Pokazywanie postów oznaczonych etykietą literatura australijska. Pokaż wszystkie posty

"Światło między oceanami" M.L.Stedman


posted by Sardegna on , , , , , ,

10 comments

Wydawnictwo: Albatros
Liczba stron: 432
Moja ocena : 6/6
 
 
Jakiś czas temu na językach czytelników i widzów na całym świecie było "Światło między oceanami", czyli bestseller M.L.Stedman, zekranizowany w 2016 roku. Ja również trochę uległam magii tego tytułu i przy okazji jednej z wymian Śląskich Blogerów Książkowych zaopatrzyłam się w tę książkę o cudownej, filmowej okładce. Oczywiście odłożyłam powieść na bliżej nieokreślony później, które to nieoczekiwanie trafiło mi się przy okazji kompletowania lektur na tegoroczny urlop. W tym roku  postanowiłam bowiem zabrać na wakacje nie tylko książki recenzenckie, ale też takie, które leżały w mojej biblioteczce już dłuższy czas. Okazało się to super sprawą, bo w innych okolicznościach przez najbliższe miesiące, pewnie bym nie przeczytała ani "Światła między oceanami", ani "Gwiazdki z nieba".
 
A tak miałam okazję zagłębić się we wspaniałą, wzruszającą historię, która przeniosła mnie na malowniczą wysepkę Janus Rock, leżącą u wybrzeży południowo zachodniej Australii, dokładnie pośrodku umownej granicy między oceanami, Spokojnym i Indyjskim.
 
Historia rozgrywa się w 1920 roku, kiedy to Australia ledwo co dochodzi do siebie po Wielkiej Wojnie. Do miasteczka Point Partageuse dociera jeden z weteranów wojennych, trzydziestoparoletni Tom Sherbourne, który zmaga się z traumatycznymi wspomnieniami z pola bitwy. Mężczyzna upatruje ukojenia w spokojnej, nieco monotonnej pracy, zgłasza więc swoją kandydaturę na posadę latarnika na wyspie Janus Rock, oddalonej 100 mil od stałego lądu. Choć praca wydaje się śmiertelnie nudna i bez perspektyw, Tomowi bardzo odpowiada, bo to właśnie w usystematyzowanej codzienności i w rutynie odnajduje wymarzony spokój. 
 
Przy okazji jednego z krótkich urlopów na lądzie, Tom poznaje uroczą, młodszą od niego o ponad dziesięć lat, sympatyczną dziewczynę Isabel. Ich uczucie wzmacnia się z czasem, za nic mając dzielącą ich odległość. Kiedy przychodzi czas, kobieta nie waha się też ani chwili z decyzją przeniesienia się na wyspę do ukochanego. Para żyje sobie spokojnie, jednak sen z powiek spędza im fakt, iż Isabel nie potrafi donosić kolejnych ciąż, a marzenia o dziecku stają się coraz bardziej dominujące i przesłaniają im codzienność.
 
Pewnego dnia na wyspę trafia łódka z martwym rozbitkiem trzymającym w ramionach żywe niemowlę. Isabel od razu postanawia zająć się dzieckiem, a ponieważ tęskniąc za własnym, którego nie może mieć, zaczyna zastanawiać się, czy wraz z Tomem mogliby przygarnąć sierotę.
 
Małżonkowie podejmują decyzję, aby nikomu nie przyznawać się, iż dziecko nie jest ich własne, i w jaki sposób trafiło na wyspę. Malutka Lucy rozwija się wzorcowo, Isabel realizuje w macierzyństwie, a rodzina i znajomymi szaleją ze szczęścia, iż Sherbourne'om w końcu urodziło się upragnione dziecko. 
 
Radość nie trwa jednak długo, bo zatrzymanie nieswojego dziecka zaczyna przybierać nieoczekiwane konsekwencje. Pewnych słów i czynów nie da się już cofnąć. Podjęte pod wpływem emocji i niespełnionych pragnień działanie, zaczyna ważyć na spokojnym życiu małżonków, ale też innych ludzi. Decyzja ciąży coraz bardziej, ale nie ma już od niej odwrotu.
 
"Światło między oceanami" to wzruszająca, pełna emocji powieść, którą wyjątkowo intensywnie poczują rodzice. Bardzo mocno zidentyfikują się oni z Isabel i Tomem, będą się zastanawiać, jak postąpiliby w podobnej sytuacji i czy dokonaliby zbliżonego wyboru. Ciężko będzie czytać o rozpaczy, bezsilności, strachu, poczuciu winy bohaterów, próbując pogodzić te emocje z jednoczesną pewnością trafnie dokonanego wyboru. 
 
"Światło..." to opowieść o bezwarunkowej miłości, więzi rodzicielskiej, lojalności, ale też trudnych wyborach, pragnieniu zaspokojenia własnych potrzeb, kierowaniu się dobrem innych, ale też o takiej zwyczajnej, ludzkiej przyzwoitości. Powieść jest naprawdę wyjątkową lekturą, powiedziałabym, że to taka obyczajówka "z górnej półki". Wzruszające zakończenie może złamać serce niejednego czytelnika, ale dla innych może okazać się idealnym zwieńczeniem tej opowieści. Problemy bohaterów i ich decyzje nie są przedstawione pobieżnie, ciekawie obserwować studium psychologiczne postaci (mnie wyjątkowo poruszyła kreacja Toma, kochającego ojca i męża, człowieka zmagającego się z własnymi demonami, który dla swoich bliskich jest w stanie poświęcić wszystko), a do tego piękne okoliczności przyrody, malownicza Australia, cudne nadmorskie klimaty, bezludna wyspa i bezkresne oceany. 

Bardzo polecam! Gwarantuję, że powieść przeczołga Was emocjonalnie! Ale czy nie tego oczekujemy od dobrych książek?
 
Sardegna

"78 - piętrowy domek na drzewie" Andy Griffiths, Terry Danton


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

Kiedy już myślicie, że widzieliście wszystko i nic nie jest w stanie Was zaskoczyć, na rynku wydawniczym pojawia się "78 - piętrowy domek na drzewie". 

Najnowszy tom domkowej, bestsellerowej serii przygód Andy'ego i Terry'ego, rozbudowany jest o 13 pięter. W stosunku do poprzedniej części, ma też zdecydowanie więcej stron i zupełnie nową okładkę. Twórcy tej historii wyraźnie się rozkręcają, zaskakując małych czytelników (o ile to w ogóle możliwe), jeszcze bardziej zakręconymi pomysłami, jakie tylko mogą przyjść do głowy mieszkańcom domku. Premiera najnowszej książki, należącej do tej serii, miała miejsce w styczniu, a całość obecnie liczy sobie już 6 tomów, a moje dziecko ma na półce komplet, więc zainteresowanych odsyłam do poszczególnych linków:

 "13 - piętrowy domek na drzewie"
"26 - piętrowy domek na drzewie"
"39 - piętrowy domek na drzewie"
"52 - piętrowy domek na drzewie"
"65 - piętrowy domek na drzewie" 


"78 - piętrowy domek na drzewie" idealnie pasuje formułą do swych poprzedników. Opisuje jeszcze bardziej zakręcone pomysły chłopaków, otwierając furtkę do wykreowania kolejnych części. Będąc po lekturze wszystkich poprzednich tomów, nieustannie jestem pod wrażeniem, w jaki sposób seria ta zdobywa sobie, aż takie uznanie wśród dzieciaków. To znaczy rozumiem ideę, bo jestem świadoma tego, że dzieciom o wiele lepiej czyta się książkę, w której tekst przypomina bardziej komiks i jest poprzedzielany wieloma ilustracjami. Najlepszym przykładem na potwierdzenie tego faktu jest moja Córka, która chętniej sięgnie po taką właśnie wersję, niż tradycyjną książkę o zbitym tekście. 


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 382
Moja ocena : 5/6

Odchodząc jednak od samej formy, przygody chłopaków są tak absurdalne, tak szalone i tak chaotyczne, że tylko dziecko może widzieć w nich jakiś sens, i jakąś metodę. 

Chłopaki mają już domek powiększony o 13 pięter, a na nowych kondygnacjach mieszczą się takie miejsca, jak się: myjnia, do której można wjechać z otwartymi oknami i opuszczonym dachem, miksomat, lina niebezpieczeństwa, piętro z 78 wirującymi talerzami, nie wyklute mega jajo, sąd z mechanicznym sędzią, grota gryzmołów graffiti, Andylandia, czyli kraina pełna klonów Andy'ego, Terrlandia - obłąkana mieścina pełna klonów Terryego, Jillowice, czyli wioska pełna klonów Jill, stadion wszechpiłki, na którym można grać we wszystkie możliwe rodzaje piłek, szerokoekranowe kino, oraz ekstremalnie strzeżony skarbiec nad chipsy. 

Andy i Terry postanawiają z przytupem zacząć swa przygodę i zamiast tradycyjnie pisać kolejną książkę, zajmują się realizacją filmu. I to właśnie z produkcją filmową będzie się wiązała większość śmiesznych scenek, w przypadku chłopaków bowiem, i ich szalonego trybu życia, wydarzyć może się absolutnie wszystko. Na przykład, w czasie kręcenia ujęć, można zostać zaatakowanym przez rekina, pływającego w oczku wodnym, da się też wyprodukować elektrorożca, wysiadywać wielkie jajo, znajdujące się na jednym z pięter, bądź kręcić talerzami dla rozrywki. Pomysłów na fabułę filmu nie brakuje, bo praktycznie każde piętro niesie ze sobą nowe możliwości. 

Generalnie bardzo dużo dzieje się w tym domku na drzewie. Z pomocą (a może raczej szkodą), przy produkcji filmu, przyjdzie chłopakom pan Ważny Reżyser.  Do tego dojdą jeszcze niesnaski w Andy i Terrylandi i dramatyczna premiera filmowa, zakończona awanturą. 

No, mówię Wam. Jeden wielki chaos na kółkach. Dla rodziców nic w tej opowieści nie ma większego sensu, ani tym bardziej logiki. Ale czy to ważne? Zostawcie swoje dziecko z tą książką sam na sam, a dostaniecie gwarancję wolnego wieczoru. 

W powyższy "78 - piętrowy domek na drzewie", jak i pozostałe części serii można  zaopatrzyć się na  przykład na TEJ stronie.
Sardegna

"Zwiadowcy. Ruiny Gorlanu " John Flanagan


posted by Sardegna on , , ,

2 comments


 Wydawnictwo: Jaguar
Liczba stron: 320
Moja ocena : 5/6

"Zwiadowcy" to przykład serii książek dla młodzieży, która jest dla mnie absolutnym fenomenem. Nie miałam pojęcia, co tak urzekło młodych czytelników w tej historii, że na pytanie: "Jaką książkę polecasz?" 7/10 zapytanych przeze mnie dzieciaków odpowiedziało: "Zwiadowców". Nie żebym była negatywnie nastawiona do tej przygodowo - fantastycznej opowieści i jakoś specjalnie ją krytykowała. Chodzi mi bardziej o to, że kojarzę tytuły wydające się znacznie ciekawsze i bardziej wciągające, niż te, autorstwa australijskiego pisarza powieści młodzieżowych, Johna Flanagana.  

Niezbadane są jednak wybory czytelnicze dzieciaków, a podążać za nimi trzeba, żeby podtrzymywać w nich chęć czytania w ogóle. Idąc więc za ciosem, postanowiłam zapoznać się z pierwszym tomem tej opowieści, będącej mieszaniną fantastyki, powieści przygodowej i historycznej, żeby móc później wypowiedzieć się na jej temat i ewentualnie mieć w zanadrzu jakieś argumenty na tak lub nie, w dyskusji.

Pierwszy tom "Ruiny Gorlanu" jest wprowadzeniem do dłuższej historii. Poznajemy piętnastoletniego Willa,  który wychowany w sierocińcu barona Aralda, zbliża się do osiągnięcia wieku odpowiedniego do wybrania profesji, na całe życie. W zamku barona istnieje tradycja "dnia wyboru", kiedy to dzieciaki zostają przydzielone do jednego z domów mistrzów, gdzie nauczyć się mają przyszłego zawodu. Przyjaciele Willa szybko znajdują sobie przydziały, chłopak natomiast bardzo chce trafić do Szkoły Wojowników i zostać rycerzem, jak jego nieżyjący już ojciec, jednak jego wątła postura i niski wzrost mu to uniemożliwiają. Ostatecznie jednak, ktoś się o Willa upomina: Halt, tajemniczy, choć znany w całym królestwie, zwiadowca, zgadza się aby ten został jego pomocnikiem. 

Surowy i wymagający nauczyciel, wyciśnie z Willa siódme poty. Chłopak nauczy się zawiłych technik i metod walki zwiadowcy, pozna tajniki strzelania z łuku, skradania się oraz ujeżdżalnia specjalnie wyszkolonego konia, aby w końcu wziąć udział w pierwszej poważnej misji. 

Zadanie, jakie czeka Halta, Willa i innych zwiadowców to tylko początek większej przygody. W tomie pierwszym pojawią się interesujące sceny walk, które są tylko zaczątkiem do właściwego wątku, rozwijającego się dynamiczniej w kolejnych tomach serii. W "Ruinach Gorlanu" będziemy mogli śledzić także losy przyjaciół Willa, a przede wszystkim poznać historię rodzinną chłopaka. 

Moje wrażenia po lekturze pierwszego tomu są raczej pozytywne. Wprawdzie nie w moim klimacie są opisy bitew, osprzętu rycerskiego i przygotowań do walk, ale rozumiem skąd może brać się fascynacja dzieciaków "Zwiadowcami". Młodzi czytelnicy chcą czytać opowieści o niesamowitej przygodzie, waleczności, odwadze, lojalności i honorze. Dodatkowo, szukają także motywów fantastycznych w literaturze, bo jak powiedziała mi jedna siódmoklasistka: "lubię fantastykę, bo przenosi mnie w inny świat, w którym wszystko jest możliwe". A ponieważ seria ta wszystko to dzieciakom daje,  nie dziwi już tak jej wielka popularność. Akceptuję to i szanuję, a rodziców nieczytających 11-13 latków zachęcam do podsunięcia im tej książki. A nuż coś w związku z tym wydarzy!

  Sardegna

Już czytam sam! #12 "65 - piętrowy domek na drzewie" i ... "13 - piętrowy domek na drzewie"


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments

Z tymi "Domkami na drzewie" to jakiś obłęd! Moja Dziewięciolatka oszalała na ich punkcie jeszcze bardziej, niż to miało miejsce w przypadku "Dzienników Cwaniaczka" (o których pisałam TU i TU). Zdaje mi się, że nawet sami autorzy Andy Griffiths i Terry Denton nie spodziewali się aż takiej popularności swej serii. Świadczyć o tym może fakt, że tom pierwszy jest niemalże o połowę cieńszy, niż część najnowsza. Ale wiecie, kiedy rośnie zainteresowanie, muszą mnożyć się pomysły. W każdym razie moja Córka jest na bieżąco z kolejnymi tomami:
"39 - piętrowy domek na drzewie"
"52 - piętrowy domek na drzewie"

Do szczęścia brakowało jej tylko tomu pierwszego, czyli "13 - piętrowego domku na drzewie" i najnowszego, czyli "65 - piętrowego..." Pierwszy sprezentowałam jej przy okazji tegorocznych WTK, co do drugiego, z pomocą przyszła Nasza Księgarnia.  Teraz już moje dziecko ma na własność swoją kolekcję domków, w liczbie pięciu tomów.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 256
Moja ocena : 5/6

W "13 - piętrowym domku..." poznajemy początki przygód Andy'ego i Terry'ego. Domek chłopaków nie jest jeszcze aż tak bardzo rozbudowany, choć znajduje się w nim kilka ciekawych pomieszczeń i sposobów na umilenie sobie czasu wolnego. Jest tam pokój zabaw, tajne, podziemne laboratorium, basen z łakomymi rekinami, fontanny z oranżadą, kręgielnia, liany, na których można się huśtać oraz przeźroczysty basen. Chłopcy zajmują się pisaniem i ilustrowaniem książek, opowiadają więc czytelnikom, skąd biorą na to pomysły. Czasami główkują, jak szaleni, bo nie mają koncepcji, o czym nowym pisać, ale zazwyczaj nie mają z tym problemu, bowiem codziennie przydarzają im się niesamowite przygody, wystarczy wtedy tylko je spisać, dorysować kilka ilustracji i książka jest już gotowa!

W wypadku 13 - piętrowego domku, Terry postanawia zamienić kota w kanarka i wyhodować z jaj małpę morską, która przez przypadek okazuje się syreną. Kolejno, chłopcy walczą z morskim potworem, w którego syrena się zmienia, ostatecznie traktując ją zmniejszaczem do bananów. Potem produkują pianki w ilości znacznej, piszą o przygodach Superpalca oraz próbują ujarzmić stado prawdziwych (nie morskich) małp, a wszystko to w czasie, kiedy termin pisania nowej książki goni, jak szalony!

Standardowo, w tej historii pełno jest śmiesznych gagów, żartów sytuacyjnych, które przedstawiane są również na rysunkach. To nic, że momentami więcej jest tych obrazków, niż samego tekstu, ale na tym właśnie polega cały urok tej książki. Jak widać, takie "komiksowe" książki okazują się być niezmiernie atrakcyjne dla czytających dzieciaków.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 384
Moja ocena : 5/6
 
Tom najnowszy "65 - piętrowego domku na drzewie", będący jednocześnie najbardziej obszernym, jest nie mniej zakręcony od poprzednich części. Domek Andy'ego i Terry'ego ma dobudowane nowe piętra, na których znajdują się: pokój urodzinowy, salon piękności dla zwierząt, klonowalnia, pokój nie - urodzinowy, sala eksplodujących gałek ocznych, drzewna telewizja, orkiestra piszczących balonów, sklep z lizakami, niewidzialne piętro, domek dla sów, mrówcza farma, strzelnica oraz piętro - lotne piaski. Cóż jednak z tego, skoro chłopaki nadal nie mają pozwolenia na budowę domku na drzewie. Jak więc rozwiązać ten problem, kiedy do drzwi puka Inspektor Bąbelek, oczekując odpowiednich dokumentów, które nie istnieją?


Bohaterowie posiadają na szczęście maszynę czasu, która przeniesie ich w przeszłość, żeby mogli zdobyć odpowiednie zezwolenie budowlane. Co jednak się stanie, kiedy posuną się oni zbyt daleko w swej podróży? Atak mrówek, które formują Wielką Mrówczą Stopę to nic, w porównaniu z wylądowaniem w epoce dinozaurów czy uczeniem ludzi pierwotnych, czym jest sztuka. 

Na koniec napiszę jeszcze tylko, że dotarcie chłopaków do ery kamienia łupanego to dopiero połowa ich przygód, opisanych w książce. Resztę natomiast zostawiam dzieciakom samym do odkrycia.

Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, kiedy napiszę, że w przygotowaniu jest już tom kolejny, tej zabawnej, ni to fabularnej, ni to komiksowej, opowiastki. Na pewno zaopatrzę Dziewięciolatkę w "78 - piętowy domek na drzewie", którego sama jestem ciekawa, no bo jakież to nowe pomieszczenia i szalone przygody mogą wymyślić jeszcze autorzy, skoro wszytko już było! 

  Sardegna

Już czytam sam! #6 "39 i 52 - piętrowy domek na drzewie"


posted by Sardegna on , , , , , , ,

No comments

Seria o "Domkach na drzewie", autorstwa Andy'ego Griffiths i Terry'ego Dentona, zawojowała moją Ośmiolatką. Wszystko zaczęło się od tomu drugiego (pierwszy był bowiem niedostępny) "26 - piętrowy domek na drzewie", który był praktycznie pierwszą grubszą książką, przeczytaną w całości samodzielnie, przez moje dziecko. Kolejno padło na "39 piętrowy domek na drzewie", a teraz na najnowszy, mający premierę dopiero w tym miesiącu - "52 piętrowy domek ...". Od czasu przeczytania tomu drugiego umiejętności czytelnicze mojej córki znacznie się poprawiły. Dlatego nie zdziwiło mnie, kiedy przeczytanie każdej z książek zajęło jej nie więcej, niż jeden wieczór.

W czym tkwi więc fenomen "Domków na drzewie"? Chyba na tym, że jest to opowieść łącząca w sobie komiks z tradycyjną historią. Książka zawiera wiele ilustracji, zabawnych szkiców tak, jak to ma miejsce w tradycyjnym komiksie, jednak całość jest tak rozbudowana, że znacznie przekracza jego objętość.  Dziecko czytając tak grubą książkę ma niemałą satysfakcję. W rzeczywistości jednak całość ma znacznie mniej tekstu, niż się to na początku może wydawać. Seria podobna jest trochę do innej, skierowanej dla nieco starszych dzieci: "Dziennika Cwaniaczka" czy "P.Rosiak", "Domki" przeznaczone są jednak dla 8-12 latków, którzy też mogą cieszyć się swoimi "komiksowymi" książkami i zaczytywać się w nich do woli.

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 335
Moja ocena : 5/6

W tej części spokojny żywot chłopaków Andy'ego i Terry'ego stoi pod znakiem zapytania. Goni ich termin oddania do redakcji kolejnej książki, co gorsza jednak, książka nie jest jeszcze napisana, więc są oni w poważnych tarapatach. W związku z tym postanawiają skonstruować wynalazek, który pomoże im w napisaniu książki, a nawet napisze ją za nich. 
Budują maszynę Dawno Dawno Temu, która ma takie magiczne właściwości, niestety przynosi ona więcej strat, niż pożytku, buntuje się i postanawia stworzyć książkę na własnych zasadach. 

To jest tylko początek tej zagmatwanej historii, bowiem dalej jest tylko ciekawiej. Chłopcy szukają profesora, o wdzięcznym imieniu Debillo, który ma pomóc im uwolnić się od zdradzieckiej maszyny. W tym celu wyruszają na Księżyc rakietą zbudowaną z połączonych kropek. Profesor nie jest jednak miłym typkiem i niszczy wszystko, co spotka na swojej drodze. Andy i Terry będą musieli uratować siebie, swój domek na drzewie, a także ... cały świat.


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 350
Moja ocena : 5/6

"52 - piętrowy domek na drzewie" opisuje równie emocjonujące przygody chłopaków. Andy i Terry dziwią się, że pan Nochal - wydawca ich książek, jeszcze nie odezwał się z przypomnieniem o terminie oddania kolejnego tytułu. Okazuje się, że ich zdziwienie jest jak najbardziej uzasadnione, ponieważ Nochal zniknął w podejrzanych okolicznościach. Chłopaki postanawiają rozwiązać tę zagadkę, jak prawdziwi detektywi, w końcu mają na jednym ze swych pięter supernowoczesną agencję detektywistyczną z megazaawansowana technologią. Wyruszają na akcję, przy okazji ratując swoją przyjaciółkę Jill od zaklętego snu, spowodowanego zatruta marchewką. Kierują się do królestwa, w którym rządzą warzywa, niekoniecznie pozytywnie nastawione do ludzi, i ... wpadają w zastawione przez nich sidła. Ta przygoda nie może skończyć się dobrze, chyba że ktoś przyjdzie chłopakom z pomocą.

Sporo się dzieje w życiu bohaterów mieszkających w swym domku na drzewie. Często są to przygody zabawne, niesamowite, czasami tak absurdalne, że śmieszyć mogą tylko młodego czytelnika. Ja nie neguję "Domków na drzewie". Cieszę się, że moja córka lubi tą serię i dobrze się jej ją czyta. W przygotowaniu jest już kolejny tom tej serii i tym razem będzie to "65 - piętrowy domek na drzewie". Na pewno się w niego zaopatrzymy.

Jeśli interesują Was wcześniejsze wpisy z serii "Już czytam sam!" znajdziecie je klikając w odpowiednie linki:

#1 "Cecylka Knedelek"
#2 "Koty"
#3 "Elementarz"
#4 "Dziennik Cwaniaczka"
#5 "Baśnie Grimm i Andersena"

  Sardegna

"26 - piętrowy domek na drzewie" Ady Griffiths, Terry Denton


posted by Sardegna on , , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 350
 Moja ocena : 5/6


"26 - piętrowy domek na drzewie" to druga część książkowo - komiksowego cyklu, autorstwa Andy'ego Griffiths i Terry'ego Dentona. Czemu ta historia jest książkowo - komiksowa? Bowiem "Domek na drzewie" wygląda, jak pełnowymiarowa książka - ma zresztą ponad 300 stron, w rzeczywistości jest jednakże świetnie skonstruowanym komiksem, z wieloma cało stronicowymi ilustracjami i niewielką ilością tekstu.

Zanim przejdę do treści, muszę nadmienić, że moja Siedmiolatka oszalała na punkcie tej książki. Przeczytała ją w dwa, trzy wieczory, (w sumie nie było to trudne, kiedy teksu było naprawdę niewiele), ale super pozytywne dla niej samej było to, że po raz pierwszy przeczytała samodzielnie "tak grubą" książkę! Oczywiście, gdyby zebrać sam tekst, nie przekroczyłby on stu stron, ale przecież nie o to chodzi. Czytanie ma sprawiać dziecku przyjemność, a przeczytanie "26-piętrowego domku na drzewie" okazało się wyjątkową przyjemnością!

Andy i Terry to najlepsi kumple, którzy zbudowali sobie genialny domek na drzewie. Początkowo mieli 13 piętrowy domek (tom pierwszy), ale go rozbudowali do 26 pięter. W przygotowaniu jest jeszcze domek 39 piętrowy (tom trzeci), więc widocznie chłopcy mają jeszcze masę pomysłów na zagospodarowanie wolnego miejsca w swojej siedzibie.

Nie myślcie, że ten domek na drzewie to jakaś chatynka z drewna. To pełnowymiarowa rezydencja, pełna niesamowitych pomieszczeń, basenów, platform czy skoczni. W 26 - piętrowym domku znaleźć można tor wyścigowy, tor do jazdy na deskorolkach, komorę antygrawitacyjną, arenę do walk w błocie, studio nagraniowe, lodowisko, basen z rekinami, Labirynt Śmierci czy lodziarnię z lodami we wszystkich, dostępnych smakach. W swoim domku Andy pisze książki, a Terry je ilustruje, ale nie tylko! Chłopaki bawią się i korzystają z różnych atrakcji, przy okazji pakując się w niezłe tarapaty (wpakowanie bokserek do basenu pełnego rekinów, to tylko jeden z przykładów).

W tej części przygód Andy'ego i Terry'ego, czytelnicy mogą dowiedzieć się, jak chłopcy się poznali i jaką przygodę przeżyli, walcząc na oceanie, z piratami, przy okazji tegoż poznania, właśnie. Właściwie te dwa motywy stanowią większą część opowiastki, mam bowiem wrażenie, że o samym domku i jego pomieszczeniach traktuje bardziej tom pierwszy.

To oczywiście w niczym nie przeszkodziło mojej Siedmiolatce, która przeczytała całość z wypiekami na twarzy i zadowolona, że ma za sobą tak grubą książkę, poprosiła o więcej. Kiedy zapytałam, co tak właściwie najbardziej jej się w tym "26 - piętrowym domku na drzewie" podobało, stwierdziła, że, kiedy o nim czytała, czuła się, jakby była w środku, i razem z chłopakami przeżywała ich przygody. Niektóre z nich bardzo ją śmieszyły np. różne wersje historii poznania się chłopaków, czy historia z wypraniem bokserek w zbiorniku z rekinami, ale najfajniesze było to, że opowieść była uwaga! komiksem.

No proszę! Tego nie przewidziałam, że w domu, w którym rodzice nie czytają komiksów, i praktycznie ich nie posiadają, dziecko zapała uczuciem do tej formy. Miło!

Podsumowując, serię o domku na drzewie polecam dzieciakom w wieku 6 - 10 lat. Młodszym na pewno dobrze zrobi samodzielne przeczytanie tekstu i satysfakcja z "własnoręcznie" przeczytanej książki, starsi za to będą mogli wkręcić się w specyficzny humor Andy'ego i Terry'ego, i wyszukiwać w opowieści, co lepsze smaczki. Poza tym, jak widać, książka może stać się początkiem fascynacji dziecka, komiksami.

Sardegna

"Posłaniec" Markus Zusak


posted by Sardegna on , , , ,

16 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 352
Moja ocena : 5/6

Z "Posłańcem" to było tak: na fali popularności Markusa Zusak i jego genialnej (podobno, bo sama nie czytałam, więc nie wiem) "Złodziejki książek", na polski rynek wydawniczy wyszła kolejna powieść autora.  Zaopatrzyłam się w oba tytuły, planując oczywiście przeczytać "Złodziejkę..." w pierwszej kolejności. Jednakże dość trudna tematyka nie bardzo pasowała mi do urlopu, na który się wybierałam. Postanowiłam więc zacząć swa czytelnicza przygodę od "Posłańca". I tym oto sposobem, książkę przeczytałam w jeden wieczór, bo wciągnęła mnie maksymalnie.

Powieść jest z gatunku tych, które ja osobiście nazywam "oczywistą oczywistością". Książka zawiera mnóstwo prawd i porad, które są proste i znane wszystkim wokoło (co nie znaczy oczywiście, że wszyscy się do nich stosują). Niestety, tak to jest,  łatwo powiedzieć, trudniej zastosować w praktyce. Wszyscy teoretycznie wiedzą, czym się kierować w życiu i jak postępować, żeby nie ranić innych, być zadowolonym z siebie i cieszyć się chwilą doczesną, w praktyce jednak, tylko niewielu z nas wykorzystuje ten potencjał i stosuje w swym życiu owe wartości. 

Podobnie sprawa wyglądała w przypadku Eda Kennedy'ego, dziewiętnastolatka, którego życie było zwyczajnie nieciekawe i nudne. Najmłodszy z rodzeństwa, ignorowany, wiecznie sprzeczający się z matką, zamieszkuje w obskurnej kawalerce, za jedynego towarzysza mając starego psa, Odźwiernego. Ed pracuje jako taksówkarz, ale praca też nie daje mu satysfakcji, ot pracuje by przeżyć od pierwszego do pierwszego. Wraz z grupą przyjaciół spędza czas na bezproduktywnej grze w pokera, i praktycznie każdy jego dzień jest podobny do poprzedniego. Bez ambicji, bez planów na przyszłość, wegetuje z dnia na dzień, męcząc się z samym sobą.

Wszystko zmienia się jednak w momencie, kiedy Ed otrzymuje tajemniczą przesyłkę, a w niej zapisane trzy nieznane mu adresy. Chłopak wpada w konsternację, ale ciekawość skłania go ku poszukaniu owych miejsc w mieście. Kiedy dociera pod wskazane adresy, okazuje się, że czekają tam na niego osoby, potrzebujące wsparcia bądź natychmiastowej pomocy. Tym sposobem Ed staje się tajemniczym pomocnikiem i dobrym duchem. Pierwsze dobre uczynki, niosą za sobą kolejne, bowiem dziwne przesyłki przychodzą jeszcze 3 razy. Kto stoi za zorganizowaniem tej niesamowitej misji dla Eda? Jak wpłynie ona na życie bohatera i jego bliskich? 

Dobro zawsze wraca podwójnie, więc życie chłopaka zmieni się diametralnie. Znajdzie on swój cel, nabierze odwagi, nawiąże nowe przyjaźnie. Największa przemiana dokona się jednak w mentalności bohatera, więc każdy pozytyw, jaki wyniknie z owej misji będzie niesamowitym sukcesem.

I tak, jak pisałam na początku, "Posłaniec" przypomina czytelnikom pewne oczywiste prawdy i wartości. Daje motywującego kopa, do zmiany swojego życia na lepsze i wyjścia z marazmu. Pokazuje, że nawet najbardziej nudne życie można zmienić, trzeba tylko mieć odpowiedni impuls do zareagowania. Siedzenie i marudzenie nic nie pomoże, ani niczego nie zmieni. Najważniejsze, to być życzliwym i pewnym własnej wartości. Zmiany są dobre i mogą być początkiem czegoś zdecydowanie lepszego.

Nic odkrywczego nie napisałam, czyż nie? Banalna oczywista oczywistość. Ale uprzedzałam, że to "taka" powieść. Natomiast niebanalna i na pewno nie nudna, jest forma książki. Rozłożenie rozdziałów w postaci talii kart jest bardzo ciekawe. Wisienką na torcie jest też samo zakończenie, a dokładnie ostatnie zdania (kto ma brzydki zwyczaj zaczynać książkę od zerknięcia na ostatnią stronę niech tego broń boże nie robi!). Daję "Posłańcowi" 5/6 bo przypomniał mi co nie co, poza tym umilił czas, a nawet wzruszył. Poza tym, czy ktoś powiedział, że oczywiste książki są złe? Czasami największa wartość tkwi w prostocie, więc do dzieła!

Sardegna

"Wróżki", czyli nowa seria w biblioteczce uwaga! Siedmiolatki!


posted by Sardegna on , , , , ,

8 comments

Tak, tak, dobrze widzicie. Moja Sześciolatka niespodziewanie stała się Siedmiolatką. Nie mam pojęcia, kiedy to się stało... przecież jeszcze wczoraj...ach!
W każdym razie, dziecko moje przeżywa nową, czytelniczą fascynację. Seria Disney'a "Wróżki" to coś, co idealnie wpasowało się w Jej gusta. Do tej pory znana i lubiana była tylko jedna jedyna bajkowa wróżka: Dzwoneczek (i tej postaci również jest poświęcony jeden z tomów serii), ale inne elfki były Siedmiolatce zupełnie obce. Seria książeczek z grafiką znaną z bajek Disney'a, okazała się być strzałem w dziesiątkę, a na początek nowej przygody, córka moja wybrała historie z uroczą Lilą i Rani, w rolach głównych. 



Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 96
Moja ocena : 5/6


"Lila i Wieczne Drzewo" autorstwa Kirsten Larsten, to opowieść o ogrodniczo utalentowanej elfce, która znalazła tajemnicze nasionko i mimo, że nie miała pojęcia, jaka roślina może z niej wyrosnąć, postanowiła dać jej szansę. Przez swoje dobre serce naraziła się innym mieszkańcom bajkowej krainy, bowiem kiełkująca roślina miała nieco ekscentryczny styl bycia. Na szczęście jednak, Lila nie poddała się namowom innych elfów, i nie ścięła drzewa, bo te okazało się bowiem być Wieczne i posiadające przedziwne właściwości. Nie zdradzę, co takiego wyjątkowego ma w sobie Wieczne Drzewo, gdyż było to najbardziej ekscytującym motywem w całej opowieści, najlepszym przykładem jest Siedmiolatka, która strasznie emocjonowała się, czym okaże się być tajemnicza roślina. I fajnie, bo zakończenie okazało się bardzo sympatyczne i nawet w pewien sposób edukacyjne. Same pozytywy!

Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron: 104
Moja ocena : 5/6

Druga książeczka, o tytule "Rani i Laguna Syren", autorstwa Lisy Papademetriou też niesie za sobą edukacyjną treść, może nawet jeszcze większą niż poprzedni tytuł, sporo bowiem w niej mowy o tolerancji i akceptacji osób innych niż my. Rani jest wyjątkową, wodno utalentowaną wróżką, nie ma bowiem skrzydeł, jak wszystkie inne elfki, za to potrafi świetnie pływać. Przez swoją inność czuje się odtrącona przez towarzystwo, mimo że nikt nie daje jej tego odczuć. Niestety, podczas obchodów święta elfów, przydarza się jej wielka wpadka, która przelewa czarę goryczy. Wróżka postanawia więc opuścić swoich przyjaciół i znaleźć szczęście w Lagunie Syren. Czy piękne Syreny zostaną nową rodziną Rani? Podpowiem, że nie będzie zbyt kolorowo i miło. Elfka będzie musiała przemyśleć pewne sprawy i zastanowić się nad swoją przyszłością. Gdzie odnajdzie swoje miejsce?

Lektura Disneyowskich "Wróżek"  okazała się być wyjątkowo miła. Dla mnie też, bo sympatycznie było oderwać się od zwierzęcych historyjek z serii "Zaopiekuj się mną". Nasza wróżkowa kolekcja liczy sobie pięć tomów (które kupiłyśmy na kiermaszu za cenę minimalną), ile natomiast jest w oryginalnym komplecie, tego nie wiem. W każdym razie, książeczki są pięknie wydane, w twardych okładkach, z uroczymi ilustracjami, wydane na kredowym papierze. Bardzo ładnie prezentują się na półce, a do tego mają dość duży druk, który pozwala starszym dzieciom czytać samodzielne.

Polecam więc serię dziewczynkom w wieku 6-8 lat, a jeśli ciekawią Was przygody innych wróżek, zerkajcie do mnie raz na jakiś czas, napiszę jeszcze parę słów o pozostałych tomach z kolekcji.

***

Jako że zaczynają się wakacje, a mój remont zbliża ku końcowi (choć dzisiaj piszę do Was jeszcze w tumanach kurzu i pyłu), może uda mi się w końcu nadrobić zaległości w opisaniu przeczytanych tytułów. Stos przeczytanych a nieopisanych jest całkiem spory, ale do urlopu może zdążę, a potem będę się lenić i czytać, czytać, czytać...

Sardegna