Liczba stron: 256
Moja ocena : 4/6
W przerwie czytania trylogii Chattama sięgnęłam po odsterowywacz albo odmóżdżacz, jak kto woli. Padło na kobiece czytadło "Dziennik szalonej narzeczonej". Lektura ta, jak najbardziej, spełniła zamierzoną funkcję. Książka jest lekka w odbiorze, zabawna, w sam raz na wieczór, albo na długą gorącą kąpiel.
Fabuła też nie jest skomplikowana.
Książka ma formę zapisków w pamiętniku, wyzwolonej trzydziestolatki Amy. Bohaterka jest kobietą niezależną, oddaną pracy, w ogóle nie zainteresowaną instytucją małżeństwa. Ma stałego chłopaka, ale o małżeństwie nie myśli, bo legalizacja związku nie leży w jej naturze. Amy towarzyszy swej przyjaciółce w organizacji jej ślubu i wesela. Strasznie irytuje się wszystkim "dziwacznymi" problemami przyjaciółki, związanymi z tym ważnym, a jakże, dniem. Bo jaki problem może być w wyborze sukni ślubnej, świadków, kwiatów na stoły weselne, zaproszeń czy ustaleniem menu.
Pogląd na instytucję małżeństwa i organizację wesela, zmienia się z dniem, kiedy Amy sama zostaje narzeczoną, a data wyznaczonego ślubu zbliża się nieubłaganie. Trzeba przecież wszystko załatwić i wszystkiego dopilnować!
Amy wpada w wir przygotowań i sama zapada na chorobę "szalonych narzeczonych".
Czytając powyższą książkę można się nieźle ubawić. Zwłaszcza patrząc na przygotowania weselne z perspektywy własnego ślubu i wesela. Bo czyż każda z nas, która była kiedyś narzeczoną, nie popadła w podobny wir szaleńczych przygotowań i niepohamowanego przedślubnego stresu?
Sardegna

