"Kryptopnim Romeo" Wojciech Nerkowski


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Lira
Liczba stron: 394
Moja ocena : 4/6
 
"Kryptonim Romeo" będzie piątą książką Wojtka Nerkowskiego, którą miałam okazję przeczytać. A wszystko zaczęło się od komedii kryminalnej, czyli trylogii o scenarzystach. "Spisek", "Zdrada" i "Koniec scenarzystów" podobały mi się niezmiernie, później przyszedł czas na thriller "Okrutnie piękny" (swoją drogą, świetna książka! bardzo polecam!), a teraz sięgnęłam po "Kryptonim Romeo". Niestety, wynikło z mojej strony pewne niedopatrzenie, nie skojarzyłam bowiem, że "Romeo" jest kontynuacją "Przecięcia", którego akurat nie czytałam. Wprawdzie nie jest aż taką ścisłą, żeby nie móc zorientować się w fabule, ale jednak ma tą samą gamę bohaterów, którzy mają jakąś wspólną, nieznaną mi przeszłość. Przez te luki w historii nie umiałam się niestety wkręcić w fabułę "Kryptonimu" tak, jakbym tego chciała, stąd ocena na czwórkę.

Trzeba jednak przyznać, że wszystkie książki Wojtka mają w sobie coś takiego, co wciąga, a ich fabuła mogłaby praktycznie od ręki posłużyć, jako scenariusz gotowej produkcji, czy to komedii kryminalnej, czy filmu akcji. Prym w opcji nadającej się do zekranizowania wiedzie "Romeo", mamy tutaj bowiem przepis na idealną sensację. Jest wyrazisty bohater główny, Robert Kidd, wykładowca akademicki, pół Polak, pół Amerykanin, który swoją sprawnością i sprytem mógłby spokojnie konkurować z Tomem Cruisem w "Mission Impossible". Jest piękna kobieta, która pomaga bohaterowi uratować świat. Jest wątek osobisty, który tak angażuje Kidda, że nie cofnie się przed niczym, żeby doprowadzić swą misję do końca. Jest akcja, romans, zdrada, niebezpieczeństwo, do tego wszystko toczy się bardzo dynamicznie, a my wraz z bohaterami przeskakujemy z kraju do kraju na Bliskim Wschodzie, jak pionki po planszy.

Robert Kidd jest wdowcem,bowiem jego żona Julia parę lat temu zginęła w wypadku samochodowym, na co dzień mieszka w Stanach wraz ze swoimi dwoma nastoletnimi synami, i ma ze sobą kilka burzliwych romansów, z czego ostatni, z Kaśką, żywiołową, szaloną i ekscentryczną kobietą, najbardziej dał się mu we znaki. Robert w swej pracy zawodowej miał też okazję współpracować ze służbami wywiadu, aktualnie jednak już nie angażuje się w międzynarodowe misje. 
 
Pewnego dnia, od starych "znajomych" otrzymuje informację, która go paraliżuje. Jego uznana za zmarłą żona, ubrana w tradycyjny strój arabskich kobiet, była widziana towarzystwie mężczyzny w diszdaszy w centrum stolicy Kataru. Do tego kobieta jest w zaawansowanej ciąży. Czy to możliwe, że Julia żyje? A jeśli tak, co robi w Katarze, kiedy odbywa się tam spotkanie magnatów naftowych z Bliskiego Wschodu, wyglądając, jakby zaczęła prowadzić nowe życie? 
 
Robert nie może uwierzyć, że Julia sfingowała własną śmierć i porzuciła jego i dzieci. Nie dociera do niego również fakt, że była zamieszana z śmierć swojego promotora i jego syna, ludzi, z którymi rzekomo podróżowała i miała wypadek samochodowy. Jedynym rozwiązaniem wydaje się fakt, iż jej obecność na Bliskim Wschodzi ma jakiś związek z jego dawną pracą i powiązaniami z agencją wywiadu. Dawni współpracownicy Kidda postanawiają zbadać sprawę Julii, ale odsuwają od niej Roberta. Mężczyzna nie waha się więc działać na własną rękę, nawet jeżeli miałoby to oznaczać pracę przeciwko agencji.
 
Kidd uruchamia wszystkie dostępne kontakty, jakie zgromadził podczas pracy w służbach, szuka tropów w Dubaju, Kuwejcie i Katarze, jednak dopiero dzięki pomocy dawnego współpracownika, agenta Mossadu, trafia na pierwszy ślad żony w Izraelu. Tam nieoczekiwanie znajduje go Kaśka, i choć na początku pomysł zaangażowania dawnej kochanki w poszukiwania żony wydaje się absurdalny, to jednak Robert decyduje się na taki układ. Kaśka też zgadza się mu pomóc w znalezieniu Julii, choć z zupełnie innych przyczyn...
 
I tak zaczyna się niesamowicie intensywna przygoda, podczas której bohaterowie będą musieli przemierzyć kawał świata, szukając kolejnych tropów i miejsc związanych z Julią. Czy żona Kidda faktycznie zaczęła nowe życie z dala od męża i synów? A może jest przetrzymywana wbrew własnej woli? Ale jeśli tak, to przez kogo i w jakim celu?
 
Tropem Kidda wędruje ktoś, kto wyraźnie chce nie dopuścić do jego spotkania z żoną. Generuje to wiele niebezpieczeństw i nagłych zwrotów akcji, na szczęście Kaśka dorównuje Robertowi kroku, więc uda im się wybrnąć z nich bezpieczną ręką. Równocześnie polscy agenci starają się prowadzić własne śledztwo, które ktoś im wyraźnie sabotuje. Prawda wydaje się być na wyciągnięcie ręki, ale czy odnalezienie Julii rozwiąże wszystkie problemy Kidda?

"Kryptonim Romeo" to najbardziej sensacyjna powieść autora, pełna misternie splecionych wątków i międzynarodowych intryg. Może nawet za dużo tam się dzieje, bo jak w filmie sensacyjnym oglądanym na dużym ekranie, kadry szybko się zmieniają, bohaterowie gdzieś biegną i z kimć się ścierają, i trudno za nimi nadążyć. Stąd też powieść nie porwała mnie tak, jakbym tego chciała, sądzę jednak, że czytelnicy, którzy mają za sobą lekturę "Przecięcia" będą bardziej zadowoleni z lektury, mogąc śledzić dalszą relację pomiędzy Robertem a Kaśką.
 
Sardegna

PRZEDPREMIEROWO "Efekt pandy" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

 
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 316
Moja ocena : 6/6
 
Kiedy w lutym pisałam o nowej książce Marty Kisiel, czyli "Dywanie z wkładką", coś czułam, że to nie jest ostatnie słowo autorki, jeśli chodzi o przygody Tereski Trawnej i jej bliskich, w bohaterce tkwią bowiem (jak w żadnej innej!), całe pokłady nieodkrytej energii i możliwości. Stąd też w ogóle się nie zdziwiłam, ale za to bardzo ucieszyłam, kiedy pół roku później trafił na ręce czytelników "Efekt pandy".
 
Wiecie, jak to jest z kontynuacjami, zawsze są wobec nich wysokie oczekiwania, ciężko jest im więc konkurować z pierwowzorami, zwłaszcza takimi naprawdę dobrymi. Jednak w przypadku "Efektu pandy" nie musicie się martwić o spadek formy, czy humoru tej historii. Ta powieść rozbawi Was jeszcze bardziej, niż "Dywan" (mnie w każdym razie śmieszyła bardziej), a wszystko za sprawą zupełnie nowej postaci, która  pojawi się na scenie dramatu i wkroczy do akcji z siłą huraganu, czyli Briżit Jędrzejczyk Roulon, matki Tereski, na co dzień stacjonującej we Francji.
 
Kto czytał pierwszy tom przygód Tereski Trawnej, statecznej księgowej, jej męża Andrzeja, nastoletnich dzieci, Zojki i Maciejki, oraz teściowej, Miry, wie, czego może się po tej rodzinie spodziewać. Przeprowadzka się na wieś, odnalezienie podczas joggingu zwłok zawiniętych w dywan oraz cała akcja, którą Tereska przeprowadziła wraz ze swoją teściową, aby tą sprawę kryminalną rozwikłać, to tylko rozgrzewka. Prawdziwa jazda bez trzymanki zaczyna się w momencie dołączenia do tego teamu upiornej mamuśki, z całym jej dobrodziejstwem inwentarza.
 
Briżit, już samą zapowiedzią przyjazdu i wizyty u rodziny Trawnych, wzbudza  popłoch i niepokój, zwłaszcza w Teresce, która ma z matką relacje mocno napięte. Do tego, ledwo przekraczając próg domu Trawnych, elektryzuje wszystkich bezdyskusyjnym newsem, iż zaplanowała dla siebie, Tereski, Zojki, Miry i suczki Pindy tygodniowy wypoczynek w spa i nie przyjmuje w związku z tym żadnym reklamacji.  
 
Pomysł, o dziwo spotyka się z pozytywnym przyjęciem zainteresowanych, które nastawiają się na relaks, drinki w barze, zabiegi upiększające i korzystanie z wszelkiego rodzaju dobrodziejstw strefy wellness i spa. Jak się jednak można domyślać, rzeczywisty pobyt w ośrodku wypoczynkowym ulokowanym w malowniczej, górskiej okolicy będzie nieco różnił się od tych oczekiwań (zwłaszcza Tereski). Czytelnicy "Dywanu" z grubsza mogą się domyślić, co będzie się wyczyniać w spa, kiedy do trzech kobiet o przeróżnych, a jednocześnie spójnych, charakterach i bardzo silnych osobowościach, mających naturalną tendencję wpadania w kłopoty, dołączy czwarta. 
 
Tereska, Zojka, Mira, Briżit i Pindzia przybywają do spa i wellness o dźwięcznej nazwie Angelique Dzierżążnia - Zdrój, już na wstępie paraliżując codzienność pracowników ośrodka. A wszystko za sprawą Briżit, która nie dość, że jest wymagającą i niecierpiącą dyskusji klientką, to jeszcze raczy wszystkich swoją mieszanką języka polskiego, francuskiego i rosyjskiego, wzbudzając zamęt, a wręcz obłęd w obsłudze. Nie mniejszy strach wzbudza w nich Tereska, głównie przez swoje wizualne podobieństwo do matki, paraliżuje pracowników niemalże samym spojrzeniem. 
 
Zamiar relaksu i wypoczynku odchodzi w niepamięć już praktycznie pierwszej nocy, kiedy to po przyjeździe Tereska i Mira wietrzą zbrodnię nosem. Otóż w sąsiednim domu, gdzie rezyduje dość specyficzne, nowobogackie małżeństwo z nastoletnią córka, dochodzi do nocnej kłótni, po której małżonka niespodziewanie znika. Rozmowa z nastolatką, córką zaginionej utwierdza bohaterki w fakcie, jakoby mama "miała już nie wrócić". Wizję mordu potwierdzają również obserwacje podejrzanego małżonka, człowieka mocno nieprzyjemnego, niekulturalnego, wykazującego wyraźne cechy mizogina.
 
 Tereska i jej współtowarzyszki zaczynają formułować poważnie wnioski, i choć nie mają pewności co do tego, że faktycznie doszło do jakiejś zbrodni, to ich podejrzenia wyraźnie zmierzają w stronę męża, tym bardziej, że facet zachowuje się wysoce dziwnie: w bagażniku wozi łopatę i worki, co chwilę wyjeżdża i wraca samochodem umazanym błotem, jakby szukając miejsca pochówku dla swojej żony.
 
 Cała czwórka angażuje się w śledztwo, z czego najmłodsza, Zojka ma za zadanie wybadać Emilkę, nastoletnią córkę zaginionej i wszystko, co dziewczyna mogłaby wiedzieć na ten temat. Ta jednak jest równie specyficzną osobą, co ojciec, będącą pod jego mocnym wpływem, stąd też ta znajomość  przysparza Zojce więcej zmartwień, niż pożytku. 
 
Fabuła "Efektu pandy" kręci się wokół starań bohaterek na przyłapaniu sąsiada na gorącym uczynku i udowodnienia mu winy. Jednak to, w jaki sposób do tego dojdą, i co wydarzy się w spa, zanim sprawa znajdzie rozwiązanie, zostawiam już Wam. Tereska, jak zwykle będzie w formie, a w duecie z własną matką okaże się nie do zatrzymania. Zwłaszcza jeśli w grę wchodzi jej własna rodzina i mąż Andrzej, który podczas nieobecności żony w domu wyraźnie coś knuje, a po mieszkaniu kręci mu się jakaś chuda bździągwa w futrze.
 
Oprócz Tereski, genialną robotę w tej historii robi Briżit. Dzięki niej, poliglotce, z którą rozmowy nie da się zapomnieć (wiedzą coś o tym pracownicy spa), "Panda" ma ogrom "momentów", godnych zapamiętania. Nie czekajcie na nic, dajcie się zaprosić do spa i przyjrzyjcie z bliska efektowi, który zostanie w Was na zawsze.
 
Sardegna

"Teściowe w tarapatach" Alek Rogoziński


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 6 godzin 19 minut
Moja ocena : 5/6
lektor: Aneta Todorczuk
 
Korzystając z pięknej pogody i faktu, że miałam dużo pracy w ogródku, postanowiłam przesłuchać przy robocie kolejnego audiobooka. Tym razem padło na  dalsze przygody szalonych teściowych, czyli Mai Wrzesińskiej i Kazimiery Niedzielskiej, bohaterek komedii kryminalnej Alka Rogozińskiego. Pierwszy tom, czyli "Teściowe muszą zniknąć" okazał się bardzo przyjemną, zabawną historią kryminalną, którą odsłuchuje się naprawdę rewelacyjnie, co ciekawe, "Teściowe w tarapatach" podobały mi się jeszcze bardziej! ja, choć z książkami Alka Rogozińskiego nie zawsze mam po drodze, to uważam, że te jego powieści w formie audiobooków są świetne, w czym oczywiście spora zasługa lektorki, czyli pani Anety Todorczuk.
 
Po niebezpiecznej przygodzie z szukaniem skarbu, w którą wplątało się małżeństwo Niedzielskich, czyli Amelia i Janusz, dzieci rzeczonych seniorek, a kobiety musiały niezwłocznie pójść im na ratunek, teściowe postanawiają nieco odpocząć i wyruszyć na wspólny urlop. Początkowo są nieświadome tego, co ich czeka, bowiem każda z nich przygotowała dla współtowarzyszki inny plan odpoczynku. Maja zamierza zająć się winiarnią, fitnessem, joggingiem, spa, jogą i wszelkimi aktywnymi sposobami relaksu, Kazimiera natomiast ma ambitny plan zwiedzania wszystkich dostępnych w okolicy miejsc kultu religijnego. Obie więc, zadowolone z nadchodzącego wypoczynku, pełne dobrych myśli, wyruszają w świętokrzyskie.
 
Bazą wypadową kobiet staje się Opatów, urokliwe miasteczko pełne śladów dawnej historii. Maja i Kazimiera nie mają jednak świadomości, że wypytując o lokalne atrakcje, historię miasta i jego zabytki, wplątają się w kolejną, groźną dla nich przygodę. 
 
A wszystko zaczyna się od zwiedzania zachwalanej przez miejscowych winiarni i raczenia się pysznymi trunkami. Kiedy teściowe budzą się rano po nocnej degustacji (swoją drogą, genialny wątek!), zupełnie nie pamiętają, co wydarzyło się ostatniego wieczora. Natomiast jedynie, czego są świadome to fakt, że pod ich hotel podjeżdża policja, chcąc aresztować ich za rzekome zabójstwo. Teściowe, zgarniając po drodze ze swojego pokoju, potencjalne narzędzie zbrodni, w panice uciekają z pensjonatu, nie wiedząc właściwie dlaczego to robią. Kiedy jednak w bagażniku swego samochodu odkrywają zwłoki młodego człowieka, z którym wczoraj żarliwie dyskutowały na temat miejscowej legendy, nie zastanawiają się dłużej nad swoim położeniem, tylko uciekają co sił w nogach, a raczej w sprzęgle.
 
Niebezpieczeństwo, z jakim przyjdzie się kobietom mierzyć, ma związek z istnieniem mitycznego Zakonu Smoka, opierającego się na rzekomym fakcie, iż król Władysław Warneńczyk ocalał podobno w bitwie pod Warną, a później żył spokojnie wiele lat na Maderze, ukrywając bardzo ważny dla kraju skarb. 

Maja i Kazimiera nie byłyby sobą, gdyby szukając ratunku nie wplątały się w jeszcze większe kłopoty i nie napotkały kolejnego trupa. Kiedy nieoczekiwanie się rozdzielą, każda z nich spotka na swej drodze osoby, wprowadzające jeszcze większy zamęt do ich historii. Ktoś będzie chciał je uciszyć, ale na szczęście znajdzie się też ktoś, kto przyjdzie im ze wsparciem i pozwoli wyjść z opresji obronną ręką, a do tego, pomoże odkryć tajemnicę, która wstrząśnie historykami na całym świecie.
 

"Teściowe w tarapatach" odsłuchuje się ekspresowo.  Przygody Mai i Kazimiery są przedstawione w tak zabawny sposób, że nie można się od nich oderwać. Sylwetki bohaterek są trochę przerysowane, ale dzięki temu nabierają one wyrazistego i humorystycznego charakteru. W tej części pojawia się również nowa postać, pisarka Joanna Szmidt, która w pewnym momencie bardzo przyda się teściowym i będzie miała wpływ na rozwój akcji. Czytelnicy mogą mieć również nadzieję na kontynuację tego wątku w kolejnych książkach z teściowymi w roli głównej, a nawet połączenie go z osobą Róży Krull, czyli bohaterki innej serii komedii kryminalnych Alka Rogozińskiego. Czy obecność Mai, Kazimiery, Joanny i Róży w jednej książce to nie będzie za duże kombo? Tego dowiemy się prawdopodobnie przy okazji następnej powieści autora.
 
Sardegna

"Kraina zeszłorocznych choinek" Joanna Szarańska


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 427
Moja ocena : 5/6
 
 
Przechodząc do treści książki, muszę zaznaczyć, że jest to bardzo przyjemna, świąteczna opowieść. Powiem więcej, jest to jedna z fajniejszych powieści świątecznych, jakie miałam okazję czytać. Lubię bardzo komedie wychodzące spod pióra Autorki, ale ta opowieść, napisana bardziej "na poważnie", pokazuje zupełnie nowe oblicze Joanny Szarańskiej, udowadniając, że odnajduje się ona również w ciepłych, wzruszających historiach rodzinnych.
 
W małej miejscowości Świerczynki, mieszkańcy przygotowują się intensywnie do obchodów świąt Bożego Narodzenia. Józef Pawłowski, emerytowany nauczyciel, mieszkający wraz ze swoją siostrą bliźniaczką Józefiną na obrzeżach miasteczka, postanawia coś w swoim życiu zmienić i otworzyć sklep z oryginalnymi ozdobami świątecznymi, wykupywanymi za bezcen i kolekcjonowanymi przez całe życie, aby uzbierać pieniądze na spełnianie marzeń, na które wcześniej nie miał czasu. Siostra mocno przeciwstawia się temu interesowi wiedząc, że ozdoby są dla Józefa bardzo ważne z przyczyn osobistych, staruszek jest jednak nieugięty i tuż przed świętami otwiera klimatyczną "Krainę Zapomnianych Choinek". I to właśnie wokół tego sklepiku i niesamowitej atmosfery, jaką wzbudza, kręci się cała historia zawarta z powieści.
 
Pewnego dnia do sklepu wchodzi grupa nastolatków, a jednym z nich jest mały Antoś Wróblewski, który na skutek wyzwania rzuconego mu przez starszych kolegów ma ukraść cenną bombkę. Chłopak przerażony wizją zostania złodziejem, praktycznie od razu wpada w ręce sprzedawcy, bez sprzeciwu akceptuje więc wyznaczoną mu karę, którą ma być pomoc w sklepiku Pawłowskiego. Tak zaczyna się niesamowita znajomość chłopca i staruszka, przeradzająca się w wielką przyjaźń, w której każda ze stron odnajduje to, czego w danym momencie akurat najbardziej potrzebuje.
 
Tosiek ma dość ciężką sytuację rodzinną, bowiem jego rodzice niedawno się rozwiedli, a chłopak nie dość, że tęskni za tatą, to jeszcze bardzo brakuje mu ukochanego dziadka Bonifacego, który zmarł w zeszłym roku. Mama Antosia dwoi się i troi, aby zapewnić mu normalną codzienność, jednak zbliżające się święta, zapowiadające się tak różnie od tych z lat poprzednich, nastrajają chłopca bardzo negatywnie. Kiedy więc przychodzi mu spędzać czas wolny w sklepiku Pawłowskiego, dobre słowo, zainteresowanie i zagubiony gdzieś klimat świąt znajduje właśnie u staruszka. 
 
Józef natomiast, choć nie przyznałby się przed samym sobą, w rozmowach z chłopcem znajduje samą przyjemność, dzięki nim wraca też do zagrzebanej we wspomnieniach, przeszłości. Okazuje się bowiem, że z Tośkiem Wróblewskim łączy go więcej, niż mógłby przypuszczać. A wszystko za sprawą intrygującej nazwa sklepiku, legendy o Krainie Zapomnianych Choinek i zmarłego Bonifacego.
 
Oprócz wątku Józefa i Antosia, czytelnicy mogą też poznać bliżej drugą część historii, rozrywającą się w Krakowie, gdzie starszą panią, Heleną Piwowarczyk, opiekuje się Nina, bardzo sympatyczna opiekunka. Dziewczyna chciałby wrócić na święta do domu, jednak nie wyobraża sobie zostawić staruszki samej w wigilię, stąd też postanawia zabrać ją ze sobą do rodzinnego miasteczka. Pani Helena ochoczo godzi się na święta w Świerczynkach, ma bowiem swoją tajemnicę, którą planuje ujawnić, przy okazji przybycia na miejsce. Podróż z ekscentryczną starszą panią obfituje jednak w przedziwne sytuacje, łącznie z "porwaniem" młodego kierowcy. Nie obejdzie się więc bez szaleństw!
 
Losy bohaterów splotą się oczywiście w kulminacyjnym momencie, czyli w wieczór wigilijny, stąd też wzruszenie czytelnicze gwarantowane! Bardzo podobała mi się "Kraina Zapomnianych Choinek", bo lubię takie ciepłe, ale i zabawne historie, przy lekturze których mogę się pośmiać, wzruszyć i nad czymś zastanowić. Jeśli miałabym wyróżnić najbardziej poruszający wątek,  byłaby to historia Antosia, który bardzo tęskni za zmarłym dziadkiem i rodzinnymi świętami, zdając sobie sprawę, że już nigdy nie dane będzie mu takich przeżyć. Wątek najbardziej zaskakujący? Wspólny mianownik łączący chłopca i Pawłowskiego. Takiego obrotu sprawy się nie spodziewałam. Natomiast najzabawniejszy motyw to zdecydowanie podróż Niny i Heleny do Świerczynek, a także nawiązanie do Zojki, bohaterki serii "Kłopoty mnie kochają". Dzięki temu możemy się domyślać, że miejsca akcji obu książek leżą gdzieś niedaleko siebie. Może Zojka z babunią odwiedzą sklepik Pawłowskiego przed kolejnymi świętami? Kto to wie!
 
Sardegna

"Stara zbrodnia nie rdzewieje" Iwona Banach


posted by Sardegna on , , , , ,

3 comments

 
Wydawnictwo: Dragon
Liczba stron: 350
Moja ocena : 5/6
 
Sierpień czytelniczo należał do Iwony Banach, a to dlatego, że przeczytałam wtedy aż dwie książki Jej autorstwa: komedię kryminalną "Gdzie diabeł nie może, tam trupa pośle", czyli trzecią część "serii z trupkiem" oraz powieść "Stara zbrodnia nie rdzewieje", będącą pierwszym tomem nowej serii z papugą Pindą w roli głównej.
 
Nowa seria zapowiada się wielce obiecująco, bowiem poza bohaterami i ich perypetiami, bardzo ważnym jej elementem jest zadziorne ptaszysko widniejące na okładce. Papuga Pinda, ptak o fantazyjnym imieniu, bardzo specyficzny, wręcz wyjątkowy, potrafiący mówić, ale posługujący się właściwie tylko jednym, niecenzuralnym słowem (ale w odpowiednim akcencie zastępuje ono praktycznie wszystkie inne potrzebne), jest "maskotką" fabuły i jej główną atrakcją. Tak poważnie jednak mówiąc, reszta historii, utrzymana w konwencji komedii kryminalnej, też daje radę, choć nie ukrywam, że bardziej przypadła mi do gustu seria "z trupkiem" i tamten humor sytuacyjny.
 
W każdym razie, akcja "Starej zbrodni" rozgrywa się w Głuszynie, urokliwej wiosce, której główną atrakcją jest klimatyczny, choć nieco podupadły, dworek - hotel, owiany złą sławą, ale tylko przez lokalnych mieszkańców, doskonale znających jego historię i perypetie dawnego właściciela. Nowi gospodarze, choć starają się, jak mogą, aby przywrócić świetność hotelowi, również wydają się jacyś pechowi, ale ich los odmienić może pewien konkurs literacki, którego rozstrzygnięcie  zaplanowane jest właśnie w jego wnętrzach. 
 
Do hotelu zjeżdżają więc laureaci konkursu, debiutanci literaccy, aby zawalczyć o główną nagrodę 25 tysięcy złotych. Początkujący pisarze w liczbie ośmiu, każdy będący reprezentantem innego gatunku (począwszy od fantasy, poprzez postapokalipsę, komedię kryminalną, obyczajówkę, horror, romans, kryminał, na erotyku skończywszy) są wyraźnie zestresowani, zastanawiają się bowiem, w jaki sposób z ich grupy zostanie wyłoniony zwycięzca, skoro ich twórczość tak znacząco się od siebie różni i trudno ją porównywać. Wynik wydaje się więc być sprawą mocno dyskusyjną, stąd też każdy z laureatów stara się na własną rękę wyczuć szansę na wygraną. 
 
W dworku dochodzi jednak do nietypowej sytuacji. Jeden z jurorów Marek Radecki zwany Marcusem, zostaje zamordowany, a ponieważ odkrycie ciała denata poprzedzają jakieś dziwne, zwierzęce krzyki, wszyscy obecni w budynku, momentalnie zbiegają się w pokoju jurora, zacierając a nawet niszcząc wszystkie ślady zbrodni, co znacznie utrudni pracę lokalnej policji w składzie aspiranta Andrzeja Balickiego i jego pomocnika, posterunkowego Bartka Krynickiego.
 
Na zadeptanym miejscu zbrodni znajduje się i tak wiele poszlak (z czego damskie majtki, test ciążowy i luksusowy alkohol to tylko część z nich) sugerujących, że właściwie każda z obecnych w hotelu osób mogła przewinąć się przez pokój Marcusa i odwiedzić go przed śmiercią. A ponieważ w dworku oprócz pisarzy przebywają również jurorzy konkursu, obsługa i gospodarze domu, a także właściciele, jak i osoby z zewnątrz, sprawcą zabójstwa może być praktycznie każdy.
 
Do tego okazuje się, że każdy z pisarzy ma na swym koncie jakieś tajemnice, których nie chce ujawniać przed resztą debiutantów. Również sam aspirant Andrzej Balicki ma pewien sekret, bowiem jako stary kawaler, któremu upiorna mamusia układa życie osobiste, w dworku spotyka swoją dawną dziewczynę, co dodatkowo komplikuje mu śledztwo.
 
I tak dwaj funkcjonariusze, zmagając się ze swoimi sprawami osobistymi i całą gromadą niesfornych pisarzy oraz pracowników hotelu, muszą odkryć, kto i dlaczego zabił Marcusa. A ponieważ postaci dramatu jest tutaj cała masa, do tego każda z nich ma swoją historię, a nad wszystkim "czuwa" papuga Pinda, odnalezienie winnego nie będzie wcale takie łatwe, w tym również dla czytelnika. 
  
Mam co do "Starej zbrodni" mieszane uczucia. Na plus na pewno przemawia motyw, na jakim powieść się opiera, czyli coś, co w kryminałach lubię najbardziej: szukania winnego wśród obecnych, bo tylko osoba znajdująca się w danym miejscu, w zamkniętej przestrzeni, mogła dokonać zabójstwa. Bardzo rozbudowana jest również cała gama postaci, z której każda jest charakterystyczna i ciekawa, i to też jest wielkim pozytywem historii. Do tego opowieść ma parę genialnych "momentów", zwłaszcza Pinda robi tutaj sporą robotę, a także wątki z Mietką Racuch, dość specyficzną mieszkanką wsi, która po sąsiedzku wpada do dworku, przy okazji różnych sprawunków, i nieźle w nim miesza.
 
Z drugiej jednak strony, jeśli chodzi o element humorystyczny, to nie do końca mnie on porywa i zdecydowanie bliżej mi do wyżej przez mnie wymienionej serii "z trupkiem". W ostatecznej ocenie jednak, plusy przeważyły nad minusami, stąd też dałam książce 5/6. 
 
Sardegna

"Kołysanka dla mordercy" Mariusz Czubaj


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

 
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 10 godzin 46 minuty
Moja ocena : 5/6
lektor: Leszek Filipowicz
 
 
"Kołysanka dla mordercy" to drugi tom serii "Polski psychopata" autorstwa Mariusza Czubaja, który udało mi się przesłuchać w abonamencie Empik Go. Tym razem mogę się pochwalić faktem, że działam już w sposób chronologiczny i nie licząc przypadkowej lektury tomu piątego, czyli "Dziewczynki z zapalniczką", resztę czytam, jak należy ("21:37", "Kołysanka dla mordercy", "Zanim znowu zabiję", "Piąty Beatles", "Dziewczynka z zapalniczką", "Około północy", "Cios kończący")
 
Kontynuacja przygód śląskiego policjanta po przejściach, zajmującego się profilowaniem, Rudolfa Heinza, utrzymana jest w podobnym stylu, jak część poprzednia. Choć sprawa kryminalna, którą przyjdzie bohaterowi mu badać jest zupełnie nowa, to jednak odsłoni on przed czytelnikami nieco więcej informacji o sobie. Na światło dzienne wyjdą też pewne fakty związane z przedwczesną miercią jego żony, a także dowiemy się także czegoś więcej o Inkwizytorze, czyli seryjnym zabójcy, który o mało co nie zamordował Heinza przy okazji wcześniejszej, prowadzonej w przeszłości, sprawy. 
 
Choć w życiu profilera są tematy, których unika jak ognia i nie chce do nich wracać, za sprawą nadgorliwego dziennikarza, mogą wypłynąć one na wierzch. Wątek ten jest budowany jednak po trochu w każdym tomie serii, więc "Kołysanka dla mordercy" nie da nam jeszcze odpowiedzi na żadne pytania, ale dostarczy pewne tropy, które będą kontynuowane w następnych częściach "Polskiego psychopaty".

Jeśli chodzi o wątek główny, Heinz kolejny raz angażuje się w sprawę kryminalną poza Śląskiem, mimo że nowy komendant sprawujący rządy w jego rodzinnej komendzie w Katowicach nie jest z tego faktu zadowolony. Profiler, będący w nie najlepszej kondycji psychicznej nie ma zamiaru prowadzić jeszcze wojny z nową władzą, stawia więc wszystko na jedną kartę i wyrusza do stolicy, gdzie zaczyna współpracę z ekipą, z którą wcześniej już działał przy okazji zabójstwa młodych kleryków.
 
Tym razem umiejętności Heinza będą potrzebne do odkrycia, kto stoi za morderstwami warszawskich bezdomnych. Dziwne zabójstwa kloszardów, do których dochodzi w pobliżu ich miejsc noclegowych niepokoją policję, wyglądają one bowiem na skrupulatnie zaplanowane akcje. Zabójca wstrzykuje swych ofiarom benzynę w różne części ciała, a potem odcina ich dłonie, które po odpowiednim przygotowaniu wysyła do przypadkowych ludzi. Sprawa jest tym bardziej skomplikowana, że nie ma praktycznie żadnych świadków tych zdarzeń, trudno też zbadać tożsamość ofiar i odkryć ewentualne powiązania między nimi, czy motyw zbrodni.
 
Po pewnym czasie znajdują się wprawdzie pewne osoby, które mogłyby powiedzieć coś więcej na temat jednej z ofiar, jednak ten trop prowadzi Heinza w zupełnie inne rejony poszukiwań. Co wspólnego mogą mieć zabójstwa bezdomnych ze śmiercią lokalnego biznesmena, który choć zmarł naturalnie na zawał, cieszył się opinią znerwicowanego i spanikowanego człowieka? 
 
Trop, którym podąża Heinz prowadzi do upiornego domu biznesmena, a także do pewnego interesu, który tamten prowadził przed laty. Czy to niezałatwione sprawy z przeszłości wymknęły się spod kontroli i w rezultacie doprowadziły do śmierci przedsiębiorcy, a w następstwie do morderstw kloszardów? A może prawda leży gdzieś zupełnie indziej?
 
Drugi tom serii Mariusza Czubaja jest tak skonstruowany, że czytelnik może spojrzeć na sprawę z dwóch perspektyw: z jednej strony szuka zabójcy oczami Heinza, który wykorzystując całą swą wiedzę z zakresu profilowania, a także dysponowanymi kontaktami, próbuje znaleźć nić łączącą zabójstwa i ich ewentualny motyw, z drugiej, patrzy na wydarzenia oczami samego mordercy, obserwując jego przygotowania do zbrodni, domyśla się pobudek, jakimi tamten się kieruje, odkrywa jego przeszłość, a ostatecznie tożsamość. W ostatnich rozdziałach obie perspektywy się pokryją, zanim jednak do tego dojdzie, czytelnik trochę pokluczy pomiędzy poszlakami, potencjalnymi podejrzanymi i motywami zbrodni. 
 
"Kołysanka dla mordercy" to intrygujący polski kryminał, który pochłania się praktycznie na raz. Otwarty wątek przeszłości profilera zachęca po sięgnięcie po kolejne tomy, co też prawdopodobnie w najbliższym czasie uczynię. Bardzo jestem ciekawa, jak potoczą się dalsze losy Heinza i jego ścieżka zawodowa.

Sardegna

"Jedwabne rękawiczki" Renata Kosin


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 390
Moja ocena : 6/6
 
Nie raz pisałam o tym, że uwielbiam książki pani Renaty Kosin. Są one zazwyczaj barwnymi obyczajówkami, napisanymi pięknym językiem literackim, charakteryzujące się tym, że oprócz wątku głównego, mają również bardzo rozbudowane wątki poboczne, związane albo z przeszłością rodu bohaterów, albo nawiązujące w pewien sposób do historii regionu. W książkach pani Renaty jest to zazwyczaj Podlasie skrywające w sobie wiele tajemnic i piękna.
 
Nie inaczej jest w przypadku "Jedwabnych rękawiczek", powieści, która również częściowo związana jest z tym regionem i opiera się na zbadaniu tajemnicy rodzinnej głównej bohaterki, zapoczątkowanej znalezieniem pamiątek po przodkach: zdekompletowanej pary rękawiczek, zapisków z dziwnymi symbolami oraz starej, podniszczonej lalki.
 
Co ciekawe, przeczytałam już kilka powieści autorki i wszystkie były świetne, natomiast "Jedwabne rękawiczki" mocno wyróżniają się na ich tle. Nie są one bowiem typową opowieścią o poszukiwaniu przodków i próbie dowiedzenia się, co znaczyły dla nich stare pamiątki przechowywane od lat w schowku. Powieść ta jest wyjątkowa przez to, że z jednej strony trzyma się konwencji, z drugiej jednak mocno się jej wymyka, nabierając charakteru filozoficznego, a nawet metafizycznego. Dla miłośników twórczości pani Kosin może to być niezły szok (w każdym razie dla mnie był), kiedy czytelnik spodziewa się czego w znanym stylu, a dostaje opowieść z pogranicza snu i jawy. Jednak ta dwojakość bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła. Pokazała zupełnie nową odsłonę twórczości autorki. Podążamy więc wraz z bohaterką znanym tropem, szukamy śladów z przeszłości, częściowo je odkrywamy, ale i tak w finale czeka na nas prawdziwa petarda!
 
Laura wraca po latach do rodzinnego domu tylko po to, aby dokonać formalności związanych z jego sprzedażą. Ma to być rutynowa czynność, której nie planuje poświęcać zbyt wiele czasu, jednak człowiek, który odnawia dom przed sprzedażą, z zamiłowania historyk, znajduje w jego zakamarkach wiele ciekawych znalezisk i chce się podzielić tym z właścicielką. I tak kobieta dostaje strzępki starych listów, jedną jedwabną rękawiczkę z wyszytym monogramem, a także informację, jakoby część korytarza domu została zamurowana i przeznaczona na jakiś tajemniczy schowek.
 
Bohaterka, chcąc, nie chcąc, bierze udział w odkrywaniu tych wszystkich znalezisk i wbrew sobie zaczyna się nimi interesować. Skrzynka z wyrysowanymi hebrajskimi znakami, prawdopodobne pozostałości po żydowskich przodkach kobiety, skłania ją do większego zainteresowania się pogromem żydowskim, który miał miejsce w 1941 roku w Jedwabnem. I choć Laura kojarzy, że jej prababcia Eleonora i dziadek Kajetan właśnie w tym roki zmarli, ich śmierć mogła mieć coś wspólnego z owymi wydarzeniami, nie jest w stanie powiedzieć na ten temat nic więcej. 
 
Wspomnienia o pradziadkach są w rodzinie tematem tabu, Laura próbuje więc uzyskać jakieś informacje na ich temat od wiekowej ciotki Heleny, najstarszej krewnej. Nurtuje ją także znalezione w szpargałach nazwisko Sary Rosen, które nie pojawiło się nigdy w ich rodzinie. Kim jest owa Sara i jaki ma związek z dziadkami Kossackimi?
 
Pewien zbieg okoliczności sprawia, że Laura kojarzy tajemnicze nazwisko Rosen z listem otrzymanym parę lat temu z Francji. Dlaczego nieznani jej ludzie postanowili skontaktować się z nią w sprawie zaginionych krewnych? Kiedy kobieta nieoczekiwanie dostaje zaproszenie do Tergnier, małego francuskiego miasteczka, aby wspólne z nowymi znajomymi rozwikłać koneksje, jakie ich łączą, nie waha się ani chwil. Jednak to, co po wielu perturbacjach, na przekór niektórym zainteresowanym, odkryje na miejscu, zamiast dostarczyć informacji o przodkach, może zniszczyć teraźniejszość kobiety i całej jej rodziny.
 
W tym przypadku prawdziwe okaże się stwierdzenie, że niektóre tajemnice rodzinne powinny leżeć głęboko ukryte i lepiej byłoby dla wszystkich, żeby nigdy do nich nie wracano. Rozdrapywanie starych ran może położyć się cieniem na wszystkich żyjących potomkach rodu, jednak Laura działa bezkompromisowo i kiedy już zacznie badać losy swojej rodziny, nic nie będzie w stanie sprawić, żeby przestała,
 
Niesamowicie podobały mi się "Jedwabne rękawiczki". Gwarantuję, że w żadnej z czytanych wcześniej powieści obyczajowych nie znajdziecie takiego wątku i takiej historii, jaką wymyśliła dla swoich bohaterów Renata Kosin. Jest tutaj wiele motywów, nazwisk, koneksji i zależności, ale jednocześnie wszystko podane jest w sposób tak poukładany, aby czytelnik mógł swobodnie poruszać się po drzewie genealogicznym Laury i nie zagubić głównego wątku. Podziwiam panią Renatę za olbrzymi research, który wykonała, za wszelkie nawiązania do autentycznych wydarzeń, ale też za skrupulatność i trzymanie wszystkich postaci i motywów w ryzach. Przy takim ogromie informacji, bohaterów, przodków i wspomnień naprawdę można się zagubić, a tutaj wszystko działa, jak w zegarku. Wspaniała historia! Bardzo polecam!

Sardegna

"Trupia farma" Bill Bass


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 340
Moja ocena : 4/6
 
Kolejną książką urlopową, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się ona niezbyt relaksacyjną lekturą, była "Trupia farma" Billa Bassa. Zdobyłam ją na jednej z wymian organizowanych przez Śląskich Blogerów Książkowych i podobnie, jak inne zdobycze wymiankowe dość długo musiała czekać na swoją kolej. Zaciekawiła mnie mocno, bo o inicjatywie Billa Bassa, czyli Ośrodku Antropologii Sądowej Uniwerystetu Tennesse, zwanego "trupią farmą", ulokowanej na oddalonej od zamieszkałych terenów, działce w Knoxville, słyszałam już jakiś czas temu. Stąd też postanowiłam w końcu dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
 
Pomysł, aby stworzyć miejsce, gdzie można umieść ludzkie zwłoki w różnych warunkach, a później badać sposób i tempo ich rozkładu, co może kolejno pomóc w analizie i rozwiązywaniu różnych spraw kryminalnych, wydał mi się genialny. Stwierdziłam, że najwięcej dowiem się ze źródła, i to zarówno o pomysłodawcy tego miejsca, jak i idei przyświecającej antropologowi sądowemu, kiedy organizował i nadzorował prace na farmie.
 
Bass, specjalizujący się w osteologii, czyli nauce zajmującej się procesowi rozkładu zwłok, postanowił stworzyć miejsce, w którym, wraz ze swoim zespołem będzie mógł na bieżąco obserwować zmiany zachodzące w ciele człowieka po śmierci. Na podstawie analizy owadów i ich larw, które biorą udział w rozkładaniu zwłok, czasu, w jakim się pojawiają na ciele po śmierci, a także śladów w otoczeniu denata, można formułować wnioski, potrzebne później patologom sądowym, śledczym, czy detektywom w odkryciu faktów dotyczących zbrodni, którą badają.
 
Stąd też zespół Bassa umieszcza zwłoki "ochotników", czyli osób, które po śmierci zapisują swe ciała na rzecz nauki, w różnych miejscach na farmie. Niektóre lokowane są w ziemi, na różnych głębokościach, inne zanurzane w wodzie, każde w odmiennych warunkach, inne umieszczane na powierzchni, w zmiennym środowisku, w samochodach, czy małych budynkach. Wszystko po to, by dostarczyć jak najwięcej zmiennych warunków środowiska i stworzyć możliwość obserwacji i badań, które będzie można wykorzystać później w prowadzonych śledztwach.  
 
Przypadki badane na farmie Bassa, systematycznie dostarczają informacji nie tylko lokalnym organom ścigania z Tennessee, ale również tym, z całego kraju, a nawet instytucjom spoza Stanów Zjednoczonych, pomagając w odkryciu prawdy, co do przyczyn śmierci poszczególnych ofiar, albo posuwają do przodu sprawy kryminalnych, które od lat tkwią w martwym punkcie. 
 
No i faktycznie, praca na farmie, analiza zwłok i wsparcie wynikami obserwacji kolejnych śledztw, jest treścią książki, ale niestety tylko w 1/3. Mam wrażenie, że wątki, które wydają się czytelnikowi sięgającemu po taką książkę, najciekawsze, czyli opisy pracy na trupiej farmie, szczegóły pomagające rozwiązać poszczególne zabójstwa, są tylko dodatkiem do właściwej treści będącej biografia Billa Bassa i skrupulatnym przedstawieniem jego postaci. Trzeba wiedzieć, że Bass wyszedł z inicjatywą założenia farmy w 1981, do tego czasu natomiast zdobywał bogate doświadczenie zawodowe z dziedziny antropologii sądowej, ale w zupełnie innych miejscach i okolicznościach. Stąd też przez pierwsze 2/3 książki nie ma ani słowa o najciekawszym, moim zdaniem, miejscu i tym, co się tam dzieje.
 
W zamian za to będziemy mogli dowiedzieć się, co skłoniło Bassa do wybrania takiej, a nie innej ścieżki zawodowej, jaka sprawa była jego pierwszą (co ciekawe, do dziś jest nierozwiązana), poczytamy o tym, jak pracował wraz z studentami w masowych grobach Indian, jak zdobywał doświadczenie analizując przeróżne miejsca zbrodni, czy ślady na kościach, jak obserwował rozwój larw w ciele ofiar, z jakimi procedurami musiał się mierzyć i z kim przyszło mu współpracować. 
 
Bardzo dużo informacji zawiera ta książka, niestety są one niekoniecznie interesujące, zwłaszcza dla osoby, która tak, jak ja nastawiła się na czytanie o tym, co można zbadać na trupiej farmie, i co skrywają jej zakamarki. Treść niestety mocno się dłuży i zanim człowiek dojdzie do sedna sprawy, mocno się zmęczy, przedzierając się przez masę opisów i nazwisk. 
 
Z drugiej jednak strony, ja jestem taką osobą, która niejedno już czytała, stąd też opisy ciał, larw, warunków przechowywania zwłok nie robią na mnie większego wrażenia. Wręcz przeciwnie, chciałabym dowiedzieć się na ich temat czegoś więcej. Stąd też oceniam "Trupią farmę" na 4/6. Nie spełniła moich oczekiwań, nie dała tego, co mnie najbardziej ciekawiło. Natomiast, co wrażliwsi czytelnicy faktycznie mogą książkę odebrać zupełnie inaczej, określając ją jako makabryczną i aż nadto szczegółową. Także wszystko zależy od tego, czego będziecie chcieli z tej książki się dowiedzieć. Sięgacie więc po nią na własną odpowiedzialność.
 

Sardegna