Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Między Słowami. Pokaż wszystkie posty

"Warkocze" Laura i Marie


posted by Sardegna on , , , ,

8 comments


 Wydawnictwo: Między Słowami
Liczba stron: 106
Moja ocena : 5/6

Tę książkę, od pierwszego wejrzenia, pokochała moja Siedmiolatka! Zabrała ją już do szkoły, żeby pokazać koleżankom, i od tego momentu praktycznie się z nią nie rozstaje. Co rusz przegląda zdjęcia i zachwyca się nimi wciąż od nowa, zerkając na mnie z nadzieją. A ja? No cóż... Mój entuzjazm jest nieco mniejszy, a wszystko za sprawą mojego beztalencia do zaplatania warkoczy. No niestety, trafiła się Siedmiolatce Matka - antytalent fryzjerski. Nie potrafię upleść nawet francuza, więc moje tworzenie fryzur na głowie długowłosej córki ogranicza się do zrobienia wysoko upiętego koka, ewentualnie kucyka czy zwykłej plecionki na trzy. Ambitnie, wiem...

Próbowałam, żeby nie było, nawet kilkakrotnie, nauczyć się pleść francuza. Moja osobista Mama przez lata starała się nauczyć mnie tej sztuki, niestety nie wyszło. Kiedy jednak książka do mnie przywędrowała, a Siedmiolatka oszalała, postanowiłam spróbować uskutecznić, według instrukcji zaplatania, najprostszy (ponoć) wzór.

Myślicie, że mi się udało? Pudło, choć instrukcja rzeczywiście jest bardzo czytelna i zilustrowana zdjęciami, krok po kroku. Nie dla mnie jednak takie atrakcje. Moje palce ni w ząb nie chcą ze mną współpracować, nie ma więc mowy o stworzeniu choć jednej, pięknej plecionki, o misternych konstrukcjach na głowie nie wspominając. Przykrość... Na szczęście moje dziecko dość wyrozumiale podeszło do tematu i postanowiło pokazać Babci książeczkę. I to jest świetny pomysł!  

Ale tak na poważnie, ten poradnik jest doskonałą propozycją dla osób, które talent upinania włosów posiadają i lubią eksperymentować w tym temacie. Z dokładną instrukcją będą w stanie upleść nawet najbardziej fantazyjne fryzury, które wyglądają przepięknie i nadają się na każdą okazję. Poza tym, wykonanie każdego warkocza jest dokładnie opisane, łącznie z tym, ile i jakiego rodzaju gumki/spinki jest potrzebne.  


Młode autorki tego poradnika, jak same mówią, przetestowały na sobie przeróżne warkocze i fryzury, a propozycje zawarte w książce są tymi najbardziej sprawdzonymi, na bazie których można budować jeszcze bardziej skomplikowane wariacje. Poniżej przedstawiam kilka wariantów, które zostały zakwalifikowane do tych "łatwiejszych":


Teraz poziom "średni":


I przykład najtrudniejszego cuda:


W książce znajdziecie też przykłady fryzur w wersji bardzo zaawansowanej. tak bardzo, że zostaje mi tylko zerkać z zazdrością:


Fajnie, że na rynku książki pojawiła się taka propozycja. Myślę, że niejedna nastolatka bądź utalentowana Mama wykorzysta w pełni możliwości tego poradnika. Ostatnio widziałam na mieście dziewczynę, która miała piękny warkocz typu holender. Być może skorzystała z książkowej podpowiedzi, bowiem wcześniej, jakoś ten typ warkocza nie był zbyt widoczny na dziewczęcych głowach (albo ja go po prostu nie zauważałam).

Laura i Marie, młode autorki wszystkich wymyślnych fryzur, odniosły internetowy sukces, bowiem ich konto na Instagramie, ze zdjęciami własnoręcznie wykonanych warkoczy cieszy się wielką popularnością (swoją drogą, niepojęta jest dla mnie umiejętność zaplatania SOBIE samemu, jakichkolwiek warkoczy). I to jest świetna sprawa, że takie utalentowane dziewczyny stają się inspiracją dla innych nastolatek, a klasyczne warkocze nadal są popularną fryzurą.

Sardegna

"After. Bez siebie nie przetrwamy" Anna Todd


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Między Słowami
Liczba stron: 570
Moja ocena : 4/6

Powiem Wam, że czytanie o miłosnych perypetiach Tess i Hardina jest swoistym rodzajem uzależnienia. Przecież wiem, jak wyglądał tom pierwszy i drugi, do tego nie przeczytałam tomu trzeciego, po kiego grzyba biorę się za czwarty? No wiec, przeczytałam tom czwarty bo potrzebowałam odmóżdżenia i lektury, która zagwarantuje mi zupełny reset i relaks. Wiedziałam czego mogę się spodziewać po parze kochanków, stwierdziłam więc, że nawet nieznajomość tomu trzeciego nie zaburzy mi ogólnego sensu historii i nie będzie problemem w poznaniu zakończenia.

Miałam rację. Doszłam do wniosku, że brakujący tom "Ocal mnie" mówi o relacjach rodzinnych bohaterów, gdzie Tess poznaje historię swojego taty, który aktualnie uzależniony jest od narkotyków, a Hardin - też niejako zapoznaje się ze swym ojcem, bowiem okazuje się, że nie jest nim mężczyzna, którego do tej pory za niego uważał. O tym praktycznie mówi tom trzeci, a skąd to wiem? Wydedukowałam to po paru pierwszych stronach tomu czwartego i uwierzcie mi, nie potrzeba być geniuszem, żeby dojść do tych wniosków.

Zakładam więc, że reszta powieści została oparta na tym co zwykle, czyli szaleńczym związku dwudziestolatków, ich miłości, kłótniach i godzeniu się. Wszystko  poprzeplatane upojeniami alkoholowymi Hardina, bo dla niego tylko taki sposób rozwiązywania problemów ma sens.
Tom czwarty niesie jednak nadzieję na zmianę, bowiem to już naprawdę ostatnia część, autorka musiała więc siłą rzeczy ujarzmić bohaterów, żeby po ponad dwóch tysiącach stron, doszli do jakiegoś porozumienia. 

I rzeczywiście, "After. Bez siebie nie przetrwamy" jest tomem najbardziej dynamicznym. Jest w tym jednak pewien paradoks, bowiem przez większość akcji, bohaterowie są z dala od siebie. Nie mają więc okazji na ciągłe lądowanie w łóżku i nie sprowadzają tylko do tego swojej relacji.

Kiedy Hardin dowiaduje się kto jest jego prawdziwym ojcem wpada w szał. I tutaj pierwsza sytuacja z gatunku niewiarygodne. Okej, rozumiem, mógł się chłopak zdenerwować tym newsem, ale co robi nasz bohater? Upija się do nieprzytomności, podpala dom rodzinny matki, spotyka się z dawną kochanką, zrywa z Tess, wystawiając jej walizki za drzwi, imprezuje z dawnymi znajomymi, paląc to i owo, łamie rękę bijąc nią w ścianę, i ... na pewno jeszcze coś robi, ale w tej chwili nie umiem sobie przypomnieć co.

Tess początkowo, jak zwykle oczywiście, pragnie ratować swojego ukochanego, niestety miarka się przebiera i dziewczyna wreszcie przegląda na oczy. Para zrywa ze sobą na dobre i tak właściwie zaczyna się główna część powieści, polegająca na rozterkach: "nie potrafię bez niego/niej żyć, ale muszę dać jej/ jemu przestrzeń, żeby mógł/mogła spróbować ułożyć sobie życie od nowa, beze mnie". O ile Tess (o dziwo) radzi sobie całkiem nieźle, to Hardin wychodzi se skóry, żeby cofnąć decyzję swojej dziewczyny. Na szczęście ta jest nieugięta. 

Gdzieś pomiędzy tym obowiązkowym rozstaniem, para zbacza z drogi i spotyka się, niby niewinnie, żeby porozmawiać, ale wiadomo, jak owa konwersacja się kończy. Podobała mi się nowa twarz Tess. Nowy Hardin podobał mi się trochę mniej, ale widocznie nie można mieć wszystkiego.
W każdym razie, w czwartym tomie romans tych dwojga wyglądał nieco inaczej, przez to i mój odbiór książki jest nieco inny. Oczywiście nie obyło się bez miliona absurdów, i głębokich wypowiedzi, które nigdy nie padłyby w prawdziwym życiu, jednakże dostałam to, co chciałam, przeczytałam "After" w dwa wieczory i ... podobało mi się.

Bardzo rozczarowało mnie jednak zakończenie. Po tak szaleńczym związku spodziewałam się czegoś innego, poza tym wolałabym, żeby przejście do happy endu nie było takie gładkie.  Rozumiem jednak, że czas już kończyć serię, więc trzeba przyjąć to ze zrozumieniem.

A tak w ogóle, to nie przeczytacie u mnie złych słów o serii "After". Przecież każdy, kto sięga po te powieści wie, czego się spodziewać i czyta, bo akurat taka forma mu odpowiada i jej w danym momencie potrzebuje. Dla mnie to była rozrywka, innym książka dostarczyć może bardziej wzniosłych emocji.
Sardegna

"Dom na jeziorze" Sarah Jio


posted by Sardegna on , , , , ,

22 comments


Wydawnictwo: Między Słowami
Liczba stron: 304
Moja ocena : 5/6

Pamiętacie, kiedy przy okazji opisywania poprzednich tytułów autorki, mówiłam, że jej powieści układają się w serię związaną z porami roku? Był letni "Dom na plaży", wiosenne "Marcowe fiołki", zimowa "Jeżynowa zima", a do kompletu brakowało tylko powieści jesiennej. I oto jest! "Dom na jeziorze". Powieść ulokowana w deszczowej scenerii Seattle, świetnie wpasowała się w klimat jesieni, z jaką mamy do czynienia w naszej strefie klimatycznej. Poza tym, przyjemnie było czytać o deszczowej aurze, kiedy wokół panował skwar, jakich mało. 

Sarah Jio przyzwyczaiła swoje czytelniczki do niebanalnych historii, w których teraźniejszość splata się z przeszłością, a ich powiązaniem jest niezwykła tajemnica z przed lat. I w powyższej historii tak właśnie jest. Mamy bohaterkę "współczesną", Adę, kobietę sukcesu, która przeżywa swoją osobistą tragedię, bowiem przed dwoma laty straciła w wypadku męża i córeczkę, oraz postać z przeszłości - dwudziestolatkę Penny, walczącą o swoje szczęście w trudnym małżeństwie.
Obie kobiety, choć dzieli przeszło pięćdziesiąt lat, łączy barka - pływający dom, ulokowany na jeziorze w Seattle. Miejsce na ziemi, wodna przystań, w której przyszło mieszkać obu bohaterkom, choć oczywiście w innych czasach. 

Ada próbuje poradzić sobie z żałobą po stracie bliskich, zostawia więc Nowy York, swoją wspaniałą pracę i postanawia pomieszkać z dala od wspomnień. Wybiera Boat Street czyli pirs z pełno wyposażonymi barkami - domami na wodzie. Całkowita zmiana otoczenia ma pomóc jej uporać się z tragedią i wrócić do życia. Zadomawiając się na barce i przeglądając ulokowane na niej sprzęty, Ada znajduje skrzynię, a w niej pamiątki poprzedniej lokatorki o imieniu Penny. Kobieta zaciekawiona postacią tajemniczej kucharki (bowiem skrzynia pełna jest przepisów na pyszne słodkości) postanawia dowiedzieć się o niej czegoś więcej. Niestety lokalna społeczność zamieszkująca pirs Boat Street jest bardzo niechętna do współpracy. Nikt nie zdradza żadnych szczegółów z życia Penny, choć starsi mieszkańcy znali ją osobiście.

Ada wraz z pomocą miłego sąsiada, Alexa, postanawia poszukać informacji o kobiecie, na własną rękę. Wspólne odgrzebywanie przeszłości łączy tych dwoje nicią przyjaźni, a nawet nieśmiałego uczucia. Okazuje się bowiem, że nie tylko Ada ma tragiczną przeszłość, ale i Alex skrywa bolesne wspomnienia. Czy Ada ma jeszcze szansę na szczęście? Co tak naprawdę stało się z Penny i kto stoi za jej tajemniczym zniknięciem?

Sarah Jio tradycyjnie przenosi czytelniczki z jednego miejsca akcji, w drugie, przeplatając losy Ady i Penny. 
Ich historie są w powieści jednakowo ważne, nie wiadomo nawet, która z nich jest tłem, a która opowieścią wiodącą. Obie historie, choć dzieli je całe pokolenie, mają jednak ze sobą coś wspólnego. Nie zdradzę co, bo sympatycznie było samej odkryć tajemnicę Penny na końcu książki.

Wspaniale spędziłam czas w "Domu nad jeziorem". Wczułam się w klimat powieści, odpoczęłam wyśmienicie, wzruszyłam się nawet, bowiem niektóre prawdy, takie oczywistości, zawarte w książce, zawsze na mnie działają. Utwierdziłam się też w przekonaniu, że kolejne powieści Sarah Jio mnie nie zawiodą i mogę sięgać po nie w ciemno.
Teraz mam już całą kolekcję autorki, związaną z porami roku. Pięknie się prezentuje na półce, ale co ważniejsze, stanowi jedną z ciekawszych serii kobiecych powieści obyczajowych w mojej biblioteczce.


Sardegna