# Blogowe podsumowanie kwietnia


posted by Sardegna on

8 comments

Kwiecień, jak co roku, jest dla mnie bardzo trudnym okresem, zarówno jeśli chodzi o pracę zawodową, jak i inne obowiązki. Bardzo dużo się dzieje, a ja skupiam się tylko na tym, aby podołać wszystkiemu, do czego się zobowiązałam. Stąd też moja aktywność blogowa w tym miesiącu nie jest jakaś powalająca. Udało mi się w prawdzie przeczytać 9 książek, czyli tyle, co w marcu, notki też w sumie pojawiały się regularnie, ale zaliczyłam jakiś koszmarny spadek energii. Mam nadzieję, że w maju będzie już po tym względem lepiej.

Lista lektur:

1. "Krüger. Lew" Marcin Ciszewski - 5
2. "To nie może być prawda" Hanna Dikta - 5
3. "Szeptucha" Katarzyna Berenika Miszczuk - 6
4. "Noc Kupały" Katarzyna Berenika Miszczuk - 5
5. "Żerca" Katarzyna Berenika Miszczuk - 5
6. "GPS szczęścia, czyli jak się wydostać z  czarnej d" M. Witkiewicz, M. Grochowska - 5
7. "Opowieści z Narnii" C. S. Lewis - 6
8. "Dzieci z wyspy Saltkråkan" Astrid Lindgren - 5
9. "Przesilenie" Katarzyna Berenika Miszczuk - 5


Imprezy kulturalne:

W pierwszej połowie kwietnia nie udało mi się uczestniczyć w żadnej imprezie, bo tak, jak mówiłam, obowiązki były ważniejsze, niż przyjemności. Dopiero 15.04 wybrałam się na konferencję BooKat organizowaną przez zespół młodych ludzi na katowickim Uniwersytecie Ekonomicznym. Byłam wprawdzie tylko na wystąpieniu Maggie Moon, ale uważam, że impreza, jak na pierwszy raz wyszła całkiem nieźle i ma naprawdę spory potencjał.


Drugim wydarzeniem, w jakim udało mi się wziąć udział, była wymiana książkowa, organizowana przez naszą grupę Śląskich Blogerów Książkowych przy okazji Festiwalu Edukacyjnego w Regionalnym Ośrodku Doskonalenia Nauczycieli WOM. Tym razem dyżurowałam na stoisku, więc oprócz przyjemności była to też trochę pracowita sobota. Ważne że nasza oferta cieszyła się sporym zainteresowaniem. W sumie wymieniono aż 324 książki, z czego 160 nowych, 142 stare i 22 młodzieżowe. Zerknijcie na poniższe zdjęcia. Było z czego wybierać!


Mnie samej też udało się wymienić to i owo:


W kwietniu nasza grupa ŚBKów nawiązała też obiecującą współpracę z księgarnią TAK Czytam, która otworzyła swoją filię w centrum Katowic. Pierwszym efektem wspólnych działań było przekazanie kilkudziesięciu książek z naszej puli na akcję zaczytani.org w celu tworzenia szpitalnych bibliotek. O kolejnych wspólnych projektach usłyszycie już niedługo. Będzie się działo!


Pod koniec kwietnia dowiedziałam się także, że zostałam zakwalifikowana do udziału w konferencji See Bloggers! Od lat oglądam relacje z tego największego wydarzenia, przeznaczonego dla blogerów z całej Polski, ale po raz pierwszy odważyłam się zgłosić. Mam nadzieję, że uda mi się dotrzeć do Łodzi i spędzić inspirujący weekend w doborowym towarzystwie.


Nowości książkowe:


"Ja chyba zwariuję!" Agata Przybyłek
"Toń" Marta Kisiel
"Trawers" Remigiusz Mróz
"Enklawa" Ove Løgmansbø
"Czarne powietrze" Arnaldur Indriðason
"Przesilenie" Katarzyna Berenika Miszczuk
"Historia złych uczynków" Katarzyna Zyskowska
"Umwelt" Przemysław Żarski
"Przychodzę nie w porę" Ewelina Dyrda
"Złoto głupców" Philippa Gregory
"GPS szczęścia, czyli jak się wydostać z czarnej d" Magdalena Witkiewicz, Marzena Grochowska
"Cała ja" Augusta Docher
"Kolejny rozdział" Agata Kołakowska
"Gonić króliczka" Mariola Zaczyńska
"Może kiedyś, innym razem" Joanna Gawrych - Skrzypczak
"Tajemnica Godziny Trzynastej" Anna Kańtoch 
"Klucz niebios" James Frey i Nils Johanson-Shelton


"Zula i magiczne obrazy" Natasza Socha
"Na roześmianym niebie" Michaelle Cuevas
"Momo" Michael Ende
"Damy, dziewczyny, dziewuchy" Anna Dziewit - Meller
"Góry i ich niezwykli mieszkańcy" Justyna Styszyńska
"Ja, Jonasz i cała reszta" Anti Saar

Filmowo:


Jeśli chodzi o moją aktywność filmową, w kwietniu było znacznie gorzej, niż w marcu. Udało mi się w całości obejrzeć tylko 2 filmy:

 [zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]

1. "Anihilacja" reż. Alex Garland - nowa produkcja możliwa do obejrzenia na Netfixie z Natalie Portman w roli głównej, łączy w sobie elementy science-fiction, obyczajówki i filmu grozy. Historia bardzo mi się podobała, choć początkowo denerwowała mnie wolno rozwijająca się akcja. Film jednak jest z gatunku tych, które wolno się rozkręcają i równie leniwie się toczą. 
Pewne tereny wybrzeża z centralnie umieszczoną latarnią morską, pokrywają się tajemniczą, tęczową powłoką, a nikt , ani wojsko, ani naukowcy, nie potrafią określić, skąd to dziwne zjawisko pochodzi i co znajduje się w jego wnętrzu. Lena, biolożka, zaangażowana w sprawę osobiście, postanawia zbadać tajemniczy obszar i wraz z grupą innych specjalistek rusza wgłąb zainfekowanego miejsca. Jest to niepokojąca historia z intrygującym zakończeniem, ma parę "momentów", choć, jak dla mnie mogłoby być jeszcze bardziej strasznie.  

2. "Labyrinthus" reż. Douglas Boswell  - produkcja belgijska, przeznaczona dla młodszej młodzieży zawiera elementy fantastyki i z założenia ma mieć edukacyjny przekaz, związany z nadmiernym korzystaniem z komputera przez dzieci. Mam z tym filmem naprawdę wielki problem, bo z jednej strony ma fajny pomysł na fabułę: wciągnięcie dzieci do wnętrza gry i próba ich uwolnienia przez głównego bohatera. Z drugiej jednak strony, film jest koszmarnie słabo wykonany, ze scenografią rodem z przedstawienia szkolnego i marnymi efektami specjalnymi. Przez tą bidę, film przestaje być wiarygodny i to zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Nie da się bowiem traktować poważnie świata wirtualnego, pokazanego za pomocą labiryntu z gazet i tektury.


 Serialowo:

Kwiecień zdecydowanie bardziej był serialowy, niż filmowy. Na dobre zaprzyjaźniłam się z Netflixem i obejrzałam całkiem sporo fajnych tytułów. Oczywiście tak duży wybór seriali sprawił, że czasami zdarzało mi się trafiać kulą w płot.

Na początek skłoniłam się ku "Teen Wolf". Nie pytajcie mnie, z jakiż to przyczyn postanowiłam poznać bliżej przygody nastoletniego wilkołaka. Może chodziło mi głównie o fakt, że kiedyś namiętnie oglądałam wszystkie sezony "Pamiętników Wampirów" i strasznie emocjonowałam się perypetiami bohaterów. W tym przypadku oczekiwałam podobnych wrażeń, niestety przygody młodych wilkołaków nie okazały się dla mnie tak porywające, jak te z wampirami w roli głównej. Obejrzałam wprawdzie 2 całe sezony i pół 3, ale bez jakiegoś większego szału, bardziej "przy okazji" robienia czegoś innego. "Teen Wolf" aktualnie ma 6 sezonów, z czego 3 jest podwójny. Na razie nie planuję kontynuacji, aczkolwiek się nie zarzekam.

Bardzo trafiony w moim wypadku okazał się natomiast 1 sezon "Orange is the new black", czyli oryginalna produkcja Netflixa, opowiadająca o codzienności więźniarek osadzonych w kobiecym zakładzie karnym. Do tego więzienia trafia też Pipper Chapman, dziewczyna z tak zwanego "dobrego domu", skazana za przestępstwo narkotykowe, którego dokonała wraz ze swoją dawną kochanką, parę lat temu. Pipper, początkowo załamana nie potrafi odnaleźć się wśród osadzonych kobiet, w nowej, zupełnie dla niej obcej sytuacji, z czasem jednak, coraz bardziej wtapia się w tą nietypową społeczność, angażuje w sprawy koleżanek więźniarek, ale też popada z nimi w konflikty.

Serial aktualnie ma 5 sezonów i w tym wypadku, jak najbardziej będę oglądać dalej, tym bardziej, że jedynka kończy się w dość dramatycznym dla Chapman, momencie. Jedynym minusem tej produkcji jest fakt, ze odcinki są bardzo długie, bo prawie 60 minutowe, stąd też obejrzenie 13 częściowego sezonu zajęło mi naprawdę sporo czasu. 

Trzecim serialem, za który zabrałam się w kwietniu, był "Scream", stworzony na podstawie kultowego filmu "Krzyk". Nowa odsłona tej historii rozgrywa się współcześnie, kiedy to człowiek w masce atakuje licealistów w małym miasteczku Lakewood. Zamaskowany zabójca pojawia się w okolicy po 20 latach, pierwszy raz bowiem grasował w mieście, kiedy nastolatką była mama głównej bohaterki, Emmy Duval. Po latach koszmar wraca na nowo, a choć morderca w masce podobno nie żyje, to jednak ktoś się za niego podszywa i sieje postrach w mieście. "Scream" jest fajną, klimatyczną historią, może trochę tendencyjną, ale ma kilka trzymających w napięciu "momentów". Powinna się też spodobać miłośnikom oryginalnej serii filmowej. 

 Muzycznie:

Kwiecień był dla mnie swoistym powrotem do przeszłości. Przy okazji szukania czegoś w samochodzie, odgruzowałam w schowku dawno zapomnianą płytę "proud like a god" Guano Apes. Nie mogę uwierzyć, że dwadzieścia lat minęło od momentu, kiedy słuchałam jej ostatnio i to non stop, dzień w dzień, po kilka razy. Fantastycznie było przypomnieć sobie poszczególne utwory. Okazało się też, że pamiętam wszystkie teksty piosenek. Mina moich dzieci, nieprzyzwyczajonych do takiej muzyki w aucie - bezcenna!


Drugi kawałek, który dość często towarzyszył mi w ostatnim czasie to "Byle jak" Margaret. Muzyka tej wokalistki zupełnie do mnie nie przemawia, ani klimatem, ani estetyką. Jednak w tym konkretnym utworze jest coś takiego, co mnie autentycznie wzrusza.


A jak Wam minął kwiecień?

  Sardegna

8 komentarzy:

  1. A mnie kwiecień minął szybko. Spędziłam go w nowej pracy gdzie mi się podoba. Przeczytałam 4 książki, filmów nie obejrzałam żadnych, a pół miesiąca przekaszlałam i przesiąkałam - do dziś mam zdarte gardło. Ale będzie lepiej. Za to Ty miałaś super kulturny kwiecień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie, że nowa praca sprawia Ci radość. To ważne, żeby chodzić do niej z przyjemnością :) Dobrze też, że już się lepiej czujesz, jak przychodzi choroba to człowiek nie ma ochoty na żadną aktywność. Twoje 4 książki w takich okolicznościach to super wynik :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Faktycznie, nazbierało się w tym miesiącu całkiem sporo książek, ale czyż one nie są świetne?

      Usuń
  3. wow, to i tak piękny wynik! gratulacje i życzę jeszcze bardziej zaczytanego maja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, też uważam, że kwiecień był czytelniczo całkiem w porządku

      Usuń
  4. Gratuluję wyniku, u mnie też było dobrze !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Super! cieszę się z Twojego wyniku :)

      Usuń