Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura faktu. Pokaż wszystkie posty

"Małe zbrodnie" Magdalena Majcher


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 4 godziny 48 minut
Moja ocena : ?/6
lektor: Aneta Todorczuk


Magdalena Majcher przyzwyczaiła swoich czytelników do beletrystycznych powieści, stworzonych na bazie autentycznych wydarzeń. Ja wprawdzie nie jestem na bieżąco z Jej twórczością i przeczytałam, a właściwie wysłuchałam tylko "Mocną więź", a także powyższe "Małe zbrodnie", ale wiem, że równie emocjonująca jest "Finalistka" oraz najnowsza książka, "Doktorka od familoków". Dobrze, że powieści autorki są w większości dostępne na Empik Go, bo daje mi to pewność, że prędzej, czy później po nie sięgnę.

Zanim przejdę do fabuły "Małych zbrodni" muszę wspomnieć, że Magdalena Majcher ma niesamowitą zdolność pisania o trudnych sprawach, w wyważony sposób. I mam tutaj na myśli tematy naprawdę trudne, poruszające najczulszą strunę w sercu czytelnika, dotyczą bowiem bardzo głośnych spraw kryminalnych, o których owego czasu mówiła cała Polska.

"Mocna więź" to opowieść o zaginięciu Anny G, która została prawdopodobnie zamordowana przez własnego męża. Większość wydarzeń opisanych jest z perspektywy matki Anny, a o szczegółach tej sprawy przeczytacie tutaj.

"Małe zbrodnie" natomiast, inspirowane są sprawą z 2001 roku, kiedy to na strychu jednego z domów w mazowieckiej wsi, zostały znalezione zwłoki noworodka. O znalezisku informuje policję anonimowy telefon, a kiedy funkcjonariusze sprawdzają gospodarstwo, faktycznie odkrywają ciało dziecka, a także innych noworodków, które zostały prawdopodobnie zamordowane przez matkę tuż po urodzeniu. Tak zapoczątkowuje się jedna z największych i najgłośniejszych spraw kryminalnych lat dwutysięcznych, która stała się inspiracją do napisania tej książki.

Magdalena Majcher stworzyła opowieść o Lidii Gładoch, kobiecie, która mordowała swoje nowe narodzone dzieci i ukrywała je na terenie gospodarstwa, głównie na strychu domu. Jednak w momencie, kiedy opinia publiczna, rodzina męża, cała wieś, a także czytelnicy wydają na nią wyrok, autorka ukazuje drugie dno tej sprawy.

Lidia Gładoch rzucona w wir nieszczęśliwego małżeństwa, zmuszana do życia w nieprzyjaznym otoczeniu, wśród wrogo do niej nastawionych krewnych męża, w zamkniętym środowisku małej wsi, zmuszana do ciężkiej pracy na gospodarstwie, będąca pod wpływem toksycznej teściowej, uważającej ją za całe zło świata, praktycznie samotnie wychowuje piątkę dzieci, jest na granicy psychicznego wyczerpania i utraty zdrowych zmysłów. Kiedy okazuje się, że znowu jest w ciąży, postanawia zrobić wszystko, aby nie urodzić kolejnego potomka. Nie daje rady jednak przerwać ciąży, więc czeka z decyzją do samego porodu. Sytuacja powtarza się jeszcze kilkakrotnie, a co gorsza, o jej działaniach wie jej mąż, starsze dzieci, świadome, że mama była w ciąży, a kolejnego dziecka nie ma, a także cała rodzina męża, na czele z teściową, odbierającą jej porody.

Zbrodnia jest jasna, natomiast nie wszystko w tej sprawie jest oczywiste, a wina nie leży tylko po stronie jednej osoby. Lidia, pod silnym wpływem teściowej, jest kobietą praktycznie bezwolną. Starsza pani, o dominującym charakterze, uważa swą synową za najgorsze zło, które przytrafiło się jej synowi. Nie widząc żadnego sprzeciwu ze strony synowej, a uważając, że kolejne dziecko będzie tylko przeszkodą i następną gębę do wykarmienia, każe Lidii ukrywać ciąże. Następnie przyjmuje porody, zabiera dzieci i właściwie nie wiadomo, co robi dalej. Czy zostawia noworodki na pastwę losu, czy też nie udziela im pomocy? W każdym razie, usuwa je z domu Gładochów.  

Teściowa Lidii jest kobietą dość wiekową uważaną we wsi za pracowitą gospodynię, trzymającą w ryzach całą rodzinę. Nikt z mieszkańców Wrotowa nie śmie nawet wspomnieć o fakcie, że Lidia jest w kolejnej ciąży. Również wśród krewnych panuje zmowa milczenia. Anonimowe zgłoszenie na policję zmienia jednak wszystko. 

"Małe zbrodnie" pokazują zło ukryte w zwyczajnych ludziach, objawiające się nie tylko złym traktowaniem, poniżaniem, gnębieniem drugiego człowieka, ale także znieczulicę i obojętność wobec jego krzywdy, co jest plagą naszych czasów, przejawiającą się właściwie w każdej dziedzinie życia, mogą bowiem one ranić równie mocno, co przemoc fizyczna i psychiczna.

Opowieść o Lidii Gładoch nie jest reportażem, ale i tak robi olbrzymie wrażenie na czytelniku właśnie przez to, że oparta jest na autentycznych wydarzeniach. Magdalena Majcher bardzo umiejętnie wnika w psychikę swoich bohaterów, przedstawia ich emocje i motywy, które nimi kierują. Co ważne, autorka nikogo nie oskarża, nie ocenia, ale też nie broni, przedstawia tylko czytelnikowi prawdziwą historię w sposób sfabularyzowany. Magdalena Majcher kolejny już raz pokazała, że świetnie radzi sobie z trudną tematyką, umiejętnie patrząc na sprawę w chłodny, wyważony sposób. Świetna, choć mocna lektura. Polecam.

Sardegna

"Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku" Dariusz Kortko, Jerzy Porębski


posted by Sardegna on , , , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 456
Moja ocena : 6/6 
 
"Berbeka. Życie w cieniu Broad Peak" to kolejna książka z mojej ulubionej serii Agory, opowiadająca o osiągnięciach, ale też życiu osobistym największych światowych himalaistów. Na książkę o Macieju Berbece skusiłam się na zeszłorocznych Targach Książki w Krakowie, chciałam bowiem uzupełnić sobie informacje o wszystkich czterech zimowych zdobywcach Broad Peaku. Czytałam już książkę Adama Bieleckiego ("Spod zamarzniętych powiek") oraz Tomka Kowalskiego ("magisterkowalski.blog"), teraz przyszedł czas na opowieść o Macieju Berbece.
 
W marcu 2013 roku na szczycie dwunastego co do wielkości, ośmiotysięcznika, stanęło czterech polskich wspinaczy. Maciej Berbeka, Artur Małek, Adam Bielecki i Tomek Kowalski. Niestety dwójce z nich nie udało się szczęśliwie wrócić do bazy. O szczegółach tamtej wyprawy wspominano już w wielu książkach, dlatego nie chciałabym kolejny raz pisać na ten temat. Poza tym, w powyższej książce Broad Peak jest tylko jednym z elementów rozbudowanej układanki. Ważną jej częścią, ale nie mniej ciekawą, niż pozostałe.
 
Maciej Berbeka oprócz tego, iż był światowej sławy himalaistą, pierwszym zdobywcą zimowego Broad Peaku, Manaslu i Czo Oju, wyznaczył nową drogę na Annapurnę, zdobył Everest od strony chińskiej, był kierownikiem kilku wypraw zimowych w Himalaje, przede wszystkim był wspaniałym mężem i ojcem. Wątkowi rodzinnemu poświęcono w tej książce sporo miejsca, zaczynając od opowieści o rodzicach himalaisty, jego ojcu, przewodniku górskim, alpiniście i taterniku, po którym synowie Maciej i Jacek odziedziczyli miłość do gór, poprzez początki znajomości  z żoną Ewą Dyjakowską, historię ich miłości, narodziny czwórki synów, na scenkach ze zwyczajnego - niezwyczajnego życia rodzinnego, kończąc.
 
O związku Macieja z Ewą z perspektywy żony himalaisty można przeczytać w książce "Jak wysoko sięga miłość" Beaty Sabały Zielińskiej. Jest to przepiękna historia o miłości, w której na równi ważne są góry i wyprawy, jak relacje z bliskimi, codzienne sprawy, bliskość i wspólne spędzanie czasie.
 
Jednak powyższa książka daje nowy obraz Macieja Berbeki, który do tej pory jawił się tylko, albo aż, jako wybitny himalaista, ale także mąż i ojciec. "Życie w cieniu Broad Peak" pozwala ujrzeć jego inną twarz, człowieka pełnego pasji, i to nie tylko tej związanej z górami, który poświęca się temu, co robi w stu procentach. Każda praca, czy zadanie, jakiego podejmował się Maciej, była wykonywana z wielkim zaangażowaniem i w sposób odpowiedzialny. Doskonałym przykładem takiej postawy okazała się funkcja przewodnika górskiego, ratownika TOPRu, czy kierownika wycieczek komercyjnych, ale też pomoc żonie w jej projektach, czy współpraca z instytucjami kultury w Zakopanem.  
 
Przed czytelnikiem odkrywa się postać Macieja Berbeki, jako człowieka rodzinnego, pełnego pasji, odpowiedzialnego, honorowego, starającego się dotrzymywać danego słowa. Mamy szansę poznać po prostu dobrą, lubianą i szanowaną, w szerokim gronie bliższych i dalszych znajomych, osobę. 
 
Tytuł książki nie jest jednak przypadkowy, stąd też wątek Broad Peaku, czyli ostatnia wyprawa Berbeki, ale też ta wcześniejsza, z roku 1988, która zakończyła się dla wspinacza na przedwierzchołku, stanowi istotny element jego historii. Od lat mówiono, że himalaista ma niewyrównane porachunki z górą, stąd też propozycja, jaka napłynęła do Berbeki w roku 2012, związana z projektem Polski Himalaizm Zimowy i zimową wyprawą na Broad Peak pod kierownictwem Krzysztofa Wielickiego z ekipą młodych wspinaczy, wydawała się strzałem w dziesiątkę. 
 
Perspektywa pierwszego wejścia na niezdobyty do tej pory zimą ośmiotysięcznik, wydawała się kusząca z wielu powodów. Po pierwsze, w razie powodzenia misji, Berbeka zapisałby się na zawsze na kartach historii, jako pierwszy zimowy zdobywca góry. Po drugie, byłaby to dobra szansa, aby rozliczyć się z raz na zawsze z Broad Peakiem, a po trzecie, stanowiłaby okazję do powrotu po latach w Himalaje. Współtowarzyszami wyprawy była trójka młodych, gotowych na wszystko wspinaczy, cały projekt wspierany kierownictwem świetnego organizatora, Krzysztofa Wielickiego, co mogło więc pójść nie tak? 
 
Z historii wiemy już, że na szczycie, a także przy wejściu, jak i zejściu z ośmiotysięcznika może stać się wszystko, i tak też niestety stało się w przypadku tej wyprawy. Maciej Berbeka i Tomek Kowalski nie wrócili z Broad Peaku, a w mediach rozpętała się burza. W powyższej książce nie przeczytamy jednak o ówczesnych doniesieniach medialnych, tylko o tym, co działo się wśród najbliższych Macieja, kiedy dowiedzieli się o tragicznym finale wyprawy.
 
Na koniec mojego wpisu chciałam wspomnieć jeszcze o kilku szczegółach technicznych książki. "Berbeka. Życie w cieniu Broad Peaku" jest cudownie wydana, wzbogacona zdjęciami z prywatnego archiwum rodziny himalaisty, w twardej oprawie idealnie pasuje do pozostałych biografii słynnych wspinaczy wydanych przez wydawnictwo Agora. Nie ukrywam, że seria ta jest bardzo bliska memu sercu, a lektura kolejnej biografii wyjątkowego himalaisty dostarczyła mi niesamowitych emocji. Książkę przeczytałam w sierpniu, ale tak się akurat złożyło, że napisanie powyższego tekstu zbiegło się z premierą Netflixowskiego filmu "Broad Peak". Dlatego bardzo polecam powyższą lekturę i to zdecydowanie przed obejrzeniem filmu. Pozwoli Wam to zrozumieć szerszy kontekst wyprawy Macieja Berbeki na Broad Peak i poznanie bliżej przeszłości himalaisty.
 
Sardegna

"Nie jesteś drugi, jestes wielki. Włoski portret Jerzego Kukuczki" Gian Luca Gasca


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Fundacja Wielki Człowiek
Liczba stron:  140
Moja ocena : 5/6
 
Uwielbiam książki o górach, stąd też jestem wyczulona na wszelkie nowości o tej tematyce pojawiające się na rynku wydawniczym. Kiedy dostałam propozycję przeczytania publikacji "Nie jesteś drugi. Jesteś wielki. Włoski portret Jerzego Kukuczki", czyli nowego projektu Fundacji Wielki Człowiek, autorstwa Giana Luca Gasca, bardzo się ucieszyłam. Zawsze korzystam z okazji, żeby poszerzyć swą wiedzę z historii polskiego himalaizmu, albo poznać więcej szczegółów dokonań naszych wspinaczy.
 
"Nie jesteś drugi, jesteś wielki" to specyficzna książka. Jak można przeczytać w przedmowie, jest ona przekładem serii tekstów o wielkich alpinistach pojawiających się w latach 70 - 80 tych, w prasie włoskiej, stąd też stanowi niejaką odpowiedź na wszelkiego rodzaju publikacje pojawiające się owego czasu w naszym kraju, na temat Jerzego Kukuczki.
 
Opisano w niej dokonania polskiego wspinacza, widziane oczami Włochów, stąd też forma książki jest nieco inna, niż te o himalaizmie, które do tej pory czytałam. Po pierwsze, jej objętość nie jest zbyt duża, a wynika to z ograniczonego dostępu do informacji, które mogły uzyskań państwa zachodnie od kraju należącego do bloku wschodniego. Po drugie, zawiera naprawdę sporo zdjęć pochodzący zarówno z prywatnego archiwum rodziny Kukuczki, jak i ze zbiorów jego włoskich przyjaciół. Większości z tych zdjęć jeszcze nigdy nie widziałam, stąd też powiedziałabym, że są one elementem pozytywnie wyróżniającym tę publikację na tle innych. Do tego kody QR, które przenoszą czytelnika na odpowiednią stronę z konferencją, czy wywiadami udzielonymi przez Jerzego Kukuczkę włoskiej telewizji. Ciekawe są również wycinki z zagranicznych gazet, które informują o wielkich sukcesach naszego himalaisty.
 
Trzecią rzeczą wyróżniającą powyższą książkę na tle innych to fakt, że pokazuje ona Kukuczkę, nie tylko, jako znakomitego wspinacza, który z kiepskim sprzętem, w ekstremalnych warunkach, potrafił znosić trudy cierpienia, nieomal przekraczając niewidzialną granicę ludzkiej wytrzymałości, ale przede wszystkim, jako człowieka towarzyskiego, wesołego, dobrodusznego, łagodnego, o dobrym sercu i poczuciu humoru. I choć najbardziej popularny we Włoszech stał się dopiero po swej tragicznej śmierci w górach, to i tak jego wspinaczki i zimowe zdobywanie ośmiotysięczników miało wydźwięk niemalże metafizyczny.
 
Włosi bardzo doceniali wytrzymałość Kukuczki, a także fakt, że jako jedyny człowiek na świecie zdobył dwa ośmiotysięczniki tej samej zimy. Dla nich to on rozpropagował nowy styl wspinaczki, zwany alpejskim, czyli lekki, preferujący szybkie wejścia, bez tony sprzętu i wielu godzin poręczowania (chociaż w Polsce pionierem stylu alpejskiego był Wojciech Kurtyka)
 
Publikacja Giana Luca Gasca nie jest jednak bez wad. Nie da się ukryć, że jest to mocno okrojona historia dokonań Jerzego Kukuczki. Powiedziałabym, że to takie minimum z minimum. Główną treścią książki jest opis poszczególnych wypraw wspinacza na czternaście ośmiotysięczników w ciągu 8 lat, począwszy od 1978 roku i Lhotse, przez Mount Everest, Manaslu, Broad Peak, Makalu, Gasherbrum I, Gasherbrum II, Dhaulagiri, Cho Oyu, Kanczendzongę, K2, Manaslu, Annapurnę, i Shisha Pangmę.

Największa uwaga autora, człowieka, który jako czwarty wszedł na wszystkie ośmiotysięczniki, a swój pierwszy, czyli Nanga Parbat zdobył właśnie w towarzystwie Jerzego Kukuczki w roku 1985, skupia się na wejściach zimowych, co wynika z faktu, iż te osiągnięcia himalaisty cieszyły się największym zainteresowaniem Włochów, ale każdemu ze szczytów poświęca paręnaście stron. Na początku książki znajdziemy krótkie wprowadzenie na temat młodości wspinacza i jego pierwszych prób wspinaczkowych, w Tatrach, potem w Alpach, śląską wyprawę na McKinley, później na siedmiotysięcznik Kohe Tez, leżący na granicy Pakistanu i Afganistanu, a także pierwszą wyprawę w Himalaje na Nanga Parbat, która nie skończyła się wprawdzie zdobyciem szczytu, ale pokazała Kukuczce, że jest on w zasięgu jego możliwości. 

Osiągnięcie wszystkich ośmiotysięczników nie sprawiło, że Kukuczka osiadł na laurach, w pewnych wyzwaniach nadal chciał być pierwszy, dlatego jego kolejnym celem było przejście południowej ściany Lhotse, co nie udało się Messnerowi. Niestety, jak wiadomo, to właśnie podczas tej wyprawy zginął, odpadający od ściany ośmiotysięcznika. 
 
Porównując jednak informacje dotyczące historii Kukuczki sprzed jego największych sukcesów, zawarte w powyższej publikacji, z innymi, na przykład z książką Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego, to wypadają one bardzo skromnie. Podobnie sprawa wygląda w przypadku opisów samych wypraw i szczegółów związanych z wejściem na szczyt. Są one przedstawione w sposób skrótowy, powiedziałabym, że to takie minimum z minimum wiedzy na temat osiągnięć Kukuczki i polskiego himalaizmu.
 
Podsumowując, publikacja ta jest bardzo fajną książką dla początkujących czytelników literatury wysokogórskiej, stanowi taki podręcznik wiedzy podstawowej na temat osiągnięć Jerzego Kukuczki. Jeżeli więc ktoś nie bardzo orientuje się w osiągnięciach naszego wspinacza, to sądzę, że dzięki tej książce dowie się wielu ciekawych rzeczy. Trochę inaczej sprawa wygląda w przypadku osób interesujących się tym tematem i literaturą wysokogórską. Dla nich ta publikacja może okazać się tylko miłym akcentem, elementem uzupełniającym kolekcję, natomiast nie dowiedzą się z niej niczego nowego.
 
Sardegna

"M jak morderca. Karol Kot - wampir z Krakowa" Przemysław Semczuk


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 290
Moja ocena : ?/6
 
Będąc jeszcze w temacie literatury faktu, we wrześniu, oprócz "Kryminalnego Wrocławia" przeczytałam także drugą książkę utrzymaną w podobnym klimacie. "M jak morderca. Karol Kot - wampir z Krakowa", autorstwa Przemysława Semczuka to wstrząsający reportaż na temat seryjnego zabójcy działającego na terenie Krakowa w latach 60-tych XX wieku, który zamordował dwie osoby, w tym jedno dziecko, napadł i próbował zabić kolejnych dziesięć osób, dokonał także kilku prób podpaleń. Najbardziej przerażający w tej historii jest fakt, iż winnym zbrodni okazał się Karol Kot, nastolatek, świeżo upieczony maturzysta, który doskonale ukrywał swe mroczne instynkty i dla osób postronnych wydawał się być zupełnie nieszkodliwy. 
 
Miałam już kiedyś okazję czytać inną książkę Przemysława Semczuka, opowiadającego o seryjnym zabójcy i śledztwie, jakie przeprowadzono w jego sprawie. "Kryptonim Frankenstein", czyli historia Wampira z Zagłębia, atakującego kobiety na terenie Dąbrowy Górniczej i jej okolic, w latach 60 - 70 tych XX wieku, to również poruszający reportaż, niosący jednak za sobą pewne wątpliwości. Sprawa Marchwickiego, choć bogata w materiały dowodowe, zgromadzone w czasie śledztwa, do dzisiaj wzbudza wiele kontrowersji. Czy na pewno oskarżony i skazany na karę śmierci był tym, kogo szukało całe Zagłębie i Śląsk? 
 
Natomiast sprawa Karola Kota nie wzbudza w czytelnikach takich wątpliwości. Odnalezienie winnego napaści i zabójstwa, podejrzanego młodego mężczyzny, wydaje się kwestią czasu. I faktycznie Kot, człowiek o psychopatycznej osobowości, nie odczuwający skruchy, żalu, dokonujący zbrodni z ciekawości i zaspokojenia "wewnętrznej potrzeby", zostaje bardzo szybko posądzony i oskarżony o popełnione czyny. Zadaniem śledczych będzie potwierdzenie podejrzenia i znalezienie świadków napaści, a także tych, którzy doświadczyli psychopatycznych skłonności chłopaka.
 
Na początku trudno było połączyć młodego mężczyznę, który właśnie skończył technikum i zdał maturę, wybierał się do szkoły wojskowej, gdzie chciał kontynuować naukę, pochodzącego ze zwyczajnej rodziny, mającego świetny kontakt z młodszą siostrą i rodzicami angażującymi się w jego wychowanie, z tymi brutalnymi napaściami, paraliżującymi Kraków. Kiedy jednak śledczy zaczęli przyglądać się Kotowi, okazało się, że nie jest on do końca takim zwyczajnym chłopakiem, jakim zdawał się być. Zafascynowany bronią, a zwłaszcza nożami, chętnie dręczył, upokarzał, krzywdził psychicznie i zadawał ból słabszym kolegom, przed niektórymi z nich odkrywał swe chore fantazje, co do morderczych orgii, w których chciałby brać udział, zachowywał się też agresywnie w stosunku do znajomych mu dziewczyn.
 
Samo mówienie o zbrodni w pewnym momencie przestało mu jednak wystarczać, stąd też postanowił napaść na przypadkową osobę, która wyda mu się odpowiednią ofiarą, stąd też jego pierwszym zrywem było zaatakowanie nożem bezbronnej staruszki. Później poszło już lawinowo, Kot atakował zarówno przypadkowe osoby dorosłe, wszystkie jednak wyraźnie słabsze od niego, jak i dzieci, które po prostu znalazły się na jego drodze w nieodpowiednim dla siebie miejscu i czasie. Najtragiczniejszą w skutkach i najgłośniejszą sprawą w Krakowie, była napaść na jedenastoletniego chłopca, który zmarł na skutek odniesionych ran.
 
Prowadzone śledztwo i aresztowanie Karola Kota potwierdziło, że miał on na swoim koncie znacznie więcej ataków, niż dwa, zakończone śmiercią ofiar. Na szczęście, po hospitalizacji, pozostałe osoby udało się uratować. Oskarżony przyznał się też do kilku prób otrucia i podpaleń, jednak nie wszystkie potwierdzono, co może sugerować, że mordercy rzeczywistość zaczęła mieszać się z chorą fantazją. W trakcie oskarżenia Kot nie ukrywał w żaden sposób swoich czynów, wręcz przeciwnie, opowiadał o nich ze szczegółami, a okazanie, podczas wizji lokalnej, sprawiało mu wyraźną radość.
 
Sardegna

PRZEDPREMIEROWO "Ballady morderców. Kryminalny Wrocław" Iza Michalewicz


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron:  446
Moja ocena : ?/6
 
Ciężko jest mi pisać o książkach, które należą do gatunku literatury faktu. W takim przypadku trudno mówić o tym, czy dana książka jest dobra, słabsza, czy mi się podoba, czy raczej nie. Kiedy opisywane wydarzenia są prawdziwe, a jak wiadomo życie pisze najgorsze scenariusze i najbardziej makabryczne zbrodnie, których nie wymyśliłby nawet najlepszy pisarz kryminałów czy thrillerów, trudno po ich przeczytaniu mówić o ocenie książki. Skomentować można natomiast reporterską pracę autora, która dla mnie zawsze jest na najwyższym poziomie. Zebranie ogromnej ilości materiału dotyczącego danej sprawy kryminalnej, a także przedstawienie jej czytelnikowi "na chłodno", z odpowiednim dystansem, ale jednocześnie zaciekawiając i wzbudzając emocje, wymaga nie lada umiejętności. 
 
Nie każda literatura faktu pociąga za sobą czytelnika, jednak to stwierdzenie nie dotyczy książki, którą ostatnio miałam okazję przeczytać przedpremierowo. "Ballady morderców. Kryminalny Wrocław" pani Izy Michalewicz zasługuje na najwyższą uwagę czytelników, a jednocześnie na wyróżnienie dziennikarskiej pracy autorki. Pani Michalewicz w swej książce postanowiła zebrać najgłośniejsze zbrodnie, wstrząsające opinią publiczną a związane z Wrocławiem, które miały miejsce na przełomie ostatnich kilkudziesięciu lat i przybliżyć je czytelnikom.
 
Nie wiem, czy sześć głośnych spraw, których wspólnych mianownikiem jest Wrocław, to pierwsza część jakiejś dłużej serii reporterki, gdzie kolejne książki poświęcone będą innym miastom i ich mrocznej historii, czy to tylko pojedynczy tom, ja w każdym razie biorę w ciemno ewentualną kontynuację.
 
Ze zbrodniami opisanymi w "Kryminalnym Wrocławiu" sprawa wygląda tak, że miałam jakiś przebłysk skojarzeń z nimi związanych. Większość z nich rozgrywała się w czasach, kiedy byłam dzieckiem lub młodszą nastolatką i nie interesowałam się wtedy aktualnymi wiadomościami z kraju, czy ze świata, zwłaszcza, jeżeli miały one związek z kryminologią. Jestem jednak przekonana, że owego czasu, w latach dziewięćdziesiątych, w mediach było o nich głośno, a ponieważ mnie to ominęło, stąd też czytałam książkę zupełnie "na świeżo", w razie potrzeby "doszkalając się" w internecie, nie znałam bowiem ich finału.
 
Pierwsza opisana w książce zbrodnia dotyczy zabójstwa prezenterki telewizyjnej, która prowadziła w lokalnej stacji program dla młodzieży. Kobieta była w siódmym miesiącu ciąży i została zamordowana w swoim domu, a potem umieszczona w wannie, aby upozorować wypadek. Podejrzanym o dokonanie morderstwa był jej kochanek, człowiek poznany na planie filmowym, związany z branżą, który na początku absolutnie nie przyznawał się do zbrodni, ale z czasem zmienił zeznania twierdząc, że kobieta poślizgnęła się i wpadła do wanny uderzając się w głowę. 
 
Drugi rozdział poświęcony jest sprawie zabójstwa miss Polski, która w latach dziewięćdziesiątych była u szczytu kariery w modelingu i została zamordowana na oczach swojego męża i małej córki przez psychofana, człowieka przez lata szukającego z nią kontaktu i śledzącego jej każdy krok. Niepotrzebna śmierć młodej, pięknej kobiety, stojącej u progu życia, wstrząsnęła opinią publiczną, podobnie, jak wiadomość, że po odsiedzeniu kary części kary zabójca został zwolniony z więzienia. 
 
Rozdział trzeci opowiada o lekarce wrocławskiego pogotowia, która z zazdrości zabiła żonę swojego kochanka. Po nawiązaniu romansu z kolegą z pracy i świadomością, że nie zostawi on żony i dziecka, kobieta postanowiła zabić rywalkę. Początkowo planowała dokonać zbrodni za pomocą osób trzecich, ostatecznie jednak sama zwabiła żonę kochanka do samochodu, udusiła, a zwłoki porzuciła z pomocą znajomego. Tutaj również czytelnicy będą mogli poznać ciąg dalszy tej sprawy po niemal dwudziestu latach. 
 
Czwarta sprawa to morderstwo przedsiębiorcy, do którego prawdopodobnie również doszło z zazdrości. Osobą oskarżoną o zabójstwo mężczyzny został pisarz obsesyjnie zazdrosny o swą żonę z którą przedsiębiorca miał mieć romans. Podejrzany Krystian B. został skojarzony z morderstwem dzięki jego książce "Amok" wydanej we wrocławskim wydawnictwie, w której opisał morderstwo bliźniaczo podobne do tego, do które został oskarżony. 
 
Rozdział piąty dotyczy seryjnego zabójcy "Skorpiona",zabijającego swe ofiary za pomocą broni typu skorpion z tłumikiem. Jego ofiarami padło starsze małżeństwo, młoda prostytutka, a także inna kobieta trudniąca się podobną profesją i związany z nią mężczyzna. 
 
Ostatni rozdział to jedna z najgłośniejszych zbrodni z początku XXI wieku. Trzech suterenów brutalnie zamordowało dwudziestoletnią studentkę. Zwabienie kobiety do mieszkania początkowo miało mieć charakter gwałtu, a później wiązać się z wywiezieniem jej za granicę, porwanie wymknęło się jednak mężczyznom spod kontroli.  
 
I to właśnie wokół prób dojścia do prawdy, potwierdzenia kto i dlaczego zamordował, kręcą się poszczególne rozdziały. Iza Michalewicz każde śledztwo przedstawia bardzo skrupulatnie, a czytelnicy mają wgląd w wiele szczegółów zawartych w jego aktach. Co ciekawe, reporterka nawiązuje także do aktualnego statusu każdej ze spraw, dając możliwość sprawdzenia odbiorcom, jak toczą się losy potencjalnych zabójców kilkadziesiąt lat po zbrodni. Zebranego materiału jest naprawdę sporo, o czym świadczy objętość książki i tylko sześć opisanych w niej spraw. Do tego każdy rozdział "Kryminalnego Wrocławia" zawiera autentyczne imiona osób powiązanych ze sprawą, i choć ich nazwiska nie są wymieniane, to internet pomoże dociekliwym czytelnikom dojść i do takich szczegółów.  
 
Oczywiście zdaję sobie sprawę, że lektura "Ballad morderców" jest specyficzna i nie wszystkich. Dla niektórych czytelników może okazać się zbyt brutalna i za mocna. Jeżeli jednak są tutaj osoby świadomie sięgające po taki książki, chcące dowiedzieć się czegoś więcej na temat powyższych, głośnych spraw kryminalnych, albo poznać jaki był ich finał, powinni być usatysfakcjonowani lekturą.
 
Sardegna

"Trupia farma" Bill Bass


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 340
Moja ocena : 4/6
 
Kolejną książką urlopową, choć na pierwszy rzut oka może wydawać się ona niezbyt relaksacyjną lekturą, była "Trupia farma" Billa Bassa. Zdobyłam ją na jednej z wymian organizowanych przez Śląskich Blogerów Książkowych i podobnie, jak inne zdobycze wymiankowe dość długo musiała czekać na swoją kolej. Zaciekawiła mnie mocno, bo o inicjatywie Billa Bassa, czyli Ośrodku Antropologii Sądowej Uniwerystetu Tennesse, zwanego "trupią farmą", ulokowanej na oddalonej od zamieszkałych terenów, działce w Knoxville, słyszałam już jakiś czas temu. Stąd też postanowiłam w końcu dowiedzieć się o niej czegoś więcej.
 
Pomysł, aby stworzyć miejsce, gdzie można umieść ludzkie zwłoki w różnych warunkach, a później badać sposób i tempo ich rozkładu, co może kolejno pomóc w analizie i rozwiązywaniu różnych spraw kryminalnych, wydał mi się genialny. Stwierdziłam, że najwięcej dowiem się ze źródła, i to zarówno o pomysłodawcy tego miejsca, jak i idei przyświecającej antropologowi sądowemu, kiedy organizował i nadzorował prace na farmie.
 
Bass, specjalizujący się w osteologii, czyli nauce zajmującej się procesowi rozkładu zwłok, postanowił stworzyć miejsce, w którym, wraz ze swoim zespołem będzie mógł na bieżąco obserwować zmiany zachodzące w ciele człowieka po śmierci. Na podstawie analizy owadów i ich larw, które biorą udział w rozkładaniu zwłok, czasu, w jakim się pojawiają na ciele po śmierci, a także śladów w otoczeniu denata, można formułować wnioski, potrzebne później patologom sądowym, śledczym, czy detektywom w odkryciu faktów dotyczących zbrodni, którą badają.
 
Stąd też zespół Bassa umieszcza zwłoki "ochotników", czyli osób, które po śmierci zapisują swe ciała na rzecz nauki, w różnych miejscach na farmie. Niektóre lokowane są w ziemi, na różnych głębokościach, inne zanurzane w wodzie, każde w odmiennych warunkach, inne umieszczane na powierzchni, w zmiennym środowisku, w samochodach, czy małych budynkach. Wszystko po to, by dostarczyć jak najwięcej zmiennych warunków środowiska i stworzyć możliwość obserwacji i badań, które będzie można wykorzystać później w prowadzonych śledztwach.  
 
Przypadki badane na farmie Bassa, systematycznie dostarczają informacji nie tylko lokalnym organom ścigania z Tennessee, ale również tym, z całego kraju, a nawet instytucjom spoza Stanów Zjednoczonych, pomagając w odkryciu prawdy, co do przyczyn śmierci poszczególnych ofiar, albo posuwają do przodu sprawy kryminalnych, które od lat tkwią w martwym punkcie. 
 
No i faktycznie, praca na farmie, analiza zwłok i wsparcie wynikami obserwacji kolejnych śledztw, jest treścią książki, ale niestety tylko w 1/3. Mam wrażenie, że wątki, które wydają się czytelnikowi sięgającemu po taką książkę, najciekawsze, czyli opisy pracy na trupiej farmie, szczegóły pomagające rozwiązać poszczególne zabójstwa, są tylko dodatkiem do właściwej treści będącej biografia Billa Bassa i skrupulatnym przedstawieniem jego postaci. Trzeba wiedzieć, że Bass wyszedł z inicjatywą założenia farmy w 1981, do tego czasu natomiast zdobywał bogate doświadczenie zawodowe z dziedziny antropologii sądowej, ale w zupełnie innych miejscach i okolicznościach. Stąd też przez pierwsze 2/3 książki nie ma ani słowa o najciekawszym, moim zdaniem, miejscu i tym, co się tam dzieje.
 
W zamian za to będziemy mogli dowiedzieć się, co skłoniło Bassa do wybrania takiej, a nie innej ścieżki zawodowej, jaka sprawa była jego pierwszą (co ciekawe, do dziś jest nierozwiązana), poczytamy o tym, jak pracował wraz z studentami w masowych grobach Indian, jak zdobywał doświadczenie analizując przeróżne miejsca zbrodni, czy ślady na kościach, jak obserwował rozwój larw w ciele ofiar, z jakimi procedurami musiał się mierzyć i z kim przyszło mu współpracować. 
 
Bardzo dużo informacji zawiera ta książka, niestety są one niekoniecznie interesujące, zwłaszcza dla osoby, która tak, jak ja nastawiła się na czytanie o tym, co można zbadać na trupiej farmie, i co skrywają jej zakamarki. Treść niestety mocno się dłuży i zanim człowiek dojdzie do sedna sprawy, mocno się zmęczy, przedzierając się przez masę opisów i nazwisk. 
 
Z drugiej jednak strony, ja jestem taką osobą, która niejedno już czytała, stąd też opisy ciał, larw, warunków przechowywania zwłok nie robią na mnie większego wrażenia. Wręcz przeciwnie, chciałabym dowiedzieć się na ich temat czegoś więcej. Stąd też oceniam "Trupią farmę" na 4/6. Nie spełniła moich oczekiwań, nie dała tego, co mnie najbardziej ciekawiło. Natomiast, co wrażliwsi czytelnicy faktycznie mogą książkę odebrać zupełnie inaczej, określając ją jako makabryczną i aż nadto szczegółową. Także wszystko zależy od tego, czego będziecie chcieli z tej książki się dowiedzieć. Sięgacie więc po nią na własną odpowiedzialność.
 

Sardegna

"Wszystko, co powinieneś wiedzieć, zanim umrzesz. Tajemnice branży pogrzebowej" Małgorzata Węglarz


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments

 
 
Wydawnictwo: Muza
Liczba stron: 303
Moja ocena : ?/6
 
Śmierć i wszystko, co się z nią wiąże to w naszym społeczeństwie zazwyczaj temat tabu. Choć jest ona integralną częścią życia i każdy z nas ma lub będzie miał z nią do czynienia, rozmowę na tematy ostateczne w towarzystwie omija się skrzętnie. Nawet we własnych rozważaniach i rozmyślaniach często unika się tej kwestii. Takie podejście związane jest pewnie z faktem, iż człowiek naturalnie boi się śmierci, zarówno swojej, jak i swoich bliskich, stąd też albo wypiera to zagadnienie ze swojego umysłu, albo odwleka je w czasie najdłużej, jak się da. 
 
Z tematem śmierci, z przekonaniami na jej temat, stereotypami, a także samym działaniem branży pogrzebowej zmierzyła się w swojej książce Małgorzata Węglarz, autorka debiutująca w 2013 roku "Posiadłością", czyli świetną powieścią grozy. 
 
Jak sama Autorka mówi, temat śmierci zawsze ją interesował, a ponieważ w swych poszukiwaniach i poszerzaniu wiedzy na jej temat była raczej osamotniona, sama postanowiła stworzyć mini kompendium i zebrać w jednym miejscu fakty i mity na temat śmierci, pracy osób związanych z branżą pogrzebową, ale też zwyczajów, przesądów, stereotypów i przekonań z nią związanych.
 
Na początku zaznaczę, że jeżeli ktoś sięga po tę książkę w poszukiwaniu makabrycznych opisów, lub czegoś, co zaszokuje, jak czytany horror, albo z drugiej strony, nie sięga, bo boi się, że treść go zestresuje, zgorszy albo sparaliżuje, to musi być świadomy, że niczego takiego tutaj nie znajdzie. Jestem przekonana, że niektórzy czytelnicy nie są gotowi na taką lekturę i to jest jak najbardziej w porządku, jednak dla innych może okazać się ona bardzo ważna. A ponieważ na blogu dzielę się z Wami różnymi książkami, stąd też postanowiłam podzielić się także tymi wrażeniami z lektury. 
 
Ktoś może spytać, co mnie skłoniło do przeczytania "Zanim umrzesz". Przed wszystkim chęć oswojenia strachu, który mi również towarzyszy, a także ciekawość, jak ludzie związani z branżą pogrzebową podchodzą do swoich trudnych profesji na co dzień. 
 
Wracając jednak do treści, "Zanim umrzesz" składa się z dwóch części. Jedna to zbiór wywiadów i zapis rozmów Autorki z osobami, które w sposób bardzo konkretny przedstawiają zagadnienie śmierci, a temat opisują głównie ze względu na wykonywaną pracę. Wiedza zebrana na ten temat pochodzi z wielu źródeł, bowiem Małgorzata  Węglarz skontaktowała się zarówno z osobami pracującymi w zakładach pogrzebowych, krematoriach, ale także z osobami zajmującymi się sprzątaniem po zgonach, tantokosmetologami, ludźmi zajmującymi się balsamacją, czy przygotowaniem ciała zmarłego do pochówku, mistrzami ceremonii świeckich, a także osobami pracującymi w hospicjach lub podejmujących się mało popularnych jeszcze w naszym kraju zadań (doula umierania, psycholożka zdrowia - twórczyni kart konwersacyjnych, towarzyszka w żałobie, członkowie Instytutu Dobrej Śmierci, influencerką, która na Instagramie, jako jedna z nielicznych, porusza w swoich mediach społecznościowych kwestie ostateczne).
 
Druga część książki to informacje zebrane przez Autorkę na temat przekonań na temat śmierci, przesądów z nią związanych, obrzędów, rytuałów pogrzebowych, a także kwestii prawnych dotyczących pochówku.
 
Sporo rzetelnej wiedzy, szeroka gama rozmówców, ich doświadczenia, przemyślenia, podejście do tematu, sprawia, że czytelnik oswaja się w pewien sposób z tym trudnym dla niego zagadnieniem. Śmierć i wszystko, co z nią związane przestaje być tematem tabu, stając się zagadnieniem, jak każde inne. Zdaję sobie sprawę, że w pewnych momentach życia lektura może przerastać czytelnika, nie należy jednak generalizować. Może akurat ktoś potrzebuje konkretnych, rzetelnych informacji ma ten temat, albo potrzebuje oswoić z nieuniknionym. Bardzo podobało mi się także zdanie, które umieściła Autorka na końcu swej książki, pisząc, że otwarta rozmowa o śmiertelności może paradoksalnie poprawić jakość naszego życia. W końcu zdając sobie sprawę z tego, że ono się kiedyś skończy, możemy żyć pełniej, lepiej i bardziej świadomie.


Sardegna

"Mocna więź" Magdalena Majcher


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 12 godzin 4 minuty
Moja ocena : ?/6
lektor: Olga Sawicka


Małżeństwo Anny i Marka wydaje się bardzo udane. Mają malutką, wyczekaną córeczkę Dominikę, mieszkanie w Czeladzi, satysfakcjonującą pracę i przede wszystkim siebie. Choć, jak w każdym małżeństwie i u nich zdarzają się kłótnie i kryzysy, jednak nie wydają się na tyle poważne, żeby zagrozić stabilizacji ich związku.
 
 Pewnego lipcowego wieczora w 2012 roku, po małżeńskiej sprzeczce Anna wychodzi z mieszkania i rozpływa się w powietrzu. Kobieta w kolejnych dniach nie pojawia się ani w pracy, ani na zaplanowanym i dość długo oczekiwanym zabiegu chirurgicznym. Nie wraca po córkę, choć tak zapowiedziała tuż przed wyjściem z domu, nie kontaktuje się z matką ani z siostrą, z którymi od zawsze miała bardzo dobre relacje. Anna po prostu znika bez śladu. 
 
Wszystkich dziwi tak nagły zwrot akcji, czyżby małżeństwo Garskich faktycznie wisiało na włosku, jak mówi Marek, że zdesperowana kobieta zostawia męża i dziecko bez słowa wyjaśnienia? Cała rodzina z matką kobiety na czele organizuje poszukiwania zaginionej, które choć angażują całą śląską policję i media w całym kraju, nie dają żadnego efektu. Marek, z zawodu policjant, który teoretycznie powinien stać na pierwszej linii frontu poszukiwań żony, niespecjalnie angażuje się w jej odnalezienie. Co więcej, parę tygodni po jej zaginięciu widziany jest już z nową kobietą. Wyraźnie też ogranicza kontakty z teściami i dziadków z wnuczką.
 
Policja robi jednak swoje i po trwającym dość długo śledztwie, zbieraniu dowodów, konfrontacji świadków i analizy poszlak, znajduje rozwiązanie tajemniczego zaginięcia Anny: to Marek jest odpowiedzialny za zamordowanie swojej żony, wyniesienie jej zwłok w walizce i ukrycie w nieznanym, tak dobrze zabezpieczonym, miejscu, że ciała kobiety do dzisiaj nie odnaleziono, a następnie upozorowanie jej zaginięcia. Choć winny nie przyznaje się do popełnionych czynów, nie odnaleziono także zwłok, ani narzędzia zbrodni, na mężczyźnie ciąży wyrok 25 lat pozbawienia wolności. 
 
Jeżeli myślicie , że powyższa historia została wymyślona przez autorkę, panią Magdalenę Majcher, a ja Wam teraz zaspojlerowałam finał tego kryminału, nie możecie się bardziej mylić. Otóż wydarzenia, które pokrótce streściłam Wam powyżej są jak najbardziej autentyczne, bowiem ta zbrodnia wydarzyła się naprawdę i faktycznie taki miała przebieg. 
 
Sądzę, że większości z nas obiła się o uszy sprawa zaginionej Anny. Mieszkańcy Czeladzi, Katowic i okolic na pewno widzieli ulotki porozwieszane po mieście, w których zawarto informacje o zaginionej kobiecie, oglądali reportaże jej poświęcone lub śledzili założoną przez mamę Anny, stronę na FB. Jeżeli nie kojarzycie tej sprawy, wpiszcie w wyszukiwarkę imię i nazwisko bohaterki tej książki, ilość otrzymanych informacji Was zaskoczy.

Z tą tragiczną historią postanowiła się zmierzyć Magdalena Majcher, która po konsultacji z mamą zaginionej i jej siostrą, stworzyła przejmującą opowieść o kobiecie, która chciała tylko kochać i być kochaną.

"Mocna więź" to historia Anny opowiedziana z dwóch perspektyw. Jedna to wydarzenia "przed 7 lipca 2012 roku", czyli narodziny, dzieciństwo, czas nastoletni Ani, jej pierwsze zauroczenia, związek z Markiem, zaręczyny, ślub, życie małżeńskie, starania się o dziecko, małżeńskie wzloty i upadki. Z tych wspomnień wyłania się obraz Anny, jako kobiety bardzo wrażliwej, skupionej na rodzinie, mężu i dziecku, dla której bliscy byli całym światem. Ta część wyjaśni, czym jest tytułowa "mocna więź", relacja, jaka łączyła matkę i córkę była bowiem bardzo silna i oparta na mocnych fundamentach. 
 
Druga perspektywa, to wspomnienia pani Michaliny związane z czasem "po 7 lipca 2021 roku". Począwszy od informacji o zaginięciu córki, poprzez poszukiwania, współpracę z policją, podążanie za śladami i najmniejszymi nawet wskazówkami o tym, co potencjalnie mogło się stać z Anią, aż do momentu wydania aktu oskarżenia na zięcia, walkę o wnuczkę i próbę ułożenia sobie życia na nowo po stracie ukochanego dziecka.

"Mocna więź" to jedna z takich historii, które zostają w czytelniku na długo, jak bowiem można ze spokojem w sercu czytać tak przejmującą opowieść matki o miłości, strachu i bezsilności. A ponieważ Autorce bardzo dobrze udało się ubrać w słowa to, co czuła i czuje matka po odebraniu jej tego, co najcenniejsze, lektura "Mocnej więzi" trafi w serce każdego czytelnika. Świadomość, że ta historia wydarzyła się naprawdę jeszcze bardziej działa na psychikę odbiorcy. Jest to po prostu wzruszająca, przejmująca, pełna bólu i bezsilności opowieść o stracie, która w postaci audiobooka z interpretacją pani Olgi Sawickiej robi jeszcze większe wrażenie.

Sardegna

"Rahim. Ludzie z tylnego siedzenia" Sebastian Salbert, Przemysław Corso


posted by Sardegna on , , , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: SQN
Liczba stron: 305
Moja ocena : 6/6 

Moja pierwsza, przeczytana książka w nowym roku okazała się prawdziwą petardą! Mam nadzieję, że to taki dobry znak, zwiastujący, że cały rok okaże się świetny czytelniczo. Nie zdarzyło mi się bowiem, aby książka przeczytana w styczniu, i to jeszcze na początku miesiąca, była moim kandydatem do książki roku. W każdym razie "Rahim. Ludzie z tylnego siedzenia", autorstwa Sebastiana Salberta, czyli tytułowego Rahima oraz dziennikarza Przemka Corso, okazała się dla mnie wyjątkową lekturą. I choć na pierwszy rzut oka wydaje się być biografią muzyka, rapera, jednego z trzech członków tworzących dwadzieścia lat temu legendarny skład Paktofonika, tak naprawdę jest to bardzo przemyślana historia dojrzałego człowieka, który wiele w życiu widział i swoje przeżył, ale dzięki temu sporo się nauczył, wyciągnął wnioski, aby teraz znaleźć się w najlepszym dla siebie miejscu. 
 
Mam do Rahima i Fokusa wielką słabość. Może dlatego, że muzyka Paktofoniki, a teraz Pokahontaz towarzyszy mi od lat, a może dlatego, że jestem lokalną patriotką, a chłopaki pochodzą ze Śląska, Rahim z mojego miasta Mikołowa, Fokus, z bliskich mi Katowic, więc w ich twórczości często pojawiają się wątki regionalne i szacunek do korzeni (mój ulubiony "Habitat"). Generalnie muzyka Pokahontaz jest mi bardzo bliska, podobnie, jak kawałki Paktofoniki, choć teraz traktuję je już bardziej sentymentalnie, ale z chęcią do nich wracam. Obserwuję też indywidualne projekty Rahima i Fokusa, albo kolaboracje, które przez lata stworzyli, zawsze znajdując coś dla siebie. Nie mogłam więc przejść obojętnie obok takiej książki. 
 
Na początku muszę jednak zaznaczyć, że jeżeli ktoś sięgnie po "Ludzi z tylnego siedzenia" z czystej ciekawości, jak Rahim wspomina czasy powstania Paktofoniki, pierwsze muzyczne próby, znajomość z Magikiem, i przy okazji chce podchwycić jakieś pikantne szczegóły z życia młodych gniewnych, może się nieco rozczarować. Owszem, Rahim poświęcił Paktofonice sporo miejsca w swej książce, w końcu był to ważny etap w jego życiu, ale nie jest to istota jego opowieści. Rahim opowiada globalnie o swojej twórczości, muzycznych projektach, udanych bądź nieudanych na przestrzeni lat, współpracach, młodości w rodzinnym mieście, głównie poświęca jednak uwagę ludziom, których napotkał na swej drodze, a oni w zdecydowanej mierze zdefiniowali jego dalsze życie. I to właśnie jest najlepsze w tej książce.
 
Rahim wspomina w swej opowieści wiele postaci, które w jakiś sposób wpłynęły na jego przeszłość i teraźniejszość. Mówi o "ludziach z tylnego siedzenia", czyli tych, którzy swoją obecnością i wsparciem "z zaplecza" bardzo wspomogli jego karierę, zarówno solową, jak i tą związaną z Paktofoniką, czy Pokahontaz.
 
Muzyk mówi o tym, jak ważne dla niego w pracy i kreowaniu czegoś nowego, jest wsparcie, pozytywna energia i podobny punkt widzenia. Lubi i stara się otaczać ludźmi, którzy go inspirują, motywują, pchają naprzód, skłaniają do pozytywnych zmian, i do sięgania wyżej. Między innymi dlatego czuję, że ta książka jest dla mnie tak ważna. Z wieloma przemyśleniami Rahima bardzo się identyfikuję. Sama nie lubię ludzi, którzy demotywują, marudzą, narzekają, ściągają w dół, a ich obecność jest mocno przytłaczająca. 
 
Jak to w życiu bywa, czasami trafiają się sytuacje pozytywne, spektakularne, pełne dobrej energii, czasami negatywne, trudne i brzemienne w skutki. Sztuką jest wyciągać dla siebie wnioski i złe doświadczenia przerobić na coś pozytywnego. Rahim wspomina wiele taki sytuacji, które zburzyły jego spokój. Przez lata występowania na scenie, raper narażony był także na różne pokusy i nałogi, przeżywał różne fazy i targały nim przeróżne emocje. Zaimponował mi jednak swoją dojrzałością, dążąc do bycia poukładanym w każdej sferze życia, począwszy od sfery osobistej, poprzez zawodową i twórczą.
 
Tak, jak wspomniałam na początku, jest to bardzo dojrzała opowieść (niekoniecznie biografia), człowieka, który pokazuje, jak różne doświadczenia życiowe ukształtowały jego charakter i wpłynęły na postrzeganie świata. Rahim wyłania się z tej historii, jako człowiek bardzo mądry życiowo, a jednocześnie pokrewny mi charakterologicznie. Reprezentuje taki typ osobowości, który bardzo mi odpowiada. Lubię współpracować i otaczać się ludźmi o podobnych cechach. Osobami pracowitymi, zorganizowanymi, o dużym poczuciu odpowiedzialności, dążącymi do celu, ale nie po trupach i nie za wszelką cenę, znającymi swoją wartość, ale bez nadmiernej pychy, ludźmi, którzy na swoją pozycję musieli ciężko zapracować, ale teraz mogą zbierać żniwo swego wysiłku, będącymi idealnym odzwierciedleniem powiedzenia "co cię nie zabije, to cię wzmocni ".
 
Oprócz osobistych przemyśleń, Rahim sporo miejsca w swej książce poświęca pracy. Opisuje drogę do etapu, w którym jest właścicielem studia nagrań MaxFloRec, wspomina niełatwe początki w świecie muzycznych wytwórni, współpracę z Magikiem i Fokusem przy okazji Paktofoniki, a także dalszą pracę z Fokusem przy tworzeniu kolejnych płyt Pokahontaz, różne kolaboracje, jakie powstały na przestrzeni lat i zaowocowały wieloma płytami, albo pojedynczymi kawałkami. Przybliża, jak wygląda jego proces twórczy, jaki styl pracy mu odpowiada, czym się inspiruje, i jak przez lata budował i wzmacniał swoją markę. W tej historii znajdziemy parę szczegółów na temat pracy nad produkcją filmu "Jesteś bogiem", a także skrawek życia prywatnego, który odsłania przed czytelnikami Rahim.
 
Nie da się ukryć, że muzyk mógłby opowiedzieć w swej książce bardzo wiele ciekawostek zakulisowych, albo nieznanych szerszej publiczności wspomnień, związanych z Magikiem i PFK, prawda jest jednak taka, że jego wypowiedzi, czy refleksje są bardzo wyważone i wolne od sensacji, czym udowadnia, że do pewnych tematów oraz plotek potrafi podejść z dystansem i odpowiednio je skomentować.
 
Na koniec jeszcze tylko wspomnę, iż pisząc o "Ludziach z tylnego siedzenia" nie mogłabym nie  nadmienić o Przemku Corso, pisarzu, felietoniście, dziennikarzu, który wsparł pisarską drogę Rahima przy tworzeniu tej książki. A trzeba zaznaczyć, że jest ona bardzo dobrze napisana i jej czytanie sprawia prawdziwą "literacką przyjemność".
 
Książka Rahima nie jest przeznaczona tylko dla fanów rapera, czy Paktofoniki, chociaż podejrzewam, że to im sprawi największą przyjemność. Mnie sprawiła radość na wielu płaszczyznach i już wiem, że znajdzie się w mojej dziesiątce top książek roku 2021. 
 
Sardegna