Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Edipresse. Pokaż wszystkie posty

"Gdzie jest happy end?" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 320
Moja ocena : 5/6

Moją kolejną wakacyjną lekturą, była powieść obyczajowa Krystyny Mirek zatytułowana „Gdzie jest happy end?”. Jest to niezależna, niezwiązana z żadną serią, książka autorki, słynącej z lekkich, przyjemnych powieści skierowanych do kobiet. Historie te zazwyczaj kończą się szczęśliwie, dlatego też powyższy tytuł od razu mnie zaciekawił. Pomyślałam, że autorka odeszła od typowej dla siebie formy, i stworzyła coś odmiennego. A ponieważ na wakacjach czytałam głównie cięższe kryminały i thrillery, stwierdziłam, że lektura tej książki będzie miłą odmianą w moich czytelniczych wyborach urlopowych.

„Gdzie jest happy end?” to opowieść o 40-letniej Liwii, prowadzącej mocno monotonne, uporządkowane i nudne, życie, w dużej mierze podporządkowane dominującej matce, Janinie. Liwia nie buntuje się przeciwko tej rutynie, a jej oczekiwania od życia są niewielkie – pogodziła się z tym, że jej codzienność nie zmieni się już na lepsze. Kobieta dość szybko zaszła w nieplanowaną ciążę, a po porzuceniu przez chłopaka musiała całkowicie zdać się na pomoc rodziców. Dzięki ich wsparciu wychowała córkę, Anię, ale też dla niej i w ramach podziękowania rodzicom, zrezygnowała z siebie.

Ania jest zupełnie inna od swojej mamy – ma obecnie 18 lat i przygotowuje się do matury, jest żywiołowa, pełna energii, pomysłowa, odważna i bardzo zżyta z dziadkiem Ignacym, który stanowi oazę spokoju dla całej rodziny. Babcia Janina natomiast, to prawdziwa "kobieta petarda" – zarządza całym domem i podejmuje wszystkie decyzje, nieustannie wywierając wpływ na Liwię i Anię.

Zbliżają się okrągłe urodziny Liwii, która, choć marzy o wyjątkowym świętowaniu, spodziewa się skromnej uroczystości w rodzinnym gronie. Wszystko zmienia się w momencie, kiedy kurier dostarcza rodzinnie tajemniczy kosz pełen dorodnych jagód. Babcia Janina, widząc przesyłkę, wpada w nieoczekiwany szał, co zaskakuje wszystkich. Nie chce zdradzić, kto mógł być nadawcą tej dziwnej paczki, choć wydaje się, że doskonale wie, kto to może być. Liwia i Ania, zaciekawione sytuacją, postanawiają dowiedzieć się, kim jest tajemniczy nadawca. Okazuje się, że to ktoś z przeszłości Janiny – adorator, o którym nikt wcześniej nie słyszał.

Jak to możliwe, że 67-letnia kobieta, przez 40 lat żona tego samego mężczyzny, ma jakieś sekrety sprzed lat? Liwia, która niewiele wie o przeszłości swoich rodziców, zaczyna dociekać i zastanawiać: jak się poznali, co ich w sobie zauroczyło. Nigdy też nie rozumiała, dlaczego nosi tak fantazyjne imię, które zupełnie nie pasuje do surowej, racjonalnej Janiny i mocno stąpającego po ziemi Ignacego.

Wraz z córką, Liwia zaczyna prywatne śledztwo, które prowadzi ją do ekscentrycznego mężczyzny, byłego pisarza i dawnej miłości Janiny. W ten sposób odkrywa tajemnice z przeszłości, które całkowicie zmienią postrzeganie własnej rodziny. Największym wyzwaniem dla Liwii będzie pogodzenie swojego dotychczasowego, uporządkowanego życia z nagłą rewolucją, którą przyniesie odkrycie tajemnic matki.

Liwia niespodziewanie odnajduje się w tej nowej sytuacji. Okazuje się, że pod warstwą rozsądku i stabilności tkwi w niej gen szaleństwa i chęć zmiany, tłumione przez lata, a to, co wcześniej uważała za swoje dziwactwo, staje się częścią jej nowej tożsamości.

"Gdzie jest happy end?" to bardzo przyjemna opowieść. Jej lektura okazała się świetnym odpoczynkiem od cięższych i bardziej krwawych książek zabranych na wakacje. Z zainteresowaniem śledziłam przemianę Liwii, która z nieśmiałej, podporządkowanej bliskim kobiety, staje się pewną siebie osobą, gotową na zmiany. Trochę zasmucił mnie wątek Ignacego. Szkoda, że autorka nie pozwoliła mu bardziej rozwinąć skrzydeł.

W każdym razie, lubię takie historie. Stanowią dla mnie naprawdę miłą formę odpoczynku, a powieści Krystyny Mirek szczególnie.
Sardegna

"Wyjdź za mnie kochanie" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 302
Moja ocena : 5/6
 
"Wyjdź za mnie kochanie", czyli jedna z nowszych powieści pani Krystyny Mirek to bardzo przyjemna komedia romantyczna, dzięki której mogłam poznać twórczość pisarki od nieco innej strony. Do tej pory miałam okazję czytać tylko sympatyczne, pełne ciepła, powieści obyczajowe, które choć nie wolne od trudnych tematów, przedstawione są zazwyczaj, jako bajki dla dużych dziewczynek, w których problemy same znajdują rozwiązanie, a bohaterowie miłość swojego życia. Głównym zadaniem takich powieści jest zapewnienie czytelniczkom rozrywki i oderwanie ich od codzienności i to jest świetna sprawa, czasami jednak mam ochotę oderwać się od tkliwych opowieści o miłości "na poważnie" i dostać coś, co mnie rozbawi, coś z przymrużeniem oka, pół żartem, pół serio.
I taka właśnie jest powyższa książka. Lekka, zabawna, trochę przewrotna, nie da się ukryć, że również opowiada o uczuciach, ale dzięki humorystycznej otoczce, która im towarzyszy, czyta się ją z uśmiechem na twarzy i wielką radością.
 
Marika jest wnuczką przedsiębiorczej businesswoman Apolonii Darskiej. Babcia trzyma twardą ręką całą rodzinę, do tego wychowywała wnuczkę od najmłodszych lat, stąd też rości sobie prawa do decydowania o wszystkim, co dotyczy Mariki i jej ojca  Tymoteusza. Choć seniorka rodu chce domownikom uchylić nieba i dać wszystko, co najlepsze, zresztą stać ją na to, ponieważ firma świetnie prosperuje, więc i pieniędzy nie brakuje, nie spotyka się to z przychylnością wnuczki, która chciałaby choć raz być sobie sterem, żeglarzem i okrętem. 
 
Apolonia ma jednak na temat życia i przyszłości wnuczki inną teorię, kiedy więc Marika przedstawia rodzinie swojego chłopaka Maurycego, babcia od razu bierze się za organizowanie ślubu i zaplanowanie w najdrobniejszych szczegółach też ważnej uroczystości. Zabierając dziewczynie jakiekolwiek pole manewru sprawia, że jej wnuczka czuje się, jak marionetka w rękach wszechpotężnej babci, mając poczucie, że na nic nie ma wpływu i właściwie wszystko w jej życiu jest już z góry przesądzone. 
 
Kiedy więc przypadkowo Marika poznaje Janka, złodzieja planującego okraść posiadłość rodziny w czasie ślubu, stawia wszystko na jedną kartę i tajemniczego nieznajomego, do którego mocniej bije jej serce, postanawia przeciwstawić się babci oraz całej rodzinie i nie dopuścić do swojego niechcianego ślubu z Maurycym. Jednak czy Apolonia jej na to pozwoli? 
 
Jak można się domyślać, nagła decyzja Mariki zainicjuje cały szereg sytuacji, które zaburzą równowagę seniorki rodu. Czy dziewczynie uda się wyrwać spod kurateli babci? Czy Janek faktycznie jest mężczyzną jej życia? A może Maurycy nie pozwoli swojej ukochanej uciec sprzed ołtarza?
 
Oprócz babci Darskiej, Mariki, Janka i Maurycego, w historii tej pojawiają się jeszcze dwie bardzo istotne postacie. Jedną z nich Alojzy, ojciec Janka, złodziej z zasadami i wieloletnią tradycją, który chce przyuczać syna do rodzinnego fachu. Natomiast drugą osobą jest godna Apolonii przeciwniczka, babcia Janka, Izydora. Niemniej od niej charakterna, dominująca i trzymająca rodzinę twardą ręką. Izydora również wychowywała wnuka od najmłodszych lat, stąd jest on jej oczkiem w głowie, kiedy więc dowiaduje się, że Janek się zakochał, od razu bierze pod lupę rodzinę Darskich.
 
Babcina mieszanka wybuchowa gwarantowana! Na pierwszym spotkaniu rodzinnym będą się działy rzeczy nieziemskie! Tym bardziej, że obie seniorki mają wiele pomysłów na to, jak urządzić i zagospodarować życie swoich wnuków.
 
Chociaż "Wyjdź za mnie kochanie" Krystyny Mirek wydaje się być banalną i przewidywalną historią, nie można odebrać jej poczucia humoru i genialnych postaci Izydory oraz Apolonii. Podczas lektury bawiłam się świetnie, a scena, kiedy Izydora wiesza łańcuszki na klamkach przed przyjazdem rodziny Darskich na obiad, mnie rozwaliła totalnie! Sądzę więc, że będzie to idealna książka na wiosenne popołudnie, czy chwilową chandrę. Bardzo polecam!


Sardegna

"Inni mają lepiej" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 320
Moja ocena : 5/6


Chyba mogę uznać, że kryzys czytelniczy mam już za sobą. Ostatnio czyta mi się świetnie, najnowszą powieść Krystyny Mirek pochłonęłam w dwa dni, a w międzyczasie podczytuję jeszcze "Zadrę" Roberta Małeckiego, "Chłopca znikąd" Katherine Marsh, "Lilanę" Małgorzaty Strękowskiej - Zaręby oraz piąty tom "Opowieści z Narni".

Wracając jednak do książki "Inni mają lepiej", jestem bardzo pozytywnie zaskoczona tą opowieścią, i choć zawiera ona elementy bajki dla dużych dziewczynek, jak to w zwyczaju mają powieści pani Krystyny Mirek, ta wydaje mi się najbardziej życiową ze wszystkich.  

Zanim przejdę do fabuły muszę nadmienić, iż historia ta bardzo fajnie uświadamia nam, że czasami nie doceniamy własnego życia, wpadamy w pułapkę monotonii i codziennej rutyny. Nie zauważamy małych, zwyczajnych radości, nie jesteśmy uważni, przez co wydaje nam się, że to, co obserwujemy u innych jest lepsze, fajniejsze, bogatsze i bardziej wartościowe. Przez takie podejście możemy przegapić coś niezwykle ważnego, a nawet coś nieuchhronnie stracić. Warto więc doceniać to, co się ma, bo przecież nawet pozorna zwyczajna, szara rzeczywistość jest wspaniała, dzięki temu, że jest po prostu nasza, więc i przez to, wyjątkowa.

Prawdy te nie są w żaden sposób odkrywcze, ale sami przyznajcie, czasami w ferworze codziennych obowiązków o tym zapominamy, a przyglądając się życiu znajomych mamy przeświadczenie, że inni maja lepiej. I to właśnie o tym jest ta książka. 

Trzy kobiety: Natalię, Zuzę i Jagodę, łączy jedynie fakt, że ich córki chodzą do jednego przedszkola. Kobiety spotykają się często, pomagają sobie w opiece nad dziećmi,  jednak poza tym niewiele ich łączy, a znajomość tą w żaden sposób nie można nazwać przyjaźnią. Każda z kobiet ma inny styl bycia, sytuację rodzinną i materialną, Każda też troszkę zazdrości pozostałym, zakładając, że to codzienność koleżanek jest lepiej zorganizowana, ich relacje z bliskimi bardziej wartościowe, a życie ciekawsze. Największe emocje wzbudza Jagoda, świetnie zorganizowana kobieta sukcesu, bizneswoman, matka trójki udanych dzieci, żona fajnego męża, świetna kucharka i ekogospodyni. Jej życie wydaje się Zuzi i Natalii wręcz idealne i niedoścignione, natomiast ich własna codzienność zdaje się przy niej nudna, chaotyczna i zupełnie niewarta uwagi.

Zuza samotnie wychowuje córeczkę Marysię i opiekuje się schorowanym ojcem. Z ojcem dziecka nie utrzymuję kontaktu, kiedy ten jednak po latach pojawia się niespodziewanie w życiu matki swojego dziecka, wprowadza zamęt i nieoczekiwaną tęsknotę za dawnym uczuciem. Zuzka borykająca się problemami samotnej matki, prowadzi życie pełne trosk, które do tego wydaje jej się tak mało atrakcyjne i zupełnie niezorganizowane w porównaniu z codziennością koleżanek.

Natalia na pierwszy rzut oka wydaje się bardzo szczęśliwa. Jest w związku z mężczyzną, którego kocha, mają udaną córkę, jednak Kuba jest po rozwodzie i ma bardzo skomplikowane relacje ze swoją byłą żoną Emilią. Do tego dochodzą problemy z nastoletnim synem Kuby, Wiktorem, które niejako odbijają się echem na codzienności Natalii. Kobieta ciągle ma poczucie porażki, zaczyna też wątpić w wierność swego mężczyzny, wydaje jej sie bowiem, że skoro jej ukochany raz zostawił kobietę z dzieckiem, to nie będzie miał oporów zrobić to po raz kolejny.

Pozornie idealna rzeczywistość Jagody również ma swoje wzloty i upadki, jak to w życiu, ale z tego koleżanki już nie zdają sobie sprawy. Po prostu wszystkie kobiety mają swoje problemy, dylematy, małe smutki, ale nie dzielą się swoimi kłopotami z koleżankami zakładając, że ich problemy są niewarte uwagi pozostałych. Przełomem okazuje się wspólny wyjazd. To właśnie ta wyprawa otworzy im oczy na na pewne sytuacje, pokaże, co jest w życiu ważne, i na co tak naprawdę powinny wykorzystywać swą energię. 

"Inni mają lepiej" (a właściwie to nie mają) to przykład bardzo fajnej obyczajówki, przy której nie dość, że odpoczniemy, to jeszcze da nam troszkę do myślenia, zwłaszcza w kwestii tego, żeby nie analizować życia innych, tylko skupić się na własnym. Koniec mówienia, że znajomi mają lepiej, a u nas jest beznadziejnie, czas na szukanie pozytywów i czerpania radości z drobnych przyjemności dnia codziennego.  Tego Wam i sobie życzę!

  Sardegna

"Światło gwiazd" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 320
Moja ocena : 5/6


"Światło gwiazd" Krystyna Mirek to czwarty, a zarazem ostatni tom serii "Willa pod Kasztanem". Jak sugeruje okładka i cała formuła cylku związanego z czterema porami roku, ta część rozgrywa się jesienią, i faktycznie, żeby nie było, przeczytałam ją w tamtym okresie. Dopiero teraz jednak wzięłam się za jej opisanie.

Nie będę ukrywać, ze książka ta skierowana jest głównie do miłośników serii, mam bowiem wrażenie, że osoby, które nie znają poprzednich tomów i wzięłyby się znienacka za przeczytanie tej powieści, nie bardzo potrafiłyby się w niej odnaleźć i czuły wielki niedosyt z niewiedzy na temat, kto z kim, po co i dlaczego.

W przypadku tej opowieści trzeba postępować konsekwentnie. Zapoznawać się z tomami według ustalonej kolejności, i w ten sposób poznawać przygody bohaterów. Tutaj większośc porozpoczynanych wcześniej wątków dobiega końca, relacje uczuciowe zaczynają się klarować i widać już, którą parę czeka happy end, a komu niestety nie wyjdzie. Każdy z bohaterów chce po prostu być szczęśliwy, jednak czy wszystkim będzie to dane? 

W "Świetle gwiazd" na pierwszy plan wysuwa się historia Doroty, która w poprzednich tomach była raczej postacią epizodyczną, jest bowiem matką Ksawerego, byłego chłopaka Magdy, a teraz to jej perypetie stają się głównym wątkiem książki. Dorota, po śmierci męża, znanego w mieście biznesmena, mężczyzny, z którym pozornie stwarzała idealną parę, postanawia w końcu zająć się sobą, do tej pory była bowiem na każde skinienie męża i dorosłych już dzieci. Grająca rolę perfekcyjnej pani domu ma już tego serdecznie dość, postanawia więc w końcu zrobić coś dla siebie. Kiedy w jej życiu pojawia się Tomasz, przypadkowo poznany w pociągu mężczyzna, intrygujący astrofizyk, zupełnie odmienny od facetów, z którymi Dorota do tej pory miała do czynienia, jej życie wywraca się do góry nogami. Nie będzie jej jednak dane przeżywać emocji związanych z budzącym się do życia uczuciem, bowiem  jej dzieci wyraźnie się temu związkowi sprzeciwiają. Stawiając na pozory i wizję matki, jaką Dorota była od wielu lat, tworzą pomiędzy rodzicielką, a sobą, wysoki mur nie do przeskoczenia.

Dorota będzie musiała wybrać pomiędzy rodziną, wobec której zawsze była lojalna, a nową miłością. Czy da się te dwie sprawy ze sobą pogodzić?

Oprócz historii Doroty i jej nowego związku będziemy mogli śledzić także finał miłosnej historii Bartka i Ani. Jak do tej pory dziewczyna traktowała chłopaka z dystansem, jest bowiem świadoma tego, że Bartek przez długi czas nieszcześłiwie kochał się w Blance, swej szwagierce. A ponieważ nie chce być dla niego wyjściem awaryjnym, czy opcją numer dwa, stawia na ostrożne relacje. Pewne wydarzenia jednak złagodzą panujący pomiędzy nimi dystans. Tylko, czy to wystarczy do zbudowania stabilnego związku?

Podobnie sprawa wygląda w przypadku Antka i Magdy. Choć formalnie bohaterowie nie są już parą, i każde z nich próbuje sobie jakoś ułożyć życie na nowo, dziewczyna jest pogubiona w swoich emocjach, mocno rozdarta i sama nie wie czego chce. Z jednej strony chciałaby spróbować jeszcze, naprawić relację z przystojnym sąsiadem, ale z drugiej, niepewna, ma ochotę wszystko odpuścić. 

To wszechogarniające szaleństwo próbuje ogarnąć babcia Kalina, która oprócz tego, że przeżywa drugą młodość w towarzystwie uroczego, starszego pana, to jeszcze ma na głowie swoje dwie synowe, jedną byłą i jedną niedoszłą, kobiety zupełnie od siebie odmienne, od lat żyjące w konflikcie, które teraz zaczynają się zaprzyjaźniać. Nie wiadomo tylko, co jest lepsze dla otoczenia, ich przyjaźń, czy może jednak wzajemna niechęć...

Iwona i Patrycja panoszą się po domu babci Kaliny, i choć nie robią tego złośliwie, sprawiają, że Blanka i Michał nie czują się już w willi komfortowo. Młodzi małżonkowie zaczynają więc szukać nowego lokum. Tylko, jak na to rozstanie zareaguje babcia Kalina?

"Światło gwiazd" to taka klamra spajająca porozpoczynane w trzech poprzednich tomach wątki. Jest to taka trochę bajka, opowieść dla dużych dziewczynek, w której bohaterowie prowadzą czasami wydumane, nienaturalne dialogi, ale czy to źle? Nie sądzę. Jako lekka, przyjemna lektura czasami jest bardzo potrzebna. Finał historii mnie zadowolił, choć muszę przyznać, że nie jest takim typowym happy endem, co w sumie bardzo mi odpowiada. Podoba mi się, że Autorka zastosowała taki zabieg, postanowiła pójść w nieco inną stronę i zrezygnowała z cukierkowego zakończenia.

Podsumowując, jeżeli macie ochotę na sympatyczną historię, która może sprawić Wam radość w dzisiejszej sytacji zachęcam do przeczytania serii "Willa pod Kasztanem". Zróbcie to jednak w odpowiedniej kolejności. Tylko taka opcja zapewni Wam odpowiednią pprzyjemność z lektury.

Przeczytaj także:

Sardegna

"Oszukana" Magda Stachula


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Edipresse 
Liczba stron: 366
Moja ocena : 6/6

"Oszukaną" przeczytałam w maju, a dokładnie w drodze do i z Targów Książki w Warszawie. Książka jest świetna i doskonale mi się ją czytało, ale to nie jest żadne zaskoczenie, bowiem wciągające historie z nurty domestic noir są już znakiem rozpoznawczym Autorki, pani Magdy Stachuli. Książki, które wychodzą spod jej ręki pochłania się, jak świeże bułeczki. Wartka akcja, krótkie rozdziały kończące się jakimś ważnym zwrotem akcji, sprawiają, że dość grube powieści czyta się ekspresowo, praktycznie na raz. Tak było w przypadku "Idealnej", "Trzeciej" i nie inaczej jest w "Oszukanej". 

Magda Stachula ma niesamowitą zdolność wymyślania skomplikowanej intrygi, historii, która nigdy nie podąża w stronę, w jaką wydawałoby się na początku, że się skieruje. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że Autorka przoduje w nurcie domestic noir, na naszym polskim rynku wydawniczym, i określenie to będzie w pełni zasłużone. Będąc już po lekturze trzech powieści, mogę poświadczyć, że każda z nich trzyma w napięciu, ma jakieś ukryte drugie, a nawet trzecie dno oraz zaskakujące zakończenie. Na każdą z tych historii Autorka miała intrygujący i przemyślany pomysł, stąd też opowieść ma nie tylko wciągający początek, ale i sensowne rozwinięcie i zakończenie (których niestety często brakuje w książkach tego typu).
  
W powieściach Magdy Stachuli wszystko ma swoje znaczenie. Nie ma tutaj przypadkowych scen, opowieść jest wyważona i sprytne napisana. Od początku toczy się swoim rytmem, jest na nią pomysł i co najważniejsze, zakończenie daje odpowiedzi na zadane wcześniej pytania. Oczywiście, możemy mówić, iż fabuła jest trochę naciągana, a wydarzenia nieprawdopodobne, i w prawdziwym życiu nie miałaby szansy się wydarzyć, ale w końcu jest to beletrystyka, a nie literatura faktu, więc jeśli chodzi o mnie, to nie mam z tym żadnego problemu.

Dwudziestoparoletnia Lena non stop przed czymś, lub przed kimś ucieka. Ciągle zmienia miejsce zamieszkania, nie udziela się w social mediach, nie fotografuje, nie nawiązuje z nikim bliższych relacji, nie mówi o sobie niczego konkretnego. Kiedy tylko jej znajomości zaczynają nabierać tempa, kobieta wycofuje się i znika bez śladu. 

Tak jest i w przypadku jej związku z Emilem. Lena znika właściwie z dnia na dzień, a mężczyzna uświadamia sobie, że tak właściwie nic o swojej partnerce nie wie. Przeszukując internet odkrywa, że osoba o takim imieniu i nazwisku praktycznie nigdzie nie figuruje, on sam nie wie, gdzie pracowała, nie potrafi też połączyć jej z żadnymi przyjaciółkami, które mógłby spytać o miejsce jej nowego pobytu. Szukając jakiegokolwiek śladu o Lenie, natrafia na niego zupełnie przypadkowo, podczas oglądania reportażu w telewizji, na temat makabrycznego znaleziska z trójstyku granic polskiej, białoruskiej i ukraińskiej. Emil orientuje się, że jego dziewczyna prawdopodobnie była na miejscu zbrodni, postanawia więc pojechać na miejsce i poszukać czegoś więcej na jej temat.  

Lena nieświadoma jednak dociekliwości byłego chłopaka kolejny raz ucieka przed niebezpieczeństwem nieznanego pochodzenia. Angażuje się w nowy związek, który ma zapewnić jej poczucie bezpieczeństwa, chwilowe schronienie i stabilizację. Jednak rodzina zakochanego w niej Nikodema zaczyna podejrzewać, że z Leną coś jest nie tak. Matka mężczyzny starają się odkryć tajemnicę kobiety, przy okazji porusza lawinę zdarzeń, które doprowadzają do wyjaśnienia wszystkich sekretów. Jednak nie dajcie się zwieść, jak to w historiach domestic noir bywa, nic nie będzie takie, jak się może na pierwszy rzut oka wydawać.

"Oszukana" to niebanalna historia, w której czytelnik błądzi, kieruje się pierwszym wrażeniem, myli tropy, i przez większość część książki ma poczucie pewności, że wie, co dzieje się w życiu bohaterów, aby na końcu z niedowierzaniem pokręcić głową, iż wszystko, o czym myślał, okazało się błędne. Podobnie, jak w poprzednich książkach Magdy Stachuli, opowieść prowadzona jest z kilku stron i możemy ją poznać z perspektywy Leny, Emila oraz Nikodema, praktycznie też do samego końca nie wiadomo, co tak naprawdę stoi u podstaw sytuacji, w jakiej znalazła się dziewczyna, i kto jest winny takiego stanu rzeczy. Jest intrygująco, co sprawia, że książkę czyta się właściwie na raz.

Powieść ta bardzo mi się podobała, chyba najbardziej ze wszystkich dotąd przeczytanych książek, z dorobku Autorki. Choć "Oszukana" miała premierę w pierwszej połowie roku, nie zapomnijcie o niej w natłoku nowości wydawniczych, a kiedy jej charakterystyczna okładka rzuci się Wam się w oczy, koniecznie przeczytajcie! Dajcie się ponieść wciągającej opowieści o Lenie, dziewczynie widmo, za którą stoi niesamowita historia.

  Sardegna

"Na strunach światła" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , , ,

9 comments



Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 304
Moja ocena : 5/6

Będąc na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie, na stoisku Edipresse porozmawiam chwilę z paniami z wydawnictwa na temat serii "Willa pod Kasztanem" Krystyny Mirek (składającej się wówczas tylko z dwóch tomów). Zapytałam, kiedy Autorka planuję wydać kolejny, letni tom swojego cyklu, no bo przecież ta seria związana jest z porami roku. Okazało się, że chyba nie do końca, patrząc jednak na powyższą książkę i tę najnowszą zapowiedź z jesienną okładką, mogę wywnioskować, że w tym wypadku głos czytelników został uwzględniony. Ostatecznie więc otrzymamy cztery książki, utrzymane w klimacie pór roku, opisujących przygody rodzeństwa Łaniewskich, ich sąsiadki Kaliny, starszej pani, nazywanej przez wszystkich babcią oraz Bianki i Antka, jej prawdziwych wnucząt.

"Na strunach światła" opisuje dalsze losy bohaterów, a ponieważ perypetie miłosne młodych już w poprzedniej tomach były nieco zagmatwane, sporo będzie się działo. Wszystko to jest niejako kontynuacją wydarzeń z zimowej i wiosennej części, trudno będzie się więc rozeznać w akcji czytelnikom, którzy nie czytali "Światła w Cichą Noc" oraz "Światła o poranku". Jeśli ktoś zatem nie czytał, a miałby ochotę, teraz jest najlepsza okazja na nadrobienie zaległości.

Blanka, piękna, młoda i delikatna dziewczyna, wnuczka babci Kaliny, już wcześniej wzbudziła zainteresowanie dwóch braci Łaniewskich, jednak ostatecznie związała się z Michałem, a po ślubie młodzi zamieszkali nawet na piętrze w Willi pod Kasztanem. Katusze natomiast przeżywa Bartek, młodszy z braci, który nieszczęśliwie ulokował swe uczucia w szwagierce. Skrywa on przed całym światem to zauroczenie, jednak ani przed babcią, ani przed Magdą, swoją siostrą nie daje rady utrzymać tajemnicy dłużej w sekrecie.

Magda, zawsze uczynna, gotowa poświęcić się dla swoich braci, postanawia przyjść Bartkowi z pomocą i zeswatać go z koleżanką Anią, pracownicą pobliskiej cukierni, z którą chłopak znał się już wcześniej, jednak ich relacja nie wyszła poza koleżeńską. Ania nie jest jednak w ciemię bita i zdaje sobie sprawę, że tą znajomością Bartek próbuję leczyć złamane serce, a ponieważ jest dziewczyną charakterną i stanowczą, nie zgadza się na taką na taki obrót sprawy, stawiając swoje warunki. Bartek początkowo zaskoczony zachowaniem dziewczyny, zaczyna się nią coraz bardziej interesować i czuć fascynację tą relacją. Jednak czy na budowanie czegoś poważniejszego nie jest już za późno?

Bianka i Michał nieświadomi uczuć, które tłumi w sobie Bartek, cieszą się swoim szczęściem próbując zbudować rodzinę w dość trudnych okolicznościach. Willa babci Kaliny staje się bowiem miejscem, przez które codziennie przetacza się cały tabun ludzi. Trudno w takim miejscu o intymność i chwilę spokoju.

Oprócz wydarzeń związanych z rodzeństwem Łaniewskich, oraz perypetiami wnuków Kaliny, w tym tomie postacią bardzo istotną okaże się także ojciec Ani, starszy, schorowany pan, który niespodziewanie zaprzyjaźnia się z babcią, a z tej znajomości może wyniknąć dla wszystkich prawdziwa rewolucja. 

W życie mieszkańców Willi pod Kasztanem wkradnie się też pewien niepokój, a związany on będzie z konfrontacją dwóch kobiet, silnych osobowości: Iwony, mamy Antka, zdradzonej przed laty żony, oraz Patrycji, kochanki, mamy Bianki, która przez lata musiała zmagać się z etykietką złodziejki mężów rozbijających rodzinę. Obie kobiety skonfrontują się ze sobą, a sprawa będzie miała podłoże finansowe i otrze się o aspekt prawny.

W historii tej jest jak w życiu: czasem słońce, czasem deszcz. Codzienność czasami jest dla bohaterów słodka, jak miód, a czasem gorzka i trudna do przełknięcia. Rzeczywistość staje się jednak całkiem łatwa do zniesienia, kiedy mają wokół siebie przyjaznych ludzi i dobrą energię. Właściwie to wszystkie powieści pani Krystyny Mirek takie są: sympatyczne, ciepłe, zazwyczaj z pozytywnym zakończeniem. Nie ukrywam, że bohaterowie są momentami trochę infantylni, irytujący i zachowują się w nieco odrealniony sposób, bardziej przypominając nastolatków, niż ludzi dorosłych, ale jeśli weźmiemy pod uwagę, że historie te mają za zadanie umilać czas, i są raczej bajkami dla dużych dziewczynek, niż poważnymi obyczajówkami, nie ma co roztrząsać szczegółów, wystarczy po prostu dobrze się w czasie lektury, bawić!
Sardegna

"Nietypowa Matka Polka" Anna Szczepanek


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 352
Moja ocena : 5/6


Lubię książki, które mnie bawią, choć faktycznie rzadko kiedy trafiam na takie, idealnie do mnie pasujące. Zdarzają się kobiece obyczajówki (autorstwa Joanny Szarańskiej), albo komedie kryminalne (Marty Matyszczak), które mają "momenty" i autentycznie mnie bawią, jestem jednak trudnym czytelnikiem i książki reklamowane, jako zabawne, zazwyczaj do mnie nie przemawiają. Lubię czarny humor, ostry język i cięte riposty i nic nie poradzę, że to właśnie mnie bawi. 

Mam jednak na półce książkę, która śmieszy mnie za każdym razem, kiedy ją czytam (a tak dla jasności, czytam ją na wyrywki) i jest to "Świnia ryje w sieci" PigOuta. Kto zna tego człowieka, wie, o czym mówię. Pigu ma niesamowity dar przelewania na papier swoich przemyśleń na temat codzienności w taki sposób, że czytelnik ma ochotę rzucić wszystko i czytać jego kolejne teksty, zaśmiewając się przy tym do łez. O PigOucie nie będę się rozpisywać, bo można o "Świni" poczytać TUTAJ, dzisiaj natomiast będzie o "Nietypowej Matce Polce". Książka owego czasu była polecana przez PigOuta, jako życiowa, szczera do bólu, napisana z dystansem i przede wszystkim humorem, a skoro Pig mówi, że jest śmiesznie, to na pewno jest. Postanowiła więc sprawdzić to osobiście.

Anna Szczepanek, blogerka, matka czterech synów, napisała książkę utrzymującą się trochę w klimacie "Świni", składającą się z krótkich, zabawnych tekstów powstałych na bazie jej obserwacji codzienności. Teksty te napisane z przymrużeniem oka głównie skupiają się na życiu rodzinnym Nietypowej Matki Polki, ma ona bowiem czterech synów, z czego starsza dwójka to nastolatki, a pozostała to maluchy. Scenki z życia matki, opisy codziennych sytuacji, są bardzo dobrze znane wszystkim rodzicom, nie dziwi więc popularność owej książki, w której wiele czytelników odnajduje samych siebie. 

Książka podzielona jest na trzy główne części, z których każda zaczyna się wstępem napisanym przez Matkę "na poważnie". Właściwie to dzięki tym trzem fragmentom możemy poznać Autorkę trochę lepiej i przekonać się, co jest dla niej ważne, reszta to już dystans, specyficzny humor i zapiski pół żartem - pół serio. Zdaję sobie jednak sprawę, że historie napisane ostrym, jak brzytwa językiem, nie każdemu mogą przypaść do gustu, podobnie jak mnogość przekleństw, w nie wplecionych. Po prostu taka forma "dziennika" albo kogoś przekonuje, albo nie, ja biorę ją z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Jeśli chodzi o trzy główne "rozdziały" książki, to nieprzypadkowo są one związane z jej tytułem. Pierwsza część - nietypowa, dotyczy zdarzeń, związanych z samą Matką. Możemy wtedy przyjrzeć się nieco bliżej Autorce, choć, jak wiadomo, przez pryzmat humoru, dystansu i ciętych ripost. Drugi rozdział to kilkanaście scenek sytuacyjnych z życia rodzinnego Matki i jej dzieci. Matka rzeknie parę słów o swoich porodach, sukcesach i porażkach wychowawczych, wydarzeniach, które nam rodzicom są doskonale znane z autopsji. Cześć trzecia związana będzie z życiem na emigracji, bowiem rodzina Matki Polki mieszka na stałe w Wielkiej Brytanii. W sposób dla siebie charakterystyczny opisuje więc zabawne sytuacje, z jakimi miała do czynienia, jako Polka mieszkająca na obczyźnie.

Lektura "Nietypowej..." dostarczyła mi wiele zabawy. Każdy z tych rozdziałów śmieszył mnie na swój sposób, najbardziej jednak przemówiła do mnie część druga. Życie codzienne z dzieciakami obfituje w wiele zabawnych momentów, a umiejętne ubranie tego w słowa, do tego w taki sposób, aby było śmiesznie, zawsze jest u mnie mile widziane. Poza tym książka w zabawny sposób pokazuje blaski i cienie macierzyństwa, a sytuacji w niej opisanych nie znajdziecie ani w serialu, ani na insta zdjęciach idealnych matek. Uśmiałam się, standardowo musiałam parę "momentów" przeczytać na głos mojemu mężowi, który równie cierpliwie wysłuchiwał wcześniej fragmentów "Świni" Pig Outa. 

Na koniec muszę tylko dodać, że w momencie porównaniu obu książek (choć wiem, że nie powinnam tego robić, bo prezentują one zupełnie inne realia) to humor Pig Outa bardziej do mnie trafia i pozostaje książką nr 1 na liście poprawiającej humor. Co nie znaczy oczywiście, że nie polecam "Nietypowej Matki Polki"! Książka dostała wyróżnienie w plebiscycie Granic.pl, na najlepszą książkę pod choinkę. Ma ona naprawdę spore grono fanów, którzy świetnie odnajdują się w rodzicielskiej rzeczywistości opisanej z przymrużeniem oka. Ja również znalazłam parę momentów, w których doskonale mogłabym się identyfikować z Autorką. Szczerze też zazdroszczę jej takiego "luzu" i dystansu, który daje sobie w stosunku do swoich dzieci i do ich wychowania. Ja jednak jestem z tych nerwowych rodziców i wiem, że w niektórych sytuacjach powinnam odpuścić. Pracuję nad tym.
Sardegna

"Tylko jeden wieczór" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 312
Moja ocena : 5/6

Bardzo lubię świąteczne opowiadania i powieści, których akcja rozgrywa się właśnie w tym magicznym momencie roku. A ponieważ do świąt zostały już tylko dwa tygodnie, nie będzie więc lepszej okazji, żeby zacząć wprowadzać się dobrą lekturą w ten świąteczny nastrój. 

W zeszłym roku miałam okazję czytać inną bożonarodzeniową książkę autorstwa pani Krystyny Mirek ("Światło w cichą noc"), ale mogę powiedzieć, że "Tylko jeden wieczór" jest o wiele, wiele fajniejszy. Do tego, śmiem twierdzić, że jest to najlepsza książka Autorki i chyba, jak do tej pory, moja ulubiona, a przeczytałam ich już całkiem sporo ("Szczęście za horyzontem", "Obca w świecie singli", "Światło o poranku", "Światło w cichą noc", "Większy kawałek nieba", "Wszystkie kolory nieba")

Nacisk na wątek świąteczny nie jest może aż tak bardzo wyraźny, jak w "Świetle..." (akcja "Wieczoru..." rozgrywa się w okolicach Wigilii i Świąt Bożego Narodzenia, ale spokojnie mogłaby toczyć się właściwie w dowolnym okresie roku), ale zamiast tego ma naprawdę ciekawą fabułę i w ogóle interesujący pomysł na siebie. Jeśli chodzi jeszcze o wątek bożonarodzeniowy, to w tej powieści najbardziej świąteczną wydaje się być okładka (swoją drogą - cudna!), ale to nie jest absolutnie zarzut z mojej strony i nie zmienia faktu, że historię czytało się bardzo fajnie. 

Główną bohaterką powieści jest trzydziestoparoletnia Sylwia Nowak, która pod pseudonimem Amelii Diamond robi oszałamiającą karierę aktorską. Gwiazda popularnego serialu telewizyjnego, uwielbiana przez widzów, nieustannie śledzona przez wiele par oczu, czyhających tylko na jej potknięcie, sama chętnie dzieli się z dziennikarzami portali plotkarskich swoim prywatnym życiem, pokazując, jak idealną ma rodzinę, wspaniałego, wspierającego męża, dwójkę dorastających dzieci i piękny dom. Sylwia vel Amelia - kobieta sukcesu, jest ulubienicą tłumów, jej media społecznościowe rejestrują rekordową popularność, a ona sama staje się wzorem do naśladowania, pokazującym, jak ciężką pracą można osiągnąć sukces.

Tak naprawdę jednak rzeczywistość Sylwii wygląda zupełnie inaczej. Zapracowana, wiecznie zestresowana, żeby utrzymać popularność, zaczyna stawać się zgorzkniałą kobietą, która nie jest skłonna pójść na żaden kompromis. Nie przyjmuje żadnych słabości u siebie i innych, z rodziną łączą ją relacje "służbowe", od dawna nie wie bowiem, co tak naprawdę dzieje się poza kamerami, w życiu jej dzieci i męża. Aktorka nie ma też problemu z płaceniem swoim bliskim za kreowanie odpowiedniego wizerunku przed widzami i utrzymywanie przed dziennikarzami w sekrecie, jak naprawdę wygląda ich codzienność.

Idealne życie Sylwii, stworzone na potrzeby mediów, staje pod znakiem zapytania, kiedy umiera jej siostra - Marta. Kobieta nie utrzymywała z nią żadnych kontaktów, okazuje się jednak, że siostra osierociła nastoletnią córkę Julkę, którą nie ma się kto zająć, stąd też ten obowiązek spada właśnie na Sylwię. Pojawienie się siostrzenicy psuje wizerunek zbliżających się, idealnych, rodzinnych świąt, tak doskonale wykreowanych na potrzeby widzów. Żeby więc nie stać się pożywką dla hien dziennikarskich, Sylwia, chcąc nie chcąc, przyjmuje pod swój dach Julkę, z założeniem, że spędzi ona u nich tylko jeden wieczór wigilijny, a później zostanie odesłana do szkoły z internatem.

Życie ma jednak wobec aktorki nieco inne plany, bowiem wraz z przybyciem do jej domu Julki, wszystko się zmienia. Sylwia/Amelia będzie musiała sobie z tą zmianą poradzić, ale czy to będzie zmiana na lepsze, czy na gorsze, tego już nie zdradzę. Mogę tylko powiedzieć, że w życiu kobiety nastąpi prawdziwa rewolucja, która zmusi ją do prawdziwej transformacji.

"Tylko jeden wieczór" jest moim zdaniem najlepszą książką Autorki. której poprzednie powieści charakteryzowały się taką wyidealizowaną "bajkowością", natomiast w tym przypadku jest bardziej realistycznie. Historia ma oczywiście cechy bajki dla dużych dziewczynek i to nie jest coś złego, miło bowiem poczytać sobie takie przyjemne książki, nawiązujące do świątecznej atmosfery, ale wyraźnie widać, że pani Krystyna Mirek, z każdą swoją kolejną powieścią chcę się rozwijać i stawia sobie wyżej poprzeczkę. To na pewno zasługuje na uwagę i na wielki plus.  

Powyższa książka, oprócz fajnej treści ma jeszcze, jak mówiłam, cudną, świąteczną okładkę i wygląda bardzo dekoracyjnie, myślę więc, że będzie pięknie prezentowała się, jako upominek pod choinkę. Jednak tą lekturę można polecać nie tylko od święta, co też czynię.
Sardegna

"Spadek" Kasia Bulicz - Kasprzak


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 310
Moja ocena : 5/6

"Spadek" Kasi Bulicz - Kasprzak jest książką z gatunku tych szalonych. Niby jest to powieść obyczajowa, ale z drugiej strony to historia lekka, łatwa i przyjemna, taka bajka dla dużych dziewczynek, która nie ma prawa bytu zdarzyć się w prawdziwym życiu. Czyta się ją bardzo szybko, mimo iż wiele się tam dzieje, z jednego wątku praktycznie rodzi się kolejny, z jednego miejsca akcji przenosimy się w kolejne, a bohaterowie mnożą się, jak grzyby po deszczu. Mimo chaosu, ciekawa fabuła i lekkości prowadzenia opowieści przez Autorkę sprawia, że ogólne wrażenie lektury jest raczej pozytywne, jeśli oczywiście podchodzi się do "Spadku" w kategoriach miłego czytadła.

Czytałam niedawno inną książkę Kasi Bulicz - Kasprzak ("Sprzeczne sygnały"), która choć na pierwszy rzut oka wydawać się może podobna do powyżej, głównie za sprawą utrzymanej w podobnej konwencji okładki, to jednak prezentuje zupełnie inny poziom. Jest po prostu fajną i logiczną opowieścią kryminalno - obyczajową, która zdecydowanie bardziej przypadła mi do gustu.

Wracając jednak do "Spadku", jego bohaterką jest trzydziestoparoletnia Dorota, która leczy rozstanie ze swoim ukochanym, otrzymanym od koleżanki psem. To właśnie opieką nad czworonogiem postanawia zrekompensować sobie złamane serce i pogodzić z faktem bycia singielką z przymusu. Mając w perspektywie niepewną pracą i dość trudne relacje z mamą, wydaje jej się, że już nic dobrego jej w życiu nie spotka. Pewnego dnia Dorota otrzymuje dziwny telefon ze szpitala, z którego dowiaduje się, że jej dziadek potrzebuje opieki. Problem polega jednak na tym, że dziewczyna tego dziadka w ogóle nie zna i nie ma pojęcia o jego istnieniu. Ojciec jej ojca - człowieka, który zostawił mamę, kiedy była w ciąży, jest dla niej zupełnie obcy, nie ma więc zbytnio ochoty nim się zajmować, ani go odwiedzać.

Przyzwoitość nakazuje jej jednak pojechać do szpitala i sprawdzić, co dolega staruszkowi. Ta wizyta, a właściwie pierwszy telefon ze szpitala zmienia całe życie Doroty, która wraz z nowo poznanym dziadkiem i opieką nad nim dostaje w tytułowym spadku również jego zaniedbane gospodarstwo pod Zamościem, sąsiadów, nowych przyjaciół Kim i Adama, a także nie poznanego nigdy wcześniej, ojca i jego ukochaną.

Wraz z dziadkiem i ojcem do dziewczyny trafia cała gama nieznanych dotąd uczuć i wspomnień, których niedosyt, wbrew pozorom, odczuwała przez całe życie. Dorota dostaje również szansę na rozmowę z matką i wyjaśnienie tajemnic, które ta ukrywała przed córką przez szereg lat. Co wydarzyło się trzydzieści lat temu? Dlaczego ojciec je porzucił? Cała ta sprawa wydaje się być bardzie skomplikowana, podobnie, jak relacja Doroty z dziadkiem. Staruszek okazuje się być dość specyficznym człowiekiem. Na pierwszy rzut oka odpychający i grubiański, jednak dziewczyna na przekór samej sobie i zdrowemu rozsądkowi, postanawia się nim zaopiekować i dać mu szansę. Z tej życiowej rewolucji wynikną naprawdę niesamowite sytuacje.

Tak, jak już pisałam na początku, "Spadek" zrobił na mnie dość pozytywne wrażenie, ale tak jak powiedziałam, jest to taka bajka dla dużych dziewczynek i mimo, iż tematyka książki nie wydaje się być banalna, to przez fakt, że tyle się w niej dzieje i z jednego wątku rodzi się kolejny, nie da się jej traktować jej poważnie. Wszystkiego jest tutaj za dużo, jak dla mnie oczywiście. Mamy motyw zamojskiej wsi, dziadka, tajemnicy rodzinnej, ojca i jego ukochanej, konfliktu z mamą, relacji z ojczymem, jest wątek uczuciowy głównej bohaterki i to nawet w dwóch wariantach, jest wyjazd za granicę i ukochana ciocia. Jest skomplikowana przeszłość, trudna teraźniejszość i niejasna przyszłość. Niby wszystko to, co piszę układa się w logiczną całość, ale potraktowane jest w jakiś taki luźny sposób, który nie kreuje poważnej obyczajówki mówiącej o realnych problemach prawdziwych ludzi, tylko raczej o daje czytelnikowi wyidealizowaną, serialową rzeczywistość.

Myślę, że Autorka eksperymentuje i to na pewno zasługuje na pochwałę. Podobnie, jak fakt, że "Spadek" wymyka się trochę oklepanym, fabularnym schematom powieści dla kobiet i czyta się go bardzo przyjemnie. Mnie osobiście jednak, zdecydowanie bardziej podobały się "Sprzeczne sygnały", które to z czystym sumieniem polecam.

Sardegna

"Ciasteczko z wróżbą" Agnieszka Jeż, Paulina Płatkowska


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 320
Moja ocena : 5/6


"Ciasteczko z wróżbą" to moja kolejna lektura urlopowa,  dokładnie 9 z 11 (został mi jeszcze do popisanie "Wampir z KO" oraz "Historia złych uczynków" i będę mogła powiedzieć, że rozliczyłam się z wakacjami). W każdym razie "Ciasteczko..." okazało się być super książką, i choć na pierwszy rzut oka nieco infantylna okładka sugeruje, że mamy do czynienia z jakimś babskim czytadłem, ewentualnie klasycznym romansidłem, to w rzeczywistości jest to bardzo krzywdzące, bo historia, choć typowo "kobieca" to jednak wychodzi z ram płaskiej i niewymagającej lektury.

Na temat tej książki będę miała do powiedzenia same pozytywy, jednak zaznaczę na początku, że nie jest to jakaś mega ambitna lektura, zmieniająca światopogląd. Bardziej nazwałabym ją historią "ku pokrzepieniu serc", tętniącą dobrymi emocjami, choć sporo się w tej opowieści dzieje i nie wszystko będzie przyjemne i fajne. Jak to w życiu, raz na wozie, raz pod wozem. Raz się człowiekowi układa, innym razem wszystko wali. I taka właśnie jest ta książka, bardzo życiowa. Nie jest to bajka dla dużych dziewczynek, gdzie dziwnym zbiegiem okoliczności wszystko idzie po myśli głównych bohaterów. Tutaj na swoje szczęście trzeba zapracować, potknąć się, kilka razy upaść, dostać nauczkę od życia, żeby ostatecznie poznać, czego się od losu chce i umieć o to zawalczyć.

"Ciasteczko z wróżbą" jest po prostu bardzo prawdziwe i realne, a przez to bardzo fajnie się je czyta. Nie jest standardowe, tendencyjne, ma kilka zabawnych momentów, ale też i takich, co wzruszą i zasmucą. Jak to w życiu, kiedy chwile szczęścia przeplatane są smutkiem.

Główną bohaterkę Renatę poznajemy w roku 1991, kiedy obchodzi ona swoje osiemnaste urodziny i będziemy jej towarzyszyć nieustannie, aż do 2018, gdy będzie już dojrzałą, ponad czterdziestoletnią kobietą. Co roku, w dzień urodzin, Renia dostaje od swej mamy, nieco ekscentrycznej kobiety, zafascynowanej tarotem, orientem i kulturą wschodu, nietypowy prezent - ciasteczko ze specjalną dla niej skomponowaną wróżbą. Dziewczyna podchodzi oczywiście do tych prezentów, jak do kolejnych "wybryków" swej rodzicielki, nie traktując ich poważnie. Uważa je za miły urodzinowy akcent i nieszkodliwe dziwactwa mamy, jednak kiedy przepowiednie zaczynają się niepokojąco spełniać, Renata zaczyna przyglądać się im z większą uwagą, szukając dla siebie, jakiś wskazówek na przyszłość. Kiedy kolejne lata przynoszą kolejne, spełnione wróżby, kobieta zaczyna się już poważnie niepokoić i zastanawiać, czy ma jeszcze jakiś realny wpływ na swoje życie, czy jej los stał się już zdeterminowany przez przepowiednie.

Jak to w życiu bywa, raz Renacie jest dobrze, innym razem bardzo źle. Wróżby nie zawsze są pozytywną zapowiedzią szczęśliwego i spokojnego roku. Czasami niosą ostrzeżenie, czasami zapowiedź pozytywnych zmian. Kobieta z wiekiem stara się patrzeć na nie z coraz większym przymrużeniem oka, jednak przepowiednie mamy ciągle są aktualne i dają jej pewne wyraźne sygnały. 

A w życiu Renaty dzieje się naprawdę sporo. Począwszy od nieplanowanej ciąży, która przytrafia jej się na skutek wakacyjnej przygody z o wiele starszym mężczyzną, poprzez kolejne, mniej lub bardziej udane związki. Codzienność bohaterki nie jest usłana różami, często zdarza jej się być wyobcowaną, mimo towarzystwa bliskich, czuć nie najlepiej we własnej skórze, zmagać z problemami samotnej matki. Ot, jak to w prawdziwym życiu, czasem słońce, czasem deszcz.

"Ciasteczko z wróżbą" to powieść, o której trudno pisać bez zdradzania szczegółów, bo praktycznie w każdym roku życia bohaterki, toczącym się pod hasłem maminej przepowiedni, dzieje się coś istotnego, co wpływa na jej dalsze losy. A co jest jeszcze fajne w tej książce, oprócz historii Renaty, czytelnik może śledzić zmiany społeczne i kulturalne, toczące się w Polsce na przestrzeni ostatnich dwudziestu lat. Dlatego ta powieść, choć taka "zwyczajna" i swojska jest po prostu przefajną lekturą. Bawi, wzrusza i niesie naprawdę pozytywne przesłanie.

Praca w duecie nie jest łatwa, zwłaszcza jeśli jest nią napisanie jednej książki. Na szczęście paniom Agnieszce Jeż i Paulinie Płatkowskiej współpraca wyszła świetnie. Czytając historię Renaty nie ma się poczucia niespójności, czy rozbieżnego stylu, który widoczny jest czasami w książkach pisanych przez dwóch autorów. Jeśli więc nie czujecie się odstraszeni okładką i macie ochotę na życiową, kobiecą historię, zachęcam do sięgnięcia po "Ciasteczko...", z którym przyjdzie Wam spędzić naprawdę miły wieczór.

Sardegna

"Szczęście za horyzontem" Krystyna Mirek


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments



Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 341
Moja ocena : 5/6


Książki pani Krystyny Mirek mają jedną wielką zaletę: są bardzo przyjemnymi bajkami dla dużych dziewczynek, stąd też są doskonałą lekturą na poprawę humoru, na jesienną chandrę, smutek czy też kryzys czytelniczy. Są to opowieści z natury pozytywne, pełne dobrych emocji, gdzie życie głównych bohaterów przechodzi spektakularną metamorfozę. Od chaosu, nieszczęścia i jakiej życiowej tragedii, udaje im się zacząć żyć na nowo, odbudować to, co los zniszczył i odbić się od dna. Zazwyczaj bohaterowie znajdują prawdziwą miłość, otrzymują wsparcie od dobrych, ale zupełnie obcych ludzi, otoczeni są samymi przyjaznymi osobami i na końcu stają się po prostu szczęśliwi w rzeczywistości, jaką sobie wymarzyli. Oczywiście wszystko to jest trochę banalne, naciągane i pełne fantastycznych zbiegów okoliczności, ale kurczę no! Świetnie się to czyta! 

Jednym słowem, powieści pani Krystyny Mirek służą ku pokrzepieniu serc i pozwalają oderwać się od codziennych problemów, ale trzeba pamiętać, że nie opisują one realnych problemów, dotykających prawdziwych ludzi. Wszystko to są raczej sympatyczne historie z obowiązkowym happy endem. Miłe, gładkie, a nawet jeśli dotykają jakiś poważniejszych tematów, to i tak wszystko kończy się dobrze, nie trzeba się więc stresować.

"Szczęście za horyzontem", podobnie, jak i "Obca w świecie singli", to historia dwóch skrzywdzonych przez los osób, które różnymi zbiegami okoliczności trafiają na siebie i stają dla siebie ratunkiem w trudnym momencie życia. Początkowo wspierają się, przyjaźnią, aby ostatecznie stać się sobie bliskimi i poczuć względem siebie prawdziwe uczucie. 

Trzydziestolatkowie Justyna i Jan żyją w dwóch zupełnie odrębnych światach. Ona jest typowym mieszczuchem, choć wychowania na wsi ucieka z domu rodzinnego, ma bowiem większe oczekiwania od życia, niż powielanie losu swej matki uwiązanej przy gospodarstwie. Przez lata tkwiąc w nieformalnym związku z wieloletnim chłopakiem Sławkiem, ostatecznie zachodzi z nim w bliźniaczą ciążę. Jednakże jeden nierozsądny czyn, chwilowe zamroczenie i nieuwaga niszczą jej spokojne i poukładane życie. W nieszczęśliwym wypadku samochodowym, spowodowanym z jej winy, traci swoje dzieci. Załamana, popada więc w wielką depresję, z której nie widzi wyjścia.

Janek jest wdowcem z trójką małych dzieci. Pracuje całe dnie, aby spłacić długi i zapewnić swej rodzinie choć minimalnie godne warunki życia. Jego pociechy, pozostawione w głównej mierze samym sobie, zaniedbane i nie zaopiekowane, opierają się głównie na tym, co zorganizuje dla nich starszy brat, jedenastoletni Wiktor. Rodzina jest o krok od interwencji opieki społecznej, a jej sytuacja jest naprawdę trudna i w tym właśnie momencie losy Justyny i Jana splatają się ze sobą. 

Wszystko oczywiście dzieje się pod wpływem niesamowitego zbiegu okoliczności i sytuacji, która z normalnym życiu w ogóle nie miałaby prawa dojść do skutku, ale w książce może zdarzyć się wszystko, więc choć styl życia Justyny i Jana zupełnie do siebie nie pasuje, mają oni też o sobie nie najlepsze zdanie, łączą ich pewne życiowe cele, z którym największym i najważniejszym jest dobro dzieci. 

Bohaterowie będą musieli pokonać wiele przeszkód, żeby poukładać swoje życie i nie od razu też zapałają do siebie gorących uczuciem. Dwie osoby pochodzące z dwóch tak różnych światów będą musiały starać się przede wszystkim dogadać i stworzyć coś na kształt rodziny. 

I muszę przyznać, że fajnie się o tym wszystkim czyta. Całość jest bardzo bajkowa, niemalże filmowa, stąd też moja dość wysoka ocena tej książki. Trzeba jednak od razu zaznaczyć, że na tę opowieść obowiązkowo należy spojrzeć ze sporym przymrużeniem oka. Mimo wprowadzenia dość poważnego tematu zaniedbania wobec dzieci, potrzebujących opieki, wsparcia i miłości, straty ciąży, depresji, to tematy te potraktowane są bardzo "łagodnie", powierzchownie, w sposób bardzo "ugładzony". Tak nie wygląda prawdziwe życie, jeżeli więc oczekujecie od tej książki czegoś poważnego, to nie tędy droga.
 
"Szczęście na horyzoncie" to miła historyjka na jeden wieczór. Daje rozrywkę i na chwilę odrywa od rzeczywistości. I tak należy do niej podchodzić, bo w innym przypadku może bardzo rozczarować.

Sardegna