"Położna 3550 cuców narodzin" Jeannette Kalyta


posted by Sardegna on , , , , ,

14 comments

Wydawnictwo: Biblioteka Akustyczna
audiobook: czas trwania 9 godzin i 16 minut 
Moja ocena : 6/6
lektor: Jeannette Kalyta

Temat ciąży, porodu i połogu to nie jest motyw do swobodnej rozmowy przy kawie. W sumie tak tylko prowokuję, bowiem wiadomo powszechnie, że temat często przewija się w kobiecych rozmowach, zwłaszcza tych pań będących aktualnie "w temacie", bądź mamusiek zaprawionych w boju.

Samej kilka razy zdarzyło mi się uczestniczyć w podobnej dyskusji, omijając jednak szczegółowe opisywanie swoich własnych doświadczeń (co by nie zestresować przyszłej mamy), poddając się raczej wysłuchaniu wspomnień znajomych kobiet. Teraz kiedy moje dzieci są już nieco odchowane, zasłuchane historie porodowe nie wzbudzają we mnie już większych emocji. Kiedyś odbierałam to inaczej. Pamiętam, że w oczekiwaniu na swój własny, pierwszy poród, nie stresując się w ogóle, w sali na oddziale położniczym, wysłuchałam tyle opowieści dziwnej treści, że mój poziom zdenerwowania przekroczył chyba wszelkie dozwolone normy. 

W każdym razie, zmierzam do tego, że o ciąży, porodzie i połogu nie da się rozmawiać wszędzie i ze wszystkimi. I nie chodzi tutaj o jakieś tabu, czy krępujące opisy. Mam raczej na myśli komfort psychiczny słuchaczy, którzy nie do końca mają ochotę dowiedzieć się ze szczegółami, jak to narodziło się nasze dziecko, albo wręcz przeciwnie: bardzo chcą się dowiedzieć, ale dla ich spokoju ducha powinniśmy im tego oszczędzić. Wiadomo, każde doświadczenia są inne i nie można ich generalizować.

Dlaczego o tym piszę? Bowiem książka, o której dzisiaj chciałam napisać, będzie wyjątkowa, będę polecać ją całym sercem, ale ...  tylko kobietom, której już są matkami i porody mają już za sobą.

Nie wiem, czy powyższą książkę najbardziej znanej położnej w kraju, Jeannette Kalyty, można nazwać biografią. W dużej mierze to historia jej życia: młodości, zamiłowania do pracy położnej, szukania własnego miejsca na ziemi. Nie są to jednak same suche fakty. Postać Jeannette znana i kojarzona jest głównie z mediów. Dla mnie zawsze jawiła się, jako prekursorka akcji "Rodzić po ludzku" i położna, która stawia na pierwszym miejscu dobro rodzącej. Książka tylko potwierdziła moje skojarzenia. Po jej lekturze, położna będzie dla mnie jawić się po prostu, jako bardzo wartościowy człowiek, oddający pracy całe swoje serce i zaangażowanie. 

Pomiędzy kartami historii sporo jest żywych emocji, do jakich przyzwyczaiła na Jeannette: cały wachlarz uczuć związanych z porodem, radość narodzin, ale też czasami ból i rozpacz, gdyż wiadomo nie każdy poród kończy się dobrze. Jeannette uczy szacunku do rodzącej kobiety, do nowonarodzonego dziecka, z którym potrafi podświadomie nawiązać kontakt, pokazuje też zmiany w położnictwie, jakich była świadkiem i do których się przyczyniła. Pomiędzy te zapiski wplecione zostały historie kilkudziesięciu ciąż, porodów i połogów, z którymi Jeannette miała do czynienia.
Nie wszystkie były szczęśliwe i zakończyły się dobrym rozwiązaniem. Każdy za to był wyjątkowy i doskonale przez autorkę zapamiętany.

Miałam okazję przesluchać książkę w formie audiobooka. Byl to bardzo dobry wybór, podobnie zresztą, jak wybór autorki na lektora Biblioteki Akustycznej. Doskonale słuchało się historii Jeannette opowiedzianej przez nią samą.
Tak jak wspomniałam powyżej, polecam "Położną" każdej kobiecie - matce. Mam nadzieję, że lektura wzbudzi w Was same pozytywne emocje, chociaż panie w wieku mojej Mamy, rodzące w czasach PRLu mogą mieć niekoniecznie dobre wspomnienia związane z tym okresem w swoim życiu. Lektura książki może im za to uświadomić, jak wielkie zmiany zaszły w położnictwie na przestrzeni lat, i jak pozytywne są to zmiany. Lektura niekoniecznie może też odpowiadać mężczyznom, ale to już kwestia indywidualna. 

W trakcie słuchania wzruszyłam się kilkakrotnie i to zarówno wspominając własną historię, jak i podążając za opisywaną, ale jeżeli Jeannette to ciepła, pełna empatii kobieta, to słuchając jej opowieści nie mogłam przejść obok obojętnie. Emocje tak dobrze znane wszystkim matkom, pojawiły się same. Polecam.

Sardegna

14 komentarzy:

  1. Oooo nie wiedziałam, że to jest w wersji audioo, ja czytałam w tradycyjnej wersji i byłam momentami wstrząśnięta, momentami rozbawiona, ale wiem jedno, nigdy nie urodzę :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No i właśnie mówię, książka nie dla kobiet, które nie rodziły. po co się stresować i nakręcać niepotrzebnie...

      Usuń
    2. dokładnie. Ja się w sumie przeraziłam :P

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ile masz lat i na jakim etapie życia jesteś, ale rzeczywiście książka nie trafia do wszystkich

      Usuń
  3. A ja przeczytalam, mimo że jestem w ciąży i za kilka miesięcy czeka mnie poród. Wiele mi ta książka wyjaśniła, odkrylam kwestie o ktorych nie mialam pojęcia. Zaraz po tej przeczytalam książkę Sylwii Szwed "Mundra", czyli rozmowy z położnymi w różnym wieku, z różnymi doświadczeniami. Również goraco polecam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Iza gratuluję! Ależ news! muszę zapytać: na kiedy masz termin? Co do lektury, widzisz, od każdej reguły jest wyjątek. I Ty jesteś tego najlepszym przykładem :)

      Usuń
    2. Iza - cudownie. Zdrowia!

      Usuń
  4. Ja zdecydowanie nie sięgnę, ale muszę przyznać, że ciekawie to wszystko brzmi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może we właściwym miejscu i we właściwym czasie książka okaże się dla Ciebie przydatna ;)

      Usuń
  5. Już słyszałam o tej historii i jestem nią zainteresowana - nie wiem tylko, czy koniecznie w formie audiobooka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Audiobook słucha się naprawdę nieźle. Głos autorki doskonale uzupełnia treść :)

      Usuń
  6. Książkę już mam zapisaną na mojej liście książek "must have", tym bardziej że powolutku w mojej głowie rodzi się instynkt macierzyński :) Mam nadzieję, że książka zrobi na mnie takie same wrażenie jak na Tobie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję, życze powodzenia w realizacji planów osobistych :)

      Usuń