"Niepokorna" Madeline Sheehan


posted by Sardegna on , , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 317
Moja ocena : 4/6

Nie wiem, czy powinnam tak zaczynać, bo to chyba niezbyt stosowne, ale mówię całkiem serio: "Niepokorna" to tak śmieszna książka, że aż w swej śmieszności fajna! Nigdy nie pomyślałabym w taki sposób o powieści, która ma taką, oczywistą i sugestywną okładkę (w końcu kilka erotyków już w życiu przeczytałam), jednakże ta historia jest tak przedziwna, tak nienormalna, że aż w swej "dziwności" interesująca.

Pisząc ten tekst, nie potrafię opanować się od śmiechu, bo w sumie to nie wiem, czym tak naprawdę jest ta książka. Nie można jej nazwać romansem, komedią, czy nawet jakimś lekkim, babskim czytadłem. Może to być powieść erotyczna, ale tak bardzo nietypowa, że nie wiem, czy to dobre określenie. Są sceny seksu, jest namiętność i buzujące w bohaterach emocje, ale na wszystko to trzeba popatrzeć z dużym przymrużeniem oka, inaczej nie da rady, serio! Naprawdę trudno jest mi ubrać w słowa charakterystykę tej książki, bo nie mam pojęcia, co mam o niej myśleć. Czy Autorka napisała tę historię tak na poważnie? Czy to może jakiś eksperyment społeczny?

Bohaterami opowieści są: harleyowiec Cole West, zwany Deus, przywódca klubu motocyklowego Hells Horsemen, oraz Ewa Fox, córka prezesa innego klubu - Silver Demons. Oboje wychowani przez harleyowców, w klubie praktycznie się urodzili i spędzili całe życie. Jak się teraz możecie domyśleć, między nimi zaiskrzy na dobre, a uczucie będzie gorące, pełne namiętności i buzujących emocji. 

I prawie macie rację. Prawie robi jednak dużą różnicę, bo niby wszystko jest normalnie i standardowo, ale nie do końca. Po pierwsze: kiedy bohaterowie spotykają się pierwszy raz, Ewa ma lat 5 (tak, dobrze widzicie, PIĘĆ), a jej ukochany 23. Dobrze, że początkowo ta relacja jest zupełnie niewinna, bo inaczej musiałabym wysadzić książkę przez okno. Bohaterowie spotykają się jeszcze co parę lat, przy kilku motocyklowych okazjach, ale iskrzyć pomiędzy nimi zaczyna dopiero, kiedy Ewa kończy lat 16 (uff, na szczęście). Osiemnastoletnia różnica lat, pomiędzy bohaterami, zaczyna się zacierać, a romans kwitnąć. (okej, do tego momentu jakoś to jeszcze ogarnęłam, choć z trudem).

Po drugie: oba kluby motocyklowe są ze sobą skłócone, więc związek córki szefa jednego klubu, ze znienawidzonym prezesem klubu drugiego, jest prawie tak dramatyczny i zakazany, jak związek Romea i Julii. Nie dziwi więc, że relacja ta jest utrzymywana przez bohaterów w tajemnicy, ale spokojnie, tylko przez pierwszych ... 20 lat ...
Po trzecie: gdzieś tam w trakcie tych mijających dwóch dekad, Ewa odwiedza Deusa w klubie, albo Deus odwiedza Ewę i spędzają oni ze sobą upojne chwile, kłócąc się lub godząc, według potrzeb. 

Ale, ale! To jeszcze nie koniec ich niesamowitych przygód. Ewa, wiedząc, że ma nikłe szanse na stały związek ze swym ukochanym (który swoją drogą, tak ją kocha, że co chwilę zdradza z innymi kobietami, przebywającymi w klubie - no ale przepraszam, to jest przecież święte prawo harleyowców - więc nie powinna się o to czepiać), wychodzi za mąż, za chłopaka przeznaczonego jej od lat, protegowanego przez ojca - Frankiego. 

Wszystko spoko, tylko owy Frankie to nieokrzesany, agresywny typ, który w Ewie upatruje sens swojego życia i jest w niej obsesyjnie zakochany. Maltretuje ją więc psychicznie, uzależniając od siebie. Ewa rozdarta jest między poczuciem obowiązku a uczuciami, uświadamia sobie jednak, że jej los jest już przypieczętowany.

Spokojnie moim drodzy, to tylko zaczątek tego, co szykuje Autorka w "Niepokornej". Dobrze, że przynajmniej Ewa ma charakter (choć nie przez całą książkę, ale rozumiem, że nie można mieć wszystkiego) i zazwyczaj potrafi postawić na swoim, bo Deus to konkretnie nieprzyjemny gość, którego nie da się lubić. Źli chłopcy w takich powieściach, mają zazwyczaj wzięcie u czytelniczek, niestety Deus jest tak antypatyczny, że nie znalazłam w nim żadnej iskierki charakteru i cechy, która mogłaby się komuś spodobać. Ma wielkie ego, zadaje się z wszystkimi kobietami, jakie tylko staną na jego drodze, co chwilę wyzywa swoją ukochaną od "suk". Dlatego autentycznie nie mam pojęcia, o co w związku tych dwojga bohaterów, naprawdę chodziło...

W ogóle w całej tej historii wszyscy naokoło uprawiają seks, no bo do tego, według Autorki, służy klub motocyklowy. Jeszcze do prania brudnych pieniędzy i nielegalnych przestępstw. Ostrzegałam, że będzie dziwnie...

Mimo że lektura zajęła mi parę godzin i nie była jakaś wymagająca ode mnie uwagi, kilkakrotnie musiałam ją odłożyć, bo z niedowierzaniem kręciłam głową. Czy ta Autorka to tak na serio? Czy ktoś to traktuje poważnie? Niektóre sceny są tak nieprawdopodobne, że aż śmieszne, a najlepsze, że w tej całej śmieszności i dziwności ta książka może się podobać! W końcu wielkie emocje, miłość na przekór wszystkim, współcześni Romeo i Julia, zawsze mają wzięcie.

"Niepokorna" jest wulgarna, momentami brutalna, jest też nieprawdopodobna i śmieszna. Przeczytałam ją bardzo szybko, bo jak wiadomo, takie książki, czyta się ekspresowo. Sam pomysł na fabułę jest niezgorszy, natomiast na resztę trzeba patrzeć przez wielki pryzmat luzu i poczucia humoru. Inaczej to naprawdę nie ma większego sensu.

Sardegna

"Piżamorama. Nowy York" Frederique Bertrand


posted by Sardegna on , , , , ,

2 comments

Nie wiem czy pamiętacie, ale przy okazji wpisu o wrześniowych Śląskich Targach Książki, pisałam o niedzieli spędzonej w towarzystwie mojej Ośmiolatki, kiedy to razem przechadzałyśmy się po stoiskach targowych, buszując między książkami dla dzieci i wymianą, organizowaną przez ŚBKów. Moje dziecko, które jest wielkim fanem książek wszelakich i wszelkich książkowych gadżetów, na tych katowickich targach, miała tylko jedną, jedną rzecz w głowie: książeczki przestrzenne, prezentowane na stoisku Wytwórni. Od momentu kiedy zobaczyła te z serii "Piżamorama" Nowy Jork i Paryż, zawierające ilustracje ruchome, wprawiane w ruch pod wpływem nałożenia na obrazek charakterystycznej folii, oszalała na ich punkcie. Nic więcej ją już na targach nie interesowało. Po każdym kolejnym przejściu pomiędzy stoiskami, patrzyła na mnie błagalnie prosząc, żebyśmy wróciły do Wytwórni i pooglądały jeszcze te cuda.


Z jednej strony strasznie mnie to zdziwiło. Taki banał, a tak ją ciekawi? Później jednak przemyślałam sprawę i doszłam do wniosku, że w związku z tym, iż moje dziecko ma dość poważną wadę wzroku, ograniczająca widzenie przestrzenne, moje dziecko, pierwszy raz w swoim ośmioletnim życiu, mogla taki przestrzenny ruch zobaczyć na własne oczy. To mnie ostatecznie przekonało i postanowiłam zainwestować w "Piżamoramę", a wybór Ośmiolatki padł na Nowy York.  

Książeczka ta zawiera bardzo mało tekstu, ponieważ podstawę stanowią ilustracje, ale są one dość nietypowe. W sumie składają się tylko z paru kolorów: czarnego, białego, czerwonego, żółtego, niebieskiego i odcieni szarości. Obrazki nie są jakieś super skomplikowane, powiedziałabym nawet, że są banalnie proste, ilustrują one podróż chłopczyka do Nowego Yorku, ale wszystko dzieje się w czasie snu. Chłopczyk w piżamce przenosi się do pełnego zgiełku i tętniącego życiem, miasta, w którym jest natłok ulic, wielkie lotnisko, szumu samochodów oraz mnóstwo świateł i ludzi, poruszających się szybko, jak mrówki w mrowisku.

Przeglądając książkę mamy wrażenie, że obrazki same w sobie nie są jakieś szczególne. Zabawa zaczyna się jednak w momencie kiedy zaczynamy wprawiać ilustracje w ruch, nakładając na strony specjalną folię, umieszczoną w zakładce na pierwszej stronie książki. Kiedy folię przykrywa obrazek, samochody poruszające się po ulicy zaczynają się poruszać. W budynku zapalają się i gasną światła, ludzie chodzą po chodnikach, samoloty kołują po lotnisku, wszystko zaczyna się ruszać, drgać i pulsować. 

Cały ruch oparty jest na starej technice animacji "ombro cinema", polegającej na iluzji optycznej. Paskowana folia kładziona na poszczególne elementy ilustracji powoduje, że one ożywają i stają się ruchome. Niby nic nadzwyczajnego, jest to bardzo prosta technika, w sumie jak się dobrze zastanowić, to znana nam dorosłym, z dzieciństwa. Jednak, jak widać dla dzieci to jest coś zupełnie odkrywczego, niesamowitego, coś wyjątkowo świeżego, nieznanego i przez to fascynującego. 


Zdjęcia nie oddają niestety za dobrze charakteru tej animacji. Musicie uwierzyć mi na słowo, że efekt jest niesamowity!

Chłopczyk w piżamie w paski wędruje wśród animacji po Nowym Yorku, a mały czytelnik wkręca się w ten pulsujący świat, w tę intensywną metropolię, razem z nim. Nie dziwi więc już fakt, że moje dziecko, jak urzeczone wpatrywało się w karty "Piżamoramy"

Faktycznie po paru dniach nastąpił przesyt, więc schowałam książkę na jakiś czas, żeby wyjąć ją ponownie po kilku tygodniach. Wtedy fascynacja rozkręciła się na nowo. Młody podszedł równie entuzjastycznie do tej książki, jak jego siostra, mogę więc być spokojna - decyzja o zakupieniu "Piżamoramy" okazała się słuszna. 

Wydawnictwo Wytwórnia ma jeszcze w swoim asortymencie "Paryż", z tej samej serii, a także wiele innych książeczek z ruchomymi ilustracjami, przestrzennymi obrazkami, nakładkami czy foliami. Niektóre zawierają edukacyjne ćwiczenia i zabawy, inne są po prostu pięknie wydanymi książeczkami do oglądania. Wytwórnię charakteryzuje interesująca grafika i staranne wydanie, niestety kwestią zaporową jest cena. Na szczęście można zaopatrzyć się w wybrane produkty na przykład na targach, kiedy to książki oferuje się ze znaczną zniżką. Targi sprzyjają też oglądaniu, dotykaniu, nakładaniu folii na wybrane obrazki. Można wtedy poczuć wszystkie atrakcje na własnej skórze. 

Jako matka dziecka z wadą wzroku mogę zaświadczyć, że takie oglądanie przestrzenne urozmaica ćwiczenia wzroku do bliży, natomiast poza wartością edukacyjną, książeczka daje wielką frajdę dziecku i myślę, że to jest jej największą zaletą. Dzisiaj mikołajki. Rozejrzyjcie się za "Piżamoramą" od Wytwórni. Taki prezent na pewno będzie niebanalny.

Sardegna

"Dom na Wyrębach" Stefan Darda


posted by Sardegna on , , , ,

14 comments


Wydawnictwo: Videograf
Liczba stron: 330
Moja ocena : 6/6

Od dawna słyszałam wiele dobrego o powieściach pana Stefana Dardy. Autora kojarzyłam w prawdzie z FB, gdzie często kontaktuje się ze swoimi czytelnikami, ale nie miałam jakoś okazji przeczytać żadnej jego książki. Wiecie, jak to ze mną jest: jeśli wszyscy danego autora znają i czytają, tylko nie ja, czuję się z tym nieswojo i muszę za wszelką cenę coś z tym zrobić. 

Z pomocą przyszło wydawnictwo Videograf, dzięki któremu udało mi się zapoznać z pierwszą powieścią Autora. "Dom na Wyrębach" to odrębna, indywidualna historia, nie należąca do żadnego cyklu, a zaznaczam ten fakt, bowiem kolejne książki Autora należą już do serii "Czarny Wygon", o której napiszę później. 

"Dom na Wyrębach" to mega klimatyczna książka. Już okładka sugeruje, że będzie to coś dobrego - powieść grozy utrzymana w klimacie Stephena Kinga - czy może być lepsza rekomendacja? Wszystko to zachęciło mnie jeszcze bardziej do lektury, i powiem Wam, że książka rzeczywiście zrobiła niesamowite wrażenie! Przeczytałam ją w dosłownie dwie godziny, porzucając na tę okazję wszystkie inne czynności. Powiem więcej, bałam się i to konkretnie! Byłam akurat sama w domu, a mój kot, jak na złość, zaczął się jakoś niespokojnie zachowywać. Rzadko kiedy, aż tak poddaję się atmosferze strachu wykreowanej w powieści, czujecie więc już, jaka musi to być klimatyczna książka? 

Powieść utrzymana jest w atmosferze grozy, niepokoju i ciągłego napięcia. Mimo że nie jest to historia krwawa, brutalna czy bardzo ostra, cały klimat oparty jest na niedomówieniach, na tym, co czytelnik sobie wyobraża, przeświadczeniu, co mogłoby się zdarzyć, co się już zdarzyło, ale wcale nie zostało w książce opisane. Takie historie, które nie są zbyt dosłowne i pozostawiają wiele samej wyobraźni czytelnika, lubię najbardziej. A jeżeli do tego są bardzo realne, dziejące się tuż obok nas, to już w ogóle niesamowicie to na mnie działa.

Bohater "Domu na Wyrębach", Marek Leśniewski, to typowy mieszczuch, który dość burzliwym rozwodzenie z żoną, postanawia wyprowadzić się na wieś. Po okazyjnej cenie kupuje zaniedbany dom w małej wiosce Wyręby, niedaleko Lublina, a miejsce wydaje się być spełnieniem jego marzeń. Cichy domek w spokojnej okolicy, otoczony lasem, daje mu wytchnienie i upragniony święty spokój, w tej sielance jest jednak mały problem. Wyręby są praktycznie odcięte od świata, bo tak naprawdę były kiedyś starą, niemiecką osadą, która została wysiedlona po wojnie, a ostały się po niej obecnie tylko dwa domy. Jeden z nich jest własnością Marka, natomiast drugi, stojący po sąsiedzku zamieszkały jest przez nieco zdziwaczałego sąsiada, pana Jaszczuka.  

Bohater jest jednak tak zachwycony swoim nowym siedliskiem, że nie przejmuje się w ogóle odizolowaniem i obecnością ekscentrycznego sąsiada. Z czasem jednak pojawiają się pierwsze oznaki niepokoju. Marka dochodzą słuchy, że jego sąsiad ma niechlubną przeszłość, poza tym Jaszczuk wydaje się nigdy nie sypiać. Do tego, ktoś włamuje się do domu Leśniewskiego, pod jego nieobecność, a on sam zaczyna miewać koszmary senne, które zwiastuje pohukiwanie sowy. Poważne problemy mają jednak dopiero nadejść...

Mężczyzna nie jest przygotowany na to, co czai się w Wyrębach, zaczyna tracić zmysły, bo nie wie już, co jest prawdą, a co wytworem jego wyobraźni. Co czai się we wsi? Kto jest prawdziwym wrogiem Marka, a kto jego sprzymierzeńcem? Gwarantuję, że odkrywanie tych tajemnic będzie dla czytelnika bardzo emocjonujące!

Powieść napisana jest w dość specyficzny sposób. Z jednej strony cała historia pokazana jest w bardzo szczegółowy sposób. Krok po kroku, dowiadujemy się, co bohater w danym momencie robi, myśli i co planuje. Niby wszystko wiemy, sytuacja jest jasna i klarowna, a wydarzenia realne (momentami aż trywialne), z drugiej jednak strony, wszystkie sytuacje nadprzyrodzone i to, co dzieje się wokół Wyrębów, jest jednym wielkim niedomówieniem, dającym pole do popisu wyobraźni. To stanowi właśnie całą istotę tej książki i jest jej największą zaletą. 

Lektura "Domu na Wyrębach" sprawiła mi niesamowitą przyjemność, ale taką trudną, bo z gatunku "boję się, ale będę czytać dalej, gdyż za wszelką cenę muszę poznać zakończenie". Rozmawiając z innymi czytelnikami pana Dardy na FB, polecono mi  kolejne powieści Autora, tym razem z serii "Czarny Wygon". Koniecznie muszę się w nie zaopatrzyć, bo czuję, że Autor tworzy ten rodzaj opowieści grozy, które odpowiadają mi najbardziej.

Sardegna

"Świąteczna kafejka" Amanda Prowse


posted by Sardegna on , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece
Liczba stron: 272
Moja ocena : 6/6

"Świąteczna kafejka" to świetna opowieść, doskonale nastrajająca czytelnika do zbliżających się świąt, które już niedługo zawładną naszymi domami i umysłami. Grudzień jest dla mnie czasem przygotowań, więc praktycznie już od początku miesiąca zaczynam planować święta i powoli dekorować dom. Dlatego też odpowiednio wcześniej, postanowiłam wczuć się lekturą, w świąteczną atmosferę.

Powiem Wam, że "Kafejka..." jest tak fajną opowieścią, że praktycznie mogłabym czytać tę książkę w dowolnym momencie roku, a i tak byłabym nią tak samo zachwycona. Owszem, motyw świąteczny jest w niej wyjątkowo ważny, podobnie, jak klimatyczny i zasypany śniegiem Edynburg, jednakże najważniejsza w tym wszystkim będzie opowieść o utraconej miłości, która dostała jeszcze jedną szansę od losu. Mogę mówić, że jest to ciepła, rodzinna historia (bo to też będzie szczera prawda), z rozbudowanym wątkiem pokoleniowym, historia o relacjach pomiędzy matką a synem, ale i tak, z największymi wypiekami będziecie czytać o sile prawdziwego uczucia, które przetrwało kilkadziesiąt lat zawieruchy. 

Bea jest pięćdziesięcioletnią wdową, która próbuje zacząć normalnie żyć po śmierci ukochanego męża. Mieszka w Sidney, prowadzi wymarzoną restaurację i to jej poświęca całą swą energię i uwagę. Pewnego dnia dostaje propozycję wyjazdu służbowego do Edynburga, który ma jej pomóc w promocji własnej restauracji. Bea początkowo niechętna, postanawia jednak odpocząć od codzienności i wraz z nastoletnią wnuczką Florą, wyruszyć do Europy. 

Wyprawa na drugi koniec świata okaże się jednak dla kobiety czymś więcej, niż tylko zawodowym wyjazdem. Bea ma bowiem pewną tajemnicę, którą skrywa przed swoimi bliskimi, nie dopuszczając wspomnień nawet do samej siebie. W Edynburgu mieszkał bowiem kiedyś ktoś, kto był bardzo bliski jej sercu. Wyjazd będzie więc dla kobiety ogromną, sentymentalną podróżą w przeszłość.

Zmiana otoczenia, okres świąteczny, zaśnieżony Edynburg, sprawią, że obie dziewczyny będą mogły przeżyć najbardziej intensywne chwile w życiu, a także najwspanialsze święta. Bea będzie mogła wrócić do tego, co zawsze skrzętnie ukrywała przed światem, ale czy te wspomnienia okażą się dla niej przyjemne, czy będą tylko sprawiały ból?  

"Świąteczna kafejka" to powieść, która niesie ze sobą dobrą energię i dobre emocje. Jest wzruszająca i taka cudownie świąteczna. Autorka pięknie opisuje święta Bożego Narodzenia w malowniczym zakątku, jakim jest Edynburg. Miasto pełne jest klimatycznych ulic, uroczych kafejek, ozdobionych świątecznymi ozdobami, pachnących aromatycznym, świątecznym ciastem i herbatą. Aż ma się ochotę wybrać do takiego miejsca, albo w ostateczności, usiąść pod choinką, oświetloną ciepłym blaskiem światełek i poczuć te aromaty na własnej skórze!

Poza wątkami bożonarodzeniowymi, książka mówi o poszukiwaniu i odnajdywaniu miłości, a także o szukaniu swojej drogi życiowej. Bea, po wielu perturbacjach, odnajduje swe szczęście, a jej poczynaniom przyświeca myśl "Miej odwagę iść naprzód, miej odwagę odejść, miej odwagę powrócić, bo tylko odważni znajdą najprawdziwsze szczęście" [str.269 "Świąteczna Kafejka", Wydawnictwo Kobiece, 2016]. Jako że okres świąteczny sprzyja różnym przemyśleniom, podsumowaniom i planom, zostawiam Was z tym mottem i z tą wyjątkową książką. Niech lektura przyniesie Wam prawdziwą przyjemność, a może nawet skłoni do paru zmian. Powodzenia!
Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - listopad


posted by Sardegna on

18 comments

Listopad był dla mnie bardzo trudnym miesiącem, jeśli chodzi o sprawy zdrowotne. Właściwie połowę miesiąca spędziłam na leżąco w łóżku, i to w stanie takim, który nie nadawał się zbytnio do życia codziennego. Jedyny pozytyw, to taki, że udało mi się w tym czasie przeczytać całkiem sporo książek i nadrobić zaległości w notkach blogowych. W listopadzie udało mi się przekroczyć magiczną liczbę 90 książek, przeczytanych w tym roku, więc do setki niewiele mi już zostało. Myślę, że będę w stanie doczytać brakującą liczbę w grudniu.

Jeśli chodzi o nowości w tym miesiącu, dotarła do mnie niesamowita niespodzianka. Od wielu lat jestem użytkownikiem serwisu BiblioNetka, w którym kiedyś udzielałam się znacznie więcej, teraz trochę mniej. W serwisie tym panuje taki sympatyczny zwyczaj, polegający na tym, że z okazji mikołajek, życzliwi użytkownicy robią sobie prezenty. Analizując schowki i książki, które są na liście, przesyłają anonimowo, to znaczy w postaci Biblionetkołaja, upominki pod wskazany adres. I w tym roku do mnie taki Biblionetkołaj dotarł, przynosząc mi dwie fajne książeczki. Jedna z nich to opowiadania Margit Sandemo (do mojej kolekcji), druga to świąteczna opowieść autorstwa Nory Roberts. Sami powiedzcie, jaki to miły gest! Biblinetkołajowi już dziękowałam, ale może się zdarzyć, że i tutaj on zerknie, więc jeszcze raz: dziękuję!


Jeśli chodzi o inne, listopadowe nowości, to były to:


"Dom na wyrębach" Stefan Darda - od Videografu
"Nanga Parbat" Dominik Szczepański i Piotr Tomza - od Wydawnictwa Agora 


"Świąteczna kafejka" Amandy Prowse - od Wydawnictwa Kobiecego

oraz cała paczka od Czwartej Strony: 
"Niebezpieczna gra" Joanny Opiat - Bojarskiej
"Andumenia. Przebudzenie" Moniki Glibowskiej
"Obudź się Kopciuszku" Natalii Sońskiej

Za wszystkie nowości serdecznie dziękuję! Powoli trzeba będzie przygotowywać się do podsumowania roku i zebrać wszystkie stosy, jakie przybyły do mnie w tym roku. Nie mam pojęcia, jaka będzie statystyka, ale mam nadzieję, że nie spadnę na jej widok z krzesła... Zdaje mi się, że rok 2016 przyniósł nieco mniej książek do mojej biblioteczki, ale pewna nie jestem. Wszystko w tym temacie okaże się już za miesiąc!

Sardegna

Rozwiązanie konkursu z okazji 1000 postu w Książkach Sardegny


posted by Sardegna on ,

9 comments

Konkurs z okazji opublikowania 1000 posta w Książkach Sardegny wczoraj o północy dobiegł końca. Dziękuję za udział wszystkim, którzy zgłosili się do konkursu, polecili mi jakąś ciekawą lekturę i wyrazili chęć posiadania nowej powieści Remigiusza Mroza "Świt, który nie nadejdzie". Dziękuję także za wszystkie miłe słowa, które padły pod adresem moim i mojego bloga. To zawsze inspiruje i daje pozytywnego kopa. W ciągu tych sześciu lat blogowania miałam kilkakrotnie chwile zwątpienia czy załamania ksiązkowego, ale dzięki wam wiem, że ktoś mnie ciągle czyta i do mnie zagląda, nawet w sytuacjach kryzysowych, kiedy mnie na blogu nie ma przez dłuższy czas. Dziękuję!

Przechodząc jednak do sedna sprawy: do konkursu zgłosiło się 14 osób, a wyborem zwycięzcy zajął się Najważniejszy Członek Komisji Losującej: 

"Najpierw muszę na spokojnie rozeznać sprawę. Nie wolno mi się spieszyć, muszę się zastanowić..."


"Ten papierek wygląda nieźle, biorę go!"



 "Dobra, zadanie wykonane, jedzenie w misce stygnie, żegnam państwa, bez odbioru..."


I tym oto sposobem, nagrodę wygrywa MAKOMT  - gratuluję Kochana i proszę o przesłanie adresu do wysyłki na sardegna@poczta.onet.eu


Jeszcze raz dziękuję wszystkim za zaangażowanie i pozdrawiam Was serdecznie!

Sardegna

"Zielone martensy" Joanna Jagiełło


posted by Sardegna on , , , ,

3 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 240
Moja ocena : 5/6


"Zielone martensy" pani Joanny Jagiełło to kolejna już książka Autorki (po "Oko w oko z diplodokiem", "Kawa z kardamonem", "Czekoladza z chilli"), ale pierwsza, która zdobyła większy rozgłos dzięki temu, że zdobyła II nagrodę Konkursu Literackiego im. Astrid Lindgren, organizowanego przez Fundację ABCXXI Cała Polska Czyta Dzieciom.

Jest to powieść o młodzieży gimnazjalnej, i dla tej grupy docelowej przeznaczona, jednakże moim zdaniem, jest to taka mądra i wartościowa książka, że spokojnie sięgać może po nią starsza młodzież licealna, a także dorośli. W "Zielonych martensach" poruszono wiele wątków, związanych z problemami dotykającymi współczesną młodzież. Autorka nawiązała do motywu, popularnych w dzisiejszych czasach, eurosierot, prześladowania w szkole za "inność", samotności w tłumie, a także poszukiwaniu bratniej duszy, którą czasami można znaleźć w zupełnie przypadkowej osobie.

Felix chodzi do gimnazjum. Przez swoją "inność", czyli brak kasy na najnowsze gadżety, a także niewielki wzrost, należy do grupy dzieciaków będących wiecznymi popychadłami, dla silniejszych i bardziej popularnych nastolatków. Jednakże dla Feliksa nie to stanowi największy problem. Chłopak ma ważniejsze sprawy na głowie. Jako że jego mama, wychowująca samotnie jego i dziesięcioletnią siostrę Wiktorię, wyjechała za granicę do pracy. Wyjazd, który początkowo miał być "na chwilę", przeciąga się już kilka miesięcy. Feliks i jego siostra znajdują się w prawdzie pod opieką babci, ale jej wiek wyraźnie daje się już we znaki, dlatego praktycznie wszystkie obowiązki domowe, rachunki, i sprawy związane z życiem szkolnym, leżą na głowie Feliksa. Sytuacja komplikuje się jeszcze dodatkowo, kiedy babcia ląduje w szpitalu. Felix musi ogarnąć wszystko i jeszcze stwarzać pozory, że w ich domu wszystko jest w porządku.

Jasnym światełkiem w ciężkiej codzienności chłopaka staje się poznanie wyjątkowej dziewczyny. Otylia zwana Optą, mimo że ma ona swoje osobiste problemy, stara się być zawsze uśmiechnięta, zupełnie nie przejmuje się swoim nieco dziwnym wyglądem, ubiera się ekscentrycznie, nie zważa na docinki rówieśników, przez to, staje się dla Felixa pięknym, kolorowym ptakiem, w szarej, szkolnej rzeczywistości.
Przebywanie w otoczeniu Opty staje się dla chłopaka prawdziwą przyjemnością, pozwala też na chwilowe oderwanie się od problemów.

Pomiędzy dziewczyną a Feliksem nawiązuje się wyjątkowa przyjaźń, pełna wsparcia, zrozumienia i akceptacji. Z czasem ta przyjaźń przeradza się w coś więcej, w uczucie dające obojgu siłę do przetrwania trudnych chwil, które dopiero nadejdą.

Nie dajcie się zwieść pozorom, że "Zielone martensy" to opowieść o nastoletniej miłości. Choć w pewien sposób jest to także opowieść o tym, nie jest to jednak główny wątek powieści. Książka jest bardzo mądrą, wartościową opowieścią, niosąca ostatecznie pozytywne przesłanie. Mimo że w trakcie lektury czytelnikowi towarzyszą raczej trudnej emocje, ogólny wydźwięk tej opowieści jest bardzo pozytywny. 

Lektura "Zielonych..." może przynieść nastolatkom bardzo wiele korzyści. Pokazuje, jak ważne jest wsparcie bliskiej osoby, i jak w każdej sytuacji warto być sobą. Dorosłym czytelnikom także uświadomi to i owo. Choćby fakt, że życie nastolatka nie jest łatwe i czasami pod tą "dorosłą" fasadą znajduje się zagubione dziecko, którym trzeba się zaopiekować. Zupełnie zgadzam się z werdyktem jury, że wyróżniła "Zielone martensy" nagrodą. Książka, jak najbardziej na nią zasługuje.

Sardegna

"A.B.C." Agatha Christie


posted by Sardegna on , , , , ,

8 comments


Wydawnictwo: Omega
audiobook: czas trwania 6 godzin 21 minut
Moja ocena : 5/6
lektor: Artur Dziurman

Pisałam już nie raz, że Agatha Christie towarzyszyła mi od początku mojej czytelniczej pasji. Kiedy miałam jakieś 12 - 13 lat, namiętnie czytałam wypożyczone z biblioteki miejskiej, wszystkie dostępne kryminały Autorki. Ta fascynacja opowieściami Christie stała się podstawą mojej miłości do czytania, a ja do dziś powtarzam, że to od Jej książek wszystko się zaczęło.

Kiedy "wyczytałam" z biblioteki już wszystkie kryminały Christie, przyszła kolej na inne powieści, ale już mocniejsze i bardziej krwawe, zdawało mi się bowiem, że w "delikatnych" i bezkrwawych powieściach Autorki, nic nie jest mnie już w stanie zaskoczyć. Miałam więc dość długą przerwę od Christie i musiało minąć dobrych kilkanaście lat, w towarzystwie lepszych lub gorszych książek z gatunku kryminalnego i literatury grozy, żebym mogła wrócić do korzeni, ale już na zupełnie innych warunkach.

Swój powrót zaczęłam od pojedynczych powieści Christie, których do tej pory nie znałam. Sięgnęłam też po dwie powieści obyczajowe ("W samotności" oraz "Róża i cis"), których lektura okazała się być niezwykle interesująca.

Jeśli chodzi o powieść "A.B.C.", nie należy może ona do najznamienitszych książek Autorki, jednakże trzeba przyznać, że lektura, a raczej przesłuchanie tej historii, okazało się być bardzo ciekawe. Intryga skonstruowana jest misternie, detektyw Herkules Poirot, jak zwykle inteligentnie odgaduje, kto stoi za zabójstwami, przy okazji odkrywając też "tajemnicę dodatkową", a jego przenikliwy sposób myślenia, umysł geniusza i spryt w analizowaniu faktów, wysuwa się, jak to ma miejsce w kryminałach Christie, na pierwszy plan.

Jak się można domyślić, akcja "A.B.C." toczyć będzie się wokół alfabetycznego klucza. W Andover ginie Alicja Ascher, niepozorna, nikomu nie wadząca kobieta, której śmierć jest szokiem dla bliskich jej osób. Tak naprawdę jednak zabójstwo Alicji nie było przypadkowe i zostało starannie zaplanowane. Poprzedzone zostaje także anonimowym listem ze wskazówkami, wysłanym Herkulesowi Poirot.
Morderca rzuca detektywowi wyzwanie, dostarczając mu co kilka dni nowych listów z informacjami o kolejnych zabójstwach, a wszystkie je podpisuje inicjałami A.B.C., sugerując tym samym alfabetyczne motywy swego postępowania. Kiedy ginie kolejna osoba, tym razem Poirot wie już, gdzie szukać mordercy i jak go schwytać.

Pomysł na zbrodnię, przedstawiony w tej powieści rzeczywiście był oryginalny. Zupełnie nie udało mi się odkryć, o co chodzi i kto jest winny. Dlatego tym bardziej jestem zadowolona z lektury, i bardzo miło było mi wrócić do przeszłości i starać się podążać za tokiem myślenia Herkulesa Poirot.

Książek tej Autorki nie muszę chyba nikomu polecać. Fani Agathy Christie wiedzą doskonale, co jest w nich wyjątkowego, a osoby, które jeszcze żadnego kryminału pisarki nie czytały, muszą same poczuć chęć zmierzenia się z klasyką.

Sardegna

"Lśnienie" Stephen King


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Prószyński i S-ka/Audioteka.pl
audiobook: czas trwania 21 godzin 8 minut
Moja ocena : 6/6
lektor: zespół aktorów: Agata Kulesza, Adam Woronowicz, Krzysztof Gosztyła, Marian Opania, Bernard Lewandowski, Mariusz Bonaszewski 

Któż nie zna kultowego horroru "Lśnienie", w wersji adaptacji filmowej, której reżyserem jest Stanley Kubrick? Mimo że film powstał w roku 1980, jego specyficzny klimat, atmosfera grozy, a także niezapomniana, genialna rola Jacka Nicholsona, powodują, że do dziś adaptacja ta umieszczana jest w rankingu najlepszych horrorów wszechczasów.

Dzieło Stephena Kinga, które zostało przeniesione na ekrany kin, w oryginale jednak odbiega znacznie od swej adaptacji. Zresztą kiedy przygotowywałam ten wpis, doszukałam się informacji, że King nie był zbyt zadowolony z ostatecznej formy filmu, jaką stworzył Stanley Kubrick. Ale po kolei...
Ja w każdym razie, oglądałam "Lśnienie" jakieś 15 lat temu i oczywiście zapamiętałam charakterystyczną atmosferę niepokoju i kilka kultowych kadrów wyryło mi się w pamięć, tak naprawdę jednak nijak nie umiałam sobie przypomnieć początku ani zakończenia tej historii. Postanowiłam więc odświeżyć sobie filmowe "Lśnienie", ale najpierw chciałam zapoznać się z oryginałem. 

Z pomocą przyszła mi  listopadowa promocja Czytaj pl., o której pisałam na początku miesiąca. Akcja ta (ciągle jeszcze trwa, więc w razie czego, do dzieła!), ma na celu  propagowanie czytelnictwa przez umożliwienie wypożyczenia za darmo e-booka lub audiobooka, jednego z 12 wybranych tytułów (wszystkie szczegóły na temat Czytaj.pl znajdziecie TUTAJ).

Bez zastanowienia wybrałam z oferty "Lśnienie", ale zdecydowałam się na wersję audiobooka, a właściwie słuchowiska, po pierwsze dlatego, że słyszałam już coś o tym projekcie, że jest mega produkcją, stworzoną przy współpracy wielu aktorów i jest na bardzo wysokim poziomie. Po drugie, chciałam nadrobić w końcu zaległość nieznajomości oryginału i ostatecznie skonfrontować go z adaptacją.

I powiem Wam, że odsłuchanie "Lśnienia" to było niesamowite przeżycie! Rzeczywiście, pierwszą myślą, jaka mi się nasunęła, to fakt, że istotnie adaptacja filmowa, w porównaniu z oryginałem jest bardzo, bardzo, bardzo uboga. W filmie nie ma nawet połowy scen, które znajdują się w książce. Poza tym, kilka momentów w filmie zostało całkowicie zmienionych w porównaniu z oryginałem. Nie dziwię się więc niezadowoleniu Kinga, bo mimo całej wyjątkowości filmu, nie umywa się on nawet w połowie do książki.

Historia Jack'a Torrance'a, jego żony Wendy i syna Danny'ego w filmie przedstawiona jest w  sposób bardzo ubogi. Mało wiemy o tej rodzinie, nie mamy pojęcia skąd tak właściwie wzięli się w Panoramie,  nic nie wiemy o ich przeszłości. A wbrew pozorom, jest to bardzo ważne dla całej opowieści. Książka daje odpowiedzi na  te wszystkie pytania. Zresztą cała pierwsza część powieści poświęcona jest historii rodziny Torrance'ów, wyjaśnia motywy postępowania Jacka, tłumaczy szczegółowo, jakim dzieckiem jest Danny orsz skąd wzięło się to jego charakterystyczne "lśnienie" i nadprzyrodzone zdolności. Z książki poznamy bliżej Jacka, historię jego rodziny i to, co w jakiś sposób wpływa na jego późniejsze zachowanie. Podobnie sytuacja ma się z Wendy Poznajemy jej przeszłość, relacje z mężem, dzięki temu możemy sobie zbudować obraz wyrazistej bohaterki. W filmie bowiem, Wendy krzyczy i biega bez ładu i składu, po hotelu, jak głupia gąska. W książce natomiast jej postać nie jest banalna, nabiera odpowiedniego charakteru i znaczenia.

Historia rodziny Torrance'ów zajmuje w książce jakiejś 1/5 treści, nie jest to więc informacja niepotrzebna dla fabuły, nie rozumiem więc, dlaczego została tak pominięta w filmie. Bardzo wiele miejsca w książce poświęcono także na poznanie historii samego hotelu. W rozdziale pod tytułem "Album z wycinkami" poznajemy dokładnie wydarzenia i postacie, które miały wpływ na Hotel Panorama, i doprowadziły go do stanu, w jakim się aktualnie znajduje. 

Podobnie sprawa ma się z wydarzeniami, które rozgrywają się przed właściwym "opętaniem" Jacka. Wszystkie opisy przewidzeń, majaków, duchów widzianych przez Jacka i Danny'ego są rozbudowane i genialnie opisane, pozwalają one wczuć w atmosferę i powoli wkręcać w klimat grozy. Popychają czytelnika małymi kroczkami naprzód, do momentu kulminacyjnego, kiedy opętany Jack próbuję zrobić to, o czym wszyscy wiemy.

Słuchowisko jest niesamowicie emocjonujące. Oczywiście całą robotę robi zespół aktorów i dźwiękowców, którzy współtworzą ten projekt, budując napięcie i atmosferę grozy, a także kreują przytłaczający klimat opuszczonego hotelu. Wrażenie jest niesamowite!

To moje drugie spotkanie ze Stephenem Kingiem. Pierwszym był  thriller "Gra Geralda", który zrobił na mnie średnie wrażenie, może dlatego, że spodziewałam się typowego horroru, a dostałam, owszem interesującą, ale jednak mało "horrorową" opowieść. Za to moje drugie spotkanie twórczością Autora jest bardzo udane. Cieszę się, że w końcu udało mi się nadrobić zaległość, jak było w moim przypadku "Lśnienie". Jeżeli ktoś z Was również zna tą historię tylko z adaptacji filmowej, musi koniecznie to zmienić. Tak, jak napisałam: film zupełnie nie umywa się do książki, a po co zadowalać się substytutem? 

Bardzo się cieszę, że mogłam skorzystać z promocji Czytaj.pl i przesłuchać sobie "Lśnienie" i choć audiobook jest dość długi, bo trwa ponad 21 godzin, przesłuchanie go była jednym z bardziej emocjonujących momentów, w moim czytelniczym życiu. 

Sardegna

1000 post w Książkach Sardegny. Czas na niespodziankę!


posted by Sardegna on

51 comments

Dacie wiarę, że ten post, który właśnie czytacie jest TYSIĘCZNYM wpisem w Książkach Sardegny? Bloguję już prawie 6 lat, więc nieco się już tych postów nazbierało, ale mimo wszystko jednak, liczba 1000, która wyświetliła się w panelu roboczym, zrobiła na mnie wrażenie!

Zrobiłam szybki rekonesans statystyk i wychodzi na to, że najwięcej wpisów, bo aż po 220, opublikowałam w roku 2012 i 2013. Nieco mniej, bo 153 w roku 2015. W roku 2014 było ich 143, a na początku blogowania, w 2011 "zaledwie" 135. Rok 2016 nie pobije rekordu ilościowego wpisów, bo jak do tej pory, opublikowałam 129 postów. Oczywiście coś tam jeszcze napiszę do końca roku, ale wartości 220 raczej nie przekroczę.

Wszystkie te posty dają łącznie liczbę 1000 wpisów. Myślę, że to bardzo dobry wynik, tym bardziej, że większość z nich dotyczy jednak książek. Wiadomo, przez te 6 lat publikowałam także posty stosikowe, relacje z TK czy innych książkowych imprez, kalendarium wydarzeń czy te, związane z wyzwaniem Trójka e-pik, jednakże książki stanowią 3/4 ogółu.

Z okazji tak okrągłego święta mojego bloga, zapraszam na konkurs, w którym wygrać można książkę Remigiusza Mroza "Świt, który nie nadejdzie" i do tego komplet zakładek.



Regulamin:

1. Konkurs z okazji opublikowania 1000 postu na blogu Książki Sardegny, organizowany jest przez właścicielkę tegoż bloga http://ksiazki-sardegny.blogspot.com/, fan page na FB
2. Sponsorem nagród jest Wydawnictwo Czwarta Strona
3. Nagrodą w konkursie jest książka "Świt, który nie nadejdzie" Remigiusza Mroza
4. Konkurs trwa od 23. 11.2016 do 29.11.2016.
5. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego, czyli 30.11.2016.
6. Odpowiedzi na zadanie konkursowe proszę pozostawiać w komentarzu pod postem konkursowym, można ale nie trzeba podawać adresu mailowego
7. O wygranej w konkursie decyduje organizator
8. Po ogłoszeniu wyników, zwycięzca proszony jest o skontaktowanie się mailowo: sardegna@poczta.onet.eu, w ciągu kolejnych trzech dni. Nagroda zostanie przesłana na adres podany przez zwycięzcę.
10. Biorąc udział w konkursie, zgadzacie się na jednorazowe wykorzystanie danych osobowych przez organizatora, zgodnie z Ustawą o ochronie danych osobowych z dnia 29 sierpnia 1997 r (Dz. U. nr 133 poz. 883)
11. Wysyłka tylko na terenie Polski

Zadanie konkursowe:

  • Polubić Książki Sardegny na FB /jeżeli ktoś nie ma konta na FB, należy dodać bloga do obserwowanych
  • Zgłosić chęć udziału w konkursie, wpisując w komentarzu poniżej tytuł książki, którą mi polecacie Wystarczy sam tytuł, nie trzeba uzasadniać wyboru
Zapraszam do zabawy. Zadanie nie jest trudne, a o książkę Mroza zawsze warto powalczyć! Pozdrawiam!

Sardegna

"Rewers" antologia


posted by Sardegna on , , , , ,

9 comments


Wydawnictwo: Czwarta Strona
Liczba stron: 540
Moja ocena : 5/6

Czwarta Strona to bardzo twórcze wydawnictwo, które raczy swoich czytelników co chwilę, nowymi projektami. Większość z ich powieści leży oczywiście w kręgu moich zainteresowań, bo kryminał czy obyczajówka wydana pod szyldem Czwartej Strony jest gwarancją dobrej lektury. Jedną z takich nowości jest "Rewers", który we wrześniu miał swoją premierę. Jest to ponad pięćset stronicowa antologia kryminału, w której zaprezentowało się 11 polskich autorów, a jej wspólnym mianownikiem jest miejscowość rodzinna twórców, ale pokazana z nieco innej, bardziej mrocznej strony. 

Miasta nie będą obrazem powszechnie znanym i ugładzonym, za to okażą się naznaczone zbrodnią. Będą miastami grzechu, które pod przykrywką czystych ulic, zadbanych skwerów i nowoczesnych osiedli, skrywają swoją ciemną stronę. Każda miejscowość ma  taki swój "rewers", i właśnie o nim postanowili napisać polscy autorzy kryminałów, mierząc się ze swoimi własnymi, rodzinnymi demonami. 

W skład antologii wchodzi 11 opowiadań, umiejscowionych w różnych rejonach Polski. Wojciech Chmielarz opisuje swoje rodzinne Gliwice, Ryszard Ćwirlej - Piłę, Marta Guzowska, Rapę, Remigiusz Mróz - Opole, Joanna Opiat-Bojarska pisze o Łódzi, Marcin Wroński oczywiście o Lublinie, Gaja Grzegorzewska o Krakowie, Robert Małecki opisuje Toruń, Marta Mizuro, Wrocław, Małgorzata Sobieszczańska, Warszawę, a Joanna Jodełka - Poznań.

Wiadomo, jak to w antologii bywa, nie wszystkie opowiadania podobały mi się jednakowo. Niektóre bardziej przypadły mi do gustu, inne nieco mniej. Nie pokuszę się jednak o stwierdzenie, że któreś z opowiadań jest słabsze od innych, bowiem uważam, że wszystkie są na bardzo wysokim poziomie. Od razu widać, że Czwarta Strona zaprosiła do współpracy pisarzy, którzy wiedzą, co to stopniowanie napięcia i budowanie atmosfery i intrygi kryminalnej. Zresztą nazwiska Autorów mówią same za siebie

Jeśli chodzi o moją opinię, to miałam trochę utrudnione zadanie, bo wśród Autorów znalazło się kilka nazwisk pisarzy, których bardzo lubię. Starałam się jednak być obiektywna i nie patrzeć na nazwisko, tylko na przedstawioną historię. 

Najbardziej więc podobało mi się opowiadanie otwierające "Rewers". Po raz pierwszy miałam do czynienia z piórem pana Wojciecha Chmielarza (chociaż wiele osób polecało "Wampira"), i przyznaję, że "Babcia Wiśniewska" zrobiła na mnie największe wrażenie. Myślę, że spory udział miał w tym fakt, że akcja opowiadania rozgrywa się w Gliwicach, które znam całkiem nieźle, więc czytając miałam przed oczami targowisko na Lipowej i rejony Stadionu Piasta Gliwice. Potrafiłam sobie zatem świetnie wyobrazić atmosferę tego miejsca i klimat całego opowiadania. 

W związku z tym, że "Rewers" otwiera tak znakomita historia, trudno kolejnym jej dorównać. Może więc moja ocena wobec pozostałych jest niesłuszna, ale grunt to pierwsze wrażenie, a moim zdaniem, w tej antologii nic nie dorówna już "Babci Wiśniewskiej"

Gdybym miała wyróżnić, które opowiadanie podobało mi się kolejno, byłyby to "Niedzielne popołudnia" pani Gai Grzegorzewskiej, rozgrywające się w okolicy krakowskiego kamieniołomu, zapomnianego gdzieś na przedmieściach miasta. Podobał mi się pomysł na tę historię, duszna atmosfera, zagadka przeszłości głównej bohaterki, mieszanie się fikcji z prawdą i zatarte granice, pomiędzy wydarzeniami rzeczywistymi, a dziejącymi się w umyśle bohaterki. Jest to jedyne opowiadanie, które ma wyjątkowo wyraźny klimat grozy, dlatego pokusiłabym się o stwierdzenie, że to nie kryminał, tylko thriller psychologiczny.

Na trzecim miejscu ustawiłabym "Nie czytaj tego!" pani Joanny Jodełki. Opowiadanie kończące zbiór jest trochę nietypowe, ale doskonale spełniło swoje zadanie, bo nie ukrywam, że dałam się wkręcić! Taki był chyba zamysł Autorki, ale rzeczywiście historia zrobiła wrażenie i jest zaskakująca. Aż strach czytać dalej!

W środku puli umieściłabym opowiadanie Remigiusza Mroza, w którym szuka się odpowiedzi na pytanie: kto jest odpowiedzialny za zniknięcie dziewczyny Szymona, bohatera tej historii; opowiadanie pani Małgorzaty Sobieszczańskiej - zabójstwo bezdomnego na klatce schodowej sugeruje, że zawinił ktoś z sąsiadów; historia toruńska Roberta Małeckiego, o wyłowieniu z Wisły pewnej walizki; oraz opowiadanie pani Marty Guzowskiej, bardzo w Jej archeologicznym klimacie, choć, jak dla mnie, jest ono zdecydowanie za krótkie.

Pozostałe opowiadania to też bardzo fajne historie, napisane z pomysłem, które czytało mi się z wielką przyjemnością: femme fatale pani Joanny Opiat-Bojarskiej, czy tajemnicze zaginięcie u pani Marty Mizuro. Najmniej może przypadły mi do gustu kryminały retro, pana Ryszarda Ćwirleja i pana Marcina Wrońskiego, ale to po prostu moje subiektywne odczucia, bo jakoś nie bardzo potrafiłam wczuć się w klimat zbrodni z powojennej Polski.

Podsumowując, "Rewers" to 540 stron doskonałej literatury kryminalnej. Polecam go miłośnikom tego gatunku, ale także fanom poszczególnych Autorów. Ja osobiście bardzo lubię opowiadania, bo pozwalają szybko wkręcić się w zaprezentowaną historię i mają specyficzny klimat. Są też w jakiś sposób niezobowiązujące i można je sobie dawkować w niewielkich ilościach. 

Chciałabym zabrać w antologii podpisy wszystkich jej twórców, ale na razie udało mi się to w 3/11. Na kolejne TK muszę więc obowiązkowo zabrać "Rewers". Nie ma innej opcji!


Sardegna

"Trzeci biegun" Marek Kamiński


posted by Sardegna on , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Agora
Liczba stron: 288
Moja ocena : 5/6


Pan Marek Kamiński był dla mnie, jak do tej pory, człowiekiem związanym z wyprawami polarnymi, biegunami, lodem, zimnem i śniegiem. I nie powiem, kiedy usłyszałam o premierze "Trzeciego bieguna" (swoją drogą tuż po lekturze "Kukuczki"), trochę tendencyjnie skojarzyłam, że to będzie książka o kolejnej wyprawie zimowej, tak trudnej, że przekornie nazwanej "trzecim biegunem".

No dobra, zmieniłam trochę zdanie, kiedy zobaczyłam okładkę, z zimą nie mającą nic wspólnego i charakterystyczną muszlą małży św. Jakuba, sugerującą trochę cel wyprawy podróżnika.   

"Trzeci biegun" to po prostu opowieść wędrowca, który przebył pieszo 4000 km, przechodząc od Kaliningradu aż do Santiago de Compostela, szlakiem świętego Jakuba. To opis tej pielgrzymki, wędrówki, drogi, nie tylko przebytej fizycznie, ale głównie duchowo, opisuje Autor.

Marek Kamiński, człowiek - zdobywca dwóch polarnych biegunów, Mont Blanc, Kilimandżaro, który przeszedł Pustynię Gibsona w Australii, postanawia zmierzyć się z pozornie prostą (w porównaniu z jego poprzednimi dokonaniami) przeprawą przez Europę, szlakiem św. Jakuba, schodzonym wielokrotnie, przez pielgrzymów z całego świata.

Jego droga rozpoczyna się w Kaliningradzie, w symbolicznym miejscu "bieguna rozumu", gdzie znajduje się grób Immanuela Kanta, kolejno, poprzez Elbląg, Gdańsk, Łebę, Koszalin, Kamień Pomorski i Szczecin, przechodząc do Niemiec, przez Berlin, Lipsk, Marburg do Belgii i Francji, przez Paryż, Tous, Saintes, Bordeaux, do Hiszpanii, przez Pampelunę, Leon, kończy się na "biegunie serca" - w Santiago de Compostela - przy grobie św. Jakuba Apostoła.

Pielgrzymka ta okazała się dla Marka Kamińskiego nie tylko wspaniałą przygodą i okazją do poznania niesamowitych ludzi, ale także nietypową lekcja historii, pokory, cierpliwości, wytrzymałości. Jednak to, co było dla podróżnika najważniejsze, to lekcja duchowa, bliskość z Bogiem, poczucie, że jego wyprawa przyniesie mu to, czego szukał, da poczucie sensu i spokoju ducha. 

Droga do przebycia, która na początku wydawała się niezbyt skomplikowana, w porównaniu z poprzednimi trasami, prowadziła bowiem przez dość proste, nizinne rejony Europy Środkowej i Zachodniej, okazała się być dla Marka Kamińskiego równie wyczerpująca fizycznie i emocjonalnie, jak jego wyprawy polarne. Dzięki temu, że pielgrzymka była wymagająca, podróżnik mógł przeżyć swoją przemianę duchową w pełni. i odnaleźć sens prawdziwej "drogi" do Santiago de Compostela.

W trakcie swojej wyprawy Kamiński poznał wiele interesujących ludzi: od  studentów, którzy bezinteresownie udzielali mu wsparcia noclegowego, gościli swoimi skromnymi zapasami, czy wspierali na trasie, przechodząc wspólnie kilkanaście kilometrów, poprzez ludzi związanych z nauką, z kościołem, czy innych pasjonatów, podróżników i pielgrzymów. Te spotkania przyniosły wędrowcowi wiele dobra, bezinteresownej pomocy oraz ciekawych i inspirujących rozmów. Towarzyszem podróżnika na szlaku św, Jakuba był też operator kamery, Jan Czarlewski, który po zakończeniu wyprawy wyreżyserował film "Pielgrzym. Camino Marka Kamińskiego", opowiadający "o drodze, ludziach i Europie".

Pana Marka Kamińskiego miałam okazję spotkać na tegorocznych TK w Krakowie.  W swej dedykacji napisał mi trzy słowa: "wdzięczności, akceptacji i uważności". O ile wcześniej, ten zapis był dla mnie nieco wyrwany z kontekstu, teraz, po lekturze "Trzeciego bieguna" wiem już, co Autor miał na myśli.


Sardegna

"Pracownia Dobrych Myśli" Magdalena Witkiewicz


posted by Sardegna on , , , , ,

10 comments


Wydawnictwo: Filia
Liczba stron: 312
Moja ocena : 5/6


"Pracownia Dobrych Myśli" to kolejna już książka Autorki, bliskiej mojemu sercu. Magda Witkiewicz ma na swoim koncie sporo obyczajowych powieści, z których jedne poruszają poważne problemy społeczne, a inne są książkami lekkimi, przyjemnymi i zabawnymi, poprawiającymi humor, będącymi wspaniałymi umilaczami, kiedy człowiek ma poważny spadek formy.

I właśnie taka odprężająca lektura była mi bardzo potrzebna w ostatnich dniach, bo kiedy człowiek musi borykać się ze sprawami zdrowotnymi, tylko książka może umilić ten trudny czas. Dzięki temu, że powieść niesie ze sobą pozytywne przesłanie i dobrą energię, lektura sprawiła mi wiele frajdy, dała odprężenie i pozwoliła, choć na moment, zapomnieć o sytuacji, w której się znajdowałam.

Przyznam, że piękna, klimatyczna okładka, wspaniale oddająca charakter książki, przyciągała wzrok wielu szpitalnych odwiedzających. Tym sposobem, zupełnie niezamierzenie, przeprowadziłam szeroko rozumianą akcję promocyjną, tłumacząc: co czytam, o czym ta powieść jest, i czy ją polecam.W każdym razie "Pracownia Dobrych Myśli" dała mi właśnie te tytułowe dobre myśli, w momencie kiedy były mi najbardziej potrzebne.

Opisana historia jest wielowątkowa, trochę szalona, ale na swój sposób zupełnie zwyczajna. Taka, która może zdarzyć się każdemu z nas, w naszym sąsiedztwie czy w rodzinnym mieście. Podobnie, jak bohaterowie, którzy są zupełnie zwykłymi ludźmi, podobnymi do nas samych, naszych przyjaciół, sąsiadów czy bliskich. Jednak to właśnie w tej naturalności i zwyczajności tkwi siła tej książki. 

Posiłkując się opisem z okładki, potwierdzę, że tak, jak przenikają się różne sytuacje w naszym życiu, chwile szczęścia i smutku, sukcesy i porażki, tak też "patchworkowo" toczy się życie mieszkańców kamiennicy przy ulicy Przytulnej 26. 

Z pozornie niepasujących do siebie elementów, różnych osobowości, ludzi z rożną przeszłością, może stworzyć się wspaniała, życiowa układanka, zbudowana z kawałków szczęścia, radości, smutków i trosk, a jeśli do tego, te kawałki są połączone nicią dobrej myśli, przyjaźni i obecności bliskich osób, to wszystkie różnice i chaos może stworzyć piękną całość.

Pracownia Dobrych Myśli to miejsce, które kiedyś było pracownią krawiecką babci Pelagii. Ulokowana na parterze kamiennicy przy ul. Przytulnej była miejscem, gdzie z chęcią przychodzili mieszkańcy miasteczka. Babcia w swoje prace krawieckie wkładała wiele serca, uważano więc, że ubrania przez nią uszyte przynoszą ludziom szczęście. Po śmierci seniorki, jej pracownię przejęła córka Grażyna i wnuk Florian, niestety nie podjęli się oni zagospodarowania tego wspaniałego miejsca uważając, że nie dorównają nigdy energii i charyzmie babci Pelagii. Jednak 51 urodziny Grażyny sprawiają, że jej syn postanawia zrobić mamie niespodziankę i wyremontować pracownię na potrzeby atelier artystycznego rodzicielki. 

Tak zaczyna się drugie życie parteru kamiennicy, w którym spory udział będzie miał też Florian. Kiedy po rzuceniu studiów chłopak próbuje odnaleźć swoją drogę życiową, z pomocą przychodzi mu właśnie odremontowana pracownia, w której to klaruje swoje nowe powołanie.

Pogmatwane życie Grażyny i Floriana to tylko ułamek całej tej opowieści, ponieważ kamienicę zamieszkuje jeszcze wiele innych, ciekawych osobistości, z interesującą historią. Jest pani Wiesia i jej sąsiad, pan Zbyszek, trochę zdziwaczali staruszkowie, mieszkający na najwyższym piętrze budynku. Jest młoda wdowa Ewa, wychowująca ośmioletnią córkę Amelkę. Jest Giga, szalona dwudziestolatka, która przyjechała do miasta w poszukiwaniu pracy marzeń, a także Norbert, były mąż Grażyny, wieczny Piotruś Pan, szukający miłości i zabawy w objęciach kolejnych, młodszych kobiet. Cała ta właśnie patchworkowa społeczność, złożona z różnych osobowości i różnych historii, składa się na jedną, wspaniałą opowieść, która niesie ze sobą wiele pozytywnych emocji. 

"Pracownia Dobrych Myśli" jest książką Autorki z gatunku tych, poprawiających nastrój. Napełnia nadzieją, daje uśmiech i pokazuje, że życie nie jest wcale takie złe, jeżeli tylko mamy wokół siebie życzliwych ludzi i dobre myśli. Magda Witkiewicz kolejny raz pokazała, że ma super pomysły na fabułę swoich powieści, z których żadna nie jest odtwórcza, ani powtarzalna. Dlatego polecam lekturę nie tylko na jesienną chandrę, bowiem taka ciepła, energetyczna opowieść warta jest przeczytania o każdej porze roku.

Sardegna

"Charlie i fabryka czekolady" Roald Dahl


posted by Sardegna on , , , ,

14 comments

 
Wydawnictwo: Znak
Liczba stron: 304
Moja ocena : 5/6

Nie przepadam za Roaldem Dahlem. Choć pewnie nie mogę wyrażać takiej opinii, jeśli do tej pory, przeczytałam tylko jedną książkę Autora - "Matyldę".

"Matylda", moim zdaniem, to książka zupełnie nie dla dzieci. Być może starsze dzieci, będące uczniami wyższych klas szkoły podstawowej, dostrzegają w niej to, czego ja absolutnie nie widzę, czyli historię z zadziorem, o specyficznym poczuciu humoru. Ja niestety nic takiego nie widzę, a zachwyty nad tym tytułem uważam za zupełnie niezrozumiałe. Swoją drogą, wpis o "Matyldzie" właśnie, jest najbardziej popularną notatką w historii bloga ... a ja nie mam pojęcia dlaczego. Czy dlatego, że jest tak popularną i lubianą książką, czy może jest po prostu lekturą szkolną? To dla mnie ciągle zagadka...

Po pierwszym, niezbyt udanym spotkaniu z Dahlem, nie miałam ochoty na sięganie po kolejne jego tytułyi, skłonił mnie jednak do tego fakt, że w tym roku szkolnym biblioteki postawiły na twórczość Autora i ogłosiły konkursy czytelnicze na temat jego lektur. "Charlie i fabryka czekolady" przewijał się więc od września w różnych konfiguracjach, w mojej szkole.

Do tego, od dawna interesował mnie film Tima Burtona, nakręcony na podstawie książki, a nie miałam okazji oglądać go wcześniej. Nie chciałam też tego robić przed przeczytaniem lektury, i powiem Wam, że bardzo dobrze zrobiłam, że najpierw skusiłam się na Charliego w wersji papierowej, a potem filmowej, bowiem lektura sprawiła mi wiele frajdy, a adaptacja różniła się jednak od oryginału. 

Książka jest niesamowitą, barwną i smakowitą opowieścią, wymagającą od czytelnika uruchomienia ukrytych pokładów wyobraźni. Wspaniale było wejść do fabryki czekolady i podejrzeć jej tajemnice, a także poznać struktury tworzenia niesamowitych słodyczy.

Pan Willy Wonka jest znanym na całym świecie, ekscentrycznym właścicielem olbrzymiej fabryki czekolady. Jest też pomysłodawcą wielu niesamowitych smakołyków, które produkuje w swojej manufakturze za pomocą wyjątkowych pomocników, tajemniczych Umpalumpasów.  Do jego czekoladowego królestwa nie mają wstępu żadne osoby z zewnątrz, żeby zabezpieczyć przed konkurencją receptury produkcji słodkości. Sycąca guma do żucia, o smaku trzydniowego obiadu, teleportujące się czekolady, smakowite jajeczka, które ukrywają w swym wnętrzu pisklaczka, gumy balonowe nie tracące nigdy smaku, to tylko kilka z wielu nowatorskich łakoci, tworzonych u pana Wonki.

Pewnego dnia świat obiega wiadomość, że pan Willy Wonka zaprasza do swej fabryki pięcioro dzieci. Szczęśliwcy zostaną wybrani dzięki Złotym Kuponom, które ukryte zostały losowo w pięciu czekoladach. O niesamowitej nagrodzie marzy też Charlie, ubogi chłopiec mieszkający w sąsiedztwie fabryki. Pewnego dnia chłopczyk znajduje na ulicy pieniążek, za który kupuje czekoladkę, a w niej znajduje nic innego tylko Złoty Kupon. I tak zaczyna się wielka przygoda Charliego i pozostałych czterech szczęśliwców. 

Co czeka na gości w czekoladowej manufakturze? Jaką niespodziankę przygotował dla dzieci pan Wonka? Jak skończą się wyjątkowe odwiedziny gości w fabryce?

"Charlie i fabryka czekolady" to zabawna, barwna opowieść, napisana z wielkim rozmachem. Postać pana Wonki jest ekscentryczna i trochę przerysowana, ale całość bardzo mi się podobała. Podobnie, jak zakończenie całej tej historii, które swoją drogą, różni się od tego, przedstawionego w filmie. Cieszę się, że trochę przez przypadek, udało mi się przeczytać Charliego. W innym wypadku prawdopodobnie nigdy bym po książkę nie sięgnęła, a okazałoby się to dla mnie wielką stratą.

Polecam nie tylko dzieciakom, dla których książka jest lekturą. ale też starszym czytelnikom. Dzięki niej będziecie mogli wrócić do czasów dzieciństwa i puścić w ruch wodze wyobraźni.

Sardegna

# Nowości w mojej bibiloteczce - październik


posted by Sardegna on

22 comments

Niestety w listopadzie, podobnie, jak w październiku, powtórzyła się moja tendencja z opóźnieniem postu z nowościami książkowymi. Ciągle coś się dzieje i ciągle mam jakieś sprawy do ogarnięcia na wczoraj. Na szczęście w ubiegły, długi weekend udało mi się trochę nadrobić zaległości czytelniczych, ale też i blogowych. Stąd ta dzisiejsza notka. 

Październik nie był obfity w nowe książki w porównaniu z wrześniem, kiedy to zaszalałam na maksa. Tym razem nawet krakowskie Targi Książki nie przyniosły mi oszałamiających stosów. 
Odnotowałam 8 nowych tytułów:


"magisterkowalski.blog" Tomka Kowalskiego i Agnieszki Korpal - to książka, na której bardzo mi zależało już od dłuższego czasu, a jest ona wynikiem nowej współpracy z Wydawnictwem Stapis


"Muza" Jessie Burton - od Wydawnictwa Literackiego
"Cień sułtana" Marii Paszyńskiej
"Stacja Jagodno. Serce z bibuły" Karoliny Wilczyńskiej - od Czwartej Strony


"Pracownia dobrych myśli" Magdy Witkiewicz - otrzymana od Filii i Autorki.


"Trzeci biegun" Marka Kamińskiego - od Agory
"Co w trawie piszczy" Pawła Wakuła - kupione dzieciakom na kiermaszu
"Paragraf 22" Joseph Heller - z biblioteki za 1zł

Nie wiem, jak listopad wypadnie pod względem nowości, bo póki co, mam już 4 książki do stosu. Ale ponieważ nigdzie się nie wybieram, nie mam w planie żadnych kiermaszów, wymian czy spotkań autorskich (a szkoda!), może nic nowego nie wpadnie już do biblioteczki. Z drugiej jednak strony, nie ma się co zapierać. Jak książka chce, to i tak cię znajdzie!

Sardegna