Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Marginesy. Pokaż wszystkie posty

"Glukozowa rewolucja" Jessie Inchauspé


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 318
Moja ocena : ?/6

Poradniki nie są moim ulubionym rodzajem książek, ale w tym konkretnym wypadku muszę zmienić zdanie, gdyż "Glukozowa rewolucja" to nie byle jaki poradnik! Nazwałabym go raczej podręcznikiem dla osoby, która chce zadbać o swoje zdrowie i zmienić swoje nawyki żywieniowe.

Skierowałam swoją uwagę na ten tytuł, gdyż od jakiegoś czasu wprowadziłam w swoje życie kilka istotnych zmian. Przede wszystkim zwiększyłam aktywność fizyczną i wyeliminowałam niektóre produkty z diety, ale efekty nie zadowalają mnie tak, jakbym tego chciała. Dlatego ciągle szukałam inspiracji, czegoś co pomogłoby mi lepiej zadbać o gospodarkę cukrową, z tym mam bowiem największy problem.

Autorka "Glukozowej rewolucji", jak sama w swej książce mówi, metodą prób i błędów doszła do ciekawych obserwacji i wniosków, w jaki sposób spożywany cukier wpływa na jej organizm, zachowanie, ale też samopoczucie. Przede wszystkim sprawdzała skład przyjmowanych posiłków, ale też porę ich spożycia, a następnie kontrolowała, jak zmienia się poziom cukru w jej krwi. Pomiary dokonywała odpowiednim urządzeniem, sensorem, z którego korzystają osoby chorujące na cukrzycę, co pozwoliło jej na stałe monitorowanie działań i bieżącą kontrolę wyników.

Jessie Inchauspé sprawdzała, jak ten sam produkt wpływa na nią, ale też na organizmy jej znajomych. Badała różne kombinacje składników pokarmowych, kolejność ich przyjmowania w posiłku, ale też analizowała krzywą cukrową w momencie, kiedy po jedzeniu wykazywała jakąś aktywność fizyczną lub jej brak. Wielomiesięczne badania i obserwacje reakcji własnego ciała, ale też uczucia głodu lub jego braku, sprawdzania, co wpływa pozytywnie, a co negatywnie na samopoczucie, zaowocowało wnioskami, co do sposobów na wypłaszczanie krzywej cukrowej.

Ponieważ obniżenie piku cukrowego jest w naszym organizmie pożądane i do tego powinniśmy dążyć, autorka przedstawia czytelnikom kilka sprytnych trików, które w praktyce pozwalają obniżyć poziom cukru we krwi. Wskazówki te powinniśmy stosować, jeśli chcemy schudnąć, ale także ograniczyć uczucie głodu, podjadanie, napady obżarstwa, senność po posiłku, czy wyeliminować inne objawy psychosomatyczne, z którymi się zmagamy.

Autorka "Glukozowej rewolucji" zachęca swoich czytelników do wprowadzenia choć kilku zaproponowanych przez nią nawyków do codziennego życia, aby uzyskać wymierne efekty. Nie są to skomplikowane zasady, choć nie ukrywam, bo z własnego doświadczenia wiem, że wprowadzenie ich do diety wymaga trochę wysiłku i przede wszystkim regularności. Jeśli chodzi o mnie, część z tych tipów znałam intuicyjnie już wcześniej, ale przyznaję, że rzadko je stosowałam. Inne wskazówki, choć wydały się błahe, a wręcz zbyt banalne, żeby mogły faktycznie zadziałać, wprowadziłam do swej diety, wierząc Jessie Inchauspé, że mają wielką moc sprawczą.

W kwestii technicznej, "Glukozowa rewolucja" podzielone są na trzy części Z czego pierwsza jest bardziej teoretyczna, przedstawia funkcję glukozy i regulację gospodarki węglowodanowej. Druga część to opis własnych doświadczeń autorki, które doprowadziły ją do ustabilizowania kwestii cukrowej, natomiast rozdział trzeci to konkretne wskazówki oraz przykłady osób, które zastosowały zaproponowane przez Inchauspé triki i uzyskały interesujące je efekty.

Podsumowując, "Glukozowa rewolucja" to ciekawa pozycja dla osób, które planują coś zmienić w swoich zwyczajach żywieniowych, mają problem z nadwagą albo zmagają się z jakimiś innymi kwestiami, których podłożem może być zbyt wysoki poziom cukru we krwi albo insulinooporność. Oczywiście wprowadzenie owych dobrych nawyków do codziennej diety jest jak najbardziej wskazane, według mnie jednak, bez regularnej aktywności fizycznej i zbilansowanej diety nie mają szans na powodzenie. Ja w każdym razie, próbuję o nich pamiętać i w miarę możliwości je stosować, czekając na wymierne efekty.

Sardegna

"Oszpicyn" Krzysztof A. Zajas


posted by Sardegna on , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron:  560
Moja ocena : 6/6

W mojej czytelniczej pasji najbardziej lubię ten moment, kiedy przypadkowo trafiam na książkę, która jest rewelacyjna, a zupełnie się na to nie zapowiada. Tak właśnie było z "Oszpicynem" Krzysztofa A. Zajasa. Powieść trafiła do mojej biblioteczki zupełnie przypadkowo. Kiedyś czytałam wprawdzie jej polecankę, ale nie wiedziałam, że możne okazać się aż tak wyjątkowa.

Historia "Oszpicyna" wbija w fotel i sprawia, że nie można się od niej oderwać, co więcej, nie można też o niej przez dłuższy czas zapomnieć. Czy to nie takich książek podświadomie szukamy? Niełatwych, stanowiących wyzwanie, ale wartych każdej poświęconej minuty? 

Powyższa opowieść jest wielowątkowa i misternie spleciona, za co autorowi należą się ogromne brawa. Początkowo kojarzyła mi się z trochę z "Inkubem" Artura Urbanowicza, chociaż nie do końca, jeśli chodzi o treść, tylko bardziej o formę. Jest rozbudowana, ma wiele wątków współczesnych, które przeplatają się z tymi z przeszłości, a gdy się już połączą, dadzą czytelnikowi ostateczne odpowiedzi na zadane pytania. 

Nie wyobrażam sobie, jaką pracę trzeba wykonać, aby wszystkie motywy misternie spleść ze sobą i uzyskać tak fantastyczną opowieść, która do tego ma świetne zakończenie. Wielkie gratulacje dla autora za kawał dobrze wykonanej roboty!

"Oszpicyn" to mieszanka powieści obyczajowej, historycznej, trochę kryminalnej, ale przede wszystkim jest to opowieści grozy. Tytułowy Oszpicyn to miasteczko, w którym znajdował się wielki obóz zagłady, a jak mówi sam autor, tak właśnie nazywali swoje miasto oświęcimscy Żydzi. 

W mieście przebywa dociekliwy dziennikarz Wojciech Jaromin z Krakowa, który dostał właśnie pracę w lokalnej gazecie i podąża za newsem, że w okolicach Oszpicyna wykopano sporo żydowskiego złota. Analizując sprawę natyka się na pewne niepokojące informacje mające związek z dziećmi zamieszkałymi w okolicy. Dochodzą do niego słuchy, o niepokojącym zachowaniu najmłodszych, posiadających jakieś umiejętności, których nigdy wcześniej nie miały. Inne, do tej pory spokojne, stają się agresywnie, a apogeum tej sytuacji następuje w momencie, gdy bliźniaki Paweł i Piotruś niechcący zabijają swoich dziadków. Z drugiej strony, nie wiadomo, czy bracia naprawdę zrobili to przypadkowo, bowiem na monitoringu wyglądają, jakby zostali zahipnotyzowani i zrobili to pod wpływem jakiej siły. Do tego miasto zaczyna być opętane plagą szczurów. Mieszkańcy Oszpicyna są w szoku, ale nikt nie potrafi określić, skąd taka sytuacja w ogóle się wzięła i dlaczego dzieci zachowują się tak, a nie inaczej. 

Jedyną osobą, która zdaje się wiedzieć, co tam naprawdę dzieje się w mieście jest wiekowy Henryk Hirsz, widząc wyraźny związek pomiędzy wydarzeniami w mieście, a odnalezionym złotem i wyciągnięciem z ziemi na światło dzienne dawnych sekretów. Hirsz nie zdradza jednak dziennikarzowi żadnych konkretów, przekazuje tylko kilka wskazówek, pozwalając samemu podążać za prawdą, ma bowiem wyraźnie wobec niego jakieś oczekiwania.  

Dla Wojtka jest to również ciężki orzech do zgryzienia, bowiem oprócz kwestii dzieci i szczurów,  okazuje się, że jego przeszłość ma również coś wspólnego z tą całą sytuacją. Dzięki Hirszowi, bohater odkrywa, że jest potomkiem Żyda Zylbersztaina, zamieszkałego kiedyś w mieście, a jego historia ściśle łączy się z grupką sześciorga, zaginionych bez śladu dzieci. Do zniknięcia dzieciaków doszło w czasie  likwidacji Żydów z Oszpicyna, a w raz z maluchami zginął wielki żydowski skarb.

To prawdopodobnie z tamtymi wydarzeniami wiąże się aktualna sytuacja w mieście. Zmarli żądają sprawiedliwości, zmuszając mieszkańców Oszpicyna do powrotu do przeszłości i wyjaśnienia tajemnicy zaginionych dzieci. 

Powieść jest przejmująca, i nie chodzi tylko o wątek grozy, czy nadprzyrodzone wydarzenia, które mają miejsce w tej historii, ale przede wszystkim tło historyczne, czyli to, co działo się w mieście w czasie pogromu Żydów. Wszystkie retrospekcje, które w finale ujawniają prawdę, ale też poszukiwanie odpowiedzi na pytania, co do pochodzenia dziennikarza i radzenia sobie z własnym przeznaczeniem, robią wrażenie na czytelniku i mocno działają na wyobraźnię. 

"Oszpicyn" to taki rodzaj powieści, którą po zakończeniu właściwie trzeba by przeczytać ponownie, aby dostrzec wszystkie nawiązania i wskazówki, które od samego początku podsuwał nam autor. Wspaniała to historia, bardzo wymagająca, ale warta każdej poświęconej jej minuty. 

Sardegna

"Polscy himalaiści" Dariusz Jaroń


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 317
Moja ocena : 6/6
 
 
Jak pisałam w notce przy okazji "Przeżyć. Moja tragedia na Nanga Parbat " Elisabeth Revol, powoli wracam do literatury górskiej. Stąd też "Polscy himalaiści" autorstwa pana Dariusza Jaronia są moją drugą książką o tej tematyce, przeczytaną w tym roku. 
 
Jest to publikacja, która jakiś czas temu rzuciła mi się w oczy na blogach i w księgarniach, a ponieważ zawsze jestem ciekawa nowości związanych z literaturą górską, zapisałam sobie ten tytuł w pamięci. Tym bardziej, że dotyczy nieznanej mi przeszłości polskiego himalaizmu i pionierów, którzy jako pierwsi Polacy postanowili zdobywać najwyższe góry świata, a ja niewiele, praktycznie nic nie wiem na ten temat.
 
Historia prekursorów polskiej wspinaczki wysokogórskiej, o których pisze pan Dariusz Jaroń naprawdę robi wrażenie, tym bardziej, że działali oni w czasach, kiedy temat himalaizmu w Polsce praktyczie nie istniał. Dlatego cieszy mnie fakt, iż mogłam nieco bardziej zagłębić się w to zagadnienie i poczytać o ludziach, którzy już przed wojną zainteresowali się zdobywaniem najwyższych szczytów świata, kiedy było to bardzo mało rozpowszechnione. 
 
I to właśnie o wpinaczach, którzy jako pierwsi w historii wybrali się w Himalaje, docelowo planując zdobycie dziewiczego siedmiotysięcznika Nanga Devi, przecierając szlak ludziom, w których dopiero co budziła się ochota na wysokogórskie wyprawy, będziemy mogli przeczytać w książce Dariusza Jaronia. To oni stali się niejako ojcami sukcesu dzisiejszych polskich himalaistów, a także tych prężnie działających w latach 80 - tych. Bez ich siły, determinacji i uporu, aby wbrew wszystkim ruszyć w Himalaje i zdobywać szczyty, kiedy nikt jeszcze właściwie nie wiedział, jak się to robi, nie byłoby ich naśladowców, a co za tym idzie, polskich sukcesów na arenie międzynarodowej.

Szefem pierwszej wyprawy, jej pomysłodawcą i dobrym duchem był Adam Karpiński, taternik, miłośnik gór, który w roku 1936 został przewodniczącym Komisji Himalajskiej. Już wtedy, w czasach, kiedy K2 było jeszcze niezdobytym szczytem, nawoływał on swoich przyjaciół Polaków do wyprawy w Himalaje. Wyprzedzał niejako swoje czasy, jeśli chodzi o przygotowania do wyjścia w góry. Testował odzież "na cebulkę", projektował namioty, eksperymentował ze sprzętem, który można wykorzystać na dużych wysokościach. 
 
Osobami wspierającymi "Akara" byli Jakub Bujak, doświadczony taternik oraz Stefan Bernardzikiewicz, świetny organizator, kartograf, który w 1934 roku stał na czele pierwszej wyprawy polarnej na Spitsbergen.
 
Przygotowania do wyprawy rozpoczęły się w 1936 roku, jednak już wtedy było wiadomo, że grupa wspinaczy napotka problemy z uzyskaniem pozwolenia na wejście. Wspinacze na czele z Karpińskim trochę z dusza na ramieniu, przygotowują się do wyjazdu, tym bardziej, że nad Europą wisi widmo wojny.W końcu jednak udaje się uzyskać odpowiednie dokumenty i właściwe miesiąc później grupa pod dowództwem Akara kieruje się w stronę swojego pierwszego himalajskiego celu, Nanda Devi East o wysokości 7434 metrów. Oprócz trzech wyżej wymienionych przeze mnie wspinaczy, na wyprawę szykują się też: Stanisław Groński, Konstanty Narkiewicz-Jodko, Wiktor Ostrowski, Jerzy Pierzchała, Jan Staszel, Wawrzyniec Żuławski i Janusz Klarner, który dołącza do ekipy właściwie w ostatnim momencie, a okaże się bardzo ważnym członkiem ekipy.
 
Karpiński sprzedaje majątek, aby zapewnić rodzinie stabilizację finansową w czasie jego nieobecności, wyznacza też funkcje pozostałym członkom. Jakub Bujak ma być skarbnikiem i sekretarzem, ma gromadzić okazy botaniczne i entomologiczne. Janusz Klarner ma zająć się organizacją transportu, a  Stefan Bernardzikiewicz dostaje zadanie żywnościowego. Oprócz kwestii organizacyjnych, technicznych i aklimatyzacyjnych, członków pierwszej wyprawy w Himalaje męczy świadomość istnienia klątwy wiszącej nad Nanda Devi East, będącej siedzibą bogini śmierci Kali, małżonki najkrwawszego z bogów Siwy, którego siedemnastym imieniem jest Nanda. Znając dalsze losy himalaistów można się zastanawiać, czy faktycznie nie było to znamienne.

Początki wyprawy nie są łatwe, w ekipie pojawiają się problemy zdrowotne i te, związane z  aklimatyzacją, poza tym, źle obliczono porę monsunową, która zbiega się z ich wejściem na Nanda Devi. Wspinacze jednak sukcesywnie podchodzą do pierwszego, drugiego i trzeciego obozu, planując pozostawić tam część ekwipunku i powoli się aklimatyzując.
 
Pierwszy pech dopada ich 13 czerwca, kiedy Janusz Klarner spada z grani, na szczęście ratuje się poręczówką. W niedługim czasie spada kolejny raz, tym razem z nawisem, zostaje jednak uratowany przez szerpę. Ostatecznie 20 czerwca ekipa dociera do obozu czwartego na wysokość 6400 m, gdzie Akar podejmuje decyzję o wspólnym ataku szczytowym. Na szczycie Nanda Devi wspinacze stają jednak dopiero 2 lipca i to w okrojonym składzie, bo tylko w osobach Jakuba Bujaka i Janusza Klarnera. Po udanej akcji postanawiają przenieść się na trzy szczytowy masyw Tirsuli, ale najpierw chcą jeszcze wejść na wschodni wierzchołek góry.
 
I to właśnie w czasie tej akcji, 17 lipca, w drodze na szczyt, na namioty Bernardzikiewicza i Karpińskiego, którzy wyszli nieco wcześniej od reszty ekipy, spada lawina. Ich ciał nigdy nie odnaleziono.
 
Można byłoby sądzić, że na tym skończy się opowieść o pierwszych polskich himalaistach, tak naprawdę jednak jest to tylko połowa historii. W drugiej części przedstawiono dalsze losy ocalałych z wyprawy, czyli Jakuba Bujaka i Janusza Klarnera, którzy wracają do swych domów, a ponieważ w Europie rozpoczęła się wojna, Bujak wraca do Lwowa, a Klarner idzie od razu na front Kampanii Wrześniowej. Nie dane im jednak będzie zbyt długie spokojne życie, bowiem obaj mężczyźni giną w tajemniczych okolicznościach. 
 
Jakub Bujak po ucieczce na Węgry przez zieloną granicę, przenosi się najpierw do Francji, a później do Londynu do polskiego lotnictwa, a w sierpniu 1945 udaje się na wycieczkę do Kornwalii, z której nigdy nie wraca. Okoliczności jego zaginięcia, czy ewentualnej śmierci nie zostały do dziś wyjaśnione. Podobnie sprawa wygląda w przypadku Janusza Klarnera. Po powrocie z frontu, wciela się do AK, walczy w Powstaniu Warszawskim, a 17 września 1949 wychodzi na ulicę Warszawy i znika bez śladu.
 
Tym oto sposobem wszyscy pierwsi zdobywcy Nanda Devi giną bez śladu, a ich ciał nigdy nie odnaleziono. Czy to przypadek, czy faktycznie klątwa góry dosięgła himalaistów?

Kończąc już ten przydługi wpis chciałam tylko dodać, że wysokościowe wejście na Nanda Devi East z 1939 roku pokonano dopiero 21 lat później przez narodową wyprawę na Hindukusz, oraz 34 lata później podczas wyprawy na Noszak kierowanej przez Andrzeja Zawadę. Stąd też uważam, że książka "Polscy himalaiści" to pozycja obowiązkowa dla wszystkich miłośników literatury górskiej, nie da się bowiem interesować tematem, zdobywaniem ośmiotysięczników, nie znając jego historii.

Sardegna

"Wiosna zaginionych" Anna Kańtoch


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

Wydawnictwo: Marginesy
audiobook: czas trwania 11 godzin 1 minuta
Moja ocena : 6/6
lektor: Ewa Kasprzyk


"Wiosna zaginionych" Anny Kańtoch to pierwszy tom serii z emerytowaną policjantką, Krystyną Lesińską w roli głównej, który udało mi się przesłuchać dzięki tegorocznej edycji Czytaj.pl. Ta akcja czytelnicza powtarza się co roku w listopadzie i umożliwia czytelnikom w całej Polsce dostęp, zupełnie za darmo do 12 książek znakomitych polskich lub zagranicznych autorów.
 
Biorę udział w tej akcji od 2016 roku. Dzięki niej, w poprzednich latach przesłuchałam "Lśnienie" Kinga, "Księżniczkę z lodu" Camilli Läckberg oraz "Opowiadania bizarne" Olgi Tokarczuk.
 
W tym roku z listy dostępnych lektur w Czytaj.pl. najbardziej zainteresowała mnie powyższa książka, tym bardziej, że "Wiosnę zaginionych" wypatrzyłam na tegorocznych Targach Książki w Krakowie, ale ostatecznie jej nie kupiłam. Bardzo lubię też powieści młodzieżowe w wydaniu autorki. Swoją drogą, seria "Tajemnica..." ("Tajemnica Diabelskiego Kręgu", "Tajemnica Nawiedzonego Lasu", "Tajemnica Godziny Trzynastej") należy do moich ulubionych, jeśli chodzi o fantastyczne książki dla nastoletnich czytelników. Chciałam też w końcu poznać kryminalną odsłonę twórczości Ani Kańtoch. Tym bardziej, że o serii słyszałam same pozytywne opinie. 
 
Główną bohaterką powieści jest wspomniana przeze mnie powyżej Krystyna Lesińska, która od kilkunastu lat nie pracuje już w policji, ciągle jednak ma zapędy detektywistyczne, ale wykorzystuje je głównie w swojej prywatnej sprawie. Kobieta nie umie pogodzić się z tragedią, która dotknęła jej rodzinę przed laty, kiedy ta była nastolatką. Wtedy to brat Krystyny, Roman, wraz z czwórką przyjaciół, wybrał się na wyprawę w Tatry, z której nigdy nie wrócił. Zwłoki trójki studentów zostają znalezione na szlaku, natomiast ciała brata Krystyny nigdy nie odnaleziono i tak właściwie, to nie wiadomo, czy chłopak żyje, czy może umarł w innym miejscu. Z wyprawy wraca jednak jedna osoba - kolega Romana, Jacek, jednak bardzo trudno dowiedzieć się od niego, co zaszło w górach.
 
Jacek zostaje oskarżony o nieumyślne spowodowanie śmierci przyjaciół, a właściwie o nie udzielanie im pomocy, a potem znika z miasta i nikt z bliskich ofiar nie wie, gdzie się ukrywa. Krystyna, jak i cała jej rodzina nie może pogodzić ze zniknięciem Romka, policjantka ma nawet nadzieję, że brat być może żyje i pojawi się w niespodziewanym momencie w jej życiu. Na czekaniu mijają jednak lata...
 
Impulsem, który sprawia, że Krystyna na nowo zaczyna interesować się tamtymi wydarzeniami jest fakt, iż w swoim rodzinnym mieście, katowickim Janowie kobieta zauważa starszego pana łudząco podobnego do Jacka. Jest on nieco starszy, niż go zapamiętała, inaczej się ubiera i zachowuje, ale wyraźnie jest to mężczyzna, który był kiedyś kolegą jej brata. Jacek Hermann przedstawia się jako emerytowany wykładowca akademicki, zamieszkuje w  jednej z willi w Janowie, nie ma rodziny, a jedyną bliską osobą jest wnuczka Agnieszka. 
 
Krystyna postanawia odwiedzić starszego pana i dowiedzieć się w końcu prawdy o tamtej feralnej nocy w Tatrach, kiedy przybywa jednak do jego domu, jedynie co zastaje, to zwłoki Jacka. Świadoma, że to ona może zostać oskarżona o zabójstwo, czym prędzej opuszcza dom i postanawia wkręcić się w sprawę prowadzoną przez jej młodszych kolegów z komendy, aby obserwować postęp śledztwa z pierwszej ręki. Jako że jest koleżanką po fachu, budzi zaufanie śledczych i nie dość że ma dostęp do tajnych materiałów, to jeszcze sama pomaga w niektórych czynnościach. Analizując przeszłość Jacka i docierając do ludzi, z którymi mężczyzna miał kiedyś kontakt, Krystyna dochodzi do przerażających wniosków, i to nie tylko w kwestii mężczyzny, ale również własnej rodziny. 

W "Wiośnie zaginionych" przeszłość łączy się z teraźniejszością, jednak, czy warto grzebać w starych sprawach, wiedząc, że mogą one zniszczyć rodzinny spokój?

Powiem Wam, że audiobook okazał się strzałem w dziesiątkę. Nie dość, że jest to bardzo fajna historia, z intrygującym początkiem, rozwinięciem a przede wszystkim zakończeniem, to jeszcze lektorka, pani Ewa Kasprzyk idealnie pasuje do roli Krystyny, nadając postaci charakter i wyrazistość. Nie ukrywam, że znając wcześniejsze książki autorki spodziewałam się jakiegoś wątku metafizycznego w tej historii, "Wiosna zaginionych" to jednak typowy kryminał z fajnym pomysłem na fabułę, a ja w sumie nie mogę się doczekać, kiedy sięgnę po "Lato utraconych", czyli historię opisującą wcześniejsze losy Krystyny, kiedy nie była jeszcze na emeryturze. Mam nadzieję, że znajdę w niej wskazówki, co do wyjaśnienia tajemnicy rodzinnej bohaterki.


                                              Sardegna

"Rana" Wojciech Chmielarz


posted by Sardegna on , , , , , ,

5 comments


Wydawnictwo: Marginesy
audiobook: czas trwania 11 godzin 1 minuta
Moja ocena : 5/6
lektor: Grzegorz Damięcki

"Rana" Wojciecha Chmielarza jest kolejnym audiobookiem, który udało mi się przesłuchać w ramach darmowego abonamentu Empik Go. Dlaczego zdecydowałam się akurat na ten tytuł, przeglądając bogatą listę audiobooków dostępną w serwisie? Otóż, postanowiałam poznać kolejną powieść Wojciecha Chmielarza, bo jak do tej pory przesłuchałam tylko "Osiedle marzeń" i na tym się kończy moja znajomość ksążek autora. Skłoniłam się też ku temu tytułowi, gdyż "Rana" jest historią jednotomową, a do tego idealnie wpasowała do mojego majowego wyzwania Trójka e-pik, do kategorii "na pierwszym miejscu - dobro dziecka". 

Na początku muszę zaznaczyć, że książka nie jest łatwa. I choć bardziej określiłabym ją jako obyczajówkę z rozbudowanym wątkiem kryminalnym, niż taki typowy kryminał, to i tak lektura robi wrażenie, jest  przejmująca, a o niektórych wątkach czyta się naprawdę ciężko. Nie dość, że większosć makabrycznych wydarzeń rozgrywa się w szkole, czyli miejscu mi bliskim, to do tego porusza jeszcze wątek przemocy w rodzinie, ale nie tylko fizycznej, ale też psychicznej, a takżę chłodu emocjonalnego rodziców względem dziecka. Trudno czyta się o takich sprawach, a kiedy w to wszystko wrzucone są jeszcze wątki innych dysfunkcyjnych rodzin, problem odrzucenia dziecka z autyzmem bądź Zespołem Aspergera, problemy nastolatków, które nie  mogą liczyć na wsparcie dorosłch, to z tego robi sie naprawdę ciężka lektura. 

Miejscem kluczowym, wokół którego rozgrywa się cała akcja i związane z nią zło, jest warszawska, prywatna szkoła podstawowa, ulokowana w odrestaurowanej kamiennicy, w której rządy sprawuje surowa dyrektora i jej mąż. Kobieta nie uznaje żadnych słabości i niesubordynacji u swoich nauczycieli, natomiast uczniów i ich rodziców traktuje raczej z pobłażaniem, na wiele rzeczy przymykając oko. Szkoła ma dobrą opinię w mieście, słynie z wysokiego poziomu i bogatej tradycji, tak naprawdę jednak jest to tylko otoczka do smutnej rzeczywistości, która rozgrywa się tam codziennie. Uczniowie z bogatych domów sprawiają nie lada kłopoty, wszelkie problemy wychowawcze są zamiatanie pod dywan, a do tego dyrekcja stosuje wobec swoich pracowników mobbing.

Kiedy pewnego dnia okazuje się że uczennica ósmej klasy Marysia, która wprawdzie pochodzi z biedniejszego domu i w szkole uczy się dzięki stypendium, popełnia samobójstwo rzucając się pod pociąg, dyrektorka robi wszystko, aby jak najszybciej uciszyć sprawę, żeby nie rzutowała ona w żaden sposób na renomę szkoły. Sprawa Marysi cichnie, jednak w szkole dalej nikt nie wie, co stało za samobójczym krokiem dziewczyny. Wydarzeniem tym wyjątkowo interesuje się pani Ela, dość niepokorna nauczycielka języka polskiego, która swoją ciekawością i stylem bycia ma szkole wielu przeciwników. Do tego, kobieta ma jeszcze jedną tajemnicę, którą skrywa skrzętnie przed światem, a ma ona ścisły związek z dyrektorką szkoły i jej rodziną. 

Elżbieta nie nawiązuje z nikim w szkole bliższych relacji, z wyjątkiem Klementyny, starszej nauczycielki matematyki, która po latach wróciła do zawodu. Klementyna również ma swoje sekrety, związane z przeszłością, które nie pozwalają jej na swobodę w kontaktach z innymi ludźmi, jednak z Elą udaje jej się nawiązać nić porozumienia. Kiedy więc nauczycielka polskiego nagle znika bez śladu, Klementyna podejmuje prywatne śledztwo, aby wyjaśnić co się stało z jej koleżanką, a pomaga jej w tym najbardziej znienawidzony przez wszystkich w szkole, uczeń ósmej klasy.

Wątek kryminalny toczy się własnym torem, a pomiędzy wierszami czytamy o olbrzymich problemach, jakie trawią współczesne rodziny. Przemoc fizyczna, gnębienie psychiczne, wyzwiska,  samotność, pracoholizm, małżeńska zdrada, nałogi, wczesna inicjacja seksualna, odrzucenie przez rówieśników, brak wsparcia i akceptacji rodziców, to tylko niektóre z wątków poruszonych w tej książce. Jest tego naprawdę sporo, stąd też do "Rany" podchodzi się bardzo emocjonalnie, zwłaszcza, kiedy jest się czytelnikiem - rodzicem. Ciężko czytać o takich bardzo zaburzonych relacjach w rodzinie, zwłaszcza pomiędzy matką a dzieckiem, samotnych ósmoklasistach, którzy choć na pozór wydaję się dorośli, tak naprawdę są jeszcze dziećmi potrzebującymi wsparcia i opieki.

Nie można zaprzeczyć, że wątek kryminalny "Rany" jest równie interesujący i prowadzi do dość zaskakującego finału. Wprawdzie nie takiego rozwiązania się spodziewałam, ale z drugiej strony myślę, że Autorowi udało się zakończyć tę historię w odpowiedni sposób. Podsumowując, powieść nie należy do lekkich, łatwych i przyjemnych, jeśli jednak się już na nią zdecydujemy, możemy być pewni, że trudne tematy zostną w niej potraktowane odpowiednio poważnie

  Sardegna

"Kości proroka" Ałbena Grabowska


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

  
Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 558
Moja ocena : ?/6

Z tą książką mam bardzo wielki problem i naprawdę sama nie wiem, co mam Wam na jej temat napisać. Z jednej strony musiałabym szczerze powiedzieć, że niestety ta opowieść zupełnie do mnie nie przemówiła. Za dużym słowem byłoby określenie, że historia mi się nie podobała, bardziej pasowałoby tutaj stwierdzenie, że w jakiś sposób mnie przerosła, a jej czytanie nie sprawiło większej przyjemności.

Z drugiej jednak strony, jest mi bardzo smutno z powodu tego, że nie zaiskrzyło, bowiem marzyłam o tej opowieści, kiedy tylko zobaczyłam jej zapowiedź. Pani Ałbena Grabowska do tej pory kojarzyła mi się, jako pisarka powieści obyczajowych, bardzo dobrze przyjmowanych przez czytelników. Nie dane mi było wprawdzie jeszcze bliżej się z nimi zapoznać, nad czym ubolewam (i mam oczywiście nadzieję, że uda mi się to kiedyś nadrobić), świadomość więc, że Autorka pokusiła się o stworzenie nowej historii, trochę archeologicznej, trochę historycznej, a nawet kryminalnej, nawiązującej do religii, wierzeń, gdzie akcja z przeszłości miesza się z teraźniejszością, mocno pobudziła moją wyobraźnię. Nakręciłam się, jak szalona! Książkę zorganizować pomógł serwis Granice.pl, a ja ekspresowo wzięłam się za lekturę. I niestety... nie wyszło. Kolejny raz dałam się ponieść zbyt wysokim oczekiwaniom, które mnie ostatecznie pokonały.

"Kości proroka" to książka o bardzo wielkim potencjale. Od pierwszych stron widać, że Autorka wykonała ogrom roboty spajając w całość wątki współczesne, z tymi historycznymi i religijnymi, a pisaniu towarzyszyć jej musiał niesamowicie opasły materiał pomocniczy. I choć fabuła tej opowieści jest fikcyjna, to szereg wątków związanych z Bułgarią (gdzie toczy się większość wydarzeń współczesnych), a także z motywami biblijnymi (choć również nieco zmodyfikowanymi), jest jak najbardziej autentyczny. Poza tym, wykreowanie i wymyślenie realiów "historycznych" w taki sposób, aby były one jak najbardziej przekonywujące dla czytelnika, który zaczyna się zastanawiać, czy aby opisane wydarzenia nie były realne, również zasługuje na wielką uwagę.
 
I ja oczywiście, jak najbardziej doceniam trud włożony w napisanie tej powieści. Uważam też, że książka ma na pewno spore grono odbiorców, które odebrało ją bardzo pozytywnie. Historia jest przedstawiona w dość szczegółowy i skrupulatny sposób, nie jest banalna, wręcz przeciwnie, powiedziałabym, że jest mega wymagająca i nie da się jej czytać na szybko i po łebkach. Sporo się w niej dzieje, pojawia się wiele nazwisk, przeskoków czasowych, wątków, nawiązań i przemyśleń.

I to nie jest tak, że ja nie lubię takich wymagających powieści wielowątkowych. Po prostu, w tym wypadku zupełnie nie zaiskrzyło. Może to wina moich oczekiwań i nastawienia, bo spodziewałam się czegoś bardziej hollywoodzkiego, czegoś w stylu Dana Browna. Wartkiej akcji, pościgów, artefaktów, mylnych tropów, podążania za zagadką tajemniczego morderstwa "stylizowanego" na biblijne. Dostałam za to opowieść poważną, skrupulatną i bardzo, bardzo rozbudowaną. Z wieloma bohaterami, jeszcze większą ilością motywów, w której oprócz współczesnej Bułgarii znajdą się  retrospekcje z Ziemi Świętej z I wieku naszej ery oraz z Cesarstwa Bizantyjskiego wieku XII.

Historia zaczyna się w momencie, kiedy w Płowdiwie, bułgarskim mieście, znalezione zostają zwłoki polskiego polityka. Morderstwa dokonano w sposób dość makabryczny, a do tego ułożenie zwłok i ich symbolika z jednej strony nawiązuje do śmierci Jana Chrzciciela, z drugiej jednak do egipskich i greckich tajemniczych symboli. Śledztwo prowadzi oficer Dimityr Paunow, który sprowadza do Bułgarii swoją przyjaciółkę z dzieciństwa, Margaritę Nowak, która ma pomóc w rozwiązaniu sprawy pośrednicząc w kontaktach z Polakami. Poza tym kobieta ma już doświadczenie we współpracy z policją i zna się co nie co na kulturze antycznej, może dać więc świeże spojrzenie na sprawę.

Oprócz wątku współczesnego, czytelnik przenosi się do I wieku naszej ery, kiedy to grupa uczniów wraz ze swych mistrzem Janem Chrzcicielem udaje się na spotkanie z samym Mesjaszem, a jeden z apostołów otrzymuje zadanie spisywania tego, co po drodze im się przydarza. Jednocześnie poznajemy wątek XII wieczny, kiedy to zaczyna się rozwijać kult Bogomiłów. Przedstawiciele tejże religii niosą do Konstantynopola swoją świętą księgę, aby cesarz uznał ich wiarę za najważniejszą i jedynie obowiązującą. 

Te trzy akcje toczą się równolegle, aby w pewnym momencie się zazębić. Jednak zanim do tegoż dojdzie, trzeba będzie przedrzeć się przez wiele bardzo długich rozdziałów, szczegółowo opisujących wszystkie kolejne wydarzenia. Pomiędzy fabułę główną wplecione są rozważania głównej bohaterki na temat jej życia osobistego. Margarita ciągle nie może dojść do siebie po rozstaniu ze swoim ukochanym, którego przed laty zostawiła w Bułgarii właśnie. Do tego dochodzą konflikty rodzinne,  bowiem pomiędzy Gitką a jej matką, znaną specjalistką w dziedzinie archeologii i motywów biblijnych, ciągle  tkwią różne animozje z przeszłości i niewyjaśnione sprawy.

Wszystkie te prywatne konflikty, jej niejasna relacja z dawnym kolegą z dzieciństwa, i w ogóle powrót w rodzinne strony, które wywołują w bohaterce ból i tęsknotę, są tłem do rozwiązywania sprawy kryminalnej, mającej swoje podłoże w przeszłości. 

Dla mnie wszystko to było zbyt poważne i zbyt rozbudowane. Przeczytanie "Kości proroka" zajęło mi bardzo dużo czasu i szło naprawdę opornie. Nie wystawiłam jednak tej książce żadnej oceny, bo tak jak pisałam na początku, nie chciałabym dawać niskiej noty tylko dlatego, że nie odnalazłam się i nie poczułam klimatu tej historii. Powieść na pewno znajdzie swoich zwolenników, ja więc jej nie oceniam i tą kwestię zostawiam czytelnikom, mimo wszystko zachęconych lekturą.


Sardegna

"Ślepy archeolog" Marta Guzowska


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron: 400
Moja ocena : 6/6

"Ślepy archeolog" to kolejna powieść autorstwa pani Marty Guzowskiej, którą miałam okazję czytać i tradycyjnie, jestem zachwycona. Mogę chyba już potwierdzić, że Autorka jest jedną z moich ulubionych pisarek, a ja przeczytam w ciemno cokolwiek napisze i wiem, że to będzie dobre. Powyższa powieść jest nieco inną odsłoną jej twórczości, i nie chodzi tylko o to, że mamy w tej historii nowego bohatera. Ta opowieść toczy się w dwóch płaszczyznach czasowych i jest bardziej "skondensowana" w swej treści. 

Do przygód Mario Ybl'a mam wielką słabość a to głównie za sprawą samego bohatera, który jest tak interesującą postacią, że cokolwiek się wokół niego dzieje, zasługuje na uwagę ("Ofiera Polikseny", "Głowa Niobe", "Wszyscy ludzie, przez cały czas", "Czarne świetło" . Perypetie Simmony Brenner również przypadły mi do gustu, choć przypominają one bardziej powieść sensacyjną, niż kryminalną, tak dynamicznie się toczą ("Chciwość"). Jeśli chodzi natomiast o tytułowego "Ślepego archeologa", czyli Toma Mara, myślę, że spokojnie daje on radę w tym doborowym towarzystwie mocnych charakterów tworzonych przez panią Guzowską i spokojnie może stawać z nimi w szranki.

To jest już chyba cecha rozpoznawcza Autorki, że kreuje ona mocne postacie, bohaterów o silnych charakterach, pewności siebie i wiary w swoje niezachwiane umiejętności i nieograniczone możliwości. Każdy z jej archeologów jest świetny w swoim fachu, inteligentny, błyskotliwy, bezkompromisowy, wymagający zdecydowany i trochę bezczelny (Mario to nawet bardziej niż trochę). 

Taki też charakter ma Tom Mara, czterdziestoletni doktor archeologii, pracujący aktualnie jako kierownik wykopalisk na Krecie. Cechuje go jeszcze jedna rzecz: Tom od dwudziestu dwóch lat jest niewidomy. Mężczyzna stracił wzrok w wyniku trzęsienia ziemi, jednak od tego czasu doskonale nauczył się żyć ze swoją niepełnosprawnością. W taki sposób przystosował się do otoczenia, że praktycznie nie musi nikogo prosić o wsparcie ani pomoc. Wiele informacji uzyskuje z kąta padania promieni słonecznych na jego twarz, przemieszcza się ciągle licząc kroki, mierząc w ten sposób odległości, do tego ma doskonałą pamięć, a także świetnie wykształcone inne zmysły. Potrafi rozpoznawać ludzi po zapachu, nawet jeżeli nie odezwali się ani słowem, umie też odczytywać ich emocje, za pomogą gestów, jakie wykonują.

Maro jest świetnym specjalistą w dziedzinie archeologi. Korzysta z dobrodziejstw techniki dla osób niewidomych, zna na pamięć wszystkie informacje o wykopaliskach, potrafi też na tylko za pomocą dotyku rozpoznać wszelkie znaleziska. Z jednej strony jest bardzo szanowany i podziwiany przez swoich współpracowników, za to, jak świetnie radzi sobie w pracy i nie wymaga od nikogo pomocy, z drugiej jednak strony uznawany jest też trochę za dziwaka, który pozjadał wszystkie rozumy.

Codzienność Toma na wykopaliskach jest bardzo poukładana, wszystko zmienia się jednak w momencie, kiedy w wykopie znalezione zostają zwłoki zastrzelonych polskich turystów. Denaci mieli przy sobie fragmenty skradzionej ceramiki, co może sugerować rabunkowy motyw morderstwa. Ponieważ Tom, jako pierwszy natrafia na zwłoki, bada je po swojemu, wszystkimi zmysłami, nie wiedząc, że jego wnikliwość może się mu przysłużyć w niedalekiej przyszłości. Archeolog otrzymuje bowiem tajemniczego smsa z pogróżkami, co stanie się, jeśli nie będzie stosował się do poleceń nadawcy wiadomości. Jego zadania do wykonania łączą się ściśle ze znalezionymi zwłokami turystów, dlatego wszelkie informacje, które Tom zdobył badając zwłoki, staną się teraz dla niego niezbędne.  

Początkowo Mara uważa sms za kiepski żart, pewne wydarzenia, które następują jednak po sobie świadczą o tym, że poważnie zaczyna on się martwić się o życie swoich najbliższych. Postanawia niezwłocznie rozwiązywać zagadki i poruszać się według wskazówek tajemniczego nadawcy esemesów.

Tom przeprowadza naprawdę imponujące śledztwo i radzi sobie naprawdę nieźle, zważywszy że jest pozbawiony zmysłu wzroku. Jednak fakt, że nikomu nie może powiedzieć o sprawie powoduje, że zaczyna być traktowany przez otoczenie z przymrużeniem oka. Czy Tom naprawdę ma wszystko pod kontrolą? A może jego własny umysł i zmysły w obliczu niebezpieczeństwa, zaczynają płatać mu filge? Co jest prawdą, a co wymysłem bohatera? Czy Tomowi uda się w takich warunkach odkryć prawdę i uchronić przed złem najbliższe osoby?

"Ślepy archeolog"  jest naprawdę fajnie napisaną historią. Autorka pokazała wydarzenia z dwóch perspektyw czasowych, które doskonale się uzupełniają. Tak, jak pisałam na początku, całość jest dynamiczna i "skondensowana", stąd też czyta się ją bardzo dobrze. Wydarzenia toczą się wartko, nie ma czasu na zbędne dywagacje. W tej historii liczy się szybkie rozwiązanie zagadki, co czuje się podczas lektury. Na uwagę zasługuje oczywiście postać głównego bohatera, który jest mocno specyficzny, ale mimo wszelkich wad, czuje się do niego autentyczną sympatię.


Tradycyjnie, pani Marta Guzowska doskonale przedstawia wszelkie realia związane z archeologią i wykopaliskami. Widać, że to jest temat jej bliski, w którym dobrze literacko się odnajduje. Jeśli chodzi o przedstawienie niepełnosprawności bohatera, nie jestem aż tak dobrze zorientowana w temacie, aby stwierdzić, czy Autorka dobrze ją odwzorowała. Jednakże wydaje mi się, iż taka osoba, jak Tom Mara, czyli zadziorna, bezkompromisowa, zarozumiała i pewna siebie, spokojnie jest w stanie osiągnąć taki stopień samodzielności, swobodnie poruszać się na co dzień, pracować naukowo, a nawet prowadzić swoje śledztwo kryminalne.

Historia "Ślepego archeologa" naprawdę przypadła mi do gustu, i choć może nie przebije w moim prywatnym rankingu Maria Ybl'a, to myślę, że spokojnie może stawać tuż z nim.
Sardegna