"Star Wars. Galaktyczna opowieść z naklejkami"


posted by Sardegna on , , ,

2 comments

Nie wiem, jaki stosunek mają Wasze dzieci do Star Wars, ale moje, od 2015 roku, kiedy to premierę miało "Przebudzenie mocy", czyli nowa, siódma część, wykazują wiele emocji z tym związanych. Wydaje mi się to niejako dziwne, bowiem moje dzieci w życiu nie oglądały żadnej części Gwiezdnych Wojen, ani tej najnowszej, ani żadnej poprzedniej. Podejrzewam, że to emocjonowanie się wynika to bardziej z fascynacji rówieśników filmem, a moi biorą udział w rozmowach na ten temat, więc przy okazji coś z tej ekscytacji przechodzi na nich. No cóż, jestem w stanie to wytrzymać. Tak, jak dałam radę z Lego Ninjago, Krainą Lodu, Minionkami, Transformersami i innymi.

Co do samych emocji, związanych ze Star Warsami, znacznie bardziej udzieliły się one Młodemu, więc nie obyło się bez zakupienia odpowiednio firmowej czapki, ale na tym właściwie chęć posiadania gadżetów z Gwiezdnych Wojen się skończyła. Kiedy więc Egmont wyszedł z propozycją książeczek z naklejkami z tym motywem w roli głównej, pomyślałam, że to może być fajna opcja, aby odświeżyć temat i mieć plan na ewentualne, ponure, wakacyjne dni.

"Star Wars. Galaktyczna opowieść z naklejkami" to taka komiksowa uzupełnianka naklejkowa, świetna propozycja dla małych miłośników filmu, ale może też spodobać się dzieciom tym, które, tak jak moje, nie do końca są w temacie (choć książeczka spodoba im się prawdopodobnie z zupełnie innego powodu).  

Dla moich dzieci wybrałam dwie opcje zeszytów Star Wars: "Galaktyczna opowieść z naklejkami. Przygoda Finna" oraz "Galaktyczna opowieść naklejkami. Przygoda Rey". Każdy mógł więc wybrać egzemplarz dla siebie.

Osobiście nie jestem fanką Gwiezdnych Wojen, więc kwestię wytłumaczenia dzieciom kto jest kim w całej tej historii, i o co chodzi w poszczególnych fragmentach książeczki, wziął na siebie mój Mąż. Dzieciaki uzupełniały sobie jednak ten zeszyt głównie według własnego pomysłu, bo na szczęście daje on taką właśnie możliwość.

Jeśli chodzi o formę książeczki, to każda strona zawiera wybraną scenkę z filmu, z adnotacją, co do bohatera w niej występującego. Czasami jest to opis statku, robota czy innej maszynerii, ważnej dla całej akcji. Zadaniem do wykonania jest zazwyczaj użycie naklejek, w celu ucharakteryzowania danej postaci, przygotowania maszyny do lotu, bądź uzupełnienia krajobrazu. Można uzupełniać naklejkami brakujące fragmenty ilustracji, albo po prostu odtworzyć daną scenę z filmu.

Trzeba przyznać, że jest zeszyt jest solidnie wydany i ma sporo, całkiem dużych naklejek, spokojnie więc sprawdzi się w przypadku młodszych dzieci, które jeszcze nie mają zbyt dobrze rozwiniętych zdolności manualnych. 

Uważam, że jest to naprawdę super propozycja zarówno dla prawdziwych fanów Star Wars, którzy filmy znają na pamięć, jak i dla takich "umiarkowanych" miłośników, jak moje dzieci, które podeszły luźniej do tematu i wykorzystały naklejki do twórczej zabawy i kreatywnego tworzenia ilustracji i postaci.

"Galaktyczna opowieść z naklejkami" przeznaczona jest dla dzieci w wieku 6 - 12 lat i idealnie sprawdzi się w podróży, albo pomoże zagospodarować czas wolny, kiedy za oknem pogoda nie będzie sprzyjać zabawom na dworze.

Wiadomo, że dla miłośników Star Warsów zeszyt ten będzie miał inne znaczenie, niż dla laików, ale przecież chodzi o dobrą zabawę, a taką ta opowieść z naklejkami gwarantuje.


Sardegna

"Inwigilacja" Remigiusz Mróz


posted by Sardegna on , , , ,

5 comments

 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 590
Moja ocena : 5/6

"Inwigilacja" to piąty tom przygód niezwykłej pary charakternych bohaterów powieści Remigiusza Mroza - prawniczki Joanny Chyłki i jej aplikanta Kordiana Oryńskiego.

Ta część przynosi kontynuację niektórych wątków, rozpoczętych wcześniej, głównie tych z "Immunitetu", a także przedstawia relację bohaterów z zupełnie z nowej strony. Jeśli chodzi o mnie, "Kasacja" najbardziej z wszystkich tomów, zachwycała mnie nową konwencją polskiego thrillera prawniczego. Wtedy też darzyłam bohaterów największą sympatią, co mogę ocenić z perspektywy czasu. Byli oni dla mnie zupełnie nowymi postaciami i każde ich zachowanie czy hasło rzucone przez Chyłkę, w swoisty sposób mnie zachwycało. Jako że przez kolejne tomy, relacja prawniczki i jej aplikanta nie była już jakoś mega zaskakująca (choć nie powiem "Zaginięcie" i "Immunited" mają w tej kwestii pewne "momenty"), moje emocje w stosunku do tej pary bohaterów trochę osłabły (mówię tylko o moim stosunku do relacji Chyłka - Zordon, kwestia spraw kryminalnych, którymi bohaterowie się zajmują, to zupełnie inny temat).

Trochę opierałam się przed natychmiastowym sięgnięciem po "Inwigilację" tuż po zakończeniu lektury tomu czwartego. Chciałam po prostu trochę odsapnąć. Kiedy jednak zabrałam się za czytanie, pojawił się problem. Jeszcze nigdy nie odczuwałam takiej niechęci i chyba trochę nudy, zaczynając poprzednie części. Początek był zatem bardzo niefortunny. Przedarcie się przez pierwszych 100 stron zajęło mi bardzo, bardzo długo, nie mogłam się wkręcić, a historia zupełnie mnie nie pociągała. Sytuację ratowała jedynie ciekawość, jak rozwinie się chyłkowy wątek ciążowy. Na szczęście, akcja w końcu się rozkręciła i dalej poszło już dobrze. Rzeczywiście, to, co wydarzyło się w "Inwigilacji" stanowi bardzo wielki przełom dla całej historii Chyłki i Zordona. 

W tym tomie prawnicy muszą zmierzyć się z głośną sprawą, która obiegła wszystkie media i stała się tematem numer jeden w kraju. Służby specjalne aresztują mężczyznę, muzułmańskiego pochodzenia, który jest podejrzany o przygotowywanie ataku terrorystycznego. Człowiek ten zostaje zidentyfikowany, jako zaginiony przed laty chłopak - Polak, który z rodzicami spędzał wakacje w Egipcie i tam został uprowadzony. Sprawy nigdy nie rozwiązano, ale kiedy rodzice rozpoznają w nim swego syna, nabiera ona nowego rozpędu. Fahad Al - Jassam nie przyznaje się jednak absolutnie do swego pochodzenia i uparcie twierdzi, że jego tożsamość jest zupełnie inna. Kiedy oskarżenia o przygotowywanie ataku terrorystycznego stają się naprawdę poważne, podejrzany zwraca się do Chyłki, która znana jest z podejmowania się spraw niemożliwych.

Prawniczka początkowo niezbyt chętnie angażuję się w sprawę, ma bowiem inne problemy na głowie głównie związane z ciążą, w końcu jednak podejmuje się tego wyzwania. I faktycznie sprawa Fahada okaże się jedną z największych w jej karierze.

Cała akcja z szukaniem winnego potencjalnego ataku terrorystycznego jest jednak od początku niepokojąca. W sprawę nieustannie mieszają się osoby trzecie, a służby specjalne, zamiast pomagać, ciągle coś zatają. Fahad też okazuje się nie być skłonny do współpracy z Chyłką. Ostatecznie, rozwiązanie sytuacji, jak zwykle będzie zaskakujące, aczkolwiek, powiem szczerze, że tym razem, sama sprawa kryminalna nie była dla mnie jakoś mega ekscytująca i okazała się być raczej wątkiem drugoplanowym.

"Inwigilację" skradły za to szczegóły z życia prywatnego Chyłki i Zordona, co mi się bardzo podobało! Do tego dochodzi jeszcze niesamowite zakończenie i gwarantuję, że będzie to jeszcze większa petarda niż news ciążowy. Dzięki temu, że tom piąty prawniczej historii jest zupełnie odrębny od poprzednich, czyta się go z nowymi, świeżymi emocjami a oczekiwanie na kolejną część, o tytule "Oskarżenie", planowane na jesień, może się niepokojąco wydłużać. Sama też już nie mogę się doczekać!

  Sardegna

"Nela mała Reporterka. Nela i skarby Karaibów"


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Burda
Liczba stron: 220
 Moja ocena : 6/6

Któż z nas nie zna Neli, sympatycznej, jedenastoletniej dziewczynki, która wraz z rodzicami podróżuje po całym świecie, a ze swoich wypraw tworzy później relacje, które mogą śledzić dzieci w całej Polsce. Powyższa książka jest już siódmą w dorobku małej Reporterki i powiem Wam, że sama się dziwię, w jaki sposób, do tej pory, mojej Dziewięciolatce udało się jakoś tą serię omijać. Ta książka zmieniła jednak wszystko! 

Kiedy moja Córka dostała ją na własność, a potem przeczytała ją dosłownie w dwa wieczory, z wielkimi emocjami śledząc to, co działo się na poszczególnych kartach tej książki, dało mi do myślenia. Na Targach Książki widziałam Nelę i tłum dzieciaków ustawionych do niej po podpisy i pieczątki, ale nie do końca wierzyłam w ten fenomen. Autentycznie zastanawiałam się, o co właściwie z tą Nelą chodzi, i czy to nie jest bardziej sztuczne nakręcanie rynku, niż prawdziwe zainteresowanie dzieciaków lekturą. Jednak na przykładzie własnego dziecka mogę stwierdzić, że nie. Że jest to coś realnego, szczerego i prawdziwego. I dobrze, bo zainteresowanie tą akurat książką, może się przerodzić później w coś więcej. W zaciekawienie otaczającą nas przyrodą, zwierzętami, roślinami czy nawet geografią świata.

W poprzednich tomach swych przygód, Nela zwiedza siedem kontynentów, opowiada o fascynujących miejscach, widzianych zwierzętach, ciekawych ludziach, wyrusza na biegun polarny i nurkuje w oceanie. Natomiast w siódmym tomie podróżuje śladami Krzysztofa Kolumba i dociera do Morza Karaibskiego. Tak naprawdę jednak, w tej książce, dzieje się znacznie więcej. Dziewczynka dociera do miejsc, gdzie mogłyby zatonąć pirackie statki i poszukuje skarbów na dnie morza, przy okazji penetruje jaskinie i pokazuje dzieciakom, co można zobaczyć, nurkując.  Leci helikopterem, płynie łodzią, wyobrażając sobie, że jest na prawdziwej łajbie pirackiej, obserwuje rafy koralowe i wypatruje wraków na płyciźnie.

Wszystko to jest opatrzone pięknymi, kolorowymi zdjęciami i to naprawdę jest bardzo wielki plus, bowiem dla dzieci jest to bardzo istotne, są one w końcu wzrokowcami, przyzwyczajonymi do wszechobecnego obrazu. Podobne wrażenie robią wszelkie szkice, mapy, "wycinki z gazet", krótkie notki, obrazki narysowane przez Nelę i różne dodatki, które wzbogacają prezentowaną opowieść. 

Do tego konkretnego tomu dołączona jest także piracka mapa, z trasą, jaką przebył Kolumb po Karaibach oraz kody QR, rozmieszczone w całej książce, które pozwalają na oglądanie filmów z podróży bohaterki. Taka nowoczesna forma literatury staje się już coraz bardziej popularna, a możliwość obejrzenia filmiku, od razu po przeczytaniu fragmentu z danej wyprawy, jest chętnie wykorzystywane przez małych czytelników.

Cała seria jest pięknie wydana, w twardej oprawie, a poszczególne tomy, na ostatniej stronie, zawierają miejsce na specjalną pieczątkę, którą Nela może przybić na spotkaniu autorskim. Dodam, że każdy tom ma inną pieczątkę, będącą odbiciem jakiejś zwierzęcej łapy, czy konkretnym, kojarzącym się z daną przygodą, symbolem. 

Wielkim pozytywem książek, z Nelą w roli głównej, jest fakt, że przy okazji sympatycznej lektury i barwnych ilustracji, przemycają one wiele mądrych treści. W powyższym wypadku dzieciaki mogą dowiedzieć się nieco więcej o odkryciu Ameryki przez Krzysztofa Kolumba, ale także zdobyć sporo informacji o samych zwierzętach, przyrodzie, geografii czy ludności zamieszkującej Wyspy Karaibskie. Dzieci przyswajają sobie tą wiedzę praktycznie "przy okazji", bo o wiele lepiej uczyć się czegoś od rówieśniczki, która do tego pokazuje, że można spełniać marzenia i podróżować i nie jest to nic dziwnego, ani niemożliwego, niż z książek napisanych przez dorosłych.

Moja Córka bardzo zafascynowało się Nelą, do tego stopnia, że przeczytała później z biblioteki dwa wcześniejsze tomy, a kolejny sprezentowaliśmy jej na urodziny. I myślę, że to jest naprawdę fajne, bo seria ta pokazuje pasję, może tez zainteresować dziecko nowymi tematami, a także skłonić do poszerzania wiedzy z danej dziedziny.

Myślę, że dzieciakom nie muszę specjalnie polecać Neli, bo większość z nich już ją doskonale zna. Natomiast jako mama Dziewięciolatki, spokojnie mogę polecić ją rodzicom, którzy zastanawiają się, co na przykład kupić dzieciom na prezent. Posiadanie Neli na własność jest bardzo dobrym pomysłem, łączącym przyjemne z pożytecznym, a takie książki lubię polecać najbardziej.

Sardegna

"PSYgoda na czterech łapach. Diuna w Himalajach" Agnieszka "Agi" Włodarczyk


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Bezdroża
Liczba stron: 144
Moja ocena : 5/6

Podróżować każdy może i nie jest to aż taka trudna sprawa, jak mogłoby się wydawać. Najlepszym przykładem, potwierdzającym ten fakt, jest historia Diuny, czyli tytułowej bohaterki książki "PSYgoda na czterech łapach. Diuna w Himalajach" autorstwa Agaty "Agi" Włodarczyk.

Opowieść ta wydana jest przez wydawnictwo Bezdroża i nie jest to przypadek, bowiem nie ma chyba innego wydawnictwa, które tak pięknie pisze o podróżach, jak to właśnie. Książka jest cudownie wydana, ma twardą oprawę i sympatyczne ilustracje, wykonane przez panią Ksenię Potępa. Już samo jej oglądanie i trzymanie w ręku, sprawia dzieciom niesamowitą frajdę, a kiedy już wczytają się w treść, jest tylko lepiej.

Diuna, czyli suczka rasy wilczak czechosłowacki, wraz ze swoimi opiekunami, wyrusza w treking po Himalajach. Cała historia opowiedziana jest z perspektywy psa, więc jest to na pewno oryginalne spojrzenie na podróżowanie, pełne ciekawych obserwacji i spostrzeżeń. Diuna referuje czytelnikom cały przebieg wyprawy, zaczynając od przygotowań w Polsce, do kresu podróży, zaplanowanego na dotarcie do źródła rzeki Ganges. I tak można dowiedzieć się, jak opiekunowie pieska przygotowywali się jeszcze w kraju do wyjazdu, jak wyglądało oswajanie czworonoga z transporterem, w którym spędzić miał wielogodzinny lot w samolocie, jak odbyła się odprawa na lotnisku, jak wyglądały z psiej perspektywy Indie, i co ciekawego można zobaczyć i wywąchać, wędrując ulicami Delhi. 

Kiedy opiekunowie Diuny opuszczają miasto i przemieszczają się w stronę lodowca Milam, robią postoje w różnych interesujących miejscach, a każda zmiana otoczenia staje się dla Diuny nową okazją do przygody. Piesek nie tylko opowiada czytelnikom o tym, co widzi wokół siebie, ale też po swojemu tłumaczy, jak wyglądają jego relacje z opiekunami. Diuna nie raz, ratuje też swoich ludzi z opresji, bowiem potrafi wyczuć niebezpieczeństwo zanim oni je nawet spostrzegą.

Powiem Wam, że opowieść Diuny o podróżowaniu jest naprawdę fajną i edukacyjną książką. Motyw wędrówki z perspektywy psa jest interesujący, a styl narracji bardzo przemawiający do dzieci. Diuna mówi przystępnym językiem, barwnie opisuje egzotyczne otoczenie, najpierw indyjskiego miasta, później trasy przez dżunglę, lodowiec, aż po treking w wyższych partiach gór.

Diuna - podróżniczka to jest taki piesek, którego nie da się nie lubić. Jej hasła o psygodzie, psysmakach, psiastkach, albo praprababci wilczycy, są rozbrajające, dlatego książka ta niesie ze sobą nie tylko ważne i ciekawe informacje, ale też rozrywkę i taką spontaniczną, psią radość, która udziela się dzieciom. Diuna o wielu rzeczach mówi i sporo się można od niej nauczyć, a sama książka idealnie sprawdza się na wakacje, rozbudza bowiem chęć podróżowania i poznawania nowych miejsc. Podzielona jest także na krótkie rozdziały, więc, jak najbardziej nadaje się do czytania samodzielnego. 

Jeśli szukacie dla swoich dzieci nowych propozycji książkowych, lub chcecie poczytać im coś nietypowego, polecam "PSYgodę na czterech łapach" Agnieszki "Agi" Włodarczyk. Jest to przykład historii, która zaciekawia, uczy czegoś nowego, a przy okazji pokazuje, że podróżowanie to nie jest coś niedostępnego i niemożliwego do wykonania. Poza tym, może okazać się miłą alternatywą dla książeczek o Neli małej Reporterce, która zdominowała rynek wydawniczy z kategorii dziecięcej literatury podróżniczej.

Sardegna

"Prokurator" Paulina Świst


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Akurat
Liczba stron: 320
Moja ocena : 5/6


"Prokurator" Pauliny Świst to książka, będąca doskonałym przykładem tego, jak dobrze promować debiut. No przyznajcie sami, nikomu nie znana powieść Autorki, piszącej jeszcze pod pseudonimem, staje się nagle świetnie rozpoznawana i krąży po blogach, jak szalona. Nie wiem jakie Wy macie wrażenia, ale według mnie, mało jest osób w blogosferze, które nie znają "Prokuratora" choćby ze słyszenia. Dobra promocja naprawdę robi swoje! 

Osobiście wahałam się trochę, co do tej książki, bo chcąc, nie chcąc, nasuwały mi się podobieństwa z serią o Chyłce i Zordonie, Remigiusza Mroza. "Prokurator" też jest reklamowany, jako prawniczy kryminał, wydawało mi się, że będzie to właśnie historia w stylu Mroza, tylko z bardziej rozbudowanym wątkiem romansu i erotyki. Dlatego też trochę wzbraniałam się przed tą lekturą (w końcu Chyłka jest tylko jedna), ale kiedy ciągle bombardowany mnie pozytywne opisy powieści, postanowiłam sama ją sprawdzić.  

Pierwsze zaskoczenie dopadło mnie przy rozpakowaniu paczki. "Prokurator" okazał się tylko (albo aż) 300 stronicowy. Nie wiem dlaczego, ale spodziewałam się, że będzie, jak u Mroza - grubo, a tutaj niespodzianka. Wiem, że to w sumie nieistotny szczegół dla całej sprawy, ale jednak. Miła odmiana.

Drugie zaskoczenie przyszło, kiedy wzięłam się za czytanie gdzieś o 21:00 i skończyłam po północy. Tak mnie wciągnęła ta historia, tak spodobali mi się główni bohaterowie, że postanowiłam poświęcić im cały wieczór i nie odłożyć książki, dopóki nie dowiem się, jakie zakończenie przygotowała dla nich Autorka. 

Na początku muszę zaznaczyć, że według, mnie powieść ta nie jest żadnym kryminałem ani thrillerem prawniczym. Sklasyfikowałabym ją po prostu, jako romans, z wyraźnym wątkiem sensacyjnym, (rozgrywającym się na Śląsku - za to duży plus!). To będzie chyba najbardziej trafny opis "Prokuratora", bowiem, jeżeli ktoś oczekuje kryminalnej fabuły i akcji sądowej, to owszem, znajdzie ją w książce, ale bardziej, jako tło wydarzeń, a nie jako ich istotę. Na pierwszy plan zdecydowanie wysuwa się relacja głównych bohaterów oraz ich burzliwy związek, i to głównie czytelniczki śledzić będą z zapartym tchem. 

Mogę też uspokoić osoby, które martwią się, ze bohaterka "Prokuratora" będzie drugą Chyłką. Spokojnie, to zupełnie inne postacie i poza profesją, nic ich nie łączy.

Kinga Błońska jest piękną, pewną siebie, trzydziestoletnią prawniczką, bardzo dobrą w swoim fachu, która właśnie przeżywa rozstanie z mężem. Z żalu po jedenastoletnim związku, postanawia odreagować w klubie, i mimo że nie jest to w jej stylu, chce choć raz nie słuchać głosu rozsądku i pozwolić sobie na chwilę szaleństwa. Na imprezie poznaje bardzo atrakcyjnego mężczyznę, z którym po jednym drinku, ląduje w jego mieszkaniu, a rankiem ukradkiem znika. I wszystko byłoby w sumie niezobowiązującą przygodą na jedną noc, gdyby nie fakt, że następnego dnia, Kinga spotyka swojego kochanka na sali sądowej.

Ona, jako adwokat, on w roli prokuratora, muszą wystąpić przeciwko sobie w sprawie oskarżonego, o mafijne powiązania, Mariusza Przytuła, zwanego "Szarym". Prokurator, czyli Łukasz Zimnicki jest bardzo zdeterminowany, żeby posadzić "Szarego" za kratkami, natomiast Kinga w obronie tego przestępcy ma swój prywatny interes, bowiem Przytuła jest jej przyrodnim bratem, który szantażuje ją emocjonalnie, straszy wyjawieniem pewnych spraw rodzinnych i konsekwencjami, będącymi następstwem braku współpracy z jej strony.


Kiedy Zimnicki orientuję się, że jego kochanką z klubu jest Kinga, wpada w szał, nie lubi bowiem łączyć spraw zawodowych z osobistymi. Prawniczka też nie jest zadowolona z takiego obrotu sprawy. Jednak wszystkie animozje i wrogie nastawienie pomiędzy nimi ulatniają się w momencie, kiedy spotykają się sam na sam, bo wtedy namiętność i wzajemne przyciąganie, niwelują u nich racjonalne myślenie. W ferworze emocji, zupełnie nie potrafią oddzielić pracy, od uczuć i to spowoduje większość problemów, jakie na nich spadną.

I powiem Wam, że czytając tę powieść skupiałam się właśnie na tej burzliwej relacji bohaterów. Na ich wzajemnym przyciąganiu i odpychaniu, na ich huśtawce emocji, gorącym seksie, ekscytacji bliskością, namiętności, na wzajemnych oskarżeniach i bezwzględnym odrzuceniu. Owszem, gdzieś w tle rozwija się cała sprawa kryminalna, która wymyka się z pod kontroli i wychodzi poza sąd, do tego, rozgrywa się na Śląsku, głównie w Gliwicach, czyli rejonach dobrze mi znanych i bliskich, i naprawdę fajnie się o tym czytało, ale nie oszukujmy się, to nie jest w tej książce najważniejsze. 


Przeczytałam "Prokuratora" w trzy godziny i mam nadzieję, że będzie to wystarczającą rekomendacją do tego, iż powieść ta jest naprawdę wciągająca i przyjemna, oraz świetnie nadaje się na wakacje. Gdzieś znalazłam opinię, że debiut Pauliny Świst jest przereklamowany, myślę jednak, że jeżeli czytelnicy odpowiednio nastawią się na lekturę i przyjmą, że nie jest to tematyczny kryminał czy thriller prawniczy, tylko właśnie coś lekkiego, w sam raz na urlop, to będą z lektury bardzo zadowoleni.


Sardegna

"Trzecia" Magda Stachula


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments



Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 368
Moja ocena : 6/6

"Trzecia" to paradoksalnie nie wcale trzecia, tylko druga powieść pani Magdy Stachuli, Autorki, która swoją debiutancką książką "Idealna", rok temu zawojowała rynek wydawniczy.  

Trudne zadanie ma autor, wydając druga powieść, kiedy Jego pierwsza naprawdę jest mocna i robi wielkie wrażenie na czytelnikach. Niełatwo jest napisać coś, co będzie temu dorównywać i utrzymywać odpowiednio wysoki poziom. Pani Magda Stachula zmierzyła się jednak z tym zadaniem znakomicie.

Parę dni temu miała premierę Jej druga powieść, o zwodniczym tytule "Trzecia", i powiem Wam, że jest dobrze, bo historia ta spokojnie dorównuje swojej "idealnej" poprzedniczce. Jest ona z gatunku tych, w których nic nie jest takie, jak się wydaje, dzięki temu lektura staje się bardzo zaskakująca i zdecydowanie ekscytująca dla czytelnika.

I nie przesadzam tym stwierdzeniem, bowiem powieść naprawdę jest niesamowita, i mimo że reklamowana, jako thriller psychologiczny, czy kryminał, jakich w sumie wiele, to nie spotkałam się jeszcze z taką historią i tak fajnym i nietypowym sposobem narracji (no chyba, że w "Idealnej")

Jeśli chodzi o ten specyficzny sposób narracji, to pokuszę się o stwierdzenie, że będzie to już znak rozpoznawczy Autorki, bo podobnie, jak to było w przypadku debiutu, i tutaj historię opowiada trzech bohaterów, każdy ze swojej perspektywy, a na końcu książki, poszczególne opowieści łączą się w całość, a postacie zaczynają mówić jednym głosem. 

Historię opowiada czytelnikom trojka bohaterów: Eliza, Lilianna i Anton. 

Eliza jest dwudziestoparoletnią, samodzielna kobietą, która prowadzi w Krakowie prywatny gabinet psychoterapeutyczny. Świetnie radzi sobie w pracy, ale gorzej w życiu prywatnym, nie potrafi pogodzić się ze zdradą męża i tym, że zostawił ją dla innej kobiety. Tęskni więc za bliską osobą i szuka bratniej duszy, a jej najlepszym przyjacielem jest młodszy brat Daniel, który wspiera ją w codziennych trudach. Pewnego dnia Eliza zauważa coś niepokojącego. Wydaje jej się, że ktoś ją śledzi i robi zdjęcia z ukrycia. Apogeum tej sytuacji staje się moment, kiedy pod samą klatkę kamienicy goni ją samochód, oświetlając reflektorami. Dziewczyna czuję się osaczona, a kiedy jeszcze do tego w zabezpieczonym mieszkaniu słyszy obce głosy, mało co, nie oszaleje ze strachu. Daniel niezbyt wierzy w jej wersję wydarzeń, dlatego kobieta tłamsi w sobie swój niepokój.

Liliana jest dojrzałą kobietą sukcesu, która, podobnie, jak Eliza, mimo świetnej pracy i dobrej sytuacji finansowej, nie czuje się szczęśliwa. Ma za sobą nieszczęśliwy związek i nie potrafi otrząsnąć się po odejściu ukochanego mężczyzny. Jako że dla młodszego kochanka porzuciła męża, spaliła za sobą mosty i teraz czuje się bardzo samotna. 

Anton jest Rosjaninem, który prowadzi szemrane interesy wraz ze swoim mentorem Wołodiom w Petersburgu. Kiedy dawni wrogowie ruszają za nim w pościg, postanawia z fałszywą tożsamością ukryć się w Polsce.

I właśnie to te trzy pozornie odrębne historie splotą się w jeden ciąg wydarzeń. Cała trójka będzie miała okazję się spotkać i doprowadzić historię "Trzeciej" do finału.  Jednakże, jak to u pani Stachuli bywa, opowieść wcale nie będzie taka, jak się na początku może czytelnikom wydawać . Nie dajcie się też zwieść mojemu opisowi postaci, każda z nich bowiem skrywa swoje tajemnice i powyższa charakterystyka mało co, do każdej z nich pasuje. 
Autorka wciągnie czytelnika w swoją grę, a on chętnie weźmie w niej udział. Im bardziej jednak zaangażuje się i zagłębi w treści, tym mniej będą wiedzieć, bo wszystko w "Trzeciej" jest na opak, a prawda odsłoni się dopiero w ostatnich rozdziałach.

Powiem Wam, że podoba mi się styl pani Magdy Stachuli, misternie spleciona intryga, wyłaniająca się dopiero na końcu książki, to całe zagmatwanie, plątanina wątków i domysłów, a także ciekawa kreacja postaci. Gratuluję Autorce pomysłów i sukcesu, który na pewno osiągnie także Jej druga powieść. Osoby, które czytały "Idealną", będą zachwycone "Trzecią", natomiast czytelników, którzy debiutu Autorki nie znają, powinien przekonać fakt, że w tej książce rzeczywistość ma drugie dno. Jeśli więc lubicie takie pokręcone historie, ta powieść powinna się Wam spodobać.

Sardegna

"Amelia i Kuba. Stuoki potwór" Rafał Kosik


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 272
Moja ocena : 6/6

"Amelia i Kuba. Stuoki potwór" to trzecia część przygód tytułowych dwunastolatków i ich szalonego rodzeństwa, zamieszkujących Oak Residence, czyli nowoczesny apartamentowiec, zwany potocznie Zamkiem, znajdujący się na obrzeżach Warszawy. Bohaterowie serii książek, przeznaczonych dla młodszej młodzieży, autorstwa Rafała Kosika, są takimi dzieciakami, o których czyta się z wielką przyjemnością. Są nieco młodsi niż nastolatkowie z serii "Felix, Net i Nika", mają więc inne problemy, zainteresowania i własne cechy charakterystyczne, ale podobnie, jak starszym kolegom, i im przydarzają się niesamowite przygody. 

Historie Amelii i Kuby opisane w tomie pierwszym i drugim ("Amelia i Kuba. Godzina duchów" oraz "Amelia i Kuba. Nowa szkoła") są bardziej realne, niż nieco bardziej fantastyczne przygody, w jakich uczestniczą FNiN, dzięki temu dzieciaki z IV-V klasy szkoły podstawowej świetnie się w tej lekturze odnajdują i z nią identyfikują (wiem, bo przetestowałam osobiście i z sukcesem, na jedenastolatkach i "Godzinę duchów"i "Nową szkołę").

Swą przygodę z bohaterami książek Kosika zaczęłam dwa lata temu, kiedy trafiłam najpierw w tom drugi, a rok później dotarłam do początków tej opowieści, czyli "AiK. Godzinę duchów" podzielonej przez Autora na dwa osobne egzemplarze. Zamysł rozbicia jednej opowieści na dwie książki miał przedstawić czytelnikom dwie perspektywy tych samych wydarzeń: jedną ze strony Amelii, drugą ze strony Kuby. Wyszło ciekawie, jednak zdecydowanie za długo, dlatego od tomu drugiego, oba punkty widzenia są już połączone w jedną książkę. I bardzo dobrze!

Powrót do Zamku i do towarzystwa Amelii, jej brata Alberta, Kuby i jego sześcioletniej siostry Mi, okazał się bardzo przyjemny. "Stuoki potwór" to rzeczywiście fajna historia i godna kontynuacja "Nowej szkoły". Akcja powyższej powieści rozpoczyna się właściwie w momencie, gdy kończy się tom poprzedni, Autor nie daje więc czytelnikom szansy zapomnieć o tym, co zdarzyło się wcześniej i od razu zaciekawia nową fabułą. W serii z Amelią i Kubą w roli głównej, ważne jest też to, że ich perypetie, poza rozrywką, niosą ze sobą pewien przekaz. A w związku z tym, że historia dzieciaków jest bardzo współczesna, napisana językiem dzisiejszych nastolatków, młodzi czytelnicy autentycznie mogą się z nią identyfikować, a także wziąć do serca niektóre porady, przemycone gdzieś między wierszami. 

Trwa rok szkolny, więc młodzież zamieszkująca Oak Residence musi zmagać się z codziennymi sprawami z tym związanymi. Bohaterowie nie byliby sobą, gdyby nie podążyli za jakąś przygodą, choć czasami ta ich aktywność nie wychodzi im na dobre. Amelia wpada w tarapaty, kiedy to dla żartu wrzuca do sieci, a dokładnie na stronę forum szkoły, niezbyt udane zdjęcie Klementyny. Kiedy zdjęcie zaczyna żyć własnym życiem, przerabiane i wyśmiewane przez użytkowników forum, a Klementyna nie przyjmuje przeprosin od przyjaciółki, Amelia wie już, że nie jest dobrze. W tym czasie Kuba wraz z Emilem próbują stworzyć w apartamentowcu własny osiedlowy system Niepodsłuchiwalnego Połączenia Kablowego. Ten wynalazek okaże się jednak nie do końca przemyślany i spowoduje większe kłopoty, niż mogłoby się wydawać.

Postacią numer jeden w tym tomie jest jednak Mi. Rezolutna sześciolatka, która cały czas walczy z wielkim pragnieniem posiadania zwierzątka domowego (nie może go jednak mieć, ze względu na alergię), podejmuje się szeregu niemalże ekstremalnych działań, żeby tylko jedno takie zwierzątko zdobyć na własność. Mi posuwa się do bardzo drastycznych metod, a nawet kuma z niepożądanym intruzem, który podstępem wkrada się na teren apartamentowca. 
 
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pan Natręt, czyli skutecznie natrętny akwizytor, kręcący się nielegalnie po osiedlu, a także monitoring sąsiedzki, zainstalowany w prawdzie na prośbę mieszkańców, ale ostatecznie przynoszący więcej szkód niż pożytku. Sporo dzieje się na terenie apartamentowce, ale najgorsze jest to, że pomiędzy murami osiedla, czai się tytułowy, stuoki potwór. I nie jest to żadna fantazja dziecięca, tylko realne zagrożenie!

Warto jeszcze raz wspomnieć, że seria ta, oprócz rozrywki i miłej lektury, dostarcza czytelnikom naprawdę mądrych informacji. Powyższy tom uczy na przykład, że zdjęcie umieszczone w Internecie, nigdy nie ginie i może być przerabiane przez jego użytkowników na różne sposoby, często bez zgody autora. Dzieciaki będą mogły dowiedzieć się czegoś o cyberprzemocy (faktycznie w delikatnym stopniu, ale zawsze), a także o tym, że nie można ufać nikomu w sieci, bo nie jest problemem podawać się za kogoś innego, niż się jest w rzeczywistości. 

Dlatego z czystym sumieniem polecam serię o Amelii i Kubie, bo czuję, że książka może przynieść dzieciakom więcej pożytku i uświadomić wybrane treści lepiej, niż niejedna lekcja wychowawcza na ten temat.
Sardegna

"Hate list" Jennefer Brown


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron:  392
Moja ocena : 6/6

Nasza Księgarnia to wydawnictwo, które kojarzy się głównie z bardzo bogatą ofertą książek dla dzieci. I rzeczywiście,  na stronie można znaleźć ciekawe propozycje wartościowych tytułów dla najmłodszych. Wiem, bo przetestowałam już całkiem sporo dziecięcych książek, a NK okazało się najbliższym mi wydawnictwem, w tej kwestii.  Nawet ostatnio miałam przyjemność czytać jedną, genialną propozycje wydawniczą: "Wyznania zmyślonego przyjaciela" Michelle Cuevas (pisałam o niej TUTAJ) i gwarantuję, że jest to jedna z lepszych książek dziecięcych, z jaką miałam w życiu do czynienia.

Oferta Naszej Księgarni jest bogata także w różne książki młodzieżowe i właśnie powyższa jest tego najlepszym przykładem. "Hate list" z założenia jest historią skierowaną do nastolatków, ale prze to, że jest ona tak mocna w swoim przekazie, to i na dorosłych czytelnikach zrobi bardzo duże wrażenie.

Valerie to chodzi do maturalnej klasy i jest takim typowym outsiderem. Przez to, że ubiera się inaczej, jest nieco wycofana i nie brata się z grupą najpopularniejszych w szkole, ciągle spotyka się z przejawami dręczenia przez rówieśników. Codziennie wyśmiewana, obrzucana wyzwiskami, słabo radzi sobie emocjonalnie z tym odrzuceniem. Największym wsparciem jest dla niej jej chłopak, Nick, który podobnie tak, jak Valerie, też jest swoistym wyrzutkiem i żyje na marginesie społeczności szkolnej. Nastolatki świetnie się dogadują, razem spędzają czas i są sobie naprawdę bliscy. Żeby odreagować złe emocje, wynikające z wiecznego bycia wyrzutkiem i codzienne przejawy agresji, dzieciaki tworzą sobie swoją własną "hate list", czyli listę osób "do odstrzału", na której zapisują nazwiska uczniów, którzy w danym dniu sprawili im przykrość. 

Dla Valerie tworzenie tej listy jest sposobem na wyładowanie swoich frustracji i złości, nie przewiduje ona jednak, że dla jej chłopaka, spis ma zupełnie inne znaczenie...

Pewnego dnia, kiedy znów dochodzi do zaczepek i niewybrednych haseł pod adresem Valerie, Nick wyjmuje ukrytą w kurtce broń i strzela do nastolatków, zgodnie z ich miejscem na "hate list". W stołówce rozpętuje się piekło. Nick bezwzględnie eliminuje uczniów, a Valerie, będąc w szoku, nie wie tak naprawdę co się dzieje. Próbuje więc powstrzymać chłopaka i osłania ciałem jedną z dziewczyn. Nick rani ukochaną w udo, a przekonany, że zrobił jej krzywdę, popełnia samobójstwo.


To, co dzieje się później, dla Valerie jest najgorszym koszmarem. Dziewczyna poddawana jest długiej rekonwalescencji, nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej. Musi poradzić sobie także z szeregiem oskarżeń, które policja kieruje w jej stronę, uważając, że jest ona współwinna ataku. Nie lepiej sytuacja wygląda w jej domu rodzinnym. Jednak najgorszy okaże się powrót Valerie do szkoły. 

Czy możliwe jest w ogóle normalne życie po czymś takim? Dziewczyna będzie próbowała stawić czoło kolegom, którzy uratowali się z masakry, ale jej nie wybaczyli. Jak rozwiąże się sprawa dawnych prześladowań? Czy pętla nienawiści będzie się ciągle zaciskać w społeczności szkolnej?


Powiem Wam, że ta książka jest bardzo mocna w swym przekazie. I nie chodzi tutaj o jakieś opisy masakry, bo są one znikome (w końcu to książka dla młodzieży, a nie dla dorosłych), bardziej mam na myśli treści psychologiczne. Nie wiem, czy jest wśród nas jakiś człowiek, który w dzieciństwie, gimnazjum, czy w czasach szkoły średniej, nie doznał jakiś przejawów agresji. Czy to wyśmiewania, krytykowania, obrażania czy nawet fizycznej przemocy. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach, kiedy dręczenie kolegów może mieć zupełnie nowy, internetowy wymiar, jest jeszcze bardziej nasilone, niż dwadzieścia lat temu, jednak przejawy nienawiści rówieśniczej zawsze były i zostawiały w psychice dzieciaków trwałe ślady. 

Historia Valerie uczy o tym, do czego może doprowadzić taka nienawiść. Książka niczego nie usprawiedliwia, nie ocenia, tylko uświadamia. I nie chodzi tutaj o jakieś tłumaczenie tego, co wydarzyło się w szkolnej stołówce, treść skupia się bardziej na aspekcie psychologicznym i pokazaniu, jak dręczenie może wpływać na dalsze życie ofiary. 

W dorosłych też tkwią kompleksy i problemy, które podłoże mają w relacjach rówieśniczych z lat dziecięcych. Myślę więc, że każdy czytelnik, niezależnie od tego, czy jest nastolatkiem, czy dorosłym, odnajdzie cząstkę Valerie w sobie.  

"Hate list" Jennefer Brown została wyróżniona nagrodą w konkursie polskiej sekcji IBBY Nagroda Donga w 2011 roku i jest to książka z gatunku tych, które z czystym sumieniem mogę polecić bibliotekarzom, aby umieścili ją w swoich zbiorach szkolnej biblioteki. 
Sardegna