Archive for lutego 2019

Blogowe podsumowanie miesiąca - luty


posted by Sardegna on

15 comments

Luty minął mi pod hasłem ferii. Świetny czas, spędzony z rodziną na rzeczach, które lubię robić najbardziej. Mogłam wprawdzie przeczytać i poblogować więcej, ale jakoś nie czułam takiej potrzeby, stąd też w tym miesiącu pochłonęłam tylko 6 książek.

Lista lektur


1. "Hipotermia" Arnaldur Indriðason - 5
2. "Zakochane Trójmiasto" antologia - 5
3. "Kto by się spodziewał?" Agata Przybyłek - 5
4. "Mamo, co by było, gdyby..."   Monika Janiszewska, Małgorzata Bajko - 5
5. "Cymanowski Młyn" Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda - 4
6. "Sprawa Salzmanna" Monika Kassner - 5


Imprezy kulturalne

W lutym paradoksalnie, nie udało mi się wziąć udział w żadnym wydarzeniu. Miałam w planach spotkanie autorskie z Beatą Sabała - Zielińską w katowickim Empiku, ale oczywiście życie miało inny plan, więc nie wyszło. Styczeń jednak był tak bogaty w atrakcje, że jakoś przeżyję słabszy luty i mam nadzieję, że wszystko nadrobię w marcu.

Nowości

 

"Damy, dziewczyny, dziewuchy 2" Anna Dziewit - Meller
"Oczy uroczne" Marta Kisiel
"Kłamca" Jakub Ćwiek
"Coś tu nie gra" Joanna Szarańska
"Koniec scenarzystów" Wojciech Nerkowski
"Nikt nie idzie" Jakub Małecki
"Dom jętki" James Hazel
"Tylko niewinni" Rachel Abbott
"TOPR" Beata Sabała - Zielińska
"104 piętrowy domek na drzewie" Andy Griffiths, Terry Denton
"Cymanowski Młyn" Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda
"Kłamstwo minionego lata" Sue Wallman
"Lalkarza z krakowa" R.M. Romero
"Prażeńka" Anna M. Brengos
"Tabletki na dorosłość" Dorota Suwalska
"Tatarka" Renata Kosin
"Ogród świateł" Anna Klejzerowicz
"Dobre Miasto" Mariusz Zielke
audiobook "Diuna" Frank Herbert

Filmowo

W lutym udało mi się obejrzeć tylko jeden film, ale na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że w tym miesiącu maksymalnie skupiłam się na serialach, a raczej na jednym z nich, o którym przeczytacie poniżej. Serca i energii do filmów już nie starczyło, stąd też tylko jedna, i do tego niezbyt udana produkcja:

1. "Solo" reż. Hugo Stuven Casasnovas - produkcja Netflixa, na którą skusiłam się głównie ze względu na to, iż była polecana w kategorii filmu katastroficznego, które lubię oglądać. Główny bohater, turysta spada z wysokiego klifu i walczy o przetrwanie w małej zatoce, odciętej od świata. Ze złamanym biodrem i okaleczonym ciałem próbuję przeżyć. Jego walka wewnętrzna staje się okazją do wspomnień i zrobienia rzetelnego rachunku sumienia, jako że jest człowiekiem zero-jedynkowy, nie liczącym się zbytnio z uczuciami innych, często pali za sobą mosty. Stąd też samotność i świadomość, że nie ma w swym życiu żadnych bliskich, nigdy nie dotyka go bardziej, niż teraz. 
Niestety "Solo" okazał się totalną klapą. Ani nie trzymał w napięciu, co z założenia miał robić, ani nie był jakoś spektakularny, żeby odciągnąć uwagę od nieciekawej fabuły. Był po prostu nudny. Oglądałam go na raty i nawet wspaniałe widoki nie zrekompensowane mi leniwie toczącej się akcji i smutnego monologu bohatera.


Serialowo

W lutym maksymalnie wkręciłam się w "Prison break", serial z 2005 - 2009 roku, który co śmieszniejsze, już kiedyś widziałam. Po siedmiu latach większość faktów zatarła się jednak w mojej pamięci, i o ile pamiętałam dobre wrażenie, jakie na mnie wywarł początek i jakieś wątki z kolejnych sezonów, to szczegółów już zupełnie nie umiałam sobie przypomnieć. Powrót do tej historii okazał się strzałem w dziesiątkę! Ogromne emocje, napięcie, mega historia, tajemnice, zagadkowa Firma i niesamowicie inteligenty Michael Scofield, który przez pięć sezonów ratuje świat. Świetny serial, jeden z lepszych, jakie w życiu widziałam, w którym oprócz Scofielda, liczy się cała gama bohaterów wspierających, których się albo kocha, albo nienawidzi, w zależności od sezonu. Jeżeli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście "Skazanego na śmierć", koniecznie musicie to nadrobić. Serial jest dostępny na Netflixie.


[zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]

Muzycznie

W lutym nadal krążyłam wokół muzyki Dawida Podsiadło i Męskiego Grania, a stamtąd było mi już bardzo blisko trafić na Korteza. Jego klimatyczne "Stare drzewa" bardzo dobrze brzmią na słuchawkach.


Drugim kawałkiem jest również nastrojowa Adele i jej "Someone like you". Cudny utwór, ze świetnym teledyskiem. 


 A jak Wam  minął luty?

Sardegna

"Najgorsze Dzieci Świata" Davis Walliams


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

Dawno nie pojawił się na blogu wpis zredagowany przez moją Córkę, ale to nie dlatego, że nic nie przeczytała, albo chciało jej się pisać notki, powodem przestoju były ferie na Śląsku, które skończyły się w ostatnią niedzielę, a jak wiadomo, czas wolny sprzyja innym aktywnościom. Nie namawiałam jej do pisania na siłę, chęci same przyszły, stąd też wziął się poniższy wpis. 

"Najgorsze Dzieci Świata" to książka autorstwa Davida Walliamsa, Autora, który czaruje młodych czytelników na całym świecie swoimi zakręconymi historiami, przemycając w nich ważne treści. Młoda pisała już o "Gangu Godziny Duchów", książce, która moim zdaniem jest genialna w swej formie, ale co najważniejsze, nie tylko ja tak myślę, bo i Ania była zachwycona lekturą.  
Mamy na półce inna książkę Walliamsa "Demoniczną dentystkę", która też jej się podobała i bardzo rozbawiła, teraz, dzięki portalowi Granice.pl nadarzyła się okazja do zapoznania się z najnowszą książką Autora, składającą się z dziesięciu opowiadań. Przeczytajcie zatem, co na jej temat ma do powiedzenia moja dziesięcioletnia Córka. Tekst jest 100% jej autorstwa, a ja poprawiłam tylko parę przecinków, czy błędów stylistycznych.

***

 
Wydawnictwo: Mała Kurka
Liczba stron: 263
Moja ocena : 5/6


Nowa książka Davida Wallimsa składa się z dziesięciu opowiadań, a każde z nich mówi o najgorszym dziecku świata. Na początku spotkałam się ze Stachem Ślinotokiem, któremu jak sama nazwa wskazuje, ślina kapała z ust. Stach przeżył bardzo dziwną historię w muzeum na wycieczce, wtedy miasto nieszczęśliwie poznało jego nawyki. 
 
Kolejna była Magda Mazgaj. Jej historia jest bardzo ciekawa i choć chciałabym opowiedzieć Wam ją całą, nie mogę, bo nie o to chodzi, żeby zdradzać wszystkie tajemnice książki. Magda ma brata - małego Wilhelma, na którego cały czas wszystko zwala. Nienawidzi swojego brata, jednak kiedyś odkryła coś wspaniałego: mogła się rozpłakać i winę zrzucić na Wilhelma. Jej brat ciągle dostawał po uszach, a Magda tylko się z tego cieszyła. Wszystko jednak ma swój koniec...

Trzecia opowieść jest o Wiciu Wszarzu, który nie mógł mieć zwierzątka, postanowił więc wyhodować wszy. Gdy pewnego ranka na jego głowie zawitała mała wesz - pan Henderson, chłopak postanowił zdobywać coraz to różniejsze okazy. Gdy któryś z jego kolegów miał choć jedną wesz, Wicio zbliżał się i czekał, aż wesz przeskoczy z kolegi głowy na jego. Wicio chciał być też super łotrem, w czym, w stu procentach pomogły mu wszy. Czy Wicio polegnie klęskę czy jednak on i jego wszy zawładną światem?

W czwartym rozdziale została opisana Weronika Wiercipiętka. A z nią sprawa wyglądała tak: Weronika nie potrafiła usiedzieć w miejscu, skakała, robiła fikołki, już nie wspomnę, że chodziła do szkoły dla bardzo wytwornych panienek. Jak mogła więc pasować do spokojnych młodych panien, kiedy nie umiała usiedzieć w miejscu? 
 
Teraz opowiem o Gutku Gmeraczu. Był sobie taki Gutek, który dłubał w nosie nieustannie! Tworzył coraz różniejsze gluty: brejowate smarki, twarde smarki, baby i kozy, glutowate sople, ciekłe smarki, glutosklaktyty. Był królem wszystkiego, co zielone i oślizgłe. Chciał pobić w tworzeniu glutów niemiecką mistrzynię- Fraulein Schleim, postanowił więc przyklejać do siebie gluty, aż wyjdzie mu ogromna kula. Po kilku miesiącach mu się to udało, a jego kula zmiotła wszystko z powierzchni ziemi… Ale co dalej? 
 
Szóste opowiadanie znowu będzie o dziewczynce, tym razem będzie to Becia Bajzel, dla której smród i bałagan był najlepszym przyjacielem. Nie przebierała się i chodziła ciągle w tych samych skarpetkach. Jej pokój to same śmieci i stare jedzenie, jednak Beci to zupełnie nie przeszkadzało. Jadła stare jedzenie znalezione w pokoju, i ku zdziwieniu wszystkich, była tym zachwycona! Lecz pewnego dnia odkryła, że nie tylko ona mieszka w pokoju…

Kolejna historia mówi o Mądralińskim Mingu, co wszystko chwyta w mig. Ulubionym przedmiotem chłopca była matematyka, a jedynym hobby- rozwiązywanie niemożliwie trudnych zadań. Całe życie spędził na rozwiązywaniu właśnie tych zadań, aż pewnego dnia, gdy na lekcji padło hasło „nieskończoność”, chłopiec postanowił, że będzie liczył do nieskończoności. Czy mu się uda?

Wietrzna Wikta to przyszła gwiazda sceniczna! Mówię wam! Wikta należała do tych dzieci (jeśli oprócz niej istnieją takie dzieci), które ciągle puszczały gazy. Nieustanne gazy. Czasami przez przypadek (ale to najrzadziej), szczególnie ze złośliwości. Jak więc mogła zostać gwiazdą? Pewien pan odkrył u Wikty talent. Był to pan Dzyńdzyński, który zaprosił najsławniejszych ludzi i muzyków na koncert Wikty. Czy to okazało się dobrym pomysłem? Czy raczej kiepskim?

Kolejnym najgorszym dzieckiem świata był Drętwy Dariusz. Dariusz nigdy się nie uśmiechał, nie zaśmiał, jego ulubionym kolorem był szary, a ulubionym hobby - zgadywanie z jakiego metalu są zrobione rzeczy. Miał swoją kolekcję wiórków z temperówki po ołówkach i tarek na sery. Jego mama była jego przeciwieństwem. Była wesołą kobietą, która lubiła całą paletę barw. Gdy mama stwierdziła, że nie może już dłużej tak żyć i syn musi zaznać trochę szaleństwa, postanowiła iść do specjalisty. Czy ten pan choć trochę jej pomógł?

Ostatnie opowiadanie - dla mnie chyba najgorsze, przedstawia Kanapową Kryśkę, która siedziała na kanapie przed ekranem całymi dniami. Mogła nie chodzić do szkoły, mogła nie jeść, ale musiałam mieć przed nosem ekran. Gdy rodzice go wyłączali, Kryśka odruchowo zaczynała wrzeszczeć. Rodzice jednak postanowili interweniować i zadzwonili po ambulans. Na szczęście historia kończy się bardzo śmiesznie, bo Kryśka zdobywa nową część siebie...

Książka jest bardzo wciągająca i śmieszna. Świetnie się bawiłam podczas czytania. 


Ania lat 10 


***
Czujecie się zachęceni? Dla dorosłych to niemal horror! Dla dzieci, historia wyśmiewająca wady najmłodszych. Działa? Działa! Na koniec dodam tylko książka jest cudnie wydana przez Wydawnictwo Mała Kurka, w twardej okładce, na dobrej jakości papierze, z obwolutą. Pięknie się prezentuje wizualnie i ma świetne ilustracje autorstwa Tony'ego Rossa.

Sardegna

"Opowieści z Narnii. Podróż Wędrowca do Świtu" C.S. Lewis


posted by Sardegna on , , , , , , ,

8 comments


 Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 247
Moja ocena : 5/6

Kontynuujemy dalszą przygodę z Narnią, gdzie po lekturze dwóch pierwszy tomów ("Lew, czarownica i stara szafa" oraz "Książę Kaspian"), moje dzieci podjęły temat i stwierdziły, że właśnie przyszedł czas na część trzecią, czyli "Podróż Wędrowca do Świtu". Wewnętrznie się ucieszyłam, bo dla mnie samej jest to również pierwsze spotkanie z serią, fajnie jest więc razem z dziećmi sukcesywnie się z nią zapoznawać. Z drugiej jednak strony, miałam trochę obaw, bo po genialnej części pierwszej oraz nieco słabszej i monotonnej drugiej, emocje związane z poznawaniem kolejnych przygód rodzeństwa Pevensie w Narnii trochę opadły. Bałam się więc, czy moje dzieci nie zniechęcą się już całkowicie, jeśli tom trzeci nie podoła.

 Na szczęście "Wędrowiec" daje radę, choć jest mocno specyficzny i na pewno odbiega od dwóch poprzednich tomów i swoją formą i fabułą. Po pierwsze, w tej historii bierze udział tylko dwójka, z czwórki rodzeństwa, a mianowicie Łucja i Edmund. Po drugie, akcja opowieści toczy się na morzu, Wędrowiec jest bowiem okrętem, na którym bohaterowie przemierzają niezliczone mile morskie, przeżywając niesamowite, narnijskie przygody. Taka zmiana może na początku denerwować, zwłaszcza jeśli dzieci są przyzwyczajone do poprzedniej formuły opowieści, na szczęście z czasem przekonują się do nowego motywu, dając się porwać przygodzie.

Zuzanna i Piotr zostali przydzieleni przez swoich rodziców do innych zadań, nie pojechali więc z młodszymi dziećmi na wspólne wakacje. Za to Łusia i Edmund wysłani zostają do niezbyt lubianego wujostwa, gdzie spędzić mają czas w towarzystwie ich niemiłego i przemądrzałego kuzyna Eustachego. Dzieci nie są zadowolone z takiego obrotu sprawy, chętnie przeżyłyby jakąś niesamowita przygodę, a muszą zabawiać zarozumiałego Eustachego. Na szczęście z pomocą przychodzi Narnia, a właściwie jej magiczne właściwości, przenosząc rodzeństwo Pevensi, a przy okazji i ich marudnego kuzyna w sam środek akcji. 

Za sprawą magicznego obrazu dzieci przenoszą się na statek "Wędrowiec do Świtu", na którym rządzi kapitan Drinian z księciem Kaspianem na czele. Dzieci trafiają bowiem w sam środek morskiej wyprawy swego dawnego przyjaciela, który ciągle jest władcą Narnii (od ostatniej wizyty Piotra, Zuzanny, Łucji i Edmunda nie minęło bowiem zbyt wiele czasu) i wyrusza w morską podróż po to, aby odnaleźć zaginionych baronów, sprzymierzeńców swojego zmarłego ojca. Kiedy jeszcze Narnią rządził zły król Miraz, usunął ze swojego otoczenia wszystkich przyjaciół swego brata, stąd też baronowie musieli udać się na wieczną tułaczkę, w poszukiwaniu dla siebie lepszej przyszłości, na nieznane i niespenetrowane jeszcze przez nikogo, morza narnijskie. 

Kiedy więc w kraju panuje spokój, Kaspian czuję się zobowiązany do tego, aby odnaleźć baronów i przekazać im informację, że mogą już spokojnie do Narnii wrócić. Wyrusza więc na morze, gotowy na nieznane. I wtedy w sam środek jego morskiej przygody, na pokład statku, trafiają przybysze, a wtedy nawet niespodziewany i marudny gość Eustachy, będzie musiał przyzwyczaić się do zwyczajów panujących na morzu i poddać się rozkazom innych. Co z tego wyniknie? 

Na pewno wiele ciekawych, ale i niebezpiecznych przygód. "Wędrowiec" będzie docierał do różnych tajemniczych wysp, z czego większość z nich nie została jeszcze przez nikogo odkryta. Bohaterowie w swej podróży napotkają wiele osób, nie zawsze im przychylnym, natkną się na groźne zwierzęta, magiczne zjawiska, wzburzoną przyrodę, ale spotkają też pomocnych im ludzi. Trafią też na ślad samego ... Aslana. Pełni energii i odwagi, z ochotą przyjmą wszystko, co los im przyniesie, a w zachowaniu odpowiedniej postawy i wysokiego morale pomoże im dzielna mysz Ryczypisk, który podtrzymywać będzie ducha walki w żeglarzach, kiedy zaczynie go trochę brakować.

Cała ta morska przygoda będzie pełna emocji, tajemnic, zagadkowych miejsc i magicznych lądów. Jak się ją czyta? Całkiem fajnie, choć nie da się ukryć, że ta część obfituje w terminologię żeglarską, stąd też, zwłaszcza na początku, wydawać się może skomplikowana i przez to trochę nużąca. Jednak kiedy całość odpowiednio się rozwinie, jest już tylko lepiej. Moje dzieci przyjęły tą część z zainteresowaniem, myślę że wynikającym właśnie z tej odmienności. Dobrze, że "Wędrowiec" nie ostudził ich zapału do poznawania kolejnych tomów, dzięki temu za jakiś czas napiszę Wam tutaj o kolejnych częściach "Opowieści z Narnii".


Sardegna

ŚBKowe smaki


posted by Sardegna on

6 comments

Lutowy post tematyczny będzie zupełnie nieksiążkowy, ale takie też było założenie, kiedy planowaliśmy ten cykl, aby dzięki tym wpisom czytelnicy mogli lepiej poznać Śląskich Blogerów Książkowych z różnych stron. 

Dzisiaj będzie o smakach, temat dość szeroki i przewrotny, o jakie bowiem smaki miałoby chodzić. Każdy oczywiście może ten temat interpretować po swojemu, więc ja również tak zrobię. Poniżej znajdziecie 5 moich ulubionych smaków i wariacji na ich temat. Jeśli macie ochotę podzielić się swoimi preferencjami w tym temacie, chętnie o nich poczytam.

Kawa

Pierwszy ulubiony przysmak, jaki przychodzi mi do głowy to oczywiście kawa. Uwielbiam kawę, ale żeby jej picie sprawiało mi prawdziwą przyjemność musi ona spełniać kilka warunków. Nie może być za mocna i obowiązkowo musi być z dodatkiem mleka i cukru. O moich kawowych zwyczajach pisałam już przy okazji innego postu tematycznego ŚBKów i możecie o tym przeczytać TUTAJ, dodam jeszcze, że oprócz tradycyjnej kawy lubię sam smak kawowy. Wszelkie cukierki czy ciasto z jej dodatkiem należą do moich ulubionych słodyczy. Moim faworytem jest też zapach kawy, a najbardziej tej świeżo parzonej.


 Orzechy

Bez względu na to, czy to orzechy włoskie, laskowe, nerkowce, pistacje, migdały, arachidowe, czy inne, bardziej rzadkie odmiany, uwielbiam je w każdej postaci. Najbardziej, jako dodatek do deserów, lodów, owsianki czy ciast, ale także jako same przekąski, na słono lub słodko.


Sery

Kolejnym z moich ulubionych smaków jest serowy. Lubię ser w każdej wersji, jako żółty, pleśniowy czy twaróg. Uwielbiam potrawy z tym składnikiem, zupę serową z grzankami, pizzę margarittę, serowe zapiekanki, sernik, ale także takie, w których ser jest tylko dodatkiem.

 

Śliwki

Śliwki to bezsprzecznie mój owoc numer 1. Uwielbiam je jeść na surowo, jako suszone, ale też w postaci ciast, deserów z kruszonką, jako powidła, dodatek to mięs, czy farsz. Spójrzcie na te zdjęcia poniżej, czyż te śliweczki nie wglądają apetycznie?

 

Pieczywo

I na koniec pieczywo. Nic nie zastąpi mi smaku i zapachu świeżego pieczywa. Najbardziej lubię te domowej roboty, które czasem udaje mi się upiec, z różnego rodzaju ziarnami lub bakaliami.


A jakie smaki należą do Waszych ulubionych?
Sardegna

Co będziemy czytać w marcowej Trójce e-pik?


posted by Sardegna on

10 comments

Drugi miesiąc Trójkowego wyzwania prawie za nami, czas zatem na wybór trzeciej kategorii marcowej. Tradycyjnie pod uwagę biorę pierwszych dziesięć propozycji, które padną tutaj na blogu w komentarzach, albo w grupie wyzwaniowej Trójka e-pik. Jedna osoba może podać tylko JEDNĄ kategorię. Ja zbieram dziesiątkę, umieszczam w ankiecie, a Wy decydujecie, co czytamy w marcu (poza dwoma kategoriami, które już oczywiście obmyśliłam). Starajcie się nie powtarzać kategorii, które już były, bo takich nie będziemy brać pod uwagę. Dla przypomnienia, pod TYM linkiem znajdziecie spis kategorii z poprzednich miesięcy.

***

AKTUALIZACJA:

Poniżej lista 10 kategorii, na tę jedyna można głosować w komentarzach poniżej, wpisując odpowiednie numery. Każdy może oddać 3 głosy. Do dzieła! 


1. Ludzie listy piszą - książka z listami lub o listach
2. książka z nazwa koloru w tytule
3. książka, której bohater jest reprezentantem konkretnego zawodu i jest to istotny wątek w fabule
4. książka z miastem w tytule
5. S-f napisane przez kobietę
6. książka o filmie/ z motywem filmu
7. Fakty historyczne w każdej postaci
8. biografia znanej kobiety
9. baśnie/baśń
10. Książka, która w oryginale jest w mało popularnym języku (nie angielski, nie niemiecki, nie rosyjski i nie polski) 
Sardegna

"Mamo, co by było, gdyby..." Monika Janiszewska, Małgorzata Bajko


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Sensus
Liczba stron: 253
Moja ocena : 5/6

"Mamo, co by było, gdyby...", czyli jak i po co rozmawiać z dzieckiem na trudne tematy, to mini poradnik, napisany przez panie Monikę Janiszewską i Małgorzatę Bajko, specjalistki, które zawodowo zajmują się psychologią dziecięcą. Do tego panie same są mamami, wiedzą więc, o czym piszą. 

Osobiście nie jestem zwolenniczką poradników o wychowaniu dzieci, wolę w tej kwestii polegać na samej sobie, jednak czasami robię wyjątek, zwłaszcza w przypadku książek, do których mam niejako zaufanie. A ponieważ kiedyś już czytałam inną publikację z tej serii, napisaną przez obie Autorki, wydaną przez Wydawnictwo Sensus ("(Nie)Grzeczni?"), którą oceniłam bardzo pozytywnie za formę (absolutnie nie toleruję, kiedy poradniki przekazują w sposób nachalny "jedyną, słuszną prawdę", na szczęście w tym przypadku jest zupełnie odwrotnie), stąd też postanowiłam bliżej przyjrzeć się ich nowej książce.

Ten mini poradnik, wydany (podobnie, jak poprzedni) w formie kieszonkowej, podpowiada rodzicom, jak rozmawiać z dziećmi na trudne tematy i odpowiadać na niewygodne pytania. Wiadomo, że dzieci (zwłaszcza te młodsze) pełne są zapału, ciekawe świata, zadają mnóstwo pytań, nie przejmując się zupełnie, że owe zagadnienia w ich rodzicach powodują przyspieszone bicie serca. Zazwyczaj zdarza się, że tematy te są niewygodne i trudne tylko dla dorosłych, dzieci natomiast ze swoją szczerością i naturalnością nie są świadome nawet wagi niektórych problemów, które w swych rozmowach poruszają.

Autorki na takie sytuacje mają radę. Dają rodzicom gotowe rozwiązania i podpowiedzi, jak przeprowadzić takową rozmowę. Oczywiście wszystko w granicach sugestii, możliwych opcji, a nie jedynych prawdziwych odpowiedzi, bo tego bym nie zniosła. 

Książka podzielona jest na trzy części. W pierwszej znajduje się wywiad - rozmowa z obu paniami, które dzielą się swoim doświadczeniem prywatnym i zawodowym. Tłumaczą, z jakich sytuacji taka rozmowa z dzieckiem może wyniknąć, jak dobrze ją przeprowadzić, wyważyć temat, nie ucinać rozmowy, nie bagatelizować, nie ignorować, nie podawać wymijających odpowiedzi. Uświadamiają, że w razie nieotrzymania satysfakcjonującego rozwiązania, dziecko poszuka odpowiedzi w innych źródłach, a to niekoniecznie może nam się spodobać i przedstawić problem w sposób, jaki byśmy chcieli. Warto więc podjąć temat i choć będzie to dla nas trudne, dać się wciągnąć w dyskusję.

W części drugiej, Autorki przedstawiają każdy problem z osobna, czyli najpierw zadają kluczowe pytanie, później prezentują punkt widzenia dzieci (w różnym wieku) na dany problem, kolejno komentują zagadnienie, podając jakieś przykładowe rozwiązania, tematy poboczne, które można z dzieckiem poruszyć przy okazji takiej rozmowy. 

W pierwszym odruchu, kiedy słyszymy hasło "trudne pytanie", pojawia się w naszej głowie zdanie: "skąd się biorą dzieci?" Oczywiście w książce znajdziemy rozwiązanie, jak poradzić sobie z tym zapytaniem, ale również dowiemy się, jak reagować na takie problemy: co będzie, kiedy do mojego domu włamie się złodziej, co się stanie, kiedy ktoś umrze, co się dzieje z ciałem po śmierci, co się będzie, jeśli zachoruję na groźną chorobę, co się stanie, jeśli wyląduję w szpitalu, co się wydarzy, kiedy tata straci pracę, co by było gdyby, ktoś obcy mnie zaczepił, albo rodzice się rozwiedli. Sami widzicie, niektóre pytania na prawdę są trudne, dobrze więc wiedzieć, jak w razie czego zareagować.

Część trzecia, dla mnie najciekawsza, to bajki terapeutyczne, które w prosty i obrazowy sposób pokazują dziecku dany problem, poprzedzone są wstępem wyjaśniającym, czym jest bajkoterapia, i jakie spełnia funkcje. 

Powiem Wam, że ten mini poradnik to fajna opcja uzupełniająca wiedzę rodzica. Choć może nie do końca wpasował się w moje potrzeby wychowawcze, podobnie, jak "(Nie)Grzeczni?", gdyż dotyczy raczej zachowania dzieci młodszych, niż moje, to jednak sądzę, iż książka przydatna będzie się rodzicom maluchów 3- 6 lat. Na swoim przykładzie mogę potwierdzić, że większość zagadnień mam już za sobą (na szczęście), stąd też z podpowiedzi nie skorzystam, na pewno jednak przydadzą mi się bajki terapeutyczne, jako fajny materiał pomocniczy w pracy i przyczynka do rozmów z młodszymi dzieciakami o różnych problemach.

Sardegna

"Kto by się spodziewał?" Agata Przybyłek


posted by Sardegna on , , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 382
Moja ocena : 5/6

UWAGA! Tekst może zwierać SPOJLERY!


"Kto by się spodziewał?" to trzecia część serii Agaty Przybyłek o dość przewrotnym tytule "Miłość i inne szaleństwa". Seria liczy sobie docelowo cztery tomy, z których każdy opisuje perypetie jednej z "żywiołowych" sióstr, córek dość specyficznej, ale charyzmatycznej Sabiny Dudek. Jak dotąd mamy już trzy żywioły za sobą: powietrze, czyli historię najstarszej Niny, matki dwójki dzieci, kobiety po przejściach, wodę - opowieść o delikatnej Elizie, która w dzień swojego ślubu postawiła wszystko na jedną kartę, oraz ognia, czyli przygodę charakternej Patrycji, czarnej owcy w rodzinie.

To właśnie Patrycji poświęcony jest najnowszy tom, a jako że kobieta ma mocny charakter, ognisty temperament, z którym idealnie współgra jej wygląd, przydzielenie jej takiego, a nie innego żywiołu nie jest dla nikogo zaskoczeniem. Patrycja, choć charakterna, jest też bardzo emocjonalna, skrywa jednak swoje prawdziwe uczucia przed bliskimi, nie ma bowiem z nimi najlepszych relacji. 

W poprzednim tomie dziewczyna daje się poznać, jako osoba bezkompromisowa, która dość intensywnie walczy ze swoją siostrą bliźniaczką o uczucia jednego mężczyzny, jednak po dramatycznych wydarzeniach, do których doszło na ślubie Elizy, to właśnie Patrycja zostaje winna całej sytuacji i to na nią spada odpowiedzialność za zepsutą uroczystość. W konsekwencji siostry praktycznie przestają ze sobą rozmawiać, a Pati z poczuciem niesprawiedliwości i goryczy postanawia odciąć się od matki i rodziny, wyjechać z Brzózek na kilka miesięcy. I to właśnie o perypetiach bohaterki i jej rozterkach uczuciowych, które przyjdzie jej przeżyć z dala od rodzinnej miejscowości, będzie opowiadał trzeci tom "Miłości i innych szaleństw". W książce nieco miejsca poświęcone będzie również Elizie i tym, co wydarzyło się w jej życiu po ucieczce sprzed ołtarza.

Dobrym miejscem do odpoczynku i odcięcia się od wydarzeń ostatnich tygodni, wydaje się Patrycji "Słoneczna Przystań", czyli ośrodek wypoczynkowy, do którego przyjeżdżała na wakacje, jako nastolatka. Jako że z właścicielką, panią Bożenką, łączyła ją zażyła relacja, kobieta wydaje jej się bliższa niż rodzona matka, a z samym miejscem wiążą się tylko dobre wspomnienia, Pati postanawia zatrudnić się w ośrodku, jako członek kadry kolonijnej i w ten sposób spędzić najbliższe miesiące. 

Dziewczyna, planując swoje pracowite wakacje nie przewiduje jednak, że na miejscu spotka swoją dawną miłość - Borysa, syna właścicielki, który aktualnie przejął jej obowiązki i jest dyrektorem ośrodka. Pati jest bardzo zdenerwowana całą sytuacją, bowiem emocje i wspomnienia biorą górę. Jednak nie chce ona wchodzić dwa razy do tej samej rzeki, ale jednocześnie jej dawne uczucie do Borysa nie całkiem wygasło. Do tego, budzą się w niej pokłady ukrytej zazdrości, kiedy poznaje jego nową dziewczynę. Jakby Patrycji mało było jeszcze problemów, jej siostra bliźniaczka, Eliza, wybiera to samo miejsce do wakacyjnego odpoczynku (bliźniacza pokrewność dusz, te sprawy...). Jak myślicie, co się stanie, kiedy dojdzie do spotkania sióstr?... 

Te kilka tygodni, które Patrycja i Eliza spędzą poza Brzóskami bardzo je zmieni. Kobiety odbudują zachwiane nieco, poczucie własnej wartości i pewności siebie, choć każda z nich zrobi to oczywiście na swój sposób. Pracowite wakacje przyniosą im także miłość, choć przydarzy się im to w najmniej oczekiwanym momencie. Czy dojdzie do pojednania sióstr? Ile prawdy jest w powiedzenie, że "stara miłość nie rdzewieje" no i najważniejsze, jak na to wszystko zareaguje Sabina?!

Seria "Miłość i inne szaleństwa" to bardzo fajne obyczajówki, z którymi miło spędza się czas. Są to takie trochę bajki dla dużych dziewczynek, no ale przepraszam bardzo! Świetnie się je czyta! Bohaterowie są wyraziści, choć prezentują raczej skrajne osobowości (delikatna do przesady Eliza kontra harda Patrycja), zakończenia są emocjonujące (ciekawe, jak w czwartym tomie rozwinie się wątek Elizy), a każda z sióstr wyjątkowa, jak to w życiu. Z chęcią przeczytam ostatnią część serii, w której zakładam, że dowiem się czegoś więcej o Małgorzacie, czwartej córce Sabiny, która prezentować będzie żywioł ziemi. Nie wiem, kiedy dokładnie Autorka zaskoczy nas nową powieścią, ale bardzo bym chciała, żeby nastąpiło to jeszcze w tym roku.
 

Sardegna

"Papierowe duchy" Julia Heaberlin


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: W.A.B

Liczba stron: 416
Moja ocena : 4/6

Mam z tą książką poważny problem. Jest bardzo pozytywnie oceniana przez czytelników, ma świetny opis na okładce, a sama Autorka odnosi sukcesy na całym świecie (jej wcześniejsze powieści zostały bardzo dobrze przyjęte przez odbiorców i wydane w piętnastu krajach), ja natomiast nie czuję klimatu... Sama skłoniłam się ku lekturze i teraz trochę mi głupio, że zupełnie nie ogarnęłam fenomenu "Papierowych duchów". Wiem, że to jest specyficzna historia, która toczy się leniwie, pełna jest domysłów i niedomówień, ale w tym miał tkwić cały jej urok, a na mnie to nie działała. I przykro mi, bo miałam jak najlepsze chęci. Niestety, tym razem nie zaiskrzyło...

Grace jest młodszą siostrą Rachel, dziewczyny, która przed laty zaginęła bez wieści. Kobieta podporządkowała praktycznie całe swoje życie na poszukiwanie prawdy i dojście do tego, co tak naprawdę stało się z jej siostrą. Po latach ma już całkiem poważne przypuszczenia, że Rachel padła ofiarą seryjnego mordercy, fotografa Carla Feldmana, który aktualnie jest wiekowym staruszkiem, cierpiącym na zaniki pamięci i przebywa w specjalnym domu opieki dla przestępców. Grece postanawia więc postawić wszystko na jedną kartę, "wydostać" Carla na wolność i wyciągnąć od niego prawdę o Rachel. Podając się za jego córkę, zabiera go w tygodniową podróż po Teksasie, prowadząc do miejsc, które przez lata utrwalał na zdjęciach. Dziewczyna ma tylko jeden cel, dowiedzieć się, czy fotograf odpowiada za zaginięcie jej siostry, a potem ... no właśnie.

Główny problem polega jednak na tym, iż Carl utrzymuje, że nic nie pamięta, nie wiadomo tylko, czy mówi prawdę, czy sprytnie kłamie. Plan Grace nie ma słabych punktów. Zakłada intensywny tydzień podróżowania do miejsc, które powinny kojarzyć się fotografowi z jego pracami, spotkanymi kobietami i potencjalnymi miejscami zbrodni. Oczekiwania są jednak zupełnie inne, niż rzeczywistość. Carl ma inne plany wobec tej wyprawy, ale Grace w swej obsesji również jest w stanie wiele poświęcić.

Czy taka podróż z potencjalnym przestępcą może w ogóle być bezpieczna? Czy Carl faktycznie jest zdziwaczałym staruszkiem, a może idealnie odgrywa swoją rolę? Podążając za tropem myślenia Grace, czytelnik sam już nie wie, ile jest w tym autentyczności, a ile tylko pobożnych życzeń. Wraz z kobietą szuka śladu, jakiegoś błysku w oku, który potwierdzi, że to fotograf jest odpowiedzialny za zniknięcie Rachel. Ale czy się go doczeka?

W "Papierowych duchach" nic nie jest oczywiste. Czytelnik podąża za tokiem akcji, niby wie, co tak naprawdę dzieje się z bohaterami, tak naprawdę jednak prawda ukryta jest gdzieś pomiędzy wierszami tej opowieści. Rozwiązanie najważniejszej zagadki, z którą mierzymy się przez całą książkę wychodzi ostatecznie na jaw, i to na pewno jest pozytywny aspekt tej historii, bowiem nie wyobrażam sobie, aby i ten wątek został  otwarty i nie dał czytelnikowi odpowiedzi na najistotniejsze pytanie, jednakże cała reszta pozostaje w sferze domysłów. Wszystkie te zagadki, tropy ukryte przed czytelnikiem, niepewność, co do tego, co tak naprawdę zdarzyło się przed laty, jest ciekawym zabiegiem i wierzę, że istnieje spore grono odbiorów, którzy to docenią. Dla mnie jednak całość okazała się przegadaną, zbyt leniwą, gorzką opowieścią, która nie pociągnęła za sobą i nie sprawiła większej przyjemności. 

Bardzo żałuję, bo po okładkowym opisie historia wydawała mi się mega petardą, taką historią, która zapadnie na dłużej w pamięć i dostarczy emocji, kiedy wraz z bohaterką doszukiwać będziemy się prawdy. Doceniam pomysł, ale przez to, że akcja toczy się bardzo leniwie, poprzedzielana jest wspomnieniami Grace i rozważaniami na temat fotografii Carla, całość strasznie się dłuży. W rezultacie wyszło nudnawo, czytanie zajęło mi masę czasu i właściwie, gdyby nie zwyczaj doczytywania każdej książki do końca, nie wiem, czy dotrwałabym do końca.

Sardegna

"Zakochane Trójmiasto" antologia


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


  Wydawnictwo: Novae Res
Liczba stron: 394
Moja ocena : 5/6


"Zakochane Trójmiasto" to całkiem nowy na rynku zbiór opowiadań, który postanowiłam przeczytać z dwóch powodów: po pierwsze, książka idealnie wpasowuje się w kategorię lutowej Trójki e-pik, czyli lekturę z motywem walentynkowym, po drugie, lubię takie antologie, kobiece historie, napisane przez polskich autorów. Zawsze wtedy mam możliwość poznania choć próbki twórczości pisarzy, z którymi do tej pory nie miałam do czynienia. 

Walentynek jakoś specjalnie nie obchodzę, uważam, że miłość można okazywać sobie każdego dnia, nie trzeba czekać na to do 14 lutego, co nie zmienia faktu, że lubię książkowy klimat tego święta, a więc i lektura takich opowiadań o miłości sprawia mi wielką frajdę.

W ogólnej ocenie antologia ta bardzo mi się podobała. Oczywiście, jak to w przypadku zbiorów bywa, nie wszystkie opowiadania są równe, jedne bardziej zapadają w pamięć, inne, może takie bardziej "typowe", trochę mniej. W przypadku "Zakochanego Trójmiasta" po raz pierwszy też miałam do czynienia z twórczością niektórych pisarzy, bo o ile powieści pań Agnieszki Lingas-Łoniewskiej, Małgorzaty Wardy, K.N. Haner, Augusty Docher, już znałam, to na przykład zupełną nowością były dla mnie historie pani Niny Reichter, Jolanty Kosowskiej, Anny Kasiuk, Anny Szafrańskiej, czy panów: Adriana Bednarka i Daniela Koziarskiego

Wszystkie 10 opowiadań jest połączonych wspólnym motywem Trójmiasta, bo to tam rozgrywa się większość akcji, a także - wiadomo! -  wątkiem miłosnym. Nie dajcie się jednak zwieść miłej dla oka, lukrowanej okładce, bo uczucia rodzące się między bohaterami nie są przedstawione w sposób banalny, ani też przesadnie cukierkowy. Historie są przemyślane, życiowe, trochę słodko - gorzkie. Jak to w życiu, nie zawsze wszystko układa się po naszej myśli.

Antologia zaczyna się opowiadaniem Agnieszki Lingas - Łoniwskiej "Nie uciekaj". Mamy tutaj dwa silne charaktery skrywające się przed światem w pięknych okolicznościach przyrody Borów Tucholskich (wiem, co mówię, cudownie tam jest!). Przewrotny los łączy dwie zranione dusze i daje im szansę na wspólną przyszłość. Historia raczej "standardowa", ale może się podobać, zwłaszcza miłośnikom kobiecych powieści. Do tego, ta historia jest bardzo "typowa" dla Autorki, czyli jej "Jej" stylu, klimacie z charakterystycznymi bohaterami o burzliwej przeszłości. Fajny początek.

Kolejne opowiadanie jest bezsprzecznie najlepsze i bezkonkurencyjne. "Dla ciebie" Małgorzaty Wardy trafia prosto w serce, choć nie ma ani typowego motywu walentynkowego, więcej jest w nim smutku, nostalgii i żalu, niż radości i rozgorączkowanych uczuć. Agnieszka przeprowadza się z peryferii Gdańska do Gdyni, i trafia do blokowiska z wielkiej płyty, a jej sąsiadem zza ściany staje się Andrzej, chłopak z skomplikowaną relacją rodzinną. Relacja pomiędzy tą dwójką dzieciaków jest dość trudna, oparta na wsparciu i zrozumieniu, kończy się jednak dość brutalnie, w bardzo nieoczekiwanym momencie. 
Dalszą część opowieści możemy śledzić, przenosząc się parę lat później, kiedy Agnieszka jest już dorosłą kobietą i wspomina swoją pierwszą miłość, a wszystko to w sytuacji, kiedy po latach przypadkowo spotyka Andrzeja...

Mocna opowieść, która choć krótka, robi wielkie wrażenie na czytelniku. Mnie już sam początek wskazał, że to będzie coś świetnego, kiedy Autorka nawiązała do wydarzeń z 1994 roku, o których później zespół Golden Life nagrał piosenkę. "Dla ciebie" to mój nr 1 w całej antologii!

Opowiadanie trzecie "Dobre zakończenia", autorstwa pani Niny Richter (moje pierwsze spotkanie z twórczością Autorki) to historia pewnego związku napisana raz z perspektywy mężczyzny - Marka - poczytnego pisarza powieści kobiecych, raz kobiety - Jagody, skromnej nauczycielki języka angielskiego. Pomiędzy tymi dwoma zaiskrzy, ale oczywiście nie obejdzie się bez różnych problemów, które wynikają z różnic mentalnych, społecznych, czy zawodowych. Fajna historia, która mogłaby spokojnie posłużyć, jako zarys czegoś dłuższego. 

Czwarte opowiadanie to "Perfekcyjna katastrofa" K.N.Haner. Jest ono chyba najbardziej utrzymane w walentynkowym klimacie, mamy tutaj bowiem romans dziewczyny po przejściach z przystojnym marynarzem, który zakochał się w niej tylko na podstawie zdjęcia. Przyjemna opowieść, niezbyt wymagająca, z obowiązkowym happy endem.

Pozytywnie na tle pozostałych opowiadań wyróżnia się "Najdłuższy dzień w roku" Augusty Docher. Mocno niejednoznaczny, pełen sprzeczności, niepewności i trudnych uczuć. Bohaterowie, których dzieli wszystko, spotykają się przypadkowo na plaży w Jelitkowie i pod wpływem spontanicznej rozmowy postanawiają zmienić coś w swoim życiu. Choć początkowo nic nie wskazuje na to, aby do zmian miało w jakikolwiek sposób dojść, rezultat przychodzi naprawdę szybko. Ciekawa, nietypowa historia dwóch zranionych dusz. Fajne.

Kolejna opowieść to bardzo klimatyczny "Tatuaż serc" Joanny Kosowskiej. Krzysztof śni o pewnej dziewczynie, coraz więcej szczegółów przypomina sobie z jej życia, choć dobrze zdaje sobie sprawę, że nigdy w życiu jej nie spotkał i nie ma pojęcia, kim ona jest. Wyjaśnieniem jego tajemniczych snów okaże się jego serce, które pamięta coś, czego zupełnie nie ogarnia jego umysł. Bardzo fajne opowiadanie, jak dla mnie znajduje się w pierwszej trójce tej antologii.

"Druga randka" Adriana Bednarka (Autora, którego powieści wydawane są w wydawnictwie Novae Res, aczkolwiek ja nie miałam jeszcze okazji żadnej czytać),  bardzo nietypowa, mroczna, trochę nawet kryminalna, opowiada o tym, jak wieloletnie pragnienie zemsty może wpłynąć na człowieka, i co może zrobić z jego psychiką. Jeżeli miałabym skomentować tę historię jednym zdaniem, powiedziałabym, że są to "krwawe walentynki". Wyróżniam i umieszczam w pierwszej trójce zbioru.

Ciekawą historię zaproponował również pan Daniel Koziarski, budując opowieść "Skwer miłości, skwer samotności", będącą zlepkiem wielu małych, słodko-gorzkich obrazów relacji uczuciowych, między losowo wybranymi spacerowiczami. Jak w tytule, nie wiadomo, czy w ludziach więcej jest uczucia, czy jednak wrogości. Ciekawy obraz społeczeństwa wyłonił się z tego tekstu.

Przedostatnie opowiadanie należy do pani Anny Kasiuk "Sięgnij po szczęście", które to również mocno nietypowe, porusza bardziej temat relacji rodzinnych, niż partnerskich. Świat widziany oczami nastolatki nie jest idealny, a dorośli mogą w nim zobaczyć swoje wady i największe grzechy. Interesująca historia, wyróżniająca się tematyką na tle pozostałych.

"Cztery pory roku" Anny Szafrańskiej kończy antologię "Zakochane Trójmiasto". Opowieść tocząca się w trzech przedziałach czasowych należy raczej do tych "romantycznych". Gdybym miała określić, o czym, oprócz miłości opowiada, powiedziałabym, że o przemijaniu. W niej hasło "miłość aż po grób" nabiera szczególnego znaczenia.

Kto dotarł do końca tego przydługawego wpisu ten już zna trójkę moich faworytów, czyli opowiadania, które najbardziej podobały mi się z całego zbioru. Na pierwszym miejscu bezsprzecznie umieszczam historię pani Małgorzaty Wardy, na drugim wyróżniam panią Joannę Kosowską, trzecie miejsce na podium należy do pana Adriana Bednarka

Co ważne i dość ciekawe, w tej antologii nie ma złych historii, są po prostu mniej lub bardziej schematyczne, przez to lepiej lub gorzej zapadają w pamięć. Polecam "Zakochane Trójmiasto wydane pod patronatem Granic.pl , nie tylko na walentynki i zaliczam lekturę do lutowego wyzwania Trójka e-pik.


Sardegna

"Jak wytresować kota?" Dawid Ratajczak


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Skrzat
Liczba stron: 288
Moja ocena : 5/6

Kto jest posiadaczem kota (choć w przypadku tych zwierząt trudno mówić o jakichkolwiek prawach do ich posiadania), ten wie, że jego wytresowanie jest praktycznie sztuką niemożliwą. Nie da się wytresować kota, tak, jak nie da się ożywić skały. Jeśli chodzi o ujarzmienie naszego Pana Kota Filona, pracujemy nad nim codziennie, aczkolwiek często nasze starania rozbijają się o ścianę, bowiem nasz zwierzak ma zbyt silny charakter i jest zbyt wielkim indywiduum, żeby poddawać się czyjejś woli. Nawet tych, co go karmią. 

Ale tak poważnie mówiąc, szukam książek, które wytłumaczą mi co nieco na temat zachowania mojego kocura. Dlatego też w październiku przeczytałam "O czym myślą koty?" Thomasa McNamee. Książka ta nie spełniła jednak do końca moich oczekiwań pod względem prezentowanej tematyki. Wszystko opisane jest tam bowiem w sposób bardzo mądry i naukowy i choć zawiera wiele informacji o życiu czworonogów, to są one raczej mało przydatne w praktyce dla przeciętnych właścicieli kotów. 

Niedawno nadarzyła się kolejna okazja do przeczytania innej książki z tego zakresu. "Jak wytresować kota?" Dawida Ratajczaka udało mi się wygrać w konkursie świątecznym na fp Wydawnictwa Skrzat. Jako że paczka dotarła do mnie tuż przed samymi świętami, okazała się wspaniałym prezentem pod choinkę, i to nie tylko dla mnie, ale też dla mojej Córki, która uwielbia naszego Filona i wybacza mu wszelkie psoty.

Powyższy mini poradnik wypada znacznie lepiej w temacie, od jego poprzednika, a jego lektura sprawia olbrzymią frajdę i satysfakcję. W sposób humorystyczny, lekki, łatwy i przyjemny tłumaczy on zachowanie kota i jego niektóre zwyczaje, mówiąc o opiece nad tym wyjątkowym zwierzęciem, ale z  wielkim przymrużeniem oka, stąd też lektura tej książki bardziej jest dobrą zabawą, niż konkretną informacją na temat wychowania kota. Powiedziałabym nawet, że dzięki prostemu, humorystycznemu przekazowi, poradnik ten jest bardziej przeznaczony dla dzieci, niż dla dorosłych. Stąd też starsi czytelnicy, którzy zdecydują się po nią sięgnąć muszą być świadomi żartobliwego przekazu, kiedy już jednak zdecydują się na poznanie "tajemnicy wytresowania kota" gwarantuję, że będą się świetnie bawili! 
  
Ja, podczas lektury uśmiałam się mocno. Pozaznaczam sobie kolorowymi karteczkami wiele zabawnych fragmentów, dotyczących opieki nad kotem, zabawy, nocnych harców, albo relacji z właścicielem, czy innymi zwierzętami, które chciałabym zachować sobie i móc do nich później wrócić. Oprócz tego, w książce znajduje się kilka różnego rodzaju list, które także obrazują niezwykłość kotów: dlaczego kot jest lepszy od kobiety, a także ... lepszy od mężczyzny, rzeczy, które mogą kota zdenerwować, czy poprawić jego humor. 

Podsumowując, "Jak wytresować kota?" jest idealne dla kociarzy, bo może zdarzyć się tak, iż poradnik ten okaże się zupełnym niewypałem dla właścicieli innych zwierząt, albo osób, które z kotami nie miały nigdy do czynienia. Większość scenek sytuacyjnych i motywów w nim zawartych, raczej nie przemówi do osób niezaangażowanych w kocie życie. Natomiast dla miłośników tych czworonogów będzie doskonała. Moja córka również była zachwycona lekturą, zaznaczała swoje fragmenty, w których, jak mówiła: "opisują Filona".

Nie ukrywam więc, że jeżeli będzie kiedyś okazja sięgnąć po drugą ("Techniki zaawansowane") i trzecią część serii ("Wiedza tajemna"), to chętnie skorzystam. Im więcej informacji o tym, co kryje się w głowie naszego kota do nas dotrze, tym będziemy mądrzejsi, jeśli chodzi o jego codzienne wychowanie i wspólne bytowanie.

Sardegna

"Everest. Góra Gór" Monika Witkowska


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


  Wydawnictwo: Bezdroża
Liczba stron: 320
Moja ocena : 6/6

Jako że w styczniu jedną z kategorii wyzwania Trójka e-pik (która swoją drogą, pięknie się reaktywowała, a coś więcej na jej temat znajdziecie TU) była książka o górach, postanowiłam połączyć przyjemne z pożytecznym i przeczytać "Everest. Górę Gór" Moniki Witkowskiej, który dotarła do mnie całkiem niedawno z Wydawnictwa Bezdroża.

Skłoniłam się ku tej pozycji głównie za sprawą faktu, iż miałam już nie raz okazję być na spotkaniu z podróżniczką (raz nawet w moim mieście), wziąć udział w prelekcji i wysłuchać niesamowitych wspomnień z wypraw nie tylko górskich, ale i żeglarskich, nigdy jednak nie miałam okazji czytać żadnej książki Jej autorstwa. Postanowiłam więc to zmienić i przeczytać, jak wyprawę na najwyższy szczyt świata wspomina Monika Witkowska, dziennikarka, podróżniczka, żeglarka, przewodniczka, aktualnie zdobywczyni całej Korony Ziemi. 

"Everest. Góra Gór" to zapis ekspedycji z 2013 roku, który zakończył się dla podróżniczki sukcesem, udało jej się bowiem, jako jednej z nielicznych osób wyprawy, zdobyć szczyt i stanąć na Dachu Świata. Książka przyjmuje formę dziennika, zapisków z podróży i opisuje nie tylko życie w bazie, zdobywanie poszczególnych obozów i sam atak szczytowy, ale dość obszernie charakteryzuje całą resztę, czyli przygotowania do wyprawy, podróż do z Warszawy do Katmandu, a także wszelkie przesiadki, trasy i trekkingi, które w ostateczności prowadzą do Base Campu pod Everestem. 

Książka jest zapisem wspomnień od września 2012 roku, kiedy to pada ostateczna decyzja o wyjeździe na Everest, poprzez staranne przygotowanie kondycji i bagażu, do momentu, kiedy podróżniczce udaje się połączyć siły z ośmioosobową, międzynarodową ekipą i wyruszyć w stronę szczytu. Przybliży nam każdy z etapów wyprawy, wiele dni aklimatyzacji, codzienność w Base Campie, a później kolejne podejścia w górę. Monika Witkowska w swoim dzienniku opisuje codzienność wspinacza, który szykuje się do zdobycia góry, zwyczaje panujące w bazie, zdrowotne przypadłości, czy inne przeszkody, które mogą się pojawić w trakcie takiej wyprawy. 

Podróżniczka, choć posiadała już wcześniej spore doświadczenie wspinaczkowe i górskie, po raz pierwszy mierzy się z ośmiotysięcznikiem, który jak do tej pory, wydawał się jej nieosiągalnym marzeniem. Zawsze coś stawało na przeszkodzie, aby ten cel zrealizować, kiedy więc trafia się okazja, podróżniczka nie waha się ani chwili. Jako że Everest jest jej pierwszym himalajskim wyzwaniem, w jej przygotowaniach, a później relacji z podróży daje się wyczuć pewne "niedoświadczenie", obawę, ale także taką szczerość radość, jaką daje tylko spełnianie marzeń i niekomercyjne wejście "bez spiny". I bardzo przyjemnie czyta się takie wspomnienia, nie zmącone nachalną pewnością siebie, pełne skromności, świadomości swoich słabych stron, bez nadęcia i osiągania sukcesu za wszelką cenę. W ogóle pani Monika daje się poznać czytelnikom, jako osoba z mocnymi zasadami, życzliwa, towarzyska, ale też ciesząca się każdą chwilą, doceniając to, gdzie jest, ale przede wszystkim, szanująca Górę, która odpłaci się jej za to z nawiązką.


Ze zdobywaniem szczytu nie można się spieszyć, stąd też dziennik relacjonuje kolejne dni i ważne momenty ze zmaganiem się z górą. Oprócz zapisków tego typu, w notatkach Autorki znalazły się wzmianki o nastrojach w bazie, własnej "relacji" z górami, stosunkiem do podróżowania, pokonywaniu słabości i barier, spotkaniach ze światowymi "gwiazdami" himalaizmu, różnicach w zachowaniu wspinaczy z dużym zapleczem sponsorskim i tych, którzy tego wsparcia finansowego nie mają. Sporo miejsca poświęcone zostało także pracy szerpów i wyprawach komercyjnych, które corocznie pod Everestem się gromadzą.
Powiem szczerze, że "Everest. Góra Gór" bardzo miło mnie zaskoczył szczegółowym podejściem do tematu. Czytałam wiele książek wysokogórskich,  gdzie takie "zwyczajne" życie w bazie, prozaiczne problemy wspinacza, czy sam trekking przez lodowiec często jest opisywany bardzo skrótowo, albo wręcz pomijany. Natomiast tutaj Autorka dość skrupulatnie podchodzi do zagadnienia, dzięki czemu daje czytelnikowi możliwość podejrzenia procesu zdobywania góry "od podszewki". 

W książce znajdziemy także krótkie felietony na dany temat, będące swoistą ciekawostką związaną z Everestem. A więc będziemy mieli możliwość dowiedzenia się czegoś więcej o: pierwszych zdobywcach szczytu, szerpach - znaczeniu ich imion, tragediach, jakie wydarzyły się na przestrzeni lat na górze, śmiertelności, o bóstwach chroniących górę, lodowcu, zwierzętach, flagach modlitewnych, chorobie wysokościowej, czy ... gotowaniu na Evereście.

Lektura tej książki okazała się dla mnie bardzo inspirująca. Zdobywanie ośmiotysięcznika z perspektywy Moniki Witkowskiej jest mi chyba najbliższe mentalnie, stad też tytuł na pewno zajmie jedno z ważniejszych miejsc w mojej biblioteczce, a jeśli będę miała jeszcze okazję przeczytać inną książkę Jej autorstwa, to na pewno skorzystam.

Sardegna