# Nowości w mojej biblioteczce - listopad


posted by Sardegna on

9 comments

Listopad był dla mnie bardzo trudnym miesiącem, jeśli chodzi o sprawy zdrowotne. Właściwie połowę miesiąca spędziłam na leżąco w łóżku, i to w stanie takim, który nie nadawał się zbytnio do życia codziennego. Jedyny pozytyw, to taki, że udało mi się w tym czasie przeczytać całkiem sporo książek i nadrobić zaległości w notkach blogowych. W listopadzie udało mi się przekroczyć magiczną liczbę 90 książek, przeczytanych w tym roku, więc do setki niewiele mi już zostało. Myślę, że będę w stanie doczytać brakującą liczbę w grudniu.

Jeśli chodzi o nowości w tym miesiącu, dotarła do mnie niesamowita niespodzianka. Od wielu lat jestem użytkownikiem serwisu BiblioNetka, w którym kiedyś udzielałam się znacznie więcej, teraz trochę mniej. W serwisie tym panuje taki sympatyczny zwyczaj, polegający na tym, że z okazji mikołajek, życzliwi użytkownicy robią sobie prezenty. Analizując schowki i książki, które są na liście, przesyłają anonimowo, to znaczy w postaci Biblionetkołaja, upominki pod wskazany adres. I w tym roku do mnie taki Biblionetkołaj dotarł, przynosząc mi dwie fajne książeczki. Jedna z nich to opowiadania Margit Sandemo (do mojej kolekcji), druga to świąteczna opowieść autorstwa Nory Roberts. Sami powiedzcie, jaki to miły gest! Biblinetkołajowi już dziękowałam, ale może się zdarzyć, że i tutaj on zerknie, więc jeszcze raz: dziękuję!


Jeśli chodzi o inne, listopadowe nowości, to były to:


"Dom na wyrębach" Stefan Darda - od Videografu
"Nanga Parbat" Dominik Szczepański i Piotr Tomza - od Wydawnictwa Agora 


"Świąteczna kafejka" Amandy Prowse - od Wydawnictwa Kobiecego

oraz cała paczka od Czwartej Strony: 
"Niebezpieczna gra" Joanny Opiat - Bojarskiej
"Andumenia. Przebudzenie" Moniki Glibowskiej
"Obudź się Kopciuszku" Natalii Sońskiej

Za wszystkie nowości serdecznie dziękuję! Powoli trzeba będzie przygotowywać się do podsumowania roku i zebrać wszystkie stosy, jakie przybyły do mnie w tym roku. Nie mam pojęcia, jaka będzie statystyka, ale mam nadzieję, że nie spadnę na jej widok z krzesła... Zdaje mi się, że rok 2016 przyniósł nieco mniej książek do mojej biblioteczki, ale pewna nie jestem. Wszystko w tym temacie okaże się już za miesiąc!

Sardegna

Rozwiązanie konkursu z okazji 1000 postu w Książkach Sardegny


posted by Sardegna on ,

7 comments

Konkurs z okazji opublikowania 1000 posta w Książkach Sardegny wczoraj o północy dobiegł końca. Dziękuję za udział wszystkim, którzy zgłosili się do konkursu, polecili mi jakąś ciekawą lekturę i wyrazili chęć posiadania nowej powieści Remigiusza Mroza "Świt, który nie nadejdzie". Dziękuję także za wszystkie miłe słowa, które padły pod adresem moim i mojego bloga. To zawsze inspiruje i daje pozytywnego kopa. W ciągu tych sześciu lat blogowania miałam kilkakrotnie chwile zwątpienia czy załamania ksiązkowego, ale dzięki wam wiem, że ktoś mnie ciągle czyta i do mnie zagląda, nawet w sytuacjach kryzysowych, kiedy mnie na blogu nie ma przez dłuższy czas. Dziękuję!

Przechodząc jednak do sedna sprawy: do konkursu zgłosiło się 14 osób, a wyborem zwycięzcy zajął się Najważniejszy Członek Komisji Losującej: 

"Najpierw muszę na spokojnie rozeznać sprawę. Nie wolno mi się spieszyć, muszę się zastanowić..."


"Ten papierek wygląda nieźle, biorę go!"



 "Dobra, zadanie wykonane, jedzenie w misce stygnie, żegnam państwa, bez odbioru..."


I tym oto sposobem, nagrodę wygrywa MAKOMT  - gratuluję Kochana i proszę o przesłanie adresu do wysyłki na sardegna@poczta.onet.eu


Jeszcze raz dziękuję wszystkim za zaangażowanie i pozdrawiam Was serdecznie!

Sardegna

"Zielone martensy" Joanna Jagiełło


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 240
Moja ocena : 5/6


"Zielone martensy" pani Joanny Jagiełło to kolejna już książka Autorki (po "Oko w oko z diplodokiem", "Kawa z kardamonem", "Czekoladza z chilli"), ale pierwsza, która zdobyła większy rozgłos dzięki temu, że zdobyła II nagrodę Konkursu Literackiego im. Astrid Lindgren, organizowanego przez Fundację ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom.

Jest to powieść o młodzieży gimnazjalnej, i dla tej grupy docelowej przeznaczona, jednakże moim zdaniem, jest to taka mądra i wartościowa książka, że spokojnie sięgać może po nią starsza młodzież licealna, a także dorośli. W "Zielonych martensach" poruszono wiele wątków, związanych z problemami dotykającymi współczesną młodzież. Autorka nawiązała do motywu, popularnych w dzisiejszych czasach, eurosierot, prześladowania w szkole za "inność", samotności w tłumie, a także poszukiwaniu bratniej duszy, którą czasami można znaleźć w zupełnie przypadkowej osobie.

Felix chodzi do gimnazjum. Przez swoją "inność", czyli brak kasy na najnowsze gadżety, a także niewielki wzrost, należy do grupy dzieciaków będących wiecznymi popychadłami, dla silniejszych i bardziej popularnych nastolatków. Jednakże dla Feliksa nie to stanowi największy problem. Chłopak ma ważniejsze sprawy na głowie. Jako że jego mama, wychowująca samotnie jego i dziesięcioletnią siostrę Wiktorię, wyjechała za granicę do pracy. Wyjazd, który początkowo miał być "na chwilę", przeciąga się już kilka miesięcy. Feliks i jego siostra znajdują się w prawdzie pod opieką babci, ale jej wiek wyraźnie daje się już we znaki, dlatego praktycznie wszystkie obowiązki domowe, rachunki, i sprawy związane z życiem szkolnym, leżą na głowie Feliksa. Sytuacja komplikuje się jeszcze dodatkowo, kiedy babcia ląduje w szpitalu. Felix musi ogarnąć wszystko i jeszcze stwarzać pozory, że w ich domu wszystko jest w porządku.

Jasnym światełkiem w ciężkiej codzienności chłopaka staje się poznanie wyjątkowej dziewczyny. Otylia zwana Optą, mimo że ma ona swoje osobiste problemy, stara się być zawsze uśmiechnięta, zupełnie nie przejmuje się swoim nieco dziwnym wyglądem, ubiera się ekscentrycznie, nie zważa na docinki rówieśników, przez to, staje się dla Felixa pięknym, kolorowym ptakiem, w szarej, szkolnej rzeczywistości.
Przebywanie w otoczeniu Opty staje się dla chłopaka prawdziwą przyjemnością, pozwala też na chwilowe oderwanie się od problemów.

Pomiędzy dziewczyną a Feliksem nawiązuje się wyjątkowa przyjaźń, pełna wsparcia, zrozumienia i akceptacji. Z czasem ta przyjaźń przeradza się w coś więcej, w uczucie dające obojgu siłę do przetrwania trudnych chwil, które dopiero nadejdą.

Nie dajcie się zwieść pozorom, że "Zielone martensy" to opowieść o nastoletniej miłości. Choć w pewien sposób jest to także opowieść o tym, nie jest to jednak główny wątek powieści. Książka jest bardzo mądrą, wartościową opowieścią, niosąca ostatecznie pozytywne przesłanie. Mimo że w trakcie lektury czytelnikowi towarzyszą raczej trudnej emocje, ogólny wydźwięk tej opowieści jest bardzo pozytywny. 

Lektura "Zielonych..." może przynieść nastolatkom bardzo wiele korzyści. Pokazuje, jak ważne jest wsparcie bliskiej osoby, i jak w każdej sytuacji warto być sobą. Dorosłym czytelnikom także uświadomi to i owo. Choćby fakt, że życie nastolatka nie jest łatwe i czasami pod tą "dorosłą" fasadą znajduje się zagubione dziecko, którym trzeba się zaopiekować. Zupełnie zgadzam się z werdyktem jury, że wyróżniła "Zielone martensy" nagrodą. Książka, jak najbardziej na nią zasługuje.

Sardegna

"A.B.C." Agatha Christie


posted by Sardegna on , , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Omega
audiobook: czas trwania 6 godzin 21 minut
Moja ocena : 5/6
lektor: Artur Dziurman

Pisałam już nie raz, że Agatha Christie towarzyszyła mi od początku mojej czytelniczej pasji. Kiedy miałam jakieś 12 - 13 lat, namiętnie czytałam wypożyczone z biblioteki miejskiej, wszystkie dostępne kryminały Autorki. Ta fascynacja opowieściami Christie stała się podstawą mojej miłości do czytania, a ja do dziś powtarzam, że to od Jej książek wszystko się zaczęło.

Kiedy "wyczytałam" z biblioteki już wszystkie kryminały Christie, przyszła kolej na inne powieści, ale już mocniejsze i bardziej krwawe, zdawało mi się bowiem, że w "delikatnych" i bezkrwawych powieściach Autorki, nic nie jest mnie już w stanie zaskoczyć. Miałam więc dość długą przerwę od Christie i musiało minąć dobrych kilkanaście lat, w towarzystwie lepszych lub gorszych książek z gatunku kryminalnego i literatury grozy, żebym mogła wrócić do korzeni, ale już na zupełnie innych warunkach.

Swój powrót zaczęłam od pojedynczych powieści Christie, których do tej pory nie znałam. Sięgnęłam też po dwie powieści obyczajowe ("W samotności" oraz "Róża i cis"), których lektura okazała się być niezwykle interesująca.

Jeśli chodzi o powieść "A.B.C.", nie należy może ona do najznamienitszych książek Autorki, jednakże trzeba przyznać, że lektura, a raczej przesłuchanie tej historii, okazało się być bardzo ciekawe. Intryga skonstruowana jest misternie, detektyw Herkules Poirot, jak zwykle inteligentnie odgaduje, kto stoi za zabójstwami, przy okazji odkrywając też "tajemnicę dodatkową", a jego przenikliwy sposób myślenia, umysł geniusza i spryt w analizowaniu faktów, wysuwa się, jak to ma miejsce w kryminałach Christie, na pierwszy plan.

Jak się można domyślić, akcja "A.B.C." toczyć będzie się wokół alfabetycznego klucza. W Andover ginie Alicja Ascher, niepozorna, nikomu nie wadząca kobieta, której śmierć jest szokiem dla bliskich jej osób. Tak naprawdę jednak zabójstwo Alicji nie było przypadkowe i zostało starannie zaplanowane. Poprzedzone zostaje także anonimowym listem ze wskazówkami, wysłanym Herkulesowi Poirot.
Morderca rzuca detektywowi wyzwanie, dostarczając mu co kilka dni nowych listów z informacjami o kolejnych zabójstwach, a wszystkie je podpisuje inicjałami A.B.C., sugerując tym samym alfabetyczne motywy swego postępowania. Kiedy ginie kolejna osoba, tym razem Poirot wie już, gdzie szukać mordercy i jak go schwytać.

Pomysł na zbrodnię, przedstawiony w tej powieści rzeczywiście był oryginalny. Zupełnie nie udało mi się odkryć, o co chodzi i kto jest winny. Dlatego tym bardziej jestem zadowolona z lektury, i bardzo miło było mi wrócić do przeszłości i starać się podążać za tokiem myślenia Herkulesa Poirot.

Książek tej Autorki nie muszę chyba nikomu polecać. Fani Agathy Christie wiedzą doskonale, co jest w nich wyjątkowego, a osoby, które jeszcze żadnego kryminału pisarki nie czytały, muszą same poczuć chęć zmierzenia się z klasyką.

Sardegna

"Lśnienie" Stephen King


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka/Audioteka.pl
audiobook: czas trwania 21 godzin 8 minut
Moja ocena : 6/6
lektor: zespół aktorów: Agata Kulesza, Adam Woronowicz, Krzysztof Gosztyła, Marian Opania, Bernard Lewandowski, Mariusz Bonaszewski 

Któż nie zna kultowego horroru "Lśnienie", w wersji adaptacji filmowej, której reżyserem jest Stanley Kubrick? Mimo że film powstał w roku 1980, jego specyficzny klimat, atmosfera grozy, a także niezapomniana, genialna rola Jacka Nicholsona, powodują, że do dziś adaptacja ta umieszczana jest w rankingu najlepszych horrorów wszechczasów.

Dzieło Stephena Kinga, które zostało przeniesione na ekrany kin, w oryginale jednak odbiega znacznie od swej adaptacji. Zresztą kiedy przygotowywałam ten wpis, doszukałam się informacji, że King nie był zbyt zadowolony z ostatecznej formy filmu, jaką stworzył Stanley Kubrick. Ale po kolei...
Ja w każdym razie, oglądałam "Lśnienie" jakieś 15 lat temu i oczywiście zapamiętałam charakterystyczną atmosferę niepokoju i kilka kultowych kadrów wyryło mi się w pamięć, tak naprawdę jednak nijak nie umiałam sobie przypomnieć początku ani zakończenia tej historii. Postanowiłam więc odświeżyć sobie filmowe "Lśnienie", ale najpierw chciałam zapoznać się z oryginałem. 

Z pomocą przyszła mi  listopadowa promocja Czytaj pl., o której pisałam na początku miesiąca. Akcja ta (ciągle jeszcze trwa, więc w razie czego, do dzieła!), ma na celu  propagowanie czytelnictwa przez umożliwienie wypożyczenia za darmo e-booka lub audiobooka, jednego z 12 wybranych tytułów (wszystkie szczegóły na temat Czytaj.pl znajdziecie TUTAJ).

Bez zastanowienia wybrałam z oferty "Lśnienie", ale zdecydowałam się na wersję audiobooka, a właściwie słuchowiska, po pierwsze dlatego, że słyszałam już coś o tym projekcie, że jest mega produkcją, stworzoną przy współpracy wielu aktorów i jest na bardzo wysokim poziomie. Po drugie, chciałam nadrobić w końcu zaległość nieznajomości oryginału i ostatecznie skonfrontować go z adaptacją.

I powiem Wam, że odsłuchanie "Lśnienia" to było niesamowite przeżycie! Rzeczywiście, pierwszą myślą, jaka mi się nasunęła, to fakt, że istotnie adaptacja filmowa, w porównaniu z oryginałem jest bardzo, bardzo, bardzo uboga. W filmie nie ma nawet połowy scen, które znajdują się w książce. Poza tym, kilka momentów w filmie zostało całkowicie zmienionych w porównaniu z oryginałem. Nie dziwię się więc niezadowoleniu Kinga, bo mimo całej wyjątkowości filmu, nie umywa się on nawet w połowie do książki.

Historia Jack'a Torrance'a, jego żony Wendy i syna Danny'ego w filmie przedstawiona jest w  sposób bardzo ubogi. Mało wiemy o tej rodzinie, nie mamy pojęcia skąd tak właściwie wzięli się w Panoramie,  nic nie wiemy o ich przeszłości. A wbrew pozorom, jest to bardzo ważne dla całej opowieści. Książka daje odpowiedzi na  te wszystkie pytania. Zresztą cała pierwsza część powieści poświęcona jest historii rodziny Torrance'ów, wyjaśnia motywy postępowania Jacka, tłumaczy szczegółowo, jakim dzieckiem jest Danny orsz skąd wzięło się to jego charakterystyczne "lśnienie" i nadprzyrodzone zdolności. Z książki poznamy bliżej Jacka, historię jego rodziny i to, co w jakiś sposób wpływa na jego późniejsze zachowanie. Podobnie sytuacja ma się z Wendy Poznajemy jej przeszłość, relacje z mężem, dzięki temu możemy sobie zbudować obraz wyrazistej bohaterki. W filmie bowiem, Wendy krzyczy i biega bez ładu i składu, po hotelu, jak głupia gąska. W książce natomiast jej postać nie jest banalna, nabiera odpowiedniego charakteru i znaczenia.

Historia rodziny Torrance'ów zajmuje w książce jakiejś 1/5 treści, nie jest to więc informacja niepotrzebna dla fabuły, nie rozumiem więc, dlaczego została tak pominięta w filmie. Bardzo wiele miejsca w książce poświęcono także na poznanie historii samego hotelu. W rozdziale pod tytułem "Album z wycinkami" poznajemy dokładnie wydarzenia i postacie, które miały wpływ na Hotel Panorama, i doprowadziły go do stanu, w jakim się aktualnie znajduje. 

Podobnie sprawa ma się z wydarzeniami, które rozgrywają się przed właściwym "opętaniem" Jacka. Wszystkie opisy przewidzeń, majaków, duchów widzianych przez Jacka i Danny'ego są rozbudowane i genialnie opisane, pozwalają one wczuć w atmosferę i powoli wkręcać w klimat grozy. Popychają czytelnika małymi kroczkami naprzód, do momentu kulminacyjnego, kiedy opętany Jack próbuję zrobić to, o czym wszyscy wiemy.

Słuchowisko jest niesamowicie emocjonujące. Oczywiście całą robotę robi zespół aktorów i dźwiękowców, którzy współtworzą ten projekt, budując napięcie i atmosferę grozy, a także kreują przytłaczający klimat opuszczonego hotelu. Wrażenie jest niesamowite!

To moje drugie spotkanie ze Stephenem Kingiem. Pierwszym był  thriller "Gra Geralda", który zrobił na mnie średnie wrażenie, może dlatego, że spodziewałam się typowego horroru, a dostałam, owszem interesującą, ale jednak mało "horrorową" opowieść. Za to moje drugie spotkanie twórczością Autora jest bardzo udane. Cieszę się, że w końcu udało mi się nadrobić zaległość, jak było w moim przypadku "Lśnienie". Jeżeli ktoś z Was również zna tą historię tylko z adaptacji filmowej, musi koniecznie to zmienić. Tak, jak napisałam: film zupełnie nie umywa się do książki, a po co zadowalać się substytutem? 

Bardzo się cieszę, że mogłam skorzystać z promocji Czytaj.pl i przesłuchać sobie "Lśnienie" i choć audiobook jest dość długi, bo trwa ponad 21 godzin, przesłuchanie go była jednym z bardziej emocjonujących momentów, w moim czytelniczym życiu. 

Sardegna

1000 post w Książkach Sardegny. Czas na niespodziankę!


posted by Sardegna on

52 comments

Dacie wiarę, że ten post, który właśnie czytacie jest TYSIĘCZNYM wpisem w Książkach Sardegny? Bloguję już prawie 6 lat, więc nieco się już tych postów nazbierało, ale mimo wszystko jednak, liczba 1000, która wyświetliła się w panelu roboczym, zrobiła na mnie wrażenie!

Zrobiłam szybki rekonesans statystyk i wychodzi na to, że najwięcej wpisów, bo aż po 220, opublikowałam w roku 2012 i 2013. Nieco mniej, bo 153 w roku 2015. W roku 2014 było ich 143, a na początku blogowania, w 2011 "zaledwie" 135. Rok 2016 nie pobije rekordu ilościowego wpisów, bo jak do tej pory, opublikowałam 129 postów. Oczywiście coś tam jeszcze napiszę do końca roku, ale wartości 220 raczej nie przekroczę.

Wszystkie te posty dają łącznie liczbę 1000 wpisów. Myślę, że to bardzo dobry wynik, tym bardziej, że większość z nich dotyczy jednak książek. Wiadomo, przez te 6 lat publikowałam także posty stosikowe, relacje z TK czy innych książkowych imprez, kalendarium wydarzeń czy te, związane z wyzwaniem Trójka e-pik, jednakże książki stanowią 3/4 ogółu.

Z okazji tak okrągłego święta mojego bloga, zapraszam na konkurs, w którym wygrać można książkę Remigiusza Mroza "Świt, który nie nadejdzie" i do tego komplet zakładek.



Regulamin:

1. Konkurs z okazji opublikowania 1000 postu na blogu Książki Sardegny, organizowany jest przez właścicielkę tegoż bloga http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/, fan page na FB
2. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Czwarta Strona
3. Nagrodą w konkursie jest książka "Świt, który nie nadejdzie" Remigiusza Mroza
4. Konkurs trwa od 23. 11.2016 do 29.11.2016.
5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 30.11.2016.
6. Odpowiedzi na zadanie konkursowe proszę pozostawiać w komentarzu pod postem konkursowym, można ale nie trzeba podawać adresu mailowego
7. O wygranej w konkursie decyduje organizator
8. Po ogłoszeniu wyników, zwycięzca proszony jest o skontaktowanie się mailowo: sardegna@poczta.onet.eu, w ciągu kolejnych trzech dni. Nagroda zostanie przesłana na adres podany przez zwycięzcę.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzacie się na jednorazowe wykorzystanie danych osobowych przez organizatora, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883)
11. Wysyłka tylko na terenie Polski

Zadanie konkursowe:

  • Polubić Książki Sardegny na FB /jeżeli ktoś nie ma konta na FB, należy dodać bloga do obserwowanych
  • Zgłosić chęć udziału w konkursie, wpisując w komentarzu poniżej tytuł książki, którą mi polecacie Wystarczy sam tytuł, nie trzeba uzasadniać wyboru
Zapraszam do zabawy. Zadanie nie jest trudne, a o książkę Mroza zawsze warto powalczyć! Pozdrawiam!

Sardegna

"Rewers" antologia


posted by Sardegna on , , , , ,

9 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 540
Moja ocena : 5/6

Czwarta Strona to bardzo twórcze wydawnictwo, które raczy swoich czytelników co chwilę, nowymi projektami. Większość z ich powieści leży oczywiście w kręgu moich zainteresowań, bo kryminał czy obyczajówka wydana pod szyldem Czwartej Strony jest gwarancją dobrej lektury. Jedną z takich nowości jest "Rewers", który we wrześniu miał swoją premierę. Jest to ponad pięćset stronicowa antologia kryminału, w której zaprezentowało się 11 polskich autorów, a jej wspólnym mianownikiem jest miejscowość rodzinna twórców, ale pokazana z nieco innej, bardziej mrocznej strony. 

Miasta nie będą obrazem powszechnie znanym i ugładzonym, za to okażą się naznaczone zbrodnią. Będą miastami grzechu, które pod przykrywką czystych ulic, zadbanych skwerów i nowoczesnych osiedli, skrywają swoją ciemną stronę. Każda miejscowość ma  taki swój "rewers", i właśnie o nim postanowili napisać polscy autorzy kryminałów, mierząc się ze swoimi własnymi, rodzinnymi demonami. 

W skład antologii wchodzi 11 opowiadań, umiejscowionych w różnych rejonach Polski. Wojciech Chmielarz opisuje swoje rodzinne Gliwice, Ryszard Ćwirlej - Piłę, Marta Guzowska, Rapę, Remigiusz Mróz - Opole, Joanna Opiat-Bojarska pisze o Łódzi, Marcin Wroński oczywiście o Lublinie, Gaja Grzegorzewska o Krakowie, Robert Małecki opisuje Toruń, Marta Mizuro, Wrocław, Małgorzata Sobieszczańska, Warszawę, a Joanna Jodełka - Poznań.

Wiadomo, jak to w antologii bywa, nie wszystkie opowiadania podobały mi się jednakowo. Niektóre bardziej przypadły mi do gustu, inne nieco mniej. Nie pokuszę się jednak o stwierdzenie, że któreś z opowiadań jest słabsze od innych, bowiem uważam, że wszystkie są na bardzo wysokim poziomie. Od razu widać, że Czwarta Strona zaprosiła do współpracy pisarzy, którzy wiedzą, co to stopniowanie napięcia i budowanie atmosfery i intrygi kryminalnej. Zresztą nazwiska Autorów mówią same za siebie

Jeśli chodzi o moją opinię, to miałam trochę utrudnione zadanie, bo wśród Autorów znalazło się kilka nazwisk pisarzy, których bardzo lubię. Starałam się jednak być obiektywna i nie patrzeć na nazwisko, tylko na przedstawioną historię. 

Najbardziej więc podobało mi się opowiadanie otwierające "Rewers". Po raz pierwszy miałam do czynienia z piórem pana Wojciecha Chmielarza (chociaż wiele osób polecało "Wampira"), i przyznaję, że "Babcia Wiśniewska" zrobiła na mnie największe wrażenie. Myślę, że spory udział miał w tym fakt, że akcja opowiadania rozgrywa się w Gliwicach, które znam całkiem nieźle, więc czytając miałam przed oczami targowisko na Lipowej i rejony Stadionu Piasta Gliwice. Potrafiłam sobie zatem świetnie wyobrazić atmosferę tego miejsca i klimat całego opowiadania. 

W związku z tym, że "Rewers" otwiera tak znakomita historia, trudno kolejnym jej dorównać. Może więc moja ocena wobec pozostałych jest niesłuszna, ale grunt to pierwsze wrażenie, a moim zdaniem, w tej antologii nic nie dorówna już "Babci Wiśniewskiej"

Gdybym miała wyróżnić, które opowiadanie podobało mi się kolejno, byłyby to "Niedzielne popołudnia" pani Gai Grzegorzewskiej, rozgrywające się w okolicy krakowskiego kamieniołomu, zapomnianego gdzieś na przedmieściach miasta. Podobał mi się pomysł na tę historię, duszna atmosfera, zagadka przeszłości głównej bohaterki, mieszanie się fikcji z prawdą i zatarte granice, pomiędzy wydarzeniami rzeczywistymi, a dziejącymi się w umyśle bohaterki. Jest to jedyne opowiadanie, które ma wyjątkowo wyraźny klimat grozy, dlatego pokusiłabym się o stwierdzenie, że to nie kryminał, tylko thriller psychologiczny.

Na trzecim miejscu ustawiłabym "Nie czytaj tego!" pani Joanny Jodełki. Opowiadanie kończące zbiór jest trochę nietypowe, ale doskonale spełniło swoje zadanie, bo nie ukrywam, że dałam się wkręcić! Taki był chyba zamysł Autorki, ale rzeczywiście historia zrobiła wrażenie i jest zaskakująca. Aż strach czytać dalej!

W środku puli umieściłabym opowiadanie Remigiusza Mroza, w którym szuka się odpowiedzi na pytanie: kto jest odpowiedzialny za zniknięcie dziewczyny Szymona, bohatera tej historii; opowiadanie pani Małgorzaty Sobieszczańskiej - zabójstwo bezdomnego na klatce schodowej sugeruje, że zawinił ktoś z sąsiadów; historia toruńska Roberta Małeckiego, o wyłowieniu z Wisły pewnej walizki; oraz opowiadanie pani Marty Guzowskiej, bardzo w Jej archeologicznym klimacie, choć, jak dla mnie, jest ono zdecydowanie za krótkie.

Pozostałe opowiadania to też bardzo fajne historie, napisane z pomysłem, które czytało mi się z wielką przyjemnością: femme fatale pani Joanny Opiat-Bojarskiej, czy tajemnicze zaginięcie u pani Marty Mizuro. Najmniej może przypadły mi do gustu kryminały retro, pana Ryszarda Ćwirleja i pana Marcina Wrońskiego, ale to po prostu moje subiektywne odczucia, bo jakoś nie bardzo potrafiłam wczuć się w klimat zbrodni z powojennej Polski.

Podsumowując, "Rewers" to 540 stron doskonałej literatury kryminalnej. Polecam go miłośnikom tego gatunku, ale także fanom poszczególnych Autorów. Ja osobiście bardzo lubię opowiadania, bo pozwalają szybko wkręcić się w zaprezentowaną historię i mają specyficzny klimat. Są też w jakiś sposób niezobowiązujące i można je sobie dawkować w niewielkich ilościach. 

Chciałabym zabrać w antologii podpisy wszystkich jej twórców, ale na razie udało mi się to w 3/11. Na kolejne TK muszę więc obowiązkowo zabrać "Rewers". Nie ma innej opcji!


Sardegna

"Trzeci biegun" Marek Kamiński


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 288
Moja ocena : 5/6


Pan Marek Kamiński był dla mnie, jak do tej pory, człowiekiem związanym z wyprawami polarnymi, biegunami, lodem, zimnem i śniegiem. I nie powiem, kiedy usłyszałam o premierze "Trzeciego bieguna" (swoją drogą tuż po lekturze "Kukuczki"), trochę tendencyjnie skojarzyłam, że to będzie książka o kolejnej wyprawie zimowej, tak trudnej, że przekornie nazwanej "trzecim biegunem".

No dobra, zmieniłam trochę zdanie, kiedy zobaczyłam okładkę, z zimą nie mającą nic wspólnego i charakterystyczną muszlą małży św. Jakuba, sugerującą trochę cel wyprawy podróżnika.   

"Trzeci biegun" to po prostu opowieść wędrowca, który przebył pieszo 4000 km, przechodząc od Kaliningradu aż do Santiago de Compostela, szlakiem świętego Jakuba. To opis tej pielgrzymki, wędrówki, drogi, nie tylko przebytej fizycznie, ale głównie duchowo, opisuje Autor.

Marek Kamiński, człowiek - zdobywca dwóch polarnych biegunów, Mont Blanc, Kilimandżaro, który przeszedł Pustynię Gibsona w Australii, postanawia zmierzyć się z pozornie prostą (w porównaniu z jego poprzednimi dokonaniami) przeprawą przez Europę, szlakiem św. Jakuba, schodzonym wielokrotnie, przez pielgrzymów z całego świata.

Jego droga rozpoczyna się w Kaliningradzie, w symbolicznym miejscu "bieguna rozumu", gdzie znajduje się grób Immanuela Kanta, kolejno, poprzez Elbląg, Gdańsk, Łebę, Koszalin, Kamień Pomorski i Szczecin, przechodząc do Niemiec, przez Berlin, Lipsk, Marburg do Belgii i Francji, przez Paryż, Tous, Saintes, Bordeaux, do Hiszpanii, przez Pampelunę, Leon, kończy się na "biegunie serca" - w Santiago de Compostela - przy grobie św. Jakuba Apostoła.

Pielgrzymka ta okazała się dla Marka Kamińskiego nie tylko wspaniałą przygodą i okazją do poznania niesamowitych ludzi, ale także nietypową lekcja historii, pokory, cierpliwości, wytrzymałości. Jednak to, co było dla podróżnika najważniejsze, to lekcja duchowa, bliskość z Bogiem, poczucie, że jego wyprawa przyniesie mu to, czego szukał, da poczucie sensu i spokoju ducha. 

Droga do przebycia, która na początku wydawała się niezbyt skomplikowana, w porównaniu z poprzednimi trasami, prowadziła bowiem przez dość proste, nizinne rejony Europy Środkowej i Zachodniej, okazała się być dla Marka Kamińskiego równie wyczerpująca fizycznie i emocjonalnie, jak jego wyprawy polarne. Dzięki temu, że pielgrzymka była wymagająca, podróżnik mógł przeżyć swoją przemianę duchową w pełni. i odnaleźć sens prawdziwej "drogi" do Santiago de Compostela.

W trakcie swojej wyprawy Kamiński poznał wiele interesujących ludzi: od  studentów, którzy bezinteresownie udzielali mu wsparcia noclegowego, gościli swoimi skromnymi zapasami, czy wspierali na trasie, przechodząc wspólnie kilkanaście kilometrów, poprzez ludzi związanych z nauką, z kościołem, czy innych pasjonatów, podróżników i pielgrzymów. Te spotkania przyniosły wędrowcowi wiele dobra, bezinteresownej pomocy oraz ciekawych i inspirujących rozmów. Towarzyszem podróżnika na szlaku św, Jakuba był też operator kamery, Jan Czarlewski, który po zakończeniu wyprawy wyreżyserował film "Pielgrzym. Camino Marka Kamińskiego", opowiadający "o drodze, ludziach i Europie".

Pana Marka Kamińskiego miałam okazję spotkać na tegorocznych TK w Krakowie.  W swej dedykacji napisał mi trzy słowa: "wdzięczności, akceptacji i uważności". O ile wcześniej, ten zapis był dla mnie nieco wyrwany z kontekstu, teraz, po lekturze "Trzeciego bieguna" wiem już, co Autor miał na myśli.


Sardegna