"Zielone martensy" Joanna Jagiełło


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 240
Moja ocena : 5/6


"Zielone martensy" pani Joanny Jagiełło to kolejna już książka Autorki (po "Oko w oko z diplodokiem", "Kawa z kardamonem", "Czekoladza z chilli"), ale pierwsza, która zdobyła większy rozgłos dzięki temu, że zdobyła II nagrodę Konkursu Literackiego im. Astrid Lindgren, organizowanego przez Fundację ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom.

Jest to powieść o młodzieży gimnazjalnej, i dla tej grupy docelowej przeznaczona, jednakże moim zdaniem, jest to taka mądra i wartościowa książka, że spokojnie sięgać może po nią starsza młodzież licealna, a także dorośli. W "Zielonych martensach" poruszono wiele wątków, związanych z problemami dotykającymi współczesną młodzież. Autorka nawiązała do motywu, popularnych w dzisiejszych czasach, eurosierot, prześladowania w szkole za "inność", samotności w tłumie, a także poszukiwaniu bratniej duszy, którą czasami można znaleźć w zupełnie przypadkowej osobie.

Felix chodzi do gimnazjum. Przez swoją "inność", czyli brak kasy na najnowsze gadżety, a także niewielki wzrost, należy do grupy dzieciaków będących wiecznymi popychadłami, dla silniejszych i bardziej popularnych nastolatków. Jednakże dla Feliksa nie to stanowi największy problem. Chłopak ma ważniejsze sprawy na głowie. Jako że jego mama, wychowująca samotnie jego i dziesięcioletnią siostrę Wiktorię, wyjechała za granicę do pracy. Wyjazd, który początkowo miał być "na chwilę", przeciąga się już kilka miesięcy. Feliks i jego siostra znajdują się w prawdzie pod opieką babci, ale jej wiek wyraźnie daje się już we znaki, dlatego praktycznie wszystkie obowiązki domowe, rachunki, i sprawy związane z życiem szkolnym, leżą na głowie Feliksa. Sytuacja komplikuje się jeszcze dodatkowo, kiedy babcia ląduje w szpitalu. Felix musi ogarnąć wszystko i jeszcze stwarzać pozory, że w ich domu wszystko jest w porządku.

Jasnym światełkiem w ciężkiej codzienności chłopaka staje się poznanie wyjątkowej dziewczyny. Otylia zwana Optą, mimo że ma ona swoje osobiste problemy, stara się być zawsze uśmiechnięta, zupełnie nie przejmuje się swoim nieco dziwnym wyglądem, ubiera się ekscentrycznie, nie zważa na docinki rówieśników, przez to, staje się dla Felixa pięknym, kolorowym ptakiem, w szarej, szkolnej rzeczywistości.
Przebywanie w otoczeniu Opty staje się dla chłopaka prawdziwą przyjemnością, pozwala też na chwilowe oderwanie się od problemów.

Pomiędzy dziewczyną a Feliksem nawiązuje się wyjątkowa przyjaźń, pełna wsparcia, zrozumienia i akceptacji. Z czasem ta przyjaźń przeradza się w coś więcej, w uczucie dające obojgu siłę do przetrwania trudnych chwil, które dopiero nadejdą.

Nie dajcie się zwieść pozorom, że "Zielone martensy" to opowieść o nastoletniej miłości. Choć w pewien sposób jest to także opowieść o tym, nie jest to jednak główny wątek powieści. Książka jest bardzo mądrą, wartościową opowieścią, niosąca ostatecznie pozytywne przesłanie. Mimo że w trakcie lektury czytelnikowi towarzyszą raczej trudnej emocje, ogólny wydźwięk tej opowieści jest bardzo pozytywny. 

Lektura "Zielonych..." może przynieść nastolatkom bardzo wiele korzyści. Pokazuje, jak ważne jest wsparcie bliskiej osoby, i jak w każdej sytuacji warto być sobą. Dorosłym czytelnikom także uświadomi to i owo. Choćby fakt, że życie nastolatka nie jest łatwe i czasami pod tą "dorosłą" fasadą znajduje się zagubione dziecko, którym trzeba się zaopiekować. Zupełnie zgadzam się z werdyktem jury, że wyróżniła "Zielone martensy" nagrodą. Książka, jak najbardziej na nią zasługuje.

Sardegna

2 komentarze: