Archive for marca 2021

Blogowe podsumowanie miesiąca - marzec 2021


posted by Sardegna on

6 comments

Marzec, choć długi, zleciał mi błyskawicznie, głównie za sprawą wielu obowiązków, które musiałam ogarnąć. nie oszczędzał nas także zdrowotnie, w mijającym miesiącu odwiedziłam wielu specjalistów, przeprowadziłam wiele teleporad i konsultacji. Życzyłabym sobie w kwietniu więcej spokoju w tej kwestii. Jestem tym bowiem nieziemsko zmęczona.
 
Lista lektur:
                                                                

1. "Noc na blokowisku" Marta Matyszczak - 6
2. "Długie cienie" Kasia Magiera - 4
4. "Penny Pepper. Alarm w wesołym miasteczku" Ulrike Rylance, Lisa Hänsch- 5
5. "Dobrowolski i skarb z Meroe" Artur Pacuła - 5
6. "Serca twego chłód" Przemek Corso - 6
7. "Prawiek  i inne czasy" Olga Tokarczuk - 6
8. "Tajemnica Wielkiej Stopy" Dashe Roberts - 4
9. "Potwór z jeziora Black Hole" Dashe Roberts - 4
10. "Skradzione życie" Magdalena Wala - 6
11. "Kroniki Archeo. Klątwa Złotego Smoka" Agnieszka Stelmaszyk - 5
 
 
Imprezy kulturalne:
 
Uwaga! Nadeszła wiekopomna chwila! W marcu udało mi się wziąć udział w dwóch wydarzeniach kulturalnych! Z czego jedno z nich odbyło się stacjonarnie! Nawet sobie nie wyobrażacie, jak długo czekałam na taki moment. 13 marca w katowickim Spodku odbył się "Festiwal roślin", na którym można było zaopatrzyć się w interesujące nas gatunki roślin doniczkowych po okazyjnych cenach. Trochę się naczekałam, stojąc w kolejce do Spodka, bowiem wiele osób również zechciało wziąć udział w tym wydarzeniu. Zainteresowanie przerosło chyba nawet samych organizatorów, jednak wszystko odbyło się bardzo sprawnie i bez większego zamieszania.

 
Drugie wydarzenie odbyło się wprawdzie online, ale sprawiło mi niesamowitą frajdę. 17 marca miało miejsce spotkanie dyskusyjne na temat książki Olgi Tokarczuk "Prawiek i inne czasy". W kameralnym gronie, ze świetnym prowadzącym, mogliśmy porozmawiać o naszych wrażeniach z lektury, plusach i minusach powieści. W najbliższym czasie na blogu pojawi się wpis zapraszający również czytelników do dyskusji na temat książki. Także bądźcie czujni!
 
 Nowości:
 
  
"Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej" Małgorzata Węglarz 
"W nibysłowach" Ewa Szumilewicz
"Pilny na tropie. Skarb Getta", "Gwiazda Północy", "Tajemnica Canelatta" Adam Michejda
 
 Serialowo:
 
W lutym obejrzałam aż trzy seriale, z czego dwa produkcji polskiej. Wprawdzie nie były one jakieś rozbudowane, ale oglądało mi się je całkiem przyjemnie.

 [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]

1. "Capitani" - w marcu obejrzałam krótki serial kryminalno obyczajowy produkcji luksemburskiej. W małym miasteczku, w którym wszyscy mieszkańcy znają się od zawsze, pewnej nocy znikają piętnastoletnie bliźniaczki Tanja i Jenny. Jedna z nich zostaje odnaleziona martwa w lesie, druga znika bez śladu. Co wspólnego z morderstwem nastolatki ma tajemniczy szlak jednorożca? Tytułowy komisarz Capitani prowadzi śledztwo w tej sprawie, przy okazji odsłaniając ściśle strzeżone tajemnice miasteczka.

2. "Paradoks" - polski serial kryminalny z rodzaju takich jakie lubię najbardziej. Każdy odcinek to inna sprawa kryminalna, natomiast wątek obyczajowy inspektora Marka Kaszowskiego (Bogusław Linda) i nowej funkcjonariuszki na komendzie, Joanny Majewskiej, jest ciągły. Kaszowski to stary wyjadacz, inspektor, którego rozwiązane sprawy budzą jednak wątpliwości zwierzchników. Wysyłają więc oni do komendy swoją wysłanniczkę, aby na miejscu przeanalizowała zachowanie kolegi po fachu

3. "Instynkt" - kolejny polski serial kryminalny, który podobał mi się o wiele bardziej, niż "Instynkt". Do warszawskiej komendy trafia podinspektor Anna Oster (Danuta Stenka). Kobieta ma niesamowitą intuicję do rozwiązywania spraw kryminalnych i wyszukuje ślady tam, gdzie inni ich nie widzą. Ma też swoją tajemnicę. Nikt ze współpracowników nie wie, z czyjego polecenia trafiła do komendy, gdzie wcześniej pracowała, a co gorsza jej akt osobowych nie ma w żadnej bazie. Tradycyjnie, każdy odcinek to osobna sprawa kryminalna, ale wątek Anny Oster spaja całość.
 
Filmowo:
 
W marcu obejrzałam 18 filmów, co daje mi ostatecznie (styczeń 28 + luty 3 + marzec 18 = 49 ) 

 [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]
 
1. "The Loosers.  Drużyna potępionych" reż. Peter Berg / James Vanderbilt - świetny film sensacyjny. Super obsada, trzymająca do ostatniego momentu fabuła, czary humor, muzyka, kadry. Takiego czegoś potrzebowałam, żeby po dość słabym filmowo lutym, wrócić z ochotą do oglądania Netflixa. Grupa żołnierzy zostaje uznana za martwych po samobójczej misji w Boliwii. Żeby wrócić do "żywych" muszą stawić czoła grupie planującej sprzedać broń biologiczną oraz znaleźć tajemniczego Maxa, który wszystkim steruje. 
 
2. "Seven" reż. David Fincher - thriller, który ma już swoje lata, a ja widziałam go co najmniej trzy razy, jednak za każdym razem emocjonuje się tak samo. Seryjny morderca zabija zgodnie ze schematem siedmiu grzechów głównych. Jego ofiary potwornie okaleczone upozorowane są w sposób sugerujący, że popełniały jeden z grzechów. Sprawą zajmuje się porucznik tuż przed emeryturą, William Somerset (Morgan Freeman) oraz nowicjusz w wydziale zabójstw, Milles (Brad Pitt). 
 
3. "Na celowniku" reż. Alain Darborg - thriller dość oszczędny w wyrazie, ale trzymający w napięciu. Młode małżeństwo, które przechodzi kryzys, wyrusza na wycieczkę na narty. Jednak odpoczynek i obserwowanie zorzy polarnej przeradza się w walkę o życie, kiedy para staje się celem w makabrycznej grze niezidentyfikowanych myśliwych.

4. "Sentinelle" reż. Julien Leclercq - połączenie dramatu z sensacją. Francuska żołnierka Klara, która wraca do domu po misji, borykając się ze stresem pourazowym, próbuje na nowo poukładać sobie życie. Spędza dużo czasu ze swoją rodziną, szukając równowagi, więc kiedy siostra Tania namawia ją na imprezę, zgadza się bez wahania. W trakcie imprezy  Tania jednak znika i zostaje znaleziona kolejnego dnia pobita i zgwałcona. Klara zrobi wszystko, żeby odnaleźć winnych krzywdy siostry. A ponieważ dysponuje wieloma żołnierskimi umiejętnościami, trudno będzie przed nią umknąć. 

5. "Cieśnina Block Island" reż. Kevin McManus, Matthew McManus - leniwie toczący się thriller, który zapowiadał się naprawdę nieźle, w rezultacie jednak okazał się mocno przekombinowany, jak dla mnie. W małym nadmorskim miasteczku leżącym na wyspie dzieją się dziwne rzeczy. Na brzeg wyrzucane są martwe ryby, w okolicy znajdowane są także martwe ptaki i większe zwierzęta. Ludzie również zaczynają zachowywać się w dziwny sposób, popadają w jakiś stan hipnozy i odrętwienia. Kiedy bez śladu znika miejscowy rybak, a później jego okaleczone ciało odnajduje się na plaży, jego syn i córka postanawiają odkryć, co tak naprawdę mu się stało. 

6. "Jako w piekle, tak i na ziemi" reż. John Erick Dowdle - rzadko który horror na mnie działa, ale ten naprawdę robi wrażenie. Młoda archeolożka wraz ze swoimi dwoma przyjaciółmi, zbiera ekipę grotołazów, którzy świetnie orientują się w paryskich katakumbach, i pod ich przewodnictwem wyrusza na poszukiwanie kamienia filozoficznego, ukrytego w tunelach pod miastem. Poszukiwacze zagłębiają się coraz bardziej wgłąb ziemi, aż docierają do miejsca, z którego nie ma powrotu.
 
7. "Topielisko. Klątwa La Llorony" reż. Michael Chaves  - kolejny horror, który nie jest może super ambitny, ale ma parę scen, po których ciarki przebiegają po plecach. Pracownica opieki społecznej, podczas jednej z interwencji odbiera szalonej kobiecie dwójkę synów. Parę dni później dzieci giną w tajemniczych okolicznościach, a ich matka próbuje wyjaśnić, że to tajemnicza La Llorona, zjawa z przeszłości jest odpowiedzialna za ich śmierć.

8. "Pan Tadeusz" reż. Andrzej Wajda - ekranizację polskiej epopei widziałam już kilkakrotnie, jednak przed egzaminem ósmoklasisty zawsze warto do niej wrócić. 

9. "Smętarz zwierzaków" reż. Kevin Kolsch, Dennis Widmyer - nowa, bo z 2019, ekranizacja powieści Kinga. Od lat mam książkę w swej biblioteczce, ale jakoś nie udało mi się jej przeczytać, więc stanęło na filmie. Emocjonujący, niektóre sceny brutalne, trzyma w napięciu, kto jeszcze nie widział, polecam. Rodzina z dwójką dzieci przenosi się na wieś nieświadoma jeszcze niebezpieczeństwa, które ich czeka. na działce za domem znajduje się smętarz dla zwierząt, który ma magiczną moc, przywracając do życia zmarłych. Powracający zza grobu nie są jednak już tymi samymi istotami...
 
 [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]
 
10. "The Invitation" reż. Karyn Kusama - thriller psychologiczny, który niestety bardziej mnie znudził, niż mą wstrząsnął. Grupa znajomych spotyka się na kolacji, żeby odnowić nadwątlone relacje. Zaproszenie na to spotkanie otrzymał również były mąż gospodyni, Will, który choć niechętnie, pojawia się na nim wraz ze swoją dziewczyną. Od początku źle się czuje na przyjęciu, wyraźnie odczuwa panujące napięcie, pomiędzy nim, a jego dawnymi znajomymi. Do tego dom, w którym przed laty umarł jego mały synek, przyprawia go o dręczące wspomnienia. Podczas kolacji dziwnie zachowuje się również dwójka nowych gości, znajomych eksżony Willa. A kiedy podczas rozmowy następuje coś na kształt indoktrynacji zaproszonych, Will zaczyna podejrzewać spisek. Ciekawa koncepcja, ale jak dla mnie, za długo się rozkręca. Parę ostatnich emocjonujących minut nie zrekompensuje nudnego początku i rozwinięcia.
 
11. "Sala samobójców. Hejter" reż. Jan Komasa  - polski thriller, film, który zrobił na mnie bardzo wielkie wrażenie, głównie za sprawą mocnego przekazu, że w internecie można zrobić wszystko, podszyć się pod każdego, zrujnować komuś życie, a także komuś je podarować. Chłopak z małej mieściny, Tomek Gajda, trafia do Warszawy pod opiekę bogatego i cenionego w środowisku małżeństwa Krasuckich, przyjaciół rodziców z dawnych laat. Zauroczony ich córką Gabriellą, stara się wpasować w ich styl bycia, niestety nie jest traktowany przez nich na równi. Do tego ukrywa przed swoimi dobroczyńcami fakt, iż został wydalony ze studiów. Tomek stara się znaleźć pracę, która zapewni mu utrzymanie się w stolicy, i tak trafia do agencji PR, zajmującej się marketingiem szeptanym, ale w mocno nieetyczny sposób.
 
12. "Dzień na tak" reż. Miguel Artela - bardzo sympatyczny film familijny, powiedziałabym, że prawie biograficzny, jeśli chodzi o mnie i moją rodzinę. Rodzice trójki dzieci dają się namówić na "dzień na tak", czyli szaloną sobotę, podczas której zgodzą się na wszystkie propozycje spędzania wolnego czasu zaproponowane przez ich pociechy. Choć niektóre pomysły same proszą się o zakaz, rodzice dzielnie kontynuują wyzwanie. W pewnym momencie zabawa wymyka się jednak z pod kontroli.

13. "Król Artur: Legenda miecza" reż. Guy Ritchie - znana historia, ale przedstawiona w zupełnie nowym stylu. Młody Artur, który wychowywał się nieznając swojego prawdziwego nazwiska i pochodzenia, zdobywa Excalibur i postanawia walczyć z wujem, który z pomocą sił nieczystych zamordował króla i objął władzę w państwie. Świetna muzyka, cudowne kadry. Bardzo spektakularna produkcja.

14. "Ma" reż. Tate Taylor - thriller o ciekawej fabule, która dla mnie jednak, zdecydowanie zbyt wolno się rozkręca. Grupa nastolatków baluje w piwnicy kobiety, która kiedyś zgodziła się kupić im alkohol. Mary Sue nazywana przez nich Mamuśką, wydaje się być idealną kompanką, a jednocześnie opoką wśród dorosłych, którzy wiecznie się czepiają i mają jakieś wymagania. Mamuśka nie ma jednak czystych intencji, bowiem jej zachowanie to tylko preludium zemsty, jaką szykuje na niesfornych nastolatkach.

15. "Zabójcze złudzenia" reż. Anna Elizabeth James - poczytna pisarka, która zaczyna właśnie prace nad nowa powieścią, wynajmuje opiekunkę dla swoich dzieci. Młoda i inteligentna Grace wydaje się być idealną nianią, jednak jej obecność w domu sprawia, że Mary zaczyna gubić się w tym, co jest wytworem jej pisarskiej wyobraźni, a tym, co prawdziwe. Trochę tendencyjna fabuła, bo zła opiekunka już była w niejednym filmie, ale obejrzeć można.

16. "Lepiej późno, niż później" reż. Nancy Meyers - komedia romantyczna z Jackiem Nicholsonem i Diane Keaton, którą już kiedyś widziałam, ale postanowiłam sobie odświeżyć. Harry, podstarzały kobieciarz, słynie z tego, że spotyka się tylko z młodymi kobietami. Pewnego dnia poznaje Erikę, matkę jednej z nich i wbrew sobie, po raz pierwszy w życiu się zakochuje. Żadne z nich nie chce jednak przyznać się do rodzącego się uczucia. 

17. "The Lodgers. Przeklęci" reż. Brian O'Malley - horror, który zapowiada się naprawdę nieźle i klimatycznie, niestety toczy się tak leniwie i niejasno, że choć ma parę momentów, ostatecznie niespecjalnie mi się podobał. Osiemnastoletnie bliźnięta Edward i Rachel po śmierci rodziców sami zamieszkują wielką, zaniedbaną posiadłość. I choć chcieliby opuścić jej mury, klątwa sprzed wieków trzyma ich w miejscu, nie pozwala też zapraszać do domu obcych. Kiedy Rachel poznaje chłopaka, w którym zakochuje się bez pamięci, jej pragnienie opuszczenia domostwa wzmaga na sile, jednak duchy przeszłości za nic na to jej nie pozwolą.

18. "Uciszyć zło" reż. Olaf de Fleur Johannesson - rodzeństwo Angela i Elliot podając się za specjalistów od rozwiązywania paranormalnych spraw, wyłudzają kasę od ludzi, którzy szukają pomocy w oczyszczeniu domu z sił mistycznych. Pewnego dnia trafiają jednak na jak najbardziej realne zagrożenie. Film taki sobie, niby ciekawy pomysł na fabułę, ale całość jakaś taka niemrawa.

Muzycznie:

Marzec to przede wszystkim nowa płyta Kwiatu Jabłoni. Najbardziej podoba mi się piosenka "Mogło być nic". Piękny tekst, idealny teledysk. Cudo!
 

Drugi kawałek to powrót do przeszłości z "Ironic" Alanis Morissette:


A jak Wam minął marzec?

Sardegna

Zaproszenie do dyskusji - "Prawiek i inne czasy" Olga Tokarczuk


posted by Sardegna on , , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo : Ruta
Liczba stron : 261
Moja ocena : 6/6
 
"Prawiek i inne czasy" Olgi Tokarczuk to w jedna z moich najukochańszych książek, pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że stoi na równi z moim numer jeden, czyli "Mistrzem i Małgorzatą" Bułhakowa. Pierwszy raz czytałam ją ponad jedenaście lat temu, zresztą jeden z pierwszych tekstów, jaki pojawił się na tym blogu dotyczył właśnie Prawieku. Egzemplarz, który posiadam jest w wyjątkowym wydaniu, twardej, czarnej oprawie, z Wydawnictwa Ruta, z cudownym ex librisem książkowego bohatera, Feliksa Popielskiego. Nawet teraz, kiedy piszę te słowa jestem zauroczona faktem, że mam ja na własność!
 
Czytając Prawiek przed laty, już wtedy byłam zachwycona tą opowieścią balansującą na pograniczu realizmu magicznego. Historia Olgi Tokarczuk bardzo kojarzyła mi się ze "Stuleciem samotności" Marqueza (swoją drogą ten tytuł również muszę sobie przypomnieć), jednak dopiero po przeczytaniu jej ponownie odkryłam, jak wielkie znaczenie ma dla mnie, i jak jest mi bliska. 
 
Co skłoniło mnie to ponownego przeczytania Prawieku? Otóż pomysł, aby reaktywować klub dyskusyjny, na którym można porozmawiać na temat danej książki i powymieniać się wrażeniami z lektury. Ponieważ na spotkanie na żywo nie mam co liczyć, wraz ze znajomymi postanowiliśmy zrobić to online, a powyższa książka była punktem wyjścia do naszej dyskusji. I powiem Wam, spotkanie było bardzo udane, a ja kolejny już raz uświadomiłam sobie, że bardzo brakowało mi takiej formy rozmowy o książkach. Przed pandemią zawsze chętnie brałam udział w spotkaniach na żywo, na blogu również starałam się takie dyskusje promować, a ponieważ spotykały się z zainteresowaniem, udało mi się całkiem fajnie pogadać o "Złodziejce książek" Zusaka, "Obwodzie głowy" Włodzimierza Nowaka, "Władcy much" Goldinga oraz "Lodowym pałacu" Vesaasa.
 
A teraz przyszedł czas na "Prawiek". Stwierdziłam, że dla osób, które książki jeszcze nie znają, będzie to świetna okazja, aby ja w końcu przeczytać, natomiast dla mnie będzie to cudowny powrót i możliwość przypomnienia sobie, za co ją tak uwielbiam.
 
Prawiek to mała wieś pod Kielcami, będąca centrum wszystkiego i jednocześnie niczego. To tutaj wszystko się zaczyna, ale też kończy. Niełatwo żyje się w Prawieku, ale tym bardziej nie da się żyć poza nim. Miejsce to, wyjątkowe pod wieloma względami jest jednym z najważniejszych elementów powieści, to tutaj mieszkańcy Prawieku budują swoją historię rodzinną, kochają, rodzą, żyją i umierają. Historia rodziny Niebieskich, Genowefy, jej męża Michała, córki Misi i syna Izydora zaczyna się przed wojną. Możemy śledzić ich losy w czasie zawieruchy wojennej, a także w okresie budowania powojennej rzeczywistości na nowo. Rodzina Niebieskich w pewnym momencie łączy się z rodem Boskich, za sprawą małżeństwa Misi i Pawła. Boskim rodzą się dzieci, te dzieci dorastają, ktoś umiera, ktoś opuszcza Prawiek, ot, zwyczajne życie.  
 
Wielowątkowa saga rodzinna to jednak tylko część fabuły. Drugim, jakże ważnym elementem tej historii jest czas. Czas Prawieku, Kłoski, Złego Człowieka, Boga, Genowefy, Dziedzica Popielskiego, Michała, Izydora, Misi czy Ruty. Powiedziałabym, że CZAS jest głównym bohaterem tej powieści. Reszta postaci jest zmienną, a czas - wbrew logice - stałą.

W powieści tej splatają się ze sobą dwa światy: jeden ten rzeczywisty - w którym żyją i umierają mieszkańcy Prawieku, i ten drugi nierealny, fantastyczny - w którym obraca się głównie Kłoska -  najbardziej tajemnicza kobieta w tej opowieści. Są chwile i miejsca w Prawieku, kiedy te światy są ze sobą złączone jak puzzle. Przemijanie i trwanie stoją tu obok siebie, a Prawiek i jego mieszkańcy, choć zmieniają się na przestrzeni lat, tak naprawdę w ogóle się nie zmieniają.
 
"Prawiek i inne czasy" nacechowany jest rozważaniami filozoficznymi i religijnymi, które podczas pobieżnego czytania mogą się wydawać nużące. W tej książce nie ma jednak przypadków! Wszystko ma swój cel. Tak, jak bohaterowie często nieświadomie rozmawiają o sensie istnienia, o Bogu, relacjach międzyludzkich, tak rzeczy dziejące się w ich otoczeniu uświadamiają czytelnikowi pewne prawdy życiowe, często niewygodne, ale jakże prawdziwe!
 
***
 
Nie znam książki, która jest tak bogata w treść, a do tego tak różnorodna i dające wielkie pole manewru w interpretacji. Właściwie, dla każdego czytelnika "Prawiek" opowiada o czymś innym, stąd też wrażenia z jej lektury mogą być tak odmienne, ale przez to interesujące. Stąd też moje zaproszenie do dyskusji. Jak Wy odbieracie tą książkę? Co dla Was było w niej wyjątkowego, a może to zupełnie nie Wasze klimaty? Jeśli macie ochotę o tym porozmawiać, zachęcam do wypowiedzenia się na poniższe zagadnienia:

1. O czym, według Ciebie, opowiada "Prawiek i inne czasy"?
2. Co sądzisz o rozbudowanych opisach przyrody i zwyczajnych przedmiotów? Czy mają one dla fabuły większe znaczenie?
3. Które wątki są dla Ciebie bardziej istotne? Te związane z codziennością w Prawieku, czy te bardziej magiczne?
4. Czy są w książce fragmenty, które wydają Ci się zbędne?
5. Czym jest gra Feliksa Popielskiego? Co symbolizuje?
6. Kim jest narrator w Prawieku? 

Mam nadzieję, że podejmiecie temat i uda nam się stworzyć tutaj fajną dyskusję. Zapraszam!

Sardegna

"Tajemnica Wielkiej Stopy" i "Potwór z jeziora Black Hole" Dashe Roberts


posted by Sardegna on , , ,

No comments

Nasze wieczorne lektury zdominowała seria "Baśniobór", ale nawet najlepsza wielotomowa historia wymaga przerwy, żeby później móc wrócić do niej z nową energią. Stąd też w ramach odpoczynku od przygód Kendry i Stana Sorenssonów postanowiliśmy zapoznać się z nową serią autorstwa Dashe Roberts. "Tajemnica Wielkiej Stopy" i "Potwór z jeziora Black Hole" to historie mocno pokręcone, przygodowe, trochę detektywistyczne, a nawet z pogranicza horroru, które spotkają się z największym entuzjazmem młodych miłośników zjawisk paranormalnych.
 

 
 
Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 336/304
Moja ocena : 5/6
 
Akcja obu części rozgrywa się w małym miasteczku Sticky Pines, często odwiedzanym przez miłośników poszukiwań Wielkiej Stopy i innych zjawisk nadprzyrodzonych, jednakże to, z czego najbardziej słynie, to porastające okolicę drzewa, produkujące bardzo klejącą, intensywną żywicę. Jest ona jednym z najbardziej charakterystycznych słodzików w kraju, stąd też w miasteczku funkcjonuje świetnie prosperująca fabryka słodkości i przekąsek. 
 
Mieszkańcy Sticky Pines żyją sobie spokojnie, nie zważając na dziwne sytuacje, które coraz częściej mają miejsce w miasteczku. Nie wzrusza ich nawet seria zaginięć kilku osób, choć większość mieszkańców angażuje się w poszukiwania zaginionych. Najbardziej przejęta całą sytuacją wydaje się być dwunastoletnia Lucy Slodan, która uważa, że w okolicy naprawdę dzieją się przedziwne rzeczy.
 
Dziewczyna dąży do tego, aby udokumentować nadnaturalne zjawiska i puścić informację w świat, stąd też stara się znaleźć ślady, które potwierdzą jej teorię, że Sticky Pines nawiedzane jest przez UFO, a w lesie grasuje Wielka Stopa. Lucy nie cofnie się przed niczym, nawet przed samotną wyprawą w środku nocy, żeby zarejestrować dziwne zjawiska, i to właśnie podczas jednej z takich eskapad poznaje Mila Fishera, syna bardzo wpływowego człowieka, a do tego, nowego właściciela fabryki słodkości. Milo staje się sojusznikiem i powiernikiem tajemnic Lucy, bowiem nikt nie wierzy dziewczynie, że to, co mówi i obserwuje, jest prawdą.
 
Dzieciaki zdobywają coraz to nowe dowody potwierdzające istnienie Wielkiej Stopy, jednakże ktoś wyraźnie nie chce, aby prawda wyszła na jaw, próbuje więc przeszkadzać i zniechęcić ich do poszukiwań. Kiedy w miasteczku znika kolejna osoba - lubiana przez uczniów nauczycielka z lokalnej szkoły, a ilość niepokojących wydarzeń i zbiegów okoliczności przekracza wszelkie normy, Lucy i Milo zrobią wszystko, żeby odkryć, co lub kto stoi za tymi dziwnymi sytuacjami .
 
Co tak naprawdę dzieje się w Sticky Pines? Czy Lucy ma zbyt wybujałą wyobraźnię, a może w mieście faktycznie dzieje się coś niepokojącego? Determinacja dziewczynki zostanie w końcu nagrodzona i pozna prawdę, ale czy ta wiedza ją wyzwoli? A może wręcz przeciwnie, zamknie jej usta?
 
Drugi tom, czyli "Potwór z jeziora Black Hole" jest ściśle powiązany z fabułą "Tajemnicy Wielkiej Stopy", więc od razu zaznaczę, że nie należy czytać go odrębnie, bez znajomości początku przygód Lucy i Mila. Po dramatycznych wydarzeniach kończących tom pierwszy, a w wyniku których Lucy odkrywa prawdę o mieszkańcach miasteczka i jest świadkiem wielu, zupełnie nie dających się logicznie wytłumaczyć, wydarzeń, wycofuje się z dalszych poszukiwań i prowadzenia śledztwa. Jest już zmęczona sekretami dorosłych i tajemnicami, których wyjaśnieniem nikt nie chce się z nią podzielić. 
 
Stąd też inicjatorem kolejnej przygody jest Milo, który przez przypadek zauważa coś podejrzanego na miejscowym jeziorze Black Hole. Jezioro to od wielu lat cieszy się złą sławą, ktoś w jego okolicach zaginął bez śladu, krążą też plotki, jakoby nocą były widziane tam dziwne stworzenia. I faktycznie, chłopak wracając z Halloweenowej imprezy, zauważa wynurzający się z głębin, dziwny organizm. Oczywiście postanawia przyjrzeć się mu bliżej i sprawdzić, co kryje się pod postacią długich macek wychylających się ponad taflę jeziora. Milo chętnie podzieliłby się swoją wiedzą z Lucy, świadomy, że potwór z Black Hole ma prawdopodobnie związek ze sprawą, którą ostatnio badali, przyjaciółka wyraźnie go jednak unika.
 
Na szczęście żyłka detektywistyczna Lucy wygrywa z chwilowym wycofaniem się. Bohaterowie łączą siły, aby ostatecznie rozprawić się z sekretami i rozwikłać wszystkie zagadki Sticky Pines.
 
Trudno mi w paru słowach wyjaśnić, co dzieje się w miasteczku, i jaką tajemnicę skrywają jego mieszkańcy, żeby nie spoilerować. Stąd też mój opis fabuły jest mocno  ogólnikowy, choć o wielu wątkach chciałabym wspomnieć, nie zrobię tego, żeby nie zepsuć wrażenia z lektury tej serii. Chciałabym, żeby czytelnicy sami odkryli, o co w tej historii chodzi, i kto lub co stoi za tajemnicą Wielkiej Stopy oraz potworem z Black Hole. Bałam się trochę, że druga część nie dostarczy czytelnikom wszystkich odpowiedzi i każe czekać na finał, na szczęście tak się nie stało, a mimo iż zakończenie jest w pewien sposób otwarte, to jednak daje czytelnikowi satysfakcję i świadomość, że historia w taki, a nie inny sposób, dobiegła końca.

Młody z umiarkowanym entuzjazmem podszedł do tych książek. Podobały mu się wszystkie wątki, kiedy bohaterowie nie znali jeszcze prawdy i jedynie snuli domysły na jej temat, jednak fragmenty, gdzie sytuacja się klaruje i toczy w kierunku wyjawienia prawdy na szeroką skalę, nie wzbudziła w nim już takiego zainteresowania. Ja niestety, kolejny już raz w przypadku książki dla młodszej młodzieży mam zastrzeżenia, co do języka powieści. Czytanie tej książki na głos, sprawia fizyczny ból! Krótkie, toporne zdania, nienaturalnie brzmiące dialogi, niekoniecznie zrozumiałe nawiązania, naprawdę ciężko przez to przebrnąć. Choć sądzę, że sprawa z książkami Dashe Roberts wygląda podobnie, jak z "Baśnioborem", którego prosty język zupełnie nie przeszkadza dzieciakom czytającym "w myślach", natomiast bardzo "boli" dorosłego.
 
Na koniec wspomnę jeszcze, że przeczytałam gdzieś, że ilość absurdów w tej książce przekracza ludzkie pojęcie. I ja oczywiście zgadzam się z tym stwierdzeniem, zupełnie jednak mi to nie przeszkadza, bowiem wiedząc, że jest to seria z wątkami fantasy dla dzieci, trudno żebyśmy racjonalnie tłumaczyli wydarzenia, które się w niej rozgrywają. A ponieważ faktycznie dzieje się w tej historii od groma, to jestem przekonana, że młodzi miłośnicy przygody i zjawisk paranormalnych będą zadowoleni z lektury. Fakt, że ja, jako dorosły czytelnik niekoniecznie odczuwam tą satysfakcję, nie żałuję czasu poświęconego na jej przeczytanie, bowiem wychodzę z założenia, że każdej książce należy się uwaga, jeśli ma ona w jaki sposób kształtować gusta czytelnicza moich dzieci.
 
Sardegna

"Kroniki Archeo. Klątwa złotego smoka" oraz "Zagadka Diamentowej Doliny" Agnieszka Stelmaszyk


posted by Sardegna on , , , , , , , ,

No comments

Sięgam po "Kroniki Archeo" zazwyczaj wtedy, kiedy akurat mam dostęp do poszczególnych tomów, jednak fajnie się złożyło, że kolejne części, jakie udało mi się, przeczytać mieszczą się w chronologii. Za mną bowiem jest już tom pierwszy "Tajemnica klejnotu Nefertiti", drugi "Skarb Atlantów", poniższe, czyli czwarty "Klątwa złotego smoka" oraz piąty "Zagadka Diamentowej Doliny", szósty, który czytałam dawno temu "Zaginiony klucz do Askardu", a także dziewiąty "Komnata szeptów", dostępny w ramach abonamentu Empik Go. 
 
O ile ostatnio czytałam Kroniki wraz z dzieciakami, tym razem skusiłam się na nie sama. Nadal potwierdzam, że są to świetne młodzieżówki, które oprócz tego, że sprawiają frajdę czytelniczą, i to nie tylko grupie docelowej, jak widać, przedstawiają intrygującą przygodę detektywistyczną z wątkiem poszukiwania skarbów, to jeszcze niosą ze sobą wartość edukacyjną. Tak jak pisałam w poście o 10 książkach, z których można się czegoś nauczyć, seria Archeo ma to do siebie, że doskonale przedstawia specyfikę poszczególnych państw czy miejsc, w których rozgrywa się akcja kolejnych przygód. I tak, tom czwarty przeniesie czytelników do Japonii, a piąty do Australii, a pomiędzy rozwiązywaniem zagadki, z jaką będą mierzyć się bohaterowie, poznają oni historię, kulturę, zwyczaje i różne ciekawostki związane z danym regionem czy państwem. Sama książka przypomina trochę przewodnik turystyczny, pełen rycin, map, ilustracji, adnotacji, z którego można czerpać dodatkowe informacje o danym miejscu.
 
 
 Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 275
Moja ocena : 5/6

"Klątwa złotego smoka" rozgrywa się głównie w Japonii, ale częściowo także w Londynie, gdzie cała przygoda rozpoczyna się od kradzieży cennych dzieł sztuki, japońskich malowideł wykonanych na jedwabiu, z domu aukcyjnego Christie'sa. Opinią publiczną wstrząsa informacja, jakoby w kradzieży brali udział prawdziwi ninja na zlecenie mafii yakuzy. Sprawą oczywiście bardzo interesuje się rodzeństwo Gardnerów, ich ciekawość pobudza dodatkowo japońska legenda o magicznym wachlarzu, a także dziadek, który również ma coś do powiedzenia na ten temat, będąc właścicielem tajemniczego przedmiotu astrolabium pochodzącego z Kraju Kwitnącej Wiśni. 
 
Rodzeństwo wkręca się w historię, ale ich przygoda nabiera tempa, kiedy odkrywają, że są śledzeni, a później zastraszeni przez dwójkę tajemniczych ludzi: niemiłą kobietę i mężczyznę żywcem przypominającego pirata z dawnych rycin. Dzieciaki dzielą się swoimi spostrzeżeniami na temat starożytnego artefaktu i tajemnicy wachlarza ze swoimi przyjaciółmi, Bartkiem i Anią. Kontaktuje się z nimi również nieco dziwny człowiek, ronin, który choć deklaruje pomoc, nie spotyka się z zaufaniem dzieciaków. 
 
W niedługim czasie Gardnerom trafia się okazja zbadania sprawy nieco bliżej, gdyż wraz z rodzicami i wujem Edmundem wyruszają w podróż do Japonii. Po drodze niestety ślad po nich ginie, co daje przypuszczenie, że zostali porwani przez yakuzę. Rodzina Ostrowskich od razu rusza im na pomoc, ale na miejscu okazuje się, że im także ktoś źle życzy i wszyscy mogą znaleźć się w wielkim niebezpieczeństwie. Wsparcie dla bohaterów przyjdzie z nieoczekiwanej strony, a wraz z nią rozwiązanie zagadki wachlarza, astrolabium i starożytnych malowideł na jedwabiu.
 
"Klątwa złotego smoka" to chyba jedna z najmroczniejszych części "Kronik Archeo ". Zagrożenie, jakie czyha na bohaterów jest najbardziej namacalne i muszą się oni mocno postarać, żeby wyjść z tej przygody bez szwanku. 

Wydawnictwo: Zielona Sowa
Liczba stron: 248
Moja ocena : 5/6

Właściwie od razu po powrocie z Japonii bohaterowie wyruszają w podróż do Australii, gdzie toczyć się będzie kolejna przygoda. Fajnie się złożyło, że "Zagadka Diamentowej Doliny" idealnie wpasowała się w moje lutowe wyzwanie Trójki e-pik, do kategorii "kontynentalna przygoda". 
 
Australijska przygoda Gardnerów i Ostrowskich niczym nie ustępuje poprzednim książkom z tej serii, i tym razem również opiera się na poszukiwaniu skarbu, jednak w tym przypadku nie w formie artefaktu, tylko miejsca. Przyjaciele w australijskiej puszczy szukają legendarnej Diamentowej Doliny pełnej drogocennych klejnotów, która została kiedyś dawno temu odkryta przez Williama Dickinsa, chłopaka niesłusznie oskarżonego o kradzież i wysłanego na zesłanie, a później przeklęta. Stąd też każdy kolejny poszukiwacz skarbów, szukający doliny nie potrafi jej znaleźć, często też źle kończąc.
 
Tym razem to rodzeństwo Ostrowskich, a nie Gardnerów dostaje zaproszenie na wyprawę i jest inicjatorem przygody. Ich ciocia Barbara, dziennikarka na stałe zamieszkująca Australię, zajmująca się tropieniem ciekawostek na temat ukrycia doliny, natyka się w swojej pracy na bardzo konkretny trop. W małym moteliku, położonym na prowincji dociera do skrawka tajemniczej mapy, która niejako ma prowadzić do celu. Ciocia chętnie dzieli się z młodymi przyjaciółmi swą wiedzą, dzieciaki wchodzą też w posiadanie cennych informacji od wnuczki właścicielki motelu, które mogą ich naprowadzić na właściwe umiejscowienie. Niestety, i tym razem na bohaterów czyhać będzie niebezpieczeństwo, ktoś bowiem, oprócz nich, także szuka ukrytej przez dziesięciolecia Diamentowej Doliny.
 
Kiedy w samym sercu australijskiej puszczy rozbija się mała awionetka z cennymi pasażerami na pokładzie, przygoda wydaje się w tragiczny sposób dobiec końca. Na szczęście w gąszczu znajdzie się ktoś, kto pospieszy z pomocą ocalałym z katastrofy. 
 
Równocześnie z przygodą Ostrowskich na kontynencie i wyspie Tasmanii, w Londynie toczy się śledztwo Gardnerów wobec tajemniczego rodu, którego członkowie mogą mieć coś wspólnego z pierwszym odkrywcą Diamentowej Doliny i wiedzieć, dlaczego jest przeklęta. 
 
Tym oto sposobem, kolejne tomy serii "Kroniki Archeo" za mną. Przede mną jeszcze tom trzeci "Sekret Wielkiego Mistrza", tom siódmy "Przepowiednia Synów Słońca", ósmy "Szyfr Jazona", dziesiąty "Oko węża", jedenasty "Złoty szlak" oraz najnowszy, dwunasty "Dom Fauna". Mam nadzieję, że uda mi się w końcu przeczytać całość!
 
Sardegna

Planszówkowo #13 "Szybkie bańki" oraz "Kajko i Kokosz. Szkoła latania"


posted by Sardegna on ,

No comments

W trakcie roku szkolnego  mamy zdecydowanie mniej czasu na rozbudowane planszówki, chociaż w weekendy zawsze staramy się rozegrać jedną lub kilka partyjek gier, które trwają więcej, niż pół godziny. Nie znaczy to jednak, że w tygodniu w ogóle nie gramy. Zazwyczaj wieczorem, przed pójściem spać, korzystamy z krótkiej opcji, czyli kieszonkowych wersji gier, które oprócz tego, że doskonale nadają się na ekspresowe rozegrania, to jeszcze można je wykorzystać na przykład w podróży, albo na urlopie, gdy nie mamy zbyt wiele miejsca w walizce.

Pierwsza gra, z której chętnie korzystamy wieczorami to karcianka "Kajko i Kokosz. Szkoła latania" od Egmontu. Jest to zdecydowanie mój faworyt! Gra wykorzystuje motywy z popularnego komiksu "Kajko i Kokosz", ale właściwie tylko od strony graficznej, stąd też nie trzeba się martwić, jeżeli ktoś tej opowieści fantasy nie czytał i nie zna historii Kajko i Kokosza. Zasady gry są typowo karciane i bardzo proste, co daje możliwość włączenia się do gry nawet najmłodszym graczom.
 
Gra przeznaczona jest dla 6 uczestników, a w jej skład wchodzi  55 kart postaci, od numeru 1 do 13 opatrzonych wizerunkiem jednego z bohaterów komiksu,wśród nich jest także kilka Łamignatów, czyli kart, które w grze mogą zastąpić dowolną kartę od 1-7. Oprócz kart postaci, w skład gry wchodzi jeszcze 7 kafelek mocy, czyli elementów dających graczom jakieś dodatkowe opcje w grze, i one również nawiązują w symboliczny sposób do fabuły komiksu.
 
Każdemu graczowi rozdaje się po 6 kart, natomiast reszta z nich leży zasłonięta na stole ułożona w stosik. Jeszcze przed rozpoczęciem gry, każdy z uczestników rozgrywki losuje sobie jeden z kafelków mocy, który będzie wykorzystywał w trakcie rozgrywki. Może być to: maczuga - dodająca do dwóch położonych kart wartość trzeciej, dwa miodki, pozwalające na pauzowanie w kolejce, skrzynia, dająca możliwość położenia większej ilości kart leżących po sobie (4,5,6... itd.), tarcza - karta obronna, która pozwala na to, aby na koniec rozgrywki odrzucić połowę zebranych na ręku kart, miecz, dodający 3 punkty do wyniku, flet, wzmacniający rzuconą kartę o wartości 7 do 14 punktów, oraz miotłę, która pozwala na położenie w swej turze dowolnej liczny kart, byle o wartościach 1-6.
 
Gra w skrócie polega na tym, aby przebić kartę poprzednika wyższą wartością. Każda z kolejnych osób w kolejce kładzie swoją kartę, wyższą o dowolną ilością oczek (można też położyć dwie, trzy lub więcej kart jednocześnie, ale tylko o tej samej wartości liczbowej, albo o wartości zgodnej z posiadanym kafelkiem), dobiera ze stosu odpowiednią ilość kart do 6 i robi to, aż do momentu, kiedy nie ma już na ręku odpowiedniej karty. W momencie swojej kolejki może skorzystać z bonusa, czyli owych kafelek, które pozwalają na przykład, na potrojenie wyniku, pauzowania, dodania do liczby podstawowej jakiejś liczby, albo skorzystania z tzw. Łamignata.
 
W momencie, kiedy gracz nie ma karty/kart o wyższej wartości od poprzednika, musi zabrać cały stos leżący na stole. Gra kończy się w momencie, kiedy któryś z uczestników położy na stół swoją ostatnią kartę. Wtedy wszyscy gracze podliczają karty, które zostały im na rękach oraz te, zebrane na ich stosie. Wygrywa ta osoba, która po podliczeniu ma najmniej kart. 
 

"Kajko i Kokosz. Sztuka latania", choć jest  banalną karcianką, polegającą właściwie tylko na przerzucaniu się kartami, dostarcza graczom wielu emocji, a dodatkową dynamikę wprowadzają wylosowane na początku rozgrywki, punkty mocy. Rozgrywka trwa około 10 minut, stąd też spokojnie możemy zagrać partyjkę na rozgrzewkę przed dłuższą sesją, albo właśnie wieczorem, kiedy nie mamy za dużo czasu na dłuższe rozgrywki planszówkowe.
 
Drugą gierką wydaną w wersji kieszonkowej, z której często korzystamy, są "Szybkie bańki".  W jej skład wchodzi 55 dwustronnych kart z tytułowymi bańkami. Na awersie karty znajduje się zbiór 15 baniek w przeróżnych konfiguracjach, od najmniejszej do największej i do tego, w różnym zestawieniu kolorystycznym .W każdym kolorze może być maksymalnie od 1 do 5 baniek, do tego, w rogu karty narysowany jest płyn do robienia baniek w odpowiednim kolorze. Natomiast na rewersie znajdziemy napis w jednym z 5 kolorów, na który musimy zwrócić uwagę w rozgrywce np. największa, najmniejsza bańka, najmniej, najwięcej baniek.
 
Rozgrywkę przygotowujemy, rozdzielając karty według kolorów na pięć stosów. Odkrywamy je w taki sposób, aby karty z ilustracjami baniek były na wierzchu. Pierwszy gracz odkrywa dowolną kartę z dowolnego stosu, pokazując napis, jaki jest ukryty na jej odwrocie. Wtedy pozostali gracze szybko, ale w ciszy, analizują pozostałe karty, żeby wskazać tę właściwą. Kto zrobi to pierwszy, może ją odłożyć na swój stosik Wygrywa osoba, która uzbiera najwięcej tych kart.

Jak zatem trafić na tę odpowiednią kartę? Otóż trzeba wziąć pod uwagę kolor napisu (zielony, żółty, niebieski, czerwony lub szary), wyszukać stosik kart w danym kolorze, potem zgodnie z treścią sprawdzić, jakiego koloru jest poszukiwana bańka (największa, najmniejsza, jest ich najwięcej, najmniej), przeskoczyć do karty w tym drugim kolorze, ponownie wyszukać odpowiednią bańkę, sprawdzić jej kolor i przejść do tej ostatniej karty, kładąc na niej rękę. Kto zrobi to najszybciej, zabiera kartę ze stosu. Gra toczy się, aż do momentu wyczerpania się kart, albo zlikwidowania jednego z pięciu stosów.

"Szybkie bańki" są przeznaczone dla 2 - 5 graczy, a rozgrywka jest nieco dłuższa, niż w "Kajko i Kokoszu", bo trwa około 15-20 minut. Gra wymaga spostrzegawczości, zręczności i szybkiego kojarzenia. Trochę męczą się przy niej oczy, bowiem po paru rundach wszystkie bańki zlewają się w jeden obraz. W każdym razie ja tak mam, ale z drugiej strony, nie jestem chyba dobrym przykładem, bo zawsze w bańki przegrywam, a moim dzieciom nic się nie zlewa i wszystko jest doskonale widoczne. Także rozumiecie sytuację...
 
Sardegna

10 książek, z których można się czegoś nauczyć


posted by Sardegna on

1 comment

Kontynuując cykl wpisów proponujących "10 książek, które... " zachęcam do lektury dzisiejszego tekstu i zapoznania się z moimi propozycjami kolejnego zestawienia połączonego wspólnym wątkiem. W tej serii tematycznej pojawiły się już listy 10 książek, które poruszają poważne problemy młodzieżowe, 10 książek, w których ważnym bohaterem jest miasto, a także 10 książek, w których pojawia się wzmianka o moim mieście. Dzisiaj przyszedł czas na 10 książek, z których można się czegoś nauczyć.
 
Zanim przedstawię konkrety, chciałam tylko nadmienić, że poniższze zestawienie nie zawiera książek popularnonaukowych, specjalistycznych, ani poradników (wyjątkiem może tutaj być książka Remigiusza Mroza uznawana przez niektórych za kompendium wiedzy dla osób chcącym zacząć swą przygodę z pisaniem, ale dla mnie jest to bardziej biografa autora niż typowy poradnik). 
 
W moim zestawieniu umieściłam powieści beletrystyczne, reportaże, a nawet całą serię książek dla dzieci i młodzieży, które oprócz tego, że bawią i sprawiają prawdziwą przyjemność w trakcie czytania, to przy okazji uczą nas czegoś nowego. Jestem wielką fanką takiego sposobu przyswajania wiedzy i nie ukrywam, że przeczytanie poniższych książek dostarczyło mi wielu informacji z pewnych dziedzin, które do tej pory były mi obce, a już na pewno nie zdobyłam wiedzy na ten temat w szkole.
 "Biała Królowa"  Philippa Gregory - 6
 
Seria Philippy Gregory związana z tematyką Wojny Dwóch Róż, relacjach małżeńskich i krewniaczych rodu Yorków i Lancasterów, w XV wiecznej Anglii jest moją ulubioną w dorobku Autorki. Nie mam pojęcia, jak Gregory to robi, ale ja, osoba mająca problemy z zapamiętaniem podstawowych, historycznych faktów, która od dzieciństwa omijała z daleka lekcje historii, z bólem serca przedzierała się przez wszystkie zaliczenia z tegoż przedmiotu i natychmiast po zdaniu materiału, zapominała wszystko, czego się nauczyła, nagle, ni stąd, ni zowąd, a do tego z wielką przyjemnością i bez przymusu, świetnie orientuje się w tej historii. I choć nie przeczytałam jeszcze wszystkich części związanych z tym fragmentem historii, bazując tylko na książkach, po które sięgnęłam ("Władczyni rzek", "Biała Królowa", "Czerwona królowa", "Córka Twórcy Królów") wiem, że dzięki nim dowiedziałam się więcej o Yorkach i Lanisterach, niż przez wszystkie lata swej historycznej edukacji.
 
 "W cieniu Olbrzyma" Jolanta Maria Kaleta - 4  

Będąc jeszcze w temacie historii, która zasadniczo jet dla mnie dziedziną mocno obcą, kolejna książka, dzięki której dowiedziałam się czegoś interesującego, a o czym nie miałam wcześniej zbyt wielkiego pojęcia, to "W cieniu Olbrzyma". Olbrzym (z niem. Riese) czyli największy projekty górniczo - budowlany hitlerowskich Niemiec, realizowany w latach 1943 - 1945 na Dolnym Śląsku, stał się tłem do kryminalno obyczajowych wydarzeń rozgrywających się w Jedlinie Zdroju. Przy okazji czytania o interesującej sprawie kryminalnej dowiedziałam się czegoś więcej o samym Riese.

 
Koncepcja książki zakłada przedstawienie czytelnikom osób, których sylwetki nie są aż tak spektakularne, aby zapisać się złotymi zgłoskami na kartach historii, jednak każda z nich zostawiła po sobie ważny ślad w kulturze, nauce czy medycynie, coś, co przetrwało do dziś i aktualnie jest dla nas czymś naturalnym i ważnym. Wszystkie te postacie zmieniły świat, a ich dokonania towarzyszą nam codziennie, co ciekawe jednak, większość z nazwisk jest czytelnikom zupełnie obca. Stąd też nie można książce odebrać edukacyjnej roli.
 
 "Tatarka" Renata Kosin - 6
 
Choć pozornie książka ta zupełnie nie pasuje do zestawienia, dowiedziałam się z niej wielu ciekawych rzeczy o mniejszości etnicznej, jaką są Tatarzy, zamieszkujący ulokowaną w samym centrum Podlasia, wieś Kruszyniany. I choć powieść jest bardzo przyjemną obyczajówką, która do tego zawiera jeszcze wątek zagadki rodzinnej, jej najważniejszą zaletą jest to, że czytelnik może bliżej poznać tatarską społeczność, ich wyjątkowe tradycje, piękne barwne stroje, kuchnię, czy historię.
 

Jest to chyba najbardziej oryginalna książka Murakamiego, z pozoru będąca mini poradnikiem o tym, jak zacząć biegać i spełniać się w tej aktywności sportowej. Tak naprawdę tylko niewielka część treści poświęcona jest bieganiu, reszta to zapiski na temat światopoglądu autora, charakterystyki jego postawy życiowej, opis momentu zmiany, kiedy to Marakami zaryzykował cały dorobek, i z dnia na dzień postanowił podążać za swoją pasją. Kiedy zmiana trybu życia odbiła się negatywnie na jego zdrowiu, ponownie zakasał rękawy i postanowił podziałać w kwestii uprawiania sportu. Wprowadzone zmiany starał się konsekwentnie realizować i robi to systematycznie do dzisiaj. Wiele się można z tej książki dowiedzieć, i to nie tylko o japońskim pisarzu, ale również o sobie samym.
 
"O pisaniu na chłodno" Remigiusz Mróz - 5
 
Najbardziej nietypowa książka Remigiusza Mroza złożona jest z dwóch części. Pierwsza jest bardziej osobista, odsłaniająca przed czytelnikami pewne fakty z przeszłości pisarza, natomiast druga to taki mini poradnik uczący niewtajemniczonych "jak pisać". Spora część książki poświęcona jest "mini kursowi pisarskiemu", który Autor prowadził kiedyś na portalu Lubimy Czytać, ale zawiera też wiele praktycznych porad dla osób, które niekoniecznie chcą zarabiać na pisaniu, ale ta umiejętność przydaje się im na przykład w prowadzeniu bloga.
 
"Wyspa niebieskich lisów" Stephen R. Bown - 4  
 
To bardzo skrupulatnie przygotowany reportaż, a jego tematem przewodnim jest cykl XVIII wiecznych wypraw polarnych, mających na celu zbadanie nieznanych dotąd obszarów północnego Imperium Rosyjskiego, od Petersburga, poprzez całą Syberię, aż do Półwyspu Kamczatka, a później wybrzeża Alaski. Jednym z celów tych eksploracji było określenie, czy oba kontynenty łączy jakaś droga lądowa, a jeżeli nie, to znalezienie najlepszej drogi morskiej do Ameryki Północnej. Kolejnym zadaniem miało być przeprowadzenie na szeroką skalę badań etnograficznych, botanicznych, zoologicznych, a nawet historycznych, nowo eksplorowanych terenów, a także zbadanie nieznanych dotąd wód północnej części Oceanu Spokojnego. Choć temat wypraw polarnych jest mi bliski, ta książka dostarczyła mi naprawdę sporo informacji na temat trzech wypraw polarnych Beringa.
 
"Kroniki Archeo. Skarb Atlantów" Agnieszka Stelmaszyk - 6 seria
 
"Kroniki Archeo", czyli wielotomowa seria Agnieszki Slemaszyk to nie tylko przygodowe, trochę detektywistyczne opowieści i przygodach rodzeństwa Gardnerów i Ostrowskich, ale także świetne mini przewodniki po ciekawych miejscach, interesujących krajach ulokowanych na różnych kontynentach. Ponieważ każdy tom przypomina wyglądem dzienniki z zapiskami z podróży, pełen jest rycin, map i szkiców, przyswajanie nowinek z zakresu historii, kultury czy geografii świata jest prawdziwą przyjemnością.

"Bezcenny" Zygmunt Miłoszewski - 3  
 
Sensacyjna powieść z mocno rozbudowanym wątkiem dzieł sztuki i historii sztuki niestety nie przypadła mi do gustu. Nie pomógł nawet fakt, iż akcja dzieje się w moich ukochanych Tatrach, fabuła pełna jest retrospekcji do czasów wojennych i przeplatana jest współczesnym poszukiwaniem skarbów.  Nie można jednak "Bezcennemu" odebrać tego, że zawiera szereg ciekawych informacji o światowych dziełach sztuki, a także o ich losach przed i powojennych. 
 

"Niki i Tesla. Awantura o energię słoneczną" „Science Bob” Pflugfelder, Steve Hockensmith -5  seria
 
Zestawienie 10 książek, z których można się czegoś nauczyć, wieńczy seria dla dzieci i młodzieży pod wspólnym tytułem "Niki i Tesla". Moimi ulubionymi książkami z kategorii dziecięcej są te, które oprócz tego, że bawią, świetnie się je czyta i mile spędza czas w ich towarzystwie, czegoś uczą i niosą jakąś wartość edukacyjną. Kiedy dziecko przy okazji lektury czegoś mądrego się dowie, pozna coś, zainteresuje się czymś, wtedy uznaję, że taki tytuł jest godny polecenia i mogę go spokojnie promować. Seria o mądrych dzieciakach Nikim i Tesli jest tego idealnym przykładem, pokazuje dzieciakom, że nauki ścisłe mogą być fajne i przydatne w życiu codziennym. W książce sporo miejsca poświęcono wskazaniu, jak w domowych warunkach zbudować z codziennych, dostępnych przedmiotów, urządzenia detektywistyczne. Nie ma książek, które lepiej pokazują użyteczność fizyki, chemii i matematyki w życiu codziennym.
 
Sardegna