Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty

"Światło między oceanami" M.L.Stedman


posted by Sardegna on , , , , , ,

10 comments

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 432
Moja ocena : 6/6
 
 
Jakiś czas temu na językach czytelników i widzów na całym świecie było "Światło między oceanami", czyli bestseller M.L.Stedman, zekranizowany w 2016 roku. Ja również trochę uległam magii tego tytułu i przy okazji jednej z wymian Śląskich Blogerów Książkowych zaopatrzyłam się w tę książkę o cudownej, filmowej okładce. Oczywiście odłożyłam powieść na bliżej nieokreślony później, które to nieoczekiwanie trafiło mi się przy okazji kompletowania lektur na tegoroczny urlop. W tym roku  postanowiłam bowiem zabrać na wakacje nie tylko książki recenzenckie, ale też takie, które leżały w mojej biblioteczce już dłuższy czas. Okazało się to super sprawą, bo w innych okolicznościach przez najbliższe miesiące, pewnie bym nie przeczytała ani "Światła między oceanami", ani "Gwiazdki z nieba".
 
A tak miałam okazję zagłębić się we wspaniałą, wzruszającą historię, która przeniosła mnie na malowniczą wysepkę Janus Rock, leżącą u wybrzeży południowo zachodniej Australii, dokładnie pośrodku umownej granicy między oceanami, Spokojnym i Indyjskim.
 
Historia rozgrywa się w 1920 roku, kiedy to Australia ledwo co dochodzi do siebie po Wielkiej Wojnie. Do miasteczka Point Partageuse dociera jeden z weteranów wojennych, trzydziestoparoletni Tom Sherbourne, który zmaga się z traumatycznymi wspomnieniami z pola bitwy. Mężczyzna upatruje ukojenia w spokojnej, nieco monotonnej pracy, zgłasza więc swoją kandydaturę na posadę latarnika na wyspie Janus Rock, oddalonej 100 mil od stałego lądu. Choć praca wydaje się śmiertelnie nudna i bez perspektyw, Tomowi bardzo odpowiada, bo to właśnie w usystematyzowanej codzienności i w rutynie odnajduje wymarzony spokój. 
 
Przy okazji jednego z krótkich urlopów na lądzie, Tom poznaje uroczą, młodszą od niego o ponad dziesięć lat, sympatyczną dziewczynę Isabel. Ich uczucie wzmacnia się z czasem, za nic mając dzielącą ich odległość. Kiedy przychodzi czas, kobieta nie waha się też ani chwili z decyzją przeniesienia się na wyspę do ukochanego. Para żyje sobie spokojnie, jednak sen z powiek spędza im fakt, iż Isabel nie potrafi donosić kolejnych ciąż, a marzenia o dziecku stają się coraz bardziej dominujące i przesłaniają im codzienność.
 
Pewnego dnia na wyspę trafia łódka z martwym rozbitkiem trzymającym w ramionach żywe niemowlę. Isabel od razu postanawia zająć się dzieckiem, a ponieważ tęskniąc za własnym, którego nie może mieć, zaczyna zastanawiać się, czy wraz z Tomem mogliby przygarnąć sierotę.
 
Małżonkowie podejmują decyzję, aby nikomu nie przyznawać się, iż dziecko nie jest ich własne, i w jaki sposób trafiło na wyspę. Malutka Lucy rozwija się wzorcowo, Isabel realizuje w macierzyństwie, a rodzina i znajomymi szaleją ze szczęścia, iż Sherbourne'om w końcu urodziło się upragnione dziecko. 
 
Radość nie trwa jednak długo, bo zatrzymanie nieswojego dziecka zaczyna przybierać nieoczekiwane konsekwencje. Pewnych słów i czynów nie da się już cofnąć. Podjęte pod wpływem emocji i niespełnionych pragnień działanie, zaczyna ważyć na spokojnym życiu małżonków, ale też innych ludzi. Decyzja ciąży coraz bardziej, ale nie ma już od niej odwrotu.
 
"Światło między oceanami" to wzruszająca, pełna emocji powieść, którą wyjątkowo intensywnie poczują rodzice. Bardzo mocno zidentyfikują się oni z Isabel i Tomem, będą się zastanawiać, jak postąpiliby w podobnej sytuacji i czy dokonaliby zbliżonego wyboru. Ciężko będzie czytać o rozpaczy, bezsilności, strachu, poczuciu winy bohaterów, próbując pogodzić te emocje z jednoczesną pewnością trafnie dokonanego wyboru. 
 
"Światło..." to opowieść o bezwarunkowej miłości, więzi rodzicielskiej, lojalności, ale też trudnych wyborach, pragnieniu zaspokojenia własnych potrzeb, kierowaniu się dobrem innych, ale też o takiej zwyczajnej, ludzkiej przyzwoitości. Powieść jest naprawdę wyjątkową lekturą, powiedziałabym, że to taka obyczajówka "z górnej półki". Wzruszające zakończenie może złamać serce niejednego czytelnika, ale dla innych może okazać się idealnym zwieńczeniem tej opowieści. Problemy bohaterów i ich decyzje nie są przedstawione pobieżnie, ciekawie obserwować studium psychologiczne postaci (mnie wyjątkowo poruszyła kreacja Toma, kochającego ojca i męża, człowieka zmagającego się z własnymi demonami, który dla swoich bliskich jest w stanie poświęcić wszystko), a do tego piękne okoliczności przyrody, malownicza Australia, cudne nadmorskie klimaty, bezludna wyspa i bezkresne oceany. 

Bardzo polecam! Gwarantuję, że powieść przeczołga Was emocjonalnie! Ale czy nie tego oczekujemy od dobrych książek?
 
Sardegna

"78 - piętrowy domek na drzewie" Andy Griffiths, Terry Danton


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

Kiedy już myślicie, że widzieliście wszystko i nic nie jest w stanie Was zaskoczyć, na rynku wydawniczym pojawia się "78 - piętrowy domek na drzewie". 

Najnowszy tom domkowej, bestsellerowej serii przygód Andy'ego i Terry'ego, rozbudowany jest o 13 pięter. W stosunku do poprzedniej części, ma też zdecydowanie więcej stron i zupełnie nową okładkę. Twórcy tej historii wyraźnie się rozkręcają, zaskakując małych czytelników (o ile to w ogóle możliwe), jeszcze bardziej zakręconymi pomysłami, jakie tylko mogą przyjść do głowy mieszkańcom domku. Premiera najnowszej książki, należącej do tej serii, miała miejsce w styczniu, a całość obecnie liczy sobie już 6 tomów, a moje dziecko ma na półce komplet, więc zainteresowanych odsyłam do poszczególnych linków:

 "13 - piętrowy domek na drzewie"
"26 - piętrowy domek na drzewie"
"39 - piętrowy domek na drzewie"
"52 - piętrowy domek na drzewie"
"65 - piętrowy domek na drzewie" 


"78 - piętrowy domek na drzewie" idealnie pasuje formułą do swych poprzedników. Opisuje jeszcze bardziej zakręcone pomysły chłopaków, otwierając furtkę do wykreowania kolejnych części. Będąc po lekturze wszystkich poprzednich tomów, nieustannie jestem pod wrażeniem, w jaki sposób seria ta zdobywa sobie, aż takie uznanie wśród dzieciaków. To znaczy rozumiem ideę, bo jestem świadoma tego, że dzieciom o wiele lepiej czyta się książkę, w której tekst przypomina bardziej komiks i jest poprzedzielany wieloma ilustracjami. Najlepszym przykładem na potwierdzenie tego faktu jest moja Córka, która chętniej sięgnie po taką właśnie wersję, niż tradycyjną książkę o zbitym tekście. 


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 382
Moja ocena : 5/6

Odchodząc jednak od samej formy, przygody chłopaków są tak absurdalne, tak szalone i tak chaotyczne, że tylko dziecko może widzieć w nich jakiś sens, i jakąś metodę. 

Chłopaki mają już domek powiększony o 13 pięter, a na nowych kondygnacjach mieszczą się takie miejsca, jak się: myjnia, do której można wjechać z otwartymi oknami i opuszczonym dachem, miksomat, lina niebezpieczeństwa, piętro z 78 wirującymi talerzami, nie wyklute mega jajo, sąd z mechanicznym sędzią, grota gryzmołów graffiti, Andylandia, czyli kraina pełna klonów Andy'ego, Terrlandia - obłąkana mieścina pełna klonów Terryego, Jillowice, czyli wioska pełna klonów Jill, stadion wszechpiłki, na którym można grać we wszystkie możliwe rodzaje piłek, szerokoekranowe kino, oraz ekstremalnie strzeżony skarbiec nad chipsy. 

Andy i Terry postanawiają z przytupem zacząć swa przygodę i zamiast tradycyjnie pisać kolejną książkę, zajmują się realizacją filmu. I to właśnie z produkcją filmową będzie się wiązała większość śmiesznych scenek, w przypadku chłopaków bowiem, i ich szalonego trybu życia, wydarzyć może się absolutnie wszystko. Na przykład, w czasie kręcenia ujęć, można zostać zaatakowanym przez rekina, pływającego w oczku wodnym, da się też wyprodukować elektrorożca, wysiadywać wielkie jajo, znajdujące się na jednym z pięter, bądź kręcić talerzami dla rozrywki. Pomysłów na fabułę filmu nie brakuje, bo praktycznie każde piętro niesie ze sobą nowe możliwości. 

Generalnie bardzo dużo dzieje się w tym domku na drzewie. Z pomocą (a może raczej szkodą), przy produkcji filmu, przyjdzie chłopakom pan Ważny Reżyser.  Do tego dojdą jeszcze niesnaski w Andy i Terrylandi i dramatyczna premiera filmowa, zakończona awanturą. 

No, mówię Wam. Jeden wielki chaos na kółkach. Dla rodziców nic w tej opowieści nie ma większego sensu, ani tym bardziej logiki. Ale czy to ważne? Zostawcie swoje dziecko z tą książką sam na sam, a dostaniecie gwarancję wolnego wieczoru. 

W powyższy "78 - piętrowy domek na drzewie", jak i pozostałe części serii można  zaopatrzyć się na  przykład na TEJ stronie.
Sardegna

"Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu " John Flanagan


posted by Sardegna on , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 320
Moja ocena : 5/6

"Zwiadowcy" to przykład serii książek dla młodzieży, która jest dla mnie absolutnym fenomenem. Nie miałam pojęcia, co tak urzekło młodych czytelników w tej historii, że na pytanie: "Jaką książkę polecasz?" 7/10 zapytanych przeze mnie dzieciaków odpowiedziało: "Zwiadowców". Nie żebym była negatywnie nastawiona do tej przygodowo - fantastycznej opowieści i jakoś specjalnie ją krytykowała. Chodzi mi bardziej o to, że kojarzę tytuły wydające się znacznie ciekawsze i bardziej wciągające, niż te, autorstwa australijskiego pisarza powieści młodzieżowych, Johna Flanagana.  

Niezbadane są jednak wybory czytelnicze dzieciaków, a podążać za nimi trzeba, żeby podtrzymywać w nich chęć czytania w ogóle. Idąc więc za ciosem, postanowiłam zapoznać się z pierwszym tomem tej opowieści, będącej mieszaniną fantastyki, powieści przygodowej i historycznej, żeby móc później wypowiedzieć się na jej temat i ewentualnie mieć w zanadrzu jakieś argumenty na tak lub nie, w dyskusji.

Pierwszy tom "Ruiny Gorlanu" jest wprowadzeniem do dłuższej historii. Poznajemy piętnastoletniego Willa,  który wychowany w sierocińcu barona Aralda, zbliża się do osiągnięcia wieku odpowiedniego do wybrania profesji, na całe życie. W zamku barona istnieje tradycja "dnia wyboru", kiedy to dzieciaki zostają przydzielone do jednego z domów mistrzów, gdzie nauczyć się mają przyszłego zawodu. Przyjaciele Willa szybko znajdują sobie przydziały, chłopak natomiast bardzo chce trafić do Szkoły Wojowników i zostać rycerzem, jak jego nieżyjący już ojciec, jednak jego wątła postura i niski wzrost mu to uniemożliwiają. Ostatecznie jednak, ktoś się o Willa upomina: Halt, tajemniczy, choć znany w całym królestwie, zwiadowca, zgadza się aby ten został jego pomocnikiem. 

Surowy i wymagający nauczyciel, wyciśnie z Willa siódme poty. Chłopak nauczy się zawiłych technik i metod walki zwiadowcy, pozna tajniki strzelania z łuku, skradania się oraz ujeżdżalnia specjalnie wyszkolonego konia, aby w końcu wziąć udział w pierwszej poważnej misji. 

Zadanie, jakie czeka Halta, Willa i innych zwiadowców to tylko początek większej przygody. W tomie pierwszym pojawią się interesujące sceny walk, które są tylko zaczątkiem do właściwego wątku, rozwijającego się dynamiczniej w kolejnych tomach serii. W "Ruinach Gorlanu" będziemy mogli śledzić także losy przyjaciół Willa, a przede wszystkim poznać historię rodzinną chłopaka. 

Moje wrażenia po lekturze pierwszego tomu są raczej pozytywne. Wprawdzie nie w moim klimacie są opisy bitew, osprzętu rycerskiego i przygotowań do walk, ale rozumiem skąd może brać się fascynacja dzieciaków "Zwiadowcami". Młodzi czytelnicy chcą czytać opowieści o niesamowitej przygodzie, waleczności, odwadze, lojalności i honorze. Dodatkowo, szukają także motywów fantastycznych w literaturze, bo jak powiedziała mi jedna siódmoklasistka: "lubię fantastykę, bo przenosi mnie w inny świat, w którym wszystko jest możliwe". A ponieważ seria ta wszystko to dzieciakom daje,  nie dziwi już tak jej wielka popularność. Akceptuję to i szanuję, a rodziców nieczytających 11-13 latków zachęcam do podsunięcia im tej książki. A nuż coś w związku z tym wydarzy!

  Sardegna