Wydawnictwo: Burda
Liczba stron: 290
Moja ocena : 2/6
Z powieściami Katarzyny Nowakowskiej piszącej też pod pseudonimem KN Haner mam wielki problem. Na blogach i w mediach społecznościowych obserwuję olbrzymią społeczność, która gromadzi się wokół autorki i zachwyca każdą nową książką, ale jest w blogosferze także całkiem spora grupa przeciwników, odnosząca się do powieści autorki z wielką krytyką. A
ponieważ zawsze staram się sama przekonać, czy podzielam zachwyty nad
daną serią, to zabrałam się za poznawanie książek K.N. Haner.
Zaczęłam od serii o Morfeuszu i choć początek był bardzo obiecujący, to z każdym kolejnym tomem stwierdzałam, że nie czytałam w życiu chyba bardziej niekonsekwentnej i absurdalnej historii, z równie denerwującą główną bohaterką. Żeby nie być gołosłownym, zostawiam Wam linki do moich notek o poszczególnych tomach: "Sny Morfeusza" , "Koszmar Morfeusza" , "Przebudzenie Morfeusza". Później trafiłam na "Ring girl" i tutaj mile się zdziwiłam. Wprawdzie powieść nie powala na kolana swoją fabułą, ale czyta się ją bardzo przyjemnie. Poza tym, takie lekkie, łatwe i przyjemne historie też są czytelniczkom potrzebne. Teraz natomiast przyszedł czas na "Femme fatale".
Sięgając po tę historię wiedziałam, że jest to druga część serii, a ja nie znam tomu pierwszego, czyli "Skandalu", ale stwierdziłam, że jakoś sobie poradzę. I faktycznie, spokojnie
można zorientować się w fabule opowieści, a to dlatego, że jest ona bardzo uboga, więc już po paru pierwszych stronach mogłabym praktycznie streścić, co działo się w życiu bohaterki wcześniej.
Główna bohaterka Julia, po skandalu, który wywołała w Nowym Jorku ze swoim żonatym szefem (o tym opowiada tom pierwszy), przenosi się do
Paryża obejmując posadę menadżerki w luksusowym hotelu w samym centrum miasta. Nowe miejsce ma jej dać wytchnienie od źle ulokowanych uczuć i wyleczyć złamane serce. Podejmując pracę u bogatego przedsiębiorcy Gasparda nie przewiduje jednak, że z jednego romansu wplącze się od razu w drugi, a jej nowy szef okaże się przyjacielem starego.
I to właściwie na tyle, jeśli chodzi o fabułę. Wiadomo, że "Femme fatale" to romans i erotyk, więc akcja będzie kierowała się w wiadomym kierunku, ja jednak od zawsze powtarzam, że powieść poza scenami seksu musi mieć w sobie jeszcze jakieś tło, musi coś czytelnikowi oferować, a tutaj niestety niczego takiego nie znajdziemy, dostaniemy natomiast irytującą główną bohaterkę, która poza swoją aparycją, nie ma czytelnikowi nic ciekawego do zaprezentowania.
Julia jest właściwie kalką Cassandry, bohaterki trylogii o Morfeuszu. Jest
oczywiście piękną, wykwintną kobietą, o czym świadczą eleganckie ubrania od najlepszych
projektantów i bogata garderoba. Praktycznie każdy kolejny akapit informuje
czytelnika co i w jakich kolorach ma na sobie kobieta, jakie dobiera do
outfitu szpilki i makijaż. Wiemy, że jest piękna i właściwie tyle, bo poza tym niewiele sobą reprezentuje.
Jej nowa posada polega na zarządzaniu hotelem, i to nie byle jakim, tylko ekskluzywną miejscówką w centrum Paryża. Tak właściwie nie wiemy jednak co
Julia robi w swojej pracy. Niby kieruje jakimś zespołem ludzi, chociaż nie ma do tego żadnych predyspozycji, wybiera jakieś obicia kanap i wiemy, że robi to przez całe osiem godzin, bo potem pada ze zmęczenia. Jedyny moment, kiedy wychodzi z jakąś inicjatywą, to sytuacja, w której proponuje umieszczenie
koszy ze słodyczami i lokalnymi przysmakami w pokojach hotelowych dla gości. Odkrywcze, no nie? Ale szef Gaspard rozpływa się w emocjach, radościach i
absurdalnych pochwałach dla swojej pracownicy, za tak genialny pomysł.
Przez większość czasu Julia zachowuje się tak, jak Cassandra: chodzi z szefem na drinka, imprezę albo kolację, potem ma kaca, którego leczy, więc dostaje wolne, a później ma
urlop. Oczywiście w międzyczasie uprawia seks, raz z nowym szefem, raz ze starym. Wszystko to jest tak męczące, przewidywalne i nudne, że 290-stronicową powieść czytałam ponad tydzień, nie mogąc zdzierżyć mnogości absurdów zawartych w jej treści.
Ja naprawdę nie mam nic przeciwko romansom i erotykom, wiem, że nie
są to powieści o skomplikowanej treści, a ich zadaniem ma być umilenie czasu, odstresowanie i dostarczenie czytelniczej przyjemności. W przypadku "Femme fatale" wszystko jest jednak tak powierzchowne, przewidywalne i płytkie, a przez to nużące, że
ostatecznie nie interesowało mnie, którego z mężczyzn wybierze Julia i jakie decyzje podejmie.
Ktoś
może powiedzieć, po co w takim razie sięgam po książki autorki, jeśli wcześniejsze mi się nie
podobały. Jak wspominałam, tak już mam, że zwyczajnie lubię sprawdzać to, czym zachwycają się inni. A skoro autorka ma tak spore grono fanów, to byłam przekonana, że te książki zwyczajnie muszą mieć w sobie „to coś”. Mnie
nie udało się jednak „tego” odnaleźć, może komuś innemu się uda? Jeśli
tak - koniecznie dajcie znać, co Was zachwyciło, bo ja nie zamierzam już
ryzykować i na
pewno nie sięgnę po poprzednią, ani kolejną część tej serii.
Prawdopodobnie nie sięgnę już po żadną książkę autorki, szkoda mi po
prostu na to czasu.
Sardegna



