"Papierowe duchy" Julia Heaberlin


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: W.A.B

Liczba stron: 416
Moja ocena : 4/6

Mam z tą książką poważny problem. Jest bardzo pozytywnie oceniana przez czytelników, ma świetny opis na okładce, a sama Autorka odnosi sukcesy na całym świecie (jej wcześniejsze powieści zostały bardzo dobrze przyjęte przez odbiorców i wydane w piętnastu krajach), ja natomiast nie czuję klimatu... Sama skłoniłam się ku lekturze i teraz trochę mi głupio, że zupełnie nie ogarnęłam fenomenu "Papierowych duchów". Wiem, że to jest specyficzna historia, która toczy się leniwie, pełna jest domysłów i niedomówień, ale w tym miał tkwić cały jej urok, a na mnie to nie działała. I przykro mi, bo miałam jak najlepsze chęci. Niestety, tym razem nie zaiskrzyło...

Grace jest młodszą siostrą Rachel, dziewczyny, która przed laty zaginęła bez wieści. Kobieta podporządkowała praktycznie całe swoje życie na poszukiwanie prawdy i dojście do tego, co tak naprawdę stało się z jej siostrą. Po latach ma już całkiem poważne przypuszczenia, że Rachel padła ofiarą seryjnego mordercy, fotografa Carla Feldmana, który aktualnie jest wiekowym staruszkiem, cierpiącym na zaniki pamięci i przebywa w specjalnym domu opieki dla przestępców. Grece postanawia więc postawić wszystko na jedną kartę, "wydostać" Carla na wolność i wyciągnąć od niego prawdę o Rachel. Podając się za jego córkę, zabiera go w tygodniową podróż po Teksasie, prowadząc do miejsc, które przez lata utrwalał na zdjęciach. Dziewczyna ma tylko jeden cel, dowiedzieć się, czy fotograf odpowiada za zaginięcie jej siostry, a potem ... no właśnie.

Główny problem polega jednak na tym, iż Carl utrzymuje, że nic nie pamięta, nie wiadomo tylko, czy mówi prawdę, czy sprytnie kłamie. Plan Grace nie ma słabych punktów. Zakłada intensywny tydzień podróżowania do miejsc, które powinny kojarzyć się fotografowi z jego pracami, spotkanymi kobietami i potencjalnymi miejscami zbrodni. Oczekiwania są jednak zupełnie inne, niż rzeczywistość. Carl ma inne plany wobec tej wyprawy, ale Grace w swej obsesji również jest w stanie wiele poświęcić.

Czy taka podróż z potencjalnym przestępcą może w ogóle być bezpieczna? Czy Carl faktycznie jest zdziwaczałym staruszkiem, a może idealnie odgrywa swoją rolę? Podążając za tropem myślenia Grace, czytelnik sam już nie wie, ile jest w tym autentyczności, a ile tylko pobożnych życzeń. Wraz z kobietą szuka śladu, jakiegoś błysku w oku, który potwierdzi, że to fotograf jest odpowiedzialny za zniknięcie Rachel. Ale czy się go doczeka?

W "Papierowych duchach" nic nie jest oczywiste. Czytelnik podąża za tokiem akcji, niby wie, co tak naprawdę dzieje się z bohaterami, tak naprawdę jednak prawda ukryta jest gdzieś pomiędzy wierszami tej opowieści. Rozwiązanie najważniejszej zagadki, z którą mierzymy się przez całą książkę wychodzi ostatecznie na jaw, i to na pewno jest pozytywny aspekt tej historii, bowiem nie wyobrażam sobie, aby i ten wątek został  otwarty i nie dał czytelnikowi odpowiedzi na najistotniejsze pytanie, jednakże cała reszta pozostaje w sferze domysłów. Wszystkie te zagadki, tropy ukryte przed czytelnikiem, niepewność, co do tego, co tak naprawdę zdarzyło się przed laty, jest ciekawym zabiegiem i wierzę, że istnieje spore grono odbiorów, którzy to docenią. Dla mnie jednak całość okazała się przegadaną, zbyt leniwą, gorzką opowieścią, która nie pociągnęła za sobą i nie sprawiła większej przyjemności. 

Bardzo żałuję, bo po okładkowym opisie historia wydawała mi się mega petardą, taką historią, która zapadnie na dłużej w pamięć i dostarczy emocji, kiedy wraz z bohaterką doszukiwać będziemy się prawdy. Doceniam pomysł, ale przez to, że akcja toczy się bardzo leniwie, poprzedzielana jest wspomnieniami Grace i rozważaniami na temat fotografii Carla, całość strasznie się dłuży. W rezultacie wyszło nudnawo, czytanie zajęło mi masę czasu i właściwie, gdyby nie zwyczaj doczytywania każdej książki do końca, nie wiem, czy dotrwałabym do końca.

Sardegna

"Zakochane Trójmiasto" antologia


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


  Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 394
Moja ocena : 5/6


"Zakochane Trójmiasto" to całkiem nowy na rynku zbiór opowiadań, który postanowiłam przeczytać z dwóch powodów: po pierwsze, książka idealnie wpasowuje się w kategorię lutowej Trójki e-pik, czyli lekturę z motywem walentynkowym, po drugie, lubię takie antologie, kobiece historie, napisane przez polskich autorów. Zawsze wtedy mam możliwość poznania choć próbki twórczości pisarzy, z którymi do tej pory nie miałam do czynienia. 

Walentynek jakoś specjalnie nie obchodzę, uważam, że miłość można okazywać sobie każdego dnia, nie trzeba czekać na to do 14 lutego, co nie zmienia faktu, że lubię książkowy klimat tego święta, a więc i lektura takich opowiadań o miłości sprawia mi wielką frajdę.

W ogólnej ocenie antologia ta bardzo mi się podobała. Oczywiście, jak to w przypadku zbiorów bywa, nie wszystkie opowiadania są równe, jedne bardziej zapadają w pamięć, inne, może takie bardziej "typowe", trochę mniej. W przypadku "Zakochanego Trójmiasta" po raz pierwszy też miałam do czynienia z twórczością niektórych pisarzy, bo o ile powieści pań Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, Małgorzaty Wardy, K.N. Haner, Augusty Docher, już znałam, to na przykład zupełną nowością były dla mnie historie pani Niny Reichter, Jolanty Kosowskiej, Anny Kasiuk, Anny Szafrańskiej, czy panów: Adriana Bednarka i Daniela Koziarskiego

Wszystkie 10 opowiadań jest połączonych wspólnym motywem Trójmiasta, bo to tam rozgrywa się większość akcji, a także - wiadomo! -  wątkiem miłosnym. Nie dajcie się jednak zwieść miłej dla oka, lukrowanej okładce, bo uczucia rodzące się między bohaterami nie są przedstawione w sposób banalny, ani też przesadnie cukierkowy. Historie są przemyślane, życiowe, trochę słodko - gorzkie. Jak to w życiu, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli.

Antologia zaczyna się opowiadaniem Agnieszki Lingas - Łoniwskiej "Nie uciekaj". Mamy tutaj dwa silne charaktery skrywające się przed światem w pięknych okolicznościach przyrody Borów Tucholskich (wiem, co mówię, cudownie tam jest!). Przewrotny los łączy dwie zranione dusze i daje im szansę na wspólną przyszłość. Historia raczej "standardowa", ale może się podobać, zwłaszcza miłośnikom kobiecych powieści. Do tego, ta historia jest bardzo "typowa" dla Autorki, czyli jej "Jej" stylu, klimacie z charakterystycznymi bohaterami o burzliwej przeszłości. Fajny początek.

Kolejne opowiadanie jest bezsprzecznie najlepsze i bezkonkurencyjne. "Dla ciebie" Małgorzaty Wardy trafia prosto w serce, choć nie ma ani typowego motywu walentynkowego, więcej jest w nim smutku, nostalgii i żalu, niż radości i rozgorączkowanych uczuć. Agnieszka przeprowadza się z peryferii Gdańska do Gdyni, i trafia do blokowiska z wielkiej płyty, a jej sąsiadem zza ściany staje się Andrzej, chłopak z skomplikowaną relacją rodzinną. Relacja pomiędzy tą dwójką dzieciaków jest dość trudna, oparta na wsparciu i zrozumieniu, kończy się jednak dość brutalnie, w bardzo nieoczekiwanym momencie. 
Dalszą część opowieści możemy śledzić, przenosząc się parę lat później, kiedy Agnieszka jest już dorosłą kobietą i wspomina swoją pierwszą miłość, a wszystko to w sytuacji, kiedy po latach przypadkowo spotyka Andrzeja...

Mocna opowieść, która choć krótka, robi wielkie wrażenie na czytelniku. Mnie już sam początek wskazał, że to będzie coś świetnego, kiedy Autorka nawiązała do wydarzeń z 1994 roku, o których później zespół Golden Life nagrał piosenkę. "Dla ciebie" to mój nr 1 w całej antologii!

Opowiadanie trzecie "Dobre zakończenia", autorstwa pani Niny Richter (moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki) to historia pewnego związku napisana raz z perspektywy mężczyzny - Marka - poczytnego pisarza powieści kobiecych, raz kobiety - Jagody, skromnej nauczycielki języka angielskiego. Pomiędzy tymi dwoma zaiskrzy, ale oczywiście nie obejdzie się bez różnych problemów, które wynikają z różnic mentalnych, społecznych, czy zawodowych. Fajna historia, która mogłaby spokojnie posłużyć, jako zarys czegoś dłuższego. 

Czwarte opowiadanie to "Perfekcyjna katastrofa" K.N.Haner. Jest ono chyba najbardziej utrzymane w walentynkowym klimacie, mamy tutaj bowiem romans dziewczyny po przejściach z przystojnym marynarzem, który zakochał się w niej tylko na podstawie zdjęcia. Przyjemna opowieść, niezbyt wymagająca, z obowiązkowym happy endem.

Pozytywnie na tle pozostałych opowiadań wyróżnia się "Najdłuższy dzień w roku" Augusty Docher. Mocno niejednoznaczny, pełen sprzeczności, niepewności i trudnych uczuć. Bohaterowie, których dzieli wszystko, spotykają się przypadkowo na plaży w Jelitkowie i pod wpływem spontanicznej rozmowy postanawiają zmienić coś w swoim życiu. Choć początkowo nic nie wskazuje na to, aby do zmian miało w jakikolwiek sposób dojść, rezultat przychodzi naprawdę szybko. Ciekawa, nietypowa historia dwóch zranionych dusz. Fajne.

Kolejna opowieść to bardzo klimatyczny "Tatuaż serc" Joanny Kosowskiej. Krzysztof śni o pewnej dziewczynie, coraz więcej szczegółów przypomina sobie z jej życia, choć dobrze zdaje sobie sprawę, że nigdy w życiu jej nie spotkał i nie ma pojęcia, kim ona jest. Wyjaśnieniem jego tajemniczych snów okaże się jego serce, które pamięta coś, czego zupełnie nie ogarnia jego umysł. Bardzo fajne opowiadanie, jak dla mnie znajduje się w pierwszej trójce tej antologii.

"Druga randka" Adriana Bednarka (Autora, którego powieści wydawane są w wydawnictwie Novae Res, aczkolwiek ja nie miałam jeszcze okazji żadnej czytać),  bardzo nietypowa, mroczna, trochę nawet kryminalna, opowiada o tym, jak wieloletnie pragnienie zemsty może wpłynąć na człowieka, i co może zrobić z jego psychiką. Jeżeli miałabym skomentować tę historię jednym zdaniem, powiedziałabym, że są to "krwawe walentynki". Wyróżniam i umieszczam w pierwszej trójce zbioru.

Ciekawą historię zaproponował również pan Daniel Koziarski, budując opowieść "Skwer miłości, skwer samotności", będącą zlepkiem wielu małych, słodko-gorzkich obrazów relacji uczuciowych, między losowo wybranymi spacerowiczami. Jak w tytule, nie wiadomo, czy w ludziach więcej jest uczucia, czy jednak wrogości. Ciekawy obraz społeczeństwa wyłonił się z tego tekstu.

Przedostatnie opowiadanie należy do pani Anny Kasiuk "Sięgnij po szczęście", które to również mocno nietypowe, porusza bardziej temat relacji rodzinnych, niż partnerskich. Świat widziany oczami nastolatki nie jest idealny, a dorośli mogą w nim zobaczyć swoje wady i największe grzechy. Interesująca historia, wyróżniająca się tematyką na tle pozostałych.

"Cztery pory roku" Anny Szafrańskiej kończy antologię "Zakochane Trójmiasto". Opowieść tocząca się w trzech przedziałach czasowych należy raczej do tych "romantycznych". Gdybym miała określić, o czym, oprócz miłości opowiada, powiedziałabym, że o przemijaniu. W niej hasło "miłość aż po grób" nabiera szczególnego znaczenia.

Kto dotarł do końca tego przydługawego wpisu ten już zna trójkę moich faworytów, czyli opowiadania, które najbardziej podobały mi się z całego zbioru. Na pierwszym miejscu bezsprzecznie umieszczam historię pani Małgorzaty Wardy, na drugim wyróżniam panią Joannę Kosowską, trzecie miejsce na podium należy do pana Adriana Bednarka

Co ważne i dość ciekawe, w tej antologii nie ma złych historii, są po prostu mniej lub bardziej schematyczne, przez to lepiej lub gorzej zapadają w pamięć. Polecam "Zakochane Trójmiasto wydane pod patronatem Granic.pl , nie tylko na walentynki i zaliczam lekturę do lutowego wyzwania Trójka e-pik.


Sardegna

"Jak wytresować kota?" Dawid Ratajczak


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 288
Moja ocena : 5/6

Kto jest posiadaczem kota (choć w przypadku tych zwierząt trudno mówić o jakichkolwiek prawach do ich posiadania), ten wie, że jego wytresowanie jest praktycznie sztuką niemożliwą. Nie da się wytresować kota, tak, jak nie da się ożywić skały. Jeśli chodzi o ujarzmienie naszego Pana Kota Filona, pracujemy nad nim codziennie, aczkolwiek często nasze starania rozbijają się o ścianę, bowiem nasz zwierzak ma zbyt silny charakter i jest zbyt wielkim indywiduum, żeby poddawać się czyjejś woli. Nawet tych, co go karmią. 

Ale tak poważnie mówiąc, szukam książek, które wytłumaczą mi co nieco na temat zachowania mojego kocura. Dlatego też w październiku przeczytałam "O czym myślą koty?" Thomasa McNamee. Książka ta nie spełniła jednak do końca moich oczekiwań pod względem prezentowanej tematyki. Wszystko opisane jest tam bowiem w sposób bardzo mądry i naukowy i choć zawiera wiele informacji o życiu czworonogów, to są one raczej mało przydatne w praktyce dla przeciętnych właścicieli kotów. 

Niedawno nadarzyła się kolejna okazja do przeczytania innej książki z tego zakresu. "Jak wytresować kota?" Dawida Ratajczaka udało mi się wygrać w konkursie świątecznym na fp Wydawnictwa Skrzat. Jako że paczka dotarła do mnie tuż przed samymi świętami, okazała się wspaniałym prezentem pod choinkę, i to nie tylko dla mnie, ale też dla mojej Córki, która uwielbia naszego Filona i wybacza mu wszelkie psoty.

Powyższy mini poradnik wypada znacznie lepiej w temacie, od jego poprzednika, a jego lektura sprawia olbrzymią frajdę i satysfakcję. W sposób humorystyczny, lekki, łatwy i przyjemny tłumaczy on zachowanie kota i jego niektóre zwyczaje, mówiąc o opiece nad tym wyjątkowym zwierzęciem, ale z  wielkim przymrużeniem oka, stąd też lektura tej książki bardziej jest dobrą zabawą, niż konkretną informacją na temat wychowania kota. Powiedziałabym nawet, że dzięki prostemu, humorystycznemu przekazowi, poradnik ten jest bardziej przeznaczony dla dzieci, niż dla dorosłych. Stąd też starsi czytelnicy, którzy zdecydują się po nią sięgnąć muszą być świadomi żartobliwego przekazu, kiedy już jednak zdecydują się na poznanie "tajemnicy wytresowania kota" gwarantuję, że będą się świetnie bawili! 
  
Ja, podczas lektury uśmiałam się mocno. Pozaznaczam sobie kolorowymi karteczkami wiele zabawnych fragmentów, dotyczących opieki nad kotem, zabawy, nocnych harców, albo relacji z właścicielem, czy innymi zwierzętami, które chciałabym zachować sobie i móc do nich później wrócić. Oprócz tego, w książce znajduje się kilka różnego rodzaju list, które także obrazują niezwykłość kotów: dlaczego kot jest lepszy od kobiety, a także ... lepszy od mężczyzny, rzeczy, które mogą kota zdenerwować, czy poprawić jego humor. 

Podsumowując, "Jak wytresować kota?" jest idealne dla kociarzy, bo może zdarzyć się tak, iż poradnik ten okaże się zupełnym niewypałem dla właścicieli innych zwierząt, albo osób, które z kotami nie miały nigdy do czynienia. Większość scenek sytuacyjnych i motywów w nim zawartych, raczej nie przemówi do osób niezaangażowanych w kocie życie. Natomiast dla miłośników tych czworonogów będzie doskonała. Moja córka również była zachwycona lekturą, zaznaczała swoje fragmenty, w których, jak mówiła: "opisują Filona".

Nie ukrywam więc, że jeżeli będzie kiedyś okazja sięgnąć po drugą ("Techniki zaawansowane") i trzecią część serii ("Wiedza tajemna"), to chętnie skorzystam. Im więcej informacji o tym, co kryje się w głowie naszego kota do nas dotrze, tym będziemy mądrzejsi, jeśli chodzi o jego codzienne wychowanie i wspólne bytowanie.

Sardegna

"Everest. Góra Gór" Monika Witkowska


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


  Wydawnictwo: Bezdroża
Liczba stron: 320
Moja ocena : 6/6

Jako że w styczniu jedną z kategorii wyzwania Trójka e-pik (która swoją drogą, pięknie się reaktywowała, a coś więcej na jej temat znajdziecie TU) była książka o górach, postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i przeczytać "Everest. Górę Gór" Moniki Witkowskiej, który dotarła do mnie całkiem niedawno z Wydawnictwa Bezdroża.

Skłoniłam się ku tej pozycji głównie za sprawą faktu, iż miałam już nie raz okazję być na spotkaniu z podróżniczką (raz nawet w moim mieście), wziąć udział w prelekcji i wysłuchać niesamowitych wspomnień z wypraw nie tylko górskich, ale i żeglarskich, nigdy jednak nie miałam okazji czytać żadnej książki Jej autorstwa. Postanowiłam więc to zmienić i przeczytać, jak wyprawę na najwyższy szczyt świata wspomina Monika Witkowska, dziennikarka, podróżniczka, żeglarka, przewodniczka, aktualnie zdobywczyni całej Korony Ziemi. 

"Everest. Góra Gór" to zapis ekspedycji z 2013 roku, który zakończył się dla podróżniczki sukcesem, udało jej się bowiem, jako jednej z nielicznych osób wyprawy, zdobyć szczyt i stanąć na Dachu Świata. Książka przyjmuje formę dziennika, zapisków z podróży i opisuje nie tylko życie w bazie, zdobywanie poszczególnych obozów i sam atak szczytowy, ale dość obszernie charakteryzuje całą resztę, czyli przygotowania do wyprawy, podróż do z Warszawy do Katmandu, a także wszelkie przesiadki, trasy i trekkingi, które w ostateczności prowadzą do Base Campu pod Everestem. 

Książka jest zapisem wspomnień od września 2012 roku, kiedy to pada ostateczna decyzja o wyjeździe na Everest, poprzez staranne przygotowanie kondycji i bagażu, do momentu, kiedy podróżniczce udaje się połączyć siły z ośmioosobową, międzynarodową ekipą i wyruszyć w stronę szczytu. Przybliży nam każdy z etapów wyprawy, wiele dni aklimatyzacji, codzienność w Base Campie, a później kolejne podejścia w górę. Monika Witkowska w swoim dzienniku opisuje codzienność wspinacza, który szykuje się do zdobycia góry, zwyczaje panujące w bazie, zdrowotne przypadłości, czy inne przeszkody, które mogą się pojawić w trakcie takiej wyprawy. 

Podróżniczka, choć posiadała już wcześniej spore doświadczenie wspinaczkowe i górskie, po raz pierwszy mierzy się z ośmiotysięcznikiem, który jak do tej pory, wydawał się jej nieosiągalnym marzeniem. Zawsze coś stawało na przeszkodzie, aby ten cel zrealizować, kiedy więc trafia się okazja, podróżniczka nie waha się ani chwili. Jako że Everest jest jej pierwszym himalajskim wyzwaniem, w jej przygotowaniach, a później relacji z podróży daje się wyczuć pewne "niedoświadczenie", obawę, ale także taką szczerość radość, jaką daje tylko spełnianie marzeń i niekomercyjne wejście "bez spiny". I bardzo przyjemnie czyta się takie wspomnienia, nie zmącone nachalną pewnością siebie, pełne skromności, świadomości swoich słabych stron, bez nadęcia i osiągania sukcesu za wszelką cenę. W ogóle pani Monika daje się poznać czytelnikom, jako osoba z mocnymi zasadami, życzliwa, towarzyska, ale też ciesząca się każdą chwilą, doceniając to, gdzie jest, ale przede wszystkim, szanująca Górę, która odpłaci się jej za to z nawiązką.


Ze zdobywaniem szczytu nie można się spieszyć, stąd też dziennik relacjonuje kolejne dni i ważne momenty ze zmaganiem się z górą. Oprócz zapisków tego typu, w notatkach Autorki znalazły się wzmianki o nastrojach w bazie, własnej "relacji" z górami, stosunkiem do podróżowania, pokonywaniu słabości i barier, spotkaniach ze światowymi "gwiazdami" himalaizmu, różnicach w zachowaniu wspinaczy z dużym zapleczem sponsorskim i tych, którzy tego wsparcia finansowego nie mają. Sporo miejsca poświęcone zostało także pracy szerpów i wyprawach komercyjnych, które corocznie pod Everestem się gromadzą.
Powiem szczerze, że "Everest. Góra Gór" bardzo miło mnie zaskoczył szczegółowym podejściem do tematu. Czytałam wiele książek wysokogórskich,  gdzie takie "zwyczajne" życie w bazie, prozaiczne problemy wspinacza, czy sam trekking przez lodowiec często jest opisywany bardzo skrótowo, albo wręcz pomijany. Natomiast tutaj Autorka dość skrupulatnie podchodzi do zagadnienia, dzięki czemu daje czytelnikowi możliwość podejrzenia procesu zdobywania góry "od podszewki". 

W książce znajdziemy także krótkie felietony na dany temat, będące swoistą ciekawostką związaną z Everestem. A więc będziemy mieli możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o: pierwszych zdobywcach szczytu, szerpach - znaczeniu ich imion, tragediach, jakie wydarzyły się na przestrzeni lat na górze, śmiertelności, o bóstwach chroniących górę, lodowcu, zwierzętach, flagach modlitewnych, chorobie wysokościowej, czy ... gotowaniu na Evereście.

Lektura tej książki okazała się dla mnie bardzo inspirująca. Zdobywanie ośmiotysięcznika z perspektywy Moniki Witkowskiej jest mi chyba najbliższe mentalnie, stad też tytuł na pewno zajmie jedno z ważniejszych miejsc w mojej biblioteczce, a jeśli będę miała jeszcze okazję przeczytać inną książkę Jej autorstwa, to na pewno skorzystam.

Sardegna

"Niki i Tesla. Bunt armii robotów" „Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo RM
Liczba stron:  214
Moja ocena : 5/6

Jakiś czas temu pisałam o świetnej serii dla dzieci z Wydawnictwa RM pod wspólnym tytułem "Niki i Tesla". Pierwszy tom nosił nazwę "Laboratorium pod napięciem" i możecie przeczytać o nim TUTAJ, a dzisiaj chciałam podzielić się z Wami wrażeniami z "Buntu armii robotów", czyli kontynuacją przygód inteligentnych dzieciaków, przebywających na wakacjach u wujka Newta w miasteczku Half Moon Bay.

Moje dzieci bardzo zaangażowały się w historię Nikiego i Tesli i same zaproponowały, aby kolejną lekturą czytaną wieczorem był właśnie "Bunt...". A ja w ogóle im się nie dziwię, bowiem książki te oprócz trzymających w napięciu elementów detektywistycznych, ciekawej zagadki, którą bohaterowie muszą rozwiązać, przemycają jeszcze wiele naukowych różności z dziedziny fizyki, chemii czy mechaniki. Wszystko to sprawia, że lekturę czyta się/słucha z wielkimi emocjami, nie wiadomo bowiem, co wydarzy się na kolejnych kartach powieści, i w którą stronę postanowią pójść bohaterowie. Może będą budować elektromagnes, alarm przeciwwłamaniowy, rakietę, robota, a może miotacz wody. W tym akurat tomie, skupiają się głównie na konstruowaniu przeróżnych odmian robotów (roboaniołek, roborobak, chodzący robot z resztek peceta), ale mając doświadczenie z poprzedniej części, śmiem twierdzić, że w kolejnych zaskoczą nas równie mocno.

Bystre rodzeństwo Niki i Tesla, które całkiem niedawno pomogło złapać szajkę groźnych przestępców i szantażystów, tym razem będzie musiało zmierzyć się z równie niebezpieczną zagadką, która rozpoczyna się od kradzieży cennego komiksu ze sklepu taty ich kolegi, Silasa. W bardzo rzadkim egzemplarzu komiksu, nazywanego przez kolekcjonerów "Szokującym #6", pan Kuskie upatruje zarobek, mogący uratować jego plajtującą firmę. Jednak zniknięcie komiksu, w tajemniczych okolicznościach z zamkniętego sklepu, rujnuje jego plany na przyszłość.

Dzieciaki postanawiając pomóc tacie przyjaciela. Pełni zapału po ostatnim sukcesie detektywistycznym, od razu mają na oku kilku podejrzanych, którzy mogliby być za kradzież odpowiedzialni. Energicznie więc przechodzą do rzeczy i ostatecznie rozwiązują zagadkę zaginionego egzemplarza, ale zanim do tego dojdzie, w ich otoczeniu wydarzy się wiele sytuacji, z których jedne będą bardzo śmieszne, inne dość kompromitujące, a jeszcze inne naprawdę straszne i niebezpieczne.

Złodziej, który zaczaił się na komiks będzie miał jeszcze kilka innych grzeszków na sumieniu. Nie zważając na grupkę dzieciaków, które choć bystre i inteligentne, to nadal jednak są tylko dziećmi, będzie starał się osiągnąć swój cel za wszelką cenę.  

Niki i Tesla wykażą się kreatywnością i sprytem, aby pokonać przestępcę. Na szczęście mogą liczyć na wsparcie swoich przyjaciół: Silasa i DeMarco, a także szalonego wujka Newta, który choć trochę roztargniony z powodu obecności w jego pobliżu pięknej pani naukowiec, stara się, jak może, aby dzieci czuły się u niego, jak w domu. Rodzeństwo buduje więc roboty (a czytelnicy znajdą w książce konkretne instrukcje, jak te urządzenia zrobić własnoręcznie z zasobów domowych), które pomogą im zdobyć przewagę nad złodziejem, a ostatecznie rozwiązać zagadkę "Szokującego #6".

Takie książki, jak powyższa, są naprawdę godne polecenia. Nie dość, że poszerzają horyzonty, dla dzieci, które lubią eksperymentować w domu i mają taką możliwość, są praktycznie gotową instrukcją obsługi do działania. Dla tych, które interesują się nauką, techniką i różnymi eksperymentami, dodatkowo będą świetną motywacją do rozwijania swoich zainteresowań. Historie, jak ta potwierdzają też fakt, że nauka może być ważną częścią fabuły, sprawiającą, że książka będzie ciekawa i ekscytująca. Można szukać pozytywów jeszcze z innej strony, pokazując dzieciom, które lubią tylko czytać i są raczej humanistami, niż ścisłowcami, że nauka wcale nie musi być nudna, a wręcz przeciwnie, może być prawdziwą przygodą.

Nic dodać, nic ująć. Zostaje nam tylko czytać kolejne części. "Niki i Tesla. Pojedynek tajnych agentów", czyli tom trzeci czeka już w kolejce do wieczornego czytania i kiedy tylko dokończymy "Wędrowca do Świtu" C.S.Lewisa, bierzemy się za następne przygody tych bystrych dzieciaków.

Sardegna

Spektakl "Dzieci z Bullerbyn" w Miejskim Teatrze w Gliwicach


posted by Sardegna on ,

No comments

W niedzielę 26 stycznia miałam okazję wziąć udziału w niesamowicie fajnym wydarzeniu, a mianowicie mogłam obejrzeć spektakl "Dzieci z Bullerbyn", który wystawiony był na deskach Teatru Miejskiego w Gliwicach na Małej Scenie. Powiem od razu, że nie uczestniczyłam w tej akcji sama, była ze mną także moja 10 letnia córka Ania. Bardzo lubię sztuki teatralne, dość często mam okazję je oglądać, głównie ze względów zawodowych, ale nigdy nie odmawiam wybrania się do teatru z własnymi dziećmi, chcę im bowiem pokazywać wszystkie ciekawe formy spędzania wolnego czasu, które rozwijają, uczą czegoś nowego i pokazują ciekawe treści.
 
Nasza wyprawa do teatru na to konkretne przedstawienie wynikła też trochę z faktu, iż postanowiłam sprawdzić, jak najsłynniejszą opowieść Astrid Lindgren w wersji scenicznej, oceni moja Córka, która uwielbiała, kiedy czytałam książkę na głos (zresztą o wrażeniach z lektury pisałam TUTAJ), natomiast, gdy miała czytać ją samemu, jako lekturę szkolną, strasznie marudziła, mówiąc, że inaczej pamięta tą historię i teraz ona nie jest już taka fajna... Nie wiem, z czego wynikał ten dysonans, w każdym razie, trochę wewnętrznie byłam ciekawa, jak podejdzie do tej adaptacji i, jaką ostatecznie wyrobi sobie opinię, czy "Dzieci z Bullerbyn" są w końcu fajne, czy też nie. Przy okazji sama nabrałam ochoty na obejrzenie przedstawienia na temat jednej z fajniejszych książek dla dzieci, jakie miałam okazję w życiu czytać. 

I powiem Wam, że czas spędzony w teatrze okazał się magiczny! Nie dość, że moje dziecko wyszło zachwycone, w sumie już w trakcie przedstawienia widziałam szczery zachwyt w jej oczach, to jeszcze po zakończeniu dowiedziałam się, że teraz aktorstwo to jej nowe zainteresowanie i koniecznie muszę ją zapisać na jakieś zajęcia kółka teatralnego w naszym mieście. Moja Córka jest 100% humanistką, nie zdziwiła mnie więc jej nowa pasja, co jednak bardziej mnie ucieszyło to stwierdzenie, że "Dzieci z Bullerbyn" są super". Cel osiągnięty! 

Jeśli chodzi o sam spektakl, to cieszy się on w Teatrze Miejskim w Gliwicach bardzo dużą popularnością (kolejne przedstawienia zaplanowane są na kwiecień).  Świadczyć o tym może fakt wykupienia biletów na styczniowe, zaplanowane terminy, a także opcja dołożenia dodatkowej godziny spektaklu, żeby zadowolić wszystkich zainteresowanych. 

  
Adaptacja przeznaczona jest z zasady dla dzieci 5+, a mnie szczerze zdziwił fakt, iż naprawdę na widowni znalazła się spora grupa młodszych dzieciaków. Dla porównania, moja 10 letnia Córka była jedną ze starszych, co mnie akurat dość zaskoczyło, bowiem wydawało mi się, że skoro "Dzieci z Bullerbyn" są lekturą dla III klasy, to właśnie ta grupa będzie dominować na widowni. W każdym razie maluchy były niesamowicie zainteresowane tym, co dzieje się na scenie. Nie było w sumie takiej sytuacji, jak czasami zdarza się w teatrze lub na jakimś innym wydarzeniu skierowanym dla najmłodszych, że widzowie kręcą się niepokojąco, a całość strasznie się im dłuży. Tutaj wręcz przeciwnie. Wszyscy byli bardzo skupieni, zaciekawieni, emocjonalnie podchodzili do tego, co widzieli na scenie, żywo reagowali, śmiali się w kluczowych momentach, a co najlepsze, niektórzy mali widzowie recytowali na głos kwestie z książki razem z aktorami! To już w ogóle robiło niesamowite wrażenie, a moja Córka patrzyła na mnie z niedowierzaniem, kiedy nasz "sąsiad", na oko sześciolatek, recytował, jak gdyby nigdy nic, kwestie Lassego. To było coś genialnego! 

Świetnie było obserwować żywe emocje dzieci, ale też dorosłych, którzy bawili się równie dobrze, reagując na śmieszne scenki czy zabawne dialogi. Było to naprawdę fajne przeżycie.

Jeśli mowa jeszcze o samym spektaklu, wybierając go z afisza, trzeba mieć świadomość, że jest on raczej krótki, bo godzinny. Przygody bohaterów z Bullerbyn są okrojone do najważniejszych i tych najbardziej charakterystycznych. Są to moim zdaniem najciekawsze i najbardziej kluczowe historyjki, wybrane z książki, które najbardziej bawią i najłatwiej zapadają w pamięć. Któż bowiem nie kojarzy urodzin Lisy, wyprawy dziewczynek do sklepu po zakupy i kultową kiełbasę mocno obsuszoną, historię Ollego i jego psa Svipa, założenie spółdzielni sprzedającej wiśnie, czy opowieść dzieciaków, czemu tak długo wracają ze szkoły. Każda scenka przedzielona jest krótką formą taneczną, w której aktorzy bawią się, przemieszczają po scenie, dając widzom sygnał, że kończą jedną opowieść i przechodzą do drugiej.

Jeśli chodzi o aktorów, w głównych rolach wystąpili: Magdalena Zabel (LISA),  Anna Moś (BRITTA), Iga Bancewicz (ANNA), Rafał Domagała (LASSE), Cezary Jabłoński (OLLE), Kornel Sadowski (BOSSE), którzy wyglądali na scenie bardzo młodzieńczo, powiedziałabym że niemal dziecięco (moja Córka nie chciał uwierzyć, że są dorosłymi ludźmi), stąd też swoim wizerunkiem, zachowaniem idealnie wpasowali się w rolę i poczuli klimat Bullerbyn. Bardzo fajnie przedstawili dziecięce emocje, mimikę twarzy, gestykulację, które choć trochę przerysowane, w taki właśnie dziecięcy sposób, mocno trafiły do widzów. 
Bardzo fajnie wypadła też interakcja pomiędzy aktorami, a dziecięcymi widzami (zabawa poduszkami czy podchodzenie do pierwszych rzędów), sprzyjała temu na pewno kameralna atmosfera Małej Sceny w Teatrze Miejskim i rozłożone poduszeczki/ pufy tuż pod sceną, które zastępowały tradycyjne krzesełka. Młodsi widzowie mogli niemalże uczestniczyć w przygodach bohaterów i mieć ich na wyciągnięcie ręki.
Sztuka zaplanowana jest już do kolejnego wystawienia na Małej Scenie Teatru Miejskiego w Gliwicach od kwietnia (TU znajdziecie szczegóły), nie zostaje mi więc nic innego, jak polecić ją bliższym i dalszym znajomym ze Śląska. Rezerwujcie bilety i bierzcie dzieci do teatru! Na koniec, powiem jeszcze, że uczestniczyłam już w wielu różnych przedstawieniach skierowanych dla najmłodszych, ale śmiem twierdzić, że to było najlepsze, z jakim miałam w życiu do czynienia.

Oprócz "Dzieci z Bullerbyn" Teatr Miejski w Gliwicach ma jeszcze inną, bardzo fajną ofertę dla najmłodszych. Praktycznie co miesiąc można znaleźć w repertuarze interesujący spektakl dla dzieci (i nie tylko), z czego na przykład w lutym i w marcu  na afiszu znajdziemy: "Małą Syrenę" czy "Niezwykły lot Pilota Pirxa" (dla dzieci 8+) oraz "W kole" (dla dzieci do lat 8). Konkretne informacje na ten temat znajdują się pod TYM linkiem.

Jeżeli jeszcze nie poczuliście się zachęceni do takiej formy spędzenia czasu z dzieckiem, to potwierdzę tylko, że pokazanie innej formy rozrywki, czegoś, co będzie zupełnie odmienne od kina, sali zabaw, czy kręgli, rozwijać będzie wyobraźnię, twórcze myślenie, kreatywność,  poczucie piękna i estetyki, na pewno zaowocuje w przyszłości. Jeżeli nie macie możliwości wybrania się prywatnie do teatru, to zawsze możecie podsunąć pomysł nauczycielowi, żeby zabrał klasę na wybrany spektakl. Myślę, że będzie to bardzo fajna opcja kulturalnej wycieczki.

Na koniec jeszcze muszę nadmienić, iż "Dzieci z Bullerbyn" w reżyserii Jerzego Jana Połońskiego, zdobyły główną nagrodę jury dziecięcego na Festiwalu Teatrów dla Dzieci 2019 w Krakowie. Taka prestiżowa nagroda, przyznawana przez najbardziej wymagającą, dziecięcą publiczność pokazuje, jakim wyjątkowym doświadczeniem jest obejrzenie tej adaptacji. Bardzo polecam!


Astrid Lindgren, 'Dzieci z Bullerbyn'
  • przekład: Irena Wyszomirska
  • adaptacja sceniczna: Anna Ilczuk
  • reżyseria: Jerzy Jan Połoński
  • scenografia: Joanna Martyniuk
  • muzyka: Marcin Partyka
  • konsultant artystyczny ds. repertuaru dziecięcego: Zbigniew Prażmowski
  • inspicjent: Marek Migdał
  • produkcja: Beata Sokołowska
  • występują: Magdalena Zabel (LISA),  Anna Moś (BRITTA), Iga Bancewicz (ANNA), Rafał Domagała (LASSE), Cezary Jabłoński (OLLE), Kornel Sadowski (BOSSE)
Sardegna

Książka Roku 2018 Plebiscyt lubimyczytać.pl


posted by Sardegna on

2 comments

Podobnie, jak to miało miejsce rok, dwa, a także trzy lata temu, luty rozpoczyna się Plebiscytem na Książkę Roku 2018 organizowaną przez portal lubimyczytać.pl. Tegoroczna akcja jest już czwartą, a ja, jako że brałam udział w każdej poprzedniej edycji oddając swoje głosy na wybranych faworytów, i tym razem postanowiłam się zaangażować. Nie korzystam z serwisu może tak czynnie, jak parę lat temu, ale lubię czasem zerknąć, co nowego na LC słychać i jakie komentarze zbiera interesująca mnie książka.

Wracając jednak do Plebiscytu: w tegorocznym konkursie nominowanych jest 238 książek z 71 wydawnictw w 12 kategoriach: literatura piękna, powieść historyczna, kryminał, sensacja, thriller, literatura obyczajowa, romans, literatura faktu i publicystyka, autobiografia, biografia, wspomnienia; literatura fantastyczna, science - fiction, horror, literatura młodzieżowa, fantastyka młodzieżowa oraz literatura dziecięca.

Każdy internauta ma do dyspozycji 12 głosów po 1 na każdą kategorię. Głosować można pod TYM linkiem, warunkiem jest tylko posiadanie aktywnego konta w serwisie lubimyczytać.pl

Jak głosować? [info ze strony organizatora]

1. Masz 12 głosów - po jednym w każdej kategorii.

2.  Zapoznaj się z nominowanymi książkami.
  
3. Aby oddać swoje głosy, pod wybraną książką w kategorii kliknij przycisk “Głosuję“. Pamiętaj możesz zagłosować w każdej kategorii raz. Po zagłosowaniu nie możesz cofnąć swoich głosów.
  
4. Aby oddać ważne głosy, musisz posiadać konto w serwisie.

Głosowanie trwa do 28 lutego 2019, do godz. 23:59. 


 Ja już swoje głosy oddałam, wprawdzie skorzystałam tylko z 8 głosów na 12 możliwych, ale w pozostałych kategoriach nie znalazłam  książek mi bliskich, stąd też postanowiłam zrezygnować ze strzału w ciemno. 

Poniżej znajdują się moi faworyci.


Zgadzacie się z moimi wyborami? A może zagłosujecie na coś zupełnie innego? Zachęcam do odwiedzenia strony Plebiscytu i oddania swoich cennych głosów.
 
Sardegna

Trójka e-pik luty 2019. Podsumowanie stycznia


posted by Sardegna on

53 comments

Dzień dobry!  Ależ miło jest mi ogłosić, że właśnie zakończył się pierwszy miesiąc nowej odsłony wyzwania Trójka e-pik i to z takim zainteresowaniem uczestników! Bardzo dziękuję wszystkim za udział i tak liczne zgłoszenia chęci czytania kategorii, które Trójka oferuje. Nie przedłużając, zapraszam do podsumowania stycznia 2019:

W wyzwaniu wzięło udział 30 osób,  z czego 24 przeczytały książki z wszystkich trzech kategorii, 5 wywiązało się z 2/3 wyzwania, a 1 ukończyła 1/3. O miejsca na podium w tym miesiącu bardzo równo walczyły trzy osoby: Boż Enas, Kasia i Dobromiła, które zgłosiły ukończenie wyzwania dosłownie dzień po dniu (10.01, 11.01 i 12.01).

Wszystkich uczestnikom serdecznie gratuluję. Mam nadzieję, że bawiliście się dobrze i przy okazji odkryliście interesujące książki, na które w innych okolicznościach nie byłoby czasu. O to przecież nam chodzi i do tego będziemy dążyć w kolejnych miesiącach! 

Poniżej znajduje się dokładne zestawienie wyników. Jeżeli kogoś pominęłam, albo zapisałam coś błędnie, z góry przepraszam, dajcie proszę znać, zaraz poprawię.

Styczniowa finałowa trójka Trójki:

 Boż Enas - "Tu mieszka miłość" - 10.01
Kasia - Przekładaniec kulturalny - 11.01
Dobromiła - E - czytam 12.01
Za nimi uplasowały się:

 Maryla Lentowicz - nie prowadzi bloga
Jenny - Jenny Dawid
Agnes - Dowolnik
Els81 - nie prowadzi bloga
  • książka o górach - "Broad Peak. Niebo i piekło" Bartek Dobroch, Przemysław Wilczyński
  • książka z duchami (w tytule lub w wątku) - "Dom na wyrębach" Stefan Darda
  • komedia kryminalna - "Ukochany z piekła rodem" Alek Rogoziński
Anutek - Królowa Matka i Banda Czworga
Magda - Książkowe Wyliczanki
Agnesto - Agnestariusz
Monotema - 52 tygodnie czytania
Natanna - Moje zaczytanie
Matka wkurzająca - Nie wieje nam nudą
Viv - Krakowskie Czytanie
  • książka o górach - "Jak wysoko sięga miłość?" Ewa Sabała - Zielińska
  • książka z duchami (w tytule lub w wątku) - "Labirynt duchów" Carlos Ruiz Zafon
  • komedia kryminalna - Olga Rudnicka - "Byle do przodu"
Magda - Maniaczytania
  • książka o górach - "Śleboda" Małgorzata i Michał Kuźmińscy
  • książka z duchami (w tytule lub w wątku) - Biuro przesyłek niedoręczonych" Natasza Socha
  • komedia kryminalna - "Kryminalne przypadki Matyldy" Bożena Mazalik
Aine - Czytanie przy kominku
  • książka o górach - "Wiatr" Marcin Ciszewski
  • książka z duchami (w tytule lub w wątku) - Maria Krasowska "Banda niematerialnych szaleńców"
  • komedia kryminalna - Alek Rogoziński "Zbrodnia w wielkim mieście"
Paulina Dydo - nie prowadzi bloga
 Angelika Borucka - Yzoja
  • książka o górach - "Wszystko za Everest" Jon Krakauer
  • książka z duchami (w tytule lub w wątku) - "Lewis Barnavelt na tropie tajemnic. Zegar Czarnoksiężnika" John Bellairs
  • komedia kryminalna - "The Girl who Tweeted Wolf" Nick Bryan
Sylwia Słupianek - Białe Mebelki
anek7 -Lektury wiejskiej nauczycielki
Paulina Głuszka - nie prowadzi bloga
  • książka o górach -"Czapkins. Prawdziwa historia Tomka Mackiewicza" Dominik Szczepański
  • książka z duchami (w tytule lub w wątku) - "Nawiedzony" Linda Winteasd Kones
  • komedia kryminalna - "Ostrożnie z marzeniami" Maja Kotarska
El - Inny czas
Wiki - Literaturomania
  •  książka o górach - Janusz Kurczab, Wojciech Fusek, Jerzy Porębski "Polskie Himalaje"
  • książka z duchami (w tytule lub w wątku) Julia Heaberlin "Papierowe duchy"
  • komedia kryminalna - Olga Rudnicka "Zacisze 13. Powrót", Alek Rogoziński "Zbrodnia w wielkim mieście"

W 2/3 zadanie zrealizowały:

Małgorzata Nowak - nie prowadzi bloga
Karolina Sosnowska - Tanayah czyta
makomt - Książki wokół mnie
  • książka o górach - "Projekt matka" Małgorzataa Łukowiak
  • książka z duchami (w tytule lub w wątku) ---
  • komedia kryminalna - "Jeszcze więcej nieboszczyków, czyli śledztwo z pazurem" Małgorzata J. Kursa
Agnieszka Najman/ Ania 12 lat- nie prowadzą bloga
  • książka o górach - "Legendy świętokrzyskie" - zebrał Jerzy Stankiewicz,
  • książka z duchami (w tytule lub w wątku) ---
  • komedia kryminalna - "Doktor Proktor i napad na bank" - Jo Nesbo
iwona w - nie prowadzi bloga
1/3 wyzwania  zakończyła się sukcesem dla:

Agata Adelajda - Setna strona
  • książka o górach -"Wanda. Siła życia i śmierci"Anna Kamińska
      Na moje wyzwanie złożyły się (żadna jeszcze nie opisana):
      • książka o górach - "Everest, góra gór" Monika Witkowska - 6
      • książka z duchami (w tytule lub w wątku) -"Papierowe duchy" Julia Heaberlin - 4
      • komedia kryminalna -"Morderstwo w Hotelu Kattowitz" Marta Matyszczak - 6
      Wspaniale! Nawet nie sądziłam, że aż tak mi tego brakowało! 

      Nie zwlekajmy już i przejdźmy do wyzwania lutego i nowych kategorii. Na początek przypomnienie zasad:
       
      Cel:
      Celem wyzwania będzie zapoznanie się z nieznanymi lub omijanymi przez nas szerokim łukiem, gatunkami powieści.

      Zasady:

      *  wyzwanie trwa miesiąc kalendarzowy
      *  w zabawie wziąć udział może każdy bloger oraz każda osoba nie posiadająca bloga, która ma ochotę przyłączyć się do zabawy. Przyłączyć się można w dowolnym momencie
      *  wyzwanie będzie polegało na przeczytaniu trzech książek z trzech wybranych gatunków.
      dwa z tych gatunków zostaną zaproponowane przeze mnie, wybór trzeciego będzie zależał od Was
      *  w pierwszym tygodniu miesiąca umieszczę post, pod którym będziecie mogli zaproponować dowolne gatunki czy kategorie lektur. O wyborze zadecyduje ankieta.
      *  wybór książki, kwalifikującej się do podanego gatunku, jest zupełnie dowolny i zależeć będzie tylko od Was
      * osoby posiadające bloga, po napisaniu opinii, na temat wybranej książki, proszone są o wpisanie informacji, że książka została przeczytana w ramach wyzwania "Trójka e-pik" i podanie linka do TEGO posta.
      *  w podsumowaniu, które nastąpi pod koniec miesiąca wystarczy, aby osoby które wzięły udział w wyzwaniu, w komentarzach pod postem tematycznym, podały trzy linki do swoich opinii.
      * miło będzie, jeśli podlinkujecie poniższy plakat moim blogiem, jako organizatorem wyzwania 

      ***

      Moje propozycje na luty 2019 to:
      regionalne klimaty
      walentynkowe motywy 
       zimowy tytuł


      I jakie wrażenia? Zimowy tytuł to Wasza decyzja, wyrażona w ankiecie na blogu, FB i grupie Trójkowej (swoją drogą, jeżeli ktoś ma ochotę dołączyć, zapraszam serdecznie TUTAJ), zgromadziła aż 23,6% głosów. Mam nadzieję, że czujecie się zainspirowani regionalnymi klimatami i walentynkowymi motywami. Tradycyjnie przypominam, że dołączyć może każdy (nie trzeba prowadzić bloga) w dowolnym momencie miesiąca. Proszę o podmienienie banera na aktualny i zgłaszanie chęci udziału w komentarzach pod tym postem. Życzę miłej zabawy i satysfakcji z lektur lutowych.

      Sardegna