Pokazywanie postów oznaczonych etykietą paranormal. Pokaż wszystkie posty

"Ja, potępiona", "Ja, ocalona" Katarzyna Berenika Miszczuk


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments

Ostatnio mogliście przeczytać na blogu tekst o dwóch pierwszych tomach tetralogii Katarzyny Bereniki Miszczuk, czyli powieściach "Ja, diablica" i "Ja, anielica". Idąc za ciosem, od razu postanowiłam przeczytać kolejne dwie części, zwłaszcza, że tom ostatni, czyli "Ja, ocalona" miał premierę w zeszłym miesiącu i nie był wcześniej nigdzie dostępny. Jak sama Autorka mówi, nie planowała kontynuacji swej trylogii, jednak po dziesięciu latach historia zaczęła żyć własnym życiem, stąd też pojawił się pomysł, aby dopisać dalsze losy bohaterów i ulokować akcję powieści w 2020 roku.
 
Zanim przejdę do konkretów, chciałam tylko nadmienić, że skusiłam się na tą serię trochę pod wpływem pozytywnych opinii, świadoma, że jest ona skierowana raczej do młodszej grupy docelowej, ale jako że nie odmawiam młodzieżówkom, ani paranormal romansom, postanowiłam sprawdzić, o co tyle szumu. I choć nie miałam wobec serii zbyt wysokich oczekiwań, to jednak po lekturze całości, stwierdzam, że jednak nie trafia w moje gusta i jest raczej nie dla mnie. Stąd czwórka dla każdego z tomów. Niemniej jednak wierzę, że seria ta może się podobać i zgromadzić wokół siebie czytelników w różnym wieku.
 
 
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 391/416
Moja ocena : 4/6
 
Główna bohaterka Wiktoria Biankowska ginie śmiercią tragiczną, w tomie pierwszym trafia do piekła, w drugim do nieba, natomiast w trzecim do Tartaru, który w rzeczywistości tego uniwersum jest takim miejscem przeklętym, do którego docierają tylko i wyłącznie potępione dusze, wyrzucone nawet z piekła. Wiktoria do Tartaru trafia trochę przez przypadek, bowiem Beleth planuje wysłać tam Piotrka czyli jej dawnego ukochanego, chcąc w ten sposób pozbyć się rywala. Nie jest jednak świadomy faktu, iż Wiktoria już wybrała i to z Belethem planuje spędzić resztę wieczność. Niestety przystojny diabeł decyzję już podjął i kieruje cios eliminujący w Piotrka. 
 
Przez przypadek jednak trafia w Wiktorię, stąd też kobieta trafia do Tartaru, miejsca, z którego teoretycznie nie ma wyjścia, gromadzącego najgorsze szumowiny, wyrzucone nawet z piekła. Ponieważ Tartar pełen jest szumowin, a do tego każdy z nich ma mocny charakter i cechy dyktatora, pojawienie się w ich otoczeniu diablicy obdarzonej "iskrą bożą" staje się szansą na sukces i przejęcie władzy. Każdy z nich stara się przeciągnąć Wiktorię na swoją stronę, z czego prym wiedzie Elżbieta Batory, i to na nią diablica musi wyjątkowo uważać.
 
Bohaterka skupia więc wszystkie siły, aby opuścić Tartar, a jako że nie ma opcji ucieczki fizycznej, musi wystarczyć jej możliwość przemieszczania się pomiędzy wymiarami, z czego też skwapliwie korzysta. Wyrusza więc niezwłocznie po pomoc i kieruje się do swoich przyjaciół, aby uwolnili ją z tego koszmaru. Gdy tylko Beleth orientuje się, że Wiktoria jest cała i zdrowa, postanawia zrobić wszystko, żeby ją uwolnić, nawet jeżeli miałby zapłacić za to najwyższą cenę.
 
"Ja, ocalona", czyli ostatni, najnowszy tom serii tom przenosi czytelnika dokładnie do roku 2020, kiedy to w uniwersum mija dziesięć lat.  Dzięki temu możemy poznać dalsze losy bohaterów i sprawdzić, co się z nimi po tej dekadzie stało. Jaki jest rok 2020, każdy widzi, obfituje w przeróżne zawirowania i katastrofy, nie zdziwi więc nikogo fakt, że w Niżej i Wyższej Arkadii, ktoś zaplanował dla świata Apokalipsę. To właśnie ten rok ma przynieść ostateczny koniec świata opisany w ewangelii świętego Jana. Stąd też na czterech jeźdźców Apokalipsy zostają wyznaczeni bohaterowie znani nam z poprzednich tomów, a Wiktoria, jak to Wiktoria, trochę przypadkowo, trochę przez to, że lubi być w centrum uwagi i wkręcać się w największe afery, również zostaje zaangażowana w przygotowania do końca świata. Przydzielona zostaje jej funkcja Otchłani i pomoc w zorganizowaniu elementów niezbędnych do tej akcji, łącznie z kradzieżą rumaków i trąb, które oznajmią rozpoczęcie Apokalipsy.
 
Jako że ostateczny koniec świata ma doprowadzić do zniszczenia Ziemi, a także wszystkich istniejących wymiarów, Wiktoria naprawdę zaczyna martwić się czekającą ją misją. W końcu dochodzi do wniosku, że nie może do niej dopuścić, więc wraz z przyjaciółmi, Belethem, Azazelem, a także Uzjelem, anioła, który pojawia się epizodycznie w poprzednich częściach, a w tym tomie odegra znaczącą rolę, postanawiają zatrzymać Apokalipsę. 
 
Jeśli chodzi o moje wrażenia z lektury trzeciego i czwartego tomu, to są one raczej podobne do tych z pierwszego i drugiego. Owszem, w tej historii dzieje się naprawdę wiele, możemy patrzeć na nią z przymrużeniem oka, bawiąc się żartami sytuacyjnymi, czy nawiązaniami do aktualnej sytuacji na świecie. Jednak najsłabszym ogniwem tej serii jest postać głównej bohaterki, która paradoksalnie powinna być najmocniejszym punktem programu. Wiktoria jest niezmiernie irytująca, podejmuje irracjonalne decyzje, prowadzi infantylne dialogi i wiecznie robi wokół siebie zamieszanie. Rozumiem, że taki ma mieć styl, bo taki był zamysł Autorki, jednak do mnie to nie przemawia. Nawet w takiej lekkiej opowieści chciałabym śledzić perypetie bohaterki o ciekawej osobowości. Tym bardziej, że ma ona tak wyjątkowe cechy i moce.
 
W każdym razie, staram się znaleźć w każdej książce coś pozytywnego, tak więc w "Potępionej" podobało mi się nowe miejsce akcji, wymiar najbardziej ponury z wszystkich dotychczasowych, a także misja ratunkowa Beletha, która obfitowała w niespodziewane zwroty akcji, stąd też ten tom wydał mi się najbardziej dynamiczny. W "Ocalonej" najbardziej przypadły do gustu nawiązania do aktualnej sytuacji na świecie w roku 2020, a także wyprawa Wiktorii i Beletha do Wenecji, miasta które opustoszało w dobie pandemi i koronawirusa, stąd też bohaterowie spokojnie przechadzali się ulicami miasta pozbawionego turystów.
 
Nie mam pojęcia, jakie plany ma wobec serii Autorka, ale mnie opowieść dobiegła końca i na pewno nie sięgnę po kolejne, ewentualne tomy. Wielką fanką serii na pewno nie zostanę, bowiem inne powieści Katarzyny Bereniki Miszczuk podobały mi się zdecydowanie bardziej. Jak choćby "Druga szansa", historia, na podstawie której będziemy mogli w przyszłym roku obejrzeć serial na Netflixie "Otwórz oczy", którą Wam serdecznie polecam.

Sardegna

"Ja, diablica", "Ja, anielica" Katarzyna Berenika Miszczuk


posted by Sardegna on , , , , , , ,

4 comments

We wrześniu Wydawnictwo W.A.B wznowiło popularną serię Katarzyny Bereniki Miszczuk, składającą się z trzech tomów: "Ja, diablica", "Ja, anielica" oraz "Ja, potępiona", wzbogaconą o czwarty, nowy tom "Ja, ocalona". Czytałam wiele powieści Autorki ("Ja cię kocham, a ty miau!", "Pustułka", "Obsesja", "Paranoja" "Druga Szansa",  "Szeptucha", "Noc kupały", "Żerca", ""Przesilenie" ), ale powyższej serii jeszcze nie miałam okazji. 
 
Tytuły te jednak, gdzieś tam przewijały się przed moimi oczami. Zwłaszcza bardzo widoczne były na Targach Książki, gdzie czytelniczki ustawiały się po autograf w kilometrowych kolejkach do pani Miszczuk, dzierżąc w dłoniach właśnie tę serię. Wznowienie trylogii i wydanie kontynuacji stało się dla mnie idealnym pretekstem, aby w końcu ją przeczytać i przekonać się, czy faktycznie jest taka interesująca, jak wiele osób sądzi.
 
Jak na razie, za mną są dwa pierwsze tomy serii, "Ja, diablica" i "Ja, anielica", ale, jak na razie to wystarczy mi na wyciągnięcie pewnych wniosków, które, jak sądzę dotyczyć będą całej tetralogii. 

Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 416/416
Moja ocena : 4/6
 
Na początku muszę zaznaczyć, że historia ta jest zabawną, napisaną z przymrużeniem oka, opowieścią, skierowaną do grupy docelowej, określanej jako young adult. Nie należy więc sobie zbyt wiele po niej oczekiwać. I nie chodzi mi tutaj o fakt, że ma bawić młodych dorosłych, dlatego osoby starsze nie będą umiały się nią cieszyć. To nie o to chodzi. Seria ta po prostu dostarczy nam rozrywki z pogranicza wielu gatunków (sama nie umiem określić, czego jest tutaj więcej, czy paranormalnego romansu, fantastyki, czy kryminału), ale oprócz takiego chwilowego, mało ambitnego resetu nie wniesie zbyt wiele do naszego czytelniczego życia. 
 
Co więcej, nie ma sensu doszukiwać się w tej serii logiki, ani sensownego zachowania głównych bohaterów. Tutaj może zdarzyć się wszystko, i jeszcze więcej. Wydarzenia się po prostu dzieją, a czytelnik ma wrażenie, jakby przeskakiwał z jednego kanału telewizyjnego na drugi, próbując połapać to wszystko, ale tak naprawdę dawno już przestał starać się odnaleźć w tym większy sens.

Jeżeli jednak Was nie zniechęciłam i ciągle macie ochotę dowiedzieć się, co to za szaloną serię napisała Katarzyna Berenika Miszczuk, zapraszam do dalszej lektury.
 
Studentka Wiktoria Biankowska zostaje zamordowana wracając z imprezy. Ktoś godzi ją śmiertelnie nożem, a Wiki trafia wprost w zaświaty, a dokładnie do piekła. Nie jest to jednak miejsce tak straszne, jak mogłoby się wydawać. Okolica spokojna, ludzie przyjaźni, miasto Los Diablos specjalizuje się w imprezach i dość luźnym spędzaniu czasu, głównie w modnych klubach i eleganckich restauracjach, więc można się rozerwać. Wiktoria od razu więc aklimatyzuje się w nowej rzeczywistości, tym bardziej, że otrzymuje przystojnego opiekuna, diabła Beletha, który ma jej pomóc się zorganizować i przygotować do nowej pracy. 
 
Wiktoria w piekle ma do spełnienia bardzo ważne zadanie, ma stać się diablicą, która dokonuje targu o ludzkie dusze. Dziewczyna stara się jak najlepiej wykonywać swoją nową pracę, zwłaszcza, że nad wszystkim czuwa ostry i wymagający szef wszystkich diabelskich szefów, czyli sam Lucyfer.  
 
Diablicy czas mile płynie, zaprzyjaźnia się z innymi mieszkańcami piekła, piękną Kleopatrą (tak, dokładnie tą Kleopatrą), diabłem Azazelem, Belfegorem, czy samą Śmiercią. Ma też możliwość powrotu na Ziemię i udawania zwykłej śmiertelniczki, z czego skwapliwie korzysta, bowiem w Warszawie czeka na nią wiele niedokończonych spraw, głównie miłosnych.  Od dłuższego czasu jest beznadziejnie zakochana w koledze z roku, Piotrku, który totalnie ją ignoruje. Wiktoria postanawia za wszelką cenę zdobyć miłość Piotra i wycisnąć ze swojego ziemskiego życia tyle, ile da radę, tym bardziej, że w piekle nie dzieje się najlepiej, a jej diabelscy przyjaciele coś ukrywają. 
 
Dziewczyna odkrywa, że jej śmierć nie była przypadkowa, a jej pojawienie się w piekle ma drugie dno. Ktoś wyraźnie ma cel w tym, aby Wiktoria, obdarzona swoją drogą, wyjątkowo rzadką "iskrą bożą", pojawiła się w piekle i swoim temperamentem zrobiła niezłe zamieszanie. Czy diablica da mu tą satysfakcję? 

Zakończenie tomu pierwszego jest na tyle interesujące, że czytelnik od razu ma ochotę sięgnąć po tom drugi, który tym rozgrywa się na przeciwległym biegunie, czyli w niebie.
 
Po ustabilizowaniu sytuacji życiowo uczuciowej, Wiktoria spędza czas na Ziemi z ukochanym Piotrkiem. Niestety, a może stety, w jej otoczeniu znowu pojawia się Beleth, który namawia ją na kolejną niebezpieczną akcję. W związku z tym, że dziewczyna posiada wyjątkową moc, tylko ona może przywrócić upadłym aniołom skrzydła, którzy tylko czekają na moment, żeby móc wrócić do Arkadii. Beleth i Azazel nie byliby jednak sobą, gdyby nie zabrali ze sobą swej przyjaciółki. 
 
Co może zrobić diablica - anielica Wiktoria w niebie? Oczywiście wzniecić zamieszkanie, jakiego jeszcze zaświaty nie widziały, uratować świat od opętanego rządzą władzy, anioła, zerknąć do jeziora przepowiadającego przyszłość, a przy okazji spotkać się z ukochanymi, dawno nieżyjącymi już rodzicami.
 
O co tyle hałasu?

Cykl "Ja, diablica" to z założenia historia pół żartem - pół serio, charakteryzują się zakręconą fabułą, zabawnymi scenkami sytuacyjnymi i nietypowym miejscem akcji. Tak, jak pisałam, tutaj może zdarzyć się wszystko, to nie jest jednak mój zarzut, bowiem takie lekkie powieści, zwłaszcza skierowane dla młodych czytelników rządzą się własnymi prawami. Dla mnie istotniejsze jest jednak to, że cała fabuła opiera się na dość infantylnym stylu, banalnych dialogach i standardowym typie osobowości głównej bohaterki, występującym niestety w książkach Katarzyny Bereniki Miszczuk. 
 
Pisałam już o tym przy okazji innych powieści Autorki, mam bowiem wrażenie, że to ich główny problem. Wszystkie jej bohaterki pierwszoplanowe są niemal identyczne. Nie ważne, czy to Gosława z "Szeptuchy", doktor Joanna Skoczek z "Obsesji", czy Wiki z "Diablicy", wszystkie przypominają raczej roztrzepane nastolatki, niż dorosłe, świadome siebie kobiety. Co gorsza, wypowiadają się w podobny sposób, mają zbliżony do siebie temperament i styl bycia. Są generalnie swoimi kopiami. To niestety jest bardzo męczące, zwłaszcza czytając kolejną historię, w której bohaterka jest praktycznie taką samą postacią, jak wcześniej.
 
Ja akurat podchodzę do tematu na luzie, traktując tę historię, jako lekką, niezobowiązującą, momentami naprawdę zabawną opowieść o szalonej polskiej studentce, która nawet w piekle i niebie umie nieźle namieszać, jednak jeśli ktoś szuka innego typu rozrywki, fantastyki, albo romansu podchodzącego do sprawy nieco bardzie poważnie, to w tych książkach tego nie znajdzie. 
 
Przede mną jeszcze dwa tomy "Ja, potępiona" i najnowszy "Ja, ocalona". Czy je przeczytam? Jasne! Nic tak mnie nie relaksuje, jak szalona historia. Może niekoniecznie logiczna, ale na pewno nieszablonowa.

Sardegna

"Powrót bogini" tom II P.C. Cast


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Harlequin/Mira
Liczba stron:  384
Moja ocena : 4/6

Druga cześć "Powrotu bogini" jest kontynuacją przygód Shannon, o których pisałam TUTAJ. Tej części nie da się czytać osobno. Jest ona ściśle związana z poprzednio opisanymi wydarzeniami.

Nasza bohaterka zostaje podstępem przeniesiona z powrotem do Oklahomy. Wbrew swojej woli trafia do swojego "starego życia", gdzie Rhiannon zadomowiła się na dobre i dokonała strasznych spustoszeń w jej życiu osobistym. Okrutna bogini zraziła do siebie całą rodzinę i przyjaciół Shannon, rzuciła jej pracę i zabrała się za manipulowanie odpowiednimi mężczyznami, aby zdobyć pieniądze i władzę. Do tego, w trakcie przenosin Shannon do teraźniejszości, wraz z nią z Partholonu, przeniósł się duch Nuady, okrutnego Fomoriana, z którym przyszło jej kiedyś walczyć.

Shannon rozgoryczona i stęskniona za swoim mężem i nowym życiem w Partholonie, próbuje stawić czoło swej przeciwniczce i Nudzie, który grozi jej najbliższym. Znajduje nieoczekiwanego sojusznika w osobie Clinta Freemana, szamana i emerytowanego pilota wojskowego, który jest niepokojąco podobny do jej męża Wielkiego Szamana, ClanFintana.

Naszą bohaterkę czekają więc poważne tarapaty. Oczywiście na pierwszy plan wysunie się walka z Rhiannon i Nuadą i ochrona życia najbliższych jej osób, ale życie uczuciowe naszej Kapłanki Epony też stanie pod znakiem zapytania.

W tej części bardzo rozbudowany jest wątek metafizyczny, mitologia splata się z wierzeniami indiańskimi. Sporo będzie też retrospekcji, które wyjaśnią czytelnikom przeszłość Rhiannon. Cała historia zatoczy koło. Jedna z bogiń - wcieleń wybranki Epony wróci do Partholonu, a druga opuści go na zawsze.

Jeśli chodzi o moje wrażenia po przeczytaniu czwartej książki z serii "Wybranki bogów", uważam, że jest ona najsłabsza z wszystkich poprzednich części. Oczywiście zamyka całą historię, zostawia też margines swobody na ewentualną kontynuację serii, jednak fabuła tej części, tempo akcji, toczące się wydarzenia, pozostawiają wiele do życzenia. Po barwnym, sympatycznym, świetnie wykreowanym świecie mitycznego Partholonu, przedstawionym w poprzednich częściach, powrót do współczesnego świata okazał się nudny i bez polotu. Gdzieś zgubiła się ta sympatyczna i zadziorna Shannon. Gdzieś zgubił się pomysł na fabułę, albo jego realizacja. Znudziłam się trochę tą częścią, ale zawsze doczytuję książki do końca, no i szczerze chciałam poznać zakończenie historii Shannon.

Jeżeli planowane są kolejne części tej serii, mam szczerą nadzieję, że przedstawione wydarzenia będą toczyć się w mitycznym Partholonie i nie będą wychodzić poza jego granice. Z chęcią przeczytałabym o nowych przygodach bohaterki, którą bardzo polubiłam za cięty język i poczucie humoru.

Sardegna