Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Z półki 2017. Pokaż wszystkie posty

"Księżniczka z lodu" Camilla Läckberg


posted by Sardegna on , , , , ,

12 comments


Wydawnictwo: Czarna Owca
Liczba stron: 427
Moja ocena : 5/6

Ależ się cieszę, że w tym roku, w listopadzie, znowu miała miejsce akcja Czytaj PL, polegająca na pobraniu darmowego kodu QR, dzięki któremu przez miesiąc, zupełnie za darmo, można było mieć dostęp do wybranych tytułów. W 2016 pierwszy raz skorzystałam z akcji i przesłuchałam "Lśnienie" Kinga, które udostępnione było w postaci genialnego słuchowiska. W tym roku również postanowiłam skłonić się w stronę audiobooka i sięgnęłam po "Księżniczkę z lodu" Camilli Läckberg. 

Wybrałam akurat ten tytuł, ponieważ od lat na półce mam całą, czarną serię o Fjällbacke (najnowszą "Czarownicę" dostałam na święta), ale oczywiście jeszcze nie dotarłam do momentu, żeby się za nią zabrać. Przeczytałam w prawdzie pięć z dziewięciu tomów, zupełnie nie po kolei i na wyrywki, bowiem owego czasu, kiedy nie miałam jeszcze kompletu na własność, sięgałam po te części, które były akurat dostępne w bibliotece. Potem zaczęłam dokupywać pojedyncze tomy, i wyszło, jak wyszło. 

Z całej serii: "Księżniczka z lodu", "Kamieniarz", "Kaznodzieja", "Ofiara losu", "Niemiecki bękart", "Syrenka", "Fabrykantka aniołków", "Latarnik", "Pogromca lwów", "Czarownica" przeczytałam tom #3, #5, #6, #7 i #8. Nie muszę chyba dodawać, że robiłam to w kolejności zupełnie przypadkowej. Jak więc sami widzicie, chaos w czytaniu serii to moje drugie imię. W każdym razie, kiedy okazało się, że "Księżniczka..." jest dostępna w aplikacji, dało mi to impuls do nieplanowanego sięgnięcia po tom pierwszy i poznania początku historii znajomości Eriki i Patrica we Fjällbacke.

Kiedy zaczęłam odsłuchiwanie audiobooka, fabuła powieści tak mnie wciągnęła, że przypomniałam sobie, dlaczego tak lubię Autorkę i kiedyś chciałam mieć czarną serię na własność. Żeby więc przyspieszyć całą akcję i szybciej poznać zakończenie historii ... wyjęłam książkę z półki i zaczęłam ją czytać. Nie pytajcie o logikę.  
W każdym razie Czytaj.PL dało mi impuls, za który dziękuję, jednak w tym wypadku zwyciężył papier, a ja tym sposobem wzbogaciłam listę lektur Z półki 2017 o kolejny egzemplarz (13/?).

W historiach obyczajowo - kryminalnych, które tworzy Camilla Läckberg, jest coś takiego, co powoduje, że chce się je czytać "na raz". Mimo że nie są one wolne od niedoskonałości, zwłaszcza w przypadku motywów, związanych z życiem prywatnym bohaterów, czy faktem, że wątki osobiste wysuwają się na pierwszy plan, tłumiąc sprawę kryminalną, to jednak całość czyta się naprawdę dobrze i z przyjemnością. Zgodzę się z faktem, że czasami tej prywaty jest za dużo, jednak dla mnie historia Eriki i Patrica oraz ich bliskich, jest równie ważna, jak prowadzone przez nich śledztwo.

Jak zatem zaczyna się ta opowieść? Erika, która właśnie straciła rodziców, wraca do Fjällbacke, żeby wraz ze swoją siostrą Anną, uporać się ze sprawami spadkowymi. Kiedy przez przypadek odkrywa zwłoki swojej koleżanki z dzieciństwa Aleksandry Wijkner, wciągnięta zostaje w nieformalne śledztwo wyjaśnienia przyczyn jej śmierci. Jako że Erika na co dzień zajmuje się pisarstwem, postanawia zebrać materiały o swojej zmarłej przyjaciółce w jedną publikację. Szukając informacji i badając przeszłość Alex, zaczynają targać nią wątpliwości, czy aby na pewno śmierć kobiety była samobójcza. Jednocześnie sprawę kryminalną nadzoruje Patrick Hedström, dawny, szkolny kolega Eriki. Między bohaterami coś zaczyna iskrzyć, a przy okazji łączą swe siły w prowadzeniu śledztwa.

Cały wątek kryminalny i odkrywanie prawdy o śmierci Alexandry jest dość rozbudowany i naprawdę zaskakujący. Szczegóły wyłaniają się stopniowo, poszczególne warstwy opowieści odsłaniane są systematycznie, aby w finale wszystkie sekrety mogły ujrzeć światło dzienne. Jako że Fjällbacka to niewielkie, rybackie miasteczko, z zżytą ze sobą społecznością, niektóre tajemnice będą bardzo skrzętnie ukrywane przed światem. Erika i Patrick wspólnie stawią czoło wszystkim tym, dla których odkrycie prawdy o Alex może okazać się bardzo niewygodne.

Przeczytanie pierwszego tomu serii zajęło mi dosłownie dwa wieczory. Pokazało początki znajomości pary bohaterów, pozwoliło też zorientować co do relacji Eriki z Anną, która przeżywa trudne chwile w swoim małżeństwie. Wątek sióstr będzie rozwijał się równolegle w kolejnych tomach, więc istotne jest poznanie ich historii od samego początku. Cieszę się, że miałam okazję w końcu przeczytać "Księżniczkę z lodu". dzięki temu będzie mi łatwiej zabrać się za kolejne tomy, by móc w końcu się pochwalić, że znam od A do Z całą serię o Fjällbacke.

Sardegna

"Od początku do końca" Olga i Piotr Morawscy


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Burda
Liczba stron: 350
Moja ocena : 6/6

"Od początku do końca" autorstwa Olgi i Piotra Morawskich, czekało w mojej biblioteczce bardzo długo na swój czas. Czytałam kolejne książki wysokogórskie, a tą spychałam gdzieś na bok, powtarzając sobie "jeszcze nie dzisiaj, może później". W końcu postanowiłam dać jej szansę, a wszystko to za sprawą innego tytułu, też autorstwa pani Olgi "Góry na opak 2, czyli rozmowy z tymi, co zostają". Publikacja ta składa się z ośmiu wywiadów, przeprowadzonych przez Autorkę z bliskimi wspinaczy, którzy na zawsze pozostali w górach, a także z jedną mamą, cierpliwie czekającą, aż jej córka wróci z kolejnej wyprawy.  "Góry na opak 2" miały premierę w maju i są drugim cyklem wywiadów (pierwsze ukazały się w roku 2011) i o tej książce napiszę dokładnie w osobnym poście, bo dziś zmierzam do czegoś innego. 

Kiedy czytałam zapisy rozmów Olgi Puncewicz (kiedyś Morawskiej) ze swoimi gośćmi, zastanawiałam się, jaka jest jej tragiczna historia. Wiedziałam, że jej mąż, himalaista Piotr Morawski zginął w górach w 2009 roku, ale nie kojarzyłam jakoś dokładnie tej historii. Pani Olga  zafascynowała mnie też, jako osoba, tak mądrze mówiąca o stracie, żałobie i życiu "po". I wtedy właśnie przypomniałam sobie, że przecież mogę od razu poznać jej historię, bo mam przecież w biblioteczce książkę, którą napisała wraz z mężem. I tak oto sięgnęłam po "Od początku do końca".  

Historia Olgi i Piotra Morawskich, wyłaniająca się z książki to jedna z najpiękniejszych opowieści o miłości, jaką czytałam. Nie wiem dlaczego, ale uczucie, wzajemne zaufanie, świadomość bycia ze sobą razem, jest dla mnie najbardziej wyraźne właśnie w literaturze wysokogórskiej. Coś podobnego przydarzyło mi się, kiedy czytałam "Jak wysoko sięga miłość? Życie po Broad Peak" Ewy Berbeki w rozmowie z Beatą Sabała - Zielińską oraz książkę "magisterkowalski,blog" uzupełnioną przez narzeczoną Tomka Kowalskiego, Agnieszkę Korpal. 

Historia Olgi i Piotra jest tragiczna, tak, jak tragiczna jest opowieść o innych, przerwanych przez katastrofy w górach, związkach. Ale jest w niej też coś niezwykle wspaniałego i wzniosłego. Ciągle to powtarzam, przy okazji czytania książek wysokogórskich: jak wielka musi być miłość kobiety, że oddaje męża górom? Olbrzymia.

Powyższa książka powstała już po śmierci himalaisty. Robiąc porządki po mężu, Olga znalazła w komputerze pliki tekstowe, przygotowane niemalże do wydruku. Okazało się, że Piotr przymierzał się do napisania i wydania książki o swoich osiągnięciach, zdążył nawet napisać dedykację. Olga postanowiła uzupełnić jego historię swoją, i w ten sposób powstała ta niesamowita opowieść o górach, zbudowana z "listów do kochanej żony", które Piotr pisał w swoich dziennikach z każdej podróży, oraz opowieść o wspólnej codzienności, złożona ze wspomnień Autorki. 

Piotr Morawski był himalaistą, zdobywcą 6 ośmiotysięczników (Sziszapangma - pierwsze wejście zimowe, Czo Oju, Broad Peak, Nanga Parbat, Gaszerbrum I, Gaszerbrum II), zdobywcą wielu nagród za osiągnięcia w górach, był też naukowcem, ale przede wszystkim był mężem i ojcem dwóch synów. Zginął w kwietniu 2009 wchodząc na Dhaulagiri. Z książki wyłania się jego pasja, ale też wielkie uczucie do żony, pojawia się obraz ich małżeństwa i wspólnego, niełatwego życia, które Olga i Piotr dzielili pomiędzy rozstania, z powodu kolejnych wyjazdów, a zwyczajną codzienność, po powrocie.

Relacje z wyprawy, czy z oczekiwania na wejście w bazie, czyta się z takimi samymi emocjami, jak opisywaną przez Olgę codzienność bez męża. Zapisy małżonków pełne są emocji i ciepłych uczuć i trudno tak czytać o nich spokojnie, kiedy zna się zakończenie tej tragicznej historii...

"Od początku do końca" to bardzo wzruszająca książka, pokazująca właśnie "jak wysoko sięga miłość". Daje czytelnikowi poznać bliżej Piotra Morawskiego, a także jego żonę, silną, mądrą kobietę, która po śmierci męża musiała zmierzyć się z trudną rzeczywistością. Inną, ale jednak taką samą, Olgę Puncewicz (Morawską) spotkamy w "Górach na opak2", gdzie nie ma historii ważniejszych i mniej ważnych, a opowieść osoby zadającej pytania jest równie istotna, co zaproszonych do rozmowy gości.


Sardegna

"Psy wojny" Frederick Forsyth


posted by Sardegna on , , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Agora
audiobook: czas trwania 4 godziny 40 minut
Moja ocena : 4/6
lektor: Jan Englert

Przesłuchanie przeze mnie, tego audiobooka, może być dla niektórych niejako zaskoczeniem. Po pierwsze, sensacja nie jest specjalnie mi bliskim gatunkiem literackim i bardzo rzadko po nią sięgam, po drugie, brytyjski Autor, Frederick Forsythe, znany z takich powieści, jak "Dzień szakala" czy "Czwarty protokół", nigdy nie był mi bliski, choć, jego książki od lat stoją w mojej biblioteczce. Co więc skłoniło mnie do przesłuchania "Psów wojny"? Braki w asortymencie! 

"Osiedle marzeń" Wojciecha Chmielarza pozostawiło wielka pustkę w moich słuchawkach, a ja, jako że nie miałam zbyt wielkiego wyboru nowych audiobooków, sięgnęłam po powyższą sensację, która leżała na mojej półce dobrych dziesięć lat. "Psy wojny" należą do kolekcji "Mistrzowie Słowa", pochodzącej z Biblioteki Gazety Wyborczej, a ja przesłuchałam już w tym wydaniu "Pana Wołodyjowskiego" i "Całą jaskrawość".

Zdziwiłam się, że audiobook jest taki krótki, bo tylko 4 godziny, co jednak jest nieco podejrzane, w porównaniu z 400 stronicową wersją papierową. Później jednak doczytałam, że wersja audio została okrojona na podstawie tej, ocenzurowanej w czasach PRLu. Z tego, co się zorientowałam, z fabuły wycięto wątek sowieckiego zaangażowania w sprawę, a także motyw wszelkiego udziału państw komunistycznych w procederze handlu bronią.

"Psy Wojny" to fikcyjna powieść sensacyjna, którą jednak długo uważano za opartą na autentycznych wydarzeniach, między innymi przez to, że główni bohaterowie powieści byli wzorowani na realnych postaciach. Akcja rozgrywa się w fikcyjnym, afrykańskim państwie Zangaro (którego odpowiednikiem miała być Gwinea Równikowa), gdzie dochodzi do kontrolowanego zamachu stanu. Przewrót w państwie został zainicjowany przez brytyjskiego biznesmena, prezesa spółki wydobywczej, Jamesa Mansona, człowieka cynicznego, bezwzględnego i skupionego tylko na pomnażaniu majątku. 

Manson, po przeprowadzeniu wstępnych analiz wydobywczych i określeniu, że pod Kryształową Górą w Zandaro, kryją się olbrzymie pokłady platyny, postanawia zaplanować pucz, obalić aktualnie rządzącego prezydenta i zastąpić go podstawionym przez siebie człowiekiem - marionetką. Po ustabilizowaniu sytuacji, jego spółka wydobywcza ma bowiem przejąć całą kontrolę na złożami platyny. Gra toczy się o wielką stawkę, gdyż zyski firmy w razie udanej akcji, są szacowane na grube miliony.

Manson wynajmuje irlandzkiego najemnika Cata Shannona, który wraz ze swoimi ludźmi ma najpierw przeprowadzić zwiad na Zangaro, a później tak przygotować działania, żeby zakończyły się one pełnym sukcesem. I rzeczywiście, Shannon wywiązuje się doskonale ze swojego zadania, skrupulatnie przygotowuje i realizuje plan przewrotu, jednakże życie pisze swoje scenariusze. 

Audiobook ten wzbudził we mnie bardzo mieszane uczucia. Z jednej strony, pojawiły się różne kwestie na nie: po pierwsze, zwłaszcza na początku, nie potrafiłam się wgryźć w fabułę. Jednak motywy wojenne, i realia z nimi związane (i to z lat 70 - 80 tych ubiegłego wieku), nie leżą w kręgu moich zainteresowań. Po drugie, dość leniwie tocząca się akcja powieści, odsłuchiwana tuż po intensywnych wydarzeniach z "Osiedla marzeń", gdzie naprawdę sporo się dzieje, nie ułatwiała sprawy. Po trzecie, kwestia lektora. Bardzo cenię sobie pana Jana Englerta, jako znakomitego aktora, jednakże w tym przypadku, jego specyficzna interpretacja powodowała tylko, że odsłuchiwanie treści było bardzo monotonne i nużące. Całość przypominała trochę słuchanie raportu wojskowego i dokładnych działaniach, planowanych w związku z autentycznym przewrotem. Początek więc okazał się dla mnie wyjątkowo trudny i męczący. 

Z drugiej jednak strony, kiedy przekonałam się już do lektora i wkręciłam w akcję przeprowadzania rebelii w imię platyny, historia zaczęła mi się naprawdę podobać. Co więcej, kiedy zaczęłam zbliżać się do końca, czułam niedosyt, bo intuicyjnie wydawało mi się, że czegoś w tej historii brakuje i jest ona zdecydowanie za krótka. Później dopiero doczytałam, że całkiem spora część fabuły została wykrojona, więc miałam już jasny obraz sytuacji.

Historia opisana w książce przeraża swą realnością. Świadomość, że w dzisiejszych czasach zaplanowanie takiego zamachu stanu czy działania na rzecz przejęcia złóż naturalnych, są jak najbardziej prawdopodobne i pewnie o niebo łatwiejsze, niż w wieku XX, jest straszna. Poraża także bezbronność małego państwa afrykańskiego, które nie jest w stanie nic zrobić w obliczu takiego zagrożenia.

Lubię takie "zbaczanie" z jasno utartej ścieżki literackiej. Uważam, że takie przypadkowe zapoznawanie się z  książkami czy audiobookami, jest bardzo korzystne, a czytanie zaległych na półce tytułów, które na pierwszy rzut oka niekoniecznie leżą w kręgu naszych zainteresowań, jest bardzo wartościowe i pozytywne. Zawsze człowiek może dowiedzieć się czegoś nowego i poszerzyć swoje czytelnicze horyzonty. Na pewno nie uważam czasu, poświęconego na przesłuchanie "Psów wojny", za stracony. Żałuję nawet, że nie mogłam poznać tej historii w całości.

Miłośników powieści sensacyjnych i prozy Frederica Forsyth'a nie muszę jakoś specjalnie do tej książki zachęcać, bo pewnie mają już ją za sobą. Natomiast osoby, które tak, jak ja, nie są do końca przekonane, namówi może fakt, że warto czasami przeczytać coś nietypowego i wyjść ze swojej "bezpiecznej" strefy literackiej.

Sardegna