Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura amerykańska. Pokaż wszystkie posty

"Bliżej słońca" Richard Paul Evans


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 320
Moja ocena : 5/6

Zabranie na urlop powieści Richarda Paula Evansa "Bliżej słońca" było zupełnym przypadkiem. Nie jestem wielką fanką twórczości autora, choć przeczytałam kiedyś jedną z jego świątecznych powieści "Obietnica pod jemiołą" i bardzo mi się podobała. Evansa kojarzę głównie jako autora światowych bestsellerów, mającego liczne grono miłośników, dlatego też pomyślałam, że lekka, przyjemna opowieść o miłości umili mi czas na urlopie – i rzeczywiście, tak się stało. 

Ostatecznie, choć "Bliżej słońca" to romans osadzony w nietypowym otoczeniu, książka niesie ze sobą coś więcej, niż tylko opis romantycznych uniesień. A to lubię w książkach najbardziej.

W samym sercu amazońskiej dżungli funkcjonuje sierociniec o nazwie "Słonecznik", w którym pracuje grupa wolontariuszy pomagająca wrócić do społeczeństwa dzieciom uratowanym z ulicy, wyciągniętym z gangów czy rąk przestępców. Siłą napędową "Słonecznika" jest Paul Cook, lekarz z powołania, który udał się na misję do Amazonii po przeżyciu traumatycznych wydarzeń w swoim życiu zawodowym. Podczas pracy na ostrym dyżurze, w gorącym okresie świątecznym, gdy był jedynym lekarzem na oddziale, wydarzyło się coś, co doprowadziło do tragedii, a jego samego, do wypalenia zawodowego i zniechęcenia do dalszej pracy w szpitalu. 

Paul postanawia rzucić wszystko i zmienić otoczenie. Jednakże jego celem życiowym nadal jest pomaganie potrzebującym, dlatego kieruje swe kroki na południowoamerykańską misję. 

Drugą bohaterką tej historii jest Christine, która w Peru leczy złamane serce po tym, jak narzeczony porzucił ją na tydzień przed wymarzonym ślubem. Kobieta całe życie przygotowywała się do tego wydarzenia, które miało być bajkowe, ze szczegółami dopiętymi na ostatni guzik. Kiedy po rozstaniu nie może dojść do siebie i pogodzić się z utratą marzeń, w akcie desperacji przyjmuje propozycję przyjaciółki Jass i zgadza się na wolontariacki wyjazd do Peru. 

10-dniowa wyprawa połączona z pracą w sierocińcu, początkowo jest traktowana przez kobiety, jako egzotyczna przygoda. Jednakże z czasem, dla obu z nich okaże się być przełomowym momentem w życiu. 

Christine, z natury ostrożna i nieśmiała, zaczyna przełamywać swoje bariery i wychodzić ze strefy komfortu. Kluczowym momentem w jej podróży jest poznanie Paula. I choć początkowo nie chodzi jej tylko o romantyczne uczucia – Christine fascynuje jego ciepło, poświęcenie i troska o peruwiańskie sieroty, to po paru dniach między nimi rodzi się więź, która umacnia się, gdy kobieta zapada na tropikalną chorobę. 

I kiedy relacja między bohaterami zaczyna podążać we właściwą stronę, czytelnika cały czas nurtuje pytanie, czy to uczucie przetrwa w normalnym, codziennym życiu, po opuszczeniu "Słonecznika"? Czy dwoje ludzi z zupełnie różnych światów będzie w stanie zbudować wspólną przyszłość, kiedy pozbawi się ich wspólnego mianownika, jakim był sierociniec?

Evans zabiera czytelnika do gorącej, amazońskiej dżungli, gdzie można podążać nie tylko za rozwijającym się wątkiem miłosnym, ale również poznać historię sierocińca i jego mieszkańców. A mnie bardzo podobała się ta powieść. Nie będzie to wprawdzie moja książka roku ani historia, która poruszyła mnie do głębi, ale spędziłam w jej towarzystwie przyjemny czas i jako lektura wakacyjna sprawdziła się znakomicie.
Sardegna

"Grzesznik nawrócony. Bridgertonowie" Julia Quinn


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Zysk i S-ka
Liczba stron: 475
Moja ocena : 5/6 

Wydaje mi się, że jestem ostatnią osobą na świecie, która jeszcze nie oglądała na Netflixie serialu "Bridgertonowie". Oczywiście kojarzę serial, gdzieś rzuciła mi się w oczy jego czołówka, ale jakoś nie złożyło mi się, żeby go obejrzeć.

Wszystko do czasu, kiedy otrzymałam w prezencie "Nawróconego grzesznika", czyli powieść Julii Quinn, która na okładce ma naklejkę Netflixowskiej produkcji. Tym oto sposobem dowiedziałam się, że to właśnie romanse historyczne spod pióra tej amerykańskiej pisarki, stały się podstawą do nakręcenia popularnego serialu.

Ponieważ lepszej okazji do zapoznania się z  fenomenem "Bridgertonów" nie będzie, postanowiłam iść za ciosem i przeczytać powyższą powieść. Pomyślałam, że skoro historia ma tak wielu zwolenników, musi mieć w sobie coś ekstra. Zabierając się za lekturę nie byłam jednak świadoma, że "Grzesznik nawrócony" to szósty tom serii. Na szczęście okazało się, że znajomość poprzednich tomów nie jest jakoś specjalnie potrzebna do wkręcenia się w główną fabułę. Historia głównych bohaterów toczy się indywidualnie, natomiast wątek obyczajowy, związany z rodzeństwem Bridgertonów, choć w pewnych momentach niejasny, budowany jest wzmiankami sugerującymi ich rozwinięcie w poprzednich tomach. 

Każdy tom serii opowiada o perypetiach uczuciowych jednego z rodzeństwa Bridgetonów. Anthony, Benedict, Colin, Daphne, Eloise, Francesca, Gregory i Hiacynta to dzieci Violetty i Edmunda, natomiast "Nawrócony grzesznik" poświęcony jest Francesce. Na podstawie drzewa genealogicznego rodziny Bridgertonów umieszczonego na końcu książki, wywnioskowałam, że jest to trzecia w kolejności starszeństwa, siostra, która od dwóch lat jest szczęśliwą mężatką hrabiego Johna Kilmartina. 

Francesca i John tworzą bardzo zgodną i kochającą się parę. Przyjaźnią się także z kuzynem hrabiego, Michaelem Sterlingiem, w trójkę tworząc zgraną paczkę. Jednak ani John, ani Francesca nie są świadomi tego, że Michael Sterling od lat jest beznadziejnie zakochany w żonie swojego kuzyna. Chociaż w towarzystwie uznawany za uwodziciela, kobieciarza i hulakę, faceta, który lubi towarzystwo kobiet i od niego nie stroni, w głębi serca jest niepoprawnym romantykiem, marzący, tylko o tym, aby wieść życie u boku ukochanej Franceski Bridgerton. 

Michael wie jednak, że jego marzenie nigdy się nie spełni. Kocha swojego kuzyna i ma do niego olbrzymi szacunek, dlatego nie ośmieliłby się zalecać się do jego żony. Kiedy na skutek dziwnej choroby, nieoczekiwanie John umiera, pozostawiając Francescę w rozpaczy po stracie ukochanego męża, marzenie Michaela, w jakiś dramatyczny sposób ma szansę się spełnić. 

Jakby tego było mało, Sterling otrzymuje po zmarłym kuzynie tytuł hrabiowski i właściwie jego cały majątek, jest bowiem jego jedynym spadkobiercą, z faktu, że John z Francescą nie doczekali się potomstwa. 

Nowy hrabia Kilmartin bardzo źle się czuje z tą sytuacją. Ma wyrzuty sumienia, jakoby jego skryte pragnienie, czyli możliwość posiadania Franceski, koszmarnym zrządzeniem losu się ziściło. Dlatego też nie umie odnaleźć się w nowej sytuacji i znieść widoku zrozpaczonej wdowy, mierzącej się ze świadomością, że jej życie zmieniło się bezpowrotnie.

Dlatego też Michael wyjeżdża do Indii, aby nabrać dystansu i na jakiś czas oddzielić się od widoku ukochanej. Kiedy po paru latach wraca do kraju, okazuje się, że Francesca w jakiś sposób pogodziła się ze śmiercią Johna, a ponieważ jest w kwiecie wieku i marzy o dziecku, postanawia znaleźć sobie męża. Ta nowina wstrząsa hrabią, który nie przyjmuje opcji, jakoby obcy mężczyzna mógł poślubić jego ukochaną. Z drugiej strony nie jest też gotowy na wyznanie jej swoich uczuć. 

I tak zaczyna się miłosna gra bohaterów, z jednej strony oparta na przyjaźni, zaufaniu, poczuciu bezpieczeństwa, a z drugiej, na erotycznym przyciąganiu i namiętności.

"Grzesznik nawrócony" to bardzo fajny romans. Wiadomo, że nie jest to jakaś poważna historia z rozwiniętym wątkiem obyczajowym, a raczej lekka, łatwa i przyjemna historia, pełna miłosnych uniesień i pikantnych opisów, świetnie oddająca realia ówczesnej epoki. Do tego bardzo pochłaniająca czytelnika, który ma ochotę nie tylko obejrzeć serial, ale również sięgnąć po kolejne tomy serii Julii Quinn. Tym oto sposobem, mój plan na wakacje wydaje się prosty. 

Sardegna

"Slammed" Coleen Hoover


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: YA!
Liczba stron:  282
Moja ocena : 5/6

Jedną z moich lektur marcowych było "Slammed", czyli debiut literacki Colleen Hoover, który idealnie wpasowuje się w moje wyzwanie czytelnicze Trójka e-pik. Oprócz tego, postanowiłam sięgnąć po tę akurat książkę, gdyż w powieściach autorki zaczytuje się aktualnie moja nastoletnia Córka. Chciałam sprawdzić jaki jest ten fenomen Colleen Hoover, że młodzież wybiera właśnie jej historie i określa, jako coś wyjątkowego. Poza tym, dobrym pretekstem było też to, że "Slammed" czekało lata na swoją kolej, w trzecim rzędzie mojej biblioteczki.

Główną bohaterką tej historii jest 18-letnia Lake, która wraz z mamą i młodszym bratem Caulderem przeprowadza się z gorącego Teksasu do chłodnego Michigan. Ta niespodziewana zmiana otoczenia wynika z trudnej sytuacji rodzinnej dziewczyny, bowiem po śmierci ukochanego taty jej bliscy zmagają się z problemami finansowymi. Mama Lake podejmuje radykalną decyzję o zmianie pracy i miejsca zamieszkania, na co oczywiście dziewczyna zupełnie nie ma ochoty, podobne zresztą, jak jej młodszy brat. Ale ponieważ po śmierci taty dziewczyna bierze na siebie w znacznej mierze, obowiązek opieki nad Caulderem postanawia nie dokładać mamie zmartwień i tyle na ile może, z entuzjazmem zgadza się na przeprowadzkę i wdrożenie się w nowe miejsce i obowiązki.

Początek nowego życia okazuje się jednak nienajgorszy. Okolica wydaje się urokliwa, a najfajniejsze ze wszystkiego jest sąsiedztwo przystojnego chłopaka Willa. Pomiędzy Lake i Willem iskrzy właściwie od pierwszego wejrzenia. Ich pierwsza randka to najbardziej niesamowite i oryginalne przeżycie w życiu Lake. Chłopak opowiada jej o sobie tak, jak jeszcze żaden inny, dzieli się swoją pasją, którą jest poezja, zabiera na tytułowy Slammed, czyli amatorski poetycki performance, recytuje swoje emocjonalne utwory w tak zachwycający sposób, że Lake zupełnie niezorientowana w temacie zaczyna się zagadnieniem fascynować. Niewiele zatem brakuje, aby pomiędzy bohaterami zaczęło rodzić się głębsze uczucie.

I faktycznie, Lake bez pamięci zakochuje się w uroczym chłopaku z sąsiedztwa, Will również wydaje się być zaangażowany w relację z nową sąsiadką. Wszystko zdaje się układać, a potem przychodzi nowy rok szkolny...

Kiedy po wakacjach Lake pierwszy raz idzie do nowej szkoły, do miejscowego liceum, okazuje się, że Will jest jej nauczycielem. Gorszego scenariusza oboje nie mogli sobie wyobrazić. Ich uczucie musi zostać zdławione, zanim na dobre rozkwitnie, bowiem sytuacja rodzinną Willa sprawia, że nie może on sobie pozwolić na romans z uczennicą, mimo iż dziewczyna jest od niego młodsza właściwie tylko o 3 lata.

Jak się jednak można domyślić, młodzi ludzie nie tak łatwo poddają się temu wyrokowi losu. I choć faktycznie, życie prywatne i rodzinne obojga nie ułatwi sprawy, a wręcz ją jeszcze bardziej skomplikuje, to bohaterowie będą walczyć o szczęście nie tylko dla siebie, ale przede wszystkim dla swoich bliskich.

Pisząc o fabule, nie mogę pominąć wątku tytułowego slamme, czyli potocznego określenia poezji. W życiu Willa poezja odgrywa bardzo ważną rolę. Chłopak jest stałym bywalcem amatorskich występów poetyckich, gdzie prezentuje swoje utwory, a swą miłością do literatury zaraża nie tylko uczniów, ale przede wszystkim Lake.

"Slammed" to z założenia opowieść o miłości dwójki młodych ludzi, przed którymi los postawił spore wyzwanie i wystawił ich uczucie na próbę. Co jednak ważne, opowieść ta niesie ze sobą całkiem spory ładunek emocjonalny, związany z trudnymi dość sytuacjami (niekoniecznie w kontekście relacji), które mogą nastąpić w życiu młodych ludzi. Dlatego powiedziałabym, że jest to powieść uniwersalna, nie tylko skierowana do młodych czytelników chcących poczytać o rodzącym się uczuciu, ale również tych dojrzałych, mających ochotę na lekturę życiowej obyczajówki.

Podsumowując, lektura "Slammed" dostarczyła mi całkiem sporo wrażeń, poruszyła mnie w pewien sposób i spędziłam w jej towarzystwie kilka miłych dni. Ta opowieść, podobnie, jak inne wykreowane przez Colleen Hoover, ma swój urok, ma też parę wzruszających i chwytających za serce momentów, dlatego też całkowicie rozumiem zainteresowanie młodych odbiorców książkami autorki i ciągłe wznowienia jej starszych powieści.

Sardegna

"Szkoła Szpiegów. Kierunek: Meksyk" Stuart Gibbs


posted by Sardegna on , , ,

1 comment


Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 325
Moja ocena : 5/6

Niesamowicie się cieszę i jestem wdzięczna wydawnictwu Agora za to, że postanowiło wydać w Polsce młodzieżową serię "Szkoła Szpiegów" napisaną przez amerykańskiego autora Stuarta Gibbsa. Seria ta robi olbrzymią robotę, jeśli chodzi o zachęcenie dzieciaków do czytania. Jak żadna inna historia bawi, rozśmiesza, ale też trzyma w napięciu, sprawiając, że odbiorca (i ten młodszy, i ten starszy) ma ochotę przerzucać kolejne strony, aby jak najszybciej poznać jej finał.

Nie raz pisałam o "Szkole Szpiegów", bo powyższy tom jest już 6 częścią tej serii ("Szkoła szpiegów""Szkoła szpiegów na wakacjach", "Szkoła szpiegów. W obozie wroga", "Szkoła szpiegów na nartach", "Szkoła szpiegów. W tajnej służbie"), stąd też mój poniższy tekst nie będzie w żaden sposób odkrywczy. Po prostu kolejny raz ją pochwalę i mocno Wam polecę.

Seria ta jest z rodzaju takich, jakie cenię najbardziej. Każdy kolejny tom jest lepszy od poprzedniego, a to się bardzo rzadko zdarza. Często w wielotomowych seriach, i to nie tylko tych dla dzieci, poziom trzyma tylko pierwsza, ewentualnie druga część, natomiast im dalej tym słabiej. W przypadku "Szkoły Szpiegów" sytuacja wygląda wprost przeciwnie. Każda kolejna historia jest jeszcze bardziej wciągająca, tajemnicza, zabawna, a połączenie wątków przygodowych, detektywistycznych, a nawet sensacyjnych, z powieścią humorystyczną sprawia, że każdy czytelnik znajdzie w niej coś dla siebie.

W tej części młody szpieg Ben Riplay kolejny raz musi się zmierzyć z przestępczą organizacją Pająka. Ben i jego przyjaciele od pierwszego tomu, z większymi lub mniejszymi sukcesami, walczą z ową grupą i choć członkowie Pająka zostają w pewien sposób przez nich rozgromieni, a jeden z nich, dawny kolega ze Bena, Murray Hill, jakiś czas temu został nawet aresztowany i osadzony więzieniu CIA, nie można mówić jeszcze o sukcesie, w kwestii unieszkodliwienia złoczyńców.

Kiedy więc Murray wyraża ochotę spotkania i rozmowy z Benem, aby w zamian za wolność zdradzić mu jakieś szczegóły związane z organizacją pracy Pająka, a nawet wyjawić miejsce bazy, w której jego członkowie planują kolejne akcje, CIA postanawia wyrazić zgodę na taką konfrontację.

Choć początkowo wszyscy są sceptycznie nastawieni do młodego złoczyńcy i wątpią, czy ma on faktycznie uczciwe zamiary, to perspektywa dowiedzenia się czegoś o Pająku jest tak kusząca, że Cyrus Hall inicjuje misję, w której Ben i Erica wraz z Murrayem Hillem mają wyruszyć do sekretnej miejscówki zbirów w Meksyku.

Choć założenia misji wydają się bardzo proste, Ben i Erica mają podążyć za wskazówkami Murraya, potwierdzić jego wersję i dać znać CIA, która zajmie się resztą. Jednak nic w tej historii nie przebiega zgodnie z planem. Po pierwsze, do misji Eriki i Bena nielegalnie przyłączają się Mike i Zoe. Po drugie, już w czasie lotu do Meksyku okazuje się, że osoby, które miały zapewnić dzieciakom bezpieczeństwo są nikim innym, tylko agentami Pająka. To wszystko sprawia, że czwórka młodych szpiegów zostaje pozostawiona samym sobie w centrum meksykańskiej dżungli.

Oprócz tego, że dzieciaki będą musiały zmierzyć się z wrogiem to jeszcze z Murrayem Hillem, który też do końca nie jest godny zaufania i nie ma sprecyzowanych zamiarów. Nie wiadomo, czy jest on bardziej przyjacielem, czy wrogiem.

Siedziba Pająka paradoksalnie okazuje się być ulokowana w jednym z luksusowych ośrodków turystycznych, w którym przebywa aktualnie cała wielopokoleniowa rodzina Farkle'ów, odbywająca tam swój zjazd rodzinny. Farkle'owie odegrają ważną rolę w misji młodych szpiegów, którzy muszą powstrzymać Pająka przed kolejnym niszczycielskim planem zrujnowania planety. Ben i Erika (z naciskiem na Erikę) nie cofną się przed niczym, aby zniweczyć plany Pająka.

Oczywiście, jak w każdym tomie, i tutaj będzie się dużo działo. Bohaterów nie ominą zabawne, ale też niebezpieczne sytuacje. Szpiedzy, mimo iż młodzi, mają spore doświadczenie w walce z przestępcami, ale relacji z przedstawicielami płci przeciwnej dopiero się uczą. W tym tomie Ben będzie przeżywał spore rozterki miłosne, co tylko skomplikuje sytuację rozpracowania Pająka.

"Szkoła Szpiegów. Kierunek: Meksyk" bardzo mi się podobała. Może nie tak bardzo, jak część zimowa ("Szkoła szpiegów na nartach"), ale myślę, że znajdzie się ona w pierwszej trójce moich ulubionych tomów. Ta część odsłoni przed czytelnikami kolejny puzzel w układance do rozpracowania Pająka, a zakończenie sugeruje, że to, co wydarzy się w następnym tomie może być przełomowe dla całej historii.

Nie wiem ile tomów przygód Bena i jego przyjaciół przygotował Stuart Gibbs. Jeśli chodzi o mnie to chciałabym, żeby seria trwała jak najdłużej, jeżeli oczywiście nadal będzie trzymała tak wysoki poziom.

Sardegna

"Miasto bezkresnej nocy" #17 Douglas Preston


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 381
Moja Ocena : 4/6

Z "Miastem bezkresnej nocy", czyli #17 częścią serii przygód agenta Pendergrasta i porucznika D'Agosty wiąże się ciekawa historia. Przeczytałam tę powieść w ubiegłym roku, ale historia zupełnie mnie nie porwała, co wtedy wydało mi się dziwne, gdyż każdy w wcześniejszych tomów szalenie mi się podobał i w pełni spełniał moje oczekiwania. Wzięłam to jednak na karb tego, że przeczytałam go w przypadkowej kolejności, więc pomyślałam, że po prostu coś mnie ominęło i przez to coś mi w tej części nie zagrało.

Teraz, będąc już po lekturze wszystkich wydanych w Polsce tomów, i to we właściwej kolejności, wiem skąd wyniknęła taka sytuacja. Otóż moje zdziwienie i inny odbiór treści był efektem nowego tłumaczenia przygód Pendergasta. Pisałam już o tym przy okazji "Obsydianowej komnaty", ale teraz już wiem, że Agora podeszła inaczej do tłumaczenia, niż wydawnictwo G+J, ale ponieważ, jako jedyni postanowili kontynuować wydanie mojej ukochanej serii w Polsce, muszę zaakceptować sytuację taką, jaka jest.

Znając już sytuację, postanowiłam ponownie przeczytać "Miasto bezkresnej nocy", żeby jeszcze raz ułożyć sobie tę historię w głowie i usystematyzować wydarzenia, w których brał udział agent Pendergast, aby jednocześnie móc zakończyć tę czytelniczą przygodę.

Aloysus i D'Agosta zostają poproszeni przez swojego zwierzchnika, Howarda Longstreeta, o pomoc w znalezieniu mordercy córki znanego w kraju przedsiębiorcy z branży IT, Antoniego Ozmana. Ciało młodej dziewczyny z odciętą głową zostaje znalezione w opuszczonym magazynie, ale co gorsza, nigdzie nie można zlokalizować brakującej części ciała. W toku śledztwa wychodzą na jaw niewygodne fakty z życia Grace, między innymi to, że kobieta potrąciła małego chłopca i zbiegła z miejsca wypadku, co jej ojciec skrupulatnie zatuszował, korzystając ze swojej wysokiej pozycji. Stąd też D'Agosta ma podejrzenie, że to z tym wątkiem wiązać może się sprawa zabójstwa dziewczyny.

Jednak śledztwo nie zdąży się na dobre rozkręcić, kiedy ginie kolejna osoba. Tym razem jest to biznesmen zajmujący się alarmami przeciw włamaniowymi, zamordowany w swoim własnym domu, paradoksalnie pełnym zabezpieczeń i ochrony. Jemu również zostaje odcięta głowa, która znika w tajemniczych okolicznościach. Sytuację zaognia tylko trzecie zabójstwo pary biznesmenów, zdekapitowanych w swoim własnym biurze, w firmie pełnej pracowników i gości.

Jak mogło dojść do tego, że żadna z tych jawnych zbrodni, mająca miejsce w środku dnia, nie doczekała się żadnych świadków? Śledczy próbują znaleźć jakiś wspólny mianownik, dopatrując się punktów wspólnych w niechlubnej przeszłości zamordowanych, które być może zasugerowałyby motyw zbrodni.

Inną teorię na ten temat mają natomiast dziennikarze, a zwłaszcza jeden z nich, reporter New York Timesa, Bryce, który uważa, że morderca jest tajemniczym mścicielem wyznaczającym na własną rękę sprawiedliwość tej części społeczeństwa, czującej się bezkarnie przez swoją wysoką pozycję finansową i społeczną.

Ta śmiała teoria znajduje wielu zwolenników. W okolicy tworzy się grupa osób pod przywództwem charyzmatycznego kaznodziei, chcąca oczyścić miasto z uprzywilejowanych nowobogackich jednostek, mających przeświadczenie o tym, że są nietykalni. Działanie tej samozwańczej grupy może się jednak mocno wymknąć spod kontroli.

Pendergastowi i D'Agoście przyjdzie się w końcu skonfrontować z tajemniczym, nieuchwytnym zabójcą, którego motywy nie są znane, ale tak naprawdę, ostateczne starcie będzie miał z nim tylko Aloysus, i do tego w bardzo nietypowych okolicznościach. Rozgrywka przemieni się w makabryczną grę na śmierć i życie, w której może być tylko jeden zwycięzca.

Przyznaję, "Miasto bezkresnej nocy" nie będzie moim ulubionym tomem w serii. Nie umiem się jeszcze przekonać do tego nowego tłumaczenia, poza tym fabuła tej historii również jest nico słabsza, niż poprzednie. Cieszę się jednak, że przeczytała ją ponownie, dzięki temu mogłam w tym roku dokończyć czytanie serii Prestona i Childa, co niejako było moim celem na 2023.

Sardegna

"Obsydianowa komnata" #16 Douglas Preston, Lincoln Child


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 430
Moja ocena : 4/6

Moja przygoda z perypetiami agenta Pendergasta powoli dobiega końca. "Obsydianowa komnata" to przedostatni tom, z tych wydanych w Polsce, który przeczytałam. Zostały mi jeszcze "Światła bezkresnej nocy", po które sięgnęłam już jakiś czas temu, ale oczywiście w przypadkowej kolejności, więc fabuła była mocno wyrwana z kontekstu.

UWAGA!!! Tekst może zawierać SPOJLERY!!!

"Obsydianowa komnata" jest ścisłą kontynuacją "Karmazynowego brzegu", a właściwie jego zakończenia. Kiedy Pendergast znika w odmętach lodowatych wód oceanu, po konfrontacji z tajemniczą bestią, wszyscy jego bliscy są przekonani o jego śmierci. Nawet podopieczna agenta, Constance Green oraz Proctol, jego lokaj, ochroniarz i przyjaciel w jednym, muszą pogodzić się z faktem, że Aloyssus nie żyje. W związku z tym, Constance postanawia odizolować się od świata zewnętrznego i spędzić czas w podziemiach rezydencji Riverside Drive 891. Będąc pod opieką Proctola i gospodyni, pani Trask, wydaje się, że kobiecie nic nie grozi, nikt jednak nie przewiduje, że los szykuje dla nich niezwykłą niespodziankę.

Na horyzoncie pojawia się bowiem Diogenes, mroczny brat Pendergasta, który od miesięcy był uznany za zmarłego. Jego powrót wydaje się niemal, jak powstanie z martwych, tym bardziej, że Constance jest przekonana, że doprowadziła do jego śmierci. To właśnie w akcie nienawiści za to, że Diogenes rozkochał ją w sobie i wykorzystał, jako środek do zemsty na swoim bracie Aloyssusie, strąca go ze zbocza wulkanu. Od tego czasu (historia opisana w "Księdze umarłych") wydaje się, że wątek ten jest definitywnie zamknięty, autorzy postanowili jednak do niego wrócić i to w najmniej oczekiwanym momencie.

Diogenes, wykorzystując nieobecność Pendergasta, postanawia odbudować zaufanie otępiałej emocjonalnie po stracie przyjaciela, Constance, i na nowo zyskać jej przychylność. Na pierwszy rzut okaz, wydaje się bowiem, że mężczyzna się zmienił i faktycznie to, co czuje do swej dawnej kochanki jest prawdziwe.

Postanawia przenieść kobietę do swojej prywatnej posiadłości, leżącej na jednej z wysp ulokowanych niedaleko Florydy, ale na to nie może zgodzić się Proctol, który obiecał Pendergastowi, że ponad wszystko będzie opiekował się Constance i nie da jej skrzywdzić. Ochroniarz agenta wyrusza więc w szaleńczą podróż za odwiecznym wrogiem Aloyssusa, nie wiedząc, że właśnie zaczyna najbardziej niebezpieczną przygodę w swoim życiu.

Na szczęście dla Proctola i Constance, Pendergast żyje, znajduje się tylko w mocno niewygodnej sytuacji . Agent musi zatem najpierw sam siebie wyratować z opresji, a później ocalić swą podopieczną. Co jednak w sytuacji, kiedy ona nie będzie chciała ratunku?

"Obsydianowa komnata" to przełomowy tom w serii o agencie Pendergaście i to z wielu powodów. Po pierwsze, w tej części główną rolę gra Constance i Proctol, Aloyssus odchodzi w tej historii na dalszy plan. Po drugie, zakończenie tego tom przynosi wiele zmian w historii bohaterów, i to zmian nieodwracalnych. Po trzecie, i moim zdaniem najważniejsze, to fakt, iż "Obsydianowa komnata" po raz pierwszy w serii została wydana przez Agorę, a nie grupę wydawniczą G+J, do tego w nowym tłumaczeniu i formacie, i niestety, moim zdaniem nie jest to zmiana na lepsze.

Zauważyłam tę zmianę przy okazji czytania "Świateł bezkresnej nocy". Już wtedy historia Pendergasta wydała mi się "obca" i jakaś inna, jakbym czytała o zupełnie nieznanym mi bohaterze, a przecież znam książki Prestona i Childa bardzo dobrze. Początkowo myślałam, że wynika to z faktu, iż sięgnęłam po "Światła..." w przypadkowej kolejności. Sądziłam, że po prostu mam jakieś braki fabularne i prze to nie do końca czuję jej treść. Podobnie miałam przy okazji lektury nowej serii z Norą Kelly, czyli "Starych kościach", to kładłam jednak na karb nowej historii, odmiennej od perypetii Pendergasta. Teraz jednak widzę, że wynika to po prostu z innego tłumaczenia.

Nowa wersja zabiera po prostu bohaterowi nutkę tajemniczości i ekscentryczności, a całej historii zagadkowość, robiąc z niej kryminał, jakich wiele. Postać Pendergasta w tej części jest nijaka, nawet fabuła, która przecież związana jest z powrotem Diogenesa, czyli osoby mocno kontrowersyjnej, ale zarazem szalenie interesującej, nie porywa czytelnika. Bardzo żałuję, że tak się stało, bo niestety nie jest to ta sama historia, co wcześniej, z drugiej jednak strony, cieszę się, że wydawnictwo Agora postanowiło kontynuować przerwaną serię i dać fanom Prestona i Childa możliwość powrotu do świata ulubionych bohaterów.

"Obsydianowa komnata", w porównaniu z poprzednimi 15 tomami serii, jest niestety najsłabsza i nie zapowiada się, aby kolejna część przyniosła jakąś zmianę na lepsze w tym temacie.

Sardegna

"Karmazynowy brzeg" #15 Douglas Preston, Lincoln Child


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: G+J
Liczba stron: 467
Moja ocena : 6/6

Uwaga!!! TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOJLERY!!!

"Karmazynowy brzeg" to następny tom przygód agenta Pendergasta, bohatera, który po dość burzliwej historii opisanej w "Błękitnym labiryncie" chce nieco odpocząć po wycieńczającej chorobie i odsapnąć po traumatycznych wydarzeniach prowadzących nieomal do jego śmierci. W ramach rekonwalescencji przyjmuje więc nietypowe, jak dla niego, zlecenie, odnalezienia złodzieja drogocennej kolekcji win, pochodzącej od prywatnego konesera, pana Percivala Lake'a.

Pendergast na co dzień, nie zajmuje się takimi błahymi sprawami, jednak oferta pana Lake'a, który w ramach zapłaty proponuje agentowi jedną z drogocennych butelek rzadkiego trunku, pochodzącego z nieistniejącej już winnicy, wydaje się nie dość, że atrakcyjna, to jeszcze staje się dla okazją do rzadkiej rozrywki i oderwania się od rzeczywistości. Aloyssus zabiera więc ze sobą Constance Green i razem wyruszają do Exmouth, małego, nadmorskiego miasteczka, aby przyjrzeć się bliżej tej zuchwałej kradzieży.

Po przyjeździe na miejsce faktycznie okazuje się, że ktoś skradł kolekcję win Lake'a ulokowaną w piwnicy latarni morskiej, ale do tego zdewastował jeszcze całe pomieszczenie. Takie działanie miało prawdopodobnie na celu ukrycie prawdziwego powodu wejścia do piwniczki, czyli zlikwidowania tajemniczego schowka znajdującego się w jednej z nisz. Pendergast bardzo szybko odkrywa, że w zagłębieniu zamurowano kiedyś człowieka i to właśnie owe zwłoki tak interesowały dewastatorów. Tym oto sposobem, sprawa skradzionych win zaczyna zdecydowanie bardziej interesować agenta, niż początkowo się na to zapowiadało.

Pendergast wraz z Constance obserwują mieszkańców miasteczka, mając podejrzenie, że zamknięta społeczność Exmouth wie coś na temat tajemniczych zwłok, ukrytych w latarni morskiej prawdopodobnie kilka pokoleń temu. Miasteczko skrywa jakąś wstydliwą tajemnicę wyjaśniającą obecność zwłok w latarni morskiej, jednak wszyscy uparcie milczą, twierdząc, że nie istnieje ku temu żadne logiczne wytłumaczenie.

Bohaterowie śledzą historię miasteczka i dochodzą do ciekawych wniosków, jakoby wiek XVII zapisał się z annałach Exmouth, jako trudny czas ubóstwa. W tym okresie, u wybrzeży miasteczka zaginął też parowiec, który oprócz tego, że przewoził na swoim pokładzie wiele ubogich kobiet z dziećmi, to jeszcze zawierał cenny ładunek znany tylko kapitanowi. Co ciekawe, wraku parowca nigdy nie odnaleziono, podobnie jak ciała żadnej z osób znajdujących się na pokładzie. Miejscowa legenda głosi, że coś musiało się wtedy wydarzyć, co sprawiło, że statek skierował się na ostre skały przy wybrzeżu i natychmiast zatonął.

Równorzędnie ze sprawą parowca, Constance śledzi inne materiały źródłowe, mówiące o tym, że w pobliżu Exmouth istniała kiedyś osada zamieszkiwana przez czarownice i czarowników ukrywających się przed represjami z pobliskiego Salem. O tej części mrocznej historii mieszkańcy miasteczka również nie chcą zbyt wiele opowiadać. Nawet odnalezienie nowych zwłok pokrytych diabelskimi symbolami, mogącymi mieć związek w pradawnymi wierzeniami, nie skłania miejscowych do mówienia.

Coraz więcej śladów sugeruje, że kradzież wina to tylko przykrywka dla utrzymania w tajemnicy jakichś innych sekretów z przed lat. Co wspólnego z piwniczką w latarni morskiej ma wymarła osada Oldham, a także legenda o zaginionym parowcu?

Powiem Wam, że nie spodziewałam się, iż "Karmazynowy brzeg" przyniesie mi taką satysfakcję z lektury, i tak wielkie zaskoczenie. Jeśli chodzi o historię rodzinną Pendergasta, nie sądziłam, że coś będzie w stanie mnie jeszcze zaskoczyć, bowiem większość wątków została już w serii zamknięta. A tu taka neispodzianka! Część, która miała przypominać "Martwą naturę z krukami", czyli taką raczej odrębną opowieść, okazała się jedną z bardziej zaskakujących części serii.

Bardzo podobała mi się ta lektura. Z jednej strony stała się czymś odrębnym, co pozwoliło czytelnikowi złapać oddech od zagmatwanych wydarzeń związanych z żoną i synami Pendergasta, z drugiej jednak, stanowiąca idealny puzel pasujący do układanki Aloyssusa.

Sardegna

"Błękitny labirynt" #14 Douglas Preston, Lincoln Child


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: G+J
Liczba stron: 555
Moja ocena : 6/6

"Błękitny labirynt" to kolejny tom serii o agencie Pendergaście, który wyjątkowo udało mi się przeczytać według kolejności. Jest to historia rozgrywająca się tuż po "Białym ogniu", lektura więc nie dostarczyła mi żadnych spoilerów, ani niejasnych tematów.

Co ciekawe, po trzynastu częściach (choć wydaje się to nieprawdopodobne), ta okazała się jedną z najbardziej odjechanych przygód agenta w całej serii. Tutaj dzieje się wszystko! Ilość sytuacji, które wymykają się rozumowi przeciętnego czytelnika jest olbrzymia, ale w sumie to domena thrillerów Prestona i Childa, dlatego też w tych książkach ma prawo dziać się wszystko, a czytelnik po prostu przyjmuje to, jako naturalną kolej rzeczy, niczemu się nie dziwiąc.

Uwaga!!! TEKST MOŻE ZAWIERAĆ SPOJLERY

Historia nawiązuje do wątku poruszanego w "Dwóch grobach", a wcześniej w "Granicach szaleństwa" i "Bez litości". Kiedy agent Pendergast zaczyna dochodzić do siebie po utracie żony i świadomości, że ma dwóch synów, z których jeden przerasta go pod każdym względem, oraz po udanym śledztwie z Corrie Swanson opisanym w "Białym ogniu", spada na niego kolejny cios. Pod drzwi jego domostwa zostają dostarczone zwłoki jego syna Albana, czyli tego mroczniejszego z bliźniaków, który przerósł umiejętnościami swojego ojca i był głównym przeciwnikiem agenta w walce z tajną organizacją zwaną Przymierzem.

Kiedy Pendergast widział syna ostatni raz, chłopak obiecał, że jeszcze się spotkają, a wtedy nikt nie powstrzyma go od zemsty na znienawidzonym ojcu. Jego śmierć mocno zastanawia agenta, który nie ma pojęcia kto byłby w stanie zabić tak sprytnego, inteligentnego i przebiegłego młodego człowieka.

Tajemniczy morderca chce wyraźnie przekazać Pendergastowi jakąś wiadomość, zostawia też w ciele Albana bardzo rzadki kamień szlachetny, wyjątkowy turkus, pochodzący właściwie tylko z jednego miejsca na ziemi, maleńkiej, nieaktywnej już kopalni w Kalifornii. Agent oczywiście natychmiast tam podąża, świadomy faktu, że na miejscu może czekać na niego pułapka zastawiona przez ludzi, o nieznanych zamiarach.

I tak też faktycznie się dzieje, jednak konsekwencje tej pułapki okażą się wyjątkowo tragiczne w skutkach, bowiem prześladowcy nie chcą pozbawić agenta życia natychmiast, mając wobec niego inne plany. Pendergast świadomy, że wyrok na nim już zapadł, postanawia wykorzystać resztkę czasu, jaka mu została i odkryć, gdzie podziewał się Alban, co planował i kto doprowadził do jego śmierci. Udaje mu się wprawdzie dojść do informacji, że chłopak przebywał w zamkniętej strukturze wewnątrz Rio de Janeiro, ale nie bardzo wie, co wspólnego ma to ze śmiertelną pułapką, w którą wpadł. Prawda okaże się oszałamiająca, związana z historią rodziny Pendergasta, ale też z pragnieniem zemsty, które jest najbardziej niszczycielskim uczuciem na świecie.

"Błękitny labirynt" to chyba jeden z moich ulubionych tomów serii o Pendergaście. Dzieje się w niej wszystko, co tylko byśmy chcieli, połowa wydarzeń jest nieprawdopodobna, ale mocno w stylu autorów, co w sumie staje się nieważne, kiedy całość czyta się ekspresowo i z wypiekami na twarzy.

Poszukiwanie prawdy o Albanie, a przy okazji poznawanie historii własnej rodziny, mocno wpływa na samego Pendergasta. W poprzednich tomach był on takim niezniszczalnym człowiekiem z żelaza. Wiele razy o włos uniknął śmierci, został śmiertelnie postrzelony, raniony, czy narażony na różnego rodzaju urazy i bezpośrednie konfrontacje z wrogiem. Raz nawet został zamurowany żywcem, jednak zawsze udawało mu się wyjść cało z opresji.

W tej części jest on chyba najbardziej bezbronny i najbardziej bliski utraty życia. Bohater musi polegać na swoich przyjaciołach i właściwie nie ma żadnego wpływu, ani kontroli nad tym, co planują. Na szczęście jego podopieczna Constance Green, archeolożka Margo Green oraz niezastąpiony porucznik D'Agosta poruszą niebo i ziemię, aby ocalić swojego przyjaciela.

Towarzyszę agentowi od pierwszego tomu i po raz pierwszy mogłam zobaczyć go w tak słabej kondycji psychicznej i fizycznej. Oczywiście nie jest to negatywną stroną tej historii, pokazuje tylko ludzkie oblicze Pendergasta, który nie jest już cyborgiem przygotowanym na każdą ewentualność, ale człowiekiem ze swoimi słabościami.

Cóż mogę jeszcze dodać. Jako miłośniczka serii polecam ją każdemu, kto lubi wciągające i pokręcone historie z dreszczykiem. Czytelnikom, którzy nie znają przygód agenta zdecydowanie zachęcam, aby zaczęli swą przygodę od "Reliktu", ale swoim własnym przykładem poświadczam, że dla chcącego nic trudnego i nawet lektura tomów serii w zupełnie przypadkowej kolejności może dostarczyć niesamowitych emocji.

Sardegna

"The Inheritance Games" Jennifer Lynn Barnes


posted by Sardegna on , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Must Read
Liczba stron:  400
Moja ocena : 4/6 

Niesamowicie ciekawi mnie fenomen powieści młodzieżowych, w których aktualnie zaczytują się nastolatki. Moja Córka nie jest wyjątkiem w tym zakresie i też dała się ponieść "Rodzinie Monet", książkom Colleen Hoover i innym Tik Tokowym tytułom, dlatego też postanowiłam sięgnąć po jedną z tych powieści, żeby sprawdzić na własnej skórze, o co tyle zamieszania. Na początek wybrałam z jej półki "The Inheritance Games", czyli tę, która wydaje się najbardziej przygodową, zagadkową i tajemniczą, a najmniej romansową.

Jest to właściwie pierwszy tom serii, ale można zakończyć lekturę na tej części, choć będzie się odczuwało pewien niedosyt. Osobiście nie wiem, czy będę chciała doczytywać serię do końca, bo średnio mnie ta historia porwała, ale o tym za moment. W każdym razie moja Córka zaopatrzyła się w tom drugi, zakładam więc, że i kolejne części trafią do naszego domu.

Bardzo ambitna nastolatka Avery Gramb, musi zmagać się z trudami codzienności po śmierci mamy. Stara się godzić naukę z obowiązkami, mieszka z przyrodnią siostrą i razem walczą z ubóstwem, a także z agresywnym chłopakiem Libby. Pewnego dnia do Avery zgłasza się tajemniczy młody mężczyzna, który twierdzi, że dziewczyna jest wymieniona, jako jedna ze spadkobierczyń w testamencie jego dziadka, multimilionera, Tobiasa Hawthorne’a. Nastolatka nie ma pojęcia, dlaczego miałaby być w jakikolwiek sposób spokrewniona z tym człowiekiem, ale dla pewności i trochę z ciekawości, zgadza się na podróż do Teksasu, aby pojawić się na oficjalnym odczytaniu testamentu.

W czasie otwarcia dokumentu okazuje się, że Hawthorne swojej licznej rodzinie zapisał tylko ułamek całego majątku, natomiast całą resztę, ponad 42 miliardy dolarów zostały przekazane właśnie Avery. Dziewczyna nie może wyjść z szoku. Szuka powiązań z rodziną Hawthornów, ale niczego nie jest w stanie znaleźć. Jedynym elementem łączącym wydaje się być jej ojciec, którego nigdy nie poznała, choć i ten trop wydaje się naciągany, mimo iż tuż przed śmiercią mama starała się coś jej przekazać.

Na ten moment Avery nie potrafi jednak w żaden sposób ulokować swojej roli w życiu multimiliardera i jego bliskich. Nie jest też gotowa, na to, co zawiera jeden z zapisów w testamencie, czyli fakt, że musi zamieszkać w posiadłości Hawthornów i przyjąć na siebie wszystkie zobowiązania spadkobierczyni. Nie jest to dla niej łatwe, tym bardziej, że rodzina zmarłego nie zamierza ułatwiać tej sytuacji "przybłędzie" znikąd. Nastoletni wnukowie Tobiasa: Jameson, Grayson, Xander i Nash, wyraźnie coś ukrywają przed Avery, i choć wydają się być pozytywnie nastawieni do dziedziczki, też nie mówią jej wszystkiego.

Dziewczyna postanawia rozwikłać zagadkę, którą całej rodzinie pozostawił zmarły, czyli wyjaśnić jej rolę w spadku. A ponieważ Tobias był człowiekiem lubiącym łamigłówki, kody i wszelkiego rodzaju tajemnice, Avery podejrzewa, że jej zadaniem będzie odnaleźć pozostawione wskazówki i połączyć je w całość. Dość szybko orientuje się, że klucz do zagadki znajduje się w nietypowych, drugich imionach wnuków Hawthorna, ale ponieważ nie wie nic o członkach rodziny i ich posiadłości, swe poszukiwania musi zacząć od samego początku.

Fabuła "The Inheritance Games" wydaje się naprawdę ciekawa, i wierzę, że może ona porwać młodego czytelnika, dla mnie jednak jest to opowieść zbyt przegadana, zwłaszcza jej początek i moment aklimatyzowania się Avery wśród Hawthornów. To wszystko za długo trwa, a dziewczyna ma milion rozważań i niepotrzebnych przemyśleń. Mam też zastrzeżenie do kreacji głównych bohaterów. O ile Avery się wyróżnia, to czterej bracia są tak do siebie podobni charakterologicznie, że właściwie ich postacie nakładały mi się na siebie. Rodzina zmarłego jest dość liczna i każdy ma coś do ukrycia, jednak przez ich podobieństwo do siebie, podążanie za ich tajemnicami nie było jakieś ekscytujące.

Na plus tej powieści przemawia na pewno samo rozwiązanie zagadki i zakończenie książki. Tutaj jest już bardziej dynamicznie, i moim zdaniem, jest to najmocniejsza strona tej powieści. Niemniej jednak, jak dla mnie, zbyt wiele jest tutaj powtórzeń, nic nie wnoszących rozważań i wątków pobocznych. Chociaż według mojej Córki, która zaczęła już czytać drugi tom, to części pierwszej nie ma przypadkowych wątków, wszystkie do czegoś prowadzą.

Tak, jak mówię, "The Inheritance Games" jakaś specjalnie mnie nie porwało i raczej nie będę kontynuować tej czytelniczej przygody, ale jeżeli wciąga młodych czytelników, to nic tylko się cieszyć, że sięgają oni po opowieść, która wnosi w ich życiu czytelnicze coś więcej, niż tylko romans.

Sardegna