Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Prószyński i S-ka. Pokaż wszystkie posty

"Kurort Amnezja" Anna Fryczkowska


posted by Sardegna on , , , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 423
Moja ocena : 5/6

Po wielu fajnych lekturach z własnej biblioteczki, które udało mi się przeczytać w kwietniu, postanowiłam iść za ciosem i sięgnąć po kolejną książkę z półki, stąd też padło na "Kurort Amnezja" Anny Fryczkowskiej. Mój wybór był zupełnie przypadkowy i nieintencjonalny, dlatego też nie miałam wielkich oczekiwań wobec tej historii, ale też nie wiedziałam, czego się mogę po niej spodziewać.

Jakież było moje zdziwienie (pozytywne), kiedy zamiast lekkiej i przyjemnej, kobiecej obyczajówki otrzymałam niełatwą, wymagającą, choć wartą każdej poświęconej jej minuty, historię dwóch kobiet, przed którymi życie postawiło niełatwe wyzwanie.

Wydarzenia, które przydarzyły się głównym bohaterkom to naprawdę dramatyczne. Każda z kobiet cierpi na swój sposób, a ten ich ból, powaga sytuacji, w jakiej się znalazły, ciężka atmosfera, jest mocno odczuwalna dla czytelnika, niejako wchodzącego wraz z nimi w te trudne tematy.

W lutym, po sezonie, w pensjonacie nad morzem, spotykają się w dwie kobiety. Wanda jest wdową, która nie może poradzić sobie ze stratą ukochanego męża. Paweł był jej wielką miłością, a ponieważ nie mieli dzieci, żyli właściwie tylko dla siebie. Kobieta nie może pogodzić się jeszcze z jednym faktem, Paweł zginął w wypadku samochodowym, ale w aucie nie był sam. Jego pasażerkę była młoda dziewczyna, prawdopodobnie jego kochanka.

Wanda nie radzi sobie ze świadomością, że jej ukochany mąż ją zdradzał. Nie może zrozumieć, jak do tego doszło skoro od zawsze z Pawłem byli zgodnym małżeństwem, wspólnie przeżywając sukcesy i porażki. Dlatego też postanawia zrobić wszystko, aby odnaleźć i poznać bliżej kochankę, która przeżyła wypadek samochodowy, choć nie wyszła z niego bez szwanku, i zemścić się na niej za swoje krzywdy.

Marianna, leczy się po wypadku w kurorcie należącym do ciotek jej chłopaka Marka. Dziewczyna w wyniku kraksy straciła pamięć i chociaż bardzo starać się przypomnieć swoje życie z przed zderzenia samochodu z drzewem, nie jest w stanie tego zrobić. Przyjmuje więc za oczywistość obecność Marka, do którego wprawdzie nic nie czuje, ale szczerze próbuje wzbudzić w sobie jakieś emocje. Styl bycia Marka, jego wieczne pretensje, niezrozumiałe wyrzuty sprawiają, że nowa codzienność dla Marianny bardzo trudna i nie ułatwia jej powrotu do zdrowia.

Dziewczyna nie ma też pojęcia o tym, że jest obserwowana przez Wandę. Zupełnie nie pamięta Pawła, ani niczego z przed wypadku, dlatego też nie jest świadoma, że jest dla kobiety ważna pod jakimś względem. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy Marek nagle znika bez śladu. Marianna jest w zupełnej rozsypce, bo to właściwie mężczyzna przypominał jej o dawnym życiu.

Szukając na własną rękę śladów, kim jest i kim była wcześniej, natyka się na Wandę. Konfrontacja dwóch kobiet związanych z jednym mężczyzną, z których jedna nic nie pamięta, a druga chciałaby wszystko zapomnieć, sprawia, że historia nabiera tempa. Każda z bohaterek ma swoje sekrety, a zniknięcie Marka tylko wyciąga je na wierzch.

W kurorcie zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Do pensjonatu przybywała mężczyzna twierdzący, że zna Mariannę, i że coś kiedyś łączyło go z dziewczyną. Morze wyrzuca na brzeg ciało niezidentyfikowanej kobiety. Wanda nie radzi sobie ze stresem i tęsknotą za mężem, stając się coraz bardziej zdesperowana, by skrzywdzić kochankę zmarłego męża.

I mimo iż Marianna nawiązuje z Wandą nikłą relację, obie uczą się siebie na nowo, wracając do przeszłości, porównując wspomnienia i próbując zmierzyć się z własną historią, w której wspólnym mianownikiem był Paweł, czy mają jeszcze szansę na powrót do normalności i szczęście?

"Kurort Amnezja" to wyjątkowa książka, warta polecenia, choć zdaję sobie sprawę, że nie jest dla każdego, w każdym momencie życia. Nie jest to łatwa lektura, bo jak sama autorka w posłowiu mówi, jest to historia o tym, aby oswoić śmierć. I faktycznie, trochę tak jest. Myślę, że historia może mieć bardzo duże znaczenie dla osób znajdujących się w trudnej sytuacji życiowej, które borykają się z utrata kogoś bliskiego. Dla czytelników szukających w literaturze czegoś więcej, niż tylko chwilowa przyjemność, ta historia będzie idealna.

Sardegna

"Ta, którą znam" Małgorzata Warda


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

 Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron:  366
Moja ocena : 66

"Ta, którą znam" Małgorzaty Wardy była jedną z moich lektur urlopowych. Powiem więcej, była to najlepsza książka, jaką przeczytałam w czasie tegorocznych wakacji. Dlaczego więc dopiero teraz o niej piszę? Kolejny raz potwierdził się fakt, ze mam problem z pisaniem o świetnych książkach.

A ta historia naprawdę robi na czytelniku wrażenie, co w sumie nie powinno dziwić, bo Małgorzata Warda umie w obyczajówki i opowieści, które trafiają prosto w emocje i serca czytelników.

"Ta, którą znam" to opowieść o Adzie, dwudziestoparolatce, która aktualnie robi karierę za granicą, jest bowiem wziętą modelką. Ada nieoczekiwanie otrzymuje telefon z jej rodzinnego domu, w wyniku rzuca wszystko i natychmiast jedzie w rodzinne strony. Sytuacją, która tak wyprowadza ją z równowagi i zmusza do powrotu do miejsca, gdzie nie chciała wracać, jest informacja o wypadku samochodowym jej starszej siostry Agnieszki i małej siostrzenicy Emilki.

Ada jedzie więc sprawdzić, jak ma się sytuacja na miejscu, wieści nie są jednak dobre. Agnieszka nie przeżyła wypadku, a Emilka jest bardzo poważnie ranna. Do tego w domu na Adę czeka Wiktoria, starsza córka jej siostry i schorowany ojciec, który nie bardzo umie zapanować nad rzeczywistością. Ojciec dziewczynek, Paweł, były mąż Agnieszki, jest aktualnie niedostępny i nie można się z nim skontaktować, pracuje bowiem w różnych zakątkach świata, jako wzięty reporter.

Ada jest tak właściwie jedyną osobą, która jest w stanie zaopiekować się siostrzenicami i ojcem. Jednak powrót młodej kobiety w rodzinne strony wiąże się z wieloma, niekoniecznie dobrymi dla niej wspomnieniami. Stąd też, kiedy każdy kolejny dzień spędzony w miasteczku przypomina jej o tym, co przeżyła, a do czego nie chciała już nigdy wracać, nowe obowiązki, jakie na nią spadły sprawiają, że rzeczywistość zaczyna ją przerastać.

I tak czytelnik cofa się w czasie, obserwując niełatwe dzieciństwo i czasy nastoletnie Ady i jej siostry, kiedy to dziewczyny musiały się zmierzyć ze śmiercią mamy i życiem pod jednym dachem z ojcem alkoholikiem, nielubianym w okolicy, stróżem prawa. Nierówny podział obowiązków wśród sióstr często przerastał możliwości Ady, dla której jedynym promykiem rozjaśniającym mrok trudnej codzienności, była znajomość z Pawłem. Mimo że chłopak nie miał najlepszej opinii w szkole, ani w mieście i uważany był za miejscowego rozrabiakę, Adze udaje się poznać go bliżej. Paweł okazuje się wrażliwym, sympatycznym chłopakiem z ciężką przeszłością i doświadczeniem przemocy, a pomiędzy młodymi ludźmi zaczyna rodzić się uczucie, dające nadzieję na wspólną przyszłość, mimo niesprzyjających okoliczności.

I kiedy wydawałoby się, że Ada ma szansę na szczęście, wydarzy się coś, co zaważy na całej jej przyszłości. Podczas powrotu ze spotkania z Pawłem, przechodząc obok starej cegielni, Ada natyka się na zwłoki zaginionej turystki, a co gorsza, dziewczyna wpada wprost na sprawców tej zbrodni, którzy postawieni przed faktem dokonanym, iż mają przed sobą świadka swego czynu, zabierają dziewczynę ze sobą, aby uciszyć ją na zawsze.

To, co dzieje się w starej cegielni i później w życiu Ady, zmienia ją na zawsze. Od tego momentu nic już w jej życiu nie będzie takie, jak wcześniej. W konsekwencji tamtych wydarzeń dziewczyna opuszcza Pawła i rodzinne strony, z myślą, że już nigdy nie wróci, i postanawia szukać szczęścia za granicą.

Telefon zmuszający ją do powrotu sprawi, że Ada będzie musiała zmierzyć z przeszłością i to na wielu płaszczyznach, bo nie tylko z trudnymi wspomnieniami, tego co się stało przed laty w starej cegielni, ale też uczuciem pierwszej miłości i relacji z Pawłem, który po jej wyjeździe związał się z Agnieszką.

"Ta, którą znam" to przejmująca opowieść nie tylko o tym, jak jedna sytuacja może zaważyć na całym życiu, ale również o tym, jak trudno jest komuś zaufać, powiedzieć prawdę i zwierzyć się komuś ze swoich problemów. Jak mogłoby wyglądać życie Ady, gdyby od razu po tragicznych wydarzeniach w cegielni opowiedziałaby komuś o tym, co się stało? Czy istnieje przyszłość po tak tragicznej przeszłości? Czy dawne uczucie będzie silniejsze, niż stare tajemnice i nowe zobowiązania?

Nie powiem, ciężka to była lektura, bo czytać o tak trudnych wydarzeniach i emocjach z nimi związanych nie jest proste. Jednak książka Małgorzaty Wardy warta jest każdej poświęconej jej minuty. Jak wspomniałam na początku, autorka potrafi pisać o trudnych sprawach i to bez niepotrzebnie brutalnych opisów. Do tego buduje znakomity portret psychologiczny swoich postaci, wzbogacając historię o emocje poruszające najczulszą strunę w duszy czytelnika. Takie książki chce czytać!

Sardegna

"Dom ech" Barbara Erskine


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Liczba stron: 490
Moja ocena : 3/6

Powieść Barbary Erskine zaczęłam czytać na urlopie, ale nie zdążyłam jej dokończyć, dlatego, mimo iż zrobiłam to w domu, nie wpisałam ją na listę 11 lektur wakacyjnych. "Dom ech" to jedna z książek, która w mojej biblioteczce obchodzi naprawdę zacny jubileusz. Trafiła do mnie w czasach przedblogowych razem z "Samotnością o północy" tej samej autorki, o ile jednak "Samotność..." przeczytałam w 2011 roku, to "Dom..." odłożyłam na wieczne "później".

Szykując lektury do zabrania na urlop, zaciekawił mnie opis okładkowy, bo według niego powieść ta zawiera wątki, które bardzo lubię w literaturze, czyli nawiedzony dom, starą rezydencję, zagadkę z przeszłości i tajemnicę rodzinną sięgającą kilka pokoleń wstecz.

Joss Grant została w dzieciństwie adoptowana i doskonale zna swoją rodzinną historię. Jednak mocno zaskakuje ją fakt, że po śmierci swej biologicznej matki otrzymuje olbrzymi spadek w postaci starej, rodowej rezydencji Belhedon Hall, leżącej na wschodnim wybrzeżu Anglii. Nieoczekiwane wsparcie finansowe bardzo się przyda, bowiem firma męża Joss podupada, a rodzinie się nie przelewa, dlatego też Grantowie z malutkim synkiem, Tomem, postanawiają od razu się przeprowadzić do nowego domu. Na miejscu, Belhedon Hall zadziwia ich, ale też przeraża, mnogością pomieszczeń, ogromną przestrzenią i ... zadłużeniem, jest to jednak tak piękne, klimatyczne i dostojne domostwo, pełne historii i rodzinnych pamiątek, że Joss nie przyjmuje opcji, aby go sprzedać.

Jednak od pierwszego dnia Grantowie słyszą niepokojące informacje o ich nowym domu. Miejscowy proboszcz, dawny kamerdyner, ale również sąsiedzi twierdzą, że w Belhedon straszy, a nad posiadłością krąży klątwa. Joss i Luke nie zważają jednak na ostrzeżenia i upajają się wręcz swoją własnością. Faktycznie, od momentu wprowadzenia się, przydarzają się im dziwne sytuacje, zwłaszcza Joss zaczyna być ich świadoma, kładzie to jednak na karb zmęczenia, natłoku obowiązków, stresu i słabego stanu zdrowia.

Z każdym kolejnym dniem Joss ma coraz większe wrażenie, że nie jest sama w pokoju, momentami widzi jakiś przemykający się cień, innym razem czuje dotyk, który początkowo przypisuje mężowi, z czasem jednak orientuje się, że pochodzi on z zupełnie innego źródła. Do tego, malutki Tom zaczyna budzić się z krzykiem w nocy mówiąc, że w pokoju jest jakiś obcy pan w stroju drwala podobny do tego z "Czarnoksiężnika z Krainy Oz". Joss początkowo sądzi, że synek zainspirował się czytaną bajką, jednak codzienne zdarzenia utwierdzają ją w przekonaniu, że posiadłość jest nawiedzona przez ducha w zbroi, a duch krążący po domu nie jest zbyt przychylnie nastawiony do nowych mieszkańców.

Co gorsza, historia biologicznej rodziny Joss, a właściwie jej drzewo genealogiczne sugeruje, że w przeszłości miało miejsce wiele zgonów małych dzieci, głównie chłopców, a przyczyna ich śmierci na pewno nie była naturalna. Fakt ten przeraża Joss, która zaczyna drżeć nie tylko o życie Toma, ale również drugiego, nowo narodzonego synka, Neda. W swych obawach jest jednak osamotniona, bo nie podziela ich Luke, który nie przyjmuje do wiadomości faktu istnienia ducha, a wszystkie dziwne sytuacje przypisuje zbiegom okoliczności. Nawet kolejne dramatyczne zdarzenia na terenie domu, których nie da się racjonalnie wytłumaczyć, nie przekonują go do opuszczenia posiadłości. Co będzie się musiało wydarzyć, aby Grantowie poczuli, że ich życiu grozi realne niebezpieczeństwo?

To, co dzieje się Belhedon Hall to jedno, natomiast duch i jego historia żyją własnym życiem. Nieszczęśliwa dusza, która utknęła w murach domu Joss ma swoją przeszłość, sięgającą epoki Wojny Dwóch Róż, a jego opowieść odsłania się przed czytelnikiem w retrospekcjach/wizjach tworzących się w umyśle bohaterki. A ponieważ kobieta jest początkującą pisarką, postanawia wykorzystać ową historię do stworzenia własnej książki, w której na nowo opowie, co wydarzyło się przed laty w Belhedon Hall, i jakie powiązania z jej drzewem genealogicznym ma ów tajemniczy duch.

"Dom ech" z założenia miał być horrorem, ja bym go jednak tak nie nazwała. Choć faktycznie wątek ducha jest mocno rozwinięty, nie ma tutaj takiego typowego napięcia towarzyszącego powieściom grozy. Powiedziałabym, że jest to bardziej historia obyczajowa z elementami horroru, jednak w czasie lektury nie odczuwałam zbyt wielkiego dreszczyku emocji. Moim głównym zażaleniem, co do tej powieści jest fakt, że historia ta jest nieziemsko przegadana! Ma 500 stron, a jej konkretną treść można by spokojnie zmieścić w 200. Gdyby usunąć z niej nadmiar opisów i rozważań głównych bohaterów, to powieść miałaby zdecydowanie większą dynamikę i byłaby lepiej przyswajalna. Trochę szkoda, bo zarówno wątek ducha, tajemnicy i nawiedzonego domu, jak i wprowadzenie retrospekcji z okresu Wojny Dwóch Róż, ma spory potencjał, który moim zdaniem, nie został należycie wykorzystany.

"Dom ech" nie będzie należał do moich ulubionych powieści, ale w sumie nie żałuję, że go w końcu przeczytałam, bo czas, jaki spędził w mojej biblioteczce zdecydowanie przekroczył już dozwoloną normę.

Sardegna