachwyciły, ale i takie mogą zdarzać się wśród dziecięcych lektur. Co innego natomiast "Koty" Melanii Kapelusz oraz "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek". To już zupełnie inny poziom lektur i zupełnie odmienna opinia, ale o tych książkach napiszę Wam już innym razem.

  Sardegna

"Bez skrupułów", "Krótka piłka", "Bez śladu", czyli powrót do Harlana Cobena


posted by Sardegna on , , , , , ,

12 comments

To będzie bardzo długi post. Nie wiem, czy nie najdłuższy, jaki pojawił się na tym blogu. Zapraszam, ale lojalnie uprzedzam...

Uwielbiam Harlana Cobena! Pisałam o tym już nie raz, wymieniaalm Autora w przeróżnych rankingach i ubolewam, że Autor nie dotarł jeszcze na TK, wtedy byłabym pierwszą i najbardziej oddaną czytelniczką, stojącą w kolejce po autograf.

Powieści Cobena czytałam namiętnie jakieś 7 - 8 lat temu. Nie zwracałam wtedy większej uwagi na chronologię, czytałam poszczególne tomy, jak popadnie, sugerując się jedynie, która część była akurat dostępna w bibliotece. Później zaczęłam zastanawiać się dopiero, jaka jest kolejność tomów, które części są ze sobą powiązane, i czy można je czytać niezależnie. Jako że dorobiłam się własnych egzemplarzy, postanowiłam zrobić sobie przyjemność i w końcu się za nie zabrać.

Autor jest twórcą serii o Myronie Bolitarze, agencie sportowym, byłym koszykarzu, samozwańczym detektywie, który wraz z pomocą swych charyzmatycznych przyjaciół, podejmuje się rozwiązywania spraw kryminalnych, dotykających znanych mu osobiście, ludzi sportu. Na jego serię o Bolitarze składa się 10 powieści (z których większość czytałam jeszcze przed założeniem bloga):


"Bez skrupułów"
"Krótka piłka"
"Bez śladu"
"Błękitna krew"
"Jeden fałszywy ruch"
"Ostatni szczegół"
"Najczarniejszy strach"
"Obiecaj mi"
"Zaginiona"
"Wszyscy mamy tajemnice"










3 powieści o bratanku Myrona, Mickey Bolitarze:


"Schronienie"
"Kilka sekund od śmierci"
"Odnaleziony"












oraz historie odrębne:


"Mistyfikacja"
"Klinika śmierci"
"Nie mów nikomu"
"Bez pożegnania"
"Jedyna szansa"
"Tylko jedno spojrzenie"
"Niewinny"
"W głębi lasu"
"Zachowaj spokój"
"Na gorącym uczynku"
"Zostań przy mnie"
"Sześć lat później"
"Tęsknie za tobą"
"Nieznajomy"
"Już mnie nie oszukasz"



Praktycznie większość tych tytułów mam na półce. Brakuje mi jedynie najnowszych "Tęsknię za tobą", "Już mnie nie oszukasz", "Nieznajomy", "Odnaleziony" oraz debiutu: "Mistyfikacja".

Tak, jak mówiłam, czytałam już większość tych powieści, niestety w zupełnym chaosie, sporo wątków zaciera się w mojej pamięci, a i wydarzenia z życia Myrona zupełnie nie układają się chronologicznie. Postanowiłam więc przeczytać powieści Cobena ponownie, tym razem już tak, jak należy. A zaczęłam od serii o Bolitarze składającej się z 10 tomów. 

Jako że powieści te czyta się ekspresowo, w ferie ogarnęłam już pierwsze trzy tomy: "Bez skrupułów", "Krótka piłka" oraz "Bez śladu". I powiem Wam, że ponowne czytanie Autora okazało się doskonałym pomysłem. Widzę wiele szczegółów, które kiedyś mi umknęły, widzę sensowność i chronologię wydarzeń, których kiedyś się tylko domyślałam. Fajne to uczucie!

Zanim przejdę do fabuły powieści, parę słów o bohaterze. Myron Bolitar to moja ulubiona postać (no, może na równi z Mario Yblem). Męski, odważny, inteligentny, sprytny, przedsiębiorczy, a do tego pewnie mega przystojny. Ideał po prostu. Myron ma 32 lata i jest właścicielem agencji sportowej, którą założył przed laty, aby związać swoje życie ze sportem, kiedy to kontuzja kolana na zawsze wyeliminowała go z pozycji aktywnego gracza w koszykówkę. Myron wraz z przyjaciółką Esperanzą, dawną zapaśniczką, prowadzi swój biznes i opiekuje się dobrze rokującymi sportowcami. W interesie pomaga mu też Win, bogaty i elegancki chłopak z "dobrego domu", który swą nieskazitelną koszulą, spodniami w kant i mokasynami, mydli oczy osobom postronnym. Win jest bowiem nieprzewidywalnym i bardzo niebezpiecznym facetem, o skłonnościach morderczych, znający sztuki waki i wszelkie prawnicze kruczki. Jeżeli ktoś zagrozi jego bliskim i przyjaciołom, ingerencja w sprawę okaże się tragiczna w skutkach. Win służy pomocą Bolitarowi, a jego wsparcie jest nieocenione, zwłaszcza kiedy Myron podejmuje się zadań dodatkowych, związanych z rozwiązaniem jakiejś zagadki kryminalnej, dotyczącej sportowców.


Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 336
Moja ocena : 6/6

"Bez skrupułów" rozpoczyna cykl z Myronem w roli głównej. W tym tomie poznajemy bohatera, jego przyjaciół i specyfikę pracy agenta sportowego. Aktualnie Bolitar opiekuje się wschodzącą gwiazdą footballu, Christianem Steel, który zwraca się do niego z osobistą sprawą. Przed półtora roku zaginęła bez śladu jego dziewczyna, Kathy Culver, a owego czasu, na terenie kampusu znaleziono tylko jej zakrwawioną bieliznę, co nasuwa trop, że została ona zgwałcona i zamordowana. Od tamtego czasu nikt nie jest w stanie powiedzieć, co tak naprawdę stało się z Kathy, a Christian do dziś nie umie poradzić sobie ze stratą.

Sprawa staje się jednak na nowo otwarta, kiedy chłopak otrzymuje anonimową przesyłkę z pismem pornograficznym, w którym znajduje się aktualne zdjęcie Kathy. Prosi Bolitara o pomoc w ewentualnym odnalezieniu dziewczyny i wyjaśnieniu tego, co stało się półtora roku temu. Myron i Win docierają do interesujących faktów poprzedzających zniknięcie Kathy. O całej sprawie coś wiedzieć może także dziekan uczelni oraz koledzy z drużyny Christiana. Najciekawszą kwestią jest jednak związek niedawnej śmierci ojca Kathy z tymi wydarzeniami. Zaangażowanie Myrona utrudnia także fakt, iż zaginiona dziewczyna jest siostrą Jessiki, wielkiej miłości Bolitara, z którą rozstał się przed laty.

Detektyw odtwarza to, co mogło wydarzyć się na kilka godzin przed zaginięciem Kathy. Ostateczne rozwiązanie sprawy prowadzi jednak w stronę, której nikt z zainteresowanych się nie spodziewał. 


Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 352
Moja ocena : 6/6

Tom drugi, "Krótka piłka", kręci się wokół sprawy zabójstwa młodej tenisistki Valerie Simpson. Dziewczyna zostaje zastrzelona przez nieznanego sprawcę tuż przed stadionem, kiedy to szła na spotkanie z Myronem i chciała prosić go o pomoc w nieznanej sprawie. Bolitar opiekuje się aktualnie dobrze rokującym tenisistą Duanem Richwoodem, który zostaje wplątany w morderstwo Valerie, przez to, że zataja kilka faktów, związanych z ofiarą i ich wzajemną relacją. Myron z pomocą Wina odnajduje zabójcę dziewczyny, ale dotarcie do prawdy zajmie im sporo czasu, trzeba będzie bowiem cofnąć się do sprawy sprzed sześciu laty, kiedy to w klubie tenisowym, dwóch młodocianych, czarnoskórych przestępców, zamordowało ówczesnego chłopaka Valerie, Alexandra.

Przeszłość łączy się z teraźniejszością, stare sprawy nie ulegają przedawnieniu, wręcz przeciwnie, są ciągle aktualne i mają ścisły związek ze śmiercią Valerie.



Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 336
Moja ocena : 5/6

"Bez śladu" oceniłam trochę niżej, niż dwa wcześniejsze tomy. Podobne odczucia miałam, kiedy czytałam go za pierwszym razem, bo sprawa kryminalna wydala mi się trochę mniej dynamiczna i mniej pokręcona, w porównaniu z poprzednimi, stąd też ta niższa nota. Myron zostaje zaproszony do grania w reprezentacji swojej dawnej drużyny New Jersey Dragons, a przy okazji dostaje zlecenie odnalezienia jednego z zawodników, Grega Downinga, który zaginął bez śladu. Bolitar ma z nim osobiste porachunki, bowiem to Greg zajął jego miejsce w drużynie, po niefortunnej kontuzji kolana. Okazuje się, że zaginięcie gracza może wiązać się ze zniknięciem pewnej kobiety oraz groźnymi dłużnikami. Co tak naprawdę stało się z koszykarzem? Jak Myron poradzi sobie w zespole, ponownie grając zawodowo? Kłopoty wiszą w powietrzu, a najgorsze dopiero nadejdzie, bowiem Greg coś ukrywa, a jego tajemnica może zrujnować niejedną karierę.

Tom pierwszy i drugi są na podobnym poziomie i oceniłam je na 6, ale z minimalną przewagą tego pierwszego. "Bez skrupułów", jak do tej pory wysuwa się na prowadzenie, ale ogólnie powieści Cobena są świetne, mają wartką akcję i ciekawe intrygi kryminalne. Jednak to, co wyróżnia te historie od innych kryminałów, to wyraziści bohaterowie, którzy po lekturze całej serii stają się czytelnikowi niemal tak bliscy, jak realni przyjaciele.

Kto jeszcze nie zna kryminałów Autora, powinien jak najszybciej nadrobić zaległości. A ja będę sobie dalej je czytała, spodziewajcie się więc kolejnych, zbiorczych wpisów na ten temat.

Sardegna

Już czytam sam! #6 "39 i 52 - piętrowy domek na drzewie"


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments

Seria o "Domkach na drzewie", autorstwa Andy'ego Griffiths i Terry'ego Dentona, zawojowała moją Ośmiolatką. Wszystko zaczęło się od tomu drugiego (pierwszy był bowiem niedostępny) "26 - piętrowy domek na drzewie", który był praktycznie pierwszą grubszą książką, przeczytaną w całości samodzielnie, przez moje dziecko. Kolejno padło na "39 piętrowy domek na drzewie", a teraz na najnowszy, mający premierę dopiero w tym miesiącu - "52 piętrowy domek ...". Od czasu przeczytania tomu drugiego umiejętności czytelnicze mojej córki znacznie się poprawiły. Dlatego nie zdziwiło mnie, kiedy przeczytanie każdej z książek zajęło jej nie więcej, niż jeden wieczór.

W czym tkwi więc fenomen "Domków na drzewie"? Chyba na tym, że jest to opowieść łącząca w sobie komiks z tradycyjną historią. Książka zawiera wiele ilustracji, zabawnych szkiców tak, jak to ma miejsce w tradycyjnym komiksie, jednak całość jest tak rozbudowana, że znacznie przekracza jego objętość.  Dziecko czytając tak grubą książkę ma niemałą satysfakcję. W rzeczywistości jednak całość ma znacznie mniej tekstu, niż się to na początku może wydawać. Seria podobna jest trochę do innej, skierowanej dla nieco starszych dzieci: "Dziennika Cwaniaczka" czy "P.Rosiak", "Domki" przeznaczone są jednak dla 8-12 latków, którzy też mogą cieszyć się swoimi "komiksowymi" książkami i zaczytywać się w nich do woli.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 335
Moja ocena : 5/6

W tej części spokojny żywot chłopaków Andy'ego i Terry'ego stoi pod znakiem zapytania. Goni ich termin oddania do redakcji kolejnej książki, co gorsza jednak, książka nie jest jeszcze napisana, więc są oni w poważnych tarapatach. W związku z tym postanawiają skonstruować wynalazek, który pomoże im w napisaniu książki, a nawet napisze ją za nich. 
Budują maszynę Dawno Dawno Temu, która ma takie magiczne właściwości, niestety przynosi ona więcej strat, niż pożytku, buntuje się i postanawia stworzyć książkę na własnych zasadach. 

To jest tylko początek tej zagmatwanej historii, bowiem dalej jest tylko ciekawiej. Chłopcy szukają profesora, o wdzięcznym imieniu Debillo, który ma pomóc im uwolnić się od zdradzieckiej maszyny. W tym celu wyruszają na Księżyc rakietą zbudowaną z połączonych kropek. Profesor nie jest jednak miłym typkiem i niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze. Andy i Terry będą musieli uratować siebie, swój domek na drzewie, a także ... cały świat.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 350
Moja ocena : 5/6

"52 - piętrowy domek na drzewie" opisuje równie emocjonujące przygody chłopaków. Andy i Terry dziwią się, że pan Nochal - wydawca ich książek, jeszcze nie odezwał się z przypomnieniem o terminie oddania kolejnego tytułu. Okazuje się, że ich zdziwienie jest jak najbardziej uzasadnione, ponieważ Nochal zniknął w podejrzanych okolicznościach. Chłopaki postanawiają rozwiązać tę zagadkę, jak prawdziwi detektywi, w końcu mają na jednym ze swych pięter supernowoczesną agencję detektywistyczną z megazaawansowana technologią. Wyruszają na akcję, przy okazji ratując swoją przyjaciółkę Jill od zaklętego snu, spowodowanego zatruta marchewką. Kierują się do królestwa, w którym rządzą warzywa, niekoniecznie pozytywnie nastawione do ludzi, i ... wpadają w zastawione przez nich sidła. Ta przygoda nie może skończyć się dobrze, chyba że ktoś przyjdzie chłopakom z pomocą.

Sporo się dzieje w życiu bohaterów mieszkających w swym domku na drzewie. Często są to przygody zabawne, niesamowite, czasami tak absurdalne, że śmieszyć mogą tylko młodego czytelnika. Ja nie neguję "Domków na drzewie". Cieszę się, że moja córka lubi tą serię i dobrze się jej ją czyta. W przygotowaniu jest już kolejny tom tej serii i tym razem będzie to "65 - piętrowy domek na drzewie". Na pewno się w niego zaopatrzymy.

Jeśli interesują Was wcześniejsze wpisy z serii "Już czytam sam!" znajdziecie je klikając w odpowiednie linki:

#1 "Cecylka Knedelek"
#2 "Koty"
#3 "Elementarz"
#4 "Dziennik Cwaniaczka"
#5 "Baśnie Grimm i Andersena"

  Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - styczeń


posted by Sardegna on

10 comments

Pierwszy miesiąc nowego roku już za nami. Ledwo co świętowaliśmy jego pierwszy dzień, a już wkraczamy wielkimi krokami w kolejny.  Styczeń wyglądał u mnie raczej spokojnie. Na Śląsku w tym miesiącu przypadały ferie, więc spędziłam czas w domu, robiąc to, na co zwykle nie ma czasu. Wbrew pozorom nie było to czytanie, ani pisanie o książkach. Stąd też w czasie ferii pojawiły się u mnie tylko cztery wpisy. Lista lektur w styczniu też nie jest jakaś imponująca. Przeczytałam tylko 8 książek, ale 5 z nich to moje zaległości blogowe z zeszłego roku, 1 to styczniowa nowość, a 2 książki zaliczam do wyzwania Z półki, bowiem wyciągnęłam je z czeluści mojej biblioteczki w odruchu ponownego przeczytania. Fajnie było!
Co do czytania w wolnym czasie, nie wiem, jak to wygląda u Was, ale ja im mam mniej czasu, tym więcej potrafię przeczytać. W ferie widocznie miałam za dużo wolnego...

Jeśli chodzi o nowości styczniowe, nie było ich zbyt wiele, ale za to wszystkie świetne:


"Tajemnica bzów" Magdaleny Kordel - to nagroda otrzymana w konkursie od samej Autorki. Do książki dołączone były urocze magnesy przedstawiające Lwów i sympatyczna, imienna dedykacja. Dziękuję!


"Ulysses Moore. Piraci z Mórz Wyobraźni" B. Pierdomenico - od Wydawnictwa fk Olesiejuk


"Pośród żółtych płatków róż" Gabriela Gargaś - zakup własny po genialnej, promocyjnej cenie


Dla dzieciaków:
"Przygody Kota Filemona" oraz "52 - piętrowy domek na drzewie" - od Naszej Księgarni
trzy tomy "Bohaterowie z boiska" - Arkadiusz Milik, Łukasz Piszczek, Łukasz Fabiański - kupione w Biedronce.


Rzutem na taśmę, na styczeń załapała się jeszcze książka: "Lord John i sprawa osobista" Diany Gabaldon - od Świata Książki

Czekam jeszcze na kilka książek, które zamówiłam w styczniu, ale zaliczę je już do stosu lutowego. Zobaczymy, czy statystyka niewielu nowości, otrzymanych w ciągu miesiąca, utrzyma się dalej. Pozdrawiam serdecznie

Sardegna

"Sweet ache. Krew gęstsza od wody" K. Bromberg


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

 

Wydawnictwo: Editiored
Liczba stron: 450
Moja ocena : 5/6

Najlepsze zostawiłam sobie na koniec. Chociaż tym razem zupełnie nie celowo. Kiedy zabierałam się za serię "Driven" K. Bromberg, a właściwie za jej kontynuację, czyli trzy tomy romansów z wątkami erotycznymi, powiązane luźno z bohaterami serii, działałam zupełnie przypadkowo. Ponieważ były to części czwarta, piąta i szósta, które na szczęście można było czytać niezależnie od podstawowej trylogii, sugerowałam się tylko opisami okładkowymi i zabrałam się za nie zupełnie nie po kolei. Najpierw przeczytałam "Hard beat. Taniec nad otchłanią" – było średnio. Później za "Slow burn. Kropla drąży skałę" – było lepiej, ale nadal bez szału. Na koniec zostawiłam sobie "Krew gęstszą od wody" i to głównie za sprawą, że ten tom był najgrubszy, więc.... no właśnie. Nie pytajcie o logikę, bo jej tu nie ma...

Powiem szczerze, że dwa tomy, które czytałam wcześniej średnio mi się podobały. Opowieści były raczej tendencyjne i nie wzbudziły we mnie jakiś większych emocji. Zresztą o moich wrażeniach możecie przeczytać, klikając w odpowiednie linki powyżej. Dlatego też trochę sceptycznie podchodziłam do tej części ostatniej. Na szczęście wyszło, jak wyszło. Najlepsze zostawiłam sobie na koniec!

"Krew..." łączy się z "Driven" postacią głównej bohaterki Quinlan Westin, która jest siostrą Clotona – przystojnego i niegrzecznego chłopaka z trylogii. Quinlan jest nieodrodną siostrą swego brata. Jest wygadana, pewna siebie, uparcie pracuje na swoje nazwisko próbując oddzielić od siebie łatkę córki znanego reżysera i siostry popularnego rajdowca. Nie ma jakoś szczęścia w miłości, mimo że jest piękną i seksowną kobietą, skupia się więc na pracy naukowej i doktoracie na lokalnym uniwersytecie.

I to właśnie praca stanie się przyczyną jej miłosnych kłopotów, bowiem któregoś dnia okazuje się, że ma asystować w cyklu wykładów nowemu prowadzącemu. Nie byłoby to dla niej niczym nowym, gdyby nie fakt, że wykładowcą jest Hawkin Play, słynny, nieziemsko przystojny rockman. Hawkin zostaje wmanewrowany w prowadzenie zajęć dla studentów, żeby uniknąć poważniejszej kary za swoje grzeszki, a ponieważ jest wielkim kobieciarzem, przekonanym o tym, że żadna dziewczyna się mu nie oprze, z pewnością siebie podrywa także Quinlan.

Zaskoczeniem dla niego będzie fakt, że kobieta nie od razu mu ulega. Do tego dochodzi jeszcze niefortunny początek ich znajomości. Zdobycie zaufania Quinlan i jej sympatii zajmie Hawkinowi trochę czasu, co jest dla niego swoista nowością. Kiedy relacja tych dwojga zacznie zmierzać w pozytywną stronę, dojdzie do pewnego zakładu, który może zniszczyć fajnie zapowiadający się związek.

Poza wątkiem miłosnym i erotycznym tych dwojga bohaterów, w całej tej historii dzieje się coś jeszcze. I to jest fajne, bo lubię kiedy erotyki czy romanse mają jeszcze jakąś fabułę. Hawkin ma trudną relację z bratem, który bezczelnie pozwala sobie na wtrącanie w jego życie. Ma to związek z dzieciństwem chłopaków i ich matką, która też odegra w tej opowieści ważna rolę. Hawkinowi zaczyna zależeć na Quinlan, ale czy na tyle, żeby zdradzić jej swój największy dramat? Czy wtajemniczy ją w swoje życie prywatne?

Czytając "Krew..." przychodziła mi na myśl seria "After". Obie historie nie są może do siebie jakoś super podobne fabularnie (oczywiście poza postacią głównego bohatera – boskiego i przystojnego, niegrzecznego chłopca, którego kochają wszystkie czytelniczki), ale wzbudzają podobne emocje. Jeżeli więc czytałyście "After" i się Wam podobało, lubicie historie, w których bohaterowie non stop przezywają jakieś wzloty i upadki, kłócą się, żeby potem pogodzić się w wiadomy sposób, emocje w nich buzują a końcówka książki przynosi nagły zwrot akcji, ta powieść będzie w sam raz dla Was.

Sardegna

"Strasznowiłka w Groźnym Gąszczu" Jana Bauer


posted by Sardegna on , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Ezop
Liczba stron: 104
Moja ocena : 5/6

"Strasznowiłkę w Groźnym Gąszczu" poleciła mi koleżanka polonistka mówiąc, że jest to świetna i pouczająca lektura dla dzieci. Szczerze mówiąc nie kojarzyłam Strasznowiłki, ani nazwiska jej Autorki. Po dokładnym przeanalizowaniu internetów okazało się, że Jana Bauer pochodzi ze Słowenii, a książka zdobyła wiele wyróżnień i nagród między innymi była nominowana do nagród Desetnica w 2012 i Večernica w 2012 r., otrzymała odznakę jakości „Złota Gruszka” w 2012 roku, a także została wpisana na na listę najlepszych książek dla dzieci w Chorwacji w 2014. To wszystko dało mi tylko do myślenia. Jak wiele ciekawych książek, i to nie tylko dla dzieci, mi umyka...

Kim lub czym jest Strasznowiłka? To malutka dziewczynka, niewielki skrzat, mały elfik, przybyły niespodziewanie do Groźnego Gąszczu w latającym balonie, który zamiast kosza ma stary czajnik. Strasznowiłka swym pojawieniem się wprowadza wśród mieszkańców Gąszczu niemałe zamieszanie. Od razu pokazuje swój niełatwy i zadziorny charakter, bezczelnie przejmuje dziuplę wiewiórki, a swoim niewybrednym językiem straszy napotkane zwierzęta. 

Mieszkańcy lasu są przerażeni nową lokatorką i w sumie nie jest to dziwne, bo Strasznowiłka z nikim się nie liczy, niewybrednie przeklina, bierze co chce bez pytania, zwierzęta więc postanawiają się jej pozbyć. Prym w realizacji tego planu wiedzie jeż, popielica i pozbawiona lokum wiewiórka, a jedyną przychylną  Strasznowice postacią, jest mądra i tolerancyjna sowa, która z wyrozumiałością i pobłażliwością podchodzi do jej wybryków.

Zwierzęta początkowo nieufne w stosunku do nowej lokatorki lasu, z czasem zaczynają się do niej coraz bardziej przyzwyczajać i przekonywać. Ostatecznie Strasznowiłka zaprzyjaźnia się z mieszkańcami Groźnego Gąszczu, a jej obecności uczy ich wielu nowych rzeczy, między innymi tolerancji, wyrozumiałości, cierpliwości, a także tego, że pozory mogą mylić, i jak ważne jest precyzyjne wyrażanie swoich emocji i pragnień. 

"Strasznowiłka w Groźnym Gąszczu" to z pozoru banalna opowieść o leśnych mieszkańcach  i ich perypetiach. Tak naprawdę jednak jest to bardzo mądra bajka, która niesie za sobą bardzo wiele, ważnych treści. Jeżeli dzieciaki same tych treści w lekturze nie odnajdują, ważna jest rola rodzica, żeby im na nie wskazać i na ten temat porozmawiać. 
Strasznowiłka, która na początku wydawała się nie mieć żadnych pozytywnych cech, dała się poznać mieszkańcom lasu na tyle, że stała się dla nich przyjaciółką i ważnym uczestnikiem codziennego życia. Poza tym książka ta po raz pierwszy uświadamia ważny fakt, na który początkowo nie zwróciłam uwagi, ale koleżanka polonistka mi go uświadomiła, pokazując, że bliscy i rodzinne otoczenie mają istotny wpływ na charakter i zachowanie dziecka. Strasznowiłka swoje negatywne cechy wyniosła z domu, o czym w książce parokrotnie jest mowa.
Jak tą lekturę przyjęły moje dzieci? Początkowo trochę nieufnie, bowiem czytałam im Strasznowiłkę tuż po zakończeniu "Dzieci z Bullerbyn", przez co przez pierwsze 2, 3 rozdziały musiałam wysłuchiwać narzekań, że: "To nie jest takie fajne, jak "Dzieci z Bullerbyn", mamo!".  Rzeczywiście na początku nie czuli klimatu, tym bardziej, że język Strasznowiłki też jest dość specyficzny. Na szczęście z czasem wkręcili się w tą historię i  po każdym rozdziale chętnie słuchali mojego komentarza, albo i sami go wygłaszali.

Mnie natomiast, w trakcie lektury towarzyszyła myśl przewodnia, iż trzeba codziennie tłumaczyć dzieciom, że w każdym człowieku tkwi coś pozytywnego, jakaś iskierka dobra, trzeba tylko się troszkę wysilić i mieć chęć na jej odkrycie. Sami powiedzcie, czy ta książka nie jest fajna?
 
Wydaje mi się, że jest to lektura dla dzieci bardzo niedoceniana i mało znana. Sami powiedzcie, kojarzyliście wcześniej Strasznowiłkę? Nie sądzę... Bardzo polecam i rodzicom i nauczycielom. Zaopatrzcie się w swój egzemplarz i spróbujcie przemycić jakieś jej pozytywne treści, w rozmowach z dziećmi.

  Sardegna