Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura kolumbijska. Pokaż wszystkie posty

Już czytam sam! # 9 "Co w trawie piszczy" oraz kolejne przygody Cecylki Knedelek


posted by Sardegna on , , , , , ,

1 comment

Zapraszam na kolejną odsłonę postu z serii "Już czytam sam!", w którym to chciałam zaprezentować Wam dwie książeczki, ostatnimi czasy przeczytane przez moją Córkę. Książki są zupełnie od siebie różne, jedna jest idealna dla dzieci, które rozpoczynają naukę czytania, drugą polecam tym, które już sobie bardzo dobrze radzą w temacie.  


Wydawnictwo:  Jedność
 Liczba stron: 70
Moja ocena : 5/6 

Pierwsza propozycja to kolejne przygody Cecylki Knedelek i jej przyjaciółki, zabawnej gąski Walerki, autorstwa pani Joanny Krzyżanek. Kiedyś już, a dokładnie w #1 poście z serii "Już czytam sam!", pisałam o dwóch tomach z Cecylką w roli głównej i powiem szczerze, że seria ta jest naprawdę uniwersalna i rośnie razem z dziećmi.


Jeśli chodzi o umiejętności samodzielnego czytania dziecka, to książka jest raczej na podstawowym poziomie. Litery są spore, tekstu niewiele, czyta się szybko, polecam ją więc dzieciakom, które stawiają dopiero pierwsze kroki w samodzielnej lekturze. Jeśli jednak chodzi o treść (mimo że w tytule pada hasło "przedszkolaki"), mogę polecić Cecylkę młodym czytelnikom w różnym wieku. W historyjkach świetnie odnajdą się przedszkolaki, ale i uczniowie klas I - III. Powiem więcej, fragment Cecylki, związany z kulinariami jest w podręczniku do klasy IV. Jak sami więc widzicie, są to bardzo uniwersalne opowieści.

Powyższy tom związany jest z niebezpiecznymi sytuacjami, które mogą się wydarzyć w domu, w szkole, w sklepie, na ulicy, na wycieczce, placu zabaw, a także opowiastkami, związanymi z pierwszą pomocą. Każdy rozdział podzielony jest na dwie części: pierwsza opisuje daną przygodę gąski Walerki i Cecylki, a druga przeznaczona jest na ciekawostki, związane z tym tematem. Są to zazwyczaj dobre rady, takie złote myśli, przedstawione w humorystyczny sposób, aby łatwiej wpadały dzieciom w ucho i utrwalały się praktycznie "przy okazji". Właśnie ta żartobliwa część spotkała się z największym zainteresowaniem mojej Córki.

"Zasady bezpieczeństwa" według Cecylki Knedelek to taki dziecięcy poradnik, przedstawiony w miłej dla ucha i oka, formie. Jak wiadomo, temat bezpieczeństwa jest zawsze aktualny i warto nawiązywać do niego przy każdej okazji, zwłaszcza, że na ostatniej stronie książki znajdują się numery alarmowe, które każdemu dziecku warto przypominać. Jest to po prostu fajna lektura, którą można przeczytać w domu, ale mogą z niej skorzystać także nauczycielki przedszkola czy edukacji wczesnoszkolnej. 


Wydawnictwo: Literatura
 Liczba stron: 160
Moja ocena : 5/6

Jeśli chodzi o drugą książkę, to jest nią może mało znany, ale bardzo interesujący tytuł, "Co w trawie piszczy", autorstwa Pawła Wakuła. Jest to książka już bardziej poważna, pełnowymiarowa, została też wyróżniona przez Fundację ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. Jest to taka fajna opowieść o przyjaźni skrzata Maurycego i szczurka Ogryzka, dwójki przyjaciół zamieszkujących stary dąb w Dolinie Bagiennej Trawy, ale nie tylko. Dwójka bohaterów jest domorosłymi detektywami, którzy rozwiązują sprawy trudne i niewyjaśnione, przydarzające się mieszkańcom Doliny.

Książka podzielona jest na rozdziały, z których każdy jest osobną, detektywistyczną historyjką i dotyczy pomocy innemu lokatorowi Doliny. W lesie i w okolicach rzeki dzieją się różne, czasami dziwne rzeczy. Niektóre są całkiem groźne, inne zupełnie zwyczajne. Większość z nich wymaga pomocy dwóch małych detektywów, którzy niemal, jak Sherlock Holmes śledzą poszlaki i dochodzą do prawdy. Do ich siedziby ustawiają sie w kolejce kolejni mieszkańcy Doliny, po to by uzyskać pomoc bądź dobrą radę.

I powiem Wam szczerze, że bardzo miło mnie ta książeczka zaskoczyła. Rewelacyjny jest ten wątek detektywistyczny. To taka powieść akcji dla dzieci. Fajna! Kupiłam ja na jednym z kiermaszów taniej książki i w sumie gdyby nie to, że kosztowała grosze, w życiu bym się  w nią nie zaopatrzyła. Sami przyznajcie, grafika nie zachęca, ale opowieść jest tak sympatyczna, że aż odczuwam wyrzuty sumienia z powodu tego, że jej początkowo nie doceniłam. 

Jeśli szukacie jakiś niebanalnych historii dla dzieci, albo nowych tytułów, które Was zainspirują do wieczornego czytania, myślę że ta propozycja może się Wam spodobać.
Sardegna

"Szarańcza" Gabriel Garcia Marquez


posted by Sardegna on , , , ,

16 comments


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 120
Moja ocena : 3/6

Debiutancka powieść Marqueza nie była moim pierwszym spotkaniem z twórczością tego kolumbijskiego pisarza. Dobre dziesięć lat temu przeczytałam "Sto lat samotności" i od tamtej pory miałam bardzo pozytywne zdanie o jego prozie. Strasznie podobała mi się historia "Stu lat...", ale przez te kolejne lata nie miałam jakoś okazji skonfrontować jej z inną książką autora.
A w tym miesiącu nadarzyła się okazja, bowiem Ania z Czytanki Anki zaproponowała "Szarańczę" jako lekturę do marcowego Klubu Czytelniczego.

Niestety jestem rozczarowana. Wiecie jak to jest, kiedy ma się głowie pewien obraz autora, stworzony na bazie jednej książki, a przeczytanie kolejnej burzy ten obraz? Więc ja się właśnie tak czuję. Nie zachwyciła mnie "Szarańcza", chociaż początek i sam pomysł wydawał mi się bardzo intrygujący.
W sennym miasteczku Mocondo umiera lekarz. Niby nic nadzwyczajnego się nie dzieje, jednak mieszkańcy mają o tym inne zdanie. Odmawiają zmarłemu pochówku, decydując się na swoistą zemstę za przeszłość, kiedy to doktor odmówił im pomocy. Przeciwko społeczności występuje jeden człowiek, Pułkownik Buendia, który organizuje pogrzeb i wraz z córką Izabellą i wnukiem ma zamiar wziąć udział w ceremonii. Przy okazji przygotowań do pochówku, poznajemy historię doktora, jego przeszłość i powiązania z rodziną Buendia.
Cała opowieść snuje się leniwym tokiem, podobnie jak senne jest samo Mocondo. Dla mnie historia nabiera tempa dzięki trzyosobowej narracji: Pułkownika, Izabelli i chłopca. Każde z nich na swój sposób odnajduje się w całej sytuacji, ma inny pogląd na sprawę doktora i inne wspomnienia z nim związane.

Niby wszystko jest jak należy. Plastyczne opisy, realizm przeplatający się z realizmem magicznym (choć jest go w "Szarańczy" znacznie mniej niż w "Stu latach samotności"), wszystko typowe dla Marqueza, jednak ja, po latach, nie umiem się nim zachwycić. Może przeczytałam powieść zbyt pospiesznie, może nie wczytywałam się z lubością w każde zdanie, ale po prostu nie czuję nic. Pocieszam się, że to przejściowe, związane akurat z tym konkretnym tytułem, a ja dam jeszcze autorowi szansę, bo przecież to "mój Marquez".
Sardegna