"Klin" Joanna Chmielewska


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Kobra
Liczba stron:  222
Moja ocena : 4/6

W życiu bym nie powiedziała, że kiedy wezmę się w końcu za wyczytywanie półek we własnej, przepełnionej biblioteczce, to zacznę od Joanny Chmielewskiej. Nie żebym była jakoś uprzedzona do książek tej autorki, ale miałam do nich kilka podejść i nie wszystkie okazały się udane. Zaczęłam od "Rzezi bezkręgowców" i to była kula w płot. Potem miałam dłuższą przerwę i przełamałam się dopiero chwalonym i polecanym "Lesiem", który faktycznie bardzo mi się podobał i ubawiłam się nim przednio. Później sięgnęłam po kilka słuchowisk nagranych na podstawie powieści autorki ("Całe zdanie nieboszczyka", "Dzikie białko", "Zapalniczka", "Klin", "Krowa niebiańska"), które, choć dość przyjemne, są wersją mocno okrojoną, więc dalej nie było to to, czego oczekiwałam.

Przez lata w mojej biblioteczce zebrało się kilka tytułów Joanny Chmielewskiej, a ponieważ niezbyt orientuję się w ich przynależności do serii, stwierdziłam, że najbezpieczniej będzie zacząć od "Klinu".

Joanna jest nieszczęśliwie zakochana w pewnym panu z pokoju hotelowego o numerze 336 i próbuje się z nim skontaktować, choć właściwie zastanawia się, czy dzwonić, czy jednak tego nie robić, w trosce o swoje zdrowie psychiczne. W podjęciu decyzji pomaga jej przyjaciółka, a także pewna osoba trzecia, która nieoczekiwanie włącza się do rozmowy telefonicznej prowadzonej przez kobiety.

Rozmówcą jest intrygujący pan o miłym głosie, z którym Joannie bardzo fajnie się rozmawia. Co ciekawe, mężczyzna dzwoni do niej jeszcze kilkakrotnie, a ich przypadkowe spotkanie na łączach przeradza się w interesującą znajomość i telefoniczny flirt. Joannie tak miło spędza się czas na pogawędkach z miłym nieznajomym, że przechodzi jej przez myśl, aby tamtą, starą miłość wybić sobie z głowy i zabić klin klinem, co też niezwłocznie robi umawiając się z tajemniczym rozmówcą na spotkanie w realu.

Randka na żywo, choć bardzo krótka, tylko potwierdza ich pokrewieństwo dusz. Niestety mężczyzna bardzo szybko się ulatnia tłumacząc pilnymi obowiązkami i na dłuższy czas znika z życia Joanny. Ponieważ kobieta nie wie nic o swoim telefonicznym znajomym, nie zna nawet jego imienia, postanawia wykorzystać posiadany dryg detektywistyczny, odszukać mężczyznę i utrzeć mu nosa. Nie wyobraża sobie bowiem, że facet mógłby ją ignorować i zostawić bez słowa wyjaśnienia, skoro ona tak mocno zaangażowała się w tą znajomość.

Bohaterka decyduje się zrobić wszystko, aby odkryć tożsamość mężczyzny, co okazuje się niespecjalnie trudne, kiedy jego męski i charakterystyczny głos usłyszy pewnego dnia w radio.

Prawdziwe problemy zaczynają się jednak w momencie, kiedy Joanna zaczyna odbierać serię dziwnych telefonów z zaszyfrowanymi wiadomościami. Początkowo uznaje to za żart i podejmuje grę z rozmówcą, z czasem jednak orientuje się, że to prawdopodobnie nie jest zabawa, tylko grubsza akcja o nielegalnym charakterze, i że zamieszany w nią jest jej nowy znajomy.

Tym oto sposobem, oczywiście zupełnie przypadkowo, Joanna wplątuje się w groźną aferę, której początkowo nie jest świadoma. Z czasem jednak, gdy niebezpieczeństwo stanie się jak najbardziej realne, na reakcję może być już trochę za późno...

Na swój sposób podobał mi się "Klin", choć nie śmieszył tak bardzo, jak "Lesio". Ma jednak parę fajnych momentów i może okazać się miłym, czytelniczym umilaczem. Przeczytanie tej powieści zajęło mi dosłownie dwa wieczory, więc cieszę się, że udało mi się sięgnąć po ten tytuł, zwłaszcza, że czekał na swoją kolej wiele lat na mojej półce.

Dlatego też uważam powrót do prozy Chmielewskiej za raczej udany, chociaż zdaję sobie sprawę z tego, że "Klin" jest mocno specyficzną historią, pokręconą, chaotyczną, w której dużo się dzieje i nie wszystko jest od razu od jasne i zrozumiałe, zwłaszcza na początku. Z czasem jednak, kiedy czytelnik wkręci się w tą opowieść, będzie świetnie bawić się w czasie lektury, bo Chmielewska to mistrzyni żartów sytuacyjnych i gry słownej, a w tej historii żonglerka językowa i związane z nią niedomówienia są bardzo istotne.
Jestem przekonana, że przeczytam jeszcze nie jedną książkę Chmielewskiej, tym bardziej, że dostałam od czytelników bloga kilka podpowiedzi co do tego, który tytuł czytać, jako następny, a który lepiej pominąć.


Sardegna

"Trucizna" Andrzej Pilipiuk


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Fabryka Słów
Liczba stron:  351
Moja ocena : 5/6

"Trucizna" Andrzeja Pilipiuka to siódma część serii przygód Jakuba Wędrowycza, bohatera jakże wyjątkowego, bimbrownika, egzorcysty, kłusownika, znawcy kultury wszelakiej, historii, zwolennika tradycji i odwiecznego wroga rodu Bardaków. Jakuba albo się kocha, albo nienawidzi. Ja kocham, choć nie jest to najłatwiejsza miłość.

Ten tom jest ostatnim, którego brakowało mi w mojej kolekcji przygód JW, mogę więc się pochwalić, że przynajmniej jedną serię, uzupełnioną i doczytaną do końca, ogarnęłam w tym roku. Co ciekawe, egzemplarz "Trucizny" jest dość trudny do zdobycia, osiąga czasami zawrotną cenę. Mnie udało się ją zakupić w bardzo okazyjnej cenie na Vinted.

"Trucizna" składa się z krótkich opowiadań, co różni ją od większości pozostałych tomów złożonych z kilku mini form i jednego dłuższego opowiadania, będącego niemalże odrębną powieścią.

Niektóre historie podobały mi się bardziej, inne mniej, jednak przez to, że są takie krótkie, nie umiem wyróżnić żadnego z nich jakoś szczególnie.

"Psikus" to przygoda Jakuba i Semena, którzy robią lokalnej policji tytułowego psikusa, rzucając urok na przedmioty mieszkańców Wojsławic, przez nich skonfiskowane. "Czortek" opowiada o pewnym diable, który pod wpływem Jakuba zamienia piekło na niebo, w "Duchu" Wędrowycz pozbywa się ducha enkawudzisty, "Smok" natomiast, to ciekawa, alternatywa historii smoka wawelskiego i króla Kraka, którą opowiada Maciusiowi jego dziadek Jakub.

W "Stajni" bohaterowie będą musieli zmierzyć się z zadaniem oczyszczenia stajni na miarę pracy Herkulesa w wyzwaniu ze stajnią Augiasza, "Trucizna" to opowieść o tym, jak Jakub wprowadza do wody pitnej w Wojsławicach pewien tajemniczy składnik, "Szczęki" są spotkaniem z Wróżką Zębuszką, choć mocno odbiegającą od wizerunku, jaki kojarzymy, "Goście" to przygoda Jakuba i Semena, którzy rozpracowują rodzeństwo chłopołaków, na co dzień wykształconych ludzi, raz na miesiąc przemieniających się w chłopów i bratających się ze swoimi pańszczyźnianymi.

"Posterunek" to misja Jakuba i Semena w Iraku, gdzie bohaterowie trafiają przez przypadek z zadaniem "bimber za trotyl", we "Flaszce" odzyskują zaginiony przed laty artefakt - magiczną butelkę produkującą najlepszy na świecie bimber, w "Czarnym punkcie" Jakub rozwiązuje sprawę newralgicznego miejsca a drodze, a "Fuszerka" to historia plag egipskich pojawiających się w Wojsławicach.

"Spotkanie z pisarzem" opowiada o tym, jak Jakub i Semen podążając za wampirami trafiają na Falcon, na spotkanie z Wielkim Grafomanem, w "Diecie wieczornej" Maciek mści się na nielubianym nauczycielu, wpraszając się w jego sny, w "Hrabim" bohaterowie nawiązują współpracę z widmem hrabiego, który nawiedza knajpę w Wojsławicach, a "Kura" to opowieść o wkręceniu Bardaków w legendę o kurze znoszącej złote jaja.

W "Sztandze" Jakub i Semen idą na siłownię, "Lazaret" to wspomnienie młodości Wędrowycza, kiedy to pomagał ojcu w pracy w wojskowym szpitalu, a "Lusterko" to historia Bardaka, który namawia bohaterów, aby ci poszukali pradawnego artefaktu spełniającego życzenia i pomogli wygrać mu w totolotka. Ostatnie opowiadanie to "Wybory", czyli walka o władzę w Wojsławicach, która kończy się w sposób nieprzewidywany.

Po lekturze "Trucizny" uplasowałabym ją gdzieś w połowie stawki. Nie przebija humorem pierwszych czterech części serii ("Kroniki Jakuba Wędrowycza", "Czarownik Iwanow", Weźmisz czarno kure", "Zagadka Kuby Rozpruwacza"), przypomina raczej pozostałe tomy, które podobały mi się nieco mniej. Niemniej jednak, nadal jestem fanką przygód JW i z chęcią sobie je kiedyś odświeżę.


Sardegna

10 książek, w których głównym bohaterem jest zwierzę


posted by Sardegna on

No comments

Idąc za ciosem popularności ostatniego wpisu o 10 książkach, które mrożą krew w żyłach, przygotowałam zestawienie 10 książek, w których głównym bohaterem jest zwierzę. Pies, kot, ale też wilk, wąż i ... tyranozaur. Zapraszam do lektury!


"Był sobie pies 2" B.C.Cameron 

Bardzo sympatyczna, ciepła i wzruszająca, ale w sposób zupełnie niemedialny, powieść, która wśród miłośników zwierząt, a szczególnie właścicieli psów, z pewnością wywoła jeszcze więcej intensywnych emocji. Oprócz warstwy emocjonalnej, ważne jest to, nie jest to tylko historyjka o psim przyjacielu. Można w niej znaleźć także wiele wątków opisujących niełatwe relacje międzyludzkie, które wcale nie są przedstawione w sposób pobieżny. To jest naprawdę ciekawa sprawa, że w powieści pozornie tak banalnej można znaleźć tak poważne treści.

"Psiego najlepszego" B.C.Cameron 

To przeurocza książka! Szkoda, że jest tak niewielkich rozmiarów, ma zaledwie 280 stron, bo czyta się ekspresowo (mnie osobiście zajęło to ze dwie godziny), a po lekturze czuje się wielki niedosyt, że to już koniec! Bardzo chciałam pobyć jeszcze chwilę w świecie wykreowanym przez Autora, towarzyszyć Joshowi i jego gromadce szczeniąt, przeżyć z nimi nie tylko święta, ale również wiosnę i koniecznie dowiedzieć się, jak dalej zmieni się ich życie. Pomysł na fabułę, czas akcji, czyli śnieżne święta Bożego Narodzenia, nieco zagubiony główny bohater, oraz, co najważniejsze, szczeniaczki - słodziaczki, nadają się idealnie do tego,  aby przenieść i tą powieść Autora na duży ekran.

"Kanion tyranozaura" Douglas Preston 

To indywidualna powieść Douglasa Prestona, poprzedzająca "Nadciągającą burzę". Jest to przygodowo kryminalna opowieść z nutką grozy, którą czyta się ekspresowo. Jest emocjonująco, akcja toczy się dynamicznie, a bohaterowie balansują między chęcią przeżycia przygody, a unikaniem realnego niebezpieczeństwa. Gdzie w tym wszystkim zwierzę? Tytułowy tyranozaur jest bardzo ważnym elementem fabuły, bo to jego znalezisko zelektryzuje nie tylko świat nauki, archeologów, biologów, ale także poszukiwaczy i handlarzy skamieniałości.

"Ja cię kocham, a ty miau!" Katarzyna Berenika Miszczuk

W stylowym dworku na odludziu, ma odbyć się finał konkursu, którego nagrodą jest olbrzymi spadek po gospodarzu i organizatorze tego wydarzenia, ekscentrycznym marszandzie, Stefanie Śmietańskim. Wśród finałowej dziesiątki jest Alicja, która choć na co dzień zajmuję się ilustrowaniem książek dla dzieci, tak naprawdę tworzy piękne akwarele. Do dworku przybywa ze swoim kotek brytyjskim, Lordem, charakternym indywidualistą, który postanawia zrobić wszystko, co będzie trzeba, aby jego ukochana pani wygrała ten konkurs. Z wrodzonym wdziękiem i inteligencją czyni pewne kroki, żeby to prace Alicji zyskały sympatię gospodarza. Do tego odkrywa tajne przejście, dzięki któremu może niezauważony przez nikogo wymykać się z pokoju i spokojnie kręcić po posiadłości. Kiedy więc przypadkowo natrafia na zwłoki jednego z artystów, postanawia przeprowadzić prywatne śledztwo i odkryć, kto jest tym złym i ma niecne plany wobec jego Ali. Lord jest największym atutem tej książki, która dzięki temu stała się jedną z fajniejszych komedii kryminalnych, jakie czytałam. Bardzo dobrze sprawdza się też audiobook, a lektor, pan Leszek Filipowicz świetnie oddaje charakter kota i nadaje całej historii specyficznego, trochę tajemniczego, ale jednocześnie zabawnego, klimatu.

"Dom węży" Mateusz Lemberg 

Zaznaczam, że ten thriller na pewno nie będzie podobał się każdemu. Nie dość, że jest to kawał mocnej literatury, z motywem mordercy, który porywa i brutalnie morduje młode kobiety, a takie historie, jak wiadomo nie trafiają do wszystkich czytelników, do tego, psychopata porywający kobiety, za swój znak rozpoznawczy i atrybut uznaje węże, a dokładnie kobry. Węże są ważnym elementem tej opowieści, są one też dość sugestywnie opisywane, stąd też zdaję sobie sprawę, że jeżeli jakiś czytelnik boi się tych zwierząt lub ma przed nimi jakiś inny nieuzasadniony lęk, to książka na pewno mu się nie spodoba. Powieść ma kilka naprawdę mocnych momentów, stąd też uprzedzam, że niektórzy co wrażliwsi czytelnicy mogą mieć z tym problem.

seria "Jak wytresować kota?" Dawid Ratajczak 

Poradnik - nieporadnik którego lektura sprawia olbrzymią frajdę i satysfakcję. W sposób humorystyczny, lekki, łatwy i przyjemny tłumaczy on zachowanie kota i jego niektóre zwyczaje, mówiąc o opiece nad tym wyjątkowym zwierzęciem, ale z  wielkim przymrużeniem oka, stąd też lektura tej książki bardziej jest dobrą zabawą, niż konkretną informacją na temat wychowania kota. Powiedziałabym nawet, że dzięki prostemu, humorystycznemu przekazowi, poradnik ten jest bardziej przeznaczony dla dzieci, niż dla dorosłych. Stąd też starsi czytelnicy, którzy zdecydują się po nią sięgnąć muszą być świadomi żartobliwego przekazu, kiedy już jednak zdecydują się na poznanie "tajemnicy wytresowania kota" gwarantuję, że będą się świetnie bawili! 

seria "Mamy morderstwo w Mikołajkach" Marta Matyszczak

Pierwszy tom serii Marty Matyszczak, przypominający formułą kryminały z psem Guciem w roli głównej, z tym, że zamiast kundelka, rzeczywistość komentuje kotka Burbur. Nie zajmuje się ona może prowadzeniem śledztwa, tak jak to robił Gucio, bardziej komentuje to, co widzi wokół, co często podpowiada czytelnikowi pewne fakty. Natomiast, co ważne, jej sposób narracji mocno różni się od tej, prezentowanej przez psa, co może okazać się niezłym szokiem dla czytelników serii o Szymonie Solańskim. Z jednej strony jest to dla mnie logiczne, kot to nie pies (kto ma kota, ten wie), może być bestią z piekielnym charakterkiem, więc spokojnie umiem sobie wyobrazić, że Burbur tak właśnie patrzy na świat i w tak bezczelny sposób komentuje rzeczywistość (tekst, że "Ojciec Chrzestny może mi kuwetę czyścić" rozwala system!), z drugiej jednak, nie każdemu czytelnikowi taka bohaterka może przypaść do gustu.

"Pies, który nas odnalazł" Jagna Kaczanowska 

Uwielbiam książki, które okazują się dla mnie bardzo miłym zaskoczeniem. Miałam dostać schematyczny, psi wyciskacz łez, a otrzymałam mądrą, prawdziwą opowieść o trudnych relacjach rodzinnych, w których Fred, bezdomny, chory zwierzak, który trafia pod dach rodziny dwunastoletniej Poli, jest właściwie tylko tłem.

"Wilki" Adam Wajrak 

Adam Wajrak nie tworzy nudnych i przydługawych tekstów z życia zwierząt (nie wiem, jak Was, ale mnie niestety programy czy artykuły przyrodnicze niesamowicie nudzą, głównie przez to, że przekaz jest strasznie monotonny), przekazuje czytelnikowi swoją pasję, a kiedy to się czuje kiedy w tekście czuje, zupełnie inaczej się odbiera się treść. W każdym akapicie "Wilków" widać, że Autor kocha swoją pracę, kocha zwierzęta, kocha środowisko w którym żyje i pracuje. Dobrze czuje się w Puszczy Białowieskiej, nie straszne są mu trudy związane z kilu czy kilkunastu godzinnym, cierpliwym obserwowaniem zwierząt, nie boi się leśnych drapieżników, dobrze dogaduje się z miejscowymi i generalnie jest właściwym człowiekiem na właściwym miejscu. Najważniejsze jednak jest to, że Autor potrafi tę swobodę i tę swoją pasję, miłość i szacunek do wilków przekazać czytelnikowi.

seria "Kryminały pod psem" Marta Matyszczak


No i last but not least - seria "Kryminałów pod psem" z wyżej wymienionym psem Guciem, w roli głównej. Uroczy Gucio detektyw, najważniejsza postać w tej serii, jest najmądrzejszym i najbardziej spostrzegawczym śledczym w całej akcji. Bystry, kochający kiełbasę śląską, psi detektyw, sprytnie wtyka nos w nieswoje sprawy, ale dzięki temu pomaga Szymonowi i Róży w rozwiązaniu kolejnych zagadek. 

Sardegna

"Pan Samochodzik i Fantomas" Zbigniew Nienacki


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments

Wydawnictwo: Pojezierze
Liczba stron: 230
Moja ocena : 4/6
 
Dobra passa z poznawaniem kolejnych tomów przygód Pana Samochodzika trwa. Niestety po czterech fajnych częściach przyszedł kryzys, bo dla mnie, "Fantomas" okazał się najsłabszą historią z dotychczas przeczytanych. I nie chodzi tutaj o fabułę, bo sam pomysł szukania skradzionych obrazów z zamków nad Loarą, jest naprawdę fajny i ma w sobie spory potencjał, nie przypadło mi jednak do gustu wykonanie.

Autor bardzo mocno skupił się w tej części na przedstawieniu faktów, czyli przybliżenia postaci malarzy, opisania historii obrazów, a także nurtów malarstwa, które reprezentują. Wiele miejsca poświęcił także na opisanie francuskich zamków nad Loarą, ich powstaniu i przeszłości. I z jednej strony ja to rozumiem, bo książka została wydana w takim czasie, że młody czytelnik nie miał raczej dostęp do tego typu informacji, stąd też autor chciał pewnie zarysować mu owe zagadnienia i dać impuls do samodzielnego poszukiwania dalszych wiadomości na ten temat.

Niestety podczas czytania na głos, te wszystkie opisy, fakty, tło historyczne, nazwiska, nurty, które może mają sens, jeżeli książkę czyta się samemu po cichu, zupełnie tracą na wartości. Opowieść staje się po prostu mocno przegadana i po prostu nudna, mimo, iż sam koncept na tę historię jest bardzo interesującym powiem więcej, o ile nie najciekawszych z wszystkich przeze mnie przeczytanych tomów.

Pan Samochodzik dostaje zaproszenie od Karen Petersen, aby przyjął gościnę jej znajomego, barona Saint - Gatien, gospodarza Zamku Sześciu Dam, czyli jednego z francuskich zamków nad Loarą, i pomógł w rozwiązaniu zagadki zuchwałej kradzieży obrazów, a także próby szantażu przez tajemniczego osobnika zwanego Fantomasem. To nie jest pierwsza kradzież, której dokonał ów człowiek, bowiem działał już w innych trzech miejscach, w zamkach w Amboise, Angers i Chambord zabierając ze sobą cenne obrazy Memlinga, Watteau i Cézanna.

Działania Fantomasa poprzedzone są wysłaniem listu z szantażem, w którym złodziej żąda od gospodarza zamku sporej sumy pieniędzy, w innym przypadku skradnie wybrany obraz. Po wyznaczonym terminie faktycznie okazuje się, że wskazane płótno jest falsyfikatem, co potwierdza specjalistyczna ekspertyza. Co ciekawe, obrazy znikają z odpowiednio zabezpieczonej galerii, mającej taką ochroną, że teoretycznie nikt nie ma prawa wejść do niej niezauważonym, a tym bardziej coś ukraść. Jak więc Fantomas dokonuje owych kradzieży?

Pan Tomasz, cieszący się sławą sprytnego detektywa z Polski, zostaje zaproszony przez barona de Saint-Gatien, aby ten pomógł mu uchronić zamek przed kolejną kradzieżą. Fantomas przesłał już list z pogróżkami, grożąc kradzieżą obrazu Reniora, co stawia mieszkańców Zamku Sześciu Dam w nieciekawej sytuacji.

Mimo obecności na miejscu Pana Samochodzika, po pewnym czasie okazuje się, że faktycznie obraz Reniora, w jakiś magiczny sposób podmieniono na falsyfikat. Pan Tomasz nie może wyjaśnić, jak do tego doszło, w związku z tym robi rekonesans w innych miejscach, gdzie doszło do zuchwałych kradzieży. Pomaga mu w tym Yvonne i Robert, młodzież zamieszkująca i pracująca w zamku, a także madame Eveline, siostra barona, ekscentryczna, starsza pani, kochająca szybkie samochody i dziwne nakrycia głowy. Panu Samochodzikowi pomaga też, choć w pewien sposób z nim konkuruje, detektyw Pigeon, pracownik agencji ubezpieczeniowej.

Sytuacja jest tym bardziej nietypowa, a złodziej tak nieuchwytny, że za jego wskazanie planowana jest nagroda, stąd kilka osób wyraźnie angażuje się w sprawę, chcąc zgarnąć finanse dla siebie. Prym w tym wiedzie Yvonne, która w zdobytych w ten sposób pieniądzach widzi szansę na uratowanie podupadającego zamku.

Ciężko jednak prowadzić śledztwo, kiedy nikt nie jest w stanie podać żadnych szczegółów, co do postaci Fantomasa. W jaki sposób bandyta doprowadza do kradzieży? Jak z zamkniętego zamku i pilnie strzeżonej galerii znikają obrazy? Pan Samochodzik nie na darmo nazywany jest najlepszym detektywem w Polsce, żeby nie poradzić sobie z taką zagadką.

Tak, jak powiedziałam na początku, piąta część przygód bohatera zapowiadała się bardzo emocjonująco. I faktycznie tak jest, jeśli chodzi o fragmenty dotyczące zagadki kryminalnej i przygody Pana Samochodzika. Niestety zajmuje ona tylko 1/3 treści, reszta to niestety opisy zabytków, historia zamków, obrazów, notka biograficzna malarzy i wydarzenia, które doprowadziły do tego, że dane płótna znalazły się w tym akurat miejscu.

Dlatego w moim subiektywnym rankingu "Pan Samochodzik i Fantomas" jest niestety na ostatnim miejscu. Reszta tytułów prezentuje się bez zmian. Pierwszej miejsce zajmuje "Pan Samochodzik i Niesamowity Dwór", kolejno "Pan Samochodzik i Kapitan Nemo""Pan Samochodzik i Templariusze" oraz "Pan Samochodzik i Wyspa Złoczyńców".

Sardegna

"Zjazd absolwentów" Guillaume Musso


posted by Sardegna on , , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron:  320
Moja ocena : 6/6

Trochę wstyd się przyznać, ale nie czytałam nigdy żadnej książki Gulilaume Musso. Teraz jednak, kiedy nie mam zbyt wielu zobowiązań i mogę sobie czytać właściwie to, na co mam ochotę, postanowiłam sięgnąć po "Zjazd absolwentów", a przy okazji sprawdzić, czy faktycznie powieści tego autora są tak dobre, jak wszyscy wokół mówią.

"Zjazd absolwentów" jest to wciągający kryminał, powiedziałabym, że jest to powieść z nurtu domestic noir, z rozbudowanym wątkiem obyczajowym. Jego forma trochę odbiega od typowego kryminału, bowiem zabójcę poznajemy właściwie na samym początku książki, natomiast każdy kolejny rozdział odkrywa nową tajemnicę i zmienia perspektywę czytelnika, co do zrozumienia głównego motywu, odsłaniając przy okazji drugie dno całej tej historii.

We francuskim liceum trwa właśnie zjazd absolwentów rocznika 1992. Na spotkanie po latach przybywają przyjaciele ze szkolnej ławy, między innymi Maxime i Thomas, którzy przez te lata ani razu się nie widzieli. Maxime założył rodzinę, jest aspirującym politykiem w rządzie nowego prezydenta Macrona, Thomas natomiast jest samotnikiem, unikającym nawet członków swojej własnej rodziny, jest też aspirującym pisarzem, który właśnie zajmuje się tworzeniem nowej powieści.

Przyjaciele, kiedyś nierozłączni, w liceum przyjaźnili się jeszcze z Vinką, sympatyczną dziewczyną, w której Thomas trochę się podkochiwał, a ta pewnego dnia zniknęła bez śladu. Cały kampus owego czasu plotkował, iż dziewczyna uciekła ze swoim kochankiem, wykładowcą filozofii, tak naprawdę stało się coś zupełnie innego.

O tym, co wydarzyło się pewnej feralnej nocy w latach dziewięćdziesiątych, widzą tylko Maxime i Thomas, a to wpływa praktycznie na całe ich dorosłe życie. Ponieważ temat nigdy nie wypłynął na światło dzienne, mężczyźni przez lata żyją we względnym spokoju, jednak przyjazd na zaplanowany zlot absolwentów rocznika 1992 i świadomość, że w kompleksie szkolnym planowany jest remont i burzenie starej hali sportowej, zmienia nieco ich perspektywę. Zaniepokojeni faktem, że inwestycja może odsłonić zamurowany w ścianie ich największy sekret, próbują porozmawiać w końcu ze sobą, o tym, co zaszło przed laty. Nie mogą też pozbyć się strachu, wiedząc, że odkrycie ich tajemnicy zniszczy życie wielu ludzi.

I choć mężczyznom wydaje się, że wiedzą wszystko na temat zbrodni sprzed lat i powodów, które do niej doprowadziły, to powrót do miasta na szkolny zjazd zmienia wszystko. Ktoś wyraźnie drąży temat, finalizuje remont hali sportowej, naciska na władze, aby jak najszybciej zaczęto burzyć mury, chcąc, aby prawda w końcu wyszła na jaw i winni ponieśli karę. Co jednak w sytuacji, kiedy winnym jest ktoś zupełnie inny, niż przez lata się bohaterom wydawało?

W to, co wierzyli przez lata bohaterowie, jest skrupulatnie zbudowanym, przez osoby trzecie, domkiem z kart. Kiedy ta konstrukcja runie, może zdarzyć się wszystko...

"Zjazd absolwentów" to bardzo wciągająca opowieść, w której tajemnice mnożą się właściwie po każdym rozdziale. Kiedy czytelnikowi wydaje się, że wszystko wie, retrospekcje, ale też wspomnienia bohaterów sprawiają, iż cała potencjalna prawda jest tylko fikcją. Uwielbiam takie książki, gdzie nic nie jest takie, jak się na początku wydaje. Dowodem tego, iż historia Maxime i Thomasa jest zaskakująco dobra, może być to fakt, że moja Córka po namowie przeczytała ją w jeden wieczór.

Po lekturze jednej powieści nie mogę nazywać się jeszcze fanką Guillaume Musso, sądzę jednak, że po kolejnych tytułach może się to zmienić, bo widzę tutaj spory potencjał!

Sardegna

"The Inheritance Games" Jennifer Lynn Barnes


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Must Read
Liczba stron:  400
Moja ocena : 4/6 

Niesamowicie ciekawi mnie fenomen powieści młodzieżowych, w których aktualnie zaczytują się nastolatki. Moja Córka nie jest wyjątkiem w tym zakresie i też dała się ponieść "Rodzinie Monet", książkom Colleen Hoover i innym Tik Tokowym tytułom, dlatego też postanowiłam sięgnąć po jedną z tych powieści, żeby sprawdzić na własnej skórze, o co tyle zamieszania. Na początek wybrałam z jej półki "The Inheritance Games", czyli tę, która wydaje się najbardziej przygodową, zagadkową i tajemniczą, a najmniej romansową.

Jest to właściwie pierwszy tom serii, ale można zakończyć lekturę na tej części, choć będzie się odczuwało pewien niedosyt. Osobiście nie wiem, czy będę chciała doczytywać serię do końca, bo średnio mnie ta historia porwała, ale o tym za moment. W każdym razie moja Córka zaopatrzyła się w tom drugi, zakładam więc, że i kolejne części trafią do naszego domu.

Bardzo ambitna nastolatka Avery Gramb, musi zmagać się z trudami codzienności po śmierci mamy. Stara się godzić naukę z obowiązkami, mieszka z przyrodnią siostrą i razem walczą z ubóstwem, a także z agresywnym chłopakiem Libby. Pewnego dnia do Avery zgłasza się tajemniczy młody mężczyzna, który twierdzi, że dziewczyna jest wymieniona, jako jedna ze spadkobierczyń w testamencie jego dziadka, multimilionera, Tobiasa Hawthorne’a. Nastolatka nie ma pojęcia, dlaczego miałaby być w jakikolwiek sposób spokrewniona z tym człowiekiem, ale dla pewności i trochę z ciekawości, zgadza się na podróż do Teksasu, aby pojawić się na oficjalnym odczytaniu testamentu.

W czasie otwarcia dokumentu okazuje się, że Hawthorne swojej licznej rodzinie zapisał tylko ułamek całego majątku, natomiast całą resztę, ponad 42 miliardy dolarów zostały przekazane właśnie Avery. Dziewczyna nie może wyjść z szoku. Szuka powiązań z rodziną Hawthornów, ale niczego nie jest w stanie znaleźć. Jedynym elementem łączącym wydaje się być jej ojciec, którego nigdy nie poznała, choć i ten trop wydaje się naciągany, mimo iż tuż przed śmiercią mama starała się coś jej przekazać.

Na ten moment Avery nie potrafi jednak w żaden sposób ulokować swojej roli w życiu multimiliardera i jego bliskich. Nie jest też gotowa, na to, co zawiera jeden z zapisów w testamencie, czyli fakt, że musi zamieszkać w posiadłości Hawthornów i przyjąć na siebie wszystkie zobowiązania spadkobierczyni. Nie jest to dla niej łatwe, tym bardziej, że rodzina zmarłego nie zamierza ułatwiać tej sytuacji "przybłędzie" znikąd. Nastoletni wnukowie Tobiasa: Jameson, Grayson, Xander i Nash, wyraźnie coś ukrywają przed Avery, i choć wydają się być pozytywnie nastawieni do dziedziczki, też nie mówią jej wszystkiego.

Dziewczyna postanawia rozwikłać zagadkę, którą całej rodzinie pozostawił zmarły, czyli wyjaśnić jej rolę w spadku. A ponieważ Tobias był człowiekiem lubiącym łamigłówki, kody i wszelkiego rodzaju tajemnice, Avery podejrzewa, że jej zadaniem będzie odnaleźć pozostawione wskazówki i połączyć je w całość. Dość szybko orientuje się, że klucz do zagadki znajduje się w nietypowych, drugich imionach wnuków Hawthorna, ale ponieważ nie wie nic o członkach rodziny i ich posiadłości, swe poszukiwania musi zacząć od samego początku.

Fabuła "The Inheritance Games" wydaje się naprawdę ciekawa, i wierzę, że może ona porwać młodego czytelnika, dla mnie jednak jest to opowieść zbyt przegadana, zwłaszcza jej początek i moment aklimatyzowania się Avery wśród Hawthornów. To wszystko za długo trwa, a dziewczyna ma milion rozważań i niepotrzebnych przemyśleń. Mam też zastrzeżenie do kreacji głównych bohaterów. O ile Avery się wyróżnia, to czterej bracia są tak do siebie podobni charakterologicznie, że właściwie ich postacie nakładały mi się na siebie. Rodzina zmarłego jest dość liczna i każdy ma coś do ukrycia, jednak przez ich podobieństwo do siebie, podążanie za ich tajemnicami nie było jakieś ekscytujące.

Na plus tej powieści przemawia na pewno samo rozwiązanie zagadki i zakończenie książki. Tutaj jest już bardziej dynamicznie, i moim zdaniem, jest to najmocniejsza strona tej powieści. Niemniej jednak, jak dla mnie, zbyt wiele jest tutaj powtórzeń, nic nie wnoszących rozważań i wątków pobocznych. Chociaż według mojej Córki, która zaczęła już czytać drugi tom, to części pierwszej nie ma przypadkowych wątków, wszystkie do czegoś prowadzą.

Tak, jak mówię, "The Inheritance Games" jakaś specjalnie mnie nie porwało i raczej nie będę kontynuować tej czytelniczej przygody, ale jeżeli wciąga młodych czytelników, to nic tylko się cieszyć, że sięgają oni po opowieść, która wnosi w ich życiu czytelnicze coś więcej, niż tylko romans.

Sardegna

"Oszpicyn" Krzysztof A. Zajas


posted by Sardegna on , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Marginesy
Liczba stron:  560
Moja ocena : 6/6

W mojej czytelniczej pasji najbardziej lubię ten moment, kiedy przypadkowo trafiam na książkę, która jest rewelacyjna, a zupełnie się na to nie zapowiada. Tak właśnie było z "Oszpicynem" Krzysztofa A. Zajasa. Powieść trafiła do mojej biblioteczki zupełnie przypadkowo. Kiedyś czytałam wprawdzie jej polecankę, ale nie wiedziałam, że możne okazać się aż tak wyjątkowa.

Historia "Oszpicyna" wbija w fotel i sprawia, że nie można się od niej oderwać, co więcej, nie można też o niej przez dłuższy czas zapomnieć. Czy to nie takich książek podświadomie szukamy? Niełatwych, stanowiących wyzwanie, ale wartych każdej poświęconej minuty? 

Powyższa opowieść jest wielowątkowa i misternie spleciona, za co autorowi należą się ogromne brawa. Początkowo kojarzyła mi się z trochę z "Inkubem" Artura Urbanowicza, chociaż nie do końca, jeśli chodzi o treść, tylko bardziej o formę. Jest rozbudowana, ma wiele wątków współczesnych, które przeplatają się z tymi z przeszłości, a gdy się już połączą, dadzą czytelnikowi ostateczne odpowiedzi na zadane pytania. 

Nie wyobrażam sobie, jaką pracę trzeba wykonać, aby wszystkie motywy misternie spleść ze sobą i uzyskać tak fantastyczną opowieść, która do tego ma świetne zakończenie. Wielkie gratulacje dla autora za kawał dobrze wykonanej roboty!

"Oszpicyn" to mieszanka powieści obyczajowej, historycznej, trochę kryminalnej, ale przede wszystkim jest to opowieści grozy. Tytułowy Oszpicyn to miasteczko, w którym znajdował się wielki obóz zagłady, a jak mówi sam autor, tak właśnie nazywali swoje miasto oświęcimscy Żydzi. 

W mieście przebywa dociekliwy dziennikarz Wojciech Jaromin z Krakowa, który dostał właśnie pracę w lokalnej gazecie i podąża za newsem, że w okolicach Oszpicyna wykopano sporo żydowskiego złota. Analizując sprawę natyka się na pewne niepokojące informacje mające związek z dziećmi zamieszkałymi w okolicy. Dochodzą do niego słuchy, o niepokojącym zachowaniu najmłodszych, posiadających jakieś umiejętności, których nigdy wcześniej nie miały. Inne, do tej pory spokojne, stają się agresywnie, a apogeum tej sytuacji następuje w momencie, gdy bliźniaki Paweł i Piotruś niechcący zabijają swoich dziadków. Z drugiej strony, nie wiadomo, czy bracia naprawdę zrobili to przypadkowo, bowiem na monitoringu wyglądają, jakby zostali zahipnotyzowani i zrobili to pod wpływem jakiej siły. Do tego miasto zaczyna być opętane plagą szczurów. Mieszkańcy Oszpicyna są w szoku, ale nikt nie potrafi określić, skąd taka sytuacja w ogóle się wzięła i dlaczego dzieci zachowują się tak, a nie inaczej. 

Jedyną osobą, która zdaje się wiedzieć, co tam naprawdę dzieje się w mieście jest wiekowy Henryk Hirsz, widząc wyraźny związek pomiędzy wydarzeniami w mieście, a odnalezionym złotem i wyciągnięciem z ziemi na światło dzienne dawnych sekretów. Hirsz nie zdradza jednak dziennikarzowi żadnych konkretów, przekazuje tylko kilka wskazówek, pozwalając samemu podążać za prawdą, ma bowiem wyraźnie wobec niego jakieś oczekiwania.  

Dla Wojtka jest to również ciężki orzech do zgryzienia, bowiem oprócz kwestii dzieci i szczurów,  okazuje się, że jego przeszłość ma również coś wspólnego z tą całą sytuacją. Dzięki Hirszowi, bohater odkrywa, że jest potomkiem Żyda Zylbersztaina, zamieszkałego kiedyś w mieście, a jego historia ściśle łączy się z grupką sześciorga, zaginionych bez śladu dzieci. Do zniknięcia dzieciaków doszło w czasie  likwidacji Żydów z Oszpicyna, a w raz z maluchami zginął wielki żydowski skarb.

To prawdopodobnie z tamtymi wydarzeniami wiąże się aktualna sytuacja w mieście. Zmarli żądają sprawiedliwości, zmuszając mieszkańców Oszpicyna do powrotu do przeszłości i wyjaśnienia tajemnicy zaginionych dzieci. 

Powieść jest przejmująca, i nie chodzi tylko o wątek grozy, czy nadprzyrodzone wydarzenia, które mają miejsce w tej historii, ale przede wszystkim tło historyczne, czyli to, co działo się w mieście w czasie pogromu Żydów. Wszystkie retrospekcje, które w finale ujawniają prawdę, ale też poszukiwanie odpowiedzi na pytania, co do pochodzenia dziennikarza i radzenia sobie z własnym przeznaczeniem, robią wrażenie na czytelniku i mocno działają na wyobraźnię. 

"Oszpicyn" to taki rodzaj powieści, którą po zakończeniu właściwie trzeba by przeczytać ponownie, aby dostrzec wszystkie nawiązania i wskazówki, które od samego początku podsuwał nam autor. Wspaniała to historia, bardzo wymagająca, ale warta każdej poświęconej jej minuty. 

Sardegna