"Mordercza góra" Pat Falvey, Pemba Gyalje


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 368
Moja ocena : 6/6

"Mordercza góra" to kolejna książka z gatunku "wysokogórskich". Pisałam już nie raz, że ciągnie mnie do takich opowieści, głównie z sprawą mojej osobistej miłości do gór. Dlatego też, kiedy dochodzi do kolejnej tragedii, bez względu na to, czy są to najwyższe na świecie ośmiotysięczniki, czy nasze Tatry, przeżywam je tak samo mocno. Czytając relację świadków, czy zupełnie obiektywny zapis tragicznych wydarzeń, próbuję zrozumieć, jak silna musi być miłość uczestników wypraw do gór wysokich, że są w stanie narazić na szwank swoje życie i zdrowie. Za każdym razem jednak, dochodzę do tego samego wniosku, że w sumie to wiem, co ciągnie ludzi w góry, bo mam tak samo. Oczywiście na mniejszą skalę, ale absolutnie rozumiem ludzi, których "wzywa góra", i jestem w stanie zrozumieć ich chęć zdobycia szczytu, który mają w zasięgu wzroku. Choć rozsądek podpowiada, żeby się zatrzymać, albo zawrócić, "gorączka szczytowa" pcha ludzi w górę, a to nie zawsze kończy się szczęśliwie.

"Mordercza góra" to tak wyjątkowa książka, że cokolwiek bym o niej napisała, cokolwiek starała się Wam przekazać, to i tak to wszystko będzie zbyt banalne. Nie umiem jej opisać, jak należy, ale myślę, że to nawet nie jest konieczne. Trzeba lekturę po prostu przeczytać i przeżyć po swojemu. 

Sama przeżywałam ją długi czas. Zabierałam się za ten wpis od kilku tygodni, bo początkowo, tuż po samej lekturze musiałam zasięgnąć dodatkowych informacji, a potem na spokojnie "przetrawić" ją jeszcze raz. Jednakże fakt, iż umieściłam ten tytuł w zestawieniu najlepszych książek rok 2015, zobligował mnie do napisania tej notki.

W roku 2008, w lipcu, w obozie pod K2, stacjonuje wiele międzynarodowych ekip wspinaczy. Postanawiają oni wykorzystać okno pogodowe i wspólnie zdobyć szczyt, tej najgroźniejszej góry świata (wbrew pozorom, morderczą górą nie jest Everest, a K2 właśnie). Pierwszego dnia sierpnia, w górę wyrusza ponad dwudziestu ludzi, na szczyt dociera grupa osiemnastu wspinaczy, do bazy natomiast nigdy nie powróciło jedenastu. Tragedia, jaka rozegrała się przy wejściu i przy zejściu z góry, była jedną z największych, w dotychczasowej historii wspinaczki na K2.

Owa tragiczna w skutkach, wyprawa, wydawała się być skazana na sukces. Świetnie przygotowane ekipy, o doskonałej kondycji i niezachwianej pewności siebie, ogrom sprzętu i doskonała pogoda, skłoniły wspinaczy do podjęcia próby wspólnego wejścia na szczyt. O ile jednak rozmowy prowadzone w bazie przebiegały w miłej i kulturalnej atmosferze, to w górze przerodziły się już w niedomówienia (wspinacze byli różnych narodowości i nie wszyscy dobrze mówili po angielsku) i szereg nieporozumień. Zbyt duża grupa ludzi wyruszyła jednocześnie w górę, co w rezultacie doprowadziło do "zakorkowania" przejścia pod serakiem - najbardziej niebezpiecznym fragmencie trasy na szczyt K2. Długie oczekiwanie na swą kolej wydłużyło czas wejścia i osłabiło wspinaczy, i nawet upadek trzech towarzyszy, już w początkowej fazie wspinaczki, nie skłonił pozostałych do zrezygnowania z wyprawy bądź zachowania większej ostrożności. Przy zejściu natomiast było tylko gorzej...

Nawet po zakończeniu tej tragicznej wyprawy, trudno było właściwie określić, co się stało i kto ponosi za to odpowiedzialność. Każdy uczestnik miał własną wersję wydarzeń i przez dość długi czas nie można było dojść do porozumienia w tej kwestii. Osobą najbardziej postronną okazał się szerpa Pemba Gyalje, człowiek, który do końca zachował zimną krew i starał się, w miarę swoich możliwości, jak najlepiej prowadzić akcję ratowniczą, i to zapis jego wersji wydarzeń znalazł się w książce.

"Mordercza góra" jest dość subiektywną relacją i tym różni się na przykład od bardzo obiektywnego "Broad Peak. Niebo i piekło". Co oczywiście nie zmienia faktu, że historię K2 przeżywa się tak samo, a może nawet i mocniej. Nie ukrywam, że początek książki może być dość trudny dla czytelników, którzy nie pasjonują się tematem wysokogórskim, aż tak bardzo, jak ja. Sporo tam opisów przygotowań do wejścia i charakterystyki poszczególnych uczestników wyprawy. Od momentu wyjścia z bazy, jak to w życiu, akcja przyspiesza. Niestety nie podąża w tę stronę, którą życzyliby sobie wszyscy uczestnicy wejścia na K2.

Kolejny już raz góra pokazała wspinaczom swą siłę i przewagę nad ich dokonaniami. Przypomniała także, że nad porywy serca trzeba czasami przełożyć rozum. I tą myślą, aktualną nie tylko w górach, ale i w życiu codziennym, zakończę mój wpis.
Sardegna

4 komentarze:

  1. Przyznaję - nie przeczytałam jeszcze podobnej książki. Może w końcu powinnam dać szansę takiej literaturze - w ramach nowego doświadczenia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zachęcam, ale uprzedzam, że początek takich książek może być nużący. Wprowadzenie do całej sytuacji, przygotowania do wyprawy, mogą nużyć. Ale warto dać szansę i przekonać się, czy ma się ochotę na taką literaturę

      Usuń
  2. A ja spamuję i serdecznie zapraszam Cię do akcji "Wędrująca książka", którą organizuję. Więcej szczegółów w linku: http://www.recenzjapisanaemocjami.pl/2015/12/wedrujaca-ksiazka.html

    Serdecznie pozdrawiam i życzę cudownych świąt!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za życzenia i za zaproszenie, zerknę, ale nic nie obiecuję :)

      Usuń