"Sny Morfeusza" K.N. Haner


posted by Sardegna on , , , ,

7 comments


Wydawnictwo: Editiored
Liczba stron: 411
Moja ocena : 5/6


Jeżeli czytałyście Greya i nie jesteście usatysfakcjonowane, jeśli szukacie czegoś, co okaże się być bardziej od niego sensowne, a jednocześnie nie zabraknie w tym pikantnych scen erotycznych, jednak bez udziału denerwującej wewnętrznej bogini i rozpadania się na kawałki, to "Sny Morfeusza" powinny się Wam spodobać. 

Tytułowy Morfeusz da Wam to, czego nigdy na dał Grey. Będzie gorąco i emocjonująco, bo ta książka ma potencjał. Ale tak poważnie, to oczywiście mowa jest o powieści erotycznej, więc wiecie, jaki potencjał mam na myśli. W każdym razie, Morfeusz może dać czytelniczkom to, co z pozoru miał dać Grey (uprzedzam, będę do niego nawiązywać). 

Tak, jak w przypadku romansów K. Bromberg, nie szukałam tej powieści. Ona znalazła mnie, a wszystko to zbiegło się z dość prężną promocją tytułu na FB. I tutaj zaskoczenie, bowiem "Sny Morfeusza" to powieść polskiej Autorki. Gdybym przeczytała tę książkę nie wiedząc kim jest K.N. Haner (na szczęście Facebook poinformował mnie dokładnie), w życiu bym nie zgadała, że to nasza rodzima historia. I nie chodzi tu tylko o miejsce akcji, czyli Miami, gdzie udaje się główna bohaterka, chodzi raczej o całość, która jest bardziej "zagraniczna" niż polska. Czy to zarzut? W sumie nie, choć nie ukrywam, że chętnie przeczytałabym jakiś erotyk dziejący się w naszych realiach.

W każdym razie historia jest dość intensywna, pełna namiętności i gorącej atmosfery, ale to nie wszystko. Ten erotyk ma fabułę, a jak wiadomo, to się rzadko zdarza. Tak poważnie jednak, poza seksem, coś się w tej opowieści dzieje, i dobrze, bo powieść erotyczna musi mieć jeszcze coś do zaoferowania, inaczej wychodzi Grey, ale o tym już wiecie.

Główną bohaterką jest Cassandra Givens, dziewczyna która przeprowadza się do Miami, żeby szukać wymarzonej pracy w branży związanej z architekturą. Nie ma ona szczęścia do ludzi, a jej relacje z mężczyznami kończą się zanim tak naprawdę się zaczną. Cassandra ma cięty język, jest niepokorna i pewna siebie. Jest też wyjątkowo odważna, dlatego kiedy przypadkowo poznaje miłego chłopaka Tommy'ego, nie waha się pójść z nim do nieco podejrzanego, nocnego klubu (no cóż, można się kłócić, czy to odwaga, czy głupota). Miejscówka rzeczywiście okazuje się być klubem, w którym dzieją się rzeczy przedziwne, a seks z nieznajomym jest z tego najmniej zaskakujący. Cassandra, początkowo zgorszona, postanawia jednak poddać się gorącej atmosferze i bawić się na parkiecie, wśród mężczyzn przyodzianych w maski. Poznaje tajemniczego Nieznajomego, który każe nazywać siebie Morfeuszem, i trochę wbrew sobie, ale podążając za namiętnością, wyrusza z nim do domu. 

Tak zaczyna się największa przygoda jej życia. Tajemniczy Morfeusz okazuje się być jej bliższy, niż mogłoby to się wydawać. Jednorazowe spotkanie zmienia się w coś więcej, ale nowy związek może przynieść obojgu bohaterom, więcej szkody niż pożytku. Jednak nad ich relacją ciąży jakaś tajemnica, która niestety nie znajduje wyjaśnienia nawet w zakończeniu książki, konieczne jest więc sięgnięcie po kontynuację, na którą nie ukrywam, będę czekać.

Tak jak powiedziałam na początku, książka ma wiele plusów. Są nimi przede wszystkim niebanalne sceny erotyczne i to, co dzieje się poza łóżkiem bohaterów. Intrygująca jest tajemnica Morfeusza i otoczka niebezpieczeństwa, która wisi nad ich związkiem, ale żeby nie było zbyt idealnie, mam też do całej opowieści kilka zarzutów. Przede wszystkim dziwna jest relacja Cassandry z nowo poznanym chłopakiem. Moim zdaniem jest to zupełnie niepotrzebny wątek, no chyba, że Autorka ma na niego jakiś pomysł w kolejnej części. Średnio też podobało mi się podobieństwo (zapewne nie zamierzone, ale jednak widoczne), Cassandry do Anastasi, która z fajnej, wygadanej babki, zamieniła się w uległą, nie mogącą samodzielnie myśleć, gąskę. Morfeusz też przypomina Greya tą swoją męskością, bogactwem i skrywanym sekretem, jednak cała opowieść jest bardziej dynamiczna i ciekawsza od "Pięćdziesięciu twarzy Greya".  

"Sny Morfeusza" czyta się ekspresowo i nie przeszkadza w tym nawet drobny druk i bardzo zbity tekst, który początkowo nie zachęca do sięgnięcia po tę historię. Kiedy jednak przebrnie się przez pierwszych kilka zdań, reszta spotkania z Morfeuszem, potoczy się błyskawicznie.

Sardegna

7 komentarzy:

  1. Cieszę się, że książka zbiera tak pozytywne opinie, bo czeka na półce. Muszę zabrać się za nią jak najszybciej. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z tego co się zorientowałam, książka ma zwolenników i zagorzałych przeciwników. Jeśli chodzi o mnie, to było ok, choć widzę w powieści pewne minusy. Ciekawe, jak Tobie się spodoba :)

      Usuń
  2. Książka raczej nie pasująca do mojego wieku i zainteresowań ;D

    Pozdrawiam, Jabłuszkooo ♡
    SZELEST STRON

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam Cie po raz pierwszy w książkach Sardegny :) mam nadzieję, że zagościsz na dłużej. A co do książki, wiadomo, nie wszystko jest dla wszystkich :)

      Usuń
  3. Mi nie pod pasowała ta lektura

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo nie lubię książek, które mają drobny druk, ale może powinnam się przełamać, bo ta zapowiada się ciekawie.

    OdpowiedzUsuń