Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Bezdroża. Pokaż wszystkie posty

"Każdemu jego Everest" Mirosław "Falco" Dąsal


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Bezdroża
Liczba stron: 416
Moja ocena : 4/6
 
Kolejną książką przeczytaną w czasie urlopu były dzienniki Mirosława "Falco" Dąsala, o wspólnym tytule "Każdemu jego Everest". Pozycja ta to właściwie wznowienie pierwszego wydania z 1994 roku i skupienie się na 3 wyprawach wysokogórskich: na Lhotse w 1985 oraz 1987, na K2 w sezonie 87'/88' oraz na Mont Everest w 1989, o a wszystko to z okazji trzydziestej rocznicy śmierci wspinacza, do której doszło na przełęczy Lho La w drodze na Everest. 37 letni wówczas himalaista, wraz ze swoimi kolegami, Andrzejem Heinrichem, Eugeniuszem Chrobakiem, Mirosławem Gardzielewskim i Wacławem Otrębą zginął w lawinie, która zeszła w rejonie obozu na 7300 metrów. Jak do tej pory, tragedia ta jest określana mianem największej, w historii polskiego himalaizmu.
Ponieważ jestem wielką miłośniczką literatury wysokogórskiej, z chęcią rzuciłam się na lekturę "Everestu" (jak go w skrócie nazywam). Chciałam się nieco podszkolić w zakresie tych konkretnych wypraw, bo jeśli chodzi o Falco, poza kojarzeniem charakterystycznego przydomka i nazwiska niewiele umiałabym o tym wspinaczu powiedzieć.
 
Niestety, jak szybko sięgnęłam po tą książkę, tak prawie natychmiast ją odłożyłam. Musiało minąć trochę czasu, abym na urlopie przedarła się przez jej treść. Dlaczego tak się stało? Otóż, "Każdemu jego Everest" składa się z bardzo skrupulatnych, niesamowicie szczegółowych zapisków wspinacza, które tworzył na przestrzeni lat, będąc właśnie w górach, zarówno w trasie, w bazie, jak i w obozach, w drodze na szczyt. To nie jest tak, że ja nie lubię czytać takich dzienników. Lubię i to bardzo, zresztą lektura kilku już za mną, ale takie relacje z wyprawy muszą (jak dla mnie) mieć odpowiedni dynamizm i różnorodność. 
 
Mam wrażenie, że himalaista miał po prostu taki styl. W bardzo dokładny, aż do przesady, sposób, kwieciście i plastycznie opisywał najbardziej prozaiczne czynności, związane z wyprawą. Do tego poruszał wiele wątków pobocznych, wtrącał informacje o postaciach polskiego i światowego himalaizmu, z którymi akurat się wspinał, opisywał relacje panujące w ekipie, strategie, plany i ich wykonanie, a wszystko to łączył z filozoficznymi rozważaniami na temat sensu wspinania się i gór. Ja to wszystko rozumiem i doceniam. Wspinaczka wysokogórska to nie tylko wykonane, bądź niezrealizowane zadanie, ale także doświadczenie niemalże metafizyczne, w którym to człowiek przekracza własne granice i najlepiej poznaje samego siebie. Jednakże w kontekście książki, po prostu nie uniosłam tematu. 
 
Uwielbiam czytać o górach, ale w związku z tym, że jestem osobą energiczną i lubię, kiedy się coś dzieje wokół mnie, nie potrafiłam przebrnąć przez leniwe, powolne wspinanie się Dąsala i jego współtowarzyszy. Jakby tego było mało, książka ma bardzo mały druk, wąskie marginesy, stąd też duża ilość tekstu zlepia się w jedno i sprawia, że czytanie staje się jeszcze bardziej nużące i męczące. 
 
Książka jest bardzo osobista, specyficzna, więc na pewno nie trafi do każdego czytelnika. Ale czy to ważne? Istotne jest to, że dotrze do najbardziej zainteresowanych. Co ważne, to fakt, iż z dzienników tych wyłania się z obraz wrażliwego, skromnego człowieka, pełnego pokory, który swoją miłością do gór postanowił dzielić się ze wszystkimi, którzy zechcieli go posłuchać. W swym dzienniku pokazał też jasno i wyraźnie mocne stanowisko, co do zdobywania szczytów za wszelką cenę. Sądzę, że dla czytelnika bogatszego o wiedzę o tym, co wydarzyło się na scenie polskiego i światowego himalaizmu w ciągu ostatnich trzydziestu lat, taka świadomość jest niezwykle cenna.


Sardegna

"Manaslu. Góra ducha. Góra kobiet" Monika Witkowska


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Bezdroża
Liczba stron: 400
Moja ocena : 5/6


Książki wysokogórskie to jeden z moich ulubionych rodzajów literatury, chociaż faktycznie, w ostatnim roku nie przeczytałam ich zbyt wiele. Po burzliwie komentowanych w mediach wydarzeniach, jakie miały miejsce na Nandze Parbat, z początkiem roku 2018, dopadł mnie przesyt tematem, zrobiłam więc sobie przerwę od górskich książek. Czasami jednak dobrze jest z czegoś zrezygnować, żeby później do tego zatęsknić i wrócić z wielką przyjemnością, i tak też było w moim wypadku.

Miałam już okazję czytać książkę pani Moniki Witkowskiej, podróżniczki, dziennikarki, ale też żeglarki, kobiety praktycznie wszechstronnej, opowiadającej o wyprawie na najwyższy szczyt świata "Everest. Góra gór". Tym razem przyszła pora na zrelacjonowanie wyprawy na Manaslu, ósmego, co do wysokości, ośmiotysięcznika. 

Jak sama pani Monika Witkowska twierdzi, wyprawa na Manaslu nie była specjalnie planowana, a pomysł na tą przygodę zrodził się spontanicznie po powrocie z Everestu. Podczas rozmów z przyjaciółmi, podróżniczka została zapytana o kolejny cel, a ponieważ nie miała konkretnego planu, stwierdziła, dlaczego nie mierzyć wyżej, i nie spróbować zawalczyć o kolejny ośmiotysięcznik. Już wcześniej Manaslu dawało Monice sygnały i w pewien sposób wabiło do siebie. A kiedy kolejny już raz wszechświat dał podróżniczce znać, że to ta a nie inna góra ma być wzięta pod uwagę, decyzja została podjęta błyskawicznie.

Planując swoją wyprawę, Monika Witkowska świetnie się przygotowała. Zaprosiła do współpracy Joannę Kozanecką, sportsmenkę, podróżniczkę o podobnych zainteresowaniach i pasjach. Przeprowadziła rozmowy i konsultacje z wspinaczami, którzy Manaslu już zdobyli, zadbała o kondycję, finanse i tak, 3 września 2018 roku wraz z ekipą, wylądowała na lotnisku w Katmandu. W książce znajdziemy dość szczegółowy zapis przygotowań do wyprawy, również tych mentalnych, opis dni spędzonych w stolicy na relaksie, zwiedzaniu, podziwianiu tej niesamowitej mieszanki kultur oraz dopinaniu ostatnich szczegółów, a także właściwy trekking do bazy, podzielony na etapy: Katmandu - Besishahar (760m) - Dharapai (1860m) - Karche (2700m) - Bimtang (3600m) - aklimatyzację na Larke Pass (5106m) - Samodo (3600m) - Samagaun (3550m) - Manaslu Base Camp (4800m). Każdy etap dojścia do bazy obfitował w inne obserwacje, spotkania i przygody. Ekipa wędrująca mogła skosztować tradycyjnych potraw, napojów (masala chai), czy owoców, poznać bliżej zwyczaje Szerpów, symbole religii nie tylko buddyjskiej, ale też wierzeń animistycznych, czy posłuchać lokalnych opowieści, na przykład o tym, skąd się wziął alkohol na świecie. Ośmiodniowa wyprawa do base campu obfitowała także w chwile zadumy i zastanowienia się nad pięknem i różnorodnością otaczającego ich krajobrazu.

Codziennemu życiu w bazie poświęcony jest kolejny fragment książki. Podróżniczka opisuje międzynarodowe towarzystwo, czekające na możliwość zdobycia ośmiotysięcznika, spotkanie z polską ekipę wspinaczy z Rafałem Fronią na czele, ale też kwestie techniczne: rozstawienie namiotów, ustalanie planów wspinaczkowych z Szerpą, gotowanie w bazie, czy dbanie o higienę.

Kolejne rozdziały opisują wejście Moniki i Joanny do pierwszego obozu na wysokości 5700m związane z tym przejście po lodowcu poprzecinanym szczelinami, oraz trasę wzdłuż poręczówek, potem zdobycie dwójki na 6800m i ... powrót do bazy na odpoczynek. W końcu wymarzone okno pogodowe w dniu 24 września, dzięki któremu podróżniczki mogły ruszyć w stronę jedynki i podjąć się ataku szczytowego. Monika Witkowska opisuje trudy wspinaczki, zdobywania kolejnych obozów, organizowanie sobie odpoczynku, przygotowanie jedzenia, walkę z zimnem, a także towarzystwo, z jakim się po drodze spotyka na przykład liczne, komercyjne, ale zupełnie nieprzygotowane wyprawy Chińczyków, czy ekipę, która właśnie wróciła ze szczytu i dzieli się doświadczeniami.

Ostatecznie, 28 września, Monice i Joannie udało się zdobyć szczyt, choć nie bez kłopotów z kończącą się butlą tlenu. Szczęśliwy powrót kobiet do bazy zakończył się gratulacjami i informacją, że szczyt zdobyło 9 z 15 osób podejmujących atak szczytowy.  

Następne fragmenty książki przedstawiają powrót do cywilizacji, mozolny trekking, niepozbawiony jednak obserwacji otaczających krain oraz ciekawej i tak odmiennej, kultury. Książka kończy się podsumowaniem wyprawy przez Monikę, a także przedstawieniem wielu informacji pomocniczych, które mogą przydać się podróżnikom wybierającym się w taką przygodę. Autorka podpowiada, jak zaplanować podróż, trasę, załatwić formalności i sprawy bezpieczeństwa, jak się aklimatyzować, przygotować ekwipunek, odzież, walutę, podaje praktyczne rady, co do trekkingu i samej wspinaczki, jakie pożywienie i sprzęt wspinaczkowy zabrać,  jakie urządzenia elektroniczne najbardziej się sprawdzą, i o czym trzeba pamiętać, podejmując się takiej wyprawy.

Bardzo dobrze czyta się tą opowieść o zdobywaniu Manaslu. Monika Witkowska ma w sobie to coś, co przyciąga. Czuć dobrą energię, pasję i szczerość, a to bardzo ważne w przypadku książek podróżniczych. Do tego, historia jest cudnie wydana. Miałam parę razy do czynienia z książkami z wydawnictwa Bezdroża i za każdym razem jestem zadowolona. Kredowy papier, wspaniałe fotografie, już samo przeglądanie takiej książki jest niesamowitą przyjemnością."Manaslu. Góra ducha. Góra kobiet" pasuje formatowo i wizualnie do "Everestu. Góry gór", stąd też obie książki będą ważnymi elementami w mojej górskiej biblioteczce. Bardzo polecam!

Sardegna

"Everest. Góra Gór" Monika Witkowska


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


  Wydawnictwo: Bezdroża
Liczba stron: 320
Moja ocena : 6/6

Jako że w styczniu jedną z kategorii wyzwania Trójka e-pik (która swoją drogą, pięknie się reaktywowała, a coś więcej na jej temat znajdziecie TU) była książka o górach, postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i przeczytać "Everest. Górę Gór" Moniki Witkowskiej, który dotarła do mnie całkiem niedawno z Wydawnictwa Bezdroża.

Skłoniłam się ku tej pozycji głównie za sprawą faktu, iż miałam już nie raz okazję być na spotkaniu z podróżniczką (raz nawet w moim mieście), wziąć udział w prelekcji i wysłuchać niesamowitych wspomnień z wypraw nie tylko górskich, ale i żeglarskich, nigdy jednak nie miałam okazji czytać żadnej książki Jej autorstwa. Postanowiłam więc to zmienić i przeczytać, jak wyprawę na najwyższy szczyt świata wspomina Monika Witkowska, dziennikarka, podróżniczka, żeglarka, przewodniczka, aktualnie zdobywczyni całej Korony Ziemi. 

"Everest. Góra Gór" to zapis ekspedycji z 2013 roku, który zakończył się dla podróżniczki sukcesem, udało jej się bowiem, jako jednej z nielicznych osób wyprawy, zdobyć szczyt i stanąć na Dachu Świata. Książka przyjmuje formę dziennika, zapisków z podróży i opisuje nie tylko życie w bazie, zdobywanie poszczególnych obozów i sam atak szczytowy, ale dość obszernie charakteryzuje całą resztę, czyli przygotowania do wyprawy, podróż do z Warszawy do Katmandu, a także wszelkie przesiadki, trasy i trekkingi, które w ostateczności prowadzą do Base Campu pod Everestem. 

Książka jest zapisem wspomnień od września 2012 roku, kiedy to pada ostateczna decyzja o wyjeździe na Everest, poprzez staranne przygotowanie kondycji i bagażu, do momentu, kiedy podróżniczce udaje się połączyć siły z ośmioosobową, międzynarodową ekipą i wyruszyć w stronę szczytu. Przybliży nam każdy z etapów wyprawy, wiele dni aklimatyzacji, codzienność w Base Campie, a później kolejne podejścia w górę. Monika Witkowska w swoim dzienniku opisuje codzienność wspinacza, który szykuje się do zdobycia góry, zwyczaje panujące w bazie, zdrowotne przypadłości, czy inne przeszkody, które mogą się pojawić w trakcie takiej wyprawy. 

Podróżniczka, choć posiadała już wcześniej spore doświadczenie wspinaczkowe i górskie, po raz pierwszy mierzy się z ośmiotysięcznikiem, który jak do tej pory, wydawał się jej nieosiągalnym marzeniem. Zawsze coś stawało na przeszkodzie, aby ten cel zrealizować, kiedy więc trafia się okazja, podróżniczka nie waha się ani chwili. Jako że Everest jest jej pierwszym himalajskim wyzwaniem, w jej przygotowaniach, a później relacji z podróży daje się wyczuć pewne "niedoświadczenie", obawę, ale także taką szczerość radość, jaką daje tylko spełnianie marzeń i niekomercyjne wejście "bez spiny". I bardzo przyjemnie czyta się takie wspomnienia, nie zmącone nachalną pewnością siebie, pełne skromności, świadomości swoich słabych stron, bez nadęcia i osiągania sukcesu za wszelką cenę. W ogóle pani Monika daje się poznać czytelnikom, jako osoba z mocnymi zasadami, życzliwa, towarzyska, ale też ciesząca się każdą chwilą, doceniając to, gdzie jest, ale przede wszystkim, szanująca Górę, która odpłaci się jej za to z nawiązką.


Ze zdobywaniem szczytu nie można się spieszyć, stąd też dziennik relacjonuje kolejne dni i ważne momenty ze zmaganiem się z górą. Oprócz zapisków tego typu, w notatkach Autorki znalazły się wzmianki o nastrojach w bazie, własnej "relacji" z górami, stosunkiem do podróżowania, pokonywaniu słabości i barier, spotkaniach ze światowymi "gwiazdami" himalaizmu, różnicach w zachowaniu wspinaczy z dużym zapleczem sponsorskim i tych, którzy tego wsparcia finansowego nie mają. Sporo miejsca poświęcone zostało także pracy szerpów i wyprawach komercyjnych, które corocznie pod Everestem się gromadzą.
Powiem szczerze, że "Everest. Góra Gór" bardzo miło mnie zaskoczył szczegółowym podejściem do tematu. Czytałam wiele książek wysokogórskich,  gdzie takie "zwyczajne" życie w bazie, prozaiczne problemy wspinacza, czy sam trekking przez lodowiec często jest opisywany bardzo skrótowo, albo wręcz pomijany. Natomiast tutaj Autorka dość skrupulatnie podchodzi do zagadnienia, dzięki czemu daje czytelnikowi możliwość podejrzenia procesu zdobywania góry "od podszewki". 

W książce znajdziemy także krótkie felietony na dany temat, będące swoistą ciekawostką związaną z Everestem. A więc będziemy mieli możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o: pierwszych zdobywcach szczytu, szerpach - znaczeniu ich imion, tragediach, jakie wydarzyły się na przestrzeni lat na górze, śmiertelności, o bóstwach chroniących górę, lodowcu, zwierzętach, flagach modlitewnych, chorobie wysokościowej, czy ... gotowaniu na Evereście.

Lektura tej książki okazała się dla mnie bardzo inspirująca. Zdobywanie ośmiotysięcznika z perspektywy Moniki Witkowskiej jest mi chyba najbliższe mentalnie, stad też tytuł na pewno zajmie jedno z ważniejszych miejsc w mojej biblioteczce, a jeśli będę miała jeszcze okazję przeczytać inną książkę Jej autorstwa, to na pewno skorzystam.

Sardegna