"Lilka i spółka" Magdalena Witkiewicz


posted by Sardegna on , , , ,

5 comments


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 158
Moja ocena : 6/6

"Mamo, jak ona to zrobiła?"
"Ale kto, co zrobił Aniu?"
"Jak autorka "Lilki" to zrobiła, że napisała taka fajną książkę?"

No właśnie, droga Autorko: jak to zrobiłaś?! To tyle tytułem wstępu.

Pod recenzją jednej z książek dla dzieci przeczytałam komentarz, że my, dorośli, nie zawsze widzimy w książkach dla dzieci to, co widzą w nich mali czytelnicy. Czasami nam się dana historia podoba, albo wręcz przeciwnie, nie mamy o niej dobrego zdania, a dzieciaki widzą ją zupełnie inaczej. W zasadzie się zgadzam z tym stwierdzeniem, ale najbardziej lubię takie sytuacje, kiedy to moja opinia o książce, pokrywa się z opinią moich dzieci. "Lilka i spółka" jest tego najlepszym przykładem.

Strasznie mnie cieszy, kiedy moja Pięciolatka odbiera pozytywnie książkę, która i mnie przypadła do gustu. Do książek Magdaleny Witkiewicz w ogóle podchodzę entuzjastycznie i podskórnie chciałam, żeby i ta opowieść przeznaczona dla dzieciaków, okazała się trafem w dziesiątkę. Na szczęście moje oczekiwania zostały spełnione, a "Lilka ..." została przyjęta przez moje pociechy bardzo pozytywnie. Bo to, że mnie książka się podobała, to nie ulega wątpliwości!

Z drugiej jednak strony, nie mogło być inaczej! Jakże sympatyczne dzieciaki składają się na całą Spółkę: ośmioletnia Lilianna (nazywana Lilką), dwunastoletnia Wiktoria (Wiki), pięcioletni Mateusz (Matewka) oraz Wojtek, nazywany po prostu Wojtkiem. Bystre, a jakże! Inteligentne, zabawne, pomysłowe, trochę niepokorne, ze zbyt wybujałą fantazją, ale urocze i przesympatyczne.

Rodzeństwo: Lilka, Wiki i Matewka czekają na swoje wymarzone wakacje. Mają jechać do ulubionej cioci Franki na wieś, gdzie co roku spędzają z nią wspaniałe chwile i smakują prawdziwej wolności. Niestety, wakacyjne plany psuje im choroba Wiki, dlatego zamiast do Amalki, rodzice wysyłają ich do Jastarni, pod opiekę niezbyt lubianej ciotki Jadźki. Rodzeństwo załamane ta nagłą zmiana planów, postanawia poruszyć niebo i ziemię, aby jednak znaleźć się u ciotki Franki. Dzieciaki zrobią wszystko, albo prawie wszystko, żeby wyrwać się spod kurateli cioteczki J. a pomoże im w tym równie zdeterminowany kolega Wojtek oraz ... miejscowy policjant. 

Jak to możliwe, powiecie? A więc możliwe, kiedy to Lilka, Wiki i Matewka swoimi pomysłami zrewolucjonizują dom spokojnej do czasu, ciotki Jadźki,  wywrócą do góry nogami żywot sąsiada, pana Anatola, a wszystko dla sprawy rozwiązania zagadki kryminalnej, na którą, przez przypadek uda im się natknąć. Wplątanie policji w całą sprawę to tylko kwestia czasu, na szczęście lokalne władze ze stoickim spokojem podejmują się udzielenia pomocy kreatywnemu rodzeństwu.

Lilka i Spółka przezywają iście szalone wakacje, chociaż nie tego się po Jastarni spodziewali. Nie będę przytaczała wszystkich pomysłów i przygód, które przyszło małym bohaterom przeżyć, bo popsuję radość z czytania tej świetnej książeczki. Mogę jedynie potwierdzić, że fani Mikołajka, albo naszych rodzimych: Pitu i Kudłatej, bądź Bazylka, nie będą zawiedzeni.
"Lilka i spółka" składa się z  "momentów" - przezabawnych dialogów, bądź przemyśleń, które rozbawią każdego. Odnalazłam w Lilce trochę z mojej Pięciolatki, ale zdecydowanie więcej odnalazłam w Matewce z mojego Trzylatka!
Całej mojej Spółce bardzo się podobało. Czegóż możemy chcieć więcej? Chyba tylko drugiej części!


Sardegna

5 komentarzy:

  1. To jest taka książka, że i dorosłego rozbawi. Czytałam w lecie i chichotałam cały czas:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Ja mam dopiero w planach, ale uwielbiam autorkę, więc już niedługo, już niedługo... :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja póki co mogę oceniać tylko z perspektywy dorosłej, ale Lilką byłam zachwycona:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Uwielbiam Mikołajka, a mój 6-letni brat jest jego przeogromnym fanem, więc podejrzewam, że "Lilka i spółka" przypadłaby mu do gustu. :)

    OdpowiedzUsuń