Archive for grudnia 2013

Podsumowanie czytelnicze roku 2013


posted by Sardegna on

22 comments

Kolejny, czytelniczy rok za nami. Momentami aż trudno mi w to uwierzyć, bowiem całkiem niedawno zaczynaliśmy rok 2013 i takie podsumowanie całoroczne robiłam. Ani się obejrzałam, a tu już trzeba tworzyć następne. Czasami mam wrażenie, że marnuję jakże cenny wolny czas. Mogłabym czytać więcej, pisać więcej, w ogóle robić "więcej", tylko momentami, autentycznie nie mam na to siły. Dobrze jednak, że czas świąteczny sprzyja pewnym rozważaniom i przemyśleniom, co chciałoby się zrealizować w nadchodzącym roku. Nie będę poczynała jakiś większych planów, ot, kilka założeń. Może coś się uda wykonać!

Jaki był mijający rok pod względem czytelniczym? Całkiem udany. Udało mi się przeczytać 138 książek. Uważam to za całkiem niezły wynik, w sumie podobny do zeszłorocznego (116) powiększony o książki dla dzieci, których nie uwzględniałam w poprzednich latach.


Przechodząc do szczegółów z tych 138 książek, najwięcej przeczytałam książek dla dzieci i młodzieży. Było ich aż 40. Na drugim miejscu uplasowały się powieści obyczajowe - 37 sztuk oraz kryminały i thrillery, których było 29.

Z pozostałych gatunków przeczytałam:

fantastyka - 11
eseje i felietony -6
powieść erotyczna -4
opowiadania - 2
przygodowa - 2
literatura faktu -2
biografia - 2
powieść historyczna -1
poradnik -1
popularnonaukowa - 1

Wśród tych książek znalazły się 2 z gatunku klasyki polskiej i 4 z klasyki obcej.

W porównaniu z zeszłym rokiem, tendencja czytania gatunków jest podobna. W 2012 też dominowały obyczajówki i powieści dla młodzieży.

Jeśli chodzi o kraj pochodzenia autora, to przeczytałam 58 książek polskich autorów i 80 książek autorów zagranicznych.

Źródła przeczytanych książek wyglądają następująco:

90 - książek recenzenckich
13 - własna biblioteczka/Z półki
12 - audiobooków 
7 - nowości własnych (zakupionych w 2013 roku)
6 - z biblioteki
5 - pożyczek
4 - e-booki własne

Statystycznie, w roku 2013 przybyło mi 258 książek. Jest to jakby ... hmm... o 14 więcej niż w zeszłym roku. Nie mam nic na swoje usprawiedliwienie, no może jedynie to, że ... nie, jednak nie mam, nic na swoje usprawiedliwienie.


Największa liczba pochodzi od wydawnictw, ale znalazły się wśród nich też zakupy własne - 38 książek, wygrane na blogach - 14 (ależ miałam szczęście!), z wymiany - 52, kupione w antykwariacie - 8, na targu staroci - 9, w bibliotece - 10, pobrane na portalu Giełda Mamy - 3, Exlibri -5, Podaj -1, Finta -1, oraz prezenty podarowane przez bliskich - 11.

Jak wyglądają moje czytelnicze plany na Nowy Rok? 
  • Powoli wychodzę z zaległości recenzenckich. Mam w prawdzie jeszcze kilkanaście zobowiązań, ale mogę powiedzieć, że w tym temacie jestem prawie na prostej. Pierwszym planem na Nowy Rok będzie zatem wywiązanie się z egzemplarzy recenzenckich. 
  • Drugim pomysłem na nadchodzący rok będzie kontynuowanie oddawania pożyczek. Jako że w tym roku udało mi się zrealizować jedno z postanowień zeszłorocznych, mianowicie ograniczyć pożyczki praktycznie do zera (a uwierzcie mi, iść na spotkanie BiblioNetkowe i wrócić z pustymi rękami to jest wyczyn!), pooddawałam te książki, które wiem, że nie przeczytam w najbliższym czasie, przeczytałam te pożyczki, na których mi najbardziej zależy i zwróciłam właścicielom. Pozostało mi dosłownie 5 książek do oddania i muszę je przeczytać w nadchodzącym roku. Nie ma innej opcji!
  • Trzecim założeniem jest kontynuowanie wyzwania Z półki. Jednak w tym roku podejdę do niego bardziej realnie i zdecyduję się tylko na 12 lektur. Myślę, że jedna własna książka miesięcznie to jest bardzo dobry pomysł
  • Ostatnim planem, który jednak traktuję bardzo luźno, bo wiadomo jak to bywa, jest przeczytanie książek z listy opublikowanej wczoraj, mianowicie 10 książek, jakie chciałabym przeczytać w 2014 roku.
To już chyba wszystko, co chciałam Wam przekazać w tym ostatnim poście. Wszystkim czytelnikom Książek Sardegny życzę Szczęśliwego Nowego Roku! Niech się spełnią Wasze zamierzenia i plany!

Sardegna

Noworoczne postanowienia i ostatni stos w tym roku


posted by Sardegna on ,

18 comments

Zbliżam się do finału moich końcoworocznych wynurzeń. Jeszcze tylko jutrzejsze podsumowanie roku i mogę startować w z opisami oczekujących na stosie, książek. Myślałam, że zdążę napisać o wszystkich przeczytanych w tym roku powieściach. Niestety nie dałam rady. Pozostało mi 7 książek, na temat których notki znajdziecie już w Nowym Roku. 

Jako że nie mogłabym być sobą, gdybym nie zrobiła jakiś noworocznych planów czytelniczych, zrobiłam listę 10 książek, które chcę przeczytać w 2014 roku. Podobne zestawienie umieściłam na blogu pod koniec 2011 roku, jednak w rezultacie przeczytałam tylko 2 z 10. Więc ówczesne postanowienie noworoczne słabo mi wyszło.

W tym roku też zrobię sobie taką listę, a co! Miło będzie odnieść się do niej za rok. Nie będę w niej uwzględniać egzemplarzy recenzenckich ani nowości, skupie się raczej na własnych książkach, które bardzo bym chciałam w końcu przeczytać.

Kilka książek pojawiło się w poprzednim zestawieniu książek. No cóż... moja chęć do ich przeczytania się nie zmieniła. Mam nadzieję, że za jakiś czas będę mogła się pochwalić znajomością wszystkich tych tytułów.

Na koniec, korzystając z okazji, że finiszuję z książkami, które trafiają do mojej biblioteczki w tym roku, zaprezentuję ostatnie stosy:

Pierwszy, to dwie książki pochodzące z wymiany:


"Szepty zmarłych" i "Zapisane w kościach" S. Beckett

Drugi:


"Sputnik Sweetheart" H. Murakami
"Strasznie mi się podobasz" antologia
"Kilka sekund od śmierci" H. Coben
"Enklawa" A. Aguirre
"Delicje z Dextera" J. Lindsay - to prezenty znalezione pod choinką
"Houston mamy problem" K. Grochola - od Wydawnictwa Literackiego
"W ślepej uliczce" H. Norman - z Finty

Zapraszam wszystkich zainteresowanych na jutrzejszy post podsumowujący czytelniczy rok w Książkach Sardegny. Sporo się działo, to i post będzie przydługawy, ale czytelnicy, którzy lubią statystyki nie powinni być zawiedzeni.
Sardegna

Książkowe podsumowania Sardegny cz.2 - Wyzwania


posted by Sardegna on

24 comments

Druga część mojego książkowego podsumowania, dotyczyć będzie wyzwań, realizowanych w 2013 roku. Mijający rok przyniósł masę nowych, czytelniczych wyzwań, w naszej blogosferze. Można było przebierać w nich do woli, jednak wiadomo, że nie da się wziąć udziału we wszystkim, co nas zainteresowało.

Wydaje mi się, że w roku 2012 bardziej angażowałam się w takie projekty. Poza moją Trojką, brałam jeszcze udział w wyzwaniu Przeczytaj tyle, ile masz wzrostu, Z półki, 52 książki, Projekt Nobliści i Projekt Kraszewski.

W tym roku, większość z nich odpuściłam i  skupiłam się właściwie tylko na trzech: mojej Trójce e-pik, 52 książki, Z półki

Wyzwanie "ilościowe", czyli Przeczytaj 52 książki w roku, udało mi się zrealizować z nawiązką, przeczytałam bowiem, jak do tej pory, 137 książek, czyli wykonałam prawie 300% normy. Szczegółowa listę moich lektur znajdziecie TU.

Wyzwanie Z półki poszło mi już nieco gorzej, gdyż przy składaniu deklaracji, jaki poziom czytelniczy planuję osiągnąć w 2013 roku, rozpędziłam się aż do poziomu Mistrzowskiego. Plan ten zakłada przeczytanie 31 książek, pochodzących z własnej biblioteczki, ulokowanych w niej przed 2013 rokiem. Mnie udało się przeczytać 14 książek.

"Siedem dni" Małgorzata Kościelniak
"Czyste serca" Maria Dąbrowska
"Życie Pi" Yann Martel
"Kolacja z zabójcą" Aleksandra Marinina
"Czarnoksiężnik z Archipelagu" Ursula K. LeGuin
"Klinika śmierci" Harlan Coben
"Mężczyzna, który się uśmiechał" Hennig Mankell
"Ulysses Moore. Antykwariat ze starymi mapami" Baccalario Pierdomenico  

"Ulysses Moore. Dom luster" Baccalario Pierdomenico
"Ulysses Moore. Wyspa masek" Baccalario Pierdomenico
"Ulysses Moore. Kamienni strażnicy" Baccalario Pierdomenico 

"Ulysses Moore. Pierwszy klucz" Baccalario Pierdomenico
"Kot, który się włączał i wyłączał" Lillian J. Braun
"Wielki Gatsby"  Fitzgerald Francis Scott
   
Z jednej strony cieszę się bardzo, bo oznacza to, że czytałam przynajmniej jedną, zalegającą książkę własną, miesięcznie. Z drugiej jednak strony, na wyzwaniu poległam... Oczywiście nie planuję się zniechęcać i jeżeli Barbara z Wrót Wyobraźni zaplanuje nowe wyzwanie na 2014 rok, tez się zgłoszę, Tyle że podejdę do niego bardziej racjonalnie.


Realizacja mojego wyzwania Trójka e-pik poszła mi całkiem nieźle. Nie wyrobiłam się tylko z jedna lekturą, mianowicie książką z kontynentu afrykańskiego, która była kategorią sierpnia. Mam ją w planie nadrobić, a właściwie skończyć, bowiem "Biała Masajka" jest już rozpoczęta. Więcej na temat Trójki i planów z nią związanych, będzie w osobnym poście wraz z małą niespodzianką. Dlatego dzisiaj nie będę się rozpisywać więcej na ten temat.


Co do pozostały projektów, które potraktowałam już bardzo swobodnie, przeczytałam tylko 1 książkę do Projektu Nobliści, mianowicie "Ludzie Julia" Nadine Gordimer.

Klasykę też potraktowałam o macoszemu,  przeczytałam bowiem 2 książki z gatunku klasyki polskiej - "Czyste serca" Maria Dąbrowska oraz  "Przygody Singbada Żeglarza" Bolesław Leśmian, a także 4 z klasyki obcej -"Sherlock Holmes. Pies Baskervillów" Arthur C. Doyle, "Profesor" Charlotte Brontë, "Czarny kot" Edgar Allan Poe, "Opowieści niesamowite" Edgar Allan Poe.

Podsumowują własne, całoroczne, podążanie za realizacją wyzwań, wydaje mi się, że spisałam się całkiem nieźle. Oczywiście mogę deliberować, że przeczytałam za mało klasyki bądź dzieł Noblistów, ale po co? Tegoroczne lektury uważam za bardzo udane, a jak będę miała ochotę nadrobić zaległości, to po prostu to zrobię. Żałuję jedynie niewywiązania się z wyzwania Z półki, ale w 2014 roku postaram się już z tego zobowiązania wywiązać.

Sardegna

Dziecięce lektury nie tylko od święta


posted by Sardegna on , , , , , ,

5 comments

Nasze codzienne wieczorne powoduje, że sporo książek z dziecięcej biblioteczki idzie w ruch! Ale tak przecież ma być! Dzisiaj przedstawię dwie propozycje, obie dość cieniutkie, starczyły nam na dwie czytelnicze, wieczorne sesje.

Pierwszą książeczką jest "Cecylka Knedelek i kanapka z kanapki", autorstwa Joanny Krzyżanek.

Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 60
Moja ocena : 5/6

Do wczoraj książeczka ta stała sobie na honorowym miejscu, zafoliowana, na półce Pięciolatki, a to dlatego, że była nagrodą, wygraną w jednym z wielu konkursów, na tegorocznych Dziecięcych Targach Książki w Krakowie. Jednak kiedy zastanawiałyśmy się, co teraz będziemy czytać, wybór padł właśnie na Cecylkę. Właściwie to był nasz knedelkowy debiut, bowiem nie mamy na półce żadnej innej książeczki, z dość sporej serii o przygodach Cecylki.
Szkoda, że książka jest taka cienka. Sama historyjka zajmuje zaledwie 27 stron. Pozostałe strony to przepisy na pyszne jedzonko, które każdy mały czytelnik może z pomocą Mamy, wykonać.
Gąska Waleria, najlepsza przyjaciółka Cecylki, idzie po raz pierwszy do szkoły. Mimo że jest jeszcze malutka, bardzo chciała zobaczyć, czego można się w szkole nauczyć. Nie zważa na dobre rady Cecylki, pakuje do tornistra swoje ulubione przytulanki, wstaje bardzo wcześnie i strasznie podekscytowana rusza do szkoły. W pierwszym dniu, pani nauczycielka zadaje zadanie domowe: uczniowie mają przynieść kanapki z czymś zielonym, czerwonym i żółtym. Waleria zabiera się do dzieła i przynosi do szkoły ... no właśnie. 

Pomyłka gąski Walerii jest pretekstem do zaprezentowania malym czytelnikom, jak różnorodnie i ciekawie mogą prezentować się zwykłe kanapki. Proste przepisy, upiększone są świetnymi zdjeciami przygotowanych potraw i wzbudzą zainteresowanie nie tylko dzieci.
W książeczce znajduje się czternaście przepisów. Począwszy od kanapek bardzo prostych w wykonaniu (Przepiórcze myszki na ciabatce, Żabki truskawkowo-ananasowe, Trójkąty z serami, Kółki i kółko, Stokrotka w toście), do kanapek trochę bardziej wymagających (Ślimak z warzywami, Łódeczki z jajecznicą). Wszystkie potrawy leżą jednak w możliwościach wykonania ich przez dzieci. 

Książeczka ciekawa, bardzo ładnie wydana, tylko czemu taka krótka? Z tego co się orientuję, Wydawnictwo Jedność ma w swoim asortymencie sporo historyjek z Cecylką w roli głównej. Kulinarna myśl przewodnia dotyczy chyba wszystkich książeczek, więc taka widocznie jest ich uroda. Cecylkę polecam dzieciakom zainteresowanym tematyką kulinarną oraz ciekawym świata 4-6 latkom.

Drugą propozycją jest książeczka "Mój przyjaciel jerzyk", autorstwa Doroty Krzowskiej - Ważnej.

Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 37
Moja ocena : 4/6

Książeczka zapowiadała się nieźle, bowiem miała pokazac dzieciakom, że w naszym otoczeniu można spotkać nie tylko wróble i bociany, ale tez inne gatunki ptaków. Do tego, historie ptasich bohaterów miały przypominać takie, jakie mogą zdarzyć się każdemu z nas.

Niestety, w przypadku moich dzieciaków nie wyszło... Może to kwestia wieku i starsze dzieci lepiej odebrałyby ową książeczkę, wkażdym razie, moje dzieci znudziły się już po paru pierwszych akapitach. Same historie nie są złe. Rzeczywiście można w nich znaleźć odnośniki do życia codziennego, można też poznać nowe gatunki ptaków i ich zwyczaje, jednakże forma przekazu nie do końca spodobala się moim pociechom. Nie pomogły nawet zdjęcia ptaków, ilustrujące odpowiednie historie. Może dzieciom w wieku szkolnym książeczka bardziej przypadnie do gustu, mnie w każdym razie, jako rodzica, też na kolana nie powaliła.

Jak to bywa z tym naszym wieczornym czytaniem? Czasami przeczytam prawie całą książkę, a dzieciaki chcą więcej. Czasami po jednym przeczytanym rozdziale widzę, że nie podejmują tematu i kręcą się niespokojnie, a po chwili Pięciolatka prosi: "Mamo włącz słuchowisko". Widzę, że kształtuje się im gust czytelniczy. Coś od razu przypada im do gustu, do czegoś innego trzeba ich przekonać. Różnie to bywa... Cieszę się jednak, że lubią książki w każdej postaci. Lubią kiedy im czytam, lubią książki oglądać, dostawać w prezencie, przeglądac w księgarniach. Jest więc nadzieja, że mój księgozbiór nie pójdzie w przyszłości na marne i będę go mogła przekazać w godne ręce.

Sardegna

Słuchowisko "Całe zdanie nieboszczyka" Joanna Chmilewska


posted by Sardegna on , , , ,

10 comments

Całe zdanie nieboszczyka
Seria: Słuchowisko na motywach powieści Joanny Chmielewskiej
Realizacja: Teatr Polskiego Radia
Wydawnictwo:  Elipsa Dom Wydawniczy
słuchowisko: czas trwania 1 godzina 14 minut
Moja ocena : 6/6
obsada: Joanna Trzepiecińska, Wiktor Zborowski, Krzysztof Wakuliński

O słuchowiskach powstałych na motywach powieści Joanny Chmielewskiej kiedyś już pisałam. Wtedy miałam okazje przesłuchać "Zapalniczkę" i "Dzikie białko". Dzięki jednej z wyprzedaży, trafiła mi się kolejna płyta, tym razem z "Całym zdaniem nieboszczyka". Może uda mi się w przyszłości skompletować całą kolekcję, bo z każdą kolejną płytą coraz bardziej przekonuję się do autorki.

Powyższa płyta jest, jak do tej pory, najlepszą. Oczywiście słuchowisko jest wariacją, opierającą się na motywach powieści, nie da się bowiem w godzinnej audycji, zmieścić treść całej książki, nie mniej jednak, jest to taka Chmielewska "w pigułce", co mi osobiście bardzo odpowiada. 

Joanna (w tej roli rewelacyjna Joanna Trzepiecińska), będąc na wycieczce w Danii, wkręca się na nielegalne rozgrywki ruletki. Jednak  zamiłowanie bohaterki do hazardu nie kończy się pomyślnie, bowiem do szulerni wkracza mafia, a na skutek wymiany ognia, postrzelony zostaje jeden z jej członków. Biorąc Joannę za Madlen, łączniczkę, przekazuje jej tajną informację o lokalizacji skarbu, a potem... umiera. 
To ostatnie zdanie nieboszczyka stanie się przyczyną niezłego zamieszania. Cała niefortunna sytuacja zostaje zauważona przez innych członków mafii, którzy pragną posiąść wszelkie informacje o skarbie. Porywają Joannę w celu wydobycia z niej szczegółów, ta jednak nie poddaje się bez walki.

To jednak tylko początek całej akcji, która z Danii przenosi się do Brazylii, Francji, Niemiec, żeby zakończyć się w Polsce. Podróżując przez pół świata niewielkim jachtem Stella di Mare, a potem przez pół Europy, zabytkowym jaguarem (żeby nie rzucać się w oczy), Joanna wyprowadza w pole całkiem sporą grupę ludzi, zainteresowanych skarbem. Pewna siebie, szalona, nieokiełznana, odważna, nie odda informacji o skarbie nikomu. Nawet swojemu mężowi!

Prawdę powiedziawszy, całe słuchowisko "tworzy" interpretacja Joanny Trzepiecińskiej. Świetna audycja, naprawdę! O ile "Zapalniczka" i "Dzikie białko" były ok, to "Całe zdanie nieboszczyka" było sto razy lepsze! Sensacja i kryminał w jednym! Co też tam się nie działo! Strzelaniny, pościg, ucieczka, uwięzienie w zamku nad Loarą, konszachty z Interpolem, zdrada, a wszystko to okraszone świetną kreacją Pani Trzepiecieńskiej, którą lubię bardzo za jej szalone poczucie humoru, które w tej roli genialnie się sprawdza.

Zdania na temat słuchowisk na podstawie motywów powieści Chmielewskiej są podzielone. Wydaje mi się, że miłośnicy jej książek nie są usatysfakcjonowani taką wersją skróconą. Czytelnicy niekoniecznie zachwyceni jej twórczością, podejdą do tych audycji z większym entuzjazmem.
Sardegna

Zużki D. Zołzik ciąg dalszy


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 223
Moja ocena : 5/6

Chyba zbliżamy się do momentu, kiedy znamy już wszystkie, albo przynajmniej większość, przygód szalonej Zuźki. Ale skoro bohaterka tak przypadła do gustu mojej Pięciolatce, to nie mam serca odmówić jej wieczornego czytania tych książeczek. 

Nasze zasoby się już powoli kończą. Powiem więcej, do "przerobienia" zostały tylko "Łamigłówki Zuźki D. Zołzik", na które moja córka jest jeszcze za mała. W prawdzie składa sobie powoli litery w sylaby, a sylaby w wyrazy, jednak rozwiązanie książeczki z łamigłówkami wymaga już od małego czytelnika niezłej umiejętności pisania i czytania. Nic nie wskóra tu nawet pomoc Mamy, bowiem cała przyjemność w rozwiązywaniu takich zagadek, labiryntów czy rebusów, to praca samodzielna. Także łamigłówki powędrowały na półkę, jednak przedtem zostały gruntownie przeze mnie przejrzane.

Książeczka z zadaniami jest świetnym zwieńczeniem całej serii o przygodach żywiołowej Zuźki. Zagadki i łamigłówki w niej przedstawione, ściśle wiążą się z tematyką poszczególnych tomów. Fajne jest to, że przygody małej bohaterki i zagadki z nimi związane, są umieszczone w niej chronologicznie, można więc łatwo zorientować się, których książeczek jeszcze się nie czytało i warto się w nie zaopatrzyć.

Książka z zagadkami ma format podobny do innych tomów, jednak można traktować ją jako zeszyt ćwiczeń/kartę pracy. Jest to taka książeczka z możliwością zapisków, dlatego też schowałam ją mojej Pięciolatce na później, żeby mogła sama sobie w niej notować, kolorować i zapisywać rozwiązania łamigłówek. Dzięki czystym kartkom przeznaczonym na notatki własne, oraz wolnemu miejscu pod zadaniami, tworzenie takich zapisków będzie dla dziecka bardzo proste.

Z jakimi zadaniami spotka się mały czytelnik? Będzie Łamacz szyfrów, Plątanka, Kropkowanka - niespodzianka, Poszukiwanie słów, Tajemniczy labirynt, Wytęż wzrok szpiegu, Zagadkowe opowiadanie, Połącz w pary, Szarada i wiele innych łamigłówek, nazwanych tak, żeby pasowały tematycznie do opisywanych przygód Zuźki (Bitwa o kwiatki, Bliźniacze księżniczki, Dekorowanie tortów, Szafka dozorcy, Walentynkowe przyjęcie).

O ile książeczki z serii można zaproponować młodszym dziewczynkom, to "Łamigłówki Zuźki D. Zołzik" najlepiej zaproponować starszym, w wieku 7-9.  Nie wiem, jak Wy, ale ja w dzieciństwie uwielbiałam wszelkie zagadki logiczne i krzyżówki. Mam nadzieję, że moje dzieci też będą czerpać prawdziwą przyjemność z takiego "łamania głowy".

Wydawnictwo: Nasza Księarnia
Liczba stron: 216 
Moja ocena : 6/6
 
"Zuźka D. Zołzik idzie do zerówki" to już ostatnia nasza przeczytana książeczka z tej serii. Tradycyjnie zostały w niej przedstawione trzy szalone opowieści. Pierwsza historia - najlepsza! Pierwszy dzień bohaterki w zerówce. Zuźka boi się jechać sama żółtym autobusem, boi się też nim wrócić do domu. Żeby więc pozbyć się problemu, postanawia ukryć się w szkole. Wynikną z tego super śmieszne sytuacje, jak to w przypadku Zuźki często bywa.

Kolejna historia opisuje przygotowania rodziny do przyjęcia nowego jej członka, małego Olesia. Zuźka nie wykazuje zbyt wielkiego entuzjazmu z narodzin braciszka, zamiast niego, szczerze wolałaby jakieś zwierzątko. Na skutek przejęzyczenia babci, dziewczynce wydaje się, że zamiast brata, rzeczywiście w rodzinie pojawi się futrzak. Ależ będzie się działo!

Trzecia opowieść związana jest z obchodami w zerówce Dnia Pracy. Każde dziecko ma przebrać się za osobę, która wykonuje ich wymarzony zawód. Zuźka, jak z zwykle będzie miała z tym poważny problem, a co za tym idzie, masę śmiesznych powiedzonek i zabawnych sytuacji.

Nie będę się rozwodzić nad zaletami książeczek z Zuźką w roli głównej, bowiem pisałam o tym już nie raz.  Wesoła to seria, pełna humoru i podoba się takim szalonym, małym czytelniczkom. A to właśnie chodzi w książeczkach dla dzieci.

Sardegna

Wesołych Świąt!


posted by Sardegna on

31 comments

Uwielbiam świąteczny czas! W tym roku jestem wyjątkowo wcześnie przygotowana. Pierniki upieczone i udekorowane, sernik upieczony, barszczyk zrobiony, prezenty spakowane. Nie biegam na ostatnią minutę ze ścierą i aż się sama sobie dziwię. Pierwszy raz od niepamiętnych czasów wyluzowałam się świątecznie. Czyżby to była kwestia wprawy, czy po prostu odpuściłam sobie co nie co? Chyba i jedno i drugie. W każdym razie siedzę sobie spokojnie i świętuję po swojemu. Na rodzinne świętowanie przyjdzie czas wieczorem, a teraz cieszę się spokojem i jest mi naprawdę dobrze.

Czas zatem na świąteczne życzenia, ale zanim je przekażę, chciałam się podzielić z Wami wirtualnymi kartkami, które otrzymałam od zaprzyjaźnionych wydawnictw i autorów. Dziękuję za życzenia wydawnictwom: Dreams, Czarnej Owcy, Wydawnictwu m, Harlequin, Naszej Księgarni, Skrzat, Bellonie, mg, Wydawnictwu Wiatr od Morza, Wydawnictwu Muzycznemu, Księgarni Matras, Waldemarowi Cichoń, oraz za wszystkie życzenia na FB:






A teraz czas na moje życzenia dla Was:

Kochani,  z okazji zbliżających się świąt, życzę wam spokoju ducha, radości z chwili wolnego czasu, spędzonego z bliskimi i miłej atmosfery, a w Nowym Roku spełnienia wszystkich Waszych zamierzeń i planów, tych osobistych, a także tych zawodowych. Wesołych Świąt!



Sardegna

Książkowe podsumowania Sardegny cz.1 - Ranking najlepszych książek, przeczytanych w 2013


posted by Sardegna on

12 comments

Wiecie, że uwielbiam wszelkie akcje podsumowujące i statystyki, dlatego w tym roku postanowiłam uraczyć Was kilkoma takimi zestawieniami. Dzisiaj pierwsze podsumowanie: 

Ranking najlepszych książek, przeczytanych w 2013 roku

W zeszłym roku też pokusiłam się o podobne podsumowanie, jednak trudno mi było porównywać książki różnych gatunków. Dlatego w tym roku postanowiłam wyodrębnić konkretne kategorie.

Najlepszy polski kryminał/thriller - "Posiadłość" Maggie Moon oraz "Upał" Marcin Ciszewski
Najlepszy zagraniczny kryminał/thriller - "Statek śmierci" Yrsa  Sigurdardóttir oraz "Zanim zasnę" S.J. Watson
Najlepsza polska powieść obyczajowa - "Upalne lato Kaliny" Katarzyna Zyskowska - Ignaciak oraz "Przelot bocianów" Hanna Kowalewska
Najlepsza zagraniczna powieść obyczajowa - "Dostatek" Michael Crummy oraz "Dom sióstr" Charlotte Link
Najlepsza powieść fantastyczna - "Piąta fala" Rick Yancey oraz "Time riders" Alex Scarrow 
Najlepsza seria dla młodzieży - "Sposób na Elfa", "Elfie gdzie jesteś?", "Elf Wszechmogący" Marcin Pałasz

Najlepsza seria dla dzieci - "Zuźka D. Zołzik" Barbara Park oraz "Nudzimisie" Rafał Klimczak


Gdybym miała wybrać  najlepsze książki z całego tego zestawienia, na pierwszy plan wysunęły by się powieści obyczajowe, zarówno te polskie, jak i te zagraniczne. Wiadomo, że Hanna Kowalewska i Katarzyna Zyskowska - Iganciak to moje ulubione autorki, których powieści zawsze robią na mnie wielkie wrażenie.

Jednak w roku 2013 pierwsze miejsce zdecydowanie należy się "Dostatkowi" i Wydawnictwu Wiatr od Morza, i to tej książce przyznaję miejsce na podium.


Sardegna

"Nudzimisie i przyjaciele" Rafał Klimczak


posted by Sardegna on , , , ,

1 comment

Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 140
Moja ocena : 6/6

Kolejny, tym razem drugi, tom przygód o Nudzimisiach, umilał nam wieczorne czytanie. Moje dzieciaki są już za pan brat z misowymi, sympatycznymi bohaterami i świetnie się orientują, kto jest kim i jaką rolę w książeczce spełnia. Czytanie kolejnego tomu sprawiło im nie lada przyjemność. Niektóre rozdziały szczerze ich ubawiły, w trakcie czytania innych, padały tematyczne pytania, co potwierdza fakt, że książeczka jest z gatunku przyjemnych i pożytecznych, czyli takich, które lubię najbardziej.

Sympatycznie było powrócić do Nudzimisiowa i Szymka. Dzięki temu, że chłopczyk jest przedszkolakiem, książeczki tak podobają się mojej Pięciolatce. Szymek ma podobne problemy, z jakimi ona styka się na co dzień. Na szczęście Nudzimisie podają chłopczykowi pomocną dłoń i służą dobrą radą, pokazując, jak można wyjść cało z opresji i poradzić sobie w razie nieprzyjemnej sytuacji.

Książeczka podzielona jest na rozdziały, które na przemian opisują przygody Szymka i przebywanie w przedszkolu, oraz codzienność w Nudzimisiowie. Obie części są jednakowo wciągające i obie przemycają walory edukacyjne, bowiem i w przedszkolu i w Nudzimisiowie można się wartościowych rzeczy nauczyć. 
W tej części mniej jest zabaw Szymka z małymi przyjaciółmi, a więcej nauki, jaka wypływa ze wspólnego spędzania czasu.

Nie zawsze w przedszkolu jest miło i sympatycznie. Czasami przedszkolak może mieć zły humor, może na kogoś się obrazić, ktoś może zrobić mu przykrość, po prostu może być smutno. 
Z trudną sytuacją przyjdzie się też zmierzyć Szymkowi. Koledzy wyśmiewają jego przyjaźń z Martynką, więc Nudzimisie pomogą mu rozwiązać ten problem. Misiaki wyjaśnią też, dlaczego nie zawsze się wygrywa i że nie można być zawsze pierwszym i najlepszym.
Cały rozdział poświęcony jest też na opisanie spaceru przedszkolaków i Nudzimisiów po okolicy, w dniu Sprzątania Świata.  Nie dość, że autor poruszył wątek ekologiczny, to jeszcze dal przykład, jak należy na spacerze się zachować i co można ciekawego zobaczyć.

Część poświęcona krainie Nudzimisiów też niesie ze sobą naukę dla małych czytelników. Pokazuje, że nie warto oceniać kogoś po wyglądzie, tak jak to miało miejsce w przypadku Łaskota, czyli groźnego niebieskiego potwora, który okazał się przymilnym stworzeniem. Trzeba być wytrwałym i dążyć do celu, tak jak Buduś, kiedy szedł z poważną misją w góry, oraz nie warto się obrażać, bo, jak przekonał się Obrazik, źle może się to skończyć.

Czyż to nie świetna sprawa, kiedy dzieciakom podoba się książeczka, a my jako rodzice mamy świadomość, że jest ona pouczająca? Nie wszystko co ma wartość edukacyjną musi być nudne. Nudzimisie są tego najlepszym przykładem.

Wydawnictwo Skrzat przygotowało jeszcze dwie części sympatycznych bohaterów: "Nudzimisie i przedszkolaki" oraz "Nudzimisie idą do szkoły". Książeczki będą zatem rosły wraz z naszymi pociechami (w pierwszej części Szymek zaczynał przedszkole, w ostatniej idzie do szkoły).
Polecam serię nie tylko od święta, dla dzieci w wieku 4-7 lat. Młodsze też lubią, ale nie wgłębiają się dokładnie w temat (przetestowane na osobistym Trzylatku).

Sardegna

ŚBK: 10 najdziwniejszych książek, które mam w swojej biblioteczce


posted by Sardegna on

27 comments


Żeby w całości napisać dzisiejszy post tematyczny, musiałam się nieźle napracować. Najpierw odgruzowałam z pawlacza niemałą kolekcję starych książek, potem przeszukałam regał z encyklopediami i innymi grubymi tomiskami w dużym pokoju, a na koniec udałam się z wizytą kawową do moich rodziców, żeby wybrać co lepsze "perełki" z mojej panieńskiej biblioteczki.

Mam masę książek, z której połowa to książki zbierane przez lata przez mojego męża, rodziców i teściową. Wiadomo, nie wszystkie leżą w granicach moich zainteresowań, dlatego większość z nich została już gdzieś po drodze wyeksmitowana. Te, które pozostały, uchowały się dzięki temu, że szkoda było mi się ich pozbyć ze względów sentymentalnych, bądź przeznaczyłam im jakieś nieokreślone zastosowanie w przyszłości (w sensie "kiedyś się przydadzą").
Z tych moich przepastnych zbiorów wybrałam 10 przedziwnych egzemplarzy. Pewnie gdybym jeszcze lepiej przyłożyła się do tego zadania i zrobiła generalny przegląd (brr.. już na samą myśl robi mi się słabo...) znalazło by się jeszcze coś bardziej ekstraordynaryjnego. A tak, spójrzcie sami:

1. "Opowieści matematyczne" Michała Szurek - wybrane zostały, jako godny przedstawiciel ogromu książek z tej dziedziny, które zostały mi w spadku po teściowej - nauczycielce matematyki. Te właśnie książki są z gatunku "przydadzą się później". Nie wiem tylko za bardzo komu by się miały przydać i do czego, no chyba, że moje dzieci w przyszłości odkryją w sobie ukryte talenty matematyczne, odziedziczone po babci, i podążą w tę stronę zawodową.


2. "Rozmówki polsko - wietnamskie" - to tak na wypadek, gdybym poczuła przemożną chęć prowadzenia dyskusji w tym języku.


3. "Poradnik warsztatowca-mechanika" - książka z gatunku sentymentalnych. Bliska sercu mojego taty. O mało nie dostał zawału, kiedy zobaczył, że coś z nią kombinuję. Musiałam go uspokoić, że nie wystawiam jej na sprzedaż, nie chce jej wymienić, chcę ją tylko sfotografować. Jakoś nie do końca mi uwierzył...


4. "Zarys parazytologii ogólnej" - godny przedstawiciel mojej kolekcji książek potrzebnych w czasie studiów. Choć od ich zakończenia minęło już 7 lat, nie pozbyłam się żadnego egzemplarza, ale powoli do tego dojrzewam. Zobaczcie ileż to stron można napisać na temat pasożytów człowieka. Fascynujące...


 5. "Metaloplastyka użytkowa" - jakby kiedyś, coś, książka jak znalazł!


6. Język rosyjski dla początkujących - i to z lat 80 tych! Prawdziwa perełka wśród podręczników, a w naszej biblioteczce dzierży tytuł "na pamiątkę". Wiem, trochę to bez sensu, ale w pawlaczu nikomu przecież nie zawadza...


7. "Liczby zdrowia" - cokolwiek to znaczy. Poradnik z gatunku niepotrzebnych, no chyba że ktoś wierzy w numerologię, to sorry, chętnie oddam.


8. "Świat Kryminalnych" - no dobra, przyznaję się, jestem fanką "Kryminalnych", a może raczej byłam, kiedy serial emitowano w TV. Owego czasu, pod wpływem impulsu kupiłam, i tak do dzisiaj w biblioteczce sobie stoi.

9. "Popiersie, czyli pomnik biustu" - dostałam kiedyś taki prezent. Zupełnie nie wiem, co miała na myśli osoba, obdarowująca mnie takim tytułem, i aż boję się domyślać! Jeszcze książki nie zgłębiłam, ale może kiedyś...

10. "Robótki szydełkowe" - niby nic nadzwyczajnego, ale dla mnie, osoby, która ma problem z trzymaniem igły, szydełka czy drutów, kompletnego beztalencia do prac rękodzielniczych, ta książka (i jeszcze kilka w podobnym stylu) jest kulą w płot.


***
Uff... nawet nie pomyślałam, że stworzenie takiej listy najdziwniejszych książek, które mam w swojej biblioteczce sprawi mi tyle trudu, ale i przyjemności. Sympatycznie było przejrzeć wszystkie  książkowe zakamarki.

Tradycyjnie zapraszam do polubienia fp Śląskich Blogerów Książkowych na FB. Przy okazji chciałam podziękować wszystkim za bardzo liczny udział w naszym Mikołajkowym Konkursie. Na stronie "Victorii" znajdziecie wszystkie wyniki.
Sardegna

"Elfie, gdzie jestes?" Marcin Pałasz


posted by Sardegna on , , , ,

1 comment

Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 228
Moja ocena : 6/6

Świat się kończy! Elf zaginął! Jak to w ogóle możliwe, spytacie? No więc... stało się... Ale, ale, po kolei!

Druga część Elfich przygód nie odbiega poziomem od części pierwszej i trzeciej, które przeczytałam jakiś czas temu, zupełnie nie po kolei. Powiedziałabym, że nawet wyróżnia się na ich tle wartką akcją i niesamowitym zakończeniem, rodem z najlepszej książki sensacyjnej. Po prostu Elf ponownie zdobył moje serce, a skoro tak dobrze ze mną mu wychodzi, daję wiarę, że młodszych czytelników również zjedna sobie bez problemu.

Oczywiście dobrze jest zapoznać się chronologicznie z przygodami trojki przyjaciół, jednak świat się nie zawali, kiedy przeczytamy je "na wyrywki". O ważnych wydarzeniach, mających miejsce w poprzednim tomie, autor odpowiednio nadmienił, nic zatem czytelnikowi nie umyka.

Wracając jednak do sedna sprawy: jak to się stało, ze Elf zaginął? Zgubił się? Porwali go? A może coś znacznie gorszego.... Nie ma opcji, żeby Duży i Młody nie dopilnowali swego ulubieńca. Musiało się stać coś wyjątkowo dziwnego, skoro taka sytuacja w ogóle miała miejsce.

No więc, stało się coś ... Duży kupił nowy samochód, a potem wymyślił, że pojadą z Młodym i Elfem nad morze, a później zdekoncentrował Elfa tabletką uspokajającą, co by piesek spokojnie podróż przetrwał i ... no właśnie. Wtedy TO się stało.
Na nic nawoływania, na nic poszukiwania. Elf zniknął na dobre. Dużego i Młodego ogarnęła straszna rozpacz, której na szczęście nie poddali się za bardzo, bowiem udało im się natrafić na pewien ślad, prowadzący za Elfem, do małej wioski na krańcu świata. 

Nie mogę zdradzić więcej szczegółów, bo zepsuję całą zabawę. Musicie mi uwierzyć na słowo, że to co będzie się działo potem, może stawać w szranki z akcją w filmie sensacyjnym. Duży wykaże się zdolnością dedukcji, Młody pozna interesującą dziewczynę, a Elf znajdzie się cały, zdrowy i przyczyni się (jak zwykle zresztą), do spektakularnego finału opisanej historii.
Nie mam pojęcia, ile prawdy jest w tej opowieści, ale jeżeli jest w niej choć krztyna, to szacuneczek Panowie! 

Świetna książka, mądra, pouczająca, zabawna, a do tego jeszcze (ta akurat część) trzymająca w napięciu. Powtórzę się kolejny raz i polecę przygody Elfa młodszym i starszym czytelnikom. Tym bardziej, jeżeli nie macie pomysłu na prezent, Wydawnictwo Skrzat przyjdzie Wam z pomocą.

http://www.skrzat.com.pl/index.php?p1=pozycja&id=1459&tytul=Pakiety-%C5%9Awiateczne-%282013%29-Elfomania
Sardegna

"Siódmy sekret szczęścia" Sharon Owens


posted by Sardegna on , , , , ,

7 comments

Wydawnictwo: Książnica
Liczba stron: 416
Moja ocena : 5/6

Czy też tak macie, że w przedświątecznym okresie musicie przeczytać coś związanego z tematem świąt Bożego Narodzenia? Może to śmieszne, ale lubię wprowadzić się w świąteczny nastrój taką właśnie książką, ewentualnie filmem, ale to już w mniejszym stopniu.  

"Siódmy sekret szczęścia" to taka książka, którą mogę Wam z czystym sumieniem polecić na święta. Ciepła, dająca nadzieję historia, w prawdzie nie pozbawiona goryczy, ale przecież życie składa się nie tylko z radosnych chwil.
"Świąteczne" powieści takie właśnie powinny być. To nic, że mają podobną fabułę i wszystkie kończą się happy endem. Nieważne, że podobnych czytaliśmy już kilka, jeśli nie kilkanaście. Grunt, że czytanie sprawia nam prawdziwą przyjemność i kolejny raz daje wiarę w to, że święta są magicznym czasem, w którym wszystko może się zdarzyć, a wtedy te nawet najskrytsze, niemożliwe do spełnienia pragnienia, maja szansę się ziścić.
Kiedy czytam książki, których akcja dzieje się w okolicach Bożego Narodzenia, podświadomie czuję zapach pieczonych pierniczków, widzę blask świeczek i kolorowe prezenty pod choinką. Wracam wspomnieniami do czasów dzieciństwa, albo wręcz przeciwnie, wymyślam, jak sprawić, by moje dzieci zapamiętały zbliżające się święta, jako wyjątkowy i magiczny czas w roku. Czy może być milsze wprowadzenie się w świąteczny nastrój?
Powiecie, że to wszystko oklepane i nudne? No trudno... już taka jestem. Lubię swój tradycjonalizm i nie planuję zmieniać swojego nastawienia do świąt w najbliższym czasie

"Siódmy sekret szczęścia" to książka, która trochę odbiega od miłego i sympatycznego schematu świąt. Dla Ruby bowiem, czas świąt przyniesie największą tragedię w życiu. W Wigilię, w wypadku samochodowym ginie jej ukochany mąż, najbliższa jej osoba i najlepszy przyjaciel. Ruby, co zrozumiałe, długo nie może otrząsnąć się z szoku i nie potrafi znaleźć sobie miejsca w wielkim domu. Po przeżyciu okresu żałoby, postanawia zmienić coś w swoim życiu. Sprzedaje dom, a pieniądze inwestuje w mały sklepik, na którego piętrze urządza sobie mieszkanie. Od tego momentu Ruby zaczyna nowy etap, w którym istotną rolę odgrywa nowa praca i pomocna przyjaciółka, Jasmine. 

Historia jakich wiele, powiecie. Cóż w niej takiego wyjątkowego? Dla mnie - ta prostota jest największym atutem opowieści. Fakt, historia jest trochę przewidywalna. W dalszej części rozwinie się wątek miłosny, który zaowocuje rokującym na przyszłość związkiem i happy endem. Ale czy to ważne? Z przyjemnością i nadzieją czytałam o budowaniu relacji Ruby z drugim człowiekiem i tworzeniu życia na nowo. Po cichu kibicowałam też jej wyborom i śledziłam rozważania na temat możliwości osiągania szczęścia. 

Nie bójcie się. Te rozważania nie miały charakteru moralizatorskiego. Wynikały one spontanicznie ze spotkań z przypadkowymi ludźmi, w trakcie odbudowywania relacji z rodzicami czy wzmacniania relacji z osobami, na których Ruby zależało. Niby nic odkrywczego, jednak po chwili zastanowienia można co nieco przeanalizować i dopasować do własnej sytuacji życiowej. 

Na koniec wymienię owe siedem sekretów szczęścia, a Wy już sami zdecydujcie, czy macie ochotę przeczytać o nich coś więcej: emocjonalna niezależność, dbanie o własne zdrowie, wyzbycie się negatywnych emocji, pielęgnowanie przyjaźni, czynienie dobra, dostrzeganie piękna w drobiazgach, zostawienie przeszłości za sobą. Brzmi znajomo? Wszystko jest takie oczywiste ... Może z okazji zbliżających się świąt warto rozważyć, czy powyższe sekrety mają dla nas jakieś znaczenie, a jeżeli nie, to może powinny mieć.

Książkę przeczytałam w ramach listopadowej Trójki e-pik

Sardegna

"Gra o Ferrin" Katarzyna Michalak


posted by Sardegna on , , , ,

9 comments




Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 430
Moja ocena : 4/6

Jestem rozdarta. "Gra o Ferrin", czyli kolejna książka autorstwa Katarzyny Michalak, zrobiła swoje. Z jednej strony, polubiłam bardzo jej kobiecą Serię z Kokardką. Z drugiej strony, bardzo rozczarowały mnie życiowe powieści autorki ("Bezdomna" i "W imię miłości"). Chęć sprawdzenia, jak na tle tych poprzednich książek, ma się następna, tym razem zupełnie inna historia, okazała się bardzo silna. A może była to po prostu ochota na przeczytanie miłej i odprężającej lektury?

Na początek parę słów o moim stosunku do fantastyki. Lubię lekkostrawną fantastykę (podobno jest coś takiego). Nie uważam się za znawcę w tym temacie. Nie wiem zatem, jak do tematu "Gry o Ferrin" odniosą się miłośnicy fantastyki, ale ja napiszę o własnych wrażeniach,w których raczej więcej pozytywów niż negatywów.

Czytanie powyższej powieści było raczej przyjemne. Domyślam się, że co bardziej wnikliwi czytelnicy doszukają się błędów w fabule i niekonsekwencji oraz zwrotów trochę nie na miejscu, które niestety były zauważalne nawet dla takiego laika w dziedzinie fantastyki, jakim jestem. Nie wszystkie sytuacje opisane w książce były dla mnie jasne i miały sens, nie wszystkie wydarzenia były celowe, nie wszystkie postacie miały charakter. Jednak, wśród tych wszystkich niedoskonałości, poruszałam się nadzwyczaj sprawnie, przymykając oczy na chaos, który momentami wkradał się w akcję. Świadomie nie wnikałam i nie analizowałam "momentów", bo i po co, kiedy przyjemnie było mi w magicznym świecie Ferrinu i z niecierpliwością oczekiwałam finału wątku miłosnego, z jedynym godnym uwagi, bohaterem - tym złym - Sellinarisem WeddSa’ardem. 

Fantastyka w wydaniu Katarzyny Michalak jest bardzo kobieca. Sporo wątków miłosnych i emocji z nimi związanych. Nie da się nie zauważyć charakterystycznego stylu autorki, który tak mi się podobał w czytadłach o Bogusi, Lidce i Adeli. Na szczęście w fantastce na więcej można sobie pozwolić, więc wszelakie zawirowania akcji i nieoczekiwane sytuacje, które już tak łatwo nie przejdą w powieściach obyczajowych, tutaj w ogóle mnie nie raziły. Mam jednak wrażenie, że ta niekonsekwencja może straszenie irytować miłośników fantastyki. Dlatego radzę nie porównywać "Gry o Ferrin" do książek innych polskich twórców fantasy, bo to zupełnie inna literatura.

Świat wykreowany przez Katarzynę Michalak kojarzył mi się trochę ze światem Parttholonu, który opisywany jest w serii książek P.C. Cast ("Wybranka bogów" i "Powrót bogini"). Nie da się ukryć jednak, że Ferrin jest bardziej brutalny, krwawy i przez to, nieco bardziej interesujący. Bohaterki obu powieści też różnią się między sobą.  Przede wszystkim poczuciem humoru, bo o ile Rheo z Partholonu była zabawną i sympatyczna kobietą, to o Anaeli, a właściwie Karolinie (bowiem dziewczyna przeniosła się do Ferrinu wprost ze swojej kawalerki), nie można już tego powiedzieć.
Anaela jest Wybranką, Leczącą, Pierwszą z Przepowiedni. Jej zadaniem jest uratowanie krainy Ferrinu. Niestety dziewczyna nie ma pojęcia przed kim ma ratować tą mistyczną krainę i jak ma tego dokonać. Z pomocą przyjdzie jej Książę Elfów, któremu przyjdzie słono zapłacić za te znajomość. Podobnie zresztą jak innym jej sojusznikom, którzy będą starali się wspomóc ją w walce. 

"Gra o Ferrin" to pierwsza część serii z pięciu zaplanowanych tomów. Aż strach się bać, co jeszcze wydarzy się w tej opowieści, bowiem działo się tak wiele, że trudno mi sobie wyobrazić fabułę kolejnych części. Nie zmienia to jednak faktu, że wybiorę się jeszcze do Ferrinu, bom ciekawa, jak rozwinie się wątek Anaela-Sellinaris. Widać, jaki wątek w powieści najbardziej przypadł mi do gustu. 
Sardegna