"Amelia i Kuba. Stuoki potwór" Rafał Kosik


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Powergraph
Liczba stron: 272
Moja ocena : 6/6

"Amelia i Kuba. Stuoki potwór" to trzecia część przygód tytułowych dwunastolatków i ich szalonego rodzeństwa, zamieszkujących Oak Residence, czyli nowoczesny apartamentowiec, zwany potocznie Zamkiem, znajdujący się na obrzeżach Warszawy. Bohaterowie serii książek, przeznaczonych dla młodszej młodzieży, autorstwa Rafała Kosika, są takimi dzieciakami, o których czyta się z wielką przyjemnością. Są nieco młodsi niż nastolatkowie z serii "Felix, Net i Nika", mają więc inne problemy, zainteresowania i własne cechy charakterystyczne, ale podobnie, jak starszym kolegom, i im przydarzają się niesamowite przygody. 

Historie Amelii i Kuby opisane w tomie pierwszym i drugim ("Amelia i Kuba. Godzina duchów" oraz "Amelia i Kuba. Nowa szkoła") są bardziej realne, niż nieco bardziej fantastyczne przygody, w jakich uczestniczą FNiN, dzięki temu dzieciaki z IV-V klasy szkoły podstawowej świetnie się w tej lekturze odnajdują i z nią identyfikują (wiem, bo przetestowałam osobiście i z sukcesem, na jedenastolatkach i "Godzinę duchów"i "Nową szkołę").

Swą przygodę z bohaterami książek Kosika zaczęłam dwa lata temu, kiedy trafiłam najpierw w tom drugi, a rok później dotarłam do początków tej opowieści, czyli "AiK. Godzinę duchów" podzielonej przez Autora na dwa osobne egzemplarze. Zamysł rozbicia jednej opowieści na dwie książki miał przedstawić czytelnikom dwie perspektywy tych samych wydarzeń: jedną ze strony Amelii, drugą ze strony Kuby. Wyszło ciekawie, jednak zdecydowanie za długo, dlatego od tomu drugiego, oba punkty widzenia są już połączone w jedną książkę. I bardzo dobrze!

Powrót do Zamku i do towarzystwa Amelii, jej brata Alberta, Kuby i jego sześcioletniej siostry Mi, okazał się bardzo przyjemny. "Stuoki potwór" to rzeczywiście fajna historia i godna kontynuacja "Nowej szkoły". Akcja powyższej powieści rozpoczyna się właściwie w momencie, gdy kończy się tom poprzedni, Autor nie daje więc czytelnikom szansy zapomnieć o tym, co zdarzyło się wcześniej i od razu zaciekawia nową fabułą. W serii z Amelią i Kubą w roli głównej, ważne jest też to, że ich perypetie, poza rozrywką, niosą ze sobą pewien przekaz. A w związku z tym, że historia dzieciaków jest bardzo współczesna, napisana językiem dzisiejszych nastolatków, młodzi czytelnicy autentycznie mogą się z nią identyfikować, a także wziąć do serca niektóre porady, przemycone gdzieś między wierszami. 

Trwa rok szkolny, więc młodzież zamieszkująca Oak Residence musi zmagać się z codziennymi sprawami z tym związanymi. Bohaterowie nie byliby sobą, gdyby nie podążyli za jakąś przygodą, choć czasami ta ich aktywność nie wychodzi im na dobre. Amelia wpada w tarapaty, kiedy to dla żartu wrzuca do sieci, a dokładnie na stronę forum szkoły, niezbyt udane zdjęcie Klementyny. Kiedy zdjęcie zaczyna żyć własnym życiem, przerabiane i wyśmiewane przez użytkowników forum, a Klementyna nie przyjmuje przeprosin od przyjaciółki, Amelia wie już, że nie jest dobrze. W tym czasie Kuba wraz z Emilem próbują stworzyć w apartamentowcu własny osiedlowy system Niepodsłuchiwalnego Połączenia Kablowego. Ten wynalazek okaże się jednak nie do końca przemyślany i spowoduje większe kłopoty, niż mogłoby się wydawać.

Postacią numer jeden w tym tomie jest jednak Mi. Rezolutna sześciolatka, która cały czas walczy z wielkim pragnieniem posiadania zwierzątka domowego (nie może go jednak mieć, ze względu na alergię), podejmuje się szeregu niemalże ekstremalnych działań, żeby tylko jedno takie zwierzątko zdobyć na własność. Mi posuwa się do bardzo drastycznych metod, a nawet kuma z niepożądanym intruzem, który podstępem wkrada się na teren apartamentowca. 
 
Do tego wszystkiego dochodzi jeszcze pan Natręt, czyli skutecznie natrętny akwizytor, kręcący się nielegalnie po osiedlu, a także monitoring sąsiedzki, zainstalowany w prawdzie na prośbę mieszkańców, ale ostatecznie przynoszący więcej szkód niż pożytku. Sporo dzieje się na terenie apartamentowce, ale najgorsze jest to, że pomiędzy murami osiedla, czai się tytułowy, stuoki potwór. I nie jest to żadna fantazja dziecięca, tylko realne zagrożenie!

Warto jeszcze raz wspomnieć, że seria ta, oprócz rozrywki i miłej lektury, dostarcza czytelnikom naprawdę mądrych informacji. Powyższy tom uczy na przykład, że zdjęcie umieszczone w Internecie, nigdy nie ginie i może być przerabiane przez jego użytkowników na różne sposoby, często bez zgody autora. Dzieciaki będą mogły dowiedzieć się czegoś o cyberprzemocy (faktycznie w delikatnym stopniu, ale zawsze), a także o tym, że nie można ufać nikomu w sieci, bo nie jest problemem podawać się za kogoś innego, niż się jest w rzeczywistości. 

Dlatego z czystym sumieniem polecam serię o Amelii i Kubie, bo czuję, że książka może przynieść dzieciakom więcej pożytku i uświadomić wybrane treści lepiej, niż niejedna lekcja wychowawcza na ten temat.
Sardegna

"Hate list" Jennefer Brown


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron:  392
Moja ocena : 6/6

Nasza Księgarnia to wydawnictwo, które kojarzy się głównie z bardzo bogatą ofertą książek dla dzieci. I rzeczywiście,  na stronie można znaleźć ciekawe propozycje wartościowych tytułów dla najmłodszych. Wiem, bo przetestowałam już całkiem sporo dziecięcych książek, a NK okazało się najbliższym mi wydawnictwem, w tej kwestii.  Nawet ostatnio miałam przyjemność czytać jedną, genialną propozycje wydawniczą: "Wyznania zmyślonego przyjaciela" Michelle Cuevas (pisałam o niej TUTAJ) i gwarantuję, że jest to jedna z lepszych książek dziecięcych, z jaką miałam w życiu do czynienia.

Oferta Naszej Księgarni jest bogata także w różne książki młodzieżowe i właśnie powyższa jest tego najlepszym przykładem. "Hate list" z założenia jest historią skierowaną do nastolatków, ale prze to, że jest ona tak mocna w swoim przekazie, to i na dorosłych czytelnikach zrobi bardzo duże wrażenie.

Valerie to chodzi do maturalnej klasy i jest takim typowym outsiderem. Przez to, że ubiera się inaczej, jest nieco wycofana i nie brata się z grupą najpopularniejszych w szkole, ciągle spotyka się z przejawami dręczenia przez rówieśników. Codziennie wyśmiewana, obrzucana wyzwiskami, słabo radzi sobie emocjonalnie z tym odrzuceniem. Największym wsparciem jest dla niej jej chłopak, Nick, który podobnie tak, jak Valerie, też jest swoistym wyrzutkiem i żyje na marginesie społeczności szkolnej. Nastolatki świetnie się dogadują, razem spędzają czas i są sobie naprawdę bliscy. Żeby odreagować złe emocje, wynikające z wiecznego bycia wyrzutkiem i codzienne przejawy agresji, dzieciaki tworzą sobie swoją własną "hate list", czyli listę osób "do odstrzału", na której zapisują nazwiska uczniów, którzy w danym dniu sprawili im przykrość. 

Dla Valerie tworzenie tej listy jest sposobem na wyładowanie swoich frustracji i złości, nie przewiduje ona jednak, że dla jej chłopaka, spis ma zupełnie inne znaczenie...

Pewnego dnia, kiedy znów dochodzi do zaczepek i niewybrednych haseł pod adresem Valerie, Nick wyjmuje ukrytą w kurtce broń i strzela do nastolatków, zgodnie z ich miejscem na "hate list". W stołówce rozpętuje się piekło. Nick bezwzględnie eliminuje uczniów, a Valerie, będąc w szoku, nie wie tak naprawdę co się dzieje. Próbuje więc powstrzymać chłopaka i osłania ciałem jedną z dziewczyn. Nick rani ukochaną w udo, a przekonany, że zrobił jej krzywdę, popełnia samobójstwo.


To, co dzieje się później, dla Valerie jest najgorszym koszmarem. Dziewczyna poddawana jest długiej rekonwalescencji, nie tylko fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej. Musi poradzić sobie także z szeregiem oskarżeń, które policja kieruje w jej stronę, uważając, że jest ona współwinna ataku. Nie lepiej sytuacja wygląda w jej domu rodzinnym. Jednak najgorszy okaże się powrót Valerie do szkoły. 

Czy możliwe jest w ogóle normalne życie po czymś takim? Dziewczyna będzie próbowała stawić czoło kolegom, którzy uratowali się z masakry, ale jej nie wybaczyli. Jak rozwiąże się sprawa dawnych prześladowań? Czy pętla nienawiści będzie się ciągle zaciskać w społeczności szkolnej?


Powiem Wam, że ta książka jest bardzo mocna w swym przekazie. I nie chodzi tutaj o jakieś opisy masakry, bo są one znikome (w końcu to książka dla młodzieży, a nie dla dorosłych), bardziej mam na myśli treści psychologiczne. Nie wiem, czy jest wśród nas jakiś człowiek, który w dzieciństwie, gimnazjum, czy w czasach szkoły średniej, nie doznał jakiś przejawów agresji. Czy to wyśmiewania, krytykowania, obrażania czy nawet fizycznej przemocy. Zdaję sobie sprawę, że w dzisiejszych czasach, kiedy dręczenie kolegów może mieć zupełnie nowy, internetowy wymiar, jest jeszcze bardziej nasilone, niż dwadzieścia lat temu, jednak przejawy nienawiści rówieśniczej zawsze były i zostawiały w psychice dzieciaków trwałe ślady. 

Historia Valerie uczy o tym, do czego może doprowadzić taka nienawiść. Książka niczego nie usprawiedliwia, nie ocenia, tylko uświadamia. I nie chodzi tutaj o jakieś tłumaczenie tego, co wydarzyło się w szkolnej stołówce, treść skupia się bardziej na aspekcie psychologicznym i pokazaniu, jak dręczenie może wpływać na dalsze życie ofiary. 

W dorosłych też tkwią kompleksy i problemy, które podłoże mają w relacjach rówieśniczych z lat dziecięcych. Myślę więc, że każdy czytelnik, niezależnie od tego, czy jest nastolatkiem, czy dorosłym, odnajdzie cząstkę Valerie w sobie.  

"Hate list" Jennefer Brown została wyróżniona nagrodą w konkursie polskiej sekcji IBBY Nagroda Donga w 2011 roku i jest to książka z gatunku tych, które z czystym sumieniem mogę polecić bibliotekarzom, aby umieścili ją w swoich zbiorach szkolnej biblioteki. 
Sardegna

"Suarez. Nigdy nie będziesz sam" Jarosław Kaczmarek


posted by Sardegna on , , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 176
Moja ocena : 5/6

Pamiętacie wpis o książce Dariusza Tuzimka "Lewandowski. Wygrane marzenia"? Biografię tego najbardziej znanego, polskiego piłkarza, skierowaną dla dzieci, wydało wydawnictwo Egmont niemalże rok temu. Oprócz Roberta Lewandowskiego, powstała cała seria biografii "Mali Mistrzowie", która charakteryzuje innych, znanych na całym świecie, piłkarzy. Na stronie Egmontu można zatem znaleźć historię Messiego, Neymara, Ronaldo czy Zlatana Ibrahimovica.

Książki te świetnie przybliżają sylwetki sportowców i to w sposób bardzo przystępny. W końcu trudno napisać interesującą biografię, a co dopiero dla dzieci. Dodatkowo także, zebrane w komplet, pięknie prezentują się na półce.

Osobiście miałam okazję zaopatrzyć się w drugą książkę z tej serii. Po Lewandowskim padło na Luisa Suareza, jednego z najbardziej znanych graczy FC Barcelony. Mój Siedmiolatek jest wielkim fanem futbolu. Sam gra w miejskiej drużynie juniorów, w Fifa jest niepokonany, nie odpuszcza oczywiście meczów transmitowanych w telewizji, zbiera też namiętnie karty piłkarskie i gromadzi je w specjalnym albumie. Książka o Suarezie wydała mi się więc świetnym pomysłem na prezent z okazji Dnia Dziecka. 

I rzeczywiście biografia tego futbolisty, którego postać jest znana nie tylko fanom piłki nożnej, ale też ludziom zupełnie z tym sportem niezwiązanych, jest naprawdę fajną propozycją dla dzieciaków pasjonujących się piłką.

Mówiąc o tej książce, koniecznie trzeba wspomnieć, że sylwetka piłkarza ukazana jest w sposób bardzo przystępny i interesujący, dla najmłodszych, więc i najbardziej wymagających, czytelników. Poza faktami z życia prywatnego Suareza, nawiązań do jego dzieciństwa czy rodziny, przedstawionymi w postaci krótkich opowiadań, w biografii tej znajdziemy także różne ciekawostki, związane z jego krajem pochodzenia, oraz państwami, w których klubach grał. 

Luis Suarez urodził się w Urugwaju, dlatego też temu państwu poświęcono w książce rozdział pierwszy, zawierający piękne, barwne ilustracje i krótkie notatki informujące o najważniejszych miejscach, które można tam zobaczyć, potrawach, które można zjeść, czy innych ciekawostkach, charakteryzujących ten kraj. Kolejny rozdział poświęcony jest Montevideo, czyli stolicy Urugwaju, zapoznaje on także czytelnika z sytuacją piłkarską w tym kraju, więc jest to takie swoiste wprowadzenie do życiorysu piłkarza. Następne strony przedstawiają dzieciństwo Suareza i jego pierwsze, lokalne spotkania piłkarskie.

Suarez został zauważony przez trenerów urugwajskiego klubu Nacional, kiedy miał 11 lat. Było to spełnienie jego pierwszego, wielkiego, piłkarskiego marzenia. Kolejno w 2005 roku został wyłowiony przez poszukiwacza talentów z europejskiego klubu, i w ten sposób przeniósł się najpierw do holenderskiego FC Groningen, a później do amsterdamskiego klubu "pomarańczowych" Ajax Amsterdam.

I podobnie, jak to miało miejsce w pierwszym rozdziale o Urugwaju, tak i tutaj mamy sporo informacji poświęconych samej Holandii i ciekawostkom z tym krajem związanych. 
W 2007 Luis Suarez przechodzi do drużyny Liverpoolu i z nią trzy razy wygrywa Puchar Mistrzów. Ostatecznie piłkarz, po podpisaniu kontraktu ze swoim wymarzonym klubem, przenosi się  w 2014 roku do FC Barcelony, a jego transfer z Liverpoolu był jednym z największych i opiewał na ponad 80 milionów euro.

Oczywiście te wszystkie informacje z życia piłkarza, przedstawione są w książce za pomocą sympatycznych, krótkich opowiadań, które dzieciaki mogą czytać sobie, jak najlepszą książkę przygodową. Czytelnicy przyswajają sobie informacje o ulubionym piłkarzu, a przeplatanie treści kolorowymi zdjęciami i krótkimi notatkami, z ciekawostkami o danych państwach, na pewno umilają lekturę i powodują, że łączy ona przyjemne z pożytecznym.

Fajnie, że książka podzielona jest na krótkie rozdziały, ma dość duży druk i jest bogato ilustrowana. Dzieci, jak wiadomo, nie lubią zbyt wiele zbitego tekstu, w takiej formie więc, książka nie będzie dla nich monotonna. Dla mojego Syna - siedmiolatka ilość treści i tak okazała się zbyt duża, samodzielne przeczytanie książki zostawiamy więc na później. Świetnie natomiast sprawdziło się przeglądanie ilustracji, samodzielne czytanie krótkich notek, no i moje czytanie książki na głos. Myślę, że z czasem obie biografie sportowców trafią na listę jego ulubionych lektur, a dziś póki co, polecam książkę dzieciakom w wieku 7 - 12 lat. Miłośnikom futbolu sprawi ona prawdziwą frajdę!

Sardegna

"Wyznania zmyślonego przyjaciela" Michelle Cuevas


posted by Sardegna on , , , ,

8 comments


 Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 201
Moja ocena : 6/6

Przeczytałam ostatnio moim dzieciom niesamowitą książkę. Historię, która jest trochę niepozorna i powiem Wam szczerze, że jeżeli nie wiecie, że takowa istnieje, i że akurat warto się nią zainteresować, to jest duża szansa na przegapienie jej w ferworze wydawniczych nowości i w bogatych promocjach księgarń stacjonarnych czy internetowych. Książka ta pochodzi z oferty Naszej Księgarni i skusiłam się na nią trochę przypadkowo, po lekturze jednak mogę stwierdzić, że jest to tak mądra i wartościowa propozycja, że spokojnie mogłabym ją polecić, jako obowiązkową lekturę dzieci w trzeciej, czwartej czy nawet piątej klasie szkoły podstawowej.

"Wyznania zmyślonego przyjaciela" francuskiej autorki Michelle Cuevas dają do myślenia. I to nie tylko dzieciakom, ale i dorosłym. Poza tym dostarczają niesamowitych emocji. Ja sama znalazłam wiele mądrych zdań w tej opowieści, a końcówka to już zupełnie wybiła mnie z równowagi. Kiedy czytałam książkę dzieciom na głos i dotarłam do zakończenia, autentycznie głos łamał mi się ze wzruszenia.

O czym jest więc ta niesamowita historia? Książka opowiada o przygodach Jacquesa, chłopaka, który nie jest zbytnio lubiany w szkole. Zazwyczaj ma poczucie, że większość ludzi go ignoruje, z jego zdaniem i propozycjami nikt się nie liczy, a w zabawie nikt nie zwraca na niego uwagi. Jacques najlepiej czuje się w towarzystwie swojej siostry bliźniaczki Fleur, to z nią najlepiej się dogaduję i spędza praktycznie cały czas. Fleur jest tak bliska Jacquesowi, że potrafi praktycznie czytać w jego myślach. Ta dwójka jest nierozłączna, jednak pewnego dnia, coś psuje ich sielankę. Jacques analizując zachowanie otoczenia, fakty, że praktycznie poza siostrą, dla reszty ludzi, nawet dla rodziców, jest niewidzialny, uświadamia sobie, że jest przyjacielem na niby Fleur.

To odkrycie jest tak wstrząsające dla chłopca, że on próbuje on za wszelką cenę wyjaśnić sobie kim lub czym jest, skąd się wziął, co to znaczy być prawdziwym czy zmyślonym, i czy w ogóle ma on szansę zostać kiedyś człowiekiem z krwi i kości. Jacques musi stawić czoło prawdzie i poszukać odpowiedzi na swe pytania poza domem Fleur. Z pomocą swoich przyjaciół, podobnie jak on zmyślonych, dojdzie w końcu do istoty swojej egzystencji, ale za nim to nastąpi, będzie musiał potowarzyszyć jeszcze innym dzieciom, zostać ich przyjacielem na niby i zajrzeć w głąb siebie. 

Nie martwcie się, nie zdradziłam za dużo z fabuły, bo cały smaczek tej opowieści czai się w szczegółach. Przeczytałam już naprawdę wiele książek dla dzieci, ale żadna nie jawi mi się tak piękna w swej prostocie, jak ta. Autorka doskonale potrafi mówić o uczuciach i emocjach, a to wszystko sprawia, że "Wyznań zmyślonego przyjaciela" nie można porównać z żadną inną historyjką dla dzieci. Książka doskonale sprawdza się do czytania na głos, co przerobiłam na własnej skórze, a dzięki temu, że ma duży druk i dość krótkie rozdziały, spokojnie nadaje się też do czytania samodzielnego. 

To, jak na razie, najlepsza książka dziecięca tego roku! I nie dajcie się zwieść niepozornej okładce, treści w niej o wiele więcej, niż można się spodziewać. Serdecznie polecam!

Sardegna

PRZEDPREMIEROWO "Czarna Madonna" Remigiusz Mróz


posted by Sardegna on , , , , ,

28 comments

 
Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 460
Moja ocena : ?/6

"Czarna Madonna" to najnowsza i najbardziej chyba wyczekiwana powieść Remigiusza Mroza, pisarza, który praktycznie codziennie zaskakuje swoich czytelników. A to serwuje miłośnikom thrillerów prawniczych, kolejne rewelacje z życia Chyłki i Zordona, a to pisze nową, niespodziewaną część serii o Froście (która dawno już uważana była za zakończoną), ewentualnie elektryzuje fanów nowiną, że pisze pod pseudonimem. 

Mróz niedawno zbombardował czytelników nowym, oryginalnym pomysłem. Już na majowych WTK w Warszawie, zarys okładki powyższej powieści, umieszczony na plakacie przy stoisku, na którym podpisywał swe książki, wzbudził ciekawość czytelników. Do tego, Czwarta Strona świetnie spisała się z promocją, od miesiąca wysyłając blogerom na raty, najpierw fragmenty puzzli z nową okładką, a później tajemniczą mapę, bilet i zdjęcia, pochodzące z pokładu samolotu. Do tego, zapowiedź - "Mróz - nowy King na rynku wydawniczym". Blogosfera zadrżała! Remigiusz pisze horror! 

W sumie jednak nie do końca było wiadomo, do jakiego gatunku należeć będzie nowa powieść Autora, bo po opisie i pierwszym rozdziale można było domyślać się, że historia przedstawiona w "Czarnej Madonnie" będzie czymś na kształt "Kodu da Vinci" Dana Browna. Treść sugerowała, że pojawią się nawiązania do religii, jakaś tajemnica wstrząsająca ludzkością, do tego coś katastroficznego i jeden człowiek mający się temu chaosowi przeciwstawić. Kiedy więc otrzymałam książkę, od razu wzięłam się za lekturę i jej przeczytanie zajęło mi dwa dni. Jakie są więc moje wrażenia na jej temat? Bardzo mieszane...

Jak pewnie zwróciliście uwagę, nie wystawiłam książce konkretnej oceny. Nie potrafię bowiem określić jej wartości za pomocą cyfry. Zbyt wiele widzę w niej sprzeczności i w wielu kwestiach się przeciwko niej buntuję. "Czarna Madonna" wydaje się być horrorem religijnym, choć nie wiem czy istnieje w ogóle takie określenie, w stosunku do gatunku literackiego. 

W każdym razie, z jednej strony zdaję sobie sprawę, że całość to tylko fikcja literacka i wszelkie rozważania, związane z religią i wartościami ważnymi dla osób wierzących, są po prostu wymyśloną przez Autora fabułą. Z drugiej jednak strony, wizerunek Maryi, wiele wątków duchowych, nawiązań do Biblii, objawień, świętych miejsc, modlitw, czy nawet bardzo częste używanie słów dla katolika niezwykle istotnych, w książce, która jednak ma być rozrywkowa, i ma wzbudzać w czytelnikach jakieś emocje (w tym przypadku, ma po prostu straszyć), dla mnie, jako osoby wierzącej, jest bardzo trudne i stanowi w pewnym stopniu, naruszenie świętości.

Co innego czytać Dana Browna, analizować obraz, i na podstawie dzieł sztuki tworzyć sobie w głowie religijną fikcję literacką. Co innego jednak wchodzić w symbolikę, ważną dla osób wierzących (nie mogę mówić za wszystkich, to są tylko moje odczucia). Nie do końca czuję chyba potrzebę czytania o kwestiach duchowo dla mnie ważnych, w takiej postaci. Chciałabym być dobrze zrozumiana, absolutnie zdaję sobie sprawę, że historia opisana w "Czarnej Madonnie" to fikcja, ale chyba jednak całość tej książki trochę mnie przerosła i nie do końca zgadza się z moim światopoglądem.

A teraz pozytywy: nie da się ukryć, że powieść wzbudza ogromne emocje. Pomijając wszelkie kwestie, o których pisałam powyżej, lektura spowodowała, że autentycznie się bałam. Wczorajsza noc nie należała do najłatwiejszych. Przerażają mnie historie związane z egzorcyzmami, z siłami nadprzyrodzonymi tkwiącymi w człowieku. Bardzo emocjonalnie przeżywam też lekturę katastroficzną. To wszystko spowodowało, że noc obfitowała w nie najmilsze sny.  Sadzę więc,  że zamysł Autora, co do przerażenia swoich czytelników chyba się powiódł, bo "Czarna Madonna" zdecydowanie ma swoje "momenty" w tej kwestii.

Bardzo dobry jest też motyw lotniczy. Rozpoczęcie historii zaginionym lotem Air Hibernia AH 3836 i nawiązanie do autentycznej katastrofy Japan Air 123 z 1985 roku, kiedy to samolot uderzył w górę Takamagahara, było bardzo dobrym pomysłem. Autor wykorzystał prawdziwe zapisy z czarnych skrzynek feralnego, japońskiego lotu, tworząc naprawdę niezłą alternatywę tych wydarzeń. Szkoda, że wątek ten okazał się tylko tłem (choć bardzo ważnym) do rozgrywającej się akcji, a nie jednak jej istotą.

Kolejnym pozytywem, o którym powinnam w sumie napisać na samym początku, jest samo techniczne wykonanie. Rzeczywiście, gdybym nie wiedziała, że Autorem jest Remigiusz Mróz, chyba bym go w tej książce nie odnalazła. Jest to zupełnie nowe oblicze pisarza, który tak, jak mówiłam, zaskakuje czytelników z każdą kolejną książką.

Rozpisałam się o wrażeniach z lektury, a nie wspomniałam jeszcze o samej fabule. Wszystko toczy się zatem wokół Filipa Szumskiego, człowieka, który kiedyś był księdzem, jednakże zrezygnował z kapłaństwa na rzecz miłości. Wraz z narzeczoną Anetą, ma polecieć na pielgrzymkę do Jerozolimy, jednak po nagłej zmianie planów, kobieta ostatecznie udaje się tam sama. A później zaczyna się już tylko dramat. Samolot znika z radarów, a po paru godzinach, sygnały z poruszającej się maszyny zostają odczytane w różnych częściach świata. Filip, śledząc informacje i doniesienia o samolocie, zaczyna łączyć ze sobą przerażające fakty. Sygnały z zaginionego boeinga tworzą na mapie świata symbol heksagramu, mężczyzna odbiera wiadomość z pokładu AH 3836 ... po łacinie, odkrywa też powiązanie sprawy z Japonią i niepokojące podobieństwo do innego lotu, z roku 1985. Wszystko to prowadzi go ostatecznie do obrazu Czarnej Madonny i wersetów z biblijnej Księgi Apokalipsy. 

Cała historia tocząca się na kartach "Czarnej Madonny" jest jednak tak zawiła, że nie sposób napisać o niej w paru zdaniach. Momentami nie wiedziałam już, kto jest kim, i co to tak naprawdę się tutaj dzieje. Nie do końca też, ciąg wydarzeń, który na końcu książki do czegoś bohatera prowadzi, ostatecznie do mnie przemówił. Jest tak, jak napisałam wcześniej: ta książka ma "momenty". Fragmenty, które rzeczywiście wybijają człowieka z rytmu i wbijają go w fotel. Momenty, które powodują, że autentycznie otwierasz oczy ze zdumienia, zastanawiasz się, co jest grane i masz do powiedzenia jedynie wielkie "wow"! Ale są one chyba jednak w mniejszości...

  Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - czerwiec


posted by Sardegna on

6 comments

Tym razem jestem na czas! Lipiec wyraźnie mi służy! Uwielbiam wakacje i choć do wymarzonego i wyczekanego przez cały rok urlopu jeszcze trochę, to sam fakt swobodnego wstania i leniwego wypicia porannej kawy, a później przegląd bloga, czy spokojna lektura, ładują mnie niesamowitą energią. Z wiekiem nauczyłam się chyba maksymalnie czerpać z takich niespiesznych chwil i naprawdę je doceniać. 

W czerwcu nie popisałam się przeczytanymi książkami (były zaledwie dwie i dwa przesłuchane audiobooki), nie pojechałam też z postami, ale wiadomo, są rzeczy ważne i ważniejsze. Pod koniec miesiąca zaczęłam jednak ogarniać zaległości i stworzyłam kilka wpisów o książkach, które przeczytałam naprawdę dawno temu ("Kiedy będziemy deszczem" Dominiki van Eijkelenborg, "Pustułka" Katarzyny Bereniki Miszczuk oraz "Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do zdobycia" Dominika Szczepańskiego i Piotra Tomza).

Jeśli chodzi o nadchodzące wakacje, to staram się nie robić planów czytelniczych, bo potem guzik z nich wychodzi, ale mam parę tytułów na lipiec, które chciałabym już odłożyć na stos przeczytanych. Kilka z nich znajduje się w poniższych stosach nowości (przepraszam za jakość zdjęć, ale na Śląsku pięknie świeciło słońce):


"66 piętrowy domek na drzewie" - Andy Griffiths, Terry Denton - od Naszej Księgarni do kolekcji Dziewięciolatki
"Inwazja" Wojtek Miłoszewski -od W.A.B.
"Żelazna krew" Lisa Marklund - zakup własny
"Wanda" Anna Kamińska - od Wydawnictwa Literackiego

Sporo w czerwcu przybyło książek dla dzieci:


"Koszmarny Karolek" Francesca Simon
"Dolina bez wyjścia" Thomas Mayne Reid
"Madika i berbeć z Czerwcowego Wzgórza" Astrid Lindgren
"Piotruś Pan w czerwieni" Geraldine McCaughream
"Koszmarna Księga Koszmarnego Karolka"
"Nie każdy umiał się przewrócić" Tellegen Toon - to wszystko prezenty dla moich dzieci od starszej koleżanki, która już z tych książek wyrosła

A to zakupy ze szkolnego kiermaszu:


Jak widać, w czerwcu bardzo ograniczyłam książki dla dorosłych. Starałam się, jak mogłam, żeby nie robić sobie jeszcze dodatkowej pracy, zanim nie uporam się z dotychczasowymi zaległościami.  A Wy robicie wakacyjne plany czytelnicze, czy raczej idziecie na żywioł? Pozdrawiam ze słonecznego Śląska i życzę przyjemnych wakacji!

Sardegna

"Pustułka" Katarzyna Berenika Miszczuk


posted by Sardegna on , , , , ,

6 comments

 

Wydawnictwo: W.A.B
Liczba stron: 334
Moja ocena : 5/6

Przeglądając tegoroczny plan na WTK i wiedząc, że muszę ograniczać ilość zabranych książek do minimum, skupiłam się na Autorach, których jeszcze do tej pory nie spotkałam. Zabrałam więc do podpisu trzy książki: dwie już czytane - "Zakładnik" Przemysława Borkowskiego, "Polska odwraca oczy" Justyny Kopińskiej oraz nieczytaną "Pustułkę" Katarzyny Bereniki Miszczuk. Po drodze, w pociągu zaczęłam lekturę, żeby zorientować się mniej więcej, o czym książka jest. I powiem Wam, wkręciłam się na dobre.

"Pustułka" to taka typowa opowieść akcji. Sporo się dzieje, bohaterowie mają wiele do ukrycia, postacie giną, jedna za drugą, podejrzanych jest cała masa, a w tym wszystkim jest jeden szkopuł: cala akcja rozgrywa się na małej, greckiej wyspie, podczas sztormu. Zabójcą musi więc być ktoś z bohaterów dramatu. 

Pierwsze skojarzenie nasuwa się samo: taka fabuła charakteryzuje "Dziesięciu murzynków" Agathy Christie. I faktycznie, coś w tym jest. Oczywiście intryga u Katarzyny Bereniki Miszczuk jest bardziej współczesna i mniej finezyjna, ale także nieźle zakręcona, daje więc czytelnikom pole do popisu do odkrycia winnego zbrodni.

Bajecznie bogata rodzina Spyropoulosów odpoczywa na rajskiej, greckiej Wyspie Ptaków, będącej ich spuścizną po przodkach. Nie do końca jednak są to wakacje, bo Wiktor, zapracowany biznesmen, który na wyspie znalazł azyl do przeprowadzania największych transakcji finansowych, nie jest zadowolony z niespodziewanej wizyty żony Konstancji, córki Sylwii oraz syna Krystiana ze świeżo poślubioną małżonką Izą, którzy to na wyspie postanowili urządzić sobie miesiąc miodowy. Jakby tego było mało, do rodzinnego domostwa przybywa też siostra Wiktora, Stefania ze swoim kolejnym, młodym kochankiem, aby się odpowiednio zrelaksować.

W rodzinie Spyropoulosów nie dzieje się dobrze. Sporo między nimi pretensji i wzajemnej niechęci. Wiktor nie może darować żonie zdrady, której owocem jest zupełnie niepodobna do niego córka. Konstancja topi smutki w alkoholu, Sylwia źle się czuje wobec nieukrywanej do niej niechęci, a Krystian - choć oczko w głowie Wiktora - nie jest jednak na tyle inteligenty w oczach ojca, by stać się jego spadkobiercą. Stefania ma pretensje do brata, głównie o finanse, Wiktor ma kochankę, a służba, która zna już rodzinę Spyropoulosów od pokoleń, ma serdecznie dość niemiłej atmosfery, wiecznych krzyków i dąsów.

Niespodziewany zjazd wszystkich członków rodziny na wyspę staje się tylko ogniskiem zapalnym, do kolejnych kłótni i wylewania żali. Wszystko jednak przestanie mieć znaczenie w momencie, kiedy ginie pierwsza osoba. 

Ofiara najpierw znika bez śladu, a skoro przez nadchodzący sztorm Wyspa Ptaków zostaje odcięta od stałego lądu, musi na znajdować się na jej terenie. Później martwy zostaje znaleziony ktoś kolejny. Nikt w domostwie nie może czuć się bezpiecznie, a w świetle pretensji i oskarżeń, każdy członek rodziny staje się dla innych podejrzanym.  

I tak, jak u Agathy Christie, u Katarzyny Bereniki Miszczuk giną kolejne osoby. Wszyscy są podejrzani i nikomu nie można ufać. Kto stoi za zbrodnią na Wyspie Ptaków?

Powiem Wam, że tę historię czytało mi się całkiem nieźle. Nie jest to kryminalna historia z gatunku krwawych czy specjalnie przerażających. Jej sendo tkwi raczej w atmosferze i niepokojącym klimacie. Całkiem przyjemna lektura. 

Warto też wspomnieć, że jest to kryminalny debiut Autorki, a uwierzcie mi, na taki zupełnie nie wygląda. Z chęcią sięgnę po inne powieści pani Miszczuk, bo są one zapewne bardzo interesujące, skoro do Autorki na tegorocznych WTK ustawiła się z nimi kilometrowa kolejka po podpis.
Sardegna

"Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia" Dominik Szczepański, Piotr Tomza


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 320
Moja ocena : 6/6

Mam nadzieję, że nie znudziliście się jeszcze moimi wpisami na temat książek z kategorii literatury wysokogórskiej. To ostatnio moja ulubiona tematyka, więc sporo ich pojawiło się w ciągu ostatnich miesięcy. Powyższa książka będzie akurat jedną z moich zaległości i to taką sporą, bowiem "Nangę Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia" przeczytałam w grudniu 2016. Kiedy jednak kończyłam rok czytelniczy i robiłam podsumowanie na blogu, nie zdążyłam opisać jedynie tej książki, przełożyłam zatem wpis na jej temat na nowy rok. I tak oto, pół roku później...jest.

Książka ma dwóch autorów - dziennikarzy, zajmujących się sportem i tematyką wysokogórską: Piotra Tomzę i Dominika Szczepańskiego, którego to akurat miałam okazję poznać osobiście na spotkaniu autorskim w Tychach z Adamem Bieleckim. Dominik Szczepański jest współautorem "Spod zamarzniętych powiek", świetnej książki, jednej z najlepszych z tej kategorii, jaką przyszło mi czytać. Przed spotkaniem w Tychach zupełnie wyleciało mi z głowy, że na miejscu będzie także dziennikarz. W przeciwnym razie wzięłabym ze sobą "Nangę..." do podpisu. Na spotkaniu przyznałam się do tego, pytając pana Szczepańskiego, czy będzie może obecny na targach, żebym mogła swój błąd naprawić. Ten jednak stwierdził, że jego postać i książka nie są chyba na tyle popularne, żeby promować się na TK. Pozwolę się z tym stwierdzeniem nie zgodzić.

Tak, jak powiedziałam, książka składa się z przeplatających się relacji dwóch dziennikarzy, będących świadkami zdobywania po raz pierwszy Nangi Parbat zimą. Piotra Tomza towarzyszył wyprawie "Nanga Dream 2015/2016 Justice for all" od strony doliny Rupal, natomiast Dominik Szczepański przebywał w bazie z większą grupą himalaistów, próbujących zdobyć górę od strony doliny Diamir. 

Grupa "Nanga Dream", czyli ekipa młodych wspinaczy, niezrzeszonych z Polskim Himalaizmem Zimowym, pod kierownictwem Marka Klonowskiego, składa się z prawdziwych pasjonatów, ludzi pełnych werwy, wiary w sukces, ale jednak amatorów, w porównaniu z profesjonalnymi ekipami z doliny Diamir. Ta grupa próbuje zdobyć górę na własnych warunkach.

Paweł Dunaj, Michał Dzikowski, Paweł Witkowski, Tomasz Dobkowski, Paweł Kudła i Marek Klonowski, własnym sumptem, z dofinansowaniem społecznym, wielkimi chęciami i niepohamowaną energią, chcą po raz pierwszy wejść zimą na szczyt. Ich wyprawa, trochę spontaniczna, pełna jest pasji i opiera się raczej na dobrej zabawie niż na nacisku, że górę trzeba koniecznie w tym sezonie zdobyć. Jako że mało kto daje im większą szansę na powodzenie wyprawy, to tylko wzmaga w chłopakach chęć udowodnienia, że dadzą radę.

Po stronie Diamir wspinają się profesjonaliści. Cztery zespoły jednocześnie próbują po raz pierwszy zimą stanąć na szczycie Nangi. Ich poczynania obserwuje z pierwszej ręki Dominik Szczepański. Pierwszy zespół tworzy Adam Bielecki i Jacek Czech - para dobrze już znana. Adam Bielecki, zimowy zdobywca Broad Peak i Gasherbrum I oraz jego partner Jacek Czech, jego pierwszy instruktor wspinaczki, tworzą ekipę "Nanga Stegu Revolution 2015/16". Planują oni zdobyć górę stylem alpejskim, aklimatyzując się już wcześniej w Ameryce Południowej. 
Drugi zespół to Simone Moro i Tamara Lunger, mocny duet, opierający się na doświadczeniu Moro (jako pierwszy wszedł zimą na trzy ośmiotysięczniki) i młodości Tamary.
Trzeci skład to Alex Txikon, Daniele Nardi i Muhammad Ali Sadpara - ekipa "Nanga Parbat Winter Expedition 2015/2016".  Natomiast zespół czwarty to Tomasz Mackiewicz i Elizabeth Revol, para najbardziej ekstrawagancka, pełna sprzeczności, która o dziwo, świetnie się w górach dogaduje. 

I tak obaj dziennikarze, będący na miejscu w bazach po obu stronach góry, obserwują przez kilka miesięcy zmagania pięciu ekip z ośmiotysięcznikiem. Czas ten obfituje nie tylko w sukcesy i porażki wspinaczkowe, wzajemną współpracę i pozytywne relacje między uczestnikami, a także animozje, niedomówienia i swoistą rywalizację o pierwszeństwo na szczycie.

"Nanga Parbat. Śnieg, kłamstwa i góra do wyzwolenia" jest chyba pierwszą książką wysokogórską (z tych, które czytałam), opisującą himalaizm zimowy od tej niekoniecznie wzniosłej strony. Nie da się, w zapisie przygotowań do pierwszego zimowego zdobycia Nangi, nie zauważyć analogii do wyścigu, choć wszyscy zainteresowani temu zaprzeczają, wnioski nasuwają się same.

Powyższa książka ma dla mnie trochę inne znaczenie, niż wszystkie, dotychczasowo przeczytane w tym temacie. Jest taka trochę słodko - gorzka i burzy moją "równowagę emocji", jaką wywołuje w mnie literatura wysokogórska. Nie zmienia to jednak faktu, że oceniałam ją na 6 i wzbogacę nią mój zbiór książek o górach w domowej biblioteczce.

Sardegna

"Kiedy będziemy deszczem" Dominika van Eijkelenborg


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron:  432
Moja ocena : 6/6


Raz na jakiś czas trafia mi się zupełnie niepozorna książka. Historia, która z założenia ma być zupełnie przeciętna, ma za zadanie umilić mi czas i dostarczyć rozrywki na jeden wieczór. W rzeczywistości jednak okazuje się być czymś więcej. Czymś po prostu niesamowitym!

"Kiedy będziemy deszczem" to taka właśnie książka. Historia, reklamowana jako kryminał, czy nawet thriller, o dość średniej, sami przyznacie, okładce, okazuje się być genialną powieścią psychologiczną, ale faktycznie nie przemawiającą do każdego czytelnika. Jeżeli ktoś więc nastawi się na lekturę kryminalnego śledztwa i wartko toczącą się akcję, może się srogo rozczarować. "Kiedy będziemy deszczem" to leniwie tocząca się opowieść, ale z każdą kolejną stroną odkrywa ona przed czytelnikiem niesamowite emocje. Tak właściwie ta książka jest jedną, wielką, żarzącą się kulą emocji, sprytnie ukrytą między wierszami.

Mam jednak wrażenie, że powieść ta skierowana jest do konkretnej grupy odbiorców, do osób, które mogą z tą historią się w jakiś sposób zidentyfikować. W takim wypadku treść trafia do czytelnika z wielką siłą, z różnych powodów staje się wtedy dla niego ważna, bliska i może tkwić w świadomości na długo po zakończonej lekturze. Dla czytelników, którzy nie poczują tej "iskry", historia Ingi może się okazać po prostu nudna.

Ja osobiście należę do tej pierwszej grupy. I szczerze powiem "Kiedy będziemy deszczem" znajduje się póki co, na szczycie mojej liście najlepszych książek, przeczytanych w 2017 roku.

Inga nie miała łatwego dzieciństwa, kiedy więc zakochuje się ze wzajemnością w Marcu de Graaf, holenderskim studencie, nie namyślając się długo, postanawia opuścić kraj i zbudować szczęśliwe małżeństwo za granicą. Obecnie jest spełnioną trzydziestopięcioletnią kobietą, matką dwójki małych dzieci, która wraz z rodziną zamieszkuje przedmieścia jednego z holenderskich miast. Ta małżeńska sielanko to jednak tylko pozory.

Początkowy etap fascynacji i zakochania zmienia się w małżeńską rutynę, powtarzalne obowiązki, nudę i ... samotność. Marc sporo pracuje, pozostawiając żonie wolną rękę w opiece nad dziećmi i zajmowaniu się domem. Wolne weekendy, które mają być czasem wspólnie spędzonym, kończą się zazwyczaj pretensjami, wyrzutami i wieczorami spędzonymi w ciszy. Inga z każdym kolejnym dniem, zaczyna odczuwać większą frustrację, tęsknotę za kontaktem z przyjaznymi jej ludźmi i gniew na męża, że tak właśnie potoczyło się jej życie. 

Wszystko zmienia się jednak z chwilą, kiedy Inga poznaje Robina.... 

I nie. To nie jest historia o znudzonej małżeńskim życiem, kobiecie, która znalazła sobie kochanka. Ta opowieść niesie ze sobą coś znacznie więcej. Robin, który nie miał prawa stać się Indze bliski, okazuje się być człowiekiem, który zmienia w niej wszystko. Jest jej przyjacielem, powiernikiem, i bratnią duszą. Kimś, kto na nowo odkrywa w niej pasję i budzi pewność siebie. Ofiaruje jej coś niemożliwego, coś, o czym sama Inga dawno już zapomniała. I wszystko byłoby całkiem zwyczajne, gdyby nie to, że Robin ma ... no właśnie.

I właśnie o tym jest ta książka, choć gdzieś tam po drodze, a zwłaszcza w końcówce, krystalizuje się wyraźny wątek kryminalny (jak dla mnie, zupełnie poboczny i mógłby być zupełnie pominięty), to jednak w całej tej historii, ważniejsze okazuje się być coś innego. 

Jak to zwykle powtarzam: nie umiem dobrze pisać o genialnych książkach. Mam tylko nadzieję, że wystarczająco zachęciłam Was do sięgnięcia po "Kiedy będziemy deszczem" i odszukania w niej tego, co mnie tak poruszyło.


Sardegna

"Bajki filozoficzne" Michel Piquemal


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


 Wydawnictwo: Muchomor
Liczba stron: 72
Moja ocena : 5/6

"Bajki filozoficzne" to książka bardzo nietypowa. Składa się z kilkudziesięciu krótkich opowiastek, bajek, przypowieści, pochodzących z różnych rejonów świata, posiadających nawiązania do filozofii i religii różnych wyznań. 

Jak sam Michel Piquemal mówi we wstępie, bajki te mają dać alternatywę młodemu czytelnikowi i pokazać, że mądre opowiastki z morałem nie muszą tylko opierać się na postaciach magicznych, wróżkach, czarownicach, skrzatach, uczestniczących w walce dobra ze złem, ale mogą mieć zupełnie innych bohaterów. Piquemal przyznaje, że w dzieciństwie fascynowała go filozofia i to w jej szeregach postanowił szukać odpowiedzi na pytanie: czym jest dobro i zło.

Autor, tworząc swe bajki wykorzystał autentyczne nazwiska znanych filozofów, ale także postacie mityczne bądź pochodzące z wierzeń ludowych czy regionalnych tradycji. Korzystając z tych inspiracji, stworzył sześćdziesiąt krótkich, acz treściwych bajek filozoficznych, które mają za zadanie dać młodym czytelnikom odpowiedzi na różne pytania egzystencjalne. 

Poszczególne bajki nie są pogrupowane w daną tematykę. Ot, niektóre są tradycyjnymi opowieściami, pochodzącymi z danego regionu (Azji, Afryki, Bliskiego Wschodu), inne są w jakimś stopniu przypowieściami ludowymi, czasami powstałymi na bazie prawdziwych wydarzeń. Wszystkie dotykają ważnych, nie tylko dla młodego człowieka, spraw: życia, śmierci, dobra, zła, prawdy, wolności, porozumienia, mądrości, pragnienia, natury, wyrzeczenia, poznania, gniewu, zazdrości, pokusy czy świadomości. 

Dodatkowym atutem tych opowiastek są komentarze, umieszczone pod koniec każdej bajki, które "okiem filozofa" podpowiadają niejako temat do rozważań czy dyskusji w szerszym gronie.

"Bajki filozoficzne" niosą ze sobą wiele mądrości. Dzięki temu, że są bardzo krótkie, można je czytać po kilka na raz, aczkolwiek polecam jednak robić to pojedynczo. Jeśli osobiście zabierzecie się za książkę, naprawdę warto zatrzymać się po każdej opowiastce, odczytać na spokojnie komentarz i zastanowić się nad jej sensem. Czytając bajki na głos, koniecznie trzeba ją później przedyskutować i pozwolić dzieciom, by własnymi słowami wyjaśnili jej istotę. 

Historyjki te niosą uniwersalny przekaz, nie tracą więc na aktualności i autentyczności. Im dzieci starsze, tym coś innego znajdują w nich dla siebie. Nie wspomnę już, że dorośli czytelnicy również odnajdą w nich ważne kwestie, zawsze warte głębszego przemyślenia. 

Polecam serdecznie powyższy tom, ale także pozostałe, autorstwa Michela Piquemala, dotykające innych sfer życia ("Świat mitologii", "Jak żyć razem", "Jak żyć na ziemi", "Opowieści mędrca Sofiosa").

  Sardegna

"Skrzat" Waldemar Cichoń


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

 
Wydawnictwo:  Wydawnictwo Żwakowskie
 Liczba stron: 80 
Moja ocena : 5/6


Śląscy Blogerzy Książkowi po raz pierwszy objęli patronatem medialnym książkę dla dzieci. Jest nią "Skrzat", opowieść dla najmłodszych autorstwa pana Waldemara Cichonia, śląskiego pisarza, znanego głównie z serii o kocie Cukierku ("Cukierku ty łobuzie!", "Popraw się Cukierku", "Nie martw się Cukierku)

Autor wydał właśnie nową książkę, która pozornie może się wydawać zwyczajną, bajkową historyjką o krasnalu, dla młodszych dzieci, tak naprawdę jest jednak opowieścią z morałem dla tych nieco starszych.

Trzeba przyznać, że "Skrzat" wyróżnia się oryginalnością. Tytułowy ludzik o dźwięcznymi imieniu Rymosław nie jest takim typowym skrzatem, którego możemy znać z popularnych bajek czy kreskówek. Po pierwsze, non stop mówi wierszem, po drugie, nie jest zbyt urodziwy, ani też specjalnie miły, a po trzecie, cierpi na przedziwną przypadłość bycia skrzatołakiem.  

Ale po kolei. Tomek ma dwanaście lat i nie jest zbyt dobrym uczniem. Nie poświęca szkole za wiele uwagi, nie zależy mu też specjalnie na ocenach. W momencie krytycznym, kiedy zagrożenie z przyrody jest już niemal pewne, chłopak musi zrobić zielnik, żeby zdać do następnej klasy. Wędruje więc po lesie, niszcząc co popadnie i narzekając na nauczycielkę, szuka odpowiednich roślin do swej pracy domowej. Po drodze natyka się na skrzata Rymosława, któremu, przy okazji deptania po lesie, zniszczył schronienie. Zabiera więc go, w ramach rekompensaty, do domu i tak zaczyna się jego niesamowita przygoda ze skrzatem w roli głównej. 

Rymosław świetnie dogaduje się z kotem Tomka, doskonale rymuje, potrafi znikać na zawołanie, czytać w myślach i grać w szachy. Umie też robić zamówienia przez internet, ale kiedy dopada go przypadłość bycia skrzatołakiem, strach pada na całe osiedle! 

Przyjaźń z krasnalem zmienia diametralnie życie Tomka, i to na lepsze. Dziwna jest to sprawa, bowiem, co ciekawe, sam Rymosław jest humorzastą i niezbyt miłą postacią, a będzie miał ogromny wpływ na zachowanie chłopca w pozytywnym tego słowa znaczeniu.

"Skrzat" to przyjemna opowiastka dla dzieciaków. Tym młodszym sprawia frajdę i bawi (z doświadczenia mogę powiedzieć, że najbardziej śmieszą rymowane wypowiedzi Rymosława), starszym natomiast lektura może przynieść coś więcej, niż tylko dobra zabawę. Książka ma jednak jedną sporą wadę, w przypadku kiedy dzieciaki są bardzo zaciekawione historią: jest tomem pierwszym i kończy się w najmniej oczekiwanym momencie. Kiedy więc czytelnik dochodzi do sedna sprawy, do najciekawszego motywu w opowieści, musi obejść się smakiem i zostaje mu czekać na tom drugi.

Czy polecam "Skrzata"? Oczywiście! Choć jest to zupełnie inna historia, niż przygody kota Cukierka, można dopatrzeć się w sposobie prowadzenia opowieści, charakterystycznego stylu pana Waldemara Cichonia. Jedyne poważne zastrzeżenia mam do grafiki. Gdybym nie znała Autora, jego twórczości, okładka książki i wizerunek skrzata, jakoś specjalnie nie przyciągnęłyby mojego wzroku i nie zachęciły do lektury. Dzieci także są wzrokowcami, a stwierdzenie moich, po zakończonej lekturze: "fajna ta książka, a nie wyglądała na taką", również daje do myślenia. Poza tym jednym mankamentem uważam, że jak najbardziej warto poznać bliżej Tomka i Rymosława i przekonać się, co przygotował dla nich Autor w kolejnym tomie.

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - maj


posted by Sardegna on

18 comments

Widzicie dramatyzm tej sytuacji? Dzisiaj jest 16 czerwca, a ja publikuję post z nowościami majowymi. To opóźnienie świadczy o tym, że nie wyrabiam. W maju przeczytałam, o zgrozo, tylko dwie książki (kryminał "Pustułka" Katarzyny Bereniki Miszczuk oraz "Nieosiągalną" Madeline Sheehan, czyli ni to romans, ni to erotyk, o którym dowiecie się więcej klikając w link). W maju odwiedziłam WTK, o których możecie poczytać TUTAJ. Tam też znajdziecie dokładną listę moich targowych zakupów.

Miesiąc obfitował też w inne, nietargowe nowości, które, z braku czasu na wszystko, tylko odkładałam na półkę, nie próbując nawet się za nie zabierać. Na szczęście sporo w tych stosach znalazło się książek dla dzieci, więc nie mam jakoś specjalnych wyrzutów sumienia.


"Amelia i Kuba. Stuoki potwór" oraz "Amelia i Kuba. Tajemnica dębowej korony" Rafala Kosika - od Powergraphu
"Zapisane w wodzie" Paula Hawkins - od Świata Książki
"Ucieczka na szczyt" Bernadette McDonald - od Agory


"Sendo sprawy" Grahama Green - kolejny brakujący tom do mojej kolekcji GW XX - prezent
"Anielski kokon" Karolina Wilczyńska - zakup własny
"Szewc z Lichtenrade" Andrzej Pilipiuk - prezent od Agnieszki - dziękuję!


"Pole krwi" Denise Mina
"Pięćdziesiąt twarzy Greya" E.L. James - zakupy po 1 zł w bibliotece

Reszta to książki dla dzieci:


Książkowy prezent na Dzień Dziecka od Egmnotu:
"Suarez", "Cuda niewidy" oraz książeczki z naklejkami "Star Wars"


Podobnie, jak komiks "Dwanaście prac Asterixa" - od Egmontu



"Graczki. Zabawki i zabawy śląskie" Marka Szołtyska - to akurat efekt udziału Dziewięciolatki w spotkaniu autorskim z pisarzem. 


Na koniec, cały zestaw książkowych prezentów dla moich dzieci, od znajomych, których pociechy już z tych książek wyrosły:

"Bracia Lwie Serce" Astrid Lindgren
"Sposób na Alcybiadesa" Edmund Niziurski
"Anaruk, chłopiec z Grenlandii" A.Cz. Centkiewiczowie
"Władca Lewawu" Dorota Terakowska
"Przygody Tomka Sawyera" Mark twain
"Tajemniczy ogród" Frances H. Burnett
"Akademia pana Kleksa" Jan Grzechwa
"Wilka, większa i największa" Jerzy Broszkiewicz
"Cierpienia młodego wampira" Tim Collins

Powiem Wam, że czerwiec nie wygląda lepiej. Jak na razie mam za sobą dwie książki (w tym jeden audiobook), jedną zaległość właśnie kończę, trzy inne są pozaczynane. Nie mam pojęcia, jak będą wyglądały statystyki pod koniec miesiąca, ale raczej nie spodziewam się cudów. Na szczęście lipiec już za pasem, a wtedy będę mogla się czytelniczo wyżyć!

Sardegna

"Florystka" Katarzyna Bonda


posted by Sardegna on , , , , ,

7 comments

Wydawnictwo: Muza
audiobook: czas trwania 22 godziny 30 minut
Moja ocena : 5/6
lektor: Marek Bukowski
 
Parę dni temu skończyłam odsłuchiwać "Florystkę", czyli ostatnią część trylogii Katarzyny Bondy, z Hubertem Meyerem w roli głównej, i powiem Wam, że dziwnie mi z tą aktualną ciszą na słuchawkach, bowiem ostatnie trzy miesiące spędziłam w towarzystwie profilera i lektora, pana Marka Bukowskiego. Trudno mi jakoś teraz przestawić się na inną historię, choć w planach mam "Osiedle marzeń" Wojciecha Chmielarza. 

W każdym razie, wracając do "Florystki", po rewelacyjnej "Sprawie Niny Frank" i nieco słabszym tomie "Tylko martwi nie kłamią", rozgrywającym się na Śląsku, część trzecia wzbudziła we mnie bardzo mieszane uczucia, które postaram się ubrać w słowa (o moich dokładnych wrażeniach z lektury części pierwszej i drugiej, przeczytacie klikając w odpowiednie linki TU i TU). 

Akcja powieści rozpoczyna się praktycznie tuż po zakończeniu historii z "Tylko martwi ...". Meyer, który z sukcesem zaangażował się w sprawę wyjaśnienia śmierci śmieciowego Barona Johanna Schmitta, zostaje od razu zaproszony do udziału w kolejnych akcjach. Niestety jedna z nich kończy się fiaskiem, a jego profil zabójcy zupełnie mija się z prawdą. Upokorzony i zdegradowany Meyer postanawia wycofać się z pracy w policji i zaszywa się w rodzinnej wsi, niedaleko Białegostoku. W ciszy na odludziu, próbuję coś zrobić ze swoim życiem, ima się różnych zleceń, a wszystko do czasu, kiedy jego dawny znajomy z białostockiej policji prosi o pomoc w przesłuchaniu kobiety zamieszanej w zaginięcie dziecka.

Zosia Sochacka, dziewczynka pochodzenia romskiego, znika w centrum Białegostoku. Pierwszą podejrzaną jest matka, ale z czasem na jaw wychodzą inne powiązania, zwłaszcza niepokojące podobieństwo do sprawy sprzed pięciu lat, dotyczącej zabójstwa nastoletniego Amadeusza Jekela.

Meyer początkowo niechętny, w końcu angażuje się w sprawę, współpracując ze swoją dawną kochanką. Lena Pawłowska, która uczy się być profilerem i upatruje w pracy z Hubertem szansę na swoją karierę. Z czasem jednak jej plany ulegają znacznej zmianie, podobnie jak samo zaangażowanie w relację z Meyerem.

Duet profilerów, w obu sprawach zaginięcia Zosi i Amadeusza, odkrywa wiele podobieństw. Dzieci były uczniami szkoły muzycznej, mieszkały w pobliżu siebie, a ich codzienne rytuały dnia splatały się w nieciekawej okolicy osiedla Dziesięciny. Meyer odnajduje jeszcze więcej podobieństw pomiędzy nimi, śledzi też sytuację rodzinną Zosi i Amadeusza, odkrywając co chwilę szokujące fakty. W rodzinie dziewczynki źle się dzieje, natomiast jeszcze gorzej jest u matki Amadeusza, Aleksandry Jekel, miejscowej florystki, która wydaje się być opętana myślą o zmarłym synu.

Przełomem w śledztwie okazuje się odkrycie powiązanie zabójstwa w windzie pewnej dziewczyny, ze sprawą dzieci. Kto stoi za zaginięciem Zosi Sochackiej? Co tak naprawdę stało się przed laty z Amadeuszem? I najważniejsze pytanie: czy florystka naprawdę jest opętana przez ducha zmarłego syna? 

Tak, jak napisałam na początku, "Florystka" na pewno jest ciekawsza od tomu drugiego, ale zdecydowanie gorsza od "Sprawy Niny Frank". Teoretycznie jest to kryminał, ale sam wątek zabójstwa jest tutaj poboczny, zwłaszcza w drugiej części książki schodzi on na dalszy plan. Jak dla mnie, niestety cała fabuła nieco się rozchodzi. Początkowo najważniejsza jest sprawa zaginięcia Zosi, ale gdzieś po dwudziestym rozdziale zostaje to odstawione na boczny tor na rzecz rozwiązania śmierci Amadeusza Jekel. Meyer z Leną zajmują się także dogłębnie tytułową florystką i jej przeszłością. Ja to wszystko rozumiem. Te sytuacje mają ze sobą związek, ale ich połączenie mogło być jakoś bardziej logiczne, a wprowadzane do fabuły bardziej płynnie. Cały początek dotyczący Zosi i jej rodziny, urywa się w pewnym momencie i zostaje podsumowany jednym akapitem w ostatnim rozdziale. Zakończenie też nie do końca mnie satysfakcjonuje. Niby jest zaskakujące, ale jakby trochę nielogiczne. Im bliżej końca, tym więcej zgrzytów odczuwałam. 

"Florystka" to kryminał z bardzo rozbudowanym wątkiem obyczajowym. I to generalnie mi nie przeszkadza, sporo jednak w książce poświęcono kwestii utraty dziecka i kondycji psychicznej matki po tej stracie. Dla mnie z zasady to trudny temat, więc książka okazała się być po prostu bardzo, bardzo smutną powieścią, która kryminałem była tylko przez pierwsze kilkadziesiąt stron, a potem stała się tylko, albo aż, powieścią psychologiczno - obyczajową, o niełatwej tematyce, na którą niekoniecznie miałam ochotę.

Nie twierdzę że "Florystka" Katarzyny Bondy, a także pierwsze dwie części trylogii są złe, bo tak nie jest. Świadczą o tym zresztą moje pozytywne oceny dla wszystkich tomów. Jednak ich ogromna objętość, wynikająca z wielostronicowych opisów codziennych czynności i rozważań bohaterów nie na temat, nic nie wnoszących do sprawy, sprawia, że czytanie/odsłuchiwanie momentami nuży, a określanie ich szumnie najlepszymi polskimi kryminałami, jest dla mnie zdecydowanie na wyrost.

Sardegna

Z okazji Dnia Dziecka - Już czytam sam! #10


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments

Zapraszam na #10 odsłonę cyklu "Już czytam sam!", a dobrym pretekstem do tego będzie dzisiejsze święto. Z okazji Dnia Dziecka na wielu blogach pojawią się zapewne wpisy na temat książek dziecięcych. Może zainspirują one kogoś z Was do zaopatrzenia się w konkretne tytuły i podsunięcia je małym czytelnikom, nie tylko z okazji ich święta. Moje osobiste dzieciaki dostały rano książkowy prezent. Jaki? Pokażę go dokładnie we wpisie stosikowym, podsumowującym maj, a póki co, zapraszam do zerknięcia, co samodzielnie czytała ostatnio moja Dziewięciolatka.

  Wydawnictwo: Jedność
Liczba stron: 200
Moja ocena : 5/6

Cecylka Knedelek to bohaterka znana już moim dzieciom z opowiadań pani Joanny Krzyżanek, które czytaliśmy już jakiś czas temu. Powyższa książka różni się jednak gabarytowo od tych, z którymi już mieli do czynienia - jest ona bowiem pełnowymiarową książką, a nie mini, 50 - 70 stronicową, książeczką. Formuła "Dobrych uczynków..." też nieco różni się od TEJ i TEJ Cecylkowej opowiastki. Owszem, jest zabawna, utrzymana w podobnym tonie, ale składa się z kilkunastu odrębnych historyjek, które dopiero po przeczytaniu całości oddają jej charakter i ukazują morał. 

W tej książeczce Cecylka pokazuje dzieciom, że robienie dobrych uczynków może być prawdziwą przyjemnością i sprawiać wielką frajdę. Cecylka odnajduje na strychu dziennik tajemniczej Eleonory, z którego dowiaduje się, że dziewczynka spędziła wakacje bawiąc się w "Niewidzialną Rękę". Będąc taką nierzucającą się w oczy pomocnicą, bezinteresownie, przez dwa miesiące, wspierała mieszkańców Starego Knedelkowa w różnych, codziennych sprawach. Cecylka i gąska Walerka postanawiają pójść w jej ślady i również stać się takimi wolontariuszkami. Wraz ze swoimi przyjaciółmi: Antkiem, Lusią, Lucią, Joasią angażują się w życie mieszkańców miasteczka, niosąc pomoc i wsparcie najbardziej potrzebującym.

Każde opowiadanie dotyczy jakiegoś innego, dobrego uczynku, a Cecylka swoim zachowaniem uświadamia, że pomagając innym można naprawdę dobrze się czuć. Podsumowaniem każdego rozdziału jest właśnie taka "złota myśl", pokazująca, jak fajne jest pomaganie: "Kiedy (tutaj pada hasło udzielenia konkretnej pomocy), czułam się tak, jakbym jadła ciasteczko z leśnymi poziomkami". I moim dzieciom podobała się ta konwencja książki oraz motto każdego rozdziału, które zazwyczaj kończyli na głos, zanim doczytałam opowieść do końca. 

W moim odczuciu pełnowymiarowe "Dobre uczynki Cecylki Knedelek" są o wiele fajniejszą lekturą, niż krótkie opowiastki z tą bohaterką w roli głównej. W każdym razie, dla starszych dzieci.



Wydawnictwo: Wilga
Liczba stron: 152
Moja ocena : 4/6

 
"Mela zawsze pomoże", autorstwa pani Agnieszki Stelmaszyk, była druga książeczką, którą czytaliśmy na zmianę z Cecylką, żeby nie było monotonnie. Ta opowiastka powstała prawdopodobnie na fali popularności serii "Zaopiekuj się mną". Tradycyjnie, jest uroczy pupil (w tym wypadku suczka bernardynka), któremu przydarza się jakiś dramat (Mela zostaje porzucona w lesie). Są dzieci, które bezgranicznie chcą mieć zwierzątko, ale rodzice się na to nie zgadzają, jednak w końcu ulegają namowom i do domu trafia ten oto zwierzak. W końcu, gdy już do pełni szczęścia nikomu niczego nie brakuje, coś się złego wydarza (np. dzieci postanawiają pójść w niebezpieczne miejsce i jedno z nich się gubi). Na szczęście jest z nimi pupil, dzięki któremu wszystko skończy się dobrze.

Naprawdę nie mam większych zastrzeżeń do tego typu historii. W końcu uczą one dzieci odpowiedzialności za zwierzątko, pokazują, że domowe pupile to nie zabawki, no i zawsze mają jakiś morał. Jednak mają też jedną podstawową wadę: są do bólu powtarzalne. Można więc przeczytać kilka takich historyjek, ale po którejś kolejnej można już autentycznie oszaleć! Dzieci też po czasie czują nimi znużenie, dlatego jeśli już chcecie czytać zwierzęce historyjki, to tylko jako przerywnik innej lektury.

A co czytają aktualnie Wasze dzieciaki? No i najważniejsze: pochwalcie się książkowymi prezentami na Dzień Dziecka!
 
Sardegna