Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Wydawnictwo Literackie. Pokaż wszystkie posty

"Tam, gdzie nie sięga już cień" Hanna Kowalewska


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron:  460
Moja ocena : 6/6

"Tam gdzie nie sięga już cień" to moja ostatnia, nieopisana, wakacyjna lektura. Powiem szczerze, że jest to historia, która najbardziej przypadła mi do gustu z wszystkich przeczytanych w czasie urlopu, książek, co w sumie nie powinno mnie jakoś specjalnie dziwić, bo jest to powieść autorstwa pani Hanny Kowalewskiej, a to już samo w sobie jest gwarancją genialnej lektury.

Książka miała premierę w 2015 roku, ale ja jakoś zwlekałam z jej przeczytaniem, żyłam bowiem historią Matyldy, bohaterki serii o Zawrociu i nie chciałam rozpraszać się zupełnie odrębną i niezwiązaną z nią opowieścią.

I w sumie to nawet się cieszę, że tak długo mi zeszło i po sporej przerwie sięgnęłam po "Tam, gdzie nie sięga już cień". Odzwyczaiłam się trochę od charakterystycznego stylu autorki, zapomniałam, jakim cudownym językiem pisze, dlatego też, dzięki tej historii mogłam odkryć twórczość pani Hanny Kowalewskiej na nowo. Nikt bowiem, tak jak Ona, nie potrafi opowiadać o uczuciach, ale też trudnych tematach, relacjach, czy niechcianych emocjach, które siedzą w człowieku. Żadne książki tak nie zapadają w pamięć, jak te, Jej autorstwa. Żadne mnie tak nie dotykają, jak te właśnie.

"Tam, gdzie nie sięga już cień" to powieść obyczajowa, ale poruszająca nie najłatwiejszą tematykę. Inka, po latach spędzonych w stolicy, gdzie pracuje, jako graficzka, wraca w swoje rodzinne strony, do małego nadmorskiego miasteczka Jantarni. Kobieta otrzymuje telegram z wiadomością, że wzywa ją do siebie umierająca ciocia Berta. Inka pakuje swój dobytek w jedną walizkę i rusza w trudną podróż w przeszłość, bowiem powrót w rodzinne strony nie będzie dla niej

Z Jantarnią wiąże się wiele wspomnień, i choć część z nich jest pozytywna, to większość jednak niekoniecznie. Inka pozostawiła w niej swoje serce, pierwszą miłość, ludzi, którzy zastąpili jej biologiczną rodzinę, ale też skonfliktowała się z wieloma osobami, dlatego też przez lata unikała konfrontacji z trudną przeszłością.

Powrót Inki do miasteczka następuje dosłownie w ostatnim momencie, gdyż Berta, chorująca od jakiegoś czasu na raka płuc, jest w bardzo złym stanie. Chce jednak przed śmiercią pożegnać się ze swoją podopieczną, przekazać jej ostatnią wolę i wyznać tajemnicę, z którą żyje od wielu lat, a która nei daje jej w spokoju odejść.

Ze wspomnień Berty, jej majaków sennych, omamów spowodowanych lekami, ale też z rozważań i wspomnień Inki wyłania się przeszłość obu kobiet, historia ich wspólnego życia i to, co wydarzyło się przed laty, co spowodowało, że oddaliły się od siebie.

Berta wraz z mężem Romanem przygarnęli małą Inkę, kiedy ta miała 4 lata, a jej rodzice zginęli w wypadku. Przez całe życie dziewczyna była wychowywana, jako ich rodzona córka na równi z jedynym synem Zbyszkiem. Z retrospekcji wynika jednak, że przeszłość rodziny nie była różowa, ani bezproblemowa. Inka i Zbyszek zafascynowani sobą przekroczyli pewną granicę, za którą nie było już odwrotu. Młodzieńczy romans przekreślił nie tylko przyszłość dziewczyny, ale postawił pod znakiem zapytania relacje z przybranymi rodzicami.

Zbliżająca się śmierć przyniesie odpowiedzi na wszystkie tłumione przez lata pytania. Inka pozna prawdę, która daleka będzie od tej, którą sobie przez lata wykreowała, aby wytłumaczyć postawę ciotki wobec niej. Umierająca Berta przekazuje Ince kluczyk umieszczony na łańcuszku, otwierający drzwi w tej części domu, do której dziewczyna nigdy nie miała wstępu. Co wobec tego kryją tajemnicze pokoje na ulicy Słonecznej? Dlaczego wszyscy krewni tak bardzo nienawidzą Inki i czemu jej powrót do Jantarni burzy tak wiele osób?

Jedynymi przychylnymi bohaterce osobami, stają się: Tomek, dawny kolega ze szkoły, oraz stara Weronika, czyli staruszka zamieszkująca po sąsiedzku z ciotką Bertą. Weronika mało mówi, uznawana za zdziwaczałą, również chciałaby się pożegnać z umierającą i dowiedzieć się, czy mają sobie jeszcze coś do powiedzenia i wybaczenia, jednak nikt z bliskich Berty nie chce im na tę rozmowę pozwolić. Co kryje się za tym niedomówieniem i wrogością?

"Tam, gdzie nie sięga już cień" to wyjątkowa powieść, zarówno pod względem fabularnym, jak i językowym. Napisana pięknym, plastycznym językiem sprawia, że czytając, smakuje się każde jej zdanie, dokładnie analizuje wypowiedzi bohaterów, ale też to, co dzieje się obok nich i między wierszami. Do tego tajemnica rodzinna, trudne emocje, grzechy, z których konsekwencjami bohaterowie muszą mierzyć się przez lata oraz Jantarnia. Niby fikcyjna miejscowość, a jednak bardzo rzeczywista. Moja ulubiona. I książka, i historia, i miejscówka. Wszystko.
Sardegna

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" Olga Tokarczuk


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Literackie
Liczba stron:  320
Moja ocena : 5/6

"Prowadź swój pług przez kości umarłych" to moja ostatnia zaległość z urlopowego czytania. Zabrałam książkę noblistki na zeszłoroczne wakacje ze świadomością, że znam właściwie jej fabułę, więc nie spodziewam się po niej wielkich fanfar. Powieść jest bowiem pierwowzorem filmu "Pokot" w reżyserii Agnieszki Holland, który oglądałam w 2020 roku, stąd też miałam poczucie, że zaspojlerowałam sobie wszystko, co tylko mogło stać się dla mnie elementem zaskoczenia. 

Ku mojemu zaskoczeniu, tak się jednak nie stało, a lektura dostarczyła mi wielkiej przyjemności. Na szczęście film nie jest idealnie wierny książce, co okazało się wielkim pozytywem, mogłam bowiem spojrzeć na tę historię świeżym okiem. Dodatkowym plusem fabuły są także bogate rozważania bohaterki, związane z otaczającą nas rzeczywistością, naturą, światem zwierząt i roślin, nawiązania do niektórych zachowań ludzkich, czy obserwacji społecznych.

Film był typowo kryminalny, powiedziałabym nawet, że bardziej przypominał mi klimatem mroczny thriller. Natomiast książka ma raczej charakter filozoficzny, choć niepozbawiona jest wątku kryminalnego. Rozważania bohaterki na temat człowieka i jego wartości, którą można poznać między innymi po tym, jak traktuje zwierzęta i otaczającą go naturę, sprawiają, że czytelnik zaczyna zastanawiać się nad tym, jak sam postępuje i czy przypadkiem nie powinien mieć sobie czegoś do zarzucenia w ferworze konsumpcyjnego trybu życia, jaki prowadzi.

Nie przepadam za książkami, które mówią mi, jak mam żyć i zbyt moralizują. Jednak w przypadku tej powieści nie czułam nachalności. Najważniejsza stała się dla mnie historia kryminalna, a rozważania bohaterki z naturą w roli głównej, fajnie ją uzupełniały.

Janina Duszejko jest wiekową kobietą, która mieszka w jednej z małych wsi w Kotlinie Kłodzkiej, w pobliżu granicy z Czechami. Kobieta prowadzi spokojne życie w jednej z chat, a jej głównym zajęciem jest doglądanie okolicznych domków o charakterze letniskowym i przypilnowanie, by nie doszło w nich do przypadkowej dewastacji. Raz w tygodniu prowadzi też lekcji angielskiego w lokalnej szkole, ale głównie jest takim cichym "strażnikiem" okolicy, mającym baczenie na wszystko wokół.

Kobieta prowadzi też jawną wojnę z kłusownikami polującymi w okolicy, nienawidząc ludzi, którzy z ambony strzelają do niewinnych zwierząt. Właściwie codziennie znajduje w swoim sąsiedztwie ciała zastrzelonych zwierząt i to głównie poza sezonem łowieckim. Janina jest doskonale znana policji, gdzie regularnie składa raporty z kolejnych znalezisk, nikt jednak nie traktuje jej poważnie. Polowania są bowiem we wsi traktowane, jako naturalna rozrywka, stąd też nikomu nie przeszkadza taki sposób spędzania wolnego czasu przez lokalnych mężczyzn.

Sytuacja zmienia się jednak z w momencie, kiedy w lesie zostają znalezione zwłoki jednego z miejscowych kłusowników. Mężczyzna nazywany przez Janinę "Wielką Stopą" zmarł na skutek udławienia się kością z pieczeni z sarny, co dla kobiety staje się jasnym sygnałem, że to zwierzęta zemściły się zza grobu na swoim prześladowcy. Oczywiście policja traktuje tę śmierć, jako nieszczęśliwy wypadek, jednak kiedy pojawiają się kolejne zwłoki, tym razem samego komisarza, zaplątanego we wnyki rozstawione w lesie i rozszarpanego przez zwierzęta, sprawa nie wydaje się już taka przypadkowa. Wokół wnyk znajdują się tropy wielu zwierząt, co dla Janiny jest kolejnym potwierdzeniem na zemstę natury za zbrodnie dokonane przez kłusowników. 

Kiedy ginie kolejny człowiek, nowobogacki sąsiad Janiny, nie mający poszanowania, ani dla ludzi, ani dla zwierząt, sprawa robi się coraz bardziej tajemnicza. Bohaterka składa na komendzie kolejne zeznania, w głębi duszy ciesząc się z tego, że zwierzęta w końcu zaczęły atakować swoich prześladowców, co może doprowadzić do zakończenia tego festiwalu bezsensownych mordów. Jednak, czy faktycznie zwierzęta mogą doprowadzić do celowej śmierci ludzi? Czy natura odpowiada człowiekowi pięknym za nadobne? A może wypadki, które doprowadziły do śmierci kłusowników, nimi nie były, tylko ktoś pomógł mężczyznom w zejściu z tego świata?

Tak, jak napisałam na początku, "Prowadź swój pług przez kości umarłych" to nie tylko kryminał, czy thriller (choć po moim powyższym opisie tak mogłoby się wydawać), ale dzięki monologowi Janiny, jaki prowadzi w kontekście śmierci kłusowników, staje się interesującą powieścią filozoficzną, skłaniającą czytelnika do różnego rodzaju przemyśleń. Poza tym, książka jest także interesującą powieścią obyczajową, głównie za sprawą opisów małomiasteczkowej społeczności i nieco klaustrofobicznej atmosfery jej towarzyszącej. Ciekawie obserwować całą gamę różnorodnych postaci i śledzić ich poczynania, choć nie wszystko, co zaprezentują będzie się czytelnikowi podobać.


Jestem bardzo zadowolona z lektury, mimo iż znałam zakończenie tej historii, to i tak dałam się ponieść emocjom rozwiązywania zagadki kryminalnej, jak i rozważaniom głównej bohaterki. Nie jest to może moja ulubiona powieść polskiej noblistki, bo niezmiennie jest nią "Prawiek i inne czasy", ale "Prowadź swój pług przez kości umarłych" na pewno zostanie w mojej pamięci na dłużej.

Sardegna

"Tysiąc obsesji" Gabriela Gargaś, Marcel Woźniak


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 460
Moja ocena : 4/6
 
"Tysiąc obsesji" to kolejna książka, która czekała kilka dobrych lat w mojej biblioteczce na swoją kolej. Mieszanka romansu i powieści sensacyjnej, napisana w duecie przez Gabrielę Gargaś i Marcela Woźniaka ma sporo niedociągnięć, ale w ogólnym rozrachunku czyta się ją bardzo fajnie i szybko. Jest to więc idealna książka na lato, i tak ją też potraktowałam, jako niezobowiązującą lekturę w sam raz na urlop, 
 
Anika i Robert pochodzą z dwóch różnych światów. Kobieta ma niedługo wyjść za mąż, szuka bowiem stabilizacji dla siebie i swojego ośmioletniego syna. Kacper, człowiek bardzo spokojny i rodzinny, daje jej upragniony spokój i bezpieczeństwo, poza tym, ma bardzo dobry kontakt z chłopcem, stąd też wydaje się idealnym kandydatem na męża. Annika prowadzi więc u jego boku uporządkowane życie i nie planuje niczego w nim zmieniać.
 
Robert to były piłkarz, jednak nadal znany i ceniony w środowisku. Mężczyzna znajduje się właśnie na prywatnym, jak i zawodowym rozdrożu, od lat bowiem jest w separacji z żoną Kingą, stąd też atmosfera w ich domu jest wiecznie napięta. Wspólną decyzją jednak małżonkowie mieszkają razem i wychowują 17-letniego syna Igora. Chłopak czuje, że rodzice męczą się w tym układzie, a ojciec nie interesuje się jego sprawami, dlatego też na każdym kroku daje mu odczuć swą niechęć. Zawodowo, również jest problematycznie. Mężczyzna angażuje się w nie do końca czysty interes związany ze spółką bukmacherską. Przyparty do muru przez przyjaciela, postanawia w końcu zostać twarzą firmy, choć zdaje sobie sprawę, że może się to do dla niego źle skończyć.
 
Drogi Roberta i Anniki nigdy nie powinny się skrzyżować, do spotkania jednak dochodzi na konferencji w jednym z toruńskich hoteli, a później w biurze jednego ze współpracowników Roberta. Wbrew logice i wszelkim racjonalnym pobudkom, pomiędzy nimi zaczyna iskrzyć. Na początku prowadzą niewinny flirt, i choć starają się unikać fizycznego kontaktu, to kiedy w końcu do niego dojdzie, nad namiętnością nie będzie można już zapanować.
 
Romans z Robertem daje Annice właściwie wszystko to, czego nie oferuje jej Kacper, kobieta nigdy nie doświadczyła bowiem takiego intensywnego uczucia i oszałamiającej namiętności. Dzięki Annice, Robert przypomina sobie, jak to jest być zakochanym, bowiem z żoną niewiele go już łączy, choć żyją w dość przyjaznych stosunkach. Uczucie, które niespodziewanie wybucha pomiędzy bohaterami, musi być jednak ukryte przed światem, gdyż formalnie Annika ma narzeczonego i odczuwa w związku ze zdradą olbrzymie wyrzutu sumienia, a dla Roberta taki romans nie byłby korzystny wizerunkowo, poza tym ma wobec Kingi i Igora zobowiązania, bo jego małżeństwo formalnie ciągle istnieje.
 
Ujawnienie romansu to jednak tylko kwestia czasu, kiedy więc ich relacja zostaje zauważona przez osoby z zewnątrz, wokół zakochanych zaczynają dziać się dziwne rzeczy. Ginie dawna znajoma Anniki, kobieta, która wyraźnie ma coś do powiedzenia na temat przeszłości koleżanki. Robert również zostaje wplątany w pewną niebezpieczną intrygę i będzie musiał zmierzyć się z konsekwencjami przyłączenia się do podejrzanej spółki bukmacherskiej. Na drodze do szczęścia kochanków stanie wiele przeciwności losu. Czy poradzą sobie z tymi problemami? No i najważniejsze, czy będą potrafili zbudować własne szczęście nie raniąc nikogo ze swoich bliskich? 

Głównym wątkiem "Tysiąca obsesji" jest związek bohaterów i to jemu poświęcono najwięcej miejsca, jednak również mocno rozbudowana jest piłkarska przeszłość Roberta, a także zawiłe, nie do końca uczciwe relacje panujące w środowisku piłkarskim. Sądzę, że autorzy sprawiedliwie podzielili się treścią, skupiając na elementach powieści, w których się najlepiej odnajdują, dzięki czemu powstała wciągająca mieszanka fabularna, którą czyta się na raz.
 
Tak, jak napisałam na początku, "Tysiąc obsesji" to niezobowiązująca historia będącą połączeniem gorącego romansu z wątkiem sensacyjnym. Nie jest wolna od niedociągnięć, przede wszystkim bardzo drażniło mnie to, że bohaterowie cały czas mówią do siebie pełnym imieniem. Sformułowania "Robercie" i "Anniko" w pewnym momencie doprowadzało mnie już do niezłej irytacji, w ogólnej ocenie jednak, historia mnie wciągnęła i sprawdziła się, jako lekkie, wakacyjne czytadło. 
 
Sardegna

"Przełęcz" Krzysztof Domaradzki


posted by Sardegna on , , , , , ,

1 comment

 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 556
Moja ocena : 4/6
 
 
Wiadomo nie od dziś, że kocham książki o górach i to nie tylko te, opisujące wyprawy na najwyższe szczyty świata (choć te są mi najbliższe). ale także beletrystyczne, rozgrywające się w tym środowisku. Mogą to być książki z górami w tle, albo takie, których fabuła ma związek z jakąś górską tajemnicą. Czytałam już coś utrzymanego w podobnym klimacie: thriller "Istota zła", a także sensacyjno obyczajową powieść "Pomiędzy nami góry", a teraz postanowiłam sięgnąć po "Przełęcz" autorstwa pana Krzysztofa Domaradzkiego, czyli historię nawiązującą do tajemniczych i niewyjaśnionych do dziś, wydarzeń z lat 50 - tych XX wieku, rozgrywających się na Przełęczy Diałtowa w górach Ural.
 
Zanim przejdę do książki, chciałabym wspomnieć parę słów o autentycznych wydarzeniach, które od lat ciekawią ludzi zajmujących się wyjaśnianiem niewyjaśnionego i nie ukrywam, że mnie również ten temat mocno fascynuje. 
 
Grupa rosyjskich studentów pod kierownictwem Igora Diałtowa wyrusza eksplorować wschodni stok uralskiej góry Chołatczachl. W nocy z 1 na 2 lutego 1959 roku dochodzi do niewyjaśnionego wydarzenia w wyniku którego biwakujący na przełęczy młodzi ludzie, wybiegają w panice z namiotów i rozpraszają się po stoku. Większość z nich nie zdąży się ubrać, stąd też umiera później z powodu hipotermii, inni odnoszą dziwne obrażenia, przypominające w skutkach makabryczny wypadek samochodowy. Ciała dziewięciorga podróżników zostają znalezione przez ekipę ratowniczą kilkanaście dni później. Leżą w dość sporej odległości od zniszczonych w dziwny sposób, namiotów, do tego w nietypowych pozach. Kilka osób leży zwróconych w stronę namiotów, jakby chciało do nich wrócić, obok kilku innych zwłok znajdują się fragmenty gałęzi oraz małe ognisko, co może sugerować, iż grupa próbowała ogrzać się z dala od bazy. 
 
Nikt nie ma pojęcia, co wydarzyło się na przełęczy. Znalezione na miejscu ślady nie pasują do żadnego scenariusza, stąd też grupa śledcza zajmująca się wyjaśnieniem śmierci studentów wysnuwa różne prawdopodobne wnioski, ostatecznie ustalają, że za tragedię odpowiada "nieznana siła". Sprawa Przełęczy Diałtowa zostaje zamknięta na pięćdziesiąt lat i dopiero po tym czasie grupa badaczy ponownie analizuje ślady, dochodząc do wniosku, że część z nich została źle lub niedokładnie zinterpretowana, a część notatek zawiera nieścisłości i przekłamania. 
 
Po takim czasie trudno jednak dojść do sedna sprawy, stąd też formułuje się teorie, które wyjaśniałyby zdarzenia, do których doszło w 1959 roku na przełęczy. Za jeden z naturalnych powodów tragedii wskazuje się lawinę, atak dzikiego zwierzęcia, lub nagłą wichurę. Stwierdza się też, że na studentów mogło napaść lokalne plemię, które nie toleruje obcych na swej ziemi, albo napastnikami była grupa więźniów lub żołnierzy z łagrów znajdujących się w okolicy. Jako przyczynę tragedii wskazuje się także koncepcję, jakoby uczestnicy wyprawy byli w posiadaniu jakiś informacji niewygodnych dla rządu, bądź związani byli z działalnością KGB. Za inne, bardziej nietypowe teorie uważa się testy z użyciem broni masowego rażenia, ćwiczenia wojskowe czy skażenie radioaktywne. Niektórzy uparcie twierdzą, że za wszystkim stoi Yeti, UFO, czy inne paranormalne zjawisko.
 
Właściwie do dzisiaj to, co wydarzyło się na Przełączy Diałtowa okryte jest tajemnicą i interesuje wielu dziennikarzy śledczych czy też amatorów rozwiązywania niewyjaśnionych tajemnic. Historia ta stała się również inspiracją do napisania wielu książek na ten temat. jedne z nich są próbą analizy wydarzeń, inne beletrystycznym zapisem tragedii.
 
I właśnie powyższa "Przełęcz" inspirowana jest powyższymi wydarzeniami, z tym że pan Krzysztof Domaradzki nie trzyma się kurczowo faktów, lecz luźno żongluje tymi elementami, które są mu w danym momencie potrzebne. W taki sposób powstał trzymający w napięciu thriller, łączący w sobie przeszłość z teraźniejszością, fikcję z rzeczywistością, a także przygodę ze zbrodnią.
 
Grup ośmiu młodych ludzi pod kierownictwem Wiktora Gonczara, rusza w góry, aby przeżyć przygodę, a przy okazji zdobyć trzeci stopień certyfikacji turystycznej. Choć uczestnicy wyprawy nie są bliskimi przyjaciółmi, w grupie bardzo wyraźne są podziały, na nerwową atmosferę wpływają też niesnaski związane z rozterkami uczuciowymi jednej z dziewczyn, uwikłanej w relację uczuciową z dwoma chłopakami, a po drodze dołącza się do niech jeszcze jeden wspinacz, nieco starszy od nich wiekiem znajomy Gonczara, wszyscy są bardzo zmotywowani i nastawieni pozytywnie do eskapady. Teren, jaki planują eksplorować jest surowy i nieznany, do tego zamieszkały jest przez plemię nieprzyjaznych Wortów, nie ostudza to jednak zapału młodych ludzi, którzy niezwłocznie przemierzają kolejne etapy podróży, docierając do ostatniego przyczółku cywilizacji w miasteczku Wiermukowo, później do osady drwali, aż ostatecznie w stronę nieprzyjaznych wzniesień.
 
Po drodze coś się jednak wydarza. Coś, co sprawi, że atmosfera niepokoju i niewypowiedzianego strachu zgęstnieje jeszcze bardziej. Jak jednak rozwiązać problem, kiedy człowiek znajduje się z dala od cywilizacji, w nieprzyjaznym górskim środowisku, w ekstremalnych warunkach pogodowych, wśród niekoniecznie przychylnych ludzi? Studenci postanawiają przeczekać najgorsze i biwakować na przełęczy, na w miarę ustabilizowanym terenie. Jest 1 lutego 1959 roku...

Jednocześnie z wydarzeniami rozgrywającymi się w górach w 1959 roku z udziałem ekipy Gonczara, poznajemy wątek współczesny toczący się w styczniu 2020 roku, kiedy to jeden z rosyjskich prywatnych detektywów, Żenia Kowalczuk zostaje przez wpływowego polityka, wmanewrowany w sprawę sprzed pięćdziesięciu laty. Do pomocy przydzielona mu zostaje Anna "Uzi" Gamowa, młoda prokurator, która w zaangażowaniu w badania ma swój cel. Para detektywów ma rozprawić się z teoriami na temat tego, co wydarzyło się na Przełęczy Gonczara i ustalić, co tak naprawdę było powodem śmierci młodych ludzi. Sprawa nie jest jednak tak prosta, jak na początku wydaje się Kowalczukowi. Akta dotyczące tajemniczych wydarzeń sprzed pięćdziesięciu laty przez półwiecza były utajone, a większość osób zajmujących się sprawą już nie żyje, bądź z nieznanych przyczyn nie chce wypowiadać się na ich temat. Do tego, wokół poszukiwań prawdy narosło wiele kontrowersji, stąd też temat jest dość delikatny i, co okaże się niezwłocznie, niewygodny w niektórych kręgach.
 
Żenia i Uzi docierają do pewnych dokumentów, udaje im się także porozmawiać w osobami mającymi w pewien sposób związek ze sprawą. Planują nawet wyprawę w tamte rejony, aby przyjżeć się środowisku z bliska. Im jednak dalej posuwają się w swoim prywatnym śledztwie, tym bardziej narażeni zostają na niebezpieczeństwo. Ktoś bowiem bardzo nie chce, aby prawda ujrzała światło dzienne i zrobi wszystko, aby uciszyć duet poszukiwaczy.

Nie można odebrać "Przełęczy" tego, iż opiera się na bardzo mocnym i interesującym koncepcie. Jej największym plusem jest pomysł na fabułę i nawiązanie do autentycznych wydarzeń, z czego najbardziej zadowoleni będą miłośnicy niewyjaśnionych spraw i teorii spiskowych. Na plus przemawia także to, iż mimo że autor zbudował własną historię luźno inspirując się faktami, udało mu się zachować mroczny, tajemniczy klimat i przerażającą atmosferę niepokoju panującego wśród studentów podczas wyprawy. Nieco mnie podobał mi się wątek współczesny, bowiem wszelkie nawiązania do polityki rosyjskiej, zarówno tej z czasów tragedii na przełęczy, jak i tej związanej z misją Żeni i Uzi, mnie przerastają. Jest to jednak moja subiektywna ocena i wiem, że część polityczno - społeczna tej książki również znajdzie wielu zwolenników. Dla mnie jednak najciekawsze okazały się fragmenty związane z wyprawą, natomiast z nieco mniejszymi emocjami czytałam o poczynaniach detektywów. Mocnym elementem powieści jest także zakończenie, które może nie do końca mnie usatysfakcjonowało, jeśli chodzi o wyjaśnienie tajemnicy, ale w kontekście całej powieści idealnie pasuje i zgrabnie zamyka tę opowieść.
 
Jeśli lubicie nieoczywiste thrillery z polityką w tle, zawierające elementy powieści przygodowej, do tego z mroczną tajemnicą do rozwikłania, zachęcam do sięgnięcia po "Przełęcz". Na pewno będzie to intrygująca i nietypowa lektura.
 
Sardegna

"Amelka Kieł i Bal Barbarzyńców" "Władcy Jednorożców" "Złodziej Wspomnień" Laura Ellen Anderson


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

Seria o wspólnym tytule "Amelka Kieł" autorstwa Laury Ellen Anderson liczy sobie trzy tomy. Jak na razie jest to historia trzyczęściowa, jednak nie wykluczone, że Autorka pokusi się o kontynuację losów szalonej wampirki Amelki, głównie za namową zachwyconych czytelników, domagających się więcej. Myślę jednak, że moja Córka i ja nie dołączymy do grona zachwyconych czytelników i w naszym przypadku przygoda z tą historią zakończy się właśnie w tym momencie. Niestety, ani moja Córka, ani ja (bo też przeczytałam całość) nie jesteśmy jakoś szalenie entuzjastycznie do niej nastawione. Może to wynika z faktu, że Młoda jest już trochę za duża na taką historię, a przygody wampirki nie zachwyciły jej, tak jak mogłyby dwa, trzy lata temu. Teraz, kiedy sięga już po nieco poważniejsze lektury, perypetie Amelki i jej "upiornych" przyjaciół wydały się dla niej zbyt dziecinne i przez to mniej ciekawe.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron:  218
 Moja ocena : 4/6


"Bal Barbarzyńców", "Władcy Jednorożców" oraz "Złodziej Wspomnień" to seria przeznaczona dla dzieci, powiedziałabym 9 - 12 letnich, w których główną rolę gra Amelka, mała wampirka, mieszkająca w Nokturni razem ze swoimi rodzicami: Hrabiną Frywolitą Kieł i  Hrabią Kieł, oraz ze pupilką - Dyńką. 

Wampirkę poznajemy, kiedy Amelka, jak co roku, musi przygotować się do udziału w Balu Barbarzyńców. Nie lubi jednak tej imprezy, bardzo się na nim nudzi z racji tego, że bal przeznaczony jest tylko dla dorosłych.Tegoroczna uroczystość wydaje się jednak być nieco inna od poprzednich, bowiem na bal wybiera się także mały syn króla Vladimira - Tadżin. Amelka cieszy się perspektywą spotkania, a nawet nowej przyjaźni, bo jakby tego było mało, Tadżin, będzie chodził z nią do szkoły.

Jednak rzeczywistość okazuje się nieco inna od oczekiwań małej wampirki. Tadżin nie jest taki, jak na początku Amelce się wydaje. Zarozumiały i chciwy smarkacz dokucza wszystkim, w tym także przyjaciołom wampirki: Florce Kudłacz i Kostkowi Ponurakowi. Bierze wszystko, co mu się podoba bez pytania, przyczaja się także na Dyńkę, którą pragnie mieć na własność. Amelka nie chce oddać złośliwcowi swej małej przyjaciółki, ten jednak z nikim się nie liczy i kradnie pupilkę. Wampirka razem z Florką i Kostkiem próbują zatem odzyskać Dyńkę.

Mroczne Istoty przeżyją mnóstwo przygód, odkryją także dobrą stronę Tadżina, który zachowuje się tak, a nie inaczej, na skutek pewnego, ciążącego mu na sercu, sekretu.

Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron:  225
 Moja ocena : 4/6


Tom drugi przygód Amelki i jej przyjaciół wiąże się ściśle z zakończeniem pierwszego, bowiem cała grupa przedziwnych istot wyrusza z Noktruni do Królestwa Światła, niemalże mitycznej, znanej z legend, podobno niezwykle niebezpiecznej krainy, która wzbudza w mrocznych dzieciakach przede wszystkim obawę przed nieznanym. Bohaterowie udają się w konkretnym celu: poszukują zaginionej mamy Tadżina, wróżki Promyczka. Oprócz Amelki, Kostka, Florki i Dyńki, w podróż wyruszają także najbardziej zainteresowani, czyli Tadżin, wraz ze swoim ojcem, królem Vladimirem.

Świetlista Kraina, pełna kolorów, nieznanych stworzeń wydaje się im obca i przerażająca, z czasem jednak okazuje się, że w tym mitycznym miejscu nie jest wcale aż tak źle. Poszukiwania Promyczka zaczynają od Studni Życzeń, gdzie chcąc uzyskać jakieś informacje na temat zaginionej, jednak nieopatrznie wypowiadają trzy życzenia, od razu pakując się w kłopoty.

Niespodziewane trudności nie studzą jednak entuzjazmu bohaterów do dalszych poszukiwań i udania się niezwłocznie w stronę Brokatowic, gdzie liczą na jakieś konkretne wieści o zaginionej mamie przyjaciela. Po drodze spotkają jeszcze skrzata Iskierkę, który będzie towarzyszył im w dalszej podróży, przejdą przez Zjawiskowy Zagajnik, przejadą się tęczową koleją i zapoznają z jednorożcem Fabio. Jednak największą przygodę, a właściwie wyzwanie postawią przed nimi same Brokatowice. Kraina, w której władzę sprawują Jednorożce Alfa nie jest wcale mlekiem i miodem płynącą. Od jakiegoś czasu z Brokatowic znikają Świetliste Istoty, a o ich porwanie oskarżane są Mroczne Istoty z Noktrunii. Amelka wraz z przyjaciółmi spróbuje rozwiązać tą zagadkę i odnaleźć Promyczka, przy okazji jednak odkrywa inna prawdę, mocno niewygodną dla wszystkich mieszkańców Królestwa Światła.



Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron:  233
 Moja ocena : 4/6

Tom trzeci, czyli "Złodziej wspomnień" rozgrywa się jakiś czas później, kiedy dość dramatyczne wydarzenia z części drugiej znajdują już swój szczęśliwy finał. Promyczek wraca do Noktrunii, Tadżin odzyskuje mamę, a król Vladimir, żonę. Amelka ma już jednak inne sprawy na głowie, zbliżają się bowiem jej 11 urodziny, a ponieważ wampirka dorasta, zaczyna mieć sprecyzowane plany na przyszłość, z czym niekoniecznie zgadza się jej mama. W szkole również czekają ją zmiany, zaczynają się bowiem zajęcia z gotowania, które prowadzi nowy nauczyciel pan Sublimo. Ogłasza on konkurs na upieczenie i sprzedanie, jak największej liczby wysublimowanych ciasteczek, a dla zwycięzcy przewidziana jest atrakcyjna nagroda: wycieczka do Dyniowego Parku Rozrywki, wielkiej atrakcji Nokturii. Amelka ma w tej konkurencji godną przeciwniczkę, a do tego dochodzą jeszcze nieporozumienia z przyjaciółmi, stąd też wampirka nie ma najlepszego nastroju. 

Kroplą, która przelewa czarę goryczy jest fakt, iż przyjaciele zapominają o urodzinach Amelki. Okazuje się jednak, że nie zrobili tego specjalnie, tylko w przedziwny sposób stracili pamięć. Wampirka z pomocą Tadżina, jedynego, który nie uległ dziwnemu urokowi utraty pamięci rozwiązują zagadkę i odkrywają, kto stoi za tą manipulacją i co tak naprawdę ma ona na celu.

Jeśli chodzi o moje wrażenia z lektury, nie mogę ująć serii przygód Amelki Kieł, edukacyjnego wydźwięku. Plusem na pewno jest przekaz, czyli fakt, iż nie można oceniać nikogo po wyglądzie, pozory mogą mylić i nie zawsze to co piękne i błyszczące, jest wartościowe. Każdy jest wyjątkowy i ważny, bez względu na aparycję, czy pochodzenie. W książeczkach tych fajne jest  też to, iż relacje Amelki z przyjaciółmi, konflikt z mamą, czy problemy w szkole, są bliskie każdemu dziecku i łatwo się z bohaterką identyfikować, nawet jeśli nie jest ona małą dziewczynką, a jedenastoletnią wampirką. Seria mocno stawia też na indywidualność i na to, że w każdej sytuacji warto być sobą.
I choć zazwyczaj jestem zwolenniczką takich rozwiązań, czyli połączenia przyjemnego z pożytecznym, tym razem elementy edukacyjne okazały się niewystarczające, abym zachwyciła się lekturą. Jednak, tak jak pisałam powyżej, moje dzieci są już starsze i czegoś innego szukam w książkach dla nich przeznaczonych. Co nie znaczy, że młodszym dzieciakom się to nie spodoba. Po opiniach zaprzyjaźnionych mam, śmiem twierdzić, że Amelka skradła serca innych małych czytelników. I fajnie!

Sardegna

PRZEDPREIMIEROWO "Best Seler i tajemnica rodu Kokosów" Mikołaj Marcela


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

 
Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
Liczba stron: 192
Moja ocena : 5/6

"Best Seler i tajemnica rodu Kokosów" to jedna z bardziej wyczekiwanych przeze mnie, jesiennych premier. Na kontynuację vege historii i kryminalnych przygód szeryfa Best Selera, czekałam z wielką niecierpliwością i emocjonowałam się nią chyba bardziej, niż moje dzieci. A wszystko to za sprawą genialnej opowieści, w której to główną rolę odgrywają, nie kto inny, tylko warzywa i owoce we własnej osobie. 

Pierwszy tom vege kryminału dla dzieci i nie tylko, autorstwa Mikołaja Marcela, czyli "Best Seler i tajemnica znikających warzyw" bardzo nam się podobał, o czym zresztą pisałam w TYM wpisie. Moje dzieci emocjonowały się nieziemsko, a ja nie wiedziałam właściwie, czy bardziej są zaaferowane i czekają na rozwiązanie zagadki kryminalnej, boją się, bo jednak historia "Best Selera" ma typową formułę kryminału, więc trzyma w napięciu i ma momenty grozy, czy może bardziej ich to wszystko bawi i śmieszy. Stąd też, kiedy tylko dostaliśmy możliwość przeczytania przedpremierowo "Tajemnicy rodu Kokosów" od razu odłożyliśmy czytaną wieczorem powieść i zajęliśmy się właśnie tą książką.

Tym razem opowieść przenosi czytelnika do Owocowic, czyli drugiej obok Jarzynowa krainy, w której, jak można się domyślać mieszkańcami są owoce przeróżnych gatunków. Spokojne zazwyczaj miasteczko zostaje sparaliżowane tajemniczym zniknięciem kolejnych owoców. Pierwsza ginie Wiórka Kokos, ale jej zniknięcie nie wzbudza jeszcze paniki w mieszkańcach, ot, mogła po prostu wyjechać z miasta. Natomiast w momencie, kiedy  kolejne owoce: Bono Winogrono, Delgado Awokado i Liwka Oliwka, znikają bez wieści, sytuacja staje się już naprawdę nieciekawa. 

Jako że sława szeryfa Best Selera w odnajdywaniu zaginionych warzyw (o czym opowiada tom pierwszy) dociera nawet do Owocowic, do Jarzynowa przybywa przedstawicielka bogatej rodziny Kokosów, prawniczka Apolonia Aronia, która zwraca się do Besta z propozycją, aby zajął się sprawą zaginionej Wiórki Kokos. Szeryf, choć początkowo oporny, decyduje się na podjęcie wyzwania i za namową trzech sióstr Brukselek, postanawia pomóc odnaleźć zaginione owoce. Analizując dokładnie dokumentację zebraną przez Gustawę Morelę, próbuje dojść do prawdy i wyjaśnić, kto stoi za porwaniem Wiórki. 

Podejrzani się mnożą, bo zarówno bogata rodzina Kokosów ma swoje za uszami, próbując ukryć przed światem pewne niecne sprawki, jak i podejrzane towarzystwo owoców zamieszkujących Buszowo, nieciekawą dzielnicę Owocowic, cieszącą się złą opinią, wie co nieco na temat zniknięcia poszczególnych owoców. Do tego, po okolicy krąży plotka, że w mieście grasuje przetwór. Kilka owoców poświadcza, że go widziało, ale właściwie nie potrafią nic konkretnego na jego temat powiedzieć.

Best będzie mógł liczyć na wsparcie Melki, Kornelki i Rachelki, a także Giorgio Ananasa, który przybywa do Owocowic, aby po porwaniu, o którym czytaliśmy w tomie pierwszym, spotkać się w końcu ze swoją dawno nie widzianą rodziną. Melka i Giorgio, po wydarzeniach, które wspólnie przeszli trzymają się razem, jednak w ich przyjaźni pojawi się wyraźny rozłam. Jakby tego było mało, Rachelka jest świadkiem dziwnego zdarzenia, jednak nikt nie wierzy malutkiej brukselce i nie chce wysłuchać tego, co ma do powiedzenia. W sprawie pojawia się więcej pytań, niż odpowiedzi. Przetwór grasuje po Owocowicach, a nowe postacie dramatu pojawiają się, jak grzyby po deszczu. Jak skończy się ta historia?

"Tajemnica rodu Kokosów" jest świetną kontynuacją "Zagadki znikających warzyw". W pewnym stopniu jest do niej bardzo podobna, również ma typową konstrukcję kryminału, stopniuje napięcie, pokazuje sprawę z różnych perspektyw, prezentuje całą gamę bohaterów, z których każdy wydaje się być podejrzanym. Z drugiej jednak strony mocno się od tej pierwszej części różni, przede wszystkim tym, iż jest bardziej "dorosła". W drugim tomie znajdziemy wiele nawiązań do współczesnej kultury, znanych w popkulturze osób czy wydarzeń. Rodziców będzie to zachwycać, śmieszyć i bawić, dla dzieci, zwłaszcza tych młodszych okaże się kompletnie niezrozumiałe. Również sama fabuła "Tajemnicy rodu Kokosów" jest bardziej poważna. Zawirowania w Owocowicach, skomplikowane relacje rodzinne czy towarzyskie mogą przytłoczyć dzieciaki, natomiast dorośli będą czuli się, jak ryby w wodzie, mając wrażenie, że śledzą najlepszą aferę na miarę plotkarskich tabloidów.

Nie zmienia to akurat faktu, że Autor wpadł na świetny pomysł, o czym zresztą już pisałam, a ulokowanie warzyw i owoców w głównych rolach kryminalno - obyczajowej opowieści jest strzałem w dziesiątkę. Te wszystkie nawiązania, mądry humor, stopniowanie napięcia, przebudowanie historii, aby była przeznaczona dla dzieci, petarda po prostu! Wielkie brawa za pomysłowość! Bardzo polecam, zarówno "Best Selera i zagadkę zaginionych warzyw", jak i "Tajemnicę rodu Kokosów". Historia spodoba się nie tylko najmłodszym czytelnikom, ale również dorosłym, zwłaszcza tym, którzy lubią niebanalne opowieści napisane z przymrużeniem oka.

Przeczytaj także:
Sardegna