Archive for listopada 2019

Blogowe podsumowanie miesiąca - listopad


posted by Sardegna on

11 comments

Listopad zawsze jest dla mnie trudny pod względem zdrowotnym i nie inaczej było, w tym roku. Choroba tym razem dopadła moją Córkę, na szczęście dość sprawnie sobie z nią poradziliśmy. Przymusowe siedzenie w domu spowodowało, że udało mi się napisać kilka postów na zapas, stąd też pod koniec miesiąca wpisy pojawiały się na blogu co dwa dni, a nie co trzy, jak to było wcześniej. Gorzej z czytaniem. W listopadzie przeczytałam tylko 4 książki, z czego 2 do wyzwania Trójka e-pik. Nie jestem z siebie dumna, ale na swoje usprawiedliwienie mam stwierdzenie jednej z uczestniczek, które bardzo mi się spodobało: "w listopadzie cierpię na brak mózgu". Zdecydowanie tak!


Lista lektur:


1. "Uwierz w Mikołaja" Magdalena Witkiewicz - 6
2. "Jaga" Katarzyna Berenika Miszczuk - 5
3. "Manaslu. Góra ducha. Góra kobiet" Monika Witkowska - 5
4. "Karpie bijem" Andrzej Pilipiuk - 5


Imprezy kulturalne:


Jeśli chodzi o wydarzenia, których wzięłam udział w listopadzie, była to wystawa kotów rasowych w Europie Centralnej w Gliwicach, która o mało co zakończyła się zaadoptowaniem nowego kota. Po przemyśleniu sprawy i przeanalizowaniu sytuacji stwierdziliśmy, że jednak jeden czworonóg zdecydowanie nam wystarczy!



Nowości:



"Manaslu. Góra ducha. Góra kobiet" Monika Witkowska
"Ludzie, których powinieneś znać, co zmienili świat"  Monika Kassner
"Każdemu jego Everest" Mirosław "Falco" Dąsal

Serialowo:

W listopadzie miałam fazę na serial "Friends". Praktycznie od razu po zakończeniu sezonu 2 przeszłam do 3, a potem do 4, 5 i 6. Perypetie szóstki nowojorskich przyjaciół trochę ewoluują, Rachel rozstaje się z Rossem, i chodź pomiędzy bohaterami ciągle jest jakaś chemia, każdy z nich próbuje ułożyć sobie życie na nowo. Ross zaczyna spotykać się z piękną Angielką, Emilly, a nawet planuje z nim ślub. Phoebe zgadza się być surogatką dla dziecka swojego brata (wątek ciężarnej Phoebe akurat doskonale pamiętam z pojedynczych odcinków, które kiedyś widziałam w TV), a pomiędzy Moniką a Chandlerem zaczyna poważnie iskrzyć. 

Ciekawe, czy starczy mi energii i chęci, aby dokończyć wszystkie sezony. Na razie dobrze mi idzie! 

Zaczęłam oglądać także serial apokaliptyczny "Daybreak", ale za mną na razie tylko trzy odcinki, więc nie mogę jeszcze nic konkretnego na jego ten temat powiedzieć. 


Filmowo:

  [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]


W listopadzie obejrzałam 5 filmów, 2 na Netflixie, 1 w kinie, 2 na DVD (pierwszy raz od niepamiętnych czasów odpaliłam sprzęt!)

 1. "After. Płomień pod moją skórą" reż. Jenny Gage - ekranizacja pierwszego tomu słynnej serii Anny Todd o wspólnym tytule "After" okazała się dla mnie totalną klapą. Film jest beznadziejnie nudny, wlecze się, jak flaki z olejem, a postać Hardina, który w książce jest buntownikiem, brutalem, ale jednak uroczo niegrzecznym chłopcem,w ekranizacji okazał się łagodnym i wyjątkowo niemrawym pięknisiem. Relacja między bohaterami rozwija się monotonnie, strasznie wolno i zupełnie bez dynamizmu. Właściwie można zacząć się zastanawiać, jakim cudem w ogóle ta relacja miała szansę zaistnieć! Książka nie jest jakąś górnolotnym tworem, ale jednak czyta się ją całkiem przyjemnie, natomiast film to zupełna porażka, na którą szkoda czasu. Nie polecam.

2. "Duże dzieci" reż. Dennis Dugan - produkcja Netlixa z Adamem Sandlerem w roli głównej, to historia piątki przyjaciół, którzy spotykają się po latach na pogrzebie swojego ulubionego trenera koszykówki. Mężczyźni postanawiają wraz z rodzinami spędzić wspólny weekend, wspominając dawne czasy i trenera, który wpłynął w jakiś sposób na każdego z nich. Oczywiście, mężczyźni zmienili się przez lata, każdy z nich ma inną sytuację życiową, status materialny, czy problemy osobiste, jednak czas spędzony z dawnymi kumplami, u którego podstawy leżą wspomnienia z dzieciństwa, staje się okazją do odnowienia znajomości. Bardzo przyjemna komedia, choć zdaję sobie sprawę, że Adam Sandler ma tyluż zwolenników, co przeciwników, to ja jednak będę zachęcać do obejrzenia.

 [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]

 3. "Porady na zdrady" reż. Ryszard Zatorski - trzeci film obejrzany przeze mnie w listopadzie również dostępny jest na Netflixie. Polska produkcja z fajną obsadą, którą kiedyś miałam okazję oglądać w telewizji, jednak było to dość dawno, więc z chęcią przypomniałam sobie fabułę. Historia dwóch zdradzonych kobiet, Kaliny i Dominiki, które postanawiają zemścić się na całym męskim rodzie, pracując jako "testerki wierności". Ich zadaniem jest przyłapanie mężczyzn na gorącym uczynku, a później dowiedzenie ich zdrady przed partnerką. Faktycznie, nowa praca bardzo je wciąga, ale przynosi też nieoczekiwane efekty, kiedy Kalina zakochuje się ze wzajemnością w facecie,  którego ma sprawdzić. Przyjemna, romantyczna komedia pomyłek.

4.  "Miss Fit" reż. Marcin Ziębiński - ten film obejrzałam, za sprawą mojej Córki, w kinie dokładnie w dniu premiery. Młodzieżowa historia z youtuberami w roli głównej, opowiada historię nastolatki, Julii Morskiej, która przenosi się ze Stanów do Polski. Niestety, początek jej nowego życia nie zaczyna się fortunnie. Pierwszy dzień w liceum nie jest udany, a potem jest już tylko gorzej. Hejtowana przez szkolne gwiazdy Julia, radzi sobie z tą sytuacją tworząc własną muzykę. Dla mnie osobiście film nie był jakimś dziełem sztuki, jednak rozumiem zainteresowanie dzieciaków tą produkcją i chęcią zobaczenia znanych youtuberów na dużym ekranie.


5. "Wigilia Wszystkich Świętych" to jeden z odcinków 12 sezonu serialu kryminalnego z Herculesem Poirot w roli głównej, będącego ekranizacją powieści Agathy Christie. Odcinek ten obejrzałam pod namową jednego z FB znajomych, tuż po lekturze książki o tym samym tytule. Jest to klimatyczna opowieść o poszukiwaniu mordercy małej Joyce, utopionej we wiadrze z jabłkami, podczas halloweenowego przyjęcia. Do zabójstwa doszło prawdopodobnie dlatego, iż Joyce chwaliła się gościom, że była kiedyś świadkiem morderstwa. Ponieważ na przyjęciu było dość sporo osób, każdy z nich jest podejrzany. Fajny odcinek, aż zachęca do obejrzenia jeszcze innych ekranizacji Christie.

 Muzycznie: 

Jestem trochę monotematyczna, ale dalej inspiruje mnie Dawid Podsiadło. Jego kawałek nagrany z Taco Hemingwayem "W piątki leżę w wannie" jest naprawdę świetny! Choć daleko mi do bycia fanką Taco (to jednak nie moja estetyka rapu, wolę klasyczne brzmienia), to muszę przyznać, że ta kolaboracja wyszła fajnie.




Drugi kawałek to znowu Dawid Podsiadło, ale tym razem w wersji coverowej. "Lubię wracać tam gdzie byłem" Zbigniewa Wodeckiego w wykonaniu Dawida brzmi świetnie.




A jak Wam minął listopad?

Sardegna

"Wtajemniczeni. Czarna Wołga. Tajemnica z przeszłości" Dorota Suwalska


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


 Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 220
Moja ocena : 6/6

Całkiem niedawno pisałam o pierwszym tomie przygodowo - detektywistycznej serii, autorstwa pani Doroty Suwalskiej "Wtajemniczeni. Nie wszystko złoto, co złote". "Czarna Wołga" to drugi tom przygód czwórki rezolutnych dzieciaków, Michała, Łucji, Maksa i Majki, a ja będąc po lekturze obu części muszę z pełną świadomością stwierdzić, że druga jest zdecydowanie lepsza od pierwszej. W tym wypadku nie sprawdza się zasada, że tylko początek zapewnia efekt wow, a z każdym kolejną częścią jest słabiej. Tutaj zdecydowanie prym wiedzie kontynuacja, choć oba tomy można czytać zupełnie niezależnie, gdyż oprócz grupy głównych bohaterów, reszta historii jest już zupełnie odrębna.

Wydaje mi się, że Autorka planuję cztery części przygód "wtajemniczonych" dzieciaków, a każda z nich będzie poświęcona jednemu z bohaterów. Wtedy każdy z nich będzie miał swoje pięć minut, opowie historię ze swojej perspektywy, a czytelnik lepiej pozna jego osobowość, charakter, czy sytuację rodzinną. W części pierwszej narratorem był Michał, a zagadka dotyczyła poszukiwania skarbu na Warmii, natomiast część druga opowiedziana jest z punktu widzenia Łucji, i związana jest z rozwiązaniem tajemnicy zaginięcia pewnej dziewczynki w latach 70- tych XX wieku, kiedy to w kraju rządził komunizm, a Polska Rzeczpospolita Ludowa musiała zmierzyć się ze swoim wewnętrznym kryzysem.

Łucja, po rozwodzie rodziców, kolejny raz się przeprowadza. Tym razem, jej nowym miejscem zamieszkania ma być Warszawa i duże osiedle z wielkiej płyty, Rakowiec. Na szczęście dla dziewczyny, w stolicy mieszkają też jej przyjaciele, Michał, Majka i Maks, stąd też nowe miasto nie jest dla niej aż tak obce, jak poprzedni Szczecin. Łucja nie radzi sobie z rozstaniem rodziców. Pełno w niej sprzecznych emocji, złych myśli, szuka więc kogoś, kto pomoże jej przetrwać trudne chwile. Wsparcie otrzymuje od nowo poznanej przyjaciółki, nieco ekscentrycznej artystki, która na Rakowcu planuje zorganizować happening o roboczym tytule "Spacer po dzieciństwie". Łucja zaprzyjaźnia się z panią Anną, szukającą na osiedlu śladów swojej przeszłości, przy okazji dowiaduje się ciekawych rzeczy o okolicy, w której przyszło jej mieszkać, ale też o najnowszej historii Polski, związanej z okresem PRL-u.

Łucja wciąga w zainteresowanie latami 70 - tymi swoich przyjaciół, a kiedy porządkując piwnicę należącą do poprzedniego właściciela mieszkania, znajduje w niej pudełko pełne skarbów z przed 40 lat, jej zainteresowanie tematem tylko się wzmaga. Dzieciaki nakręceni nową przygodą, wpadają na trop zaginionej przed laty przyjaciółki pani Anny, Moniki. Łączą siły, mobilizują całą swoją wiedzę i umiejętności, a wszystko to, aby rozwiązać zagadkę i odkryć, co tak naprawdę stało się z nastolatką, która pewnego dnia zniknęła bez śladu z osiedla Rakowiec. Poszukiwania prowadzą ich do nieznanych dotąd, zakątków Warszawy, pozwalając na bliższe poznanie najnowszej historii naszego kraju.

W ten oto sposób, nie tylko bohaterowie uczą się czegoś nowego, ale i czytelnicy, podążając za przygodą dzieciaków, wiele się dowiadują. Można powiedzieć, że wraz z Łucją, Majką, Michałem i Maksem, wspólnie zwiedzaj współczesną, jak i tą sprzed 40 laty, Warszawę. Poznają ciekawostki i fakty, związane z miastem, o których nigdy wcześniej nie słyszeli. Fajnym akcentem w książce jest obecność licznych zdjęć, rycin, przypisów i wyjaśnień, tłumaczących co trudniejsze hasła czy zagadnienia. Dzięki temu lektura "Czarnej Wołgi" staje się momentami niemalże interaktywna, a czytanie okazuje się przygodą samą w sobie.

Seria "Wtajemniczeni" coraz bardziej mi się podoba. Są to takie książki przygodowe, które przypominają trochę młodzieżówki z lat 70 i 80, na których wychowało się moje pokolenie. Bardzo przyjemnie się je czyta, a jeśli chodzi o "Czarną Wołgę", śmiem twierdzić, że dorosłym historia ta może spodobać się nawet bardziej, niż dzieciom, gdyż stanowić będzie dla nich miły powrót do przeszłości i lat młodzieńczych.


Przeczytaj także:
Sardegna

"Zagadka zbuntowanego robota" Marta Guzowska


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments

 
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 144
Moja ocena : 6/6


"Zagadka zaginionego robota" to kolejny już, bo czwarty, tom przygód sprytnych dzieciaków, małych  detektywów z Tajemniczej 5. Piotrek, Anka i Jagoda, trójka bohaterów z serii książek pani Marty Guzowskiej ciągle jest w formie, gotowa do rozwiązywania zagadek w każdych okolicznościach przyrody.

Ten tom może niejako zaskoczyć wiernych czytelników serii, którzy czytali poprzednie perypetie dzieciaków, swoją tematyką, a to dlatego, że głównym wątkiem najnowszej historii będą roboty, technika, programowanie i inne naukowe cuda. Biorąc pod uwagę fabułę "Zagadki grobu wampira", "Zagadki królowej myszy" czy też "Zagadki zaginionej kamei" można odnieść wrażenie, że przygody bohaterów i rozwiązywana tajemnica miała zazwyczaj związek ze sztuką, architekturą, czy archeologią, czyli dziedzinami, z którymi wyraźnie kojarzy się pani Marta Guzowska. Trochę więc zaskoczył fakt, iż nowa część poświęcona jest zagadnieniem typowo technologicznym. Jednak, kiedy czytelnik bardziej się zastanowi, to taka zmiana ma sens! Autorka opisała po prostu to, co jest bliskie w danej chwili jej i jej dzieciom. A widocznie, wraz ze swoimi pociechami odwiedziła niedawno Centrum Nauki Kopernik, co stało się inspiracją do napisania nowej części serii. 

Piotrek, Ania i Jagoda, tym razem z tatą, udają się na wycieczkę do warszawskiego Centrum Nauki Kopernik. Mają ambitne plany i chcą odwiedzić, jak najwięcej stanowisk naukowych, jednak najbardziej zależy im na obejrzeniu "Cyberiady", czyli bajki w adaptacji Stanisława Lema, w wykonaniu specjalnie zaprogramowanych robotów. Teatr robotyczny to nie lada gratka, nie dziwi więc fakt, ze dzieciaki są podekscytowane przedstawieniem, choć z różnych powodów. Piotrka i Ankę najbardziej interesuje wiedza na temat programowania, natomiast Jagę ciekawią same roboty i ich "gra aktorska". 

Podczas przedstawienia dochodzi jednak do dziwnego zdarzenia, jeden z robotów znika, co wzbudza ogólne zamieszanie i podejrzenie zuchwałej kradzieży maszyny. Dzieciaki oczywiście nie byłyby sobą, gdyby nie podjęły próby rozwiązania zagadki znikającego robota, jednak ich działania będą mocno ograniczone przez niemożność dokładnego spenetrowania miejsca, w którym doszło do kradzieży, a także obecności pracowników Centrum, którzy, choć mocno zaniepokojeni zniknięciem maszyny, wyraźnie coś ukrywają.
Śledztwo prowadzone przez małych detektywów, przy okazji, wprowadza czytelników w świat programowania, przybliża twórczość Stanisława Lema, jednego z najwybitniejszych polskich futurologów, a także podpowiada, co ciekawego można obejrzeć i czego doświadczyć, odwiedzając Centrum Nauki Kopernik. Rozwiązanie zagadki wciąga, uczy logicznego myślenia, angażuje odbiorcę, a to jest niezmiernie istotne, jeśli chodzi o książki skierowane dla najmłodszych.

Jak to zwykle bywa w książkach dla dzieci autorstwa Marty Guzowskiej, jest przyjemnie i pożytecznie.  Moje dzieci, oczywiście, najbardziej emocjonowały się częścią interaktywną, czyli pytaniami skierowanymi do czytelnika, i natychmiast chciały, abym rezerwowała bilety do CNK, bo one koniecznie muszą tam pojechać i zobaczyć na żywo to, o czym pisała Autorka. Swoją drogą, muszę kiedyś taką wycieczkę zaplanować!

Przeczytaj także:




  Sardegna

Co będziemy czytać w grudniowej Trójce e-pik?


posted by Sardegna on

5 comments

Czy Wy to widzicie? Właśnie zbliżamy się do końca roku 2019! Przecież ledwo co zastanawiałam się, czy reaktywować Trójkę, czy znajdzie się ktoś, kto będzie chciał się ze mną w to bawić, a za chwilę mijać będzie rok, całe 12 miesięcy wspólnego czytania! Niesamowite!

Ja jednak nie o tym, bo na podsumowania roczne przyjdzie jeszcze czas. Teraz ważniejszy jest moment wyboru tego, co będziemy czytać w grudniu. W związku z tym, chciałabym zaproponować Wam coś innego. Poniżej znajdziecie wszystkie propozycje (z całego roku), które zostawialiście pod postami o wspólnym tytule "Co będziemy czytać ...". Wykreśliłam z nich powtarzające się opcje, te, które już wykorzystaliśmy, a także te, które wybrałam, nieco zmodyfikowałam i podsunęłam Wam wcześniej. Kategorii nazbierało się dokładnie 59:

1. Ptaszki, ptaki i ptaszydła
2. Powieść graficzna
3. Joanna Chmielewska - królowa polskiego kryminału
4. Książka Olgi Tokarczuk
5. Książka zaległa z poprzedniej Trójki
6. Książka poza strefą komfortu
8. Gorąca literatura z Hiszpanii i krajów latynoskich na polską jesień
9. Wydanie ilustrowane (nie komiks, nie książka dla dzieci) 
10. Tytuł kontynentalny (kontynent w tytule)


11.  Motyw sportu (tytuł,wątek, o sportowcu..)
12. Książka która poleca nieznajomy? (np ktoś kogoś nie znamy prowadzący bloga, podcast książkowy, rekomendacja z vloga etc)
 13. książka kobiety noblistki
14. Motyw kolejowy
15. Tytuł jesienny - jesień w tytule
16. Co w trawie piszczy czyli fauna i flora w literaturze  
17. kryminał z wysp (UK, Irlandia, Islandia, Nowa Zelandia, Cypr itp.) - autor lub akcja
18. Książka z półki męża/mamy/współlokatorki... Czyli coś czego zazwyczaj nie czytamy, a co lubi bliska nam osoba
19. Książka futurystyczna
20. Biografia
 
 
21. Dzień tygodnia w tytule
22. Książka której fabuła dzieje się w okresie międzywojennym
23. książka/autor, o której przeczytałaś w innej książce
24. literatura czeska
25. inne kraje oczami Polaków
26. Imię lub nazwisko w tytule (ale nie biografia ani autobiografia)
27. Książka z motywem matematyki  
28.  Kreatywna książka, w której samemu buduje się zakończenie
29. Baśń 
30. książka z motywem cesarstwa
 
 
31. koniec świata po polsku, czyli postapo w polskich realiach
32. całym zdaniem - czyli tytuł w formie zdania
33. drzewo w tytule (do wyboru słowo "drzewo" albo buk,dąb...)
34. książkowy powrót do dzieciństwa
35. Czas - ważny dla fabuły albo w tytule
36. Książka, która ma podtytuł
37. Kobieca biografia
38. Historia dziejąca się w realiach starożytności lub w uniwersum mitologii
39.  Non fiction o zbrodni
40.  Popularnonaukowa proza polska pisana przez panią 
 
 
41.  Ponad stuletnia książka
42.  Książka z kolorem w tytule
43. książka, której bohater jest reprezentantem konkretnego zawodu i jest to istotny wątek w fabule
44. S-f napisane przez kobietę
45. książka o filmie/ z motywem filmu
46. Fakty historyczne w każdej postaci
47. Reportaż dotyczący Azji 
48. Książka z gotowaniem w tle 
49. Biografia miasta lub miejsca 
50. Literatura rosyjska 
 
 
51. Japonia z przeszłości. 
52. Książka z imieniem w tytule.
53. książka z wątkiem Holokaustu
54. Książka z Europy Środkowej (od Polski po Bałkany)
55. polski debiutant z 2018 roku
56. Książka dla dzieci lub młodzieży, której nie skończyłam w latach szkolnych
57. świąteczny prezent
58. Książka otrzymana w prezencie w ciągu całego roku
59. Powieść z powstaniem styczniowym
 
I teraz: grudzień będzie należał do Was! Z powyższych 59 tytułów wybierzcie 10 i oddajcie na nie głosy w ankiecie (tutaj na blogu albo w grupie na Facebooku ). Z kategorii, które uzbierają najwięcej głosów wybierzemy trzy najbardziej popularne i to je będziemy czytać w nowym miesiącu. Zobaczymy co z tego wyjdzie i czy uda się wyłonić grudniową Trójkę! Zapraszam do zabawy!

Sardegna

ŚBK: "Bloger kontra klasyka"


posted by Sardegna on

11 comments

W poprzednim poście tematycznym dość obszernie pisałam o mojej relacji z lekturami szkolnymi, natomiast w dzisiejszej notce również chciałam trochę do tego tematu nawiązać, bowiem, jeśli mam mówić o klasyce, to w moim przypadku, będzie to klasyka przeczytana w czasach szkolnych. 

W moim przypadku było tak, iż jeśli padło hasło: "tę książkę będziemy przerabiać", czytałam ją bez dyskusji, co zaowocowało znajomością praktycznie wszystkich lektur ówcześnie obowiązujących. Po zakończeniu szkoły średniej przyszły inne zainteresowania, dodatkowe obowiązki, a ja skupiłam się bardziej na beletrystyce, niż czytanej przez ostatnie parę lat, klasyce. Dzisiaj wiadomo, jest, jak jest. Z przyczyn przeróżnych, sięganie po klasykę nie jest już takie proste, ani częste, jak kiedyś. Zawsze jest coś innego do przeczytania, jakieś zobowiązania recenzenckie gonią, a to wydanie nie te, mały druk, albo jakaś nowość wydawnicza mocno nęci. Nie, żebym się przed Wami tłumaczyła, jednak nie ma co ukrywać, aktualnie jestem z klasyką mocno na bakier.

Był jednak taki czas w moim życiu, a było to tuż przed  rozpoczęciem mej przygody z blogowaniem, że faktycznie udawało mi się czytać całkiem sporo książek, których nie ogarnęłam w liceum. Nieco później, kiedy założyłam bloga, nadal wyczytywałam zasoby własnej biblioteczki, przy okazji biorąc udział w wyzwaniach typu "Projekt Kraszewski", "Projekt Nobliści" czy "Marzec z Marią". I to właściwie dzięki tamtym akcjom poznałam kilka książek, za które pewnie w życiu bym się nie zabrała. ("Portret Doriana Graya", "Cudzoziemka", "Dziadek do orzechów", "Anna Karenina", "Hrabina Cosel" , "Mnich", autorstwa Matthew Gregory Lewisa, "Wielki Gatsby"). W poznawaniu nieznanej dotąd klasyki pomogło mi tez moje osobiste wyzwanie Trójka e-pik, a także portal Wolne lektury, z którego można do woli pobierać darmowe audiobooki ("Don Kichot z La Manchy", opowiadania Alana Edgara Poe'go).

Dzisiaj jakoś trudniej mi się zmobilizować do sięgnięcia po klasykę, i choć moje wyzwanie Trójkowe nadal hula, przy okazji analizuję różnego rodzaju listy, na przykład 100 książek, według BBC, które wypada przeczytać przed śmiercią, ciężko mi z półki zdjąć jakiś konkretny tytuł. Kiedyś stawiałam sobie konkretne założenia pod koniec roku kalendarzowego, że w następnym przeczytam coś z klasyki, lub skupię się na 10 tytułach, które koniecznie chcę poznać. Teraz już takich wyzwanie sobie nie robię, bo wiem, że trudno jest mi potem je wypełnić. A ja zdecydowanie wolę działać spontanicznie i potem pozytywnie się zaskoczyć, niż niemile rozczarować.



A jak wygląda u Was czytanie klasyki?

Sardegna

Najlepsze planszówki na mikołajki


posted by Sardegna on , , , ,

9 comments

Choć do mikołajek zostało jeszcze ponad dwa tygodnie, moim dzisiejszym wpisem chciałam zachęcić Was do rozejrzenia się za upominkami dla najbliższych, nieco wcześniej. Nie wiem, jak Wy świętujecie 6 grudnia, ale w mojej rodzinie, od kiedy dzieciaki są już na tyle duże, że Święty nie przychodzi do nich osobiście, nie skupiamy się już na indywidualnych prezentach dla każdego, i poza drobnymi słodyczami, stawiamy raczej na coś takiego, z czego będziemy mogli cieszyć się wszyscy. W przypadku moich najbliższych, sprawa jest prosta: nowa planszówka zawsze jest dobrym pomysłem!

W okolicach grudnia do naszej kolekcji gier planszowych i karcianych zawsze przybywają nowe tytuły. Nie inaczej będzie i w tym roku, a to wszystko dzięki współpracy z Wydawnictwem Egmont.




"Ubongo" 

Gra opierająca się na zasadach Tetris, czyli dopasowania klocków (w tym przypadku 12 kafelków o różnych kolorach i kształtach) do określonego miejsca na planszy. Każdy z zawodników otrzymuje swój kartonik z odrębnym wzorem, kolejno, pierwszy gracz rzuca kostką, wyrzucając jeden z elementów, który będą musieli wykorzystać zawodnicy w tej rundzie, zakrywając puste miejsca na swojej planszy. Gracze działają jednocześnie, wygrywa ten, kto zakryje swoje pola najszybciej, czyli przed upływającym w klepsydrze czasem. Gracze za zwycięstwo otrzymują losowo wybrany klejnot o różnym kolorze i wartości punktowej. Po 9 rundach podliczane są punkty za klejnoty i ogłaszany zwycięzca. 

Gra o prostych zasadach, pięknie wykonana, świetnie nadaje się dla dorosłych, jak i drużyn mieszanych.


"Duuuszki w kąpieli"

"Duuuszki w kąpieli" to nieco zmodyfikowana graficznie wersja gry "Duuuszki", która opiera się na dokładnie takich samych zasadach. Mamy tutaj 5 drewnianych przedmiotów w 5 kolorach (duszek, wanna, szczotka, ręcznik i żaba) a także stosik kart z przeróżnymi kombinacjami tych 5 elementów. Karty ustawia się na stole obok figurek odkrywając je po kolei (jak w Dooble). Gracze muszą szybko sięgnąć po odpowiednią figurkę, zgodnie z tym, co widzą na karcie. Jeżeli któryś z przedmiotów na karcie ma pasujący kolor, trzeba szybko zabrać go ze stołu. Druga opcja gry jest następująca: jeżeli na karcie nie ma żadnego pasującego przedmiotów we właściwym kolorze, ze stołu trzeba zgarnąć figurkę, która ma kolor nie występujący na obrazu. Choć na pierwszy rzut oka instrukcja wydaje się skomplikowana, gra ma banalne zasady. Tak naprawdę jednak podczas rozgrywki trzeba być mocno skupionym, bo za chwycenie złej figurki trzeba będzie oddać swoją, wcześniej zdobytą kartę. 


"Dopasowani" 

Gra towarzyska i raczej przeznaczona dla dorosłych, choć po selekcji niektórych kart nada się także do zagrania w drużynach mieszanych. Tutaj rozgrywka odbywa się parami, zawodnicy z jednej ekipy otrzymują pionka, a także bloczki karteczek w pasującym do niego kolorze. Zadaniem drużyn będzie wypisać w określonym czasie 5 odpowiedzi na zadane pytanie, odczytane z kart. W sytuacji, kiedy obie osoby z pary odpowiedzą tak samo, przyznawany jest im punkt. Pionki przesuwają się po planszy, a niebieski znacznik odlicza kolejne rundy, których z założenia może być aż 9. W instrukcji zaleca się grać po kolei, w taki sposób, iż najpierw jedna para odpowiada na swój zestaw pytań, a potem kolejna. W naszym przypadku (a grę przetestowaliśmy już grając na rodzinnej imprezie) doszło do pewnych modyfikacji. Wszystkie pary odpowiadały w tym samym czasie na jedno pytanie, kolejno odczytując swoje odpowiedzi. Fajnie się taka opcja sprawdza, a mnogość pytań zapewnia wielokrotnie urozmaiconą rozgrywkę. 


"Kot Stefan"

Choć wydawać się może, iż "Kot Stefan" to gra przeznaczona dla najmłodszych, to rozgrywka wcale nie jest taka prosta (z technicznego punktu widzenia, bo jeśli chodzi o zasady, są banalne). Gracze, wszyscy poza jednym (bo ten będzie kotem), umieszczają swoje myszki na kawałku sera. Gracz - kot rzuca kostką, kiedy wypada wizerunek myszy, nic się nie dzieje, kiedy jednak wypada obrazek kota, musi on złapać myszki do swojego kubka. Za każdą złapana myszkę, jej właściciel oddaje kotu swoją kartę. W momencie, kiedy kot nie schwyci żadnej myszki, przekazuje kubek i swoją funkcję kolejnemu graczowi. W razie pomyłki, czyli w momencie falstartu myszki i zejścia z sera przed czasem, albo położenia kubka kota, kiedy na kostce wypada mysz, gracz również oddaje kartę, z tym, że ta odkładana jest na bok. Wygrywa osoba, którą  zdobędzie najwięcej kart. 

"Kot Stefan" to prosta gra, która dostarcza nie lada emocji i jest super opcją na rozgrzewkę dla całej rodziny, przed zagraniem w coś poważniejszego. Gra przeznaczona jest dla maksimum 7 osób (6 myszek i 1 kot), a im więcej graczy, tym wypada ciekawiej. Na uwagę zasługują też świetnie wykonane, drewniane elementy.


Wydawnictwo Egmont przygotowało dla czytelników mojego bloga rabat w wysokości 40% od ceny wyjściowej, na wszystkie gry dostępne na stronie. Promocja obowiązuje od 12 listopada do 15 grudnia. Jeśli więc macie ochotę na którąś z wyżej opisanych gier, zapraszam do zakupów. Lepszej promki nie będzie, bowiem, jak do tej pory, najwyższy rabat na stronie wydawnictwa wynosiła 30%.

Aby tak się stało, należy w koszyku, w miejscu na KOD PROMOCYJNY wpisać ksiazkisardegny  Opcja jest dostępna tylko po zalogowaniu. 

AKTUALIZACJA: w związku z faktem, iż gry w promocyjnej cenie rozchodzą się, jak świeże bułeczki, promocja zachęcam składać zamówienia do 15 grudnia. Później mogą wystąpić braki w magazynach.


Tekst powstał przy współpracy z Wydawnictwem Egmont.



 Sardegna

"Antolka" Magdalena Kordel


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 331
Moja ocena : 5/6


Nie wiem co takiego mają w sobie powieści Magdy Kordel, ale czyta się je naprawdę znakomicie! Książki te są świetnym przykładem literatury kobiecej, nie opierającej się na typowej konwencji czytadła o banalnej fabule, o którym zapomina się natychmiast po przeczytaniu. Bez względu na to, czy jest to seria "Uroczysko", "Malownicze" czy pojedyncze, indywidualne powieści, które jednak mimo to, kręcą się wokół uniwersum dwóch powyższych, ich lektura dostarcza prawdziwej przyjemności. "Antolka" jest akurat historią zupełnie odrębną, chociaż pojawia się w niej wątek Bieszczad. Wprawdzie nazwa miasteczka nie jest podana, to można się domyślać, w jakie strony kieruje swoich bohaterów Magda Kordel. 

Antolka, a właściwie Antonina, właśnie zdała maturę i nie zamierza pójść na studia. Przez całe swoje życie podporządkowana matce, pracoholiczce, dla której była tylko kolejnym zadaniem do wykonania, postanawia w końcu zacząć żyć dla siebie. Dziewczyna nie ma zamiaru dłużej czekać na jakieś nieokreślone jutro, które nigdy nie nadchodzi. Koniec z obietnicami bez pokrycia, towarzystwem despotycznej matki, narzucającej swą wolę i wiecznie stojącej nad głową córki. Antolka postanawia zacząć w końcu realizować swoje marzenia i zacząć żyć pełną piersią, stąd też wyrusza w stronę Mazur, na pierwszą, samodzielną, wakacyjną podróż, która staje się dla niej niejako ucieczką z domu. 

Upojona wolnością i swobodą decydowania o sobie, praktycznie od razu wpada w tarapaty, na szczęście z opresji ratuje ją Janek, najbardziej niezwykły chłopak, z jakim Antolka miała w swoim życiu do czynienia. Dziewczyna kierując się zupełnie nieznaną jej dotąd spontanicznością, wyrusza z nowo poznanym towarzyszem na parodniowy rejs po mazurskich jeziorach. Nie wie jednak, że Janek nie znalazł się na Mazurach po to, by beztrosko wypoczywać, żeglować i upajać się wakacjami. Wyprawa ta ma za zadanie choć na chwilę odciąć go od problemów rodzinnych, które spędzają mu sen z powiek. 

Czas wspólnie spędzony przez Antolkę i Janka, wbrew pozorom nie będzie okresem miłosnych uniesień i wybuchów gwałtownych uczuć. Nie będzie to bowiem opowieść o dwóch zagubionych duszach, które odnajdują się w centrum malowniczych Mazur i zakochują w sobie o raz pierwszy w romantycznej scenerii żaglówek i wspaniałej natury. Ta historia, choć emocjonalna, niesie jednak ze sobą coś więcej. Choć to banalnie zabrzmi, bawi i wzrusza, bohaterowie w tej relacji odkryją coś ważnego dla siebie, czegoś się nauczą, a także znajdą energię i motywację do zmiany swojego dotychczasowego życia.

Antolka ma fajną osobowość, dość specyficzny sposób bycia, a niektóre jej powiedzonka wywołują uśmiech na twarzy. Natomiast przykre wspomnienia, bolesne doświadczenia z oschłą matką poruszają jakąś ukrytą strunę w sercu czytelnika, stąd też lektura dostarcza niemałych wzruszeń. Janek za to jest typem faceta, który również wzbudza same pozytywne uczucia. Jest opiekuńczy, troskliwy, odpowiedzialny, a rodzina jest dla niego najważniejsza. Dlatego o tej nietypowej relacji dwojga interesujących ludzi czyta się naprawdę świetnie.

Akcja powieści toczy się latem, łatwo więc wprowadzić się nią w wakacyjny klimat, albo przedłużyć sobie wspomnienia letniego odpoczynku. Dla osób, które znają Mazury lub choć raz żeglowały, wątek kilkudniowej wyprawy bohaterów będzie świetnym elementem fabuły. Jednak, co ważne, tak jak pisałam na początku, oprócz przyjemności "Antolka" dostarczy Wam jeszcze trochę refleksji i udowodni, że kobiece książki nie muszą być banalne i ckliwe.


  Sardegna

"Mietek i tajemnica starej willi" Marta H. Milewska


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Dreams
Liczba stron: 160
Moja ocena : 5/6


"Mietka i tajemnicę starej willi" znaleźliśmy w czeluściach naszej domowej biblioteczki. Fajnie się złożyło, że udało nam się przeczytać coś z zaległości, od dłuższego czasu czekającego na swą kolej.

Przygody czwórki nastoletnich przyjaciół, którzy wspólnie trenują piłkę nożną, są akurat drugim tomem serii, jednak spokojnie można czytać go niezależnie, bowiem główny, detektywistyczny wątek opowieści jest odrębny. Na pierwszy rzut oka, fabuła "Mietka..." może kojarzyć się z hiszpańską serią dla dzieci o wspólnym tytule "Najfutbolniejsi", bowiem i tutaj mamy grupę przyjaciół trenujących w szkolnym klubie, której przyjdzie zmierzyć się z rozwiązaniem zagadki detektywistycznej. Wszystko jednak dzieje się w naszych polskich realiach i to jest bardzo fajne, okazuje się bowiem, że detektywistyczno - przygodowa książka dla dzieci nie musi rozgrywać się za granicą, bo i na naszym polskim gruncie można zbudować ciekawą i wciągającą opowieść. Przyjemnie bowiem czyta się o przygodach całkiem zwyczajnych, naszych rodzimych dzieciaków, które mają ciekawe pomysły, są sprytne i fantastycznie poradzą sobie z rozwiązaniem skomplikowanej zagadki.

Mietek i jego grupa przyjaciół, o ksywkach podobnych do gwiazd światowego futbolu, z niecierpliwością wyczekują wakacji, wtedy bowiem ma mieć miejsce wymarzony i planowany od miesięcy wyjazd na sportowy obóz treningowy do Białych Błot. Jednak wyjazd od początku niesie za sobą pewne problemy. Po dotarciu na miejsce, okazuje się, że ośrodek wypoczynkowy, w którym mają zarezerwowaną miejscówkę, ma problemy z sanepidem, a w związku z tym reszta obozu zrezygnowała z przyjazdu. Dzieciaki i ich trener, Kazimierz Nizinny, który kiedyś trenował reprezentację Polski, postanawiają jednak mimo wszystko nie rezygnować z wakacji, znajdują więc sobie inną bazę noclegową, w starej willi "U Wdowca". W tym podupadłym i nieco mrocznym domostwie, z którego okien widać ruiny starego sanatorium, stojącego na wzgórzu, przyjdzie im rozpocząć wymarzony urlop. Do tego, właściciel willi jest mrukliwym dziwakiem, a dom pełen jest starych i trochę przerażających portretów. 

Los jednak dzieciakom sprzyja, w willi znajdują nocleg dziewczyny z obozu tanecznego, więc towarzystwa nie brakuje, kucharka gospodarza, pani Róża, świetnie gotuje, a trener nie pozwala piłkarzom się nudzić. Do tego dochodzi babunia Mietka, która jedzie na obóz, jako opieka, osoba nietuzinkowa, pełna poczucia humoru, rzucająca co chwila, świetnymi powiedzonkami.

Dzieciaki, oprócz zajęć sportowych i czasu wspólnie spędzonego z dziewczynami, natrafiają na wiele ciekawostek dotyczących Białych Błot. Poznają legendę związaną ze starym sanatorium, w którym ponoć straszy, do tego obserwują dziwne wydarzenia, dziejące się w ich otoczeniu i w pobliżu willi "U Wdowca". Nocą, pod domem pojawia się tajemniczy samochód, w piwnicy słychać głosy, a po miasteczku krąży informacje o dziwnych kradzieżach. Piłkarze angażują się w rozwiązanie owych tajemnic, przy okazji natrafiając na ślad afery, której podłożem były wydarzenia sprzed kilkudziesięciu lat, rozgrywające się w starym sanatorium.

"Mietek i tajemnica starej willi" to sympatyczna książka przygodowo detektywistyczna dla dzieci. Fajnie czyta się ją na głos, angażuje bowiem czytelnika do rozmyślania nad zagadką i skłania do podjęcia próby samodzielnego jej rozwiązania. Świetnie nadaje się dla dzieci, które pasjonują się piłką nożną, sporo bowiem w niej wątków piłkarskich, więc miłośnik tego sportu znajdzie w niej coś dla siebie. Trudno namówić młodego sportowca, dla którego liczy się tylko piłka nożna do czytania książek (w każdym razie ja tak mam z Młodym), więc każda historia, która w jakiś sposób go zaciekawi, jest na wagę złota. 

Nie da się uniknąć porównań przygód Mietka i jego kolegów do serii "Najfutbolniejszych", stąd też patrząc obiektywnie na obie historie muszę stwierdzić, iż hiszpańska opcja jest jednak bardziej rozbudowana i mocniej trzyma w napięciu. Nasza polska wersja jest bardziej uproszczona, choć zagadce detektywistycznej nie można niczego zarzucić. Lektura powyższej książki powinna sprawić Waszym dzieciom wiele frajdy, a my na pewno rozejrzymy się za pierwszym tomem!

Przygody Mietka i jego kolegów zaliczam do wyzwania Z półki 2019 i będzie to moja 31 książka opisana, a 38 przeczytana, w ramach tegorocznego wyzwania. 

Sardegna

"Relikwiarz" Douglas Preston, Lincoln Child


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: G+J
Liczba stron: 605
Moja ocena : 5/6

Książki pisarskiego duetu Douglasa Prestona i Lincolna Childa charakteryzują się, tym, że są mocno nieprzewidywalne. Można w nich znaleźć praktycznie wszystko: od zbrodni począwszy, poprzez kosmitów, mutacje, relikty, na siłach nadprzyrodzonych skończywszy. Czasami rozmawiając ze znajomymi o ostatnio przeczytanych książkach, wspominam o Prestonie i Childzie nazywając autorów "szaleńcami", ale co ciekawe, w tym ich szaleństwie jest metoda! W swoich powieściach poruszają przeróżne wątki i piszą o różnych rzeczach, co może stwarzać wrażenie chaosu, z którego nic nie wynika, w rzeczywistości jednak, jest to taki chaos mocno kontrolowany. Poszczególne wątki sprytnie się ze sobą zazębiają, podobnie, jak powiązania między bohaterami, a całość czyta się rewelacyjnie!

Książki tego duetu, podobnie, jak te, napisane przez samego Prestona są dość grube i zdecydowanie nie dla czytelników o słabych nerwach. Akcja rozwija się dość szybko, praktycznie już od pierwszy stron człowiek jest zaaferowany historią i nie zraża go objętość książki, czy jak to było w moim przypadku, wersja kieszonkowa. To jest naprawdę godne podziwu, jak autorzy zgrabnie łączą w całość taki nadmiar informacji, bohaterów i wydarzeń. 

Będąc już po lekturze trzech powieści ("Biały ogień""Konfrontacja", "Projekt Kraken") mogę ocenić, jak na ich tle wypada "Relikwiarz". Otóż, jest dobrze, ale nie na tyle, żebym ustawiła go na pierwszym miejscu w moim prywatnym, Prestonowym rankingu, a wszystko to za sprawą tego, iż "Relikwiarz" jest niejako kontynuacją "Reliktu" - książki, którą mam na swojej półce, ale zupełnie nie byłam świadoma, że ma ona dalszy ciąg. Oczywiście fabuła powyższej historii jest niezależna, więc spokojnie można się rozeznać co i jak, do tego, autorzy sprytnie je tłumaczą, w taki sposób, aby czytelnik, który pierwszy raz ma do czynienia z ich twórczością nie czuł się niewtajemniczony, jednak mnie to trochę przeszkadzało, przez to też oceniłam książkę na 5/6, a nie jak zwykle na 6/6. 

W tej historii pierwsze skrzypce ponownie gra agent Pedergast, który jest bardzo charakterystyczną i charyzmatyczną postacią. Jest takim Jackiem Reacher'em i Jamesem Bondem w jednym, który tym razem będzie musiał się zmierzyć z tajemnicą ukrytą w podziemiach Nowego Yorku. 

W zbiorniku miejskim, gromadzącym najgorsze ścieki i odpady, policja znajduje szkielety dwóch osób. Kości noszą znamiona jakiś dziwnych praktyk, do tego oba szkielety nie mają głów, i wygląda na to, że coś lub ktoś zostawił na nich ślady swych zębów. Sprawą początkowo zajmuje się porucznik D'Agosta przy wsparciu charyzmatycznej policjantki Hayward, jednak pewne ślady wskazują na to, iż potrzebna będzie pomoc antropologów. I tutaj ze wsparciem przybywa Margo Green, kustosz Muzeum Historii Naturalnej, która niedawno przeżyła niesamowite i przerażające wydarzenia, związane z bestią, ukrywającą się w podziemiach muzeum. Ślady na kościach wskazują, że miasto przeżywa właśnie powtórkę z rozrywki, jednak według wszelkich racjonalnych przesłanek jest niemożliwym, aby bestia wróciła z zaświatów.

Tą dziwną teorię zdają się potwierdzać masowe zaginięcia bezdomnych, którzy tłumnie zamieszkują kanały pod miastem. Ich nieformalny przywódca Mefisto, który wraz z grupą swoich podopiecznych tworzy swoistą podziemną społeczność, rządzącą się swoimi prawami i zasadami, staje się wyraźnie zaniepokojony znikaniem swoich ludzi, skłonny jest nawet współpracować ze światem zewnętrznym, aby rozwiązać ten problem. Sprawa jednak jest bardziej skomplikowana, bowiem trudno zbadać miejsce zbrodni, kiedy ludzie z podziemi bronią swojego terytorium nie pozwalając nikomu z zewnątrz go spenetrować, a sam podejrzany wydaje się być postacią niemalże mityczną, nawiązującą w pewien sposób do potwora z podziemi muzeum. 

To wszystko jest jednak tylko czubkiem góry lodowej. Duet Preston i Child przygotowali dla swoich czytelników coś znacznie bardziej złożonego. Stąd też w dalszej części fabuły pojawi się jeszcze wiele wątków: śmiertelnie niebezpieczny narkotyk, tajemnicze rośliny, skażenie biologiczne, zagadkowe Tunele Astora, nurkowanie w kanałach miasta, chata zbudowana z ludzkich czaszek, penetrowanie podziemnych stref Manhattanu, zamieszkałych przez całe grupy społeczne, czy ostatecznie - grupa "pomarszczonych", ulokowanych nigdzie indziej, tylko w samym Poddaszu Piekła. 


Większość akcji "Relikwiarza" rozgrywa się pod ziemią, jest więc duszno, ciemno  przytłaczająco, ohydnie i strasznie. Już sam początek książki może nam zasugerować, jaka atmosfera będzie towarzyszyć lekturze, kiedy to nurkowie policyjni zanurzają się w Kloace, czyli bezodpływowym zbiorniku nieczystości, pełnym odpadów najgorszego rodzaju. Im dalej w lekturę, tym wszystko jest bardziej obrzydliwe i coraz bardziej dziwne, jednak to w powieściach Prestona nie powinno nikogo już dziwić. 

Podsumowując, powyższy tytuł wypadł trochę słabiej na tle innych książek autorów, które czytałam, głównie za sprawą powiązania jej z nieznanym mi "Reliktem", ale też tym, że znalazłam w nim kilka mocno przegadanych fragmentów. Takiej tendencji nie zauważyłam ani w "Białym ogniu""Konfrontacji", ani w "Projekcie Kraken". Mam nadzieję, że to tylko chwilowy spadek mocy i kolejne książki szalonego duetu, które mam na półce, znowu nie dadzą mi ani na chwilę odetchnąć.

Sardegna