"Mordercza góra" Pat Falvey, Pemba Gyalje


posted by Sardegna on , , , , , ,

6 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 368
Moja ocena : 6/6

"Mordercza góra" to kolejna książka z gatunku "wysokogórskich". Pisałam już nie raz, że ciągnie mnie do takich opowieści, głównie z sprawą mojej osobistej miłości do gór. Dlatego też, kiedy dochodzi do kolejnej tragedii, bez względu na to, czy są to najwyższe na świecie ośmiotysięczniki, czy nasze Tatry, przeżywam je tak samo mocno. Czytając relację świadków, czy zupełnie obiektywny zapis tragicznych wydarzeń, próbuję zrozumieć, jak silna musi być miłość uczestników wypraw do gór wysokich, że są w stanie narazić na szwank swoje życie i zdrowie. Za każdym razem jednak, dochodzę do tego samego wniosku, że w sumie to wiem, co ciągnie ludzi w góry, bo mam tak samo. Oczywiście na mniejszą skalę, ale absolutnie rozumiem ludzi, których "wzywa góra", i jestem w stanie zrozumieć ich chęć zdobycia szczytu, który mają w zasięgu wzroku. Choć rozsądek podpowiada, żeby się zatrzymać, albo zawrócić, "gorączka szczytowa" pcha ludzi w górę, a to nie zawsze kończy się szczęśliwie.

"Mordercza góra" to tak wyjątkowa książka, że cokolwiek bym o niej napisała, cokolwiek starała się Wam przekazać, to i tak to wszystko będzie zbyt banalne. Nie umiem jej opisać, jak należy, ale myślę, że to nawet nie jest konieczne. Trzeba lekturę po prostu przeczytać i przeżyć po swojemu. 

Sama przeżywałam ją długi czas. Zabierałam się za ten wpis od kilku tygodni, bo początkowo, tuż po samej lekturze musiałam zasięgnąć dodatkowych informacji, a potem na spokojnie "przetrawić" ją jeszcze raz. Jednakże fakt, iż umieściłam ten tytuł w zestawieniu najlepszych książek rok 2015, zobligował mnie do napisania tej notki.

W roku 2008, w lipcu, w obozie pod K2, stacjonuje wiele międzynarodowych ekip wspinaczy. Postanawiają oni wykorzystać okno pogodowe i wspólnie zdobyć szczyt, tej najgroźniejszej góry świata (wbrew pozorom, morderczą górą nie jest Everest, a K2 właśnie). Pierwszego dnia sierpnia, w górę wyrusza ponad dwudziestu ludzi, na szczyt dociera grupa osiemnastu wspinaczy, do bazy natomiast nigdy nie powróciło jedenastu. Tragedia, jaka rozegrała się przy wejściu i przy zejściu z góry, była jedną z największych, w dotychczasowej historii wspinaczki na K2.

Owa tragiczna w skutkach, wyprawa, wydawała się być skazana na sukces. Świetnie przygotowane ekipy, o doskonałej kondycji i niezachwianej pewności siebie, ogrom sprzętu i doskonała pogoda, skłoniły wspinaczy do podjęcia próby wspólnego wejścia na szczyt. O ile jednak rozmowy prowadzone w bazie przebiegały w miłej i kulturalnej atmosferze, to w górze przerodziły się już w niedomówienia (wspinacze byli różnych narodowości i nie wszyscy dobrze mówili po angielsku) i szereg nieporozumień. Zbyt duża grupa ludzi wyruszyła jednocześnie w górę, co w rezultacie doprowadziło do "zakorkowania" przejścia pod serakiem - najbardziej niebezpiecznym fragmencie trasy na szczyt K2. Długie oczekiwanie na swą kolej wydłużyło czas wejścia i osłabiło wspinaczy, i nawet upadek trzech towarzyszy, już w początkowej fazie wspinaczki, nie skłonił pozostałych do zrezygnowania z wyprawy bądź zachowania większej ostrożności. Przy zejściu natomiast było tylko gorzej...

Nawet po zakończeniu tej tragicznej wyprawy, trudno było właściwie określić, co się stało i kto ponosi za to odpowiedzialność. Każdy uczestnik miał własną wersję wydarzeń i przez dość długi czas nie można było dojść do porozumienia w tej kwestii. Osobą najbardziej postronną okazał się szerpa Pemba Gyalje, człowiek, który do końca zachował zimną krew i starał się, w miarę swoich możliwości, jak najlepiej prowadzić akcję ratowniczą, i to zapis jego wersji wydarzeń znalazł się w książce.

"Mordercza góra" jest dość subiektywną relacją i tym różni się na przykład od bardzo obiektywnego "Broad Peak. Niebo i piekło". Co oczywiście nie zmienia faktu, że historię K2 przeżywa się tak samo, a może nawet i mocniej. Nie ukrywam, że początek książki może być dość trudny dla czytelników, którzy nie pasjonują się tematem wysokogórskim, aż tak bardzo, jak ja. Sporo tam opisów przygotowań do wejścia i charakterystyki poszczególnych uczestników wyprawy. Od momentu wyjścia z bazy, jak to w życiu, akcja przyspiesza. Niestety nie podąża w tę stronę, którą życzyliby sobie wszyscy uczestnicy wejścia na K2.

Kolejny już raz góra pokazała wspinaczom swą siłę i przewagę nad ich dokonaniami. Przypomniała także, że nad porywy serca trzeba czasami przełożyć rozum. I tą myślą, aktualną nie tylko w górach, ale i w życiu codziennym, zakończę mój wpis.
Sardegna

Książkowe podsumowania Sardegny cz.2 - 10 najlepszych książek, przeczytanych w roku 2015


posted by Sardegna on

28 comments

Druga część książkowych podsumowań na moim blogu dotyczyć będzie najlepszych książek przeczytanych w roku 2015. Podobnie, jak to miało miejsce z okładkami, wybrałam 10 tytułów, które oceniłam najwyżej, i które dostarczyły mi nie lada emocji. Są to bardzo ważne dla mnie tytuły, które mogę polecić wszystkim z czystym sumieniem. Kolejność książek w zestawieniu pokrywa się z kolejnością ich przeczytania w mijającym roku:


 "Białe róże dla Matyldy" Magdaleny Zimniak przeczytałam już w styczniu 2015 roku i już wtedy wiedziałam, że książka będzie w rankingu najlepszych. Rodzinna tajemnica, ale taka z gatunku "najgorszych", wstrząśnie najbardziej czytelniczkami - matkami. Nie da się na spokojnie przejść przez prezentowaną historię, sama odkładałam książkę kilkakrotnie, ale tylko po to, by za chwilę znów po nią sięgnąć, i czytałam nieprzerwanie po późna w nocy. Nieprawdopodobna to historia, ciężka i emocjonalna, ale warta każdej poświęconej minuty.


 "Broad Peak Niebo i Piekło" Bartka Droboch i Przemysława Wilczyńskiego wyróżniłam już przy okazji okładek, pisząc, dlaczego ta książka jest dla mnie tak wyjątkowa. Kocham góry całym sercem i każdą tragedię, do jakiej w nich dochodzi, bez względu na to, czy są to Tatry, czy najwyższe na świecie ośmiotysięczniki, przeżywam tak samo emocjonalnie. Książka jest jeszcze wyjątkowa pod jednym względem: jest rzetelnie napisana i wyjątkowo obiektywna, dlatego pozwala czytelnikowi na własne refleksje i własną ocenę.





Pojawienie się któregoś z tytułów autorstwa Remigiusza Mroza w tym zestawieniu, nie jest chyba wielką niespodzianką. Wspaniały thriller prawniczy, z genialnym duetem Chyłka - Zordon, zawładnął niejednym czytelnikiem. "Kasacja" jest świetnie skonstruowaną powieścią, z jeszcze lepszym zakończeniem, którą czyta się w mgnieniu oka. Nie sądzę, żebym musiała komukolwiek polecać jakąkolwiek powieść Autora, bo Remigiusz Mróz jest sam w sobie znaną marką, ale na wszelki wypadek przypomnę: czytajcie powieści RM, bo są genialne!



 
Powieści Katarzyny Zyskowskiej - Ignaciak również są obowiązkowe w moich końcoworocznych zestawieniach. W tym roku wybrałam "Upalne lato Gabrieli", czyli trzecią i ostatnią część kobiecej serii "Upalne lato...". Wszystkie części tej opowieści są wspaniałe, ale Autorka z każdym tomem podnosiła sobie i czytelnikom poprzeczkę. Dlatego Gabriela to kwintesencja całej rodzinnej historii, rozwiązanie wszystkich tajemnic, spoiwo wszystkich kobiecych postaci i cudowne zakończenie sagi. Polecam wszystkim tę trylogię, bo to nieszablonowa opowieść, dająca do myślenia na temat własnych relacji w rodzinie (zwłaszcza tych, między kobietami).


"5 sekund do IO" Małgorzaty Warda nie na darmo zostało wyróżnione najlepszą książką dla młodzieży 2015 roku. Historia nastolatki Miki, która wkręca się w wirtualna rzeczywistość gry komputerowej, tak bardzo realnej (łącznie z odczuwaniem ciepła, zimna czy bólu), że zupełnie zatraca swe prawdziwe życie. Oczywiście mój opis jest bardzo skrótowy, bo tak naprawdę w historii IO chodzi o coś więcej i o coś znacznie ważniejszego, ale o szczegółach możecie przeczytać klikając w odpowiedni link. Wyróżniłam tę powieść gdyż, według mnie powinna stać się ona obowiązkową lekturą nie tylko dla młodzieży, ale przede wszystkim, dla jej rodziców i stać się punktem wyjścia do konstruktywnej dyskusji. Poza tym, daje lepiej do myślenia, na temat uzależnień od gier komputerowych, niż niejedna kampania społeczna.


"Mnicha" Matthew Gregory Lewisa wyróżniłam już przy okazji klimatycznych okładek. Historia mrocznego zakonnika zrobiła na mnie tak olbrzymie wrażenie, że postanowiłam umieścić ją i w tym rankingu. Klimat powieści jest niesamowity i choć może nie bałam się jakoś szaleńczo, podczas czytania/słuchania, nie ominęły mnie parokrotnie, dreszcze grozy. Spora w tym zasługa lektora audiobooka, pana Zbigniewa Wróbla, który doskonale interpretował powieść, różnicował postacie, stopniował emocje i wzmacniał mrocznego ducha, w odpowiednich momentach. I tak, jak napisałam w pierwszym wpisie na temat książki, żałuję, że tak późno zapoznałam się  z "Mnichem". Przecież to powinna być moja obowiązkowa lektura, lata temu, kiedy chętnie czytałam mroczne wiersze Edgara Allana Poe. Byłoby to idealne uzupełnienie.


"Ezotero. Córka Wiatru" Agnieszki Tomczyszyn również zostało wyróżnione przeze mnie w zestawieniu okładkowym. Jest to wspaniały debiut, którego zakończenie wbija w fotel. Mieszanka obyczajówki, kryminału, powieści fantastycznej, mistycznej i filozoficznej, której główną bohaterką jest Latte, niesamowita dziewczyna o wyjątkowym imieniu. Bardzo pozytywna książka, wartościowa i mądra. Bogata w treść, ale jednocześnie niosąca bardzo proste przesłanie. Autorce udało się w doskonały sposób zachować równowagę między wszystkimi wątkami i stworzyć niesamowitą opowieść, którą szczerze Wam polecam.


Nie raz wspominałam, że "Terror" Dana Simmonsa jest dla mnie wyjątkową, pod wieloma względami, książką. Ma cudowną okładkę, była to też najgrubsza książka, jaką miałam okazję przeczytać w mijającym roku (obawiałam się też, na szczęście zupełnie bezpodstawnie, że taką "cegłę" będzie mi się źle czytać), ale najważniejsze, jest to, że okazała się wspaniałą powieścią, poruszającą, przerażającą i fascynującą, zarazem. "Terror" w roku 2015 przezywał chyba ponownie swój debiut, bowiem wznowienie powieści przez Wydawnictwo Vesper spowodowało, że książka dotarła do nowego grona czytelników (w tym do mnie), którzy wcześniej nie mieli o niej pojęcia. A historia próby zdobycia Przejścia Północ - Zachód przez załogę dwóch okrętów HMS Terror i Erebus, i jej możliwe zakończenie, jest naprawdę godne opowiedzenia.

"Mordercza góra" Pat Falvey, Pemba Gyalje - książka, która jako jedyna nie została jeszcze przeze mnie opisana, a wszystko za sprawą emocji, jakie towarzyszą mi za każdym razem, kiedy zabieram się za jej opisanie. Jest to historia z gatunku tych "wysokogórskich", opisująca tragiczną w skutkach wyprawę na szczyt K2 w roku 2008, przez ponad dwudziestkę wspinaczy jednocześnie. Reportaż napisany przy współpracy z Pembą Gyalje, szerpem, który w tej wyprawie uczestniczył i jako jedyny, do końca zachował zimną krew. Zapis wydarzeń nie jest dla mnie do końca obiektywny, ale to oczywiście nie zmienia faktu, że książka jest przejmująca. Kolejna historia pokazuje, że w górach niezmiernie ważny jest zdrowy rozsądek, a naturze należy się odpowiedni szacunek i respektowanie jej praw. 

Na koniec mojego zestawienia zostawiam "Jaśki" Jean - Philippe Arrou - Vignod - książkę przeznaczoną dla dzieci i młodzieży, będącą bardzo w klimacie "Mikołajka", ale jednocześnie bardzo od niego odmienną. Jest to historia o podobnym humorze, ale jak dla mnie świeża i momentami chyba bardziej zabawna (a może po prostu Mikołajek" niczym  nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a Janowie, jak najbardziej). Jaśki to sześciu braci o identycznych imionach, które zawdzięczają ojcu o słabej pamięci. Bracia, choć kłócą się i biją na potęgę, tak naprawdę są niesamowicie ze sobą zżyci i skoczyliby za sobą w ogień. Pomysły mają nieziemskie, ale co gorsza, często je realizują, co kończy się kłopotami. W każdym razie "Jaśki" sprawiły mi niesamowitą niespodziankę, bowiem nie przewidziałam, że tuż pod koniec roku przeczytam książkę, którą zakwalifikuję do tego zestawienia.

Nie będzie to chyba zaskoczeniem dla nikogo, kiedy potwierdzę, że moim numerem jeden w czytelniczym roku 2015, jest "Terror" Dana Simmonsa, do przeczytania którego (jeżeli ktoś tego jeszcze nie zrobił), gorąco Was namawiam.


A jakie są Wasze czytelnicze numery jeden, w mijającym roku?

Sardegna

"Niezła draka! Drapak" Bartosz Sztybor, Tomasz Kaczkowski


posted by Sardegna on , , , , ,

No comments


Wydawnictwo: Egmont
Liczba stron:  48
Moja ocena : 5/6

Komiksy są mi zupełnie obce. Jako dziecko nie zaczytywałam się w przygodach rysunkowych bohaterów, choć nie powiem, miałam na własność kilka zeszytów z  "Przygodami Koziołka Matołka", "Tytusa, Romka i A'Tomka "czy "Kajko i Kokosza". Komiksy wydawały mi się zawsze jakąś "osobną kulturą", której nigdy nie czułam się częścią, i której chyba nigdy do końca nie pragnęłam poznać. O tym, że są także komiksy dla dorosłych i to nie tylko o przygodach superbohaterów, dowiedziałam się od Agnes z Dowolnika. Zaczęłam się trochę interesować sytuacją, ale nie na tyle, żeby od teraz zakręcić na komiksach. Muszę do tego paradoksalnie dojrzeć i potrzebuję do tego nieco więcej czasu.

W ostatnim czasie mój syn jednak zaczął dorastać do dziecięcych komiksów. Zaczął od Spidermana, potem oglądał namiętnie historyjki z NinjaGo, a potem ... zaczął rysować swoje własne historie, mówiąc: "Mamo, zobacz, rysuję komiks!" Widzę, że sprawia mu to radość, dlatego postanowiłam zrobić mu niespodziankę i zapoznać go z nową, komiksową postacią: Drapakiem (a właściwie Kornelem, ale o tym za moment).


Przygody Drapaka - Kornela zostały przedstawione w komiksie, do którego scenariusz napisał Bartosz Sztybor, natomiast twórcą rysunków jest Tomasz Kaczkowski. Historyjka ta została nagrodzona w drugiej edycji „Konkursu im. Janusza Christy, na komiks dla dzieci”, i wydana przez Wydawnictwo Egmont (wydawcę wielu sympatycznych, dziecięcych książek rysunkowych).

Kornel za dnia jest właścicielem antykwariatu, nocą natomiast przeobraża się w superbohatera, który ratuje miasto przed złem. Drapak walczy z wielkim robotem, a później tajemniczym przeciwnikiem, który hipnotyzuje ludzi za pomocą muzyki. Do tego musi ukrywać swoją prawdziwą tożsamość przed przyjaciółmi i piękną dziewczyną, na której zaczyna mu zależeć. Kostiumem, Drapak przypomina nieco Batmana, ale na tym podobieństwa się kończą. Przygody bohatera też są bardziej "dziecinne" i "niewinne", a motyw muzyczny jest wręcz uroczy.

Krótka to opowiastka, ale dzieciakom się podobała. Pierwszy raz przeczytałam im ją na głos, żeby zorientowali się co i jak, ale później Młody zabrał sobie Drapaka na własność i przegląda go codziennie.   
 
Nie mnie oceniać grafikę, ale kojarzy mi się bardzo z kreskówkami z kanału CartoonNetwork (jeśli wiecie, co mam na myśli). Pozytywem jest też to, że teksty w dymkach mają dość dużą czcionką, więc dzieciaki, które zaczynają czytać samodzielnie, spokojnie sobie z nimi poradzą. Zresztą najlepiej będzie, jeśli pokażę Wam parę zdjęć ze środka komiksu, żebyście mogli sami ocenić:


W poprzednim wpisie polecałam Wam "Jaśki", jako prezent świąteczny dla dzieci. W dzisiejszym, polecę "Drapaka", zwłaszcza małym miłośnikom superbohaterów i rysunkowych opowieści.

Sardegna

"Jaśki" Jean - Philippe Arrou - Vignod


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Znak
Liczba stron:  390
Moja ocena : 6/6

Raz na jakiś czas trafiam na tytuł, dla którego porzucam wszystkie inne, porozpoczynane książki. Tym razem pojechałam trochę, bo zabrałam ją dzieciom z wieczornego czytania. No może nie końca tak było, bo w końcu przeczytałam Młodym jeden rozdział, ale potem "Jaśki" skonfiskowałam dla siebie.

Ależ to cudna książka! Zabawna, ciepła, trochę w stylu Mikołajka (zwłaszcza formy rozdziałów i podobna narracja), ale moim zdaniem, bardziej od niego dynamiczna. Może to tylko moja opinia, bo przeczytałam już naprawdę wiele tomów przygód Mikołajka, i w sumie ten młodzieniec nie jest już mnie w stanie niczym zaskoczyć, dlatego tak dobrze czytało mi się o Janach. Niby to coś podobnego, a jednocześnie coś zupełnie nowego i świeżego.

"Jaśki" to nie jest przypadkowy tytuł. Sześciu braci - sześciu Janów - ta dziwna sytuacja jest efektem niezbyt dobrej pamięci ich ojca. Pięciu chłopaków w wieku od 10 do 2 lat, oraz ich nowo narodzony braciszek, wszyscy noszą to samo imię, ale dla rozróżnienia sytuacji, dołączają do niego kolejne litery alfabetu. Mamy więc najstarszego Jana-A, dziesięciolatka, mądralę, pewnego siebie starszaka, który chce zawsze być pierwszy i wszystkimi rządzić. Jest Jan - B, ośmiolatek, narrator opowieści, nieco okrąglejszy od pozostałych, uwielbia bawić się w detektywa. Jan - C, sześciolatek, trochę gapowaty, rzadko kiedy bywa w temacie, czteroletni Jan - D, zwany Demolką, oraz najmłodszy Jan - E malutki, rozkoszny dwulatek, sepleniący, jak najęty. Do tego dochodzi nowy bobas - Jan - F, który pierwotnie miał być siostrzyczką Heleną, ale skończyło się "jak zwykle". 

Rodzina z szóstką dzieci to nie lada wyzwanie dla ich rodziców i dziadków tej ekipy, więc i oni są ciekawymi i ważnymi postaciami w całej tej opowieści. Roztargniony tata, podobny nieco do ojca Mikołajka, super zorganizowana mama, stanowcza babcia Janeczka i rozpieszczający swych wnuków do nieprzytomności, dziadzio Jan. 

Chłopaki mają różne pomysły na spędzanie wolnego czasu (nie zawsze bezpieczne), marzą o telewizorze (rzecz dzieje się w latach sześćdziesiątych ubiegłego wieku), kłócą się praktycznie przy każdej okazji, nie cierpią się myć i jedzą, jak smoki, ale każdy z nich jest indywidualistą z mocnym charakterem, dlatego stanowią istną mieszankę wybuchową, którą trudno ujarzmić. 
Braciszkowie, jak to rodzeństwo, cały czas ze sobą walczą, ale jak przyjdzie co do czego, to trzymają razem sztamę, tak silną, że ani mama, ani tata, ani nikt inny nie jest w stanie rozbić tego "gangu Jaśków".

Niezliczona ilość ich przygód, opisana jest w książce. Najwięcej akcji ma miejsce w domu i na rodzinnych wakacjach (sytuacje szkolne są w mniejszości, to odróżnia Jaśki od Mikołajka). Nie powiem, letnie przygody chłopaków rozśmieszały mnie najbardziej, zwłaszcza wspólnie spędzone z dziadkami, którzy w życie wnuków wprowadzają czasami istną rewolucję! 
Historie w "Jaśkach" podzielone są na cztery główne rozdziały, a po każdym z nich chłopaki są starsze o rok. I jak to w życiu bywa, zmiany są nieuniknione. Ciągle coś się dzieje, a wszystko zaczyna się od narodzin nowego braciszka. Potem świąteczny wyjazd, przeprowadzka na drugi koniec kraju, wakacje letnie, zmiana szkoły, nawiązywanie nowych przyjaźni, odpoczynek u dziadków, albo i w luksusowym hotelu. Przez dom chłopaków przewinie się też cała gama pupilów, od rybek począwszy, na szynszylu skończywszy.
Jedno Wam powiem, nie będzie nudno! Wręcz przeciwnie, będzie zabawnie, będzie gwarno, tłoczno, ale rodzinnie, przyjaźnie i ciepło.

Fajna to książka i dla młodszych i dla starszych. Przeczytałam moim dzieciom w prawdzie tylko mały ułamek, ale i to bardzo im się podobało. Chciały więcej, ale wyrodna matka zabrała im książkę. Obiecuję poprawę i doczytanie wieczorem, co ciekawszych rozdziałów. Myślę, że "Jaśki" mogą stanowić świetny prezent pod choinkę dla szkolnej i gimnazjalnej młodzieży, a także dla wszystkich fanów "Mikołajka". Także, jeśli macie problem z upominkiem, wiecie już w którą stronę podążać.
Sardegna

Książkowe podsumowania Sardegny cz.1 - 10 najlepszych okładek książek, przeczytanych w roku 2015


posted by Sardegna on

26 comments

Uwielbiam podsumowania czytelnicze i książkowe, związane z końcem roku. Kto mnie zna i czyta, ten wie, że co roku w grudniu uraczam Was moimi zestawieniami i przeróżnymi rankingami. Dzisiejszym wpisem rozpoczynam cykl podsumowań, począwszy od zebrania 10 według mnie, najlepszych okładek książek, przeczytanych przeze mnie w roku 2015. W prawdzie mam jeszcze w planach przeczytać do końca roku to i owo, ale nie widzę w tych tytułach kandydata do okładki roku 2015, więc poprzestanę na poniższych (kolejność książek w zestawieniu pokrywa się z kolejnością ich przeczytania w mijającym roku):

"Dworek w Longbourn" Jo Baker to inspiracja oryginalną powieścią "Duma i uprzedzenie" Jane Austen. Autorka kreuje zgrabną historię z życia służby państwa Benett, wzbogacając je o sprawy osobiste bądź sercowe pracowników Dworku Longbourn. Jak dla mnie, to wspaniała historia, utrzymana w charakterystycznym XIX wiecznym klimacie, która jeszcze zachęca do sięgnięcia po oryginał (jeśli ktoś nie czytał). No i ta okładka! O pięknej fakturze, utrzymująca stylistykę, z cudną wkładką. To jest ten moment, kiedy opakowanie doskonale współgra z zawartością.
Polecam.
"Broad Peak Niebo i Piekło" Bartka Droboch i Przemysława Wilczyńskiego to zbiór informacji na temat polskiego himalaizmu, w którym pierwsze skrzypce gra pierwsze, zimowe wejście na BP z marca 2013 roku. Książka dla pasjonatów gór, dla ludzi, którzy mają do nich wielki szacunek i respekt, ale nie tylko. Jeżeli kogoś interesuje rzetelne podejście i próba wyjaśnienia wydarzeń, mających  miejsce przy wejściu na szczyt, też znajdą w książce coś dla siebie. Piękne zdjęcie na okładce, autorstwa Sebastiana Alvaro, mówi samo za siebie. Góry są piękne, ale groźne zarazem, są nieokiełznaną siłą, przed którą człowiek musi mieć się na baczności.

Wśród najlepszych okładek mijającego roku umieściłam też mrocznego "Mnicha" Matthew Gregory Lewisa. Prezentowana okładka dotyczy wprawdzie audiobooka, ale nie wyobrażam sobie już tego tytułu w innej postaci. Historia, choć pochodzi z XVIII wieku, nadal przeraża (choć może nie jest najstraszniejszych horrorów, z jakimi miałam do czynienia), głównie swoim niepokojącym klimatem i opisem strasznych praktyk czarnej magii. Uwierzcie mi, tytułowy mnich to postać z piekła rodem, a okładka świetnie to ilustruje.




"Ulysses Moore. Podróż do Mrocznych Portów"  Pierdomenico Baccalario to kolejna część "Wrót czasu" - młodzieżowego cyklu o podróżach w czasie i przestrzeni. Wyróżniam serię czy jej poszczególne części, przy każdej nadarzającej się okazji, bowiem zasługuje ona na uwagę przede wszystkim za piękne wydanie. Książka ma wspaniałą okładkę, a właściwie obwolutę, chociaż twarda okładka przypominająca swoim wyglądem stary dziennik, też jest niczego sobie. W środku można znaleźć ryciny, ilustracje, mapy, wszystko nawiązujące do zagadek, labiryntów i poszukiwań, jakimi raczą się bohaterowie książki. Jeszcze raz polecam tę serię zwłaszcza młodym czytelnikom, którzy odnajdą samą przyjemność w zagłębianiu się w szczegóły zagmatwanej fabuły.

"Ezotero. Córka Wiatru" Agnieszki Tomczyszyn to tegoroczny debiut pisarki. Historia będącą z pogranicza snu i jawy, opisująca niezwykłe życie równie niezwykłej dziewczyny, o imieniu Latte. Tak, jak magiczna jest ta opowieść, tak wspaniała jest, komponująca się z nią, okładka. Zakładam, że dziewczyną patrzącą w gwiazda jest sama Latte, próbująca odnaleźć się w realnym świecie, ale myślami będąca zupełnie gdzie indziej. Wiele dzieje się w tej książce, ale myślą przewodnią jest to, aby żyć w zgodzie z samym sobą. Nie wiem, jak Wam, ale mnie okładka nasuwa bardzo podobne skojarzenia.



"Tajemnica Domu Helclów" autorstwa Maryli Szymiczkowej, a tak naprawdę wspaniałego duetu: Jacka Dehnela i Piotra Tarczyńskiego. Może sama książka nie powaliła mnie na kolana (swoją argumentację przedstawiłam w podlinkowanym wpisie), ale nie mogę odebrać jej przepięknej, klimatycznej okładki, nawiązującej do ważnej roli w całej opowieści, sióstr Szarytek i ich krakowskiego domu opieki. Poza tym, okładka świetnie oddaje retro charakter, mającej wydarzyć się historii.




 
"Posłaniec" Marcusa Zusak również ma bardzo interesującą, choć może nie do końca adekwatną do treści, okładkę. Młody mężczyzna, który znajduje się w centrum bardzo efektownego zdjęcia, mógłby w sumie być Edem, głównym bohaterem opowieści, choć osobiście wyobrażałam go sobie nieco inaczej. Okładka kojarzy mi się jeszcze z pewną "duchowością". I w sumie, jak się dobrze zastanowić, nawiązuje do ostatecznego przesłania "Posłańca". Szkoda, że ta powieść Zusaka nie jest tak popularna, jak "Złodziejka książek". Jest bowiem bardzo wartościową historią, przypominającą o tym, co jest w życiu ważne.

Terror" Dana Simmons to książka bardzo wyjątkowa. Nie może być inaczej, jej okładka też taka jest, zresztą, jak i całe wydanie. Utrzymana w lodowych barwach, świetnie nawiązuje do opisywanych w książce, tragicznych wydarzeń. Okładka nieco minimalistyczna, ale uważam, że na tle tego, co będzie się w powieści działo, jej przeładowanie treścią nie byłoby wskazane. Skromność zachowaną na okładce, świetnie równoważy bogata treść. Zresztą o "Terrorze" przeczytacie jeszcze w niejednym moim zestawieniu, bo ... a zresztą, sami zobaczycie!

W zeszłym roku, powieść Asa Hellberg "Ostatnia wola Sonji" królowała jako ta, z najlepszą okładką i zebrała u mnie największe pochwały (link). W tym roku również postanowiłam umieścić w zestawieniu książkę autorki "Sekret Sonji", który jednocześnie jest kontynuacją "Ostatniej...". Choć sama powieść nie podobała mi się jakoś szaleńczo, to okładka jest piękna i utrzymana w podobnym stylu, jak wyróżniona część pierwsza. Letni klimat, trzy przyjaciółki, Paryż. Okładka jest zapowiedzią wspaniałej historii, niestety treść na jej tle wypada już bardzo blado...
 



Na koniec zestawienia zostawiłam "Opowiadania" Edgara Allana Poe. Okładki, które są bodajże domeną Wolnych Lektur, zupełnie nie pasują do charakteru opowiadań autora, w jaki sposób bowiem groza, strach i upiorny klimat Poe'go, maja identyfikować wesołe, kolorowe okładki? Osobiście patrzę jednak na nie bardziej przychylnym okiem, niż Agnes (której również okładki ni w ząb do Poe'go nie pasują), a to głównie za sprawą kolorowych makro zdjęć. Podobają mi się zwłaszcza te, przedstawiające mikroskopijny świat organizmów żywych. Mają swój urok i już!





Gdybym jednak musiała wśród tych cudownych okładek wybrać mój tegoroczny numer jeden, bezsprzecznie było by to:


"Broad Peak Niebo i Piekło" Bartka Droboch i Przemysława Wilczyńskiego od Wydawnictwa Poznańskiego. 

Ciekawa jestem Waszych typów, czy pokryją się z moimi wyborami?  Pozdrawiam już całkiem przedświątecznie (w każdym razie tak się czuję)!

Sardegna

"Zapach ciemności" C.R. Roberts


posted by Sardegna on , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:  536
Moja ocena : ?/6

Pamiętacie "Dotyk ciemności"? Pierwszą część serii The Dark Duet, o której pisałam, że jeszcze nigdy nie czytałam czegoś tak zaskakującego, mrocznego i poruszającego, zarazem? Nie potrafiłam wtedy nawet ocenić tej książki. Otóż, zapomnijcie o wszystkim. Kiedy przeczytałam powyższą kontynuację, tamta powieść jawi mi się, jako niewinna bajeczka dla dzieci. Tutaj dopiero jest miażdżąco... 

Dlatego też tak długo zwlekałam z opisaniem tego tytułu. Jakoś nic konstruktywnego nie przychodzi mi na jej temat do głowy, poza tym, że tak po prawdzie to nie wiem, czy chcę czytać takie książki. 

Chyba jestem zbyt "zwyczajna", na opowieści, o takiej tematyce. I nie mam tu na myśli tego, że męczą mnie jakiś opisy związane z seksualnością, po prostu przedstawione dewiacje, tortury psychiczne i fizyczne, ciągłe napięcie, to jednak nie jest to, czego szukam w lekturze. Z jednej strony chciałam poznać dalsze, a może raczej wcześniejsze losy, porwanej Livvii, z drugiej jednak strony, miałam ochotę odłożyć powieść i nigdy więcej jej nie dotykać. 

Nie mam pojęcia, czy komukolwiek ta historia się podobała, bo właściwie to ona nie ma prawa się podobać. Nie wiem, co przeważało w tej opowieści: strach, napięcie, obrzydzenie, litość, gniew czy współczucie. Ja czułam narastające zmęczenie psychiczne...

Część druga w większości dotyczy wspomnień Livvi na temat tego, co zostało przemilczane w "Dotyku ciemności". Livvi znajduje się w szpitalu, pod opieką psychologów i policji, relacjonuje to, co wydarzyło się po "przekazaniu" jej do seksualnej niewoli, mentorowi Caleba. Wspomnienia dziewczyny dotyczą też historii z przeszłości jej porywacza, oraz celebrowanie uczucia, które z czasem tylko nabierało na sile. 

I trudno jest czytać o tych wszystkich sytuacjach, w których stawiał Livvie, rzekomo zakochany (na swój pokręcony sposób) w niej Caleb. Ja wszystko rozumiem: trudna, bolesna przeszłość, wypatrzony, przez lata pracy w seksbiznesie, charakter, przemożna chęć zemsty, ale czy to wszystko może zawładnąć człowiekiem na dobre? Czy w imię tego można ukochaną osobę narazić na tak niemożebne tortury? Poza tym sama relacja porwana - porywacz. Nie mam pojęcia, czy "uczucie" pomiędzy tymi dwojga to była prawdziwa relacja, czy tylko wytwór wyobraźni dziewczyny, która w swej rozpaczliwej sytuacji próbowała znaleźć dla siebie, choć cień nadziei na przyszłość. 

Nie mam dla Caleba żadnego usprawiedliwienia. Nie podobał mi się jego pseudo-związek z Livvi. Nie mam dla niego żadnych cieplejszych uczuć. I nie wiem co było gorsze w tej książce, czy strach o to, co się stanie z dziewczyną, czy obawa o to, o jakich seksualnych wyczynach przeczytam na kolejnej stronie.

Dlatego nie  będę polecać "Zapachu ciemności". Kto przeczytał mój tekst, ten wie mniej więcej czego się po książce można spodziewać. Jeżeli ktoś poczuł się zainteresowany, przeczyta na własną odpowiedzialność.

Sardegna

Lektury ze szkolnej biblioteki mojej Siedmiolatki


posted by Sardegna on , , , , , , ,

9 comments

Tak, jak pisałam Wam ostatnio, moja Siedmiolatka prężnie korzysta ze szkolnej biblioteki. Niektóre z książeczek czyta sam, inne z moją pomocą, jeszcze inne czytam ja dzieciakom wieczorem na głos. Poniżej prezentuję zestaw trzech, nieco wiekowych książeczek (w sumie dwie z nich sama czytałam w szkole podstawowej), które to akurat przeczytaliśmy wspólnie, podczas wieczorów z lekturą.


"Nasza Mama Czarodziejka" Joanna Papuzińska

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron:  40
Moja ocena : 6/6

Kultowa książka! Najbardziej znana opowieść pochodząca z tego zbioru, to chyba ta, kiedy Mama ratuje księżyc, dorabiając mu z ciasta ułamany rożek. Gwarantuję jednak, że i pozostałe są niczego sobie. Ratowanie dzwonnicy przez szydełkową sieć, ochrona smoka przed łowcami sensacji, i karmienie go sałatą z przydomowego ogródka, latanie na puchowych poduszkach po mieście, czy ratowanie parku przez Wielkoludem, to tylko kilka z przygód Mamy i jej trzech synów (w jednej historyjce bierze udział też Tata, żeby nie było).  Książeczka, mimo że jest dość krótka zawiera wiele pozytywnych treści, nawiązuje do pokonywania własnych słabości, walki ze złymi nawykami, pomocy innym i przede wszystkim, zachęca do kreatywności. Aż nie chce się wierzyć, że ta historia ma już tyle lat (wydanie z biblioteki było z 1963 roku), a jest nadal aktualna i chyba chętnie czytana przez dzieci. Moje w każdym razie, bardzo pozytywnie odniosły się do tej opowieści, Siedmiolatka stwierdziła nawet, ze część z historyjek już zna, bo pamięta je z przedszkola. Pięciolatek też słuchał uważnie, co w sumie dość rzadko mu się ostatnio zdarza. 
To bardzo, ale to bardzo pozytywna książka, pokazująca jeszcze, że Mama jest w stanie pokonać każdą trudność i  nie ma dla niej rzeczy niemożliwych.

"Dzieci z ulicy Awanturników" Astrid Lindgren
Wydawnictwo:Nasza Księgarnia
Liczba stron:  128
Moja ocena : 6/6

Tej książki akurat w dzieciństwie nie czytałam, ale jak widać, co się odwlecze to nie uciecze. Jako że rok 2015 jest rokiem poświęconym twórczości Astrid Lindgren, popłynęliśmy nieco na fali czytania książek jej autorstwa. Zaczęliśmy od "Pippi", wcześniej był jeszcze "Emil ze Smalandii" i "Lotta z ulicy Awanturników", Siedmiolatka więc wpasowała się w trend i wypożyczyła "Dzieci z ulicy Awnaturników". Jest to historia opowiedziana z perspektywy starszej siostry, poznanej wcześniej, Lotty. Trójka rodzeństwa: Jonas, Mia i czteroletnia Lotta, bawią się świetnie i co rusz nowe pomysły wpadają im do głowy. Do tego nie potrzebują masy zabawek czy gier, ot, tak, spontanicznie coś się dzieje, i zabawa tworzy się sama. A to powstaje piracki statek na stoliku w pokoju, a to zabawa w dom, gdzie Lotta jest dzidziusiem, a to w lekarza. W historyjce jest też opowieść o tym, jak rodzeństwo spędziło aktywnie czas na pikniku, i jak cała rodzina obchodzi Święta Bożego Narodzenia (to akurat na czasie).
Przefajna jest to książeczka, szkoda tylko, że taka krótka. Moje dzieci śmiały się bardzo, kiedy czytałam im co lepsze fragmenty, a potem zażądały przypomnienia przygód "Lotty z ulicy Awanturników", bo podobno już pozapominali, o czym były.
   
"Kukuryku na ręczniku" Maria Kownacka

Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron:  52
Moja ocena : 4/6

"Kukuryku na ręczniku" podobało mi się jakoś najmniej. Moje wrażenia podzielają dzieci, zwłaszcza Pięciolatek który gniewnie oznajmił, że to najnudniejsza książka, jaką słuchał, ale uczę moje dzieci, że trzeba książeczce dać szansę i wysłuchać jej do końca, dokończyliśmy więc ją w wielkich bólach. Perypetie małych bohaterów opisane w książeczce są bardzo archaiczne, przez to zupełnie nie zrozumiałe dla słuchaczy. Siedmiolatka ni w ząb nie potrafiła zrozumieć po co są te podwiązki czy obwarzanki na rajstopach, sobota i niedziela - halka i sukienka, klajster do zeszytów, ale najbardziej ją zdziwiło, po kiego grzyba cerować rajtki za pomocą grzyba? Do tego, historie są rymowane, a to nie jest ulubiony sposób przedstawienia treści, wedlug moich dzieci. Ja osobiście nie potrafię zrozumieć, jak może być to lektura dla pierwszoklasistów ... Na fragment, mogę się zgodzić, zwłaszcza ten o dbaniu o higienę, ale całość? W innym wypadku będzie przyciężkawa lektura... niestety...

Dumna jestem z mojej Siedmiolatki, że tak chętnie korzysta ze szkolnej biblioteki. Podobno w listopadzie wypożyczyła aż 10 książek. Natomiast z chęcią do samodzielnego czytania jest różnie: raz jest wielka, innym razem zerowa. Mam nadzieję, że jej to przejdzie i będzie równie wielką miłośniczką książek, jak ja. Oby!

Sardegna

"Zatrute ciasteczko" Alan Bradley


posted by Sardegna on , , , ,

19 comments

Wydawnictwo: Vesper
Liczba stron:  368
Moja ocena : 4/6

"Zatrute ciasteczko" to pierwszy tom przygód niezwykłej dziewczynki Flawii De Luce. Powiem szczerze, o tej serii słyszałam tyle dobrego od innych blogerów książkowych, że zanim w ogóle zaczęłam ją czytać, miałam wrażenie, że popełniam jakąś straszliwą gafę, nie mając pojęcia kim owa Flawia jest. Kiedy więc nadarzyła się okazja, postanowiłam zapoznać się z perypetiami tej nietuzinkowej, dziecięcej postaci, od początku (seria bowiem liczy obecnie już sześć tomów).

Moje pierwsze wrażenie, po zapoznaniu się z Flawią przywodziło na myśl dzieweczkę z Rodziny Addamsów. Może trochę na wyrost, bowiem poza podobnym wyglądem  Flawię i Wednesday Addams niewiele łączy. Choć z drugiej strony, podobny introwertyczny charakter dziewczyn, odosobnienie w domu pełnym ludzi i mieszkanie w nieco upiornym domostwie/zamczysku, to jednak cechy wspólne. 

Jedenastoletnia Flawia jest bardzo ekscentryczną, żeby nie powiedzieć dziwną, postacią. Piekielnie inteligentna, sprytna i bystra, w wolnym czasie eksperymentuje sobie w domowym laboratorium chemicznym, ze śmiertelnymi truciznami. Odrzucana przez starsze siostry, traktowana jak dziwadło, ignorowana przez ojca, jest takim rodzinnym popychadłem. Ale Flawia ma silny charakter i nie przejmuje się tym zbytnio (albo stwarza takie wrażenie), świetnie dogaduje się z kamerdynerem, panem Doggerem i panną Mullet, gosposią, próbującą od lat ogarnąć wielkie domostwo, po śmierci pani domu.

Flawia pochłonięta swoimi zainteresowaniami, pewnego dnia, natrafia na trupa w ogórkach. Dosłownie natrafia, bowiem w ogródku za domem, znajduje zwłoki dziwnego faceta, którego dzień wcześniej widziała w gabinecie ojca. Flawia postanawia przeprowadzić prywatne śledztwo w sprawie zabójstwa, tym bardziej, że podejrzenia padają na tatusia. Policja robi swoje, a Flawia swoje. W pewnym momencie ścieżki jednych i drugiej się zejdą, ale to i tak nic nie zmieni, bowiem w dziewczynce tkwi niesamowita intuicja śledcza, która poprowadzi ją prosto do rozwiązania zagadki. 
Żeby nie było zbyt banalnie (bo tak nie jest), sprawa faceta w ogórkach sięga daleko w przeszłość. Związek z tym ma ojciec Flawii, jego nauczyciel, który dawno temu popełnił samobójstwo i ... wyjątkowy znaczek pocztowy. 

No dobra, skoro wszystko jest ciekawe i intrygujące, to dlaczego moja ocena wynosi tylko 4/6? No właśnie, dlaczego? Myślę, że problem znów leży w moich oczekiwaniach. Wszyscy zachwalali: "Jak to nie znasz Flawii? Ona jest rewelacyjna!" No i właśnie, jakoś nie była... Miał być szał, zachwyt i emocje. Moim zdaniem wyszło średnio. To jest w każdym razie moje zdanie, bo na innych blogach widzę wysokie noty, zarówno dla tomu pierwszego, jak i dla kolejnych. 
Ciekawa postać, z tej Flawii, to na pewno. Sam pomysł Autora na kreację bystrej i nieco ekscentrycznej jedenastolatki, też niczego sobie, zwłaszcza jeśli chodzi o nadanie jej cech małoletniego detektywa. Rozwiązywanie tajemnicy z przeszłości i połączenie jej z prywatnym śledztwem też jest ciekawą koncepcją,  szczególnie jeśli chodzi o motyw pocztowy, dość rzadki w literaturze. Ostatecznie jednak, coś nie zagrało pomiędzy mną a Flawią i dość trudno było mi wgryzać się w opowiadaną historię.

Oczywiście doceniam wartość tej serii i rozumiem, że można zachwycać się nią bez końca, wyszukując co lepsze smaczki. Ja chyba jednak nie zostanę jej fanką i pozostawię pole do popisu w tej kwestii innym czytelnikom.

Sardegna

Opowiadania Edgara Allana Poe - Wolne Lektury


posted by Sardegna on , , , , , , , ,

4 comments

Dzisiejszy mój wpis będzie dość obszerny. A wszystko za sprawą Wolnych Lektur - portalu - biblioteki internetowej, z której można zupełnie za darmo pobrać świetne audiobooki znanych pisarzy. 
 
Oczywiście są to powieści należące do klasyki literatury polskiej lub obcej, ale to nie jest żadna wada. Wręcz przeciwnie, to świetna okazja do zapoznania się z nieznanymi do tej pory książkami, sięgnięcia po dawno zapomniane tytuły, czy doskonała alternatywa dla osób, które jeszcze danej lektury szkolnej nie przeczytały, a mają ochotę przesłuchać ją w formie audiobooka. Same pozytywy! 
Portal ma naprawdę duży wybór autorów i tytułów. Każdy plik można przesłuchać online bądź łatwo ściągnąć sobie na telefon. Można ściągnąć go także w pliku na czytnik, przeczytać online, bądź jeszcze wykorzystać w jakimś innym, specjalnym formacie. Można audiobook próbnie przesłuchać, dzięki temu możemy określić, czy dany lektor będzie nam odpowiadał. Gama działań z daną lekturą jest bardzo szeroka, więc każdy znajdzie odpowiedni dla siebie sposób, zapoznania się z książką.

Sama skorzystałam z opcji ściągnięcia pliku na telefon i postanowiłam ponownie przeczytać, a raczej odsłuchać, wybrane opowiadania Edgara Alana Poe. Czytałam w prawdzie w wersji papierowej, jakieś dwa lata temu, "Opowieści niesamowite", ale szczerze powiem, większość historii zatarła mi się w pamięci. To znaczy, świetnie pamiętam motyw "Czarnego kota", "Beczki Amontillada", "Serce oskarżycielem",  ale inne? Jakoś nie bardzo pamiętam, o czym były. Postanowiłam więc przypomnieć sobie ich treść właśnie dzięki Wolnym Lekturom.
Wybrałam następujące tytuły: "Zagłada domu Usherów", "Maska śmierci szkarłatnej", "Król Dżumiec", "Berenice", "Diabeł na wieży", "Portret owalny", "Hop-Frog", "Metzengeinstern", "Rękopis znaleziony w butli", "Studnia i wahadło", "William Willson", "Prawdziwy opis wypadku z p. Waldemarem".

audiobook: czas trwania 50 minut 06 sekund     
Moja ocena : 5/6
lektor: Wiktor Korzeniewski

"Zagłada domu Usherów" to niepokojąca opowieść o rodzeństwie, których relacja wychodzi znacznie bardziej poza relacje rodzinne. Straszne opisy domostwa, burzy, zjawy, majaków brata i choroby siostry, sprawiają, że atmosfera tej opowieści jest lepka od strachu. Niepokój podkręca jeszcze skrzypiące domostwo, ciemne korytarze, zimne i wilgotne piwnice oraz krypty. Brr...
audiobook: czas trwania 26 minut 40 sekund       
Moja ocena : 4/6
lektor: Wiktor Korzeniewski

"Diabeł na wieży" to opowiadanie, które najmniej przypadło mi do gustu. Opowieść o tajemniczej wiosce, w której rządzi ład, porządek, zegary i ... kapusta, a Diabeł, który pewnego dnia postanowił zawładnąć wieżą zegarową, zakłócił tę odwieczną harmonię. Średnio straszne, bardziej może jest to historia z pogranicza snu i jawy, niż typowy horror.
audiobook: czas trwania 25 minuty 30 sekund       
Moja ocena : 5/6
lektor: Wiktor Korzeniewski

Tytułowa Berenice to piękna kuzynka głównego bohatera, którą w młodym wieku zmaga śmiertelna choroba. Zrozpaczony mężczyzna, jeszcze za życia krewnej miał obsesje na jej punkcie, która tylko pogłębiła się po jej śmierci. Opętany majakami, mrocznymi wizjami, przestaje kontrolować swoje zachowanie, dopuszczając się strasznego czynu. Opowiadanie bardzo mroczne, bardzo w stylu Poe'go.
audiobook: czas trwania 22 minuty 53 sekundy       
Moja ocena : 5/6
lektor: Wiktor Korzeniewski

Dwa zwaśnione rody i jeden szalony potomek. Do tego zestawu dochodzi jeden ognisty rumak, niemal żywcem wyjęty z makabrycznego obrazu. Zachowanie  młodego Metzengersteina odbiega znacznie od zachowania normalnych ludzi, a jego obsesja na punkcie konia przekracza najśmielsze wyobrażenia. Jak zakończy się ta więź nawiedzonego człowieka z piekielnym zwierzęciem?

audiobook: czas trwania 28 minut 37 sekund       
Moja ocena : 5/6
lektor: Wiktor Korzeniewski

Zapis wydarzeń człowieka, który trafił w niewolę na piracki statek, będący zamieszkały przez siły nieczyste. Opisy groźnego, wzburzonego morza, szalejącej burzy, przerażającego wyglądu statku o czarnej banderze, przytłacza czytelnika, i choć nie jest to może moje ulubione opowiadanie, nie można odebrać mu mrocznego charakteru i dławiącej atmosfery strachu. 


audiobook: czas trwania 36 minut 06 sekund      
  Moja ocena : 5/6
lektor: Aleksandra Sekuła

Jedno z najbardziej makabrycznych opowiadań, nie szczędzących czytelnikowi strasznych opisów najprzeróżniejszych postaci, symbolizujących śmierć i różne choroby. Dwójka niczego nieświadomych marynarzy trafia do podziemi, gdzie odbywa się narada o losach ludzkości, pod dowództwem Króla Dżumca. Najstraszniejsze w całej tej opowieści są opisy postaci (dla mnie w każdym razie). Mocne. 


audiobook: czas trwania 15 minut 40 sekund     
Moja ocena : 4/6
lektor: Wiktor Korzeniewski

Pamiętam, że to opowiadanie w wersji papierowej zrobiło nam mnie spore wrażenie, tym razem jakoś mnie nie poruszyło. Śmierć szkarłatna pojawia się w nieoczekiwanym momencie, przesądzając o losie zainteresowanych. Średnio strasznie.




audiobook: czas trwania 56 minut 02 sekundy       
Moja ocena : 5/6
lektor: Wiktor Korzeniewski

W życiu głównego bohatera pojawia się makabryczny sobowtór. Zaczyna się od niewinnych żarcików i sztuczek, a kończy się na walce na śmierci i życie. Do samego końca nie wiadomo, kto jest kim, i jakie ma zamiary. Interesująca i trzymająca w napięciu historia.
audiobook: czas trwania 26 minut 15 sekund       
Moja ocena : 5/6
lektor:
Wiktor Korzeniewski

Zemsta nadwornego karła - błazna na swym władcy, będzie sroga i brutalna. Niewinny początek przeradza się w makabryczną rzeź, której nikt nie jest w stanie przeciwdziałać. Interesująca historia, trochę nietypowa, bo od początku czytelnik przewiduje, jak się skończy, ale mimo to napięcie utrzymuje się do samego końca.  

 
 audiobook: czas trwania 9 minut 15 sekund       
Moja ocena : 5/6
lektor:
Wiktor Korzeniewski

Jedno z najbardziej znanych opowiadań Poe'go. Artysta malarz przelewa na płótno piękno swojej małżonki, tym sposobem doprowadzając do osobistej tragedii. Makabryczne opisy, bardzo charakterystyczne dla twórczości pisarza, łączenie piękna z brzydotą i życia ze śmiercią



Na koniec, zostawiłam moje dwa ulubione opowiadania. W wersji papierowej też zrobiły na mnie wrażenie, ale dopiero teraz, po ponownym zapoznaniu się z ich treścią, zrozumiałam je chyba tak, jak powinnam.

audiobook: czas trwania 24 minut 48 sekund       
Moja ocena : 6/6
lektor:
Wiktor Korzeniewski

Opis ostatnich chwil życia pana Waldemara, który został poddany na łożu śmierci, eksperymentowi z magnetyzmem. Bardzo niepokojące opowiadanie, połączenie realności z mistycyzmem. Przerażające
audiobook: czas trwania 44 minut 15 sekund      
  Moja ocena : 6/6
lektor:
Wiktor Korzeniewski

Najlepsze, moim zdaniem, opowiadanie Edgara Allana Poe. Relacja więźnia z przebywania w pułapce, w której został umieszczony przez inkwizytorów. Mordercza udręka ciała i duszy. Strach, panika, klaustrofobia, pod wpływem tortur i kary, jaką oprawcy przygotowali. Napięcie do ostatniej sekundy, która wbrew pozorom jest decydująca i zmienia wszystko. Genialne!


Dwanaście opowiadań grozy, znanych mi już z wcześniejszego czytania, nabrało dla mnie zupełnie nowego znaczenia. Interesująco było przypomnieć sobie te historie w wersji słuchowej, a ja po fakcie mogę stwierdzić, że wolę Poe'go o wiele bardziej w audiobooku niż papierze. Sama chyba nie nadaję opowieściom odpowiedniej atmosfery napięcia i strachu, a dobry lektor robi tę robotę za mnie.

Bardzo polecam Wolne Lektury. Myślę, że na tej stronie każdy znajdzie coś dla siebie.

Sardegna

"Sekret Sonji" Åsa Hellberg


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron:  372
Moja ocena : 4/6

"Sekret Sonji" to kontynuacja "Ostatniej woli Sonji", znakomitej powieści, wydanej w zeszłym roku, do której mam ogromny sentyment. kiedy zorientowałam się, że jest już kontynuacja, strasznie się nakręciłam na dalszy ciąg przygód trzech przyjaciółek: Maggan, Rebecki i Susanne, które próbują sobie poukładać życie po niespodziewanej śmierci czwartej z nich - Sonji.

I chyba, jak zwykle trochę przesadziłam z oczekiwaniami, i tą konieczną chęcią poznania dalszego ciągu, bo zdaje mi się, że byłoby zdecydowanie lepiej, gdybym zakończyłabym tę bajkowa opowieść na pierwszym tomie.
Kontynuacja przygód trzech przyjaciółek jest zdecydowanie gorsza od początku historii, i czyta się ją dość opornie. Może wynika to z faktu, że głównymi bohaterkami opowieści nie są już trzy bohaterki (a może raczej są tłem wydarzeń), tylko para dziennikarzy - Kicki i Fredrik, oraz młoda Brytyjka, Julie.
W sumie, tak sobie myślę, że historia dziennikarzy i Julie też jest interesująca na swój sposób, jednakże po świetnej części pierwszej spodziewałam się czegoś zdecydowanie bardziej intrygującego. Poza tym, to co obiecuje zapowiedź książki, czyli odkrywanie tajemnicy zmarłej Sonji, jest tylko tłem wydarzeń, a nie najważniejszą częścią historii, dlatego moja ocena powieści jest taka średnia - to nie tak miało być... 

Po śmierci przyjaciółki, Maggan, Rebecka i Susanne otrzymują w spadku jej ogromny majątek i wskazówki, w jaki sposób mogłyby go wykorzystać. Charyzmatyczna za życia Sonja, zaplanowała ze szczegółami dalsze losy kobiet, aby wyrwać je z dotychczasowej nudy i stagnacji życiowej. Postawiła też na ich drodze wspaniałych mężczyzn, w których kobiety (przez zupełny zbieg okoliczności oczywiście), ulokowały swoje uczucia. Piękne domy, wspaniałe otoczenie - historia, jak z bajki dla dużych dziewczynek. I fajnie, bo pierwszy tom Åsy Hellberg miał w sobie wiele uroku, ciepła i optymizmu.

Kiedy emocje związane ze śmiercią Sonji i jej spadkiem nieco opadły, przyjaciółki postanawiają przeprowadzić prywatne śledztwo na temat zmarłej. Ciekawe są, skąd Sonja miała tak olbrzymi majątek i co działo się z nią w latach, kiedy mieszkała w Paryżu, a ich kontakty nieco się rozluźniły. Jako że każda z kobiet ma swoje zobowiązania, zatrudniają do pomocy w śledztwie fotografa Fredrika i ekspresyjną dziennikarkę Kicki. I w tym momencie historia czterech przyjaciółek schodzi na dalszy plan, na rzecz burzliwej relacji tych dwojga. Charyzmatyczni dziennikarze mają również swoją przeszłość, częsciowo wspólną, trudno więc będzie im współpracować bez spięć i pretensji. 

Gdzieś pomiędzy całą akcją, do Paryża przyjeżdża jeszcze młoda dziewczyna, Julie, która zaczyna pracę w restauracji "U Sonji". Jej życiowa historia i perypetie miłosne, będą bardzo istotne dla wyjaśnienia tytułowej tajemnicy. I tak właściwie akcja krąży od Fredrika i Kicki, do Julie i jej rodziny, a gdzieś w przerwach pojawiają się przyjaciółki, zwłaszcza jedna z nich, której los zgotował niemiłą niespodziankę. Tajemnica Sonji zostaje oczywiście wyjaśniona, i to właśnie koniec książki przypadł mi najbardziej do gustu, bo dopiero tam odnalazłam ten klimat historii, którym przesiąknięty był tom pierwszy.  

Powieści daję 4/6. Nie namawiam usilnie, ale w sumie też nie odradzam. Po książkę mogą nawet sięgnąć osoby, które nie czytały części pierwszej. Może wtedy nawet odbiór "Sekretu Sonji" będzie lepszy. Bo niestety "Ostatniej woli..." trudno dorównać.

Sardegna