Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Uroboros. Pokaż wszystkie posty

PRZEDPREMIEROWO "Płacz" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 316
 Moja ocena : 6/6

"Płacz" Marty Kisiel to trzeci tom długo wyczekiwanej kontynuacji, a właściwie zakończenie cyklu wrocławskiego. Autorka najpierw zaskoczyła fanów wydaniem "Nomen-omen", czyli opowieści zupełnie odrębnej od serii "Dożywocia", rok później, zrobiła kolejne zamieszanie, kiedy to okazało się, że książka nie jest jednorazową akcją, tylko dłuższą historią, mającą swój dalszy/wcześniejszy ciąg w "Toni". A teraz przyszedł czas na zakończenie.


O ile "Nomen - omen" nie zrobił na mnie wtedy w 2017 roku jakiegoś oszałamiającego wrażenia (ale czytając go pojedynczo naprawdę można mieć takie odczucia), tak teraz cofam wszystkie oschłe słowa, jakie rzuciłam pod jego adresem. Ta historia, kiedy znam ją już w całości, nabiera zupełnie nowego znaczenia i jest po prostu cudowna! Już "Toń" sprawiła, że zaczęłam patrzeć na nią z zupełnie innej strony, ale dopiero "Płacz" całkowicie mnie ujął i zachwycił. Nie można wyobrazić sobie piękniejszego zakończenia tej historii!

Na uwagę zasługuje również fakt, iż historia rodziła się według jakiegoś znanego tylko Marcie, kodu, gdyż na bazie "Nomen-omenu" powstały wydarzenia rozgrywające się wcześniej ("Toń"),  a kolejno, te późniejsze ("Płacz"). I co najlepsze, wszystko tak idealnie do siebie pasuje, i jest tak cudownie spójne, że nie umiem ogarnąć rozumem, jak Autorce udało się to wszystko tak dobrze spiąć. Do tego, każda część zawiera historię miejsca i to opisaną w taki sposób, że człowiek ma ochotę pojechać, zwiedzić, posłuchać i zobaczyć to wszystko, o czym pisze Marta, i to natychmiast. Najsilniejszą potrzebę podróży do opisanego miejsca generuje "Płacz", bowiem w tym tomie to Jedlina-Zdrój, okolice Gór Sowich, zamek Grodno, czy pałac porcelanowy w Jedlince, są najważniejszymi bohaterami opowieści. Czy to nie brzmi cudownie?

Zanim przejdę do konkretów, muszę zaznaczyć, że tekst może zawierać SPOJLERY, ale głównie dla  czytelników, którzy nie znają "Toni" i "Nomen - Omen". Osoby znające poniższy cykl nie będą miały zepsutej lektury.

W ostatnim tomie, oprócz sióstr Bolesnych, a właściwie Matyldy (bo to ona będzie grała pierwsze skrzypce), na główny plan wysuwa się Eleonora, która przeżywa kryzys związany z odkryciem prawdy o swojej rodzinie, pochodzeniu i przeznaczeniu. Kobieta postanawia na jakiś czas odciąć się od rodziny, wyjeżdża więc na długi urlop nie mówiąc nikomu dokąd zmierza. Na miejscu jednak wplątuje się w pewną dramatyczną sytuację, która sprawia, że zaczyna grozić jej śmiertelne niebezpieczeństwo. 

Eleonora w desperacji zaczyna wołać o pomoc, z nadzieją, że jej głos usłyszą najbliżsi. I faktycznie prośba zostaje usłyszana przez Matyldę, zdziwiona faktem, że potrafi jeszcze słyszeć głosy, natychmiast rusza z odsieczą. Problem jednak polega na tym, że nikt nie wie, gdzie starsza siostra Stern się podziewa. Jedynym śladem o miejscu jej pobytu jest wysłana pocztówka, która niestety zamazana i pogięta daje niewiele informacji. Z pomocą Matyldzie przychodzi Karolek i Dżusi, a także ciotka Klara oraz zegarmistrz Gerd, którzy wspólnymi siłami jakoś docierają do faktu, gdzie Eleonora przebywa, i formują grupę, która wyrusza na pomoc.

Miejsce, do którego zmierzają, to Jedlina, miejscowość leżąca u podnóży Gór Sowich, gdzie to Eleonora postanowiła spędzić urlop i spontanicznie pomóc nieznajomemu w rozwiązaniu pewnej tajemnicy sprzed lat. Jednak dobry uczynek, pozornie błaha sprawa, przynosi w efekcie więcej problemów, niż pożytku. Kobieta ma poważne problemy w czasie swej podróży w przeszłość, a pomóc jej mogą tylko najbliżsi, którzy wyruszą za nią i również zanurzą się w toń. 

Zaangażowanie Eleonory w odkrycie tajemnicy, podróż w poszukiwania śladów zaginionego w czasie wojny nastolatka, sprawia, że przed bohaterami odkrywają się zupełnie nowe fakty z historii miejsca, w którym przebywają. Będą musieli zdecydować się na wkroczenie na niebezpieczną ścieżkę i podjęcie wyzwania, które być może rozstrzygnie o ich dalszych losach.

Oprócz odkrycia prawdy, co stało się z zaginionym w tajemniczych okolicznościach, Jurku Dobrzyniu, Matylda, Eleonora, Gerd, Dżusi i Karolek będą musieli zmierzyć się z historią Gór Sowich i przeszłością pałacu porcelanowego w Jedlince, bowiem to wydarzenia, które kiedyś tam miały miejsce są ściśle związane z aktualnym stanem rzeczy.  

Wszystko to mocno działa na czytelnika. Zarówno ostateczne starcie ze złem, symboliczne zakończenie pewnego etapu w historii rodziny Stern i sióstr Bolesnych, czy samo "tonięcie" i wszystko, co z nim związane. Autorka w charakterystyczny dla siebie sposób, pięknie pisze o emocjach, płynnie łączy świat realny, z tym fikcyjnym, a do tego nie szczędzi bohaterom poczucia humoru. I choć trochę obawiałam się lektury "Płacz", ale to głównie za sprawą tego, iż martwiłam się, że poprzednie wątki pozacierały się w mojej pamięci, to jednak było to zupełnie z mojej strony niepotrzebne. Tą historię można czytać wielokrotnie, wzdłuż i wszerz, od początku do końca, lub mieszając tomy, a i tak wrażenia będą niezapomniane!


Sardegna

"Oczy uroczne" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 320
Moja ocena : 6/6

Świat się kończy! "Dożywocie" Marty Kisiel doczekało się kontynuacji, ale uprzedzam, nie będzie to typowy ciąg dalszy, powyższa książka nie opisuje bowiem losów znanych nam dożywotników, tylko kieruje się w nową stronę, stając się niejako bardziej kontynuacją "Szaławiły", opowiadania, popełnionego przy okazji wznowienia "Dożywocia", a które można przeczytać także w zbiorze "Pierwsze słowo". 

"Szaławiłę" w zeszłym roku bardzo doceniono, a Marta Kisiel została Laureatką Nagrody Fandomu Polskiego im. Janusza A. Zajdla, natomiast w marcu tego roku premierę miały "Oczy uroczne". Przypadek? Nie sądzę!

Bohaterką owych sławetnych "Oczu" jest Oda Kręciszewska, tak dobrze znana czytelnikom właśnie z "Szaławiły", opowiadania, które można nazwać idealnym wstępem do czegoś większego. W tej powieści to Oda i oczywiście jej mały przyjaciel Bazyl będą mieli swoje pięć minut, i to ich historia wysunie się na pierwszy plan. Nie da się jednak ukryć, że opowieść o kobiecie, która zagospodarowała teren, na którym stała owego czasu Lichotka, musi być ściśle związana z historią dożywotników, nic, co się wydarzy w tej książce nie będzie przypadkowe. Powiem więcej, wszystko będzie miało znaczenie, przeszłość i przyszłość Lichotki zleje się w jedno, przeznaczenie da o sobie znać, a historia zatoczy koło. 

Żeby tego było mało, wątki z "Oczu urocznych" i serii "Dożywocia" otrzymają wspólny mianownik. Właściwie pisałam już na ten temat, zdradzając co nieco na temat tej wiekopomnej chwili, przy okazji "Małego Licha i anioła z kamienia". To tam zdarzy się przygoda, która połączy bohaterów, pozwoli im się spotkać i przeżyć niesamowitą akcję, zmieniającą losy wszystkich zainteresowanych, na zawsze.

Zanim jednak do tego dojdzie, opowiem Wam trochę o samej Odzie i tym, w jaki sposób jej historia połączyła się z dożywotnikami. Kobieta będąca od zawsze czarną owcą w rodzinie, zmagająca się z wiecznie niezadowolonymi rodzicami i próbująca zdobyć ich akceptację, postanawia na przekór wszystkim, pod wpływem nagłego impulsu, kupić działkę w samym środku lasu. Coś tajemniczego przyciąga ją do tego miejsca, czego Oda zupełnie nie rozumie, bowiem, jako lekarka, od zawsze kieruje się rozumem i mocno stąpa po ziemi. Sama jest mocno zdziwiona swym nagłym krokiem i szybko podjętymi decyzjami, jednak już po krótkim czasie przekonuje się, że to była najlepsza decyzja w jej życiu.

Polana, na której buduje swój domek okazuje się być miejscem, gdzie owego czasu stała Lichotka. I faktycznie to urokliwe miejsce przynosi Odzie różne niespodzianki, a jedną z nich jest Bazyl, wyjątkowy czort, którego znajduje pewnego dnia w najbardziej tajemniczym i mrocznym pomieszczeniu, czyli w piwnicy.  Bazyl, jak na małego czorta przystało, jest poczciwym, pracowitym, gospodarnym, świetnie gotującym diabłem. Ma tylko jedną wadę (choć trzeba przyznać, że tak po prawdzie, to defekt ten tylko wzmaga jego urok osobisty) - niesamowitą wadę wymowy. Słuchanie Bazyla wymaga więc maksymalnego skupienia, czytanie jego wypowiedzi również, ale kiedy tylko wkręcicie się w tę postać, seria o dożywotnikach nigdy już nie będzie mogła bez Bazyla się obejść!

Oda przygarnia czorta, stając się dla niego opiekunką i najlepszą przyjaciółką, podobnie, jak dla trzynożnego pieska Kuleczki, który również w drewnianym domku znajduje bezpieczną przystań. I sielanka ta mogłaby trwać do końca świata i jeden dzień dłużej, gdyby nie pewne wizje Ody i mieszkaniec pobliskiego cmentarza. Na jaw wychodzi prawdziwa natura kobiety, która prawdopodobnie ma coś wspólnego z jej pochodzeniem. Jako że rewelacje te najbardziej zaskakują samą zainteresowaną potrzebna będzie pomoc w zapanowaniu nad żywiołem, której udziela jej płanetnik Roch, syn gospodarza, owego czasu pomagającemu Konradowi w Lichotce. 

Dwójkę przyjaciół czeka prawdziwe wyzwanie, jednak wspólne stawienie czoła niewiadomemu na pewno okaże się łatwiejsze. Polana w samym środku lasu nieprzypadkowo wzywa do siebie Odę, ściśle bowiem wpisuje się w rodowód i pochodzenie kobiety. Do tego, lekarka, jako osoba o mocnym kręgosłupie moralnym i twardych zasadach, pomaga w potrzebie pewnej nietypowej postaci. Problem tylko, czy owe indywiduum bardziej jest przychylne Odzie, czy może stwarza raczej niebezpieczeństwo...

W tej książce najistotniejsza jest Oda, ale równie ważny, o ile nie ważniejszy jest Bazyl, postać niemalże kultowa i dorównująca swą charyzmą Lichu. Będąc po lekturze "Małego Licha i anioła z kamienia" wiem, że połączenie dwóch światów i losów bohaterów, tych z "Dożywocia" oraz tych z "Oczu urocznych" było wspaniałym zabiegiem i czymś, na co skrycie czekali fani Marty Kisiel. Po prostu rewelacja!

Sardegna

"Pierwsze słowo" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 318
Moja ocena : 5/6

Mam szczęście do zbiorów opowiadań. Praktycznie każdy, za który się zabieram sprawia mi czytelniczą frajdę. Bez względu na to, czy jest to antologia kryminalna ("Zabójczy pocisk"), o miłości ("Pierwsza miłość", "Zakochane Trójmiasto"), opowiadania o zwierzętach ("Przytulajka") czy s-f ("Opowiadania bizarne") 
w każdej z nich znajduję coś dla siebie. 

W marcu miałam okazję przeczytać "Pierwsze słowo" zbiór opowiadań Marty Kisiel, Autorki szeroko nagradzanej i chwalonej, laureatki Nagrody Zajdla, mającej swoje grono wiernych czytelników (do których i ja należę). Zapewne są tutaj odbiorcy, którzy mieli możliwość wcześniejszego zapoznania się z opowiadaniami Marty, jednak moja znajomość w tym temacie ograniczała się tylko do "Szaławiły". Jednak po lekturze "Pierwszego słowa" już wiem, że podoba mi się taka odsłona twórczości Autorki.

Marta debiutowała w 2006 roku, właśnie krótką formą - opowiadaniem "Rozmowa dyskwalifikacyjna", które pojawiło się w czasopiśmie fandomowym „Fahrenheit”. Od tamtego czasu Autorka popełniła całą gamę opowiadań, i to właśnie takie historie pochodzące z różnych okresów w jej życiu, znajdują się w tej książce.

Zbiór zawiera 11 tekstów, z czego 6 było już wcześniej publikowanych ("Rozmowa dyskwalifikacyjna" 2006, "Dożywocie" 2007, "Nawiedziny" 2009, "Przeżycie Stanisława Kozika" 2009, "W zamku tej nocy..." 2012, "Szaławiła" 2017), inne są zupełnie świeże ("Katábasis", "Jadeit", "Miasto motyli i mgły", "Cały świat Dawida", czy tytułowe "Pierwsze słowo").  Jeśli chodzi o mnie, to czytałam oczywiście wcześniej "Dożywocie" i "Szaławiłę", ale z przyjemnością do obu tekstów wróciłam (co pewnie nie dziwi fanów Lichotki), jednak z jeszcze większymi emocjami zabrałam się za nowe opowiadania. 

Opowiadania są mocno zróżnicowane, jedne bardziej zabawne, napisane z przymrużeniem oka, pasujące do "dożywotniego" klimatu, inne raczej poważne, mroczne, balansujące nawet na granicy horroru. Ta różnorodność sprawia, że lektura "Pierwszego słowa" zagwarantuje całą gamę emocji, nie będzie nużąca, może jednak wydłużyć się nieco w czasie, w momencie, kiedy człowiek będzie chciał na spokojnie dawkować sobie poszczególne opowiadania (ja w każdym razie tak zrobiłam).

"Rozmowa dyskwalifikacyjna", opowiadanie otwierające zbiór, należy do grupy zabawnych i przewrotnych, w którym Autorka ukazuje przeróżnych kandydatów, którzy chcą zabiegać o Międzynarodowy Certyfikat Jakości Fantastycznej, oczekujących na swoją rozmowę o pracę z Komisją do spraw Oryginalności Dzieł i Arcydzieł. Właściwie cała historia toczy się w poczekalni i pełna jest absurdów i przedziwnych zasad, które znane są każdemu, kto choć raz brał udział w rozmowie kwalifikacyjnej.

"Katábasis" to mocno mroczna historia, pokazująca zupełnie inną stronę twórczości Autorki. Bardzo mi się taka odsłona podoba, choć nie powiem, opowiadanie, w którym główną rolę gra cierpiąca po stracie córki, matka, mocno działa na psychikę. Choć tekst jest wariacją mitu o Demeter i Korze, wcale nie trzeba odbierać go w taki sposób, ja odczytałam go bardziej dosłownie.

"Nawiedziny" ponownie wprowadzą czytelnika w lekki nastrój, a to za sprawą historii o nawiedzonym przez cnotliwą Teodorę, przybytku rozkoszy. Jednak mam wrażenie, że to opowiadanie może mieć tyluż zwolenników, co i przeciwników, nie każdego bowiem będzie bawił średniowieczny, patetyczny język. Mnie również nie do końca przekonał. Wolę chyba nieco "lżejszy" humor w wydaniu Marty. 

"Przeżycie Stanisława Kozika" to kolejne opowiadanie "na poważnie", pokazujące samotność człowieka wśród ludzi. Bohater nie ma wsparcia w swej codzienności, choć teoretycznie otacza go całe grono zainteresowanych osób. Smutne. 

"Jadeit", czyli historia o nawiedzonym zamku i pewnym morderstwie, do którego doszło pod wpływem niezidentyfikowanych sił. Interesujące opowiadanie, szkoda tylko, że urywa się w ważnym momencie. Może to celowy zabieg i Marta pokusi się o rozbudowanie tego tekstu, w każdym razie na chwilę obecną, żałuję, że nie dane mi było poznać finału tej opowieści. 

"Miasto motyli i mgły" to jedno z lepszych opowiadań w tym zbiorze. Mroczne, tajemnicze, zagadkowe. Porwany zostaje mały chłopiec Davyn, a to, co przydarza mu się w domu porywacza jest przedziwne i właściwie daje więcej pytań, niż odpowiedzi. Ta historia również domaga się rozwinięcia, choć osobiście bardziej przyjmę jej zakończenie, niż wyżej wspomnianego "Jadeitu".

"W zamku tej nocy..." przenosi nas pozornie w nieco lżejszy klimat, jednak i ta historia ma drugie dno, mocno oscylujące wokół "Kordiana" Słowackiego. Rozmowa pewnych duchów i upiorów, której której humor opiera się na grze słów i humanistycznych nawiązań. Super pomysł!

"Cały świat Dawida" również świetna historia, bardziej może współczesna, o tym, co człowiek jest w stanie oddać za wymarzone życie.

Zbiór zamyka tytułowe "Pierwsze słowo", opowiadanie najbardziej przejmujące, związane z pewną przepowiednią, a właściwie życzeniem. Po lekturze tego tekstu powiedzenie: "uważaj, czego sobie życzysz, bo może się spełnić", nabiera wyjątkowego znaczenia.

Jeśli miałabym podsumować, które z opowiadań do mnie najbardziej przemówiło, to moja ulubiona trójka (poza "Dożywociem" i "Szaławiłą", które są bezkonkurencyjne, ale przez to, że znałam je wcześniej, nie wezmę ich do zestawienia) należy do: "Pierwszego słowa", "Miasta motyli i mgły" oraz "Całego świata Dawida". 

Myślę, że miłośników twórczości Marty Kisiel nie muszę w żaden sposób przekonywać do tego zbioru opowiadań. Natomiast osoby, które znają tylko serię o "Dożywociu", albo zaczynają dopiero swoją przygodę z książkami Marty, będą mogły w "Pierwszym słowie" poznać nowe oblicze Autorki. Zapraszam!


Sardegna

"Druga Szansa" Katarzyna Berenika Miszczuk


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 352
Moja ocena : 5/6

Nie wiem, czy oficjalnie mogę już nazwać się fanką twórczości pani Katarzyny Bereniki Miszczuk, ale myślę że zaryzykuję i powiem, że się do tego przymierzam, a wszystko to za sprawą kolejnej książki pisarki, którą dane mi było w ostatnim czasie przeczytać. Ponad rok temu poznałam "Pustułkę", czyli kryminalny debiut, historię, która bardzo mi się podobała, ale po jej przeczytaniu nie mogłam jeszcze stwierdzić, czy faktycznie styl pisania Autorki i jej pomysły na fabułę to jest to, co najbardziej lubię w polskich książkach. Później zapoznałam się z czterotomową serią "Kwiat paproci", opowieścią nawiązującą do słowiańskich wierzeń, ale w taki dość luźny, humorystyczny sposób, trochę nawet z przymrużeniem oka, łączącą w sobie elementy powieści obyczajowej, romansu, a nawet kryminału. Seria "Kwiat paproci" również bardzo mi się podobała, a najbardziej przypadł mi do gustu tom pierwszy, czyli "Szeptucha" i już wtedy czułam, że moja znajomość z panią Miszczuk może być tym, czego szukam, ale dopiero przeczytanie "Drugiej Szansy" utwierdziło mnie w tym przekonaniu. 

Powieść ta, w postaci, jaką widzicie powyżej to wznowienie historii, po raz pierwszy wydanej w roku 2013. Na początku podeszłam do niej nieco sceptycznie, bo po opisie okładkowym "Druga Szansa" wydała mi się jakimś mrocznym, psychodelicznym thrillerem rozgrywającym się w szpitalu psychiatrycznym, nie wiedziałam więc, jak to ma się do książek Autorki, które już znałam. Jednak praktycznie od pierwszych stron poczułam, że to jest to! Bo właśnie taki klimat, sposób snucia opowieści, kreowania postaci i styl pisarki, polubiłam w jej wydaniu już wcześniej.

Akcja powieści rozgrywa się w ośrodku "Druga Szansa", na pierwszy rzut okaz wyglądającym, jak szpital psychiatryczny, przeznaczonym dla osób, które w tragicznych okolicznościach straciły pamięć. W jednym z jego pokoi budzi się młoda kobieta, Julka, zupełnie nie wiedząc kim jest, oraz jak się w tym miejscu znalazła. Dziewczyna nic o sobie nie wie, nie poznaje się w lustrze, nie pamięta swojej przeszłości. Z pomocą przychodzi jej psychiatra Zofia Morulska, która w bardzo nachalny sposób próbuję się z nią zaprzyjaźnić i za wszelką cenę zdobyć jej zaufanie. Julka wewnętrznie czuje, że intencje kobiety nie są do końca szczere, ale nie potrafi określić, co w opiekunce jest takie odpychające.

Julka powoli zaznajamia się z zasadami panującymi w ośrodku, udaje jej się nawet wyjść do pilnie strzeżonego parku otaczającego szpital. Nawiązuje też pierwsze znajomości z innymi pacjentami "Drugiej Szansy". Pozornie zwyczajna codzienność zaczyna się jednak wydawać dziewczynie dziwna. Coraz częściej ma ona przeświadczenie, że wokół niej dzieje się coś dziwnego. Julka słyszy dziwne głosy, widzi postacie których nie ma, przedmioty znikają, a zwierzęta zdają się ją obserwować. Dziewczyna zaczyna już naprawdę wariować, nie wie, co jest prawdą, a co wymysłem jej wyobraźni. Próbuje dociec do prawdy, ale wtedy wokół niej zaczyna się robić naprawdę niebezpiecznie. Jaką tajemnicę skrywa Zofia Morulska i co tak naprawdę dzieje się w ośrodku, będziecie mogli dowiedzieć się, czytając powyższą powieść. 

Jeśli chodzi o moje wrażenia, to odkrywając sekrety "Drugiej Szansy" bawiłam się znakomicie. Jako że książka należy do takich lektur, od których nie można się oderwać, nie doczytawszy do końca, poznanie wszystkich tajemnic bohaterów zajęło mi dosłownie dwa wieczory. Bardzo mi się podobała ta historia, a co istotne, również zakończenie jest odpowiednie i przynosi godne wytłumaczenie całej intrygi. Jest to dla mnie bardzo ważne, aby pokręcona opowieść, miała jakieś sensowne wytłumaczenie, a w tym przypadku nie mam co do niego żadnych zastrzeżeń. Czuję się jak najbardziej usatysfakcjonowana lekturą i myślę, że mogę już oficjalnie zaliczyć panią Katarzynę Berenikę Miszczuk do grona moich ulubionych polskich Autorek. Bardzo się cieszę, że udało mi się też zdobyć podpis pisarki w "Pustułce" na Targach Książki wtedy, kiedy jeszcze nie ustawiały się do niej kilometrowe kolejki, jak te, po spektakularnym sukcesie serii "Kwiat paproci".
Sardegna

"Tajemnica Godziny Trzynastej" Anna Kańtoch


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron:  544
Moja ocena : 6/6

Mam tutaj bardzo poważnego pretendenta do książki roku 2018! Fantastyczna seria skierowana dla młodzieży, autorstwa Anny Kańtoch łamie zasadę, że im dalszy tom serii, tym gorzej, bo w tym konkretnym przypadku, im dalej tym jest zdecydowanie lepiej! Część pierwsza, czyli "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" jest dobra, druga - "Tajemnica Nawiedzonego Lasu" jest świetna, ale tom trzeci to już przeszedł sam siebie. Dawno nie czytałam tak świetnie wymyślonej historii dla młodzieży, która nie dość, że jest doskonale skonstruowana, oryginalna i pomysłowa, ma wyrazistych bohaterów, to do tego trzyma w napięciu, jest zaskakująca i trochę straszna. Zawiera po prostu wszystko to, co gwarantuje emocjonującą lekturę, ale też niebanalną i wymagającą od czytelnika nieco zaangażowania.

Tak, jak już nieraz pisałam, cała seria Anny Kańtoch trzyma poziom i jest przykładem mądrze napisanej historii, jednak przez to, że "Tajemnica Godziny Trzynastej" jest najbardziej niesamowitą, tajemniczą i odlotową częścią, grupa docelowa tej opowieści nie jest wcale aż tak istotna. Równie dobrze ta powieść może spodobać się dorosłym, czego jestem najlepszym przykładem, jak i młodzieży, która z takimi książkami ma dużą szansę wkręcić się w czytanie. Każdą z tych części można czytać oczywiście niezależnie, ale zdecydowanie lepiej robić to według odpowiedniej kolejności. Co tu dużo mówić, ta książka to po prostu cud miód i orzeszki. 

Od powrotu z Totenwald mija pół roku, w czasie którego Nina musi zaaklimatyzować się w nowej szkole z internatem, prowadzonej przez zakonnice. Nadchodzą jednak ferie, a wraz z nimi czas wolny, który postanawia zagospodarować dzieciom będącym pod opieką Instytutu, sierżant Sowa i porucznik Lis. Opiekunowie zabierają dzieciaki do Wilczych Dołów, małej, urokliwej wioski w Karkonoszach, słynącej z tego, że jest najmniej magicznym miejscem na mapie Polski. Nina, Jacek, Hubert i Tamara mają tam uczyć się kontrolować swe umiejętności. Jednak pewnego ranka, Nina budzi się w nieznanym miejscu, wokół rozbitego szkła, ubrana w staromodny strój, w okolicy nie ma żywego ducha, a dziewczyna nie ma pojęcia co się stało w ciągu ostatnich kilku dni i nic nie pamięta.

Do tego, w tym dziwnym miejscu, na ścianie, znajduje się tajemniczy napis związany z datą 26 lutego i godziną trzynastą. Jako że Jacek znajduje się w podobnym położeniu, jak Nina, razem próbują odkryć, co tak naprawdę wydarzyło się w miasteczku, a także przeżyć kolejny dzień, bowiem dzieciom zaczyna grozić realne niebezpieczeństwo. Nie dość, że wioska  jest odcięta od świata z powodu śnieżycy, to jeszcze coś, niewiadomego pochodzenia, czyha na ich życie. Zdane tylko na siebie, nie mogą liczyć na niczyją pomoc.
 
Co stało się w miasteczku i gdzie podziali się jego mieszkańcy? Co stało się 26 lutego o godzinie 13:00 i co wspólnego z całą tą sytuacją mają anioły, bo muszą coś mieć, żeby historia "Tajemnicy Godziny Trzynastej" była kontynuacją swoich poprzedniczek.

Wspaniale czytało mi się tą książkę. Łączy ona w sobie powieść młodzieżową, obyczajówkę, fantastykę, kryminał, a nawet horror. Nina w tej części świetnie wykorzystuje swoje umiejętności, widać, że z czasem jej postać ewoluuje, dorasta i staje się jeszcze bardziej charakterystyczna. Istotną rolę gra także cała gama bohaterów drugoplanowych, bez których cała akcja nie byłaby tak dynamiczna. Tajemnica Wilczych Dołów, jaką musi rozwikłać Nina, jest według mnie, najbardziej emocjonującą i ekscytującą, w porównaniu z poprzednimi. Fantastycznie też odkrywa się poszczególne karty tej historii, zagłębiając się powoli w kolejne jej odsłony, a wszystko to za sprawą dwutorowo toczącej się akcji.

Bardzo, bardzo polecam! Bo jest to prześwietna książka, której lektura sprawi radość nie tylko młodzieży, ale także dorosłym czytelnikom. Chyba specjalnie dla niej stworzę ranking najlepszej książki młodzieżowej/dziecięcej, przeczytanej w roku 2018, musi bowiem stać się o niej głośno!

Sardegna

"Tajemnica Nawiedzonego Lasu" Anna Kańtoch


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron:  368
Moja ocena : 6/6

O ile pierwszy tom młodzieżowej serii fantastycznej, autorstwa Anny Kańtoch był dobry, to w przypadku części drugiej mamy już do czynienia z czymś świetnym! 

Wiecie jak to często jest z kontynuacjami lub kolejnymi tomami serii. Pierwsza część stawia wysoko poprzeczkę i trudno potem reszcie jej dorównać, spełnić oczekiwania czytelników, albo przynajmniej utrzymać podobny poziom. "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" naprawdę trzyma formę, zarówno jeśli chodzi o oryginalności powieści, pomysł na fabułę a także gro wydarzeń rozgrywających się w klasztorze w Markotach. Na uwagę zasługuje więc fakt, że tom drugi przebija swojego poprzednika jeszcze lepszymi pomysłami i tempem akcji.

Tak, jak pisałam przy okazji TEGO wpisu, historia jest niesamowita i choć przeznaczona dla młodzieży, naprawdę może przerazić, zwłaszcza co wrażliwszych czytelników. Zawiera sporo "momentów", motyw anielski też jest mocno zagmatwany, w ogóle sporo się dzieje, pokusiłabym się o stwierdzenie, że to bardziej dorośli, niż dzieciaki odnajdą się w tej historii. Nieco inaczej jest w "Tajemnicy Nawiedzonego Lasu". Powieść nawiązuje do swojej poprzedniczki, ale mam wrażenie, że jest ona już bardziej dopasowana do grupy docelowej, zagadka jest też bardziej przystępna i zrozumiała dla czytelników, zwłaszcza tych młodszych, nie znaczy jednak, że przez to książka jest w jakiś sposób gorsza. Wręcz przeciwnie.

Tajemnice, które skrywa stara wioska, zapomniana przez Boga i ludzi, ukryta w centrum Puszczy Białowieskiej oraz ośrodek Totenwald, zarządzany przez komunistów, bardzo przemawia do wyobraźni odbiorców. Aniołów w tym tomie jest może nieco mniej, za to jednak czytelnik uzyska pewne odpowiedzi na nurtujące go pytanie: od czego się to wszystko się zaczęło. 

Od wakacji w Markotach minęły dwa miesiące. Nina po powrocie do szkoły próbuje nie rzucać się w oczy, walczy też ponownie z własnym strachem, że ktoś niepowołany zwróci na nią uwagę, zainteresuje się jej nowo nabytymi zdolnościami i każe wracać do wydarzeń, które rozegrały się w klasztorze. Kiedy do jej szkoły przybywa para policjantów, sierżant Sowa i porucznik Lis, zaczynając przeprowadzać z dziećmi dziwne rozmowy, Nina nabiera już pewności, że została odnaleziona. I faktycznie, dziewczyna zostaje zabrana za zgodą rodziców, wraz z młodszym kolegą ze szkoły do nieznanego nikomu bliżej ośrodka, leżącego w samym sercu Puszczy Białowieskiej. Na miejscu Nina przekonuje się, że sytuacja z Markot niepokojąco się powtarza. W Totenwald znajduje się cała grupa dzieciaków, pochodzących z różnych rejonów Polski, ośrodkiem zarządzają komuniści pytając dzieci o ich zdolności i przeprowadzając na nich dziwne testy.

Nina podejrzewa, że ośrodek pracuje nad sprawą aniołów, ale skupia się na czymś innym, czyli na starej wsi w lesie, która wydaje się być początkiem wszystkiego. Las żyje własnym życiem, pozostając śmiertelnie niebezpiecznym dla obcych. Jako że Nina w ośrodku spotyka swoich dawnych znajomych z Markot, Huberta, Jacka i Tamarę, w takim gronie przeprowadzenie śledztwa i odkrycie tajemnicy nawiedzonego lasu, zdaje się być łatwiejsze. 

Drugi tom tej fantastycznej serii ma odpowiednią dynamikę, ciekawą zagadkę do rozwiązania i atmosferę niepokoju. Już praktycznie od pierwszych stron historia Niny nabiera tempa, dzięki czemu, moim zdaniem, "Tajemnica Nawiedzonego Lasu" wciąga bardziej, niż ta z "Diabelskiego Kręgu". No i to zakończenie! Kiedy wydaje się już, że sytuacja jest jasne i klarowna, czytelnik nagle dostaje informację, która zupełnie zmienia losy Niny.  Jak dla mnie, rewelacja! Jak tak dalej pójdzie, to aż się boję, co zastanę w tomie trzecim, czyli "Tajemnicy Godziny Trzynastej", którą planuję w najbliższym czasie przeczytać. 

Młodzieżowa seria Anny Kańtoch trzyma wysoki poziom i stanowi ciekawą propozycję lektur dla wchodzących w świat fantastyki, młodych czytelników. Bardzo polecam.

  Sardegna

"Toń" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 416
Moja ocena : 6/6

Każda nowa powieść, która wychodzi z pod ręki Marty Kisiel wzbudza w czytelnikach wiele emocji i nie inaczej było w przypadku "Toni", wychodzącej na rynek wydawniczy dokładnie 23 maja. Już od kilku dobrych tygodni książka królowała w zapowiedziach wydawnictwa Uroboros, na fp wielu czytelników i blogerów, a także miłośników poprzednich powieść Autorki. Mnie osobiście zastanawiało najbardziej, czy powieść jest kontynuacją serii o "Dożywociu", zresztą mojej ulubionej, albo związana będzie w jakiś sposób z "Nomen omen", czy może jest zupełnie odrębną opowieścią. Okazało się, że choć historia "Toni" ma pewien wspólny mianownik z przygodami Salomei Przygody w postaci pewnej żywotnej staruszki, to całość jest zupełnie nowa, bardzo odmienna od "Dożywocia", utrzymana bardziej w stylu "Nomen...", choć na jego tle wypada o wiele lepiej.

"Toń" łączy w sobie elementy powieści obyczajowej, fantastycznej, ale też kryminalnej. Jest zagadka do rozwiązania, pewna tajemnica rodzinna, a do tego historia Dolnego Śląska. We wszystko to wplecione są fantastyczne wątki w postaci psychopompów oraz wędrówki w czasie i przestrzeni. Sporo się dzieje, ale w tym szaleństwie jest metoda, która sprawia, że lektura staje się prawdziwą przygodą, niesamowitą podróżą w przeszłość, ale przed wszystkim wielką przyjemnością. Takie książki zdarzają się rzadko, kiedy więc już na nie natrafiamy, trzeba umieć docenić ich wartość.

Justyna Stern zwana przez najbliższych Dżusi, wyrusza do Wrocławia, aby pomóc ciotce Klarze zaopiekować się mieszkaniem w czasie jej nieobecności. Przyjazd dziewczyny do rodzinnego domu wzbudza w niej cały ogrom emocji, przypomina ona sobie bowiem nieco psychodeliczne dzieciństwo spędzone w małym, klaustrofobicznym mieszkanku, z ekscentryczną ciotką, która zajęła się wychowaniem Dżusi i jej siostry Eleonory, po zaginięciu ich rodziców. 

Klara, choć wcale nie jest jakąś wiekową staruszką, tylko kilka lat starszą od bratanic kobietą, przez całe życie trzymała się bezwzględnie pewnych zasad, których bezdyskusyjnie wymagała również od dziewczyn. Oczekując od nich bezwzględnego posłuszeństwa i wykonywania poleceń, zabraniała zapraszania kogokolwiek do domu, zaprzyjaźniania się z rówieśnikami, nawet wychodzenia z domu bez wyraźnej potrzeby.  
W dorosłym życiu Eleonora, bardziej spokojna i opanowana, przejęła dziwactwa ciotki, Dżusi natomiast wyrwała się spod skrzydeł opiekunki i nie ma ochoty na dalszą psychodelę. Wraca jednak na prośbę ciotki do Wrocławia ... i przez to inicjuje całą gamę wydarzeń, które mogą zniszczyć uporządkowany świat rodziny Sternów, a wszystko przez złamanie jednego z zakazów Klary i wpuszczenie do domu obcego człowieka.

W ferworze akcji, kiedy sytuacja staje się realnie niebezpieczna i zaczynają ginąć osoby z otoczenia kobiet, na jaw wychodzą sekrety, które Klara skrzętnie chowała przed dziewczynami od lat. Ciotka dzieli się tym, co wie na temat zaginięcia swego brata Ludwika Sterna i jego żony, zdradza, co tak naprawdę zdarzyło się przed laty i co znaczą wszystkie dokumenty, gromadzone od lat w małym mieszkanku. 

Cała akcja kryminalno - obyczajowa to jedno, ale najpiękniejsza w tej historii jest "toń", opisana w tak cudownie poetycki sposób, że nadaje tej opowieści większego znaczenia, niż mogłoby się na początku wydawać. Na uwagę zasługuje też część poświęcona przeszłości, aż żałuję, że jest tak krótka.  

W "Toni" można zachwycać się fabułą, wątkami fantastycznymi, obyczajowymi, historią Dolnego Śląska, interesującymi bohaterami, pewnymi nawiązaniami do osób realnych (znam osobiście dwie osoby, które stały się inspiracją do stworzenia bohaterów drugoplanowych), czy choćby tym, że tytuł książki jest idealnie trafiony, i genialny w swej prostocie. Przede wszystkim jednak, w "Toni" można utonąć. Głównie od nadmiar wrażeń i emocji. 

Warto cierpliwie czekać na każdą kolejną powieść Marty Kisiel. Jej historie powoli przyzwyczajają czytelników do tego że, stanowią gwarancją świetnej, ale też przemyślanej, interesującej i zaskakującej lektury. Autorko, pytanie zatem jest jedno: kiedy kolejna książka?

Sardegna

"Tajemnica Diabelskiego Kręgu" Anna Kańtoch


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Uroboros
  Liczba stron: 508
Moja ocena : 5/6

Bardzo dobrze idzie mi w tym roku realizowanie wyzwania Z półki. Przeczytałam już w jego ramach 7 książek, które odczekały naprawdę sporo w mojej biblioteczce, a dzisiejsza "Tajemnica Diabelskiego Kręgu" będzie w tym zestawieniu ósmą. Nie mam pojęcia, ile ta powieść przeleżała na mojej półce, na szczęście trafił się w końcu impuls, aby po nią sięgnąć. A wszystko za sprawą Wydawnictwa Uroboros, które w marcu wznowiło tom drugi serii, czyli "Tajemnicę Nawiedzonego Lasu", a w kwietniu, światło dzienne ujrzała też część trzecia - "Tajemnica Godziny Trzynastej"

Anna Kańtoch  pochodzi ze Śląska, jest pięciokrotną laureatką Nagrody Zajdla, związana także jest ze Śląskim Klubem Fantastyki, która oprócz "Tajemnic...", jest autorką serii "Przedksiężycowi", "Trzynastego anioła", "Światów Dantego", "Łaski" oraz wielu innych fantastycznych historii. Natomiast jeśli chodzi o moje spotkania z jej twórczością, to zaczęłam trochę od końca. Udało mi się bowiem być na kilku spotkaniach z Autorką, rozmawiać z nią na TK w Katowicach, poprosić nawet o wpis do książki, ale trochę wstyd się przyznać, nie przeczytałam jeszcze żadnej powieści jej autorstwa.

Tym bardziej się cieszę, że udało mi się w końcu sięgnąć po odkładaną wiecznie "Tajemnicę Diabelskiego Kręgu" i poznać niebezpieczną przygodę trzynastoletniej Niny we wsi Markoty.

Rzecz dzieje się w latach 50 - tych ubiegłego wieku, kiedy to ludzie próbują ułożyć sobie życie po wojnie, a ich codzienne sprawy na każdym kroku kontrolują komuniści. Pewnego dnia na ziemię zstępują anioły, ale są one bardzo niewygodnymi postaciami dla rządzących, stąd też bardzo rygorystycznie karane są ich wszelkie pojawienia się w miejscach publicznych. Anioły są po prostu zabierane w tajemnicze miejsce i nigdy z niego nie wracają. W takiej rzeczywistości dorasta 13-letnia Nina, dziewczynka bardzo inteligentna i bystra. Pewnego dnia do jej domu trafia tajemnicze zaproszenie od aniołów, na wakacyjny wyjazd do klasztoru, leżącego w małej mieścinie Markoty, gdzie Nina ma spędzić czas z innymi wybranymi dzieciakami. Jako że mama dziewczynki jest bardzo religijną osobą, uważa zaproszenie córki do aniołów za wielkie wyróżnienie, z ochotą więc wysyła ją w nieznane.

Na miejscu okazuje się, że trzynastką wybrańców są dzieciaki pochodzące z różnych rejonów kraju, różnice się charakterami i charyzmą, nie dziwi więc fakt, że od razu dochodzi między nimi do spięć. Nie to jest jednak najbardziej niepokojące. Klasztor sam w sobie jest dziwnym miejscem, zarządzanym przez panią Cecylię, niewiele starszą od dzieci, gospodynię, a Nina, jako osoba bardzo bystra, podejrzliwie zastanawia się, co do zaoferowania dzieciom mają aniołowie, skoro organizują im taką wakacyjną przygodę. Pozostali uczestnicy tego przedsięwzięcia nie martwią się tym specjalnie, i tylko Nina, jako największa indywidualistka, nie daje się jednak omamić pięknym słowom i wizji przyszłości snutej przez anioła i postanawia wziąć sprawy we własne ręce. Nie ufa nikomu, wszystko obserwuje, a jej przypuszczenia, że w Markotach dzieje się coś mocno dziwnego, potwierdzają się w momencie, kiedy dwójka dzieciaków znika w tajemniczych okolicznościach.

Klasztor i same Markoty emanują jakąś negatywną energią. Co tak naprawdę skrywa ta zapomniana przez Boga i ludzi mieścina? Nina przeżyje w owe wakacje coś naprawdę niesamowitego, niewyobrażalnego, a jednocześnie bardzo niebezpiecznego. Czy uda jej się wyjść cało z opresji i odkryć, jaka tajemnicę skrywa klasztor? Tego właśnie będziemy mogli dowiedzieć się, czytając "Tajemnicę Diabelskiego Kręgu".

Jakie są moje wrażenia z lektury? Uważam, że pomysł na tę historię jest naprawdę oryginalny i bardzo trafiony. Wrażenie robi także niepokojąca, mroczna atmosfera tej opowieści, duszący klimat małej mieściny, przytłaczający klasztor, obawy dzieci, czy zagadka, jaką próbuje rozwikłać Nina. To wszystko bardzo dobrze ze sobą współgra. Pytanie tylko, czy na pewno jest to lektura dla każdego nastolatka. Docelowo seria "Tajemnicy..." przeznaczona jest dla młodzieży, jednak jest to dość mroczna i trochę straszna historia, napisana dość "poważnym" językiem. Warto więc wziąć te informacje pod uwagę i dobrze przemyśleć, komu ową książkę polecamy.  

Dorosłym również historia Niny powinna przypaść do gustu, ja w każdym razie jestem bardzo zadowolona z lektury i wkrótce zabieram się za tom drugi, czyli "Tajemnicę Nawiedzonego Lasu". Zakończenie "Diabelskiego Kręgu" jest w sumie zamknięte, więc tym bardziej ciekawi mnie, jak Autorka postanowiła rozwinąć fabułę swej serii. A może stworzyła zupełnie nową opowieść? Sprawdzę to w najbliższym czasie.

Sardegna

"Szamanka od umarlaków" Martyna Raduchowska


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


 Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 350
Moja ocena : 5/6

Nie wiem, w czyim towarzystwie spędziliście weekend, ale ja raczyłam się obecnością Idy i Martyny Raduchowskiej. Postanowiłam wejść w świat "Szamanki od umarlaków" i choć była to niepokojąca podróż, uważam ją za naprawdę interesującą.  

Kojarzę Autorkę z zeszłorocznych Targów Książki w Krakowie, kiedy to podpisywała swoje powieści tuż przed Martą Kisiel. Cieszy mnie też fakt, że na kolejnych TK będę mogła już do Marty podejść i podzielić się wrażeniami z lektury, bo w końcu jestem w temacie i będę miała o czym mówić.

"Szamanka od umarlaków" okazała się być zupełnie inną książką, niż początkowo myślałam. To nie jest mój zarzut, po prostu, po początkowych rozdziałach i opisie okładkowym, spodziewałam się czegoś bardziej na luzie, opowieści przedstawionej trochę z przymrużeniem oka i z wielką dawką czarnego humoru. I faktycznie, początek taki właśnie jest. 

Poznajemy Idę Brzezińską, którą prześladuje Pech. Wziął on ją sobie na cel i nie chce dać spokoju. Jednak w tym szaleństwie jest jakaś metoda, bo dziewczyna z godną podziwu determinacją i sprytem, próbuje, na przekór wszystkiemu, doprowadzać swoje życie do porządku. Ten chaos dzieje się dlatego, iż Ida jest medium, urodzonym w rodzinie znakomitych czarodziejów i zgodnie z tradycją, ma przejąć rodzinny "interes". Jednak pozbawiona typowo magicznych mocy, ale przede wszystkim chęci, do kultywowania wielopokoleniowych zwyczajów, marzy o życiu studentki psychologii, z dala od swej magicznej rodziny. Wbrew wszystkim wyjeżdża więc na studia, jednak na miejscu odkrywa, że w jej przypadku normalne życie nie wchodzi w grę. Zewsząd otaczają ją martwi ludzie, którzy czegoś wyraźnie od niej chcą, a ona sobie z nimi nie radzi. Nieoczekiwanie z pomocą przybywa do niej ciotka Tekla, aby pomóc dziewczynie zapanować nad swoimi umiejętnościami. I do tego momentu jest zabawnie, ale potem przychodzi mrok... 

To, co przydarzy się Idze po zakończeniu szkolenia u ciotki, będzie śmiertelnie niebezpieczne i nie zmieni tego nawet kojąca obecność pluszowego łapacza snów o wyglądzie słodkiej, milusiej maskotki o dźwięcznym imieniu Gryzak, będącego tak naprawdę maszyną do zabijania. Ida trafia bowiem w sam środek tajnego projektu walki z demonem, którego unieszkodliwienie znacznie przerasta jej umiejętności. Nie będzie ona na to zupełnie przygotowana i nawet przy wsparciu trzech irytujących duchów i pracowników WONu (Wydziału Opętań i Nawiedzeń) nie obejdzie się bez ofiar.

Druga część historii "Szamanki..." jest poważniejsza, bardziej mroczna, a momentami nawet straszna. Choć to nie jest do końca mój klimat, i po prawdzie wolałabym chyba czytać o mniej przerażających przygodach bohaterki, to  i tak powieść wydała mi się bardzo interesująca. Ida ma charakter, mimo swoich osiemnastu lat jest konkretną babką, a nie rozmemłaną nastolatką. Na pochwałę zasługuje też jej wielka samodzielność, co rzadko zdarza się w powieściach, w których główna postać jest tak młoda.

Kontynuacją przygód Idy jest "Demon luster", który w nowym wydaniu premierę miał parę dni temu. Spodziewajcie się więc jeszcze jednego wpisu, w którym główną rolę będzie grała ta charakterna bohaterka.

  Sardegna

"Siła niższa" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron:  376
Moja ocena : 6/6

O matko! Jaka ta książka jest dobra, to się w głowie nie mieści! 

Kocham "Dożywocie" miłością wielką i niezmienną, ale teraz kocham też "Siłę niższą" i w ogóle bym się nie pogniewała, gdyby obie powieści były wydane w jednym, wielkim tomisku, jako całość.

 Przyznam się bez bicia, że na początku nie iskrzyło. Po lekturze nieco odmiennego "Nomen omen", pełna energii zabrałam się za "Siłę niższą". I jakoś zupełnie mi nie szło. Pytałam nawet znajomych, czy to już tak będzie, że kontynuacja genialnego "Dożywocia" nie dała rady swemu poprzednikowi. A znajomi dziwili się moim wahaniom i mówili, że jest dobrze, trzeba tylko dać się ponieść. I faktycznie, lektura okazała się być utrzymana w znajomym klimacie, a przez to po prostu cudowna!

Konrad i jego dożywotnicy, po pożarze Lichotki, muszą znaleźć sobie nowe lokum. Nieoczekiwanie udaje się im zalogować w domostwie Tura Brząszczyka, wikinga z wyboru, u którego, na strychu zamieszkują sobie trzej żołnierze z Wehrmachtu. Środowisko wręcz idealne dla małego Licha, utopców, Rudolfa Valentino z potomstwem, Zmory oraz ich opiekuna. Do kompletu brakuje im tylko Krakersa, który po pożarze gdzieś zniknął, podobnie, jak Puk oraz panicza Szczęsnego, uwolnionego i przeniesionego do lepszego świata. Konrad nie jest jednak w nowym miejscu szczęśliwy. Przytoczony codziennymi obowiązkami, zmęczony brakiem pieniędzy, czuje się zniechęcony i ma poczucie, że nie jest odpowiednią osobą do zaopiekowania się swoimi dożywotnikami. 

Pewnego wieczora, robiąc cotygodniowe zakupy w markecie, spotyka faceta, który również ma swojego własnego Anioła Stróża. Konrad przekonany, że jak do tej pory był jedynym człowiekiem postawionym w nadprzyrodzonej sytuacji, postanawia dowiedzieć się czegoś więcej o swoim kompanie. Ciekawość to jednak pierwszy stopień do piekła, bo poznanie Pawła i jego anioła Tsadkiela odbije się Konradowi prawdziwą czkawką.

Jakże trafnee okaże się też zdanie: szanuj anioła swego, bo możesz dostać gorszego. Tsadkiel nie będzie bowiem miłym aniołem, tylko postacią o paskudnym charakterze, a co gorsza, na skutek dziwacznego obrotu sprawy trafia pod dach Konrada. Wszystko to spowoduje wiele niesnasek oraz konfliktów wśród i tak nerwowych dożywotników. Jakby tego było mało Konrada odnajdzie w mieście Carmilla, czyli jego pisarska agentka, znajdująca się aktualnie w bardzo nietypowym stanie  ducha i ciała, która dodatkowo wszystko skomplikuje, przeprowadzając się do wspólnego lokum.

Ale czy w domu pełnym nadprzyrodzonych istot może być nudno i nieciekawie? Czy istnieją jakieś problemy, których nie da się wspólnie rozwiązać? Oczywiście, że nie. Trzeba tylko wykazać trochę dobrej woli, a kiedy ma się wokół siebie tyle przyjaznych postaci (no może poza jedną) nie ma rzeczy niemożliwych do wykonania. 

"Siła niższa" to wyjątkowa książka, pełna dobrych emocji, napisana z charakterystycznym, jak w "Dożywociu", poczuciem humoru. Podczas lektury również wyszukałam ciekawe "smaczki" i genialne teksty Licha, które spokojnie mogłyby konkurować z tekstami, o których największym filozofom się nie śniło. Kilka scen jest niemalże kultowych: Turu, czyli wiking o gołębim sercu jadący w przebraniu Roszpunki na konwent, bądź tworzący swoje własne przysłowia, trzech żołnierzy Wehrmachtu śpiewający "Szła dzieweczka do laseczka...",  albo sama postać Tsadkiela, anioła o tak różnych obliczach, tworząca menu na cały tydzień, bądź pouczająca Konrada do czego służą kierunkowskazy. Inny, a jednocześnie tak pasujący do mieszkańców dawnej Lichotki, Tsadkiel, zwany również Zadkiel bądź Dupkiel, bezkonkurencyjnie jest fenomenem samym w sobie, w tej książce. 

Faktycznie, powyższa książka jest idealną kontynuacją, wspaniałym dokończenie historii rozpoczętej w "Dożywociu", a ja nawet po cichu pomarzę o dalszym ciągu, bo o bohaterach obu tych książek chce się czytać i czytać. Mam nadzieję, że Ałtorka nie pozostanie głucha na prośby czytelników i pokusi się jeszcze o napisanie czegoś w dożywotnim stylu. Choćby to było jakieś małe opowiadanie. Czekam z niecierpliwością!

Sardegna

"Nomen omen" Marta Kisiel


posted by Sardegna on , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Uroboros
Liczba stron: 420
 Moja ocena : 5/6

Po lekturze "Dożywocia" Marty Kisiel poszłam od razu za ciosem i sięgnęłam po "Nomen omen", czyli drugą powieść w dorobku Autorki. Zrobiłam jednak mały falstart, bo mogłam zabrać się najpierw za "Siłę niższą", czyli kontynuacji przygód Konrada i jego "dożywotników", jednak zrozumiałam to dopiero po fakcie, nie ma już więc nad czym deliberować.

"Nomen omen" również wydany jest przez Wydawnictwo Uroboros, utrzymany w podobnej szacie graficznej, jak "Dożywocie", jednak na tym podobieństwa się kończą. Powiem więcej, ta historia jest diametralnie inna i niczym nie przypomina swej poprzedniczki. Ani klimatem, ani tym bardziej fabułą. Czy to źle? Nie sądzę, jednak kto właśnie przeczytał "Dożywocie", "siedzi" jeszcze mentalnie w tej historii, wydającej się być niemalże kultową, może czuć się srogo rozczarowany.

Przez to, że "Nomen omen" zupełnie nie przypomina "Dożywocia", na początku może wydawać się niefajny a może nawet nudny. Jednak ta powieść jest doskonałym przykładem potwierdzającym regułę, którą kieruję się w życiu, mówiącą, że każdej książce trzeba dać szansę i przeczytać ją do końca. Kilka razy zostałam skrytykowana za wygłaszanie takich śmiałych tez, i uświadomiona, że szkoda życia na książki, które nam nie leżą. Ja jednak uparcie w swoim tkwię i nawet kiedy wydaje mi się, że to nie to, nie umiem porzucić historii, nie doczytawszy jej do końca. Mam poczucie, że w przeciwnym wypadku coś stracę, i faktycznie, tak by było właśnie w powyższej sytuacji. Gdybym zasugerowała się pierwszym wrażeniem, tym, że nie potrafiłam wkręcić się na początku w fabułę, a historia nie miała dla mnie dynamiki "Dożywocia", książka poszłaby w odstawkę. A tak miałam okazję przeczytać naprawdę fajną powieść, mocno zakręconą, łączącą w sobie elementy czarnego humoru, ze sprawami całkiem poważnymi, i ocenić ją dość wysoko.

Po tym dość długim wstępie mogę już przejść do krótkiego scharakteryzowania fabuły. W tej historii króluje Salomea Przygoda. Postać nietuzinkowa, zarówno jeśli chodzi o wygląd, jak i charakter. W całej swej oryginalności nie jest jednak jakoś szczególnie ekscentryczna, chce się w końcu wtopić w tłum, usamodzielnić i oddzielić od szalonej matki. Wyjeżdża na stancję do Wrocławia, znajdując mieszkanie u szalonej staruszki, która akceptuje ją od pierwszego wrażenia, taką, jaka jest. Kiedy Salce zaczyna się wreszcie układać, niespodziewanie dołącza do niej młodszy brat Adam, zwany Niedasiem i ... zaczynają się kłopoty. 

Niedaś studiuje, tylko nikt nie wie co, i na jakiej uczelni. Wszyscy wiedzą za to, że prowadzi intensywny tryb życia i nie ma zbyt dobrych relacji z siostrą. Jednak kiedy pewnego dnia z nienawiścią postanawia utopić ją w Odrze, coś jest bardzo na rzeczy! Salka przerażona szuka pomocy u staruszki, która okazuje się nie być zwyczajną panią Starszą, tylko jedną z wiekowych i charakternych trojaczków. Kobiety próbują dociec, co też skłoniło Niedasia do tak desperackiego kroku, prawda na ten temat będzie jednak tylko przyczynkiem do innych, niesamowitych wydarzeń i odkrycia prawdy o siostrach oraz ich domostwie. 

W całej akcji, oprócz Salki, trzech sióstr i nieco ekscentrycznej rodziny Przygodów, bierze udział jeszcze domorosły filozof, papuga o dźwięcznym imieniu, oraz Basia, przypadkowo poznana, delikatna blondyneczka w glanach. Wszystko, co odkryje ta przedziwna ekipa będzie miało związek z wydarzeniami, które rozegrały się w we Wrocławiu w czasie wojny i dotyczą bezpośrednio przeszłości staruszek.

"Nomen omen" to książka dwojaka. Z jednej strony pokazuje zupełnie inną, twórcza stronę Marty Kisiel, potwierdzającą, że Autorka, poza zabawnymi historiami, umie pisać także o poważnych sprawach. Z drugiej jednak strony, ta historia też ma swoje "momenty" i typowy kiślowy humor, widoczny zwłaszcza w kreacjach głównych bohaterów. Połączenie wojennej, autentycznej przeszłości miasta  z motywami fantastycznymi i czarnym humorem, nie jest łatwą sprawą. Bardzo łatwo w takiej sytuacji przedobrzyć i przerysować fabułę. Myślę jednak, że Marcie udało się to wszystko wypośrodkować i napisać fajną, choć bardzo specyficzną opowieść.

Faktycznie "Nomen omen" nie każdemu może przypaść do gustu, ale apeluję o danie powieści szansy, o świeże na nią spojrzenie i dostrzeżenie w niej  czegoś nowego, a nie koniecznie czegoś na kształt "Dożywocia".
Sardegna