Archive for stycznia 2019

Co będziemy czytać w lutowej Trójce e-pik?


posted by Sardegna on

8 comments

Pierwszy miesiąc wyzwania już prawie za nami i powiem Wam, że przyłączyło się tak wiele osób, że nawet nie przypuszczałam, że powrót wyzwania będzie cieszył się aż takim zainteresowaniem! Mam nadzieję, że zapisane osoby podeślą przed końcem miesiąca choć po jednym linku, żebym mogła uwzględnić ich w zestawieniu (które już powoli tworzę). W każdym razie, czas przygotować się do lutowej Trójki e-pik, stąd też zapraszam do wyboru trzeciej kategorii. 

Zasady te, co zwykle: w komentarzu pod tym postem lub na fb podajecie propozycje, a ja umieszczam je w ankiecie. Branych pod uwagę będzie pierwszych 10 opcji. Każda osoba może podać JEDNĄ kategorię. Zapraszam do zabawy!

***

AKTUALIZACJA Poniżej znajduje się 10 kategorii. W komentarzu można zagłosować na maksymalnie trzy opcje. Taka sama ankieta znajduje się na FB TUTAJ  i w grupie Trójkowej TU

  1. Literatura faktu
  2. Reportaż dotyczący Azji
  3. Zimowy tytuł
  4. Biografia kobiecej postaci historycznej
  5. Książka z gotowaniem w tle
  6. Biografia miasta lub miejsca
  7. Literatura rosyjska
  8. Książka z polityką w tle
  9. Japonia z przeszłości.
  10. Książka z imieniem w tytule.

Sardegna

"O pisaniu na chłodno" Remigiusz Mróz


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments

  
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 300
Moja ocena : 5/6

Kiedy w listopadzie okazało się że Czwarta Strona wydaje kolejną książkę Remigiusza Mroza, ale jej tytuł, jak i tematyka owiana jest nutką tajemnicy, zaczęło robić się naprawdę ciekawie. Na FB pytano czytelników, o czym może być nowa książka Autora, przy czym może padały różne propozycje i skojarzenia: od historii dla dzieci, po zbiór opowiadań napisanych pod pseudonimami. Jednak tytuł, który pojawił się w zapowiedziach zaskoczył wszystkich, okazał się bowiem poradnikiem, mówiącym o tym, jak pisać.

Czy ta zapowiedź mnie zaciekawiła? A i owszem. Pomyślałam że taki poradnik, napisany przez Autora o tak bogatym dorobku pisarskim, pomysłowości, pracowitości oraz posiadanych w zanadrzu, nieopublikowanych jeszcze historiach, może inspirować. I to nie tylko osoby, które zajmują się pisarstwem na poważnie i na co dzień, ale także tych, którzy tak, jak ja piszą bloga, czy tworzą jakieś swoje teksty w różnej postaci.

Żeby było jasne, nie mam ambicji zostać pisarką, bo nie czuję się na siłach (pisałam o tym zresztą w TYM poście tematycznym Śląskich Blogerów Książkowych), jednak powyższa książka powoduje coś takiego w człowieku, a w każdym razie we mnie, że ma się ochotę rzucić wszystko i zabrać za taką właśnie robotę!

"O pisaniu na chłodno" podzielone jest na dwie części: w pierwszej, Autor pokazuje się czytelnikom od bardzo osobistej strony, możemy dowiedzieć się czegoś więcej o Jego prywatnym życiu, które do tej pory było dość skrzętnie skrywane przed odbiorcami. Opowiada więc o swoim dzieciństwie, okresie dorastania, studiowaniu i tym, co skłoniło go do wybrania takiej, a nie innej drogi życiowej. Tłumaczy, skąd narodził się pomysł pisania, jak zaczęła się jego miłość do książek, oraz w jaki sposób doszło do tego, że człowiek robiący doktorat z prawa, po otrzymaniu intratnej propozycji pracy naukowej na uczelni, postanowił z niej zrezygnować na rzecz niepewnego losu pisarza, którego pierwsza powieść ledwo co, została pozytywnie przyjęta przez wydawnictwo.

Remigiusz Mróz, jako jeden z nielicznych pisarzy, nie afiszował się wcześniej ze swoją prywatnością w sieci i mediach społecznościowych. Odsłaniając przed czytelnikami fragment przeszłości, dał czytelnikom więcej, niż niejeden pisarz, odkrywający się na co dzień na FB czy IG. Taką formę szczerości się ceni, na mnie w każdym razie zrobiło to bardzo pozytywne wrażenie, choć spotkałam się z opiniami, że rozdziały o życiu osobistym Autora są nudne i wręcz zbędne. Ja tak nie uważam. Po prostu wydaje mi się, że ta książka nie przemówi do każdego. Fanom Mroza na pewno spodoba się uchylenie rąbka tajemnicy i wejście w prywatną przestrzeń ulubionego Autora, osoby, które nie przepadają za Jego powieściami, będą pewnie miały sporo uwag na ten temat. 

Podobnie sprawa może wyglądać w przypadku osób, które sięgnęły po poradnik z zamiarem poznania tajemnicy "jak pisać". Owszem, spora część książki poświęcona jest właśnie temu zagadnieniu - "mini kursowi pisarskiemu", który Autor prowadził kiedyś na portalu Lubimy Czytać. Osobiście nie miałam okazji przyjrzeć się temu kursowych z bliska, co więcej, nawet nie wiedziałam że taki istnieje, stąd też dla mnie informacje o samym procesie pisarskim okazały się interesujące i inspirujące. Myślę jednak, że osoby, które z tego kursu już korzystały, mogą czuć się zawiedzione powtarzalnością informacji.

Wszystko zależy więc od tego, czego się od książki oczekuje. Jeśli ktoś ma ochotę poznać lepiej Remigiusza Mroza, przyjrzeć się Jego codzienności, poczytać o doświadczeniach wydawniczych, będzie z lektury zadowolony. Ja na przykład znalazłam w niej wiele praktycznych porad i podpowiedzi, co do samego pisania, ale nie tyle powieści, co innych, własnych tekstów. Przemyślenia wymagały głównie fragmenty o konstruowaniu zdań i stosowaniu niewłaściwej formy wyrazów. W przytoczonych przez Autora błędach znalazłam kilka takich, które sama popełniam, jest to więc na pewno coś, nad czym muszę popracować. 

Oprócz "porad" pisarskich w książce znajdziemy też zapis doświadczeń pisarsko - wydawniczych Remigiusza Mroza. Pokazuje nam, jak wygląda proces od napisania książki, do jej wydania, opis samego tworzenia (Autorowi nie można odebrać wielkiej pracowitości, ale jak sam mówi, taki styl pisarski wymaga wielu poświęceń, jeżeli więc chce się osiągnąć podobne efekty, trzeba być skłonnym do odrzucenia wszystkich innych pasji i obowiązków na rzecz regularnego pisania), opowie też o trudnych początkach promowania pierwszej książki i roli blogów, dzięki którym niejako udało mu się wypłynąć na szerokie wody. 

Bardzo przyjemnie czytało mi się o pisaniu Mroza i faktycznie coś w tym jest, że nawet poradnik w Jego wydaniu zdaje się być ciekawą i wciągającą lekturą. Przeczytałam "O pisaniu na chłodno" w parę wieczorów, i choć nie czuję może naglącej potrzeby napisania własnej książki, mam motywację do pracy nad sobą. Zawsze bowiem warto starać się być, jak najlepszą wersją samej siebie. Również w takiej dziedzinie życia.

Sardegna

"Dziennik Cwaniaczka. Jak po lodzie" Jeff Kinney


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments

  
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
  Liczba stron: 221
Moja ocena : 5/6

"Jak po lodzie" to najnowszy tom kultowej serii, autorstwa Jeffa Kinneya. "Dziennik Cwanaczka" cieszy się olbrzymią popularnością wśród dzieci i młodzieży, i to nie tylko w naszym kraju, a ja nie będę się powtarzać mówiąc, jak mocno serię lubi moja Córka, bo pisałam o tym wielokrotnie. Poniżej zresztą możecie znaleźć tekst Młodej, w którym wyraża swoją opinię na temat powyższej książki. 

W każdym razie, "Jak po lodzie" miało premierę pod koniec ubiegłego roku, zainteresowani mieli więc możliwość zapoznania się z najnowszą częścią przygód swojego ulubionego bohatera w okresie świątecznym (jeśli Mikołaj i Dzieciątko dobrze się sprawili). Nie inaczej było w przypadku mojej Córki, która spędziła w towarzystwie Grega jeden wieczór, pytając później: "Mamo, dlaczego przygody Cwaniaczka są takie krótkie?!" No właśnie, drogi Autorze, dlaczego?

Dla osób, które nie orientują się w tej serii, albo dla porządku, zostawiam poniżej listę wszystkich dotychczasowych tomów, łącznie z linkami do tych opisanych (bo przeczytane przez Dziesięciolatkę są wszystkie):


2. "Rodrick rządzi!"
3. "Szczyt wszystkiego"
4. "Ubaw po pachy"
5. "Przykra prawda"
6. "Biała gorączka"
7. "Trzeci do pary"
8. "Zezowate szczęście"
9. "Droga przez mękę"
10. "Stara bieda"
13. "Jak po lodzie"

Tradycyjnie, poniższy tekst w 100% napisany jest przez moją 10 - letnią Córkę. Poza moją drobną korektą znaków interpunkcyjnych, reszta jest jej autorstwa:

Dzisiaj mam przyjemność opisać Wam bardzo wciągającą i interesującą książkę pod tytułem "Dziennik Cwaniaczka. Jak po lodzie". Jeśli czytaliście więcej książek z tej serii, wiecie, że głównym bohaterem jest Greg Haffley i jego przyjaciel Rowley. W tym tomie chłopcy będą przeżywać zimowe przygody, ale zanim spadnie śnieg i do tego dojdzie, uważają, że zima jest stracona, a to głównie przez upały, które nastąpiły. Wszystko jest wtedy takie nudne, a kiedy upały trwają cały rok, nie można porzucać się śnieżkami, ani zbudować igloo. Chłopaki myślą też, że fajnie byłoby, gdyby Greg był "dolniakiem". Dzieci z dolnej części wzgórza, oprócz tego, że mają świetne miejsce do zabawy, jazdy na rowerze czy deskorolce, nie męczą się wracając ze szkoły. Kiedy "dolniaki" idą po prostej drodze, Greg i jego sąsiedzi zasuwają pod górkę. 

Mama Grega chce, aby zakolegował się z rówieśnikami mieszkającymi w dolnej części wzgórza, ale to nie takie proste, kiedy przechodząc koło "dolniaków", ci wyskakują z kijami hokejowymi i przeganiają ze swojego terenu. Dorośli w odróżnieniu do dzieci nie mają tego problemu i bezpośrednio wchodzą tam i z powrotem, bez żadnych sporów. 

Gdy wreszcie nadchodzą mrozy, to właśnie "górniacy"  – w tym Greg i Rowley przejmują władzę nad Surrey Street. Teraz to ich grupa odwdzięcza się "dolniakom" za miesiące wchodzenia pod górę i nie pozwala im zjeżdżać na sankach. Kiedy pada śnieg, wszystko jest inne. Szkołą jest zamknięta z powodu mrozów, dzieci budują fortece, zamki, jaskinie i urządzają sobie wielką bitwę na śnieżki. Kto zwycięży? "Dolniaki" czy "górniacy"? Czy wśród członków ekipy znajdą się zdrajcy?

Gdyby tego było mało, świnia - domowy pupilek Grega, uciekła z hotelu dla zwierząt, a rodzina Haffleyów robi wszystko by ją odnaleźć. Nie mogę Wam powiedzieć, jak skończy się ta historia, ale powiem jedno: będzie super!

Ania 10 lat
***
 
Ja ze swej strony nie mam chyba nic do dodania. Moja Córka sama dobiera sobie lektury, sama potem je komentuje. I fajnie, bo przestaję nad tym panować. Nie będę się kolejny raz rozpisywać nad zaletami serii o Cwaniaczku, bo klikając w odpowiednie linki znajdziecie mój komentarz na ten temat. Napiszę tylko na koniec, że przygody Grega spodobają się wszystkim tym dzieciakom, które lubią słowny i rysunkowy humor oraz są miłośnikami komiksów, ale także tym, niekoniecznie lubiącym czytać. Niewielka ilość tekstu, poprzeplatana rysunkami naprawdę dobrze działa na motywację czytelniczą nawet tych najbardziej odpornych.


  Sardegna

"Bezcenny" Zygmunt Miłoszewski


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 17 godzin i 24 minut
Moja ocena : 3/6
lektor: Andrzej Chyra

Pamiętacie, jaka książka została moim numerem 1 w ubiegłym roku? Było to "Jak zawsze" Zygmunta Miłoszewskiego, wyjątkowa, wielowymiarowa historia alternatywnych losów Polski, w realia której zostaje wrzucona para bohaterów, zmuszona do przeżycia swoich lat młodości na nowo. Nie dziwi więc fakt, że ledwo co skończyłam czytać tą niesamowitą historię, zabrałam się za  kolejną powieść Autora, ale tym razem w formie audiobooka. Nie chciałam zaczynać nowej serii, stąd też skłoniłam się ku jednotomowej historii "Bezcennego"

Niestety, moje wrażenia z przesłuchania tej książki nie są specjalnie pozytywne. Nie dość, że całość strasznie się dłuży (i to naprawdę niemiłosiernie), to akcja mnie zupełnie nie wciągnęła. Może trochę padłam ofiarą samej siebie i zbyt wysokich oczekiwań po lekturze "Jak zawsze", ale na swoje usprawiedliwienie mam fakt, iż zdawałam sobie sprawę, że to sensacja z wątkiem dzieł sztuki/historii sztuki, nie spodziewałam się więc, jakiejś oszałamiająco galopującej akcji, a raczej zagmatwanej zagadki i poszukiwania skarbów. Lubię takie przygodowe historie, a w formie audiobooków to już wyjątkowo dobrze mi się przyswajają, w tym przypadku jednak nie wyszło. Historia okazała się dla mnie bardzo, ale to bardzo przegadana. W całej sytuacji nie pomógł ani super pomysł na fabułę, ani bardzo obiecujący początek, ani szereg ciekawych informacji o światowych dziełach sztuki, ani nawet lektor, którego interpretacja nie wprowadzała jakiegoś większego dynamizmu sytuacyjnego w momentach, kiedy było to zdecydowanie potrzebne.

Akcja "Bezcennego" rozgrywa się głównie współcześnie, czytelnik ma jednak możliwość poznać zarys historyczny wydarzeń, w wir których wpleceni zostali główni bohaterowie. Kiedy kończy się wojna, Niemcy opuszczając tereny Polski zabierając ze sobą, bądź ukrywając, co cenniejsze łupy. Kiedy rok później do kraju zaczynają wracać pierwsze, zrabowane dzieła sztuki, wciąż brakuje tych najważniejszych, a sytuacja nie ulega zmianie nawet przez kolejne dziesiątki lat. Aktualnie, Zofia Lorentz, znakomita w swym fachu historyczka sztuki, a do tego pracownica MSZ, od lat sprowadza do Polski zagubione w czasie wojny i tuż po niej, zabytki, otrzymuje tajne zlecenie odzyskania "Portretu Młodzieńca", jednego z najważniejszych, utraconych przez Polskę dzieł. Jako że akcja sprowadzenia obrazu musi odbyć się w sposób nieformalny, Zofia dostaje do pomocy specjalnie na tę okoliczność wypuszczoną z więzienia, znakomitą szwedzką złodziejkę, Lisę Tolgfors, emerytowanego żołnierza służb specjalnych, Anatola Gmitriuka, który dał się poznać całej Polsce, jako ten, który udaremnił atak terrorystyczny w Zakopanem, oraz marszanda, Karola Boznańskiego, z którym łączyły ją owego czasu bliskie relacje.   

Czwórka bohaterów, których dzieli wszystko, łącznie z powodami, dla jakich zgodzili się wziąć udział w akcji, będzie musiała zmierzyć się z prawdziwą zagadką wszechczasów, bowiem szukanie "Portretu Młodzieńca" to będzie zaledwie początek do odkrycia większej sprawy, przez lata ukrywanej przed światem. Będą musieli uciekać przed niezidentyfikowanym wrogiem, którego wpływy dosięgną ich nawet w miejscach zupełnie wydawałoby się, bezpiecznych. Ekipa poszukiwaczy przyjmie postać niemalże wieloosobowego Jamesa Bonda, aby przemierzyć Europę wzdłuż i wszerz, a nawet wyruszyć do USA, aby odkryć prawdę i to nie tylko tą, związaną z zaginioną kolekcją dzieł sztuki.

Tak, jak już wspomniałam, początek "Bezcennego" był bardzo obiecujący, zwłaszcza umieszczenie akcji w moich ukochanych Tatrach, retrospekcje do czasów wojennych i przeplatanie ich współczesnością. Bohaterowie mają ciekawe osobowości i choć są oni nieco przerysowani, to przyjemnie słucha się o tarciach, jakie pomiędzy nimi zachodzą. Barwną postacią jest tu zwłaszcza Lisa, bezkompromisowa, sprytna kobieta, której cięte riposty zwalają z nóg. Interesującym wątkiem są też poczynania Zofii, która dzięki temu, że dzieciństwo spędziła z dziadkiem - historykiem, zabawiającym ją zagadkami z różnych dziedzin życia, świetnie radziła sobie z zagwozdkami historycznymi.

Sami powiedzcie, czy ogólny zarys fabuły nie jest mocno interesujący? Nie wiem, co nie zagrało, czy to tematyka do mnie nie przemówiła, może przerósł mnie natłok fachowej wiedzy, a może ilość informacji i wątków, jakie Autor chciał przedstawić na raz, w swej książce. W każdym razie zapowiadało się dynamicznie, jak u Browna, wyszło bardzo "mądrze" i fachowo, ale nudnawo. Nie będę jednak na siłę odwodzić Was od lektury "Bezcennego", bo dla kogoś może okazać się on genialną  lekturą (podobnie, jak to było w przypadku "Kości proroka" Ałbeny Grabowskiej).

Sardegna

"Dom węży" Mateusz Lemberg


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Od Deski Do Deski
Liczba stron: 266
Moja ocena : 4/6

"Dom węży" pana Mariusza Lemberga to jeden z bardziej intrygujących tytułów, który przewinął się w ostatnim roku, na blogach. Nie miałam wprawdzie okazji przeczytać go tuż po premierze, ale stwierdziłam, że co się odwlecze, to nie uciecze. Kiedy więc znalazłam książkę w puli wymiankowej Śląskich Blogerów Książkowych na ŚTK w Katowicach, stwierdziłam, że odpowiedni moment właśnie naszedł i zabrałam się za lekturę. 

Na początku muszę zaznaczyć, że ten thriller na pewno nie będzie podobał się każdemu. Nie dość, że jest to kawał mocnej literatury, z motywem mordercy, który porywa i brutalnie morduje młode kobiety, a takie historie, jak wiadomo nie trafiają do wszystkich czytelników, do tego, psychopata porywający kobiety, za swój znak rozpoznawczy i atrybut uznaje węże, a dokładnie kobry. Węże są ważnym elementem tej opowieści, są one też dość sugestywnie opisywane, stąd też zdaję sobie sprawę, że jeżeli jakiś czytelnik boi się tych zwierząt lub ma przed nimi jakiś inny nieuzasadniony lęk, to książka na pewno mu się nie spodoba. Powieść ma kilka naprawdę mocnych momentów, stąd też uprzedzam, że niektórzy co wrażliwsi czytelnicy mogą mieć z tym problem.

Główną bohaterką "Domu węży" jest Alicja Wald, trzydziestoletnia kobieta, która postanawia zostawić swojego męża i w tajemnicy przed nim wyjechać z miasta. Robert, pod przykrywką kochającego męża, dbającego o swoją kobietę, jest domowym tyranem i tak naprawdę terroryzuje swoją żonę, tłamsi, ogranicza, kontroluje, a do tego zdradza. Alicja przez wiele miesięcy planuje, jak uciec mężowi spod kurateli, a ponieważ Robert jest policjantem, kobieta zdaje sobie sprawę, że jej  ucieczka nie będzie łatwą sprawą. Zwraca się o pomoc do swojego dawnego kolegi ze szkoły, który ma jej zorganizować fałszywe dokumenty tożsamości i pomóc się ukryć, a później przy wsparciu przyjaciółki i pod pozorem wyjazdu służbowego, opuszcza miasto.

Początkowo wszystko przebiega zgodnie z planem, Alicja sprytnie oddala się od męża i nagle niespodziewanie cała akcja się wali. Z zupełnie niewiadomych przyczyn, kobieta zostaje porwana przez psychopatę, który ma wobec niej zupełnie inne zamierzenia. 

I tak zaczyna się cała historia. Alicji cudem udaje się umknąć, ale jej trauma na tym się nie kończy. Gdzie teraz znaleźć wsparcie i obronę przed mordercą, kiedy do męża absolutnie nie chce wracać, boi się zgłosić sprawę na policję, a świadomość, że miasto pełne jest informatorów Roberta, którzy śledzą każdy jej ruch tylko wzmaga panikę. Sytuacja kobiety jest dramatyczna, musi wyrwać się z tego impasu, ale może liczyć tylko na pomoc przypadkowych ludzi. Czy będą jej przychylni? Jakie są prawdziwe motywy działania porywacza, i dlaczego ciągle nie daje jej spokoju. Czy komuś uda się go powstrzymać?

Nie martwcie się, że zdradziłam zbyt wiele z fabuły, bowiem tutaj tak wiele się dzieje,  a to co opisałam, to zaledwie początek. Akcja powieści toczy się w większości z perspektywy trzech postaci: Alicji Wald, jej męża Roberta i mordercy - którego tożsamość poznajemy praktycznie na początku, więc to nie to odkrycie stanowi wyzwanie dla czytelnika. W tej historii sporo jest niepewności, napięcia i niedomówień i to właściwie ten mroczny klimat stanowi największą wartość książki. 

Dla mnie "Dom węży" okazał się całkiem w porządku kryminałem, bo osobiście nie mam problemu ani z mocnymi thrillerami, ani z wężami. choć faktycznie kilka "momentów" przyprawiało mnie o gęsią skórkę. Jednak, tak jak pisałam na początku, ta książka nie jest dla każdego, stąd też mam nadzieję, że moja opinia pomoże niektórym czytelnikom podjąć decyzję, czy osobiście chcą wejść do "Domu węży", czy niekoniecznie...

Sardegna

"Testament" Remigiusz Mróz


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:  536
 Moja ocena : 5/6

"Testament" jest już siódmą częścią prawniczej serii z Joanną Chyłką i Kordianem Oryńskim w rolach głównych (o poprzednich tomach przeczytacie tutaj: "Kasacja", "Zaginięcie", "Rewizja", "Immunitet", "Inwigilacja", "Oskarżenie"). Trudno uwierzyć, że Autor stworzył już siedem tak rozbudowanych historii, w których to poza sprawami karnymi, bohaterowie przeżywają swoje osobiste sukcesy i porażki. Nie wiem, jak Wy, ale ja ciągle nie mam dosyć tej pary i bardzo się cieszę, że pod koniec grudnia będę mogła obejrzeć w końcu serial o znamiennym tytule "Chyłka", inspirowany powyższymi książkami.

Czy po sześciu tomach, w życiu charyzmatycznej prawniczki i jej asystenta, który z przyczyn prawnych aktualnie nie sprawuje swojej funkcji, może jeszcze zdarzyć się coś zaskakującego, co zaintryguje czytelników? Owszem może i to sporo. Uwaga! Poniższy tekst może zawierać SPOJLERY, trudno napisać bowiem o siódmej części, nie nawiązując przynajmniej w jakiś sposób do poprzednich tomów.

Po burzliwym zakończeniu tomu poprzedniego, kiedy to na Zordona padają mocne oskarżenia o dokonanie eutanazji swojej matki, bohater trafia w środek swojego najgorszego koszmaru: w areszcie śledczym natyka się na swojego największego wroga Gorzyma, z którym od czasów "Kasacji" ma na pieńku. W każdej chwili spodziewa się więc ataku na swoją osobę i panicznie się tego boi. Chyłka, zdając sobie sprawę z faktu, że jej przyjacielowi, grozi śmiertelne niebezpieczeństwo, próbuje różnych sztuczek, aby odwlec to, co nieuniknione. Stara się za wszelką cenę ochronić Zordona, ale niektóre sprawy są poza jej zasięgiem, postanawia więc postawić wszystko na jedną kartę i poprosić o pomoc ludzi zupełnie nieodpowiednich, z czego wynikną oczywiście dodatkowe komplikacje.

Do tego, Chyłka ciągle zmaga się z traumą po stracie swojego dziecka, ale robi to w sposób charakterystyczny dla siebie, czyli nie dając sobie nawet chwili wytchnienia i poświęcając na tysiąc procent nowej sprawie karnej, związanej aktualnie z ważnością pewnego testamentu.

Znany warszawski ginekolog, Rafał Kranz, którego Chyłka miała okazję poznać prywatnie przy ciążowych wizytach kontrolnych, zwraca się do prawniczki o pomoc w sprawie testamentu, w którym został wymieniony. Kranz otrzymuje bowiem spadek opiewający na zrujnowaną nieruchomość, od pacjentki, z którą nie znał się prywatnie i poza lekarskimi konsultacjami nie miał nic wspólnego. Kiedy zaintrygowany odwiedza odziedziczony budynek, w jego wnętrzu znajduje zwłoki kobiety, prawdopodobnie właścicielki. Stąd też automatycznie staje się pierwszym podejrzanym tej zbrodni, oskarżony o zabójstwo i przywłaszczenie sobie majątku.

Kranz zwraca się do Chyłki o pomoc, coś jednak w jego sprawie wyraźnie prawniczce nie pasuje. Do tego, na jaw wychodzą pewne kwestie, związane z reprywatyzacją kamiennicy i niecnymi sprawkami rodziny spadkodawczyni. Joanna jednak bezkompromisowo stoi po stronie swego klienta, ten bowiem obiecał pomoc w kwestii wyciągnięcia Zordona z więzienia.


Chyłka, jak zwykle działa zero - jedynkowo. Nie uznaje żadnych kompromisów ani słabości, zarówno u siebie, jak i u osób w swoim najbliższym otoczeniu. Dla Zordona jest w stanie wiele poświęcić, ale i odwrotnie. Aplikant dla swojej patronki zupełnie zmienia swoje życie, a jego przyszłość zawodowa na skutek tego, stoi pod poważnym znakiem zapytania. Jako że relacja bohaterów wymknęła się już dawno z ram przyjaźni, nie dziwi nikogo to, co dzieje się pomiędzy nimi. I bardzo fajnie to obserwować, choć na tak konkretny obrót akcji trzeba było czekać długich siedem tomów.

Jeśli chodzi o moje wrażenia z lektury, "Testament" na pewno nie zostanie moim ulubionym tomem, a to głównie za sprawą tego, iż jest mocno "techniczny". W tej części sporo treści zostało poświęcone sprawom prawnym, związanym z zagadnieniem reprywatyzacji, które dla mnie, laika, w większości brzmią, jak czarna magia. Zdecydowanie bardziej wolałam się skupić na obyczajowej części tej historii, która dotyczyła samych bohaterów i ich przyszłości. 

Co do moich planów czytelniczych i kolejnych tomów prawniczej serii, "Kontratyp" już jest za mną. O moich wrażeniach na jego temat napiszę w osobnym wpisie, ale już dziś mogę zdradzić, że tyle nerwów, co mi przyprawił ten tom, to już dawno nie przeżyłam....

Sardegna

"Paranoja" Katarzyna Berenika Miszczuk


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 416
Moja ocena : 4/6

Miesiąc temu pisałam o "Obsesji", czyli pierwszym tomie nowej, kryminalnej serii pani Katarzyny Bereniki Miszczuk, w której główną bohaterką jest Joanna Skoczek, młoda lekarka psychiatrii. Dzisiaj zapraszam na wpis o "Paranoi" - drugiej części tej historii, w której Joanna gra już drugie skrzypce, natomiast na pierwszy plan wysuwa się Marek Zadrożny, patolog, znany bardzo dobrze czytelnikom z "Obsesji", tam bowiem odegrał bardzo ważną rolę w śledztwie i wspierał bohaterkę, dbając o jej bezpieczeństwo. Pomiędzy Joanną a Markiem mocno iskrzy, choć ich relacji nie można nazwać prawdziwym związkiem, miło jednak się o niej czyta i podświadomie jej kibicuje.

O ile w "Obsesji" wydarzenia są relacjonowane z perspektywy Joanny, to "Paranoję" opowiada nam Marek, gdyż to on staje się niejako inspiracją/powodem działania nowego seryjnego zabójcy, który pojawił się w mieście, choć na początku nie jest tego oczywiście w żaden sposób świadomy.

Po odkryciu prawdy na temat Okulisty, czyli seryjnego, mającego obsesję na punkcie kobiet w stylu Joanny Skoczek (o czym była mowa w pierwszym tomie), lekarka wyjeżdża bez pożegnania, czym bardzo zasmuca Marka, który chce odnowić z nią kontakt, jednak to nie jest takie łatwe. Okazja na ponowne spotkanie i wspólne działanie może jednak nadarzyć się w momencie, kiedy patolog, pracując, jak co dzień w prosektorium natyka się na pewne ślady, które dla postronnego obserwatora nic nie znaczą, jemu jednak dają do myślenia. Badając kolejnych martwych, do których śmierci absolutnie nie przyczyniły się osoby trzecie, zauważa pewne nieprawidłowości. Na przykład u staruszki, która przedawkowała przez nieuwagę insulinę, na palcu u ręki zawiązana jest cienka, czerwona nitka z włóczki, której sposób zawiązania zupełnie nie pasuje do stylu bycia denatki. Jak wiadomo, jeden przypadek nie czyni sprawy, więc Marek nie przejmuje się tą dziwną sytuacją, aż do czasu, kiedy do jego prosektorium trafiają kolejne zwłoki, tym razem młodej projektantki mody, która popełniła samobójstwo wieszając się na klamce. Ponownie na ciele ofiary znajduje się taka sama charakterystyczna wstążeczka. Dziwne zbiegi okoliczności dopełnia jeszcze ciało bezdomnego, który przedawkował metanol i guzik jego kurtki z takim samym czerwonym sznureczkiem. 

Marek postanawia za wszelką cenę sprawdzić, czy czerwone nitki to znak rozpoznawczy jakiegoś  zabójcy, działającego tylko w sobie znany sposób, czy może zupełny, choć nieprawdopodobny przypadek. Oczywiście swoje prywatne śledztwo prowadzi przy pomocy przyjaciela, nieodzownego policjanta Sebastiana Pola i ze wsparciem Joanny Skoczek, lekarki, z którą łączy go już rozwiązanie poprzedniej zagadki kryminalnej. Poza tym, Joanna, jako jedna z nielicznych potrafi oprzeć się niezwykłemu urokowi osobistemu Marka, a to tylko mobilizuje lekarza do działania.  

Wyjaśnienie, o co tak naprawdę chodzi z tą włóczką, staje się dla Zadrożnego sprawą życia i śmierci. Choć początkowo nie ma sprzymierzeńców w swoich badaniach, z czasem okazuje się, że prawda leży bliżej, niż mógłby się ktokolwiek spodziewać.

"Paranoja", choć z zasady utrzymana w podobnym klimacie, jak "Obsesja", nie jest taka wciągająca dla czytelnika (w każdym razie dla mnie nie była). W tej części zdecydowanie ważniejsza jest rozwijająca się relacja pomiędzy Markiem i Joanną, niż sprawa kryminalna, która toczy się właściwie w tle spraw osobistych głównych bohaterów, dlatego ja absolutnie nie nazwałabym tej serii, kryminalną. Nie dość, że wątek zabójstwa i poszukiwanie sprawcy opisywane jest z przymrużeniem oka i nie wywołuje w czytelnikach strachu, napięcia czy nawet zaskoczenia, raczej sprawia, że odbiorca uśmiecha się pod nosem, traktując całą tą historię, jako romans, ewentualnie lekką obyczajówkę z elementami kryminalnymi. 

Druga część podobała mi się znacznie mniej, niż pierwsza, stąd też zostawiam Was z decyzją, czy chcecie poznać dalsze losy Joanny Skoczek i Marka Zadrożnego. Ja osobiście zdecydowanie bardziej polecam serię "Kwiat paproci", albo moją ulubioną powieść Autorki - "Druga Szansa".

Sardegna

"Best Seler i zagadka znikających warzyw" Mikołaj Marcela


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 190
Moja ocena : 6/6


Mam ostatnio szczęście do super książek dla dzieci, które nie dość, że są ciekawe, wciągające i zabawne, to jeszcze napisane z pomysłem i przesłaniem ("Zagadka grobu wampira", "Niki i Tesla. Laboratorium pod napięciem", "Małe Licho i tajemnica Niebożątka", "Mateusz i zapomniany skarb"). Uwielbiam wyszukiwać takie historie dla moich dzieci, podsuwać im propozycje do wieczornej lektury, a potem sama dać się wciągnąć w czytaną opowieść i emocjonować nie mniej, niż one.

Ostatnio moje dzieci polubiły historie z dreszczykiem, takie mini opowieści detektywistyczne z zagadką, albo jakąś tajemnicą do rozwiązania. Starają się wtedy odkryć prawdę lub wydedukować, kto stoi za danym "przestępstwem", lub innym czynem, opisywanym w książce. 

Taki właśnie mini kryminał mieliśmy okazję ostatnio czytać. "Best Seler i zagadka znikających warzyw" trafił do naszej biblioteczki z wymiany książek organizowanej przez grupę Śląskich Blogerów Książkowych na październikowych ŚTK w Katowicach.

Historia określana jest, jako vege kryminał dla dzieci (taki opis znajdziemy na okładce), a to dlatego, że jej bohaterowie są nikim innym, jak warzywami mieszkającymi w małym miasteczku Jarzynowie, leżącym spokojnie na skraju Wielkiego Lasu. Warzywa żyją sobie w mieście, jak każda inna grupa społeczna. Mają wśród siebie burmistrza, policjantów, medyków, sprzedawców, przedsiębiorców, seniorów, młodzież, rodziny z dziećmi, bogatych i biednych. Ot, zwykli mieszkańcy miasteczka, tyle, że warzywa.

Życie w Jarzynowie toczy się utartym torem, aż do momentu, gdy w niewyjaśnionych okolicznościach znika Anielka Brukselka, nastoletnia córka pani Augusty Kapusty. Całe miasto zostaje postawione na nogi, bowiem przed laty w tej spokojnej osadzie miała już miejsce podobna sytuacja. Wtedy bez śladu zniknęła Malina Pomidor i do dnia dzisiejszego jej sprawa nie została wyjaśniona. Przez lata wokół tego zgromadziło się sporo domysłów i mylnych tropów, co niby miałoby się stać z warzywem poza granicami miasta. Jednak prawda nigdy nie wyszła na jaw. Zniknięcie Anielki Brukselki, które miało miejsce prawdopodobnie po nocnej imprezie u Cebulki Dymki i Frytki Ziemniak, stawia całe miasto na nogi, które zelektryzowane tą wiadomością na nowo szuka podstaw zniknięcia młodego warzywka. 

Do sprawy bardzo rzeczowo podchodzi Best Seler, czyli lokalny stróż prawa, który nie wierzy w porwanie Anielki przez potwora Wampija, czy innej maszkary, szuka raczej racjonalnych podstaw zniknięcia Brukselki. Nieoficjalnie, w poszukiwaniu warzywka biorą udział także Kornelka i Melka Brukselka, dwie młodsze siostry Anielki. Postanawiają one wziąć sprawy w swoje ręce, wyruszyć do Wielkiego Lasu, by odkryć co czai się za jego nieodkrytymi granicami i odnaleźć zaginioną siostrę. Małe brukselki, po drodze, natrafią też na ślad dziwnego osobnika, który wesprze ich poszukiwania, choć początkowo nie wzbudzi w warzywkach zbyt dużego zaufania.

Co tak naprawdę stało się z zaginionymi warzywami? Czy Wampije istnieją naprawdę? I co kryje się za granicami Wielkiego Lasu? Pierwszy vege kryminał dla dzieci odpowie Wam na te wszystkie pytania!

Powiem Wam, że "Best Seler", choć przeznaczony dla młodszych czytelników, ma typową konstrukcję kryminału. Akcja przyspiesza, jest kilku podejrzanych, rozdziały urywają się w najbardziej emocjonujących momentach, jest charyzmatyczny (jak na warzywo) stróż prawa, ekscytujące i pełne nagłych zwrotów akcji, zakończenie. Normalnie pełnokrwisty thriller!

Cała intryga kryminalna też jest bardzo ciekawa i ma zaskakujące zakończenie. Moje dzieci nie mogły się zdecydować, czy bardziej emocjonują się tą zagadką, czy może bardziej ich ona bawi (w pozytywny sposób oczywiście). Bo wyobraźcie sobie: warzywa o świetnie komponujących się imionach i nazwiskach (Czarka Pieczarka, Roch Groch, Hilary Czosnek. Dorotka Karotka) biorą udział w rozwiązywaniu zagadki kryminalnej! No czad, po prostu!

Podobnie, jak finał tej historii, czyli odkrycie, kto stoi za uprowadzeniem warzyw, i jaki ma w tym cel, był naprawdę niesamowity. Gratuluję pomysłu Autorowi, bo zrobienie ze zwyczajnych warzyw bohaterów powieści, nadanie im cech ludzkich, imion, które tak doskonale do nich pasują, a do tego wplecenie ich w fabułę, która będzie logiczna, ekscytująca i zabawna zarazem, jest nie lada wyczynem.

Bardzo mi się ten vege kryminał podobał, podobnie zresztą, jak i moim dzieciom. Epilog sugeruje, że może kiedyś będziemy mogli jeszcze wrócić do tej opowieści, a Autor, pan Mikołaj Marcela coś jeszcze dla młodych czytelników w podobnej konwencji, przygotuje. Powiem szczerze, bardzo na to liczę!
Sardegna

"Nietypowa Matka Polka" Anna Szczepanek


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: Edipresse
Liczba stron: 352
Moja ocena : 5/6


Lubię książki, które mnie bawią, choć faktycznie rzadko kiedy trafiam na takie, idealnie do mnie pasujące. Zdarzają się kobiece obyczajówki (autorstwa Joanny Szarańskiej), albo komedie kryminalne (Marty Matyszczak), które mają "momenty" i autentycznie mnie bawią, jestem jednak trudnym czytelnikiem i książki reklamowane, jako zabawne, zazwyczaj do mnie nie przemawiają. Lubię czarny humor, ostry język i cięte riposty i nic nie poradzę, że to właśnie mnie bawi. 

Mam jednak na półce książkę, która śmieszy mnie za każdym razem, kiedy ją czytam (a tak dla jasności, czytam ją na wyrywki) i jest to "Świnia ryje w sieci" PigOuta. Kto zna tego człowieka, wie, o czym mówię. Pigu ma niesamowity dar przelewania na papier swoich przemyśleń na temat codzienności w taki sposób, że czytelnik ma ochotę rzucić wszystko i czytać jego kolejne teksty, zaśmiewając się przy tym do łez. O PigOucie nie będę się rozpisywać, bo można o "Świni" poczytać TUTAJ, dzisiaj natomiast będzie o "Nietypowej Matce Polce". Książka owego czasu była polecana przez PigOuta, jako życiowa, szczera do bólu, napisana z dystansem i przede wszystkim humorem, a skoro Pig mówi, że jest śmiesznie, to na pewno jest. Postanowiła więc sprawdzić to osobiście.

Anna Szczepanek, blogerka, matka czterech synów, napisała książkę utrzymującą się trochę w klimacie "Świni", składającą się z krótkich, zabawnych tekstów powstałych na bazie jej obserwacji codzienności. Teksty te napisane z przymrużeniem oka głównie skupiają się na życiu rodzinnym Nietypowej Matki Polki, ma ona bowiem czterech synów, z czego starsza dwójka to nastolatki, a pozostała to maluchy. Scenki z życia matki, opisy codziennych sytuacji, są bardzo dobrze znane wszystkim rodzicom, nie dziwi więc popularność owej książki, w której wiele czytelników odnajduje samych siebie. 

Książka podzielona jest na trzy główne części, z których każda zaczyna się wstępem napisanym przez Matkę "na poważnie". Właściwie to dzięki tym trzem fragmentom możemy poznać Autorkę trochę lepiej i przekonać się, co jest dla niej ważne, reszta to już dystans, specyficzny humor i zapiski pół żartem - pół serio. Zdaję sobie jednak sprawę, że historie napisane ostrym, jak brzytwa językiem, nie każdemu mogą przypaść do gustu, podobnie jak mnogość przekleństw, w nie wplecionych. Po prostu taka forma "dziennika" albo kogoś przekonuje, albo nie, ja biorę ją z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Jeśli chodzi o trzy główne "rozdziały" książki, to nieprzypadkowo są one związane z jej tytułem. Pierwsza część - nietypowa, dotyczy zdarzeń, związanych z samą Matką. Możemy wtedy przyjrzeć się nieco bliżej Autorce, choć, jak wiadomo, przez pryzmat humoru, dystansu i ciętych ripost. Drugi rozdział to kilkanaście scenek sytuacyjnych z życia rodzinnego Matki i jej dzieci. Matka rzeknie parę słów o swoich porodach, sukcesach i porażkach wychowawczych, wydarzeniach, które nam rodzicom są doskonale znane z autopsji. Cześć trzecia związana będzie z życiem na emigracji, bowiem rodzina Matki Polki mieszka na stałe w Wielkiej Brytanii. W sposób dla siebie charakterystyczny opisuje więc zabawne sytuacje, z jakimi miała do czynienia, jako Polka mieszkająca na obczyźnie.

Lektura "Nietypowej..." dostarczyła mi wiele zabawy. Każdy z tych rozdziałów śmieszył mnie na swój sposób, najbardziej jednak przemówiła do mnie część druga. Życie codzienne z dzieciakami obfituje w wiele zabawnych momentów, a umiejętne ubranie tego w słowa, do tego w taki sposób, aby było śmiesznie, zawsze jest u mnie mile widziane. Poza tym książka w zabawny sposób pokazuje blaski i cienie macierzyństwa, a sytuacji w niej opisanych nie znajdziecie ani w serialu, ani na insta zdjęciach idealnych matek. Uśmiałam się, standardowo musiałam parę "momentów" przeczytać na głos mojemu mężowi, który równie cierpliwie wysłuchiwał wcześniej fragmentów "Świni" Pig Outa. 

Na koniec muszę tylko dodać, że w momencie porównaniu obu książek (choć wiem, że nie powinnam tego robić, bo prezentują one zupełnie inne realia) to humor Pig Outa bardziej do mnie trafia i pozostaje książką nr 1 na liście poprawiającej humor. Co nie znaczy oczywiście, że nie polecam "Nietypowej Matki Polki"! Książka dostała wyróżnienie w plebiscycie Granic.pl, na najlepszą książkę pod choinkę. Ma ona naprawdę spore grono fanów, którzy świetnie odnajdują się w rodzicielskiej rzeczywistości opisanej z przymrużeniem oka. Ja również znalazłam parę momentów, w których doskonale mogłabym się identyfikować z Autorką. Szczerze też zazdroszczę jej takiego "luzu" i dystansu, który daje sobie w stosunku do swoich dzieci i do ich wychowania. Ja jednak jestem z tych nerwowych rodziców i wiem, że w niektórych sytuacjach powinnam odpuścić. Pracuję nad tym.
Sardegna

"Spełnione życzenia" Karolina Wilczyńska


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments

  
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 272
Moja ocena : 5/6

Choć święta dawno za nami, nie wyrobiłam się wcześniej z wpisem na temat "Spełnionych życzeń" Karoliny Wilczyńskiej, stąd też musicie mi wybaczyć, że o taki miłej, świątecznej książce będę pisać w pierwszych dniach stycznia.

"Spełnione życzenia" były moją trzecią, świąteczną powieścią przeczytaną w 2018 i  powiem Wam, że chyba najbardziej klimatyczną ze wszystkich. "Psiego najlepszego" skupiało się bardziej na zwierzętach, a "Tylko jeden wieczór" praktycznie mógł odbywać się w dowolnym momencie roku, natomiast powyższa historia dzieje się dokładnie w wigilię, cała akcja toczy się w tym jednym dniu, stąd też przygotowania do świąt i atmosfera bożonarodzeniowa są dominującym elementami tej książki.

Bohaterów tej opowieści jest kilku. Czytelnik nie ma możliwości poznać ich bardzo dobrze, cała bowiem historia dzieje się w ciągu jednego dnia przez parę godzin, od 8.00 do 20.00, ale to, czego się o nich dowiaduje w zupełności wystarczy, aby móc wyrobić sobie na ich temat odpowiednie zdanie. Dla wszystkich osób biorących udział w tym dramacie, wigilia okaże się dniem kluczowym, praktycznie zmieniającym całe ich dalsze życie. W tym dniu stanie się bowiem coś, co wpłynie na ich przyszłość. Dla jednych wieczór ten będzie momentem spełnienia marzeń, ale dla innych wręcz przeciwnie, stanie się chwilą przełomową i dramatyczną, w której będą musieli zmierzyć się z niełatwymi sytuacjami, często do tej pory unikanymi. 

Daniel jest młodym prawnikiem pracującym w świetnie prosperującej kancelarii. Tak naprawdę jednak niezbyt lubi swoją pracę, a jego głównym zmartwieniem jest fakt, że musi przed swoimi bliskimi ukrywać orientację seksualną. Od jakiegoś czasu spotyka się bowiem ze Sławkiem, człowiekiem, z którym zaczyna łączyć go coś poważnego, nie potrafi się jednak zdecydować na to, aby przedstawić go rodzicom i razem spędzić święta.

Tadeusz to bardzo wpływowy biznesmen, przystojny mężczyzna w średnim wieku, który choć ma dorosłą już córkę i od lat tę samą, wierną żonę, nie potrafi zrezygnować z przelotnych romansów i przypadkowych zdrad. Swoje potrzeby zaspokaja w ramionach coraz to młodszych kochanek, dba jednak o pozory i stara się, aby żona nie dowiedziała się o kolejnych kobietach w jego życiu.  

Zbyszek jest świetnym fachowcem, bardzo skupionym na swojej pracy, który dla awansu i pochwały szefa jest w stanie poświęcić bardzo wiele. Nie dziwi więc, że odstawia żonę i małą córeczkę na boczny tor, usprawiedliwiając swoje zachowanie świadomością, iż pracuje na utrzymanie rodziny, aby nic jej nie zabrakło. 

Elwira, kobieta sukcesu, pozornie ma wszystko: wspaniałego męża, z którym lubi spędzać czas, pieniądze, pasje, interesującą pracę. Do pełni szczęścia brakuje jej tylko dziecka, do tego jednak nie przyznaje się nawet przed samą sobą.

Krystyna to gosposia w domu Elwiry. Starsza pani dorabia sobie do emerytury, ma bowiem na utrzymaniu córkę alkoholiczkę i jej dwójkę małoletnich dzieci. Pani Krysia utrzymuje bardzo pozytywne relacje ze swoją pracodawczynią i jest bardzo przez nią lubiana.

Natalia zakochana jest bez pamięci w Bartku, sąsiedzie, który cierpi na poważną chorobę serca i praktycznie każdy kolejny dzień jest dla niego wyzwaniem. Dziewczyna nie daje się przekonać rodzinie, iż chłopak nie jest dla niej, żywi wobec niego szczere uczucia i nawet śmiertelna choroba nie jest w stanie tego zmienić. 

Losy tych sześciu bohaterów i ich rodzin splotą się ze sobą w wieczór wigilijny. To "połączenie" nie dla wszystkich okaże się pozytywne. Choć czas świąt wydaje się być magiczny i sprzyjający dobrym emocjom czy spełnianiu marzeń, w tym wypadku nie zawsze tak będzie. Znacie powiedzenie: "uważaj o czym marzysz, bo może się to spełnić"? W przypadku tej powieści będzie ono jak najbardziej aktualne. 


Książka nie jest długa, lektura starcza bowiem dosłownie na jeden dzień (przeczytanie zajęło mi parę godzin), ale za to jest mocno klimatyczna a na tych niecałych trzystu stronach znajduje się wszystko to, co najważniejsze. Na pewno nie jest to cukierkowa opowieść, tylko raczej historia z gatunku słodko - gorzkich, ale to chyba już znak rozpoznawczy Karoliny Wilczyńskiej. Ta opowieść wzrusza, przez to musiałam książkę kilka razy na moment odłożyć, a to wyjątkowo rzadko zdarza mi się podczas lektury. Daje też pewną refleksję, ku której można się skłonić, i to nie tylko w czasie świąt.

Bardzo podobały mi się "Spełnione życzenia", takie książki mogę czytać nie tylko od święta!

Sardegna

Trójka e - pik - styczeń 2019. Czas start!


posted by Sardegna on

72 comments

Dzień dobry! Nowy Rok 2019 na blogu rozpocznie się emocjonująco! W każdym razie dla mnie, bowiem po pięciu latach przerwy do życia powołane zostało na nowo, moje wyzwanie Trójka e - pik. Nie powiem, czuję się podekscytowana tym faktem, a stworzenie ankiety związanej z wyborem trzeciej kategorii i obserwowanie Waszych reakcji tylko moje pozytywne emocje wzmocniło. O pomyśle wznowienia zabawy możecie przeczytać TUTAJ, a teraz już nie przedłużam i zapraszam Was do styczniowej odsłony wyzwania, życząc miłej zabawy!

Przypomnienie zasad:


Cel:
Celem wyzwania będzie zapoznanie się z nieznanymi lub omijanymi przez nas szerokim łukiem, gatunkami powieści.

Zasady:

*  wyzwanie trwa miesiąc kalendarzowy
*  w zabawie wziąć udział może każdy bloger oraz każda osoba nie posiadająca bloga, która ma ochotę przyłączyć się do zabawy. Przyłączyć się można w dowolnym momencie
*  wyzwanie będzie polegało na przeczytaniu trzech książek z trzech wybranych gatunków.
dwa z tych gatunków zostaną zaproponowane przeze mnie, wybór trzeciego będzie zależał od Was
*  w pierwszym tygodniu miesiąca umieszczę post, pod którym będziecie mogli zaproponować dowolne gatunki czy kategorie lektur. O wyborze zadecyduje ankieta.
*  wybór książki, kwalifikującej się do podanego gatunku, jest zupełnie dowolny i zależeć będzie tylko od Was
* osoby posiadające bloga, po napisaniu opinii, na temat wybranej książki, proszone są o wpisanie informacji, że książka została przeczytana w ramach wyzwania "Trójka e-pik" i podanie linka do TEGO posta.
*  w podsumowaniu, które nastąpi pod koniec miesiąca wystarczy, aby osoby które wzięły udział w wyzwaniu, w komentarzach pod postem tematycznym, podały trzy linki do swoich opinii.
* miło będzie, jeśli podlinkujecie poniższy plakat moim blogiem, jako organizatorem wyzwania 

 ***
 Moje propozycje na styczeń 2019 są następujące:

książka o górach
książka z duchami (w tytule lub w wątku)
komedia kryminalna



Komedia kryminalna to Wasz wybór. W ankiecie umieszczonej na blogu i FB zostało oddane 54 głosy, z czego 13 na tą kategorię.  Jeśli chodzi o książkę o górach, nie musi to być literatura faktu, może być powieść z tym motywem. Jak się zapatrujecie na kategorie? Trudne? Macie pomysły na styczniowe lektury? Chętnych do udziału zapraszam do zgłaszania się w komentarzach pod tym postem. Nie trzeba dzisiaj deklarować konkretnych tytułów, wystarczy zgłosić udział, a potem podesłać linki bądź informacje o przeczytanych książkach. 

Życzę wszystkim dobrej zabawy! Chętnych zapraszam do fb grupy Trójka e-pik TUTAJ.


Sardegna