Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura japońska. Pokaż wszystkie posty

"Słuchaj pieśni wiatru. Flipper roku 1973" Haruki Murakami


posted by Sardegna on , , , ,

15 comments


 Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 318
Moja ocena : 4/6

"Słuchaj pieśni wiatru. Flipper roku 1973" dał mi w kość! I nie są to w moim przypadku, puste słowa. Powieść czytałam autentycznie pół roku, ale jako że zawsze doczytuję książkę do końca, bo taki już mam zwyczaj, że nawet kiedy lektura mi zbytnio nie pasuje, i czytanie zamiast przyjemnością, staje się przedzieraniem przez tekst, nigdy nie odpuszczam.
Czasami ciekawe zakończenie warte jest całej, niełatwej lektury, czasami, na końcu pojawia się jakiś interesujący wątek, który powoduje, że patrzę na książkę zupełnie z innej strony. Zawsze daję książce szansę, bo skrzywdzenie jej niską notą, bez przeczytania do końca, nie wchodzi u mnie w grę!

Powyższa powieść jest właśnie idealnym przykładem na to, że książkę zawsze TRZEBA doczytać do końca. Początek nie był łatwy. W ogóle nie wkręciłam się w charakterystyczny styl Murakamiego, który przecież znałam już niejako z "Przygody z owcą". Nie jestem może znawczynią jego prozy, ale wiedziałam, czego mniej więcej się spodziewać, czego szukać, w którą stronę podążać. Niestety powyższa powieść, a właściwie dwie mini - powieści nie wciągnęły mnie do świata japońskiego autora na tyle, żebym zachwyciła się książką, jak miało to miejsce w przypadku "Przygody..." właśnie.
Niemniej jednak, mimo trudnych początków, "Słuchaj pieśni wiatru. Flipper roku 1973" jest  najlepszym przykładem, że gdybym odłożyła książkę i poddała się niechęci, ominęłaby mnie interesująca historia flippera, a właściwie zakończenie, na które w ogóle nie zapowiadało się wcześniej, a bardzo mi się spodobało i podwyższyło notę z 3 na 4 punkty.

"Słuchaj pieśni wiatru" to opowieść o samym pisaniu - procesie twórczym. Sporo miejsca Narrator poświęca na wspomnienia o swoim ulubionym pisarzu. Wplata w swe historie ciekawe spostrzeżenia dotyczące nie tylko pracy pisarskiej, ale i życia codziennego. Nie dla mnie jednak okazało się kolekcjonowanie cytatów i doszukiwanie się w nich istoty opowieści. Nie doszukałam się też znaczenia cyfr, które były w tekście bardzo wyraźnie zaznaczone. Przedzierałam się po prostu przez tekst.
Na szczęście, znacznie więcej frajdy sprawił mi "Flipper roku 1973", w którym autor skupił się na poszukiwaniu wyjątkowego egzemplarza maszyny do gier. To szukanie kolekcjonerskiego flippera okazało się być godzeniem się z przeszłością i swoistym dojrzewaniem Narratora. Ta część znacznie zrekompensowała mi lekturę, a zakończenie poszukiwań na prawdę zainteresowało.

Dwie opowieści są pierwszymi w dorobku autora, i podobno odbiegają nieco poziomem od jego najnowszych książek. Tego faktu osobiście nie potwierdzam, bowiem poza wymienioną wyżej "Przygodą z owcą" i "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu", nie czytałam jego innych powieści, więc nijak mi porównywać. Jednak, tak jak mówiłam, czytanie nie sprawiło mi tak wielkiej frajdy, jak poprzednio, śmiem więc twierdzić, że w pierwszych dziełach Murakamiego styl i fabuła są bardziej pogmatwane, a doszukiwanie się "smaczków" trudniejsze. Przez to lektura jest też bardziej wymagająca i dla osób, które nie rozkładają powieści HM na części pierwsze, tylko po prostu "czytają", nie do końca satysfakcjonująca. 

Jestem pewna jednak, że powieść sprawi masę radości najwierniejszym fanom autora, którzy będą się rozsmakowywać w historii Szczura (postaci znanej już z "Przygody...") i Narratora oraz przeszukiwać treść w poszukiwaniu sensu i analogii do innych tytułów, w pozornie błahych i niezwiązanych z sobą scenkach sytuacyjnych.

Sardegna

"O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" Haruki Murakami


posted by Sardegna on , , , , , ,

14 comments


Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 190
Moja ocena : 5/6

Bieganie ostatnio mnie prześladuje. Czyżby życie chciało mi dać delikatnie do zrozumienia: rusz się!? Najpierw "Trzy mądre małpy" Łukasza Grass, a potem "pierwowzór" - "O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu" Murakamiego. Co jest takiego w owych książkach, że chce się zmienić coś w swoim życiu, z naciskiem na stosunek do sportu? Nie mam pojęcia, bo jak ostatnio pisałam, nijak mi do aktywności fizycznej i tego typu działań.

Murakami nie bardzo kojarzył mi się z człowiekiem, dla którego sport stał się tak wyjątkowo ważną częścią życia. Popłynęłam trochę na fali jego popularności i przeczytałam "Przygodę z owcą" i to właściwie tyle, co do kwestii mojej znajomości z autorem. Powyższy pamiętnik  pożyczyłam daaaawno temu od Agi, żeby sprawdzić, co jeszcze Murakami ma mi do zaoferowania. Nie patrzyłam na książkę w kategorii sport/poradnik, ale po odsłuchaniu "Trzech mądrych małp" stwierdziłam, że właśnie nadszedł czas na poznanie, o czym właściwie mówi autor, kiedy mówi o bieganiu.

I co się okazało? Wyszło na to, że mnie, osobie, która zupełnie nie pasuje do uprawiania sportu, spodobała się już druga książka o bieganiu. Sama do końca nie wiem, jak to się stało, ale rusza mnie ta koncepcja! Podoba mi się styl życia, jaki obrał Murakami. W sumie podobną postawę prezentuje Łukasz Grass - odwagę do zmiany swojego życia, determinację, nieustępliwość, siłę woli i konsekwencję. Cenię takich ludzi, dla których owe wartości są ważne. Nie tylko w kwestii uprawiania sportu, ale ogólnie, w życiu. Sama lubię doprowadzać rzeczy do końca, staram się nie poddawać, realizować zamierzone plany. 

Murakami jest doskonałym przykładem człowieka, który nie boi się życia. Zaryzykował swój dorobek, i z dnia na dzień postanowił podążać za swoją pasją. Kiedy zmiana trybu życia odbiła się negatywnie na jego zdrowiu, ponownie zakasał rękawy i postanowił podziałać w kwestii uprawiania sportu. Wprowadzone zmiany starał się konsekwentnie realizować i realizuje je do dnia dzisiejszego. W ostatnich 25 latach, Murakami wziął udział w kilkudziesięciu maratonach i triathlonach, a jednocześnie udało mu się osiągnąć sukces literacki. Nic, tylko go podziwiać. I nie chodzi tu tylko o sympatię do autora, czy sentyment do jego twórczości. Chodzi tu raczej o jego życiową postawę, której może mu pozazdrościć niejeden.

Czasami chciałabym mieć w sobie więcej odwagi do zmian. Zazwyczaj wolę jednak "starą" stabilizację, bo strach przed porażką przewyższa czasami pozytywy, wynikające z życiowej rewolucji. I zła jestem na siebie, że zamiast gdybać "co będzie jeżeli..." wzięłabym się do roboty. Staram się jak mogę, ale czasami święty spokój wygrywa z ochotą na zmiany. Może to zabrzmi śmiesznie, ale z blogiem i zainicjowaniem Śląskiej Grupy Blogerów Książkowych miałam podobnie. Ochota i energia na stworzenie nowego projektu była ogromna, ale nieokreślony lęk przed porażką tłamsił trochę całe przedsięwzięcie. Dlatego tak dumna jestem z obu inicjatyw, że się udało, że wszystko się kręci we właściwym kierunku. Nowe projekty rodzą się w mojej głowie, trzeba tylko pozwolić im ujrzeć światło dzienne. Bo wyjście poza ramy, swoich chęci, czasu i możliwości, czerpanie z tego pozytywnej energii i korzystanie z możliwości, jakie daje, jest dla mnie bezcenne!

Trochę zboczyłam ze sportowego tematu, ale wydaje mi się, że takie przełamanie swego podejścia do niektórych kwestii, to połowa sukcesu. Na chwilę obecną nie planuję zacząć biegać, ale mam inny sportowy pomysł, może mniej ekspresyjny, ale równie efektywny. Może za jakiś czas pochwalę się, że udało mi się przełamać kolejna barierę w moim życiu. 

No i proszę, czyżby Murakami stał się podstawą rewolucji w moim życiu? Coś w tym jest. Nie zostaje mi zatem nic innego, tylko podziękować Agnieszce za tak inspirującą lekturę. Dzięki!  
Sardegna

"Przygoda z owcą" Haruki Murakami


posted by Sardegna on , , , , ,

26 comments

Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 416
Moja ocena : 5/6

Na początek będzie o nastawieniu.
Wszyscy i wszędzie mówią o Murakamim. Zaczytują się w jego fantastycznych powieściach, dyskutują o fenomenie i pochłaniają kolejne dzieła. A ja do tej pory stałam jakoś z boku i nie miałam okazji poznać twórczości autora. Dzięki Agnes i jej pożyczce, trafiła do mnie "Przygoda z owcą". Oczywiście nastawiałam się na genialną powieść, bo jakże by miało być inaczej! Toż to w końcu Murakami! Więc czytam i czytam...owszem jest interesująco, intrygująco nawet, fabuła oryginalna, pomysł z owcą zakręcony, lektura całkiem przyjemna...ale gdzie te fajerwerki?
Myślę sobie: może zaczęłam od złej powieści? W końcu przeczytałam, zamknęłam książkę, oceniłam na piątkę i doszłam do wniosku, że znowu wpadłam we własną pułapkę nastawiania się na nie wiadomo CO. Obiecywałam sobie, że nie będę już oczekiwała od powieści niczego na wyrost, jednak popełniłam ten błąd przy Murakamim i to zaburzyło mój odbiór powieści.

Myślę, że fabuła jest większości Wam znana, ale w skrócie ją przybliżę: główny bohater to facet przed trzydziestką, wiodący całkiem przeciętne, prawie nudne, życie. Właśnie, po krótkim małżeństwie, rozwiódł się z żoną. Jest zniechęcony, znudzony swą pracą, chciałby czegoś nowego w życiu, ale właściwie nie wie czego, ani po co miałby tego szukać. Pewnego dnia otrzymuje list od dawno nie widzianego przyjaciela. Ten w liście, przesyła mu zwykłe - niezwykłe zdjęcie górskiego pastwiska, na którym wypasają się owce. Prosi aby przyjaciel, pracujący w biurze reklamowym, umieścił fotografię w jakimś ogólnodostępnym folderze. Nasz bohater spełnia prośbę przyjaciela i po niedługim czasie zapomina o zdjęciu.

Tajemnicza fotografia owiec nie da jednak o sobie zapomnieć. Pojawi się w życiu mężczyzny i zmieni je o 180 stopni. Podejrzany typ wkroczy do jego biura reklamowego i szantażem wymusi pewne działania, których celem będzie odnalezienie owiec i pastwiska z tajemniczego zdjęcia.
Nasz bohater będzie musiał poznać kobietę o Doskonałych Uszach, przemierzyć całą Japonię, przeprowadzić rozmowę z Owczym Profesorem, zmierzyć się z surowym klimatem, spotkać Człowieka - Owcę, aż w końcu odnaleźć owcę w samym sobie, aby podołać zadaniu.

Fabuła powieści Murakamiego jest totalnie zakręcona, ale bardzo pozytywnie, moim zdaniem. Świat wykreowany jest przedziwny, ale wyjątkowo spójny i taki "przyjazny czytelnikowi". Wszystko bowiem w powieści do siebie pasuje, nic nie dziwi, wszystko się zgadza. Czegoś takiego jeszcze nie czytałam. Pomysł bardzo oryginalny i gdyby nie moje nastawienie na "trzęsienie ziemi", pewnie oceniłabym "Przygodę z owcą" na 6kę. A tak daję mocną piątkę i z ciekawością będę przypatrywać się kolejnym powieściom autora.
Sardegna