"Opowiadania bizarne" Olga Tokarczuk


posted by Sardegna on , , , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Literackie
audiobook: czas trwania 6 godzin 43 minuty
Moja ocena : 5/6

lektor: Filip Kosior, Magdalena Cielecka, Danuta Stenka, Robert Jarociński, Maciej Kowalik, Olga Tokarczuk, Kamilla Baar-Kochańska, Mariusz Bonaszewski, Wiktor Zborowski, Kamila Kuboth-Schuchardt

Co roku biorę udział w akcji Czytaj.pl, w której można przez równy miesiąc, za darmo, korzystać do woli z udostępnionych przez aplikację e-booków i audiobooków. Rok temu przesłuchałam w ramach tej promocji "Księżniczkę z lodu" Camilli Läckberg, a dwa lata temu "Lśnienie" Stephena Kinga. Akcja ta  co prawda organizowana jest zawsze w listopadzie i wtedy też z niej korzystam, ale dopiero dziś udało mi się napisać parę słów o książce, którą przesłuchałam w jej ramach.  

W roku 2018 skusiłam się na "Opowiadania bizarne" Olgi Tokarczuk, czyli zbiór 10 niesamowitych historii, będących taką trochę mieszanką grozy, fantastyki, s-f i kryminału. Książka, a co za tym idzie i audiobook nie są długie, stąd też przesłuchanie całości zajęło mi parę dni, a ja spokojnie dawkowałam sobie przyjemność, robiąc przerwę po odsłuchaniu poszczególnych opowiadań. 

Historie bizarne stworzone przez Olgę Tokarczuk idealnie odzwierciedlają znaczenie słowa "bizzare" (niezwykły, dziwny, niesamowity), które choć pochodzi z języka francuskiego, funkcjonuje także w języku angielskim i od zawsze fascynowało mnie swoją tajemniczą wymową i trochę "nieziemskim" znaczeniem. Ale takie właśnie są te opowiadania - niepokojące, tajemnicze, niewytłumaczalne, nie wiadomo, czy bardziej realne, czy bardziej magiczne. A może łączące w sobie wszystkie te cechy na raz.

Olga Tokarczuk, którą znam wprawdzie tylko z cudownego "Prawieku i innych czasów", mocno zaznacza realizm magiczny w swych opowieściach, i nie inaczej jest w powyższym przypadku, jednak oprócz tego, Autorka podąża jeszcze w stronę s-f, co wydaje się być bardzo dziwne i niepokojące, a wychodzi świetnie. Nie jestem znawczynią tego gatunku, ale opowiadania pozwoliły mi zerknąć do świata literackiego, z którym na co dzień nie mam wiele wspólnego. Nie chciałabym wypowiadać się tutaj w imieniu specjalistów w tej dziedzinie, mogę tylko opisać, jakie wrażenie na mnie zrobiła ta mieszanka.

Bliżej nieokreślona przyszłość, wszechobecne A.I., zmienione zasady rządzące społeczeństwem, w którym prawdziwe relacje ludzkie i uczucia odstawione zostają na boczny tor, robiąc miejsce postępowi i nowoczesnym technologiom. Ale czy na pewno? Opowiadania, takie jak "Transfugium", czy "Wizyta", gdzie obok ludzi pojawiają się inne "byty", zrobiły na mnie chyba największe wrażenie. Choć z jednej strony bardzo "techniczne" i futurystyczne, z drugiej niezwykle emocjonalne. Podobne emocje wzbudzają dwie ostatnie historie ("Góra Wszystkich Świętych" oraz "Kalendarz ludzkich świąt"), w których wizja przyszłości, ale także pewne zwyczaje religijne przybierają zupełnie nową formę.
 
Niektóre opowiadania są bardzo rzeczywiste, mogłyby zdarzyć się praktycznie tuż obok nas, przez to ich wydźwięk jest mocno niepokojący. Jest to taka groza, którą najbardziej lubię czytać: bez rozlewu krwi, ale straszna, ponieważ bardzo realna ("Prawdziwa historia", "Pasażer" oraz "Przetwory"). Najbardziej fantastyczne ze wszystkich są natomiast "Zielone dzieci", w których to francuski lekarz przemierza wraz ze swoim królem ziemie XVII wiecznej Polski i natrafia na ślad niesamowitych istot, łączących w sobie cechy kilku gatunków. Ciekawa historia, także ze względu na sposób narracji i wszelkie opisy, przedstawione z taką dbałością o szczegóły, że ma się wrażenie, iż czyta się jakąś rozbudowaną powieść z wątkiem nadprzyrodzonym. Najmniejsze emocje wzbudziły we mnie opowiadania "Szwy" (starość, zaburzona wizja świata) i "Serce" (przeszczep, a co za nim idzie nowe wspomnienia).

Każde z opowiadań jest na swój sposób wyjątkowe, niektóre wyraźnie zamknięte, inne mają otwarte zakończenia, dając czytelnikowi dowolność interpretacji. Utrzymane w podobnym, niepokojącym klimacie, stanowią naprawdę interesującą lekturę, a w wersji audio, z możliwością wysłuchania interpretacji wielu lektorów (w tym samej Autorki), dostarczają tych wrażeń jeszcze więcej.
Dzięki takim akcjom, jak Czytaj.pl. mogłam zapoznać się z tytułem, po którego pewnie w innych okolicznościach bym nie sięgnęła, albo odłożyła na nieokreślone "później". A tak, "Opowiadania bizarne" pozwoliły wyjść ze strefy czytelniczego komfortu, a także przypomniały mi, ile jeszcze nieprzeczytanych książek Olgi Tokarczuk znajduje się w mojej biblioteczce. Może nadchodzący rok 2019 będzie dobrą okazją, aby przeczytać w końcu nagrodzonych "Biegunów"?


Sardegna

"Sprawa Salzmanna" Monika Kassner


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments



Wydawnictwo: Silesia Progress
 Liczba stron: 182
Moja ocena : 5/6


To, że jestem lokalną patriotką, kocham Śląsk i wszystko, co z nim związane, potarzam przy każdej okazji. Nie inaczej jest w przypadku literatury promującej nasze śląskie regiony, i mam tu na myśli zarówno książki pisane gwarą, albo mające wstawki po śląsku, a także te, które o Górnym Śląsku opowiadają, mówią o jego historii, kulturze, opisują czasy współczesne, albo po prostu akcja powieści rozgrywa się w naszej okolicy.

Nie mam może zbyt często okazji czytać typowo śląskich książek napisanych w gwarze, zresztą nie ukrywam, że taka lektura jest bardzo wymagająca, bo trzeba przełożyć sobie gwarę znaną ze słyszenia, na tą, w formie pisanej, a to dla mnie, choć Ślązaczki od pokoleń, nie jest wcale taką łatwą sprawą. Kiedy więc tylko nadarza się okazja na ćwiczenie tej umiejętności, z chęcią z niej korzystam.

"Sprawa Salzmanna" pani Moniki Kassner, polonistki, historyczki, Autorki książki dla dzieci "Zaginione perły księżnej Daisy", jest właśnie przykładem takiej literatury. Nie dość, że napisanej częściowo po śląsku, to jeszcze takiej, która opowiada o przeszłości naszego rejonu i pokazuje Śląsk, którego już nie ma. 

Akcja powieści rozgrywa się w okresie międzywojennym w Świętochłowicach, zanim jednak dojdę do sedna sprawy i opowiem, o czym tak właściwie mówi "Sprawa Salzmanna", muszę wspomnieć, iż Autorka starannie rozbudowała tło wydarzeń, przedstawiając czytelnikom bardzo obrazowo ówczesne realia. W czasie lektury, jak na dłoni, widzimy obrazy Świętochłowic z lat 30-tych XX wieku, możemy przejść się klimatycznymi uliczkami miasta, zerknąć na wystawy sklepików: składu obuwniczego Cyryla Waleckiego, sklepu kolonialnego Henryka Bonka, lub wypić kawę w towarzystwie bohaterów, w restauracji u Mally'ego, czy Izaaka Lewka. Widać, ze pani Monika Kassner wie, o czym pisze, a Świętochłowice są bliskim jej miastem. Tło historyczne i społeczne jest szeroko zobrazowane, podobnie, jak wiele jest szczegółów dotyczących wyglądu ówczesnych dam, czy dżentelmenów, sposobów spędzania wolnego czasu, zasad prowadzenia handlu, czy choćby prowadzenia śledztwa (a to swoją drogą wokół tego tematu, będzie oscylowała powyższa historia).

Dlatego uważam, iż warto zainteresować się tą książką choćby tylko ze względu na to. Szerokie opisy realiów ówczesnego Śląska czyta się bardzo przyjemnie, choć zdaję sobie sprawę, że to nam, mieszkańcom tegoż regionu lektura sprawi pewnie największą frajdę.

Wracając jednak do sedna, główna akcja tej historii toczy się wokół śledztwa dotyczącego śmierci George'a Salzmanna, czyli majętnego, świętochłowickiego przedsiębiorcy, właściciela restauracji "U Mally'ego". Salzmann teoretycznie popełnił samobójstwo, załamany bankructwem swojego interesu, jego śmierć budzi jednak sporo wątpliwości, ciało bowiem jest zmumifikowane, prawdopodobnie za sprawą umieszczenia zwłok w specjalnej substancji, poza tym, przedsiębiorca miał sporo dłużników, którym winien był ogromne sumy pieniędzy. Istnieje więc poważne podejrzenie, że to któryś z nich zamordował George'a i upozorował jego samobójstwo.

Sprawą interesuje się miejscowy radca prawny, Adolf Jendrysek, który nie wierzy w oficjalną wersję śmierci Salzmanna i postanawia przyjrzeć się bliżej okolicznościom jego śmierci. Przy okazji całej sprawy odkrywa, że w restauracji "U Mally'ego" dochodzi do zuchwałych kradzieży. Ktoś podbiera najlepsze wiktuały ze spiżarni, nie jest jednak na tyle sprytny, by zatrzeć za sobą wszystkie ślady. Jako że Adolf jest wnikliwym obserwatorem, łączy kradzież z pewną piękną damą, doskonale znaną w Świętochłowicach, jednak przesłuchanie kobiety przybiera nieoczekiwany dla detektywa obrót...

Głównego bohatera, czyli radcę Jendryska mamy możliwość poznać nieco bliżej, a to za sprawą szczegółów z jego życia rodzinnego, do którego czytelnicy mają wgląd. Adolf to przyjemna postać, wzbudza pozytywne emocje, zresztą tak, jak i jego żona Hajdelka oraz córka Helga. Sam wątek kryminalny nie jest może jakoś specjalnie rozbudowany w tej historii, zresztą książka ma niecałe 200 stron, więc intryga nie może być mocno skomplikowana, ale to jest najważniejsze. "Sprawa Salzmanna" głównie przybliża Śląsk sprzed lat, a cała akcja kryminalna jest tylko dodatkiem, choć nie da się ukryć, że bardzo atrakcyjnym, do całej fabuły. 

Książka przybliża śląską gwarę, prezentując ją szerszemu gronu czytelników, choć osobom, które jej nie znają, lektura może przysporzyć sporo trudności. Wydaje mi się, że dobrym rozwiązaniem byłyby tutaj przypisy, które czytelnikom nieobeznanym ze ślōnskŏm gŏdkom tłumaczyłyby poszczególne fragmenty napisane gwarą. Jo jeszcze na koniec moga skozać Hanysom, kierzy godać poradzom, ale nikej nie umiejom czytać po naszymu: czytejcie na głos!

Sardegna

Trojka e-pik marzec 2019 Podsumowanie lutego


posted by Sardegna on

109 comments

Dzień dobry! Jak się czujecie z faktem, iż właśnie zaczynamy trzeci miesiąc roku, a co za tym idzie, trzeci miesiąc wyzwania Trójka e-pik? Ja bawię się świetnie, mam nadzieję, że Wy też, choć luty nie dla wszystkich okazał się łatwy do zrealizowania. Dziękuję wszystkim, którzy podjęli temat i pokusili się o przeczytanie nawet 1/3 kategorii. W tym miesiącu w wyzwaniu wzięło udział 31 osób, z czego 23 przeczytały całość, 5 osób zrealizowało 2/3 wyzwania, a 3 ukończyły zadanie w 1/3. 

Podium w lutym należy do: Boż Enas, Monotemy i Aine, które ukończyły wyzwanie kolejno 6.02, 10.02 i 12.02. Dziewczyny, bardzo Wam gratuluję, a wszystkim dziękuję za udział i mam nadzieję, że będziecie tutaj także w marcu.

Poniżej znajduje się dokładne zestawienie lutowych wyników. Jeżeli kogoś pominęłam, albo zapisałam coś błędnie, z góry przepraszam, dajcie proszę znać, zaraz poprawię.

Lutowa finałowa trójka Trójki: 


Boż Enas - "Tu mieszka miłość"
Monotema - 52 tygodnie czytania
Aine - Czytanie przy kominku
  • regionalne klimaty - Magda Skubisz "Dżus & Dżin"
  • walentynkowe motywy - Magdalena Kordel "Serce w skowronkach"
  • zimowy tytuł - Fleur Hitchcock "Morderstwo w środku zimy"
Tuż za nimi uplasowały się:

Maryla Lentowicz - nie prowadzi bloga
Paulina Głuszko - nie prowadzi bloga
  • regionalne klimaty - "Zarys historii Blachowni" Zygmunt Kandora
  • walentynkowe motywy - "Lekarz na Walentynki" Melanie Milburne
  • zimowy tytuł - "Zima w bikini" Lena Oskarsson 
Oszka - nie prowadzi bloga
  • regionalne klimaty -Brendan O'Carroll, "Mamuśka"
  • walentynkowe motywy - Holly Black, "The Cruel Prince", "The Wicked King"
  • zimowy tytuł - Ilona Wiśniewska, "Białe. Zimna wyspa Spitsbergen"
Karolina Sosnowska - Tanayah czyta
  • regionalne klimaty - Wojciech Chmielarz "Cienie"
  • walentynkowe motywy - Isabel Allende "Dom duchów"
  • zimowy tytuł -"Pan Lodowego Ogrodu" tom.1 Jarosław Grzędowicz
Kasia - Przekładaniec kulturalny
anek7 -Lektury wiejskiej nauczycielki
Anutek - Królowa Matka i Banda Czworga
Dobromiła - E - czytam
Matka wkurzająca - Nie wieje nam nudą
Magda - Maniaczytania
  • regionalne klimaty - "Feblik" Małgorzata Musierowicz
  • walentynkowe motywy - "Siedem dni razem" Francesca Hornak
  • zimowy tytuł - "Podróż zimowa" Jaume Cabre
Agnesto - Agnestariusz
  • regionalne klimaty -"Marzenia szyte na miarę" Karolina Wilczyńska
  • walentynkowe motywy - "No, Asiu!" Marika Krajniewska
  • zimowy tytuł - "Zatopiona zima" James Hopkin
 Els81 - nie prowadzi bloga
  • regionalne klimaty - Anne Enright "The Gathering" (polski tytuł 'Tajemnica rodu Hegartych')
  • walentynkowe motywy - Magdalena Witkiewicz & Alek Rogoziński "Biuro M"
  • zimowy tytuł - Elisabeth Herrmann '"Śnieżny wędrowiec"
magdalenardo - Moje czytanie
Angelika Borucka - Yzoja
  • regionalne klimaty - "Irlandzkie opowieści" Anni Kylemehr
  • walentynkowe motywy -M. C. Beaton "Agatha Raisin i tajemnica salonu fryzjerskiego"
  • zimowy tytuł -Gregg Olsen "Lodowa Kurtyna"
Paulina Dydo - nie prowadzi bloga
  • regionalne klimaty - Magda Skubisz "LO Story"
  • walentynkowe motywy -Anna Kekus "Wybory Niny"
  • zimowy tytuł -Michał Ochnik "Zima"
iwona w - nie prowadzi bloga
Blanka - Kulturazja
  • regionalne klimaty -  "Dżozef"Jakub Małecki
  • walentynkowe motywy - "Jedyna historia" Julian Barnes
  • zimowy tytuł - "Bielszy odcień śmierci" Bernard Minier
Sylwia Słupianek - Białe Mebelki
Wiki - Literaturomania
  • regionalne klimaty -"Zły" Leopold Tyrmand
  • walentynkowe motywy - "Kocha, lubi, szpieguje" Joanna Szarańska
  • zimowy tytuł -"List od... 2. Święta przez cały rok" Katarzyna Ryrych
2/3 wyzwania zrealizowały:

El - Inny czas
Magda - Książkowe Wyliczanki
  • regionalne klimaty ---
  • walentynkowe motywy - "Prokurator" Paulina Świst
  • zimowy tytuł - Tracy Rees "Tajemnice Amy Snow"
Natanna - Moje zaczytanie
Dorota Józefiak - Kulturalna Mysz
  • regionalne klimaty - "Morderstwo w Hotelu Katowittz" Marta Matyszczak
  • walentynkowe motywy - "Klamki i dzwonki" Magdalena Knedler
  • zimowy tytuł ---
makomt - Książki wokół mnie
  • regionalne klimaty - "Dwa życia Kiki Kain" Marta Alicja Trzeciak
  • walentynkowe motywy - "Tatuażysta z Auschwitz" Heather Morris
  • zimowy tytuł ---
Z 1/3 wywiązały się:

Viv - Krakowskie Czytanie
  • regionalne klimaty -"Kamień" Małgorzata i Michał Kuźmińscy
Agnes - Dowolnik
  • regionalne klimaty - "Sprawa Salzmanna" Monika Kassner
Jenny - Jenny Dawid
  • walentynkowe motywy - "Och, te okropne walentynki" Kristin Gabriel, Linda Randall Wisdom

 Na moje wyzwanie złożyły się:
  • regionalne klimaty -"Sprawa Salzmanna" Monika Kassner
  • walentynkowe motywy - "Zakochane Trójmiasto" antologia
  • zimowy tytuł -"Hipotermia" Arnaldur Indriðason

 W lutym mamy pierwsze zgłoszenie do przeczytanej zaległości, którą nadrobiła

monweg - Zwyczajnie i szaro?

Nie przedłużając, zapraszam do marcowej Trójki:


Cel:

Celem wyzwania będzie zapoznanie się z nieznanymi lub omijanymi przez nas szerokim łukiem, gatunkami powieści.

Zasady:

*  wyzwanie trwa miesiąc kalendarzowy
*  w zabawie wziąć udział może każdy bloger oraz każda osoba nie posiadająca bloga, która ma ochotę przyłączyć się do zabawy. Przyłączyć się można w dowolnym momencie
*  wyzwanie będzie polegało na przeczytaniu trzech książek z trzech wybranych gatunków.
dwa z tych gatunków zostaną zaproponowane przeze mnie, wybór trzeciego będzie zależał od Was
*  w pierwszym tygodniu miesiąca umieszczę post, pod którym będziecie mogli zaproponować dowolne gatunki czy kategorie lektur. O wyborze zadecyduje ankieta.
*  wybór książki, kwalifikującej się do podanego gatunku, jest zupełnie dowolny i zależeć będzie tylko od Was
* osoby posiadające bloga, po napisaniu opinii, na temat wybranej książki, proszone są o wpisanie informacji, że książka została przeczytana w ramach wyzwania "Trójka e-pik" i podanie linka do TEGO posta.
*  w podsumowaniu, które nastąpi pod koniec miesiąca wystarczy, aby osoby które wzięły udział w wyzwaniu, w komentarzach pod postem tematycznym, podały trzy linki do swoich opinii.
* miło będzie, jeśli podlinkujecie poniższy plakat moim blogiem, jako organizatorem wyzwania

***

Moje propozycje na marzec 2019 to:

zalegająca cegła (książka powyżej 500 stron)
  książka z motywem katastroficznym
książka z miastem w tytule


I jakie wrażenia? Zalegająca cegła to opcja, na którą nie będzie lepszego momentu, niż długi marzec, także przeszukajcie półki, wyjmijcie opasłe tomiska o dowolnej tematyce i do dzieła! Książka z miastem w tytule to Wasza decyzja, wybrana przeważającą liczbą głosów na blogu i grupie. Kto ma ochotę przyłączyć się do naszej społeczności, zawsze może to zrobić  TUTAJ. Proszę o podmienienie banera na aktualny, zachęcam do zgłaszania się, nie trzeba mieć bloga, nie trzeba pisać notek na temat przeczytanych książek. Tutaj liczy się tylko dobra zabawa i czytanie zaległych na półkach, książek.

Sardegna

Blogowe podsumowanie miesiąca - luty


posted by Sardegna on

15 comments

Luty minął mi pod hasłem ferii. Świetny czas, spędzony z rodziną na rzeczach, które lubię robić najbardziej. Mogłam wprawdzie przeczytać i poblogować więcej, ale jakoś nie czułam takiej potrzeby, stąd też w tym miesiącu pochłonęłam tylko 6 książek.

Lista lektur


1. "Hipotermia" Arnaldur Indriðason - 5
2. "Zakochane Trójmiasto" antologia - 5
3. "Kto by się spodziewał?" Agata Przybyłek - 5
4. "Mamo, co by było, gdyby..."   Monika Janiszewska, Małgorzata Bajko - 5
5. "Cymanowski Młyn" Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda - 4
6. "Sprawa Salzmanna" Monika Kassner - 5


Imprezy kulturalne

W lutym paradoksalnie, nie udało mi się wziąć udział w żadnym wydarzeniu. Miałam w planach spotkanie autorskie z Beatą Sabała - Zielińską w katowickim Empiku, ale oczywiście życie miało inny plan, więc nie wyszło. Styczeń jednak był tak bogaty w atrakcje, że jakoś przeżyję słabszy luty i mam nadzieję, że wszystko nadrobię w marcu.

Nowości

 

"Damy, dziewczyny, dziewuchy 2" Anna Dziewit - Meller
"Oczy uroczne" Marta Kisiel
"Kłamca" Jakub Ćwiek
"Coś tu nie gra" Joanna Szarańska
"Koniec scenarzystów" Wojciech Nerkowski
"Nikt nie idzie" Jakub Małecki
"Dom jętki" James Hazel
"Tylko niewinni" Rachel Abbott
"TOPR" Beata Sabała - Zielińska
"104 piętrowy domek na drzewie" Andy Griffiths, Terry Denton
"Cymanowski Młyn" Magdalena Witkiewicz, Stefan Darda
"Kłamstwo minionego lata" Sue Wallman
"Lalkarza z krakowa" R.M. Romero
"Prażeńka" Anna M. Brengos
"Tabletki na dorosłość" Dorota Suwalska
"Tatarka" Renata Kosin
"Ogród świateł" Anna Klejzerowicz
"Dobre Miasto" Mariusz Zielke
audiobook "Diuna" Frank Herbert

Filmowo

W lutym udało mi się obejrzeć tylko jeden film, ale na swoje usprawiedliwienie mam fakt, że w tym miesiącu maksymalnie skupiłam się na serialach, a raczej na jednym z nich, o którym przeczytacie poniżej. Serca i energii do filmów już nie starczyło, stąd też tylko jedna, i do tego niezbyt udana produkcja:

1. "Solo" reż. Hugo Stuven Casasnovas - produkcja Netflixa, na którą skusiłam się głównie ze względu na to, iż była polecana w kategorii filmu katastroficznego, które lubię oglądać. Główny bohater, turysta spada z wysokiego klifu i walczy o przetrwanie w małej zatoce, odciętej od świata. Ze złamanym biodrem i okaleczonym ciałem próbuję przeżyć. Jego walka wewnętrzna staje się okazją do wspomnień i zrobienia rzetelnego rachunku sumienia, jako że jest człowiekiem zero-jedynkowy, nie liczącym się zbytnio z uczuciami innych, często pali za sobą mosty. Stąd też samotność i świadomość, że nie ma w swym życiu żadnych bliskich, nigdy nie dotyka go bardziej, niż teraz. 
Niestety "Solo" okazał się totalną klapą. Ani nie trzymał w napięciu, co z założenia miał robić, ani nie był jakoś spektakularny, żeby odciągnąć uwagę od nieciekawej fabuły. Był po prostu nudny. Oglądałam go na raty i nawet wspaniałe widoki nie zrekompensowane mi leniwie toczącej się akcji i smutnego monologu bohatera.


Serialowo

W lutym maksymalnie wkręciłam się w "Prison break", serial z 2005 - 2009 roku, który co śmieszniejsze, już kiedyś widziałam. Po siedmiu latach większość faktów zatarła się jednak w mojej pamięci, i o ile pamiętałam dobre wrażenie, jakie na mnie wywarł początek i jakieś wątki z kolejnych sezonów, to szczegółów już zupełnie nie umiałam sobie przypomnieć. Powrót do tej historii okazał się strzałem w dziesiątkę! Ogromne emocje, napięcie, mega historia, tajemnice, zagadkowa Firma i niesamowicie inteligenty Michael Scofield, który przez pięć sezonów ratuje świat. Świetny serial, jeden z lepszych, jakie w życiu widziałam, w którym oprócz Scofielda, liczy się cała gama bohaterów wspierających, których się albo kocha, albo nienawidzi, w zależności od sezonu. Jeżeli jeszcze jakimś cudem nie widzieliście "Skazanego na śmierć", koniecznie musicie to nadrobić. Serial jest dostępny na Netflixie.


[zdjęcia okładek pochodzą ze strony Filmweb]

Muzycznie

W lutym nadal krążyłam wokół muzyki Dawida Podsiadło i Męskiego Grania, a stamtąd było mi już bardzo blisko trafić na Korteza. Jego klimatyczne "Stare drzewa" bardzo dobrze brzmią na słuchawkach.


Drugim kawałkiem jest również nastrojowa Adele i jej "Someone like you". Cudny utwór, ze świetnym teledyskiem. 


 A jak Wam  minął luty?

Sardegna

"Najgorsze Dzieci Świata" Davis Walliams


posted by Sardegna on , , , ,

No comments

Dawno nie pojawił się na blogu wpis zredagowany przez moją Córkę, ale to nie dlatego, że nic nie przeczytała, albo chciało jej się pisać notki, powodem przestoju były ferie na Śląsku, które skończyły się w ostatnią niedzielę, a jak wiadomo, czas wolny sprzyja innym aktywnościom. Nie namawiałam jej do pisania na siłę, chęci same przyszły, stąd też wziął się poniższy wpis. 

"Najgorsze Dzieci Świata" to książka autorstwa Davida Walliamsa, Autora, który czaruje młodych czytelników na całym świecie swoimi zakręconymi historiami, przemycając w nich ważne treści. Młoda pisała już o "Gangu Godziny Duchów", książce, która moim zdaniem jest genialna w swej formie, ale co najważniejsze, nie tylko ja tak myślę, bo i Ania była zachwycona lekturą.  
Mamy na półce inna książkę Walliamsa "Demoniczną dentystkę", która też jej się podobała i bardzo rozbawiła, teraz, dzięki portalowi Granice.pl nadarzyła się okazja do zapoznania się z najnowszą książką Autora, składającą się z dziesięciu opowiadań. Przeczytajcie zatem, co na jej temat ma do powiedzenia moja dziesięcioletnia Córka. Tekst jest 100% jej autorstwa, a ja poprawiłam tylko parę przecinków, czy błędów stylistycznych.

***

 
Wydawnictwo: Mała Kurka
Liczba stron: 263
Moja ocena : 5/6


Nowa książka Davida Wallimsa składa się z dziesięciu opowiadań, a każde z nich mówi o najgorszym dziecku świata. Na początku spotkałam się ze Stachem Ślinotokiem, któremu jak sama nazwa wskazuje, ślina kapała z ust. Stach przeżył bardzo dziwną historię w muzeum na wycieczce, wtedy miasto nieszczęśliwie poznało jego nawyki. 
 
Kolejna była Magda Mazgaj. Jej historia jest bardzo ciekawa i choć chciałabym opowiedzieć Wam ją całą, nie mogę, bo nie o to chodzi, żeby zdradzać wszystkie tajemnice książki. Magda ma brata - małego Wilhelma, na którego cały czas wszystko zwala. Nienawidzi swojego brata, jednak kiedyś odkryła coś wspaniałego: mogła się rozpłakać i winę zrzucić na Wilhelma. Jej brat ciągle dostawał po uszach, a Magda tylko się z tego cieszyła. Wszystko jednak ma swój koniec...

Trzecia opowieść jest o Wiciu Wszarzu, który nie mógł mieć zwierzątka, postanowił więc wyhodować wszy. Gdy pewnego ranka na jego głowie zawitała mała wesz - pan Henderson, chłopak postanowił zdobywać coraz to różniejsze okazy. Gdy któryś z jego kolegów miał choć jedną wesz, Wicio zbliżał się i czekał, aż wesz przeskoczy z kolegi głowy na jego. Wicio chciał być też super łotrem, w czym, w stu procentach pomogły mu wszy. Czy Wicio polegnie klęskę czy jednak on i jego wszy zawładną światem?

W czwartym rozdziale została opisana Weronika Wiercipiętka. A z nią sprawa wyglądała tak: Weronika nie potrafiła usiedzieć w miejscu, skakała, robiła fikołki, już nie wspomnę, że chodziła do szkoły dla bardzo wytwornych panienek. Jak mogła więc pasować do spokojnych młodych panien, kiedy nie umiała usiedzieć w miejscu? 
 
Teraz opowiem o Gutku Gmeraczu. Był sobie taki Gutek, który dłubał w nosie nieustannie! Tworzył coraz różniejsze gluty: brejowate smarki, twarde smarki, baby i kozy, glutowate sople, ciekłe smarki, glutosklaktyty. Był królem wszystkiego, co zielone i oślizgłe. Chciał pobić w tworzeniu glutów niemiecką mistrzynię- Fraulein Schleim, postanowił więc przyklejać do siebie gluty, aż wyjdzie mu ogromna kula. Po kilku miesiącach mu się to udało, a jego kula zmiotła wszystko z powierzchni ziemi… Ale co dalej? 
 
Szóste opowiadanie znowu będzie o dziewczynce, tym razem będzie to Becia Bajzel, dla której smród i bałagan był najlepszym przyjacielem. Nie przebierała się i chodziła ciągle w tych samych skarpetkach. Jej pokój to same śmieci i stare jedzenie, jednak Beci to zupełnie nie przeszkadzało. Jadła stare jedzenie znalezione w pokoju, i ku zdziwieniu wszystkich, była tym zachwycona! Lecz pewnego dnia odkryła, że nie tylko ona mieszka w pokoju…

Kolejna historia mówi o Mądralińskim Mingu, co wszystko chwyta w mig. Ulubionym przedmiotem chłopca była matematyka, a jedynym hobby- rozwiązywanie niemożliwie trudnych zadań. Całe życie spędził na rozwiązywaniu właśnie tych zadań, aż pewnego dnia, gdy na lekcji padło hasło „nieskończoność”, chłopiec postanowił, że będzie liczył do nieskończoności. Czy mu się uda?

Wietrzna Wikta to przyszła gwiazda sceniczna! Mówię wam! Wikta należała do tych dzieci (jeśli oprócz niej istnieją takie dzieci), które ciągle puszczały gazy. Nieustanne gazy. Czasami przez przypadek (ale to najrzadziej), szczególnie ze złośliwości. Jak więc mogła zostać gwiazdą? Pewien pan odkrył u Wikty talent. Był to pan Dzyńdzyński, który zaprosił najsławniejszych ludzi i muzyków na koncert Wikty. Czy to okazało się dobrym pomysłem? Czy raczej kiepskim?

Kolejnym najgorszym dzieckiem świata był Drętwy Dariusz. Dariusz nigdy się nie uśmiechał, nie zaśmiał, jego ulubionym kolorem był szary, a ulubionym hobby - zgadywanie z jakiego metalu są zrobione rzeczy. Miał swoją kolekcję wiórków z temperówki po ołówkach i tarek na sery. Jego mama była jego przeciwieństwem. Była wesołą kobietą, która lubiła całą paletę barw. Gdy mama stwierdziła, że nie może już dłużej tak żyć i syn musi zaznać trochę szaleństwa, postanowiła iść do specjalisty. Czy ten pan choć trochę jej pomógł?

Ostatnie opowiadanie - dla mnie chyba najgorsze, przedstawia Kanapową Kryśkę, która siedziała na kanapie przed ekranem całymi dniami. Mogła nie chodzić do szkoły, mogła nie jeść, ale musiałam mieć przed nosem ekran. Gdy rodzice go wyłączali, Kryśka odruchowo zaczynała wrzeszczeć. Rodzice jednak postanowili interweniować i zadzwonili po ambulans. Na szczęście historia kończy się bardzo śmiesznie, bo Kryśka zdobywa nową część siebie...

Książka jest bardzo wciągająca i śmieszna. Świetnie się bawiłam podczas czytania. 


Ania lat 10 


***
Czujecie się zachęceni? Dla dorosłych to niemal horror! Dla dzieci, historia wyśmiewająca wady najmłodszych. Działa? Działa! Na koniec dodam tylko książka jest cudnie wydana przez Wydawnictwo Mała Kurka, w twardej okładce, na dobrej jakości papierze, z obwolutą. Pięknie się prezentuje wizualnie i ma świetne ilustracje autorstwa Tony'ego Rossa.

Sardegna

"Opowieści z Narnii. Podróż Wędrowca do Świtu" C.S. Lewis


posted by Sardegna on , , , , , , ,

8 comments


 Wydawnictwo: Media Rodzina
Liczba stron: 247
Moja ocena : 5/6

Kontynuujemy dalszą przygodę z Narnią, gdzie po lekturze dwóch pierwszy tomów ("Lew, czarownica i stara szafa" oraz "Książę Kaspian"), moje dzieci podjęły temat i stwierdziły, że właśnie przyszedł czas na część trzecią, czyli "Podróż Wędrowca do Świtu". Wewnętrznie się ucieszyłam, bo dla mnie samej jest to również pierwsze spotkanie z serią, fajnie jest więc razem z dziećmi sukcesywnie się z nią zapoznawać. Z drugiej jednak strony, miałam trochę obaw, bo po genialnej części pierwszej oraz nieco słabszej i monotonnej drugiej, emocje związane z poznawaniem kolejnych przygód rodzeństwa Pevensie w Narnii trochę opadły. Bałam się więc, czy moje dzieci nie zniechęcą się już całkowicie, jeśli tom trzeci nie podoła.

 Na szczęście "Wędrowiec" daje radę, choć jest mocno specyficzny i na pewno odbiega od dwóch poprzednich tomów i swoją formą i fabułą. Po pierwsze, w tej historii bierze udział tylko dwójka, z czwórki rodzeństwa, a mianowicie Łucja i Edmund. Po drugie, akcja opowieści toczy się na morzu, Wędrowiec jest bowiem okrętem, na którym bohaterowie przemierzają niezliczone mile morskie, przeżywając niesamowite, narnijskie przygody. Taka zmiana może na początku denerwować, zwłaszcza jeśli dzieci są przyzwyczajone do poprzedniej formuły opowieści, na szczęście z czasem przekonują się do nowego motywu, dając się porwać przygodzie.

Zuzanna i Piotr zostali przydzieleni przez swoich rodziców do innych zadań, nie pojechali więc z młodszymi dziećmi na wspólne wakacje. Za to Łusia i Edmund wysłani zostają do niezbyt lubianego wujostwa, gdzie spędzić mają czas w towarzystwie ich niemiłego i przemądrzałego kuzyna Eustachego. Dzieci nie są zadowolone z takiego obrotu sprawy, chętnie przeżyłyby jakąś niesamowita przygodę, a muszą zabawiać zarozumiałego Eustachego. Na szczęście z pomocą przychodzi Narnia, a właściwie jej magiczne właściwości, przenosząc rodzeństwo Pevensi, a przy okazji i ich marudnego kuzyna w sam środek akcji. 

Za sprawą magicznego obrazu dzieci przenoszą się na statek "Wędrowiec do Świtu", na którym rządzi kapitan Drinian z księciem Kaspianem na czele. Dzieci trafiają bowiem w sam środek morskiej wyprawy swego dawnego przyjaciela, który ciągle jest władcą Narnii (od ostatniej wizyty Piotra, Zuzanny, Łucji i Edmunda nie minęło bowiem zbyt wiele czasu) i wyrusza w morską podróż po to, aby odnaleźć zaginionych baronów, sprzymierzeńców swojego zmarłego ojca. Kiedy jeszcze Narnią rządził zły król Miraz, usunął ze swojego otoczenia wszystkich przyjaciół swego brata, stąd też baronowie musieli udać się na wieczną tułaczkę, w poszukiwaniu dla siebie lepszej przyszłości, na nieznane i niespenetrowane jeszcze przez nikogo, morza narnijskie. 

Kiedy więc w kraju panuje spokój, Kaspian czuję się zobowiązany do tego, aby odnaleźć baronów i przekazać im informację, że mogą już spokojnie do Narnii wrócić. Wyrusza więc na morze, gotowy na nieznane. I wtedy w sam środek jego morskiej przygody, na pokład statku, trafiają przybysze, a wtedy nawet niespodziewany i marudny gość Eustachy, będzie musiał przyzwyczaić się do zwyczajów panujących na morzu i poddać się rozkazom innych. Co z tego wyniknie? 

Na pewno wiele ciekawych, ale i niebezpiecznych przygód. "Wędrowiec" będzie docierał do różnych tajemniczych wysp, z czego większość z nich nie została jeszcze przez nikogo odkryta. Bohaterowie w swej podróży napotkają wiele osób, nie zawsze im przychylnym, natkną się na groźne zwierzęta, magiczne zjawiska, wzburzoną przyrodę, ale spotkają też pomocnych im ludzi. Trafią też na ślad samego ... Aslana. Pełni energii i odwagi, z ochotą przyjmą wszystko, co los im przyniesie, a w zachowaniu odpowiedniej postawy i wysokiego morale pomoże im dzielna mysz Ryczypisk, który podtrzymywać będzie ducha walki w żeglarzach, kiedy zaczynie go trochę brakować.

Cała ta morska przygoda będzie pełna emocji, tajemnic, zagadkowych miejsc i magicznych lądów. Jak się ją czyta? Całkiem fajnie, choć nie da się ukryć, że ta część obfituje w terminologię żeglarską, stąd też, zwłaszcza na początku, wydawać się może skomplikowana i przez to trochę nużąca. Jednak kiedy całość odpowiednio się rozwinie, jest już tylko lepiej. Moje dzieci przyjęły tą część z zainteresowaniem, myślę że wynikającym właśnie z tej odmienności. Dobrze, że "Wędrowiec" nie ostudził ich zapału do poznawania kolejnych tomów, dzięki temu za jakiś czas napiszę Wam tutaj o kolejnych częściach "Opowieści z Narnii".


Sardegna

ŚBKowe smaki


posted by Sardegna on

6 comments

Lutowy post tematyczny będzie zupełnie nieksiążkowy, ale takie też było założenie, kiedy planowaliśmy ten cykl, aby dzięki tym wpisom czytelnicy mogli lepiej poznać Śląskich Blogerów Książkowych z różnych stron. 

Dzisiaj będzie o smakach, temat dość szeroki i przewrotny, o jakie bowiem smaki miałoby chodzić. Każdy oczywiście może ten temat interpretować po swojemu, więc ja również tak zrobię. Poniżej znajdziecie 5 moich ulubionych smaków i wariacji na ich temat. Jeśli macie ochotę podzielić się swoimi preferencjami w tym temacie, chętnie o nich poczytam.

Kawa

Pierwszy ulubiony przysmak, jaki przychodzi mi do głowy to oczywiście kawa. Uwielbiam kawę, ale żeby jej picie sprawiało mi prawdziwą przyjemność musi ona spełniać kilka warunków. Nie może być za mocna i obowiązkowo musi być z dodatkiem mleka i cukru. O moich kawowych zwyczajach pisałam już przy okazji innego postu tematycznego ŚBKów i możecie o tym przeczytać TUTAJ, dodam jeszcze, że oprócz tradycyjnej kawy lubię sam smak kawowy. Wszelkie cukierki czy ciasto z jej dodatkiem należą do moich ulubionych słodyczy. Moim faworytem jest też zapach kawy, a najbardziej tej świeżo parzonej.


 Orzechy

Bez względu na to, czy to orzechy włoskie, laskowe, nerkowce, pistacje, migdały, arachidowe, czy inne, bardziej rzadkie odmiany, uwielbiam je w każdej postaci. Najbardziej, jako dodatek do deserów, lodów, owsianki czy ciast, ale także jako same przekąski, na słono lub słodko.


Sery

Kolejnym z moich ulubionych smaków jest serowy. Lubię ser w każdej wersji, jako żółty, pleśniowy czy twaróg. Uwielbiam potrawy z tym składnikiem, zupę serową z grzankami, pizzę margarittę, serowe zapiekanki, sernik, ale także takie, w których ser jest tylko dodatkiem.

 

Śliwki

Śliwki to bezsprzecznie mój owoc numer 1. Uwielbiam je jeść na surowo, jako suszone, ale też w postaci ciast, deserów z kruszonką, jako powidła, dodatek to mięs, czy farsz. Spójrzcie na te zdjęcia poniżej, czyż te śliweczki nie wglądają apetycznie?

 

Pieczywo

I na koniec pieczywo. Nic nie zastąpi mi smaku i zapachu świeżego pieczywa. Najbardziej lubię te domowej roboty, które czasem udaje mi się upiec, z różnego rodzaju ziarnami lub bakaliami.


A jakie smaki należą do Waszych ulubionych?
Sardegna