Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Silesia Progress. Pokaż wszystkie posty

"Komisorz Hanusik. Umrzik w szranku" Marcin Melon


posted by Sardegna on , , , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Silesia Progress
Liczba stron: 139
Moja ocena : 5/6
 
"Komisorz Hanusik. Umrzik w szranku" jest jednym z moich największych czytelniczych wyrzutów sumienia. Zaczęłam go czytać w okresie premiery (a było to, o zgrozo! kilka lat temu), dotarłam do końca pierwszego opowiadania i utknęłam. Mam wprawdzie coś na swoje usprawiedliwienie, które, choć w pewien sposób może wybielić moje opóźnienie i zwlekanie z dokończeniem lektury, otóż, jak już pisałam przy okazji "Komisarza Hanusika i Sznupoka", teksty pisane gwarą śląską muszę sobie odczytywać na głos, żeby dobrze je zrozumieć. A jak wiadomo, na takie głośne czytanie, nie zawsze jest czas i ochota. 
 
Z pomocą przyszła mi aplikacja Empik Go, gdzie w ostatnim czasie pojawiły się audiobooki wszystkich książek Marcina Melona z serii o komisarzu Hanusiku. Bardzo się ucieszyłam, widząc te tytuły na liście nowości. Po pierwsze, dostrzegłam opcję dokończenia zaległego "Umrzika w szranku" i to w formie słuchanej, czyli tej, która najbardziej mi odpowiada. Po drugie, mam w końcu możliwość poznania dwóch brakujących tomów serii ("Komisorz Hanusik" oraz "Komisorz Hanusik. We tajnyj sużbie ślonskij nacyje").
 
Zanim przejdę do krótkiego scharakteryzowania powyższego tomu przygód śląskiego komisorza, chciałam przypomnieć, że książki Marcina Melona z Wydawnictwa Silessia Progress wspaniale promują nasz region, kulturę i tradycję, a ja, jako lokalna patriotka uwielbiam historie o Śląsku, a kiedy jeszcze są one pisane gwarą, to już w ogóle jestem w siódmym niebie! 
 
Na pierwszy rzut oka opowiadania te wydają się być skierowane tylko do rodowitych Ślązaków, którzy orientują się w historii naszego regionu, znają gwarę i potrafią w niej czytać. I faktycznie tak jest. Wyjątek stanowi tom trzeci, czyli przygody komisorza Hanusika i Sznupoka, gdzie wydawnictwo wyszło na przeciw oczekiwaniom czytelników z innych regionów, tłumacząc tekst na język polski. Spokojnie można więc czytać opowiadania tylko w  gwarze, albo tylko po polsku, można też najpierw poczytać po śląsku, a w razie niejasności, sprawdzić sobie, jak dane zdanie brzmi niy po naszymu. Właściwie żałuję, że taka sytuacja nie miała miejsca w innych tomach. Takie tłumaczenie na pewno sprawiłoby, że książka dotarłaby również w inne rejony kraju lub do Ślązaków nie znających gwary.

"Umrzik w szranku" składa się z czterech opowiadań, których wspólnym mianownikiem jest tytuł, czyli po prostu przysłowiowy trup w szafie, wstydliwa tajemnica, która za wszelką cenę musi zostać poza zasięgiem wzroku i świadomości najbliższych. 
 
Pierwsze opowiadanie, "Znojś siebie" to sprawa pewnego zabójstwa, które musi rozwiązać komisorz Hanusik. Spokojna żona górnika, pewnego dnia traci panowanie nad sobą i wałkiem do ciasta morduje swego męża. Komisorz zastanawia się, skąd wzięło u kobiety takie zachowanie, skoro małżeństwo było zgodne, niespecjalnie się kłóciło, ot, prowadziło zwykłe życie. Hanusik odkrywa, że kobieta chodziła na terapię psychologiczną, na której specjalista pomagał swym pacjentom odkrywać siebie i swoje pragnienia. Oprócz Dorki Cichoniowej w sesjach grupowych uczestniczyło jeszcze kilka osób, i faktycznie każdy z nich postanowił z dnia na dzień zmienić swoje życie, zrezygnować z pracy, albo podjąć jakieś inne radykalne kroki. Hanusik wysyła więc na sesję swojego współpracownika, komisorza Kluske, aby ten sprawdził, co tak naprawdę dzieje się na tych zajęciach. Jednak doświadczenia Kluski na terapii sprawiają, że postanawia on nigdy nie zdradzić, co tak naprawdę tam się wydarzyło. Jak to mówią, niektóre tajemnice nigdy nie powinny ujrzeć światła dziennego.

Druga historia to tytułowy "Umrzik w szranku", czyli zamordowany i ukryty w szafie starszy pan, którego zwłoki przy okazji odwiedzin odnajduje prawnuk. Nikt nie wie, dlaczego ktoś chciałby zamordować nikomu nie wadzącego, wiekowego mężczyznę. Rodzina denata nie chce nagłaśniać sprawy, bowiem mąż wnuczki, Marian Kiszka startuje na radnego i tego typ rozgłos jest im niepotrzebny. Hanusik i Kluska odkrywają, ze śmierć dziadka Haberko może mieć mieć coś wspólnego z powojenną historią rodziny, która wprowadziła się do gospodarstwa Ślązaka Schmidta, wyeksmitowanego do Niemiec. Podobno przed przeprowadzką stary Schmidt ukrył na posesji skarb. To opowiadanie również odkrywa tajemnicę, którą pewna śląska rodzina skrywa od pokoleń. Czasami lepiej nie wiedzieć zbyt wiele o swoich przodkach.
 
Trzecie opowiadanie to "Widerholung" - historia nawiązująca do Eliasza i Pistulki, dwóch legendarnych rzezimieszków działających na terenie Mikołowa, Orzesza, Bytomia i Katowic. To tych dwóch bandziorów postanawiają naśladować dwaj młodzi mężczyźni, odtwarzając zbrodnie i kradzieże z XIX wieku. Świetne opowiadanie, dla mnie wyjątkowe, przez to, że rozgrywa się w moim mieście, ale także dzięki niemu poznałam zupełnie mi nieznaną historię mojego regionu.
 
Czwarta opowieść nosi tytuł "Made in Hameryka" i również demaskuje pewną tajemnicę, którą skrywał przez dziesięciolecia śląski biznesmen Jorg Kirszniok. Mężczyzna zostaje zamordowany podczas spotkania z potencjalnym szantażystą, który chciał prawdopodobni zdemaskować sekret Jorga. Ślady prowadzą komisorza Hanusika aż do Stanów Zjednoczonych, ale w tym przypadku, podobnie jak w powyższych, niektóre sekrety nigdy nie powinny wyjść na jaw.

Podsumowując, zbiór opowiadań "Komisorz Hanusik. Umrzik w szranku" to kawał świetnej, śląskiej literatury, która uczy (o naszych zwyczajach, historii i legendach), bawi (poczucie humoru autora jest bardzo bliskie mojemu), ale przede wszystkim przypomina lub utrwala (w zależności od poziomu opanowania języka) w czytelniku znajomość śląskiej gwary. Ja mogłam dzięki niemu przypomnieć sobie kilka zwrotów, czy powiedzeń, które na co dzień mi umykają. Cudnie bawiłam się podczas lektury i słuchania audiobooka! W najbliższym czasie na pewno sięgnę po brakujące dwa tomy przygód komisorza Hanusika.

  Sardegna

"Sprawa Salzmanna" Monika Kassner


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments



Wydawnictwo: Silesia Progress
 Liczba stron: 182
Moja ocena : 5/6


To, że jestem lokalną patriotką, kocham Śląsk i wszystko, co z nim związane, potarzam przy każdej okazji. Nie inaczej jest w przypadku literatury promującej nasze śląskie regiony, i mam tu na myśli zarówno książki pisane gwarą, albo mające wstawki po śląsku, a także te, które o Górnym Śląsku opowiadają, mówią o jego historii, kulturze, opisują czasy współczesne, albo po prostu akcja powieści rozgrywa się w naszej okolicy.

Nie mam może zbyt często okazji czytać typowo śląskich książek napisanych w gwarze, zresztą nie ukrywam, że taka lektura jest bardzo wymagająca, bo trzeba przełożyć sobie gwarę znaną ze słyszenia, na tą, w formie pisanej, a to dla mnie, choć Ślązaczki od pokoleń, nie jest wcale taką łatwą sprawą. Kiedy więc tylko nadarza się okazja na ćwiczenie tej umiejętności, z chęcią z niej korzystam.

"Sprawa Salzmanna" pani Moniki Kassner, polonistki, historyczki, Autorki książki dla dzieci "Zaginione perły księżnej Daisy", jest właśnie przykładem takiej literatury. Nie dość, że napisanej częściowo po śląsku, to jeszcze takiej, która opowiada o przeszłości naszego rejonu i pokazuje Śląsk, którego już nie ma. 

Akcja powieści rozgrywa się w okresie międzywojennym w Świętochłowicach, zanim jednak dojdę do sedna sprawy i opowiem, o czym tak właściwie mówi "Sprawa Salzmanna", muszę wspomnieć, iż Autorka starannie rozbudowała tło wydarzeń, przedstawiając czytelnikom bardzo obrazowo ówczesne realia. W czasie lektury, jak na dłoni, widzimy obrazy Świętochłowic z lat 30-tych XX wieku, możemy przejść się klimatycznymi uliczkami miasta, zerknąć na wystawy sklepików: składu obuwniczego Cyryla Waleckiego, sklepu kolonialnego Henryka Bonka, lub wypić kawę w towarzystwie bohaterów, w restauracji u Mally'ego, czy Izaaka Lewka. Widać, ze pani Monika Kassner wie, o czym pisze, a Świętochłowice są bliskim jej miastem. Tło historyczne i społeczne jest szeroko zobrazowane, podobnie, jak wiele jest szczegółów dotyczących wyglądu ówczesnych dam, czy dżentelmenów, sposobów spędzania wolnego czasu, zasad prowadzenia handlu, czy choćby prowadzenia śledztwa (a to swoją drogą wokół tego tematu, będzie oscylowała powyższa historia).

Dlatego uważam, iż warto zainteresować się tą książką choćby tylko ze względu na to. Szerokie opisy realiów ówczesnego Śląska czyta się bardzo przyjemnie, choć zdaję sobie sprawę, że to nam, mieszkańcom tegoż regionu lektura sprawi pewnie największą frajdę.

Wracając jednak do sedna, główna akcja tej historii toczy się wokół śledztwa dotyczącego śmierci George'a Salzmanna, czyli majętnego, świętochłowickiego przedsiębiorcy, właściciela restauracji "U Mally'ego". Salzmann teoretycznie popełnił samobójstwo, załamany bankructwem swojego interesu, jego śmierć budzi jednak sporo wątpliwości, ciało bowiem jest zmumifikowane, prawdopodobnie za sprawą umieszczenia zwłok w specjalnej substancji, poza tym, przedsiębiorca miał sporo dłużników, którym winien był ogromne sumy pieniędzy. Istnieje więc poważne podejrzenie, że to któryś z nich zamordował George'a i upozorował jego samobójstwo.

Sprawą interesuje się miejscowy radca prawny, Adolf Jendrysek, który nie wierzy w oficjalną wersję śmierci Salzmanna i postanawia przyjrzeć się bliżej okolicznościom jego śmierci. Przy okazji całej sprawy odkrywa, że w restauracji "U Mally'ego" dochodzi do zuchwałych kradzieży. Ktoś podbiera najlepsze wiktuały ze spiżarni, nie jest jednak na tyle sprytny, by zatrzeć za sobą wszystkie ślady. Jako że Adolf jest wnikliwym obserwatorem, łączy kradzież z pewną piękną damą, doskonale znaną w Świętochłowicach, jednak przesłuchanie kobiety przybiera nieoczekiwany dla detektywa obrót...

Głównego bohatera, czyli radcę Jendryska mamy możliwość poznać nieco bliżej, a to za sprawą szczegółów z jego życia rodzinnego, do którego czytelnicy mają wgląd. Adolf to przyjemna postać, wzbudza pozytywne emocje, zresztą tak, jak i jego żona Hajdelka oraz córka Helga. Sam wątek kryminalny nie jest może jakoś specjalnie rozbudowany w tej historii, zresztą książka ma niecałe 200 stron, więc intryga nie może być mocno skomplikowana, ale to jest najważniejsze. "Sprawa Salzmanna" głównie przybliża Śląsk sprzed lat, a cała akcja kryminalna jest tylko dodatkiem, choć nie da się ukryć, że bardzo atrakcyjnym, do całej fabuły. 

Książka przybliża śląską gwarę, prezentując ją szerszemu gronu czytelników, choć osobom, które jej nie znają, lektura może przysporzyć sporo trudności. Wydaje mi się, że dobrym rozwiązaniem byłyby tutaj przypisy, które czytelnikom nieobeznanym ze ślōnskŏm gŏdkom tłumaczyłyby poszczególne fragmenty napisane gwarą. Jo jeszcze na koniec moga skozać Hanysom, kierzy godać poradzom, ale nikej nie umiejom czytać po naszymu: czytejcie na głos!

Sardegna

"Komisorz Hanusik i Sznupok" Marcin Melon


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Silesia Progress
Liczba stron: 278
Moja ocena : 6/6


Z autorem powyższej książki, panem Marcinem Melonem miałam okazję zapoznać się na spotkaniu autorskim, zorganizowanym przez Księgarnię Victoria w Zabrzu, w okolicach Światowego Dnia Książki w kwietniu tego roku. Autor wywarł na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Widać, że jest człowiekiem, który świetnie zna się na tym, co robi, dobrze orientuje się w temacie Śląska, śląskiej gwary i historii. Jest po prostu odpowiednim człowiekiem na odpowiednim miejscu. Świetnie rozmawiało mi się z Autorem, i to nie tylko na temat jego nowej książki, trzeciej już, z serii o Komisorzu Hanusiku, ale ogólnie na temat Śląska i gwary. Moje dokładne wrażenia ze spotkania autorskiego można znaleźć pod TYM linkiem, więc jeżeli ktoś ma ochotę, zapraszam do lektury.

Wracając jednak do samej książki, zanim napiszę o niej samej parę słów, muszę coś wyjaśnić. Mieszkam na Śląsku od urodzenia. Mówię o sobie, że jestem Ślązaczką  od pokoleń, bo tak się czuje i taka jest prawda. W moim domu rodzinnym zawsze mówiono po śląsku, choć może czasem mieszano ją z "polskimi wyrażeniami" i nie była ona taka "typowa". Bardzo dobrze i zupełnie naturalnie po śląsku mówi mój Ojciec, my z siostrą  mówiłyśmy nie zwracając na to wielkiej uwagi, ot tak, z przyzwyczajenia. Gdzieś w okolicy liceum musiałam zacząć "pilnować się", żeby bardziej mówić po polsku, niż śląsku, zwłaszcza w obecności osób obcych i w sumie zostało mi to do dziś. Sytuacji, w których mówię typowo po śląsku, z czasem stawało się coraz mniej, a ja tylko kiedy przyjeżdżam do rodziców godom cołkij na luzie, a na co dzień coraz rzadziej używam gwary.

Ale tak właściwie, to wydawało mi się, że potrafię całkiem dobrze godać po śląsku i wszystko rozumiem. Nie wiedziałam tylko, czy poradzę sobie z czytaniem po śląsku, więc kiedy otrzymałam propozycję od Wydawnictwa Silesia Progress, które zajmuje się wydawanie książek w gwarze śląskiej, postanowiłam sprawdzić, jak to z tymi moimi umiejętnościami jest.

I powiem Wam, dopóki nie sięgnęłam po Komisorza, myślałam, że z moja znajomością gwary jest wszystko ok. Otóż nie! Książka jest napisana w dwojaki sposób, po śląsku i po polsku, więc kiedy zaczęłam czytać część śląską, okazało się, że nic nie rozumiem! Nic, autentycznie! Ani jednego zdania, ni w ząb! Przeraziłam się, no bo przecież wydawało mi się, że potrafię! Sytuacja zmieniła się dopiero wtedy, kiedy mąż spytał, co właściwie czytam i  namówił mnie, żebym odczytała fragment na głos. Wtedy zaiskrzyło! Zrozumiałam, że musiałam po prostu usłyszeć swój głos, czytając po śląsku! 
Nigdy nie uczyłam się gwary śląskiej z książek, ani z tekstów pisanych. Wszystko, co potrafię, nauczyłam się słuchając, więc kiedy czytałam Komisorza na głos, wszystko zadziałało, jak trzeba! Uff... więc nie jest ze mną jeszcze tak źle...

Tak, jak pisałam, każdy rozdział pisany jest zarówno po śląsku, jak i po polsku. Początkowo planowałam przeczytać obie części, ale jak już zaiskrzyło, skupiłam się tylko na części śląskiej. I było genialnie!

Wracając jednak do książki, mimo że "Komisorz Hanusik i Sznupok" to trzeci tom przygód tytułowego policjanta, spokojnie można rozeznać się w akcji, głównie dzięki temu, że na książkę składają się trzy odrębne opowiadania.  O ile w części pierwszej i drugiej Komisorz gra dość istotną rolę, tutaj odchodzi na nieco dalszy plan, pozwalając wykazać się nowej postaci, Sznupokowi, czyli Richardowi Poliwodzie, historykowi, wykładowcy i pasjonatowi wszystkiego, co śląskie. Sznupok jest skrzyżowaniem śląskiego Indiany Jonesa i Sherlocka Holmesa, w jednym. Rozwiązuje regionalne zagadki z wielka łatwością i gracją.

Każda z trzech opowieści opisuje inną, śląską historię. Część pierwsza "Grzechy naszych ojców" opowiada o zagadce tajemniczych morderstw, których dokonuje jakaś postać, związana prawdopodobnie z legendą o Biance - Damie ze Świerklańca. W trakcie rozwoju akcji, wątek kryminalny troszkę zostaje odstawiony na bok, na rzecz wątku historycznego i dokładnego omówienia powstania i zniszczenia zamku w Świerklańcu, ale powiem Wam, że to, czego dowiedziałam się z tego rozdziału, przyniosło mi o wiele więcej wiedzy, niż jakakolwiek lekcja historii. Fakt, że brama, którą można wejść na teren współczesnego chorzowskiego Zoo, pochodzi z wejścia do zamku w Świerklańcu, podobnie, jak dwa lwy zdobiące wejście do parku w Zabrzu, obok których przejeżdżam za każdym razem kierując się do tego miasta, zadziwił mnie niesamowicie. Podobnie zresztą, jak obecność obozu zagłady Zgoda, niedaleko Świętochłowic. niesamowite, jak mało wiem o swojej najbliższej okolicy... 

Drugie opowiadanie "Władca cynku" jest napisane w nieco innym stylu. Jest to historia napisana z humorem, w której Autor bawi się śląską gwarą, łącząc ją z angielskimi wyrażeniami. Władca cynku, czyli Karol Godula, przedsiębiorca, twórca wielu hut cynkowych w Rudzie Śląskiej, staje się główną postacią, dla której na Śląsk przyjeżdża ekipa hollywoodzkich aktorów i reżyserów.  Ich zadaniem ma być nakręcenie hollywoodzkiej produkcji o Goduli, o dumnym tytule "Lord of the Zink". Jest to opowieść najbardziej zabawna historia, pełna zabawy językiem, śmiesznych nawiązań, odnośników i haseł. To z tej części pochodzi kultowe hasło: "pasujemy do sia, jak modro kapusta do rolady"

Trzecia historia "Wiedźma z Rojcy" to opowieść najbardziej nawiązująca do śląskich legend i wierzeń. Staruszka, która potrafi przepowiadać przyszłość, dzięki temu nazywana jest w okolicy wiedźmą (heksą), zostaje wplątana w pewną sprawę kryminalną. W tej części także znajdziemy sporo humorystycznego żonglowania gwarą i wiele informacji o współczesnych miejscach na Śląsku.

"Komisorz Hanusik" okazał się być wyjątkową dla mnie, książką. Uświadomił mi pewne sprawy związane z moją umiejętnością mówienia po śląsku. Książka pokazała mi, jak bardzo pomijam gwarę w  życiu codziennym i jak mój słownik gwarowy ubożeje. Dziękuję serdecznie Autorowi za te historie. Stały się one dla mnie bliskie i pokazały, jak wiele jeszcze mam do nadrobienia w kwestii poznawania Śląska. Bardzo się cieszę, że taka pozycja pojawiła się na rynku książki, i mam nadzieję że mój wpis zainteresował kogoś na tyle, że zapragnie dowiedzieć się czegoś więcej na ten temat i sięgnie po inne propozycje Wydawnictwa Silesia Progress.

Sardegna