Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Literatura. Pokaż wszystkie posty

"Pieniądze albo kasa" Paweł Beręsewicz


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 191
Moja ocena : 6/6
Historia, którą niedawno przeczytaliśmy z moimi nastolatkami to "Pieniądze, albo kasa" Pawła Beręsewicza, autora znanego mi z takich młodzieżówek, jak "Szeptane", "Wszystkie lajki Marczuka", czy opowiadań ze zbioru "Gorzka Czekolada". Znając jego styl i warsztat literacki, nie powinnam być zaskoczona tym, że ta historia tak bardzo przypadnie mi do gustu. Jednak, co ważniejsze, bardzo spodobała się również moim nastoletnim dzieciom, a o to jak wiadomo, ostatnimi czasy, raczej trudno, gdyż nasze preferencje czytelnicze mocno się różnią. Dlatego tak bardzo mnie cieszy, kiedy znajdujemy wspólną lekturę, budzącą w nas tak pozytywne emocje.

"Pieniądze albo kasa" to książka z serii "16 plus" wydawnictwa Literatura, z której posiadamy już klika tomów. Jednak wszystkie czytane do tej pory kojarzyły mi się z poważniejszymi tematami dotyczącymi nastolatków. Ta opowieść natomiast, napisana jest w zabawny sposób, z przymrużeniem oka, jest pełna humoru, który mnie osobiście bardzo odpowiadał, i ma wiele śmiesznych zwrotów akcji. Na szczęście moje nastolatki również poczuły klimat i śmiały się z żartów sytuacyjnych opisywanych w kolejnych rozdziałach, co tylko utwierdziło mnie w przekonaniu, że jest to super historia dla całej rodziny.
Cała przygoda zaczyna się trochę nietypowo, bowiem od rozprawy sądowej dwóch złodziei samochodów, którzy, mimo iż wydawało im się, że znaleźli świetny sposób na zarabianie, a nie powstydziłby się tego najbardziej przebiegły mafioso, zostają aresztowani i osądzeni za swoje przewinienia.
Czytelnik na początku nie wie, jaki związek mają owi przestępcy z głównym bohaterem tej powieści, czyli Stasiem Tonderą, zwykłym nastolatkiem, który lubi pieniądze i chce sobie dorobić do kieszonkowego, ale na odpowiedź musi poczekać aż do ostatniego rozdziału, kiedy to oba wątki się połączą. Gwarantuję, że będzie na co czekać, bo historia opowiedziana między pierwszym, a ostatnim rozdziałem bawi do łez.
Stasia poznajemy od momentu, kiedy jest małym chłopcem i uczy się, jak zdobyć coś, na czym mu zależy. Na początku nie wie jeszcze, jak ważne w życiu człowieka są finanse, jednak bardzo szybko orientuje się, ze jest to element niezbędny do szczęścia. Chłopak ma silną potrzebę posiadania pieniędzy i niezależności finansowej, jednak los niezbyt mu w tej kwestii sprzyja, mimo że od najmłodszych lat stara się zdobywać fundusze z różnych źródeł. Niestety, jego starania nie zawsze spotykają się ze zrozumieniem rodziców, a niekiedy odbiegają nawet od przyjętych norm.
Każdy rozdział opowiada o pewnym etapie w życiu Stasia, począwszy od wieku dziecięcego, poprzez przedszkole, ucznia szkoły podstawowej, a później gimnazjum, kiedy to bohater stara się zgromadzić potrzebne mu finanse. Jak nie negocjuje z bratem prezent urodzinowy, to otwiera biznes oparty na przeterminowanych jogurtach, oszczędza (w nieco oryginalny sposób) na nowy telefon, myje samochód taty, albo robi okazyjne zakupy na Allegro.
Relacja Stasia z pieniędzmi i jego stosunek do kwestii finansowej jest przezabawnym, a jednocześnie fundamentalnym wątkiem tej historii. Całość napisana jest lekkim, współczesnym językiem, który jednocześnie oddaje prawdziwe życiowe sytuacje i przemyślenia bohatera. Moje dzieci bez trudu odnajdywały się w opisywanych sytuacjach. Zwłaszcza rozdział o kieszonkowym był mocno trafiony.
Przygody Stasia i jego młodszego brata Krzyśka związane ze zdobywaniem pieniędzmi to naprawdę super historie, napisane z humorem i przymrużeniem oka. Każdy rozdział to jedna mini opowieść z puentą i co ciekawe, wcale niełatwą zagadką matematyczną dla czytelnika. Końcówka książki to wyjaśnienie, co łączy bohatera z Łysym i Małym, czyli dwoma złodziejami aut, o których wspominałam na początku.
"Pieniądze, albo kasa" okazały się strzałem w dziesiątkę, bawiąc i dostarczając wiele radości podczas wspólnego czytania. Książka doskonale sprawdza się również, jako lektura czytana na głos w klasie. Wielu moich szóstoklasistów świetnie się bawiło słuchając perypetii Stasia i Krzyśka, co świadczy tylko o jej niezwykłym uroku. Jest to jedna z fajniejszych książek młodzieżowych, jakie miałam okazję czytać, i jestem przekonana, że znajdzie się na liście moich ulubionych lektur w tym roku. Dlatego polecam ją dalej, niech jak najwięcej osób o niej usłyszy!
Przeczytaj także:
Sardegna

"16.10 do Bergamo" Piotr Rowicki


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 152
Moja ocena : 5/6
 
"16:10 do Bergamo" to książka młodzieżowa z serii "16 plus minus", kolekcji, którą bardzo lubię i staram się po nią sięgać najczęściej, jak to możliwe. Na powyższą skusiłam się trochę przypadkowo, bowiem dorzuciłam ją do walizki tuż przed wyjazdem na długi weekend. Nie miałam wobec niej żadnych oczekiwań, nie kojarzyłam też autora, ot, wzięłam pierwszą z brzegu książkę na wyjazd. 
 
Tym bardziej jest mi miło, że historia "16:10 do Bergamo" okazała się bardzo interesująca. Inna kwestia jest tak, że jest to również przejmująca, a do tego mocno smutna opowieść. Chociaż ten smutek nie jest wyrażony bezpośrednio, to jednak wydziera z każdego rozdziału, zwłaszcza, kiedy czytelnikiem jest dorosła osoba, bo mam wrażenie, że odbiorca młodszy odczyta ją raczej dosłownie. 
 
Przygody kilkunastoletniej Lidki to typowa opowieść drogi, trochę realistyczna, trochę fantastyczna, w której nie do końca wiadomo, co dzieje się naprawdę, a co rozgrywa się w umyśle bohaterki. Wędrówka dziewczynki, o której za moment napiszę nieco więcej, pozornie jest najważniejszym elementem książki, tak naprawdę jednak najistotniejsze jest to, co kryje się pomiędzy wierszami, czyli problem eurosieroctwa i niesamowitą tęsknotę dziecka za rodzicem.
 
Lidka musi radzić sobie z samotnością i opuszczeniem przez mamę, która z powodów finansowych wyjeżdża do Włoch do Bergamo w poszukiwaniu pracy. Dziewczynka mieszka w małej wiosce Cebulówka wraz z dziadkiem mającym już swoje lata. I chociaż staruszek stara się jak najlepiej dla swej wnuczki, nie jest w stanie ogarnąć wszystkich obowiązków i potrzeb dziewczynki. Lidka nie jest właściwie jedyną eurosierotą we wsi, gdyż sporo okolicznych dzieci zmaga się z taką sytuacją. Jej rówieśnicy mają jednak ten plus, że posiadają krewnych, wspierających je w codzienności, natomiast Lidka nie może liczyć na nikogo innego. Jej ojciec od lat nie żyje, dziewczyna nie ma rodzeństwa, stąd też bardzo mocno przeżywa opuszczenie przez mamę i nieudolność dziadka. 
 
Mała bohaterka pisze do mamy listy, w których opowiada o swej codzienności, dużych i małych sprawach, o tym, co dzieje się praktycznie od momentu jej wyjazdu. Bardzo tęskni, choć wprost nigdy tego nie mówi. Każdy wyjazd mamy odchorowuje, choć nigdy nikomu się do tego nie przyzna. Jej smutek i tęsknota przybiera również inne formy: problemy z nauką, konflikty z rówieśnikami, wyizolowanie a nawet agresję.


Problemy eskalują, kiedy pewnego dnia dziadek Lidki trafia do szpitala, a dziewczynka zostawiona sama sobie podsłuchuje rozmowę pań z opieki społecznej, jakoby miała udać się teraz do pogotowia opiekuńczego. Wystraszona tym, co ma nadejść, postanawia uciec, pojechać do Bergamo i odnaleźć mamę. I właśnie tak zaczyna się pełna niebezpieczeństw, ale też przygód, podróż, w której Lidka poznaje wielu pozytywnych i pomocnych ludzi, wspierających ją w drodze do mamy. W końcu dziewczynka dociera do Bergamo, jednak czy w tak dużym mieście odnajdzie swą mamę, to jest już inna kwestia.

Tak, jak wspomniałam na początku, w tej historii nic nie jest oczywiste. Właściwie do końca nie wiadomo, które wydarzenia miały miejsce naprawdę a które są wytworem wyobraźni małej, samotnej, opuszczonej dziewczynki. Smutna to książka, chociaż w dosłownym odbiorze może przypominać wciągającą powieść przygodową.
 
Co do samego tematu eurosierot, podobne zagadnienie było poruszane w młodzieżówce Joanny Jagiełło "Zielone martensy", z tym że pani Jagiełło pisze o nastolatku, który z racji wieku lepiej radzi sobie z obowiązkami po opuszczeniu przez mamę. Stąd i formuła książki jest inna, niż perypetie małej Lidki. 
 
Sardegna

"Kawa z kardamonem" Joanna Jagiełło


posted by Sardegna on , , , , ,

5 comments


Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 248
Moja ocena : 5/6
 
 
Korzystając z okazji, że 2 lipca w katowickiej bibliotece odbywał się festiwal literacki "Ojce i Dziatki", a jednym z zaproszonych gości była pani Joanna Jagiełło, autorka powieści dla młodzieży, w tym jednej z najbardziej dla mnie ważnych książek, jak kiedykolwiek czytałam ("Jak ziarnka piasku"), postanowiłam wybrać się na to spotkanie i zabrałam na nie moje dzieci. Wiedząc, jaką tematykę porusza w swoich książkach pani Jagiełło, chciałam, aby posłuchały rozmowy z tą wyjątkową pisarką, a może zainspirowały się do lektury, bo ostatnio obraz zdecydowanie wygrywa u nich ze słowem. 
 
Korzystając z faktu, że szykowałam się na to spotkanie, postanowiłam sięgnąć po czekającą na półce od lat, "Kawę z kardamonem", książkę wydaną przez Wydawnictwo Literatura będącą częścią większej serii "Plus minus 16", poruszającej ważne dla młodzieży kwestie, ale również pierwszym tomem serii "kawowej" autorstwa pani Jagiełło ("Kawa z kardamonem", "Czekolada z chili", "Tiramisu z truskawkami", "Mleko z miodem").
 
Linka, czyli Halinka właśnie kończy trzecią klasę i szykuje się do egzaminów gimnazjalnych. Szkoła nie zajmuje jednak w jej życiu zbyt ważnego miejsca, dziewczyna głównie zajmuje się młodszym bratem i ogarnia większość obowiązków domowych. Jej mama bowiem to osoba mocno wycofana, depresyjna, wiele sytuacji zrzuca na córkę, natomiast jej mąż Adam, ojczym Linki i prawdziwy ojciec Kaja, choć jest ważnym dla niej człowiekiem i wspiera ją, jak tylko może, większość czasu poświęca pracy. 
 
Linka chciałaby być zwykłą nastolatką, na jej głowie leży jednak zbyt wiele dorosłych problemów. Oprócz spraw domowych dochodzi jeszcze stres przed egzaminem, wybór nowej szkoły, a także konflikt z najlepszą przyjaciółką, kiedy to pewnym incydencie na imprezie, z dnia na dzień, osoba jej najbliższa, staje się praktycznie obcą. Do tego dziewczyna jest osobą zamkniętą w sobie, artystyczną duszą lubiącą fotografię, ale ciągle szukającej swojej drogi życiowej, nie ma więc z kim porozmawiać o nurtujących ją sprawach.

Na szczęście w jej życiu pojawia się Adrian, kuzyn przyjaciółki, z którym nastolatka znajduje wspólny język. Jednak mimo to, że chłopak wyraźnie się w niej podkochuje i stara się być dla niej oparciem, ona mimo wzajemności, nie potrafi okazać mu swoich uczuć traktując go z wymuszoną obojętnością. 
 
Samotna Linka miotająca się między bratem, nieobecną mamą, przyjaciółką, Adrianem, a swoją przyszłością, która stoi pod wielkim znakiem zapytania, odkrywa przez przypadek dawne zdjęcie rodzinne, sugerujące, że wśród jej bliskich jest jakiś temat tabu. Historia ukryta na dnie szuflady, której Linka nigdy nie miała odkryć. To prawdopodobnie z tym sekretem wiążą się zmienne nastroje mamy, jej wyizolowanie i znikanie na jakiś czas z domu. Początkowo nastolatka podejrzewa mamę o zdradę, okazuje się jednak, że przyczyna dziwnego zachowania mamy leży w zupełnie innym miejscu.
 
Linka wraz z Adrianem postanawiają dowiedzieć się prawdy o rodzinnym zdjęciu. Z fotografią w jednej ręce i strzępkami informacji uzyskanymi od babci, próbują odkryć, co stało się w domu, kiedy Halina była małą dziewczynką. Odkrycie tej tajemnicy może jednak bardziej zaszkodzić bliskim dziewczynki, niż im pomóc. Czy nastolatka postanowi odkryć karty przed całą rodziną, kiedy dowie się prawdy?
 
"Kawa z kardamonem" to fantastyczna książka poruszająca ważne, nie tylko dla nastolatków, sprawy. Depresja, samotność wśród ludzi, odrzucenie, problemy koleżeńskie, pierwsza miłość. Oprócz tych zagadnień w książce mowa jest jeszcze o kilku innych, ale nie chciałabym ich tutaj przytaczać, żeby nie spojlerować i psuć wrażeń czytelniczych osobom, które jeszcze powieści nie czytały. Oczywiście w trakcie rozwiązywania przez bohaterkę rodzinne tajemnicy, pewnych zbiegów okoliczności jest zbyt wiele, ale sądzę, że czytelnikom nie będzie to przeszkadzać. Wręcz przeciwnie, sprawi, że zakończenie tej historii okaże się interesującym wątkiem na przyszłość (w kolejnych tomach losy Linki będą kontynuowane, ale spokojnie można zakończyć lekturę również na pierwszej części serii).
 
Mimo że historia Linki dzieje się w czasie, kiedy w kraju funkcjonowały jeszcze gimnazja, ma taki sposób narracji i prowadzenia fabuły, aby treść książki o nastolatkach i ich sprawach tych sprzed kilku lat, jak i tych dzisiejszych, nie różniących się przecież tak bardzo od siebie, mogły trafić do wielu młodych odbiorców, a także do ich rodziców i nauczycieli. W "Kawie z kardamonem" mamy więc bohaterkę nastolatkę, jakich wiele, przeżywającą trudny okres w swoim życiu, która musi odnaleźć się w najważniejszych dla siebie kwestiach. Jej perypetie opisane są w sposób przystępny i uniwersalny, tak, aby nawet po latach i zmianie realiów, młodzi czytelnicy potrafili znaleźć w tej historii coś dla siebie i mogli zidentyfikować się z główną postacią.
 
Powiem więcej, ja, jako dorosły czytelnik również potrafiłam wczuć się w sytuację i porównać ją nie tylko z życiem nastolatków, które mnie otaczają, ale wrócić także do lat swojej młodości i odnaleźć w dziewczynie samą siebie. Oprócz wątku obyczajowego, w książce intrygująca jest sama tajemnica, którą bohaterka stara się rozwiązać. Przez to powieść nie jest tylko typową młodzieżówką, ale staje się także wciągającą książką przygodową, którą trudno odłożyć w trakcie czytania.

Książka ta nie jest może tak przejmująca i trudna, jak "Ziarnka piasku", jeśli chodzi o ładunek emocjonalny postawiłabym ją na równi z "Zielonymi martensami", ale jak najbardziej jest warta przeczytania. Bardzo polecam!
 
Sardegna


"Złoty dukat. Opowieści dzieci fabrykanta" Grażyna Bąkiewicz


posted by Sardegna on , , , ,

7 comments


Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 144
Moja ocena : 5/6
 
Jeszcze w starym roku przeczytałam bardzo fajną książkę dla dzieci, którą wybrałam na nasze wieczorne głośne czytanie, okazało się jednak, że moje dzieci są na tę historię już trochę za duże, stąd też książka nie do końca spełniła u nas swoją rolę. Niemniej jednak,  korzystając z okazji i faktu, że już zaczęłam ją czytać, postanowiłam dokończyć ją sama dla siebie. 
 
Zanim przejdę do konkretów, chciałam nadmienić, o co chodzi z tą niechęcią moich dzieci, żebyśmy się dobrze zrozumieli. Opory wynikały głównie ze zbyt dziecinnej narracji i prostego języka. Moje dzieci mają już 10 i 12 lat, więc interesują ich już zdecydowanie doroślejsze książki. Natomiast to trzeba zaznaczyć, sama fabuła, tło historyczne, przygody, w których bohaterowie brali udział, czy forma przedstawienia perypetii licznego potomstwa ówczesnego  "króla bawełny", czyli zaradnego przedsiębiorcy, Ludwika Geyera, były dla nich, jak najbardziej w porządku. Do tego, zachęcająco brzmiała zapowiedź okładkowa, która mówi, że dzieci Geyera wyruszają na poszukiwania tajemniczego dukatu, mającego ochronić fabrykę ich ojca oraz całe domostwo przed złem. Stąd też żałuję trochę, że cała historia nie jest pokazana z nieco starszej perspektywy, wtedy moglibyśmy potraktować ją wtedy, jako przygodówkę, z wieloma ciekawostkami historycznymi, a nie książkę dla maluchów.

Bohaterami "Złotego dukata" jest rodzeństwo Geyer. Ludwik, Amalia, Ryszard, Gustaw i Emil, dzieciaki znanego w całej Łodzi Ludwika Geyera, przedsiębiorcy, który założył i rozbudował świetnie prosperującą fabrykę materiałów bawełnianych, nazywaną potem Białą Fabryką (dzisiaj znajduje się tam Centralne Muzeum Włókiennictwa na Piotrkowskiej). Geyer był człowiekiem czynu, swą fabrykę wyposażył, jako pierwszy w Królestwie Polskim, w maszynę parową, zatrudniał całą masę pracowników, założył szkołę, zajmował się działalnością społeczną, a także próbował swych sił i innego rodzaju biznesach.
 
Historia opowiada właśnie o codzienności rodziny Geyerów, zamieszkującej piękny dwór, przygodach rodzeństwa, zabawach, jakie sobie organizowali, a także spędzania sposobów wolnego czasu w urokliwym, przydomowym parku. Wszystko to oczywiście dzieje się w momencie najwięszego rozkwitu miasta, do Łodzi zjeżdżając coraz to nowi przedsiębiorcy i fabrykanci, a ulicę Piotrkowską anektują kolejne zakłady przemysłowe.
 
Dzieciaki spędzają beztrosko czas, podglądając czasami ojca przy pracy, kręcąc się po fabryce, niezmiernie ciekawi ich bowiem olbrzymia maszyna parowa. Przemieszczają się też swobodnie po mieście, wszyscy ich bowiem znają, głównie za sprawą ich wpływowego ojca. Ludwik Geyer cieszy się bowiem szacunkiem mieszkańców, a swoją pozycję wykorzystuje, aby usprawnić miasto i wspomóc najbiedniejszych. Kładzie też nacisk na rozwój miasta, wyremontowanie dróg i edukację. Choć mniejsi przedsiębiorcy upatrują w nim swojego wroga, widząc sprawcę upadku ich interesów, dla większości łodzian jest on jednak prawdziwym wzorem do naśladowania. 
 
Rodzeństwo Geyerów podczas jednej ze swoich codziennych zabaw natrafiają na tajemnicza legendę, jakoby w sąsiedztwie fabryki ich ojca diabeł umieścił złoty dukat. Pieniążek przynosi pecha wszystkim, którzy znajdą się w jego pobliżu. Dzieci postanawiają więc odnaleźć przeklęty dukat i wyrzucić tak daleko, aby nie zagroził ich rodzinie. Czy im się to uda?
 
"Opowieść dzieci fabrykanta" pokazuje codzienne zwyczaje rodziny mieszczańskiej, zabawy, które dzisiejszym dzieciakom mogą wydać się już bardzo starodawne, a także pyszne przysmaki, przygotowywane przez gospodynię Geyerów, pochodzące z rejonu łódzkiego.  
 
Tak jak powiedziałam, jest to fajna historyjka, która może stanowić fajny materiał do wieczornego czytania dzieciom młodszym. "Złoty dukat" potwierdził jednak moją teorię, że książki, które niosą ze sobą jakąś treść edukacyjną, czyli na przykład tak, jak w tym wypadku, przybliżają młodym czytelnikom jakiś okres w dziejach Polski, tutaj związany z łódzką rewolucją przemysłową, bardziej podobają się osobom dorosłym, niż dzieciom. Warto jednak prezentować dzieciom również takie książki, które w jakiś sposób zmuszą ich do wyjścia ze swojej strefy komfortu. Z takiej przygody czytelniczej może wyjść coś naprawdę fajnego.

Sardegna

"Cierpienia sięciolatka" Zuzanna Orlińska


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 144
Moja ocena : 5/6
 
 
Gdybym tego nie sprawdziła dwa razy, w życiu bym się nie zorientowała, że pani Zuzanna Orlińska, Autorka czytanej przeze mnie w czasie wakacji, powieści "Pisklak" napisała również tą zabawną książkę dla młodszych dzieciaków. Nie chodzi mi oczywiście o to, że któraś z tych książek jest gorsza lub lepsza od drugiej, one są po prostu zupełnie od siebie różne. I nie mam na myśli tutaj tylko grupy docelowej. Po prostu "Pisklak" jest taką dojrzałą powieścią dla młodzieży, która nie dość, że porusza poważniejsze tematy dotykające dojrzewających nastolatków, to jeszcze jest napisana takim dość trudnym, bo poetyckim językiem. Natomiast "Cierpienia sięciolatka" to lekka, zabawna, ciepła opowieść, napisana trochę z przymrużeniem oka i wielkim humorem, przypomina nawet w pewnym stopniu perypetie Mikołajka albo Jaśków.
 
Narratorem "Cierpień..." jest dziesięcioletni Konrad, który z charakterystyczną dla młodego nastolatka dramaturgią, opowiada o niektórych wydarzeniach ze swojego życia. Komentuje sytuacje mające miejsce w jego klasie i wydarzenia, które przeżył ze szkolnymi przyjaciółmi, ale też te, rozgrywające się w rodzinie, związane z jego młodszym bratem, przedszkolakiem Guciem, albo po prostu zabawne dialogi rodzinne.
 
Niektóre z opisywanych sytuacji dla samego bohatera nie są wcale śmieszne, jednak czytelnik sądzi na ten temat coś zupełnie innego. Jeśli jeszcze do tego jest równolatkiem bohatera, jak na przykład mój Syn, to świetnie rozumie żarty sytuacyjne i potrafi wyobrazić sobie opisywane sytuacje w rzeczywistości. Zupełnie inaczej do tych historii podchodzi dorosły czytelnik, który odnajduje w nich wiele zabawnych nawiązań do otaczającego świata i wbrew pozorom, dojrzałych przemyśleń i komentarzy dziesięciolatka. 

O jakich to sytuacjach, które przytrafiły się Konradowi, możemy zatem przeczytać? Otóż o pewnym balu przebierańców, kiedy to każdy uczeń miał się przebrać za kogoś, którego zawód zaczyna się na pierwszą literę imienia, a bal mimo że był prowadzony przez profesjonalnego wodzireja, to impreza nie do końca się udała. O obchodach dziesiątych urodzinach bohatera i pewnych zabawach, które zainicjowali goście. O pewnej lekcji języka polskiego, gdzie uczniowie przebrani za postacie z mitologii wywołali nie lada awanturę, ale wszystko po to, aby pokazać pani swe zaangażowanie. O tym, jak pewnego dnia kolega Konrada oświadczył, że jest prawdziwym synem Messiego, i przyszłość planuje spędzić u ojca za granicą. O pewnym meczu, na którym drużyna chłopaka poniosła sromotną klęskę, o obchodach dnia zakochanych w klasie, hodowaniu bulwy z przyrody, występie przygotowanym wraz z Guciem dla rodziców z okazji ich święta, o kłótniach z nad wyraz bystrym, młodszym bratem, o kultowym wyjeździe na Zieloną Szkołę i listach z niej wysyłanych, o tym, jak Konrad o mało co nie został celebrytą, jak uczył Gucia pisać, jak świetnie bawił się w sali zabaw (gdzie teoretycznie powinien się nudzić). O wyjściu na grzyby z sąsiadami i ich córkami, o pierwszych próbach zarobkowych, a także staraniach w przekonaniu mamy, że jej syn jest na tyle duży, że może już korzystać z mediów społecznościowych.
 
Choć sytuacje z pozoru niewinne, ot, zwykły dzień dziesięciolatka, jego kolegów i rodziny, to jednak gwarantuję, że lektura nie będzie nudna, a przeróżne sytuacje, jakie będą miały miejsce, rozbawią do łez zarówno młodszego, jak i starszego czytelnika .

Bardzo polecam "Cierpienia sięciolatka", a ponieważ książka ma podobną formułę, jak perypetie "Mikołajka", czy "Jaśków", wiemy mniej więcej, czego się po niej spodziewać, i jakiego typu humoru możemy oczekiwać. W naszej biblioteczce leżała od lat, przywiozłam ją bowiem z jednej z wymian organizowanych przez Śląskich Blogerów Książkowych, stąd też zaliczam ją do tegorocznego wyzwania Z półki.


Sardegna

"Tajemnica starej dzwonnicy" Dariusz Rekosz


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Literatura
Moja ocena: 4/6
Ilość stron: 132

"Tajemnica starej dzwonnicy" to kolejna historia detektywistyczna, którą przeczytałam dzieciakom w czasie kwarantanny. Książka autorstwa Dariusza Rekosza, Autora pochodzącego ze Śląska, którego znam właściwie od bardzo dawna, jednak właściwie nigdy nie miałam okazji czytać żadnej Jego książki, leżała w naszej biblioteczce od niepamiętnych czasów. Zdobyta przy okazji którejś z wymian Śląskich Blogerów Książkowych, doczekała się swojego momentu, a wszystko za sprawą dość obiecującego opisu na okładce, który obiecywał emocjonującą przygodę w samym centrum miasta.

Po przeczytaniu "Tajemnicy starej dzwonnicy" mam dość mieszane uczucia. Może to wynika z faktu, że czytałam dzieciom ostatnio kilka naprawdę świetnych książek przygodowo - detektywistycznych i mam wobec kolejnych dość wysokie oczekiwania. Jak jest w tym wypadku? Z jednej strony "Tajemnica..." to faktycznie ciekawa historia dla młodych czytelników, trzymająca w napięciu, z fajną zagadką i emocjonującym zakończeniem, z drugiej jednak, właściwa akcja rozkręca się gdzieś w połowie książki, dając na wstępie dzieciakom dość przydługi wstęp, związany z historią miasta, w którym rozgrywa się przygoda. 

I choć sam początek jest mocno obiecujący, to w momencie, kiedy Autor przechodzi do bardzo dokładnych opisów miasta, czyli Środy Śląskiej, jej ulic, zabytków i historii, robi się trochę przydługwo. Rozumiem zabieg, jaki serwuje młodym czytelnikom pan Rekosz. Przybliżenie miejsca akcji jest niezwykle istotne w przypadku historii tak ściśle z nim związanej. Jednak w trakcie lektury ten "wstęp" bardzo długo się ciągnie, dzieciaki muszą cierpliwie poczekać na rozwój wydarzeń, a jeżeli sa niecierpliwe, może dojść do porzucenia lektury, co ostatecznie byłoby wielką szkodą. W każdym razie, moje dzieci dały się namówić, żeby dać historii szansę i jeszcze chwilę poczekać na rozwój wypadków. Obawiam się jednak, że jeżeli czytaliby książkę samodzielnie, nie brzebrnęłiby przez początek. Na szczęście w połowie książki akcja zaczyna nabierać tempa, a potem jest już tylko lepiej, aż do samego, naprawdę obiecującego zakończenia.

Przechodząc jednak do konkretów, książka opowiada o przygodzie dwójki dzieciaków, Radka i jego koleżanki z klasy, Magdy, nazywanej Grubą (bynajmniej nie dlatego, że jest obfitych kształtów), którą przeżyli, przy okazji pewnego szalonego weekendu spędzonego u babci Radka w Środzie Śląskiej. Babcia zaprasza dzieciaki do siebie, ponieważ miasto, jak co roku, szykuję się do wielkiego festynu średniowiecznego, z występami wojów, namiotami tematycznymi i pokazami w roli głównej. Przekonana, że impreza może zaciekawić wnuka i jego koleżankę, zaprasza w odwiedziny, i faktycznie nastolatki, choć początkowo sceptyczne, bo co fajnego może okazać się w festynie miejskim, przyjeżdżają do Środy Śląskiej.

Nie spodziewają się jednak tego, że już pierwszego dnia wpadną na trop dziwnej afery. Przy okazji zwiedzania miasta, przy starej dzwonnicy, która jest nieczynna od wielu miesięcy, znajdują spory zwitek banknotów. Po zgłoszeniu sprawy na policję, okazuje się, że pieniądze są fałszywie. Stróże prawa nie do końca jednak podchodzą do sprawy poważnie, nie wierzą też w wersję wydarzeń przedstawioną przez Radka i Grubą. Dzieciaki postanawiają więc na własną rękę wyjaśnić, skąd wzięły się w bramie starej dzwonnicy fałszywe pieniądze, i kto stoi za tajmeniczą wiadomością odnalezioną na "miejscu zbrodni" dzień później. Nie są świadomi jednak, że przez tą swoją ciekawość i chęć przeżycia przygody wpadną w sam środek niebezpiecznej afery, która może skończyć się dla nich naprawdę źle.

Kiedy znika Gruba, Radek wyrusza koleżance na pomoc, jednak może liczyć tylko na siebie. Chłopak musi wykazać się sprytem, odwagą i zdolnością logicznego myślenia, aby ratować przyjaciółkę, ale też rozgryźć, o co tak naprawdę chodzi z fałszywymi pieniędzmi znalezionymi przy dzwonnicy.

"Tajemnica starej dzwonnicy" to przygodówka dla dzieci w wieku 8 - 12 lat. Moim zdaniem najlepiej czytać ją na głos, można wtedy przekonać dzieciaki, że warto jeszcze chwilę poczekać na rozwój akcji, a poza tym, głośna lektura świetnie buduje napięcie. Jeżeli więc Wasze dzieci mają fazę na książki detektywistyczne, chcą wraz z bohaterami rozwiązywać zagadki, a Wy szukacie inspiracji, zapamiętajcie ten tytuł. Świetnie wpasuje się w klimat i zajmie dzieci na parę wieczorów. 

  Sardegna

"Elf i dom demonów" Marcin Pałasz


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment


 Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 200
Moja ocena : 5/6

Ależ miło jest wrócić do lektury szalonych przygód psa Elfa i jego ludzi, czyli Dużego oraz Młodego! Wydaje mi się, że minęły wieki od czasu, kiedy ostatni raz czytałam moim dzieciom o perypetiach tego mądrego czworonoga i jego przyjaciół ("Sposób na Elfa", "Elfie, gdzie jesteś?", "Elf Wszechmogący", "Elf i dom strachów", "Elf i pierwsza gwiazdka"). Tak naprawdę jednak od ostatniej lektury minęło pięć lat, a ja w tym czasie opuściłam tylko jeden tom serii "Elf i skarb wuja Leona", w którym to bohaterowie pomagają zaprzyjaźnionej bibliotekarce odnaleźć zaginiony spadek. 

Skąd wiem, o czym opowiada ta część, jeśli jej nie czytałam? Otóż powyższy "Dom demonów" nawiązuje niejako do wydarzeń z poprzedniej książki, kiedy to Duży i Młody w towarzystwie swego psiego przyjaciela Elfa, udają się do zaprzyjaźnionej bibliotekarki Małgorzaty, aby pomóc jej rozwiązać pewną rodową tajemnicę.

To właśnie Małgorzata, która owego czasu odnalazła zaginiony skarb wuja Leona, i dzięki niemu mogła przebudować stary dworek na miarę własnych potrzeb i przystosować go, jako przytulisko dla wiekowych psów, ponownie prosi trójkę przyjaciół o pomoc. Duży, Młody oraz Elf przerywają swój długo wyczekiwany urlop nad morzem, i jadą na południe, aby wesprzeć przyjaciółkę w walce z problem, który ją dręczy.

Jadąc ze wsparciem, wiedzą tylko tyle, że stary dworek jest prawdopodobnie nawiedzony przez nieznaną siłę, która ulokowała się w najciemniejszym zakamarku piwnicy. Pojawienie się mocy nieczystych zbiega się w czasie z remontem dworku, stąd też pierwszymi "poszkodowanymi" w bezpośrednim z nią starciu, okazują się być robotnicy, którzy naprawdę przeżywają koszmar! Kiedy wszelkie prace remontowe w pobliżu nawiedzonej ściany, kończą się fiaskiem, również domownicy zaczynają na własnej skórze odczuwać dziwne zjawiska i związane z nimi stresy. Proszą więc o pomoc Dużego, Młodego i Elfa, którzy mają już niejako doświadczeniu w tropieniu zjawisk paranormalnych ( "Elf i dom strachów").

Jedak pojawienie się gości w starym dworku tylko prowokuje nieziemską siłę, która zwiększa swoja moc. Światła gasną, urządzenia same się włączają, czujniki aktywności paranormalnej szaleją, zza ściany wydobywają się dziwne dźwięki, a niepokojąca mgła otacza dom. Do tego, w dworku pojawiają się straszne postacie, które wzbudzają przeogromny strach w domownikach i ich gościach. Jednak najbardziej tajemniczej mocy ulega ciotka, zwana przez wszystkich Korozją, a jej zachowanie zmienia się diametralnie, co mocno niepokoi mieszkańców dworku. Elf swoim psim zmysłem wyczuwa jeszcze więcej impulsów, niż ludzie, stąd też stoi na pierwszej linii niebezpieczeństwa. Jednak nawet takie śmiertelne zagrożenie nie powstrzyma go przed stanięciem w obronie najlepszych przyjaciół.  

Seria książek o Elfie to świetny cykl historii przygodowych, w których na pierwszy plan, oprócz zagadki, jaką muszą rozwiązać bohaterowie, wysuwa się wspaniała przyjaźń człowieka z psem. Powyższy tom, czyli "Elf i dom demonów"jest akurat najmroczniejszym i najstraszniejszym z wszystkich, jakie do tej pory czytałam, ale i takie opowieści mogą się przytrafić bohaterom, więc trzeba wziąć je z całym dobrodziejstwem. Autorowi bardzo dobrze udało się oddać atmosferę niepokoju i grozy, może nawet aż za bardzo, bowiem czytanie tak strasznej książki wieczorem, naprawdę robi wrażenie! Na dorosłych, a co dopiero na dzieciach. Także czytacie na własną odpowiedzialność!

Sardegna

Już czytam sam! # 9 "Co w trawie piszczy" oraz kolejne przygody Cecylki Knedelek


posted by Sardegna on , , , , , ,

1 comment

Zapraszam na kolejną odsłonę postu z serii "Już czytam sam!", w którym to chciałam zaprezentować Wam dwie książeczki, ostatnimi czasy przeczytane przez moją Córkę. Książki są zupełnie od siebie różne, jedna jest idealna dla dzieci, które rozpoczynają naukę czytania, drugą polecam tym, które już sobie bardzo dobrze radzą w temacie.  


Wydawnictwo:  Jedność
 Liczba stron: 70
Moja ocena : 5/6 

Pierwsza propozycja to kolejne przygody Cecylki Knedelek i jej przyjaciółki, zabawnej gąski Walerki, autorstwa pani Joanny Krzyżanek. Kiedyś już, a dokładnie w #1 poście z serii "Już czytam sam!", pisałam o dwóch tomach z Cecylką w roli głównej i powiem szczerze, że seria ta jest naprawdę uniwersalna i rośnie razem z dziećmi.


Jeśli chodzi o umiejętności samodzielnego czytania dziecka, to książka jest raczej na podstawowym poziomie. Litery są spore, tekstu niewiele, czyta się szybko, polecam ją więc dzieciakom, które stawiają dopiero pierwsze kroki w samodzielnej lekturze. Jeśli jednak chodzi o treść (mimo że w tytule pada hasło "przedszkolaki"), mogę polecić Cecylkę młodym czytelnikom w różnym wieku. W historyjkach świetnie odnajdą się przedszkolaki, ale i uczniowie klas I - III. Powiem więcej, fragment Cecylki, związany z kulinariami jest w podręczniku do klasy IV. Jak sami więc widzicie, są to bardzo uniwersalne opowieści.

Powyższy tom związany jest z niebezpiecznymi sytuacjami, które mogą się wydarzyć w domu, w szkole, w sklepie, na ulicy, na wycieczce, placu zabaw, a także opowiastkami, związanymi z pierwszą pomocą. Każdy rozdział podzielony jest na dwie części: pierwsza opisuje daną przygodę gąski Walerki i Cecylki, a druga przeznaczona jest na ciekawostki, związane z tym tematem. Są to zazwyczaj dobre rady, takie złote myśli, przedstawione w humorystyczny sposób, aby łatwiej wpadały dzieciom w ucho i utrwalały się praktycznie "przy okazji". Właśnie ta żartobliwa część spotkała się z największym zainteresowaniem mojej Córki.

"Zasady bezpieczeństwa" według Cecylki Knedelek to taki dziecięcy poradnik, przedstawiony w miłej dla ucha i oka, formie. Jak wiadomo, temat bezpieczeństwa jest zawsze aktualny i warto nawiązywać do niego przy każdej okazji, zwłaszcza, że na ostatniej stronie książki znajdują się numery alarmowe, które każdemu dziecku warto przypominać. Jest to po prostu fajna lektura, którą można przeczytać w domu, ale mogą z niej skorzystać także nauczycielki przedszkola czy edukacji wczesnoszkolnej. 


Wydawnictwo: Literatura
 Liczba stron: 160
Moja ocena : 5/6

Jeśli chodzi o drugą książkę, to jest nią może mało znany, ale bardzo interesujący tytuł, "Co w trawie piszczy", autorstwa Pawła Wakuła. Jest to książka już bardziej poważna, pełnowymiarowa, została też wyróżniona przez Fundację ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom. Jest to taka fajna opowieść o przyjaźni skrzata Maurycego i szczurka Ogryzka, dwójki przyjaciół zamieszkujących stary dąb w Dolinie Bagiennej Trawy, ale nie tylko. Dwójka bohaterów jest domorosłymi detektywami, którzy rozwiązują sprawy trudne i niewyjaśnione, przydarzające się mieszkańcom Doliny.

Książka podzielona jest na rozdziały, z których każdy jest osobną, detektywistyczną historyjką i dotyczy pomocy innemu lokatorowi Doliny. W lesie i w okolicach rzeki dzieją się różne, czasami dziwne rzeczy. Niektóre są całkiem groźne, inne zupełnie zwyczajne. Większość z nich wymaga pomocy dwóch małych detektywów, którzy niemal, jak Sherlock Holmes śledzą poszlaki i dochodzą do prawdy. Do ich siedziby ustawiają sie w kolejce kolejni mieszkańcy Doliny, po to by uzyskać pomoc bądź dobrą radę.

I powiem Wam szczerze, że bardzo miło mnie ta książeczka zaskoczyła. Rewelacyjny jest ten wątek detektywistyczny. To taka powieść akcji dla dzieci. Fajna! Kupiłam ja na jednym z kiermaszów taniej książki i w sumie gdyby nie to, że kosztowała grosze, w życiu bym się  w nią nie zaopatrzyła. Sami przyznajcie, grafika nie zachęca, ale opowieść jest tak sympatyczna, że aż odczuwam wyrzuty sumienia z powodu tego, że jej początkowo nie doceniłam. 

Jeśli szukacie jakiś niebanalnych historii dla dzieci, albo nowych tytułów, które Was zainspirują do wieczornego czytania, myślę że ta propozycja może się Wam spodobać.
Sardegna

"Ciekawe, co będzie jutro?" Renata Piątkowska


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


 Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 64
Moja ocena : 6/6

Coś Wam powiem: od czasów "Zuźki Zołzik", czyli serii o szalonej dziewczynce, autorstwa brytyjskiej pisarki Barbary Park, wydanej przez Naszą Księgarnię nie spotkałam się z tak zabawną książką dla dzieci. "Ciekawe co będzie jutro?" pani Renaty Piątkowskiej, to chyba najzabawniejsza książeczka, rodzimego autora, z którą moje dzieci miały do czynienia. Matko jedyna! Ile było śmiechów i chichów, ile emocji i tarzania się w łóżku, w trakcie czytania tej opowiastki! Siedmiolatka autentycznie pokładała się ze śmiechu, trzymając za brzuch, a i Młody, który jest dość zachowawczy w tych kwestiach, śmiał się szczerze.

Skąd się ta książeczka wzięła w naszym domu? Otóż kupiłam ją na spotkaniu autorskim z panią Piątkowską, dokładnie rok temu, kiedy w mojej miejscowości w MBP, odbywało się spotkanie autorskie. Było ono wprawdzie przeznaczone dla uczniów okolicznych szkół podstawowych, dlatego nie mogłam wybrać się na nie z moimi osobistymi dziećmi, ale w ramach rekompensaty, zakupiłam dla nich ten oto egzemplarz. W książeczce Autorka pozostawiła swój podpis i imienną dedykację, więc tym bardziej cała historia dzieciakom się podobała. W końcu Pani Autorka osobiście napisała, że to dla Siedmiolatki i Pięciolatka, sami więc rozumiecie!

Miałam już okazję czytać dzieciakom inną książkę autorstwa pani Piątkowskiej. "Twardy orzech do zgryzienia". Jest to jednak historia bardziej poważna, w fajny sposób przekazująca treści edukacyjne, ale raczej nie do śmiechu. Co innego powyższa książeczka!  Coś czuję to to będzie hit więcej niż jednego wieczoru.

"Ciekawe co będzie jutro?" opisuje przygody małej Rozalki, która jest bardzo szaloną i pomysłową dziewczynką. Wraz ze swoją przyjaciółką Zuzią i sąsiadem Julkiem, codziennie wymyślają nowe zabawy i psoty. Każdy kolejny dzień jest dla nich okazją do przeżycia fantastycznych przygód i przeżycia niesamowitych wrażeń. 14 opowiadań to 14 dni w wykonaniu rezolutnej Rozalki. Przyznaję, że nie każda z tych  historii jest jednakowo zabawna, ale jest kilka takich, które rozwalają na łopatki. Kultowy jest rozdział pierwszy, kiedy to dziewczynka bawi się z tata w chowanego, a później zajmuje się śpiącym ojcem w wyjątkowy sposób. Wyjątkowo śmieszny jest też rozdział o psie, który wyleczył babcię, dzień, opisujący odwiedziny u niemowlaka, a także przygoda z jedwabnym szalem i dniem białym od mgły.

Książeczka jest dość cienka, bo ma tylko 64 strony, i to jest jej główna wada. Jako że historie są tak śmieszne i tak sympatyczne, moje dzieci czuły wielki niedosyt z powodu tego, że książeczka tak szybko się kończy.  

"Ciekawe co będzie jutro?" to absolutny hit To opowieść, do której na pewno jeszcze nie raz wrócę podczas wieczornego czytania. Może wróci też do niej sama Siedmiolatka, kiedy zapragnie przypomnieć sobie śmieszne perypetie Rozalki. To świetna propozycja czytelnicza. Gorąco polecam!

Sardegna

Kuba i Buba, czyli trzy książki o przygodach szalonych bliźniaków


posted by Sardegna on , , , ,

6 comments

Moja Siedmiolatka miała ostatnio czytelnicza fazę na książki z przygodami Kuby i Buby, autorstwa pana Grzegorza Kasdepke. A wszystko to, za sprawą fajnego prezentu, jaki sprawiło nam wydawnictwo Literatura na ubiegłorocznych TK w Krakowie.  Otrzymaliśmy świetną książeczkę, choć o nie do końca optymistycznym tytule, "Kuba i Buba w szpitalu", opisującą jedną z perypetii szalonych bliźniaków. Jako że było to nasze pierwsze spotkanie czytelnicze z zabawnym rodzeństwem, a dzieciaki chciały więcej, Siedmiolatka wypożyczyła ze szkolnej biblioteki dwa kolejne (a właściwie wcześniejsze), tomy ich przygód. Na fali  "popularności" Kuby i Buby w naszym domu, przeczytaliśmy jeszcze "Słodki rok Kuby i Buby" oraz "Kuba i Buba, czyli awantura do kwadratu"

 Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 103/96/144
Moja ocena : 5/6

Seria z Kubą i Bubą w roli głównej, to nie tylko historyjki, opisujące zabawne przygody bliźniaków w szkole czy w domu. W każdym tomie opowiadania poprzeplatane są bonusami. W zależności od konkretnego tytułu, zaproponowany "umilacz" jest inny. "Awantura do kwadratu" zawiera propozycje zabaw, dzięki którym dzieciaki mogę ciekawie spędzić czas, bądź zabić nudę. "Słodki rok...", jak sama nazwa wskazuje, zawiera przepisy na przeróżne pyszności. Przepisy mają niewielki stopień trudności, ażeby dzieciaki mogły wykonać je w domu samodzielnie, bądź z niewielką pomocą dorosłych. "Kuba i Buba w szpitalu" zawiera natomiast, świetny zbiór potrzebnych informacji, o prawach obejmujących małego pacjenta. Wiadomości te można w razie potrzeby (oby nie było takiej konieczności), wykorzystać w praktyce. Książka zawiera także wiele zagadek, rebusów, quizów i innych zabaw logicznych, które mogą umilić dzieciom czas, nie tylko w razie choroby.

A teraz parę słów o każdym z tomów:


"Kuba i Buba, czyli awantura do kwadratu" zawiera 22 opowiadania z życia bliźniaków, składające się na cały rok z ich życia.  Wyróżnione są ważniejsze święta, obchodzone w tym czasie: począwszy od Nowego Roku, poprzez Walentynki, Pierwszy Dzień Wiosny, Wielkanoc, Dzień Mamy, początek wakacji, ich urodziny, pierwszy dzień nowego roku szkolnego, Halloween, Święta Bożego Narodzenia, na Sylwestrze kończąc. Ale to tylko kilka przykładów, bowiem każdy dzień roku jest dobrą okazją do zabawy, bądź awantury! Bliźnięta mają bardzo mocne charaktery (Buba powiedziałabym, że ma nawet bardziej niż mocny), więc co chwilę kłócą się o sprawy ważne i mniej ważne. Rodzice i dziadkowie mają z nimi prawdziwe przeboje, ale wszystko traktują z odpowiednią dozą humoru i wyrozumiałości.

Druga książeczka, o przemiłym tytule "Słodki rok Kuby i Buby", zawiera aż 28 opowiadań o szalonych wybrykach bliźniąt, i jeszcze trochę więcej, przepisów na pyszne słodkości. W tej mini książce kucharskiej  znajdziemy wiele receptur na desery lodowe, galaretkowe, słodkie wypieki, krakersy na słodko i słono, babeczki, muffinki i inne cuda, od czytania których ślinka sama napływa do ust. Przepisy są dość proste, a w swym opisie zawierają, poza listą składników i dokładnym wykonaniem słodkości, humorystyczne porady, jak posprzątać po urzędowaniu w kuchni, bądź kogo prosić o pomoc w wykonaniu trudniejszej części gotowania. Opisy przygotowania potraw są bardzo proste, tak, aby mali czytelnicy (7 - 12 letni), byli w stanie sami je ogarnąć.

"Kuba i Buba w szpitalu" to jedyna książka, z trzech wymienionych, która stanowi zamkniętą historię. Kuba znienacka dostaje wysokiej gorączki i zaczyna majaczyć, rodzina wzywa więc do niego pogotowie. Razem z Kubą, do szpitala trafia Buba, początkowo bardziej towarzysko, później jednak zaraża się od brata. Natomiast to, co wydarzy się następnie w szpitalu, zapadnie w pamięć przede wszystkim lekarzom i pielęgniarkom, którym przyjdzie zajmować się bliźniakami. Opowieść o dochodzeniu dzieciaków do zdrowia poprzeplatana jest informacjami na temat praw małego pacjenta i sympatycznymi zagadkami, o których pisałam już wcześniej.

Wszystkie trzy książeczki napisane są w podobnym, humorystycznym tonie. Opowiastki autentycznie bawiły małych słuchaczy, a propozycje zagadek i inne przerywniki spotykały się z wielkim zainteresowaniem. Siedmiolatka była niepocieszona, że to już koniec i nie mamy więcej tomów z przygodami Kuby i Buby. Mam więc wrażenie, że po feriach przyniesie z biblioteki kolejną książkę do kolekcji.

Sardegna

Wieczornego czytania ciąg dalszy...


posted by Sardegna on , , , , , , , , ,

2 comments

Niezmiernie mnie cieszy, że moja Siedmiolatka odkrywa uroki samodzielnego czytania. Na razie jest to na niewielką skalę, bowiem co wieczór czyta po dwie, trzy strony danej książeczki, ale liczy się, że w ogóle chce to robić. Została też pierwszą ze swojej klasy, użytkowniczką biblioteki szkolnej. A emocji z tym związanych było co niemiara! W każdym razie, czyta sobie samodzielnie i mam nadzieję, że za niedługo stanie się to jej najlepszym sposobem spędzania wolnego czasu. Poza tym, ja oczywiście czytam niezależnie dzieciakom inne lektury do poduszki. Ostatnio idziemy, jak burza z kolejnymi tytułami, więc dziś do opisania mam pięć książeczek. Wszystkie pochodzą z naszej dziecięcej biblioteczki. Cztery są dość nowe i pochodzą z wakacyjnego kiermaszu tyskiego, "Lenka i Bobik" to książka z dzieciństwa mojego męża.

Jeśli interesują Was nasze poprzednie lektury, albo szukacie tytułów do czytania własnym pociechom, zajrzycie do tych wpisów: tu i tu
A jeśli ciekawią Was wrażenia z najnowszych lektur, zapraszam poniżej:


Tak oto prezentuje się komplet naszych zróżnicowanych lektur, choć uprzedzam, tylko cztery z książeczek nadają do czytania wieczornego. "Wielki skok Zosi" to taki starter dla początkujących i czytających samodzielnie dzieci (wielka czcionka, mało tekstu, króciutka opowiastka zajmuje dosłownie dwie minuty), została jednak przeze mnie przeczytana na wyraźną prośbę Pięciolatka. A jako że jest on dość oszczędny w tej kwestii, jego przejaw zainteresowania wyborem lektury został przyjęty przez mnie z skrywanym entuzjazmem.

"Lenka i Bobik" Helena Smahelova

Wydawnictwo: Albatros Praga
Liczba stron: 30
Moja ocena : 6/6

"Lenka i Bobik" to jest mój faworyt! To książka z gatunku tych sentymentalnych, w twardej, solidnej oprawie, z oszczędną, trochę toporną grafiką, ale jakże urocza! Ta książeczka z roku 1983 wzbudziła autentyczny zachwyt moich dzieci. Szalone (a może po prostu szalenie zwyczajne) przygody ośmiolatki Lenki i jej pupila Bobika, tak bardzo podobały się moim dzieciom, że śmiały się do rozpuku! Faktycznie, z Bobika to niezły urwis: firankę pociągnie, siusiu na dywan zrobi, mamie pantofle pogryzie, ale żeby te ekscesy były aż tak ekscytujące? Niezbadane są gusta małoletnich czytelników. A może po prostu wśród współczesnych opowiastek o zwierzętach brakuje właśnie takich zupełnie zwyczajnych?

"Herkules" Walt Dinsey/tekst polski Małgorzata Fabianowska
Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 112
Moja ocena : 3/6
Z "Herkulesem" to ja mam poważny problem. Niby wszystko jest ok, bowiem książka jest z serii Disney'owskich opowiastek, z której czytałam już "Pocahontas", więc ma przyjemną grafikę i fajnie się ją ogląda, reszta pozostawia jednak wiele do życzenia. I nie chodzi mi tutaj o aspekt ubogiej treści w stosunku do ilustracji, jak miało to miejsce w przypadku "Pocahontas". Głównym problemem w "Herkulesie" jest przerobienie mitu we współczesną historyjkę. Jeżeli byłoby to zrobione dobrze, to nie miałabym żadnych zastrzeżeń. Niestety w książeczce współczesne wstawki językowe, zupełnie nie pasują do sytuacji. Miało być śmiesznie, wyszło tak sobie. W trakcie czytania powstrzymałam się od komentarza, kiedy jednak widziałam nieco zdegustowaną minę Siedmiolatki i wzrok pytający: "ale tak właściwie, to o co chodzi z tymi fankami Herkulesa?", wiedziałam już wszystko...
Dlatego tego tomu serii nie polecam, a zainteresowanych odsyłam do Disney'owskiej bajki o tym samym tytule, którą zdecydowanie lepiej się przyswaja.

"Skrzydlatek i inne opowiadania" Joanna Papuzińska

Wydawnictwo: Literatura
Liczba stron: 52
Moja ocena : 5/6

Książeczka składa się z czterech niezależnych opowiadań, które łączy jedna cech: olbrzymia wrażliwość. Niby zwyczajne historyjki, jednakże napisane pięknym językiem, pokazują dzieciom, że świat można opisywać w zupełnie wyjątkowy sposób.
"Skrzydlatek" - to skrzydlaty chłopczyk, mieszkający w swoim skrzydlatym świecie. Pewnego dnia przedostaje się do naszej rzeczywistości, w której uznawany jest za wielkie dziwadło. Czy ktoś mu pomoże wrócić do domu?
"Agnieszka opowiada bajkę" to opowieść o malutkim kotku, a te jak wiadomo, zawsze są wyjątkowe
"Placek Zgody i Pogody" to jest dopiero mądra historia! Rodzice się kłócą, a mała Agnieszka przeżywa ten rodzinny problem po swojemu. Wspaniałe, dające do myślenia (zwłaszcza rodzicom) opowiadanie.
"Gawęda o Macierzanku" to bajka o tytułowym krasnalu i piesku Włóczypięcie. Uroczy tekst, napisany pięknym językiem.

"Winx. Magia przyjaźni" 
Wydawnictwo: Rainbow
Liczba stron: 63
Moja ocena : 5/6

Seria o wróżkach Winx to nie tylko książeczki, ale też komiksy, czasopisma, kreskówki i cała gama gadżetów. Osobiście nie byłam zwolenniczką tej serii, ale dałam się przekonać Siedmiolatce do zaopatrzenia się w książeczkę o przygodach skrzydlatych przyjaciółek. Na szczęście jest to całkiem fajna opowieść o przyjaźni. W wersji bardzo okrojonej, bowiem wszystko co dzieje się w tej historii przebiega w ekspresowym tempie i spokojnie można byłoby poświęcić jej nieco więcej stron. Ale rozumiem ideę tworzenia krótkich historyjek w odcinkach. Nic tak nie działa na dzieciaki, jak perspektywa kompletowania kolejnych, kolorowych tomów. Dla rodziców jest to jednak spory wydatek, bowiem cena 9,9 zł za mini książeczkę, jest nieco wygórowana, dlatego my dokupimy kolejne tomy tylko przy okazji wyprzedaży.
***

Czytaliście dzieciakom któreś z tych książeczek? Znacie? A może wykorzystacie, któryś z moich czytelniczych pomysłów? 29 września miał miejsce Dzień Głośnego Czytania dzieciom.Uczciliście ten dzień w jakiś szczególny sposób?

Sardegna