Archive for 2015

Podsumowanie czytelniczego roku w Książkach Sardegny


posted by Sardegna on

24 comments

No i w końcu przyszedł czas na podsumowanie czytelniczego roku! Jak wiadomo, jest to mój ulubiony wpis na blogu i staram się przygotować go zawsze odpowiednio wcześniej. 
Dzięki temu mogę sobie na spokojnie przypomnieć, po jakie książki sięgałam w mijającym roku i czy proporcje gatunkowe różnią się od tych, z lat ubiegłych.

Jaki więc był rok 2015 w Książkach Sardegny? Uważam, że całkiem udany. Zarówno pod względem jakości i ilości, przeczytanych książek, jak i spraw osobistych. Wyszłam na prostą po masakrycznym roku 2014, kiedy to życie znacznie zniechęciło mnie do bloga i blogosfery. W roku 2015 opublikowałam więcej notek, niż w roku ubiegłym (w 2015 było ich 153 a w 2014 - 143), a także przeczytałam więcej książek. W zeszłym roku dominowały powieści obyczajowe, w tym roku literatura dziecięca i młodzieżowa. Rok 2015 przyniósł mi także zmianę blogowych priorytetów. Nie mam już tak wielkiego parcia na sukces (jeśli wiecie o co mi chodzi), po prostu robię swoje. Może nie podążam za najnowszymi trendami, nie staram się przekwalifikować, ani za wszelką cenę "bywać", mimo to lubię swój kawałek wirtualnej podłogi, i jak na razie nie planuję go zmieniać.

W roku 2015 przeczytałam 130 książek. Uważam to za całkiem fajny wynik, dzięki któremu udało mi się dwa razy zrealizować wyzwanie 52 książki. Nie uczestniczyłam w nim jakoś świadomie, wszystko działo się praktycznie "przy okazji" codziennego czytania. Nie dobierałam też lektur według jakiegoś specjalnego klucza. Nie uczestniczyłam w żadnym wyzwaniu, choć szczerze powiem, momentami brakowało mi takiej pozytywnej motywacji z nimi związanej. W tym roku skupiłam się też wyjątkowo na literaturze dziecięcej. Było jej najwięcej, przez co zmniejszyłam nieco ilość powieści obyczajowych czy kryminałów (ale i tak chętniej sięgałam po kryminały i thrillery, niż w roku ubiegłym).

Robiąc to zestawienie zauważyłam, że w porównaniu z zeszłym rokiem, czytałam więcej różnorodnych gatunków literackich. Nie robiłam tego jakoś specjalnie. Po prostu sięgałam po książki, które w danym momencie mnie interesowały czy relaksowały.  

130 książek przeczytanych w roku 2015, prezentuje się następująco:


52 - książki dla dzieci i młodzieży
28 - kryminały i thrillery
25- powieści obyczajowe
4 - reportaże
3 - zbiory opowiadań
3 - powieści fantastyczne
3 - powieść psychologiczna
3- romanse
2 - poradniki
2 - powieści historyczne
2 - powieści przygodowe
1 -powieść s-f
1 - horror
1 - biografia

Biorąc pod uwagę ilość powieści/książek współczesnych do klasyki, stan ten prezentuje się dość marnie, udało mi się bowiem przeczytać tylko 3 tytuły należące do klasyki obcej. Reszta to książki współczesne (65 - współczesna literatura polska, 62 - współczesna literatura zagraniczna)

Jeśli chodzi o kraj pochodzenia autorów, w tym roku (po raz pierwszy), najwięcej było naszych rodzimych twórców, bo aż 65. Pozostali pochodzili z:

27 - USA
21 - Wielka Brytania
6 - Szwecja
2 - Francja
2 - Australia
1 - Japonia
1 - Rosja
1 - Włochy
1 - Irlandia
1 - Dania
1 - Kanada
1 - Belgia

Jeśli chodzi o źródło czytanych książek, to zaskoczeniem nie będzie fakt, że większość z nich to egzemplarze recenzenckie - było ich aż 77. Jednak 26 książek  to moje własne, nowe egzemplarze (zakupione bądź wymienione w roku 2015). Przesłuchałam 12 audiobooków, 2 ebooki, 1 książkę pożyczoną, 5 z biblioteki (głównie z biblioteki szkolnej Siedmiolatki), 3 książki pochodzą z dziecięcej biblioteczki, a 4 są "starociami", które zaliczyłam do wyzwania Z półki (w którym w prawdzie już nie uczestniczę, ale dla siebie zaznaczam).

Jeśli chodzi o nowości, które przybyły do mnie w tym roku, było ich 221. Zawrotna to ilość, ale pocieszający jest fakt, że jest ich o 30 mniej niż w roku ubiegłym. Większość oczywiście to książki pochodzące od wydawców. 26 to prezenty, 40 - zakup własny. 23 pochodzi z wymiany, 8 kupionych w bibliotece, na stosiku z tanią książką, 17 zostało zakupionych na kiermaszu a 3 to wygrane w konkursie. Do tego dochodzi jeszcze 13 audiobooków/słuchowisk zakupionych bądź wygranych w różnych źródłach.


Rok 2015 przyniósł mi nowy telefon, na którym mam teraz szansę sprawnie odsłuchiwać audiobooki. Dzięki temu ilość książek słuchanych była większa, niż w roku ubiegłym i przeczytałam nawet 2 ebooki.  
Robiąc to podsumowanie stwierdziłam także, że od jutra, przeczytane książki dla dzieci będą trafiać na osobną listę i nie będę ich wliczała do swojego przyszłorocznego podsumowania. 
Zobaczymy, co przyniesie mi rok 2016, ale jestem dobrej myśli. Niczego nie planuję, niczego nie obiecuję. No chyba jedynie to, że będę czytać - tyle ile będę mogła i ile będę chciała. Szczęśliwego Nowego Roku wszystkim czytelnikom! Zarówno w życiu osobistym, jak i książkowym!

Sardegna

# Nowości w mojej biblioteczce - grudzień


posted by Sardegna on

50 comments

Mój dzisiejszy wpis będzie ostatnim w tym roku, wpisem stosikowym. Moje nabytki grudniowe nie są może zbyt liczne (w porównaniu z wrześniem czy październikiem), ale wszystkie są wyjątkowe i długo oczekiwane. Kilka z nich to rodzinne prezenty świąteczne, inne to upominki od wydawnictw. Nie mam pojęcia, ile książek przybyło do mnie w mijającym roku, ale na pewno było ich sporo. Po szczegóły zapraszam do wpisu podsumowującego rok, a dzisiaj:


"Lustrzany świat Melody Black" Gavine Extence - od Literackiego, egzemplarz przedpremierowy
"Dracula" Bram Stocker - prezent od Wydawnictwa Vesper
"Czas pokaże" Anna Ficner - Ogonowska - od Znaku
"Wilki" Adam Wajrak - od Agory


"Nawet nie wiesz, jak bardzo Cie kocham!" - prezent od Egmontu - podarowany Pięciolatkowi


"Ciekawe, co będzie jutro?" Renata Piątkowska
"Robot w ogrodzie" Deborah Install - to prezenty podchoinkowe dla moich dzieci. Książka pani Piątkowskiej jest z autografem, a zdobyłam ją przy okazji spotkania autorskiego, które jakiś czas temu odbywało się w mojej okolicy.


"Obietnica pod jemiołą" Evansa od Znaku - wspaniały prezent poświąteczny

No i wisienka na torcie: mój świąteczny prezent - pięć pierwszych tomów serii Diany Gabaldon "Obca". W sumie pierwszy raz zostałam tak hojnie obdarowana książkami w święta. W poprzednich latach, była to symbolicznie jedna książka, albo w ogóle nieksiążkowe prezenty. Stwierdzam jednak, że takie upominki najbardziej mi odpowiadają.


A Wy? Jakie znaleźliście książkowe prezenty pod choinką? 
Pozdrawiam Was poświątecznie i życzę właściwego odpoczynku, na który nie było czasu przed i w czasie świąt!

Sardegna

Dziecięce czytanie na koniec roku


posted by Sardegna on , , , , , , , , ,

6 comments

Myślę, że to będzie już ostatni, dziecięcy wpis książkowy, w tym roku. Nie żebyśmy nic nie czytali wieczorem, bo mamy akurat na tapecie świetną i edukacyjną książkę, chodzi raczej o to, że nie doczytamy jej do końca, przed upływem mijającego, 2015 roku. Dzisiaj chciałam zaprezentować trzy kolejne propozycje z naszej dziecięcej biblioteczki. Dość zróżnicowane, ale o to chyba chodzi. Wielka Księga Przygód Martynki: "Martynka i jej świat" (pochodzi z wymiany ŚBKowej), "Hugo ucieka z cyrku" (zakup własny) i "Puc, Bursztyn i goście" - kultowa książka z mojego dzieciństwa, wyjęta z biblioteczki, odkurzona i odświeżona. 

Wydawnictwo: Papilon
Liczba stron: 160
Moja ocena : 4/6

Kiedy moja Siedmiolatka zobaczyła na stoisku wymiany ŚBKów tą księgę z przygodami Martynki, a do kompletu tom drugi (różowy), od razu chciała je mieć! Jestem otwarta na książkowe wybory moich dzieci, choć uważam, że moja córka jet już trochę za duża na Martynkę, to zgodziłam się głównie za sprawą tego, że będzie sobie czytać ją samodzielnie. Martynka ma dość sporą czcionkę, niewiele tekstu, i miłe dla oka ilustracje, umilające to samodzielne czytanie. Księga zawiera 8 historii, pojedynczych opowiadań, które normalnie stanowią jeden tom przygód bohaterki. Poziom tych opowiastek nie jest może zbyt górnolotny. Teksty często są rymowane, co mnie akurat bardzo denerwuje, kiedy mam czytać fragmenty na głos. Niektóre z fragmentów historii są tak bardzo infantylne, że nawet sama Siedmiolatka przekonała się, że to chyba nie jest to, o czym ona lubi słuchać najbardziej. Uważam jednak, że historyjki te mają swój urok, zwłaszcza dla małych trzy, czteroletnich dziewczynek. 
W naszym wypadku, książka sprawdziła się jednak, jako lektura własna, którą po fragmentach czytała sobie Siedmiolatka samodzielnie. Z tego, co jednak widzę, nie ciągnie jej do czytania tomu drugiego.

Co należy książkom z tej serii przyznać, są pięknie wydane. Zwłaszcza Wielkie Księgi Przygód. Mają twardą okładkę, z błyszczącymi elementami, świetny papier i ładne ilustracje. Taka "Martynka" idealnie nadaje się na prezent.  


Wydawnictwo: Grupa Wydawnicza Foksal
Liczba stron: 156
Moja ocena : 4/6


"Hugo ucieka z cyrku" Agnieszki Stelmaszyk został zakupiony w celu czytania samodzielnego. Siedmiolatka stwierdziła, że co, jak co, ale serię z gatunku "Zaopiekuj się mną" (a właściwie "Kto mnie przytuli?"), może już czytać samodzielnie. Trochę się przeliczyła, bowiem druk w tej książeczce jest wyjątkowo mały, a co za tym idzie, ilość zwartego tekstu na jednej stronie, jest całkiem spora. To niestety zniechęca, więc parę pierwszych stron przeczytała sama, a resztę doczytałam jej na głos. 

Powiem Wam szczerze, że historia Hugo, choć może i ma interesujący zamysł, to jej początek ciągnie się nieziemsko. Piesek Hugo, wykorzystywany w cyrku przez swojego opiekuna, do niecnych celów, ucieka z tego nieprzyjaznego miejsca, i szuka sobie nowego domu. Zanim jednak do tego dojdzie, Hugo zgubi się w lesie, zabłądzi do okolicznego gospodarstwa i trafi do schroniska, a wszystko to będzie ciągnęlo się w nieskończoność. Akcja końcowa, kiedy to piesek trafia do nowego właściciela i z nim przeżywa niesamowitą przygodę, rodem z filmu detektywistycznego, to już inna sprawa. Ale żeby do tego momentu dotrzeć, trzeba przedrzeć się przez wiele nużących stron. Nie spotkało się to z zainteresowaniem moich dzieci, ale jakoś udało mi się dokończyć książkę. Dlatego moja ocena końcowa wynosi tylko 4/6. W zwierzęcej serii można znaleźć o wiele ciekawsze tytuły, niż ten właśnie. 


Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Liczba stron: 96
Moja ocena : 6/6

Na koniec dzisiejszego zestawienia zostawiłam wspaniałą, najlepszą, moją ukochaną, lekturę z dzieciństwa. "Puc, Bursztyn i goście" Jana Grabowskiego to zawsze aktualna historia, która mimo wielu lat nie straciła na swojej wyjątkowości. Dwa psiaki, wychowane na gospodarstwie, nauczone walki o swoje, ale sympatyczne, wierne i mądre, przyjmują w swoim domostwie miejskich gości. Tjuzdejek i Mikado, dwa mieszczuchy, leżące na pachnących poduszkach i jedzące tylko najlepsze przysmaki, trafiają w sam środek wydarzeń, których zupełnie nie rozumieją. O ile Tjuzdejek odcina się od gospodarzy grubą kreską, to Mikado zaprzyjaźnia się z psiakami i uczestniczy w ich swojskich zabawach. 
Wspaniała to książka, którą przeczytałam w swoim dzieciństwie niezliczoną ilość razy. Teraz zaproponowałam ją moim dzieciom, i w sumie ich zainteresowanie było spore, choć wybiórcze. To znaczy, chętniej słuchali fragmentów o przygodach psiaków i ich gości oraz perypetiach z Katarzyną. Mniej ciekawiły ich zdarzenia na psim rynku, czy zabawy na podwórku.  Tak w ogóle, to chyba najlepiej podczas czytania bawiłam się ja, przypominając sobie swoje ulubione fragmenty i uśmiechając się, na ich wspomnienie, pod nosem.

Jak widać, w moim dzisiejszym zestawieniu, książka wiekowa znacznie przebiła swoją wartością dwie nowości. Moja Siedmiolatka też to chyba zauważyła, bo spuściła ostatnio z tonu zwierzaków z serii "Zaopiekuj się mną" (Mamy jeszcze dwa nietknięte tomy! A to się nie zdarza!).

Przed końcem roku planuję jeszcze podsumować przeczytane w tym roku książki dziecięce. Już teraz zapraszam Was na to zestawienie. Może zainspiruje kogoś z Was do wspólnego przeczytania, któregoś z zaproponowanych tytułów.

Sardegna

"Hell-p", "Moherfucker", "Russian Impossible" Eugeniusz Dębski


posted by Sardegna on , , , , , , ,

2 comments


Wydawnictwo: Heraclon
audiobook: czas trwania 7 godzin i 36 minut, 9 godzin i 38 minut, 10 godzin i 9 minut    
Moja ocena : 4/6, 5/6, 5/6
lektor: Roch Siemianowski

Pewnego pięknego wieczora, mąż podjął zapytanie: "Znasz takiego polskiego autora Eugeniusza Dębskiego?" Chwila zastanowienia, i jednak ... nie. To znaczy kojarzę nazwisko, wiem, że Autor jest związany z polską fantastyką i właściwie to tyle. Ale sami wiecie, że fantastyka to jest gatunek, w którym poruszam się po omacku, żadna więc ze mnie specjalistka. A więc mąż podejmuje temat dalej: "Pożyczyłem fajny audiobook, seria "Moherfucker", chcesz przesłuchać?" 
Czy ja wiem, czy chcę? Polska fantastyka? No dobra...

I wiecie co? To było całkiem spoko. Część pierwsza "Hell-p" może nieco mniej przypadła mi do gustu, ale pewnie przez to, że była bardziej wprowadzeniem, niż właściwą fabułą, ale za to część druga i część trzecia zrekompensowały wszystkie niedostatki poprzedniej i nabiły sobie bardzo wiele plusów. 

W sumie można by czytanie poprzestać na części pierwszej lub drugiej. Jedna i druga historia kończy się w dość kluczowym, ale specyficznym, momencie, pozwalającym na przerwanie lektury. Przesłuchanie całości ma jednak większy sens, więc osobiście polecam komplet.

Seria "Moherfucker" to mieszanka iście wybuchowa, łącząca w sobie fantastykę, sensację, powieść kryminalną i horror. Czegóż nie ma w tej książce! Są pościgi i strzelanki, głównie za sprawą interesującego bohatera - charakternego agenta ABW Kamila Stocharda i jego policyjnych partnerów. Są niebezpieczne guimony, czyli potomkowie Cthulhu, pradawnego potwora - bóstwa, pochodzącego z mitologii stworzonej przez H. P. Lovecrafta (nie znam w prawdzie tej maszkary, ale wyobrażam sobie, że jest paskudny). Jest sprawa dziwnych zachowań oraz tajemniczych zniknięć staruszków, zwłaszcza w pobliżu ośrodków religijnych kultów. Jest podejrzana sekta, działająca pod przykrywką pseudo zakonu wody w Rosji. Jest wojna między rosyjską milicją a rosyjską mafią, będąca tylko zmyłką dla działalności "prawdziwego zła". W końcu są celebryci, którzy pod pretekstem zabiegów leczniczo - kosmetycznych, planują podbój świata, ale nie sami oczywiście! Moc Cthulhu będzie z nimi!

A wszystko zaczyna się od dziwnej misji, którą zwierzchnicy zlecają Kamilowu Stochardowi, trochę niewygodnemu agentowi ABW, o niewyparzonym języku. Tajemnicze zadanie polega na wspomaganiu amerykańskiego śledczego, Jerrego Wilmowskiego w jego pracy i nie zadawaniu żadnych pytań. Okazuje się, że współpraca polsko - amerykańska polegać ma na likwidacji potomków Cthulhu, którzy rozpanoszyli się po kraju i opętali umysły oraz ciała, niewinnych staruszków. Sprawa wydaje się naciągana, ale dziwnie dopiero zacznie być, kiedy Kamil na własne oczy zobaczy babulinę o nadprzyrodzonej mocy.

Na tym pokrótce polega misja Stocharda, bowiem w ferworze akcji i w kolejnych tomach, akcja nabierze tempa. Agent będzie dostawał do pomocy kolejnych partnerów, będzie musiał stawić czoło nie tylko mitycznym stworom, ale też tym jak najbardziej realnym przestępcom, którzy z różnych powodów będą kręcić się wokół całej sprawy. Będzie walczył z rodzimą i rosyjską mafią, z sektą i jej wyznawcami, z rosyjskimi celebrytami, a także z ... własną pamięcią. Zaprzyjaźni się także z rosyjskim generałem i jego rodziną, otrzyma nieoczekiwane wsparcie od bossa rosyjskich bandziorów, a wszystko to za sprawą walki ze wspólnym wrogiem. Sporo się wydarzy, oj sporo, i wszystko to będzie galopować z zawrotną prędkością do finału, gdzie siły ludzkie zmierzą się z nadprzyrodzonymi.

Powiem Wam, że słuchanie trylogii "Moherfucker" było całkiem przyjemnym doświadczeniem. Chodzi mi oczywiście o całą fabułę i pomysł, ale też czarny humor i żarty sytuacyjne, zwłaszcza te, w wykonaniu Stocharda. Faktem jest, że sporo w książce wulgaryzmów, brutalnych opisów, czy makabrycznych momentów, więc jeżeli kogoś rażą takie fragmenty w czytanej, bądź słuchanej książce, może mieć z tym problem. Może rzeczywiście seria ta jest bardziej męska niż kobieca, ale ja akurat nie miałam z tym większego problemu.

Choć wszystkie trzy części słuchało mi się bardzo dobrze, pierwszą z nich oceniłam najsłabiej. Wynika to z faktu, że (tak, jak napisałam na początku), po przesłuchaniu dwóch kolejnych, tamta wydała mi się tylko wprowadzeniem do całej tej historii. Natomiast najwięcej smaczków ma część druga i ta jest według mnie najlepsza z całej trylogii (według mojego męża także).
"Efekt" książki robi też lektor audiobooka, pan Roch Siemianowski, którego znam już z czytania powieści Aleksandry Marininy. Bardzo podobała mi się jego interpretacja tej historii i nadawanie Kamilowi tego zadziornego i bezkompromisowego charakteru.

Jak widać, warto wyjść czasami poza schematy czytanych lektur, bo takie skręcenie z obranej drogi może zaowocować ciekawym, czytelniczym doświadczeniem. Wspominałam już nie raz, że warto sięgać po książki, które pozornie w ogóle nie leżą w naszych gustach. Obym miała jak najwięcej czasu na takie "zakręty", w nadchodzącym roku. Tego i Wam i sobie życzę.

Sardegna

Książkowe podsumowania Sardegny cz.3 - 10 najbardziej popularnych wpisów na blogu w roku 2015


posted by Sardegna on

8 comments

Dzisiaj zapraszam na trzecią część podsumowań roku w Książkach Sardegny. Poniższy wpis w połowie będzie książkowy, a w połowie związany z działalnością bloga, chciałam Wam bowiem przedstawić 10 najpopularniejszych wpisów, które cieszyły się popularnością na mojej stronie, w tym roku.

Wybory czytelników są naprawdę niezbadane, bowiem wpisy "pewniaki", dotyczące literackich hitów, relacje z targowych imprez czy spotkań, nie były czytane z aż taką częstotliwością, jak te, zamieszczone poniżej. Dodam jeszcze, że na 10 postów, 2 dotyczą książek dla dzieci, 2 to podsumowania, 2 zapowiedzi targowe, 1 Kalendarz Książkowych Wydarzeń na Śląsku, 1 to zestawienie blogów, od których zaczęłam swą przygodę z blogowaniem i tylko 2 to książki dla dorosłych (jedna jest bardzo specyficzna, a druga w sumie też, bo to "After"). Zapraszam do zestawienia najpopularniejszych wpisów w roku 2015:

1.  "After. Płomień pod moją skórą" Anne Todd - to najchętniej czytany wpis w mijającym roku. Rozumiem zainteresowanie tą książką, bowiem emocji, jakich dostarcza, zawłaszcza młodym czytelniczkom  (mam na myśli dziewczyny dwudziestoletnie, nie nastolatki) jest ogrom. "Niegrzeczny", wytatuowany Hardin i Tessa, ułożona panienka z dobrego domu, tworzą wyjątkowy duet, który na przemian kocha się i nienawidzi. Para ta stwarza sobie niezliczoną ilość problemów, przeinaczając błahostki na tematy dotykające niemalże, kwestii życia i śmierci. Później przepraszają się i godzą w łóżku, nie dziwi więc, że w ich związku cały czas iskrzy. Przyjemnie czyta się o perypetiach tej pary, choć może to być nieco nużące, gdyż przez 700 stron i kolejne trzy tomy, niewiele się w ich relacji zmienia.  


2. Blogi, dzięki którym bloguję -  drugi wpis, pod względem popularności, chętnie czytany na mojej stronie. Nie dziwię się temu, bo sama lubię czytać takie wpisy u innych. Wszelkie podsumowania, zestawienia, rankingi cieszą się sporym zainteresowaniem. Spis blogów, które są dla mnie ważne właśnie dzięki temu, że pod ich wpływem sama zaczęłam blogować, stał się dla mnie ważny. Przypomina mi o miłych początkach w sieci, stronach, które już nie są aktywne, a czytając komentarze pod tym postem, uświadamiam sobie, że sama stałam się taką inspiracją dla innych, do założenia bądź rozwinięcia bloga w stronę książkową. Bardzo to miłe.

3. "Targi Książki w Warszawie - tym razem się uda!" - to trzeci, najpopularniejszy wpis w mijającym roku. I tutaj moje zaskoczenie: gdyby to była relacja targowa, to ja rozumiem, ale zapowiedź wyjazdu na TK? Może wynikało to z faktu, że była to moja kolejna "przymiarka" do Warszawskich TK (w zeszłym roku też planowałam jechać, ale niestety nie wyszło), może z zainteresowania, co ciekawego planuję tam robić i z kim się spotkać, a może z podlinkowania strony organizatora, gdzie łatwo i szybko można było wyszukać ciekawe informacje o TK. Nie mam pojęcia co było głównym powodem, jednak daje mi to do myślenia, że czytelnicy lubią wpisy takiego typu. 

4. "Wieczornego czytania ciąg dalszy" - to wpis dotyczący książek dziecięcych, ale tych nieco starszych, które wyjęły moje dzieci ze swojej biblioteczki. Zainteresowanie tym postem sugeruje, że czytelnicy lubią notki dotyczące literatury dziecięcej, i to wcale nie tej najnowszej. Cieszy mnie to, tym bardziej, że mamy jeszcze w zanadrzu całkiem sporo książek nieprzeczytanych, takich, które mają już po kilkanaście lat, nieco sfatygowane okładki i może nie najpiękniejszą grafikę, ale jak widać, i o tych warto pisać.


5. "Mój plan na idealny weekend. Krakowskie Targi Książki" - kolejny wpis z zapowiedzią wyjazdu na TK. Tym razem do Krakowa. W nim znalazła się rozpiska spotkań autorskich, na których planowałam się pojawić i stos książek do zabrania. Jak zawsze, sporo emocji mi towarzyszy, podczas przygotowania do uczestnictwa w TK, może ten mój entuzjazm udziela się czytelnikom?


6. "Sztuka godnego umierania" Piotra Kniecickiego - znalazła się na szóstym miejscu w moim zestawieniu. To książka bardzo specyficzna, będąca zapisem wrażeń, uczuć, wspomnień i przemyśleń Autora, który w wieku 44 lat doznał wylewu, co uszkodziło jego pień mózgu. Piotr został całkowicie pozbawiony władzy nad swoim ciałem, przy zachowaniu całkowitej świadomości umysłowej. Po długim czasie stabilizacji, kiedy to nauczył się komunikować z otoczeniem za pomocą ruchu gałek ocznych, będąc całkowicie sparaliżowanym, postanowił opisać swoją historię. Szczegóły jego batalii, pracy nad książką, znajdziecie klikając w odpowiedni link. Powiem tylko, że nie należy bać się tej książki, nie jest ona wcale pesymistyczna czy przygnębiająca. Wprost przeciwnie, ale o tym musicie przekonać się sami.

7. "Książkowe podsumowania Sardegny cz.1 - 10 najlepszych okładek książek, przeczytanych w roku 2015" - wpis z rodzaju podsumowań rocznych, które bardzo lubię i staram się na czas zaplanować. W tym roku bezsprzecznie, w rankingu okładek, zwyciężyło "Broad Peak. Niebo i piekło". Pozostałą dziewiątkę poznacie, przechodząc do wpisu.

8. "Magiczny kotek. Magiczny piesek" Sue Bentley - to kolejna książka, a właściwie dwie książeczki dla dzieci, pochodzące  z serii magicznej. Urocze okładki, sympatyczna (choć nie powalająca na kolana) treść, sprawiają, że mali czytelnicy lubią bardzo sięgać po te tytuły. Dwa zaprezentowane są akurat jednymi z nowszych części kolekcji, która liczy sobie kilkanaście tytułów. W ogóle cala seria "zwierzęca", którą zainicjowała Holly Webb cyklem "Zaopiekuj się mną", cieszy się na blogu sporą popularnością.


9. "Książkowe podsumowania Sardegny cz.2 - 10 najlepszych książek, przeczytanych w roku 2015" -  kolejne podsumowanie roczne, tym razem dotyczące rankingu najlepszych książek. O dziwo, wpis ten jest rzadziej odwiedzany, niż ranking okładek. Nie będzie dla nikogo zaskoczeniem, jeżeli przypomnę, że w tym roku moim numerem jeden jest "Terror" Dana Simmonsa, do którego przeczytania bardzo zachęcam.

10. Ostatnim wpisem, który znalazł się w najchętniej czytanej dziesiątce postów był marcowy "Kalendarz Książkowych Wydarzeń" - jeden ze wpisów cyklicznych, które niestety, ze względu na brak czasu, nie zawsze udaje mi się regularnie publikować. Ale jak widać, cieszy się sporą popularnością i będę chyba musiała pomyśleć o większej systematyczności w tym temacie.

Tak, jak mówiłam, zestawienie najpopularniejszych wpisów na blogu jest dość nietypowe, ale świadczy to chyba tylko o tym, że czytelnicy lubią posty nieszablonowe. Dziękuję wszystkim za kolejny rok spędzony w Książkach Sardegny. Może nie był on tak intensywny, jak w dwa lata temu, kiedy to frekwencja i liczba odwiedzających była oszałamiająca, ale blog ciągle ma swoich wiernych czytelników, których jest niemało, i tylko to się liczy! Dziękuję!
Sardegna

Wesołych Świąt!


posted by Sardegna on

22 comments

Dzisiaj Wigilia, więc pewnie większość z Was jest zajęta, dopinając na ostatni guzik świąteczne tematy. Ja w tym roku, przygotowując się do świąt napracowałam się bardzo (chyba nawet bardziej niż w zeszłym, a wydawało mi się to prawie niemożliwe), ale o dziwo, dzisiaj wyszłam już z wszystkich prac i obowiązków. Siedzę więc teraz, popijam kawusię i mam chwilę odpoczynku. 

Korzystając z okazji, chciałam, jak co roku, złożyć świąteczne życzenia wszystkim czytelnikom Książek Sardegny, wszystkim znajomym i nieznajomym blogerom, Wydawcom, Autorom, wszystkim ludziom, dla których książki są wyjątkowe.
Niech te święta będą wspaniałą okazją do spotkań w gronie rodzinnym, przyjemności dla ducha i ciała, odpoczynku i spędzenia wolnego czasu w sposób, jak najbardziej lubicie.
Wesołych Świąt!


Wybaczcie, że kartka jest zeszłoroczna, ale mam do niej wielki sentyment.

Tradycyjnie, przekazuję także życzenia otrzymane od zaprzyjaźnionych wydawców: Wydawnictwa mg, Czwartej Strony, Vesper/InRock, Naszej Księgarni, Wydawnictwa Literackiego, Prószyńskiego, Egmontu, Dreams, Skrzata, portalu Lubimy Czytać, BlogMedia, Granice.pl, Publio, księgarni Selkar, Woblink, BloSilesia, ExpoKraków i Autorów: Magdy Witkiewicz, Agnieszki Steur i pana Marka Pindral. Dziękuję za wszystkie życzenia, także te, przekazane za pośrednictwem FB. Papierowe czy wirtualne kartki świąteczne, uwielbiam je wszystkie!
 
 

Sardegna

"Mordercza góra" Pat Falvey, Pemba Gyalje


posted by Sardegna on , , , , , ,

4 comments


Wydawnictwo: Świat Książki
Liczba stron: 368
Moja ocena : 6/6

"Mordercza góra" to kolejna książka z gatunku "wysokogórskich". Pisałam już nie raz, że ciągnie mnie do takich opowieści, głównie z sprawą mojej osobistej miłości do gór. Dlatego też, kiedy dochodzi do kolejnej tragedii, bez względu na to, czy są to najwyższe na świecie ośmiotysięczniki, czy nasze Tatry, przeżywam je tak samo mocno. Czytając relację świadków, czy zupełnie obiektywny zapis tragicznych wydarzeń, próbuję zrozumieć, jak silna musi być miłość uczestników wypraw do gór wysokich, że są w stanie narazić na szwank swoje życie i zdrowie. Za każdym razem jednak, dochodzę do tego samego wniosku, że w sumie to wiem, co ciągnie ludzi w góry, bo mam tak samo. Oczywiście na mniejszą skalę, ale absolutnie rozumiem ludzi, których "wzywa góra", i jestem w stanie zrozumieć ich chęć zdobycia szczytu, który mają w zasięgu wzroku. Choć rozsądek podpowiada, żeby się zatrzymać, albo zawrócić, "gorączka szczytowa" pcha ludzi w górę, a to nie zawsze kończy się szczęśliwie.

"Mordercza góra" to tak wyjątkowa książka, że cokolwiek bym o niej napisała, cokolwiek starała się Wam przekazać, to i tak to wszystko będzie zbyt banalne. Nie umiem jej opisać, jak należy, ale myślę, że to nawet nie jest konieczne. Trzeba lekturę po prostu przeczytać i przeżyć po swojemu. 

Sama przeżywałam ją długi czas. Zabierałam się za ten wpis od kilku tygodni, bo początkowo, tuż po samej lekturze musiałam zasięgnąć dodatkowych informacji, a potem na spokojnie "przetrawić" ją jeszcze raz. Jednakże fakt, iż umieściłam ten tytuł w zestawieniu najlepszych książek rok 2015, zobligował mnie do napisania tej notki.

W roku 2008, w lipcu, w obozie pod K2, stacjonuje wiele międzynarodowych ekip wspinaczy. Postanawiają oni wykorzystać okno pogodowe i wspólnie zdobyć szczyt, tej najgroźniejszej góry świata (wbrew pozorom, morderczą górą nie jest Everest, a K2 właśnie). Pierwszego dnia sierpnia, w górę wyrusza ponad dwudziestu ludzi, na szczyt dociera grupa osiemnastu wspinaczy, do bazy natomiast nigdy nie powróciło jedenastu. Tragedia, jaka rozegrała się przy wejściu i przy zejściu z góry, była jedną z największych, w dotychczasowej historii wspinaczki na K2.

Owa tragiczna w skutkach, wyprawa, wydawała się być skazana na sukces. Świetnie przygotowane ekipy, o doskonałej kondycji i niezachwianej pewności siebie, ogrom sprzętu i doskonała pogoda, skłoniły wspinaczy do podjęcia próby wspólnego wejścia na szczyt. O ile jednak rozmowy prowadzone w bazie przebiegały w miłej i kulturalnej atmosferze, to w górze przerodziły się już w niedomówienia (wspinacze byli różnych narodowości i nie wszyscy dobrze mówili po angielsku) i szereg nieporozumień. Zbyt duża grupa ludzi wyruszyła jednocześnie w górę, co w rezultacie doprowadziło do "zakorkowania" przejścia pod serakiem - najbardziej niebezpiecznym fragmencie trasy na szczyt K2. Długie oczekiwanie na swą kolej wydłużyło czas wejścia i osłabiło wspinaczy, i nawet upadek trzech towarzyszy, już w początkowej fazie wspinaczki, nie skłonił pozostałych do zrezygnowania z wyprawy bądź zachowania większej ostrożności. Przy zejściu natomiast było tylko gorzej...

Nawet po zakończeniu tej tragicznej wyprawy, trudno było właściwie określić, co się stało i kto ponosi za to odpowiedzialność. Każdy uczestnik miał własną wersję wydarzeń i przez dość długi czas nie można było dojść do porozumienia w tej kwestii. Osobą najbardziej postronną okazał się szerpa Pemba Gyalje, człowiek, który do końca zachował zimną krew i starał się, w miarę swoich możliwości, jak najlepiej prowadzić akcję ratowniczą, i to zapis jego wersji wydarzeń znalazł się w książce.

"Mordercza góra" jest dość subiektywną relacją i tym różni się na przykład od bardzo obiektywnego "Broad Peak. Niebo i piekło". Co oczywiście nie zmienia faktu, że historię K2 przeżywa się tak samo, a może nawet i mocniej. Nie ukrywam, że początek książki może być dość trudny dla czytelników, którzy nie pasjonują się tematem wysokogórskim, aż tak bardzo, jak ja. Sporo tam opisów przygotowań do wejścia i charakterystyki poszczególnych uczestników wyprawy. Od momentu wyjścia z bazy, jak to w życiu, akcja przyspiesza. Niestety nie podąża w tę stronę, którą życzyliby sobie wszyscy uczestnicy wejścia na K2.

Kolejny już raz góra pokazała wspinaczom swą siłę i przewagę nad ich dokonaniami. Przypomniała także, że nad porywy serca trzeba czasami przełożyć rozum. I tą myślą, aktualną nie tylko w górach, ale i w życiu codziennym, zakończę mój wpis.
Sardegna

Książkowe podsumowania Sardegny cz.2 - 10 najlepszych książek, przeczytanych w roku 2015


posted by Sardegna on

28 comments

Druga część książkowych podsumowań na moim blogu dotyczyć będzie najlepszych książek przeczytanych w roku 2015. Podobnie, jak to miało miejsce z okładkami, wybrałam 10 tytułów, które oceniłam najwyżej, i które dostarczyły mi nie lada emocji. Są to bardzo ważne dla mnie tytuły, które mogę polecić wszystkim z czystym sumieniem. Kolejność książek w zestawieniu pokrywa się z kolejnością ich przeczytania w mijającym roku:


 "Białe róże dla Matyldy" Magdaleny Zimniak przeczytałam już w styczniu 2015 roku i już wtedy wiedziałam, że książka będzie w rankingu najlepszych. Rodzinna tajemnica, ale taka z gatunku "najgorszych", wstrząśnie najbardziej czytelniczkami - matkami. Nie da się na spokojnie przejść przez prezentowaną historię, sama odkładałam książkę kilkakrotnie, ale tylko po to, by za chwilę znów po nią sięgnąć, i czytałam nieprzerwanie po późna w nocy. Nieprawdopodobna to historia, ciężka i emocjonalna, ale warta każdej poświęconej minuty.


 "Broad Peak Niebo i Piekło" Bartka Droboch i Przemysława Wilczyńskiego wyróżniłam już przy okazji okładek, pisząc, dlaczego ta książka jest dla mnie tak wyjątkowa. Kocham góry całym sercem i każdą tragedię, do jakiej w nich dochodzi, bez względu na to, czy są to Tatry, czy najwyższe na świecie ośmiotysięczniki, przeżywam tak samo emocjonalnie. Książka jest jeszcze wyjątkowa pod jednym względem: jest rzetelnie napisana i wyjątkowo obiektywna, dlatego pozwala czytelnikowi na własne refleksje i własną ocenę.





Pojawienie się któregoś z tytułów autorstwa Remigiusza Mroza w tym zestawieniu, nie jest chyba wielką niespodzianką. Wspaniały thriller prawniczy, z genialnym duetem Chyłka - Zordon, zawładnął niejednym czytelnikiem. "Kasacja" jest świetnie skonstruowaną powieścią, z jeszcze lepszym zakończeniem, którą czyta się w mgnieniu oka. Nie sądzę, żebym musiała komukolwiek polecać jakąkolwiek powieść Autora, bo Remigiusz Mróz jest sam w sobie znaną marką, ale na wszelki wypadek przypomnę: czytajcie powieści RM, bo są genialne!



 
Powieści Katarzyny Zyskowskiej - Ignaciak również są obowiązkowe w moich końcoworocznych zestawieniach. W tym roku wybrałam "Upalne lato Gabrieli", czyli trzecią i ostatnią część kobiecej serii "Upalne lato...". Wszystkie części tej opowieści są wspaniałe, ale Autorka z każdym tomem podnosiła sobie i czytelnikom poprzeczkę. Dlatego Gabriela to kwintesencja całej rodzinnej historii, rozwiązanie wszystkich tajemnic, spoiwo wszystkich kobiecych postaci i cudowne zakończenie sagi. Polecam wszystkim tę trylogię, bo to nieszablonowa opowieść, dająca do myślenia na temat własnych relacji w rodzinie (zwłaszcza tych, między kobietami).


"5 sekund do IO" Małgorzaty Warda nie na darmo zostało wyróżnione najlepszą książką dla młodzieży 2015 roku. Historia nastolatki Miki, która wkręca się w wirtualna rzeczywistość gry komputerowej, tak bardzo realnej (łącznie z odczuwaniem ciepła, zimna czy bólu), że zupełnie zatraca swe prawdziwe życie. Oczywiście mój opis jest bardzo skrótowy, bo tak naprawdę w historii IO chodzi o coś więcej i o coś znacznie ważniejszego, ale o szczegółach możecie przeczytać klikając w odpowiedni link. Wyróżniłam tę powieść gdyż, według mnie powinna stać się ona obowiązkową lekturą nie tylko dla młodzieży, ale przede wszystkim, dla jej rodziców i stać się punktem wyjścia do konstruktywnej dyskusji. Poza tym, daje lepiej do myślenia, na temat uzależnień od gier komputerowych, niż niejedna kampania społeczna.


"Mnicha" Matthew Gregory Lewisa wyróżniłam już przy okazji klimatycznych okładek. Historia mrocznego zakonnika zrobiła na mnie tak olbrzymie wrażenie, że postanowiłam umieścić ją i w tym rankingu. Klimat powieści jest niesamowity i choć może nie bałam się jakoś szaleńczo, podczas czytania/słuchania, nie ominęły mnie parokrotnie, dreszcze grozy. Spora w tym zasługa lektora audiobooka, pana Zbigniewa Wróbla, który doskonale interpretował powieść, różnicował postacie, stopniował emocje i wzmacniał mrocznego ducha, w odpowiednich momentach. I tak, jak napisałam w pierwszym wpisie na temat książki, żałuję, że tak późno zapoznałam się  z "Mnichem". Przecież to powinna być moja obowiązkowa lektura, lata temu, kiedy chętnie czytałam mroczne wiersze Edgara Allana Poe. Byłoby to idealne uzupełnienie.


"Ezotero. Córka Wiatru" Agnieszki Tomczyszyn również zostało wyróżnione przeze mnie w zestawieniu okładkowym. Jest to wspaniały debiut, którego zakończenie wbija w fotel. Mieszanka obyczajówki, kryminału, powieści fantastycznej, mistycznej i filozoficznej, której główną bohaterką jest Latte, niesamowita dziewczyna o wyjątkowym imieniu. Bardzo pozytywna książka, wartościowa i mądra. Bogata w treść, ale jednocześnie niosąca bardzo proste przesłanie. Autorce udało się w doskonały sposób zachować równowagę między wszystkimi wątkami i stworzyć niesamowitą opowieść, którą szczerze Wam polecam.


Nie raz wspominałam, że "Terror" Dana Simmonsa jest dla mnie wyjątkową, pod wieloma względami, książką. Ma cudowną okładkę, była to też najgrubsza książka, jaką miałam okazję przeczytać w mijającym roku (obawiałam się też, na szczęście zupełnie bezpodstawnie, że taką "cegłę" będzie mi się źle czytać), ale najważniejsze, jest to, że okazała się wspaniałą powieścią, poruszającą, przerażającą i fascynującą, zarazem. "Terror" w roku 2015 przezywał chyba ponownie swój debiut, bowiem wznowienie powieści przez Wydawnictwo Vesper spowodowało, że książka dotarła do nowego grona czytelników (w tym do mnie), którzy wcześniej nie mieli o niej pojęcia. A historia próby zdobycia Przejścia Północ - Zachód przez załogę dwóch okrętów HMS Terror i Erebus, i jej możliwe zakończenie, jest naprawdę godne opowiedzenia.

"Mordercza góra" Pat Falvey, Pemba Gyalje - książka, która jako jedyna nie została jeszcze przeze mnie opisana, a wszystko za sprawą emocji, jakie towarzyszą mi za każdym razem, kiedy zabieram się za jej opisanie. Jest to historia z gatunku tych "wysokogórskich", opisująca tragiczną w skutkach wyprawę na szczyt K2 w roku 2008, przez ponad dwudziestkę wspinaczy jednocześnie. Reportaż napisany przy współpracy z Pembą Gyalje, szerpem, który w tej wyprawie uczestniczył i jako jedyny, do końca zachował zimną krew. Zapis wydarzeń nie jest dla mnie do końca obiektywny, ale to oczywiście nie zmienia faktu, że książka jest przejmująca. Kolejna historia pokazuje, że w górach niezmiernie ważny jest zdrowy rozsądek, a naturze należy się odpowiedni szacunek i respektowanie jej praw. 

Na koniec mojego zestawienia zostawiam "Jaśki" Jean - Philippe Arrou - Vignod - książkę przeznaczoną dla dzieci i młodzieży, będącą bardzo w klimacie "Mikołajka", ale jednocześnie bardzo od niego odmienną. Jest to historia o podobnym humorze, ale jak dla mnie świeża i momentami chyba bardziej zabawna (a może po prostu Mikołajek" niczym  nie jest w stanie mnie zaskoczyć, a Janowie, jak najbardziej). Jaśki to sześciu braci o identycznych imionach, które zawdzięczają ojcu o słabej pamięci. Bracia, choć kłócą się i biją na potęgę, tak naprawdę są niesamowicie ze sobą zżyci i skoczyliby za sobą w ogień. Pomysły mają nieziemskie, ale co gorsza, często je realizują, co kończy się kłopotami. W każdym razie "Jaśki" sprawiły mi niesamowitą niespodziankę, bowiem nie przewidziałam, że tuż pod koniec roku przeczytam książkę, którą zakwalifikuję do tego zestawienia.

Nie będzie to chyba zaskoczeniem dla nikogo, kiedy potwierdzę, że moim numerem jeden w czytelniczym roku 2015, jest "Terror" Dana Simmonsa, do przeczytania którego (jeżeli ktoś tego jeszcze nie zrobił), gorąco Was namawiam.


A jakie są Wasze czytelnicze numery jeden, w mijającym roku?

Sardegna