Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Świat Książki. Pokaż wszystkie posty

"Błękitny dym" Nora Roberts


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments

 
 
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 496
Moja ocena : 4/6
 
 
"Błękitny dym" Nory Roberts to jedna z takich książek, które od lat są moimi wielkimi wyrzutami sumienia. Powieść dotarła do mnie bodajże w 2015 roku i od tego czasu czekała cierpliwie na swoją kolej. Ale ja mam coś na swoje usprawiedliwienie! Otóż zaczęłam ją czytać praktycznie od razu, jednak po przeczytaniu 1/5 całości utknęłam i za nic w świecie nie mogłam się zmobilizować do dalszej lektury. Kiedy w tym roku postanowiłam się z książką w końcu rozliczyć, musiałam zacząć czytać ją od początku. No więc tak...
 
Na początek dodam, że nie mogę uznawać się za wielką fankę romansów, z którymi jednak jest kojarzona twórczość Nory Roberts, ale książki autorki mają to do siebie, że oprócz rozbudowanego wątku miłosnego, charakteryzują się również ciekawymi wątkami detektywistycznymi, sensacyjnymi, a czasami nawet paranormalnymi. Takie powieści lubię, stąd też skusiłam się opisem okładkowym "Błękitnego dymu", który wydał mi się bardzo interesujący i zasugerował, że historia może trzymać w napięciu, jak najlepszy kryminał.
 
Reene Hale pochodzi z kochającej się, wielodzietnej, włoskiej rodziny, jednak mimo swoich 35 lat jeszcze nie znalazła mężczyzny, z którym chciałaby spędzić resztę życia. Całą swą energię poświęca rodzinie i pracy, w której świetnie się odnajduje, Reene jest bowiem oficerem śledczym do spraw podpaleń, mając niesamowite umiejętności oraz instynkt do odkrywania przyczyn wszelakich pożarów, dlatego też często proszona jest o wykonanie ekspertyzy albo konsultacje przy niejasnych sprawach, aby wyjaśnić, w jaki sposób doszło do katastrofy.
 
O wyborze nietypowego zawodu u Reene zaważyła sytuacja z dzieciństwa. Gdy miała jedenaście lat, ktoś podpalił pizzerię, od pokoleń prowadzoną przez jej rodzinę, a dziewczyna zafascynowana widokiem ognia, ale też zaciekawiona powodem, który mógł doprowadził do pożaru postanawia zająć się takimi badaniami w przyszłości. 
 
Kobieta jest świetnym specjalistą w swoim fachu, nie ma niestety szczęścia w życiu osobistym. Jej poprzednie związki nie były zbyt poważne, a jedyny chłopak, do którego zaczynała coś czuć, zginął w nieszczęśliwym wypadku, właśnie z powodu pożaru. Reene nie wie jednak, że od lat jest obiektem uczuć pewnego mężczyzny, kiedy więc przypadkowo spotykają się po sąsiedzku, ich relacja niespodziewanie dla niej samej, zaczyna nabierać tempa. 
 
Kiedy życie kobiety powoli się stabilizuje, wokół niej zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Niby nieszczęśliwe wypadki, ale wszystkie związane ze śmiercionośnym żywiołem ognia i niejako nawiązujące do osoby Reene. Do tego, kobieta jest nękana głuchymi telefonami, a także straszona przez nieznanego sprawcę na szereg innych sposobów. Ktoś wyraźnie próbując zwrócić jej uwagę na pewne sytuacje z przeszłości i ukarać ją za dawne krzywdy.
 
Kim jest tajemniczy prześladowca Reene i dlaczego ma obsesję na jej punkcie? Czy faktycznie mężczyzna może zagrażać bezpieczeństwu kobiety, a także życiu jej bliskich? Bohaterka nie cofnie się przed niczym, aby uratować swoich najbliższych przed szaleńcem, tylko czy zdąży, zanim żywioł pochłonie wszystko to, co kocha?

Niestety powieść mocno mnie rozczarowała i nie chodzi tutaj o fabułę która sami przyznacie, ma w sobie sporo potencjału. Nie przeszkadza mi też fakt, że więcej jest tutaj obyczajówki, niż oczekiwanego kryminału, czy nawet romansu, z którego autorka w końcu słynie. Po prostu nie potrafiłam wkręcić się w przygody głównej bohaterki, a co ciekawe, Reene nie należy do miałkich postaci, ma charakter i dość ciekawą przeszłość. Wszystko to jednak na nic, kiedy jej losy przedstawione są one w sposób mocno przegadany, a przez to okropnie nudny. 
 
Książka ma ponad 400 stron i jest nieco większego formatu, niż tradycyjny egzemplarz powieści, przez co tekstu na stronę naprawdę jest dużo. Dlatego tym bardziej ciężko jest przedzierać się przez opisy codziennych rozważań bohaterki, wspomnień dotyczących jej przeszłości, rodziny, czy dawnych chłopaków. Niestety, nawet wątek główny, który niejako powinien być motorem napędowym czytelnika i sprawiać, że chce się poznać historię do samego końca, okazał się nudnawy i nie zmienia tego nawet fakt, iż dopiero na ostatnich stronach książki akcja nabiera rozpędu.
 
Jeśli więc macie ochotę przeczytać jakąś powieść Nory Roberts zdecydowanie bardziej polecam "Noc na bagnach Luizjany". Pochłoniecie ją w jeden wieczór i będziecie autentycznie zadowoleni z lektury. "Błękitny dym" można sobie spokojnie odpuścić.
 
Sardegna

"M jak morderca. Karol Kot - wampir z Krakowa" Przemysław Semczuk


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 290
Moja ocena : ?/6
 
Będąc jeszcze w temacie literatury faktu, we wrześniu, oprócz "Kryminalnego Wrocławia" przeczytałam także drugą książkę utrzymaną w podobnym klimacie. "M jak morderca. Karol Kot - wampir z Krakowa", autorstwa Przemysława Semczuka to wstrząsający reportaż na temat seryjnego zabójcy działającego na terenie Krakowa w latach 60-tych XX wieku, który zamordował dwie osoby, w tym jedno dziecko, napadł i próbował zabić kolejnych dziesięć osób, dokonał także kilku prób podpaleń. Najbardziej przerażający w tej historii jest fakt, iż winnym zbrodni okazał się Karol Kot, nastolatek, świeżo upieczony maturzysta, który doskonale ukrywał swe mroczne instynkty i dla osób postronnych wydawał się być zupełnie nieszkodliwy. 
 
Miałam już kiedyś okazję czytać inną książkę Przemysława Semczuka, opowiadającego o seryjnym zabójcy i śledztwie, jakie przeprowadzono w jego sprawie. "Kryptonim Frankenstein", czyli historia Wampira z Zagłębia, atakującego kobiety na terenie Dąbrowy Górniczej i jej okolic, w latach 60 - 70 tych XX wieku, to również poruszający reportaż, niosący jednak za sobą pewne wątpliwości. Sprawa Marchwickiego, choć bogata w materiały dowodowe, zgromadzone w czasie śledztwa, do dzisiaj wzbudza wiele kontrowersji. Czy na pewno oskarżony i skazany na karę śmierci był tym, kogo szukało całe Zagłębie i Śląsk? 
 
Natomiast sprawa Karola Kota nie wzbudza w czytelnikach takich wątpliwości. Odnalezienie winnego napaści i zabójstwa, podejrzanego młodego mężczyzny, wydaje się kwestią czasu. I faktycznie Kot, człowiek o psychopatycznej osobowości, nie odczuwający skruchy, żalu, dokonujący zbrodni z ciekawości i zaspokojenia "wewnętrznej potrzeby", zostaje bardzo szybko posądzony i oskarżony o popełnione czyny. Zadaniem śledczych będzie potwierdzenie podejrzenia i znalezienie świadków napaści, a także tych, którzy doświadczyli psychopatycznych skłonności chłopaka.
 
Na początku trudno było połączyć młodego mężczyznę, który właśnie skończył technikum i zdał maturę, wybierał się do szkoły wojskowej, gdzie chciał kontynuować naukę, pochodzącego ze zwyczajnej rodziny, mającego świetny kontakt z młodszą siostrą i rodzicami angażującymi się w jego wychowanie, z tymi brutalnymi napaściami, paraliżującymi Kraków. Kiedy jednak śledczy zaczęli przyglądać się Kotowi, okazało się, że nie jest on do końca takim zwyczajnym chłopakiem, jakim zdawał się być. Zafascynowany bronią, a zwłaszcza nożami, chętnie dręczył, upokarzał, krzywdził psychicznie i zadawał ból słabszym kolegom, przed niektórymi z nich odkrywał swe chore fantazje, co do morderczych orgii, w których chciałby brać udział, zachowywał się też agresywnie w stosunku do znajomych mu dziewczyn.
 
Samo mówienie o zbrodni w pewnym momencie przestało mu jednak wystarczać, stąd też postanowił napaść na przypadkową osobę, która wyda mu się odpowiednią ofiarą, stąd też jego pierwszym zrywem było zaatakowanie nożem bezbronnej staruszki. Później poszło już lawinowo, Kot atakował zarówno przypadkowe osoby dorosłe, wszystkie jednak wyraźnie słabsze od niego, jak i dzieci, które po prostu znalazły się na jego drodze w nieodpowiednim dla siebie miejscu i czasie. Najtragiczniejszą w skutkach i najgłośniejszą sprawą w Krakowie, była napaść na jedenastoletniego chłopca, który zmarł na skutek odniesionych ran.
 
Prowadzone śledztwo i aresztowanie Karola Kota potwierdziło, że miał on na swoim koncie znacznie więcej ataków, niż dwa, zakończone śmiercią ofiar. Na szczęście, po hospitalizacji, pozostałe osoby udało się uratować. Oskarżony przyznał się też do kilku prób otrucia i podpaleń, jednak nie wszystkie potwierdzono, co może sugerować, że mordercy rzeczywistość zaczęła mieszać się z chorą fantazją. W trakcie oskarżenia Kot nie ukrywał w żaden sposób swoich czynów, wręcz przeciwnie, opowiadał o nich ze szczegółami, a okazanie, podczas wizji lokalnej, sprawiało mu wyraźną radość.
 
Sardegna

"Czarna Wołga" Przemysław Semczuk


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

 

Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 480
Moja ocena : 6/6
 
 
"Czarna Wołga" Przemysława Semczuka to zbiór reportaży na temat przeróżnych zbrodni i spraw kryminalnych, które miały miejsce w Polsce w czasach PRLu. Okres ten w dziejach naszego kraju nie był wcale tak bezpieczny i spokojny, jak przekazywały opinii publicznej władze państwa, Służby Bezpieczeństwa, czy milicja. Choć na pierwszych stronach gazet często pojawiły się groźne nagłówki, to jednak nie nawiązywały one do rodzimych przestępstw, a raczej do tych, pochodzących z zagranicy. Władze robiły bowiem wszystko, aby stworzyć wrażenie, że przestępczość nie dotyczy Polski, związana jest natomiast z kapitalistycznym zachodem.
 
Tak naprawdę jednak, w Polsce dochodziło do wielu bardzo różnych przestępstw, i to właśnie niektóre z nich, te największe i najgłośniejsze postanowił przybliżyć w swej książce Przemysław Semczuk. 
 
Zanim przejdę do krótkiego scharakteryzowania poszczególnych spraw kryminalnych, chciałam tylko nadmienić, iż książka składa się z dwunastu głównych rozdziałów, tematycznie nawiązujących do przeróżnych przestępstw (porwania dzieci, ataki terrorystyczne, seryjne zabójstwa, spektakularne kradzieże, sprawy kryminalne o podłożu politycznym), a także "dodatków specjalnych", czyli krótkich międzyrozdziałów, przedstawiających interesujące sprawy kryminalne, utrzymane w podobnej tematyce, które nie znalazły się w rozdziałach głównych. 

Przemysław Semczuk bardzo szczegółowo i skrupulatnie przedstawia każde z zagadnień. I faktycznie robi to na czytelniku niemałe wrażenie, głównie za sprawą ilością zebranego materiału źródłowego i wskazaniem na najdrobniejsze nawet poszlaki, które może nie okazały się kluczowe dla sprawy, to jednak stanowiły trop i nakierowywały śledczych na jeden ze sposobów rozwiązania sprawy.
 
Pierwszy rozdział, czyli tytułowa "Czarna Wołga", to historia miejskiej legendy, związanej z pewnym czarnym samochodem, który zawładnął wyobraźnią społeczeństwa. Tak naprawdę jednak rozdział ten opowiada o porwaniach dzieci, których w czasach PRLu wcale nie było tak mało, natomiast według doniesień medialnych taki problem w ogóle nie istniał. W pierwszej części będziemy mogli przeczytać między innymi o zaginięciu trójki dzieci pod Kielcami, gdzie to po raz pierwszy pojawi się pojęcie "czarnej wołgi", samochodu, którym to podobno mieli podróżować rzekomi porywacze, wywożący dzieci za granicę. Sprawa ta była jedną z największych akcji poszukiwawczych w historii PRL-u, i choć ostatecznie poszukiwania samochodu spełzły na niczym, śledczy zdobyli ogrom materiałów, które mogli wykorzystać później do innych celów, choćby werbowania nowych agentów. Natomiast sprawa zaginięcia kieleckich dzieci znalazła swe rozwiązanie w zupełnie innym miejscu i przez zupełny przypadek. Okazało się wtedy, że podłoże ich zniknięcia było zupełnie inne, niż wszystkim wokoło się wydawało.
 
Nie zmienia to jednak faktu, że od tamtej pory Czarna Wołga, czyli tajemniczy, nieodnaleziony samochód, obrósł miejską legendą i przez wiele lat budził strach społeczny, żyjąc własnym życiem w wyobraźni i świadomości ludzi Polaków.
 
Jeśli chodzi o inne sprawy związane ze znikaniem dzieci, w tym rozdziale będziemy mogli przeczytać jeszcze o nieletnich porywaczkach, które zabierały dzieci prosto ze żłobków i przedszkoli, o tajemniczym porwaniu siedmioletniej dziewczynki dla okupu, a także o porwaniu trzylatki, bezpośrednio z domu jej mamy, gdzie również pojawia się motyw czarnej wołgi.
 
Bardzo głośna w czasach PRLu była także sprawa zniknięcia Bohdana Piaseckiego, syna ówczesnego wpływowego polityka. Piasecki bardzo naciskał władzę, aby wzmożyła poszukiwania jego syna, tym bardziej, że do rodziny wpłynęło żądanie okupu. Jednakże, choć przeanalizowano wszelkie powiązania ojca z przeróżnymi środowiskami, które mogły być odpowiedzialne za jego porwanie, nastolatka znaleziono martwego, a sprawców zbrodni nigdy nie odnaleziono. 
 
Rozdział drugi, "Psychopata ciemności" dotyczy pewnego anonimu wysłanego do jeleniogórskiej gazety, informującego, iż do wodociągów miejskich został wpuszczony cyjanek.  Aby zlokalizować człowieka, który jest odpowiedzialny za wysłanie listu, zorganizowano specjalną grupę dochodzeniową, badającą ujęcia wody i sprawdzającą wszelkie tropy naprowadzające na ślad zamachowca. Śledztwo prowadzono bardzo szczegółowo, skupiano się na szukaniu zaginionej ilości cyjanku, a nawet na analizie pisma, papieru listowego, czy znaczka. Ostatecznie znaleziono winnego, który pomysł zatrucia wody zaczerpnął z literatury kryminalnej.
 
Kolejny rozdział "To było takie zabawne", dotyczy przestępczości aktora Jerzego Nasierowskiego, oskarżonego o zorganizowanie i współudział w rabunku, który w ostateczności zakończył się zamordowaniem napadniętej kobiety. Nie bardzo kojarzyłam nazwisko pana Nasierowskiego, więc musiałam się posiłkować notką biograficzną, dowiadując się, iż jest to aktor znany z roli "W godzinie pąsowej róży" oraz w "Stawce większej niż życie", natomiast owego czasu był on naprawdę popularnym celebrytą.
 
Nasierowski został oskarżony o szereg zuchwałych kradzieży dokonywanych w kręgach bogatych znajomych, jednak to dopiero napad i zabójstwo ostatecznie postawiło go przed sądem, skazując na dwadzieścia pięć lat więzienia. Co ciekawe, sprawa sądowa aktora przypominała spektakl teatralny, podczas którego oskarżony mógł skupić na sobie uwagę tłumów. Podczas niej Nasierowski wytłumaczył także, iż nie kradł dla pieniędzy, chodziło mu raczej o towarzyszący temu dreszczyk emocji. Drugie życie prlowskiego celebryty okazało się naprawdę spektakularne.
 
Czwarty rozdział "Nieuchwytni" opisuje głośny napad na bank "Pod Orłami", czyli sprawę uznawaną za jedną z największych porażek prl-owskiej milicji, choć poświęcono jej bardzo dużo czasu i energii, a także nakładów finansowych. Utarg z Centralnego Domu Towarowego przewożony przez kasjerkę i strażnika do Narodowego Banku Polskiego, wynoszący ponad milion złotych, został skradziony w momencie przekazywania pieniędzy. Na miejscu przeprowadzono szereg działań mających schwytać winnych, jednakże ilość błędów i zaniedbań sprawiła, że śledztwo nie posunęło się ani krok do przodu. Choć zaangażowano w sprawę media, ogłoszono nagrodę za udzielenie jakiś istotnych informacji, a także poproszono o pomoc zwykłych mieszkańców miasta, którzy mieli przekazywać nawet najmniejsze informacje, sprawa została umorzona, a jej winnych nigdy nie odnaleziono. Uzupełnieniem tego rozdziału jest dodatek specjalny, "Skok stulecia", w którym możemy przeczytać o największym napadzie na bank w Wołowie, dokonanym w 1962 roku. 

Rozdział piąty "Anna i Wampir" to bogate zestawienie wiadomości na temat seryjnych zabójców działających w czasach PRLu. Najwięcej miejsca poświęcono Wampirowi z Zagłębia, który atakował i gwałcił kobiety na terenie całego województwa śląskiego, a także śledztwu, które doprowadziło do oskarżenia o te czynu Zdzisława Marchwickiego. Choć Marchwicki ostatecznie nie przyznawał się do winy, nie pamiętał szczegółów zbrodni, nie wykazywał cech psychopatycznych, po drodze znaleziono też poszlaki sugerujące, że to inny człowiek może być Wampirem, pod naciskami władzy kontynuowano proces i skazano oskarżonego na śmierć.
 
Podczas poszukiwania tropów Wampira z Zagłębia natrafiono przy okazji na inne zbrodnie, na przykład szczątki ludzkie należące do kilku kobiet znalezione na katowickim strychu, złapano także "Pętlarza", który dusił swoje ofiary. Po zakończeniu sprawy Marchwickiego ujęto także Joachima Knychałę, czyli "Frankeinsteina", który przyznał się do kilku napaści i zbrodni, twierdząc, że niejako inspirował się historią Wampira, schwytano a także dwudziestoletniego seryjnego mordercę, Karola Kota.

W dalszej części książki (rozdział "Terroryści znad Wisły") przeczytamy o głośnej akcji antyterrorystycznej, którą przeprowadziła milicja i SB po anonimowym telefonie, jakoby w samolocie PLL miała być umieszczona bomba ciśnieniowa. Terroryści żądali okupu i postawili w stan gotowości bardzo wiele organów bezpieczeństwa, w ostateczności okazało się jednak, że za sprawą tą stoją dwaj licealiści, dla których anonimowy telefon miał być głupim żartem. Sprawa nie była jednak do końca oczywista, istniały poszlaki sugerujące, że za dzieciakami stoją osoby, które miałyby cel w tym, aby ci konkretni chłopcy i ich rodziny zostali przykładnie ukarani.

Następny rozdział to sprawa "słynnego" Paramonowa, przestępcy, który niemalże pod komisariatem zabił milicjanta, ukradł mu pistolet i przez wiele dni dokonywał rozbojów w całej Warszawie. Jego wielodniowa ucieczka i walka z milicją obrosła swoista legendą, został on nawet "bohaterem"  ulicznych piosenek ("Bandyta, o którym śpiewała ulica")

Rozdział ósmy "W odpowiedzi K-44" dotyczy zuchwałych kradzieży dzieł sztuki z Muzeum Śląskiego we Wrocławiu, skradziono wtedy między innymi obrazy Matejki, Kossaka i Gierymskiego. Dwa miesiące później miało miejsce kolejne włamanie, tym razem do Muzeum Szczecińskiego. Sprawcy żądali olbrzymiego okupu, co postawiło w stan gotowości milicję, SB, a nawet Interpol, uważano bowiem, że za sprawą stoi wyspecjalizowana szajka przestępcza, która prawdopodobnie planuje sprzedać dzieła zagranicznym kolekcjonerom. Prawda okazała się być zgoła inna. Skradzione dzieła odzyskano, ale kto stał za ich kradzieżą, odkryto dopiero kilka lat później.
 
Kolejny fragment "Rozbrojona milicja" dotyczy akcji, która miała miejsce na Lubelszczyźnie, gdzie z miejscowego posterunku ukradziono broń. Sprawa ta postawiła na nogi całą okoliczną milicję, sprawdzono każdego, kto miał jakikolwiek konflikt z prawem, szukano wszelakich powiązań, politycznych, a także tych, z miejscowymi grupami przestępczymi. Mała, lokalna akcja nabrała poważnego charakteru. Rozwiązanie sprawy ponownie pojawiło się przypadkowo, odsłaniając wiele błędów i nieudolności PRLowskich organów ścigania.. 

Rozdział dziesiąty "Morderstwo na szczytach władzy" to kulisy sprawy zamordowania znanego pisarza i publicysty, Jana Gerharda. Mężczyznę zabito w jego mieszkaniu, a ponieważ znaleziono przy nim dość dużą sumę pieniędzy, wykluczono motyw rabunkowy. Za motyw zabójstwa uznano natomiast przesłanki polityczne, jako że Gerhard miał dość burzliwą przeszłość polityczną, ewentualnie wątek obyczajowy, związany z faktem, iż prowadził on dość bujne życie towarzyskie. Rozwiązanie sprawy okazało się jednak mieć związek z życiem prywatnym pisarza i w ogóle nie nawiązywać do jego politycznych powiązań.

Kolejny rozdział "Niech Bóg ma w opiece frajerów" dotyczy spraw fałszowania banknotów, których w czasie PRLu było bardzo wiele. W tej części możemy przeczytać o ściganiu kliku grup zajmujących się podrabianiem pieniędzy, a także szczegółach tego procederu, bowiem w niektórych sytuacjach były one bardzo profesjonalne, a w innych, mocno prymitywne.

Ostatni rozdział, moim zdaniem, jeden z najciekawszych to "Śmierć pod polską banderą". Zawarto w nim kilka dramatycznych historii rozgrywających się na polskich statkach podróżujących za granicę. Większość z nich kończy się dziwną, "samobójczą" śmiercią członków załogi, zniknięciem w tajemniczych okolicznościach kapitanów, albo pierwszych oficerów. Sprawy zazwyczaj umorzono ze względu na brak dowodów, świadków lub spójne zeznania załogi, potwierdzające samobójcze zachowanie ofiar. Żadnej z opisanych spraw nigdy nie wyjaśniono.

Kończąc już ten długi wpis, chciałam tylko nadmienić, iż "Czarną Wołgę" czyta się wyśmienicie. Lubię książki, które poruszają dawno zapomniane sprawy, a jeszcze bardziej mi się podoba, kiedy po latach odkrywają się nowe karty, albo wychodzą na jaw różne "smaczki" z nimi związane. O niektórych sprawach oczywiście wcześniej już słyszałam, to jednak większość z nich była dla mnie zupełną nowością. Na uwagę zasługuje też fakt, iż Autor przedstawia czytelnikom, jak potoczyły się dalsze losy niektórych spraw kryminalnych. Czasami po kilkudziesięciu latach pojawia się trop, dzięki któremu można zrobić krok do przodu w ich rozwiązaniu.
 

Sardegna

"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments



Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 368
Moja ocena : 5/6

Każdy zapewne kojarzy thriller "Dziewczyna z pociągu", który owego czasu był bardzo popularny i nazywany został bestsellerem roku. Książa autorstwa Pauli Hawkins istotnie była nieco zakręcona, wprowadzająca modę na nurt Domestic Noir w literaturze, a i mnie osobiście też przypadła do gustu. Zresztą napisałam o niej dokładniej TUTAJ. Ucieszyłam się więc, kiedy okazało się, że Autorka wydała drugą powieść. "Zapisane w wodzie" również reklamowano, jaką niesamowity, pełen emocji thriller, a ja nie ukrywam - dałam się na to nabrać. Nie zrozumcie mnie źle, powieść ta nie jest zła, ale znowu ktoś przesadził z reklamą. "Zapisane w wodzie" to absolutnie nie jest thriller! To nawet nie jest kryminał. Historię określiłabym, jako obyczajówkę z rozbudowanym wątkiem kryminalnym. I okej, bo lubię taką fabułę, tylko po tej reklamie i zachęcie, że to będzie coś na miarę "Dziewczyny z pociągu", poczułam się nieco rozczarowana.  

Historia jest z gatunku tych "leniwych". Akcja toczy się powoli, bohaterowie zmagają się z masą problemów, a na jaw wychodzą, jakieś niecne sprawki. Główna sprawa kryminalna jest niejako jednym wątkiem z wielu i jej rozwiązanie przychodzi, jakby przy okazji. Nie twierdzę, że to jest złe, ale jeśli ktoś nastawia się na emocjonującą książkę, to niech lepiej przemyśli ewentualną lekturę. Mimo wszystko jednak, moje wrażenia z lektury są pozytywne. Wkręciłam się w historię głównych bohaterek, bo to kobiety stanowią strukturę tej powieści, próbowałam też dociec prawdy, co udało mi się tylko częściowo. 

Miasteczko Beckford, leżące nad zakolem rzeki, nazywanym przez miejscowych Topieliskiem, jest znane z tego, że owego czasu było miejscem sądu nad czarownicami. Dziewczyny podejrzane o uprawianie czarów zostały poddawane próbie wody właśnie w tamtym rejonie rzeki. Od tego czasu miejsce to cieszy się złą sławą, co nie przeszkadza lokalnym do często odwiedzania Topieliska. Bez względu na porę roku, rzeka przyciąga spacerowiczów bądź chętnych kąpieli, którzy wręcz upajają się tajemniczą historią z przeszłości.

Niepokojące jest jednak to, że od lat w Topielisku dochodzi do samobójstw miejscowych kobiet. Nieszczęśliwe matki, żony, kochanki i córki postanawiają zakończyć swój żywot skacząc ze skały nad brzegiem rzeki. Kiedy dochodzi do kolejnego śmiertelnego skoku, do Beckford zostaje sprowadzona Jules Abbott, która nie może uwierzyć w to, że jej starsza siostra Nel popełniła samobójstwo. Jules, która przed laty opuściła miasteczko, ciągle nie potrafi pogodzić się z tragicznymi wydarzeniami z dzieciństwa, dlatego powrót do domu jest dla niej wielką traumą. Do tego musi uporać się jeszcze ze śmiercią siostry a także przejąć obowiązki opieki nad jej nastoletnią córką Leną. 

Miasteczko nie wita Jules przychylnie. Jest w końcu zamkniętą społecznością, która ma swoje sekrety. O jej siostrze krążą dziwne plotki, Lena skrywa jakąś tajemnicę o swojej mamie, uważając, że może być ona związana z samobójczą śmiercią innej kobiety z Topieliska, nikt nie puszcza pary z ust, choć wydaje się, że każdy w Beckford coś na ten temat wie. Jules próbuje odkryć, co tak naprawdę stało się Nel. Czy na Topielisku leży klątwa rzucona przez czarownice? Kto lub co stoi za samobójczymi skokami miejscowych kobiet? Czy Jules również grozi niebezpieczeństwo? 

"Zapisane w wodzie" jest naprawdę interesującą książką i myślę sobie, że Autorka próbowała także w swojej drugiej powieści przemycić co nieco z nurtu Domestic Noir, co też jej się częściowo udało (w końcu kilka "trupów z szafy", ukrywanych przez małą społeczność miasteczka wyszło w końcu na jaw), jednak ostatecznie całość nie była tak zaskakująca, jak fabuła "Dziewczyny z pociągu". 

Na koniec chciałam jeszcze tylko dodać, że historia kobiet w tej powieści jest niesamowicie smutna. Nie będę zdradzać, co tak mnie poruszyło w ich losach, ale uwikłanie w wir wydarzeń, na które nie ma się zupełnie wpływu, jest bardzo przytłaczające. "Zapisane w wodzie" nie będzie może trzymało czytelnika w napięciu i nie dostarczy takich emocji kryminalnych, jak rasowy thriller, jednakże działa na psychikę, pozostawiając po sobie pewien niepokój. Sprawdźcie sami.

Sardegna

"Lord John i sprawa osobista" Diana Gabaldon


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 318
Moja ocena : 4/6

Jesteście zdziwieni, że Diana Gabaldon, Autorka bestsellerowej serii "Obca", w której pierwsze skrzypce grają Clarie i Jamie (kobieta z czasów powojennych XX wieku przeniesiona w czasie do XVII wiecznej Szkocji, zakochuje się w charyzmatycznym szkockim wojowniku), wydała nową książkę? Ja też byłam zdziwiona, bowiem Gabaldon = "Obca", innych skojarzeń nie miałam. Zdziwiłam się wielce, kiedy w zapowiedziach Świata Książki znalazłam "Lorda Johna i sprawę osobistą". Z ciekawością sięgnęłam więc po tę powieść, oczekując nowego oblicza Autorki, albo przynajmniej jakiejś nowej odsłony jej twórczości.

Czytając wprowadzenie, można dowiedzieć się, że ta książka to nie do końca nowy twór. To znaczy, jest to opowieść świeża, nigdzie wcześniej nie publikowana, miała ona jednak docelowo być fragmentem jednego z kolejnych tomów przygód Clarie i Jamiego. Lord John Grey jest bowiem znajomym Frasera, a Autorka wymyślając dalsze losy bohaterów, napisała o nim opowiadanie – przygodę, jaka mu się przytrafiła. Kiedy wydawca zorientował się, ile stron ma ten epizod, postanowił wydać trzystu stronicowy "fragment", jako odrębną książkę.

I rzeczywiście, czytając "Lorda Johna..." ma się wrażenie, że to "Obca". Styl pozostał ten sam, mnogość postaci również, z tym że główny bohater to nie Jamie, więc i emocje podczas lektury są zdecydowanie mniejsze.

Jest rok 1757. Lord Grey przebywa właśnie w Londynie i przez przypadek odkrywa intymną tajemnicę lorda Trevelyana, szanowanego arystokraty, zajmującego ważne stanowisko w armii Jej Królewskiej Mości. Sprawa jest skomplikowana do tego stopnia, że Trevelyan jest narzeczonym kuzynki Johna, więc zdemaskowanie jego niecnego sekretu będzie obyczajowym skandalem dla całej rodziny. Grey postanawia rozprawić się z niegodziwcem prywatnie, jednak jego plan utrudnia niespodziewane zadanie, zlecone mu przez Koronę. Musi on rozwiązać zagadkę śmierci sierżanta Timothy'ego O'Connella, który został zamordowany na przepustce, a jego zabójstwo mieć związek ze aferą szpiegowską w szeregach żołnierskich. 

Lord John, jak samozwańczy detektyw, podąża za śladami pozostawionymi na miejscu zbrodni. Okazuje się, że w sprawę morderstwa może być zamieszanych więcej osób: żona denata, jej kochanek, służący, który znika w dziwnych okolicznościach, a także znana w mieście dama w zielonym płaszczu, której wyglądu nikt mnie potrafi dokładnie opisać.

Grey podąża rzadko uczęszczanymi uliczkami miasta do najciemniejszych zaułków Londynu, do miejsc, o których istnieniu ludzie w mieście wolą nie wiedzieć. Trafia do przybytków, gdzie męska prostytucja jest na porządku dziennym i przynosi niemałe zyski. Co z tymi miejscami ma wspólnego denat, i jak połączyć to nietypowe śledztwo z zdemaskowaniem lorda Trevelyana? 

Historia lorda Johna jest, jak dla mnie, leniwie toczącym się kryminałem retro. Akcja niespiesznie się rozwija, nikt nikogo nie pogania, bohater spokojnie przemieszcza się z miejsca na miejsce, mając czas na tropienie zabójcy, a także na wspominanie własnych  przeżyć wojennych. Średnio mi się to podobało, jednak na uwagę zasługuje na pewno kreacja lorda Johna (w sumie nie dotarłam jeszcze do tomów "Obcej", w których byłby on obecny, więc dla mnie jest postacią nową), jak również panorama XVIII wiecznego Londynu. Wątek homoseksualny również jest dość ciekawie przedstawiony, zwłaszcza w realiach, kiedy takie relacje były jednymi z najgorszych przestępstw. 

Czy polecam "Lorda Johna i sprawę osobistą"? Myślę, że mimo wszystkich niedociągnięć, jakie ta książka posiada, to tak. Fanom serii szkockiej, historia ta powinna sprawić frajdę i być miłą odmianą, nie polecam jej natomiast czytelnikom, którzy zaczynają dopiero poznawać twórczość Diany Gabaldon. Leniwa akcja i niewiele emocji mogą zniechęcić do sięgnięcia po "Obcą", a to byłaby już wielka strata.
Sardegna

"Wojenne związki" Maren Röger


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 330
Moja ocena : 4/6

"Wojenne związki" Maren Röger to książka o trudnej tematyce, która do tej pory była przemilczana i trochę zamieciona pod dywan. Związki Niemców z Polkami podczas okupacji, głównie opierające się na przemocy i gwałtach, to drażliwy i bolesny temat, dotychczas szeroko pomijany. Nie można jednak twierdzić, że wszystkie związki polsko - niemieckie były oparte tylko na przymusie i zaspokojeniu potrzeb seksualnych. Niemiecka Autorka postanowiła zmierzyć się z tą historią, pokazać różne oblicza wojennych związków, a za swą pracę została wyróżniona szeregiem nagród, między innymi Fraenkel Prize in Contemporary History 2014. 

"Wojenne związki" pokazują prawdziwy obraz relacji Niemców z Polkami podczas II Wojny Światowej. Książka podzielona jest na trzy części, z których każda ma jeszcze podrozdziały, opisujące charakter konkretnych relacji.  Pierwsza część dotyczy przymusowej i dobrowolnej prostytucji, część druga opisuje szczere relacje uczuciowe pomiędzy Niemcami i Polkami, często kończące się walką o legalizację związku, trzeci rozdział natomiast jest najtrudniejszy w lekturze, dotyczy bowiem wykorzystywania seksualnego i przemocy seksualnej w stosunku do kobiet na terenach będących pod okupacją

Książka jest bardzo dokładnym i starannym zapisem wielu sytuacji, które zostały odnotowane bądź obserwowane w czasie trwania II Wojny Światowej na ziemiach polskich. W tym czasie wszelkie kontakty żołnierzy niemieckich z miejscowymi kobietami były oczywiście zabronione, jednak w ten zakaz był sukcesywnie łamany. Niemieccy oficerowie często korzystali z domów publicznych, które znajdowały się w okupowanej Warszawie, a także w innych mniejszych miastach. Jako że przełożeni nie potrafili egzekwować od swoich żołnierzy zaniechania takich praktyk, kładziono nacisk na sprawne i "higieniczne" funkcjonowanie domów schadzek i "zdrowotne" kontrolowanie kobiet.

W czasie wojny zdarzały się także prawdziwe relacje uczuciowe pomiędzy okupantami i okupowanymi kobietami. Połączeni prawdziwym uczuciem próbowali uzyskać zgodę na zalegalizowanie swojego związku a także walczyli o dobrą przyszłość dla dzieci, które miały mieszaną narodowość. Tych sytuacji było jednak stosunkowo mniej, w porównaniu z przestępstwami na tle seksualnym, które dokonywane były w czasie wojny. Kobiety padały ofiarami brutalnych napaści, szantaży seksualnych czy gwałtów. Autorka poruszyła także kwestię przemocy seksualnej w praktykach policyjnych i dokonywanych przez władzę sądowniczą, przemoc wobec Żydówek, gwałty podczas tłumienia Powstania Warszawskiego, a także przedstawiła jako ogólny sposób manifestowania władzy przez okupanta.

"Wojenne związki" są bardzo dokładnym zapisem owych wydarzeń. Widać, że Autorka wykonała naprawdę kawał dobrej roboty, zbierając wszystkie materiały źródłowe i przeszukując archiwa, a ponad czterdziestostronicowa bibliografia i przypisy robią naprawdę wielkie wrażenie. Zresztą sama Maren Röger w podziękowaniach tłumaczy, jak zbierała materiały do książki i kto jej w tej pracy pomagał. Nie można więc odebrać Autorce ogromu pracy, jaką włożyła w swą książkę i ważności tematu, jaki postanowiła poruszyć, mimo że temat, jak wiadomo, jest kontrowersyjny nawet do dnia dzisiejszego.

Jeśli jednak chodzi o moje subiektywne wrażenia z lektury, są one raczej średnie. Książka z opisu i mojej powyższej charakterystyki, z założenia powinna wzbudzać w czytelnikach olbrzymie emocje, choćby ze względy na trudną i drażliwą tematykę, w praktyce jednak, nie poruszyła mnie, nie wzburzyła tak, jak oczekiwałam. 

Literatura faktu jest specyficzna, ale ta akurat pozycja przypomina bardziej "suchą" dokumentację, wyjętą z archiwum, rzetelną pracę naukową, niż książkę, która może zainteresować przeciętnego czytelnika. Nie jestem historykiem z zamiłowania, nie dla mnie daty, miejsca i nazwiska. Wolę emocje, historie konkretnych ludzi, a te niestety są w książce sprowadzone tylko do konkretnych danych ...
 
Najbardziej poruszającym rozdziałem jest oczywiście ten trzeci, mimo że i tutaj całość opisana jest bardzo rzeczowo, a Autorka ogranicza się tylko do podania suchych faktów. Niestety to nie wystarczyło, żebym osiągnęła satysfakcję z lektury. Przedzierałam się przez ogrom danych, przez co czytanie bardzo mi się dłużyło. Ostatecznie więc daję książce 4/6, bo nie można odebrać jej rzetelności i dokładności w przedstawieniu tematu. Nie polecam więc książki osobom, które oczekują po tym temacie większych emocji. Jest to raczej propozycja dla ludzi zainteresowanych tematem II Wojny Światowej pod kątem społecznym czy relacji okupantów z okupowanymi właśnie.
 
Sardegna

"P.S. Nie szukajcie mnie" Leena Parkkinen


posted by Sardegna on , , , , ,

9 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 350
Moja ocena : 5/6

Moją czwartą lekturą wakacyjną była powieść fińskiej autorki Leeny Parkkinen "P.S. Nie szukajcie mnie". Z założenia, historia ta miała mieć rozwinięty wątek kryminalny, ponieważ fabuła opiera się na odnalezieniu zabójcy z przeszłości. Tak w sumie jednak, powieść jest raczej obyczajówką, i to taką konkretną, dobrze skonstruowaną, poruszającą poważne problemy na naprawdę głębszym poziomie, a nie tylko powierzchownie, za co należy się jej olbrzymi plus. Tego mi ostatnio brakowało w czytanych lekturach. Czasami chcę wyjść poza poziom "lekko, łatwo i przyjemnie", żeby poczuć coś więcej, niż tylko chwilową przyjemność z czytania. Ta książka właśnie mi to dała.

 Akcja "P.S. Nie szukajcie mnie" toczy się w dwóch przedziałach czasowych. Część współczesna dotyczy Karen, energicznej 80 - latki, która ucieka z domu swojego syna i synowej, żeby na koniec swego życia przeżyć przygodę, a tak właściwie, doprowadzić pewne sprawy ze swej przeszłości, do końca. Wyrusza na wyspę, na której spędziła dzieciństwo i młodość, aby tam zmierzyć się z tragicznymi wydarzeniami, jakie miały miejsce 60 lat temu. Po drodze, staje się jednak świadkiem napadu na stację benzynową, i w przypływie nagłej odwagi ratuje młodą, ciężarną włamywaczkę, która postawiona zostaje w wielkiej opresji. Karen zabiera ze sobą Azar i postanawia dać jej schronienie, a przy okazji pokazać rodzinną wyspę Fetknoppen.

Druga część tej historii toczy się we wspomnieniach Karen, związanych z latami jej młodości, które kobieta spędziła na rodzinnej wyspie. Miejsce to było bardzo trudne do codziennego życia, bardzo nieprzyjazne i bardzo wymagające, dla swoich mieszkańców. Surowy klimat, monotonia, bieda, w i tak trudnych latach powojennych, dała się we znaki lokalnej społeczności. Tym bardziej, miejsce to było trudne do życia dla pełnej energii i ciekawości świata, młodzieży.  

Lato 1947 roku na zawsze zmieniło życie bohaterki i jej brata Sebastiana, który zostaje oskarżony o zamordowanie nastoletniej Kristi. Jako że relacja pomiędzy rodzeństwem zawsze była bardzo silna, Karen za nic nie chce uwierzyć w winę swojego brata. Na zawsze zostaje przylepiona do niej łatka siostry mordercy i kobieta musi już żyć z tą świadomością. Nie może się jednak z tym pogodzić, dlatego postanawia jeszcze przed śmiercią rozwikłać tą zagadkę.

Przypadkowe spotkanie zmienia na zawsze ich losy dwóch kobiet. Pomiędzy nimi nawiąże się nić porozumienia, która przeradza się w trwałą przyjaźń. Azar pomaga Karen w prywatnym śledztwie, natomiast staruszka daje dziewczynie to, czego od dawna nikt Azar nie oferował.

Wszystko to: dynamiczna współczesność, przeplatana wspomnieniami Karen, pełnymi opisów rodzinnych relacji, zwyczajów lokalnej społeczności, ich codziennej pracy i trudnościami z nią związanymi, sprawiają, że powieść jest jedyną w swoim rodzaju. Jest historią wielowątkową i wielowymiarową. Opowieścią o rodzinie, dzieciństwie, przyjaźni, historią kryminalną, w której przeszłość spaja się z teraźniejszością.  Opowieścią, w której Autorka świetnie poradziła sobie z przedstawieniem realiów życia w latach czterdziestych, fińskiej wyspy.

Książka na pewno nie jest przeznaczona do czytania na szybko. Trzeba spokojnie wdrożyć się we wszystkie szczegóły z życia Karen i Azar, ale historia jest tego warta, a ja, jak zwykle żałuję, że dałam powieści tak długo czekać na swoją kolej.

Sardegna

"Dziewczyna z pociągu" Paula Hawkins


posted by Sardegna on , , , , , ,

16 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
audiobook: czas trwania 9 godzin 45 minut
Moja ocena : 6/6
lektor: Karolina Gruszka


Kurczę, no! Podobało mi się! Staram się omijać książki określane, jako szczytowe, z listy bestsellerów, ale po prostu musiałam! 

O "Dziewczynie z pociągu" Pauli Hawkins czytałam bardzo skrajne opinie. Część moich blogowych znajomych (bo na ich wpisach się opieram), bardzo, ale to bardzo, chwaliła książkę, stawiając ją w rzędzie z "Zaginioną dziewczyną". Część natomiast, zupełnie przeciwnie, bardzo ją krytykowała, uważając za nudną i przereklamowaną. 

Zawsze tak mam, że kiedy wszyscy wokoło rozmawiają o danej książce, chwaląc lub krytykując, muszę sama ją sprawdzić. Nie wiem jednak kiedy sięgnęłabym po tę powieść, gdyby z pomocą nie przyszedł serwis Audioteka, który w ramach współpracy z Inpostem, udostępnił ten audiobook za darmo. W takiej formie i takich okolicznościach, mogę jak najbardziej zapoznawać się z "Dziewczyną z pociągu".

Przyznaję, że powieść naprawdę mi się podobała. Może nie jest to genialny thriller psychologiczny, ale dobrze trzyma w napięciu do ostatniej strony (bo na szczęście zakończenie też zaskakuje). Nie można się od książki oderwać, a najlepszym tego dowodem jest fakt, że jest to chyba najszybciej przeze mnie przesłuchany audiobook w życiu. Całość, która trwa ponad 9 godzin, zajęła mi dosłownie trzy wieczory. Jeszcze nigdy tak nie porzuciłam innych czynności, dla audiobooka, i to chyba tylko dobrze o nim świadczy. Podobało mi się!

"Dziewczyna z pociągu" to powieść z gatunku tych, które ja nazywam "za zamkniętymi drzwiami domu". Sielanka na zewnątrz, zło i demolka wewnątrz. I rzeczywiście powieść taka jest. Podobna trochę w formule do "Zaginionej dziewczyny", napisana w bardzo podobny sposób, zawiera podobne wątki. Wszystko opiera się na tajemniczym zaginięciu młodej kobiety, a cała lokalna społeczność poszukuje o niej wieści. Praktycznie do samego końca nie wiadomo, kto jest odpowiedzialny za zniknięcie dziewczyny, i co się z nią właściwie stało.

Akcja powieści toczy się raczej leniwie, a czytelnik spokojnie przemieszcza się pomiędzy wydarzeniami, ukazywanymi z perspektywy trzech narratorek (ale z każdym kolejnym rozdziałem traci ten spokój, gwarantuję!), trzech kobiet, kluczowych postaci w całej tej opowieści. Zaginiona Megan, jej sąsiadka Anna, oraz Rachel, tytułowa dziewczyna z pociągu, będą ze sobą ściśle połączone, ale w jaki sposób? Nie będę zdradzać zbyt wiele!

Rachel codziennie podróżuje do pracy pociągiem, z przedmieść Londynu do stolicy. Z nudów obserwuje świat za oknem, i codziennie, w miejscu, w którym pociąg zatrzymuje się na parę chwil przed semaforem, obserwuje domy, znajdujące się w pobliżu torów. Kobieta wyobraża sobie historie mieszkańców tych domostw, a szczególną uwagę zwraca na dwa z nich: w jednym mieszka młode małżeństwo, które według Rachel ma idealne życie, drugi dom jest jej lepiej znany, bowiem kiedyś sama w nim mieszkała ze swoim byłym mężem.

Rachel w ogóle przeżywa trudne chwile. Jest na skraju załamania nerwowego, popada w alkoholizm, jest rozbita psychicznie i nie może pogodzić się z utratą męża. Codzienna przejażdżka koło jej "starego" domu wytrącają ją całkowicie z równowagi, a jedynym jasnym punktem staje się obserwacja i fantazjowanie na temat idealnej pary, mieszkającej w drugim domu przy torach. Pewnego dnia jednak, kobieta zauważa na tarasie młodych coś, co zupełnie rozbija wizerunek, młodego małżeństwa, jaki stworzyła.

Kiedy do tego, okazuje się, że Megan zaginęła i szuka jej cała dzielnica, Rachel popada w paranoję i zaczyna prowadzić swoje prywatne śledztwo, na temat tego, co wydarzyło się tego feralnego dnia, kiedy widziała z pociągu nietypową scenę. Co się stało z Megan, i kim ona właściwie jest, bowiem fakty, jakie wychodzą na jaw po jej zaginięciu, zupełnie przeczą wizerunkowi młodej żony i sympatycznej dziewczyny z sąsiedztwa.

Rachel walczy z własnymi demonami i przeświadczeniem, że wydarzyło się coś strasznego, czego zupełnie nie pamięta, będąc pod wpływem alkoholu. A przy okazji śledztwa wychodzą na jaw wszystkie skrywane sekrety, które od lat skrywane były skrzętnie pod dywan, na ulicy przy torach.

Tak, jak napisałam na początku, powieść trzyma w napięciu, choć toczy się niespiesznym, leniwym wręcz rytmem. Każdy kolejny rozdział odkrywa jednak interesującą dla całej sprawy, warstwę, która nadaje historii zupełnie nowego znaczenia. Jeśli chodzi o audiobook, tekst czyta pani Karolina Gruszka, która robi doskonałą robotę i jest moją ulubioną lektorką. Każdej z trzech narratorek nadawała własny charakter, a ja właściwie nie musiałam skupiać się na tym, która kobieta opowiada swoją historię, bo praktycznie od razu o tym wiedziałam.

Nie wiem, czy wystarczająco przekonałam Was do tego, że warto sięgnąć po "Dziewczynę z pociągu". W każdym razie, jeżeli lubicie "Zaginioną dziewczynę" i ciekawią Was historie dziejące się za zamkniętymi drzwiami porządnych domów, ta powieść przypadnie Wam do gustu. Dobrze, że czasami książki szumnie nazywane bestsellerami, okazują się rzeczywiście fajne, bo w innym przypadku moje jest rozczarowanie i niechęć jest ogromna. Tutaj na szczęście obyło się bez tego.

Sardegna

"Polska odwraca oczy" Justyna Kopińska


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments


 Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 230
Moja ocena : 6/6

Nie wiem czy będę w stanie opisać, jak należy, tę książkę. Zbiór reportaży Justyny Kopińskiej, dziennikarki, która zmierzyła się z najtrudniejszymi sprawami karnymi ostatnich lat, to bardzo trudna emocjonalnie lektura. To książka, która wysysa z czytelnika energię, pozostawiając go w ciężkim szoku, że opisane zdarzenia miały miejsce naprawdę. Nie da się owych historii czytać na raz. Trzeba sukcesywnie przerywać lekturę, ale nie z powodu tego, że źle się ją czyta (bo wbrew pozorom czyta się doskonale, szybko i na jednym wdechu). Trzeba to zrobić raczej dla siebie, dla swojego zdrowia psychicznego. Żeby nie oszaleć, nie spanikować i nie stracić zupełnie nadziei w ludzi i w nasz rodzimy wymiar sprawiedliwości.

O przytoczonych przez Autorkę sprawach karnych, owego czasu słyszała cala Polska. 16 dramatycznych historii, z czego większość jest  czytelnikom doskonale znana ze środków masowego przekazu. Te najbardziej znane i kontrowersyjne, to zwolnienie po 25 latach  więzienia, zabójcy czterech chłopców, Mariusza Trynkiewicza, prześladowanie małoletnich pacjentów przez personel szpitala psychiatrycznego w Starogardzie Gdańskim, czy sprawa siostry Bernadetty ze Zgromadzenia Miłosierdzia św. Karola Boromeusza  w Zabrzu. Każdej sprawie, Justyna Kopińska, przyjrzała się bardzo wnikliwie, wykorzystując swoje umiejętności śledcze, Udaje się jej dotrzeć do najbardziej niewygodnych i skrywanych faktów, a także zadać najtrudniejsze pytania właściwym osobom.

"Polska odwraca oczy" to zbiór doskonale napisanych reportaży, które czyta się z wielkim niedowierzaniem i przerażeniem, że opisywane sytuacje mają miejsce wokół nas. Aż ma się ochotę "zamknąć oczy" i udawać, że to nie wydarzyło się naprawdę. Autorka bombarduje czytelników swoją pracą jednak właśnie po to, by byli oni świadomi. Zarówno tego, co dzieje się w zakamarkach wymiaru sprawiedliwości, jak i bezradności ofiar i bezwzględności czy bezkarności oprawców.

Autorka jest doskonałą obserwatorką, świetnie realizującą swą misję dziennikarki śledczej. Dociera do faktów, które do tej pory nie ujrzały światła dziennego. Dzięki jej pracy kilka zamkniętych spraw doczekało się wznowienia. Zwiększono także kontrolę bezpieczeństwa w ośrodkach zamkniętych dla dzieci. Nie dziwi więc szereg nagród najczęściej przyznawanych w roku 2015, pani Kopińskiej. Odważę się stwierdzić, że te reportaże będą jedną z ważniejszych książek, które pojawiły się, bądź pojawią na rynku wydawniczym, w 2016 roku.

Nie jest to łatwa lektura, dlatego polecam ją osobom o mocnych nerwach. Z drugiej jednak strony, może książkę powinien przeczytać każdy, żeby być świadomym, że życie to nie tylko cztery ściany i trasa praca - dom. Ostrzegam jednak lojalnie, że te reportaże można emocjonalnie odchorować.

Osobiście czytałam po jednym rozdziale dziennie, na więcej nie mając siły ani ochoty. Momentami jednak chciałam brnąć w nie dalej, kierując się przemożną chęcią poznania wszystkich szczegółów tych dramatycznych historii. Co innego bowiem wiedzieć pobieżnie, o co w nich chodzi, a co innego zagłębić się w ich najmroczniejsze zakamarki. Teraz, tylko od Ciebie drogi Czytelniku zależeć będzie, czy tak, jak "Polska..." odwrócisz oczy, czy wręcz przeciwnie, będziesz patrzył i przeżyjesz te historie po swojemu.

Sardegna

"29" Adena Halpern


posted by Sardegna on , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 302
Moja ocena : 5/6


To może zabrzmi trochę banalnie, ale czy nie mieliście czasem ochoty cofnąć się w czasie i wrócić do lat swojej młodości? Do czasów, kiedy mieliście ponownie 20 lat, zero problemów, obowiązków i szansę na ponowne przeżycie swojego żywota? Nie wiem, jak Wy, ale ja kilka razy miałam na to ochotę. Nie, żebym była niezadowolona z swego życia, bardziej chodzi mi o szansę na poprawienie jakiś zaniedbań czy uniknięcie niedomówień.. 

Właśnie taki wyjątkowy prezent od losu dostała bohaterka powieści Adeny Halpern, Ellie Jerome. Ellie jest kobietą 75 letnią, przede wszystkim matką swojej córki Barbary, i babcią wnuczki Lucy.  Młoda duchem lecz już nie ciałem, kobieta, w dniu swoich urodzin wypowiada życzenie: chciałabyś ponownie mieć 29 lat i spróbować życia na nowo. Chce ustrzec się przed błędami, jakie popełniła, poszukać mężczyzny, który zawładnie jej sercem, a nie tylko będzie oazą wiecznego spokoju, chce być niezależną i wyzwoloną kobietą, jaką nigdy w przeszłości nie była. Chciałaby przeżyć przed śmiercią, taki jeden wyjątkowy dzień. 

Niespodziewanie, w magiczny sposób, po przebudzeniu, ma 29 lat i cały świat przed sobą! Tajemnicę jej przemiany zna tylko Lucy, która z zachwytem postanawia zorganizować babci wymarzony dzień. 
Ellie świetnie odnajduję się w we współczesności, zachwyca swoim młodym wyglądem i możliwościami, jakie ofiaruje jej świat. Poznaje także wyjątkowego, przystojnego chłopaka. Czy będzie w stanie zrezygnować ze swej obecnej rodziny, na rzecz młodości i nowej, życiowej szansy?

Ellie ma poczucie niezrealizowanych pragnień, niewykorzystanych możliwości i nieudanych relacji z bliskimi. Powrót do lat młodzieńczych może dać jej opcję naprawienia błędów. Tylko czy ona naprawdę tego zechce? Czy jej aktualne życie jest aż takie złe? A może po latach da się jeszcze coś w nim naprawić?

Na pierwszy rzut oka "29" wydaje się lekką i przyjemną opowieścią o szalonej, odmłodzonej babci, w rzeczywistości jednak to konkretna obyczajówka, w której więcej jest chyba słodko - gorzkich rozważań na temat straconych szans i niespełnionych oczekiwań wobec życia, niż zabawnych perypetii bohaterki. Praktycznie każdy kolejny rozdział daje do myślenia nad jakością swego życia. Czy przeżywamy je w taki sposób, żeby w przyszłości nie musieć niczego żałować?
 
Historia porusza też niełatwe relacje rodzinne, zwłaszcza pomiędzy kobietami. Nadopiekuńczość, zaborczość, wieczna krytyka, decydowanie, psychiczne uzależnienie, wzajemne pretensje, wieczne "wiem lepiej" i "a nie mówiłam", to tylko niektóre problemy powtarzające się w niejednej rodzinie. Takie relacje występują  nie tylko pomiędzy matkami i córkami. Czasami włączane są w to babcie, wnuczki, ciotki, kuzynki. Moc kobiet może być niesamowitą siłą sprawczą, jednakże nie zawsze musi działaź w dobrym kierunku. 
Natomiast ta powieść pokazuje, że każda kobieta w rodzinie jest ważna, ma swoje potrzeby i prawa, a często się o tym zapomina, zwłaszcza w przypadku seniorek...

Osobiście, książka ta ma dla mnie wyjątkowe znaczenie. Ileż ja bym dała, żeby przeżyć ze swoją babcią, (odmłodzoną, nieodmłodzoną - to nieistotne) taki jeden, cudowny dzień... Macie babcię? Szczęściarze. Biegnijcie ją uściskać!

Sardegna

"Obca" Diana Gabaldon


posted by Sardegna on , , , , , , ,

27 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 710
Moja ocena : 5/6

Pamiętacie mój świąteczny prezent? Pięć pierwszych tomów autorstwa Diany Gabaldon, które dostałam od męża pod choinkę? Oto pierwszy z nich "Obca"! Przeczytanie tej książki to jednocześnie mój osobisty sukces. Dlaczego? Bo zawsze otrzymane prezenty chowałam głęboko na regał, zostawiając na nieokreślone później. Ważniejsze zobowiązania, stos wydawniczy, książka własna może poczekać, znacie te wymówki ... A figa! Nie będzie czekać! Zabrałam się za nią tuż po świętach i w sumie przeczytałam bardzo szybko.
Nie byłoby w tym nic dziwnego, w końcu czytanie 700 stronicowych powieści czasami zajmuje mi dwa, trzy dni. W przypadku tej serii jednak, druk jest tak niewielki, że ilość tekstu na stronie jest autentycznie ogromna. To nieco wydłużyło czas czytania, ale nie zniszczyło przyjemności płynącej z lektury. Bo przyjemności z czytania było całkiem sporo, choć niektórzy nie podzielą mojego zdania i będą mieli je zupełnie odmienne.

Nie ma co czarować, "Obca" to romans. Nie żadna powieść fantastyczna, historyczna czy inna. Oczywiście zawiera w sobie te wątki, ma bardzo rozbudowane tło historyczne, związane z wydarzeniami w Szkocji w XVIII wieku (choć podobno nie do końca prawdziwe), ale nie to jest w powieści najważniejsze. Pierwsze skrzypce grają Clarie i Jamie. Dlatego po książkę sięgać powinny osoby, które mają ochotę na taką historię. W innym wypadku przedzieranie się przez 700 stron może być prawdziwą udręką.

Co zatem ma w sobie ta seria, że sięgają po nią miliony czytelniczek? Niby nic zaskakującego, co bowiem mogłoby być niezwykłego w romansie z przed lat. Otóż w przypadku "Obcej" sprawa wygląda nieco inaczej.

Właśnie zakończyła się II Wojna Światowa, i Clarie, pielęgniarka z frontu wraca do swego męża Franka. Aby umocnić swe małżeństwo nadwątlone zawieruchą wojenną, młodzi udają się oni w podróż do urokliwej i spokojnej Szkocji, a tam, pod wpływem nieznanej siły, tajemniczej mocy przyrody, wiedźm czy innych czarów, Clarie przenosi się do tego samego miejsca, tylko dwieście lat wstecz. Na początku kobieta jest przerażona, ale  przyzwyczajona do stawiania czoła trudnym sytuacjom, nie poddaje się strachowi nawet wtedy, kiedy trafia w ręce wojowniczo nastawionych Szkotów. 

Losy Clarie w XVIII wiecznej Szkocji pełne będą niesamowitych przygód. Dziewczyna przeżyje na własne skórze wydarzenia, o których czytała w historycznych książkach męża. Momentami będzie drżała o własne życie, uciekała przed niebezpieczeństwem, chroniła się przed wrogiem, ale  w tej niezwykłej rzeczywistości znajdzie też sprzymierzeńców, przyjaciół a nawet miłość.

Clarie, początkowo traktowana przez Szkotów, jak angielski szpieg, trafia do siedziby szkockiego klanu MacKenzie, w którym twardą ręką władzę sprawują Colum i jego brat Dougal. Na początku traktowana nieufnie, z czasem jednak zyskuje akceptację braci, głównie dzięki swoim medycznym umiejętnościom. Poznaje lepiej społeczność klanu, zaprzyjaźnia się, a w rezultacie zakochuje w jednym z podopiecznych Dougala. 

Jamie Fraser okazuje się jednak być kimś więcej niż tylko zwyczajnym pomocnikiem, a jego historią można by obdzielić kilkunastu ludzi. Swoją postawą imponuje Clarie, nie brakuje mu też charakteru i odwagi. Nie dziwi więc fakt, że dziewczyna jakby zapomina o swoim życiu doczesnym i wkręca się w XVIII wieczną przygodę.
I wokół tego kręci się właściwie cała powieść, ale uspokajam, nie opiera się ona na cukierkowej relacji pełnej ochów i achów. Sporo się dzieje w otoczeniu Clarie i Jamie'go, a niespokojne czasy nie sprzyjają sielance, więc większość wydarzeń, w jakich przychodzi uczestniczyć bohaterom, dzieje się "w drodze".

Sporo w powieści jest scen erotycznych, ale spokojnie, "Obca" to nie "50 twarzy Gray'a". Erotyka jest tylko dodatkiem do fabuły, a nie jej istotą, więc mnie osobiście to w żaden sposób nie przeszkadzało.

Podobała mi się "Obca" i to nawet bardzo! Cała historia przypomina mi trochę początkowe tomy "Sagi o Ludziach Lodu" (kto czytał, ten wie, o czym mówię). Surowość, niebezpieczeństwo, potomkowie, klany, wierzenia, magia, czarownice i miłość. Taka prawdziwa, jak z bajki.

Stawiam 5/6 i mam nadzieję, że scharakteryzowałam Wam powieść na tyle, że zainteresowane osoby będą wiedziały, czego mniej więcej można po tej historii się spodziewać. W najbliższym czasie na pewno zabiorę się za tom II, a później za kolejne, bo już wiem, że muszę skompletować sobie całą grubaśną serię.


Sardegna